Best of Forum VI
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Możemy
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Ania Leon – Łezki (2022)
Opis będzie króciutki, bo i nie ma co się rozpisywać. Natknąłem się na ten utwór przypadkowo na Spotify kilka, a może już kilkanaście miesięcy temu. Wyświetliło to w propozycjach, które czasami z różnych powodów albo i zupełnie bez powodu sobie sprawdzam na chybił trafił. I utwór od razu mi się spodobał. Ania Leon ma w dorobku dopiero jeden album pt. „Łezki”, który oczywiście sprawdziłem. To niezły kawałek elektronicznej muzyki, która mi ostatnio mocno podchodzi. Określa się jej muzykę jako dark pop. Artystka sama komponuje swoją muzykę i podobno inspiruje się m. in. Billie Eilish, co już jest dla mnie niezłą rekomendacją.
https://www.youtube.com/watch?v=uWbvr8lnRdI
Opis będzie króciutki, bo i nie ma co się rozpisywać. Natknąłem się na ten utwór przypadkowo na Spotify kilka, a może już kilkanaście miesięcy temu. Wyświetliło to w propozycjach, które czasami z różnych powodów albo i zupełnie bez powodu sobie sprawdzam na chybił trafił. I utwór od razu mi się spodobał. Ania Leon ma w dorobku dopiero jeden album pt. „Łezki”, który oczywiście sprawdziłem. To niezły kawałek elektronicznej muzyki, która mi ostatnio mocno podchodzi. Określa się jej muzykę jako dark pop. Artystka sama komponuje swoją muzykę i podobno inspiruje się m. in. Billie Eilish, co już jest dla mnie niezłą rekomendacją.
https://www.youtube.com/watch?v=uWbvr8lnRdI
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Big Pun - You Came Up (feat. Noreaga)
Historia Puna bardzo ciekawa, niby nic nowego, wręcz kopiuj wklej z kilku innych życiorysów amerykańskich raperów z tamtych czasów, ale mimo wszystko czytało się zajebiście. Jeżeli chodzi o utwór, to jest dobry. Jakoś mi pasuje ta końcówka lata na jakieś stare amerykańskie rytmy, więc nawet może sobie ogarnę cały album, co czemu nie. To tarirara na końcu mogli sobie darować, ale już uj z tym. Bicik fajny, acz po jakimś czasie ta wstawka na dętych zaczyna irytować. Niemniej, nadal propsuję.
Tom Petting & the Heartbreakers - Learning to Fly
Bardziej niż te 4 akordy, zawsze głównie pamiętałem z tego kawałka, to stukanie, które wchodzi kiedy Petty zaczyna śpiewać „I’m learning to fly”. Ten kawałek oraz teledysk do niego, to moje top wspomnień z dzieciństwa. Leciało to na MTV non stop, a ja często MTV oglądałem, bo dla dziecka, poza bajkami, nie było nic ciekawszego w tv. Nigdy chyba nie włączyłem tego numeru sam z siebie, mimo że go bardzo lubię. Ogólnie, trochę dziwne, że się nigdy nie wkręciłem w Petty’ego, bo to jest naprawdę dobra muza i po prostu czuć, że facet miał talent do pisania piosenek, i że poza hitami, na jego płytach musi czekać tona dobrego. Nie wiem, może ta wrzuta mnie w końcu do tego popchnie, mimo że to nic nowego, stary enjoy budzący miłe skojarzenia z bardzo dawnymi czasami.
Boundary - Ardilla pisa los frenos
Numer zaczyna się jakby ktoś po pijaku mazał po FL-u, dodał prosty bit na wbudowanych samplach i zapętlił, a potem tylko bawił się cyfrowym oscylatorem. Zawsze mnie zadziwiało, jak tacy ludzie robią karierę. Potem numer się rozkręca i w sumie wychodzi na to, że niewiele więcej się dzieje… aż do połowy. I od tego momentu są faktycznie ciekawe i dobrze brzmiące rzeczy. Dosłownie jakby ktoś perłę z gówna wyjął, umył, wyczyścił i położył na poduszce. Przyjemna muza, chociaż trudno mi sobie wyobrazić, że sięgam po to częściej. Geograficzna lekcja ciekawa, acz proste eksperymenty w FL, brzmią tak samo na całym świecie.
M83 - Midnight City
Może i enjoy, ale ja go chyba słyszę pierwszy raz w życiu. Kompletnie nie kojarzę numeru. Brzmi to mocno hipstersko, taki numer do jakiegoś letniaczkowego spotkania ludzi w wielkich okularach, brzydkich adidasach, beżowych żakietach, gdzieś w Warszawie w 2009 r. To „wycie” z klawisza (czy coś), które przewija się przez cały numer, doprowadza mnie do szału. Do jest dosłownie jak w tym memie z ptakami, który Seba wrzucił ostatnio na fejsa. Faktycznie Musiał-core z czasów kiedy palił śmiesznie drogie papierosy, i chlał na mieście z młodszymi dziewczynami (brzmi też jak Musiał teraz, lol). Końcówka brzmi jak parodia końcówki „Sweet Harmony”, ale tych numerów nawet nie będę próbował koło siebie stawiać. No sorry Seba, takie se to jest.
Ania Leon – Łezki
Wuja „nie lubie polskiej muzyki” Shodan znowu atakuje polską muzyką, a do tego ultra nowoczesną, żeby potem klasycznie rzucić tekstem „wy jesteście stare dziady, a ja jestem młodzieniaszek”. No trudno, biorę to na klatę, bo mi trochę uszy puchną od tych lśniących, nowych polskich produkcji. To nie jest Billie Eilish w domu, to jest Billie Eilish z TEMU, albo gorzej, z kosza PCK. U Billie, ten wokal ala „zaraz stracę przytomność” brzmi naturalnie, a tutaj to ewidentnie jest zapożyczony środek wyrazu. Tło przynudza, laska wydaje się być potwornie pretensjonalna. Łezki mi lecą, ale nie z radości, czy wzruszenia. Naprawdę, dobrze mi jest być starym dziadem, przynajmniej się nie muszę denerwować.
No, włączę Murzyn mode, ale kolejka bardzo średnia. Murzyn i Musiał może i dostarczyli, ale jeden bezpiecznym hip-hopem, który zawsze jest dobry, a drugi bezpiecznym hitem, o którym nie da się złego słowa powiedzieć. Dragon dostarczył pół numeru (co na tę kolejkę i tak jest cenne), a Mentos i Wuja dostarczyli materiał do szybkiego zapomnienia.
Historia Puna bardzo ciekawa, niby nic nowego, wręcz kopiuj wklej z kilku innych życiorysów amerykańskich raperów z tamtych czasów, ale mimo wszystko czytało się zajebiście. Jeżeli chodzi o utwór, to jest dobry. Jakoś mi pasuje ta końcówka lata na jakieś stare amerykańskie rytmy, więc nawet może sobie ogarnę cały album, co czemu nie. To tarirara na końcu mogli sobie darować, ale już uj z tym. Bicik fajny, acz po jakimś czasie ta wstawka na dętych zaczyna irytować. Niemniej, nadal propsuję.
Tom Petting & the Heartbreakers - Learning to Fly
Bardziej niż te 4 akordy, zawsze głównie pamiętałem z tego kawałka, to stukanie, które wchodzi kiedy Petty zaczyna śpiewać „I’m learning to fly”. Ten kawałek oraz teledysk do niego, to moje top wspomnień z dzieciństwa. Leciało to na MTV non stop, a ja często MTV oglądałem, bo dla dziecka, poza bajkami, nie było nic ciekawszego w tv. Nigdy chyba nie włączyłem tego numeru sam z siebie, mimo że go bardzo lubię. Ogólnie, trochę dziwne, że się nigdy nie wkręciłem w Petty’ego, bo to jest naprawdę dobra muza i po prostu czuć, że facet miał talent do pisania piosenek, i że poza hitami, na jego płytach musi czekać tona dobrego. Nie wiem, może ta wrzuta mnie w końcu do tego popchnie, mimo że to nic nowego, stary enjoy budzący miłe skojarzenia z bardzo dawnymi czasami.
Boundary - Ardilla pisa los frenos
Numer zaczyna się jakby ktoś po pijaku mazał po FL-u, dodał prosty bit na wbudowanych samplach i zapętlił, a potem tylko bawił się cyfrowym oscylatorem. Zawsze mnie zadziwiało, jak tacy ludzie robią karierę. Potem numer się rozkręca i w sumie wychodzi na to, że niewiele więcej się dzieje… aż do połowy. I od tego momentu są faktycznie ciekawe i dobrze brzmiące rzeczy. Dosłownie jakby ktoś perłę z gówna wyjął, umył, wyczyścił i położył na poduszce. Przyjemna muza, chociaż trudno mi sobie wyobrazić, że sięgam po to częściej. Geograficzna lekcja ciekawa, acz proste eksperymenty w FL, brzmią tak samo na całym świecie.
M83 - Midnight City
Może i enjoy, ale ja go chyba słyszę pierwszy raz w życiu. Kompletnie nie kojarzę numeru. Brzmi to mocno hipstersko, taki numer do jakiegoś letniaczkowego spotkania ludzi w wielkich okularach, brzydkich adidasach, beżowych żakietach, gdzieś w Warszawie w 2009 r. To „wycie” z klawisza (czy coś), które przewija się przez cały numer, doprowadza mnie do szału. Do jest dosłownie jak w tym memie z ptakami, który Seba wrzucił ostatnio na fejsa. Faktycznie Musiał-core z czasów kiedy palił śmiesznie drogie papierosy, i chlał na mieście z młodszymi dziewczynami (brzmi też jak Musiał teraz, lol). Końcówka brzmi jak parodia końcówki „Sweet Harmony”, ale tych numerów nawet nie będę próbował koło siebie stawiać. No sorry Seba, takie se to jest.
Ania Leon – Łezki
Wuja „nie lubie polskiej muzyki” Shodan znowu atakuje polską muzyką, a do tego ultra nowoczesną, żeby potem klasycznie rzucić tekstem „wy jesteście stare dziady, a ja jestem młodzieniaszek”. No trudno, biorę to na klatę, bo mi trochę uszy puchną od tych lśniących, nowych polskich produkcji. To nie jest Billie Eilish w domu, to jest Billie Eilish z TEMU, albo gorzej, z kosza PCK. U Billie, ten wokal ala „zaraz stracę przytomność” brzmi naturalnie, a tutaj to ewidentnie jest zapożyczony środek wyrazu. Tło przynudza, laska wydaje się być potwornie pretensjonalna. Łezki mi lecą, ale nie z radości, czy wzruszenia. Naprawdę, dobrze mi jest być starym dziadem, przynajmniej się nie muszę denerwować.
No, włączę Murzyn mode, ale kolejka bardzo średnia. Murzyn i Musiał może i dostarczyli, ale jeden bezpiecznym hip-hopem, który zawsze jest dobry, a drugi bezpiecznym hitem, o którym nie da się złego słowa powiedzieć. Dragon dostarczył pół numeru (co na tę kolejkę i tak jest cenne), a Mentos i Wuja dostarczyli materiał do szybkiego zapomnienia.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Ziomek pewnie ma z max. tysiąc słuchaczy na świecie.
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
To dużo, z mojej perspektywy
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Ciekawe ilu gości/projektów rzuconych do tej pory może być bardziej niszowych... do dziesięciu pewnie się znajdzie heh
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Tom Petty - Learning To Fly
Kolejny Enjoy bez mała, nie słuchałem tej płyty Petty'ego nigdy a co zabawne zdziwiłem się że numer pochodzi z Into The Great Wide Open które myślałem że pochodzi z roku 1985 (wydaje mi się że oglądając VH1 kiedyś taką datę widziałem przy klipie do tytułowego numeru). Learning To Fly jest spoko ALE nie jest to Free Fallin' które kiedyś myliłem z tym numerem i które jednak lubię dużo bardziej. Powrót do tego numeru nie sprawia że miałbym nagle ochotę sprawdzić cały album z pewnością. Wciąż jest to kawałek fajnego trochę hipisowskiego gitarowego grania a może to tylko stylówka Toma tak mi to koloruje. Trochę ok, trochę meh.
Rizzle Kicks - Lost Generation
Munlup niby wjeżdża z brytyjskim rapem ale w sumie to tego nie czuć. Z jednej strony brzmi to dla mnie jak jakiś radio friendly pop-rap w stylu Wuja bardziej a z drugiej numer przez te dęciaki kojarzy mi się bardziej z takim Madness niż rapem. Przyznać muszę że ani jedno ani drugie nie brzmi zachęcająco dla mnie ACZ właśnie mi Kuba przypomniał o fajnym numerze który będzie miał podobny vibe i zdaje się też Brytyjczyka na mikrofonie i muszę to do bestki kiedyś wrzucić bo całkiem zapomniałem. Ta przypominajka to najlepsza część mojego spotkania z munlupową wrzutką niestety. Ogólnie przechodzę obok.
Boundary - Ardilla Pisa Los Frenos
Okładeczka mocno a'la wczesne 90s, obskjurowa elektronika rocznik 2017, brzmi jak coś na co mógłbym sam wówczas natrafić podczas wędrowek po Jutubie, ale nie trafiłem więc teraz nadrobię. W pewnym sensie Dragonowa wrzutka to jeszcze najciekawszy towar tej kolejki bo kolega poszedł w niszowe rejony bardziej acz ta elektronika nie jest w sumie ani odkrywcza ani zapamiętywalna jakoś bardzo. Widziałbym to jako element jakiejś mojej playlisty z tego typu rzeczami może ale większość tych wykopalisk ma jednak podobny muzakowy repeat value w sobie.
M83 - Midnight City
No to już taki Enjoy nad Enjoye, ale to jednak dobry numer i jeden z najlepszych z tej całej fali electropopu minionej dekady. Mi tam podoba się ten główny wyjący riff na synthach, całość ma mocno euforyczny vibe, numer od zawsze lubiłem i znam coś podobnego jeszcze w ten deseń co być może kiedyś tu zapodam. Pozostałej twórczości tego projektu poza remiksem Suffer Well (który też lubię) nie znam. Bardzo bezpieczna okejka. Zapędziliśmy się w bezpieczne rejony w tej 6. bestce dość.
Ania Leon - Łezki
Wujek i śpiewające panienki odc. kolejny, celowo piszę "panienki" dla podkreślenia młodego wieku tych dam.
O ile wspominałem ostatnio że z współczesnymi elektronicznymi produkcjami pop i r&b jestem na bakier i ogólnie nie kręcą mnie to trzeba brać na to poprawkę że no ciężko mnie tym kupić. Tu ta produkcja jest jeszcze względna ale mamy do niej dość cringe'owy refren który do mnie nie przemawia akurat, trochę nie mam serca mehać i nie chciałbym by ktoś ronił tytułowe łezki ale nie jara mnie ten kawałek.
Przyznam szczerze że nie miałem ochoty słuchać tej kolejki mocno i te recenzje są wymęczone, trochę muzyka była nie ta a trochę no grała nie taka muzyka może? Ta 6 bestka dość felerna póki co, źle wróży.
Kolejny Enjoy bez mała, nie słuchałem tej płyty Petty'ego nigdy a co zabawne zdziwiłem się że numer pochodzi z Into The Great Wide Open które myślałem że pochodzi z roku 1985 (wydaje mi się że oglądając VH1 kiedyś taką datę widziałem przy klipie do tytułowego numeru). Learning To Fly jest spoko ALE nie jest to Free Fallin' które kiedyś myliłem z tym numerem i które jednak lubię dużo bardziej. Powrót do tego numeru nie sprawia że miałbym nagle ochotę sprawdzić cały album z pewnością. Wciąż jest to kawałek fajnego trochę hipisowskiego gitarowego grania a może to tylko stylówka Toma tak mi to koloruje. Trochę ok, trochę meh.
Rizzle Kicks - Lost Generation
Munlup niby wjeżdża z brytyjskim rapem ale w sumie to tego nie czuć. Z jednej strony brzmi to dla mnie jak jakiś radio friendly pop-rap w stylu Wuja bardziej a z drugiej numer przez te dęciaki kojarzy mi się bardziej z takim Madness niż rapem. Przyznać muszę że ani jedno ani drugie nie brzmi zachęcająco dla mnie ACZ właśnie mi Kuba przypomniał o fajnym numerze który będzie miał podobny vibe i zdaje się też Brytyjczyka na mikrofonie i muszę to do bestki kiedyś wrzucić bo całkiem zapomniałem. Ta przypominajka to najlepsza część mojego spotkania z munlupową wrzutką niestety. Ogólnie przechodzę obok.
Boundary - Ardilla Pisa Los Frenos
Okładeczka mocno a'la wczesne 90s, obskjurowa elektronika rocznik 2017, brzmi jak coś na co mógłbym sam wówczas natrafić podczas wędrowek po Jutubie, ale nie trafiłem więc teraz nadrobię. W pewnym sensie Dragonowa wrzutka to jeszcze najciekawszy towar tej kolejki bo kolega poszedł w niszowe rejony bardziej acz ta elektronika nie jest w sumie ani odkrywcza ani zapamiętywalna jakoś bardzo. Widziałbym to jako element jakiejś mojej playlisty z tego typu rzeczami może ale większość tych wykopalisk ma jednak podobny muzakowy repeat value w sobie.
M83 - Midnight City
No to już taki Enjoy nad Enjoye, ale to jednak dobry numer i jeden z najlepszych z tej całej fali electropopu minionej dekady. Mi tam podoba się ten główny wyjący riff na synthach, całość ma mocno euforyczny vibe, numer od zawsze lubiłem i znam coś podobnego jeszcze w ten deseń co być może kiedyś tu zapodam. Pozostałej twórczości tego projektu poza remiksem Suffer Well (który też lubię) nie znam. Bardzo bezpieczna okejka. Zapędziliśmy się w bezpieczne rejony w tej 6. bestce dość.
Ania Leon - Łezki
Wujek i śpiewające panienki odc. kolejny, celowo piszę "panienki" dla podkreślenia młodego wieku tych dam.
O ile wspominałem ostatnio że z współczesnymi elektronicznymi produkcjami pop i r&b jestem na bakier i ogólnie nie kręcą mnie to trzeba brać na to poprawkę że no ciężko mnie tym kupić. Tu ta produkcja jest jeszcze względna ale mamy do niej dość cringe'owy refren który do mnie nie przemawia akurat, trochę nie mam serca mehać i nie chciałbym by ktoś ronił tytułowe łezki ale nie jara mnie ten kawałek.
Przyznam szczerze że nie miałem ochoty słuchać tej kolejki mocno i te recenzje są wymęczone, trochę muzyka była nie ta a trochę no grała nie taka muzyka może? Ta 6 bestka dość felerna póki co, źle wróży.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Big Pun You Came Up
Kurczę, skąd ja kojarzę te trąbeczki? Bit robi dużą robotę, ale jednocześnie nawijka na wysokim poziomie. Jest całkiem szybko, chyba nie leci za dużo banialuków, a do tego te melodyjne zaśpiewy. Do tego wyraźny bas, całkiem żwawe tempo... no klimat gęstnieje, podoba mi się. Czuć blokerkę, brud ulic, tonę pewności siebie. Nawet to wyraźne 'ready to die' w refrenie trochę pasuje jako nawiązanie do Biggiego tak sobie luźno myślę. Dodatkowy plusik za wrzutkę w nażywości: Potężny Pun daje radę. Czuć czasy, których już nie ma. High Quality
Tom Petty & Heartbreakers Learning to Fly
Nawet ja miałem tę sposobność usłyszeć to wielokrotnie w radiu. Może bez tak pozytywnego finału jak u deva, bo jedyne klimaty country jakie akceptuję to radyjko w GTA San Andreas i śladowe ilości u Meat Puppets, ale nie ma dramatu. Jest przebojowo czy się chce czy nie. Oszczędna gitarka w połączeniu z zaraźliwym refrenem razi na tyle, że nawet po latach nie można tego słuchać bez choćby najmniejszych wspominek. Zostawiam sobie przestrzeń do akceptowalnych kontaktów przy okazji słuchania radia ciurkiem. Sam z siebie raczej nie zamierzam sięgać, święta nie będzie.
Rizzle Kicks Lost Generation
O, a to taki rap dla białasów. Wykonany poprawnie, ale bez grama klimatu ponad średnią radiową. Momentami przypomina starsze numery z rapowymi akcentami u jakichś boysbandów. Nie ma jakiegoś szczególnego bitu. Zamiast noszącej pętli mamy dość nudne, bardzo schematyczne powtórki. Panowie czasami wyciągają coś więcej wokalnie, ale ja to wolę sobie sięgnąć po jakichś gejów typu Kevin Abstract czy Frank Ocean. Przy okazji radiowego spotkania pewnie na dzień dobry marudziłbym mniej jak w przypadku kawałka wyżej, ale koniec końców jeszcze mniej emocji, zaangażowania i czego tam dusza zapragnie. Czekamy na dżingiel radia i następny kawałek.
M83 Midnight City
...a nie, czekaj, najpierw reklama Żywca. W okolicy 2012 roku stanowczo za często siedziałem przed telewizorem, by do dzisiaj nie pamiętać tego cholernego klawisza wokalnego na dzień dobry. Naprawdę, czyste zło. Ktoś chyba przy okazji depeszwizji ostatnio zapodał kawałek z podobnym brzmieniem i już miałem się dodatkowo czepiać, ale wolałem sobie darować. Żeby nie być totalną zrzędą wsłuchałem się dokładniej. Pod tym badziewiem mamy bardzo sporo nostalgicznych strzałów vel mrugnięć okiem w dwie/trzy dekady wcześniej. Soczyście toporne bębny, tłuściutkie syntezatorowe brassy. Mimo ciężarów to naprawdę całkiem sensownie złożony lekki numer. Naprawdę nie lubię być w za długim i zbyt częstym kontakcie z danym kawałkiem, bo tak łatwo hoduję wroga na lata. Tutaj po pewnym czasie pomógł collab z Żarem, remiks Suffer Well też nie jest taki zły... Całkiem okej kawałek od Seby. Endżoj trzeciej kategorii.
Ania Leon Łezki
Niby Billie Eilish, ale na moje to taka najnowsza Brodka w twoim mieście powiatowym (używam tego porównania, bo produkcji z 1988 też nie lubię). Ten oszczędny podkład byłby spoko, gdyby nie przesada ze świstami, cykaniem i innymi zapychaczami. Nie mówiąc już o tym, że numer po półtorej minuty traci resztki sensu. Lekka klimatyczna zmiana nie pomaga, bo potem kolejne dziesięć powtórzeń dość przeciętnego refrenu. Faktycznie jak muzyka z Radio Spotify, ale w te rejony kompletnie nie wchodzę. Zupełnie bezbarwne i o niczym.
Kurczę, skąd ja kojarzę te trąbeczki? Bit robi dużą robotę, ale jednocześnie nawijka na wysokim poziomie. Jest całkiem szybko, chyba nie leci za dużo banialuków, a do tego te melodyjne zaśpiewy. Do tego wyraźny bas, całkiem żwawe tempo... no klimat gęstnieje, podoba mi się. Czuć blokerkę, brud ulic, tonę pewności siebie. Nawet to wyraźne 'ready to die' w refrenie trochę pasuje jako nawiązanie do Biggiego tak sobie luźno myślę. Dodatkowy plusik za wrzutkę w nażywości: Potężny Pun daje radę. Czuć czasy, których już nie ma. High Quality
Tom Petty & Heartbreakers Learning to Fly
Nawet ja miałem tę sposobność usłyszeć to wielokrotnie w radiu. Może bez tak pozytywnego finału jak u deva, bo jedyne klimaty country jakie akceptuję to radyjko w GTA San Andreas i śladowe ilości u Meat Puppets, ale nie ma dramatu. Jest przebojowo czy się chce czy nie. Oszczędna gitarka w połączeniu z zaraźliwym refrenem razi na tyle, że nawet po latach nie można tego słuchać bez choćby najmniejszych wspominek. Zostawiam sobie przestrzeń do akceptowalnych kontaktów przy okazji słuchania radia ciurkiem. Sam z siebie raczej nie zamierzam sięgać, święta nie będzie.
Rizzle Kicks Lost Generation
O, a to taki rap dla białasów. Wykonany poprawnie, ale bez grama klimatu ponad średnią radiową. Momentami przypomina starsze numery z rapowymi akcentami u jakichś boysbandów. Nie ma jakiegoś szczególnego bitu. Zamiast noszącej pętli mamy dość nudne, bardzo schematyczne powtórki. Panowie czasami wyciągają coś więcej wokalnie, ale ja to wolę sobie sięgnąć po jakichś gejów typu Kevin Abstract czy Frank Ocean. Przy okazji radiowego spotkania pewnie na dzień dobry marudziłbym mniej jak w przypadku kawałka wyżej, ale koniec końców jeszcze mniej emocji, zaangażowania i czego tam dusza zapragnie. Czekamy na dżingiel radia i następny kawałek.
M83 Midnight City
...a nie, czekaj, najpierw reklama Żywca. W okolicy 2012 roku stanowczo za często siedziałem przed telewizorem, by do dzisiaj nie pamiętać tego cholernego klawisza wokalnego na dzień dobry. Naprawdę, czyste zło. Ktoś chyba przy okazji depeszwizji ostatnio zapodał kawałek z podobnym brzmieniem i już miałem się dodatkowo czepiać, ale wolałem sobie darować. Żeby nie być totalną zrzędą wsłuchałem się dokładniej. Pod tym badziewiem mamy bardzo sporo nostalgicznych strzałów vel mrugnięć okiem w dwie/trzy dekady wcześniej. Soczyście toporne bębny, tłuściutkie syntezatorowe brassy. Mimo ciężarów to naprawdę całkiem sensownie złożony lekki numer. Naprawdę nie lubię być w za długim i zbyt częstym kontakcie z danym kawałkiem, bo tak łatwo hoduję wroga na lata. Tutaj po pewnym czasie pomógł collab z Żarem, remiks Suffer Well też nie jest taki zły... Całkiem okej kawałek od Seby. Endżoj trzeciej kategorii.
Ania Leon Łezki
Niby Billie Eilish, ale na moje to taka najnowsza Brodka w twoim mieście powiatowym (używam tego porównania, bo produkcji z 1988 też nie lubię). Ten oszczędny podkład byłby spoko, gdyby nie przesada ze świstami, cykaniem i innymi zapychaczami. Nie mówiąc już o tym, że numer po półtorej minuty traci resztki sensu. Lekka klimatyczna zmiana nie pomaga, bo potem kolejne dziesięć powtórzeń dość przeciętnego refrenu. Faktycznie jak muzyka z Radio Spotify, ale w te rejony kompletnie nie wchodzę. Zupełnie bezbarwne i o niczym.
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Ziomeczki dojeżdżajcie śmiało, posłuchałbym chętnie jeszcze jednej kolejki póki urlopuję :p
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Murzynów se posłuchaj. Ja mam remont w domu. 
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Kolejka trwa już tydzień, więc do końca weekendu wjeżdżać z reckami.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
ja sobie słucham Sandry np.
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
A wiesz ile trwa albumowa?
Poza tym 4 dni to na pewno nie tydzień.
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Albumowa to osobny temat, nie wykrecaj się tylko siadaj i pisz. Ostatnio zrobił się z Ciebie król zamuły.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Big Pun - You Came Up (to McDonald's)
Kurde, Murzyn wyskakuje z totalnym murzyńskim klasykiem (tzn. ze swojej stajni, ja tego ofc nie znam lol), co zapowiada - dla mnie - albo coś niestrawnego, albo coś wyjątkowo dobrego. W tym przypadku mam do czynienia z tym drugim. Numer jest wyjątkowo bujający, sample z dęciakami pasują świetnie do charakteru kawałka, jest gęsto-klubowo-barowo, dym, dragi, panienki i nuggetsy, w tej kolejności (ale tych ostatnich najwięcej). Refren z featem brzmi naprawdę fajnie i się wkręca. Życia i melodii w You Came Up nie brakuje, to na pewno. Z pewnej perspektywy historia samego gościa dość... ciekawa bym rzekł, aczkolwiek ciężko mi sobie wyobrazić nawet możliwość doprowadzenia się do takiej wagi. W swoich najgorszych czasach miałem na liczniku 112 (teraz jakieś 25 mniej lol) i uważałem, iż jestem w bardzo złym stanie. No, ale może wtedy zostałbym raperem, jakiś Big Muzzy czy nie wiem kto.
Rizzle Kicks - Lost Generation
W przeciwieństwie do wrzutki Murzyńskiego, ten numer akurat znam, ale nie mogę sobie za bardzo przypomnieć skąd. Ktoś znajomy go włączał? Współlokatorki puszczały w łazience z głośniczka Bluetooth? Jakaś knajpa, klub, whatever? Nie wiem. W każdym razie mam lekki blast from the past (zwłaszcza podejście do refrenu dzwoni wyjątkowo mocno). Kolejny rap z paroma dęciakami (choć z innej parafii), ale też dają tutaj dobrze radę, nie czuję przesytu tymi brzmieniami, ani trochę. A i ten Santana-vibe, o którym wspomina imć Hien, to w mojej opinii tylko pomaga. Bo przez te zabiegi kawałek robi się dość... uniwersalny, pewnie latał w radio i stąd go kojarzę. Refren na przyjemnej wokalnej rezygnacji (ale tylko trochę), brytolska wymowa (tylko która dokładnie lol) w moich uszach odbiera trochę powagi treści, ale to jeszcze lepiej - jeśli taki ma być mariaż rapu z popem, to ja jestem za. Chyba, że ktoś włączy Taco Hemingwaya.
Boundary - Ardilla Pisa Los Frenos
Więcej elektroniki, forum wytrzyma (rzekł Dragon do swoich pomocników z wałbrzyskiego laboratorium). Ktoś słyszy tutaj FLa, ktoś inny muzaki, a ja słyszę Listening Center, czyli taką - powiedzmy - amerykańską odpowiedź na The Advisory Circle (bardzo to naciągane porównanie, ale nvm). I to dosłownie w obydwu "częściach" tego dzieła (najpierw coś z pierwszej płyty, potem z czwartej), choć w tym przypadku jest i bardziej... FLowo? xD Nie znajdę lepszego określenia teraz. Ale to nie wszystko - jest też bardziej house'owo, inna sprawa, że mogłoby to polecieć na Journey FM w GTAIV (tak się chyba ta stacja nazywała, nie pomnę dokładnie w tej chwili). Ambientowo-plumkający klimat jest, oszczędność środków wyrazu również. A i okładka jakoś w me gusta trafia, kojarzy się z Auscultation już przez Roberta serwowanym. I git, devy lubią takie rzeczy, nic, tylko więcej wrzucać, suflować, zapodawać. Propsy!
M83 - Midnight City
Wesoło, albowiem wykonawcę i tytuł znam od ponad dekady, ten numer - wiedziałem to wtedy - musiał być jakimś wielkim hitem, ale... ja go nie pamiętam. Tzn. nie pamiętam, bym go kiedykolwiek sam z siebie włączył. Był taki czas, w jakimś bodaj 2014 roku, że osoby, z którymi dzieliłem mieszkanie koło warszawskiego Dworca Południowego, non stop słuchały jakiegoś Open FM na kiju czy coś takiego. I tam waliło "klasykami", najbardziej zapamiętałem Take Me to Church od... kogośtam, nieważne. Po co o tym piszę? Nie wiem. Chodzi o to, że mogłem wtedy słyszeć ten numer, ale... nie wiedziałem, kto to jest xD I dopiero teraz, po raz pierwszy w życiu mogę powiedzieć, iż słucham Midnight City od M83, bo już wiem, że ta właśnie piosenka nosi ten tytuł. Utwór faktycznie ma hipsterski vibe, ale też pochodzi z czasów, kiedy hipsterzy faktycznie byli hipsterami (oczywiście jednocześnie starając się nimi nie być), może i nawet pachnie Warszawą, ale bardziej lat 2012-2015 (wówczas średnio szlajałem się po mieście), jednak o ile - jak napisał Kuba - zdarza mi się czasem włóczyć tu i ówdzie z młodszymi laskami i palić śmiesznie drogie papierosy (choć teraz są już zupełnie zwykłe), tak zaobserwowałem, że modne stołeczne lokale od tańców przerzuciły się teraz albo na funk albo latino. Względnie techno, techno never goes out of fashion. Nawet spoko, ale ja nie mam gustu, więc co to ma za znaczenie.
Ania Leon - Łezki
Najbardziej w tym numerze bawi mnie refren, jakby, kaman, ŁEZKI LECĄ, LECĄ ŁEZKI na modłę ciężko przetworzonych wokali Richarda Lederera z Ice Ages, co to mi się tu zdarzyło zapodać raz rok temu. Inne skojarzenie mam z jakąś średnio udaną podróbą Gazelle Twin, Elizabeth Walling też sobie tak głos modyfikuje w różne strony. O ile jeszcze partie zwrotkowe ratują się melodią linii śpiewanej, tak ten refren wszystko rujnuje, do stopnia, w którym nie mogę traktować tego kawałka poważnie. Trochę Billie Eilish w domu, trochę jakiejś eksperymentalnej elektroniki, do której klip obowiązkowo nakręciłby Krzysztof Skonieczny, pełne peanów recenzje ukazałyby się w GazWybie i Polityce (poszłaby za tym nominacja do Paszportów Polityki, ani chybi), potem Męskie Sranie i takie tam. Muza też zbyt przekombinowana w wielu miejscach, ciężko się tego słucha. Tak, lecą łezki, z bezsilności i rezygnacji. M83 daje zdecydowanie lepsze wrażenia. Zaraz odpalę sobie Modern Talking, żeby trochę zatrzeć to wszystko. Może wyjdę na spacer i rozchodzę. Not this time Wuja, not this time.
Kurde, Murzyn wyskakuje z totalnym murzyńskim klasykiem (tzn. ze swojej stajni, ja tego ofc nie znam lol), co zapowiada - dla mnie - albo coś niestrawnego, albo coś wyjątkowo dobrego. W tym przypadku mam do czynienia z tym drugim. Numer jest wyjątkowo bujający, sample z dęciakami pasują świetnie do charakteru kawałka, jest gęsto-klubowo-barowo, dym, dragi, panienki i nuggetsy, w tej kolejności (ale tych ostatnich najwięcej). Refren z featem brzmi naprawdę fajnie i się wkręca. Życia i melodii w You Came Up nie brakuje, to na pewno. Z pewnej perspektywy historia samego gościa dość... ciekawa bym rzekł, aczkolwiek ciężko mi sobie wyobrazić nawet możliwość doprowadzenia się do takiej wagi. W swoich najgorszych czasach miałem na liczniku 112 (teraz jakieś 25 mniej lol) i uważałem, iż jestem w bardzo złym stanie. No, ale może wtedy zostałbym raperem, jakiś Big Muzzy czy nie wiem kto.
Rizzle Kicks - Lost Generation
W przeciwieństwie do wrzutki Murzyńskiego, ten numer akurat znam, ale nie mogę sobie za bardzo przypomnieć skąd. Ktoś znajomy go włączał? Współlokatorki puszczały w łazience z głośniczka Bluetooth? Jakaś knajpa, klub, whatever? Nie wiem. W każdym razie mam lekki blast from the past (zwłaszcza podejście do refrenu dzwoni wyjątkowo mocno). Kolejny rap z paroma dęciakami (choć z innej parafii), ale też dają tutaj dobrze radę, nie czuję przesytu tymi brzmieniami, ani trochę. A i ten Santana-vibe, o którym wspomina imć Hien, to w mojej opinii tylko pomaga. Bo przez te zabiegi kawałek robi się dość... uniwersalny, pewnie latał w radio i stąd go kojarzę. Refren na przyjemnej wokalnej rezygnacji (ale tylko trochę), brytolska wymowa (tylko która dokładnie lol) w moich uszach odbiera trochę powagi treści, ale to jeszcze lepiej - jeśli taki ma być mariaż rapu z popem, to ja jestem za. Chyba, że ktoś włączy Taco Hemingwaya.
Boundary - Ardilla Pisa Los Frenos
Więcej elektroniki, forum wytrzyma (rzekł Dragon do swoich pomocników z wałbrzyskiego laboratorium). Ktoś słyszy tutaj FLa, ktoś inny muzaki, a ja słyszę Listening Center, czyli taką - powiedzmy - amerykańską odpowiedź na The Advisory Circle (bardzo to naciągane porównanie, ale nvm). I to dosłownie w obydwu "częściach" tego dzieła (najpierw coś z pierwszej płyty, potem z czwartej), choć w tym przypadku jest i bardziej... FLowo? xD Nie znajdę lepszego określenia teraz. Ale to nie wszystko - jest też bardziej house'owo, inna sprawa, że mogłoby to polecieć na Journey FM w GTAIV (tak się chyba ta stacja nazywała, nie pomnę dokładnie w tej chwili). Ambientowo-plumkający klimat jest, oszczędność środków wyrazu również. A i okładka jakoś w me gusta trafia, kojarzy się z Auscultation już przez Roberta serwowanym. I git, devy lubią takie rzeczy, nic, tylko więcej wrzucać, suflować, zapodawać. Propsy!
M83 - Midnight City
Wesoło, albowiem wykonawcę i tytuł znam od ponad dekady, ten numer - wiedziałem to wtedy - musiał być jakimś wielkim hitem, ale... ja go nie pamiętam. Tzn. nie pamiętam, bym go kiedykolwiek sam z siebie włączył. Był taki czas, w jakimś bodaj 2014 roku, że osoby, z którymi dzieliłem mieszkanie koło warszawskiego Dworca Południowego, non stop słuchały jakiegoś Open FM na kiju czy coś takiego. I tam waliło "klasykami", najbardziej zapamiętałem Take Me to Church od... kogośtam, nieważne. Po co o tym piszę? Nie wiem. Chodzi o to, że mogłem wtedy słyszeć ten numer, ale... nie wiedziałem, kto to jest xD I dopiero teraz, po raz pierwszy w życiu mogę powiedzieć, iż słucham Midnight City od M83, bo już wiem, że ta właśnie piosenka nosi ten tytuł. Utwór faktycznie ma hipsterski vibe, ale też pochodzi z czasów, kiedy hipsterzy faktycznie byli hipsterami (oczywiście jednocześnie starając się nimi nie być), może i nawet pachnie Warszawą, ale bardziej lat 2012-2015 (wówczas średnio szlajałem się po mieście), jednak o ile - jak napisał Kuba - zdarza mi się czasem włóczyć tu i ówdzie z młodszymi laskami i palić śmiesznie drogie papierosy (choć teraz są już zupełnie zwykłe), tak zaobserwowałem, że modne stołeczne lokale od tańców przerzuciły się teraz albo na funk albo latino. Względnie techno, techno never goes out of fashion. Nawet spoko, ale ja nie mam gustu, więc co to ma za znaczenie.
Ania Leon - Łezki
Najbardziej w tym numerze bawi mnie refren, jakby, kaman, ŁEZKI LECĄ, LECĄ ŁEZKI na modłę ciężko przetworzonych wokali Richarda Lederera z Ice Ages, co to mi się tu zdarzyło zapodać raz rok temu. Inne skojarzenie mam z jakąś średnio udaną podróbą Gazelle Twin, Elizabeth Walling też sobie tak głos modyfikuje w różne strony. O ile jeszcze partie zwrotkowe ratują się melodią linii śpiewanej, tak ten refren wszystko rujnuje, do stopnia, w którym nie mogę traktować tego kawałka poważnie. Trochę Billie Eilish w domu, trochę jakiejś eksperymentalnej elektroniki, do której klip obowiązkowo nakręciłby Krzysztof Skonieczny, pełne peanów recenzje ukazałyby się w GazWybie i Polityce (poszłaby za tym nominacja do Paszportów Polityki, ani chybi), potem Męskie Sranie i takie tam. Muza też zbyt przekombinowana w wielu miejscach, ciężko się tego słucha. Tak, lecą łezki, z bezsilności i rezygnacji. M83 daje zdecydowanie lepsze wrażenia. Zaraz odpalę sobie Modern Talking, żeby trochę zatrzeć to wszystko. Może wyjdę na spacer i rozchodzę. Not this time Wuja, not this time.
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Skonieczny tak nisko nie sięga
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
O, to tu nie lubimy Skoniecznego? Bo ja obejrzałem niedawno znowu Ślepnąć od Świateł i zauroczyłem się, chyba nawet bardziej niż za pierwszym razem...
Big Pun - You Came Up (feat. Noreaga)
Ani przez chwilę nie zakładałem, że kolega Jaca wystrzelał się z dobrego hip-hopu niczym zamachowiec w stronę Biggiego Smallsa. Wspominam o nim bynajmniej nie tylko z przyczyn o których pisał Murzyn w swojej notce, ale z racji tego, że pamiętam gdy sto lat temu w tej bestce pojawił się słynny NOTORIOUS, to raczej nie piałem z zachwytu i potrzebowałem trochę czasu, by stwierdzić, że gość był wielki nie tylko dosłownie. Przewiduję bardzo podobny scenariusz i tutaj, bo na razie lokuję to "zaledwie" na półce TY FAJNE TO, ale każdy kolejny odsłuch każe mi sugerować, że mogę tu usłyszeć w przyszłości COŚ więcej. Props.
Tom Petty & the Heartbreakers - Learning to Fly
Kolejna z tych rzeczy, gdzie chcę napisać coś pokroju "TY, ZNAM TO". Mógłbym pojojczeć na nadreprezentację radiowych klimatów, ale raz, że w przypadku dobrych piosenek brzmiałoby to głupio, a dwa - samemu wrzucając letniaki AD 2012 byłbym jednak TAK TROCHĘ hipokrytą. Zresztą, wcale jakoś radiostacje mi tego utworu nie zarżnęły. Właściwie to nie pamiętam, bym kiedykolwiek słyszał tę piosenkę w radio - jak już to razu natrafiłem na nią w którymś odcinku ZCDCP. No generalnie przyjemny, prosty radiowy przebój, który nie tylko nie drażni, ale może się podobać. Gdyby obok wzorca kilograma w Serves postanowiono zaprezentować wzorzec dobrej piosenki, to można byłoby puszczać na zapętleniu ten utwór i ja bym zupełnie nie narzekał.
Rizzle Kicks – Lost Generation
O, to jest ten moment, w którym z chęcią sobie ponarzekam na nadreprezentację radiowych klimatów, bo faktycznie to brzmi jak coś, co mogłoby lecieć co pół godziny w Radio Zet w 2014 i wtedy mnie wkurzać. Dęciaki kojarzą mi się z tym irytującym kawałkiem Would You?, który kiedyś prezentował tu bodaj Dev, generalnie wszystko jest takie jakieś przystępne i radio-friendly w złym tego słowa znaczeniu. Nie wiem, niby mógłbym pisać o duchu epoki, klimacie i że rozumiem czynnik nostalgiczny, ale co z tego wszystkiego, jak tego ni cholery słuchać nie mogę.
Boundary - Ardilla pisa los frenos
Podoba mi się, że w tej edycji, póki co, Dragon naprawdę mocno się wyróżnia i gdy prawie każdy z nas, włącznie z niżej podpisanym, leci w jakieś radiowe klimaty, to kolega Robert wrzuca jakieś elektroniczne fiksum-dyrdum. Brzmi to bardzo ciekawie, pozornie te IDMowe klimaty a'la Aphex/BoC powinny współgrać z latynoską i rytmiczną energią jak Garfield z poniedziałkiem, ale z jakichś przyczyn ten niecodzienny i specyficzny mariaż działa, i działa bardzo fajnie. Jest klimatycznie, jest energetycznie, jest intrygująco. Jestem zaintrygowany.
Ania Leon – Łezki
Kruci. Ja bym to nawet kupił, bo to właściwie nie jest jakieś złe. Brzmi to do bólu współcześnie, nie jestem jakimś wielkim fanem tego SOUNDU, ale nie słucha się tego źle. Wokal babki ujdzie, kompozycja ujdzie, zwrotki też ujdą, w sumie nawet spoko ciekawostka. Ale wszystko partaczy ten pieprzony refren, bo nic nie poradzę na to, że jestem z tych, co nie cierpią niepotrzebnych zdrobnień i fraza ŁEZKI LECĄ mnie najzwyczajniej w świecie irytuje i to do tego stopnia, że praktycznie zabija mi ten utwór. Czuję się jakbym zamówił pomidorową i okazało się, że jest tam surowy makaron. BTW
Kolejka w sumie mid na standardy zabawy, ale niezła na standardy edycji 6. Tom Petty bardzo spoko, dwie rzeczy do sprawdzenia kiedyś tam i dwie takie, do których raczej nie wrócę. Swoją drogą, to się porobiło, że propsuje najbardziej Musiała, a najmocniej narzekam na Hiena….
Big Pun - You Came Up (feat. Noreaga)
Ani przez chwilę nie zakładałem, że kolega Jaca wystrzelał się z dobrego hip-hopu niczym zamachowiec w stronę Biggiego Smallsa. Wspominam o nim bynajmniej nie tylko z przyczyn o których pisał Murzyn w swojej notce, ale z racji tego, że pamiętam gdy sto lat temu w tej bestce pojawił się słynny NOTORIOUS, to raczej nie piałem z zachwytu i potrzebowałem trochę czasu, by stwierdzić, że gość był wielki nie tylko dosłownie. Przewiduję bardzo podobny scenariusz i tutaj, bo na razie lokuję to "zaledwie" na półce TY FAJNE TO, ale każdy kolejny odsłuch każe mi sugerować, że mogę tu usłyszeć w przyszłości COŚ więcej. Props.
Tom Petty & the Heartbreakers - Learning to Fly
Kolejna z tych rzeczy, gdzie chcę napisać coś pokroju "TY, ZNAM TO". Mógłbym pojojczeć na nadreprezentację radiowych klimatów, ale raz, że w przypadku dobrych piosenek brzmiałoby to głupio, a dwa - samemu wrzucając letniaki AD 2012 byłbym jednak TAK TROCHĘ hipokrytą. Zresztą, wcale jakoś radiostacje mi tego utworu nie zarżnęły. Właściwie to nie pamiętam, bym kiedykolwiek słyszał tę piosenkę w radio - jak już to razu natrafiłem na nią w którymś odcinku ZCDCP. No generalnie przyjemny, prosty radiowy przebój, który nie tylko nie drażni, ale może się podobać. Gdyby obok wzorca kilograma w Serves postanowiono zaprezentować wzorzec dobrej piosenki, to można byłoby puszczać na zapętleniu ten utwór i ja bym zupełnie nie narzekał.
Rizzle Kicks – Lost Generation
O, to jest ten moment, w którym z chęcią sobie ponarzekam na nadreprezentację radiowych klimatów, bo faktycznie to brzmi jak coś, co mogłoby lecieć co pół godziny w Radio Zet w 2014 i wtedy mnie wkurzać. Dęciaki kojarzą mi się z tym irytującym kawałkiem Would You?, który kiedyś prezentował tu bodaj Dev, generalnie wszystko jest takie jakieś przystępne i radio-friendly w złym tego słowa znaczeniu. Nie wiem, niby mógłbym pisać o duchu epoki, klimacie i że rozumiem czynnik nostalgiczny, ale co z tego wszystkiego, jak tego ni cholery słuchać nie mogę.
Boundary - Ardilla pisa los frenos
Podoba mi się, że w tej edycji, póki co, Dragon naprawdę mocno się wyróżnia i gdy prawie każdy z nas, włącznie z niżej podpisanym, leci w jakieś radiowe klimaty, to kolega Robert wrzuca jakieś elektroniczne fiksum-dyrdum. Brzmi to bardzo ciekawie, pozornie te IDMowe klimaty a'la Aphex/BoC powinny współgrać z latynoską i rytmiczną energią jak Garfield z poniedziałkiem, ale z jakichś przyczyn ten niecodzienny i specyficzny mariaż działa, i działa bardzo fajnie. Jest klimatycznie, jest energetycznie, jest intrygująco. Jestem zaintrygowany.
Ania Leon – Łezki
Kruci. Ja bym to nawet kupił, bo to właściwie nie jest jakieś złe. Brzmi to do bólu współcześnie, nie jestem jakimś wielkim fanem tego SOUNDU, ale nie słucha się tego źle. Wokal babki ujdzie, kompozycja ujdzie, zwrotki też ujdą, w sumie nawet spoko ciekawostka. Ale wszystko partaczy ten pieprzony refren, bo nic nie poradzę na to, że jestem z tych, co nie cierpią niepotrzebnych zdrobnień i fraza ŁEZKI LECĄ mnie najzwyczajniej w świecie irytuje i to do tego stopnia, że praktycznie zabija mi ten utwór. Czuję się jakbym zamówił pomidorową i okazało się, że jest tam surowy makaron. BTW
Kolejka w sumie mid na standardy zabawy, ale niezła na standardy edycji 6. Tom Petty bardzo spoko, dwie rzeczy do sprawdzenia kiedyś tam i dwie takie, do których raczej nie wrócę. Swoją drogą, to się porobiło, że propsuje najbardziej Musiała, a najmocniej narzekam na Hiena….
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Skonieczny BAZA, choć podobno jako [ocenzurowano]
Gdybyście tylko jego spektakl widzieli...
Gdybyście tylko jego spektakl widzieli...