Best of Forum (Albumy - WRZUTKI)
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Bomb the Bass – Future Chaos
Sporo albumów, które prezentuję, ma pewien istotny slot czasowy, w którym działają one dla mnie najlepiej. Dla Was to nie ma znaczenia, ale dla mnie ta konkretna narracja pór roku, świąt, czy miesięcy, ma znaczenie olbrzymie. „Future Chaos” poznałem jakoś na samym początku 2009 r., w okolicach ferii, na forum Electr-on (RIP). Pamiętam, że ktoś tam zarzucił bardzo intrygujący opis, że ten album to takie coś, że człowiek zachodzi w głowę jak to zrobiono. Wiedziałem kim jest Tim Simenon, wiedziałem że miał solowy projekt Bomb the Bass, ale poza paroma kawałkami, nie znałem nic. Miałem wtedy mały nawrót zainteresowania elektroniką, przeszukiwałem blogspoty, niczym Smoku, ale też zasięgałem języka na w/w forum, no i poszedłem na PEB i ściągnąłem „Future Chaos”. Myślę, że nie przesadzę jeśli powiem, że nic już nie było po pierwszym odsłuchu takie samo, i nigdy później nie słuchałem już muzyki w ten sam sposób. Każdy, no ok może nie każdy, ale wielu z nas, ma taki album elektroniczny, który kompletnie wywrócił mu świat do góry nogami i dla mnie takim albumem był „Future Chaos”. To była pierwsza płyta BtB od długiego czasu, w zasadzie pierwszy pełny album od „Clear”, którego słuchaliśmy w ramach tej zabawy dzięki Musiałowi. Sporo się zmieniło. Tim Simenon, nie był wcześniej artystą elektronicznym w pełnym tego słowa znaczeniu. Składał numery z sampli, komponował je z pozycji czysto producenckiej, czasami tam coś zrobił na klawiszu, albo walnął w pady, ale nie można było o nim mówić, jak o muzyku performerze z krwi i kości. Po wydaniu „Clear”, zajął się produkcją innych, a kiedy próbował wrócić do robienia muzyki, jakoś w pierwszej połowie lat 00-wych, szło tak sobie. Powstało sporo materiału, w tym wczesne wersje rzeczy z „Future Chaos”, ale Tim tego nie czuł. Brakowało czegoś, co by go naprawdę nakręciło. Okazało się, że zabrakło po prostu wyzwania. Simenon schował do piwnicy tony mega-nowoczesnej i high-endowego sprzętu, wywalił to co nagrał i zaczął od nowa, ale narzucając sobie ograniczenia. Postanowił nagrać cały album na jednym moogu (którego musiał pożyczyć od znajomego), z małymi dodatkami w postaci automatu perkusyjnego. Niektóre utwory udało się zaadaptować na ten nowy model produkcji (np. „So Special”, „Black River” i „Smog”, oryginalne dema są dostępna na kompilacji „Rare & Unreleased”), reszta powstała od zera, na fali inspiry i pojary, jaka opanowała Tima podczas grania na tym ascetycznym zestawie. O tym też mówili ludzie na Electr-onie kiedy pisali, że trudno uwierzyć, że da się takie coś nagrać na jednym moogu. Od lat chce sobie kupić mooga, ale nadal trudno mi tak po prostu wywalić 6 kafli na instrument. W każdym razie, jest zaklęta magia na tej płycie, magia prawdziwej inspiry i tego co się dzieje, kiedy odpowiednia osoba stworzy sobie odpowiednie warunki pracy. Wokale na albumie są autorstwa Paula Conboya, chyba że akurat feat ma kto inny, np. Mark Lanegan lub duet Fujiya & Miyagi. Moim ukochanym kawałkiem z płyty jest „No Bones”, utwór który tworzy taką atmosferę, że słowami nie da się tego ująć. Piękny minimal, piękne wokale i tekst. Cały album jest zresztą właśnie taki. Tamtych lutowych wieczorów spędzonych z tym albumem nie zapomnę nigdy. W głębi internetu, znajduje się jeszcze moja recenzja tej płyty, zamieszczona na blogu, który krótko prowadziłem. Łezka się kręci.
https://www.youtube.com/watch?v=NYISfFK ... IaLLPMFQ4M
(ta playlista zawiera też dodatkowe remiksy, ale oryginał kończy się na Fuzzbox, możecie ewentualnie zrobić wyjątek dla „Star” bo to świetny numer)
Sporo albumów, które prezentuję, ma pewien istotny slot czasowy, w którym działają one dla mnie najlepiej. Dla Was to nie ma znaczenia, ale dla mnie ta konkretna narracja pór roku, świąt, czy miesięcy, ma znaczenie olbrzymie. „Future Chaos” poznałem jakoś na samym początku 2009 r., w okolicach ferii, na forum Electr-on (RIP). Pamiętam, że ktoś tam zarzucił bardzo intrygujący opis, że ten album to takie coś, że człowiek zachodzi w głowę jak to zrobiono. Wiedziałem kim jest Tim Simenon, wiedziałem że miał solowy projekt Bomb the Bass, ale poza paroma kawałkami, nie znałem nic. Miałem wtedy mały nawrót zainteresowania elektroniką, przeszukiwałem blogspoty, niczym Smoku, ale też zasięgałem języka na w/w forum, no i poszedłem na PEB i ściągnąłem „Future Chaos”. Myślę, że nie przesadzę jeśli powiem, że nic już nie było po pierwszym odsłuchu takie samo, i nigdy później nie słuchałem już muzyki w ten sam sposób. Każdy, no ok może nie każdy, ale wielu z nas, ma taki album elektroniczny, który kompletnie wywrócił mu świat do góry nogami i dla mnie takim albumem był „Future Chaos”. To była pierwsza płyta BtB od długiego czasu, w zasadzie pierwszy pełny album od „Clear”, którego słuchaliśmy w ramach tej zabawy dzięki Musiałowi. Sporo się zmieniło. Tim Simenon, nie był wcześniej artystą elektronicznym w pełnym tego słowa znaczeniu. Składał numery z sampli, komponował je z pozycji czysto producenckiej, czasami tam coś zrobił na klawiszu, albo walnął w pady, ale nie można było o nim mówić, jak o muzyku performerze z krwi i kości. Po wydaniu „Clear”, zajął się produkcją innych, a kiedy próbował wrócić do robienia muzyki, jakoś w pierwszej połowie lat 00-wych, szło tak sobie. Powstało sporo materiału, w tym wczesne wersje rzeczy z „Future Chaos”, ale Tim tego nie czuł. Brakowało czegoś, co by go naprawdę nakręciło. Okazało się, że zabrakło po prostu wyzwania. Simenon schował do piwnicy tony mega-nowoczesnej i high-endowego sprzętu, wywalił to co nagrał i zaczął od nowa, ale narzucając sobie ograniczenia. Postanowił nagrać cały album na jednym moogu (którego musiał pożyczyć od znajomego), z małymi dodatkami w postaci automatu perkusyjnego. Niektóre utwory udało się zaadaptować na ten nowy model produkcji (np. „So Special”, „Black River” i „Smog”, oryginalne dema są dostępna na kompilacji „Rare & Unreleased”), reszta powstała od zera, na fali inspiry i pojary, jaka opanowała Tima podczas grania na tym ascetycznym zestawie. O tym też mówili ludzie na Electr-onie kiedy pisali, że trudno uwierzyć, że da się takie coś nagrać na jednym moogu. Od lat chce sobie kupić mooga, ale nadal trudno mi tak po prostu wywalić 6 kafli na instrument. W każdym razie, jest zaklęta magia na tej płycie, magia prawdziwej inspiry i tego co się dzieje, kiedy odpowiednia osoba stworzy sobie odpowiednie warunki pracy. Wokale na albumie są autorstwa Paula Conboya, chyba że akurat feat ma kto inny, np. Mark Lanegan lub duet Fujiya & Miyagi. Moim ukochanym kawałkiem z płyty jest „No Bones”, utwór który tworzy taką atmosferę, że słowami nie da się tego ująć. Piękny minimal, piękne wokale i tekst. Cały album jest zresztą właśnie taki. Tamtych lutowych wieczorów spędzonych z tym albumem nie zapomnę nigdy. W głębi internetu, znajduje się jeszcze moja recenzja tej płyty, zamieszczona na blogu, który krótko prowadziłem. Łezka się kręci.
https://www.youtube.com/watch?v=NYISfFK ... IaLLPMFQ4M
(ta playlista zawiera też dodatkowe remiksy, ale oryginał kończy się na Fuzzbox, możecie ewentualnie zrobić wyjątek dla „Star” bo to świetny numer)
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Czy mogę być ostatni mimo wklepania tutaj swej wrzutki w tej chwili?
Colin Vearncombe - The Accused (1999)
To będzie krótki opis, albowiem postać Colina Vearncombe opisywałem już przynajmniej trzykrotnie w naszych zabawach. Colin to nikt inny, jak Black (Jack Black lol). Ale to Black, który postanowił przestać być Blackiem, albowiem srogo męczyło go odium swego nieszczęsnego hitu w postaci Wonderful Life, któremu to hitowi - przede wszystkim we własnej głowie, jak sam mówił - nie był w stanie dorównać niczym innym, co tworzył później. W związku z tym porzucił ksywę Black (która to ksywa, przypominam, najpierw była po prostu nazwą jego zespołu) i postanowił zacząć nagrywać pod swoim imieniem i nazwiskiem oraz kompletnie olewając oczekiwania wytwórni (to zrobił już właściwie z ostatnim krążkiem wydanym jako Black do tamtego czasu, tj. Are We Having Fun Yet? z 1993 roku) oraz szerokiej publiki. Daleko nie uciekł, albowiem media dalej przedstawiały go jako "tego gościa od Wonderful Life", choć chyba najważniejsze dla Colina było to, że uwolnił się z kajdan założonych sobie przez samego siebie. A przynajmniej tak o tym mówił.
The Accused to pierwszy z czterech albumów, jakie Vearncombe wydał jako on sam (następne było Water on Snow z 2000 roku, które już znacie z tytułowego utworu, potem Smoke Up Close z roku 2002 i na koniec The Given z 2009) i choć wciąż czuć na nim pewną popową lekkość i melodyjność, to nie sposób nie zauważyć, iż jest to jednak do pewnego stopnia zwrot w stosunku do tego, z czym zaczynał jako Black. Jest oszczędniej (choć nie w każdym numerze), co niemal zwiastuje nadchodzącą już na Water on Snow dominację grania stricte akustycznego, spokojniej (też nie w każdym numerze), w ogóle inaczej. Ale absolutnie nie gorzej, osobiście uważam ten krążek za absolutne arcydzieło (no dobra, jestem biased, wszystko od Colina uważam za arcydzieło), gość potrafił niesamowicie w nienachalną melancholię, miał niesamowity talent do pisania fajnych i chwytliwych piosenek, tyle tylko, że wszystko to już wiecie choćby z mojej ubiegłorocznej wrzutki, czyli Blind Faith (tym razem jako Black).
Na całym The Accused jest może jedna piosenka, którą w kontekście całości (którą to całość znam od 2010 roku) określiłbym jako filler (choć wciąż nie jakiś zły), poza tym to kopalnia kontentu. Radiowe Sleeper, cudowne Number One (nota bene, obydwa te kawałki były singlami, Number One nawet dostało teledysk, ale znalezienie go w całości w necie graniczy z cudem), Ghosts, Better Letting Go, Blue Sky czy Surrender (tutaj ciekawy kejs auto-coveru, albowiem ten numer pierwotnie w nieco innej wersji stanowił stronę B jednego z singli Blacka z 1991 roku) to są mieszanki złota i platyny. Number One w ogóle zawsze wyciska ze mnie feelsy na pełnej, zresztą, sami się przekonacie. Personel albumu to - prócz Colina ma się rozumieć - zestaw jego stałych współpracowników, a więc Martin Ditcham na bębnach (Nik Kershaw, Sade, Talk Talk), Martin Green, odpowiedzialny także za produkcję (Patricia Kaas, Stina Nordenstam, China Crisis), no i Calum McColl na gitarach. Zanurzajcie się w końcu zimy (mam nadzieję), wpuśćcie słońce!
https://youtube.com/playlist?list=OLAK5 ... SB3zFjmLGV
Colin Vearncombe - The Accused (1999)
To będzie krótki opis, albowiem postać Colina Vearncombe opisywałem już przynajmniej trzykrotnie w naszych zabawach. Colin to nikt inny, jak Black (Jack Black lol). Ale to Black, który postanowił przestać być Blackiem, albowiem srogo męczyło go odium swego nieszczęsnego hitu w postaci Wonderful Life, któremu to hitowi - przede wszystkim we własnej głowie, jak sam mówił - nie był w stanie dorównać niczym innym, co tworzył później. W związku z tym porzucił ksywę Black (która to ksywa, przypominam, najpierw była po prostu nazwą jego zespołu) i postanowił zacząć nagrywać pod swoim imieniem i nazwiskiem oraz kompletnie olewając oczekiwania wytwórni (to zrobił już właściwie z ostatnim krążkiem wydanym jako Black do tamtego czasu, tj. Are We Having Fun Yet? z 1993 roku) oraz szerokiej publiki. Daleko nie uciekł, albowiem media dalej przedstawiały go jako "tego gościa od Wonderful Life", choć chyba najważniejsze dla Colina było to, że uwolnił się z kajdan założonych sobie przez samego siebie. A przynajmniej tak o tym mówił.
The Accused to pierwszy z czterech albumów, jakie Vearncombe wydał jako on sam (następne było Water on Snow z 2000 roku, które już znacie z tytułowego utworu, potem Smoke Up Close z roku 2002 i na koniec The Given z 2009) i choć wciąż czuć na nim pewną popową lekkość i melodyjność, to nie sposób nie zauważyć, iż jest to jednak do pewnego stopnia zwrot w stosunku do tego, z czym zaczynał jako Black. Jest oszczędniej (choć nie w każdym numerze), co niemal zwiastuje nadchodzącą już na Water on Snow dominację grania stricte akustycznego, spokojniej (też nie w każdym numerze), w ogóle inaczej. Ale absolutnie nie gorzej, osobiście uważam ten krążek za absolutne arcydzieło (no dobra, jestem biased, wszystko od Colina uważam za arcydzieło), gość potrafił niesamowicie w nienachalną melancholię, miał niesamowity talent do pisania fajnych i chwytliwych piosenek, tyle tylko, że wszystko to już wiecie choćby z mojej ubiegłorocznej wrzutki, czyli Blind Faith (tym razem jako Black).
Na całym The Accused jest może jedna piosenka, którą w kontekście całości (którą to całość znam od 2010 roku) określiłbym jako filler (choć wciąż nie jakiś zły), poza tym to kopalnia kontentu. Radiowe Sleeper, cudowne Number One (nota bene, obydwa te kawałki były singlami, Number One nawet dostało teledysk, ale znalezienie go w całości w necie graniczy z cudem), Ghosts, Better Letting Go, Blue Sky czy Surrender (tutaj ciekawy kejs auto-coveru, albowiem ten numer pierwotnie w nieco innej wersji stanowił stronę B jednego z singli Blacka z 1991 roku) to są mieszanki złota i platyny. Number One w ogóle zawsze wyciska ze mnie feelsy na pełnej, zresztą, sami się przekonacie. Personel albumu to - prócz Colina ma się rozumieć - zestaw jego stałych współpracowników, a więc Martin Ditcham na bębnach (Nik Kershaw, Sade, Talk Talk), Martin Green, odpowiedzialny także za produkcję (Patricia Kaas, Stina Nordenstam, China Crisis), no i Calum McColl na gitarach. Zanurzajcie się w końcu zimy (mam nadzieję), wpuśćcie słońce!
https://youtube.com/playlist?list=OLAK5 ... SB3zFjmLGV
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Myślę że możesz, wygląda na to że Wujkowi wszystko jedno bo się nie odzywał w tej kwestii
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
WUJA
bo się tam przejdę do Ciebie zaraz
bo się tam przejdę do Ciebie zaraz
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Wuja już nie ma albumów
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Skończył się na Kill 'em All
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Murzyn, Ty już nie próbuj być zabawny lol
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Bjork – Biophilia
Bjork ma kilka dobrych albumów, szczególnie z pierwszego okresu działalności. Ale zdecydowałem się wrzucić Biophilię z dwóch powodów. Po pierwsze takie płyty jak Homogenic czy Vespertine większość z Was i tak pewnie w mniejszym lub większym stopniu zna. A po drugie to chyba jednak mimo wszystko Biophilia jest moim ulubionym albumem.
Z Bjork było u mnie w zasadzie jak z wieloma innymi artystami. Kojarzyłem od lat, znałem kilka singli i na tym moje zainteresowanie się kończyło. Aż któregoś zimowego dnia z 5 lata temu (wg lasta) zapragnąłem posłuchać Bjork. Tak po prostu. Na tapetę poszły dwa pierwsze w/w albumy. Pamiętam, że szczególnie na Vespertine miałem kilkutygodniową mega fazę. Z czasem zapoznałem się też z innymi albumami. I o ile Debiut i Post w sumie słyszałem wcześniej, tak te późniejsze były już dla mnie nowością. Jedne podeszły mniej, drugie bardziej. Ale Biophilia zaskoczyła od razu.
Bjork ma bardzo specyficzny wokal. Można ten wokal lubić, ale można równie mocno nienawidzić. Ja ją lubię, chociaż muszę od razu zaznaczyć, że to nie jest wokalistka, którą mógłbym słuchać w jakichś dużych ilościach. Z wyjątkiem wspomnianej fazy sprzed pięciu lat powracam do Bjork dosyć rzadko i dozuję ją sobie z umiarem. Bo w jej przypadku łatwo o przeholowanie. Ale te powroty od czasu do czasu są dla mnie bardzo satysfakcjonujące.
Bjork potrafi kreować na swoich albumach konkretne klimaty. Nie inaczej jest też na Biophilii. Ten album w ogóle był pierwszym w historii, który oprócz tradycyjnego CD został wydany w formie aplikacji na iPoda zawierającej wizualizacje dźwięków oraz możliwość interaktywnego miksowania muzyki. Teraz to już pewnie nic nadzwyczajnego, ale w 2011 pewnie było czymś nowym. Ja w każdym razie słuchałem tylko tradycyjnym sposobem, bo najważniejsza jest sama muzyka.
Album jest mocno elektroniczny. Raczej minimalistyczny niż przeładowany dźwiękami. Momenty spokojne i łagodne mieszają się z agresywnymi elektronicznymi bitami. Przy tym uważam, że jest bardzo melodyjnie. Lubię albumy, które oprócz dobrej warstwy dźwiękowej mają do zaoferowania również dobre i wyraziste melodie. Potrafią zaciekawić i wgryźć się w świadomość słuchacza. Utwory jak pisałem wyżej są też wg mnie bardzo klimatyczne, co jest kolejną konkretną zaletą. Nie będę więcej nic pisał, bo jestem ciekaw waszych odczuć i skojarzeń przy poszczególnych numerach. Mój ulubiony Thunderbolt przedstawiałem już w bestce utworowej, ale równie mocno lubię też Crystalline czy niepokojący Hollow.
Brzmienie elektroniki jest dosyć chłodne, tak to przynajmniej odbieram, więc myślę, że zima to odpowiedni okres na po słuchanie Biophilii.
https://www.youtube.com/watch?v=ddMR47E ... 9BF383EF02
Album ma 10 utworów. Te 11 i 12 to jakieś tam bonusy.
Bjork ma kilka dobrych albumów, szczególnie z pierwszego okresu działalności. Ale zdecydowałem się wrzucić Biophilię z dwóch powodów. Po pierwsze takie płyty jak Homogenic czy Vespertine większość z Was i tak pewnie w mniejszym lub większym stopniu zna. A po drugie to chyba jednak mimo wszystko Biophilia jest moim ulubionym albumem.
Z Bjork było u mnie w zasadzie jak z wieloma innymi artystami. Kojarzyłem od lat, znałem kilka singli i na tym moje zainteresowanie się kończyło. Aż któregoś zimowego dnia z 5 lata temu (wg lasta) zapragnąłem posłuchać Bjork. Tak po prostu. Na tapetę poszły dwa pierwsze w/w albumy. Pamiętam, że szczególnie na Vespertine miałem kilkutygodniową mega fazę. Z czasem zapoznałem się też z innymi albumami. I o ile Debiut i Post w sumie słyszałem wcześniej, tak te późniejsze były już dla mnie nowością. Jedne podeszły mniej, drugie bardziej. Ale Biophilia zaskoczyła od razu.
Bjork ma bardzo specyficzny wokal. Można ten wokal lubić, ale można równie mocno nienawidzić. Ja ją lubię, chociaż muszę od razu zaznaczyć, że to nie jest wokalistka, którą mógłbym słuchać w jakichś dużych ilościach. Z wyjątkiem wspomnianej fazy sprzed pięciu lat powracam do Bjork dosyć rzadko i dozuję ją sobie z umiarem. Bo w jej przypadku łatwo o przeholowanie. Ale te powroty od czasu do czasu są dla mnie bardzo satysfakcjonujące.
Bjork potrafi kreować na swoich albumach konkretne klimaty. Nie inaczej jest też na Biophilii. Ten album w ogóle był pierwszym w historii, który oprócz tradycyjnego CD został wydany w formie aplikacji na iPoda zawierającej wizualizacje dźwięków oraz możliwość interaktywnego miksowania muzyki. Teraz to już pewnie nic nadzwyczajnego, ale w 2011 pewnie było czymś nowym. Ja w każdym razie słuchałem tylko tradycyjnym sposobem, bo najważniejsza jest sama muzyka.
Album jest mocno elektroniczny. Raczej minimalistyczny niż przeładowany dźwiękami. Momenty spokojne i łagodne mieszają się z agresywnymi elektronicznymi bitami. Przy tym uważam, że jest bardzo melodyjnie. Lubię albumy, które oprócz dobrej warstwy dźwiękowej mają do zaoferowania również dobre i wyraziste melodie. Potrafią zaciekawić i wgryźć się w świadomość słuchacza. Utwory jak pisałem wyżej są też wg mnie bardzo klimatyczne, co jest kolejną konkretną zaletą. Nie będę więcej nic pisał, bo jestem ciekaw waszych odczuć i skojarzeń przy poszczególnych numerach. Mój ulubiony Thunderbolt przedstawiałem już w bestce utworowej, ale równie mocno lubię też Crystalline czy niepokojący Hollow.
Brzmienie elektroniki jest dosyć chłodne, tak to przynajmniej odbieram, więc myślę, że zima to odpowiedni okres na po słuchanie Biophilii.
https://www.youtube.com/watch?v=ddMR47E ... 9BF383EF02
Album ma 10 utworów. Te 11 i 12 to jakieś tam bonusy.
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Jak skończysz być upierdliwym dziadkiem.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Do Biofilii nie dojechałem, dobry wybór Wujasa
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Best of Albumy
Kolejka 1.
1. Nas - Stillmatic (Murzyn)
2. Leighton Meester - Heartstrings (munlup)
3. Karl Hyde - Edgeland (dev)
4. Recoil - subHuman (Dragon)
5. Depeche Mode - Violator (Czezu)
6. King Crimson - Discipline (mentos)
7. Sting - The Soul Cages (Wujas)
Kolejka 2.
8. Papa Dance - Poniżej Krytyki (mentos)
9. Pezet/Noon - Muzyka Poważna (Murzyn)
10. Kraftwerk - Computer World (Czezu)
11. John Carpenter/Alan Howarth - Escape From New York (munlup)
12. Tangerine Dream - Rubycon (Dragon)
13. no-man - Schoolyard Ghosts (Wujas)
14. Stan Ridgway - Black Diamond (dev)
Kolejka 3.
15. Philip Glass - Koyaanisqatsi (Murzyn)
16. Blondie - Eat to the Beat (Melki)
17. The Advisory Circle - Other Channels (dev)
18. The Bravery - The Bravery (munlup)
19. Katie Melua - In Winter (Wujas)
20. GAS - Pop (Dragon)
21. Grimes - Visions (mentos)
Kolejka 4.
22. The Cure - Seventeen Seconds (Murzyn)
23. XTC - Nonsuch (munlup)
24. Robert Wyatt - Rock Bottom (mentos)
25. Jean-Michel Jarre - Oxygene 7-13 (Dragon)
26. Pet Shop Boys - Actually (Wujas)
27. John Foxx and the Maths - Interplay (dev)
28. Porcupine Tree - The Sky Moves Sideways (Melki)
Kolejka 5.
29. The Disposable Heroes of Hiphoprisy - Hypocrisy Is The Greatest Luxury (munlup)
30. Esprit 空想 - virtua.zip (Dragon)
31. Gang Starr - Moment of Truth (Murzyn)
32. Poets of the Fall - Signs of Life (dev)
33. Susanne Sundfør - Music For People In Trouble (Wujas)
34. Sandra - Paintings in Yellow (Melki)
35. Kate Bush - Never For Ever (mentos)
Kolejka 6.
36. Honeyroot - The Sun Will Come (Murzyn)
37. Fishmans - Uchū Nippon Setagaya (munlup)
38. Long Fin Killie - Houdini (Dragon)
39. Birdy - Young Heart (Wujas)
40. Moev - Yeah Whatever (dev)
41. Pink Floyd - Dark Side of The Moon (mentos)
Kolejka 7.
42. Pink Floyd - Wish You Were Here (Murzyn)
43. Alicia Keys - HERE (Wujas)
44. Wild Nothing - Nocturne (dev)
45. Justin Timberlake – FutureSex/LoveSounds (munlup)
46. Arca - Arca (Dragon)
47. My Bloody Valentine - Loveless (mentos)
Kolejka 8.
48. Boards of Canada - The Campfire Headphase (Dragon)
49. Frank Sinatra – Only The Lonely (munlup)
50. Electric Light Orchestra - Discovery (dev)
51. Fever Ray - Fever Ray (Murzyn)
52. Taylor Swift – folklore (Wujas)
53. David Bowie - Heroes (mentos)
Kolejka 9.
54. Lilu - LA (Murzyn)
55. DJ Spooky - Songs of a Dead Dreamer (Dragon)
56. Simple Minds - Black and White 050505 (dev)
57. New Order – Technique (Wujas)
58. Nick Drake – Pink Moon (munlup)
59. Sparks - No. 1 in Heaven (mentos)
Kolejka 10.
60. Banco da Gaia - Maya (dev)
61. Kraftwerk - Electric Cafe (Murzyn)
62. Jean-Michel Jarre - Metamorphoses (munlup)
63. Massacre - Killing Time (Dragon)
64.Recoil – Liquid (Wujas)
65. Kult - Tata Kazika (mentos)
Kolejka 11.
66. Tears for Fears – The Tipping Point (munlup)
67. A Tribe Called Quest - The Low End Theory (Murzyn)
68.Blacklist - Midnight of the Century (dev)
69. Auscultation - L'étreinte imaginaire (Dragon)
70. Ozric Tentacles - Erpland (Melki)
71. Billie Eilish - Happier Than Ever (Wujas)
72. Big Black - Songs About Fucking
(mentos)
Kolejka 12.
73. Alphaville - Afternoons in Utopia (dev)
74. Jessie Ware - Glasshouse (Murzyn)
75. no-man – ((speak)) (munlup)
76. Kraftwerk - Tour de France Soundtracks (Dragon)
77. a-ha - East of the Sun, West of the Moon (Wujas)
78. Television - Marquee Moon (mentos)
79. Jethro Tull - Songs from the Wood (Melki)
Kolejka 13.
80. Junior Boys - Last Exit (Dragon)
81. The Notorious B.I.G. - Life After Death (Murzyn)
82. David Sylvian – Dead Bees on a Cake
(munlup)
83. Bomb the Bass - Clear (dev)
84. The Orb - Orbvs Terrarvm (Melki)
85. U2 – Achtung Baby (Wujas)
86. Coil - The Ape of Naples (mentos)
Kolejka 14.
87. China Crisis - Diary of a Hollow Horse (dev)
88. King Crimson - Islands (Dragon)
89. Common - Be (Murzyn)
90. London Grammar - Californian Soil (Wujas)
91. Peter Gabriel - Melt (mentos)
92. Arianna Savall - Peiwoh (Melki)
93. Mansun - Attack of the Grey Lantern (munlup)
Kolejka 15.
94. Röyksopp - Melody A.M. (Murzyn)
95. Peter Gabriel - Up (munlup)
96. Klaus Schulze - Body Love (Dragon)
97. Massive Attack - 100th Window (Wujas)
98. Black - Blind Faith (dev)
99. France Gall - Babacar (mentos)
Kolejka 16.
100. Katy B - Little Red (Murzyn)
101. Talk Talk - Laughing Stock (munlup)
102. Andy Stott - Too Many Voices (Dragon)
103. Pixies - Doolittle (mentos)
104. Sin Cos Tan - Afterlife (dev)
105. Ariana Grande - Dangerous Woman (Wujas)
Kolejka 17.
106. Reno - 50/50 (Murzyn)
107. Nine Horses - Snow Borne Sorrow (munlup)
108. Van Der Graaf Generator - Pawn Hearts (Dragon)
109. Cher - Believe (dev)
110. Suzanne Vega - Solitude Standing (mentos)
111. Robbie Williams - Escapology (Wujas)
Kolejka 18.
112. Kury - P.O.L.O.V.I.R.U.S (Dragon)
113. Ladytron - Gravity the Seducer (dev)
114. Pavement - Brighten the Corners (munlup)
115. Steven Wilson – The Harmony Codex (Wujas)
116. Charles Mingus – The Black Saint And The Sinner Lady (mentos)
117. Grace Jones - Slave to the Rhythm (Murzyn)
Kolejka 19.
118. Cardiacs - A Little Man and a House and the Whole World Window (mentos)
119. Susumu Yokota - Sakura (Dragon)
120. Mobb Deep - Hell On Earth (Murzyn)
121. Bomb The Bass - Future Chaos (munlup)
122. Björk - Biophilia (Wujas)
123. Colin Vearncombe - The Accused (dev)
Kolejka 1.
1. Nas - Stillmatic (Murzyn)
2. Leighton Meester - Heartstrings (munlup)
3. Karl Hyde - Edgeland (dev)
4. Recoil - subHuman (Dragon)
5. Depeche Mode - Violator (Czezu)
6. King Crimson - Discipline (mentos)
7. Sting - The Soul Cages (Wujas)
Kolejka 2.
8. Papa Dance - Poniżej Krytyki (mentos)
9. Pezet/Noon - Muzyka Poważna (Murzyn)
10. Kraftwerk - Computer World (Czezu)
11. John Carpenter/Alan Howarth - Escape From New York (munlup)
12. Tangerine Dream - Rubycon (Dragon)
13. no-man - Schoolyard Ghosts (Wujas)
14. Stan Ridgway - Black Diamond (dev)
Kolejka 3.
15. Philip Glass - Koyaanisqatsi (Murzyn)
16. Blondie - Eat to the Beat (Melki)
17. The Advisory Circle - Other Channels (dev)
18. The Bravery - The Bravery (munlup)
19. Katie Melua - In Winter (Wujas)
20. GAS - Pop (Dragon)
21. Grimes - Visions (mentos)
Kolejka 4.
22. The Cure - Seventeen Seconds (Murzyn)
23. XTC - Nonsuch (munlup)
24. Robert Wyatt - Rock Bottom (mentos)
25. Jean-Michel Jarre - Oxygene 7-13 (Dragon)
26. Pet Shop Boys - Actually (Wujas)
27. John Foxx and the Maths - Interplay (dev)
28. Porcupine Tree - The Sky Moves Sideways (Melki)
Kolejka 5.
29. The Disposable Heroes of Hiphoprisy - Hypocrisy Is The Greatest Luxury (munlup)
30. Esprit 空想 - virtua.zip (Dragon)
31. Gang Starr - Moment of Truth (Murzyn)
32. Poets of the Fall - Signs of Life (dev)
33. Susanne Sundfør - Music For People In Trouble (Wujas)
34. Sandra - Paintings in Yellow (Melki)
35. Kate Bush - Never For Ever (mentos)
Kolejka 6.
36. Honeyroot - The Sun Will Come (Murzyn)
37. Fishmans - Uchū Nippon Setagaya (munlup)
38. Long Fin Killie - Houdini (Dragon)
39. Birdy - Young Heart (Wujas)
40. Moev - Yeah Whatever (dev)
41. Pink Floyd - Dark Side of The Moon (mentos)
Kolejka 7.
42. Pink Floyd - Wish You Were Here (Murzyn)
43. Alicia Keys - HERE (Wujas)
44. Wild Nothing - Nocturne (dev)
45. Justin Timberlake – FutureSex/LoveSounds (munlup)
46. Arca - Arca (Dragon)
47. My Bloody Valentine - Loveless (mentos)
Kolejka 8.
48. Boards of Canada - The Campfire Headphase (Dragon)
49. Frank Sinatra – Only The Lonely (munlup)
50. Electric Light Orchestra - Discovery (dev)
51. Fever Ray - Fever Ray (Murzyn)
52. Taylor Swift – folklore (Wujas)
53. David Bowie - Heroes (mentos)
Kolejka 9.
54. Lilu - LA (Murzyn)
55. DJ Spooky - Songs of a Dead Dreamer (Dragon)
56. Simple Minds - Black and White 050505 (dev)
57. New Order – Technique (Wujas)
58. Nick Drake – Pink Moon (munlup)
59. Sparks - No. 1 in Heaven (mentos)
Kolejka 10.
60. Banco da Gaia - Maya (dev)
61. Kraftwerk - Electric Cafe (Murzyn)
62. Jean-Michel Jarre - Metamorphoses (munlup)
63. Massacre - Killing Time (Dragon)
64.Recoil – Liquid (Wujas)
65. Kult - Tata Kazika (mentos)
Kolejka 11.
66. Tears for Fears – The Tipping Point (munlup)
67. A Tribe Called Quest - The Low End Theory (Murzyn)
68.Blacklist - Midnight of the Century (dev)
69. Auscultation - L'étreinte imaginaire (Dragon)
70. Ozric Tentacles - Erpland (Melki)
71. Billie Eilish - Happier Than Ever (Wujas)
72. Big Black - Songs About Fucking
(mentos)
Kolejka 12.
73. Alphaville - Afternoons in Utopia (dev)
74. Jessie Ware - Glasshouse (Murzyn)
75. no-man – ((speak)) (munlup)
76. Kraftwerk - Tour de France Soundtracks (Dragon)
77. a-ha - East of the Sun, West of the Moon (Wujas)
78. Television - Marquee Moon (mentos)
79. Jethro Tull - Songs from the Wood (Melki)
Kolejka 13.
80. Junior Boys - Last Exit (Dragon)
81. The Notorious B.I.G. - Life After Death (Murzyn)
82. David Sylvian – Dead Bees on a Cake
(munlup)
83. Bomb the Bass - Clear (dev)
84. The Orb - Orbvs Terrarvm (Melki)
85. U2 – Achtung Baby (Wujas)
86. Coil - The Ape of Naples (mentos)
Kolejka 14.
87. China Crisis - Diary of a Hollow Horse (dev)
88. King Crimson - Islands (Dragon)
89. Common - Be (Murzyn)
90. London Grammar - Californian Soil (Wujas)
91. Peter Gabriel - Melt (mentos)
92. Arianna Savall - Peiwoh (Melki)
93. Mansun - Attack of the Grey Lantern (munlup)
Kolejka 15.
94. Röyksopp - Melody A.M. (Murzyn)
95. Peter Gabriel - Up (munlup)
96. Klaus Schulze - Body Love (Dragon)
97. Massive Attack - 100th Window (Wujas)
98. Black - Blind Faith (dev)
99. France Gall - Babacar (mentos)
Kolejka 16.
100. Katy B - Little Red (Murzyn)
101. Talk Talk - Laughing Stock (munlup)
102. Andy Stott - Too Many Voices (Dragon)
103. Pixies - Doolittle (mentos)
104. Sin Cos Tan - Afterlife (dev)
105. Ariana Grande - Dangerous Woman (Wujas)
Kolejka 17.
106. Reno - 50/50 (Murzyn)
107. Nine Horses - Snow Borne Sorrow (munlup)
108. Van Der Graaf Generator - Pawn Hearts (Dragon)
109. Cher - Believe (dev)
110. Suzanne Vega - Solitude Standing (mentos)
111. Robbie Williams - Escapology (Wujas)
Kolejka 18.
112. Kury - P.O.L.O.V.I.R.U.S (Dragon)
113. Ladytron - Gravity the Seducer (dev)
114. Pavement - Brighten the Corners (munlup)
115. Steven Wilson – The Harmony Codex (Wujas)
116. Charles Mingus – The Black Saint And The Sinner Lady (mentos)
117. Grace Jones - Slave to the Rhythm (Murzyn)
Kolejka 19.
118. Cardiacs - A Little Man and a House and the Whole World Window (mentos)
119. Susumu Yokota - Sakura (Dragon)
120. Mobb Deep - Hell On Earth (Murzyn)
121. Bomb The Bass - Future Chaos (munlup)
122. Björk - Biophilia (Wujas)
123. Colin Vearncombe - The Accused (dev)
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
NINIEJSZYM OŚWIADCZAM ŻE MOŻECIE JUŻ WRZUCAĆ PŁYTY DO KOLEJKI WIOSENNEJ 
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Jadymy.
David Axelrod - Song of Innocence
(1968)
Bardzo długo namyślałem się czym mógłbym Was uraczyć na wiosnę roku Pańskiego 2025 i miałem z tym zgryz zasadniczo z dwóch powodów: po pierwsze jeśli chodzi o kategorię albumów naprawdę WAŻNYCH dla mnie to został mi chyba do wrzucenia taki tylko jeden już i to na dodatek rapowy, a od rapu chciałem dać Wam troszkę odsapnąć i drugi - nie mam też zbytnio w zanadrzu muzy która mi osobiście jakoś mocno kojarzyłaby się z wiosną. Nie mam takich muzycznych tradycji jak niektórzy z Was i niekoniecznie wracam regularnie do pewnych płyt o danej porze roku. Nie mając zatem zasadniczo jakiegoś pewnego faworyta do tej obecnej - dwudziestej już kolejki naszej zabawy albumowej postanowiłem miast sięgać po jakiś mój utarty kanon pomyśleć trochę out of the box i możliwie nieco zaskoczyć Was jakimś nieco bardziej obskjurowym materiałem, ok, może w sumie uznanym przez fanów gatunku ale podejrzewam że zapewne nieznanym nikomu z Was, no ewentualnie tym wszystkim którzy nie zetknęli się nigdy poważniej z muzyką z 4 odsłony gier GTA.
Tak właśnie, z muzyką Davida Axelroda po raz pierwszy zetknąłem się właśnie dzięki Grand Theft Auto IV, dwa jego utwory znalazły się tam w radiu grającym muzykę w stylu jazz fusion, w większości numery jazz-funkowe ale Davis Axelrod się wyróżniał nieco bo jego muza bardziej wpada w szufladkę jazz-rocka raczej. Utwór Holy Thursday z Song of Innocence to była kolejna już (po Expansions) z moich cegiełek zatapiania się w muzyce fusion. Mając już dostęp do internetu oczywiście sięgnąłem po cały album i mogę przyznać że zrobił na mnie naprawdę dobre wrażenie. Być może na korzyść działa tu fakt że dystans tej płyty to zaledwie 27 MINUT, tym samym myślę że ani na moment nie następuje jakieś rozwodnienie materiału a słuchacz ma okazję spędzić pół godzinki w towarzystwie esencji MUZYKI kurde.
Czego możecie się spodziewać po tej płycie? Całość jest całkowicie instrumentalna i jest to mieszanka jazzu, barokowego popu i psychodelicznego rocka. Sam David Axelrod co prawda nie gra na tej płycie ale sam wszystko napisał i zaaranżował na ponad 30-osobową orkiestrę, dostajemy zatem dużo dobrej perkusji okraszonej instrumentami dętymi i smyczkowymi, solówki na gitarze elektrycznej i melodie grane na klawesynie. Całość rzekomo zainspirowana książką Williama Blake'a o tytule Songs of Innocence and of Experience (swoją drogą muszę dodać że Axelrod nagrał też album Songs of Experience). Odrobinę ma to po prostu vibe starego kina akcji dla mnie, swego czasu wrzuciłem ten album sobie od odtwarzacza do gry i wożąc się po mieście jakiś klasycznym "muscle car" bardzo dobrze to mi wchodziło. To będzie króciutka płyta, liczę że omawianie jej nie zajmie Wam dużo czasu choć pewnie dużo ciężej będzie o niej pisać niż jej słuchać.
https://youtube.com/playlist?list=OLAK5 ... XlTrVMnZTF
David Axelrod - Song of Innocence
(1968)
Bardzo długo namyślałem się czym mógłbym Was uraczyć na wiosnę roku Pańskiego 2025 i miałem z tym zgryz zasadniczo z dwóch powodów: po pierwsze jeśli chodzi o kategorię albumów naprawdę WAŻNYCH dla mnie to został mi chyba do wrzucenia taki tylko jeden już i to na dodatek rapowy, a od rapu chciałem dać Wam troszkę odsapnąć i drugi - nie mam też zbytnio w zanadrzu muzy która mi osobiście jakoś mocno kojarzyłaby się z wiosną. Nie mam takich muzycznych tradycji jak niektórzy z Was i niekoniecznie wracam regularnie do pewnych płyt o danej porze roku. Nie mając zatem zasadniczo jakiegoś pewnego faworyta do tej obecnej - dwudziestej już kolejki naszej zabawy albumowej postanowiłem miast sięgać po jakiś mój utarty kanon pomyśleć trochę out of the box i możliwie nieco zaskoczyć Was jakimś nieco bardziej obskjurowym materiałem, ok, może w sumie uznanym przez fanów gatunku ale podejrzewam że zapewne nieznanym nikomu z Was, no ewentualnie tym wszystkim którzy nie zetknęli się nigdy poważniej z muzyką z 4 odsłony gier GTA.
Tak właśnie, z muzyką Davida Axelroda po raz pierwszy zetknąłem się właśnie dzięki Grand Theft Auto IV, dwa jego utwory znalazły się tam w radiu grającym muzykę w stylu jazz fusion, w większości numery jazz-funkowe ale Davis Axelrod się wyróżniał nieco bo jego muza bardziej wpada w szufladkę jazz-rocka raczej. Utwór Holy Thursday z Song of Innocence to była kolejna już (po Expansions) z moich cegiełek zatapiania się w muzyce fusion. Mając już dostęp do internetu oczywiście sięgnąłem po cały album i mogę przyznać że zrobił na mnie naprawdę dobre wrażenie. Być może na korzyść działa tu fakt że dystans tej płyty to zaledwie 27 MINUT, tym samym myślę że ani na moment nie następuje jakieś rozwodnienie materiału a słuchacz ma okazję spędzić pół godzinki w towarzystwie esencji MUZYKI kurde.
Czego możecie się spodziewać po tej płycie? Całość jest całkowicie instrumentalna i jest to mieszanka jazzu, barokowego popu i psychodelicznego rocka. Sam David Axelrod co prawda nie gra na tej płycie ale sam wszystko napisał i zaaranżował na ponad 30-osobową orkiestrę, dostajemy zatem dużo dobrej perkusji okraszonej instrumentami dętymi i smyczkowymi, solówki na gitarze elektrycznej i melodie grane na klawesynie. Całość rzekomo zainspirowana książką Williama Blake'a o tytule Songs of Innocence and of Experience (swoją drogą muszę dodać że Axelrod nagrał też album Songs of Experience). Odrobinę ma to po prostu vibe starego kina akcji dla mnie, swego czasu wrzuciłem ten album sobie od odtwarzacza do gry i wożąc się po mieście jakiś klasycznym "muscle car" bardzo dobrze to mi wchodziło. To będzie króciutka płyta, liczę że omawianie jej nie zajmie Wam dużo czasu choć pewnie dużo ciężej będzie o niej pisać niż jej słuchać.
https://youtube.com/playlist?list=OLAK5 ... XlTrVMnZTF
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Fink – Biscuits for Breakfast
Finka poznałem niemal równe 10 lat temu. Słyszałem o nim wcześniej, jak i jego muzykę, ale dopiero w 2015 r. wkręciłem się na dobre, w zasadzie szykując się na jego koncert w Łodzi. Było to jedno z moich największych odkryć muzycznych w ogóle. O ile każdy jego album uważam za bardzo dobry, to najbardziej czuję się związany z jego singer-songwriterskim debiutem. Podkreślam ten przymiotnik, ponieważ de facto jest to drugi album Finka, ale pierwszy to w zasadzie DJ set, nagrany kiedy Fink był jeszcze DJem. Facet stał się pierwszym singer-sonwriterem nagrywającym dla Ninja Tune. Na tej płycie, powstał również „Fink” jako zespół muzyczny ze stałym składem – Fin Greenall (wokal i gitara), Guy Whittaker (bas) i Tim Thornton (perkusja).
„Biscuits for Breakfast”, to wieczorny, luźny album, na którym spotyka się trochę akustycznego folku, bluesa, psychodelii i hip-hopowego feelingu. Soulujący wokal Finka zajebiście się z tym wszystkim łączy. Utworu poruszają się we wspólnym, transowym rytmie, majacząc na granicy jawy i snu, co jest typowe dla tych wczesnych albumów. Gdybym miał wymienić ulubieńców, to na pewno byłaby to trójca „Biscuits”, „Kamlyn” i „Pills In My Pocket”, kawałki które są czystym odzwierciedleniem tego, co kocham na tym albumie. Niemniej, uwielbiam każdy utwór jaki się tutaj znalazł, w tym zadziwiający cover „All Cried Out”, po którym nie miałem już więcej ochoty wracać do oryginału.
Zróbcie sobie kawy, herbaty, czy drinka, usiądźcie sobie w domu kiedy niebo zacznie robić się fioletowe, i odpalcie „Biscuits for Breakfast”. Wrażenia gwarantowane.
https://www.youtube.com/watch?v=ZqcOpSh ... 6O17S_bUWZ
Finka poznałem niemal równe 10 lat temu. Słyszałem o nim wcześniej, jak i jego muzykę, ale dopiero w 2015 r. wkręciłem się na dobre, w zasadzie szykując się na jego koncert w Łodzi. Było to jedno z moich największych odkryć muzycznych w ogóle. O ile każdy jego album uważam za bardzo dobry, to najbardziej czuję się związany z jego singer-songwriterskim debiutem. Podkreślam ten przymiotnik, ponieważ de facto jest to drugi album Finka, ale pierwszy to w zasadzie DJ set, nagrany kiedy Fink był jeszcze DJem. Facet stał się pierwszym singer-sonwriterem nagrywającym dla Ninja Tune. Na tej płycie, powstał również „Fink” jako zespół muzyczny ze stałym składem – Fin Greenall (wokal i gitara), Guy Whittaker (bas) i Tim Thornton (perkusja).
„Biscuits for Breakfast”, to wieczorny, luźny album, na którym spotyka się trochę akustycznego folku, bluesa, psychodelii i hip-hopowego feelingu. Soulujący wokal Finka zajebiście się z tym wszystkim łączy. Utworu poruszają się we wspólnym, transowym rytmie, majacząc na granicy jawy i snu, co jest typowe dla tych wczesnych albumów. Gdybym miał wymienić ulubieńców, to na pewno byłaby to trójca „Biscuits”, „Kamlyn” i „Pills In My Pocket”, kawałki które są czystym odzwierciedleniem tego, co kocham na tym albumie. Niemniej, uwielbiam każdy utwór jaki się tutaj znalazł, w tym zadziwiający cover „All Cried Out”, po którym nie miałem już więcej ochoty wracać do oryginału.
Zróbcie sobie kawy, herbaty, czy drinka, usiądźcie sobie w domu kiedy niebo zacznie robić się fioletowe, i odpalcie „Biscuits for Breakfast”. Wrażenia gwarantowane.
https://www.youtube.com/watch?v=ZqcOpSh ... 6O17S_bUWZ
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Perry Blake - Songs For Someone (2004)
Widzę, że Perry Blake przyjął się w utworowej, aż przyznam, że tak ciepłego odbioru się chyba nie spodziewałem. No, ale potraktuję to jako dobry prognostyk. Dlaczego? Albowiem właśnie daję Wam, PT Forumowicze, w ryj jego długograjem!
Songs For Someone to czwarty album w karierze Irlandczyka, a przy okazji ten, od którego zacząłem swoją z nim przygodę. Luty 2015, zasysam to Blejka, to Louiego Austena, to w końcu decyduję się sprawdzić, cóż to za popowy duet uskutecznia Jori Hulkkonen (chodziło o Sin Cos Tan), to robię inwestygację, czym jest to całe The Belbury Circle, z którym Foxx niecałe dwa lata wcześniej wydał EP (i tak odkryję uniwersum Cate Brooks). Blejk ze wszystkich powyższych siadł jednak najmocniej, choć wtedy jeszcze pojedynczymi numerami (czego snippet już dostaliście). Prawdziwej manii dostałem z początkiem kwietnia, który to kwiecieć miał w sobie coś magicznego. Nie umiem tego do końca nazwać, ale zima, choć mieszała w sobie i śnieg wraz z mrozami i błotnistą aurę, wreszcie dobiegała końca. Różne paskudne rzeczy miały się wkrótce wydarzyć, ale zaraz po nich dużo dobrych, więc ostateczny rozrachunek wyszedł na plus. Ja zaś docierałem się w swojej pierwszej prawdziwej korporobocie.
Klepanina była na tyle monotonna, że poza słuchaniem muzyki nie bardzo było co innego robić w tle. Postanowiłem więc nadrobić pewne zaległości i usiąść do posiadanych w swojej bibliotece albumów, przez przypadek tworząc tzw. Wiosenny Kanon Musiała, w którym znajdują się takie wydawnictwa, jak np. Edgeland Hyde'a, dwa pierwsze comebacki OMD, debiut The Advisory Circle, pierwsza solówka Andy'ego Prieboya, Dualizm od Hulkkonena czy Good Evening od Nite Jewel (tak naprawdę wiele z tych rzeczy było już "umocowanych w kwietniu", ale wtedy po raz pierwszy to, powiedzmy, usystematyzowałem). Kanon ten ciągnie się za mną po dziś dzień i tylko rok po roku dodaję doń coraz to nowe rzeczy (bo dlaczego nie).
Perry Blake ma w nim jednak specjalne miejsce. Pachnie tą samą wiosną, którą pachnie ww. Dualizm, czy Neon Lights od Simple Minds w maju, pochmurną i deszczową, choć już zauważalnie i przyjemnie ciepłą. Samą pierwszą połowę kwietnia uważam za najwspanialszą, kiedy pojawiają się pierwsze listki i małe kwiaty, zieleń jest jeszcze zupełnie świeża, nieco nieśmiała i wyjątkowo blada, a to tworzy piękny kontrast w porównaniu z wizualnie czarnymi wówczas pniami drzew i gałęziami krzaczorów. Niespiesznym krokiem spaceruję przez Park Szczęśliwicki albo tzw. "Żwirkami", chłonę nowe otwarcie w roku (takie prawdziwe) i rozkoszuję się wyśmienitym vibem budzenia się świata do życia. Blejk jest tego nieodzowną częścią z piosenkami takimi jak Lies Lies Lies, tytułową, Native New Yorker czy Tropic of Cancer (uwielbiam ten numer całym serduszkiem). Jednocześnie w każdej chwili temperatura może spaść, wraz z nią śnieg i wtedy inaczej wchodzi melancholia kawałków We Are Not Stars (od tego utworu się moja przygoda z Blejkiem zaczęła jeszcze w lutym 2013), The Fox in Winter, Ava czy The End of the Affair.
Tbh na całym tym wydawnictwie (dość rozległym, 13 utworów i jeden hidden bonusik) nie ma dla mnie złej produkcji. Wszystko jest tutaj na bardzo wysokim poziomie, Blake nie nudzi, nie męczy (choć czasem jęczy), nie przydusza swoim smutkiem, a czasem też w ogóle go zabiera gdzieś w cholerę (zostawiając delikatny sznyt melancholii). Gość jest fantastycznym artystą i ma naprawdę genialny głos nawet, jeśli czasem nieco trudniej się przełyka tę jego płaczliwą manierę. Nie potrafię wyobrazić sobie wiosny bez niego. Wiedziałem, że dobrze typuję wykonawcę, z którym warto się bliżej zapoznać po przesłuchaniu RAM 6 P.M. Czy mogłem wcześniej... pewnie tak, ale lepiej niż na kwiecień 2015 bym się nie wstrzelił. Obym teraz się dobrze wstrzelił i przy odrobinie szczęścia również będziecie tego słuchali w kwietniu. Dokładnie 10 lat później.
https://youtube.com/playlist?list=OLAK5 ... Dj-0RsjyaM
Na marginesie dodam, że akurat w 2015 Blake wydał nowy krążek po dłuższym okresie milczenia, ale jakoś mnie tak nie chwycił (był mocno elektroniczny). Z kolei Songs of Praise wydane w 2019 już tak, a i tam nie brakowało bardziej synthpopowych rozwiązań. Ostatni album to raptem rok ubiegły, ale - aż mi wstyd - jeszcze się z nim nie zapoznałem... Czas na nowy kwiecień
Widzę, że Perry Blake przyjął się w utworowej, aż przyznam, że tak ciepłego odbioru się chyba nie spodziewałem. No, ale potraktuję to jako dobry prognostyk. Dlaczego? Albowiem właśnie daję Wam, PT Forumowicze, w ryj jego długograjem!
Songs For Someone to czwarty album w karierze Irlandczyka, a przy okazji ten, od którego zacząłem swoją z nim przygodę. Luty 2015, zasysam to Blejka, to Louiego Austena, to w końcu decyduję się sprawdzić, cóż to za popowy duet uskutecznia Jori Hulkkonen (chodziło o Sin Cos Tan), to robię inwestygację, czym jest to całe The Belbury Circle, z którym Foxx niecałe dwa lata wcześniej wydał EP (i tak odkryję uniwersum Cate Brooks). Blejk ze wszystkich powyższych siadł jednak najmocniej, choć wtedy jeszcze pojedynczymi numerami (czego snippet już dostaliście). Prawdziwej manii dostałem z początkiem kwietnia, który to kwiecieć miał w sobie coś magicznego. Nie umiem tego do końca nazwać, ale zima, choć mieszała w sobie i śnieg wraz z mrozami i błotnistą aurę, wreszcie dobiegała końca. Różne paskudne rzeczy miały się wkrótce wydarzyć, ale zaraz po nich dużo dobrych, więc ostateczny rozrachunek wyszedł na plus. Ja zaś docierałem się w swojej pierwszej prawdziwej korporobocie.
Klepanina była na tyle monotonna, że poza słuchaniem muzyki nie bardzo było co innego robić w tle. Postanowiłem więc nadrobić pewne zaległości i usiąść do posiadanych w swojej bibliotece albumów, przez przypadek tworząc tzw. Wiosenny Kanon Musiała, w którym znajdują się takie wydawnictwa, jak np. Edgeland Hyde'a, dwa pierwsze comebacki OMD, debiut The Advisory Circle, pierwsza solówka Andy'ego Prieboya, Dualizm od Hulkkonena czy Good Evening od Nite Jewel (tak naprawdę wiele z tych rzeczy było już "umocowanych w kwietniu", ale wtedy po raz pierwszy to, powiedzmy, usystematyzowałem). Kanon ten ciągnie się za mną po dziś dzień i tylko rok po roku dodaję doń coraz to nowe rzeczy (bo dlaczego nie).
Perry Blake ma w nim jednak specjalne miejsce. Pachnie tą samą wiosną, którą pachnie ww. Dualizm, czy Neon Lights od Simple Minds w maju, pochmurną i deszczową, choć już zauważalnie i przyjemnie ciepłą. Samą pierwszą połowę kwietnia uważam za najwspanialszą, kiedy pojawiają się pierwsze listki i małe kwiaty, zieleń jest jeszcze zupełnie świeża, nieco nieśmiała i wyjątkowo blada, a to tworzy piękny kontrast w porównaniu z wizualnie czarnymi wówczas pniami drzew i gałęziami krzaczorów. Niespiesznym krokiem spaceruję przez Park Szczęśliwicki albo tzw. "Żwirkami", chłonę nowe otwarcie w roku (takie prawdziwe) i rozkoszuję się wyśmienitym vibem budzenia się świata do życia. Blejk jest tego nieodzowną częścią z piosenkami takimi jak Lies Lies Lies, tytułową, Native New Yorker czy Tropic of Cancer (uwielbiam ten numer całym serduszkiem). Jednocześnie w każdej chwili temperatura może spaść, wraz z nią śnieg i wtedy inaczej wchodzi melancholia kawałków We Are Not Stars (od tego utworu się moja przygoda z Blejkiem zaczęła jeszcze w lutym 2013), The Fox in Winter, Ava czy The End of the Affair.
Tbh na całym tym wydawnictwie (dość rozległym, 13 utworów i jeden hidden bonusik) nie ma dla mnie złej produkcji. Wszystko jest tutaj na bardzo wysokim poziomie, Blake nie nudzi, nie męczy (choć czasem jęczy), nie przydusza swoim smutkiem, a czasem też w ogóle go zabiera gdzieś w cholerę (zostawiając delikatny sznyt melancholii). Gość jest fantastycznym artystą i ma naprawdę genialny głos nawet, jeśli czasem nieco trudniej się przełyka tę jego płaczliwą manierę. Nie potrafię wyobrazić sobie wiosny bez niego. Wiedziałem, że dobrze typuję wykonawcę, z którym warto się bliżej zapoznać po przesłuchaniu RAM 6 P.M. Czy mogłem wcześniej... pewnie tak, ale lepiej niż na kwiecień 2015 bym się nie wstrzelił. Obym teraz się dobrze wstrzelił i przy odrobinie szczęścia również będziecie tego słuchali w kwietniu. Dokładnie 10 lat później.
https://youtube.com/playlist?list=OLAK5 ... Dj-0RsjyaM
Na marginesie dodam, że akurat w 2015 Blake wydał nowy krążek po dłuższym okresie milczenia, ale jakoś mnie tak nie chwycił (był mocno elektroniczny). Z kolei Songs of Praise wydane w 2019 już tak, a i tam nie brakowało bardziej synthpopowych rozwiązań. Ostatni album to raptem rok ubiegły, ale - aż mi wstyd - jeszcze się z nim nie zapoznałem... Czas na nowy kwiecień
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
mogę zaklepać czwarte miejsce?
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Możesz. Mnie się nie pali.
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
no właśnie sam muszę się namyślić plus sprawdzić sobie baardzo oględnie te dotychczas wrzucone wrzutki wrzuczyste