Best of Forum VI
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Aż szkoda, że wzmiankowanych tutaj w bestce gier nie znam 
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Jak pisałem, to była piosenka zastosowana w intro. Jak się uruchamiało grę, to właśnie zawsze ta czołówka leciała. W samej rozgrywce Negai w sumie nie było.stripped pisze:07 sty 2025 11:26Wrzuta Wuja do shogo bardziej niż z klimatem jego gry kojarzyła się wybitnie z czołówką anime np
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Zapłakałbym się, gdyby przez całą grę leciało coś takiego 
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Muza z rozgrywki Shogo jest dojebana, zresztą Wuja wrzucał "Red Riot" do depeszwizji (numer, który mi podebrał bestkowo) i mogę powiedzieć, że tam są same rewelacje tego typu. Samo Shogo, to był taki rodzyn, gra kultowa na zasadzie KWTW. Ponadto, był rozdawany za darmo z jakims pismem (nie wiem, czy nie z CD Action) na początku 00sów, co się też przyczyniło. W tamtym czasie "darmowe" gry, to było jednak coś, dzięki czemu ludzie w Polsce nadal kojarzą takie no-name'owe produkcje jak "Devil Inside".
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
tak tak ładną pogodę mamy dzisiaj
Richard Pinhas - Iceland (Part 2) [1979]
Nowy rok, niby zima... no ale właśnie gdzie jest ta zima? Z każdym rokiem coraz bardziej nie lubię, ale tu muszę od razu dołożyc małe rozróżnienie. Albo niech sobie będzie 5 stopni z przodu i dostatecznie znośnie albo faktycznie chłód do wiwatu, intensywny śnieg, minus dziesięć i do widzenia. Pogodowe byle co tylko zniechęca do podejmowania jakiejkolwiek aktywności gdziekolwiek.
Już wielokrotnie w ramach bestki zaklinałem Klimatycznych Bogów. W tym roku to prędzej będzie przypominać sentymentalny wpis starego człowieka, dla którego KIEDYŚ to były zimy, co teraz już ich nie ma. Świat dookoła się zmienia, a ja w latach młodości najpierwszej słuchałem na pęczki zimowej elektroniki. Dla zachowania spójności smoczo-robertowskiego zestawu życiowego przed dublami musi być mały ukłon w stronę artystycznej piwnicy Pinhasa. Wiadomo, bardziej istotny i wpływowy był Heldon, tyle że dla mnie w dużej mierze jest tam za dużo nudzenia. Rozimprowane dysonanse, pasaże stojących dźwięków, gitarowe zamuły... sprawdziłem znaczną większość materiału z lat 70' i niewiele zostało ze mną na dłużej. Co innego projekty poboczne, współprace z innymi Francuzami w ramach efemerycznych tworów lub po prostu solowa twórczość. Islandia to taki najbardziej oczywisty wybór z punktu widzenia synthowego fanatyka. Surowa asceza, czyli perkusyjne niby nic i soczyste klawiszowe pasaże. Zaskakujący minimal w porównaniu do Żara, ale naprawdę efektywny. Mimo upływu lat, potencjalnego zestarzenia się (xdd) i innych pierdów to wciąż muzyka warta grzechu. Ten pomysł po prostu działa, pobudza wyobraźnię do pracy.
Zostaje tylko ubrać pięć warstw ubrań, wyjść o 5.30 na przystanek, czekać pół godziny na podmiejski autobus... i wierzyć, że się dojedzie. Przynajmniej muzyka się zgadza. Tak bym to widział i w takie rejony was zapraszam.
https://youtu.be/EwkYfXY1wfY?si=SSV__yQpOnjfa28Q
Richard Pinhas - Iceland (Part 2) [1979]
Nowy rok, niby zima... no ale właśnie gdzie jest ta zima? Z każdym rokiem coraz bardziej nie lubię, ale tu muszę od razu dołożyc małe rozróżnienie. Albo niech sobie będzie 5 stopni z przodu i dostatecznie znośnie albo faktycznie chłód do wiwatu, intensywny śnieg, minus dziesięć i do widzenia. Pogodowe byle co tylko zniechęca do podejmowania jakiejkolwiek aktywności gdziekolwiek.
Już wielokrotnie w ramach bestki zaklinałem Klimatycznych Bogów. W tym roku to prędzej będzie przypominać sentymentalny wpis starego człowieka, dla którego KIEDYŚ to były zimy, co teraz już ich nie ma. Świat dookoła się zmienia, a ja w latach młodości najpierwszej słuchałem na pęczki zimowej elektroniki. Dla zachowania spójności smoczo-robertowskiego zestawu życiowego przed dublami musi być mały ukłon w stronę artystycznej piwnicy Pinhasa. Wiadomo, bardziej istotny i wpływowy był Heldon, tyle że dla mnie w dużej mierze jest tam za dużo nudzenia. Rozimprowane dysonanse, pasaże stojących dźwięków, gitarowe zamuły... sprawdziłem znaczną większość materiału z lat 70' i niewiele zostało ze mną na dłużej. Co innego projekty poboczne, współprace z innymi Francuzami w ramach efemerycznych tworów lub po prostu solowa twórczość. Islandia to taki najbardziej oczywisty wybór z punktu widzenia synthowego fanatyka. Surowa asceza, czyli perkusyjne niby nic i soczyste klawiszowe pasaże. Zaskakujący minimal w porównaniu do Żara, ale naprawdę efektywny. Mimo upływu lat, potencjalnego zestarzenia się (xdd) i innych pierdów to wciąż muzyka warta grzechu. Ten pomysł po prostu działa, pobudza wyobraźnię do pracy.
Zostaje tylko ubrać pięć warstw ubrań, wyjść o 5.30 na przystanek, czekać pół godziny na podmiejski autobus... i wierzyć, że się dojedzie. Przynajmniej muzyka się zgadza. Tak bym to widział i w takie rejony was zapraszam.
https://youtu.be/EwkYfXY1wfY?si=SSV__yQpOnjfa28Q
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Tak, Shogo na bank trafiło na cover CD-Action. Swoją drogą, do dziś się zastanawiam która mafia ich dofinansowywała, że było ich w 2000 roku stać na dołączenie do pisemka Fallouta. xD W sumie ten zwyczaj umarł i tak później, niż można było zakładać, bo jeszcze pod koniec tamtej dekady zdarzało mi się kupić jakiś numer dla dodanej gierki
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Ja do dziś kupuje sobie CDA raz w roku, na święta BN, ale zauważyłem, że najczęściej szybko przeglądam i nie czytam nawet. Gry przestali dodawać po ty, jak się niemal utopili w covidzie. Ale z tym Falloutem, to faktycznie ciekawa sprawa. Podobnie z wydawnictwem ExtraGra, nie wiem jakie oni mieli umowy podpisane, ale czasami rzucali srogim AAA.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Nawet ExtraKlasyka potrafiła rzucić coś naprawdę świetnego stosunkowo szybko po premierze (pierwszy Gothic potrzebował ile, dwóch lat, żeby się tam znaleźć?), zaś z ExtraGry kupiłem dosłownie jedną rzecz, i był to Traffic Giant xD Niestety, muzyki tam nie było ;___;
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
No ja CDA nie czytuję, ale to z kwestii tego, że nie wiem jak musiałaby dopierniczyć inflacja, bym pozbył się w głowie blokady, że 35 złotych za czasopismo to jednak trochę, kurka, dużo.Hien pisze:07 sty 2025 12:05Ja do dziś kupuje sobie CDA raz w roku, na święta BN, ale zauważyłem, że najczęściej szybko przeglądam i nie czytam nawet. Gry przestali dodawać po ty, jak się niemal utopili w covidzie. Ale z tym Falloutem, to faktycznie ciekawa sprawa. Podobnie z wydawnictwem ExtraGra, nie wiem jakie oni mieli umowy podpisane, ale czasami rzucali srogim AAA.
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Panie, Polityka kosztuje teraz prawie 20, a pamiętam, jak się ją kupowało za piątkę. Przy czym to jest tygodnik xD
Dobra, dawaj Pan wrzutę.
Dobra, dawaj Pan wrzutę.
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Może dobrze, że przestałem kupować czasopisma już jakiś czas temu... zostałem w uniwersum SAT Kuriera za 8 złotych, tam było mi dobrze.
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
No, to jest ciekawa sprawa, że wyszli z długów, rezygnując z darmowych gier, ale podwyższając cenę xD Nie wiem kto jeszcze to kupuje regularnie. Bardziej mnie jarają jakieś rocznicowe wydania Reseta, czy coś.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Pozostając chociaż odrobinę w temacie, pamiętam, jak w jakimś 2004 czy 2005 do CDA dorzucono zdaje się jakąś płytę z... muzyką i potem się na łamach tegoż numeru zastanawiano, czy nie pójść tą drogą także w przyszłości (jako dodatek do gier, ale muza z grami nie miała zbyt wiele wspólnego OIDP). Cóż, nie poszli.
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
A w ogóle to miło mi czytać, że doceniliście moją wrzutę ABC i że mamy tu nawet jakichś kryptotrójkowiczów. Generalnie to mam podobnie jak Robert w kwestii zdobywania informacji, bo internet w ostatnim czasie staje się niesamowitym szambem (vide ta słynna grafika z Johnem Wickiem 5) i też powoli się skłaniam ku bardziej "tradycyjnym" medium takim jak radio czy nawet czasopisma (btw ponoć w USA odnotowano wzrost popularności prasy drukowanej).
Kamil Pivot - Sny o Intertoto
Będzie krótko. W nowy rok wjeżdzam wrzutą uroczą, bezpretensjonalną, lekką i przyjemną. Wyrażam ciche życzenie, aby cały następny rok taki był, ale wolę nie mieć większych złudzeń co do tego.
Pivota poznałem dzięki mojemu ulubionemu kanałowi na polskim YouTube, co się zowie goal.pl. Z założenia ten kanał jest poświęcony piłce nożnej, i generalnie nawet często się wokół tej tematyki obraca, ale w życiu nie zostałbym jego hoolsem, gdyby był to kolejny kanał z gadającymi głowami powtarzającymi te same anegdotki o Mbappe czy opowiadającymi o tym, kogo tam nie poznali grając w rezerwach 2 Bundesligi 20 lat temu. By nie było, chłopaki naprawdę żyją Ekstraklasą (to był mój główny powód, dla którego wróciłem do jej oglądania), ale nie tylko nią i potrafią w trakcie omawiania jakiegoś meczu Stali Mielec przejść randomowo do tematu serialu Zostać Miss czy ciekawostek o rybie biskup morski i słucha się tego zajebiście, bo po prostu są to inteligentni ludzie z poczuciem humoru (zresztą jednego z nich imć Munlup zna osobiście xd).
No w każdym razie, wracając do sedna, wyżej wrzuconego kawałka słuchałem przez długi czas nieświadomie co poniedziałek, gdyż leci on w interze ich Podsumowania Ekstraklasy. Pewnego dnia coś mnie podkusiło, by sprawdzić co to za utwór, bo nawet podejrzewałem AI, a siarą by było, gdyby podobał mi się wytwór tego czarciego pomiotu, ale dzięki Bogu okazało się, że to prawdziwy utwór prawdziwego człowieka, na dodatek nagrany jeszcze w czasach, gdy nikomu o tej sraczce się nie śniło, bo w 2017 roku.
Skąninąd polecam EPkę z której pochodzi ten kawałek, zowie się nieco przewrotnie "Tato Hemingway" i oprócz mojej wrzuty zawiera dużo lekkich i bezpretensjonalnych utworów o prowadzeniu najnormalniejszego w świecie życia (co w polskim hiphopie jest raczej rzadkością). Niemniej, wybieram urokliwą historyjkę opowiedzianą z perspektywy piłkarza amatorskiego klubu w Walii, który w pucharze Intertoto natrafia na Ruch Chorzów. Jako millenials, który spędził dużą część młodości na czytaniu starych wydań Piłki Nożnej oraz oglądaniu starych spotkań piłkarskich (hehe a z Freesia i jego Formuły 1 się śmiałem
) nie moge tego nie kupić.
Czy kupicie wy? Nie wiem. Bierzcie i słuchajcie tego.
https://www.youtube.com/watch?v=BSpsGHN1hYM
Kamil Pivot - Sny o Intertoto
Będzie krótko. W nowy rok wjeżdzam wrzutą uroczą, bezpretensjonalną, lekką i przyjemną. Wyrażam ciche życzenie, aby cały następny rok taki był, ale wolę nie mieć większych złudzeń co do tego.
Pivota poznałem dzięki mojemu ulubionemu kanałowi na polskim YouTube, co się zowie goal.pl. Z założenia ten kanał jest poświęcony piłce nożnej, i generalnie nawet często się wokół tej tematyki obraca, ale w życiu nie zostałbym jego hoolsem, gdyby był to kolejny kanał z gadającymi głowami powtarzającymi te same anegdotki o Mbappe czy opowiadającymi o tym, kogo tam nie poznali grając w rezerwach 2 Bundesligi 20 lat temu. By nie było, chłopaki naprawdę żyją Ekstraklasą (to był mój główny powód, dla którego wróciłem do jej oglądania), ale nie tylko nią i potrafią w trakcie omawiania jakiegoś meczu Stali Mielec przejść randomowo do tematu serialu Zostać Miss czy ciekawostek o rybie biskup morski i słucha się tego zajebiście, bo po prostu są to inteligentni ludzie z poczuciem humoru (zresztą jednego z nich imć Munlup zna osobiście xd).
No w każdym razie, wracając do sedna, wyżej wrzuconego kawałka słuchałem przez długi czas nieświadomie co poniedziałek, gdyż leci on w interze ich Podsumowania Ekstraklasy. Pewnego dnia coś mnie podkusiło, by sprawdzić co to za utwór, bo nawet podejrzewałem AI, a siarą by było, gdyby podobał mi się wytwór tego czarciego pomiotu, ale dzięki Bogu okazało się, że to prawdziwy utwór prawdziwego człowieka, na dodatek nagrany jeszcze w czasach, gdy nikomu o tej sraczce się nie śniło, bo w 2017 roku.
Skąninąd polecam EPkę z której pochodzi ten kawałek, zowie się nieco przewrotnie "Tato Hemingway" i oprócz mojej wrzuty zawiera dużo lekkich i bezpretensjonalnych utworów o prowadzeniu najnormalniejszego w świecie życia (co w polskim hiphopie jest raczej rzadkością). Niemniej, wybieram urokliwą historyjkę opowiedzianą z perspektywy piłkarza amatorskiego klubu w Walii, który w pucharze Intertoto natrafia na Ruch Chorzów. Jako millenials, który spędził dużą część młodości na czytaniu starych wydań Piłki Nożnej oraz oglądaniu starych spotkań piłkarskich (hehe a z Freesia i jego Formuły 1 się śmiałem
Czy kupicie wy? Nie wiem. Bierzcie i słuchajcie tego.
https://www.youtube.com/watch?v=BSpsGHN1hYM
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Kurde, kupowałem dość regularnie CDA w tamtych latach, ale tego motywu nie pamiętam. Raz tylko pamiętam, że dorzucili jakiś pokrowiec CD z płytami w środku i tam były jakieś randomowe cedeki z innych pism z tego wydawnictwa xddevotional pisze:07 sty 2025 12:44Pozostając chociaż odrobinę w temacie, pamiętam, jak w jakimś 2004 czy 2005 do CDA dorzucono zdaje się jakąś płytę z... muzyką i potem się na łamach tegoż numeru zastanawiano, czy nie pójść tą drogą także w przyszłości (jako dodatek do gier, ale muza z grami nie miała zbyt wiele wspólnego OIDP). Cóż, nie poszli.
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Takie tempo to się mnie podoba.
Kolejka 21. (146.):
https://youtube.com/playlist?list=PL9wm ... QQ8k8A-IwX
Kolejka 21. (146.):
https://youtube.com/playlist?list=PL9wm ... QQ8k8A-IwX
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Dorzucę do gara z napisem "tempo".
David Bowie - No Plan
„No Plan”, to kawałek, który (jak i pozostałe bonusy z „Lazarus”) poznałem jakoś w momencie kiedy powoli zaczęła ze mnie schodzić żałoba po Bowiem, a była to żałoba niemal jak po członku rodziny. „Blackstar” nie pomagało, bo nie dało się nie myśleć o tym, ile potencjału jako artysta miał jeszcze w sobie ten, jak to słusznie określił Murzyn, cudowny człowiek. Nowe kawałki dowaliły jeszcze bardziej do tego pieca żalu. Z początku myślałem, że to te osławione dema, które Bowie poczynił niedługo po zakończeniu prac nad „Blackstar”, a chwile przed śmiercią, ale nie, to po prostu pozostały materiał z sesji do albumu. Specjalnie nie używam słowa „odrzuty”, bo źle to brzmi w kontekście numerów takich, jak „No Plan”, mój ulubiony kawałek z tego pakietu oraz jeden z ulubionych z całych sesji „Blackstar”. W zasadzie jedyny, który można nazwać balladą. Jest rzeczywiście klimat jakiejś narracji z zaświatów i taki lekki klimat, jakby nie tyczyły się nas już żadne problemy, a przynajmniej ziemskie. Jednocześnie, piosenka ma w sobie niesamowite ilości tego, co można uznać za klasyczne w piosenkopisarstwo Bowiego. Ciekawe, że akurat na ten utwór zdecydował się Murzyn, człowiek o wielu twarzach. Wychodzi na to, że chyba tylko ja nie wrzuciłem nic Bowiego, no ale jest to do naprawienia i to nawet w najbliższym czasie.
Sophie Solomon feat. Ralph Fiennes - A Light That Never Dies
Yay, Musiał wrzucający coś z Fabryki trocin, w końcu coś niespodziewanego. Intro do kawałka zapowiadało syf, ale wraz z wejściem bitu, numer skręca w inną stronę. Ralph Fiennes jest zajebisty, lubię go jako aktora, a teraz mogę jeszcze powiedzieć, że lubię go jako wokalistę (chociaż w tym wypadku, to chyba za duże słowo). Theremin w tle daje vibe czegoś halloweenowego (ale nie, nie będę zaczynał dyskusji minięcia się z porą roku). Skrzypce, jak to skrzypce, jak dla mnie piłowanie jakich wiele, nie jest to Ben Coleman, którego można poznać od razu. Numer ma za to klimat, no kurde, czegoś co by mogło wlecieć do obecnej dwizji. I jeżeli Musiał zamiast tego, wrzucił to, co myślę, że wrzucił, to heh, ugryzę się w język. Sympatyczny kawałek, chociaż ten motyw akordeonowy zalatuje najgorszym rodzajem cyganerii, a skrzypce „Skrzypkiem na dachu”, co mi nie robi.
The Verve – Bitter Sweet Symphony
Nie mam nic do BSS, kawałek jest dobry, ale chyba te skrzypki, mimo wszystko, irytują mnie najbardziej. Kiedyś wrócę tutaj z jednym numerem The Verve, ale to będę kompletnie inne klimaty niż to. Richard Ashcroft to ciekawy człowiek, dużo talentu, ale też, podobnie do Gallagherów, sporo bufonady. Najciekawszy, w kwestii BSS, był zawsze spór z The Rolling Stones, który rozwiązał się dopiero parę lat temu, i dopiero od tego momentu Ashcroft zaczął dostawać jakiekolwiek pieniądze z tytułu autorstwa swojego największego hitu sprzed ćwierć wieku. Gdzieś ktoś policzył ile milionów funtów stracił przez to, że TRS przywłaszczyli sobie prawa do tej piosenki. Ciesze się, że to ostatecznie zostało jakoś rozwiązane, i prawa wróciły do Ashcrofta, lepiej późno niż wcale.
Richard Pinhas - Iceland (Part 2)
Fajne te zimowe opisy Smoka, chociaż zaskakuje mnie to, że Smoku w ogóle jakiejś konkretniejszej zimy w większej ilości doświadczył. Mnie się wydaje, że od 2004 r., to już są tylko jakieś śladowe, trwające góra dwa tygodnie okresy zimowe (o ile w ogóle), ale też ja mieszkam w centrum, co jednak dużo zmienia, bo nieraz było tak, że święta były zaśnieżone na zachodzie, północy i południu, a my w środku Polski mieliśmy bałwany z błota. Niestety, psychicznie przyzwyczaiłem się już, że w Wigilie i pozostałe dni, to najlepiej nie wyglądać za okno, bo inaczej immersja pęknie, nauczyłem się z tym żyć, pomimo mojej wielkiej miłości do zimy, która to miłość trwa nieustannie. Teraz w weekend był jakieś demo, ale wczoraj rano wszystko już spłynęło do kanalizacji. W każdym razie, muzyka wrzucona przez Dragona jest piękna i na pewno zawiera w sobie jedną z zimowych twarzy, w tym wypadku tę nieco mroczniejszą. Wiadomo, ja instrumentalne, długie wrzuty Roberta to łykam praktycznie na etapie czytania opisu, zanim załaduje się link do YT, i tutaj nie jest inaczej. Czuję się też zachęcony do przesłuchania całego albumu, ale to też nie jest żadna nowość w przypadku tego OPa. Klaus Wiese, Oophoi, Tau Ceti, Alpha WM, czy Redshift, kręcą się od dłuższego czasu w ilościach dyskografiowych.
Kamil Pivot - Sny o Intertoto
O, soccer-core w hip-hopie, to coś czego osobiście doświadczam po raz pierwszy. Zadziwiająco fajny bit i sample, jak na coś, co z pozoru przynajmniej, wydaje się być czymś zrobionym dla beki, lub w w/w celach, jako intro na jakimś fajnym kanale o piłce, prowadzonym przez inteligentnych (dla odmiany od np. Piotra prostytutka Żelaznego) i fajnych ludzi. Luźny klimat, cwany i dowcipny tekst, przyjemny rap, który nie brzmi jakby kolo przy mikrofonie przeznaczył majątek życia na fajki i alkohol. Kekłem mocno przy tej wyliczance po 1:10, takiego polskiego hh mogę słuchać. Kupuję to.
Wszystko fajne, dostarczone Panówki.
David Bowie - No Plan
„No Plan”, to kawałek, który (jak i pozostałe bonusy z „Lazarus”) poznałem jakoś w momencie kiedy powoli zaczęła ze mnie schodzić żałoba po Bowiem, a była to żałoba niemal jak po członku rodziny. „Blackstar” nie pomagało, bo nie dało się nie myśleć o tym, ile potencjału jako artysta miał jeszcze w sobie ten, jak to słusznie określił Murzyn, cudowny człowiek. Nowe kawałki dowaliły jeszcze bardziej do tego pieca żalu. Z początku myślałem, że to te osławione dema, które Bowie poczynił niedługo po zakończeniu prac nad „Blackstar”, a chwile przed śmiercią, ale nie, to po prostu pozostały materiał z sesji do albumu. Specjalnie nie używam słowa „odrzuty”, bo źle to brzmi w kontekście numerów takich, jak „No Plan”, mój ulubiony kawałek z tego pakietu oraz jeden z ulubionych z całych sesji „Blackstar”. W zasadzie jedyny, który można nazwać balladą. Jest rzeczywiście klimat jakiejś narracji z zaświatów i taki lekki klimat, jakby nie tyczyły się nas już żadne problemy, a przynajmniej ziemskie. Jednocześnie, piosenka ma w sobie niesamowite ilości tego, co można uznać za klasyczne w piosenkopisarstwo Bowiego. Ciekawe, że akurat na ten utwór zdecydował się Murzyn, człowiek o wielu twarzach. Wychodzi na to, że chyba tylko ja nie wrzuciłem nic Bowiego, no ale jest to do naprawienia i to nawet w najbliższym czasie.
Sophie Solomon feat. Ralph Fiennes - A Light That Never Dies
Yay, Musiał wrzucający coś z Fabryki trocin, w końcu coś niespodziewanego. Intro do kawałka zapowiadało syf, ale wraz z wejściem bitu, numer skręca w inną stronę. Ralph Fiennes jest zajebisty, lubię go jako aktora, a teraz mogę jeszcze powiedzieć, że lubię go jako wokalistę (chociaż w tym wypadku, to chyba za duże słowo). Theremin w tle daje vibe czegoś halloweenowego (ale nie, nie będę zaczynał dyskusji minięcia się z porą roku). Skrzypce, jak to skrzypce, jak dla mnie piłowanie jakich wiele, nie jest to Ben Coleman, którego można poznać od razu. Numer ma za to klimat, no kurde, czegoś co by mogło wlecieć do obecnej dwizji. I jeżeli Musiał zamiast tego, wrzucił to, co myślę, że wrzucił, to heh, ugryzę się w język. Sympatyczny kawałek, chociaż ten motyw akordeonowy zalatuje najgorszym rodzajem cyganerii, a skrzypce „Skrzypkiem na dachu”, co mi nie robi.
The Verve – Bitter Sweet Symphony
Nie mam nic do BSS, kawałek jest dobry, ale chyba te skrzypki, mimo wszystko, irytują mnie najbardziej. Kiedyś wrócę tutaj z jednym numerem The Verve, ale to będę kompletnie inne klimaty niż to. Richard Ashcroft to ciekawy człowiek, dużo talentu, ale też, podobnie do Gallagherów, sporo bufonady. Najciekawszy, w kwestii BSS, był zawsze spór z The Rolling Stones, który rozwiązał się dopiero parę lat temu, i dopiero od tego momentu Ashcroft zaczął dostawać jakiekolwiek pieniądze z tytułu autorstwa swojego największego hitu sprzed ćwierć wieku. Gdzieś ktoś policzył ile milionów funtów stracił przez to, że TRS przywłaszczyli sobie prawa do tej piosenki. Ciesze się, że to ostatecznie zostało jakoś rozwiązane, i prawa wróciły do Ashcrofta, lepiej późno niż wcale.
Richard Pinhas - Iceland (Part 2)
Fajne te zimowe opisy Smoka, chociaż zaskakuje mnie to, że Smoku w ogóle jakiejś konkretniejszej zimy w większej ilości doświadczył. Mnie się wydaje, że od 2004 r., to już są tylko jakieś śladowe, trwające góra dwa tygodnie okresy zimowe (o ile w ogóle), ale też ja mieszkam w centrum, co jednak dużo zmienia, bo nieraz było tak, że święta były zaśnieżone na zachodzie, północy i południu, a my w środku Polski mieliśmy bałwany z błota. Niestety, psychicznie przyzwyczaiłem się już, że w Wigilie i pozostałe dni, to najlepiej nie wyglądać za okno, bo inaczej immersja pęknie, nauczyłem się z tym żyć, pomimo mojej wielkiej miłości do zimy, która to miłość trwa nieustannie. Teraz w weekend był jakieś demo, ale wczoraj rano wszystko już spłynęło do kanalizacji. W każdym razie, muzyka wrzucona przez Dragona jest piękna i na pewno zawiera w sobie jedną z zimowych twarzy, w tym wypadku tę nieco mroczniejszą. Wiadomo, ja instrumentalne, długie wrzuty Roberta to łykam praktycznie na etapie czytania opisu, zanim załaduje się link do YT, i tutaj nie jest inaczej. Czuję się też zachęcony do przesłuchania całego albumu, ale to też nie jest żadna nowość w przypadku tego OPa. Klaus Wiese, Oophoi, Tau Ceti, Alpha WM, czy Redshift, kręcą się od dłuższego czasu w ilościach dyskografiowych.
Kamil Pivot - Sny o Intertoto
O, soccer-core w hip-hopie, to coś czego osobiście doświadczam po raz pierwszy. Zadziwiająco fajny bit i sample, jak na coś, co z pozoru przynajmniej, wydaje się być czymś zrobionym dla beki, lub w w/w celach, jako intro na jakimś fajnym kanale o piłce, prowadzonym przez inteligentnych (dla odmiany od np. Piotra prostytutka Żelaznego) i fajnych ludzi. Luźny klimat, cwany i dowcipny tekst, przyjemny rap, który nie brzmi jakby kolo przy mikrofonie przeznaczył majątek życia na fajki i alkohol. Kekłem mocno przy tej wyliczance po 1:10, takiego polskiego hh mogę słuchać. Kupuję to.
Wszystko fajne, dostarczone Panówki.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Btw jednej rzeczy zabrakło mi w opisie wrzuty mentosa - zapomniał wspomnieć (albo nie wiedział) że bity Pivotowi zrobił Urbek czyli DJ Urb znany skądinąd z Dinala ;-)
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Jakubie, Wałbrzych to jednak jeszcze pod wieloma względami klimatyczny skansen... tu wciąż bywa naprawdę mroźno, śnieżnie - w końcu góry heh przeżyłem zamarznięte rury, braki prądu i inne fanty...
...a co z Redshiftów weszło?
...a co z Redshiftów weszło?