Best of Forum (Albumy) vol. 2

Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 05 lut 2025 23:28

No, ja uważam, że wyszło wszystko cacy. Nie wiem, czy zamysł był jakikolwiek inny, czy szerszy od tego, żeby ograniczyć się do mooga, ale nie widzę wad w ograniczeniu się do najlepszego instrumentu muzyki elektronicznej. Tim to zrobił na yolo, moog był pożyczony. Szanuję takie kreatywne ryzyko i cieszę się, że mi to podeszło w takim stopniu, jak podeszło
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 07 lut 2025 14:14

Bomb The Bass – Future Chaos

Jak Hien zapowiedział ten album, to byłem zaciekawiony i pełen optymizmu. No bo przecież bardzo dobrze wspominam Clear z 13 kolejki. Na własną rękę kiedyś jeszcze przesłuchałem Back To Light, chociaż było to dawno i potem w sumie prawie nie wracałem do całości. Elektroniczny album od producenta Ultry – to może być coś.
Future Chaos po pierwszym przesłuchaniu nieco mnie zawiodło. Nie robiłem oczywiście z tego problemu, bo wiadomo jak to jest z pierwszym odsłuchem. Ale parę rzeczy od razu rzuciło mi się w uszy – spora monotonia w brzmieniu i nie za specjalna jakość samych kompozycji. Bardzo lubię arpy, ale wydawało mi się, że ich ilość na tym albumie aż przytłacza. No nic – pierwsze koty za płoty jak to mawiają. Potem nastąpiła cała seria sporej ilości odsłuchów w różnych warunkach. Oczywiście odbiór albumu się z czasem zmieniał, polepszał, ale nie w takim tempie, jakiego oczekiwałem.
Smog to całkiem dobry otwieracz. Elektroniczne brzmienie zaciekawia. Lubię brzmienie syntezatorów Mooga, lubię też arpeggia, więc jest ok. Tym bardziej, że sama kompozycja jest też całkiem udana. Instrumentalna końcowa część też fajna. I uważam, że porównania Murzyna do DM wcale nie są tu takie zupełnie bezzasadne. Coś tam w podobnym stylu wybrzmiewa. Paul Conboy tak „objeżdżany” przez moich przedmówców wypada tu wg mnie całkiem dobrze. Dobry otwieracz.
Butterfingers znów atakuje arpami. No ok. Samo brzmienie w sumie dosyć podobne, choć sama kompozycja nieco mniej ciekawa. Ja jednak uważam, że samo brzmienie niekoniecznie musi wystarczyć. To tylko część sukcesu. Dobra melodia wokalu zawsze mile widziana. Wokal jest wręcz jednym z najważniejszych instrumentów w muzyce. W Butterfingers nie jest wcale źle pod tymi względami, choć to „aaaaaaa” trochę w pewnym momencie potrafi irytować.
Old John od pierwszych sekund był moim faworytem. Wyraźny rytm, dobry bit, świetne zapętlone syntezatorowe zagrywki. No robi ten utwór na mnie o wiele większe wrażenie, niż dwa poprzednie. Conboy na wokalu nadal mi nie przeszkadza.
Burn the Bunker podobnie jak Butterfingers raczy nas dziwnymi zaśpiewami w stylu „aaaaaaaa”, które tak średnio mi robią. Mamy znacznie żywsze tempo. Na wokalu niejaki Toob. Wokal potraktowany jakimiś efektami brzmi niby tak sobie. Choć z drugiej strony tu pasuje. W sumie dosyć ciekawy utwór. I jednak nieco odmienny od poprzednich.
So Specjal po kilku odsłuchach mnie do siebie przekonał. Wyrazisty bit w stylu Old John robi dobre wrażenie. Fajne klawiszowe zagrywki. Jakieś rozchybotane kosmiczne arpy. Można się pobujać do So Specjal. No i jednak utwierdzam się w przekonaniu, że Paul Conboy dobrze się odnajduje w tych bardziej wyrazistych utworach.
No Bones kopiuje poprzednie patenty. I w sumie klimat i brzmienie utworu jest całkiem dobre, choć rzeczywiście to jest moment, kiedy narzekania Murzyna o snuciu się Conboya na wokalu jest w pewnym stopniu uzasadnione. Ale to głównie wina linii melodycznej, której właściwie w ogóle tu nie ma. Brzmienie dobre, klimat też, ale od strony kompozycyjnej utwór niestety leży po całości.
Black River to dużo lepsza kompozycja, choć wg mnie Lanegan jakoś wyraźnie lepszy od Conboya wcale nie jest. Ma takie fajne vibrato w głosie, ale dostał też do zaśpiewania dużo lepszą kompozycję niż Paul chwilę temu. Ale generalnie bardzo dobry utwór pod każdym względem.
Hold Me Up jednak na poważniej zaczyna nużyć słuchacza. To niby wciąż to samo dobre brzmienie, no ale właśnie – to samo. Słyszałem to już tyle razy. Te jęczące zaśpiewy, które atakują już od pierwszych sekund. Conboy też wypada gorzej niż w pierwszej części albumu, ale jestem pewien, że jest to wynikiem jednak sporo słabszych kompozycji.
Fuzzbox to już dla mnie takie wyczekiwanie końca tego albumu. Żywszy numer ze zmanipulowanym wokalem, ale znowu bez melodii.
Podsumowując – ciężko mi jednoznacznie ocenić Future Chaos. Album ma swoje niewątpliwe plusy, ale i minusy. Przede wszystkim na dystansie tych prawie 50 minut nie potrafi utrzymać mojej uwagi na podobnym poziomie. Brzmienie, które przez kilka pierwszych utworów może się podobać, w końcówce albumu potrafi nieźle zmęczyć. Bo za mało tu jednak różnorodności, jakiejś odmiany. Do tego same kompozycje. Kilka jest dosyć dobrych lub powiedzmy ok. Ale w drugiej połowie albumu widać już zdecydowanie brak pomysłów u Simenona. Bardzo go lubię i szanuję za to, co zrobił na Ultra, ale sporo mu jednak brakuje do kompozytorskiego talentu Gora. Niektóre utwory pod tym względem po prostu niedomagają. I przez to czasami cierpi też Conboy. Bo gdy nie ma co śpiewać, to niestety smęci. Za to w dobrych utworach wypada całkiem dobrze.
Albumu oczywiście nie odstawiam do kąta, będę z niego zapewne jeszcze korzystał, choć pewnie częściej za sprawą ulubionych utworów, niż całości. W skali szkolnej od 1-6 wystawiłbym płycie myślę takie rzetelne 4.
I myślę, że jednak Clear postawiłbym nieco wyżej od Future Chaos.
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 07 lut 2025 14:23

Momentami trochę nie potrafię zrozumieć o czym Wujas pisze. Nie ma melodii, ale to wina kompozycji (?), Comboy się wlecze, ale to wina Tima (?).
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 07 lut 2025 14:28

No nawet mnie to poruszyło xd zmanipulowane wokale ładne, muszę sb zanotować w kajeciku, ale na moje ucho k o m p o z y c j e są okej
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 07 lut 2025 18:21

Zmanipulowane wokale - tak nazwałem wokale poddane pewnym efektom, obróbce. Czytałem kiedyś o zmanipulowanym dźwięku, więc użyłem tego określenia również w stosunku do wokalu. Bo o podobne znaczenie chodzi.
A że nie ma melodii - chodzi mi o to, że utwór na poziomie kompozycji jest po prostu nijaki. Melodia wokalu kompletnie niezapamiętywalna, nieciekawa. Jakby jej nie było. A jeżeli tak jest, to wokalista też nie jest w stanie się wykazać. Tak chwalony Lenegan w Hold Me Up też by pewnie nieźle smęcił. Ja wiem że definicja słowa "kompozycja" obejmuje trochę szerszy zakres pojęć niż tylko "melodia", ale mi głównie o te melodie właśnie chodzi.
To są moje subiektywne odczucia i oczywiście jest możliwe to, że komuś innemu te rzekomo słabe kompozycje się akurat podobają.
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 07 lut 2025 18:38

Jeszcze bardziej nie wiem ocb
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 07 lut 2025 19:33

No trudno. Ważne, ze chociaż ja wiem. ;)
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 07 lut 2025 20:57

no to panowie pogadali i wszystko sobie klarownie wyłożyli
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 07 lut 2025 21:23

No, ja myślę, że fajnie wyszło, bo bez dymu
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 07 lut 2025 21:42

Bomb the Bass - Future Chaos

Nie pamiętam już kiedy ostatnio zaczynałem recenzje od swojego klasycznego kącika, w którym pisałem o swoich skojarzeniach z danym wykonawcą i płytą. Przypuszczam, że to wbrew pozorom nie było jakoś dawno, zrzucam to na karb mojej sklerozy czy coś. W każdym razie nazwę liznąłem, głównie dzięki naszym zabawom, ale to nie tak, że nie miałem styczności wcześniej.

Co prawda nie są to czasy prehistoryczne, jak te o których pisze Munlup (btw PEB i darkwarez na początku ubiegłej dekady były dla mnie nieocenionym źródłem odkrywania muzyki, przynajmniej przez pewien czas), bo mowa o 2021 roku, ale mówimy jeszcze o roku, w którym trwała pandemia, nie było wojny za wschodnią granicą ani żadnych zabaw na tym forumie, więc jednak, kurde, coś się tam zmieniło od tej pory.

Nie wgłębiałem się jakoś szczególnie w zawartość muzyczną w tamtym czasie, ale zapamiętałem ten album raczej jako taki przyjemny i spoko. Powrót po latach i nieco dogłębniejsze zapoznanie się z nim nie sprawiły, że zmieniłem zdanie, ale też nie będę kłamać, że było to zmieniające życie doświadczenie. Ale kto powiedział, że każdy album takim ma być?

Brzmieniowo mocno mi się ta płyta kojarzy z SOTU. Chciałem zażartować, że Simenon kupował mooga na którym nagrał tę płytę, na jednej z tych aukcji na których szalał Gore, ale niestety doczytałem, że ten sprzęt był pożyczony, więc lipa. Ja wiem, że to porównanie może być karkołomne, może to kwestia tego, że się nie znam, ale te moogi brzmią i tu i tu bardzo podobnie - syntetycznie, trochę chłodno, trochę nawet bym zaryzykował tezę, że retrofuturystycznie.

Broń Cię potwór spaghetti, bym sugerował, że ktokolwiek inspirował tu kogokolwiek - nah, to raczej kwestia tego, że dwóch gagatków tworzących elektronikę chciało poeksperymentować i koniunkcja gwiazd sprawiły, że efekty ich poszukiwań okazały się być do siebie względnie zbliżone.

Nawet się chciałem zastanawiać, czy to aby nie jest kwestia stojąca za faktem, że imć Munlup ją tutaj wrzucił, bo pamiętam z pradawnych czasów, że się SOTU zachwycał. I może to też jest kwestia, że ja tego w pełni nie podzielam, bo przyznaję, że lata temu to charakterystyczne brzmienie bardzo mnie kręciło, a teraz… nie powiem, że nie, ale już nie tak jak wtedy.

Z kompozycjami to też mam taki problem, że niby są niezłe, RZETELNE, ciekawie zaaranżowane, szanuję ten cały kontekst dookoła nich i etcetera itede i nawet Peja, ale też nic nie wyrwało mnie z kapci czy czegoś podobnego. Ja wiem, że zaraz ktoś się tu powyzłośliwia, że brakuje mi tu Endżojów czy czegoś w ten deseń, ale to nie do końca tak. Już nie chodzi o bangery, już nie chodzi o mocarne strzały, tylko o rzeczy, o których mógłbym z ręką na sercu napisać, że zapadły mi w pamięć.

No ale coś tam mogę pochwalić. Otwierający płytę SMOG jest spoko. Nie chcę się powtarzać pisząc znowu o SOTU, ale nic na to nie poradzę. Ja to tu słyszę i kropka. BURN THE BUNKER jest ciekawe, trochę industrialowe, przez ten refren chciałem nawet napisać, że punkowe, ale niech będzie, że udało się tu wytworzyć specyficzny, mroczny klimacik. BLACK RIVER, wiadomo, robi wokal Lanegana i jeszcze honorable mention dla FUZZBOX, bo czemu by nie.

Połajanek nie będzie. Może tylko nie do końca kupuję BUTTERFINGERS, bo brzmi jak Massive Attack w domu, a że ja jakoś tak nie do końca jestem za Pan brat z oryginalnym, to sami wiecie. Ale to też nie była rzecz, którą bym skipował przy odsłuchach.

Tak więc FUTURE CHAOS ląduje u mnie na rzetelnej półce, pewnie wrócę kiedyś tam, np. wtedy gdy będę chciał posłuchać solidnej elektroniki lub gdy będę miał taki kaprys. Czymże byłby świat bez takich albumów?
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 07 lut 2025 22:08

Nie, nie miałem skojarzeń SOTU z Future Chaos kiedy wyszło, mimo że Future Chaos usłyszałem raptem miesiąc przed SOTU. Nie twierdzę, że te albumy nie mają wspólnych mianowników, ale może po prostu słyszałem więcej płyt w tym stylu i nie mam aż tak jednoznacznych skojarzeń.

W każdym razie, podsumuję, żeby nie męczyć konia (z Valony). Nie będę ukrywał, że takiego mehania się po niektórych nie spodziewałem. Byłem dosyć pewny siebie wrzucając ten album, ale widzę, że żyję w wąskiej bańce i w sumie najlepiej będzie tam zostać. Że Wuja nie wie co oznacza słowa kompozycja, to wiem nie od dziś, że Musiał kocha tę płytę, to też od paru lat wiem, więc czekałem na resztę. Mentos był uprzejmy i nie chciał mi wbijać noża w plecy, co doceniam. Opinie Murzyna i Dragona zaskoczyły mnie najbardziej, ale z drugiej strony, nie wiem czemu się łudziłem. Jaca znany jest z wybrzydzania, a Dragon chwali mi 1 na 10 wrzut, więc no tak po prostu wyszło, nie mam żalu, jedynie uprzejmie się nie zgadzam z zarzucanymi niedociągnięciami płyty Tima i Paula, no i tyle z grubsza podsumowania z mojej strony.

Zanim przejdziemy do Pedophilli, dorzucam małe ps, głównie dla Jacy, ale może ktoś z ciekawości ściągnie

https://mega.nz/file/2VZnXBpZ#ke6vG-adz ... QiynAh1J1k

w paczce instrumentalna wersja Future Chaos oraz album Rare & Unreleased, na który znajdują się dema kilku numerów z FC (w tym kowbojska, gitarowa wersja "Smog", polecam) oraz parę odrzutów z "Clear".
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 08 lut 2025 00:08

Hien pisze:
07 lut 2025 22:08
Że Wuja nie wie co oznacza słowa kompozycja, to wiem nie od dziś
Odnosiłem się w kilku utworach (chyba trzech) głównie do linii melodycznej, ale zawarty w nich rytm, harmonie czy ogólnie ich budowa wcale tych utworów zbytnio nie ratowały.
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 08 lut 2025 08:50

Dzięki za paczkę Hien, sprawdzę.

Lecimy dalej.

Björk – Biophilia
shodan pisze:
23 lis 2024 15:30

Bjork ma kilka dobrych albumów, szczególnie z pierwszego okresu działalności. Ale zdecydowałem się wrzucić Biophilię z dwóch powodów. Po pierwsze takie płyty jak Homogenic czy Vespertine większość z Was i tak pewnie w mniejszym lub większym stopniu zna. A po drugie to chyba jednak mimo wszystko Biophilia jest moim ulubionym albumem.
Z Bjork było u mnie w zasadzie jak z wieloma innymi artystami. Kojarzyłem od lat, znałem kilka singli i na tym moje zainteresowanie się kończyło. Aż któregoś zimowego dnia z 5 lata temu (wg lasta) zapragnąłem posłuchać Bjork. Tak po prostu. Na tapetę poszły dwa pierwsze w/w albumy. Pamiętam, że szczególnie na Vespertine miałem kilkutygodniową mega fazę. Z czasem zapoznałem się też z innymi albumami. I o ile Debiut i Post w sumie słyszałem wcześniej, tak te późniejsze były już dla mnie nowością. Jedne podeszły mniej, drugie bardziej. Ale Biophilia zaskoczyła od razu.
Bjork ma bardzo specyficzny wokal. Można ten wokal lubić, ale można równie mocno nienawidzić. Ja ją lubię, chociaż muszę od razu zaznaczyć, że to nie jest wokalistka, którą mógłbym słuchać w jakichś dużych ilościach. Z wyjątkiem wspomnianej fazy sprzed pięciu lat powracam do Bjork dosyć rzadko i dozuję ją sobie z umiarem. Bo w jej przypadku łatwo o przeholowanie. Ale te powroty od czasu do czasu są dla mnie bardzo satysfakcjonujące.
Bjork potrafi kreować na swoich albumach konkretne klimaty. Nie inaczej jest też na Biophilii. Ten album w ogóle był pierwszym w historii, który oprócz tradycyjnego CD został wydany w formie aplikacji na iPoda zawierającej wizualizacje dźwięków oraz możliwość interaktywnego miksowania muzyki. Teraz to już pewnie nic nadzwyczajnego, ale w 2011 pewnie było czymś nowym. Ja w każdym razie słuchałem tylko tradycyjnym sposobem, bo najważniejsza jest sama muzyka.
Album jest mocno elektroniczny. Raczej minimalistyczny niż przeładowany dźwiękami. Momenty spokojne i łagodne mieszają się z agresywnymi elektronicznymi bitami. Przy tym uważam, że jest bardzo melodyjnie. Lubię albumy, które oprócz dobrej warstwy dźwiękowej mają do zaoferowania również dobre i wyraziste melodie. Potrafią zaciekawić i wgryźć się w świadomość słuchacza. Utwory jak pisałem wyżej są też wg mnie bardzo klimatyczne, co jest kolejną konkretną zaletą. Nie będę więcej nic pisał, bo jestem ciekaw waszych odczuć i skojarzeń przy poszczególnych numerach. Mój ulubiony Thunderbolt przedstawiałem już w bestce utworowej, ale równie mocno lubię też Crystalline czy niepokojący Hollow.
Brzmienie elektroniki jest dosyć chłodne, tak to przynajmniej odbieram, więc myślę, że zima to odpowiedni okres na po słuchanie Biophilii.

https://www.youtube.com/watch?v=ddMR47E ... 9BF383EF02

Album ma 10 utworów. Te 11 i 12 to jakieś tam bonusy.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 11 lut 2025 23:00

gdybym tego nie zrobił dzisiaj to czekałoby minimum do poniedziałku...

Björk - Biophilia (2011)

Mógłbym powiedzieć, że początek był uszyty z naiwnej ciekawości, ale to nieprawda. Z jednej strony te fikołki produkcyjne na Volcie, męczyłem się i poległem, a to przecież poprzedniczka. Z drugiej były te wielotygodniowe batalie z Fossorą, gdzie ostatecznie wsiąknąłem na dobre, a potem jeszcze rewelacyjny Oral (linijka rodem z Grindra, no cóż). Stan oczekiwań przed odsłuchami? Na dwoje babka wróżyła, lepiej nie oczekiwać zbyt wiele. Koniec końców wyszło na dobre, ale bez wielkiego romantyzmu. Wiadomo, to pewnie wciąż otwarty proces poznawania, choć na jakiś czas pewnie odłożę na półkę.

Wokal Bjork faktycznie jest wyjątkowy, specyficzny. Wymaga uruchomienia wysokiej wrażliwości, a w momentach gorszego nastroju lepiej odłożyć niż przebijać się przez tę ekspresję w nieskończoność. Im dłużej znam późniejsze płyty Islandki, tym bardziej jestem pewien swojej wyjściowej teorii, że w którymś momencie k o m p o z y c y j n i e kolejne rzeczy są podobne do siebie na poziomie szkieletu, ale większość wrażenia ma robić osadzenie w innym kontekście, brzmieniu, koncepcie. Do Vespertine był jeszcze ciąg na single. Później tego praktycznie nie ma... choć może jeszcze znajdę to na ostatniej nieznanej dwójce, czyli Vulnicurze i Utopii. Poza tym Medulla czy Volta to są dla mnie początki nudzenia w ten sam sposób. Biophilia chwilami jest niebezpiecznie blisko tych rejonów. W przeciwieństwie do Shodana uważam jednak, że ta muzyka kompletnie nie broni się sama w sobie [nie jest najważniejsza - jakby mnie kto chciał łapać za słówka, kicie]. Kontekst technologiczny, a obok tego zajawa na punkcie ekologii, związków z naturą, pewnego ludzkiego zadośćuczynienia, zrozumienia mechanizmów panujących dookoła... no nie da się tego pogodzić. Zostawiony sam z sobie z tak skrojonym opisem waliłbym w ścianę do momentu rozkruszenia czachy. Trzeba jednak znaleźć odpowiedni kompromis, by nie popaść zaraz z fiksację obróconą o 180 stopni. Nie polecam recenzji Biophilii naskrobanej dla Kultury Liberalnej... no to już jest robienie z czytelnika imbecyla. Retoryczne kwiatki, poetyckie odpływy w nieznane i przede wszystkim ten zachwyt nad aspektami wykonów na żywo. Technologicznie to już się trochę zestarzało, a na poziomie koncertów już kompletnie nie do sprawdzenia. Pewnie najpełniejszym doświadczeniem tego materiału byłoby zobaczenie go na dużej, otwartej przestrzeni wśród innych zafrapowanych słuchaczy Bjork.

Na poziomie studyjnego produktu wyjściowego, no cóż... te wszystkie transformatory (pozdrawiam Wrocław), Gamelesty, wahadła to rzeczy, których można w ogóle nie zauważyć, bo usłyszeć to zdecydowanie nie. Koniec końców moje wrażenie nt. Biophilii? To płyta mocno nierówna stylistycznie, wręcz niepewna. Zapowiada przez Wujasa mocna elektronika przejawia się najczęściej w basowych pulsacjach o różnej strukturze. Poza tym to pojedyncze zaskakujące wyskoki stylistyczne - aż dziwne, że nie ma o nich poważniejszej wzmianki. Prędzej bym to nazwał takim folkowym bajaniem o wyjątkowo luźnej strukturze... a przynajmniej taką podpowiada instynkt, bo w Kulturze Liberalnej można wyczytać o najróżniejszych użytych metrum. W tym momencie po prostu zdębiałem. Znalazłem granicę między odbiorem samej muzyki a stosunkiem do idei. Za sam przekaz duży plus, bo ja mam sporo serduszka do radykalnych wrażliwców. Sama muzyka nie dowozi, ale przynajmniej było kilka bardzo udanych momentów.

Wujas pisze o konkretnym klimacie i w sumie nigdy tego nie rozwija. Ja się nie dziwię, bo sam po kilku odsłuchach nie umiałbym określić charakteru tej muzyki. Jedyne co przychodzi do głowy: abstrakcyjność, surrealizm, chwilami kameralność. Albo kamp. Generalnie każdy artysta stara się zainteresować odbiorcę, nawet gdy byli to dadaiści z teoretycznym brakiem przekazu czy niemieccy hipisi nakurzający na kwasie elektronikę za potężnymi szafami, więc to kompletnie zerowa pozycja wyjściowa. Trudniej też mnie przekonać do wszystkich wizji Bjork. Biophilia dzięki temu pojedynczym mocniejszym wybrykom jest tylko troszkę podobna do Fossory. Tam gabber jest zaszczepiony jeszcze bardziej. Całość trwa dłużej, różnice w klimacie czuć w bardziej przyjemny sposób, materiał uważam za bardziej spójny. Pod kątem zimowej wczuty czy estetyki no to do Homogenic w ogóle nie ma podjazdu.

Całość niby ma subtelną klamrę w postaci najbardziej oszczędnych kawałków na harfy i coś w stylu strunowego, ale Moon jest dość niezgrabny, a Solstice zostawia bardzo dziwne wrażenie pustki po wszystkim. Nawet nie tak, że wypruwa z emocji, co prędzej prowokuje pytanie: a dlaczego tak? W Moon chwilami podobał mi się wokal. Solstice mogło podzielić los innych utworów, a tamte być porównywalnie oszczędnie potraktowane. Thunderbolt... od czasu obecności w bestce nie sprawdziłem płyt z Arcą, wybacz, młodszy Robercie... Organy spoko, ale te przerwy są śmieszne - kroi się poważny koncept, a w sumie na tym poziomie najciekawiej jest w tekstach, którzy jednak słabną przy tak średnich aranżach. Ani organiczne, ani płynne, ani mocniej wykręcone... elektronika jak pięść do nosa przy tych organach, chyba najciekawsze są rozstrojenia pierdów w dalszej części kawałka. Crystalline podobało mi się bardziej, ładnie uporządkowany aranż - dzwonki, elektroniczne świsty, spokojny bit - w takich przypadkach swobodny strumień na wokalu ma sens. Brejki na koniec za to zupełnie bez sensu, ale brzmią najlepiej, kontrast jak u Aarona Funka, dla mnie wokale wtedy są kompletnie zbędne. Może wytraca jakiekolwiek emocje, za to wypada to rewelacyjnie.

Cosmogony ma bardzo ładny wstęp z chórów, trąb i innych rogów z Rejkjawiku, to HEAVEN słyszałem w użyciu u pewnego vaporowego twórcy... Jeden z lżejszych momentów, basowe pierdy rzadko wjeżdżają; jest spokojnie, ale przy tym bez poważnego przynudzania. Dark Matter na moje bardziej przerost formy nad treścią. Sama miniaturka dość irytująca, nieartykułowane wokalizy nie za bardzo mi pasują pod to nerwowe tło. Potencjalnie ciekawe pod tym względem, gdyby tak Biophilię poznać jako pierwszą w świecie Bjork, poza tym zaczyn testu na cierpliwość. Hollow chyba najbardziej radykalny fragment. Losowe napierdalanie w tle [pewnie w KL zupełnie nie, ale ja tego nie czuję zupełnie] to już właściwy sprawdzian - szczególnie w połączeniu z ekspresyjnym śpiewem. Skutecznie budzi nerwy, zniecierpliwienie, zadziwia wręcz brzydotą... choć pewnie da się to uzasadnić kolejnym wymyślnym szkieletem rytmicznym nie ze świata europejskiego... jeszcze to chwilami brzmi jak podpięte do kontrolera MIDI...

Wiem, że przy nagraniu Virusa również użyto specjalnie skonstruowanego instrumentu, ale te dzwonki jakby szły wspólnie z fortepianem preparowanym; podoba mi się ten surrealistyczny klimat, chyba że zaczyna śpiewać o grzybach, to wtedy staję obok. Sacrifice to kolejny bardziej uporządkowany utwór, wręcz przyjemnie mantryczny, całkiem oszczędny w aranżu, tylko ten klubowy przerywnik mega kampowy, wszystkie emocje ulatują - pod koniec wychodzi lepiej z tym bardziej dramatycznym wokalem bez tony ozdobników, podwojeń, tego nie ma na Fossorze i na tym poziomie jest znacznie lepiej. Mutual Core zawiera najbardziej klasyczny popis wokalny, duużo przyjemnych rozwiązań, zaśpiewów, podoba mi się od A do Z, wystarczyłyby same organy MIDI i te basowe bulgoty (już prawie jak u Autechre) tylko O CZYM ONA TAM ŚPIEWA? klubowy moment dziwnie pasuje do aranżu, jestem przyzwyczajony po Fossorze, ale tam wychodziło to zgrabniej po prostu.

Namarudziłem, ale to tak dla wyczerpania tematu. Podsumowując, jest jakościowe odbicie po dołku z Volty. To wciąż jeszcze nie poziom największych dokonań. Są przynajmniej naprawdę dobre momenty jako całość: Crystalline, Mutual Core i Virus. Ten tercet zapisuję w moim muzycznym pamiętniku na Spotifie. Po Volcie nie pamiętam absolutnie niczego. Tu jest światełko w tunelu, ale bez pełnego kontekstu, kilku tygodni męcz... słuchania wiem tyle, ile powyżej upuściłem.
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 11 lut 2025 23:46

Po Biophilii nie oczekiwałem tutaj naprawdę absolutnie niczego. Chyba moja najbardziej ryzykowna wrzutka ever. Więc po recenzji Dragona i tak jestem bardzo zadowolony. Jedynie w kwestii Hollow się mogę trochę nie zgadzać.
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 12 lut 2025 12:01

dobrze że tak piszesz bo nie daj Marks chciałbym się dowiedzieć skąd taka opinia i dlaczego
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 12 lut 2025 12:12

ja obiecuje w swojej recenzji nie pisac o tym, ze byłem na koncercie Bjork jesienia 2023 i było fajnie :)
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 12 lut 2025 12:28

Dragon pisze:
12 lut 2025 12:01
dobrze że tak piszesz bo nie daj Marks chciałbym się dowiedzieć skąd taka opinia i dlaczego
W sumie nie mam pewności o co pytasz. O to Hollow?
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 12 lut 2025 12:39

W sumie o wszystko xd Seba ma rację, nikt nic nie czyta
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 12 lut 2025 12:51

fr, ja bede wam wyzywać matki w recenzjach od nastepnych edycji i kisnac w duchu z tego, ze nikt na to nawet nie reaguje
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA