Best of Forum VII

Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 21 maja 2025 05:36

Kochani! Szczęść Boże!

Dzień dobry, budzimy się i zapodajemy muzyczki, mamy już środę, w tym tempie o jakimkolwiek regularnym cyklu zaraz będziemy mogli zapomnieć w ogóle także tego - liczymy na Was wraz z Panem Prezesem!
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 21 maja 2025 08:16

Austra – Beat And The Pulse

Będzie krótko. Utwór Deva “Beyond a Mortal” z 56 kolejki w wykonaniu kanadyjskiego zespołu Austra na tyle mi zaimponował, że obcziłem już we własnym zakresie co nieco z ich dyskografii. I muszę powiedzieć, że ta muzyka całkiem dobrze mi się przyjęła. A takim moim ulubionym utworem od samego początku jest właśnie „Beat And The Pulse”. To był bodaj ich pierwszy singiel w karierze. Od razu ujęły mnie te elektroniczne arpy, ten bit, melodia, no i przede wszystkim fantastyczny głos wokalistki łotewskiego pochodzenia - Katie Stelmanis.

https://www.youtube.com/watch?v=khT-s-3E8Uw
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 21 maja 2025 10:26

Electronic - Disappointed (Single Mix) (1992)

Jeden zespół, trzy nazwiska: Bernard Sumner, Johnny Marr, Neil Tennant. To powinno wystarczyć. Doskonałe kolabo trzech doskonałych artystów, jakby ktoś powiedział dowolnemu fanowi Curtisa i spółki w 1980 roku, że gitarzysta Joy Division będzie nagrywał dance'owe bangiery z dziennikarzem muzycznym recenzującym jego wcześniejsze dokonania, to pewnie by się zesrał. A potem zesrałby się ponownie, bo to jest TAK DOBRE.

O tym, czym jest Electronic, skąd się wzięło i dlaczego jest dla mnie jednym z najważniejszych zespołów najntisowych (Raise the Pressure FTW <3) to pisać nie będę, bo to jak opisywać, czym jest trawa. Przerwa od New Order zrobiła dobrze zarówno Sumnerowi jak i Hookowi (jakby, Monaco), tylko The Other Two jest dziwaczne (ale też Morris i Gilbert są dziwaczni, umówmy się). Disappointed to stand-alone singiel wydany po premierze debiutu Electronic zatytułowanego Electronic, którego snippet mieliśmy już okazję poznać dzięki Wujowi i jego wrzucie. Tym razem na wokalu jest wyłącznie Neil Tennant (chociaż te chórki na początku... czy to nie Albrecht Dicken?), Marr i Sumner robią całą resztę. Jest popowo, słodko i radiowo, ale też smuteczkowo i w ogóle gorzko, albowiem jakby nie było tytuł tłumaczy się jako ROZCZAROWANY i podmiot liryczny śpiewa o byciu ROZCZAROWANYM sytuacją i tym, że druga osoba NIE JEST ROZCZAROWANA. Generalnie smutek. Ja ostatnio jestem bardzo ROZCZAROWANY, więc odnajduję się w takiej twórczości jak mało kto (choć Disappointed znam od 2010 roku dopiero, gdzie do Electronic per se usiadłem już w 2006, także... nie wiem, gdzie ja się uchowałem).

A tak zupełnie serio mówiąc, to jest po prostu dobra piosenka. Jestem trochę zaskoczony, że nie była większym hitem, niż była, ale z drugiej strony powstawała wtedy cała masa takich kawałków. Po dziś dzień jednak uważam ten konkretny za bardzo świeży egzemplarz, plus stoją za nim naprawdę utalentowani ludzie. A potem Tennant zaśpiewał w Hallo Spaceboy, wierzę w wieczną konwergencję muzyczną. pełny eklektyzm. Zapraszam do słuchania.

https://www.youtube.com/watch?v=FIz63kQmrd0
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 21 maja 2025 13:07

pieśni piekarzy polskich *niuch*

Belmondo (Belmondawg) - Wte i wewte (2021)

Oj, Panie Tytusie. Młody G - gdynianin potężny, fenomen, postać tragiczna. Przez Mobbyn, nagrywki z Kazem, event tranzystorowy, dymy z kimkolwiek, kto nawinął się po drodze. Szef abstrakcyjnych linijek, gdy niby głupie i śmieszne, ale bujają. Zbyt zaraźliwie na prostackiego mema, zbyt proste na intelektualne rozkminki. W czasach Hustle As Usual był moment poważniejszej przerwy, niby artysta mądrzejszy, dojrzalszy. Dziś po kolejnych upadkach dokumentowanych w sieci coraz bliżej zapomnienia i niesławy, ale kilkoma legendarnymi bangerami wpisał się na stałe w historię polskiego h-h. Trudno nadążać za wszystkimi wydarzeniami czy nagrywkami, zajęcza nora porównywalna z uniwersum Szkolnej, to jednak wymaga poświęcenia części siebie. Jako elementarnie zdystansowany zostaję na powierzchni. Zdarzyło mi się kilka żenujących popisów publicznych czy osobistych, z plwocinami lub bez... Kontakt z H.A.U. już za czasów bardzo świadomych wyborów, ale nie ma co ryzykować (aż tak). Warto się zastanowić dwa razy. Albo i siedem. Albo i więcej.

https://youtu.be/xfifSaVYEB4?si=u6msj9s96b8jvBOn
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 21 maja 2025 13:57

Fajnie żeście docenili moją wrzutę i w ogóle. Może myślałem, że Shodan bardziej pochwali czy coś, ale nie będę utyskiwać, bo akurat nie ma na co.

Talking Heads - Overload

Szczerze mówiąc, znowu złapał mnie bezwen i musiałem sprawdzać czego ja jeszcze w tej zabawie NIE wrzucałem, by wygrzebać jakąś perłę z lamusa. Przeglądając swoje lasty, rymy i tym podobne uświadomiłem sobie, że z takich wielkich nazwisk, które z mojej strony nie padły zostały mi tylko jeszcze Kraftwerk, którego raczej nie wrzucę, bo to com chciał już dawno wrzucili inni oraz Talking Heads, którego na tym forum nie było. A szkoda.

Z drugiej, ostatnie wydarzenia i moje samopoczucie chyba nie są odpowiednie na słuchanie takiej muzyki, bo wyniki wyborów skutecznie odebrały mi smak życia, a i ono sadzi się z buciorami w moje jelita. Bo jednak zawsze odnajdywałem Gadające Głowy jako zespół może nie tyle radosny, co z takim CHEERFUL (sorry, to słowo pasuje mi bardziej niż jakikolwiek polski odpowiednik) vibe'm, wiecie, energia, życie, witalność, taka sytuacja.

Ale z drugiej strony przypomniałem sobie o TYM tworze, za którym kryje się wyjątkowo zabawna historia. Jestem pewien, że wspominałem o niej tutaj i nawet musiałem sprawdzić, czy ja tego kawałka nie wrzucałem, ale generalnie to chodzi o to, że Byrne i spółka nagrali ten kawałek, inspirując się Joy Division i rosnącym w popularność post-punkiem. Sęk w tym, że... nie znał ich muzyki, a wiedzę o brzmieniu tego zespołu zaczerpał z artykułu w gazecie.

Efekt możecie ocenić sami. Bierzcie i słuchajcie tego.

https://www.youtube.com/watch?v=5eOWkohW2NE
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 21 maja 2025 19:08

Po stokroć dziękuję i Bog zapłać!

Kolejka 12. (162.)

61. Route 94 feat. Jess Glynne - My Love (stripped)
62. Crystal Castles - Untrust Us (Hien)
63. Austra - Beat And The Pulse (shodan)
64. Electronic - Disappointed (devotional)
65. Belmondawg - Wte i wewte (Dragon)
66. Talking Heads - The Overload (mintaj)
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 22 maja 2025 11:13

Route 94 feat. Jess Glynne - My Love

Zakochany Murzyn prezentuje swoje love story chyba niezbyt chronologicznie, ale kiedyś się to poukłada po kronikarskiemu. Nie wypada zjeżdżać takiej wrzuty, na szczęście nie mam w związku z tym rozterek, bo kawałek jest dobry i mi się podoba. Kojarzę go, leciał faktycznie wszędzie. To jeden z tych numerów, który odzwierciedla uczucie imprezy, jazdy autem w piątkowy wieczór, miejskie światła, vibe nieco, heh, warszawski. Proste patenty, ale jakże mocarne w ostatecznej formie (taki Komórczak lv3 hehe). W kwestii historii, nigdy nie wdałem się w romans z żonatą (i dzieciatą) kobietą, ale znam je z relacji innych i niestety wniosek wszystkich zawsze był ten sam – nie było warto, nawet nie ze względu na jakieś świętokradztwo, ale ze względu na własne uczucia i odkopywanie się potem z tego. Murzyn przetrwał, teraz sam jest mężem i ojcem, jest też z pewnością mądrzejszy i by nie pozwolił jakiemuś Murzynowi, kręcić się koło swojej żony xD No, ale żarty na bok, ja serię „Zakochany Murzyn” zawsze przytulę, bo Jaca byle czego z tymi opowieściami nie wiąże.

Austra – Beat And The Pulse

Damskie wokale póki co rządzą w tej kolejce, ale dopiero Wuja wrzucił coś niesamplowanego.
Do Austry swego czasu przekonywał mnie Musiał, wtedy mu się nie udało, potem pojawiła się w bestce, i o ile chyba mi się podobało, to i tak nigdy nie sięgnąłem po więcej. Wuja sięgnął, ale jego sito jest specyficzne, jak to ktoś kiedyś powiedział, Wuja zawsze potrafi wybrać coś, co zniechęca do wykonawcy. Sam początek kawałka mnie lekko odrzucił, ale potem jak weszły klimatyczne klawisze, to uznałem, że jednak nie jest to złe. Potem weszły wokale. Dla mnie to taka trochę Florence, ale z jeszcze większą ilością nadęcia i pietyzmu. Nie dałbym rady słuchać tego zespołu w większych dawkach, ale po utworze nie jest tak źle. Nie odnoszę wrażenia, że Wuja wybrał coś słabego, wręcz jest to jedna z lepszych rzeczy Austry, jakie obiły mi się o uszy. Daję propsa.

Electronic - Disappointed (Single Mix)

Dobrze, że ten kawałek śpiewa Tennant, bo jednak jego wokal potrafi sprzedać wiele, nawet kiedy muzyka średnio dostarcza, natomiast Albrecht Dicken potrafi równo spierdolić nawet dobry numer. Dziwna to była supergrupa, na papierze perfekcyjna, ale w praktyce nigdy nie byłem w stanie się wkręcić w Electronic, mimo że każdego z udziałowców darzę olbrzymią sympatią, o ile nie czcią.
Ten kawałek jednak jest spoko. Nic rzucającego na kolana, ale też nic, co by kusiło do taniego nawiązania do tytułu przy recenzji. Lata 90 stopro i to takie, które jeszcze nie do końca zgubiły ejtisowe naleciałości. Czy to był hit? Powinien.

Belmondo (Belmondawg) - Wte i wewte

W przeciwieństwie do OPa, nie lubię się za bardzo pastwić nad Waszymi wrzutami, więc widząc ten kuriozalny zestaw nazwy wykonawcy i tytułu, modliłem się żeby nie musieć za bardzo stękać. Polski, współczesny hip-hop, to jest coś z czym mi jest średnio po drodze. Z początku jeszcze traktowałem takie rzeczy z umiarkowanym zainteresowaniem i uznaniem, ale z czasem zrobiło się tego dużo za dużo, a w efekcie namnożyło się prawdziwego gówna. Domyślacie się w jakim kierunku to zmierza? To pudło, bo „Wte i wewte” nie jest złe. Bit jest kopiuj wklej ze wszystkiego, co teraz w naszym kraju się wydaje, ale pozostała muza jest bardzo dobra. Coś, co brzmi jak dulcymer na ciężkim reverbie, robi fajny klimat, elektronika też mi się podoba. Rap jest taki se, ale też nie do tego stopnia żeby zrujnować numer, jest to do przyjęcia. Zaszokowały mnie skrecze na końcu, przecież tak już się nie gra. Na pewno całość bardziej na plus niż minus, co jednak jest osiągnięciem, biorąc pod uwagę moją pęczniejącą awersję do nowych rzeczy z polskiego - patodeveloperskiego, zamkniętego, drogiego – blokowiska.

Talking Heads - Overload

Z Talking Heads w bestce jest mocno w kratkę. Musiał przestrzelił, natomiast Seba nie. Niby straszny rip-off Joy Division (pomimo, że kompletnie nieświadomy), ale też odnajduję w tym fakcie same plusy, bo dobrze zrealizowany i zagrany numer w tym stylu, zawsze cieszy. Adrian Belew w składzie jeszcze bardziej. David Byrne może nie ma w sobie tego smutku, co Ian Curtis, ale też potrafi w stypę zdecydowanie lepiej niż sugerują to szeroko znane hity Talking Heads. Siadł mi ten kawałek bardzo. Psychodeliczne fragmenty na bardzo wysokim poziomie, nie ma pitolenia, klimat wylewa się litrami. Dziś akurat chmury na niebie, wyniki pierwszej tury wyborów też nie napawają mnie optymizmem, wręcz jestem przerażony, bo nawet prosta analiza sytuacji sugeruje, że jesteśmy w cięzkiej dupie i wszyscy wylądujemy w domach opieki społecznej (ale takich, za które sami będziemy musieli zapłacić ciężkie pieniądze). Polska to jest dziwny kraj, a Talking Heads to zajebisty zespół.

Wszyscy dowieźli, doskonała kolejka. Mam nadzieję, że ta rekomendacja sprawi, że nie będę musiał w niedzielę wieczorem błagać 3 brakujących osób, żeby wrzuciły recenzje przed końcem weekendu. Nienawidzę tego tego robić i nienawidzę musieć.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 22 maja 2025 16:02

Crystal Castles - Untrust Us

To już trzecie podejście do twórczości Crystal Castles na tym forum i kolejne od innej osoby, co ciekawe przed rekomendacjami dewotis nigdy nie spotkałem się z ich twórczością, może gdzieś nazwa obiła mi się o uszy ale i to nic pewnego. Hien mówi że ta muza brzmiała świeżo gdy wychodziła i nie zaprzeczę że możliwe iż bym obczaił jak wiele innych specyficznych melodii bo mając te lat 20+ na karku i bez serwisów streamingowych takie różne dziwactwa się obczajało, aczkolwiek... nie wiem czy ten konkretny numer akurat by mnie zaintrygował i popchnął do tego. Te cięte wokale brzmią jakoś komicznie dla mnie, nie wiem skąd pochodzą ale brzmią dla mnie jak jakaś zawodząca starsza Pani i kojarzy mi się to nieco z "Piejo kury, piejo" z naszego rodzimego podwórka, tylko jakby gorzej? Odrzuca mnie to zwyczajnie, muzyka poza tym trochę bez wyrazu, dość monotonna i męcząca na dłuższą metę. O wiele lepiej wspominam wrzutkę naszej koleżanki z depeszwizji, która pochodzi z tej samej płyty, numer Kuby raczej gasi mój entuzjazm względem CC.

Austra - Beat And The Pulse

Nie pamiętam już nawet jak leciała wrzuta deva z bestki więc tu obędzie się bez porównań. Dostajemy electropop minionej dekady a to jest taka szuflada z której zwykle mniej niż połowa rzeczy mi podchodzi, główny mój zarzut zwykle wobec kawałków z tego okresu to jakaś taka płaskość produkcji, ja wolę zdecydowanie tłustsze brzmienia więc numer naprawdę musi urzekać mnie czy to melodiami, tekstem czy kompozycją jakoś żeby mnie przekonał - to udało się po trochu Ladytron na albumie wrzucanym przez samego deva. Pierwsza moja uwaga (a może druga, biorąc pod uwagę komentarz nt. brzmienia) - numer ma naprawdę długi wstęp, 1:40 to już trochę testuje moją cierpliwość. Wokal babeczki brzmi... dość typowo, mi się kojarzy - znowu - z Sundfør, zwłaszcza w tych głośniej śpiewanych refrenach które drażnią moje uszy. Wujas pisze że Pani pochodzi z Łotwy, coś widocznie jest w tych kobitkach z północy chyba że brzmią podobnie. Nie wiem co tam Austra ma jeszcze do zaoferowania i co fajnego mogło wujkowe sito odsiać ale nie jestem na tyle spragniony tego typu muzy żeby to sprawdzać.

Electronic - Disappointed

Trzecie podejście do elektroniki w tej kolejce i znów zmieniamy dekadę. Ponownie jednak jest to ta chuda i płaska w brzmieniu elektronika, dla mnie TANIA, zdecydowanie wolę tłuste moogi itp. Produkcja jest naprawdę kijowa tutaj, brzmi to totalnie nijak, cukierkowy klawisz na chwilę, bit bardzo monotonny, jakiś riff gitarowy ale nic chwytliwego, to wszystko widać że ma stanowić jedynie tło dla Tennanta ale on sam jeden nie uratuje kawałka. Nie jest to ani poziom New Order ani PSB niestety, to naprawdę musiał być srogi niewypał ten projekt, ale tak czasem bywa - można mieć w składzie Lewego i Szczęsnego i nie być Barceloną tylko polską reprezentacją xD mój stosunek do tego numeru i projektu najlepiej chyba oddaje tytuł tej wrzutki.

Belmondawg - Wte i wewte

Z polskim rapem nowszym jestem na bakier i zwykle boję się cokolwiek sprawdzać. Belmondziak wypada jednak nienajgorzej, bit jest przyjemny i prawdę mówiąc dla mnie akurat nie brzmi typowo jak wiele produkcji obecnie, podoba mi się ten ciepły, szumiący bas/klawisz. Belmądo rzuca kilka fajnych linijek (w tym tribjut dla Leha), jego leniwy flow na odpiernicz mi nawet odpowiada. Chwila dla didżeja w outro zawsze cieszy. Zapewne nie sięgnę po więcej ale też nie zmarnowałem tu czasu, miła odmiana może być.

Talking Heads - The Overload

Koncept numeru interesujący a wykonanie naprawdę udane. Gdyby ktoś mi to w ciemno sprzedał w depeszwizji mógłbym się złapać że to Joy Division. Klimat oddany wiernie i to pomimo nieznajomości oryginalnego JD? Szacunken. Mhoczny klimat srogo trzyma, jest gęsta atmosferka. Oszczędna perkusja, efekty na gitarach, pogrzebowy wokal - gotyk pierwsza klasa. Słabo znam twórczość TH, raptem parę największych singli, Remain In Light chyba nawet nie sprawdziłem nigdy. Gadające Głowy dowiozły, mentos rzutem na taśmę uratował tą kolejkę jak dla mnie, doskonały wybór.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 22 maja 2025 19:23

Belmondo może być wybitnie nie w stylu diwotis, jeśli inne podrzucane wcześniej rapy podeszły - bezpieczny props oznacza pozytywne zaskoczenie
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 23 maja 2025 02:07

Route 94 My Love

Konteksty nigdy nie są sprawą drugorzędną, o czym raz na jakiś czas daję znać, gdy mnie samego drażni ich pomijanie heh Będzie to jałowa refleksja, ale naprawdę zadziwia mnie, jak bardzo czasem jeden utwór może działać na człowieka w zależności od kontekstu. Wspomniany 2014 roku to czas gimnazjalny, jedyna ciekawsza relacja przyjacielska (z ambicjami na coś więcej), kupa nerwów. Obok tego rosnąca potrzeba odbicia, zdystansowania, nieutożsamiania się z głównonurtowymi rzeczyma. Porównania z mentosową Keshą budżetową logiczne - mój odbiór podobny. Coś mogło być z powrotem house'u do łask, tyle że ta nieznośna maniera totalnego wygładzenia, wyjątkowo niemrawego tempa, nieciekawego brzmienia (właśnie rodem z galerii handlowej)... to wszystko przyspieszyło mój rozbrat z telewizjami muzycznymi czy radiem. Pianinko, stylizowane synthwave'owo klawisze, przynajmniej wokale ujdą, ale na takim tle to żadne pocieszenie. Deep house, no tak. Pamiętam jak bardzo negatywnie zaskoczyło mnie odkrycie, że to nie jest - jak w techno - muzyka oparta na ciepłych basach, tylko letniaczki na siłkę lub picie Tropical Rumbulla przy hotelowym basenie. Szanuję chęć podzielenia się historią, bo porównywalne zjawiska sam opisywałem między wierszami tutaj wielokrotnie. Numer kompletnie nie z mojej bajki. Po latach wychodzi trochę ciekawsze tło, ale to tempo, nuda, nieciekawe powtórki...

Crystal Castles Untrust Us

Co innego tutaj. Może i do dzisiaj zostało ze mną Not In Love ze Smithem na wokalu, ale to po prostu znakomita piosenka. Coś więcej ponad doraźne wczuty depresji emocjonalnej czy dawne burze hormonalne. We wspomnianych wyżej okolicznościach gimnazjalnych prawdopodobnie zostałbym fanem. Po prostu za późno sięgnąłem... po Dwójkę, bo debiutu akurat nigdy nie ruszyłem. Hien podrzuca kawałek, który idealnie siadłby między przesadne myśli o relacji z przyjaciółką, rozpisywanie kolejnych projektów muzyczno-filmowych czy specyficznym podejściu do przyjaźni z kolegami z klasy. Gdzieś już słyszałem bardzo podobne sample wokalne, nie umiem sobie przypomnieć. Trochę ośmiobitowych brzmień, w których siedziałem we wspomnianej epoce (kolejna zaleta), przyjemnie outsiderski klimacik. Świeżo po skończeniu liceum marudziłbym, że to już dla mnie zbyt edgy. Teraz umiem zaakceptować i docenić, choć mój czas na taką muzykę minął, przynajmniej na razie. Jest spoko, ale w bardzo skromnych dawkach i pewnie przy okazji moich własnych poszukiwań w starym stylu.

Austra Beat And The Pulse

Łotewskie pochodzenie akurat nie robi tu żadnego znaczenia. Uniwersalny elektropop, który mógłby powstać gdziekolwiek. Całość opiera się na basowym arpie, dość szybko średnieje w takim wrażeniu kompletnie zwyczajnej muzy bez niczego do wyróżnienia. Wokale trochę jak Florence, trochę jak ktokolwiek. Aranżacyjnie bez fajerwerków, takie dobrze zrobione And One bez ciągot w stronę oktoberfestów. Bez pociągającego mroku, niezbyt hipnotyczne... od tego mam odpowiednie bity czy psychodrony. Po przeoraniu Junior Boysami trzeba mnie solidnie zaskoczyć na tym odcinku stylistycznym. Tutaj tego nie ma.

Electronic Disappointed

Ile ja się kiedyś naszukałem tego kawałka... i nie mogłem znaleźć! Już w czasach kolekcjonowania losowo odnajdywanych empetrójek grupowanych w kategoriach 70s/80s/90s do Nokii XpressMusic kojarzyłem, ale nie potrafiłem przypisać do konkretnego twórcy. Wokale jak PSB i to nie było PSB, dziwne. Dziękuje za szansę odkrycia kolejnego głęboko zakopanego pod kopułą kawałka. Swoje minuty dostawał w radiu czy innych VH1, to na pewno, bo inaczej w ogóle bym go nie pamiętał. Po latach nie robi już takiego wow, produkcja jeszcze bliżej chodnika i dansu godnego polskiej sceny sprawia, że numer mocno zajeżdża chamską tancbudą (mimo urozmaiconego brzmienia, gitarki w tle...). Jak jeszcze takie Domino Dancing mocno balansuje, ale nie przekracza dobrego smaku, tak tutaj już jest zbyt ślisko, zbyt serowo, kliszowo. Wokale spoko, choć 3/4 wrażenia robi refren. Gdy już odkryłem, to liczyłem na większe wow xD A tak jest dość DZIWNIE.

Talking Heads The Overload

Jak to mówi młodzież: RELUJĘ z odczuciami sebowymi na temat wiadomych wydarzeń, ale skupię się na Gadających Głowach. Jeden z zespołów, który darzę dużym szacunkiem, choć nigdy nie miałem fazy na częstsze powroty. Remain in Light jest naprawdę zacna, ale nie potrafiłem tego słuchać w pełni sercem. Takie Television weszło w krew mimo wielu potencjalnych przeciwności - stylówka, wokale, jeszcze bardziej klasyczne brzmienie. Wbrew temu i tak uśmiechnąłem się pod nosem, gdy zobaczyłem ten krążek podczas wtorkowego obmacywania regałów z płytami w Empiku w Złotych Tarasach. Dość zabawowa anegdota, podobieństwo brzmieniowe na ślepo (na głucho?) wyszło nieźle, choć ja bym nawet na siłę szukał dalekich śladów i Throbbing Gristle tutaj, tyle że bez prowokacyjnego przekazu czy samplingu. Albo Brian Eno, NIE WIEM. Bardzo solidny utwór. RYM podpowiada, że kiedyś tutaj dałem najmniej gwiazdek, nie wiem, może za bardzo odstaje od reszty. Słuchane w izolacji jest po prostu w porządku. Trochę przespany mrok, ale wykonany z elementarnym wyczuciem. Szczególnie podoba mi się początek, ja lubię takie ni to syreny, ni to sygnały, takie dźwiękowe mroczne błyski. Stylish i wajbik obecne.
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 25 maja 2025 16:56

Hien pisze:
22 maja 2025 11:13
Mam nadzieję, że ta rekomendacja sprawi, że nie będę musiał w niedzielę wieczorem błagać 3 brakujących osób, żeby wrzuciły recenzje przed końcem weekendu.
Serio? Czekam na 3 osoby...
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 25 maja 2025 22:56

Jestem, czy komuś się to podoba czy nie.

Route 94 feat. Jess Glynne - My Love

Historie Murzyna - mam takie wrażenie - biją na głowę moje. Są zwyczajnie jakieś takie... ciekawsze, albo ciekawiej napisane. Albo wynika to z faktu, iż swoje lore znam na wylot (trudno, by było inaczej), przez co pisanie o tym wszystkim nie trzyma w moich oczach takiego poziomu, jaki trzymać powinno. Jednocześnie za opowieściami naszego Bełchatowianina zawsze stoją dobre nuty. Znam ten kawałek dobrze, latał tu i ówdzie, po knajpach, barach, klubach i w radio. Trzeba było żyć pod kamieniem, by tego nie znać. Choć nie jestem targetem, to bezwzględnie lubię tę nutę (nawet, jeśli słyszę ją po raz pierwszy od goryliona lat). Ma w sobie taki przyjemny letni vibe, Hocki Klocki nad Wisłą, kolorowy drineczek z palemką, względnie zimny smakowy browar, ziomeczki, koleżanki, takie tam. Pociągam szluga, wdycham łyka (albo na odwrót), cieszę się towarzystwem spoko ludzi, jest piątek i mam wszystko w dupie (nawet gryzące mnie komary). Ewentualnie jadę gdzieś autem pod wieczór, słońce powoli zachodzi, ale wciąż jest widno, w oddali majaczy morze. Żyć nie umierać. Dobra nuta, lato się zbliża, może będzie nieco lepiej, niż było do tej pory.

Crystal Castles - Untrust Us

Tysiąc lat temu, tj. wiosną 2012 - wg mojego Last.fm - słuchałem debiutu Crystal Castles. Czy to pamiętam? Nie. Kto mógł mi to polecać? Zapewne kilka osób. Hien na pewno, prawdopodobnie również jedna moja kumpela ze studiów, z którą później dzieliłem w Warszawie swoje pierwsze mieszkanie. Ciekawym jest jednak fakt, że nie korzystałem wówczas z żadnych streamingów (były już jakieś w Polsce?), scrobbler Lasta nie srobblował z YT, a ja nie przypominam sobie zasysania tego krążka, inaczej byłby jakiś ślad w moich muzycznych archiwach. No ale scrobble nie kłamią. Co więcej, słuchałem też wrzutki depeszwizyjnej, która przecież bardzo mi się w Depeszwizji podobała, a jakoś nie pamiętałem, bym kiedykolwiek wcześniej obcował z tym numerem xD Najwyraźniej jestem tępy. Kawałek jest... spoko, ale mam osobliwe wrażenie, że trochę mogłem kiedyś inaczej zakodować sobie ten zespół. Dużo tutaj eksperymentów dźwiękowych, na wokalu zwłaszcza. Tbh z rozdania z tamtych czasów bardziej wolę Soft Metals, o którym dziś nikt już nie pamięta (ale tam też nie było dram). Całkiem to fajne jest, niemniej jednak nie trzepie tak mocno, jak bym się tego spodziewał (czyli czegoś się spodziewałem, może odświeżenia pamięci?). Przyjdzie moment, że wrócę do płyty, ale to jeszcze nie dziś. Tymczasem takie 7/10.

Austra - Beat and the Pulse

Po pierwsze, cieszę się, że byłem w stanie sprzedać komuś "swoją" muzę poprzez bestkę, sam wszak często "padałem tego ofiarą". Najbardziej jaskrawy tego przykład to chyba Art of Noise, w którym się całkowicie rozpłynąłem. Co do Austry... backstory poznania tego zespołu podawałem już wiele razy, więc podkreślę jedynie, iż zapodała mi ich ta sama ziomala, co musiała mi proponować Crystal Castles. Z tym, że ja zacząłem od Spellwork (do którego wideo planowałem wcisnąć do klipowej, no ale wiadomo, co się stało...). Oczywiście, Beat and the Pulse też bardzo lubię, pamiętam, jak cały album wpadł mi w ręce w lutym 2012. Dużo dobrej muzy wtedy było w moim życiu, dobry serial, Skyrim... nie wróciłbym do tamtych czasów tak czy inaczej xD Ale Austra w serduszku. Wrzucałem ten utwór wtedy na swoje FB i pamiętam, że kol. Hien skomentował to jako mocno hipsterskie radiowe pierdololo. Nawet on dziś inaczej o tym kawałku! Myślę, że to po prostu kawał solidnej produkcji, jest odpowiedni "cios", jest dobry bas, jest dobry wokal Stelmanis (wtedy jeszcze umiała tak piać, na kolejnych albumach się to zepsuło). Kurde, te dźwięki się ciągle bronią, choć wspomnienia mam takie sobie związane z tamtym lutym (czy w ogóle tamtym rokiem). Najwyraźniej w głębi duszy wciąż jestem hipsterem, daję props.

Belmondawg - Wte i wewte

Kurde, polski rap, i to "nowy", co ja mam napisać, co mam powiedzieć, co mam rzec... Nie wiem, bo to kompletnie nie moja muza xD Albo muszę mieć dużo szczęścia i wiele warunków musi być na raz spełnionych, ażebym coś takiego kupił. Najczęściej tekstowych, jeśli gdzieś nie rozumiem wielu odniesień, to to raczej nie siądzie. Murzyn wspomina coś o jakimś homage, ja nie mam pojęcia, kim jest wspominany człowiek. W ogóle niewiele wiem (hehe, akurat poleciał ten fragment), nie reluję z taką muzą ani trochę. Jednak nie mogę czegoś tutaj nie zapropsować, mianowicie utwór ów ma fantastyczny bit, płynie mi przez uszy niby płynął pomiędzy blokami i światłem lamp sodowych późnym latem (a może jednak późną wiosną? Jesienią???). Jest w tym kawałku coś... bełchatowskiego (srsly). Może to efekt zeszłorocznego oprowadzania mnie i Hiena przez imć Murzyna po pewnym zamkniętym już targowisku. Nie wiem, NIE WIEM. Muzyka - złoto, wspaniała sprawa. Reszta... no, raczej nie mój klimat. Ale te didżejskie zagrywki na koniec jak znalazł.

Talking Heads - The Overload

Ja cię sunę, czy ja NAPRAWDĘ zapomniałem o tym numerze? Bo OCZYWIŚCIE, że go słuchałem, w czasach zapoznawania się z TH, a był to luty 2007. Jakoś ten luty to często dobra muza (choć nie zawsze). Jeśli chodzi o próbę odtworzenia klimatu muzycznego zespołu w oparciu o notki prasowe to Byrne rozbił bank, gdyż ten grobowo-podziemny klimat aż się wylewa, przelewa, wszystko-lewa (tylko nie wyniki wyborów, hehe). Byrne smęci nie gorzej niż Curtis, przypomina mi jednak kogoś innego tutaj... Czy nie jest to aby trochę Brendan Perry? Ale taki z mniej pogrzebowym głosem. Muza - świeci, no ale, jakby, BRIAN ENO. W sumie zabawne, jak bardzo możnaby się przejechać na ekspozycji na Talking Heads zaczynając od tego kawałka. Krążek dzieli z Once in a Lifetime, Houses in Motion, etc... a tu takie złoto. Bębny Frantza są wspaniałe, Belew wymiata, bas powoduje ciarki. Aż się odechciewa zostawać w świetle. Zaś jeśli chodzi o ogólny vibe powyborczy, całkowicie rozumiem odnoszenie się do takich dzieł kultury, że tak sobie pozwolę to ująć. Zrobiło się mrocznie, nie pozostało nic innego, jak uciekać w muzykę. I jeśli Sami Wiecie Kto ostatecznie zwycięży, polecam emigrację wewnętrzną. Ale wtedy to bardziej remain in shadows. Złoto!
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 26 maja 2025 00:12

Route 94 feat. Jess Glynne - My Love

Widzę, że znaczna część kolejki będzie stała pod znakiem pierwszej połowy poprzedniej dekady. Wcale to mi nie wadzi, bo może nie tyle miło wspominam, co romantyzuję w swej głowie ten czas. Maja 2014 to akurat niezbyt, bo szczerze mówiąc miałem naprawdę przejebaną deprechę w owym czasie i kojarzy mi się on głównie ze studiami, które w normalnym świecie powinienem lubić, ale do których nie mogłem się zmotywować z wielu różnych powodów, moimi idiotycznymi oraz naiwnymi poglądami (tak, prawicowymi) oraz przebywaniem wśród ludzi, z którymi nie powinienem wówczas przebywać. Kicha, ale później było już fajniej i po burzy wyszło słońce itepe itede (tak motywuje się przed drugą turą). W każdym razie słyszałem ten kawałek wówczas szabanaście pierdyliardów razy w kuchennym radio. Ba, może nawet i zdarzyło się w centrum handlowym, ale nie chcę używać tego porównania, bo sugeruje jakiś muzak, a w sumie to mi się ten kawałek podoba. Lekkie, przyjemne, budzi nostalgię za wyżej opisywanym czasem i w sumie to jest kawał niezłego popu. Dla mnie git.

Crystal Castles – Untrust Us

Gdy pisałem o kawałku Murzyna, w mojej głowie następne dwa utwory pochodziły z roku 2013 i dopiero ponowne przeczytanie notki wrzucającego uświadomiło mi moją gafę. Nic jednak na to nie poradzę, że Kryształowe Zamki odkryłem świadomie w tamtym roku (świadomie, bo pewnie wcześniej słyszałem ich w jakiejś Fifie czy coś - twórcy gier piłkarskich z jakichś przyczyn ich lubili) i mocno kojarzą mi się z tym rokiem. Wiem, że dla każdego trzymającego rękę na pulsie już dawno było po ptokach i ta formuła się wyczerpała, ale do tamtej pory to najwyżej jakieś post-punki liznąlem i nie miałem o tym pojęcia. I generalnie to się zgodzę z Hienem - debiut to było coś świeżego, nowatorskiego i intrygującego. Sam pamiętam, że pierwszy odsłuch wywalił mnie z kapci, bo dosłownie miałem wrażenie, że słucham muzyczek z keygenów, które są cool i że dostałem coś, czego całe życie pragnąłem, ale nawet tego nie wiedzialem. Siłą rzeczy Hienowski ukradł mi wrzutę, bo z racji tego jak mocny to był wstrząs powinienem wrzucić to już dawno, ale sam sobie jestem winien, bo powinienem to wrzucić dawno. Świetny kawałek, nawet jeśli CC to relikt swojej epoki i tam też powinien tkwić z różnych przyczyn, ale mniejsza z tym, bo KOKAINA NIE JEST DOBRA A A AAAA <przetworzone dźwięki gitary>

Austra - Beat and the Pulse

W sumie nie pamiętam zbyt wielu edycji, w których podjumanoby mi aż dwa kawałki, A WŁAŚNIE TO TU NASTĄPIŁO. Austrę też odkryłem w czasach, gdy coś mi odjebało i nagle zacząłem słuchać współczesnego synthpopu i tej całej indietronici. Dwie pierwsze płytki pamiętam jako rzeczy dobre i sympatyczne, późniejsze znam tylko z wrzuty Musiała z którejś tam bestki, którą też wspominam dobrze. No i cóż, zdania po latach nie zmieniłem - naprawdę dobry synthpop, który ma w sobie to cuś, co oddziela wrzuty RZETELNE od takich, które cenię. Niby hipsterskie (jezu, ale jestem so 2012, aż se pójdę pograć na swojej Vicie czy coś…), niby coś tam muzyka do miejsc z electropopem w tle, ale jest w tym jednocześnie jakiś ładunek emocjonalny i coś szczerego. Nie no, dobra rzecz. Propsy dla wuja, bo po serii rzeczy, na które mehałem ostatnio znowu jakoś często go chwalę.

Electronic - Disappointed (Single Mix)

Z jednej strony trochę siara, że jako sympatykowi każdej z grup z której pochodzą wypisani przez Musiała muzycy nie znałem tego projektu, ale już przywykłem do swojej ignoracji i wy też. Przynajmniej mam taką nadzieję. Namiastką usprawiedliwienia może być jedynie to, że generalnie takich supergrup unikam jak ognia, bo z reguły efekt wygląda jak Real Madryt pod koniec Galacticos czy PSG do niedawna, czyli multum wielkich i większych nazwisk w składzie, z których nic szczególnego nie wynika. Chciałem pociągnąć piłkarską analogię, ale na ten moment nie dam rady stwierdzić czy ten projekt nadaje się do mojej osobistej Ligi Mistrzów. Mogę jedynie napisać, że ten utwór to odpowiednik wygranej z Chelsea 2:0 po dobrej grze, czyli generalnie spoko wynik. Nie czuć tu tego, co zazwyczaj czuć w takich superprojektach, czyli braku chemii - nie wiem jak to wyglądało od strony procesu twórczego, ale w moim headcanonie to obecność chłopaków z PSB wszystko tam spaja. W każdym razie ja słyszę tu wyraźnie echa ich twórczośći, tak samo jak projektów pozostałych muzyków, ale to też nie jest jakiś chamski mashup, tylko faktycznie kolabo. NO DZIAŁA.

Belmondo (Belmondawg) - Wte i wewte

Kolejkę dla mnie kończy ktoś, kogo ksywę znam od lat, ale wyłącznie w kontekście ekscesów narkotykowych. Dajcie mi spokój, nie będę słuchać rzeczy hajpowanych na muzbawce. XD A tak serio to podchodziłem z taką pewną nieśmiałością, bo z jednej strony faktycznie dochodziły mnie sluchy o tym, że chłop umie bawić się słowem i generalnie coś w jego muzyce jest, ale z drugiej - nigdy nie potrafiłem tych tekstów traktować poważnie. No i sobie tak tego słucham i tak jak nie umiem podzielić potencjalnych zachwytów, tak też nie umiem napisać na temat tego kawałka nic złego. Bit jest naprawdę przyjemny, Tytus niby coś tam se pierniczy i z jednej strony ani mnie to szczególnie nie porywa, a z drugiej - nie irytuje. Dobra muzyka, ale mam wrażenie, że dla zupełnie innych ludzi niż ja. Daję rzetelkę, bo myślałem, że dostanę coś gorszego. Aczkolwiek od jego obecnych odpałów już wolę starszą Szkolną.
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 26 maja 2025 09:28

Route 94 feat. Jess Glynne - My Love

Ciekawą historię nam tu przy okazji Jacek nakreślił. Ja nigdy żadnej mężatki nikomu nie odbijałem w sumie. Ale rozumiem to uczucie, które towarzyszyło wtedy Jackowi.
Rok 2014 wspominam bardzo dobrze. W ogóle tą pierwszą połowę ubiegłej dekady wspominam rewelacyjnie. Czułem się wtedy naprawdę niezwykle szczęśliwym człowiekiem. Tak po prostu. Bez powodu. A może z powodu takiego, że wszystko się układało i nie miałem żadnych zmartwień. W pracy była wtedy najlepsza ekipa ever. Po drodze była jeszcze fajna przygoda w Kosovie. Poznałem też kilku ważnych dla mnie wykonawców muzycznych.
Co do samego utworu – bardzo lekki i bujający housik. Nie jest to oczywiście nuta jaką zapuszczam sobie w fotelu wieczorem. To raczej taka muzyka tła lub na imprezę. A nawet podczas wykonywania jakichś czynności domowych mnożna się po prostu pogibać. Czasami lubię tak robić.

Crystal Castles - Untrust Us

Nie pamiętam tego zespołu z wcześniejszych kontaktów i już naprawdę nie mam czasu się do tego teraz cofać. Niemniej nadal mamy w tej kolejce taneczną imprezę. Fajny bit, ciekawe wokale. Nawet spoko melodia. Mogę o Untrust Us w sumie napisać bardzo podobnie, jak o utworze Murzyna - utwór nieźle buja, więc w pewnych sytuacjach można śmiało zapuszczać. Może nawet skuszę się na ten ich debiutancki album.

Electronic – Disappointed

Ten utwór z kolei znam od chwili jego powstania. Nie potrafię powiedzieć, jakiego kalibru był to przebój ani jak sobie radził na listach przebojów. Pamiętam natomiast, że stacje muzyczne tv puszczały go na okrągło. Oczywiście wielkie propsy z mojej strony, bo inaczej w przypadku Electronic być nie może. Tym bardziej, że tym razem na wokalu jest Tennant. Ja po prostu uwielbiam tego człowieka.
Disappointed to naprawdę chwytliwy przebój mocno w stylu PSB. Mnie po tych 3 dekadach nadal daje radość i satysfakcję. Że nie wspomnę o wielkiej nostalgicznej fali wspomnień, która mnie ogarnia przy okazji.

Belmondawg - Wte i wewte

Ajć znowu te smokowe polskie rapy. Co ja się z nimi mam! I to jeszcze współczesne. Bałem się od początku tego słuchać. Nie polubię się z tym rodzajem muzyki w wykonaniu rodzimych gadaczy już raczej. Ale to nie jest aż złe, jak się spodziewałem. Tzn. wokale oczywiście są złe. Kij tam z głosem, ale gość jakoś mnie swoją manierą wokalną bardziej drażni niż nie. Natomiast warstwa dźwiękowa jest naprawdę dobra. W tym względzie akurat nasi się już mocno podszkolili. W sumie więc nie pierwszy raz wychodzi na to samo - podkłady spoko, gadacze do wymiany.

Talking Heads - The Overload

Znam oczywiście nazwę zespołu, ale samej muzyki kompletnie nie. Utwór na pewno ma klimat. Temu zaprzeczyć nie sposób. Piszecie, że taki w stylu Joy Division. Sęk w tym, że ja nigdy JD nie lubiłem za ten depresyjny klimat właśnie. Tutaj gościu też smęci strasznie. Ale wcale nie jest to złe. To jest całkiem spoko mimo wszystko. Choć może Mentos mógł się wstrzelić z tym w bardziej odpowiednim okresie. Np. ponurą, deszczową jesienią a nie w czasie, gdy za oknem wali słońce i wszystko radośnie się zieleni i rozkwita. Nie mam teraz nastroju na takie klimaty zupełnie. Ale jednak doceniam i w odpowiednim czasie do tego jeszcze wrócę.
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 26 maja 2025 09:50

Pet Shop Boys – Suburbia

Będzie raczej krótko. Dołączam do szacownego grona wrzucających Sex Shop Boys, prawdopodobnie jako ostatni z tych, którzy mieli ich w swoich planach. Nie jest to też kawałek, który dla kogokolwiek będzie odkryciem, bo jest to hit i przebój i jakkolwiek inaczej jeszcze to nazwać, klasyk. Wybór jest prosty, bo budzi skojarzenia z moją wybranką, fanką Sex Shopów.
Zespół znam, jak to się mówi, od małego. Jest jeszcze drugi utwór, który tym razem kojarzy mi się z mamą, który pewnie kiedyś tu wleci (też hit), a wspomnienia z nim związane sięgają czasów kiedy chodziłem do przedszkola. Tych dwóch facetów, przez całe moje dotychczasowe życie majaczyło w tle, zawsze ta muzyka do mnie powracała. „Suburbia” uosabia chyba wszystko to co lubię w SSB, czyli ujmującą, uroczą atmosferę cukierkowych syntezatorów, bardzo dobrą piosenkę jako szkielet utworu, bardzo dobry tekst i fenomenalny wokal Neila Tennanta. Odkryłem kawałek na nowo, kiedy zobaczyłem ich występ z BRIT Awards. To jest chyba jedyny zespół z lat 80, któremu potrafię naprawdę wszystko wybaczyć i kiedy przestaną grać, pozostanie po nich wielka dziura. „Suburbia” wyszła na singlu 10 dni, po moich narodzinach, a to już musi coś znaczyć. Ave Pet Shop Boys.

https://youtu.be/Y18Wofafn8o
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 26 maja 2025 09:59

Done then?
This way.

Electric Light Orchestra - Stranger (1983)

Był już album, który spotkał się z w sumie mieszanym przyjęciem, ale ostatecznie na plus. Czy tak będzie tutaj? Trudno powiedzieć. Historię bandu sobie daruję, to jak pisać o Bitelsach (a i pewnie jakiś background sadziłem już wcześniej). Skąd ich znam, to też wiecie (przez matulę). Jednak pełną dyskografię zacząłem poznawać stosunkowo późno, albowiem w latach 2002-2003. Kojarzyłem oczywiście Rock'n'Roll Is King, zaś dzięki Vice City - Four Little Diamonds. Obydwa te numery pochodzą z ich przedostatniego krążka w składzie innym niż Jeff Lynne solo + masa różnych muzyków, powiedzmy, sesyjno-koncertowych, a więc Secret Messages (to też ostatnia płyta, na której występują basista Kelly Groucutt i aranżer Louis Clark). Dużo smrodu i gówna (cytując klasyka) spadło na Lynne'a za ten krążek, przede wszystkim za odjazd w stronę nowej fali (masowe zesrańsko jednak miało miejsce przy okazji Balance of Power z 1986), ale kilka hitów wygenerował, co tu dużo mówić. Ja go lubię.

Stranger jest jednym z takich numerów. Był ostatnim singlem z krążka, przyjął się średnio w Stanach, w UK w ogóle, zaś zanotował wysokie miejsce... w Polsce. Bardzo, bardzo lubię ten utwór. Kiedy zastanawiałem się, jaki kawałek ELO wrzucić do bestki, miałem w głowie wiele pomysłów. Jednak w głębi duszy wiedziałem, że będzie to Stranger. Świetna muzyka, doskonałe gitary, cudownie melancholijny wokal Lynne'a i bardzo fajny tekst. Tak, warstwa liryczna bardzo do mnie trafia, szczególnie ostatnio. ELO na zawsze w serduszku i tyle. Sam album też lubię, choć jest dość nierówny. Uważam, iż przejście w stronę njułejwowych rozwiązań bardzo im wyszło, poczynając od doskonałego Time dwa lata wcześniej aż po wzmiankowane wyżej Balance of Power. Niestety, tarcia wewnątrz grupy i wieczne spiny między Lynnem a Groucuttem doprowadziły do rozpadu klasycznego zestawienia bandu i skończyło się powstaniem w najntisach zupełnie nowego installmentu, a więc ELO Part II. To już zupełnie inna historia i tutaj też będę miał coś do powiedzenia, ale dużo później. A teraz patrzę w przyszłość.

https://www.youtube.com/watch?v=yDcZ0dh-Suo
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 26 maja 2025 10:25

Hien znowu mi ukradł kawałek

Co prawda z teledyskowej, która jest martwa, ale jednak
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 26 maja 2025 10:30

Nadal można wrzucić, też o tym myślałem.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 26 maja 2025 10:46

A klip do Suburbii jest fantastyczny <3
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 26 maja 2025 10:49

No sorry Panowie, jak zwlekacie z wrzucanie hitów, to nie ma reklamacji.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn