Best of DM (nasze top 5)

Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13846
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Best of DM (nasze top 5)

Post 04 cze 2025 19:12

No dobra Panowie, zgodnie z wolą forumów otwieram oficjalnie nowy temat Best of DM w którym będziemy zamieszczać nasze osobiste top 5 momentów/przygód/wspomnień związanych z wybranymi utworami Depeche Mode. Lub po prostu ulubionych kawałków, wraz z jakimś uzasadnieniem czym konkretnie nas urzekły.

Utwory będziemy wrzucać w kolejności od miejsca 5. do miejsca 1., po jednym utworze na kolejkę, utworów tych NIE recenzujemy - aczkolwiek jak ktoś bedzie czuł potrzebę skomentować/odnieść się do naszych historii to droga wolna. NIE ma też żadnych ograniczeń odnośnie pojawiania się tego samego utworu u różnych osób - każdy może mieć inne spojrzenie, inne historie związane z nimi. Jeśli macie wspominki związane np. z różnymi wersjami tego samego utworu (demo, remiksy, live etc.) możecie to oczywiście zawrzeć w jednym wpisie razem.

Nie przewiduję konkretnych ram czasowych na kolejkę, pomiędzy ostatnią wrzutką jednej kolejki a początkiem drugiej pewnie dam jakiś dzień/dwa na ewentualne komentarze jakby ktoś chciał coś odpisać. Na ten moment mamy chętnych 7 osób czyli ja, Hien, mintaj, dev, Dragon, shodan i Czez, JEŚLI ktoś pragnie dołączyć to umówmy się że najlepiej póki będzie trwała pierwsza kolejka a tą właśnie otwieram oficjalnie a więc...

MIEJSCE 5.

wrzucajcie smiało
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13846
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 05 cze 2025 10:27

Nr 5

Where's The Revolution


Początek roku 2017, jakby to było wczoraj kiedy ten singiel się ukazał. Byłem przekonany że to był styczeń ale widzę sprawdzając datę uploadu na YouTube że był dokładnie 2 lutego kiedy numer wleciał do odsłuchu. Z perspektywy czasu wydaje mi się że to był ostatni tak wyczekiwany przez mnie singiel, ostatni który zrobił na mnie tak dobre wrażenie w dniu premiery.

Pamiętam go szczególnie z tego względu że w tamtym czasie jeszcze na naszym forum były pewne podziały - byli fani tego mhoczniejszego DM i brzmienia Playing The Angel jak ja czy shodan ale był też Hien będący bardziej w kontrze do nas - wielki fan SOTU i zwolennik bluesowego grania z Delta Machine. Mam wrażenie że wtedy jakoś pierwszy raz złapaliśmy wspólny język bo WTR - wydaje mi się, może to efekt Mandeli po czasie - propsowali wszyscy. To był dla mnie taki singiel zgody forumowej, jednocześnie powrót do nihilistycznego DM z politycznym/społecznym tekstem ale też z bluesową gitarą i TYM mostkiem z gospelowymi korzeniami. Później doszło do tego jeszcze video autorstwa Antona i ten numer jawił się chyba trochę jako "powrót do formy", łączył electro-bluesowe klimaty eksplorowane od czasów Violatora z tym politycznym komentarzem nt. kondycji społeczeństwa dryfującego ku ideom prawicowym, komentarzem jakiego w ich tekstach nie było od 30 lat chyba.
Jarałem się potwornie tym numerem a ten chóralny mostek nie chciał wyjść mi z głowy atakując mnie w najbardziej losowych momentach czasem.

Bardzo miło wspominam tamten czas, z jednej strony to był też dla mnie schyłek poznawania muzyki w formie singli popularnych wykonawców trochę, tuż przed moim zatopieniem się w całej rzeszy kanałów z YT serwujących różnej maści niszową elektronikę, ale też był to czas odchodzenia od tradycyjnej formy singli (wszak na Spirit DM ostatni raz wydawali normalne single na cedekach jeszcze), już pierwszym sygnałem tego był sam fakt że WTR ukazało się najpierw w formie uploadu samego audio na YouTube, klip wyszedł jakiś czas później. Pamiętam też że zassałem sobie paczkę tego singla w mp3 i nawet remiksy mi podchodziły całkiem wtedy. No a potem wyszło Spirit które jako jedyny album Depeche Mode poszedłem i zakupiłem w dniu premiery - choć byłem już osłuchany - z tym marnej jakości ripem który wyciekł z dwa tygodnie przed premierą heh. Niemniej choć dzisiaj już może rzadko wracam do tego numeru to darzę go ogromnym sentymentem a Spirit to mój ulubiony ich album XXI wieku.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24709
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 05 cze 2025 19:43

Little Soul

To będzie historia o człowieku, który odszedł w tym roku, a był jednym z moich najbliższych przyjaciół. Błażeja, poznałem w 2004 r., bo obaj pisaliśmy na forum DM, które nie było naszym forum DM. Z początku nasza relacja nie była nawet czysto koleżeńska, bo się nie do końca lubiliśmy. Lody zostały jednak przełamane dwa lata później, kiedy zdaliśmy sobie sprawę, że obaj jesteśmy fanami Morrisseya. Zaczęły się długie rozmowy na GG, z początku właśnie o Morrisseyu, a potem o innej muzyce, o życiu, o kobietach, o wszystkim. Okazało się, że zdecydowanie więcej nas łączy, niż różni, a to co nas różni, może nas nawzajem wiele nauczyć. Szybko się zaprzyjaźniliśmy, zaczęliśmy razem jeździć na koncerty Morrisseya, potem Błażej ze względów romantycznych, przeprowadził się do Łodzi, gdzie razem zahaczyliśmy się w Żaku, co też okazało się przygodą na całe długie lata. Kiedy premierę miało „Sounds of the Universe”, nie specjalnie czułem sympatię do okresu, w którym byłem częścią spotykającego się depeszowego fandomu. Zbrzydli mi ludzie, zbrzydł mi zespół, ale rozmowy z Błażejem zaczęły to zmieniać. Wieczora kiedy wyciekło SOTU, powstała nasza wieloletnia tradycja synchronicznego słuchania nowych płyt DM. Każdy późniejszy album, po raz pierwszy słuchaliśmy w swoim towarzystwie, pisząc na fejsie swoje wrażenia na gorąco. „Little Souls” zwłaszcza kojarzy mi się z tym pierwszym synchro. To właśnie Błażej zwrócił mi uwagę na to, że Martin wydał swoją pierwszą bossa novę. Zachwycaliśmy się gitarą, produkcją, duetem wokalnym Gore/Gahan, który nigdy dotąd nie brzmiał tak pięknie. Cieszyliśmy się, że zespół idzie do przodu. Błażej zupełnie inaczej niż ja słuchał muzyki, miał bardzo otwarte i luźne podejście. Otworzył mi oczy i uszy na wiele aspektów, które wcześniej były dla mnie niezauważalne lub po prostu je odrzucałem z idiotycznych powodów. Między innymi dzięki tamtym rozmowom o SOTU, znowu poczułem się dobrze jako fan DM i mogłem, między innymi, angażować się w dyskusje na Devotees, na które dopiero co wróciłem.
Kilka lat temu, Błażej odkrył, że jest chory. Od dłuższego czasu mieszkał w Warszawie, więc widywaliśmy się rzadko, a kiedy on bywał w Łodzi, to mnie często nie było. Przez ostatni rok, miałem psychiczną blokadę, przez którą rzadko kiedy potrafiłem wejść na mesa i odpisać komukolwiek, na cokolwiek. Błażej dobijał się do mnie, bo się martwił. W tym co pisał, nigdy nie było wyrzutów, ale zainteresowanie i nienachalna chęć pogadania, jak kiedyś. Miał prawo być zły, bo był chory, a ja rzadko kiedy faktycznie go wspierałem, bo ogarnęły mnie własne problemy i doliny psychiczne. Nigdy nie był zły. Pod koniec roku, obiecałem, że nadrobimy, ale wraz z początkiem nowego, nadal odwlekałem odpowiedź na jego szczere życzenia sylwestrowe. Kiedy zbierałem się, żeby w końcu to zmienić, któregoś ranka przeczytałem na fejsie info, że Błażej nie żyje. Jego życzenia już zawsze będą wisieć bez odpowiedzi, a ja zawsze już będę sobie wyrzucał, że zlekceważyłem uciekający czas i za bardzo zagrzebałem się w swoich sprawach. Niemniej, moje wspomnienia z Błażejem zawsze będą pozytywne, a ten niespecjalnie lubiany przez fanów niepozorny kawałek z niespecjalnie lubianej przez fanów płyty Depeche Mode, będzie mi przypominał o fajnych czasach, które były dużo fajniejsze, dzięki pewnemu człowiekowi.

Oczywiście utwór znacie, ale zachęcam przy okazji do posłuchania wersji instrumentalnej, wsłuchania się w samą muzykę. Może część tej magii, którą ja w tym słyszę, i inni usłyszą.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Czez
Posty: 9735
Rejestracja: 22 lut 2009 00:43
Ulubiony utwór: Cala masa
Lokalizacja: Glasgow

Post 05 cze 2025 23:31

I Want You Now

Bylo lato roku 1990. Od jakiegos juz czasu slyszalem o Depeche Mode, slyszalem jakies piosenki, pierwszy plakat jaki pamietam to bylo z czasow Black Celebration w jakiejs gazecie, ale nie mialem zadnej kasety. Ba, gdybym nawet mial, to nie mialbym na czym sluchac. No i wreszcie udalo mi sie kupic magnetofon i to od razu wypasiony. Dwukasetowiec, ze dwa razy wiekszy od jamnika, pelno migajacych diod w glosnikach...
Razem z magnetofonem, kupilem swoje pierwsze dwie kasety. Takie tam skladanki. Generalnie ani tytuly, ani wykonawcy nic mi to nie mowilo. Ale... na kazdej z tych kaset bylo po jednej piosence DM.
Bardzo szybko pomyslalem sobie, ze wlasciwie powinienem miec kasete tego calego Depeche Mode. Na bazarze facet wyrzucil mi na blat kilkanascie kaset DM. Wybralem jedna i kupilem. Pamietam ten moment bardzo dokladnie. To bylo Music For The Masses. Wrocilem do domu, wieczorem w kompletnych ciemnosciach odpalilem kasete. Rozbrzmiala muzyka, diody tanczyly kolorowo, a ja lezalem na lozku i chlonalem te muzyke. Ale to nie byla zwykla muzyka. Zaczarowala mnie. To bylo cos kompletnie innego od tego co znalem dotychczas. Cos, czego nawet nie potrafilem nazwac. Bylem jak w transie. Bylem zaczarowany. A niektore piosenki byly jeszcze bardziej inne, niz innosc wszystkich innych. Wsrod nich m.in To Have And To Hold, Agent Orange i wlasnie I Want You Now. Potem przesluchalem te kasete jeszcze kilka razy i ciagle bylo mi malo. Nastepna kaseta bylo Some Great Rewards, a moja kolekcja kaset DM zaczela sie szybko rozrastac, Sam nie wiem kiedy pyknela setka, a potem druga. I to zaczarowanie trwa do dzis...
Enjoy The Silence
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18356
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 06 cze 2025 09:57

World In My Eyes

Był rok 1990. 17-letni Artur żył sobie w swoich Chojnicach i od jakiegoś czasu zastanawiał się kto kryje się za nazwą Depeche Mode, która to ozdabiała prawie każdą ścianę bloków, wszelkiej maści murków, płotów. Która wyryta była na większości szkolnych ławek. Czułem, że to jakiś ważny zespół, skoro ludzie smarują ich nazwę farbą na wszystkim, na czym się tylko da. Chodziłem wtedy do technikum mechanicznego. Mieliśmy tam szkolny radiowęzeł. I na każdej przerwie pewien koleś odpowiedzialny za tenże radiowęzeł puszczał jakąś muzykę przez głośniki porozwieszane po całej szkole. No i w pewnym momencie pojawiło się coś bardzo interesującego. Na każdej przerwie, przez wiele dni leciała ta sama kolekcja utworów tego samego wykonawcy. Z każdą chwilą czułem, że to jest muzyka skrojona idealnie pod mój zupełnie niewykształcony jeszcze muzyczny gust. Wreszcie zapytałem się kogoś co to właściwie za wykonawca. Kolega ze zdziwieniem spojrzał na mnie i zapytał – „No co ty, nie wiesz naprawdę? To jest Depeche Mode.” Wow pomyślałem – a więc to jest TEN Depeche Mode! Oczywiście jeszcze tego samego dnia poleciałem do sklepu i kupiłem kasetę Violator. Bo to właśnie ten świeżo wydany album puszczano w szkole na okrągło.
Tak się zaczęła moja znajomość z DM. Potem już poszło lawinowo. A dlaczego umieszczam tutaj akurat World In My Eyes? Z kilku powodów. To jest utwór, który jako pierwszy mnie zainteresował tym zespołem. Byłem od początku pod ogromnym jego wrażeniem mimo, że jeszcze nawet nie wiedziałem, kto go wykonuje.
WIME to jest dla mnie esencja tego mitycznego określenia „depeszowy”. To jest 100% DM w DM. Od lat podaję Halo jaki mój nr 1, ale właściwie to takie umowne trochę, bo WIME jest na tym samym poziomie. Na tej samej półce. I to chyba jedyny utwór DM, który nigdy od 35 lat nie wypadł z mojego prywatnego top 3.
WIME to utwór, który pokazuje cały geniusz kompozytorski Gora. To utwór, który pokazuje, jak fantastycznym wokalem dysponował wtedy Gahan. Ten utwór pokazuje też cały kunszt aranżacyjny Alana Wildera. Alan użył tu wielu różnych sampli zaczerpniętych od innych wykonawców. Czasami były to tylko pojedyncze dźwięki, które jednak odpowiednio użyte robią w WIME ogromne wrażenie. World In My Eyes to utwór tak zajebisty, że brakuje mi określeń, żeby to wyrazić. I jeszcze ta iście filmowa końcówka, na którą kiedyś zwracał na forum uwagę Hien!
World In My Eyes to też jedyny utwór w mojej piątce, który od samego początku tak polubiłem. Pozostałe to już będą numery, które raczej długo dobijały się do czołówki.
Lubię oczywiście również wersje koncertowe World In My Eyes jak i wszelkie remiksy z Oil Tank Mix na czele. Uwielbiam oczywiście fantastyczny teledysk do WIME. Uwielbiam okładkę singla z kultowymi już okularami zrobionymi palcami dłoni na tle nieba. Fenomenalny image tamtego Depeche Mode już na zawsze pozostanie dla mnie niepodrabialny. Legendarny. To był bezsprzecznie najlepszy okres w historii zespołu. Z World In My Eyes na czele.
Awatar użytkownika
Malkolit
Posty: 6500
Rejestracja: 24 cze 2011 22:37
Ulubiony utwór: World in My Eyes
Lokalizacja: właściwa

Post 06 cze 2025 12:44

Freelove


Mamy rok 2009, Tomek za chwilę stanie się pełnoletni, a równocześnie rozwija się w nim zainteresowanie muzyką popularną. Szuka czegoś nowego, a nie chce już słuchać popularnego radia, którego repertuar i prezenterzy (ten dowcip, ał!) coraz mniej mu odpowiada. Nieco wcześniej odkryłem Midnight Oil, ale to zbyt surowe, zbyt gitarowe dla mnie. Szukam dalej i któregoś marcowego lub kwietniowego wieczoru słyszę w radiu Freelove (singlowe, wtedy nie wiedziałem, że istnieją inne wersje). Podoba mi się brzmienie, buczący bit, ciemny głos wokalisty. Tak, nie byłoby mojego zainteresowania DM, gdybym nie pomyślał, że ta piosenka (znana mi już wcześniej) brzmi inaczej (czytaj: ciekawiej) od innych radiowych hitów i warto sprawdzić, kto to nagrał i co jeszcze nagrał.
Kilka tygodni później, pod wpływem impulsu, kupuję płytę The Best of Depeche Mode no. 1. Nie ma na niej Freelove, czym jestem bardzo zdziwiony (znałem wtedy trzy kawałki DM: Enjoya i Precious, które kiedyś śpiewaliśmy z kolegą na cały głos po jakiejś szkolnej imprezie czy też osiemnastce może). Mimo wszystko - kupuję i... odtąd słucham płyty tak dużo razy, że mi się Martyr zacina po 2 minutach i 1 sekundzie. I wkręciłem się w DM. Ale to właśnie Freelove sprawiło, że sięgnąłem po płytę, a reszta... reszta się wydarzyła później.
Do dziś mam duży sentyment do tej piosenki. Długo przegryzała mi się wersja albumowa, bo nie wiedziałem, że jest kompletnie inna (to samo miałem później z albumowymi Strangelove i Behind The Wheel), przegryzła się właściwie z całym albumem. Koncertowa wersja z Exciter Tour też super, ostatnio sobie słuchałem bootlegu z Oslo i właśnie ona moją uwagę przyciągnęła. Podoba mi się linia wokalna. Nietypowe brzmienie miksu Flooda + głos Gahana - tak, to było właśnie to. Jakiś czas później zrozumiałem, że to właśnie popularna muzyka elektroniczna jest głównym punktem moich zainteresowań.
Aha, i od tego czasu radio nieodwracalnie zeszło na dalszy plan (nie liczę takich miejsc jak praca czy komunikacja miejska czy też galerie, gdzie nie słucha się tych rzeczy dobrowolnie). Potrzeba mi było lat, żeby znów zacząć go słuchać.
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7404
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 10 cze 2025 11:35

My Cosmos Is Mine

Zaczynam z dość ciekawego miejsca, albowiem od ostatniego albumu naszego Zespołu Tytularnego<TM>. Dlaczego właśnie ten numer? Przede wszystkim muszę się przyznać do bycia debilem, albowiem pierwotnie skisłem, gdy tylko upubliczniono tracklistę na nowy krążek DeeM. Nie potrafię tego dobrze wyjaśnić, jestem wewnętrznie sparzony od czasów SOTU (które dziś lubię bardziej niż te 16 lat temu, ale wciąż ta konkretna płyta dupy mi nie urywa), gdzie, powiedzmy (w pewnym uproszczeniu), że dziwaczne tytuły korespondowały z dziwaczną muzyką. Kiedy w końcu moje ręce dotknęły Memento Mori stwierdziłem, że nie tylko mam do czynienia z najlepszym wydawnictwem Depeszów w ciągu ostatnich 10 lat, ale też w ogóle. Tzn. szybko krążek awansował do mojego osobistego Top 3 i nie wstydzę się tego mówić. Podoba mi się mocno rozliczeniowy charakter tego dzieła, zwłaszcza w warstwie tekstowej.

Otwieracze bywają różne, ale tutaj Gahan i Gore (oraz Fletcher na dobrą sprawę) zawsze dostarczali. Nie przychodzi mi do głowy żaden źle umieszczony na jakimkolwiek albumie numer ten album rozpoczynający. Nawet In Chains na SOTU było strzałem w dziesiątkę. Nie inaczej jest tutaj, ale dochodzi do tego jeszcze jeden aspekt - raz, że My Cosmos Is Mine doskonale sprawdza się jako intro, to jest to też cudowne wprowadzenie do ogólnej atmosfery płyty. Tak się złożyło, że zarówno moment premiery Memento Mori jak i następny rok słuchania MM przeze mnie zbiegł się z ciężkim emocjonalnym (i nie tylko) turmoilem w moim życiu. Kosmos nie tylko pomagał mi się z tym uporać, ostatecznie miał niemalże zasadniczy wpływ na podjęcie przeze mnie takich a nie innych decyzji związanych z tym i owym. Odnajduję niesamowity spokój w tej piosence, chill i wyciszenie, jakiego brakowało mi przez ostatnich kilka lat.

Chylę copkę, bo utwór to jest mocarny, muzyka mnie rozsmarowuje na ścianach (których? a wszystkich), zaś Gahan nigdy jeszcze nie brzmiał tak wspaniale mówiąc słowami Gore'a, żeby po prostu wszyscy się od niego odjebali. DM powrócili w wielkim stylu, ja powróciłem wraz z nimi hehe (no, prawie, ale trzeba się starać). Oto moje miejsce nr 5.
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6943
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 11 cze 2025 02:13

Shine

Będę z państwem szczery - gdy kolega Murzyn wpadł na pomysł tego tematu, podszedłem do niego Z TAKIM PEWNYM ENTUZJAZMEM, bo w sumie to, było nie było, Depeche Mode, to jest jeden z moich zespołów życia i jeden z tych, od których zacząłem interesowanie czyjąkolwiek muzyką na poważnie itd. oraz taki, który się przewija od lat. Mój staż jako "fana" jest względnie krótki, bo chyba tylko kolega Robert z aktywnych użytkowników słucha ich krócej, ale te circa 16 lat to chyba też znowu nie tak mało.

Napisałem circa, gdyż najzupełniej w świecie nie wiem od kiedy zacząć liczyć. Zespołem zacząłem się interesować gdzieś pod koniec 2009 roku, ale słabo już pamiętam co było punktem zapalnym - pamięć mi podpowiada, że katowałem wówczas jakąś kompilację emeptrójek z muzą z lat 90 pobraną z neta, na której był Personalny i chyba jakoś wtedy zacząłem wiązać fakt istnienia takiego zespołu jak Depeche Mode z tą muzyką. Generalnie jednak takich katalizatorów mojej zajawki na DEPESZY była kilka, ale myślę, że szerzej się o tym wypowiem później, bo nie ma bata, bym przynajmniej jednego nie wrzucił w przyszłości.

Pewnikiem też skupię się w przyszłości na okresie FANBOJSTWA, które było tyleż intensywne, co losowe. Bo generalnie szybko dostałem na punkcie tego zespołu pospolitego pierdolca - oglądałem wszystkie nagrania z nimi w internecie jakie znalazłem, miałem tapety na telefonie, dostawałem spazmów gdy widziałem jakieś nawiązanie do nich tudzież słyszałem ich w radio i generalnie była to fiksacja na sto fajerek (chyba tylko dekalog depeszowca był dla mnie przegięciem). Z perspektywy czasu myślę, że dobrze, iż miało to miejsce w tym czasie i przestrzeni - kilkanaście lat wcześniej pewnie bym został jakimś depeszowcem i do dziś cosplay'ował Gahana na depotekach w Choroszczy, kilkanaście lat później nagrywałbym TikToki w których robiłbym to samo (w Choroszczy). No i cieszę się, że postanowiłem zatrzymać się na tym forum, a nie na tym drugim, bo jeszcze bym serio bym wyznawał dekalog depeszowca czy ki czort. xD

Tak, jestem lizusem.

Ale ten... jako samozdiagnozowany posiadacz ADHD nie potrafię utrzymać na niczym dłużej uwagi, i jednak nie byłbym w stanie być wierny tylko i wyłącznie jednej kapeli. Nawet w tym okresie bycia fanbojem słuchałem wielu innych rzeczy i nawet jeśli DM było u mnie numero uno, to jednak deptały mu po piętach różne inne kapele oraz artyści.

I tu myk myk fast forward do lata 2011. To było to słynne lato, w którym kończyłem obowiązkową edukację i generalnie zaczynałem DOROSŁE życie. Jak zapewne pamiętacie, te słynne ostatnie długie wakacje spędziłem nie robiąc w sumie nic szczególnie ciekawego, bo w sumie co miałem robić, jak z ludźmi z mojej szkoły natychmiastowo zerwałem kontakt, mój kumpel-rówieśnik zaczynał nowe życie na studiach, a o stałej robocie to se mogłem pomarzyć. No, chyba że uznamy za coś szczególnie ciekawego siedzenie na dupie i słuchanie ton muzyki - w każdym razie mi się podobało.

No i mam taki obrazek związany z tym okresem, jak siedzę sobie o jakiejś porze typu późny wieczór/środek nocy na tym forum, wcinam orzeszki paprykowe z Biedronki i słucham EXCITERA, bo był tu taki okres, w którym Shodan stwierdził, że w sumie to polubił tę płytę, a Hien mu wtórował dodając, że to najlepsze co nagrał ten zespół i w ogóle. Ja do tamtej pory raczej nie byłem jakimś wielkim sympatykiem tej płyty, ale może pod wpływem tych głosów, może pod wpływem głosów w mojej głowie, a na pewno pod wpływem tego, że jest to rzecz dobra - polubiłem ten album. Co prawda teraz to trochę uważam, że poniosło mnie z entuzjazmem i najlepsze DM to nie jest, ale to chyba temat na inną dyskusję.

I tak po prawdzie to w sumie mógłbym wrzucić z tej płyty niemal wszystko, może poza jakimś DEAD OF NIGHT, które pasuje mi do całości jak pięśc do nosa. W każdym razie zdaję sobie sprawę z tego, że sam ten obrazek nie jest jakimś szczególnie ciekawym ani ważnym wycinkiem nawet mojego życia, ale po pierwsze - nie mam żadnych wiekopomnych wspomnień z DM typu pierwszy taniec na weselu lub pękły mi gacie z wrażenia na koncercie (to że w ogóle na żaden nie pojechałem to trochę żal.pl, ale co zrobić), a po drugie - ten obrazek kojarzy mi się z istotnym okresem mojego życia.

Okresem, w którym wkraczałem w dorosłość. Co prawda z opóźnieniem, bo jednak nieco później (spoiler) to mieszkałem z rodzicami i studiowałem zaocznie szukając (bez powodzenia) normalnej pracy, ale czy tego chciałem, czy nie - skończył się jakiś etapw moim życiu. I jednocześnie też mogę uznać ten czas za okres symbolicznego zakończenia najintensywniejszego fanowania DM. Co prawda to już wtedy nie byli moim jedynym ulubionym zespołem/wykonawcą, ale po tym okresie hiperaktywności nie było bata - musieli stać się jednymi z wielu. Nadal bardzo ich lubiłem, nadal często słuchałem, ale od tamtej pory już nigdy nie byli dla mnie AŻ TAK ważni. To coś jakby, wiecie, poligamista miał wiele żon i to byłaby ta jego pierwsza, ale potem pojawiałyby się kolejne czy eee dobra, to chyba była zbyt dziwna analogia. xD

No w każdym razie zacząłem od (symbolicznego) końca. Lojalnie ostrzegam, że generalnie większość tych wspominek będzie równie nieciekawa, chyba że w międzyczasie przypomnę sobie jakąś hardkorową akcję z mojego życia z muzą DM w tle.
DEPESZWIZJA 123: EDYCJA NOWOFALOWA
FINAŁ 21:15
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18356
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 11 cze 2025 06:50

No to czekamy już tylko na Dragona aż wytrzeźwieje po urodzinowym miętowym cydrze. ;)
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13846
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 15 cze 2025 15:29

Czekamy na Dragona i Livv która również wyraziła chęć wzięcia udziału. Jeśli wszyscy dojadą będziemy mieć 9 osób (!).
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Livv
Posty: 772
Rejestracja: 22 lut 2024 22:16
Ulubiony utwór: Blue Dress Personal Jesus

Post 16 cze 2025 19:09

Enjoy The Silence

(Będę mówić o samobójstwie, depresji I traumach, więc temat dosyć wrażliwy, ale słyszałam, że nie ma ograniczeń w pisaniu. Wolałam jednak ostrzec.)

Na początku chciałam bardzo podziękować za możliwość udziału w tej zabawie. Jest mi niezmiernie miło, że ktoś chciał usłyszeć mój głos i zobaczyć moją perspektywę. Myślę, że jest ona ciekawa ze względu na mój młody wiek i jednak najkrótszy staż depeszowania XD. Mijają już 3-4 lata odkąd ich słucham? Jest to naprawdę dynamiczna historia wewnętrznych przeżyć powiązanych z moim małym wszechświatem… DM zburzyli dotychczasowe ramy i stworzyli ten świat na nowo. Dlatego zaczynam od genezy, czyli Enjoy The Silence!

Mieszkam z moją rodziną na wsi 30 kilometrów od Warszawy (przeprowadziliśmy się tam kiedy urodził się mój młodszy brat, a i metrów kwadratowych nie starczyło). Chodzę jeszcze do podstawówki, ale z łzami szczęścia na twarzy kończę niedługo (2 lata?) edukację w tej placówce. “Wytrzymam, dam sobie radę, nie jestem słaba” brzmi równie znajomo co w obecnych problemach z jakimi się mierzę…
W szkole podstawowej przeżyłam traumę, mówiąc dobitnie w pełnym znaczeniu tego słowa.

Przez pierwsze, najmłodsze klasy było dobrze. W pewnym momencie rzeczy się zmieniły zupełnie, bardzo dla mnie niefortunnie. Jako bardzo nieśmiała i troskliwa dziewczynka, łatwo przywiązująca się do nowo poznanych koleżanek, było mi bardzo trudno ze “zdradą” mojej bliskiej koleżanki. Może to brzmi absurdalnie, w końcu dzieci w tym wieku potrafią bezrefleksyjnie działać, ale historia jest o wiele smutniejsza… Koleżanka zaczęła być dla mnie niemiła w klasie i dużo mnie obgadywała, nawet obok mnie. Na mój płacz wychowawczyni i nauczyciele nie reagowali.
Kiedy zrobiłam imprezę urodzinową w 4 czy 5 klasie, na jaką nie zaprosiłam tej dziewczyny, stało się coś co na zawsze zostało mi w głowie. Jej matka przyjechała z nią i nakrzyczała na mnie, że jestem okropna, obrzydliwa, że powinnam ją zaprosić, jak mogłam jej to zrobić itd. Wpadłam w histerię i nie mogłam się opanować, kiedy dwie dorosłe kobiety się kłóciły i krzyczały, a ja nie wiedziałam co się dzieje.

Z czasem byłam coraz bardziej wyizolowana społecznie i samotna, nie miałam żadnych znajomych od tamtego czasu w podstawówce przez jakiś czas… Jeśli miałam, to na chwilę, potem koleżanka im opowiadała i ode mnie odchodzili. Ciągnęło się to przez lata i to do końca uczęszczania do szkoły. Naprawdę nie ma miejsca na zmieszczenie tego wszystkiego… ale byłam ofiarą przemocy rówieśniczej, psychicznej i fizycznej. Byłam też ofiarą przemocy seksualnej ze strony swojego “chłopaka” z podstawówki, który regularnie przez kilka miesięcy dotykał mnie i moje koleżanki w miejscach publicznych czy na dodatkowych zajęciach, gdzie byliśmy sami/rozbierał się itd. To wszystko działo się w klasach 4-6. Miałam wtedy poniżej 13 lat, bo było to daleko przed moim poznaniem DM. Długi kontekst ale potrzebny.

Myślę, że wszystkie doświadczenia z podstawówki związane z przemocą, jakiej regularnie doświadczałam spowodowały u mnie depresję. Bo po prostu przestałam czuć cokolwiek i stałam się obojętna na bodźce. Wszystko było mi jedno i wyczekiwałam końca. Byłam wtedy młodsza, ale się tak czułam. Wmawiałam sobie, że jestem za młoda na depresję, ale to bzdura. Wchodziłam w okres dojrzewania z poczuciem, że wolałabym nigdy się nie urodzić. Płakałam codziennie po szkole i bałam się tam chodzić, ale rodzice mnie nie słuchali lub nie wierzyli. Potem przyszła przemoc domowa w rodzinie, też fizyczna i psychiczna (Dzięki Bogu NIE seksualna). Powoli snułam plany samobójcze ze względu na swoje złe samopoczucie i poczucie bezradności. Depresją towarzyszy mi od lat, od 6-7 klasy zaczęłam ją dostrzegać, razem z autoagresją, samookaleczaniem i myślami samobójczymi.

Po kolejnej porażce towarzyskiej przyszli mi na ratunek Depesze i ich “ciesz się ciszą”. To był jedynym utwór jaki przykuł moją uwagę w lecącym MTV. Wszystko inne jakoś nie miało dla mnie znaczenia, a siedząc w salonie z rodzicami żyłam swoimi intruzywnymi myślami. Ale ten utwór mnie zachwycił… pamiętam, jak się zapatrzyłam w telewizor na pewnego blond lokersa z ekranu, bo strasznie mi się on spodobał ;). Rodzice patrzyli na mnie i nie wyłączyli telewizora. Byłam bardzo zawstydzona, ale z trudem spytałam się rodziców o nazwę zespołu. Ci zadowoleni odparli, że to DEPECHE MODE I zaczęli mi opowiadać o zespole. Mieli nawet Violatora na półce z płytami, choć fanami zespołu nigdy nie byli. Ja skądś kojarzyłam nazwę, okazało się, że niedawno mama kupiła w lumpeksie (tak) kubek z logiem zespołu z czasów PTA. I jakoś mi to logo zostało w głowie, spodobał mi się ten kubek no XD. Po czym zakochałam się w piosence i w Martinie…

Zakochałam się w elektronice, jakiej nigdy wcześniej nie słuchałam świadomie w wersji retro. Każdy dźwięk sprawiał mi radość, czułam nieopisaną ekscytację, wręcz podniecenie nie tyle muzyką co faktem, że w końcu coś budzi we mnie pozytywne, przyjemne emocje. Poza tym uwielbiałam teledysk i do dzisiaj wyobrażam sobie samotną mnie chodzącą po górach, w tym malowniczym krajobrazie. Może samotność nie jest taka zła, kiedy się ją świadomie wybiera i celebruję się każdą chwilę spędzoną samemu?

Tak zostałam obsesyjną fanką DM i Martina. Zwłaszcza Martina. Ale to inna historia… :wstyd:
;*
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13846
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 20 cze 2025 22:09

Zapraszamy Dragona...

Co do dalszego przebiegu zabawy myślę że po zamknięciu tej kolejki wrzut polecimy z następną rundą itd aż skompletujemy po 5 i wówczas na końcu będziemy np odnosić się do numerów wrzucanych przez innych które nie znalazly się w naszej piątce (pierwotnie myślałem odnosić się po każdej kolejce ale to bez sensu bo pewne numery mogą przewinąć się kilkakrotnie w różnym kontekście a nasz punkt widzenia tudzież komentarz nt kawałka rzucimy pewnie raz i nie będzie nam się chciało wracać do tego ponownie w nastepnych kolejkach)
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10366
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 20 cze 2025 22:47

Wjadę, wjadę...
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18356
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 20 cze 2025 22:54

Ja proponuję odnosić się jednak po każdej kolejce. Za 5 kolejek to nie będę być może pamiętał jak się nazywam. :D
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24709
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 23 cze 2025 17:38

Lecimy, czy coś?
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10366
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 23 cze 2025 17:48

Jak jest duże parcie to proszę bardzo
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24709
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 23 cze 2025 17:53

Ja mogę poczekać, tylko na czym stoimy?
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13846
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 23 cze 2025 17:55

Że Dragon wjedzie, wjedzie xd

Czekamy

Zależy mi żeby mieć Was komplet mimo wszystko
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13846
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 25 cze 2025 05:34

shodan pisze:
20 cze 2025 22:54
Ja proponuję odnosić się jednak po każdej kolejce. Za 5 kolejek to nie będę być może pamiętał jak się nazywam. :D
Ty chcesz się odnosić do tych naszych historii? Ja raczej nie będę, planowałem po prostu odnieść się na koniec może do tych paru Waszych numerów które u mnie nie były w piątce.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24709
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 25 cze 2025 10:21

Ja też nie planuję komentować Waszych osobistych przeżyć, bo to nie recenzowanie utworów, tylko życia ludzi. No chyba, że maksem dla kogoś jest historia, jak poznał DM...
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn