Best of Forum (Albumy) vol. 3

Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 04 wrz 2025 21:02

Mówisz - masz.

Polaris – Home

No no no. Właściwie... stało się to, czego się spodziewałem. Choć Fishumanzu znam już pewien kawałek czasu - niedawno stuknęły 4 lata - to w zasadzie pojedyncze numery i trzy całe albumy, po które sięgnąłem jednak niedawno. Nieco kliszowo sięgnąłem po nich będąc w Tokio, bo szkoda byłoby tego nie zrobić, no i to był strzał w dziesiątkę. Takie Long Season siadło wyjątkowo podczas wieczornych spacerów ukwieconym parkiem Ueno i dalej w stronę rzeki o nazwie, której wciąż nie jestem w stanie spamiętać (ale w sąsiedztwie Asakusy, cokolwiek komukolwiek miałoby to powiedzieć). Nieważne zresztą. Chodzi o to, że nagle coś wtedy solidnie kliknęło w mojej głowie, solidniej, niż mogło to mieć miejsce podczas mojego nocnego łażenia po Molo Południowym w Gdyni pod koniec sierpnia 2021 przy dźwiękach Night Cruising.

Co tu dużo mówić, ci Japończycy których poznałem muzycznie umieją w budowanie nastroju zabiegami przecież bardzo prostymi. Produkcja nie jest przekombinowana, na słuchawkach garść podstawowych instrumentów, wokal bez większych udziwnień, a wszystko się klei w absolutnie przepiękną całość. W ogóle nie przeszkadza mi fakt, że te numery są w większości dość długie, w zasadzie w ogóle mi się nie dłużą, niektóre z nich - np. Hikari To Kage (光と影) czy Ai No Te No Naka Ni (愛の手の中に) - mogłyby się ciągnąć w nieskończoność. Są po prostu... świetnie. Co więcej, Home tak bardzo wgryzło mi się w głowę swoim końcowoletnim wajbem, że chyba nigdy już tych dwóch rzeczy nie rozprzęgę. Słucham tego cały koniec sierpnia i jeszcze teraz ostatnie parę dni, to z YT, to z telefonu to skądkolwiek indziej bądź.

Najpierw łaziłem z tym krążkiem po Rembertowie. Potem jeździłem z nim na rowerze po Zielonce i Ząbkach. Potem byłem z nim na spacerze po Sadach Żoliborskich, potem po okolicach swojego biura. Teraz siedzę w Mieście Włókniarzy i dla odmiany kręcę się z Home po miejscach, które już dobrze znam i które od dawna "mają swoją muzykę". I co? I nic, nic nikomu niczym nie przeszkadza, uzupełnianie się jest wprost wspaniałe. Album siadł podczas moich spacerów po obu Radogoszczach, rowerowej wycieczki na Złotno a teraz takiej samej w głąb Arturówka i Rogów. Te nazwy podejrzewam nikomu nie mówią nic tak bardzo, jak nie mówią nazwy dzielnic Tokio, ale mam to gdzieś. Najwyraźniej japońskie rocksteady jazz dream pop z elementami szugejzu pasuje zarówno do wyspy Toyosu, jak i do wyspy na przejściu dla pieszych przez Strykowską. Ale najbardziej pasuje do końca lata, po prostu, nie sposób z tym dyskutować więc nawet nie zapraszam.

Ciężko jest mi rozbijać całość na pojedyncze kawałki z tej prostej przyczyny, że ja trochę traktuję ten album jako taką ciągnącą się całość, jakby jeden utwór w kilku iteracjach. Co to oznacza? Ano oznacza to WAJB i tego WAJBU jest tutaj od cholery. Intro, które potem rozwija się w innym numerze, potem "tytułowy" (bo pada tam tekst "home's where I want to be", ale też tytuł - po transliteracji na łacinkę Neji Mawashi - Google tłumaczy jako "wiertarkę", więc zgłupiałem), no i oczywiście ŚWIATŁO I CIEŃ. Na dzień dobry dostaje się w mordę porcją dobrej muzyki. Wróciłem przy tej okazji do swojej recenzji sprzed, bagatela, ponad dwóch i pół roku i, rzecz jasna, zachwycam się w niej tym kawałkiem. Zabawne, nie pamiętam, w jakich okolicznościach dokładnie go słuchałem. Początek stycznia był wtedy absurdalnie ciepły, więc mogłem być, well, na rowerze, np. na Wawrze, mogłem też smutać w swoim mokotowskim pokoju, trudno powiedzieć.

Miło jest jednak wrócić, bo utwór to zacny. Po nim zmiana nastroju, wchodzi Tenki Zu (天気図), czyli, eee, "mapa pogodowa" wg Googla (a kim ja jestem, ażeby wyroki googlowskie podważać). Z początku trochę denerwował mnie ten wjazd chórkiem, ale potem, gdy pojawia się gitara, no wszystkie moje wątpliwości się rozłażą. Właściwie mogę jedynie soczyście pochylić copkę nad (przed?) doskonałymi umiejętnościami Yusukego Oyi, który też czaruje głosem w każdym - no, PRAWIE każdym - numerze. Jedyne co mnie soczyście denerwuje to brak możliwości szybkiego zapoznania się ze znaczeniem tekstu. Niestety, niegdyś bliska mi osoba, która dobrze znała japoński już nie jest mi bliska, więc pozostaje WAJBOWANIE. Czy to styczniowy Wawer, marcowa Shibuya czy wrześniowe Bałuty, wszędzie jest, na moje szczęście super. Ale, jak to zwykłem mawiać, by wrzucający nie dostał wzwodu kropla dziegciu w łyżce miodu.

Tym dziegciem będzie You Are My Song. Oj potrzebowałem ja czasu, żeby się przegryźć z tym kawałkiem co ostatecznie nastąpiło w warstwie muzycznej, wokalnej jedynie częściowo. W tym konkretnym momencie najwyraźniej następuje jakiś moment przesytu, albo po prostu nie chcę wpuszczać w swojej głowie aż tyle Fishmans do Polaris, trudno powiedzieć. W każdym razie do pewnego stopnia mnie ten utwór drażni, nie jestem w stanie napisać o nim zbyt wiele dobrego, choć wiem, iż imć Munlup się np. zachwyca w swojej recenzji. Mnie bliżej do Murzyna, zdecydowanie. Szczęśliwie zaraz potem wlatuje Slow Motion, którego małą zapowiedź dawało intro (o tytule tłumaczącym się jako "światło dzienne"). Slow Motion urzekło mnie w Dwizji, urzeka mnie wciąż. Klimat melancholii, końca lata, zbliżającej się jesieni, ostatnich promieni słonecznych przynosi ze sobą nostalgię, która aż boli, ale człek się chce w tym bólu nurzać. Weź tu zrozum.

Fajny jest przerywnik w postaci 6:37 rano (póki co nie odpalałem tego o 6:37, może jutro spróbuję jak będę rano wracał z piekarni), daje taki ciekawy, lekko niepokojący "posmak" i przełamuje nazbyt czilowy i melancholijny klimat albumu. Robi to co prawda tylko na chwilę, but still, pomaga złapać oddech. Robi się "deszczowo", "mgliście", nie wiem, jakoś tak wieczorno bardziej niż wczesnoporannie, przymierające miasto, neony, takie tam. Po czym wpada IN THE HANDS OF LOVE (ładny tytuł swoją drogą) i buja leniwym, jeszcze letnim popołudniem, lekko zjaranym lub po prostu niewyspanym, po czym na sam koniec wbiega Kisetsu (季節), co z kolei Gugiel tłumaczy jako "season" na angielski. Wink w stronę Rybiarzy? Raczej nie, ale headcannon mogę sobie układać dowolnie. Nadchodzi więc SEASON, AUTUMN SEASON, zbieramy się, wstajemy, żegnamy. Wokal wchodzi chórkiem bezbłędnie, potem jest tylko lepiej. Ciężko się żegnać.

No, ale trzeba. Płyta dobiegła końca i już wiem, że będę do niej na ten koniec sierpnia/początek września wracał. Samotne spacery ulicami przysmażonej Warszawy czy samotne wycieczki rowerowe po zapadłych rejonach Łodzi robią tutaj za świetne tło. A może można znaleźć jeszcze lepsze? Chociaż myślę, że to jest ten rodzaj muzyki, co to wejdzie dobrze absolutnie wszędzie. Jeszcze muszę się wybrać w góry i na wieś do krewnych, przyjemnie wpadał do tych dźwięków zapach gnijących na gruncie jabłek i mirabelek. Cóż, KONIEC LATA. Wuja kupił, co Munlup sprzedał, teraz sam sprzedaje, a ja w zachwyty popadam. Doskonały wybór, łatwy prejz, pierwszy od dawna album, do którego wracałem bardzo często na przestrzeni ostatnich trzech tygodni i będę dalej. Rzekłem!
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 11 wrz 2025 07:58

Ja tylko przypomnę że minęły 3 tygodnie, fajnie jakbyśmy to zamknęli jakoś niebawem...
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 11 wrz 2025 12:01

Polaris - Home

Ponoć jedną z trudniejszych rzeczy w procesie pisania jest napisanie wstępu. I to nie jest tak, że pisząc te słowa jakoś intensywnie i mocno główkuję jak np. Przemycić nawiązanie do wody mineralnej z Biedronki, ale przyznam się wam, że w sekcji poświęconej moim wcześniejszym kontaktom z tym zespołem nie będę w stanie napisać nic ponad to, że ta wrzuta Hiena sprzed p-ponad dwóch i pół roku (JEZU ILU) mi się podobała - chyba nawet uwzględniłem ją w podsumowaniu tamtej edycji bestki.

Ale ciężko by było inaczej, bo propozycja Kuby po prostu była Fishmansami bis, czyli lekkim, rozmarzonym, lekko psychodelicznym graniem. I mniej-więcej tego samego spodziewałem się po Polaris. I dostałem to, ale... No właśnie. Będzie jakieś ale.

I to ale będzie powiązane z długością. To nie jest tak, że ten album to jakaś niesamowicie długa i przeciągnięta kobyła pełna fillerów. Co to to nie, tragedii na pewno nie ma. Ale mam po prostu takie dziwne przeczucie, że ten album byłby znacznie lepszy, gdyby trwał te ~45 minut, albo nawet i mniej. Bo jest tu parę rzeczy, które stoją na poziomie popularnych Rybaków i mógłbym je umieścić na tej samej półce, ale też jest tu parę rzeczy co do których... No tak niekoniecznie.

I zacznę może od sekcji chwalenia. 光と影 - Hikari To Kage chwaliłem już w bestce, pochwalę i tutaj. Może i polecę górnolotnie, ale jakby ktoś mnie poprosił o puszczenie utworu, który byłby idealnym reprezentantem gatunku o nazwie DREAM POP, to bym puścił to w pierwszej kolejności, bo po pierwsze to bardzo dobry pop, a po drugie - jest to jedna z tych rzeczy, które brzmią tak błogo, przyjemnie i leniwie, że nie jestem w stanie tego nie docenić. Równie dobre, jak nie lepsze jest SLOW MOTION. O takie rzeczy nic nie robiłem i dla takich rzeczy biorę udział w tej zabawie.

I w sumie to trochę zabawne, że czepiając się długości wyróżniam z tej płyty głównie najdłuższe, bo jeśli miałbym jeszcze coś pochwalić, to tak, zgadniecie - dwie ostatnie kompozycje. AI NO TE NO NAKA NI ma seksowny, dubowy bas i miło się przy tym nie robi nic tudzież zamula. KISETSU też jest bardzo ładne, zgrabne i to kawał dobrego popu.

Ano, problem jest taki, że reszta tej płyty to dla mnie większe lub mniejsze fillery. O tych miniaturkach nie chce mi się pisać, ledwo je rozrózniam, takie tam plamy dźwięku które mogą se być, ale bez nich nic nie tracę. NEJMIWASHI i TENKIZU są niby okej, ale raz że odstają od tych najlepszych rzeczy, dwa - mam wrażenie, że tym kompozycjom braku trochę długości, by mogły w pełni się rozwinąć, zatem w obecnym stanie mogę je traktować jako zapychacz. YOU ARE MY SONG to w ogóle jest rzewne i przegięte do bólu, czuje się jakbym słuchał jakiegoś openingu z tego jedynego anime, które próbowałem oglądać, tj. Evangeliona i ja tego w takim natężeniu i z takim wokalem kupić nie umiem.

Generalnie jednak jest w pytkę i plusy przesłaniają minusy. POLARIS - HOME to dobra propozycja na tani obiad dla całej rodziny.
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 13 wrz 2025 03:17

Nie bijcie, ale jednocześnie wybaczcie - w ostatnich dniach wypociłem z siebie tak dużo stron, że i tak potrzebuje ochłonąć... czasem lepiej zwarty konkret niż dziwne lanie wody. Niech to będzie małe nawiązanie do początków albumówki heh

Polaris - Home

Nie będę blokował, więc szybka notka podsumowująca machnięta późną nocną porą. Gdybym próbował się jeszcze kopać z tą płytą podczas pisania magisterki dzień w dzień, to pewnie koniec końców wyszłoby całkiem spoko - bo to jest dobra płyta. Takie bardziej kameralne Fishmans, właściwie sama gitara prowadząca, bas, perka i pojedyncze wyróżniki wybijające się w poszczególnych utworach. Nazwałbym je w sumie rozimprowizowanymi szkicami. Gitara prowadząca mniej więcej prawie zawsze gra to samo... nie mam z tym problemu. Przez ostatnie tygodnie kilka razy skorzystałem z tej płyty jako tła przy pracy i wyszło bardzo kojąco. Najbardziej podobały mi się typowo dubowe zabiegi - dokokszony bas, pogłos na perce, generalnie jej urozmaicone brzmienie oraz efekty stosowane na pojedynczych zagrywkach. Home stoi trzema pięknymi kobyłkami - dwie z nich pojawiły się na forumie. Trzecia to przedostatni utwór na płycie. Zaczyna się zupełnie niepozornie, a potem szefito Kashiwabara zapodaje riddim godny klimatów prosto z Jamajki. Pętle gitarowe stanowią klamrę, to też na plus. Jedyny wyraźny mankament to You Are My Song. Nie wiem, czy to dobre miejsce na wyraźnie smętniejszą balladkę z gorszym wokalem. Te przeciągnięte dźwięki mają sens, gdybym znał japoński i umiał to sensownie (i na szybko) zinterpretować. Niestety tak nie jest, więc samo brzmienie po prostu drażni. Reszta może troszkę zlewa się w jedno, ale jak rzadko kiedy to jest naprawdę dobrze podane. Zdecydowanie nie zasługuje na analizę sekunda po sekundzie, bo przez to wytraca lekkość, nie wypada tak swobodnie. Nikt mnie nie przekona, że to nie są efekty kilku luźnych sesji w studiu. Ostatni utwór jak takie odbicie lustrzane wcześniejszych dłuższych popisów - najpierw chórki i zaśpiewy, później coś bardziej konwencjonalnego. Na ten refren ostatecznie też warto było czekać.

Wrzutka idealnie trafiona w panujący klimat. Mnie to jeszcze łatwiej mówić, gdy w sumie po drodze wydarzyło się tak wiele różnych zjawisk pogodowych heh Panowie pozwalają swobodnie uciec w ten klimacik, który podrzucił nam Hien w bestce klipowej. Jest wesoły smutek. Niby wiadomo, że ciepłe chwile zaraz mogą minąć, ale warto pozwolić sobie rozsmakować się w nich. Ta płyta podbija to wrażenie bardzo wyraźnie. Do plejlisty życiówki dorzucam wspomnianą trójkę szkiców, chyba ten Slow Motion najbardziej mi podpasował jako całość. W depeszwizji nie dałem za dużo punktów... ale też co to były wtedy za edycje! Samą japońską muzyką nie jestem zmęczony, choć to doświadczenie było wyjątkowo przeciągnięte. Proszę się nie martwić, wyraźnie stawiam kciuk z góry. Bawiłem się dobrze.
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 13 wrz 2025 14:00

Wujas siedzi w okopach, dostaliśmy pass żeby lecieć dalej.


Republika - 82-85 (1993)
Dragon pisze:
20 lip 2025 03:14

Nikt inny kompilacji nie rzuci, nikt drugiej TAKIEJ składanki nie będzie w stanie zapodać. Najlepszą możliwą klamrą mojej republikańskiej choroby nie będzie dubel tylko wjazd do albumówki z utworami życia. Wjazd z jedyną płytą Repki, którą mam na półce. Przez pewien czas miałem wątpliwości, bo chyba nie wydali czegoś bez delikatnych rys... nawet zestaw najmocniejszych singli zawiera chwile oddechu (Układ sił, Sam na linie). Po ostatecznym przeproszeniu się z Białą flagą nie umiem wybrać inaczej. Mimo upływu lat bywają dni, gdy żyję tymi piosenkami bardziej niż kiedykolwiek. Spinają rodzinne historie, noszą ciężary emocji albo rozbrajają przebłyskami przebojowości, wulkanem energii. Co przystanek to zupełnie inna historia. Słuchając jeden po drugim, po prostu odlatuję i więcej nie trzeba. Poznanie całego zestawu zajęło kilka lat. Od pamiętnej koncertowej piąteczki zarzynanej w domu wieczorami (tyle że nie przeze mnie) przez ślady fanowskiej wczuty u znajomych, przyjaciół, ludzi ze szkoły do przejścia całego katalogu Repki i Obywatela GC (a ostatnio koncertowe nagrywki z JuTuba). Genialne teksty Ciechowskiego - przekrojowe, ale nie rozlazłe przenikanie psychiki, subtelne aluzje polit-społ, zmysłowość. Między szaleństwem, schizofrenią, a poczuciem przegrania, izolacji, osamotnienia. Przy dłuższym posiedzeniu nad suchymi tekstami muzyka może się wydawać wręcz zbyt ekspresyjna, ale wtedy i tam nie mogło wyjść inaczej. W tym kontekście zostaję głuchy na potencjalne konteksty zagraniczne - nie tu, nie wtedy, nie w określonych realiach. Minimum osiem potężnych opowieści na gitarę, bas, pianino (i nie tylko), monolitów, które przeszły już do historii. Katowane na festiwalach i pośmiertnych wydarzeniach w wersjach bezjajecznych, wydartych z ducha oryginału... czas przywrócić im należy klimat i środowisko, przynajmniej w naszym kameralnym gronie.

Sztampowo, ale tercet Sexy Doll-Telefony-Biała flaga mógłby właściwie zamknąć temat. Ten pierwszy to od lat mój ulubieniec typu pewniak. Skupia wiele z dawnych emocji, wyraża resztki już dawno przetworzone w coś bardziej przyjaznego i oswobodzonego. Telefony jak wewnętrzne deluzje, do tego przytaczane dawniej konteksty, popkulturowe życie po życiu... yebany klasyk. Świetna gitara. Wreszcie Biała flaga - numer chyba dostatecznie podsumowujący postać ojca. Finalne pogodzenie się z nim lata po ciszy, ale też po śmierci przyniosło mi satysfakcję ze słuchania. Ikoniczna solówka klawiszowa idealnym dopełnieniem tekstu, ponurego pesymizmu kryjącego się za retorycznymi pytaniami. Na 82-85 to nie koniec pereł. Kombinat z poetyckim, ale dość młodzieżowym angstem epoki. Gadające głowy... to już wiecie. Zawsze ty & Tak długo czekam jak bardziej bezpośrednie sprawunki romansowe z dozą przegięcia, ale jednocześnie ostrzejszym, choć mniej organicznym brzmieniem. Mistrzostwo atmosfery budowane niby prostymi środkami, a efekt spektakularny. Chwilami Republika bardziej atmosferyczna niż energetyczna co akurat na ten temat ma sens... Były czasy, gdy Ciało i nic ponad nim, ojj tak. Na końcu czeka Moja krew zbudowana z tak oszczędnych elementów, ale jak efektywnych, robiących wrażenie. Nieprzytłaczający patos, który pasuje. Przemijanie życia i antywojenna refleksja - tak to widzę. Brzmiąca w ten sposób potencjalna trzecia Republika zasłużenie wciąż jest mokrą fantazją fanów, chwilami podzielam to uczucie równie mocno. Pozostała dwójka odstaje tylko trochę, to bardzo indywidualna kwestia... może przekonacie mnie do dania im tysięcznej szansy z należytą wyrozumiałością? heh

Wierzę, że znacie dobrze, ale potencjalnie świeżynki przyjmę równie ciepło. Po eksperymentach należy się spokojniejszy, szybszy lot. Poza tym jestem tak zwyczajnie ciekaw Waszych opinii. Przerwa od instrumentalnej elektroniki zawsze spoko.

https://www.youtube.com/playlist?list=P ... sFqrq_3P6b
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 20 wrz 2025 18:58

Republika - 82-85

"82-85" kojarzę przede wszystkim z tego że to jedna z płyt z polskiej klasyki PRL-u która od lat możliwa jest do nabycia w Empiku za śmieszne pieniądze. Z tego powodu nie raz i nie dwa robiąc tam zakupy zastanawiałem się nad tą pozycją, jednakże zawsze odkładałem na półkę (lub nie wrzucałem do wirtualnego koszyka) czując podskórnie że z Republiką na dłuższą metę chyba nie jest mi aż tak po drodze. Skusiłem się za to na zakup "Selekcji" Obywatela G.C. po tym jak Dragon zapodał Ani Ja, Ani Ty do bestki utworowej, generalnie Ciechowskiego solo nieco bardziej zawsze poważałem. Teraz mogę wreszcie zmierzyć się z tą jakby bestką Republiki i sprawdzić na ile słuszne były moje obawy.


"Kombinat" to trochę rzucenie słuchacza na głęboką wodę już na wejściu, jeśli ktoś nie jest zaznajomiony ze specyfiką Republiki czy samego Ciecha może się łatwo odbić. To takie neurotyczne śpiewanie, psychodeliczne okrzyki, modulacja głosu, cała wokalna teatralność uzupełniona o ten zwariowany miejscami aranż, z tego cyrku można chcieć uciec, teraz już wie e E E eeem.

"Gadajace głowy" już nieco spokojniej, przystępniej, choć też mamy te różne dziwne zabiegi to jednak brzmi to nieco konwencjonalniej. Jak dla mnie to taka jeszcze umiarkowana, wypośrodkowana Republika. Coś czego jakoś nie zakodowałem przez lata - bardzo fajne gitarowe solo w połowie numeru, z efektem, jakby flanger? Standardowo otrzymujemy jeszcze Ciechowski flecik. Generalnie taki bezpieczny standard w ich wykonaniu.

"Sexy Doll" znałem dotąd jedynie w wersji unplugged, tamta wersja jest powolna i dość kameralna, zwróciła wtedy moją uwagę. Dziś zapoznaję się z oryginałem który brzmi bardziej typowo dla tej wczesnej Republiki z rytmicznym aranżem i tym nerwem w śpiewie. To wciąż naprawdę dobra piosenka przede wszystkim i chciałbym w tym miejscu docenić pracę zespołu, sekcji rytmicznej. Bo Republika to nie tylko Ciechu a chłopaki grają doskonałą muzę i mają świetny groove, niemniej będąc nieco zbiasowanym skłaniam się ku tamtej spokojniejszej wersji. Wciąż cieszę się że nadrobiłem ten numer teraz.

"Telefony" to klasyka klasyki, na spółkę z "Białą flagą" chyba dwa największe przeboje starej Republiki. Mam taką drobną anegdotę związaną powiedzmy z tym numerem albowiem przed wieloma laty gdy oglądałem VH1 widywałem tam taki reklamowy jingiel/bumper/ident podczas którego leciał charakterystyczny gitarowy riff. Bardzo mi się on podobał i gdy pewnego razu spytałem starszego brata czy kojarzy co to stwierdził że chyba "Telefony" właśnie. Na szczęście zagadka rozwiązała się jakiś czas potem za sprawą samego VH1 gdzie natrafiłem na ów numer z tego identu. Tylko że była to jednak "Kryzysowa narzeczona" Lady Pank xD Niemniej kawałek Republiki jest równie spoko, znów fajny showcase dla rytmicznej gitary i fortepianu, chwytliwy refren, specyficzne wokalne "myki" Ciechowskiego, samo dobro.

"Biała flaga" stawia na fortepian na pierwszym planie ale poza tym wiadomo to kolejny rytmiczny standard z najsłynniejszym tekstem z repertuaru Republiki. Ponadczasowy, bo nawet jeśli nie żyjemy w czasach bezpieki i donosicielstwa to fałsz w ludziach nie ginie i każdy gdzieś może spotkać się ze zdradą we własnym otoczeniu tudzież innym zawodem w godzinie próby. Numer wiecznie żywy, wiecznie dobry.

"Klatka" jest dla mnie utworem najtrudniejszym do rozszyfrowania, tu nawet próbowałem posiłkować się internetem ale nawet tam nie wszyscy są dość mądrzy w kontekście tego kawałka. Niemniej tak jak drugi utwór z podtytułem czyli "Ciało" odbieram że to chyba jeden z numerów które mogłyby trafić na ten nienagrany w '86 trzeci album zespołu, z tym że jednak "Ciało" ostatecznie ukazało się najpierw na "Obywatelu G.C." w wersji Grzegorza. Czuć tu po prostu inny klimat tych nagrań, więcej Ciechowskiego w Republice a jak to się skończyło wiemy wszyscy doskonale. Niemniej szepczącego Ciecha mogę słuchać bez końca bo tu jest aura 100% w tych wokalach.

"Ciało" pierwszy raz poznałem za sprawą naszego kolegi Jakuba kiedy zaprezentował nam ten utwór w temacie o polskiej muzyce, jednym z takich forumowych prekursorów naszej bestki utworowej. Bardzo fajny zimnofalowy sznyt ma ten kawałek co w połączeniu z tą tajemniczą i erotyczną aurą tekstu czyni ten numer dość wyjątkowym. Fantastyczne są te męskie chórki w refrenie, fantastyczny jest ten aranż naprawdę, może mało wciąż znam ich twórczość ale dla mnie obok wrzucanego przez Smoka już Ani Ja, Ani Ty to jeden z najlepszych kawałków spod ręki Ciechowskiego. Zapomniałem już jak doskonale brzmiała wersja całego zespołu, jego wersję mam na "Selekcji" Obywatela G.C. Świetny, niepodrabialny klimat.

"Układ sił" to był numer który początkowo mnie odrzucał powiedzmy. Ale za którymś odsłuchem coś kliknęło. Ten refren jakoś wżyna się mózg z czasem i człowiek ulega. Niepozorny grower w tym zestawie, jeden z osobistych faworytów powiedzmy nawet.

"Sam na linie" to jak dla mnie zaskakująco przebojowy utwór którego przedtem nie znałem. Co dziwniejsze nawet nie ma tu jakichś typowych republikańskich dziwnych zabiegów, specyficznego spiewania Ciecha itp., do tego ten "beztroski" na-na-na refren, to brzmi wszystko zbyt konwencjonalnie jak na Republikę bym rzekł. Niespodziewany banger w repertuarze tej kapeli, a z drugiej strony to nie za takie rzeczy ludzie ich pokochali. Fajny ejtisowy saks pod koniec.

Kompilację zamyka już bardziej typowo dla nich brzmiącą "Moja krew". Wracamy do dziwnych chóralnych śpiewów, mroczniejszego zarówno tekstu jak i aranżu. Całkiem dobry numer będący jak rozumiem protest songiem przeciwko władzy nie liczącej się z istnieniem jednostki, toczącej geopolityczne rozgrywki bez oglądania się na ludzkie dramaty które one przynoszą. Niestety pomimo upływu lat problem wciąż aktualny...


No i tyle, 10 niezwykłych kompozycji od niezwykłej kapeli z niezwykłych czasów. Przyznaję że w początkowych odsłuchach tego albumu byłem dość sceptyczny, chyba z uwagi na to że te dziwniejsze kompozycje znalazły się tu na początku głównie (Kombinat, Układ sił, nie pomaga tu nijak przełamanie ich przez Gadające głowy), potem dla odmiany w środku dostajemy za to tercet przebojowy Sexy Doll-Telefony-Biała flaga, by przejść na moment do sekcji a'la Ciech solo (Klatka i Ciało) i zakończyć dwoma jakby zapomnianymi kawałkami Republiki. Co by nie mówić to ja tam lubię takie albumy czy też kompilacje, zwłaszcza jeśli to nie są single albo przynajmniej nie same single tylko choćby wymieszane z b-side'ami czy jakimiś obskjurami, w przypadku DM taką rolę dla amerykańskich fanów spełniała kompilacja People Are People (nawet chętnie bym to nabył ale na Allegro znalazłem cedek za bagatela 181 złotych xD). Dragon coś tam gadał że nikt nie rzuci kompilacją, zwłaszcza TAKĄ kompilacją ale w sumie to nie wiem, bo zasadniczo mieliśmy już ((speak)) od no-man a z drugiej strony sam teraz nabrałem ochoty na podobny zabieg więc rozważę. Generalnie jeśli nie obracamy się wśród składanek stricte samych przebojów to nie mam nic przeciwko, zwłaszcza że jak mówiłem - sam miałem do nadrobienia tą właśnie Republikę. No właśnie, wracając do niej to w sumie jestem kontent że trafił tu ten content heh, nawet nie miałem pojęcia że największe klasyki zespołu z lat 80. to były single które nie ukazały się na żadnym albumie. Jestem fanem takich wydawnictw i cieszę się że się na to zdecydowali, zawartość jest naprawdę satysfakcjonująca i ukazuje zarówno różne twarze ich muzyki jak i samą muzykę w czasach ich świetności, chociaż czy oni nagrywali kiedykolwiek gorszą muzykę? Nie wiem, może w końcu odważę się sięgnąć po dalsze ich dokonania, powiedzmy że obiecuję poprawę a za tą wrzutę dziękuję, było warto.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 26 wrz 2025 08:25

Jutro miną 2 tygodnie, Panowie słuchać i pisać proszę, nie chcę słyszeć o obsuwie powyżej 3 tygodni
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 01 paź 2025 00:19

Gdzie są moi przyjaciele, wojownicy z tamtych innych tematów forumu?!?
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 01 paź 2025 03:58

Panowie to jest naprawdę słabe.

Macie 3 dni, chcę tu komplet recek...
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 01 paź 2025 12:02

Republika – 82-85

Pisałem już kiedyś, że „82 – 85”, to moja ulubiona płyta Republiki z lat 80, chociaż powinienem napisać „z materiałem z lat 80”. Nie chodzi nawet o to, że są tutaj wczesne hity, których nie ma na albumach, bo te przeboje nie należą do jakiegoś mojego ścisłego topu (chociaż je lubię). Co mnie zdecydowanie bardziej tutaj kręci, to rzeczy takie jak np. „Ciało” – kawałek, który wyszedł jako zapowiedź trzeciej płyty, której zespół nigdy nie skończył, kawałek z którym mam pełno wspaniałych wspomnień, począwszy od tego kiedy pierwszy raz zobaczyłem klip, w którym Ciechowski obmacuje Potocką, a kończąc na bardzo spoko coverze, który popełniliśmy na sali z Azbestem. To jest moje ścisłe top Republiki i pokaz naprawdę fajnego kierunku w którym zespół mógł pójść na drugiej połowie lat 80, a z oczywistych względów nie poszedł. Cieszę się, że Grzegorz podszedł do tego numeru zupełnie inaczej (choć nie od razu), kiedy ostatecznie nagrał wersję studyjną jako Obywatel G.C., bo dzięki temu mamy dwie zupełnie inne od siebie wersje, a obie są zajebiste.
W moim top tego albumu (kompilacji? jak zwał, tak zwał) jest też „Sexy Doll”, chociaż mam fetysz na plastikową wersję z „1991”, z jakiegoś powodu po prostu lepiej mi wchodzi, niemniej utwór to utwór, tutaj również jest doskonały. Ciechu cierpi tu trochę na syndrom imienia Marka Hollisa, więc momentami (obszernymi) trudno zrozumieć, co on w ogóle śpiewa, zwłaszcza w zwrotkach („na reklamach jesteś mi jeb*e owca”). Są tu śladowe ilości wczesnych The Smiths, co mi oczywiście bardzo robi. Doceniam energię zespołu, której to energii nie odzyskali już po „Nieustannym Tangu”, co ma swoje dobre i złe strony.

„Klatka”, to kolejny z moich ulubieńców i kolejny przedstawiciel zimnofalowego materiału, który Republika ogrywała na koncertach w 1985 i 1986 roku i planowała na trzeci album. Brzmi to zajebiście i wróżyło zajebiście. Niby te wszystkie kawałki z debiutu Obywatela, wyszły w końcu w wersjach Republiki, ale jednak słychać, że nie zostały wykończone do tego stopnia, co Ciało i Klatka. Słychać, ze to już nie jest ten angstowy Ciechowski, który chciałby wyszarpać władzy swoje piosenki. Stan wojenny się skończył, a Cichowski wszedł w bardziej uczuciowo nacechowany okres swojego życia i to słychać, i to mi się podoba. Muzycznie, jest to coś zupełnie innego niż Obywatel G.C, więc też nie ma tu powtórek z rozrywki.

„Układ Sił” to fajna alternatywa dla standardowego, szarpanego brzmienia Republiki. Gdaczący Ciechowski, to nigdy nie był mój ulubiony Ciechowski, więc o ile doceniam bardzo dobrą warstwę muzyczną oraz tekst Ciecha, tak jego wokal tutaj mnie nie powala, a grube warstwy efektów (reverb, jakiś chorus momentami) nie pomagają. Zawsze sobie powtarzam, że w końcu to był wczesny, angstowy Ciechowski, w którym kipiało, i to musiało znaleźć odzwierciedlenie w ekspresji wokalnej, no ale ostatecznie nie sprawia to, że lubię te rzeczy bardziej niż spokojne piosenki 90sowego, zakochanego Ciecha, który śpiewał o tym, jak to ma ochotę na swoją żonę.

„Sam na linie”, z tych nowszych rzeczy, docierał mi się chyba najdłużej, ale ostatecznie, udziela się nie tylko energia tego kawałka, ale też klimat, który fajnie przeskakuje z mroczniejszych zwrotek, na weselsze refreny, a do tego sax solo. Wstawka z gadaniem może trochę już dziś cringuje, ale z drugiej strony, jest to uroczo polsko-polskie.

„Moja Krew”, wchodziła mi zawsze najoporniej, bo mam jednak specyficzne reakcje na takie przepatosowane, pogrzebowe rzeczy, zwłaszcza jeśli mają podtekst patriotyczny. Jest to legendarne wykonanie z Jarocina i tam to faktycznie pasuje i robi robotę, chociaż nie ma tego skromnego, fajnego fragmentu z saksem. Dobry, nawet bardzo dobry utwór, do którego po prostu nie wracam często.

W kwestii mniejszych lub większych hitów tego zestawu, o „Gadających Głowach” się kiedyś już wypowiadałem na początku naszych zabaw, nadal prejzuję. „Telefony” i „Kombinat”, z tymi kawałkami męczyłem się wiele, WIELE lat. Po raz pierwszy usłyszałem je kiedy zacząłem na poważnie interesować się Republiką i, mówiąc krótko, nie weszły mi. Z czasem to się zmieniło, nie chce mi się dokonywać analizy tego, jak do tego doszło. Doszło i tyle. „Biała Flaga” w zasadzie też wchodzi do tego grona.

„82 – 85” to bardzo fajna płyta, której, przede wszystkim, dobrze się słucha, pomimo tego, że kawałki pochodzą może nie tak odległych od siebie czasów, ale jednak odległych oblicz zespołu.
Są tu kawałki, dla których warto by było mieć tę płytę (Ciało, Klatka, Układ Sił), nawet gdyby reszta to był syf, ale nie ma tu żadnego syfu. Jest to absolutnie obowiązkowy punkt programu, po przesłuchaniu „Nowych Sytuacji” i „Nieustannego Tanga”. To i ostatnie takie nagrania, kiedy Republika brzmi brudno, szalenie intensywnie. „1991”, mimo że jest spoko i lubię to ich „The Mix”, tak pokazuje, że w dużej mierze, ten materiał nie nadaje się do wypolerowanej produkcji ala Obywatel DżSi.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 02 paź 2025 10:45

Republika - ’82–’85

Ok, ta wrzutka to kompilacja, ale też jest to kompilacja na tyle specyficzna, montująca materiał dość specyficznego zespołu, że można to wręcz potraktować jako stand-alone. Trochę jak Substance od np. Joy Division albo bywsze już tutaj ((speak)) od no-man. Republika jaka jest, każdy widzi i tyle na ten temat. Jestem fanem zespołu chyba od zawsze, acz raczej nie tak hardkorowym, jakim w moich oczach zawsze był np. Munlup (przy czym jest to hardkor obserwowany po musiałowemu, nie musi oznaczać pokoju wyklejonego na czarno i biało). Z rozrzewnieniem wspominam czasy, kiedy jako Azbest chcieliśmy mieć w sobie ten vibe Ciechowskiego i ekipy, a wyszło jak wyszło, czyli nie wyszło (ale ten cover Ciała się nam nawet udał, na tyle, na ile mógł).

Wielkim fanem Republiki - ale tej wczesnej - był mój stary. Dzisiaj mu przeszło, w ogóle mało muzyki słucha, ale winyle Nowych Sytuacji i Nieustannego Tanga wciąż siedzą gdzieś w domu i mam nadzieję je przejąć, gdy w końcu kupię sobie gramofon. W życiu zaliczyłem dwie fazy na Republikę - w 2008, kiedy to znalazłem te krążki w płytotece ojczulka oraz odpaliłem jego gramofon, oraz w 2014, kiedy to przypadkiem zassałem z Chomika (sic!) ten wielki box Republiki, w którym to boksie było wszystko. Jezu, pół sierpnia i cały wrzesień katowałem niemal tylko to na zmianę z Makuflaż (też akurat się pewien box set ukazał) i Andym Prieboyem, wszystko poprzetykane przez Red Box (znowu box, to nie może być przypadek kurdebele). Czas był parszywy, ale muzyka doskonała.

Potem powroty były bardzo punktowe i tbh trochę tego żałuję, albowiem do Republiki trzeba wracać dużo i często. To jest nowa fala w stylu dobrego brytyjskiego post-punku końca sewentisów zmieszanego z lekko niepoważnym na powierzchni wajbem Talking Heads. Tak naprawdę po latach nie jestem w stanie stwierdzić, że ci goście nagrali choćby jeden zły kawałek. Owszem, niektóre hiciory zostały zarżnięte przez ekspozycję medialną, ale nawet to nie może mi zepsuć odbioru Białej Flagi czy Telefonów (choć akurat z całego ich katalogu Telefony lubię najmniej). Tutaj dostajemy w mordę srogim zestawem Hitów przez duże H, każdy z nich dobrze mi znany, o każdym coś powiem. Np. taki Kombinat to długo - obok Śmierci w Bikini - był moim ulubionym numerem Ciechowskiego i reszty. Jego ogólny klimat i tekst kojarzyły mi się z Digital od Joy Division, może nawet taki był zamysł, nie wiem, nie czytałem.

Gadające Głowy momentami brzmi jak jakieś ska w stylu Madness, ale bardzo mi się podoba z tymi swoimi szeleszczącymi gitarami w tle. No i tekst, może na jakimś etapie G.C. ocierał się o grafomanię, ale gówno mnie to obchodzi. Plus to jego gdaczenie, które swego czasu denerwowało imć Hiena, mnie do takich rzeczy po prostu pasuje. I G.C. też z nim tutaj pasuje. Świetna sekcja rytmiczna, tylko się jarać. Układ Sił to już w ogóle jest dla mnie pik polskiego njułejwu, od początku do końca. Doskonała muzyka, doskonała produkcja i ten wyjący w tle niemal złowrogo Ciechowski ze swoim "JESTEM AGENTEEEM WROOOGIIICH SIIIŁ". To będzie mój spiritual song tej jesieni. Z Sexy Doll z kolei mam pewien problem w tej wersji - nie jest zła, ale wersja z 1991 jest lepsza xD Hien określa ją mianem nieco plastikowej, w sumie idzie się z tym zgodzić, ale przez swój spowolniony vibe przekazuje więcej emocji. Tutaj... mniej.

Mniej, ale wciąż jest w gruncie rzeczy smuteczkowo i rozkładająco (nie nogi), zaś mostek... miodzio. Telefony czy Biała Flaga, no nie wiem, czy da się coś więcej tutaj powiedzieć, niż kiedykolwiek wcześniej już było powiedziane xD Jakby, to jest ocenianie pełnoskalowych endżojów. Poprzestanę może na tym, że Białą Flagę wolę bardziej, jakoś rezonuję z jej tekstem etc., taki łącznik między mną a moim starym teen angstowym nastrojem końca liceum. Posłuchałem, podobało mi się, idę dalej. Zawsze Ty a.k.a. Klatka to nieco mroczniejsza wręcz odsłona Republiki, chłodna jak wschodnioeuropejskie jesienne wieczory, a jednocześnie przez swój przekaz bardzo gorąca i sensualna (nie mniej niż Ciało tho). Bardzo lubię ten numer, zwłaszcza jego drugą połowę, kiedy wszystko się intensyfikuje brzmieniowo, w tle "KLATKAAA" i od razu robi się, well, smutniej, ale to wiadomo xD Nigdy nie może być za dobrze.

A może to... no nic, ale mam alternatywny punkt odniesienia. A tymczasem mój absolutny all time favourite Republiki, który został mi przypomniany właśnie z okazji propozycji nagrania coveru przez Azbest. Pamiętam, jak się bardzo staraliśmy z imć Hienem, Bartini nieco mniej, wyszło... mogło być gorzej. Kawałek ma fantastyczny początek z tym powoli narastającym padem, te bębny, pulsujący bas o wyjątkowo głębokim brzmieniu, absolutne złoto. Jestem bezwzględnym fanem tej piosenki i się to nigdy nie zmieni. Republika at its finest. Sam Na Linie zaczyna się bardzo polsko, potem zaś rozkręca się do poziomu Magazine albo Wire, a więc samo gęste i wspaniałe. Tbh wręcz słyszę tu trochę pierwszego Talk Talk, choć przy innym instrumentarium, wiadomo. Gadany fragment moim zdaniem dobrze pasuje do całej reszty, więc nie hejtuję. Bardzo lubię moc tej piosenki, a i Ciechowski momentami brzmi tu jak Marian Gold lol.

No i na koniec ta gęsta jak smoła Moja Krew. Kolejny numer, który wolę trochę bardziej w wersji z 1991, ale wciąż mną, że tak to ujmę, "szarpie". Mocny ładunek emocjonalny tego numeru nie jest w stanie mi umknąć, przepadam, wajbuję, aż chce się drzeć mordę do mikrofonu. Ten marszowy klimat, ale to marsz zombiaków albo po prostu wkurwionego ludu, nie wiem, czy mogło być lepiej. I jeszcze ten fantastyczny koniec, rozpływam się i tyle (w swojej krwi). Republika at its finest once again. No i co... no i nic, koniec, skończyło się, znaczy album, ale nie moja tegojesienna przygoda z Republiką, czas do niej wrócić i to na pełnej. Jeden z tych polskich bandów sprzed lat, które po prostu zasługują na częste ponowne odkrywanie. Jak Sojuz miał Kino, tak Polska Ludowa miała Republikę i dla mnie to są równorzędne sobie grupy i nikt nie zmieni mojego zdania. Bardzo fajna propozycja na raczej taką se jesień. Dziena Smoku <3
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 02 paź 2025 12:22

Republika - 82-85

Mam pewien zgrzyt z Republiką.

Tak, wiem, że zaczęcie od tego zdania może brzmieć jak prowokacja czy tam inna próba zaczęcia od trzęsienia ziemi, ale to klasyczny przykład zespołu, który powinienem cenić sobie o wiele bardziej, niż cenię. Bo niby ich albumy z lat 80 są wybitne, niby single, Białe Flagi, czy nawet fakt, że to jest jeden z tych nielicznych zespółów, które lubię do dzisiaj i które jednocześnie kojarzę w miarę dobrze z dzieciństwa - do dziś chociażby pamiętam reportaż z Wiadomości opublikowany po śmierci Ciechowskiego, który oglądałem mając 9 lat.

Być może to wynika z faktu, że gdy odkrywałem i poznawałem ten zespół samodzielnie, to było to gorącym i upalnym latem AD 2011, które może i było samotne, ale generalnie wspominam je jako beztroskie i szczęśliwe? Odpowiedź brzmi: nie wiem, ale się domyślam. W takim anturażu i, nie ma co kłamać, na ówczesnym poziomie rozwoju intelektualnego ciężko było mi zrozumieć oraz w pełni docenić teksty Ciechowskiego.

Dziś jestem ciut starszy, ciut mądrzejszy, a moje życie jest ciut mniej beztroskie i mam wrażenie, że nawet obiektywnie wtedy było jakoś fajniej niż teraz, a mówię o czasach w których za cholerę nie wiedziałem co ze sobą począć i znalezienie jakiejkolwiek pracy było dla mnie niemal nieosiągalnym marzeniem. I myślę sobie, że to jeden z ważniejszych powodów dla którego powrót do tej składanki po latach był aż tak udany.

Ten ważniejszy jest jednak bardziej lakoniczny - ta składanka to faktycznie kompilacja wszystkiego co najlepsze w starej Republice. Tak sobie myślę, że Robert trafił w sedno twierdząc, że dużo o tej muzyce mówi to, że nie udało się jej zajechać przez jakieś ogranie w trójce, covery, recitale z coverami i cholera wie co - to prosta droga do memifikacji i stania się własną parodią. Słuchając tej składanki totalnie nie zwracam uwagi na to, że połowa tejże to ENDŻOJE i stali uczestnicy polskiego topu wszechczasów.

I chyba nabycie szeroko pojętej wiedzy ogólnej też pomogło mi skumać parę rzeczy, jak chociażby nawiązania do Orwella czy też ogólny nastrój i klimat tego okresu w dziejach historii Polski, w którym ta muzyka jest mocno osadzona i co słychać i czuć praktycznie na każdym kroku.

Jeśli chodzi o utwory, to zamiast utworów dobrych, niezłych i rzetelnych jak to zazwyczaj, mógłbym wymieniać dobre, bardzo dobre i wybitne, ale cóż - wrzucenie składanki takiego zespołu to jest pójście na skróty pod tym kątem. Nie narzekam - fajnie tak od czasu do czasu nie musieć szukać pozytywów na siłę.

W każdym razie bierze mnie tu wszystko, nawet te rzeczy, co to wszyscy zwią "endżojami". O takim Kombinacie czy Białej Fladze chyba napisano już wszystko i to tak z siedem razy, ale w sumie co mnie to wszystko obchodzi. Gdy słyszę Kombinat, to czuję się jak mały żuczek lub trybik w wielkiej maszynie i świadomość braku perspektyw na zmianę sytuacji wręcz przytłacza. No i jakie piękne solo na flecie! A Biała Flaga to utwór dla mnie dość osobisty i szczególny - do dziś pamiętam jak katowałem go latem 2011 i próbowałem się utożsamiać z tekstem, bo jakoś tak wyszło, że w tamtym czasie większość moich znajomych opuszczała mój rodzimy kurwidół na którym wówczas zostałem (co prawda relacje przetrwały jeszcze kilka lat, ale nie psujmy narracji faktami). Piękny utwór, wersja 82-85 naturalnie lepsza od tych późniejszych wynalazków, ale to chyba oczywistość.

Z takich rzeczy, co bardzo lubię jest tu Moja Krew, w której patos wylewa się niczym krew na ekranie spikerów w telewizorach, mównicach i dyskretych lokowaniach, ale bardzo mi się to podoba, bo faktycznie mam wrażenie jakby Ciechowski dokonywał emocjonalnego harakiri, a ja po porstu lubię jak muzyka jest emocjonalna i zawiera wybitne solówki na saksofonie. Miazga.

Z innych "endżojów" tylko nadmienię, że Telefony nadal sobie szanuję i cenię, a w sumie dopiero teraz jakoś tak na poważnie doceniłem Sexy Doll, które może nie tyle przelatywało przeze mnie, co nie czułem tego aż tak. A teraz poczułem. Nie wiem, nie napiszę, że utożsamiam się z podmiotem lirycznym, choć ktoś złośliwy mógłby, ale jest w tym dojmujący i urzekający obraz samotności i braku bliskości, który doskonale rozumiem.

A propos bliskości, to ponowny odsłuch tej składanki pozwolił mi docenić "lirycznego" Ciechowskiego, którego zawsze trochę zlewałem na tego bardziej "społecznego". Sam się sobie dziwię, ale nic nie poradzę na to, że Zawsze Ty (Klatka oraz Tak Długo Czekam (Ciało) to piękne, wrażliwe subtelne i zmysłowe erotyki. O, takie balladki to ja moge słuchać!

Świetne jest też Sam na Linie, z tą może i prostą, ale co z tego, skoro trafiającą metaforą pokazu cyrkowego. Gadające Głowy to jeden z tych utworów, które na tle reszty są tylko i aż dobre, ale nie jestem w stanie nic konkretnego tu napisać, poza tym, że to dobry utwór. I Układ Sił przy którym rzucę może kontrowersyjnym porównaniem, ale słyszę tu echa Planet Caravan - głównie przez to powolne tempo i dość podobny, lekko transowy riff. Lubię takie powolne, walcowe, by nie rzec stonerskie utwory i miło, że na tej składance znalazło się miejsce dla czegoś takiego.

Dobra, co ja będę pisać. Miałem etap w swoim życiu, gdzie uważałem, że Republika jest przehajpowana, nawet w swoim czasie wolałem Lady Pank. xD Ta składanka pozwoliła mi wyjąć oczy z dupy i uświadomić, że to świetny zespół. Ave.
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 03 paź 2025 17:25

Republika – 82-85

No cóż, w naszych bestkach i depeszwizji ukazało się już kilka utworów zespołu Republika i chyba zawsze albo prawie zawsze byłem z nich zadowolony. Może nie na tyle, żeby rzucić się z miejsca na całe albumy, ale to były dobre utwory. Liczyłem więc w przypadku tego albumu, a właściwie kompilacji na coś dobrego. Tym większe niestety przeżyłem rozczarowanie. Walczyłem z 82-85 dzielnie jak zawsze mam to w zwyczaju, choć podskórnie czułem, że i tak nic z tego nie będzie. Ponieważ ten album zawiera w sobie wszystko to, czego w polskiej muzyce nie lubię. Jest głośno, hałaśliwie, chaotycznie. Surowe PRL-owskie gitarowe brzmienie. Niektóre utwory są nad wyraz dziwaczne. Ale największą wadą jest tutaj chyba sam Ciechowski, a raczej jego wokal. Histeryczny, narowisty, wkurzający. Te wykrzykiwane słowa, wręcz wypluwane powodują, że dostaje nerwów. Zastanawiałem się, czemu to wszystko tak tutaj wygląda. Czemu to jest w takiej opozycji w stosunku do większości bestkowych utworów? A odpowiedź jest bardzo prosta. 82-85 to jest wczesna Republika z lat 80’. Jakaś narowista, dzika, nieokrzesana. Dla kogoś to będzie zaletą. Dla mnie jest akurat wadą. Bo uważam, że bardzo dobrze się stało, iż Ciechowski i spółka poszli potem w zupełnie innym kierunku. Zespół zgrzeczniał, zmężniał, dorósł do poważniejszych rzeczy. W późniejszym okresie grali lepiej, dojrzalej. Było dużo elektroniki, piosenki były przemyślane, wokal też z zupełnie innej planety. Tutaj jest jak jest. Na pewno nie jest to dobra muzyka dla mnie.

Kombinat od razu wali słuchacza w ryj swoim surowym brzmieniem, swoją dziwacznością. Ciechowski drze jape w kuriozalny sposób. Jest strasznie wojowniczy. Mnie to totalnie nie pasuje. Niezły jest bas i ciekawy flet. Ale ogólnie nie polubiłem się z tym utworem.
Gadające głowy były w 2 kolejce bestki. Wieki temu. Sprawdziłem sobie co wtedy o tym pisałem. I w sumie już wtedy nie byłem zachwycony. I nadal nie jestem. Melodia nie taka zła, gitary też ok. Ale sposób prowadzenia wokalu z rodzaju właśnie tych wkurzających. Urywane i wypluwane sylaby, kuriozalne wręcz gdakanie – to nie dla mnie. Wokal niszczy ten numer już na starcie.
Układ sił jest wyraźnie lepszy od dwóch poprzednich utworów. Jest jakiś fajny rytm, jakiś klimat. W ogóle nie wiem czemu, ale jak tego słucham to mam wrażenie, że to jakiś soundtrack z Podróży pana Kleksa. Pasowałoby idealnie. Ale to żadna obelga – wręcz przeciwnie. Nawet fajny ten utwór. I o dziwo nieźle buja. Jest spoko.
Sexy Doll powraca znów bardziej w stronę dwóch pierwszych utworów. Choć nie do końca. Brzmienie ala Lady Pank. W latach 90’ na spokojnie bym to kupił. Teraz już z tym gorzej, ale ogólnie nie jest źle. Linia melodyczna też niezła. Znowu najsłabszy wokal, choć nie jest aż tak wkurzająco jak w paru innych utworach. Krótko mówiąc taki średniak.
Telefony to jeden z trzech utworów, które kojarzyłem/słyszałem. Melodia spoko. Gitary spoko. Ale ten Ciechowski nie ma dla mnie litości. Wokalne wygłupy dają w kość. Szkoda, bo mogło być lepiej. Ale i tak nie skreślam tego numeru. Jak na ten album jest i tak ok.
Biała flaga to znany mi oczywiście utwór. Jest przebojowo, melodyjnie. Wciąż nie jest to moja bajka, ale umiem jednak docenić. Dobry rytm, perka, gitary, melodia. Pan Grzegorz nawet do przełknięcia, choć ma momenty gdakania. Ale jest ok.
Zawsze Ty to jeden ze spokojniejszych utworów. Od razu jest jakoś fajniej. Dobrze to brzmi. Fajne pady w tle. Lubię takie brzmienia. Ciechowski też wyjątkowo spokojnie śpiewa. Klawisz ala trąbki fajnie brzmią. W środkowej fazie zespół jednak nie wytrzymał i robi się znów hałaśliwie. Na szczęście tylko na chwilę. Ale generalnie spoko utwór.
Tak długo czekam to chyba najlepszy moment albumu. Robi się bardziej popowo niż rockowo. Dosyć nastrojowo i klimatycznie. Te klawiszowe dźwięki w tle dobrze brzmią. Bas też dobry. Chórki bardzo spoko. Naprawdę ładna piosenka. To już taki trochę zespół, jaki miałem nadzieję od początku usłyszeć.
Sam na linie to znowu bardziej szarpanie druta. Ale nie jest jeszcze tak najgorzej. Mimo tego rockowego stylu da się tego nawet posłuchać. Mówiony fragment taki sobie, ale już tam kij z tym.
No i na koniec Moja krew. Utwór taki trochę podniosły, z pewną dawką patosu. Generalnie raczej lubię takie klimaty, chociaż tutaj mi one niewiele robią. Po prostu posłuchałem, zapomniałem. Nie ma o czym mówić.

No i to by było na tyle. Męczyłem się z tym albumem szczerze mówiąc. To nie jest moja nuta. Nie lubię takiego rocka. Nie lubię takiego darcia japy przez wokalistę. Jeszcze kiedyś miałem chwilową fazę na polski rock, ale to dawno i nieprawda. Republika z lat 90' jednak o niebo lepsza, dojrzalsza, choć nadal nie potrafiąca mnie skusić na dobre. Pierwsza część albumu wyraźnie słabsza. Druga połowa już lepsza. Nie wiem - może te utwory są jednak trochę późniejsze. Może zespół z czasem łagodniał i stąd bardziej stonowane, spokojniejsze brzmienie. Tak sobie tylko gdybam. Parę momentów dobrych tutaj znalazłem, ale generalnie raczej kciuk w dół i rozczarowanie. Powrotów nie wróżę w żadnym przypadku.
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 03 paź 2025 18:49

Dziękujemy za szczerą opinię i przypomnienie (mi przynajmniej) że Gadające Głowy były w utworowej - całkiem już o tym zapomniałem.

Smoczy magister proszony o posłowie
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 03 paź 2025 20:03

Gadające Głowy to był sam początek bestki, łezka się kręci .
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 03 paź 2025 21:10

Milion lat temu.
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 03 paź 2025 21:23

Też zapomniałem o republice w naszej drugiej ukochanej zabawie
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 03 paź 2025 22:03

A potem będą duble w dwizji
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 04 paź 2025 00:37

@Jacek: Kurde, patrzyłem ostatnio za Selekcją Obywatela w Empiku i niestety wyparowały, 82-85 też widzę znacznie rzadziej. Czas wreszcie kupić, a nie katować jutuby czy pliki z laptopa heh Szanuję porównanie do Kryzysowej, choć ze względu na studenckie czy ogólnie alkoholowe eskapady i doświadczenia stawiam oba numery (+ Telefony) w innych ligach. Oczywiście nikt rzuci tak JAKOŚCIOWEJ kompilacji, wiadomo... Nie lubię pierwszego Obywatela, bo to ani trzecia Republika, ani taki dobry plastik jak na Tak Tak. IMO najlepsze wersje tamtych utworów wyszły właśnie tutaj, pierwszej solówki praktycznie w ogóle nie słucham, tam Grzegorz przekombinował strasznie.

@Hien: Do dziś nie przesłuchałem 1991 w całości. Pewnie część materiału polubię tak samo jak The Mix, Aero i inne podobne projekty, ale klasykę klasyk muszę sięgać w rodzinnym stylu, czyli bez żadnych urozmaiceń. W kwestii późnej pierwszej Repki to ja mam słabość do nagrywek koncertowych popełnianych przez Potocką. Stąd m.in. pół toples fotki Ciechowskiego wycięta z jego z koncertów właśnie podczas grania Ciała, które kiedyś wrzucałem na Instagram np.. Sam wykon też baardzo dobry.

@Musiał: Na szczęście dla samej muzyki jej potężna ekspozycja medialna skończyła się jeszcze w pierwszej dekadzie XXI wieku, a przynajmniej takie mam wrażenie. Lubię te porównania do Joy Division czy Talking Heads... też mi się udzielają czasem.

@Seba: Byle parodia nie objawiła się w kwestiach czysto finansowych wokół ostatniej partnerki Ciechowskiego... z drugiej strony aż za dobrze Republika wygląda, by coś bardzo polskiego się nie przykleiło i grało pasożytniczo na dorobku. Panowie ze składu klasa, te ich aktywności dookoła po prostu mnie nie grzeją, ale nie są zajeżdżaniem. Szanuję za brak wzmianki o późniejszych wersjach Sexy Doll, plastik fantastik wyszedł im tylko dosłownie raz w Trójce w 1991 roku, gdy jeszcze oryginalny basista z nimi grał. Potem smęconko... do czasu. A Lady Pank do Zawsze tam gdzie ty kulturalny zespół. Potem karykatura, chlalnia i z trzy udane piosenki.

@Wuja: Jak dla mnie Ciechowski dopiero na Mamonie znowu zaczął tekstowo dostarczać. Hien ładnie pisze o tekstach (szczególnie to dotyczy Repki marzeń). Seks w porządku, ale popędy warto realizować inaczej niż w poezji i w ten sposób... dopiero płyta z krową przynosi coś ciekawszego nawet w tej kwestii. Nie sądzę, żeby była nieokreszana. Ot, taka ekspresja, której zresztą GC nigdy się nie pozbył. Lubię koncerty Republiki z 2001 roku, bo tam znowu grali tak szybko jak na początku przygody artystycznej. Takie Sexy Doll, Kombinat czy Śmierć w bikini to są idealne wykony klasyki. Jak na zespół z punkowym, artystycznym rodowodem nie ma większej chamówy czy niedojrzałości. Rozczarowanko podejściem, ale za chwilę zapomnę.

Siadam do kolejki... albo Repka Opole 2001 najlepiej ;) Proszę zapodawać ten clubbing, panie Mudżyn!
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 04 paź 2025 09:17

Jadziemy.

Martyn - The Air Between Words
(2014)


stripped pisze:
01 sie 2025 12:21

Płyta będąca dla mnie chyba najwierniejszą pocztówką dźwiękową jesieni 2016 roku. Szczególny czas zmian w moim życiu, koniec jednego życia i początek nowego zarazem. Ale zacznijmy od początku...

A na początku było... nie, tym razem nie GTA ale jeden z jego klonów czyli Sleeping Dogs, gra w którą nigdy nie grałem ale o której wiedziałem że jest kolejnym podobnym sandboxem oraz że tak jak i GTA posiadało w grze różne stacje radiowe z muzyką. Jedną ze stacji było Ninja Tune Radio, grające - zero zaskoczenia - muzykę wydawaną przez artystów wytwórni Ninja Tune. Ja coś niecoś słyszałem już o tej wytwórni, wiedziałem choćby że Skalpel wydawali u nich płyty i generalnie wydają dużo różnej ciekawej muzyki elektronicznej. Po pozytywnych doświadczeniach z różną elektroniką z GTAV postanowiłem iść za ciosem i szperać dalej, tak zacząłem śledzić ich kanał na YouTube. Tam natrafiłem na muzykę Martyna a właściwie Martijna Deijkersa, holenderskiego DJa, producenta a także założyciela labelu 3024 (z tego co czytam wydawali choćby muzykę Leona Vynehalla). Na samego Martyna zwróciłem prawdopodobnie uwagę ze względu na utwór Glassbeadgames z wrzucanej przeze mnie dziś płyty w którym gościnnie brał udział Four Tet, a to była postać którą z kolei kojarzyłem już z GTA V i znałem nawet jego jeden album. Tak rozpoczęła się moja przygoda z The Air Between Words.

Jest to album elektroniczny, w dużej mierze podszyty klubowym sznytem ale takim bardziej undergroundowym, niektóre z zawartych tu utworów przyjemnie bujają basem ale w połączeniu z dość oszczędnymi aranżami odrobinę przywodzą mi na myśl skojarzenia z jakimiś przydymionymi klubami techno gdzieś w środku głuchej nocy. Do takich należy z pewnością Empty Minds, to był mój ulubiony numer na początku poznawania tej płyty. Poza nim w podobnym stylu jest Like That z takim nieco "niegrzecznym" samplem wokalnym czy Two Leads and a Computer które kojarzą mi się z trochę wczesnymi nagraniami sceny Chicago house albo może bardziej Detroit techno nawet. Przyjemnym, nieco bardziej radiowo brzmiącym (jeśli nie najbardziej) numerem jest Love of Pleasure którym też się zajarałem w tamtym czasie. Wyróżniającym się jak dla mnie kawałkiem jest też Drones które kojarzy mi się najbardziej jesiennie ze wszystkich na albumie ze względu na żywe brzmienie perkusji i jazzowe elektryczne pianinko (swoją drogą całkiem zapomniałem że dalej numer robi się bardziej kwaśny). Gdybym miał z kolei wskazać co mi nie leży tu bez wątpienia wskazałbym na zamykający album utwór Fashion Skater ze specyficzną linią klawiszowych smyczków, ten numer dopiero podoba mi się w swojej pianinkowej końcówce która o wiele bardziej klei mi się z wajbem tego albumu. Generalnie całość przez swój nieco noirowy klimat tworzy właśnie mój soundtrack na długie jesienne wieczory.

Słuchałem tego albumu w listopadzie 2016 roku kiedy po latach odezwałem się do mojej dawnej znajomej, niewinnie proponując spotkanie po latach a jak to się skończyło wszyscy już wiemy - dziś jest moją żoną i razem wychowujemy syna. To był czas kiedy szukałem stabilizacji w życiu, kurz po miłosnych zawirowaniach opadł a codzienność zżerała mi samotność, tak naprawdę chciałem po prostu towarzystwa kogoś komu jeszcze byłem w stanie ufać, nigdy bym nie przypuszczał że z tego jeszcze coś się wykluje. To były ostatnie miesiące mojego dawnego życia i początek nowej, lepszej drogi. Również czas właśnie nowych muzycznych horyzontów bo wraz ze śledzeniem Ninja Tune obok Martyna poznałem jeszcze innych artystów i otwierałem kolejne nieznane dotąd kanały z których czerpałem garściami, rozpoczęła się era intensywnego siedzenia na YouTube i przyswajania coraz większej ilości muzyki. Dziś dostajecie ode mnie właśnie muzyczny wyrywek z początku tej drogi.

https://youtube.com/playlist?list=OLAK5 ... TSZXotcK8Z
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup