Best of Forum VIII

Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Re: Best of Forum VIII

Post 19 paź 2025 21:34

Kanye West - Say You Will

Kanye West - dziwny człowiek. Kiedyś czytałem o nim artykuł i nie mogłem się nadziwić, co to za kosmita. Te jego wyssane z palca opowieści, jakieś dziwne teorie, styl ubierania się, zachowanie w różnych sytuacjach. No ma facet jakiś problem sam ze sobą. Ale jednego mu odmówić nie mogę - najwidoczniej gościu się zna na tworzeniu muzyki. Bo co pojawi się w bestce, to jestem bardziej niż zadowolony. Sam z siebie posłuchałem kilka losowych jego utworów i też byłem kontent. Ale Say You Will podoba mi się naprawdę wyjątkowo. Kto mnie zna to się raczej temu nie dziwi. Bo jest tu wszystko to, co lubię w muzyce. Tony klimatu, garść smuteczków, dobre brzmienie. Piękna melodia ładnie obudowana dźwiękami. Te klawiszowe akordy w tle są ekstra. Bardzo takie rzeczy lubię. Ich brzmienie przywodzi mi na myśl bardzo podobne, niby gotyckie chórki z klawisza z gry Blood 2: The Chosen. A tam klimat był ponury i gęsty jak smoła. Monotonne pykania przez cały utwór też spoko. Fajne bębny. Brzmienie jest w sumie dosyć oszczędne, ale działa to tylko na plus. No i fantastyczny wokal Westa. Nie jestem fanem auto-tuna, ale ta odrobina efektów nałożona na jego głos nie jest tutaj dla mnie problemem. Podoba mi się też fakt, ze praktycznie druga połowa utworu jest instrumentalna. Świetny zabieg. Podsumowując - piękny utwór. Jacek obiecał powroty do Westa. Jak tego nie zrobi, to sam to zrobię.

Camouflage - Winter

Camouflage znam prawie tak samo długo jak Depeche Mode. Już moi koledzy z technikum się postarali o to, żebym się zapoznał z ich muzyką. Słuchałem ich pierwsze albumy bardzo intensywnie. Potem po Bodega Bohemia nieco o zespole zapomniałem, ale dzięki naszemu forum znowu powróciłem do Camouflage zapoznając się z nowszymi albumami. Wciąż najbardziej lubię te najstarsze, ale i później było sporo fajnych rzeczy. Winter niewątpliwie do nich należy, chociaż muszę się przyznać bez bicia, że dotychczas nie znałem tego utworu. A utwór jest oczywiście bardzo dobry. Bardzo dobra i chwytliwa melodia. Klimatyczna aranżacja. No i głos wokalisty, który od lat niezmiennie uwielbiam. Dev pisze o zapamiętanym obrazku, gdy słuchając tego utworu stał w oknie krakowskiej kamienicy paląc szlugi u progu zimy. Niby nic szczególnego, ale ja to rozumiem, bo mi też często muzyka potrafi się kojarzyć z jakąś z pozoru nieistotną chwilą, z jakimś miejscem, gdzie się dany utwór słuchało/poznało.

Tex Murphy Quartet – Brew and Stew

Hien ponownie wrzuca jazzowy utwór i ponownie jest on całkiem przystępny. Pamiętam jak się krzywiłem parę miesięcy temu na zapowiedzi Kuby, że jesień zdominują u niego jazzowe utwory. Pomyślałem - "jak można tak fajną porę roku marnować na jakiś jazz". Ale okazuje się, ze ta muzyka bardzo dobrze wypada w towarzystwie jesieni. Wciąż fanem jazzu nie jestem, ale naprawdę nie mam póki co problemu z tymi utworami. Nie znam niestety gry, o której w opisie mowa. Za to Brew and Stew znowu mocno kojarzy mi się z kreskówką Tom and Jerry. Tam taka nuta leci cały czas i świetnie do tej bajki pasuje. Nie miałem okazji posłuchać tego na grzybobraniu, bo ostatnio nie byłem w lesie. Ale mogłoby być nieźle. Choć jednak w lesie pewnie chętniej sięgnąłbym po coś bardziej z mojej jesienno-leśnej bajki.
Podsumowując fajny i przystępny dżezik. I co ważne nie przesadnie długi. Bo właśnie tych dłużyzn się najbardziej w przypadku jazzu zawsze boję.

Magazine - Parade

Utwór rzeczywiście taki z mentosowej bańki. Nie zawsze te utwory mi się podobają, ale tutaj jest ok. Dosyć melodyjnie, dużo pianina, fajna perkusja. No i saksofon robi robotę. Jedynie te ograny w czwartej minucie mi się nie podobają. Za bardzo zajeżdżają mi jakimiś doorsami, których nie trawię. Seba jak zwykle ma w zwyczaju w swoim opisie bardzo niewiele napisał o samym utworze. Parade kojarzy mu się z jakimiś niezbyt pozytywnymi wspomnieniami. Jak tak sobie pomyślę, to nie potrafię chyba znaleźć u siebie muzyki, która kojarzyłaby mi się z jakimiś negatywnymi przeżyciami. Jak już, to raczej muzykę kojarzę z dobrymi momentami, wspomnieniami. Albo co najwyżej neutralnymi. To chyba dobrze. Może to znaczy, że miałem jednak całkiem dobre życie. I niech już tak zostanie.

Tangerine Dream - In 256 Zeichen

Jest i kolosik od Dragona. Na początku trochę się nudziłem. Mało znam TD i po prostu te ich instrumentale są dla mnie do pewnego momentu nie do odróżnienia. Musiałbym chyba poświęcić tej muzyce wiele miesięcy, a może i lat słuchania, żeby czuć się w miarę obeznanym. Ale okazało się jednak, że jest to dobry kawałek muzyki. Trzeba tylko trochę się z nią osłuchać. Fajnie brzmi ta elektronika. Utwór z rodzaju tych "kosmicznych" chyba. Przynajmniej pierwszy fragment tak mi się kojarzy. Potem następuje jednak coś, co powoduje, że już tego utworu raczej nie pomylę w przyszłości z niczym innym. A mianowicie skrzypce. Ten fragment jest naprawdę świetny. Skrzypcowe arpy i super bas. Tutaj z przestrzeni kosmicznej moje myśli kierują się już raczej gdzieś w okolice górskich rejonów Szkocji i Irlandii. Tak mi ten klimat jakoś pasuje do deszczowych i mglistych wyspiarskich krajobrazów. Potem następuje jeszcze jeden fajny segment. Przekonałem się do tego utworu po kilku odsłuchach. I myślę, że czasami mogę tu wrócić.

Znowu dobra kolejka. Forum w formie.
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 19 paź 2025 22:10

Kanye West - Say You Will

Ta edycja będzie generalnie stać pod kątem nieznanej mi twórczości wykonawców któych znam od zawsze lub prawie zawsze. Jako pierwszy wleci artysta o którym mógłbym powiedzieć wiele, o ile nie musiałbym pisać o nim wyłącznie w superlatywach. Tu jednak był na tym etapie na którym jeszcze nie było blisko do Choroszczy dla niego. Dziwna sprawa generalnie, bo generalnie to vocoder jest dla mnie narzędziem szatana, a ten efekt z rozrusznikiem faktycznie brzmi jakby ktoś tam w studio włączył Ponga czy inną gierkę na Atari i zapomniał wyłączyć nagrywania. W sumie ten patos powinien być dla mnie niesłuchalny i nieznośny, ale może to backstory Murzyna, może to Maybelline, a może to ja, ale jakoś to, cholera, działa, choć niby nie powinno. Props.

Camouflage - Winter

Nie wiem ile razy tu to pisałem, ale ciągle jestem w szoku związanym z faktem, że Musiał mieszkał w bliskim mi mieście w okresie gdy ja w nim często bywałem, bo nawet mimo bycia aktywnym DEWOLAJEM w owym czasie ni siusiaka nie pamiętam jakichkolwiek wzmianek na ten temat. To może być powiązane z faktem, że ja wiele wydarzeń z tamtego okresu w swoim życiu wyparłem, bo jaki byłem - koń widzi. Jaki jestem - też widać. Na szczęście fandom DM nie był w stanie mi zepsuć mi życia ni popularnych KAMUFLAŻY (wiem, że nikt tak na nich nie mówi), więc mogę z czystym sumieniem napisać, że słyszę tu echa naszego ukochanego zespołu z okolic SGR, aczkolwiek też jest coś na rzeczy z syntezatorami przypominającymi Tangerine Dream. Nie chce mi się szukać kolejnych porównań, bo boje się, że obrażę całe forum, więc poprzestanę na dwóch osobach. W każdym razie kupiłbym to zapewne w ciemny, październikowy wieczór w Krakowie 14 lata temu, kupuję i teraz.

Tex Murphy Quartet – Brew and Stew

Tbh dwa razy w życiu byłem na grzybach i nie mam nic ciekawego do powiedzenia na tych eskapad, bo to było dawno temu i pamiętam głównie to, że było zimno, ciemno oraz trzeba było wcześnie wstawać - czyli niby spoko, ale z jednym dużym red flagiem. Czerwonych flag nie dostrzegam w tej muzyce, ale też nie jestem w stanie napisać o niej nic niesamowicie oryginalnego i błyskotliwego, bo po prostu brzmi jak JAZZOWY SOUNDTRACK do gierki. Miałem napisać, że mam wrażenie, że w jakiejś to słyszałem, ale na bank nie grałem w żaden tytuł Texa Murphiego i tbh gdyby nie to forum bym pewnie nawet o tym uniwersum nie słyszał. Domyślam się, że ten kontekst robi robotę, ale i bez niego słucha się tego przyjemnie, bo jak to mawiał ktoś tam - fajny jazz jest fajny. Leci okejka.

Porcupine Tree - Heartattack In a Laybay

Wilson-Śmilson. Jestem rozdarty między obozami, ale przyznaję, że w sumie to forum sprawiło, że go nie słucham sam z siebie - kiedyś zdarzyło mi się go puścić raz na ruski rok, teraz wiem, że nie ma potrzeby, bo pewnie wleci tu w takim lub innym kontekście. O stopniu mego rozdarcia niechaj też świadczy fakt, że w sumie to cieszę się, że akurat wleciał ten konkretny utwór. Powód jest lakoniczny - znam in Absentię od lat, mam ten album nawet na CD, ale nie słuchałem go wieki. I ten utwór siłą rzeczy też znam od lat, ale też go nigdy jakoś sam z siebie nie włączałem i nawet nie zwracałem jakieś większej uwagi. Nie wiem dlaczego, bo jestem łasy na ładne harmonie wokalne takie jak w końcówce tego utworu. No ładne to i lepiej to dostrzec po 15 latach niż wcale czy coś.

Tangerine Dream - In 256 Zeichen

Ja nie będę ukrywać, że Tangerine Dream po soundtracku do Thiefa średnio mnie interere - odnotowałem ich obecność w GTA 5, przesłuchałem z czystej ciekawości poznawczej jakąś płytę na której coverowali Alphaville (zawsze wydawało mi się to być groteskowe), ale dajcie mi spokój - nie ogarnę tego miliona płyt i miliarda nazwisk, które w tym projekcie partycypowały. Autoparodii nie dostałem, dostałem za to porcję rzetelnej i dobrej muzyki inspirowanej berlińską elektroniką (a niekiedy to i nawet samymi Mandarynkami, bo mam wrażenie, że w okolicach 4:30 pojawia się motyw z Rubyconu). No i jest dobra, jest fajna, ale jednak ta nazwa mi tu ciąży, bo gdyby to był jakiś randomowy projekt o randomowej nazwie to bym pochodził bez większych oczekiwań, a jednak widząc nazwę TD domagam się rzeczy WIELKICH. Ale to już tylko i wyłącznie mój problem.

Pod kątem odkryć bardzo mocna kolejka, pod kątem muzyki - również klawa. Git jest.
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 20 paź 2025 01:17

Kanye West - Say You Will

Kojarzę to zjawisko aż za dobrze. Terapeutyczna, czyli nie jakoś wyjątkowo uspokajająca czy stonowana, atmosferyczna. Bardziej jak przekaźnik emocji, ułatwienie czasu intensywnych doznań, zawsze wyjątkowo osobista bez niewiadomo jak racjonalnego powodu obecności. Z podobnych względów np. nie potrafiłem dłuższy czas wracać do niektórych utworów King Crimson czy Radiohead... Po pewnych incydentach w ostatnim czasie nie słucham już tego samego Kanye Westa. Lubię konteksty, dlatego jednocześnie szanuję tę historię, do pewnego stopnia utożsamiając się ze zjawiskiem, ale ośmieszenie kariery artystycznej jakoś sprzyja trudnościom przy słuchaniu czegoś z czasów niebycia postmodernistycznym klaunem. Dla mnie jest lekko, aż zbyt lekko jak na głębokie kminki osobiste. Elektroniczne ozdobniki bardziej podbijają rytm, mamy taki delikatnie rozbujany marsz. Chórki jak z paczki, autotune, mocno zbite z patosu, natchnienia i nadmiaru. Naprawdę spoko, ale druga część instrumentalna kompletnie zbędna.

Camouflage - Winter

Nie mam za bardzo nastroju na gruntowne śledztwa, więc oprę się o samą wrzutkę musiałową bez dalszych poszukiwań. Numer jest całkiem okej. W wielu miejscach panom Niemcom się rozłazi, jest trochę za długi, dżemik klawiszowy niezbyt zgrabny, a nie dodatków w mostkach jakby za dużo, ale poza tym... Z pewnością całkiem godna gratka dla fanów sięgających daleko poza kran z piwem i darcie japy. Słychać, że jednocześnie czuć ambicje oraz lekkość samego pomysłu odtworzenia numeru w innej stylistyce (?). Synthpopowa ballada odmalowana w naprawdę przyjazny sposób. Po Spice Crackers wiem, że potrafili jeszcze bardziej wykręcić temat, zatem taka ostrożność procesowa z delikatnie wysuniętym kciukiem do góry, ale bez zachwytu. The Sound zostanie jako późnogimnazjalny fant z czasów walki z przyjacielem szkolnym o zespół, o to, czy faktycznie ta znajomość ma sens... też właściwie znam bardzo dobrze ichniejszą dwójkę w dyskografii. Bardzo dobra płyta!

Tex Murphy Quartet - Brew and Stew

Uważam to za bardzo fajne, gdy słychać wyraźnie moment odejścia od konwencjonalnej gry do rozimprowizowanego odpału. Odegrany midi standard, fajrant, możemy faktycznie dołożyć siebie. Wciąż w dość potulnej, barowo-kawiarnianej atmosferze, ale z chwilami wyraźniejszej ekspresji, co na plus. Bez kontekstu nie umiałbym bardzo wyraźnie odróżnić od rzeczy zwyczajowo wydawanych i grywanych publicznie w tym gatunku. Muzyka ciepła ogniska domowego, pozytywnego spowolnienia obrotów, taak. Im dalej w las, tym naprawdę brzmi to coraz lepiej. Niezobowiązująca przyjemność ze skromnymi fajerwerkami. W tej stylistyce to i tak dużo. Nie wiem, czy uratuje przed byciem ot jazzową ciekawostką w historii bestki, ale potencjalny hejt kompletnie niezasłużony.

Porcupine Tree - Heartattack In a Layby


Solowy Wilson to jest kserowanko bez mydła, wbrew pozorom znacznie bardziej cenię sobie to, co słyszałem w ramach Porcupine Tree. Pohamowane lejce wodolejstwa, naddatku artystowskiego i rozmachu aranżacyjnego czynią właściwe cuda. Aż przypomniał się pierwszy naiwny odsłuch Fear of a Blank Planet, gdy wreszcie ten emo progresywny rock trafił pod kopułę. Klimatyczny aranż, z marszu robi się późny wieczór przy bezchmurnym niebie. Wilson wokalnie wyjątkowo bardzo mi się podoba, szczególnie końcówką wygrywa, czemu on to tak rzadko robi? Udało się nagrać coś bez wrażenia dopieszczenia i dospuszczania nad każdą sekundą, zostaje tylko pewne satysfakcjonujące uczucie w uszach, nic się szczególnie nie ciągnie. Mam zdecydowanie za dużą kolejkę do odsłuchu, ale In absentia chyba zasługuje na moją skromną uwagę. Taki SW jest najlepszy.

Magazine - Parade

2013 rok zacząłem spacerami z koleżanką po Podzamczu z Heaven i innymi depeszowymi kawałkami na ustach, a skończyłem z myślami o zapuszczaniu włosów i słuchaniu metalu dla lepszego wejścia z świat mojej nowej wówczas miłości życia. Seba lubi z natury wrzucać takie dobrze popieprzone rzeczy wobec wyjściowych gatunków i stylistyk. Rozteatralizowany punk z mega brytolskim akcentem, specyficznie doomerskiem klimatem osaczenia. Lubię te wrzutki, bo uzmysławiają mi, że w sumie to jeszcze przynajmniej powinienem poznać drugie tyle tego, co do tej pory. Cały czas coś potrafi zaskoczyć. Może nie zawsze kliknie, ale w końcu samo doświadczenie już przynosi elementarne zmiany. Nie mam za dużo punktów zaczepienia. Strzeliste syntezatory, perkusja jak z jaskini, ten wokal, wyjątkowo DZIWNE. W czasach domowego zanurzenia pewnie dałbym znacznie więcej czasu. Mimo to współcześnie bardziej jak ciekawostka, przynajmniej jak na te pojedyncze odsłuchy w minionym tygodniu, c'nie.
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 20 paź 2025 01:18

Sorrow - Homesick (2019)

Nocne chwile refleksji i rozbłysk czegoś świeżego. Powrót z czeskiej wyprawy, kolejnej sympatycznej odskoczni od bujanki wałbrzysko-wrocławskiej. Przez lata wybycie poza Miasto Zielonego Dębu było czymś zupełnie nieosiągalnym. Od czasów gimnazjalnym wewnętrznie walczyłem z tym uczuciem... nie wiem, pogrążenia? zatopienia się w czymś bez reszty bez podmiotowego wpływu? Ostatnie lata były bardziej wrocławskie. Spojrzenie z dystansu ułatwiło dojście do pozornie banalnego wniosku, a przynajmniej stało się to zupełnie oczywiste. Niby nie ma miejsca jak dom, ale gdy był świadkiem wyjątkowych zlotów, a przede wszystkim upadków, potrafi przygniatać wagą wspomnień. Pamięć przestrzenna bywa wyjątkowo wredna i parszywa. Temu wszystkiemu sprzyja upływ czasu, dojrzałość, porządkowanie życia na nowo, zupełnie po swojemu. Niektóre rzeczy zmieniają się gwałtownie bez naszego działania, pozostaje tylko nieznośna bezradność, wejście w rolę kompletnie biernego widza. Mam tak, gdy przejeżdżam koło swojego przedszkola na Szczawienku. Dawniej miejsce magiczne, dziś opuszczona willa prezentująca się wręcz upiornie w otoczeniu rozrośniętego, spuchniętej filii Ronala. Już w latach dziecinnych było to dość dziwne. Teraz sprawia wrażenie miejsca czekającego na wyrok kapitalistycznej bezdusznej maszyny mielącej. Rodzinne mieszkanie ostatnio przeszło kolejną ewolucję ustawienia mebli i tym podobnych pierdółek. Pewna stałość uległa przekształceniu. Konkretne kąty już nie będą takie same. Z drugiej strony może w tym być jakaś świeżość. Akurat w tym przypadku zmiany wizualne łączyły się z relacjami osobistymi. Perspektywa dla starszych lokatorów rysuje się bardzo pozytywnie, piękna klamra wieloletnich starań o poprawę.

Wałbrzych... uwielbiam podróżować, lubię się zderzyć z zupełnie "nieswoim" otoczeniem, Wrocław też będę mieć w serduszku też do końca, ale to pod Chełmcem i Borową wszystko się zaczęło, uporządkowało, ciągle coś dla mnie szykuje. Homesick. Dla mnie jednocześnie nostalgicznie, zgodnie z literą słownikową, ale i sick po prostu, czyli czasem męcząco, chorobliwie nieprzyjemnie. Tak się waha osobisty stosunek na przestrzeni lat. W ogóle nie jestem zdziwiony, gdy widzę, że poznałem tę EPkę w czasach pandemicznych wariacji. Zaczynam studia, myślę sobie, zaczynam bezpowrotnie uciekać, a tu nagle marzec i wszystko w pizdu. Po kilku tygodniach znowu odnalazłem coś dla siebie w rodzinnych stronach. Dłuższe spacery, zwiedzanie kolejnych, dawniej pominiętych skwerów, uliczek, zakamarków. Kawałek atmosferycznego klubowego bujania wyjątkowo pasuje mi do tego zestawienia. Jakbym się szykował na deja vu.

https://www.youtube.com/watch?v=npe2R7LQqlY
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 20 paź 2025 01:21

mintaj pisze:
19 paź 2025 22:10
Tangerine Dream po soundtracku do Thiefa średnio mnie interere
Hyperborea, Poland, Underwater Sunlight... obowiązkowo do nadrobienia :twisted: Do odejścia Franke to jeszcze jest TEN zespół, do odejścia Haslingera paliwo się totalnie wyczerpie. Potem tylko pojedyncze płyty aż do 2014 roku, ale wyjątkowo ostrożnie z pomagierem najlepiej.
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 20 paź 2025 09:23

White Lies - Give It Up (2012)

White Lies to taki sobie zespół indie/alternatywny/nowofalowy (to ostatnie do pewnego stopnia), co to powstał w Londynie w 2007 roku. Z innych ciekawostek to swoje pierwsze trzy albumy wydali w tej samej wytwórni, co to The Cure napędzała przez pierwszą ponad dekadę ich kariery. Od razu powiem, znam jedynie nazwisko ich wokalisty o specyficznym, dość głęboko brzmiącym głosie (nie jest to poziom Toma Smitha z Editorsów, no ale coś w tym, powiedzmy, stylu), który zwie się Harry McVeigh, oraz że znam tylko pół jednego ich albumu (ostatniego zresztą, z 2022 roku) o tytule As I Try Not to Fall Apart. Niewiele w sumie.

Ale zacząłem się z nim zapoznawać po wielu latach od usłyszenia kawałka, który Wam tutaj, PT Koledzy, wrzucam. Kawałek ten to cover, i to nie byle jaki, albowiem to cover Talk Talk. Został on zorganizowany na potrzeby wypuszczonej w 2012 roku kompilacji Spirit of Talk Talk (wydaje mi się, że jej temat był poruszany tutaj na forumie wtedy, no ale to dlatego, że aż dwa kawałki zapodał tam Recoil), która, no, prezentowała słuchaczom covery różnych kawałków od Hollisa i spółki. Tbh byłem na nią napalony jak szczerbaty na suchary, a okazała się lekkim rozczarowankiem, a to z kilku powodów, niemniej jednak ważnych.

Numery się, kurde, powtarzały i w ogóle koncentrowano się głównie na późniejszym okresie ich twórczości olewając niemal doszczętnie takie The Party's Over (poza jednym notable coverem, zresztą utworu tytułowego). Nie odbiłem się jednak w całości, znalazłem sobie przynajmniej dwie piosenki, do których wracałem niby pojebion. Jedna z nich to właśnie Give It Up od White Lies. Nieironicznie uważam, że goście tchnęli w ten utwór zupełnie nowe życie dodając mu jeszcze większego kolorytu beznadziejności (to raczej anty-kolorytu hehehe), McVeigh wyjękuje tekst nie gorzej niż sam Legendarny Mark, zaś oprawa muzyczna...

No, nowoczesna, to na pewno. Hipsterska trochę wręcz. Niemniej jednak wciąż numer się dla mnie broni. Po Winter robimy fast forward niemal o rok, mieszkam już w Warszawie, choć dopiero od niecałego miesiąca, mam mało hajsu, jesień smętna, ja smutam za E., choć minęło już sporo czasu, niby zdążyłem poznać pierwszych ludzi na miejscu (parę dni temu byłem z nimi na grzybach lol), ale problemy ze studiami, ale problemy z pracą, serduszko połamane i w ogóle "gotta give it up". Szare bloki Targówka też nie pomagały. Ani wymięta paczka czerwonych marlboro w dziurawej kieszeni płaszcza... ani w ogóle nic.

Ale, kurde, klimat! Ja pamiętam jeszcze stołeczne Ikarusy i 13N. Ciekawe, czy one pamiętają mnie.

https://www.youtube.com/watch?v=84i3jA- ... rt_radio=1
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 20 paź 2025 10:52

Barry Adamson – The Beaten Side of Town

Barry Adamson to bardzo interesujący muzyk i wokalista, ale nie będę wklejał tutaj Wikipedii, jeśli macie ochotę to sobie poczytajcie kto to jest. Napiszę tylko, że facet zaczął od nagrywania crime jazzowych soundtracków do nieistniejących filmów kryminalnych, co jest tak bardzo munlupowe, jak tylko może być. Niemniej, nie słuchałem jego solowej muzyki (bo w składzie Bad Seeds, tak) aż nie zagrałem w Alana Wake’a. O grze pisywał już Musiał przy okazji swoich dwóch wrzut związanych z Poets of the Fall („The Happy Song” i „War”). Ta gra oczarowała mnie tak, że obecnie mam niemal obsesję na jej punkcie, a jedną z tych rzeczy, które mnie najbardziej oczarowały to soundtrack, zarówno oryginalny, jak i dobór piosenek, które, uwaga, lecą z porozrzucanych w grze radyjek. Kto wie, możliwe, że twórcy „Alien: Isolation” się inspirowali. W Alanie jest trochę inaczej, bo nie odtwarzają się rzeczy losowe. Z konkretnego radyjka, w konkretnym miejscu w grze, możemy posłuchać fragmentu audycji fikcyjnego radio DJa Pata Maine’a, która prawie zawsze kończy się jakimś utworem muzycznym. Wiele z tych kawałków, będę próbował w tej zabawie przemycić i pierwszym jest właśnie „The Beaten Side of Town”. Jest to kawał odrobinę rewiowego jazzu, z bardzo sugestywnym klimatem brudnych zakamarków miast (jak tytuł wskazuje), potężnym wokalem Barry’ego (a zaczynał od płyt instrumentalnych) i zajebistym, ponurym zakończeniem, które powaliło mnie na ziemię, kiedy słuchałem tego po raz pierwszy. Podoba mi się ta mieszanka showmaństwa i wrażenia dużego zespołu w tle, który jednocześnie operuje bardzo minimalistycznie. Dobra, zanim zacznę pieprzyć, to po prostu włączcie i słuchajcie.

https://youtu.be/2nVdGQDb06g?list=RD2nVdGQDb06g
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 20 paź 2025 11:36

Ortega Cartel feat. Finker - Niby się żyje
(2009)

Odkąd zachwyciłem się Noonem szukałem w rapie producentów którzy zgrabnie łączyliby elektroniczne brzmienie z hip hopem i jednym z takich okazał się być patr00, który w duecie z Piterem Pitsem tworzą na emigracji w Kanadzie polski duet Ortega Cartel. Nie będzie chyba zaskoczeniem jak napiszę że Ortegę poznałem dzięki Reno który udzielał się w ich projektach (co Panowie odwzajemnili po latach jak mogliście zauważyć gdy omawialiśmy album 50/50). W 2009 roku wyszedł ostatni album Ortegi pt. Lavorama na którym to tradycyjnie już oprócz numerów rapowanych przez Pitera i patr00 było też kilka takich w których to solo rapowali zaproszeni na płytę goście. W jednym z takich solowych numerów udzielił się Finker, raper z Pabianic, znany Wam już chociażby z albumu "LA" Lilu wydanego rok wcześniej.

"Niby się żyje" oparte jest na brzmieniu padów i elektronicznego pianina dających trochę ponury, melancholijny klimat a utwór nawiązuje poniekąd do beztroskiego kawałka Molesty "Się żyje", tu jednak z pewnym zastrzeżeniem bo niby się żyje, ale... no właśnie, czas leci, życie ucieka między palcami a człowiek stoi w miejscu marnując swój potencjał, z tego względu był to obok "Muzyki Poważnej" Pezeta kolejny punkt zaczepienia dla mnie podczas czasu spędzonego jako bezrobotny absolwent uczelni wyższej, doskonale oddawał to poczucie zawieszenia, beznadziei i wypalenia. Poza w/w podoba mi się zgrabny plot twist na końcu numeru i zamykający go sampel wokalny "because I've not yet found the right dream", który jak dla mnie idealnie określał ten marazm w jakim znalazłem się między ukończeniem studiów a rozpoczęciem na dobre tzw. dorosłego życia. Swoją drogą długi czas poświęciłem na znalezienie źródła tego sampla, okazuje się że pochodzi on z krótkometrażowego filmu pt. The Waking Artist o gościu który w ogóle nie sypia i tuła się po mieście dniem i nocą, a ostatecznie zapytany przez kogoś w metrze dlaczego się nie zdrzemnie odpowiada właśnie tym zdaniem (film ma sam w sobie nieco liminalny klimat jakby, podrzucam link dla chętnych).

Numer ten długie lata bliski był mojemu sercu (a wręcz uchodził za mój ulubiony polski rapowy numer) i najlepsze jest to, że miałem nawet okazję pewnego razu poznać Finkera osobiście, zbić z nim piątkę i powiedzieć mu jak ważne było dla mnie to nagranie, uznając że taka okazja więcej się pewnie nie nadarzy. Dzisiaj za to mogę podzielić się tym wspomnieniem i zaprosić Was do odsłuchu.

https://youtu.be/9bYOul11l60?si=f1k2td0Nj5Fdhd_n


Bonusowo - wspomniany film The Waking Artist:

https://youtu.be/753bOFg9xp8?si=bKZF3d6i7oLY0RVc
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 20 paź 2025 21:12

Widzę, że Magazine raczej się przyjęło, a przynajmniej nikt nie narzekał głośno zatem jest dobrze, a to oznacza, że będzie już gorzej. Acz mam nadzieję, że niekoniecznie.

The Buggles - Elstree

Musiał ma swojego Foxxa, Hienoshodany swojego Wilsona, ktoś tam ma coś tam, a ja... A ja chyba nie mam takiego artysty, co to byłby zamieszany w 1500 100 900 różnych projektów i którego bym jednocześnie wielbił nad życie (to akurat proste, bo wystarczyłoby go nie nienawidzieć hehe) oraz znał jego uniwersum oraz wszystkie projekty poboczne dobrze lub bardzo dobrze.

I w sumie to se myślę, że bliski takiego miana byłby Trevor Horn, bo tak sobie uświadomiłem, że lubię muzę przy której maczał w większym lub mniejszym stopniu palce. Bo tak na szybko patrząc - Yes za jego kadencji było w sumie fajnym zespołem popowym, Art of Noise wiadomo, lista wyprodukowanych przezeń singli zawiera od cholery bangerów i innych przebojów, a bez wrzucanego w tym momencie zespołu ta wyliczanka na pewno nie byłaby kompletna.

Moja przygoda z popularnymi TRĄBKAMI zaczęła się jak chyba w przypadku każdego - od wiadomego przeboju o tym, że video zabiło radiową gwiazdę (tak na marginesie, to z obecnej perspektywy wizja przyszłości, w której bano się wyparcia słuchania muzyki na rzecz jej oglądania brzmi dość zabawnie). I może bym wrzucił, bo coś tam, bo sentyment, bo GTA, ale chociaż spróbuję zdjąć na chwilę chociaż tę gębę swą przebrzydłą endżojarską i zaskoczyć pt gremium czymś nie tak oczywistym.

Więc niechaj wleci utwór ELSTREE - też singiel, też całkiem nośny, też z tego samego albumu, ale mam wrażenie że nieograny nawet w jednej dziesiątej co wiadomo który utwór. Nie chcę pisać, że jakoś szczególnie mocno się z nim utożsamiam, bo podmiot liryczny wspomina dawniejszą chwałę z perspektywy kogoś, kogo dni już dawno minęły, a mimo wszystko jestem świadom, że ani tak dobrze kiedyś ze mną nie było, ani teraz tym bardziej tragedii nie ma.

Ale nie będę kłamać, że w gorszych okresach lubię te swoje co lepsze zpamiętywać i idealizować. Mniemam, że to ten słynny mechanizm obronny czy coś w ten deseń - nie wiem, znam się na psychologii niemal równie dobrze jak na muzyce. Wiem tylko, że w takich sytuacjach odpowiednia muzyka pasuje równie dobrze jak ogóras do wódki (tak przynajmniej było w czasach, gdy zdarzało mi się pić ten syf, czyli na szczęscie dawno).

No i wypadałoby by ta muzyka była też dobra, ale w tym przypadku jest, bo Trevor Horn to nie byle kto i jak on wyprodukuje singiel, to nie ma siusiaka we wsi, bo będzie nie tylko nośny i chwytliwy, ale bogato zaaranżownay i brzmiał tak, że hej, jakby to powiedział baca.

To ten, bierzcie i słuchajcie tego.

https://www.youtube.com/watch?v=B6SnJya67Aw
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 21 paź 2025 10:16

Camouflage – Mother

No to i ja pociągnę temat zespołu Camouflage. Już parę słów o nich napisałem przy okazji wrzutki Deva. Zespół znam od 1990r. i w kolejnych kilku latach naprawdę intensywnie ich słuchałem. A dokładnie rzecz biorąc dwa pierwsze albumy. W 1991r. wyszedł kolejny krążek pt. Meanwhile. Było na nim kilka naprawdę dobrych i klimatycznych utworów. Mother praktycznie od początku najbardziej na mnie oddziaływał. W ogóle ja Camouflage cenię sobie za umiejętność tworzenia niezwykle wręcz klimatycznych rzeczy. Cały poprzedni album Methods of Silence był pod tym względem niesamowity. Ale na Meanwhile też takie momenty są. Mother jest tego najlepszym przykładem. Od pierwszych sekund bije od niego tajemniczością, niesamowitym niepokojem. Piękne brzmienie, charakterystyczny głos Marcusa, operowy wokal w końcówce. I tony klimatu tak charakterystycznego dla zespołu Camouflage. Mother przypomina mi z miejsca te późne wieczory spędzane w oknie mojego pokoju. Lubiłem w taki sposób słuchać muzyki Camouflage. Ciche i puste osiedle. I tylko ja i ta muzyka. To były piękne chwile.
Potem w 1993r. wyszedł jeszcze jeden album ociekający specyficznym klimatem pt. Bodega Bohemia. Też go uwielbiałem i intensywnie słuchałem przez 4 miesiące. Potem w końcówce sierpnia wstąpiłem do szkoły wojskowej i te muzyczne wieczory się niestety skończyły. I Camouflage z wielu względów też poszedł na długie lata w odstawkę. Ale tamte wspaniałe wieczory z ich muzyką pamiętam do dziś. Bo takich chwil się nie zapomina. Oczywiście w oknie mojego pokoju oprócz Camouflage słuchałem też i innych albumów, jak np. Behaviour od PSB czy The Soul Cages od Stinga. Wszystkie te albumy posiadały jeden wspólny mianownik – niezwykły klimat! Już chyba nigdy później nie potrafiłem odtworzyć tego w taki sposób.

https://www.youtube.com/watch?v=Q3ePIXm ... rt_radio=1
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 21 paź 2025 10:41

Kolejka 8. (183.)

43. Sorrow - Homesick (Dragon)
44. White Lies - Give It Up (devotional)
45. Barry Adamson - The Beaten Side of Town (Hien)
46. Ortega Cartel feat. Finker - Niby się żyje (stripped)
47. The Buggles - Elstree (mintaj)
48. Camouflage - Mother (shodan)
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 22 paź 2025 11:08

Sorrow - Homesick

Ciekawe sprawy z tymi powrotami. Ja nigdy daleko nie uciekłem, bo nie czułem takiej potrzeby, inna sprawa, że po prostu życie się nieustannie układa w ten sposób. Powrót Musiała do Zgierza, też mi dał do myślenia, bo te miejsca są trochę jak sekty, możesz próbować uciec, ale i tak wrócisz, z własnej woli, czy nie. Cieszę się, że ja nie mam z tym aż tak dużego problemu, przynajmniej w tym momencie. W kwestii kawałka, bardzo spoko. Taka trochę wypadkowa dragonizmów i munlupizmów, jest bit i współczesność, ale też chora ilość melancholii i poczucia powrotu do gdzieśtam, z całą gamą uczuć z tym związanych, pozytywnych i negatywnych. Mam też skojarzenie (i proszę się nie obrazić, bo z oczywistych względów, nie jest to pejoratywne skojarzenie) z jinglami Eurosportu, czegoś co by mogło spokojnie wymienić „Frontside” w jakiejś reklamówce między frejmami w meczu snookerowym, i to jest super. Zajebisty kawałek.

White Lies - Give It Up

Lubię White Lies, nawet byłem na koncercie 6 lat temu (ależ to zleciało) i generalnie lubię ich muzę. Tej składanki „Spirit of Talk Talk” nigdy chyba nie dosłuchałem do końca, po kilku kawałkach, lepszych i gorszych, stwierdziłem po prostu, że nie za bardzo potrafię słuchać tych piosenek w coverach, zwłaszcza, że niektóre były naprawdę chujowe. Nie pamiętam, czy słuchałem tej wersji „Give It Up”, ale z miejsca mam kilka przemyśleń. Po pierwsze, kompletnie nie brzmi to jak White Lies brzmią i gdyby nie wokal Harry’ego McVeigha, to bym w życiu nie skojarzył. Brzmi to bardziej, jak mogłoby brzmieć obecnie… Talk Talk. O ile mogliby. W każdym razie, podoba mi się to, chyba właśnie dlatego, że tak trzyma się oryginału. Nie wiem, czy klasyczne brzmienie White Lies by się dobrze przyjęło z tą, czy inną piosenką Talk Talk. No, ale jest to bardzo spoko. Nie ma co zmieniać na siłę czegoś, co brzmi w oryginale doskonale.

Ortega Cartel feat. Finker - Niby się żyje

Mówiłem już kiedyś, że nie potrafię za bardzo traktować feelsowo polskiego rapu, bo zwyczajnie mnie bawi kiedy raperzy wchodzą w jakieś poważne liryczne rejony. To nie jest sposób w jaki mi się sprzedaje życiowe treści, bo zwyczajnie brzmi to dla mnie jak jakiś kabaret. Tym samym, doceniam i rozumiem feelsy Murzyna, ale nie potrafię relować. Niemniej, kawałek nie jest zły, chociaż ten sampl na końcu jest strasznie cringowy, bo powtórzony jest chyba z 4, czy 5 razy, tak jakby oni chcieli żeby słuchać na stopro ZAŁAPAŁ przekaz. Psuje to IMO efekt, kiedy ten tekst wchodzi po raz pierwszy. No, ale czego ja chcę, niespełna 3 minutowy polski rap z fajnym padem i jakimiś ambicjami. Doceniam, nie wrócę.

The Buggles - Elstree

Trevor Horn, znam go z pierdyliarda różnych, czasem pozornie wykluczających się projektów. Wyprodukował mój ulubiony album Robbiego Williamsa, robił numery z Wilsonem, był w Yes (w tym jeszcze parę lat temu wrócił żeby nagrać nowe wokale), a do tego miał jeszcze te kilka śmiesznych projektów, w tym ten, który był wrzucany w bestce i który mi nie podszedł. A, poza tym, do jakiegoś stopnia spierdolił Oldfield’owi „Dzwony 2”. Ciekawy człowiek, fascynujący. The Buggles znam tylko z „Video Killed a Radio Star”, to jest drugi ich numer jaki świadomie słyszę. Brzmi to trochę jak Sparks, więc nic dziwnego, że się Sebie podoba. Klimat przypomina mi też trochę ABBĘ, z dodatkami, więc jest to ciekawy miks wszystkiego, a jednocześnie mam wrażenie, że to coś unikatowego. Może stąd właśnie płynie geniusz Trevora? Nie wiem ale kawałek mi się podoba. Zajebiste też to zakończenie.

Camouflage – Mother

Wujas chce nam chyba w tej 25tce serwować same duble. Z drugiej strony mamy Musiała, który nie wrzuca nawet super ważnych dla siebie kawałków, bo uparł się nie dublować jak długo się da. Te skrajności, jak w polityce, to tak średnio wychodzą, no ale ja tu tylko sprzątam. W tym roku, to już trzeci kawałek Camouflage, więc ci którzy zespołu nie znają, mają całkiem ładny przegląd twórczości tego bandu, zwłaszcza, że póki co, każdy z tych utworów prezentuje trochę inną twarz grupy. „Meanwhile” to taki typowy album przejściowy, wydany już w latach 90, ale jeszcze trochę zaciąga ejtisami. Podejście vs technologia, obserwowanie muzycznego otoczenia i realizowanie u siebie. Gęsto się tu dzieje, a ta operowa końcówka, na papierze brzmiąca z dupy, ostatecznie wypada świetnie. Fajny, smuciarski utwór, którego nie słuchałem od tak dawna, że nawet nie pamiętałem, jak leciał.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 22 paź 2025 11:59

Powrót Musiała do Zgierza, też mi dał do myślenia, bo te miejsca są trochę jak sekty, możesz próbować uciec, ale i tak wrócisz, z własnej woli, czy nie.
Nie wiem, w Zgierzu nigdy nie byłem, ale też urodziłem się i wychowywałem w MAŁYM MIEŚCIE tego pokroju i od 8 lat nie udało się wrócić, a od h00ya było momentów, gdzie wszystko wskazywało, że to nastąpi
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 23 paź 2025 15:00

Sorrow - Homesick

Smoku zauważył u mnie na ciele pewną ranę, niby zabliźnioną, ale wziął odpowiednio ostre narzędzie i zaczął jątrzyć. Z moimi powrotami z Warszawy do Zgierza (trochę też i samej Łodzi) to jest dość skomplikowany i złożony temat. A tak naprawdę wiele tematów, ciągnących się od potrzeby bardzo prozaicznego stanięcia na nogi, przez pewien spokój i poczucie zamknięcia na otaczającą rzeczywistość aż po coraz bardziej rosnącą we mnie chęć spędzania czasu z nieubłagalnie starzejącą się rodziną. Niby Zgierz to potworny syf, jedno z tych smutnych powiatowych miasteczek, w których nie ma absolutnie nic ciekawego do zobaczenia czy roboty (ale tak jest z większością powiatówek z dawnej Kongresówki), z drugiej zdarza mi się popaść w nostalgię chodząc pewnymi uliczkami, przetartymi ścieżkami, patrząc się na budynki, w których przyszło mi spędzić kawałek życia. Do pewnego stopnia reluję z Dragonem, nawet do bardzo solidnego stopnia, wyjątkowo mnie ten numer, hmmm, poruszył. Jakaś niesprecyzowana nostalgia się odpaliła, taka ostro melancholijna, ale nawet płakać się nie chce, tylko przemożność zmieniającej się rzeczywistości nie daje się pokonać. Dobra wrzutka, i muzycznie i przesłaniowo.

Barry Adamson - The Beaten Side of Town

Świetny przeskok stylistyczny, innymi słowy - wróciłem do Zgierza, nie mogąc znieść ciężaru sentymentu najebałem się w trzy dupy i obudziłem w środku mglistej, jesiennej nocy powiedziałbym "on the beaten side of town", ale Zgierz jest cały "beaten", więc... Tak, to jest dobry soundtrack do łażenia po takich dziurach, względnie po pewnym osiedlu w ramach Radogoszcza, które to osiedle Munlupski zna. Po pierwsze, to świetny kawałek muzyki. Adamson to taki gość, co zaliczył chyba każdy gatunek muzyczny, jaki kiedykolwiek był grany. Punk ze Skidsami, potem Magazine, potem cholerne Visage, potem Kejw, a potem taki noir jazz, no po prostu złoto. Po drugie, Alan Wake to świetna gra i tyle mam na ten temat do powiedzenia. Moje wrzutki z Poetami oczywiście soczyście powiązane przez przyjaźń głównego storytellera Remedy, czyli Sama Lake'a z Marko Saaresto, frontmanem Poetów (pomijając Late Goodbye będące motywem przewodnim drugiego Maxa Payne'a czy War z klipem będącym po prostu ilustracją do Alana Wake'a, sam Saaresto robił za model dla ruskiego gangusa Vladimira Lema z pierwszej części przygód nowojorskiego gliniarza), a i reszta OSTu do tej gry to złoto. W dwójkę jeszcze nie grałem, bo mi sprzęt nie pozwala, ale zamierzam to nadrobić niedługo. Genialna porcja muzyki, jak zresztą wszystko, co tam umieszczono. Złoty laur konsumenta <3

Ortega Cartel & Finker - Niby Się Żyje

Najlepsze w tym numerze są pady, które mi nie tyle pasują do rapsów co siodło świni, po prostu są chyba - z mojej perspektywy - rzadko spotykanym zabiegiem, a ciekawie wpływają na brzmienie numeru, jakiś się głębszy robi dźwiękowo. Co do samej nawijki... Trochę rozumiem, trochę nie, albowiem podobnie jak u Munlupa nie trafia do mnie forma. Poza tym to strasznie krótki kawałek. A, i album ma bardzo fajną okładkę, spodobała mi się. Również bit mi bardzo pasuje, taki numer, co to by się nawet jako instrumental bronił, zwłaszcza, że jest bardzo krótki. Zgadzam się, iż powtórzenie tego sampla parę razy na koniec rujnuje jego wagę, spokojnie mogłoby to polecieć raz i reszta to muza z postępującym fejdałtem. Naprawdę muzycznie miodzio, trochę gorzej z samym przekazem, choć rozumiem, co poeta chciał przekazać. Niemniej jednak bywały od Murzyna lepsze rapsy w przeszłości i bardzo na nie czekam <3

The Buggles - Elstree

Horn to człowiek orkiestra, nie powiem o nim nic więcej ponad to, co już zostało na tym forum wielokroć powiedziane wcześniej. Jakoś tak się złożyło, że akurat czego typ nie dotknie, to ja lubię, a jak się dowiem, że to on, to też z reguły wcześniej to lubiłem (vide Yes). Gość zrobił debiut Propagandy, który jest absolutnie doskonały, ponadto wyprodukował jeden z najlepszych krążków Simple Minds ever, czyli Street Fighting Years (jednocześnie narzucając taki charakter pracy, że wkrótce z bandu odszedł na amen ich świetny klawiszowiec i kompozytor, Mick MacNeil). O AoN się nawet nie wypowiem, bo to moje największe odkrycie naszych forumowych zabaw. Bardzo fajny kawałek z albumu, który kiedyś ściągnąłem, ale nigdy nie przesłuchałem w całości. Horn brzmi tutaj trochę jak Elton John w swoich seventisowych kawałkach, w ogóle ten numer trąci mi czymś w rodzaju b-sajdu do I'm Still Standing i jest to jak najbardziej komplement. Wyjątkowo fajna porcja muzyki, co Seba wygrzebie to zawsze jakoś ciekawe. Klawisze strasznie mi robią tutaj robotę, cała końcówka jest miód malina.

Makuflaż - Mother

Czego od Kamuflażowych już tutaj nie było i chyba faktycznie z niemal całego przekroju ich twórczości. Koń jaki jest, każdy widzi, więc nie bardzo wiem, co mogę więcej napisać ponad to, co już parę razy o nich napisałem. Lubię, chętnie wracam, zwłaszcza jesienią, albowiem odkryłem ich w 2005, a akurat rok później ukazało się Relocated i bardziej jesieniarskiego krążka z ich stajni wyobrazić sobie nie umiem. Trochę szkoda, że nie widziałem ich jak dotąd na żywo, a okazję rok temu trochę mi zepsuł mój wyjazd do Tokio (BO BYŁEM W TOKIO JAKBY KTOŚ JESZCZE NIE SŁYSZAŁ HEHE), ale może jeszcze wrócą do Polski (mam nadzieję). Meanwhile to akurat chyba ten ich album, co to mi zawsze najmniej podchodził, ale też ma swoje momenty. Mother do tej pory umieszczało się w mojej głowie w zbiorze tych utworów bardziej neutralnych. Teraz słucham w nieco większym skupieniu i przez to bardziej doceniam, ładnie się klimat na sam koniec buduje. Nie jest to mój makuflażowy favourite i raczej nim nie będzie, ale rozumiem Wujaszkowe wajbowanie. Chyba sam usiądę na oknie hehe.
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 24 paź 2025 09:23

Sorrow - Homesick

Wracamy w rejony przytulnej, współczesnej elektroniki, spokojnych bitów i ciętych wokali. Numer z gatunku tych opartych przede wszystkim o określony vibe niż konkretne melodie, osobiste teksty czy zmyślne kompozycje. Trochę taki czasoumilacz dnia codziennego, najlepszy chyba w moim przypadku był pierwszy spontaniczny odsłuch kiedy odpaliłem to sobie na telefonie spacerując z piesełem w środku słonecznego dnia otoczony toną kolorowych liści dostarczonych przez polską złotą jesień w szczytowej formie. Z takim obrazkiem zadziałało najlepiej, poza tym nie jest absolutnie źle, pytanie czy bez takiego kontekstu wytrzyma próbę czasu.

White Lies - Give It Up

Nie znając oryginału mogę posłuchać mając czystą głowę. Po krótkim wstępie zawsze bije mnie trochę po uszach ten jakby dźwięk bijącego zegara, na ułamek sekundy czuję się jakby wjeżdżało Time od różowego Floyda. Później trochę nie lepiej, nie wiem, cały czas wkurzają mnie te uderzenia zegara w tym numerze, nie mogę sie skupić na reszcie instrumentarium trochę. Wokal mi nie leży, nie ma w sobie tego czegoś co ma Hollis, tu po prostu facet się wydziera. Jakiś taki hałaśliwy jest ten kawałek dla mnie, mam wrażenie że miks jest tu koszmarnie zrealizowany. Sorry nie mogę tego słuchać po prostu, duże NIE ode mnie.

Barry Adamson - The Beaten Side of Town

Z wrzutą Kuby wracamy do błąkania się nocą po opuszczonych dzielnicach jakiegoś Sin City. Podoba mi się ten dęciak pogrywający w refrenie po frazie tytułowej. Jakoś przypomina mi się teraz Everyone's Coming To New York z osta Carpentera wrzucanego też przez Kubę, z taką sceną mi się to kojarzy - opuszczone dzielnice miasta i w jakimś zapomnianym klubie czy teatrze taki wodewilowy występ dla jakiejś resztki freaków i niedobitków żyjących "w podziemiu". Munlup lubi noirowe granie, ja czasem też ale nie jestem aż takim fanatykiem, ten numer tak średnio mi siedzi, chyba bardziej przez wokal niż aranż bo ten jest w sumie doskonały.

The Buggles - Elstree

Plusik za wyjście poza numer który wszyscy chyba znają. Trochę gorzej że samo Elstree nie robi już takiego wrażenia jak ograny Enjoy. Nudzi mnie mocno ta melodia grana na tak powtarzanych pianinkowych akordach i te Uooo-ooo chórki. Całość brzmi trochę jakby ktoś wziął Video Killed a Radio Star i zmiksował ten numer inaczej, w inny kawałek. Tak jak można było ze Stripped zrobić Breathing In Fumes - tylko trochę w sumie po co.

Camouflage - Mother

Bardzo specyficzny kawałek, chyba spodziewałem sie czegoś innego po opisie Wujka. Zdziwiło mnie że to jednak numer niemalże instrumentalny. Muzyka próbuje zbudować jakiś podniosły klimat, ten klawisz grający główną melodię coś mi mocno przypomina. Wokalu jest tak mało że prawie w ogóle się na nim nie skupiam, wpada i zaraz jakby wypada a potem dostajemy operowe outro. I tak się po każdym odsłuchu trochę zastanawiałem o ch*j tu chodzi. Przede wszystkim mam wrażenie że utwór jest zdecydowanie za krótki, skoro wokal wchodzi w połowie trzeciej minuty a całość trwa niecałe pięć. Instrumentalnie jest to nawet spoko muszę przyznać ale fajnie byłoby dostać więcej czasu by się faktycznie wkręcić w tą piosenkę. Najchętniej wydłużyłbym tu końcówkę, z tej operowej wstawki zrobił mostek i dorzucił potem jeszcze samego tego podkładu potem, to jak się całość ucina na końcu to po prostu zbrodnia. Pomysł spoko, gorzej z realizacją. Nieśmiały kciuk w górę ode mnie.



Przyznam że to była chyba najsłabsza kolejka tej 8 bestki. Przynajmniej się wpasowałem z numerem.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 26 paź 2025 12:40

Halo bestka, śpicie?
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 26 paź 2025 13:23

Sorrow - Homesick

Juz 32 lata minęły odkąd wyjechałem z rodzinnego miasta na dobre. I nigdy do niego już nie powróciłem i nie powrócę. Po prostu losy zaprowadziły mnie po szkole wojskowej do Orzysza i tkwię tu do dziś. Nawet na początku próbowałem się przenieść do Chojnic, bardzo tego chciałem. Nie udało się. Potem, kiedy już miałem w pracy wolną rękę, to ja nie chciałem. Oczywiście ciągnęło mnie do rodzinnego miasta i już zawsze będzie mnie ciągnęło. Bo je uwielbiam ponad wszystko. Ale teraz tutaj jest mój dom, na Mazurach. Tutaj mam dom, rodzinę, znajomych. Gdybym wtedy w latach 90’ wrócił do Chojnic, to nie wiadomo jak potoczyłoby się moje życie. Ale nie żałuję, bo moje obecne życie jest tak dobre, że nie chciałbym niczego zmieniać. No ale oczywiście Chojnice zawsze w sercu. I też mam z nimi związane muzyczne wspomnienia, o których wspominałem choćby przy okazji mojego utworu Mother w obecnej kolejce.
Co do utworu – bardzo przyjemny muzak. Bo to taki właśnie muzak idealny do snucia nostalgicznych wspomnień. Ale zapewne dobry też do innych rozmyślań w czasie np. spaceru. Bo ma taki fajny melancholijny klimat. Jesieniarski klimat. Oczywiście zgadzam się też, że to mógłby być jak najbardziej jingiel w Eurosporcie. Nadaje się wyśmienicie.

White Lies - Give It Up

Utworu nie znałem. Posłuchałem najpierw wersji White Lies, a potem oryginału. I muszę stwierdzić, że oryginał bez porównania lepszy. Przede wszystkim wokalista WL dla mnie kładzie ten numer. Refren w jego płaczliwo-wyjącym wykonaniu jest irytujący wręcz. Aranżacyjnie nieźle, chociaż nie ma tego czegoś, co ma wersja Talk Talk. Niby jeden i ten sam utwór, a jednak w wykonaniu White Lies to utwór dużo gorszy. Ale nie chcę, żeby ktoś pomyślał, że moja opinia wzięła się na podstawie porównania z TT. Zanim posłuchałem oryginału już i tak kręciłem nosem.
Spirit of Talk Talk nie znam, ale oczywiście znam oba covery Recoil. Oba są dobre, a w szczególności Inheritance.

Barry Adamson - The Beaten Side of Town

Od razu napiszę – doskonały numer. Ten facet ze swoim głosem się kiedyś marnował w instrumentalach? Zgroza. Wokal doskonały. A aranż miażdży. Już początek robi niesamowicie dobre wrażenie. Potem jest tylko lepiej aż do wspaniałego powoli wyciszającego się finału. Klimat tego utworu przypomina mi nieco Is It Insane Alicii Keys. Jest tak samo duszno i rewelacyjnie. Uwielbiam takie instrumentarium. Ten kontrabas! Cudowne trąbki! Cykające talerze! Linia melodyczna ekscytująca. Podoba mi się jak ten wokal w drugiej części narasta, napiętrza się. Normalnie grzechem było kisić taki utwór przez tyle kolejek bestki. Taki dżezik to ja rozumiem.

Ortega Cartel feat. Finker - Niby się żyje

Kurde nie sądziłem, ze jakiś polski rap może mi się tak podobać. Podkład brzmi wręcz rewelacyjnie. Te pady są genialne. Króciutki utwór, ledwie 2:16 ale naprawdę dobry. Nawet gadacz nie psuje mi tym razem wrażenia. Tekst mimo, że po polsku, przeleciał mi zwyczajowo niezauważony. Tak już mam. Ale brzmienie robi dobre wrażenie i basta.

The Buggles - Elstree

Musiałem sobie włączyć Video Killed a Radio Star, żeby się przekonać, że owszem – znam to. Sama nazwa The Buggles czy nazwisko Horn nic mi nie mówiła. No ale ja nie przywiązuję uwagi do nazwisk z reguły. A widzę, że gościu maczał palce w wielu ciekawych projektach muzycznych. Utwór jest bardzo fajny. Padały to porównania do Sparks, do ABBY czy nawet Eltona. I to wszystko się w sumie zgadza. Podobny styl. Fajne pianino, smyki, wokal. Chwytliwy refren. Po prostu bardzo dobry przebój z fajną końcówką.

Nie słuchajcie Murzyna - dobra kolejka.
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 26 paź 2025 23:37

Przepraszam za zamulanie, wjadę tutaj jutro popołudniem.
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 27 paź 2025 01:04

Rozczaro, ale przynajmniej nie obiecywałeś mi, że dziś wlecisz, jak Seba.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 27 paź 2025 02:21

Sorrow - Homesick

Chciałem się odnieść do sentymentalnej wyliczance Roberta w jakiś sensowny sposób, ale nic nie poradzę na to, że Wałbrzych kojarzy mi się jedynie z tym, że pochodził stamtąd taki autystyczny kuc z pracy którą to rzuciłem w 2021 i straciłem z nim kontakt (wiem tylko, że niedługo później zerwał z narzeczoną). Ciężko mi cokolwiek innego napisać o muzyce, która faktycznie brzmi jak soundtrack z Eurosportu łamany na lo-fi hip-hop beat do nauki/uczenia się. I też nie uważam, by to porównanie było jakieś pejoratywne - jest może i oczywiste, ale wychodzę z założenia, że nie zawsze trzeba wynajdywać koło na nowo. Jestem ostatnio trochę przemęczony i ledwo mam siłę stukać w te zasrane klawisze po pracy - jeśli napiszę, że mimo tego robię to pisząc te słowa i cziluję słuchając tej muzy, to powinno to stanowić odpowiednią rekomendacje.

White Lies - Give It Up

Ło jezu. Nie będę kłamać - Talk Talk to jeden z tych zespołów, który ma zaszczytne miejsce głęboko w moim serduszku, bo to po prostu zespół który trafia w moje poczucie estetyki i w moją wrażliwość. Ta wersja... No cóż, ta wersja brzmi jakby wykonywał ją zespół, który w moje poczucie estetyki i w moją wrażliwość nie do końca trafia. A na dodatek strasznie mnie wkurza wokal, nie mogę zdzierżyć tej barwy głosu, brzmi dla mnie jakby ktoś to wykonywał na jakimś marnym karaoke czy coś. Sorry, ale jestem na nie.

Barry Adamson – The Beaten Side of Town

Wracamy na pola okołogierkowe. Wrzucający przypomniał mi o Alan Wake'u i w sumie to będę szczery - grałem w niego w swoim czasie, podobał mi się, ale z obecnej perspektywy nie mogę napisać o tej gierce wiele więcej niż to, że to był bardziej horrorowaty Max Payne inspirowany Twin Peaks i że generalnie kupiłem to, ale i tak rzuciłem graniem w połowie, po czym nigdy nie wróciłem. Słychać tu w każdej sekundzie, że typ był u Cave'a w zespole (że w Magazine to już mniej). Nie wiem czy łatka DARK JAZZ byłaby tu adekwatna, ale pozwolę sobie tu jej użyć i nazwać tę wrzutę RZETELNYM przedstawicielem tego nurtu. Tyle

Ortega Cartel feat. Finker - Niby się żyje

Noon baza. Generalnie jestem w tym momencie na etapie szkalowania polskiego hip-hopu (zawiodłem się na Pei plus FB wyświetla mi jakieś zrąbane peje o polskim rapie), ale oddam cesarzowi cesarkę - chłop miał dryg do robienia charakterystycznych i niezłych beatów. I ten tu też jest niezły, ale chyba jednak bardziej doceniam warstwę liryczną - choćby z racji faktu, ze zanim zamieszkałem we Wrocławiu żyłem trochę jak podmiot liryczny. JAKOŚ SIĘ ŻYŁO, ale człowiek był generalnie przez większość czasu sfrustrowany brakiem perspektyw wynikających z braku sensownej pracy i towarzystwa pierdolonych alkoholików. Czego bym nie powiedział o swojej byłej i Wrocławiu - gdyby nie one, to bym pewnie dziś zachlewał pałę z jakimś ćwierćanalfabetą zamiast pisać te słowa. Doceniam, szanuję.

Camouflage – Mother

Pojebane, że niektórzy odkrywali KAMUFLAŻ w latach gdy mnie na świecie nie było. Pojebane, że znowu ktoś ich tu wrzuca, a ja znam tylko te wrzutki z bestek plus wiadomą zrzynę z Depeche Mode. W sumie ten utwór też brzmi jak wyraźnie inspirowany, ale znowu słyszę, widzę i czuję, że mimo inspiracji, słyszalnych i wyraźnych, udało się zachować własna osobowość. Fajna kompozycja, w mojej głowie sprawia wrażenie instrumentala, nawet mimo wokalnych fragmentów, trochę trącacego klimatem Agenta Orange'a czy czegoś podobnego. Kupuję to w całości.

Niby źle nie jest, ale mogło być lepiej. RZETELNIE - tyle mogę powiedzieć.
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA