Best of Forum VIII
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Wujas, a skąd ja mam to wszystko wiedzieć, z fusów? Milion razy już tu pisałem, że jak ktoś da znać, że mu coś wypadło, że jest zarobiony, chory, itd, to może mi to napisać i się dogadamy. Mentos potrafi mi dać znać, nawet jak jest spóźniony i przynajmniej wiem o co chodzi, tymczasem Ty tu sobie smieszkujesz. Owszem, myślę też o sobie, bo już mam trochę dosyć wyrzucania kawałków z listy, bo mi się kurczy miesiąc, a zaraz będą święta. Zawsze można sobie odpuścić kolejkę jeśli brakuje czasu, zamiast trzymać pozostałe 5 osób za jaja. Ja bym tu wszystkich chętnie widział, nawet Melkiego i Czeza, ale kiedy ktoś się zachowuje jak dziecko, które ma do odrobienia pracę domową ze znienawidzonego przedmiotu, zamiast napisać jak dorosły człowiek, co się dzieje, to trochę ręce opadają. Zawsze tu startują inby o mój hitleryzm, ale kiedy pytam, czy ktoś do mnie się z tym zwrócił szczerze, na privie, zamiast tu, po czasie, to nagle nikt nie ma nic do napisania. Szanujmy się wzajemnie, a nie tylko w jedną stronę, a nie będzie problemów.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Kolejka 10. (185.)
55. Miles Davis - Nuit sur les Champs‐Élysées (take 1) (Hien)
56. Christina Aguilera feat. Nile Rodgers - Telepathy (stripped)
57. Tears For Fears - I Love You But I'm Lost (devotional)
58. Nosowska - Jeśli wiesz co chcę powiedzieć... (Dragon)
59. Rudi Schuberth & Wały Jagiellońskie - Kukuła Disco (mintaj)
60. Lara Fabian - Je T'aime (shodan)
55. Miles Davis - Nuit sur les Champs‐Élysées (take 1) (Hien)
56. Christina Aguilera feat. Nile Rodgers - Telepathy (stripped)
57. Tears For Fears - I Love You But I'm Lost (devotional)
58. Nosowska - Jeśli wiesz co chcę powiedzieć... (Dragon)
59. Rudi Schuberth & Wały Jagiellońskie - Kukuła Disco (mintaj)
60. Lara Fabian - Je T'aime (shodan)
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Spoko Hien. Następnym razem w razie problemów dam znać.
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Słuchajcie, bo już widzę, ze recenzje spływają jak Niagara, czemu się nie dziwię, skoro komplet mamy od chyba czwartku. Przedłużam czas na racki do poniedziałku, ale liczę, że wtedy wszyscy wjadą, a we wtorek wszyscy elegancko wkroczą z kawałkami i wyrównamy.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
jak nie dzisiaj to bym się guzdrał w nieskończoność
Miles Davis - Nuit sur les Champs‐Élysées (Take 1)
Materiał dla hardych majlsiarzy tudzież bardzo wczutych w filmowe klimaty noir, tak jak Hien zresztą pisze. W ostatnich dniach odczuwam niedostatek czasu dla siebie, jednocześnie jakoś tego typu granie nie siedzi mi w domowych warunkach. Najprzyjemniej słuchało się podczas podróży autobusem po pracy do domu. Na tyle, na ile znam muzykę MD, to aż prosi się o kontynuację tego motywu. W tej edycji urywa się. W tej długości mogłoby się zlewać z innymi dżezowymi klasykami, choć charakterystyczne brzmienie i czucie da się rozpoznać. Mniej ostentacyjnej kliszy jak w przypadku poprzednich propozycji, więcej ikry, wrażliwości, choć wciąż w barowym, lekko doomerskim, wieczorowym klimacie. Solidny rozbieg. Prędzej sięgnę po film, choć aż wstyd przyznać, jak bardzo w tym roku zaniedbałem tę działkę...
Christina Aguilera feat. Nile Rodgers - Telepathy
Uniwersum uczuciowe Jacka z jednej strony, podrzucana wrzutka z drugiej. Mocno RAMowy repertuar, ale taki Mrozu dopiero za kilka lat wejdzie na pełnej w tak skrojone muzyczne szaty. Bardzo eklektyczny kawałek. Trochę jak pop produkowany z 50 lat temu, trochę akcentów disco, do tego smyki, takie przeprodukowanie w starym stylu. Za mało mięsa, bo wokalnie jakoś szybko idzie, za to tę jęczenio-smęcenia ciągną się w głowie niemiłosiernie. Poważny aranż, ale przede wszystkim z przodu chodzi bas, więc kawałek delikatnie muli. Nie wiem, jak działałby w serialu, ale przed tę produkcję ma coś w sobie właśnie ze streamingowej maniery od linijki. Dobrze imituje, a mnie lekko muli. Solidne, tyle że nie czuję serducha. Chyba, że miałbym wokół tego utworu tyle do powiedzenia i przekazania, to zupełnie coś innego. Po Feel This Moment Aguilera już nigdy więcej nie rzuciła niczym, co wylądowałoby na moim radarze.
Tears For Fears - I Love You But I'm Lost
Kurczę, myślałem, że byłem bardziej obrażony na Tipping Point, ale czytam po czasie i nie ma tragedii. Z drugiej strony po okresie recenzowania praktycznie w ogóle tam nie wracałem. Nie miałem szczególnych oczekiwań. Pierwszy odsłuch pozbawił złudzeń. Może to siła sugestii, ale słychać strasznie takie początkowe zbieranie szyków. Na pozór wszystko bardzo w klasycznym stylu TFF. Po poważniejszym wsłuchaniu czar pryska. Strasznie atakują uszy tą ścianą dźwięku. Kompletnie brakuje głębi, bas zginął bez śladu. Melodie są, choć wokalnie straszne szarpanie i walka o bycie w rytmie, do tego stolcówa. Numer z gatunku: fajnie, że istnieją i dali o sobie znać, nic więcej. Zbyt podobne do klasyki, by chcieć wracać do czegoś innego niż klasyka. Za mało charakterne, by któregokolwiek dnia bez kontekstu wpaść na pomysł: hej, sprawdzę sobie Tears for Fears z 2017 roku. Chyba najlepsze, co im wyszło w ostatnich latach to dokument, który zdarzyło mi się zobaczyć na Sundance TV. Muzycznie bez ikry kompletnie. Przynajmniej nie ma okładki AI czy remiksu Tiesto.
Rudi Schuberth & Wały Jagiellońskie - Kukuła Disco
Ja wiem, że Śpiewające fortepiany i śmieszne memy, ale dla mnie Rudi Schuberth to jest przede wszystkim trochę tęższy pan z okładki płyty WIELKA BIESIADA. Nawet nie musiałem za dużo wpisywać w wyszukiwarkę, by zaraz przede mną wyskoczył Rudi w żółtej koszuli z gitarą w rękach. Nie żebym jakoś często jej słuchał w dzieciństwie. W mieszkaniu dziadków buszowałem wśród płyt i obok gier starszego brata były różne muzyczne artefakty. Kolędy Violetty Villas z Wiśniewskim, Pudelsi no i to na przykład. Wałów Jagiellońskich za ChRL sam z siebie bym nie odpalił, bo Córka rybaka dysponuje tak dużą siłą rażenia, że nawet mój otwarty umysł nie potrafi się do niej zdystansować. To tego typu konglomerat muzyczno-artystyczny niebezpiecznie mieszający powagę z bezwstydnym chodnikiem. Może trzeba byłoby doświadczyć lat 80' w Polsce, by wczuć się w kolejne warstwy sztuki wówczas tworzonej, ale jakoś z Republikami, Oddziałami i innymi nigdy nie było problemu (poza okolicznościami rodzinnymi). TEY czasem faktycznie jest zabawy, ale bez spuszczania się na boomerską modłę. Rudi Schuberth najbardziej mnie "rozwala", jak to mówi młodzież, po lekturze wątku na jego temat na forum 80s, bo i tam zajrzałem w czasach pandemicznych (i chwilę po pandemii). Sam numer brzmi zaskakująco okej. Nie śmieszy, nie żenuje, te potencjalne warstwy cebuli kontekstu są dla mnie zbędne. Akcent disco wykonany naprawdę solidnie. Tekstowo bez szału. Może dlatego jakoś tak ani ziębi, ani grzeje? Nie nastawiałem się szczególnie, a wyszło wyjątkowo zwyczajnie. Jednocześnie muszę przyznać, że na dłuższą metę nie umiałbym tego słuchać nieironicznie. Rudi ze swoją nieodzowną AURĄ jest nie do wytarcia z głowy. W dzieciństwie trafiłem na nagrywki RADIA CHLEW na JuTube i chyba je traktowałbym z większym szacunkiem i serduchem, choć bałbym się seryjnie sprawdzać te materiały 15 lat po czasie.
Lara Fabian - Je T'aime
Nie umiem wyobrazić sobie siebie w takiej sytuacji rozłąki. Zdecydowanie nie zazdroszczę Wujasowi i kibicuję w wytrwałości. W kwestiach muzycznych jestem pewien, że takie znaleziska z przełomu wieków są ciekawsze niż miłostki-nówki prosto z katalogów największych wytwórni. Brzmienie z gatunku zgranych kart, ale w takim ujęciu już nie do odtworzenia. Niby pokrywa się patyną, a jest w tym już coś nieuchwytnego, klasyczny wyróżnik czasu. Z patosem, emocjonalną przesadą i jednocześnie lekkością, wszystko kulturalnie uporządkowane. Wokalnie całkiem okej, atak na pozycje typowe dla Celine Dion, więc nie ma dramatu. Shodan wcześniej już nam podrzucał podobnie historyczne wrzutki. Może jakoś nie słucham z wypiekami na twarzy, ale tu jest jakiś charakter, solidny poziom bez cykaczy, clapów, który nie musi wybrzmieć w dwie i pół minuty. Mojej mamie by się podobało, uważam to za komplement.
Miles Davis - Nuit sur les Champs‐Élysées (Take 1)
Materiał dla hardych majlsiarzy tudzież bardzo wczutych w filmowe klimaty noir, tak jak Hien zresztą pisze. W ostatnich dniach odczuwam niedostatek czasu dla siebie, jednocześnie jakoś tego typu granie nie siedzi mi w domowych warunkach. Najprzyjemniej słuchało się podczas podróży autobusem po pracy do domu. Na tyle, na ile znam muzykę MD, to aż prosi się o kontynuację tego motywu. W tej edycji urywa się. W tej długości mogłoby się zlewać z innymi dżezowymi klasykami, choć charakterystyczne brzmienie i czucie da się rozpoznać. Mniej ostentacyjnej kliszy jak w przypadku poprzednich propozycji, więcej ikry, wrażliwości, choć wciąż w barowym, lekko doomerskim, wieczorowym klimacie. Solidny rozbieg. Prędzej sięgnę po film, choć aż wstyd przyznać, jak bardzo w tym roku zaniedbałem tę działkę...
Christina Aguilera feat. Nile Rodgers - Telepathy
Uniwersum uczuciowe Jacka z jednej strony, podrzucana wrzutka z drugiej. Mocno RAMowy repertuar, ale taki Mrozu dopiero za kilka lat wejdzie na pełnej w tak skrojone muzyczne szaty. Bardzo eklektyczny kawałek. Trochę jak pop produkowany z 50 lat temu, trochę akcentów disco, do tego smyki, takie przeprodukowanie w starym stylu. Za mało mięsa, bo wokalnie jakoś szybko idzie, za to tę jęczenio-smęcenia ciągną się w głowie niemiłosiernie. Poważny aranż, ale przede wszystkim z przodu chodzi bas, więc kawałek delikatnie muli. Nie wiem, jak działałby w serialu, ale przed tę produkcję ma coś w sobie właśnie ze streamingowej maniery od linijki. Dobrze imituje, a mnie lekko muli. Solidne, tyle że nie czuję serducha. Chyba, że miałbym wokół tego utworu tyle do powiedzenia i przekazania, to zupełnie coś innego. Po Feel This Moment Aguilera już nigdy więcej nie rzuciła niczym, co wylądowałoby na moim radarze.
Tears For Fears - I Love You But I'm Lost
Kurczę, myślałem, że byłem bardziej obrażony na Tipping Point, ale czytam po czasie i nie ma tragedii. Z drugiej strony po okresie recenzowania praktycznie w ogóle tam nie wracałem. Nie miałem szczególnych oczekiwań. Pierwszy odsłuch pozbawił złudzeń. Może to siła sugestii, ale słychać strasznie takie początkowe zbieranie szyków. Na pozór wszystko bardzo w klasycznym stylu TFF. Po poważniejszym wsłuchaniu czar pryska. Strasznie atakują uszy tą ścianą dźwięku. Kompletnie brakuje głębi, bas zginął bez śladu. Melodie są, choć wokalnie straszne szarpanie i walka o bycie w rytmie, do tego stolcówa. Numer z gatunku: fajnie, że istnieją i dali o sobie znać, nic więcej. Zbyt podobne do klasyki, by chcieć wracać do czegoś innego niż klasyka. Za mało charakterne, by któregokolwiek dnia bez kontekstu wpaść na pomysł: hej, sprawdzę sobie Tears for Fears z 2017 roku. Chyba najlepsze, co im wyszło w ostatnich latach to dokument, który zdarzyło mi się zobaczyć na Sundance TV. Muzycznie bez ikry kompletnie. Przynajmniej nie ma okładki AI czy remiksu Tiesto.
Rudi Schuberth & Wały Jagiellońskie - Kukuła Disco
Ja wiem, że Śpiewające fortepiany i śmieszne memy, ale dla mnie Rudi Schuberth to jest przede wszystkim trochę tęższy pan z okładki płyty WIELKA BIESIADA. Nawet nie musiałem za dużo wpisywać w wyszukiwarkę, by zaraz przede mną wyskoczył Rudi w żółtej koszuli z gitarą w rękach. Nie żebym jakoś często jej słuchał w dzieciństwie. W mieszkaniu dziadków buszowałem wśród płyt i obok gier starszego brata były różne muzyczne artefakty. Kolędy Violetty Villas z Wiśniewskim, Pudelsi no i to na przykład. Wałów Jagiellońskich za ChRL sam z siebie bym nie odpalił, bo Córka rybaka dysponuje tak dużą siłą rażenia, że nawet mój otwarty umysł nie potrafi się do niej zdystansować. To tego typu konglomerat muzyczno-artystyczny niebezpiecznie mieszający powagę z bezwstydnym chodnikiem. Może trzeba byłoby doświadczyć lat 80' w Polsce, by wczuć się w kolejne warstwy sztuki wówczas tworzonej, ale jakoś z Republikami, Oddziałami i innymi nigdy nie było problemu (poza okolicznościami rodzinnymi). TEY czasem faktycznie jest zabawy, ale bez spuszczania się na boomerską modłę. Rudi Schuberth najbardziej mnie "rozwala", jak to mówi młodzież, po lekturze wątku na jego temat na forum 80s, bo i tam zajrzałem w czasach pandemicznych (i chwilę po pandemii). Sam numer brzmi zaskakująco okej. Nie śmieszy, nie żenuje, te potencjalne warstwy cebuli kontekstu są dla mnie zbędne. Akcent disco wykonany naprawdę solidnie. Tekstowo bez szału. Może dlatego jakoś tak ani ziębi, ani grzeje? Nie nastawiałem się szczególnie, a wyszło wyjątkowo zwyczajnie. Jednocześnie muszę przyznać, że na dłuższą metę nie umiałbym tego słuchać nieironicznie. Rudi ze swoją nieodzowną AURĄ jest nie do wytarcia z głowy. W dzieciństwie trafiłem na nagrywki RADIA CHLEW na JuTube i chyba je traktowałbym z większym szacunkiem i serduchem, choć bałbym się seryjnie sprawdzać te materiały 15 lat po czasie.
Lara Fabian - Je T'aime
Nie umiem wyobrazić sobie siebie w takiej sytuacji rozłąki. Zdecydowanie nie zazdroszczę Wujasowi i kibicuję w wytrwałości. W kwestiach muzycznych jestem pewien, że takie znaleziska z przełomu wieków są ciekawsze niż miłostki-nówki prosto z katalogów największych wytwórni. Brzmienie z gatunku zgranych kart, ale w takim ujęciu już nie do odtworzenia. Niby pokrywa się patyną, a jest w tym już coś nieuchwytnego, klasyczny wyróżnik czasu. Z patosem, emocjonalną przesadą i jednocześnie lekkością, wszystko kulturalnie uporządkowane. Wokalnie całkiem okej, atak na pozycje typowe dla Celine Dion, więc nie ma dramatu. Shodan wcześniej już nam podrzucał podobnie historyczne wrzutki. Może jakoś nie słucham z wypiekami na twarzy, ale tu jest jakiś charakter, solidny poziom bez cykaczy, clapów, który nie musi wybrzmieć w dwie i pół minuty. Mojej mamie by się podobało, uważam to za komplement.
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Miles Davis - Nuit sur les Champs‐Élysées (take 1)
Kurczaki, znowu wyjdzie szydło z worka. To nie jest tak, że nie znam tej płyty Milesa, bo nawet ja ją znam, ale przyznam się wam, że nie na tyle dobrze, bym był w stanie wejść w polemikę z wrzucającym nt. Tego czy to jest czy nie jest najlepsze podejście do tego kawałka, ani też by forsować, że lepsze było oryginalne wydanie z '57 bla bla bla. A, i filmu też nie widziałem, bo jestem jednym z tych, co to sami wiecie jak to z filmami stoją. W każdym razie ładne to jest i urocze. Może nie słuchałbym tego w tej waszej cholernej zadymionej knajpie, choćby dlatego, że rzuciłem te pieprzone fajki (zero jakichkolwiek w tym roku - pierwszy taki rok w moim życiu od jakiegoś 2009, brawo ja), ale jest to muzyka od której bije klasą i elegancją. Gdybym miał się bawić w takie obrazowe porównania, to bym pewnie napisał coś o słuchaniu tego w przestrzennym, stylowym mieszkaniu i puszczaniu tego z adaptera, popijając dobrą whiskey w szlafroku, ale po napisaniu tych słów uważam, że lepiej tego nie robić. Poprzestanę więc na napisaniu, że jest to piękna elegancka rzecz.
Christina Aguilera feat. Nile Rodgers - Telepathy
Kurde, dziwny ten kawałek. Ja to generalnie w temacie Aguilery jestem jaroszem znającym dwie-trzy rzeczy i może nie powinienem tego pisac, ale z jakichś myślałem, że była znacznie starsza, gdy wykonywała ten kawałek. Wiem, że to dziwne stwierdzenie, ale być może to wynika z tego, że wydawało mi się, żę stała się sławna wcześniej, a może też to kwestia tego, że jej wokal tu brzmi jakby była znacznie starsza niż w rzeczywistości. Zabawna rozkmina mają świadomość tego, że nagrywała ten utwór będąc tylko nieco starszą niż ja xd. Abstrachując od tego - taki se o radiowy popik z disco naleciałościami, przesłuchałem bez bólu, raczej nie wrócę. Doceniam, na pewno bardziej niż bym docenił w swoim czasie, ale niewiele więcej niż to.
Tears For Fears - I Love You But I'm Lost
Musiałowi zdarzało się parę razy w tej zabawie wyjechać z buta nazwą/nazwiskiem, które sobie bardzo cenię i szanuję, ale dać taki przykład, że aż nie byłem w stanie uwierzyć, że ten człowiek może lubić to samo co ja. xD To jest utwór, który dopiszę sobie do tej listy takich przypadków gdy tylko zechce mi się taką stworzyć (nie zechce). Ja tego całego Bastille nie znam, tj. kojarzę nazwę, ale nawet jej do tej pory nie powiązywałem jej z tym irytującym indie z TEMU, które leciało w tamtej dekadzie do usrania w radiostacjach. I faktycznie, brzmi to bardzo podobnie. To porównanie może być krzywdzące, bo to nie jest aż tak złe, tj. jest to przedstawiciel grupy utworów nawet można tego posłuchać, ale nie bardzo wiem po co. Jednak wolę Shout i co mi zrobicie.
Nosowska - Jeśli wiesz co chcę powiedzieć...
Ja to czasem mam wrażenie, że w tygodniu Roberta dzieje się więcej niż u mnie w życiu przez 5 lat, bo składa się ono niemal wyłącznie z wizyt w teatrze, spontanicznych spotkań ze znajomymi oraz przebywania w pociągach. Nie są to rzeczy, które kiedykolwiek robiłem zbyt często, a odkąd mam pracę i takie tam to nawet jakbym chciał to nie mam kiedy (i z kim). Nie żebym marudził, bo nie mam zamiaru. Może jedynie na to, że podwędzono mi wrzutę, ale kaman - czy ktoś mi kazał się tak tyle z nią czaić?
Zgadzam się z tym, że Nosowska na puk.puk była spoko, ale ja tam generalnie uważam, że w latach 90. generalnie była spoko i nawet jak zdarzało się jej być grafomańską czy tam pretensjonalną to to miało to swój urok, pasowało do jej wizerunku i generalnie było JAKIEŚ (niestety, później już głównie się jej być pretensjonalną, a urok gdzieś wyparował). I ta wrzuta to w sumie dobry przykład tego, bo są tu wersy przy których w innych przypadkach bym mógł przewracać oczami, ale tu działają. A muzycznie też dzieje się tu dużo zaskakująco dobrego i interesującego, słychać te inspiracje tzw. Dobrą elektroniką typu Aphexy nieaphexy plus ten WYKURWISTY saksofon!
Jaram się i Robert ratuje honor kolejki (spoiler, ale trudno). Ze swojej strony tylko dodam, bo z jakichś przyczyn wrzucający tego nie zrobił, że utwór pochodzi z filmu pt. Gry Uliczne - ciekawego i niezłego, zwłaszcza jak na polskie kino lat 90., filmu o dwóch dziennikarzach próbujących rozwikłać zakładkę śmierci jednego z działaczy Solidarności i który wyróżniał się agresywnym i dynamicznym montażem rodem z teledysków na MTV. Mieszanka nietypowa, ale strawna i warta uwagi.
Lara Fabian - Je T'aime
Ehhh... No ciężko mi tu coś napisać. Bo nie będę kłamać, że to jest rzecz z mojej bajki, na moje poczucie estetyki i że mi się podoba. Jest zupełnie odwrotnie i ta wrzuta to antypody wręcz mojego gustu. Ale, cholera, znowu nie mam serca jej zbesztać, bo dobrze wiem jak to jest być w spoko momencie życia po dużym kryzysie, a jeszcze bardziej rozumiem posiadanie niestandardowego soundtracku do takich czasów. Nie wiem co tam się u państwa shodańskich w życiu wydarzyło i nie wnikam, ale gratuluję i zazdroszczę, choć może przy czymś innym w tle.
Fajna kolejka - tak bym napisał, gdyby była lepsza.
Kurczaki, znowu wyjdzie szydło z worka. To nie jest tak, że nie znam tej płyty Milesa, bo nawet ja ją znam, ale przyznam się wam, że nie na tyle dobrze, bym był w stanie wejść w polemikę z wrzucającym nt. Tego czy to jest czy nie jest najlepsze podejście do tego kawałka, ani też by forsować, że lepsze było oryginalne wydanie z '57 bla bla bla. A, i filmu też nie widziałem, bo jestem jednym z tych, co to sami wiecie jak to z filmami stoją. W każdym razie ładne to jest i urocze. Może nie słuchałbym tego w tej waszej cholernej zadymionej knajpie, choćby dlatego, że rzuciłem te pieprzone fajki (zero jakichkolwiek w tym roku - pierwszy taki rok w moim życiu od jakiegoś 2009, brawo ja), ale jest to muzyka od której bije klasą i elegancją. Gdybym miał się bawić w takie obrazowe porównania, to bym pewnie napisał coś o słuchaniu tego w przestrzennym, stylowym mieszkaniu i puszczaniu tego z adaptera, popijając dobrą whiskey w szlafroku, ale po napisaniu tych słów uważam, że lepiej tego nie robić. Poprzestanę więc na napisaniu, że jest to piękna elegancka rzecz.
Christina Aguilera feat. Nile Rodgers - Telepathy
Kurde, dziwny ten kawałek. Ja to generalnie w temacie Aguilery jestem jaroszem znającym dwie-trzy rzeczy i może nie powinienem tego pisac, ale z jakichś myślałem, że była znacznie starsza, gdy wykonywała ten kawałek. Wiem, że to dziwne stwierdzenie, ale być może to wynika z tego, że wydawało mi się, żę stała się sławna wcześniej, a może też to kwestia tego, że jej wokal tu brzmi jakby była znacznie starsza niż w rzeczywistości. Zabawna rozkmina mają świadomość tego, że nagrywała ten utwór będąc tylko nieco starszą niż ja xd. Abstrachując od tego - taki se o radiowy popik z disco naleciałościami, przesłuchałem bez bólu, raczej nie wrócę. Doceniam, na pewno bardziej niż bym docenił w swoim czasie, ale niewiele więcej niż to.
Tears For Fears - I Love You But I'm Lost
Musiałowi zdarzało się parę razy w tej zabawie wyjechać z buta nazwą/nazwiskiem, które sobie bardzo cenię i szanuję, ale dać taki przykład, że aż nie byłem w stanie uwierzyć, że ten człowiek może lubić to samo co ja. xD To jest utwór, który dopiszę sobie do tej listy takich przypadków gdy tylko zechce mi się taką stworzyć (nie zechce). Ja tego całego Bastille nie znam, tj. kojarzę nazwę, ale nawet jej do tej pory nie powiązywałem jej z tym irytującym indie z TEMU, które leciało w tamtej dekadzie do usrania w radiostacjach. I faktycznie, brzmi to bardzo podobnie. To porównanie może być krzywdzące, bo to nie jest aż tak złe, tj. jest to przedstawiciel grupy utworów nawet można tego posłuchać, ale nie bardzo wiem po co. Jednak wolę Shout i co mi zrobicie.
Nosowska - Jeśli wiesz co chcę powiedzieć...
Ja to czasem mam wrażenie, że w tygodniu Roberta dzieje się więcej niż u mnie w życiu przez 5 lat, bo składa się ono niemal wyłącznie z wizyt w teatrze, spontanicznych spotkań ze znajomymi oraz przebywania w pociągach. Nie są to rzeczy, które kiedykolwiek robiłem zbyt często, a odkąd mam pracę i takie tam to nawet jakbym chciał to nie mam kiedy (i z kim). Nie żebym marudził, bo nie mam zamiaru. Może jedynie na to, że podwędzono mi wrzutę, ale kaman - czy ktoś mi kazał się tak tyle z nią czaić?
Zgadzam się z tym, że Nosowska na puk.puk była spoko, ale ja tam generalnie uważam, że w latach 90. generalnie była spoko i nawet jak zdarzało się jej być grafomańską czy tam pretensjonalną to to miało to swój urok, pasowało do jej wizerunku i generalnie było JAKIEŚ (niestety, później już głównie się jej być pretensjonalną, a urok gdzieś wyparował). I ta wrzuta to w sumie dobry przykład tego, bo są tu wersy przy których w innych przypadkach bym mógł przewracać oczami, ale tu działają. A muzycznie też dzieje się tu dużo zaskakująco dobrego i interesującego, słychać te inspiracje tzw. Dobrą elektroniką typu Aphexy nieaphexy plus ten WYKURWISTY saksofon!
Jaram się i Robert ratuje honor kolejki (spoiler, ale trudno). Ze swojej strony tylko dodam, bo z jakichś przyczyn wrzucający tego nie zrobił, że utwór pochodzi z filmu pt. Gry Uliczne - ciekawego i niezłego, zwłaszcza jak na polskie kino lat 90., filmu o dwóch dziennikarzach próbujących rozwikłać zakładkę śmierci jednego z działaczy Solidarności i który wyróżniał się agresywnym i dynamicznym montażem rodem z teledysków na MTV. Mieszanka nietypowa, ale strawna i warta uwagi.
Lara Fabian - Je T'aime
Ehhh... No ciężko mi tu coś napisać. Bo nie będę kłamać, że to jest rzecz z mojej bajki, na moje poczucie estetyki i że mi się podoba. Jest zupełnie odwrotnie i ta wrzuta to antypody wręcz mojego gustu. Ale, cholera, znowu nie mam serca jej zbesztać, bo dobrze wiem jak to jest być w spoko momencie życia po dużym kryzysie, a jeszcze bardziej rozumiem posiadanie niestandardowego soundtracku do takich czasów. Nie wiem co tam się u państwa shodańskich w życiu wydarzyło i nie wnikam, ale gratuluję i zazdroszczę, choć może przy czymś innym w tle.
Fajna kolejka - tak bym napisał, gdyby była lepsza.
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Mentos kolejkę zbeształ, ja dużo mehałem poprzednio więc dla równowagi w naturze teraz będę chwalił.
Miles Davis - Nuit sur les Champs‐Élysées (take 1)
Noo, taką klasyką jazzu to mnie można śmiało karmić. Nie żebym zjadł na tej muzyce zęby ale znam przynajmniej dwa jazzowe albumy z lat 50. które uważam za naprawdę spoko i chyba jazz tamtej dekady bardziej mi siedzi niźli lata 60. kiedy wjechała mocno awangarda. Miles Davis wielkim trębaczem był, a ja tam lubię takie prostsze jazzowe granie gdzie po prostu mogę chłonąć przyjemny, lekki, lounge'owy vibe tej muzyki. Wieczorne noirowe klimaty też jak najbardziej sobie cenię i w tej ilości to mi naprawdę odpowiada. Nie wiem czy na dystansie albumu nie straciłbym zainteresowania - więc może dobrze dostać do odsłuchu taki wyrywek - ALE może nawet spróbuję to kiedy sprawdzić? Na pewno w formie tego wyrywka to jest jak zgrabnie ukrojony kawałek tortu którym się nie przesłodziłem i zjadłem ze smakiem.
Tears For Fears - I Love You But I'm Lost
Przyznam że słysząc to w radio nie poznałbym raczej że to TFF - ale w sumie chyba to samo mógłbym powiedzieć o dowolnym numerze z The Tipping Point. Tamto wydanie TFF tak średnio mi leżało chyba, obecnie nic z tego nie zostało w głowie ale tu o dziwo... siedzi w sumie. Całkiem przyjemny przeboik, ma jakąś taką lekkość w sobie. Słysząc refren wokal jakoś tak mi się kojarzy nieco z Bono heh, coś ma to w sobie jak jakieś nowsze U2 dla mnie choć w takim mocno radiowym, popowym wydaniu. Wkręciło się troszkę, propsuję a co!
Nosowska - Jeśli wiesz co chcę powiedzieć...
Przyznaję, zaskoczyła mnie ta wrzutka. Kompletnie nie miałem pojęcia że Nosowska nagrywała solowe płyty już w latach 90. to jedno a drugie to produkcja tutaj, naprawdę dobry poziom jak na nasze podwórko, ten saksofon jest bezbłędny, ale totalnie nie wiem np. gdzie ktoś tu może słyszeć jakieś około Aphexowe brzmienie, no ale to ja, bardziej może Björk z ery Post bym tu słyszał. Niemniej Nosowską lubię/lubiłem do pewnego momentu i tu jest jeszcze całkiem spoko. Zachęcająca wrzutka, dobrze wiedzieć że mam takie rzeczy do odkrycia nadal.
Rudi Schuberth & Wały Jagiellońskie - Kukuła Disco
Komiczne, ejtisowe, taneczne, szlagierowe. Tropy takiego pastiszowego grania utrzymywały się na marginesie naszego rodzimego podwórka z dekady na dekadę - Franek Kimono, T-Raperzy Znad Wisły na DYSZCZu, Tymon & The Transistors na soundtracku do "Wesela" i dobrze już nam znane KURY. Gruby Schuberth z zespołem dostarczają nie tylko uśmiechu pod wąsem ale i całkiem dobrej muzyczki, bo muzycznie jest to zgrabnie zrealizowane, bas buja głową a gitara w refrenie cuchnie funkiem jak należy. To nie tylko świetne disco ale i wygrzebalisko (ho ho ho, rymy na poziomie Rudiego mi się włączyły aż!).
Lara Fabian - Je T'aime
Osobista wrzuta od Wuja to zawsze święto. Zresztą każda osobista wrzuta padająca w bestce to po prostu fajna okazja poznania czegoś więcej nt. wrzucającego ponad samą muzykę jakiej słucha. Czasem dobry background obroni najsłabszy numer a czasem - tak jak tu - towarzyszy dobrej wrzucie po prostu. Gdybym miał opisać mój stosunek do wrzutek shodana na forum to cechują go dwie rzeczy - jedna to to że Wujas trafia w moje gusta dość rzadko ale druga to to że trafia tam gdzie się bym tego nie spodziewał, ale to że na codzień słucham se MURZYNÓW nie znaczy że nie docenię Pani śpiewającej po francusku typową balladę w stylu Celine Dion. Z tym francuskim to u mnie ciężko trafić przeważnie ale Lara Fabian tu naprawdę rozwala tym refrenem, kobitka daje z siebie wszystko, smyczki bardzo fajnie podkreślają dramaturgię, są emocje, bardzo ładne to jest, zwłaszcza gdy pod koniec powtarza to wyznanie miłości raz za razem jak opętana. No cóż, może raz dla odmiany Wujas nie będzie zarzucał żem nieczuły Murzyn jest.
Naprawdę mocarna kolejeczka, lubię kiedy tak każdy ze swojego poletka z dobrym plonem wlatuje.
Miles Davis - Nuit sur les Champs‐Élysées (take 1)
Noo, taką klasyką jazzu to mnie można śmiało karmić. Nie żebym zjadł na tej muzyce zęby ale znam przynajmniej dwa jazzowe albumy z lat 50. które uważam za naprawdę spoko i chyba jazz tamtej dekady bardziej mi siedzi niźli lata 60. kiedy wjechała mocno awangarda. Miles Davis wielkim trębaczem był, a ja tam lubię takie prostsze jazzowe granie gdzie po prostu mogę chłonąć przyjemny, lekki, lounge'owy vibe tej muzyki. Wieczorne noirowe klimaty też jak najbardziej sobie cenię i w tej ilości to mi naprawdę odpowiada. Nie wiem czy na dystansie albumu nie straciłbym zainteresowania - więc może dobrze dostać do odsłuchu taki wyrywek - ALE może nawet spróbuję to kiedy sprawdzić? Na pewno w formie tego wyrywka to jest jak zgrabnie ukrojony kawałek tortu którym się nie przesłodziłem i zjadłem ze smakiem.
Tears For Fears - I Love You But I'm Lost
Przyznam że słysząc to w radio nie poznałbym raczej że to TFF - ale w sumie chyba to samo mógłbym powiedzieć o dowolnym numerze z The Tipping Point. Tamto wydanie TFF tak średnio mi leżało chyba, obecnie nic z tego nie zostało w głowie ale tu o dziwo... siedzi w sumie. Całkiem przyjemny przeboik, ma jakąś taką lekkość w sobie. Słysząc refren wokal jakoś tak mi się kojarzy nieco z Bono heh, coś ma to w sobie jak jakieś nowsze U2 dla mnie choć w takim mocno radiowym, popowym wydaniu. Wkręciło się troszkę, propsuję a co!
Nosowska - Jeśli wiesz co chcę powiedzieć...
Przyznaję, zaskoczyła mnie ta wrzutka. Kompletnie nie miałem pojęcia że Nosowska nagrywała solowe płyty już w latach 90. to jedno a drugie to produkcja tutaj, naprawdę dobry poziom jak na nasze podwórko, ten saksofon jest bezbłędny, ale totalnie nie wiem np. gdzie ktoś tu może słyszeć jakieś około Aphexowe brzmienie, no ale to ja, bardziej może Björk z ery Post bym tu słyszał. Niemniej Nosowską lubię/lubiłem do pewnego momentu i tu jest jeszcze całkiem spoko. Zachęcająca wrzutka, dobrze wiedzieć że mam takie rzeczy do odkrycia nadal.
Rudi Schuberth & Wały Jagiellońskie - Kukuła Disco
Komiczne, ejtisowe, taneczne, szlagierowe. Tropy takiego pastiszowego grania utrzymywały się na marginesie naszego rodzimego podwórka z dekady na dekadę - Franek Kimono, T-Raperzy Znad Wisły na DYSZCZu, Tymon & The Transistors na soundtracku do "Wesela" i dobrze już nam znane KURY. Gruby Schuberth z zespołem dostarczają nie tylko uśmiechu pod wąsem ale i całkiem dobrej muzyczki, bo muzycznie jest to zgrabnie zrealizowane, bas buja głową a gitara w refrenie cuchnie funkiem jak należy. To nie tylko świetne disco ale i wygrzebalisko (ho ho ho, rymy na poziomie Rudiego mi się włączyły aż!).
Lara Fabian - Je T'aime
Osobista wrzuta od Wuja to zawsze święto. Zresztą każda osobista wrzuta padająca w bestce to po prostu fajna okazja poznania czegoś więcej nt. wrzucającego ponad samą muzykę jakiej słucha. Czasem dobry background obroni najsłabszy numer a czasem - tak jak tu - towarzyszy dobrej wrzucie po prostu. Gdybym miał opisać mój stosunek do wrzutek shodana na forum to cechują go dwie rzeczy - jedna to to że Wujas trafia w moje gusta dość rzadko ale druga to to że trafia tam gdzie się bym tego nie spodziewał, ale to że na codzień słucham se MURZYNÓW nie znaczy że nie docenię Pani śpiewającej po francusku typową balladę w stylu Celine Dion. Z tym francuskim to u mnie ciężko trafić przeważnie ale Lara Fabian tu naprawdę rozwala tym refrenem, kobitka daje z siebie wszystko, smyczki bardzo fajnie podkreślają dramaturgię, są emocje, bardzo ładne to jest, zwłaszcza gdy pod koniec powtarza to wyznanie miłości raz za razem jak opętana. No cóż, może raz dla odmiany Wujas nie będzie zarzucał żem nieczuły Murzyn jest.
Naprawdę mocarna kolejeczka, lubię kiedy tak każdy ze swojego poletka z dobrym plonem wlatuje.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Nie widziałem Gier Ulicznych 
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Christina Aguilera feat. Nile Rodgers - Telepathy
Nile Rodgers niby nie robi niczego niezwykłego z gitarą, ale jednocześnie od razu słychać, że to on, a jego zagrywki robią każdy kawałek, w którym on się pojawia. Murzyn wlatuje tutaj z letniakiem pierwszej klasy, co tak średnio współgra z silenthillem za oknem, ale no trudno. Jeśli nie zapomnę, to wrócę do tego kawałka latem, a teraz mogę sobie prejznąć, bo piosenka jest sympatyczna, no i w kontekście, który Jaca opisuje, jak najbardziej czuję klimat. Jedyne co, to trochę dziwnie się te numer urywa, ale też nie jest to nic, co by psuło dobre wrażenie.
Tears For Fears - I Love You But I'm Lost
Ten kawałek pochodzi z czasów, kiedy armia producentów próbowała zrobić z TFF popowego cukiereczka dla dzieciaków, co ostatecznie doprowadziło niemal do porzucenia planów nagrania nowego albumu, bo Roland i Curt (zwłaszcza ten drugi) zwyczajnie tego nie czuli. I trochę to słychać niestety, że ten kawałek produkowali ludzie, którzy nie rozumieli w ogóle Tears for Fears. Piosenka jest fantastyczna, pachnie tym duetem na kilometr, trudno się tutaj do samej kompozycji przyczepić, ale niestety zrobiono jej dużą krzywdę już przy stole mikserskim. Tym samym, uczucia względem”I Love You But I’m Lost” mam bardzo mieszane. To mógł być klasyk zespołu, a mam wrażenie, że wyszedł niezbyt udany eksperyment mający na celu zrobienia z Tears for Fears, czegoś czym nie byli, nie są i nie bedą.
Nosowska - Jeśli wiesz co chcę powiedzieć...
Aktualnie czuję dużą niechęć do Nosowskiej, ale swego czasu ją szanowałem. Nigdy nie wkręciłem się w Hey, ani nic solowego, a może nawet jedna piosenka tu ode mnie kiedyś wleci. Na pewno w latach 90-tych, była to zdecydowanie ciekawsza osoba, niż teraz, kiedy przesiąknęła smrodem męskiego grania i generalnie zrobiła się ekscentryczną dziwaczką (ale w złym tego słowa znaczeniu). Jak na 96 r. to dzieją się tu muzycznie niesamowicie ciekawe rzeczy. Produkcja na poziomie, jakbym słuchał jakiegoś OK Computer. Dużo fajnych pomysłów, a co najważniejsze, dobrze zrealizowanych, a nie na zasadzie „Polska próbuje być jak XYZ, ale...”. Jeszcze nie nosze kaszkietu, ale gdybym nosił, to bym go uchylił przed tym utworem, bo jednak przebicie się przez moją niechęć do Nosowskiej, wymaga naprawdę dobrego utworu.
Rudi Schuberth & Wały Jagiellońskie - Kukuła Disco
Nie wiem no, mam jakiś sentyment do Rudiego Szuberta. Nigdy mnie jakoś bardzo nie irytował, dla mnie to był taki Drozda na dopalaczu. Bit disco, który wchodzi na początku jest tak rasowy, że naprawdę nie ma co się tutaj ciskać. Bas bardzo mi przypomina bas z „Psich Smutków”, jak i z pierwszej płyty „Franka Kimono”, a ze czasy podobne, to może to i ten sam basista? (sprawdziłem, nie ten sam). W każdym razie, ja jestem człowiekiem starszym, ok, może nie tak starym żeby pamiętać czasy sprzed moich narodzin, ale te klimaty ciągnęły się jeszcze nad polskim morzem na początku lat 90. I ja mówię „Kukule Disco” ok. Tak jak Seba napisał, to jest po prostu bardzo dobre disco, a ta przaśna polskość mi odpowiada.
Lara Fabian - Je T'aime
Już Wujasowi pisałem na priv, ale powtórzę tutaj, że podziwiam ten krok trwania na granicy, mimo tego, że de facto Wujowi oficjalnie należy się emerytura. Ja bym nie wytrzymał z dala od żony nawet dwóch tygodni, a co dopiero 3 miesięcy (w tym Święta). Ale ze mnie jest taki patriota, jak z koziej dupy jest trąba. W każdym razie, szanuję i podziwiam oddanie, jak i życzę wszystkiego dobrego w małżeństwie, bo to nie zawsze są takie hopsiupy. Dobry znajomy, mówił mi kiedyś, że jego kryzys w małżeństwie przetrwali z żoną tylko z uwagi na kredyt. I kiedy to się przewaliło, teraz układa im się najlepiej, jak dotąd, ale gdyby nie ten kredyt… to by mogło już nie być małżeństwa. No, ale ja tu się bawię w spychologa, a tu piosenka. No i piosenka, no jest jaka jest
Bardzo rzewna, w stylu „From Sarah With Love”, taka już na granicy kiczu niestety, i takiego dramatycznego patosu, który jednak do mnie nie przemawia, bo ja z natury jestem trochę no po prostu innym. No, ale patrząc przez pryzmat Wuja, to jestem w stanie zrozumieć emocje, które ten kawałek przekazuje. To nie tak, że się lituję nad Wujem, ale po prostu wiem, że nie mam do czynienia z czymś złym, po prostu nie moje klimaty.
Nile Rodgers niby nie robi niczego niezwykłego z gitarą, ale jednocześnie od razu słychać, że to on, a jego zagrywki robią każdy kawałek, w którym on się pojawia. Murzyn wlatuje tutaj z letniakiem pierwszej klasy, co tak średnio współgra z silenthillem za oknem, ale no trudno. Jeśli nie zapomnę, to wrócę do tego kawałka latem, a teraz mogę sobie prejznąć, bo piosenka jest sympatyczna, no i w kontekście, który Jaca opisuje, jak najbardziej czuję klimat. Jedyne co, to trochę dziwnie się te numer urywa, ale też nie jest to nic, co by psuło dobre wrażenie.
Tears For Fears - I Love You But I'm Lost
Ten kawałek pochodzi z czasów, kiedy armia producentów próbowała zrobić z TFF popowego cukiereczka dla dzieciaków, co ostatecznie doprowadziło niemal do porzucenia planów nagrania nowego albumu, bo Roland i Curt (zwłaszcza ten drugi) zwyczajnie tego nie czuli. I trochę to słychać niestety, że ten kawałek produkowali ludzie, którzy nie rozumieli w ogóle Tears for Fears. Piosenka jest fantastyczna, pachnie tym duetem na kilometr, trudno się tutaj do samej kompozycji przyczepić, ale niestety zrobiono jej dużą krzywdę już przy stole mikserskim. Tym samym, uczucia względem”I Love You But I’m Lost” mam bardzo mieszane. To mógł być klasyk zespołu, a mam wrażenie, że wyszedł niezbyt udany eksperyment mający na celu zrobienia z Tears for Fears, czegoś czym nie byli, nie są i nie bedą.
Nosowska - Jeśli wiesz co chcę powiedzieć...
Aktualnie czuję dużą niechęć do Nosowskiej, ale swego czasu ją szanowałem. Nigdy nie wkręciłem się w Hey, ani nic solowego, a może nawet jedna piosenka tu ode mnie kiedyś wleci. Na pewno w latach 90-tych, była to zdecydowanie ciekawsza osoba, niż teraz, kiedy przesiąknęła smrodem męskiego grania i generalnie zrobiła się ekscentryczną dziwaczką (ale w złym tego słowa znaczeniu). Jak na 96 r. to dzieją się tu muzycznie niesamowicie ciekawe rzeczy. Produkcja na poziomie, jakbym słuchał jakiegoś OK Computer. Dużo fajnych pomysłów, a co najważniejsze, dobrze zrealizowanych, a nie na zasadzie „Polska próbuje być jak XYZ, ale...”. Jeszcze nie nosze kaszkietu, ale gdybym nosił, to bym go uchylił przed tym utworem, bo jednak przebicie się przez moją niechęć do Nosowskiej, wymaga naprawdę dobrego utworu.
Rudi Schuberth & Wały Jagiellońskie - Kukuła Disco
Nie wiem no, mam jakiś sentyment do Rudiego Szuberta. Nigdy mnie jakoś bardzo nie irytował, dla mnie to był taki Drozda na dopalaczu. Bit disco, który wchodzi na początku jest tak rasowy, że naprawdę nie ma co się tutaj ciskać. Bas bardzo mi przypomina bas z „Psich Smutków”, jak i z pierwszej płyty „Franka Kimono”, a ze czasy podobne, to może to i ten sam basista? (sprawdziłem, nie ten sam). W każdym razie, ja jestem człowiekiem starszym, ok, może nie tak starym żeby pamiętać czasy sprzed moich narodzin, ale te klimaty ciągnęły się jeszcze nad polskim morzem na początku lat 90. I ja mówię „Kukule Disco” ok. Tak jak Seba napisał, to jest po prostu bardzo dobre disco, a ta przaśna polskość mi odpowiada.
Lara Fabian - Je T'aime
Już Wujasowi pisałem na priv, ale powtórzę tutaj, że podziwiam ten krok trwania na granicy, mimo tego, że de facto Wujowi oficjalnie należy się emerytura. Ja bym nie wytrzymał z dala od żony nawet dwóch tygodni, a co dopiero 3 miesięcy (w tym Święta). Ale ze mnie jest taki patriota, jak z koziej dupy jest trąba. W każdym razie, szanuję i podziwiam oddanie, jak i życzę wszystkiego dobrego w małżeństwie, bo to nie zawsze są takie hopsiupy. Dobry znajomy, mówił mi kiedyś, że jego kryzys w małżeństwie przetrwali z żoną tylko z uwagi na kredyt. I kiedy to się przewaliło, teraz układa im się najlepiej, jak dotąd, ale gdyby nie ten kredyt… to by mogło już nie być małżeństwa. No, ale ja tu się bawię w spychologa, a tu piosenka. No i piosenka, no jest jaka jest
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Miles Davis - Nuit sur les Champs‐Élysées (take 1)
Jestem sam zdziwiony, ale podoba mi się to. Utwór ma naprawdę fajny, wieczorowy klimat. Tak jak piszecie dobry do posłuchania gdzieś w zadymionym barze. Ale w domu wieczorem przy kominku i szklaneczce whiskey też by się sprawdziło. W ciągu dnia mniej, bo to typowa wieczorowo-nocna muzyka. Do tego niezwykle elegancka i stylowa.
Nie jest to wciąż muzyka może z mojej bajki, ale doceniam i bez problemu mógłbym posłuchać.
No i znowu mam skojarzenia z Alicią Keys.
Christina Aguilera feat. Nile Rodgers - Telepathy
Po paru przesłuchaniach całkiem dobrze mi siadło. Nie słuchałem nigdy jakoś Aguilery, ale miałem do niej całkiem sporą dozę sympatii. Piosenka Telepathy to typowy letniaczek. Całkiem ładnie wyprodukowany. Podobają mi się te dęciaki i smyki. Bas też dobrze pogrywa. Jest sympatycznie i optymistycznie. Dodatkowo Jackowi kojarzy się z czymś miłym i przyjemnym. To prawda, że czasami jeden szczegół, jedno zdarzenie potrafi wpłynąć na całe późniejsze życie.
Tears For Fears - I Love You But I'm Lost
Rzeczywiście słychać, że ktoś tu koniecznie chciał z TFF zrobić mocno przebojowy i radiowy zespół. Ale wcale nie jest to złe. Podoba mi się warstwa dźwiękowa. Te klawisze brzmiące podobnie do odgłosu sonaru, te niby trąbki z klawisza – fajnie to brzmi. Wyprodukowane jest to dobrze. Najsłabszą stroną utworu jest wg mnie sama melodia, która jest trochę bez wyrazu. No i wokal taki sobie w sumie.
Nosowska - Jeśli wiesz co chcę powiedzieć...
Nie będę ukrywał, że bardzo lubię głos Nosowskiej. Jest w nim tyle gruzu, tyle piachu. Nie zawsze to lubię u wokalistów, ale u Nosowskiej tak. W latach 90’ mocno słuchałem zespołu Hey. Ale albumów solowych pani Kasi nie. I widzę, że to był duży błąd. Bo tym utworem jestem po prostu zachwycony. Słyszałem go już gdzieś tam kiedyś w radio, ale pierwszy raz dopiero teraz tak na poważnie w słuchawkach. No i podoba mi się to co słyszę. Utwór jest genialny, aranżacja niesamowicie dobra. No i przede wszystkim wokal przyprawia o ciary. Biegiem lecę po cały album.
Rudi Schuberth & Wały Jagiellońskie - Kukuła Disco
Z zasady nie przepadam za taką muzyką, którą często nazywam wręcz kabaretową. I myślałem, że z czystym sumieniem będę to mógł zjechać. Tymczasem to jest naprawdę fajne disco. Noga mi chodziła pod stołem cały czas i gibałem się jak głupi. Muzycznie jest super. Sekcja rytmiczna fantastyczna. Bas też. Świetna jest też gitara. No i charakterystyczny wokal Rudiego. Lubię gościa po prostu.
Jako, że nie ma tego utworu na Spotify, to odpaliłem sobie na YT z teledyskiem. Clip jest tak fajny, że jeszcze dodatkowo podbił wartość tego utworu. A gdy na końcu zobaczyłem tablicę z nazwą miejscowości Swornegacie, to cieplutko i miło zrobiło mi się na sercu. Wszak to wieś położona w pobliżu moich rodzinnych Chojnic.
Mimo głośnych nazwisk zagranicznych artystów tym razem Polska zdecydowanie górą.
Jestem sam zdziwiony, ale podoba mi się to. Utwór ma naprawdę fajny, wieczorowy klimat. Tak jak piszecie dobry do posłuchania gdzieś w zadymionym barze. Ale w domu wieczorem przy kominku i szklaneczce whiskey też by się sprawdziło. W ciągu dnia mniej, bo to typowa wieczorowo-nocna muzyka. Do tego niezwykle elegancka i stylowa.
Nie jest to wciąż muzyka może z mojej bajki, ale doceniam i bez problemu mógłbym posłuchać.
No i znowu mam skojarzenia z Alicią Keys.
Christina Aguilera feat. Nile Rodgers - Telepathy
Po paru przesłuchaniach całkiem dobrze mi siadło. Nie słuchałem nigdy jakoś Aguilery, ale miałem do niej całkiem sporą dozę sympatii. Piosenka Telepathy to typowy letniaczek. Całkiem ładnie wyprodukowany. Podobają mi się te dęciaki i smyki. Bas też dobrze pogrywa. Jest sympatycznie i optymistycznie. Dodatkowo Jackowi kojarzy się z czymś miłym i przyjemnym. To prawda, że czasami jeden szczegół, jedno zdarzenie potrafi wpłynąć na całe późniejsze życie.
Tears For Fears - I Love You But I'm Lost
Rzeczywiście słychać, że ktoś tu koniecznie chciał z TFF zrobić mocno przebojowy i radiowy zespół. Ale wcale nie jest to złe. Podoba mi się warstwa dźwiękowa. Te klawisze brzmiące podobnie do odgłosu sonaru, te niby trąbki z klawisza – fajnie to brzmi. Wyprodukowane jest to dobrze. Najsłabszą stroną utworu jest wg mnie sama melodia, która jest trochę bez wyrazu. No i wokal taki sobie w sumie.
Nosowska - Jeśli wiesz co chcę powiedzieć...
Nie będę ukrywał, że bardzo lubię głos Nosowskiej. Jest w nim tyle gruzu, tyle piachu. Nie zawsze to lubię u wokalistów, ale u Nosowskiej tak. W latach 90’ mocno słuchałem zespołu Hey. Ale albumów solowych pani Kasi nie. I widzę, że to był duży błąd. Bo tym utworem jestem po prostu zachwycony. Słyszałem go już gdzieś tam kiedyś w radio, ale pierwszy raz dopiero teraz tak na poważnie w słuchawkach. No i podoba mi się to co słyszę. Utwór jest genialny, aranżacja niesamowicie dobra. No i przede wszystkim wokal przyprawia o ciary. Biegiem lecę po cały album.
Rudi Schuberth & Wały Jagiellońskie - Kukuła Disco
Z zasady nie przepadam za taką muzyką, którą często nazywam wręcz kabaretową. I myślałem, że z czystym sumieniem będę to mógł zjechać. Tymczasem to jest naprawdę fajne disco. Noga mi chodziła pod stołem cały czas i gibałem się jak głupi. Muzycznie jest super. Sekcja rytmiczna fantastyczna. Bas też. Świetna jest też gitara. No i charakterystyczny wokal Rudiego. Lubię gościa po prostu.
Jako, że nie ma tego utworu na Spotify, to odpaliłem sobie na YT z teledyskiem. Clip jest tak fajny, że jeszcze dodatkowo podbił wartość tego utworu. A gdy na końcu zobaczyłem tablicę z nazwą miejscowości Swornegacie, to cieplutko i miło zrobiło mi się na sercu. Wszak to wieś położona w pobliżu moich rodzinnych Chojnic.
Mimo głośnych nazwisk zagranicznych artystów tym razem Polska zdecydowanie górą.
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Napisałem trzy recki, po czym bezmyślnie wróciłem na poprzednią stronę tego wątku by coś doczytać... pisałem je w oknie szybkiej odpowiedzi ;___;
Miles Davis - Nuit sur les Champs‐Élysées (take 1)
Niech ten numer od Milesa Davisa będzie hymnem mojego nieogaru, bo tu się aż chce płakać trochę, ale po cichu i nad tzw. rozlanym mlekiem, bez sił na jego wytarcie z podłogi. Totalnie i całkowicie reluję z opisem Munlupa, brudna knajpa, dym ze szlugów, średniej jakości alkohol z niedomytych szklanek i smutki związane z kobietami. Czy mnie to czeka? Oglądajcie dalej, by się dowiedzieć. O filmie oczywiście nie słyszałem, za to numer jest świetny. Zaczyna się trochę podobnie do tego numeru z OSTa do Maxa Payne'a, który jest pierwszym motywem "parku rozrywki" poświęconego dawno zdjętemu creepy show pt. Address Unknown. Potem wchodzi trąbka prowadząca i robi to tak głośno, iż za pierwszym odsłuchem to mi uszy spuchły. Potem na szczęście było lepiej. Cóż, jest szarość i beznadziejność, właściwie nie wiem, gdzie te tytułowe Pola Elizejskie, bo to bardziej jakieś zadupia Grochowa albo smutne uliczki Chojen, niemniej jednak wrzutka na tę cudowną aurę za oknem jak znalazł. Idę se drinka zrobić, gdzieś w piwnicy mam jeszcze butelkę whiskey...
Christina Aguilera feat. Nile Rodgers - Telepathy
No i proszę, kolejny dobry kawałek, który trochę rozjaśnia tę przykrą jesienną pogodę. Tzn. pogoda jest dla mnie super póki nie pada (niech se będzie ciężko pochmurno i mgliście, dla mnie jak znalazł), dobry czas na... zupełnie nie taką muzykę, jaką serwuje nam Murzyński hehe. No, ale jak się nie ma co się lubi to się nic nie lubi. O serialu oczywiście RÓWNIEŻ nie słyszałem, ten kawałek słyszę chyba pierwszy raz w życiu, w każdym razie... Przygody Murzyna związane z kobietami mogę na pewno podsumować jednym zdaniem - "W Zgierzu dziewczyny nie znajdę.", to był jeden z powodów, dla których uciekłem z tego potwornego miejsca i wyjechałem gdzie wyjechałem. Czy to pomogło in the long run, nie wiem, ale na pewno ułatwiło to i owo xD Mogę częściowo odnosić się do tekstu tej piosenki, albowiem tak się składa, iż mam jedną taką dobrą ziomalę, co to mamy właśnie podobny "telepathy" vibe. Jednocześnie na tyle się różnimy od siebie w pewnych kwestiach, że związku ani romansu nawet w życiu by z tego nie było, ale niespecjalnie mi to przeszkadza. Vibe is everything i ten zdecydowanie bije od jacowego kawałka. Very gut.
Nosowska - Jeśli wiesz co chcę powiedzieć...
Dziwnie się czuję, jakbym już kiedyś słyszał ten numer, albo po prostu inną jego iterację, gdyż ponieważ gdyż Nosowska przynajmniej dwa albo trzy swoje kawałki ma bardzo do siebie podobne. Nigdy specjalnie za tą kobietą nie przepadałem, z tego co wiem jest strasznym bucem (bucką?) i to tego wyjątkowo słabego, artystycznego sortu, że tak to ujmę, i tbh zawsze mi się taką osobą zdawała. Jej głos też nie należy do moich ulubionych, w każdym numerze czy to swoim czy Hey (którego też nie lubię) brzmi, jakby walczyła z jakimś zjadliwym zatwardzeniem. Dziękuję, postoję, a najlepiej przejdę obok CHOCIAŻ muszę uczciwie dodać, iż - faktycznie - od strony stricte technicznej jest to piosenka dobrze wyprodukowana jak na tamten czas i jego przykre realia. Bicik się ładnie ciągnie, gitara w tle i te klawisze przypominają mi coś spomiędzy Hooverphonic a Garbage, no ale Nosowska to ani Arnaert ani Manson, nie lubię chodzić na koncerty do sracza. Otusz nie tym razem Panie Smokowski.
Rudi Schuberth & Wały Jagiellońskie - Kukuła Disco
Hmmm, nie wiem, może to kwestia tego, że u mnie się w ogóle takich rzeczy w domu nie słuchało, w rodzinie to może dalszej, choć Śpiewające Fortepiany ofc oglądałem za dzieciaka (no i cameo Schubertha w najwspanialszym dziele polskiej kinematografii wczesnego XXI wieku, a więc "Gulczas, a jak myślisz"), niewiele więcej. Wiedziałem, że on coś tam kiedyś z muzyką, ale nigdy niczego nie słyszałem ani nie słuchałem. Nie wajbuję z tą muzyką ani trochę, w sensie z taką twórczością w szerokim ujęciu. Bo akurat muza w tym kawałku wyszła super. Trochę taki "Giorgio Moroder w domu" wymieszany z "Bee Geesami w domu" i tak dalej. Albo inaczej - jaką muzę robiliby bracia Mael, gdyby urodzili się gdzieś pod Białogardem. Wybór Seby subiektywny (trudno, żeby był inny), więc ja się subiektywnie odsuwam, nie moje klimaty. Zaś co do pandemii i sebowych odczuć etc., u mnie było wprost odwrotnie - po niemal całym 2019 przeżytym w niemal całkowitej izolacji i chowaniu się przed ludźmi (co opisałem opisując opis do Who Can It Be Now?), w roku 2020 pchnęło mnie wręcz chorobliwie w przebywanie z ludźmi. Efekt był... Był, i na tym poprzestanę (do okresu 2022-2024 na pewno będę w swoich wrzutkach wracał). Ale był. Tutaj efektu nie ma, choć muza się trochę wkręca. Ten refren też ładnie wchodzi... Gdybym tylko mieszkał, nie wiem, W PABIANICACH.
Miles Davis - Nuit sur les Champs‐Élysées (take 1)
Niech ten numer od Milesa Davisa będzie hymnem mojego nieogaru, bo tu się aż chce płakać trochę, ale po cichu i nad tzw. rozlanym mlekiem, bez sił na jego wytarcie z podłogi. Totalnie i całkowicie reluję z opisem Munlupa, brudna knajpa, dym ze szlugów, średniej jakości alkohol z niedomytych szklanek i smutki związane z kobietami. Czy mnie to czeka? Oglądajcie dalej, by się dowiedzieć. O filmie oczywiście nie słyszałem, za to numer jest świetny. Zaczyna się trochę podobnie do tego numeru z OSTa do Maxa Payne'a, który jest pierwszym motywem "parku rozrywki" poświęconego dawno zdjętemu creepy show pt. Address Unknown. Potem wchodzi trąbka prowadząca i robi to tak głośno, iż za pierwszym odsłuchem to mi uszy spuchły. Potem na szczęście było lepiej. Cóż, jest szarość i beznadziejność, właściwie nie wiem, gdzie te tytułowe Pola Elizejskie, bo to bardziej jakieś zadupia Grochowa albo smutne uliczki Chojen, niemniej jednak wrzutka na tę cudowną aurę za oknem jak znalazł. Idę se drinka zrobić, gdzieś w piwnicy mam jeszcze butelkę whiskey...
Christina Aguilera feat. Nile Rodgers - Telepathy
No i proszę, kolejny dobry kawałek, który trochę rozjaśnia tę przykrą jesienną pogodę. Tzn. pogoda jest dla mnie super póki nie pada (niech se będzie ciężko pochmurno i mgliście, dla mnie jak znalazł), dobry czas na... zupełnie nie taką muzykę, jaką serwuje nam Murzyński hehe. No, ale jak się nie ma co się lubi to się nic nie lubi. O serialu oczywiście RÓWNIEŻ nie słyszałem, ten kawałek słyszę chyba pierwszy raz w życiu, w każdym razie... Przygody Murzyna związane z kobietami mogę na pewno podsumować jednym zdaniem - "W Zgierzu dziewczyny nie znajdę.", to był jeden z powodów, dla których uciekłem z tego potwornego miejsca i wyjechałem gdzie wyjechałem. Czy to pomogło in the long run, nie wiem, ale na pewno ułatwiło to i owo xD Mogę częściowo odnosić się do tekstu tej piosenki, albowiem tak się składa, iż mam jedną taką dobrą ziomalę, co to mamy właśnie podobny "telepathy" vibe. Jednocześnie na tyle się różnimy od siebie w pewnych kwestiach, że związku ani romansu nawet w życiu by z tego nie było, ale niespecjalnie mi to przeszkadza. Vibe is everything i ten zdecydowanie bije od jacowego kawałka. Very gut.
Nosowska - Jeśli wiesz co chcę powiedzieć...
Dziwnie się czuję, jakbym już kiedyś słyszał ten numer, albo po prostu inną jego iterację, gdyż ponieważ gdyż Nosowska przynajmniej dwa albo trzy swoje kawałki ma bardzo do siebie podobne. Nigdy specjalnie za tą kobietą nie przepadałem, z tego co wiem jest strasznym bucem (bucką?) i to tego wyjątkowo słabego, artystycznego sortu, że tak to ujmę, i tbh zawsze mi się taką osobą zdawała. Jej głos też nie należy do moich ulubionych, w każdym numerze czy to swoim czy Hey (którego też nie lubię) brzmi, jakby walczyła z jakimś zjadliwym zatwardzeniem. Dziękuję, postoję, a najlepiej przejdę obok CHOCIAŻ muszę uczciwie dodać, iż - faktycznie - od strony stricte technicznej jest to piosenka dobrze wyprodukowana jak na tamten czas i jego przykre realia. Bicik się ładnie ciągnie, gitara w tle i te klawisze przypominają mi coś spomiędzy Hooverphonic a Garbage, no ale Nosowska to ani Arnaert ani Manson, nie lubię chodzić na koncerty do sracza. Otusz nie tym razem Panie Smokowski.
Rudi Schuberth & Wały Jagiellońskie - Kukuła Disco
Hmmm, nie wiem, może to kwestia tego, że u mnie się w ogóle takich rzeczy w domu nie słuchało, w rodzinie to może dalszej, choć Śpiewające Fortepiany ofc oglądałem za dzieciaka (no i cameo Schubertha w najwspanialszym dziele polskiej kinematografii wczesnego XXI wieku, a więc "Gulczas, a jak myślisz"), niewiele więcej. Wiedziałem, że on coś tam kiedyś z muzyką, ale nigdy niczego nie słyszałem ani nie słuchałem. Nie wajbuję z tą muzyką ani trochę, w sensie z taką twórczością w szerokim ujęciu. Bo akurat muza w tym kawałku wyszła super. Trochę taki "Giorgio Moroder w domu" wymieszany z "Bee Geesami w domu" i tak dalej. Albo inaczej - jaką muzę robiliby bracia Mael, gdyby urodzili się gdzieś pod Białogardem. Wybór Seby subiektywny (trudno, żeby był inny), więc ja się subiektywnie odsuwam, nie moje klimaty. Zaś co do pandemii i sebowych odczuć etc., u mnie było wprost odwrotnie - po niemal całym 2019 przeżytym w niemal całkowitej izolacji i chowaniu się przed ludźmi (co opisałem opisując opis do Who Can It Be Now?), w roku 2020 pchnęło mnie wręcz chorobliwie w przebywanie z ludźmi. Efekt był... Był, i na tym poprzestanę (do okresu 2022-2024 na pewno będę w swoich wrzutkach wracał). Ale był. Tutaj efektu nie ma, choć muza się trochę wkręca. Ten refren też ładnie wchodzi... Gdybym tylko mieszkał, nie wiem, W PABIANICACH.
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Tak, teraz pisałem w notatniku na wszelki wypadek i nie dokleiłem tutaj Wujaszka...
Lara Fabian - Je T'aime
Nie mam pojęcia, co to za osoba, ani skąd się wzięła, ale tak to już mam z francuską muzyką, że niewiele o niej wiem. Okładka jest na pewno fatalna przez to prześwietlenie, ale muzyka, choć pachnie jak diabli przełomem najntisów i wieku dwudziestego pierwszego, to nawet, NAWET się broni. Jest trochę nieznośnie i tandetnie filmowa, ale też taki był wtedy czas dla śpiewających pań (nie wszystkich ofc), nie sposób hejtować czasów za ich zeitgeist (albo przynajmniej nie wszystkich). Śpiewająca pani jaka jest, każdy słyszy. Byłoby lepiej, gdyby nie wydzierała się tak potwornie w refrenie cały czas, no ale nie można mieć wszystkiego. Wyjątkowo przemawia do mnie... werbel w obecnej tutaj perkusji, nie wiem, ma w sobie to coś klaposraczowego, ale przywołuje miłe wspomnienia. Co do feelingu Wujasa to znów pozwolę sobie na bardzo ciepłe słowa pod jego adresem - miło widzieć, iż będąc w boomerskim wieku nie ma boomerskiego podejścia do małżeństwa (ŻONA ZŁA HEHE, JA TO BYM OD SWOJEJ), życzę mu (i jego ślubnej) jak najlepiej, oby przetrwali wszystko, co może wylądować na ich drodze. A co do służby etc., to zastanawiam się, czy się na któryś z kursów, co mają być dostępne przez mObywatela nie zapisać. Lewak jestem, ale patriota akurat
Lara Fabian - Je T'aime
Nie mam pojęcia, co to za osoba, ani skąd się wzięła, ale tak to już mam z francuską muzyką, że niewiele o niej wiem. Okładka jest na pewno fatalna przez to prześwietlenie, ale muzyka, choć pachnie jak diabli przełomem najntisów i wieku dwudziestego pierwszego, to nawet, NAWET się broni. Jest trochę nieznośnie i tandetnie filmowa, ale też taki był wtedy czas dla śpiewających pań (nie wszystkich ofc), nie sposób hejtować czasów za ich zeitgeist (albo przynajmniej nie wszystkich). Śpiewająca pani jaka jest, każdy słyszy. Byłoby lepiej, gdyby nie wydzierała się tak potwornie w refrenie cały czas, no ale nie można mieć wszystkiego. Wyjątkowo przemawia do mnie... werbel w obecnej tutaj perkusji, nie wiem, ma w sobie to coś klaposraczowego, ale przywołuje miłe wspomnienia. Co do feelingu Wujasa to znów pozwolę sobie na bardzo ciepłe słowa pod jego adresem - miło widzieć, iż będąc w boomerskim wieku nie ma boomerskiego podejścia do małżeństwa (ŻONA ZŁA HEHE, JA TO BYM OD SWOJEJ), życzę mu (i jego ślubnej) jak najlepiej, oby przetrwali wszystko, co może wylądować na ich drodze. A co do służby etc., to zastanawiam się, czy się na któryś z kursów, co mają być dostępne przez mObywatela nie zapisać. Lewak jestem, ale patriota akurat
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Gdybym miał się odnieść do czegoś co mnie najbardziej zaskoczyło w tych recenzjach to chyba to:
Anyway. Można ruszać dalej i zgodnie z obietnicą w poniedziałek wlatuję z wrzutą.
Kandace Springs - Place To Hide
(2016)
Jak już wiecie dzięki tej bestce wiosną 2016 roku jeszcze byłem na etapie gojenia się ostatnich sercowych ran gdy na mojej drodze napotkałem Gregory'ego Portera z jego utworem Holding On. Następnie sprawdziłem jego album który wydał niedługo później w jazzowej wytwórni Blue Note Records. Prawdopodobnie śledząc właśnie wydania Blue Note natknąłem się następnie na muzykę Kandace Springs która w tym samym roku wydała swoją debiutancką płytę Soul Eyes. Był to zbiór całkiem przyzwoitych vocal jazzowych piosenek, dla mnie coś jak takie fajne damskie uzupełnienie do słuchanego już przeze mnie Portera.
Album Kandace Springs odkryłem akurat jakoś na jesieni gdy ponownie po kilku latach przerwy spotykałem się z moją - obecnie już - żoną. Szczególnie upodobałem sobie wtedy utwór Place To Hide który od razu zaczął kojarzyć mi się z jej osobą. To ciepła ballada na fortepian, kontrabas i perkusję w której Kandace śpiewa o tym że chce być takim schronieniem dla tej drugiej osoby i to dokładnie pasowało wtedy do mojej sytuacji bo chyba to na czym ja i moja żona skupialiśmy się oboje w tych pierwszych wspólnych chwilach po dłuższej przerwie to to by dać sobie oparcie i jakieś poczucie bezpieczeństwa, stabilizacji. Bardzo nie chcieliśmy tego spieprzyć TYM RAZEM, więc raczej stawialiśmy kroki ostrożnie badając grunt i nie zakładaliśmy że z tego wykluje się coś więcej ponad przyjaźń. Chcieliśmy miło spędzać czas i po prostu BYĆ dla tej drugiej osoby. I tak upływały nam sielsko jesienne wieczory na długich rozmowach przy winie.
Słuchaliśmy też muzyki, wymienialiśmy się różnymi utworami i zdaje się Place To Hide na pewno jej puszczałem w tamtym czasie. Nie wiem tylko czy wersję albumową (chociaż zdaje się cały album jej też zostawiłem na kompie) czy bardziej przeze mnie preferowaną z występu na żywo w formacie 1 Mic 1 Take - czyli sama Kandace przy fortepianie i mikrofonie, jeszcze bardziej kameralnie, ta wersja bardziej robi mi feelsy że tak powiem. Zresztą oceńcie sami którą wersję preferujecie.
Albumowa:
https://youtu.be/rP1qEVTalA0?si=OfcmIRNmx7Iu7F3u
1 Mic 1 Take:
https://youtu.be/-Xlaql9o9Us?si=FNHamOewGpbwrIF6
Bo raz że słyszałem przecież ten numer dziesiątki razy a jednak gdzieś w umyśle nie zakliknęło że to przecież Kryśka śpiewa a dwa, no propsów dla takiego numeru się nie spodziewałem...Dragon pisze:08 lis 2025 21:06Po Feel This Moment Aguilera już nigdy więcej nie rzuciła niczym, co wylądowałoby na moim radarze.
Anyway. Można ruszać dalej i zgodnie z obietnicą w poniedziałek wlatuję z wrzutą.
Kandace Springs - Place To Hide
(2016)
Jak już wiecie dzięki tej bestce wiosną 2016 roku jeszcze byłem na etapie gojenia się ostatnich sercowych ran gdy na mojej drodze napotkałem Gregory'ego Portera z jego utworem Holding On. Następnie sprawdziłem jego album który wydał niedługo później w jazzowej wytwórni Blue Note Records. Prawdopodobnie śledząc właśnie wydania Blue Note natknąłem się następnie na muzykę Kandace Springs która w tym samym roku wydała swoją debiutancką płytę Soul Eyes. Był to zbiór całkiem przyzwoitych vocal jazzowych piosenek, dla mnie coś jak takie fajne damskie uzupełnienie do słuchanego już przeze mnie Portera.
Album Kandace Springs odkryłem akurat jakoś na jesieni gdy ponownie po kilku latach przerwy spotykałem się z moją - obecnie już - żoną. Szczególnie upodobałem sobie wtedy utwór Place To Hide który od razu zaczął kojarzyć mi się z jej osobą. To ciepła ballada na fortepian, kontrabas i perkusję w której Kandace śpiewa o tym że chce być takim schronieniem dla tej drugiej osoby i to dokładnie pasowało wtedy do mojej sytuacji bo chyba to na czym ja i moja żona skupialiśmy się oboje w tych pierwszych wspólnych chwilach po dłuższej przerwie to to by dać sobie oparcie i jakieś poczucie bezpieczeństwa, stabilizacji. Bardzo nie chcieliśmy tego spieprzyć TYM RAZEM, więc raczej stawialiśmy kroki ostrożnie badając grunt i nie zakładaliśmy że z tego wykluje się coś więcej ponad przyjaźń. Chcieliśmy miło spędzać czas i po prostu BYĆ dla tej drugiej osoby. I tak upływały nam sielsko jesienne wieczory na długich rozmowach przy winie.
Słuchaliśmy też muzyki, wymienialiśmy się różnymi utworami i zdaje się Place To Hide na pewno jej puszczałem w tamtym czasie. Nie wiem tylko czy wersję albumową (chociaż zdaje się cały album jej też zostawiłem na kompie) czy bardziej przeze mnie preferowaną z występu na żywo w formacie 1 Mic 1 Take - czyli sama Kandace przy fortepianie i mikrofonie, jeszcze bardziej kameralnie, ta wersja bardziej robi mi feelsy że tak powiem. Zresztą oceńcie sami którą wersję preferujecie.
Albumowa:
https://youtu.be/rP1qEVTalA0?si=OfcmIRNmx7Iu7F3u
1 Mic 1 Take:
https://youtu.be/-Xlaql9o9Us?si=FNHamOewGpbwrIF6
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
The Flamingos – I Only Have Eyes For You
Płynnie przechodzę do innej części mojego jesiennego repertuaru, ale jednocześnie nie oddalam się niemal w ogóle, ponieważ pozostaniemy w latach 50 i 60. The Flamingos to amerykańska grupa wokalna doo-woop założona przez czarnoskórych śpiewaków w 1953 r. Utwór natomiast jest jeszcze starszy, bo przedwojenny, ale to właśnie wspomniana grupa przystojnych i utalentowanych MURZYNÓW, osiągnęła największy sukces swoją interpretacją w 1959 r. To był niejako schyłek czarnego doo-woop, który później, jako gatunek, ewoluował w, uwaga, punk. „I Only Have Eyes For You”, to jeden z tych kawałków, które są jak dawno nienoszony sweter, który wyciągamy z szafy, a on wypluwa związane z nim wspomnienia, a nawet konkretny zapach i dotyk. Ten styl, to romantyczne wykonanie, ta specyficzna produkcja… no i doo-woop, który w obecnych czasach, o ile w ogóle, pojawia się już tylko jako ozdobnik. The Flamingos potrafili przenosić emocje i uczucia w sposób, który już praktycznie nie istnieje, ale do mnie przemawia mocno i zawsze przemawiał. Eh, ah i oh.
https://youtu.be/O-T0Mo29sw0?list=RDO-T0Mo29sw0
Płynnie przechodzę do innej części mojego jesiennego repertuaru, ale jednocześnie nie oddalam się niemal w ogóle, ponieważ pozostaniemy w latach 50 i 60. The Flamingos to amerykańska grupa wokalna doo-woop założona przez czarnoskórych śpiewaków w 1953 r. Utwór natomiast jest jeszcze starszy, bo przedwojenny, ale to właśnie wspomniana grupa przystojnych i utalentowanych MURZYNÓW, osiągnęła największy sukces swoją interpretacją w 1959 r. To był niejako schyłek czarnego doo-woop, który później, jako gatunek, ewoluował w, uwaga, punk. „I Only Have Eyes For You”, to jeden z tych kawałków, które są jak dawno nienoszony sweter, który wyciągamy z szafy, a on wypluwa związane z nim wspomnienia, a nawet konkretny zapach i dotyk. Ten styl, to romantyczne wykonanie, ta specyficzna produkcja… no i doo-woop, który w obecnych czasach, o ile w ogóle, pojawia się już tylko jako ozdobnik. The Flamingos potrafili przenosić emocje i uczucia w sposób, który już praktycznie nie istnieje, ale do mnie przemawia mocno i zawsze przemawiał. Eh, ah i oh.
https://youtu.be/O-T0Mo29sw0?list=RDO-T0Mo29sw0
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Martial Canterel - Steele (2005)
Niewielki follow-up do historyjki opisanej przeze mnie we wrzutce do Winter od Makuflaż był bardzo niefortunny. Mój całkowicie nieprzemyślany wypad do stolicy Górnego Śląska kończył się prawdopodobnie tak źle, jak tylko mógł, a może jeszcze gorzej. Long story short sam się nabrałem, że będę w stanie naprawić nienaprawialne, zaś czysty sentyment i sympatia załatwią sprawę. Nie będę wchodził w wielkie szczegóły, ale zrobiło się na tyle nieprzyjemnie, że po zimie, którą potwornie zmęczyłem (choć pomagały mi serial o pewnym seryjnym zabójcy i piąta część Zwojów Starszych) przyszła konstatacja, iż czas się wynosić, najdalej jak się tylko da (a więc do Warszawy lol).
Ale powróciwszy na chwilę do tamtego paskudnego czasu początku listopada 2011, był jeden, powiedzmy highlight - poznałem w międzyczasie naprawdę sporo dobrej muzyki. I wszystko dzięki - a jakże - Foxxowi. Raz czy drugi zapostował jakiegoś wykonawcę na swoim wallu z generalnym dopiskiem w stylu CHECK THIS ONE no i zacząłem sprawdzać. A pierwszym takim wykonawcą był nowojorski duet Xeno & Oaklander, czyli Sean McBride i Liz Wendelbo, którzy zamknięci w piwnicy z toną analogowych syntezatorów robili sobie tzw. minimal wave. Tak się złożyło, że nowy krążek (swój drugi lub trzeci, zależy jak patrzeć) wydali akurat jesienią 2011.
Przepadłem w nich, bardzo lubię do dziś. Wtedy jeszcze chciało mi się robić piramidalne inwestygacje, tak więc dowiedziałem się, że McBride to ma swój własny projekt przy okazji, który robi muzykę podobną, ale momentami nieco mroczniejszą. Tak oto wpadłem na Martial Canterel. McBride ma specyficzny głos, potwornie przy tym mamrocze, a że tekstów w necie się znaleźć prawie nie da, to bywa wyjątkowo frustrujące w kwestii odcyfrowywania, co on tam w ogóle nadaje. Ale muza? No proszę ja Was. Steele to był "motyw przewodni" tamtego nieszczęśliwego wyjazdu i w ogóle tamtego listopada. Wspaniała to piosenka, w listopadzie wchodzi jak marzenie.
Jak to ujęła pewna moja dobra przyjaciółka, "zimne to niby zmrożony alkohol". Zapraszam do degustacji.
https://www.youtube.com/watch?v=ynYsIr4 ... rt_radio=1
PS. Dziś mija równo 14 lat od premiery TESV, czas zapieprza okrutnie.
Niewielki follow-up do historyjki opisanej przeze mnie we wrzutce do Winter od Makuflaż był bardzo niefortunny. Mój całkowicie nieprzemyślany wypad do stolicy Górnego Śląska kończył się prawdopodobnie tak źle, jak tylko mógł, a może jeszcze gorzej. Long story short sam się nabrałem, że będę w stanie naprawić nienaprawialne, zaś czysty sentyment i sympatia załatwią sprawę. Nie będę wchodził w wielkie szczegóły, ale zrobiło się na tyle nieprzyjemnie, że po zimie, którą potwornie zmęczyłem (choć pomagały mi serial o pewnym seryjnym zabójcy i piąta część Zwojów Starszych) przyszła konstatacja, iż czas się wynosić, najdalej jak się tylko da (a więc do Warszawy lol).
Ale powróciwszy na chwilę do tamtego paskudnego czasu początku listopada 2011, był jeden, powiedzmy highlight - poznałem w międzyczasie naprawdę sporo dobrej muzyki. I wszystko dzięki - a jakże - Foxxowi. Raz czy drugi zapostował jakiegoś wykonawcę na swoim wallu z generalnym dopiskiem w stylu CHECK THIS ONE no i zacząłem sprawdzać. A pierwszym takim wykonawcą był nowojorski duet Xeno & Oaklander, czyli Sean McBride i Liz Wendelbo, którzy zamknięci w piwnicy z toną analogowych syntezatorów robili sobie tzw. minimal wave. Tak się złożyło, że nowy krążek (swój drugi lub trzeci, zależy jak patrzeć) wydali akurat jesienią 2011.
Przepadłem w nich, bardzo lubię do dziś. Wtedy jeszcze chciało mi się robić piramidalne inwestygacje, tak więc dowiedziałem się, że McBride to ma swój własny projekt przy okazji, który robi muzykę podobną, ale momentami nieco mroczniejszą. Tak oto wpadłem na Martial Canterel. McBride ma specyficzny głos, potwornie przy tym mamrocze, a że tekstów w necie się znaleźć prawie nie da, to bywa wyjątkowo frustrujące w kwestii odcyfrowywania, co on tam w ogóle nadaje. Ale muza? No proszę ja Was. Steele to był "motyw przewodni" tamtego nieszczęśliwego wyjazdu i w ogóle tamtego listopada. Wspaniała to piosenka, w listopadzie wchodzi jak marzenie.
Jak to ujęła pewna moja dobra przyjaciółka, "zimne to niby zmrożony alkohol". Zapraszam do degustacji.
https://www.youtube.com/watch?v=ynYsIr4 ... rt_radio=1
PS. Dziś mija równo 14 lat od premiery TESV, czas zapieprza okrutnie.
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Elegancki pop lat 90' = sracz, no okej. Kumam niechęć do Nosowskiej, ale są granice xd
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Fakt, to też był I N T E R E S U J Ą C Y take w reckach xdddd
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Feel This Moment to mem do kwadratu, nie za dobry, ale baardzo popularny xD
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Też nie lubię Nosowskiej, no ale kurde xd
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Przypominam, że chciałbym żebyśmy dziś zamknęli etap wrzut
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn