Best of Forum VIII

Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 11 lis 2025 19:51

Jestem sam zdziwiony, ale podoba mi się to. Utwór ma naprawdę fajny, wieczorowy klimat. Tak jak piszecie dobry do posłuchania gdzieś w zadymionym barze. Ale w domu wieczorem przy kominku i szklaneczce whiskey też by się sprawdziło. W ciągu dnia mniej, bo to typowa wieczorowo-nocna muzyka. Do tego niezwykle elegancka i stylowa.
Ja wam mówię, za 2-3 lata wuja przekona się do tego jazzu i sam będzie tu wrzucać Coltrane'ów i Davisów, bo pamiętam podobne wypowiedzi o Radiohead.
Nie wajbuję z tą muzyką ani trochę, w sensie z taką twórczością w szerokim ujęciu. Bo akurat muza w tym kawałku wyszła super. Trochę taki "Giorgio Moroder w domu" wymieszany z "Bee Geesami w domu" i tak dalej
Kocham te recenzje Musiała na podstawie których jestem w stanie stwierdzić wiele rzeczy, ale na pewno nie to co sądzi o danym utworze. ;(

BTW jestem zaskoczony tym jak ciepło przyjęliście Wały Jagiellońskie! Obstawiałem, że reakcje będą wręcz odwrotne, tj. wszyscy zjadą ten utwór jak łysą kobyłę, Robert umiarkowanie pochwali, a Dev napisze spójną recenzję. Przyjemna niespodzianka.

Brian Eno - I'll Come Running

Może powinienem z okazji dzisiejszego święta wrzucić coś polskiego, by być na czasie i w ogóle, ale na chwilę obecną nie jestem w stanie wygrzebać nic konkretnego ani sensownego, więc wybaczcie mi (lub nie). W związku z tym wleci Eno, bo w sumie zawsze jest dobra pora na to by wleciał, o ile nie planuje się wrzucić jakiejś jego plyty na której bawi się vocodem i wychodzi mu to jak wychodzi.

Nie pamiętam już czy o tym wspominałem, ale "odkrycie" Eno zawdzięczam niejakiemu Davidowi Bowiemu. Pewnikiem pamiętacie i wiecie, że w swoim czasie miałem pierdolca na punkcie tego dwuokiego brytola - nie wiem ile razy w swoim czasie przesłuchałem jego Heroes, ale było tego bardzo dużo. Gdy uznałem, że może by tak można byłoby posłuchać czegokolwiek innego, ale podobnego postanowiłem sprawdzić co to za jeden typ ten Brian Eno z którym nagrał te trzy berlińskie albumy.

To nadal były czasy ciemne, ale nie aż tak jak jeszcze parę miesięcy wcześniej - chociażby z racji tego, że już miałem tego cholernego RYMa i nie ściągałem randomowo jakiejś kompilacji albo pierwszej płyty, która wyskoczy mi na darkwarez, tylko sięgnąłem po klasykę w postaci Another Green World. I był to, moi mili państwo, strzał w dziesiątkę, bo to była jedna z tych płyt o które nigdy w życiu nie pytałem (w tamtym czasie pewnie nawet nie wiedziałbym jak zapytać heh), a których potrzebowałem, czyli dobra, ładna i mająca w sobie jakiś niecodzienny pierwiastek - w tym przypadku słowem klucz niechaj będzie BRZMIENIE.

Wzięło mnie wówczas z zaskoczenia i założyło potrójną dźwignie, bo ciężko znając 15 płyt na krzyż (z czego większość to płyty Depeche Mode oraz AC/DC i 2 albumy Pink Floyd) było trafić na coś takiego. Ta płyta brzmi, jakkolwiek to nie zabrzmi, PRZYJEMNIE, ona kojarzy mi się z jakimiś aktywnościami typu spacer w słoneczną pogodę czy wyjście na piłę ze znajomymi i w sumie to zabawne, bo niby taka ze mnie jesieniara i wrzucam ten utwór jesienią i nawet też odkryłem album z której pochodzi jesienią, a jakoś mocno mi się kojarzy z wczesną wiosną.

Cóż, najwyraźniej jest to pora roku, na którą nawet taka jesieniara jak ja nie jest w stanie narzekać. Liczę na to, że wy też nie będziecie heh.

A jak już mamy szukać na siłę polskich akcentów, to niech będzie taki, że słuchałem tej płyty pierwszy raz podczas czytania o Weselu Wyspiańskiego na polski w liceum i to jest jedno z tych abstrakcyjnych i losowych skojarzeń, ktore zapewne tylko ja mam.

Dobra no. Bierzcie i słuchajcie tego

https://www.youtube.com/watch?v=KY1Xxl9ZyfM
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 11 lis 2025 20:58

ETNOBOTANIKA - Z drugiej strony (2025)

Przerywnik dla odświeżenia umysłu musi być. W tym roku nie słuchałem wyjątkowo dużo nowinek, a gdy się tak działo, to raczej po spojrzeniu w kalendarium premier wykonawców, których już znam. ETNOBOTANIKĘ podrzucam między wierszami raz na jakiś czas. Tu pojedyncza wzmianka, tam obecność w Depeszwizji. Górnośląski projekt ma już w portfolio kilka płyt studyjnych, zaczęli nawet "koncertować" (tego oblicza jestem najbardziej ciekaw). Duchologia polska, tylko to nie Drenda. Intertekstualna zabawa w przywoływanie przeszłości, której nigdy nie było. Wycinki z rozmaitych materiałów audio czy wideo z minionych epok zderzone z przyjemnie klasycznie brzmiącą elektroniką. Chwilami bardziej na klubowo, ale to przypomina wczesne Biosphere niż Berghain, także spokojnie. Pierwszy długograj w klimacie palmiarniano-letnim. Drugi bardziej mistyczny, choć wciąż w polskim sosie topiony. KOSMOBOTANIKA, czyli płyta-źródło wrzuty, to jak sama nazwa wskazuje - wyraźny lot ponad nasz biedny dysk z kopułą z cegieł. Potrzebowałem trochę czasu na lepsze poznanie materiału, ale Z Drugiej Strony chyba chwyciło od razu. Jest rytmiczna psychodelia, tajemnica, sampel głosu rodem z filmu edukacyjnego sprzed kilku dekad. Na mnie działa, szczególnie o tej porze albo i później. Boards of Canadziarze, Cate Brooksiarze, wzywam, choć wiadomo, że bestka uczy spodziewania się niespodziewanego. Tych, którym podejdzie od razu, zachęcam od razu do odpalenia następnego kawałka na trackliście, tworzony klimat ładnie się zamyka. Tyle wystarczy.

https://www.youtube.com/watch?v=3756DH08agA
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 12 lis 2025 18:19

To co, chyba zamykamy kolejkę
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 12 lis 2025 18:25

Miały być terminy, na co czekamy?
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 12 lis 2025 18:28

Gadałem z Wujem teraz, odpuści
bo nie wyrobi

Kolejka 11. (186.)

61. Kandace Springs - Place To Hide (stripped)
62. The Flamingos - I Only Have Eyes For You (Hien)
63. Martial Canterel - Steele (devotional)
64. Brian Eno - I'll Come Running (mintaj)
65. Etnobotanika - Z Drugiej Strony (Dragon)
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 12 lis 2025 19:43

Czekamy cały dzień żeby się dowiedzieć, że siusiak.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 12 lis 2025 19:50

Tak, wiem, rozczaro. Liczyłem że Wujas słowa dotrzyma ale w końcu poległ z pracą. Szkoda rozwalać kalendarza. Liczę że od teraz zepniemy trochę tempo. Poniedziałek -wtorek na wrzuty to max, potem jedziemy.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 14 lis 2025 11:03

Kandace Springs - Place to Hide

Murzyn is getting emotional. W ogóle mam nieodparte wrażenie, że słyszałem już gdzieś tę piosenkę. Czy to w jakimś lokalu, czy radio, czy ktoś mi to puszczał, nie wiem. Ale jest solidnie jesiennie i zimowo wręcz, przystrojony salon, kominek, dekoracje, śnieg za oknem, ciepłe, kolorowe swetry i świeczułki i w ogóle. Bardzo cosy kawałek, RAM-core na pełnej, a przynajmniej jakieś Pieprz i Wanilia czy jak się te składanki nazywały. Wokal Kandace to coś pomiędzy Macy Gray i Beady Belle, więc oczywiście do mnie trafia. W ogóle ten numer do mnie trafia, bo ja lubię takie wholesome i heartwarming rzeczy, kojarzą mi się z najpiękniejszymi jesieniami, jakie były. Teraz trochę smuteczkuję, gdyż wczoraj ktoś bezczelnie przypominał mi ostatnią dobrą jesień i początek zimy, nim wszystko poszło się dokumentnie ciupciać. Ale nie mogę nie docenić dobrej muzyki, a ta jest dobra i tyle. Sama Kandace co prawda wygląda trochę jak Erykah Badu w wersji z Temu, niemniej to chyba najmniej ważne. Łezka się w oku kręci i aż bym się przeniósł do jakiegoś drewnianego domku. Najlepiej nad Cauldron Lake.

The Flamingos - I Only Have Eyes For You

Patrzę na tych kolesi na okładce albumu z tym numerem i stwierdzam, że to jest odpowiedź pt. "TAK" na pytanie, czy oni są czarnoskórymi czy Mulatami. Właściwie kogo to obchodzi. Ciekawa sprawa, albowiem ta piosenka jest... z jednej strony czymś bliskim wrzucie Murzyńskiego, ale z drugiej ma taki potwornie niepokojący lo-fi vibe, który kojarzy mi się teraz z muzą, jaką od już dekady uskutecznia Jonathan Bree. Czyli niby jest sielsko-anielsko i sixtiesowo, american-dreamowo itp., ale jakby spojrzeć z bliska, to znów - ludzie nie mają twarzy, domy nie mają okien i generalnie człowiek budzi się w jakimś liminalnym koszmarze rodem z rolek z TikToka. Ja wiem, takie były warunki produkcyjne, but still, nie mogę się tego niepokoju pozbyć xD Ew. wiecie, nagranie się kończy, igła drapie po płycie, "jazz music stops" a potem do pokoju wchodzi ON, psychopatyczny morderca, seryjny gwałciciel, George W. Bush, take your pick. Mimo wszystkich tych dziwnych konotacji w mojej głowie chylę copkę, gdyż piosenka jest to świetna <3 Bardzo mi się spodobała i myślę, że podobałaby mi się bez względu na okoliczności jej umieszczenia GDZIEŚ. Może Alan Wake 3?

Brian Eno - I'll Come Running (to Tie Your Shoes)

Ponieważ dokładnie tak brzmi pełny tytuł tej piosenki. Ciekawa sprawa - dziś mija równo 50 lat od premiery Another Green World i Boziu, jak ja ubóstwiam ten krążek <3 Eno wielkim wezyrem był i jest, cytując tu jednego takiego forumowicza, ale to truizm, rzecz wiadoma. Gość robił i świetny ambient (nadal robi) i świetne albumy wokalne (teraz już mniej, ostatni taki naprawdę to chyba było... Another Day on Earth z 2005, skąd pochodziła moja wrzuta zjechana dokumentnie przez kol. Miętusa lol). AGW to jest bezwzględna klasyka z naręczem wybitnych muzyków w studio. Fripp na gitarze, Collins na perce, no prostytutka. Nie sposób przejść obok tego wydawnictwa obojętnie. Jedyne, co mi teraz trochę zaburza jego odbiór to fakt, że ja ten album poznałem w czerwcu 2006 i słucham go zawsze w czerwcu, a to Seba wszedł idealnie na 50-lecie jego wydania. I'll Come Running może nie należy do moich potężnych faworytów (posłuchajcie se Everything Merges With the Night), ale - jak i wszystko inne na tym krążku - jest świetne i basta. Absurdalny tekst, muza będąca jakimś distant żartem z popu lat 60., lekko psychodeliczny vibe, Eno bardzo umiał w takie rzeczy. Czuć, że Roxy Music w nim wciąż siedziało. Nie można tego nie polubić, kolejny Złoty Laur Konsumenta tej kolejki!

Etnobotanika - Z Drugiej Strony

I jeszcze jedna ciekawostka - jak Mentos sprzedał mi skutecznie naszą bestką Art of Noise, tak Dragon sprzedał mi Carbon Based Lifeforms (zachwycam się już 3 rok z rzędu Interloperem) i Etnobotanikę właśnie lol. Jego wrzutka Dwizyjna pchnęła mnie ku przesłuchaniu całego ich debiutu, który wspaniale w mojej opinii eksploatuje polską duchologię (choć w sposób bardziej zbliżony do Belbury Poly niż Advisory Circle). Zwłaszcza samplowanie Doktora Paj Chi Wo skradło moje serduszko. Kolejny krążek... mam wrażenie, że nie poświęciłem mu stosownej uwagi, ale na pewno doń wrócę. Kosmobotanikę przesłuchałem z kolei tylko raz i wydaje mi się, że to chyba najsłabsze ich dotąd dzieło, ale nie znaczy to, że złe. Myślę, że muszę się z nim jeszcze przegryźć. Podoba mi się atmosfera pewnego niepokoju - innego jednak, niż we wrzucie Munlupa - która przez całe Z Drugiej Strony się ciągnie. Czuję się wywołany przez Roberta do tablicy, więc odpowiem od razu, by nie był skazany na domysły i interpretacje w stylu Mentosa - dobre to jest. Dobre, choć określam mianem growera, gdyż zyskać jeszcze w moich uszach musi cały album. Może to ten problem, że w przypadku TAC aż do trzeciego albumu włącznie wszystko było tak samo dobre (potem trochę zleciało), za to debiut Etnobotaniki był na tyle świetny, że przyćmiewa resztę, gdyż ciężko koło wynaleźć dwa razy. Więcej w tym Boards of Canada niż wytwórni Ghost Box i z pewnym smutkiem muszę przyjąć, że lepszy "Ghost Box w domu" robią nasi wschodni sąsiedzi, gdyż ciągle czekam na polską Cate Brooks hehe. Mimo wszystko - kolejny laur, może nieco mniejszy, ale wciąż błyszczący, złoty a skromny i w ogóle. Będę do Etno wracał bez wątpienia <3
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 14 lis 2025 11:24

Kandace Springs - Place To Hide

Uuuuu, Jacek na słodko i kominkowo, do tego przy winie, z znajomą kobietą (teraz żoną), a nie jakieś „netflix & chill” z poznaną 15 minut wcześniej laską z tindera. Jesteśmy starzy. Nie wiem, niedługo kupię sobie ledowy, fejkowy kominek, żeby chociaż emulować klimat przy prawdziwym ogniu. Klimat kawałka, przywołuje w zasadzie zimowe wieczory, być może zmieści mi się kontr-wrzuta, dam znać kiedy to się stanie. W każdym razie, numer mi siedzi bardzo mocno, no ale w końcu Jacek tutaj całkiem energicznie munlupuje, a nawet wujuje (hehe), szkoda że Wuja się nie wypowie (nawet ponadprogramowo). Ciepło, nostalgia i dobre tło dla przemyślenia sobie dotychczasowych lat życia i przygotowania się na nowe (co czasem wynika ze starego). No i Murzyn tak zrobił i co. Ma żonę, Pataja, Państwo Murzynowie tworzą rodzinę, co samo w sobie daje ciepły i sentymentalny vibe. Tak, jak ten numer. Przesłuchałem obie wersje i obie mają coś w sobie unikatowego. Studyjna ma więcej „close to ear” ciepła, a druga, ma tę intymną atmosferę. Obie zajebiste. I nawet fajnie leżą koło siebie ten kawałek i moja wrzuta.

Martial Canterel - Steele

Musiał rozbija ciepłą atmosferę, maksymalnie lodowatą elektroniką, ale ok, jesień i zima, to dwie strony medalu. O ile taka muza, to nie jest moje listopadowe marzenie, to wchodzi mimo wszystko zaskakująco spoko, może dlatego, że wczoraj widziałem się z Musiałem i obowiązkowa dawka Johna Foxxa została w samochodzie odtworzona. Podoba mi się minimal tego kawałka, podobają mi się klawisze, ogólnie jest zaskakująco spoko od strony brzmienia. Piosenka sama w sobie brzmi jak milion innych tego typu rzeczy granych na gotyckich imprezach, ale w takim grajdole już na pewno nie idzie wynaleźć koła dwa razy. Materiał dla pasjonatów tego typu brzmień, dla mnie spoko, bo nie słucham takiej muzyki na co dzień, ale pewnie łatwo by było o przesyt w innym wypadku.

ETNOBOTANIKA - Z drugiej strony

Best of, to rzadko jest okno na w miarę aktualny świat muzyczny i chyba właśnie Smoku najczęściej dostarcza rzeczy, które wyszły chwilę temu. Początek, niemal jak muza z jakiejs bardzo starej i mrocznej dobranocki semafora. Na szczęście, to nie jest kolejny twór żerujący w całości na zjawisku retro, chociaż jest w takiej konwencji, biorąc pod uwagę te sample z „Kwantu” (nie wiem, czy są z „Kwantu”, ale wiecie o co mi chodzi). Nie wiem, czy bym był chętny na obcowanie ze starym materiałem archiwalnym w takiej formie przetrawionej przez Gen Z, ale jeśli odrzucić myśli na temat motywacji autora, to jest to spoko muzyka. Wiecie, że gardzę „duchologią” i nie wierzę w jej jakąkolwiek autentyczność, czy wiarygodność, ale raz na jakiś czas ktoś z tego śmierdzącego środowiska, wypluje coś ok, i to jest ok.

Brian Eno - I'll Come Running

w sumie dobrze, że Seba nie wrzucił niczego pAtRiOtYcZnEgO, bo już zdążyłem zapomnieć, że mieliśmy jakieś święto. Główną jego wartością było wolne od pracy. W każdym razie, Mentos wrzuca Eno w „swoim” stylu, no i fajnie. Może nie będę pisał, że kojarzy mi się to z albumami nagranymi z Bowiem w latach 70, ale też nie mogę napisać, że mi się nie kojarzy. Dobra, DNA naprawdę czuć, chociaż oczywiście bardziej w drugą stronę. Przyjemna starożynka autorstwa legendy, od której siedziałem jakieś 3 metry odległości i wyczuwałem bardzo sympatyczną aurę, która roztaczała się na około tego sympatycznego faceta. I to jest też aura tego kawałka.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 14 lis 2025 11:27

devotional pisze:
14 lis 2025 11:03
niepokojący lo-fi vibe, który kojarzy mi się teraz z muzą, jaką od już dekady uskutecznia Jonathan Bree. Czyli niby jest sielsko-anielsko i sixtiesowo, american-dreamowo itp., ale jakby spojrzeć z bliska, to znów - ludzie nie mają twarzy, domy nie mają okien i generalnie człowiek budzi się w jakimś liminalnym koszmarze rodem z rolek z TikToka
No i prostytutka między innymi dlatego nienawidzę duchologii, bo jakieś nowe prostytutka wynalazki wypaczają kompletnie sposób w jaki poznaje się PRAWDZIWE rzeczy z epoki. W efekcie, zamiast romantycznej ballady, nagranej przez sympatycznych muzyków, Musiał słyszy domy bez okien i ludzi bez twarzy. Ja pierdoIe.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 14 lis 2025 13:39

A to fakt, duchologia w dużej mierze to żaden hołd klasyce czy rozwijanie klimatu, tylko wypaczanie i jakieś muzyczne gówno creepypasty. Dlatego Etnobotanika spoko hehe
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 15 lis 2025 07:54

The Flamingos - I Only Have Eyes For You

Z jednej strony biorąc pod uwagę jak rzadko w bestce lądują czarni wykonawcy muszę oczywiście zaprejzować tą wrzutkę a z drugiej mamy do czynienia z takim typowym Enjoyem przy których zwykle ciężko napisać mi cokolwiek sensownego i wychodzącego ponad zwykłą egzaltację. Doo-wop ma w sobie często dużą dawkę tego niepodrabialnego sennego czy rozmarzonego klimatu, tak było we wrzucanym przeze mnie Mr. Sandman i tak samo jest i tutaj. Numer w starym stylu, z taką dozą niesamowitej elegancji śpiewany i grany przez grupę równie elegancko ubranych dżentlemenów. Ledwie wchodzi to SIUŁAP SIUŁAP i od razu jakby słuchacz przekroczył na drugą stronę lustra do jakiejś nieistniejącej już magicznej krainy sprzed lat. Kawałek z gatunku tych obowiązkowych do zastosowania w filmach stylizowanych na tamtą epokę, u mnie bardziej w kategorii szanuję ale sam z siebie nie wracam.

Brian Eno - I'll Come Running

Interesujący utwór również pochodzący z dawnej minionej epoki. Ta okładka przykuła moje oko mocno, nie wiem w połączeniu z tytułem płyty daje mi vibe jakiejś utopijnej rzeczywistości, idealnego świata jak z Truman Show gdzie wszyscy żyją w pokoju, każdy się do siebie uśmiecha, wszędzie jest nienaturalnie czysto i panuje ład i harmonia. I ten numer muzycznie ma dla mnie taki właśnie sielski vibe idyllicznego miejsca sprzed lat jak na obrazkach ze świeżo wybudowanych osiedli epoki Gierka czy coś. Wywołuje we mnie nostalgię do czasów minionych i podświadome romantyzowanie miejsc i czasów które wcale idealne nie były. Lirycznie zaś numer jest o czym innym trochę bo mowa jest o takiej gotowości do bezwarunkowej troski wobec drugiej osoby. Podmiot liryczny zdaje się za kimś tęsknić i maluję siebie niejako niczym bezpieczną przystań do której można w każdej chwili wrócić i która się zaopiekuje gdy ta druga osoba będzie w potrzebie. Może wynika to z miłości romantycznej, może zaś rodzicielskiej a może z czystej przyjaźni, w każdym razie jest to bardzo ŁADNY liryczny utwór i kolejny taki vintage klasyk od mentosa do kolekcji obok wrzutek Velvet Underground czy Black Sabbath (tego z vol. 4).

ETNOBOTANIKA - Z Drugiej Strony

Kolejne spotkanie z tym projektem i... kolejne udane jak najbardziej. Tu na innej płycie faktycznie polecieli w kosmos z tym brzmieniem i inspiracjami. Niespieszny klubowy bit w klimatach Four Teta czy Bonobo, fajne brzmienie elektroniki, podoba mi się ten główny riff, bdb użycie sampli wokalnych. Znów dostajemy taki teaser, wyrywek ale bardzo zręczny, jednocześnie nie wiem czy całość byłaby w stanie tak zażreć. Myślę że skończyłoby się u mnie trochę jak z Pejzażem na dwóch-trzech numerach. Ten kawałek mocno przypomina mi muzę jaką w Trójce serwował Michał Margański w audycji Potrójne Pasmo Przenoszenia (i zdaje się chyba dalej serwuje po przerwie bo zdaje się w międzyczasie Trójkę opuszczał). Z jednej strony klimat dość senny a z drugiej podbite lekkim bitem aby nie spać, czuwać, mój typowy soundtrack na jesienne nocki w pracy circa 2016. Na wrzutki z tej audycji i w tym stylu jeszcze przyjdzie z mojej strony pora, tymczasem zajebiaszcza wrzutka więc propsuję.

Martial Canterel - Steele

Od strony użytego instrumentarium i wytworzonego klimatu numer jest całkiem spoko, mam jednak zgryz trochę z budową tego numeru. Irytuje mnie ta jego monotonność, przez kilka odsłuchów byłem przekonany że ten bit leci tak samo od początku do końca, w sumie ta zmiana w mostku jest niewielka a wyciszenie pod koniec trochę niedostateczne bo arpeggio nieustannie pulsuje i ta motoryczność tego kawałka nie zanika ani na moment jakby. Przydałoby się ciut bardziej może zamieszać, całkiem wyciszyć bit w przejściu czy coś żeby uszy trochę odetchnęły i wtedy intensywniejsza końcówka zrobiłaby robotę. Minimal wave więc niewiele się tu dzieje, oszczędność środków, surowość ale ta uboga kompozycja mnie trochę nudzi po prostu. Żerowanie na klimacie bez dorzucenia czegoś wartościowego od siebie. Mamroczący wokal niezbyt pozwala też skupić się na lirycznej warstwie. Rzecz bardziej dla fanów takiego grania.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 15 lis 2025 08:02

devotional pisze:
14 lis 2025 11:03
Sama Kandace co prawda wygląda trochę jak Erykah Badu w wersji z Temu
AŁA. To było trochę niemiłe wręcz xd
devotional pisze:
14 lis 2025 11:03

Ew. wiecie, nagranie się kończy, igła drapie po płycie, "jazz music stops" a potem do pokoju wchodzi ON, psychopatyczny morderca, seryjny gwałciciel, George W. Bush, take your pick.
ON:

https://youtu.be/9ShRdYm2ogE?si=_uFsMg5eFBYfOHDC
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 16 lis 2025 15:36

Kandace Springs - Place To Hide

Pościelowa balladka w jazzowym standardzie. Właściwie można wyróżnić tylko całkiem solidny wokal i bardzo osobisty, intymny wydźwięk. Cała reszta bez jakichkolwiek sensownych wyróżników. Troszkę niezręcznie, bo właściwie historia może się dalej toczyć, a coraz mniej muzyki w muzyce heh Czekam zdecydowanie na powrót do czegoś gęstszego. Wersja na sam fortepian lepsza, choć wciąż zagrana z płytowym zacięciem i brakiem luzu. Do tej pory pojawiło się już tak dużo artystek grających taką muzykę, by zatrzymać się tutaj na dłużej.

The Flamingos - I Only Have Eyes For You

Zbyt duża perła z lamusa, bym słuchał jej z pełnym zaciekawieniem i wczutą niepozbawioną jakichś narzekań na jakość czy specyfikę rejestrowania muzyki w tamtym czasie. To jest naprawdę niezła piosenka, ale do połowy odbieram ją jako niedostępny artefakt z czasów nie do utożsamienia, a od połowy jest dla mnie źródłem sampli, przyjemnych harmonii wokalnych i zapożyczeń. Zupełnie inna wrażliwość, choć wciąż dobra rzecz. Nie bez przyczyny pamiętałem o tym, że te najbardziej fikuśne wokalnie elementy wyciął sobie The Field na From Here We Go Sublime. One są najlepsze, refren równie mocny, a zwrotki byle dokulać do najważniejszych fragmentów. Udana edukacja muzyczna ze świadomością odkrycia źródła czegoś, co znałem w innej formie.

Martial Canterel - Steele

Nie mogę sobie przypomnieć, ale gdzieś się natknąłem na nazwę Xeno & Oaklander, hmm... Klimatycznie coraz lepiej pasuje pod zbliżającą się zimę. Pewnie w przyszłym tygodniu do Wałbrzycha zawita śnieg. Sam numer niezły poza wyjątkowo chujowo wklejonym dźwiękiem perkusyjnym. Trochę tak, jak gdyby w projekcie w FLu zapodział się fałszywy sampel z paczki klasycznych automatów, mam coś takiego na kompie... albo po prostu brzydkie midi. Poza tym przyjemne brzmienie, takie bardziej doomerskie i mroczne demówki Martina L. Gore, gdyby tylko chciało mu się z 35 lat temu bawić w zagęszczanie aranży w domu. Niewyraźny wokal na plus, w takim klimacie bardziej chodzi o kreowaną aurę, a nie totalną wierność czy przywiązanie do tekstu słowo po słowie. Jest doomersko, piwnicznie, coś musiało się nie udać w tle. Wszystko w decorum opowieści zachowane.

Brian Eno - I'll Come Running

Mam szacunek do około rockowego Eno, ale poza pojedynczymi piosenkami nie umiem się w niego wczuć do końca. Solidna muzyka z ładnie przekombinowanym klimatem ze śladami stonerstwa i krautów, choć czasem nie jest tak angażująca jak chociażby późniejsze płyty Bowiego czy Before and After Science. Polskie akcenty absolutnie zbędne, za dużo widziałem naziolstwa na marszach, za dużo rodaków jest pozbawionych jakiejkolwiek wyobraźni, już wystarczy tego patriotycznego polerowania. Wracając... czytałem nie za dobrą książkę, w której bohaterowie w stanie bomby często słuchali Here Come the Warm Jets. Another Green World poznałem w podobny sposób jak Seba, widzę nawet, że ocenka pozostawiona w samym środku pandemii. Teraz nie wiem, czy miałbym tyle cierpliwości oraz wyjątkowej wyrozumiałości, by ogrywać ten materiał tak długo, by zażarło. Musiałbym znowu wejść w jakiś okres burzy i naporu, a nie porządku i rozwagi. Biorę to pod rozwagę, zostawiając tutaj bezpieczny props. Może za dwa lata coś stąd przesłucham heh Nie ma co się oszukiwać, Eno ambientowo-atmosferyczny to jest prawdziwy kot. Rockowy ma przepiękne momenty, ten jest po prostu solidny.
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 17 lis 2025 10:07

Kto ma już przygotowany kawałek, to może wlatywać.

EDIT: ok, czekamy na Sebe.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 17 lis 2025 10:28

/del/
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 17 lis 2025 11:41

Sam jesteś /del/

Kandace Springs - Place To Hide

Kurde, nie wiem co tu napisać, bo nie chcecie słuchać pewnikiem moich historii z wiosny 2016. Ja też nie chcę za bardzo do niej wracać, bo raczej to był taki se okres w moim życiu - tamten rok stał się jednym z lepszych w moim życiu za sprawą późniejszych wydarzeń. Na pewno nie w głowie były mi takie comfy piosenki o byciu blisko i czymś podobnym, a na pewno nie byłem świadom tego, że wkrótce to się zmieni. To jest ładne, to jest urocze, ja to biorę i ja to kupuję. Duży props.

The Flamingos – I Only Have Eyes For You

Byłem blisko zrobienia Musiała i chciałem napisać, że wolę wersję PSB, ale coś mi tam jednak z tyłu głowy powiedziało, że to byłaby bardzo zabawna i żenująca wtopa. Doo-woop to dla mnie też taka ciekawostka, nie wiem, próbuję wyrwać się z kręgu skojarzeń typu gospodyni domowa w latach 50. słuchająca tego poprzez taki wielgachny radioodbiornik czy coś w ten deseń. Nie przeczę, ma to swój klimat i styl, w sumie jest to ładne, ale też urodziłem się o jakieś kilkadziesiąt lat za późno, by słuchac tego częściej niż raz na rok i kiwać z uznaniem. Klasyczne szanuję i doceniam.

Martial Canterel - Steele

Hmmm. Nie jestem ekspertem do spraw geografii i tym podobnych, ale z tego co wiem, to są punkty oddalone dalej od Katowic niż Warszawa. Chciałem napisać tutaj, że żarty na bok, ale sam nie umiem traktować tej wrzuty jakoś śmiertelnie poważnie. Zabrzmi to głupio, ale strasznie kojarzy mi się z South Parkiem. xD Nie wiem czy wiecie, ale był tam taki motyw, że w ich budzie była czwórka dzieciaków, która była stereotypowymi gothami i zdarzało się, że w scenach z nimi leciał w tle taki właśnie generyczny post-punk, a na dodatek wokalista brzmi podobnie jak Trey Parker (czyli kolo, który podkładał tam głosy pod 80% postaci) i cały czas miałem wrażenie, że zacznie śpiewać coś abstrakcyjnie głupiego śmiesznym głosikiem czy coś. Kurde, chyba już serio wyrosłem z bycia takim uber-tru post-punkowcem, który łyknie wszystko pod warunkiem że tak brzmi. Nie wiem, gdybym słuchał tego w drodze do (lub z) Poznania te dwa lata temu to bym oceniał to inaczej...

ETNOBOTANIKA - Z drugiej strony

ETNOBOTANIKA mocno mi siadła w Depeszwizji - na tyle, że nawet przesłuchałem potem cały album z którego pochodziła wrzuta imć Smokowskiego. Przyjemny space ambient z fajnymi, duchologicznymi ambientami. Właśnie, duchologia. Kurde, ja generalnie nadal nie umiem jej jakoś sensownie zdefiniować (bo dziedzina nauki? Kaman xd), ale jeśli ona wiąże się z jakimkolwiek STRACHEM, to zdecydowanie nie jest to jakiś tani analogowy horror z TikToka oparty na kliszach typu łuuu ludzie bez twarzy. Na moje, to to co straszne w DUCHOLOGII wynika raczej z tego co nam kreuje własna, nieukształtowana jeszcze wyobraźnia w oparciu o powszechne zjawiska/rzeczy (nwm coś w stylu mam kilka lat i boje się, że animowany bałwanek na mnie wyskoczy i mnie zje), a wszystko to podbite przez ludzką pamięć, która często bywa wadliwa. To był mój Ted Talk, a poza tym to miło było usłyszeć Lucjana Szołajskiego.

No taka kolejeczka w stylu okej 50/50 trochę. A może to ja stałem się wybredny?
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 17 lis 2025 11:49

mintaj pisze:
17 lis 2025 11:41
Sam jesteś /del/
A Ty jesteś /del/!

Super, wlatuję.

Xeno and Oaklander - Interface (2014)

Był Sean McBride solo jako Martial Canterel, teraz będzie całe Xeno and Oaklander (o ile dobrze pamiętam McBride to "Oaklander" a "Xeno", czyli obca, to Liz Wendelbo która jest w połowie Szwedką). Czyli, no, McBride i Wendelbo właśnie. Głos McBride'a też idzie tu usłyszeć, albowiem w tym duecie (wystartował raptem rok po starcie Martial Canterel, więc można powiedzieć, że obydwa projekty idą niemal równolegle) i on śpiewa, czasem razem z Liz, czasem solo. Tu akurat wokalnie udzielają się oboje. Nie chcę za bardzo włazić w Wikipedię, powiem więc tylko tyle, że oboje mieszkają i tworzą w Nowym Jorku, byli w Polsce już ze 3 razy i ani razu ich wtedy nie widziałem (chlip), słucham ich od lata 2011 kiedy to Foxx polecił ich na swoim fejsie. Towarzyszą mi przez właściwie moją całą warszawską przygodę, a spacerowanie po tym mieście w dniu swojej doń przeprowadzki pod koniec września 2012 do utworu Italy zapamiętam na zawsze <3 A, i Liz Wendelbo jest synową Chrisa Frantza (chyba właśnie jego a nie Harrisona) z Talking Heads, taka ciekawostka.

Interface to otwieracz ich czwartego krążka pt. Par Avion, który ukazał się w roku 2014. Od pierwszego odsłuchu się zakochałem, a tak się złożyło, że na jesieni 2014 również się zakochałem. Kończył się (na chwilę, ale jednak) okres dosyć podły w moim ówczesnym życiu, na chwilę - po trzech latach! - wróciła do niego E. (ta od Krakowa), wygrzebałem się z dość fatalnego pseudo-romansu, dostałem pierwszą robotę w korpo, zacząłem wychodzić na prosto finansowo... Sporo zmian. No i wtedy pojawiła się ona, nazwijmy ją O. Pokręcony początek, pokręcona konspiracja, vibe przywodzący na myśl relację Ciechowskiego z Potocką (tylko bez Ciechowskiego i bez Potockiej, taki Obywatel i Małgorzata z TEMU), hałas i chaos z którego urodził się cokolwiek ciekawy i wciąż budzący mój sentyment 3-letni związek. Szalone czasy. O. mieszkała wtedy pośrodku olbrzymiego blokowiska niedaleko Huty Warszawa, gdzie szafy klatek schodowych ciągnęły się wzdłuż betonowych podwórzy - zdawałoby się - w nieskończoność. Dołóżcie listopadowy chłód i smog, sodowe (jeszcze) lampy...

Idąc na spotkanie z nią zwykłem stawać pośrodku takiego podwórza, zapalałem szluga i puszczałem właśnie Interface. Muzyka ta wyjątkowo rezonowała z otoczeniem i ze mną, dziś przypomina chwilę oddechu - w późnojesiennej aurze co prawda - ale jakże wtedy potrzebnego. 11 lat, a wydaje się, jakby to było wczoraj. Zawsze będę kojarzył ten kawałek z tamtym listopadem. No i z O. Cóż to były za czasy...

https://www.youtube.com/watch?v=eprXRf3 ... rt_radio=1
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 17 lis 2025 11:57

"I don't need a bouquet, I just need proper space
Homie three blocks away, I got bottles for days"

Anderson .Paak feat. The Game & Sonyae Elise) - Room In Here
(2016)

Na postać Andersona .Paaka natknąłem się najpierw w 2015 roku bo udzielał się na albumie Compton od Dr. Dre będącym ni to jego powrotem po latach ni soundtrackiem do biopicu Straight Outta Compton który wtedy wyszedł. Potem w 2016 roku wyszedł drugi album w karierze .Paaka czyli Malibu i ten album z kolei katowała moja kumpela znana tutaj jako A. Rzecz w tym że jak już wiecie rok 2016 to był u mnie właśnie jakby koniec jednego życia i powoli początek nowego, możnaby rzec takiego heh przejścia od A do B i ja z kolei na tym albumie mam utwór który mocno kojarzy mi się z B. czyli moją żoną.

Co tu dużo mówić, nasze jesienne spotkania przy winie szybko owocowały i nim się dobrze obejrzałem a już kolejny raz byłem w niej totalnie zauroczony i tym samym te spotkania od spotkań z dawną przyjaciółką coraz bardziej przypominały randki. Pamiętam te emocje towarzyszące tamtym schadzkom i szybsze uderzenia serducha gdy sie widzieliśmy i mam nawet bardzo wyraźne wspomnienie jak kolejny raz pędziłem jak na skrzydłach do jej domu słuchając na słuchawkach właśnie Room In Here.

Numer ten był idealnie skrojony wówczas pod moją sytuację bo generalnie mówi o spotkaniach z kobietami, refren tego numeru wracał do mnie w tych momentach sam na sam gdy zastanawiałem się jaki może być nasz następny krok. Anderson .Paak ładnie czaruje w tym numerze na ciepłym podkładzie utrzymanym w nieco jazzującym longue'wym klimacie, The Game też dołożył do tego numeru całkiem zgrabną zwrotkę pisaną ze swojej perspektywy. Znów możecie rzucać RAM-core'owymi łatkami albo pisać że nuda i gdzie gęste ale tak jak każda wrzuta osobista będzie ona zawsze gęstsza w moich wspomnieniach niż waszym odbiorze.

Tymczasem idę se powspominać.

https://youtu.be/QJBB3q0MDPQ?si=K_7BJy5cWRtuDXYA
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 17 lis 2025 12:00

Slim Whitman – I’d Trade All of My Tomorrows

Slim Whitman to amerykański piosenkarz i muzyk, który poza Stanami, nie był chyba szczególnie znany, niemniej tam u siebie jego popularność była spora. Facet miał niezwykle szeroką skalę, doskonale jodłował, ale tez pisał po prostu piękne piosenki. Na dzień dobry, trafiła mu się trasa koncertowa z Elvisem Presleyem, a to już coś znaczy (mimo, że obaj zaczynali de facto w tym samym czasie). „ I’d Trade All of My Tomorrows” dotarło kiedyś do moich uszu, kiedy przechodziłem koło staroświeckiego lombardu. Nie był to zwykły lombard, bo w grze komputerowej. Od tamtej pory, zakochałem się w piosenkach Whitmana. W przeciwieństwie do Elvisa, Slim zdecydowanie bardziej skręca w strony muzyki country, ale też nie jest to skrajność tego stylu.
To jest mała, urocza piosenka, która ma wspólne DNA z moją poprzednią propozycją, ale też jest to coś kompletnie innego. Jeden uśmiechnięty, wąsaty jegomość musi tutaj wystarczyć, i wystarcza oraz dostarcza. Piosenka jest oczywiście o miłości, ale też w zabawny sposób koresponduje z chorobliwymi nostalgikami, jak ja, którzy zdecydowanie częściej zerkają za siebie, zamiast patrzyć przed siebie, co często wiąże się z kłopotami. No, ale oczywiście człowiek wraca przede wszystkim w kontekście miłości. Nie potrafię się oprzeć twórczości romantyków.

https://youtu.be/MRf-WSFM-6E?list=RDMRf-WSFM-6E
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn