Best of Forum VIII

Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18357
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Re: Best of Forum VIII

Post 01 sty 2026 17:21

OOO Mentos z Fioną szaleje. Fajnie.
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7404
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 03 sty 2026 10:04

Arthur Russell - Soon-to-Be Innocent Fun/Let's See

Łociehui, bo właściwie nie wiem, jaką inną reakcję dać. Może dlatego, że mimo takiego a nie innego opisu wrzuty i jakiegoś homage'u względem tych wszystkich podobnych w minimalizmie wykonawców przez imcia Murzyna wylistowanych, to wciąż nie spodziewałem się czegoś aż tak odjazdowego. Tbh jest to więcej niż po prostu dobre, albo nawet bardzo dobre. Niby 1984 rok, a mogłoby być nagranie przez kogoś w jakiejś piwnicy w ubiegłym tygodniu. Że dałoby radę sprzedać to jako hipsterską muzę? Oczywiście, że tak. Wchodzi doskonale, bo nawet trudno powiedzieć, czy to jest niepokojące, melancholijne czy też zupełnie neutralne, a może wszystko na raz? Ciągnie ambientem, ciągnie Brianem Eno, równie dobrze mogłoby to być Bon Iver, gdyby Vernon nie był tak potwornie płaczliwy i dawno nie zeżarł swojego ogona. Ciekawe, że "drugi numer" jest tak naprawdę bardziej codą niż kontynuacją utrzymaną w tym samym stylu (patrz moja wrzutka z Laid Back), a jedynie dokłada gęstego. Trzy razy tak, a nawet trzysta, co za doskonała propozycja <3 Od razu ta zima za oknem (oby trwała jak najdłużej) lepiej wygląda.

Laurent Garnier & Scan X - Closer to You

Kurde, jedne 10 minut, teraz drugie 10 minut. O ile całkowicie czaję klimat i wajb słuchania klubowej muzyki poza klubem - sam tak często czynię - tak jednocześnie chyba potrzebuję do tego swoich klasycznych, sprawdzonych już wykonawców, typu Jori Hulkkonen (którego ostatni, utrzymany właśnie w dance'owym klimacie album zapropsował nawet Munlup). Tutaj musiało trochę powchodzić... Dopiero przy mniej więcej czwartym odsłuchu zażarło, choć wymagało spaceru przez zaśnieżoną Falenicę. Jest w tym kawałku coś zimowego, jak i w powyższej nucie od Murzyna, jak i w debiucie Garbage, ale też całkowicie happy-up rockowym Good News From the Next World, które odświeżałem sobie wczoraj na XXI-lecie poznania tego krążka. Nie umiem wyjaśnić, po prostu czuć zimę i tyle. Taką prawdziwą, śnieżną i mroźną. I jak się Closer to You zabierze gdzie trzeba, to opanowuje głowę. Śmieszne papierosy? A na co komu to potrzebne, lepiej sztachnąć się zimowym lasem, wilgotnym gruntem i zapachem benzo(a)pirenu wydobywającego się z kominów co starszych domostw. Niech będzie, że i ja wezmę to sobie za podsumowanie roku, w którym w Czechach co prawda nie byłem, za to byłem W JAPONII i dosłownie rzutem na taśmę również obroniłem magistra z oceną na tyle satysfakcjonującą, że przewiduję kontynuację. Najpierw jednak zima, dalej zima. Propsy!

Fiona Apple - Fast As You Can

Hmmm, ciekawa rzecz ten numer, z paru powodów. Przede wszystkim - ciągnie mi zarówno Norą Jones (którą oczywiście bardzo lubię), jak i - zwłaszcza w, nie wiem, mostkach? - typowo najntisowymi paniami w kryzysie wieku średniego śpiewających dla innych pań w kryzysie wieku średniego, jak np. Shania Twain czy Celine Dion. Jako, że Moja Mama była (dziś już chyba jej się nie chce takich rzeczy słuchać) fanką takiej muzy back in the day, no to moja ekspozycja na nią była duża. I to na pewno mój gust w jakiś sposób ukształtowało. Poza tym perka przez większość trwania numeru zalatuje breakbeatem, który jest całkiem fajny i soczysty. Ostatecznie to ja już nie wiem, jazz, fusion, pop z elementami jazzu, wszystkiego po trochu, discount Beady Belle? Ale i tak fajen bardzo i mi się podoba, choć bez tych mostków (?) nie byłoby aż tak ciekawe (wciąż byłoby fajne tho). Nawet pod zimę mi ta muza pasuje, jak wrócę do Zgierza za parę dni to siądę z nią przed kominkiem, pogłaszczę psa, napiję się herbaty z sokiem malinowym i przez chwilę znów będzie najdalej 2010 i obaj Bracia Kaczafi będą żywi, Kropiwnicki jeszcze przez chwilę prezydentem Miasta Łodzi, a ja będę... kurde, nie pamiętam w co wtedy grałem. Skucha trochę. Dobry kawałek!

The Flight & Christian Henson - Encounters

Sto razy pisałem już, co wiem o uniwersum Aliena - okrągłe NIC (nie mam wyrąbane tho, po prostu za mało wiem! Ale o tym za chwilę). Więc powtarzać się w tej materii nie będę, ale niejednokrotnie czytałem na tym forum - albo też słyszałem od choćby Munlupa himself - że co jak co, ale muza w tych grach jest fenomenalna (zaś przynajmniej w jednej z nich). I, kurde, nie zostałem zawiedziony. Muzyka do gier już dawno temu stała się - przynajmniej w pewnej części - nie po prostu zapychaczem czy materiałem do tworzenia jakiegoś tam klimatu, ale właściwie stand-alone sztuką (i nie mam tutaj na myśli głównie magii Jeremy'ego Soule'a). Wrzutka Munlupa mogłaby SPOKOJNIE znaleźć się na jakimś albumie Eno z lat ostatnich, czy to w ramach duetu czy solo. Brzmi trochę jak nagranie sesyjne powstałe przy okazji robienia krążka For All Mankind. Klimat jest złoty, gęsty, wylewa się z głośników jak smoła niewiadomego pochodzenia. I znów jest pod zimę, śnieżną i ciężką, nasyconą dymem z kominów, ale jak już usiądę w ciemnym pokoju ciemnego domu i zapuszczę sobie Encounters na słuchawkach, to nagle jestem gdzieś w kosmosie, w jakiejś opuszczonej bazie lub na opuszczonym statku, wokół cisza i absolutna ciemność, no i poczucie całkowitego, przytłaczającego wprost osamotnienia. A śni mi się czasem coś takiego hehe. Wracając do mojej myśli z początku tej recki - chyba nic mnie tak konkretnie nie zachęca do odpalenia przygody związanej z Obcym, jak muzyka na razie. I nie mówię o samym OST, ale także o propozycjach bestkowych z nim nie związanych bezpośrednio. Nasłuchałem się, naczytałem, pozostało chyba tylko zmienić komputer. No i, przede wszystkim, chyba odświeżyć sobie pierwszy film? Czuję się solidnie nastraszony, naprawdę fantastyczne dzieło, chylę copkę i idę się niepokoić nadal!
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6943
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 04 sty 2026 20:23

Arthur Russell - Soon-To-Be Innocent Fun/Let's See

W Nowym Jorku w latach 70. i 80. działo się od siusiaka ciekawych muzycznie rzeczy - a to klub CGBG, a to Swansy i inne Sonic Youthy, a to ostatecznie Suzanne Vega. Dużo złego można i należy powiedzieć o USA, o ich kulturze w sumie też, ale to miasto ma swoją duszę i klimat, nawet jeśli nie chciałbym tam zapewne żyć. Chciałbym dopisać do tej wyliczanki Russella, ale póki co tego jeszcze nie zrobię. To jest bardzo dziwna wrzuta, bo mam wrażenie, że powinna właśnie wywoływać u mnie intensywne, skrajne emocje, a słucham sobie tego raz, drugi, trzeci i mam takie HMMM TO JEST PO PROSTU OKEJ. I nawet jak już chciałem stwierdzić, że w sumie nie słyszę w tym nic wielkiego, to po kolejnym odsłuchu stwierdziłem, że w sumie to nie przecież złe. Mam wrażenie, że słucham jakiegoś ambientu podczas którego za oknem ktoś zaczął głośno kroić blachę falistą czy coś podobnego i że przez pierwszą chwilę mi to przeszkadzało, ale szybko to zaakceptowałem i zacząłem traktować jako część kompozycji. Nawet jeśli nie jestem na tak, to jestem zaintrygowany.

Laurent Garnier, Scan X - Closer To You

Byłem w sylwestra w pracy i generalnie powrót z niej w akompaniamencie fajerwerek był dość abstrakcyjnym przeżyciem. Nie świętowałem tego dnia jakoś za bardzo, bo w sumie jakoś tak nie mam ochoty na świętowanie - grudzień i końcówka 2025 jakoś tak uświadomiły mi, że moje życie towarzystkie to mrzonka i nawet nie bardzo miałem ani chciałem z kim wychodzić. Liczę na to, że w 2026 dojdzie do rewolucji pod tym aspektem. A przechodząc do sedna... Niezły jest ten utwór po prostu, roboczo sobie go nazwę oczyszczającą sieczkarnią pełna całkiem sympatycznych motywów i motywików. Ten przetworzony "wokal" który słychać w tle trochę śmieszny, trochę brzmi jak coś, co miałoby brzmieć creepy, ale jest bardziej zabawne, ale jednocześnie wcale to a wcale mi to nie przeszkadza. Fajna muzyka klubowa, tj. W swoim gatunku niezła i w ogóle, ale jednocześnie przypomina mi czemu nie słucham tego na codzień.

Bhangra Knights v Husan - Husan (Radio Edit)

Z dzisiejszej perspektywy to "zwarcie" może brzmieć śmiesznie, bo kaman - brzmi to w ciul jak "stylizowany" pop z epoki, ale pewnie jeszcze nie tak dawno temu sam bym się mógł naciąć, to się nie czepiam. Zwłaszcza, że to cholerny banger i sam jestem zaskoczony tym jak to jest dobre. To jest jeden z tych niepozornych, krótkich utworów, przy których w teorii powinienem mechać i przewracać oczami, ale w praktyce nóżka sama tupie i refren chodzi po głowie jak, nie przymierzając, coś co chodzi po głowie. Coż za ironia losu, że nie zachwycam się w tej kolejce awangardowym buczeniem na wioloczeli, tylko zapomnianym radiowym przebojem.

A może właśnie to wcale nie jest dziwne?

The Flight & Christian Henson - Encounters

Ale dziwna kompozycja - zaczyna się baardzo znajomo i nie mam pojęcia gdzie słyszałem ten motyw, który jest na samym początku. Może to jakiś utwór Nine Inch Nails, może to motyw z soundtracku do jakiegoś filmu, który widziałem 15 lat temu, ale już zapomniałem? Potem sie urywa - zupełnie tak jakby, w tym miejscu miało pojawić się logo i tytuł gry/filmu i znowu się powtarza, co sprawia wrażenie jakby ktoś uznał, że stworzył na tyle zajebisty riff, że chce go zagrać raz jeszcze. Albo nie miał pomysłów. Albo to był jakiś soundtrack. Nagle motyw się urywa i z jakichś przyczyn w drugiej połowie leci jakiś bardzo cichy dark ambient. Zupełnie jakby to był jakiś soundtrack czy coś. Nie wiem, gdybym miał to oceniać w takiej kategorii to bym stwierdził, że jest spoko, ale jeśli mam to traktować jako "zwykłą" muzykę, to mam wrażenie, że to po prostu jakaś miniaturka/skit.

Kolejka z gatunku rzetelnych. Kiedyś to były edycje...
DEPESZWIZJA 123: EDYCJA NOWOFALOWA
FINAŁ 21:15
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10366
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 04 sty 2026 22:51

Arthur Russell - Soon-To-Be Innocent Fun/Let's See

Kolejny znajomy z pamiętnikarskich list na Spotify i nie tylko. Pocztówka z czasów poważnych nieudanych miłostek, odnajdywania się na studiach. Chyba w tamtym czasie zostawiłem tę muzykę, od tamtej pory nigdy do niej nie wracając. Bardziej do wewnątrz niż potencjalną zamułę czy świąteczne kminki przy wypoczywaniu wśród chwil spokoju. Szczególnie wtedy, gdy wjeżdża Let's See, tutaj tylko intymniej, tak jakby dało się więcej. Właśnie się da. Piękny wokal, choć tylko chwilami wyraźnie wiadomo o co chodzi. Taki tutaj mamy klimat, że wcale nie trzeba tego wprost wyrażać. Może po czasie gorzej u mnie z wyczuleniem na przebicia, pierdzenia i generalnie jakieś elektroakustyczne trzaski - no tego jest za dużo. Poza tym bardzo wyraźnie z ducha Drake'a, podobne głosy, zbliżona kameralność i niejednoznaczność. Niepowtarzalne brzmienie, ale kompletnie nie umiem tego słuchać w sensownych seriach dzień po dniu chociażby. Jacek jak rzadko kiedy w Krainie Munlupizmów.

Fiona Apple - Fast As You Can

W kontekście Fiony dobrym podsumowaniem roku będzie to, że oczywiście nie pamiętałem jej obecności w bestce czy też depeszwizji bez sprawdzenia. W tym roku jak nigdy dotąd jeśli coś nie uderzyło do głowy od razu to znikało w czarnej dziurze. Trochę głupio się powtarzać po sobie sprzed niecałego roku, ale raczej niewiele się zmieniło. Przyjemnie robi głowie przy niezobowiązującym odsłuchu. Podstawowe wrażenie robią te dwa pomysły w jednym, choć środek znacznie gorszy. Piano rock z wyrazistym groovem, lekkością w żonglowaniu formą - naprawdę w porządku. Po tym holterowym pitoleniu będę chwilę odchorowywał te miliardy progresji, a tu żadna dawka śmiertelna, więc mi w to graj. Do tego znajomy głos, bo Fetch the Bolt Cutters zawsze spoko. Nie umiałbym się zachwycać, ale są od tego inni, którzy potem się podzielą hehhe

Bhangra Knights vs Husan - Husan

Skromny element Devotees: edycja odpustowa musi być, jestem gotowy. Wykorzystuję wcześniej rzucane linijki o tym, jak to Adrian potrafi albo trafić albo spektakularnie chybić w kwestii duchologii najtisów, elektronicznych podkładów pod filmy edukacyjne oraz beztroski początku XXI wieku. Szkoda, że już nie będzie do tego powrotu... Strasznie króciutki kawałek, co baardzo mu sprzyja. Orientalizacja idzie mocno, za wokalem podążają sugestywne brzmienia. Za to groove jest całkiem cool. Gorzej z tym wokalem a la trochę inny Shaggy. Dużo ładnych kawałków wspomnianych w opisie, ten postawiłbym najniżej, taak. Ostatecznie ujdzie w tłumie, bo nie zawiera żadnego elementu wyraźnego chamstwa. Ot pozytywny, niezobowiązujący kawałek raczej do gibania dupą niż analizy antropologicznej. Więcej mu nie trzeba.

The Flight & Christian Henson - Encounters

Nie ma się co czepiać o soundtrackowość. Na spokojnie można do tego podejść jak do ot ambientu. Spokojnie widzę oczyma wyobraźni płytę z tego typu "miniaturami" trwającą tak 45 minut, żeby jeszcze miała elementarny sens. Chwilami bardzo ładne brzmienia. Trochę jak rzeczy do Resident Evil, trochę Abul Mogard, jest dobrze ogólnie. Jako znany koneser syntezy pomarudzę na smyczkowe akcenty. Kompletnie zbędne, cała reszta sama w sobie dostatecznie subtelna i wyczerpująca temat. Takie kosmische w zapętleniu bez sięgania po sampling wprost, to lubię. Miniony rok stał pod znakiem podobnych rzeczy... kontekst niestety trochę robi robotę, gdy nie można tego znaleźć poza Jutubem, bo na Spotifie zdaje się nie ma tego utworu. Poza tym na pewno SAMO W SOBIE tm zasługiwałoby na pełny odsłuch.

Kolejka podskórnie wujasowa, ale nie z kanonu preferencji czy wrzutek, ciekawe doświadczenie
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24710
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 05 sty 2026 09:38

Arthur Russell - Soon-To-Be Innocent Fun/Let's See

Fajnie widzieć, że Murzyn wchłonął trochę około-munlupizny. Aż szkoda, że to nie wjechało w święta, no ale chronologia wydarzeń to uniemożliwia, niemniej na teraz też jest spoko. Po paru tanecznych sylwestrach w bestce, również wolę witać nowy rok na spokojnie, bo w zasadzie tak zazwyczaj to u mnie wygląda. O istnieniu Arthura Russella nie miałem pojęcia, więc Murzyn mi zaimponował mocno, bo kawałek brzmi jak szyty pod Munlupa, i to nie tylko zimą. Minimalistyczna aranżacja, lekko rozmyty wokal, który przypomina mi Marka Hollisa (w sensie, nie mam pojęcia o czym facet śpiewa, nie rozumiem prawie niczego), samotne brzdąkanie, które przywodzi na myśl niektóre rzeczy Drejka. No, ale porównania na bok, bo to jednocześnie brzmi i nie brzmi, jak cokolwiek, co wymieniłem. Z wielką przyjemnością wręczam Jacy statuetkę kryształowego Munlupa.

Laurent Garnier, Scan X - Closer To You

Bałem się, że po wrzucie Jacy, cokolwiek tanecznego zaliczy glebę na ryj, ale na szczęście nie zaliczyło. Ostatni raz w tak zwanym klubie, byłem nie wiem kiedy, chyba w 2018 r., kiedy z Musiałem weszliśmy dla beki do lokalu typa z CKOD (nie pamiętam nazwy) gdzie trwało jakieś disco, żeby skorzystać z kibla. W kolejce, zaproponowano mi kupno extasy, a Musiała pytano czy je sprzedaje (interpretujcie to jak chcecie). Wszelkie kontakty z muzyką klubową, są u mnie od lat kwestią siedzenia w domu, lub w pracy, na słuchawkach. Smoku mówi o ruchu, więc mógłbym ew. wziąć to na bieganie, albo na rower, ale nie biegam, a na rower jest za zimno i za ślisko. Dobra, bo pieprzę o siusiak wie czym, a tu leci kawałek. Wbrew zaleceniom lekarza, lubię sobie czasami słuchać muzyki tanecznej, w domu, bez ruchu, itd. Jest w tym coś hipnotycznego, co sprawia, że takie numery działają na mnie w inny sposób, niż podkład pod imprezę. Nie napiszę wiele, ale po prostu mi się podoba kawałek. Bit jest wyjątkowo nienachalny, ale całość zbudowano tak, aby mimo wszystko, rytm był wyraźnie odczuwalny, a to cenię, bo słychać, że ktoś zna się na rzeczy. Gratulacje w związku ze wszystkimi zeszłorocznymi sukcesami Dragona i oby więcej w bieżącym.

Fiona Apple - Fast as You Can

O, znowu Suzanne Vega, ej nie..

O Fionie Apple chyba nawet swego czasu coś miłego napisałem, że fajne i może nawet posłucham, ale oczywiście kijem nie tknąłem, jak większość wrzut, które chwalę i zapowiadam powroty. Ja mam jeszcze kolejkę Waszych propozycji z 2023 r. do sprawdzenia. W każdym razie, fajny wiosenny numer, może w końcu na jakąś Wielkanoc, czy coś, uda mi się tę Fionę sprawdzić, albo zostanę klasycznie ze Shrekiem, nie obiecuję już niczego, bo wiecie, jak to bywa. Strasznie dużo się tu dzieje muzycznie. Pasuje to do Seby, który lubi jak się dzieje dużo i jak się dzieje dziwnie (im dziwniej, tym lepiej). Dla mnie po prostu spoko numer. Nie nabrałem ochoty na płytę, wokal mnie tu trochę wkurza, ale nie do tego stopnia, żebym teraz miał narzekać. Kojarzy mi się to też z jednym kawałkiem Ben Folds Five, więc ostatecznie odbiór mój jest na plus.

Bhangra Knights v Husan - Husan (Radio Edit)

O, dawno nie było czegoś, co dobrze znam z eteru, ale nie nie z nazwy. Kojarzę to kebabowe gadanie i ten rap ala Shaggy, to faktycznie leciało często te 20+ lat temu. Fajnie wiedzieć co to. No i to w zasadzie tyle xD Kawałek jest spoko, ale nie wiem co mogę tu więcej napisać, nie mam zbyt szczególnie interesujących przemyśleń.


Najbliżej mi zdecydowanie do "sylwestra" serwowanego przez Murzyna, ale wszyscy dowieźli.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13847
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 05 sty 2026 21:43

Laurent Garnier, Scan X - Closer To You

Niby na klubowo ale jednak może nie w moim stylu, generalnie zresztą ja techno nie słucham i pląsów przy takiej muzie sobie nie wyobrażam. Do tego te ponure pady tu i ówdzie się przebijające, dla mnie bardziej muzyczka do odlotu w myślach niż na parkiecie. Ostatecznie na bujaniu głową poprzestanę. Długie, hipnotyczne, transowe granie, pewnie na wspomagaczach weszło by dużo lepiej ale na trzeźwo też nie jest jakoś źle czy coś. Delikatnie może za sucha kompozycja, brakuje mi jakiegoś wyróżnika, chwytliwszego elementu którego mógłbym się złapać, czekam cierpliwie na kolejne propozycje zatem.

Fiona Apple - Fast As You Can

Znów wracamy do tej płyty którą - jak widzę po scrobblach - sprawdzałem w Boże Narodzenie roku 2024, zdaje się po rekomendacjach naszej dawno nie widzianej forumowej koleżanki. Fiona Apple mnie nie przekonała, pamiętam że balladowe I Know z bestki potem nawet siadło ale w tym utworze jak tu właśnie wychodzi to że nie bardzo wiem jak tą panią sklasyfikować ani ugryźć. Jej muzyka jest specyficzna by nie napisać że dziwna, mentosa to chyba właśnie urzekło a do mnie Fast As You Can nie przemawia. Teoretycznie to perkusyjne wygibasy powinny sprawić że łyknę to bez popity, te żwawsze momenty są może i ok ale i tak brzmią dla mnie jak jakiś generic jazz muzak a te pozostałe momenty... no po prostu są w tym kawałku, a te fragmenty z tytułową frazą to nawet bym wolał żeby ich nie było chyba. Taki to trochę muzyczny potwór Frankensteina. I piszę to zachwycając się jednocześnie dopiero co albumem Julii Holter heh. Może chodzi o to że tu szyny były złe a podwozie... też było złe.

Husan vs Bhangra Knights - Husan

Oż kurde, klasyka. To śmigało pamiętam w reklamie telewizyjnej jakiejś i potem trochę było takim viralem zanim były prawdziwe virale. Przeboik o konstrukcji prostej jak budowa cepa ale tu sklejono parę odpiwiednich składników dla odmiany i to jakoś tam śmiga i chwyta. Wspomnień czar, komiczny numer ale na sylwestrową kolejkę można posłuchać czemu nie.

The Flight & Christian Henson - Encounters


Kuba zasadniczo mocno utrudnił mi recenzowanie utworu bo z góry odrzucił pisanie nt. soundtracków i tego jak bardzo mamy wywalone na Obcego a to w sumie były dwie pewne rzeczy które wiedziałem słuchając tej wrzutki. Z braku laku zostałem zatem sam z tą muzyką i trzeba było ją jakoś ugryźć. Niemniej nie do końca jestem w stanie jakoś oderwać tenże numer od soundtrackowego klimatu grozy i napięcia jakim emanuje. Najbardziej podoba mi się będąca podstawą numeru fortepianowa pętla która płynie tam pod spodem oraz ten zdaje się synth rytmicznie grający w lewym kanale, samo to skutecznie buduje vibe jakiejś ciemnej, głuchej nocy. Całość przecinają tu i ówdzie muśnięcia gitary - część z nich mam wrażenie potem też leci jakby puszczona wstecz - oraz smyczki, te dwie rzeczy są całkiem w porządku. Najmniej powiedzmy leżą mi te takie uderzenia w kotły czy co to tam jest, to co najbardziej tu stara się napędzić stracha słuchaczowi. Całość jest w sumie OK, co jak na moją niechęć do zanurzania się w tych klimatach myślę jest już dużo. Numer ten jakoś w ogóle przypomniał mi czasy grania w SWAT, choć nie pamiętam czy była tam jakakolwiek muza to ten numer oddaje podobny klimat. I w sumie to nawet nostalgłem za tym.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13847
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 05 sty 2026 22:05

Alicia Keys - If I Ain't Got You
(2003)

Jak to wspominałem przy okazji mojej poprzedniej wrzuty zwykle zimową porą to ja sobie słucham rapsów tudzież ogrzewam się jakimś r&b czy coś no to teraz trochę polecę tym drugim właśnie.

Alicii Keys przedstawiać tu nikomu już nie muszę bo to twarz znana wszystkim między innymi dzięki wrzutkom Wujowym, ale i poza nimi każdy coś tam pewno znał wcześniej. Chyba mogę powiedzieć że śledziłem jej twórczość mimowolnie od początku kariery bo jej numery leciały w tv dość często i z telewizji kojarzę ją mniej więcej tak do 2009 roku spokojnie, potem album Girl On Fire znam też nieco za sprawą mojego brata i bratowej, słabiej u mnie z nowszymi jej dokonaniami ale tu w sumie pałeczkę przejął Wuja i nadrobiłem nieco.

Pamiętam zatem doskonale lata 2003/04 kiedy też słyszałem nieraz wrzucaną dziś przeze mnie balladkę w tiwi i dzięki znajomości teledysku do niej od zawsze utożsamiam ten kawałek z zimową porą. W każdym razie wróciwszy do tego kawałka po latach pewnego razu uderzyło mnie po prostu jak doskonały jest to utwór zarówno pod kątem tekstu jak i pięknego soulowego aranżu i od tamtej pory uważam go za jedną z najlepszych ballad o miłości jakie znam. Do tego stopnia że numer ten był w topce utworów rozważanych przeze mnie na mój pierwszy weselny taniec. Ostatecznie wybór padł na co innego niemniej uznanie dla tego utworu Alicii pozostało już na najwyższym poziomie.
Także tego, posłuchajcie i kto nie zna niech się zapozna a kto tu wraca po latach ten może doceni jak i ja po czasie doceniłem. Oczywiście bonusowo dla miłośników zimowych obrazków dorzucam klip który nie wiedzieć czemu na YouTube i Spotify jest jakoś *ujowo ucięty i tym samym ma niedomkniętą fabułę heh. Dlatego podrzucam link do alternatywnego źródła.

Audio:

https://youtu.be/-mAGQUsV6Nw?si=PIhtKjC2zUeOWZOy

Video (pełna wersja):

https://www.dailymotion.com/video/xfpsl
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24710
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 05 sty 2026 23:16

Kai Rosenkranz – The Harbor

Gothic 2… od czego tu zacząć. Najlepiej od Musiała, bo to on mi sprzedał tę grę w sposób efektywny. W 2002 r., mój komputer jeszcze ciągnął nowsze gry, ale już ledwo. Pierwszym niestrawnym dla niego produktem, było „Enter the Matrix” z 2003 r., którego dostałem na gwiazdkę, i który już zawsze będzie mi się kojarzył z tym, że nie poszedł mi na kompie. Z jakiegoś powodu, „Gothic” mi zwyczajnie przeleciał koło nosa, co jest dziwne, bo zawsze mnie kręciły takie gry. To nawet nie chodzi o to, że gra miała opinię kretyńsko trudnej, po prostu się nie złożyło. Po wielu latach, i wielu opowieściach Musiała, w końcu zainstalowałem „Gothica 2”, w covidowym sezonie gwiazdkowym i od tamtej pory, wracam do tej gry regularnie. Co w niej lubię, to to, że daje fajna dowolność. Można kompletnie wysrać się na wątek główny i po prostu sobie żyć w tym świecie i zawsze jest co robić. „The Harbor” to tło muzyczne dla miasta Khornis, w którym spędziłem najwięcej czasu. Jest tam relatywnie bezpiecznie, tzn. można dostać po ryju, a nawet zginąć, ale przynajmniej nie wyskakuje z każdego krzaka goblin, czy inny pająk. Miasto daje wiele możliwości, w tym zarobkowych (można zostać czeladnikiem lub przyłączyć się do straży), socjalnych (knajpa, burdel) i rozwojowych (nauka i podbijanie exp). Zawsze jest co robić, a kwestie dialogowe (obowiązkowo po Polsku), są już tak legendarne, że nawet ludzie, którzy nigdy nie grali w Gothica 2, cytują Gothica 2. Ten kawałek muzyki, budzi we mnie skojarzenia z relaksem. Ze świętami, z wolnym czasem, który mogę przeznaczyć na szwendanie się po Khornis godzinami, bez parcia, że muszę za wszelką cenę dostać się z punktu A do punktu B, bo jutro nie mam czasu, bo praca, bo sraca. A poza tym, to jest po prostu fajny kawałek muzyki.

https://youtu.be/HLTQOpOq_hk?list=RDHLTQOpOq_hk
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6943
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 06 sty 2026 13:37

Ostatni raz w tak zwanym klubie, byłem nie wiem kiedy, chyba w 2018 r., kiedy z Musiałem weszliśmy dla beki do lokalu typa z CKOD (nie pamiętam nazwy) gdzie trwało jakieś disco, żeby skorzystać z kibla. W kolejce, zaproponowano mi kupno extasy, a Musiała pytano czy je sprzedaje (interpretujcie to jak chcecie).
Ciekawe ile osób, które wówczas w tym klubie były i ćpały znam.

Nie no, myślę, że to nie jest ciekawe.

Fiona Jabłko widzę, żę przyjęta raczej średnio ciepło, ale tylko ja tutaj pewnie byłbym w stanie sprzedawać ją za pośrednictwem takiej efemerydy i tylko ja mógłbym się nią zachwywać. Bywa.

Buckshot LeFonque - Music Evolution

Czas na kącik z cyklu "Forumowe odkrycia". Buckshota odkryłem dzięki jednej z naszych rozlicznych zabaw - nie była to jednak depeszwizja ani ta bestka, tylko ta śmieszna edycja teledyskowa, do której dołączyłem w połowie trwania i która nie przetrwała próby czasu. Najwyraźniej jednak ten trud związany z ocenianiem fonii i wizji nie poszedł całkowicie na marne, skoro ktokolwiek zapamiętał z tej zabawy cokolwiek - a ja np. zapamiętałem opisywany tu projekt.

Projekt, którego nie mogę traktować śmiertelnie poważnie i mam wrażenie że choćby i z tego powodu mam do niego dużo sympatii. Bo kaman - nie da się traktować poważnie chociażby tekstu tego utworu, pełnego rymów częstochowskich i powtarzania tego, jakim to chorym oraz oryginalnym połączeniem jest fuzja jazzu oraz rapu. Już abstrachując od tego, że w sumie to nie było pierwsze tego typu połączenie, to jakoś tak nie wydaje mi się, by to był jakiś niesamowicie kreatywny koncept. xd

Ale po prawdzie - mi to nie przeszkadza, a właściwie to nawet ma to dla mnie swój specyficzny urok. Taki wiecie - w stylu kogoś, kto nosi niemodne od 20 lat ubrania i nawet nie jest tego świadomy, przez co mimowolnie się wyróżnia i wygląda całkiem cool. Albo jakiejś czapki z daszkiem z abstrakcyjną grafiką typu hamburger jeżdzący na desce (noszonej przez opisywaną zdanie wcześniej osobę). Może cheesy, może i nawet kiczowaty, ale jest w tym jakiś nieodparty urok.

Zwłaszcza, że to jest muzycznie po prostu fajne i dobre. Lubię jazzujące rapsy, choć mam wrażenie, że to muzyka ani dla fanów jazzu, ani dla słuchaczy rapu. Nie jest to główny powód dla którego jej słucham, ale powiedzmy, że mi to nie przeszkadza.

Nie mam tu nic do dodania. Bierzcie i słuchajcie tego.

https://www.youtube.com/watch?v=W09dQY0NXTU
DEPESZWIZJA 123: EDYCJA NOWOFALOWA
FINAŁ 21:15
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10366
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 06 sty 2026 18:46

Marek Biliński - Błękitne nimfy (1983)

Zacznijmy ten rok pomalutku, po cichutku sięgając z kieszonki sposród trochę zakurzonych, ale wciąż dawniej częściej ogrywanych twórców. Już nawet ludzie teatru (trochę wreszcie, trochę znowu) wracają myślami do Tangerine Dream, Żara, Bilińskiego... sam zrobię ukłon w stronę młodości. Po latach myślę, że łysi z Lombardu i Kombi osiągnęli lepsze brzmienia. Pod koniec gimnazjum łatwiej było jednak posłuchać po prostu syntezatorowych błyskotek gościa z jakichś archaicznych zespołów, co to w ogóle nie kojarzą się z niczym bez doktoratu z polskiego rocka lat 80'. Odpowiedzialni za Przeżyj to sram czy Za ciosem knot to byli zbyt wieśniaccy dżentelmeni. Z drugiej strony obaj nigdy nie wydali płyt instumentalnych w PRLu. A Biliński z Ogrodem króla świtu to jest wysoka półka - kompozycyjna, brzmieniowa, pod względem wykorzystania możliwości sprzętowych. Dobry miks nawet bas potrafi odzyskać. Chyba jedyna płyta z tercetu ejtisowego, którą bez wątpliwości postawiłbym na swojej półce. Co o samych Nimfach? Nie ma tyle patosu co w Fontannach, nie jest aż tak skondensowane co najpopularniejsze single. Do tego nie nudzi w przeciwieństwie do Enierównasięemcekwadrat. Na całym dystansie dzieją się przyjemne rzeczy, choć nie ma takiej palety mebli z pokrętłami co Jarre. Od tej płyty warto zacząć dalsze poszukiwania wśród polskich nerdów syntezy. Może poza Komendarkiem z odpustu, tu trzeba dać się rozłożyć kaseciakom bez większego zamieszania.

No dobra, trzeba też przyznać, że te tytuły są trochę pretensjonalne i zbyt ciężkie jak na charakter muzyki. Zapraszam do słuchania. 

https://youtu.be/nREn4YW-ufk
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7404
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 07 sty 2026 09:26

Alanis Morissette - Thank You (1998)

Alanis, jaka jest, każdy widzi. Ironic, Simply Together, Hand in My Pocket, Head Over Feet, nie sposób nie znać tych tytułów jeśli się siedziało trochę w najntisowym popie (a Ironic nie sposób nie znać chyba, że nie włączało się nigdy radia i telewizji). Uwielbiam ją niemal od pierwszego momentu, gdy ją usłyszałem, a było to zapewne właśnie Ironic w okolicach swojej premiery (więc dev miał może jakieś 7 lat). Klip do Thank You (albo Thank U, różnie jest to zapisywane) widziałem po raz pierwszy niemal na pewno w legendarnym małym pokoju mieszkania moich dziadków, gdzie gapiłem się w podłączony do osiedlowej kablówki telewizor. Klip ów ma specyficzną dla tamtego czasu estetykę i jeśli teledyskowa kiedyś wróci, na pewno go tam wrzucę. Jeśli chodzi o sam numer...

No, sam numer jest po prostu piękny i tyle. Zabrzmię teraz cheesy, tanio i krindżowo (z tym, że mam to w dupie), ale uważam go za katartyczny, uwalniający wręcz. Well, vibe tej piosenki ma taki być, gdyż Alanis napisała ją zdaje się zaraz po powrocie ze swojej wycieczki do Indii w roku 1997, która miała mieć taki "duchowy" charakter. Zostawiam na boku pytania o to, jak bardzo była to "rich-white-girl-from-the-West adventure", gdzie nie ogląda się niczego ciekawego i nie przeżywa niczego odmieniającego życie, za to potem pisze się tanią książkę, np. "Jedz, módl się i kochaj". Mogło tak być, nie przeczę (przynajmniej artystka faktycznie była uzależniona od prochów wcześniej i zdaje się ten - hehe - trip jej pomógł), decyduję się to jednak olać, wszak subiektywność.

Thank You "świadomie" towarzyszy mi od 15 lat, kiedy to w styczniu 2010 właśnie zassałem sobie jej bestkę i postanowiłem na pełnej usiąść do przynajmniej wszystkich jej singli (albumy przyszły później i kto wie, kto wie, może coś zawita do naszej zabawy...). Usłyszenie Thank You po raz pierwszy od wielu lat było dla mnie rozwalające. Wszystko mi się w tej piosence podoba, i ten lekko tandetny i nie zawsze mający sens tekst (mrug w stronę Stevena Wilsona), wokal Alanis, genialna muzyka z tym niemal trip-hopowym bitem, nie ma tu złych rzeczy. Że Endżoj? Chyba jednak Ironic pozostaje jej największym Endżojem. Wciąż jest to zbyt dobry i zbyt ważny dla mnie numer, by nie miał tutaj wylądować. I to właśnie, cóż, w styczniu, także wszystko się zgadza, a mija już 16 lat...

Dużo się wydarzyło w ciągu ostatnich 4 lat. Trochę za dużo, ale z perspektywy czasu widzę, że niektóre rzeczy były nie tyle nieuniknione, co zwyczajnie niezbędne. Dobrze, że zmieniły moje spojrzenie na to i na owo. Niech to będzie więc moja prywatna wersja taniej książki od taniej autorki o "rich-white-girl-from-the-West adventure".

https://www.youtube.com/watch?v=lEkDK6w ... rt_radio=1
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13847
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 07 sty 2026 10:40

poor-white-boy-from-the-East-adventure-in-the-Far-East? Jakby zebrał wszystkie posty nt. BYŁEM W JAPONII może by książka wyszła ;)

Kolejka 19. (194.)

101. Alicia Keys - If I Ain't Got You (stripped)
102. Kai Rosenkranz – The Harbor (Hien)
103. Buckshot LeFonque - Music Evolution (mintaj)
104. Marek Biliński - Błękitne nimfy (Dragon)
105. Alanis Morissette - Thank You (devotional)
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7404
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 07 sty 2026 14:47

stripped pisze:
07 sty 2026 10:40
poor-white-boy-from-the-East-adventure-in-the-Far-East? Jakby zebrał wszystkie posty nt. BYŁEM W JAPONII może by książka wyszła ;)
Ojtam ojtam ;(
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24710
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 09 sty 2026 12:27

Alicia Keys - If I Ain't Got You

Utwór z grona maksymalnie genericowych, ale na tyle sympatycznych, że przyjemnie żeby sobie leciały w tle. Fragmenty przypominają mi „It Wasn’t Me” Shaggy’ego. Ładny wokal i instrumentarium, fajne dęte zagrywki, które przykrywają nieco nijakość kompozycji samej w sobie. Szkoda, że produkcja taka sterylna, no ale gwiazdy takiego formatu raczej nie lubią się brudzić. Miły utwór, ale jutro już pewnie nie będę go pamiętał.

Buckshot LeFonque - Music Evolution


Zastanawiałem się, co może kryć się pod taką nazwą, i w sumie nie trafiłem, ale też nie do końca. Śmieszne klimaty. Twardy bit, skrecze, janglujące gitary, czuję się jak w 2000 r. Zaskakująco sporo melodii i fajne muzyczne tło, w klimatach jakie lubię. Trochę to brzmi jak jakieś proto-Gorillaz. Trochę jestem zbyt zawalony teraz rzeczami, żeby się brać za nowa muzykę, ale rozumiem czemu Seba się zaintrygował, bo mnie też to intryguje.

Marek Biliński - Błękitne nimfy

To jest bardzo spoko album Bilińskiego. Zadziwiająco mało się ta muzyka zestarzała. Momentami robi się w tym kawałku festyniarsko, ale co by nie mówić, Biliński ma jednak to festyniarstwo we krwi. Dużo się tu dzieje w tle, jakieś dzwoneczki, jakieś dodatkowe pady, cud że ten samotny automat perkusyjny nie daje się kompletnie zatopić przez całą resztę. Typowe, braggerskie, markowe solo na klawiszu. Sympatyczny snapshot z czasów kiedy elektronika była jeszcze jakimś polem do prawdziwych przygód, a Biliński to był prawdziwy pirat.

Alanis Morissette – Thank U

O, Thank U. Poznałem ten kawałek przez Stevena Wilsona, który nagrał cover dawno temu i cały czas regularnie sobie do tego coveru wracam. Do oryginału tak sobie, ale ja się nigdy w Alanis nie wkręciłem, inna sprawa, że niespecjalnie próbowałem i nie dawałem temu szans. Ona niby jest na liście artystów do jakiegoś, nawet symbolicznego sprawdzenia, ale póki co, najczęściej zbliżam się do niej słuchając bootlegów Radiohead z trasy, na której ją supportowali (i ponoć młodociani fani Alanis, wychodzili z tego supportu z płaczem i przerażeni). Fajny bit, fajne gitary, w ogóle strasznie fajna architektura tego wszystkiego, zadziwiająco eksperymentalnie to brzmi, jak na totalnie popowy kawałek, w totalnie popowej formie. To trochę tak jak z jazzowymi rytmami, każde da się sprzedać masom, dopóki da się do nich tańczyć. W każdym razie, fajnie było sobie posłuchać tego kawałka w oryginale, bo dawno nie odpalałem sam z siebie. Bardzo dobra piosenka.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13847
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 10 sty 2026 10:12

Z reckami niedługo wlecę ale chciałem tylko zaznaczyć że jak coś to się walnąłem parę kolejek temu i jesteśmy teraz na 19 kolejce a nie 18 ;(
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13847
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 10 sty 2026 10:37

Buckshot LeFonque - Music Evolution

Początkowo mocno się podjarałem tym numerem, naprawdę przyjemne zaskoczenie, nie wspominając nawet o fakcie przemycenia komukolwiek przypadkowo takiego wykonawcy tutaj. Nawijacz głosem przypomina mi kogoś ale nie chcę strzelać, może wleci tu jeszcze zresztą. Zaskakujące dla mnie że numer pochodzi z... 1997 roku??? Czyli z czasu gdy Biggie i Puffy byli na szczycie, ten jazz rap w tamtym czasie to już faktycznie brzmi mocno out of place. Z jednej strony dobrze to płynie i nawet się zdziwiłem że Seba coś tu o częstochowskich rymach wspomina, ale po kilku odsłuchach więcej faktycznie mam lekkie poczucie że za dużo tego samego, numer mógłby być ciut krótszy. Generalnie mentos robi mi smaka na rapsy kiedy ja już dość mocno odchudziłem obecną 25. z nich, ale wiosną latem pewnie z czymś wrócę! Pozytywna wrzutka, swoją drogą będę miał jeden albo dwa numery w tym stylu.

Marek Biliński - Błękitne nimfy

Ahhh Ogród Króla Świtu... Płyta którą znam stąd że ją posiadam, dostałem swego czasu w prezencie od kumpla z roboty, słuchałem raz lub dwa ale nie zażarło jakoś i na razie łapie kurz na półce. Moje zapotrzebowanie na Bilińskiego w zupełności zaspokaja singielek Dom W Dolinie Mgieł/Ucieczka Z Tropiku, tu trochę mnie przytłacza ta szpanerska wirtuozeria na klawiszach, pamiętam że Fontanna Radości też zdaje się tym epatowała i mnie to akurat odstraszało. Może jeszcze kiedyś spróbuję a jak nie chwyci to kto wie, może kiedyś będzie okazja zrobić oficjalne przekazanie tego krążka w smocze ręce? Płyty są po to by ich słuchać a nie trzymać na półce. Numer jest dobry, doceniam ale mnie nie kręci.

Alanis Morissette - Thank You

Nigdy nie słyszałem tego utworu wcześniej w przeciwieństwie do Ironic czy Head Over Feet więc chyba nie taki Enjoy jak go piszą. Klawisze z intro coś mi przypominają ale pomimo wysiłków nie byłem w stanie nic sobie skojarzyć więcej. Ten motyw podróży po świecie i powrotu z oświeconym umysłem nieraz sie faktycznie pojawiał u różnych artystów, weźmy na przykład choćby DM i Construction Time Again. Ale wróćmy do Ali i jej całkiem zacnego kawałka, fajna samplowana perka robi trip hopowy groove, tekst nieco słodko naiwny ale całość siedzi mi jak najbardziej jako fajna pocztówka z końca lat 90. i chętnie bym to sobie na takiej playliście umieścił obok jakichś kawałków z Miasta Aniołów czy Ray of Light.

Kai Rosenkranz - The Harbor

Nigdy nie grałem w tego typu rpg czy przygodówki jak Gothic, moja styczność z taką średniowieczną fantastyką ogranicza się do wspomnień patrzenia jak mój kumpel z ławki grywał HoMM albo Diablo, ale ja wtedy czekałem cierpliwie aż skończy i odpali GTA2 albo Pokemony. Po latach dziś słucham tych Waszych różnych wrzutek z gier wideo tego typu i bardziej niż wracać do tej muzy potem mam ochotę usiąść i w końcu w to pograć bo mam poczucie że coś fajnego mnie ominęło. Gitara w tym utworze kojarzy mi się jednym numerem który pewnie kiedyś wleci a z kolei smyczki się tak nabudowują że gdy nadchodzi kulminacja mam wrażenie że zaraz wejdzie bit, wleci Puff Daddy i nawinie YOU CAN HATE ME NOW ale miast tego wchodzi tylko dęciak brzmiący niczym średniowieczne fanfary. Musiałbym pograć w Gothica żeby łyknąć tę muzę jakoś mocniej podejrzewam, rozumiem sentyment ale z tej perspektywy nie umiem się tak wkręcić.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6943
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 11 sty 2026 20:40

Alicia Keys - If I Ain't Got You

To jest przedstawiciel tej grupy utworów w przypadku których zazwyczaj leję wodę, pieprząc o jakichś luźnych skojarzeniach, albo nawet i rzeczach niezbyt powiązanych. W tym przypadku będzie ciężko, bo szczerze mówiąc, to nie mam nic szczególnie ciekawego czy oryginalnego do napisania nt. Alicji Klucze (hoho, ale zabawnie przetłumaczone nazwisko). Coś tam kojarzę z radia, pamiętam wrzuty wuja, większość była raczej spoko, ale nie na tyle, bym czuł wewnętrzną potrzebę jakiejś dalszej eksploracji czy też częstych powrotów. Ta wrzuta też jest spoko, fajny wokal, sympatyczne dęciaki, jakieś takie faktycznie miłe to i komfortowe. Leci okejka bez rozpisywania się.

Kai Rosenkranz – The Harbor

O Gothicu 2 już pisałem w swoim czasie na forum - nie pamiętam czy ja ich wrzuciłem w beatce growej, czy kto inny, ale pamiętam wrzucenie soundtracku. Dwie pierwsze części plus Noc Kruka - klasyka, później już niestety było gorzej. W każdym razie to chyba był jeden z pierwszych przypadków aż tak mocnej immersji w gierkach jaki doświadczyłem. Cholera, ten świat faktycznie sprawiał wrażenie żywego, nawet jeśli Khorinis składało się z dwóch uliczek i pięciu domków na krzyż. Mimo to miałem wrażenie, że ci NPCe mają jakieś swoje życie, że w dzielnicy portowej faktycznie można iść i dostać po gębie od jakiegoś marynarza, a u handlarza kupić owoce, soki i różne takie. A do lasu to w ogóle strach było samemu zachodzić, bo tam wilcy jakieś i zbójcy.
Nie wiem jak miałbym ocenić ten motyw bez kontekstu, ale nie umiem tego zrobić i na szczęście nie muszę. Ten motyw przywołuje wspomnienia z lata 2005, kiedy to kuzyn kolegi kolegi o nazwisku Gałązka (którego nigdy później ani wcześniej w życiu nie spotkałem) przyjechał do kolegi kolegi i przywiózł mu płytę z tą grą, którą natychmiastowo sobie przegrałem. W swoim czasie byłem tak wkręcony, że praktycznie pierwszą rzeczą jaką robiłem po odpalaniu komputera przez jakiś miesiąc było włączanie Gothica 2. Eh, KIEDYŚ TAKIE SPRAWY ZAŁATWIAŁO SIĘ INACZEJ

Marek Biliński - Błękitne nimfy

Kurdę. Bardzo lubię i cenię Ogród Króla Świtu (te tytuły faktycznie są cheesy, ale szczerze mówiąc ma to dla mnie swój urok), ale jeśli mam być z państwem szczery, to osobiście wolę e=mc2. Może właśnie dlatego, że mam słabość do tego trącącego myszką i zalatującego kiczem brzmienia? To tutaj brzmi... Po porstu dobrze łamane na poprawnie i jest okej, podoba mi się i też ma swój urok, ale "tylko" je lubię. No bo kaman - czemu miałbym nie lubić tak fajnego instrumentala? Faktyzcnie, trochę festyniarski, ale w taki cool sposób - mam wrażenie, że w swoich czasach mógłby mnie drażnić, ale z obecnej perspektywy ma ten specyficzny retro klimacik, który rekompensuje wszelkie bolączki i niedociągnięcia. Kurde no, fajne to.

Alanis Morissette - Thank You

Tbh nie znam wiele więcej z twórczości tej pani niż wiadomy przebój o byciu Ironicznym. Miałem kiedyś kolegę, który randomowo się w nią wkręcil i nawet coś mi tam podrzucał, ale nic z tego nie pamiętam, bo to było z 15 lat temu. Możliwe, że nawet i podrzucił ten kawałek - nie sprawdzę tego, bo to pewnie było na jakimś Gadu-Gadu, czy innym komunikatorze, którego archiwum przepadło wieki temu. Trochę się pogubiłem w meandrach wiadomości Musiała i nie bardzo wiem czemu akurat Alanis Morissette miałaby pisać jakieś poradniki o życiu, ale w sumie nie wiem wielu różnych rzeczy. Wiem za to, że to zaskakująco dobry kawał popu, ale ja generalnie to lubię najtisowy pop, w tym ten z tego okienka, gdzie wszystko brzmiało trip-hopowo, bo ktoś tam (słusznie) uznał, że to będzie cool. No trochę mi to trąci Fioną Apple, którą wrzucałem ostatnio szczerze mówiąc. Ładne, dobre, chętnie sięgnę po wiecej, jak życie i czas pozwolą.

Fajniutka edycja
DEPESZWIZJA 123: EDYCJA NOWOFALOWA
FINAŁ 21:15
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7404
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 11 sty 2026 21:40

Buckshot LeFonque - Music Evolution

Nie pamiętam tego typa z klipowej, ale w Dwizji zrobił na mnie naprawdę solidne wrażenie. Puszczam sobie ten numer i, kurde, znów dostaję tego wspaniałego, nostalgicznego wajbu stycznia 2011, który jeszcze nie zapowiadał syfu, jaki miał się zacząć wkrótce (a może trwał od dawna, tylko ja - złapany w pułapkę klasycznego, narracyjnego pojmowania czasu - wciskam mu na siłę jakieś ramy, że niby mam żywot podzielony na sekcje? Niewykluczone). Byłem ja, siedzący przed kompem w swoim pokoju u rodziców albo za kółkiem swojego HOLCWAGENA i napieprzałem na zmianę Yello By Yello albo entą iterację RAM-kawiarni. I tam bywała i taka muza. Zaskakująco sporo jej, ale bardziej... hmmm, artystyczna, że tak to ujmę, niż takie "typowe" rapsy. I coś takiego słyszę tutaj. Jest 15 lat później, za oknem śnieg (15 lat temu nie było śniegu, akurat 11-go były dni otwarte Zajezdni Helenówek na których byłem i mam z nich zdjęcia, lał deszcz i było ciepło; za to dwa tygodnie wcześniej jak najbardziej leżał). Zaraz pojechałem do Warszawy na jedno popołudnie zobaczyć się z kimś, kogo nie widziałem prawie trzy lata, co miało wkrótce wszystko pozmieniać, takie tam. Zima była jeszcze uśpiona, bez niepokojów większych. Za to pełna świetnej muzyki. Seba dokłada ze strony, której bym się w sumie nie spodziewał, a działa. Wajbuję, dobre gówno, szanuję.

Marek Biliński - Błękitne Nimfy

Biliński to nazwisko, które słyszałem a potem byłem zaskoczony, że kawałki, które słyszę, to jego kawałki (na tym forum też tak bywało). Niby to trochę ucukierkowione, ale jednocześnie jak na nasze przaśne peerelowskie warunki brzmi bardzo fajnie i "zachodnio". Minus te potwornie pretensjonalne, niby baśniowe a tak naprawdę tandetne tytuły to nie stoi wcale dalej od Żana-Miszela. Są te delikatnie festyniarskie fragmenty, ale można sobie wkręcić, że Styx też tak momentami brzmieli jak spróbowali pójść w nową falę. Sparksów nie pomnę. Aż się rozmarzyłem, jak ładnie by ten numer wchodził, gdybym teraz na nartach zjeżdżał w dół stoku ze śniegiem dmiącym mi prosto w mordę. Może się uda w tym roku? U never kno. Na razie się jaram, choć to "solo" trochę przydługawe i ewidentnie typ chciał się popisać, że też umie w Niemena (bez Niemena, a może z?). Tak czy inaczej propsy dla Smokowskiego, dostarczył na poziomie.

Alicia Keys - If I Ain't Got You

Czy ja już gdzieś nie słyszałem takich pasaży na pianinie? Być może. Znów jest coś RAM-core'owego, do tego dochodzi też feeling Nory Jones (a ta jest spoko), muzyczna estetyka roku 2009, późna jesień i przesiadywanie z moją ówczesną dziewczyną w herbaciarni Niebieskie Migdały, która swoim wnętrzem i jej hipsterskim (wtedy jeszcze nikt nie używał takiego określenia) stylem maskowała fakt, że jest ostatnim czynnym lokalem w przyziemiu kamienicy, z której dawno wykwaterowano ostatnich lokatorów ze względu na jej podły stan techniczny. Ot, śródmieście Łodzi. Ciepła herbatka smakowa z toną aromatycznych dodatków, cisza, spokój (względny), miałem jeszcze tyle muzy do odkrycia przed sobą, człowiek był młody etc. i słuchając też takich rzeczy czuł, że się jakoś muzycznie rozwija (bo wcześniej to tylko ejtisy). W sumie pod tym względem będę miło wspominał A., bo miała spory udział w faktycznym konfrontowaniu mnie z muzyką zgoła inną od mojej własnej (nawet, jeśli dość szerokiej) banieczki. Teraz to tylko polskie "rapsy"... Odpadłem, gdy jedna taka wspomniała mi Rów Babicze. Jezu. Dobry kawałek, przypomina inne, dawne i bardziej cywilizowane czasy. Murzyn jak dostarczy, to dostarczy.

Kai Rosenkranz - The Harbor

Kurde... Ten numer jest wdrukowany w moją głowę TAK BARDZO z określonymi wspomnieniami dotyczącymi tej gry, że ja już z automatu słysząc tę muzykę słyszę w tle fragmenty rozmów. MÓJ MĄŻ UWAŻA INACZEJ. INNI NIE POWINNI WIEDZIEĆ. TAJEMNICA... O KTÓREJ WSZYSCY WIEDZĄ. ŚCIEŻKA CNOTY JEST DŁUGA I KAMIENISTA. Gothic II to złoto. Jedna z najważniejszych gier w moim życiu, która otworzyła mnie na erpegi już ponad 22 lata temu. Uwielbiam ją i... gram co roku zimą, nawet teraz (no, nie w tym momencie). Muza Rosenkranza to również złoto (względnie magiczna ruda), w ogóle typ miał chyba 17 lat jak wysłał swoje demówki do pierwszej części gry typkom z Piranha Bytes, jego ojciec musiał za niego podpisywać umowę ze studiem. Niesamowicie utalentowany typ, no i co tu dużo mówić... Faktycznie, to ja sprzedałem Munlupowi Goticzka i to ja również wrzucałem tę grę do bestki growej. Tym, którzy jeszcze nie grali - serdecznie polecam. Jeśli ktoś się boi starej grafiki, to primo - niech się nie boi, bo naprawdę zestarzała się nienajgorzej, lub secundo - niech sobie zainstaluje mody robiące tylko upscaling tekstur, już to solidnie pomaga. Trochę szkoda, że nie wleciał motyw z Górniczej Doliny z dwójki ale też wiem, że Hien go jeszcze nie zna he he. Mam nadzieję, że prędko pozna, bo jest chyba najlepszym z całej gry. Obok motywów z Jarkendaru (Noc Kruka), które mnie wgniatają w fotel za każdym razem, gdy je słyszę. Zwycięzca kolejki i tyle, wspaniała muza ze wspaniałej gry (tylko czemu, do ciężkiej cholery, ona jest aż tak trudna???). Propsy 4eva!!!
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6943
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 11 sty 2026 21:45

tylko czemu, do ciężkiej cholery, ona jest aż tak trudna
co nie? Najdalej dotarłem do tego lodowego smoka, nigdy go nie dałem rady pokonać. ;( Może w tym roku znowu podejdę, a nuż po 20 latach się uda
DEPESZWIZJA 123: EDYCJA NOWOFALOWA
FINAŁ 21:15
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24710
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 11 sty 2026 21:58

Lol, to sam wrzuć motyw z GD, to by nawet nie był dubel, bo tylko ja i Seba wrzucaliśmy Rosenkranza xd
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn