Best of Forum (Albumy - WRZUTKI)
-
stripped
- Posty: 13846
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Wujowi obojętne więc ja wezmę marzec o on grudniową, zatem:
Kolejka 22. (Terminarz)
136. shodan 8-28 grudnia 2025
137. Dragon 29 grudnia 2025 - 18 stycznia 2026
138. Hien 19 stycznia - 8 lutego 2026
139. mintaj 9 lutego - 1 marca 2026
140. stripped 2-22 marca 2026
141. devotional 23 marca - 12 kwietnia 2026
prosiłbym o wrzucanie płyt w tej kolejności
Kolejka 22. (Terminarz)
136. shodan 8-28 grudnia 2025
137. Dragon 29 grudnia 2025 - 18 stycznia 2026
138. Hien 19 stycznia - 8 lutego 2026
139. mintaj 9 lutego - 1 marca 2026
140. stripped 2-22 marca 2026
141. devotional 23 marca - 12 kwietnia 2026
prosiłbym o wrzucanie płyt w tej kolejności
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Dragon
- Posty: 10366
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Oj, to była mocarna kolejka. Jakby co, to ja się nastawiam na same dobre propozycje hehe
-
stripped
- Posty: 13846
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Wujaszku, mógłbyś już wbić z tą następną pozycją 
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
shodan
- Posty: 18356
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Dzisiaj będzie.
-
shodan
- Posty: 18356
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Julia Holter – Ekstasis
Znowu będzie krótko, bo nie ma żadnej wielkiej historii związanej z tym albumem. Dev wrzucił kiedyś w bestce Sea Calls Me Home i tak to się z panią Julią zaczęło. Postanowiłem sprawdzić coś więcej i zażarło.
Od razu powiem, że nie jestem fanem całej dyskografii Julii Holter, bo miewa albumy naprawdę dziwaczne. Nie wiem – może kiedyś i do nich się przekonam. Póki co lubię mocno dwie płyty. Jedną z nich jest właśnie Ekstasis. Płyta z 2012 roku. Płyta w całości skomponowana i wyprodukowana przez samą Julię. A za co lubię akurat ten album? Za naprawdę fajne kompozycje, kreatywne wokale i przede wszystkim za klimat. Właściwie wszystkie utwory są co najmniej dobre, a kilka jest nawet bardzo dobrych. Genialne Our Sorrows już znacie z depeszwizji. Jest jeszcze świetne Goddess Eyes II, Moni Mon Amie i Fur Feliks. To czwórka moich ulubieńców. Ale cały album ma naprawdę fajny klimat. Taki jakiś tajemniczy, magiczny, nierzeczywisty. Ten klimat trafia do mnie w stu procentach.
Nie mam w swojej bibliotece za bardzo jakiegoś mocno zimowego albumu, więc pomyślałem, że Ekstasis najbardziej się nada na grudzień.
Czytałem, że kilka następnych albumów Julii było wyżej ocenianych i osiągnęło większy sukces komercyjny. No ale ja to ja i nie oglądam się na innych. Dla mnie Ekstasis to jest właśnie najlepszy album Julii Holter.
https://www.youtube.com/watch?v=GQ_rnRI ... 7Q&index=2
Znowu będzie krótko, bo nie ma żadnej wielkiej historii związanej z tym albumem. Dev wrzucił kiedyś w bestce Sea Calls Me Home i tak to się z panią Julią zaczęło. Postanowiłem sprawdzić coś więcej i zażarło.
Od razu powiem, że nie jestem fanem całej dyskografii Julii Holter, bo miewa albumy naprawdę dziwaczne. Nie wiem – może kiedyś i do nich się przekonam. Póki co lubię mocno dwie płyty. Jedną z nich jest właśnie Ekstasis. Płyta z 2012 roku. Płyta w całości skomponowana i wyprodukowana przez samą Julię. A za co lubię akurat ten album? Za naprawdę fajne kompozycje, kreatywne wokale i przede wszystkim za klimat. Właściwie wszystkie utwory są co najmniej dobre, a kilka jest nawet bardzo dobrych. Genialne Our Sorrows już znacie z depeszwizji. Jest jeszcze świetne Goddess Eyes II, Moni Mon Amie i Fur Feliks. To czwórka moich ulubieńców. Ale cały album ma naprawdę fajny klimat. Taki jakiś tajemniczy, magiczny, nierzeczywisty. Ten klimat trafia do mnie w stu procentach.
Nie mam w swojej bibliotece za bardzo jakiegoś mocno zimowego albumu, więc pomyślałem, że Ekstasis najbardziej się nada na grudzień.
Czytałem, że kilka następnych albumów Julii było wyżej ocenianych i osiągnęło większy sukces komercyjny. No ale ja to ja i nie oglądam się na innych. Dla mnie Ekstasis to jest właśnie najlepszy album Julii Holter.
https://www.youtube.com/watch?v=GQ_rnRI ... 7Q&index=2
-
devotional
- Posty: 7404
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
No no, aż ciepło na sercu że dałem radę sprzedać komuś "swojego" artystę tak srogo hehe <3
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
Hien
- Posty: 24709
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
hehe
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Dragon
- Posty: 10366
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Carbon Based Lifeforms — Hydroponic Garden (2003)
Powrót do wielkości, czyli wspomnień czar. Z nerdowskiego źródła wypłynęło wiele trwałych miłostek muzycznych. Myślę, że Carbon Based Lifeforms to jedna z większych figur. Za każdym razem biorę pod uwagę zakup biletu na ich kolejne zapowiadane wizyty w Polsce. Kojąca muzyka, która przyjemnie ukołysze, a jednocześnie wciąż jest dość żywiołowa. Gdy wywołuje mniej pozytywne skojarzenia, to raczej przypomina nieznośną lekkość strachów pod ciepłą kołdrą. Hydroponic Garden to tak naprawdę druga płyta tego duetu. The Path jest jak ćwiczenia stylistyczne i testowanie rozwiązań. Rozbieg przed pełnoprawnym, spójnym, wyjątkowo klimatycznym pierwszych krokiem w chmury. Ma swoje momenty, ale niewrażliwi na kiksy końca XX wieku odbiją się dość wyraźnie. W tym przypadku raczej nie przewiduję mocnego dystansu. Z drugiej strony słuchane za często może trochę sprawiać wrażenie powtarzania pewnego schematu, ale za każdym razem ten pomysł jest trochę inny, realizowany trochę inaczej. Fascynował mnie ten lekko odrealniony klimacik, bardzo stylowe brzmienie, szata graficzna - w szczególności pierwszych wydań HG, WoS i Interlopera. Potem już zarzucili ciągłość, przestali być stale aż tak ciekawi. Odpowiadają za kanon muzyki w danym gatunku - nic dziwnego, że w pewnym momencie przestało aż tak żreć. Tutaj jest jednak dopiero początek (i to jak mocny!) tej przygody. Ultimae Records było kiedyś potężną stajnią w konkretnej niszy.
Najbardziej ogrywałem materiał, który można potraktować jako większą całość - od Central Plains do Comsat. Potem panowie Szwedzi trochę kombinują, szukają, dokładają dramatyzmu, by na koniec trochę wrócić do punktu wyjścia. Ile pięknych stacji po drodze... pulsujący Tensor, hipnotyczny (znany już) MOS, lekki bujaczek Silent Running, podszyty nerwem Neurotransmitter, w końcu główna stacja tytułowego ogrodu. W tytułowe klamry byli potężni. Później zrobi się przyjemny mrok, Epicentrum zrobi zamieszanie, a dramatyczny cliff hanger (chyba) pomoże wyjść na prostą. Zazdroszczę Wam tej przygody. Pierwszy raz się w to bawiłem 11-12 lat temu... a do dzisiaj chodzą mi po głowie autorskie projekty muzyczne zbliżone m.in. do tych nagrań. Must have na mojej półce, może etat pomoże? Zapraszam!
Możecie sobie wybrać:
porozcinany remaster: https://www.youtube.com/playlist?list=O ... XRr7x2KcHE
pierwsze wydanie: https://www.youtube.com/playlist?list=P ... LBX9Kv3AQJ (gdyby zniknęło, w wolnej chwili podrzucę niepublicznie na YT)
Powrót do wielkości, czyli wspomnień czar. Z nerdowskiego źródła wypłynęło wiele trwałych miłostek muzycznych. Myślę, że Carbon Based Lifeforms to jedna z większych figur. Za każdym razem biorę pod uwagę zakup biletu na ich kolejne zapowiadane wizyty w Polsce. Kojąca muzyka, która przyjemnie ukołysze, a jednocześnie wciąż jest dość żywiołowa. Gdy wywołuje mniej pozytywne skojarzenia, to raczej przypomina nieznośną lekkość strachów pod ciepłą kołdrą. Hydroponic Garden to tak naprawdę druga płyta tego duetu. The Path jest jak ćwiczenia stylistyczne i testowanie rozwiązań. Rozbieg przed pełnoprawnym, spójnym, wyjątkowo klimatycznym pierwszych krokiem w chmury. Ma swoje momenty, ale niewrażliwi na kiksy końca XX wieku odbiją się dość wyraźnie. W tym przypadku raczej nie przewiduję mocnego dystansu. Z drugiej strony słuchane za często może trochę sprawiać wrażenie powtarzania pewnego schematu, ale za każdym razem ten pomysł jest trochę inny, realizowany trochę inaczej. Fascynował mnie ten lekko odrealniony klimacik, bardzo stylowe brzmienie, szata graficzna - w szczególności pierwszych wydań HG, WoS i Interlopera. Potem już zarzucili ciągłość, przestali być stale aż tak ciekawi. Odpowiadają za kanon muzyki w danym gatunku - nic dziwnego, że w pewnym momencie przestało aż tak żreć. Tutaj jest jednak dopiero początek (i to jak mocny!) tej przygody. Ultimae Records było kiedyś potężną stajnią w konkretnej niszy.
Najbardziej ogrywałem materiał, który można potraktować jako większą całość - od Central Plains do Comsat. Potem panowie Szwedzi trochę kombinują, szukają, dokładają dramatyzmu, by na koniec trochę wrócić do punktu wyjścia. Ile pięknych stacji po drodze... pulsujący Tensor, hipnotyczny (znany już) MOS, lekki bujaczek Silent Running, podszyty nerwem Neurotransmitter, w końcu główna stacja tytułowego ogrodu. W tytułowe klamry byli potężni. Później zrobi się przyjemny mrok, Epicentrum zrobi zamieszanie, a dramatyczny cliff hanger (chyba) pomoże wyjść na prostą. Zazdroszczę Wam tej przygody. Pierwszy raz się w to bawiłem 11-12 lat temu... a do dzisiaj chodzą mi po głowie autorskie projekty muzyczne zbliżone m.in. do tych nagrań. Must have na mojej półce, może etat pomoże? Zapraszam!
Możecie sobie wybrać:
porozcinany remaster: https://www.youtube.com/playlist?list=O ... XRr7x2KcHE
pierwsze wydanie: https://www.youtube.com/playlist?list=P ... LBX9Kv3AQJ (gdyby zniknęło, w wolnej chwili podrzucę niepublicznie na YT)
-
stripped
- Posty: 13846
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
O proszę jak szybko. Tu akurat czas do połowy stycznia miałeś spokojnie
ale wiadomo - czasem dobrze mieć więcej czasu, Wuja na pewno skorzysta na tym
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Dragon
- Posty: 10366
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Tu akurat lubiłem wszystko mieć szybciej, od razu mindset gotowy na to, co jest w rozkładzie heh
-
stripped
- Posty: 13846
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Ja tam np. myślę sobie dać czas chyba i zobaczyć co mi lutowa aura za oknem przyniesie do głowy
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24709
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Kate Bush – 50 Words for Snow
Długo czekałem na tę wrzutę. Jest to trzecia część trylogii albumów związanych z zimowymi feriami, wcześniejsze dwa to „Metamorphosis” Jarre’a i „Up” Gabriela. Z tego grona, ten wydaje się najbardziej adekwatny w związku z tym śniegiem, który nie tylko pojawia się w tytule, ale jest motywem przewodnim całego albumu, który jest kolekcją krótkich historii. Historii o, między innymi, spadającym płatku o śniegu, kobiecie, która zakochała się w bałwanie, grupie ludzi na tropie yetti, duchu wiktorianki, która szuka swojego psa, czy o tytułowych pięćdziesięciu zwrotach, którymi Eskimosi określają śnieg. To wszystko może brzmieć trochę infantylnie, o ile nie komicznie, ale pamiętajcie, że to jest Kate Bush. Jeżeli ktoś potrafi w piękny i kompletnie poważny sposób opisać historię kobiety, która przespała się z bałwanem, a ten się roztopił, to właśnie Kate Bush. Moje wspomnienia z tym albumem, to głównie jazdy samochodem, po zmroku, przez mocno zaśnieżony las, w kierunku okolicznego stoku narciarskiego. To jedne z moich top wspomnień z gór - widok zaśnieżonego lasu (czasami w miksie z nadal padającym śniegiem), oświetlonego światłami auta.
„50 Words for Snow” to z jednej strony koncept-album, a z drugiej świetna płyta do słuchania na raty, tak jak książkę czyta się rozdziałami. Każda z tych małych opowieści, zamyka się w jednym utworze. Często wyobrażałem sobie, że znajduję się gdzieś w środku tego lasu w górach, jest noc, pali się jakieś ognisko, czy coś, i ktoś opowiada mi te „śnieżne” historie. Trochę tu przebijają się wspomnienia z jedynego kuligu, w jakim kiedykolwiek brałem udział, dawno temu, kiedy miałem z 10 lat. Mistycyzm sączy się z tego albumu, więc i mistyczne scenariusze pojawiają się w głowie. Coś kompletnie dzikiego i pierwotnego jest w tej płycie Kate Bush.
Typowo dla mnie, serwuję Wam najbardziej bieżącą płytę znanego wykonawcy, przy czym ta konkretna bieżąca płyta ma już 14 lat. Nie sądzę, że Kate Bush nagrała kiedykolwiek słaby album, a przynajmniej nie nagrała takiego, który nie byłby wart przesłuchania. Tego typu klimaty i narracja, były u niej nowością i na żadnej innej płycie Kate, nie znajdziecie tego, co tutaj. Nie będę pisał o pojedynczych utworach, bo wszystkie uważam za doskonałe. Muzycznie, jest dosyć różnorodnie, jak na bardzo spójną w tworzeniu śnieżnej atmosfery całość. Większość płynie w tempie spadającego śniegu i tworzy klimat mroczno-baśniowy. Jeśli miałbym wyróżnić trzy utwory, to zdecydowanie otwierający „Snowflake”, który może wprawdzie irytować pianiem Alberta, syna Kate, niemniej dostarcza w każdym innym aspekcie. „Snowed In at Wheeler Street”, zaśpiewany w duecie z Eltonem Johnem, to mocno emocjonalna podróż, która poraża wokalami. Największe wrażenie natomiast, do tej pory robi na mnie kawałek tytułowy, o dosyć nietypowej strukturze, ze Stephenem Fry’em recytującym „50 słów na śnieg”.
Trochę was zagoniłem w pułapkę, bo skąd macie sobie wziąć ten zaśnieżony las. Nie wiem, zakładam, że każdy z was, ma jeszcze trochę wyobraźni, więc na tym musicie polegać, albo znaleźć sobie swoje środowisko do tej muzyki. Nie wiem, czy pod koniec stycznia będzie jakiś śnieg, czy nie, no ale trudno. W żadnym wypadku, nie powinno to sprawić, że album stanie się gorszy.
https://www.youtube.com/watch?v=CUQ5ud4 ... TnRoPep-Or
Długo czekałem na tę wrzutę. Jest to trzecia część trylogii albumów związanych z zimowymi feriami, wcześniejsze dwa to „Metamorphosis” Jarre’a i „Up” Gabriela. Z tego grona, ten wydaje się najbardziej adekwatny w związku z tym śniegiem, który nie tylko pojawia się w tytule, ale jest motywem przewodnim całego albumu, który jest kolekcją krótkich historii. Historii o, między innymi, spadającym płatku o śniegu, kobiecie, która zakochała się w bałwanie, grupie ludzi na tropie yetti, duchu wiktorianki, która szuka swojego psa, czy o tytułowych pięćdziesięciu zwrotach, którymi Eskimosi określają śnieg. To wszystko może brzmieć trochę infantylnie, o ile nie komicznie, ale pamiętajcie, że to jest Kate Bush. Jeżeli ktoś potrafi w piękny i kompletnie poważny sposób opisać historię kobiety, która przespała się z bałwanem, a ten się roztopił, to właśnie Kate Bush. Moje wspomnienia z tym albumem, to głównie jazdy samochodem, po zmroku, przez mocno zaśnieżony las, w kierunku okolicznego stoku narciarskiego. To jedne z moich top wspomnień z gór - widok zaśnieżonego lasu (czasami w miksie z nadal padającym śniegiem), oświetlonego światłami auta.
„50 Words for Snow” to z jednej strony koncept-album, a z drugiej świetna płyta do słuchania na raty, tak jak książkę czyta się rozdziałami. Każda z tych małych opowieści, zamyka się w jednym utworze. Często wyobrażałem sobie, że znajduję się gdzieś w środku tego lasu w górach, jest noc, pali się jakieś ognisko, czy coś, i ktoś opowiada mi te „śnieżne” historie. Trochę tu przebijają się wspomnienia z jedynego kuligu, w jakim kiedykolwiek brałem udział, dawno temu, kiedy miałem z 10 lat. Mistycyzm sączy się z tego albumu, więc i mistyczne scenariusze pojawiają się w głowie. Coś kompletnie dzikiego i pierwotnego jest w tej płycie Kate Bush.
Typowo dla mnie, serwuję Wam najbardziej bieżącą płytę znanego wykonawcy, przy czym ta konkretna bieżąca płyta ma już 14 lat. Nie sądzę, że Kate Bush nagrała kiedykolwiek słaby album, a przynajmniej nie nagrała takiego, który nie byłby wart przesłuchania. Tego typu klimaty i narracja, były u niej nowością i na żadnej innej płycie Kate, nie znajdziecie tego, co tutaj. Nie będę pisał o pojedynczych utworach, bo wszystkie uważam za doskonałe. Muzycznie, jest dosyć różnorodnie, jak na bardzo spójną w tworzeniu śnieżnej atmosfery całość. Większość płynie w tempie spadającego śniegu i tworzy klimat mroczno-baśniowy. Jeśli miałbym wyróżnić trzy utwory, to zdecydowanie otwierający „Snowflake”, który może wprawdzie irytować pianiem Alberta, syna Kate, niemniej dostarcza w każdym innym aspekcie. „Snowed In at Wheeler Street”, zaśpiewany w duecie z Eltonem Johnem, to mocno emocjonalna podróż, która poraża wokalami. Największe wrażenie natomiast, do tej pory robi na mnie kawałek tytułowy, o dosyć nietypowej strukturze, ze Stephenem Fry’em recytującym „50 słów na śnieg”.
Trochę was zagoniłem w pułapkę, bo skąd macie sobie wziąć ten zaśnieżony las. Nie wiem, zakładam, że każdy z was, ma jeszcze trochę wyobraźni, więc na tym musicie polegać, albo znaleźć sobie swoje środowisko do tej muzyki. Nie wiem, czy pod koniec stycznia będzie jakiś śnieg, czy nie, no ale trudno. W żadnym wypadku, nie powinno to sprawić, że album stanie się gorszy.
https://www.youtube.com/watch?v=CUQ5ud4 ... TnRoPep-Or
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13846
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Mentos dojeżdżaj z wrzutą na marzec
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
mintaj
- Posty: 6943
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Fishmans - Long Season
Są tu osoby, które uznają, że lecę w przysłowiowego ciula wrzucając tę płytę, ale trudno - będą musiały to zaakceptować. Lub nie. Ta płyta jest w moim życiowym topie, słuchałem jej w swoim czasie nałogowo, jest dla mnie ważna i po prostu musiała się tu pojawić. Alb tu, albo w drugiej zabawie, ale podjąłem decyzję o wrzuceniu jej tutaj, wychodząc z założenia, że nie chcę przeciągać kolejek bestki utworowej taką kobyłą, a tu to se na spokojnie posłuchacie.
O zespole pewnie czytaliście tu niejednokrotnie, bo Hien wrzucał go nieraz i siłą rzeczy napisał o nim to i owo. W związku z czym będzie trochę tego, czego misie nie lubią, czyli pierniczenia o moich wspomnieniach. Moja przygoda z Rybakami zaczęła się dość późno, bo we wczesnym 2019. Nie pamiętam kto ich mi podrzucił, bo była to jedna z osób, z którymi miałem krótką, ale za to niezbyt intensywną relację, której nie pamiętam. I generalnie to był okres w moim życiu, którego wolałbym nie pamiętać. Płytę przesłuchałem, odnotowałem, spodobała mi się i sobie tkwiła tak przez lata na półce rzetelno-poprawnej przez kilka lat.
I tak sobie myślę, że chyba powodem było to, że przesłuchałem jej w nieodpowiednim miejscu i nieodpowiednim czasie, bo to nie jest płyta do słuchania w tych gorszych czasach. Potrzeba było parę lat i lepszego okresu. Takim była u mnie jesień 2021 - to był ten śmieszny okres w życiu, w którym miałem nadzieję i generalnie miało się nadzieję. Z mojej perspektywy świat sprawiał wrażenie bezpieczniejszego i stabilniejszego miejsca, bo niby ta pandemia była, ale już dogorywała, a żadną wojną człowiek sobie głowy nie zaprzątywał. Ja wtenczas byłem na długim chorobowym, w którym próbowałem odzyskać jakąkolwiek chęć do życia, którą wydrenowały mi pewna Uznana Instytucja Finansowa (której reklamy często widuje w telewizji z jakichś przyczyn) i mieszkanie, którego też szczerze nienawidziłem.
Słuchałem wtedy dużo Rybaków, bo słuchałem wtedy dużo muzyki i to był taki pierwszy okres, w którym uznałem, że ten album nawet jeśli nie dołączy do mojego panteonu, to stanie się dla mnie płytą z gatunku tych najważniejszych. Drugi nastąpił rok później. Jak to w życiu bywa, gdy wydawało mi się, że już się ogarnąłem wiosna '22 składała się z nieustannych kopów na mordę od losu, które czasem padały w częstotliwości wręcz absurdalnej, a lato wcale nie było lepsze. Okresem w którym dotarłem do siebie, znowu, była ta nieszczęsna jesień.
I tamten okres kojarzy mi się z tym, że znalazłem sobie taką pracę, o której nie chcę pisać za szczegółówo, ale mogę wam napisać, że trasa od niej do mojego domu wraz z uwzględnieniem rzeczy typu wizyta w Żabce po szlugi (jak ja to mogłem palić, fuj) zajmowała z grubsza tyle, ile przesłuchanie tego albumu w całości. I jakoś tak wyszło, że w jej pierwszych dniach przesłuchiwałem całość dzień w dzień przez dobrych kilkanaście dni, jak nie dłużej - szczerze mówiąc, sam nie pamiętam, ale jak kto chce, to może postalkować na moim laście (pytanie tylko po co)
I na tej podstawie dochodzę do wniosku, że dla mnie jest to płyta idealna na okresy wychodzenia z mroku i gorszych czasów, te etapy kiedy jeszcze może nie jest dobrze, ale już się czuje, że najgorsze minęło i można mieć jakąś nadzieję. I może historie sugerowałyby, by wleciała gdzieś jesienią, ale nawet jako jesieniarz nie będę ukrywać, że wiosna to ta pora roku, w której taki nastrój generalnie czuć w powietrzu. I może sam chcę sobie wlać trochę nadziei i wmówić, że ten lekki dołek, który teraz przechodzę, to koniec, a nie początek gorszego etapu?
No i przecież i tak będziemy ten album omawiać do listopada, kaman
Jeśli chodzi o albumoutwór, to tylko pro forma nadmienię, że składa się z jednego utworu podzielonego na pięć części, płynnie przechodzących jedna w drugą. Ja to najbardziej lubię drugą, bo ma zajefajny hook w postaci tego motywu na pianinie, podobają mi się te wokalizy i lubię to randomowe perkusyjne solo na końcu, ale wszystko jest tu piękne, dobre, słuszne, sprawiedliwe i zbawienne.
Dobra, bierzcie i słuchajcie tego.
https://www.youtube.com/watch?v=GwWv-T4rM0k
Są tu osoby, które uznają, że lecę w przysłowiowego ciula wrzucając tę płytę, ale trudno - będą musiały to zaakceptować. Lub nie. Ta płyta jest w moim życiowym topie, słuchałem jej w swoim czasie nałogowo, jest dla mnie ważna i po prostu musiała się tu pojawić. Alb tu, albo w drugiej zabawie, ale podjąłem decyzję o wrzuceniu jej tutaj, wychodząc z założenia, że nie chcę przeciągać kolejek bestki utworowej taką kobyłą, a tu to se na spokojnie posłuchacie.
O zespole pewnie czytaliście tu niejednokrotnie, bo Hien wrzucał go nieraz i siłą rzeczy napisał o nim to i owo. W związku z czym będzie trochę tego, czego misie nie lubią, czyli pierniczenia o moich wspomnieniach. Moja przygoda z Rybakami zaczęła się dość późno, bo we wczesnym 2019. Nie pamiętam kto ich mi podrzucił, bo była to jedna z osób, z którymi miałem krótką, ale za to niezbyt intensywną relację, której nie pamiętam. I generalnie to był okres w moim życiu, którego wolałbym nie pamiętać. Płytę przesłuchałem, odnotowałem, spodobała mi się i sobie tkwiła tak przez lata na półce rzetelno-poprawnej przez kilka lat.
I tak sobie myślę, że chyba powodem było to, że przesłuchałem jej w nieodpowiednim miejscu i nieodpowiednim czasie, bo to nie jest płyta do słuchania w tych gorszych czasach. Potrzeba było parę lat i lepszego okresu. Takim była u mnie jesień 2021 - to był ten śmieszny okres w życiu, w którym miałem nadzieję i generalnie miało się nadzieję. Z mojej perspektywy świat sprawiał wrażenie bezpieczniejszego i stabilniejszego miejsca, bo niby ta pandemia była, ale już dogorywała, a żadną wojną człowiek sobie głowy nie zaprzątywał. Ja wtenczas byłem na długim chorobowym, w którym próbowałem odzyskać jakąkolwiek chęć do życia, którą wydrenowały mi pewna Uznana Instytucja Finansowa (której reklamy często widuje w telewizji z jakichś przyczyn) i mieszkanie, którego też szczerze nienawidziłem.
Słuchałem wtedy dużo Rybaków, bo słuchałem wtedy dużo muzyki i to był taki pierwszy okres, w którym uznałem, że ten album nawet jeśli nie dołączy do mojego panteonu, to stanie się dla mnie płytą z gatunku tych najważniejszych. Drugi nastąpił rok później. Jak to w życiu bywa, gdy wydawało mi się, że już się ogarnąłem wiosna '22 składała się z nieustannych kopów na mordę od losu, które czasem padały w częstotliwości wręcz absurdalnej, a lato wcale nie było lepsze. Okresem w którym dotarłem do siebie, znowu, była ta nieszczęsna jesień.
I tamten okres kojarzy mi się z tym, że znalazłem sobie taką pracę, o której nie chcę pisać za szczegółówo, ale mogę wam napisać, że trasa od niej do mojego domu wraz z uwzględnieniem rzeczy typu wizyta w Żabce po szlugi (jak ja to mogłem palić, fuj) zajmowała z grubsza tyle, ile przesłuchanie tego albumu w całości. I jakoś tak wyszło, że w jej pierwszych dniach przesłuchiwałem całość dzień w dzień przez dobrych kilkanaście dni, jak nie dłużej - szczerze mówiąc, sam nie pamiętam, ale jak kto chce, to może postalkować na moim laście (pytanie tylko po co)
I na tej podstawie dochodzę do wniosku, że dla mnie jest to płyta idealna na okresy wychodzenia z mroku i gorszych czasów, te etapy kiedy jeszcze może nie jest dobrze, ale już się czuje, że najgorsze minęło i można mieć jakąś nadzieję. I może historie sugerowałyby, by wleciała gdzieś jesienią, ale nawet jako jesieniarz nie będę ukrywać, że wiosna to ta pora roku, w której taki nastrój generalnie czuć w powietrzu. I może sam chcę sobie wlać trochę nadziei i wmówić, że ten lekki dołek, który teraz przechodzę, to koniec, a nie początek gorszego etapu?
No i przecież i tak będziemy ten album omawiać do listopada, kaman
Jeśli chodzi o albumoutwór, to tylko pro forma nadmienię, że składa się z jednego utworu podzielonego na pięć części, płynnie przechodzących jedna w drugą. Ja to najbardziej lubię drugą, bo ma zajefajny hook w postaci tego motywu na pianinie, podobają mi się te wokalizy i lubię to randomowe perkusyjne solo na końcu, ale wszystko jest tu piękne, dobre, słuszne, sprawiedliwe i zbawienne.
Dobra, bierzcie i słuchajcie tego.
https://www.youtube.com/watch?v=GwWv-T4rM0k
DEPESZWIZJA 123: EDYCJA NOWOFALOWA
FINAŁ 21:15
FINAŁ 21:15
-
Hien
- Posty: 24709
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
SEXY
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13846
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Kanye West - Graduation
(2007)
Wracam z kolejną porcją muzyki zainspirowanej niedawnymi zakupami płytowymi. O tym żeby wrzucić do bestki albumowej jakiś album Ye myślałem od dawna, nie byłem w stanie jednak zdecydować się który z nich powinienem zapodać. Ostatecznie wracam trochę do punktu wyjścia bo jednak pierwszą myślą było Graduation i tenże album udało mi się całkiem niedawno nabyć na giełdzie płyt w moim mieście. Nie będzie więc niczym zaskakującym że tym samym - podobnie jak w przypadku albumu Hell On Earth od Mobb Deep - znalazłem odpowiedni pretekst by wrócić po dłuższej przerwie, przysiąść do tej płyty intensywniej i w pełni ją nareszcie docenić.
Nie jest to też tak że rzucam jakaś przypadkową płytą Westa bo jednak do Graduation mam największy sentyment związany z poznawaniem tego albumu, chociaż odbyło się to grubo po premierze. Tak się złożyło że z początkiem 2007 roku mój brat wyprowadził się z domu zabrawszy ze sobą kompa i pierwszego własnego peceta - staruszka marki Dell - dostałem od drugiego z braci jakoś w marcu 2008 roku. Zacząłem wtedy tworzyć swoją kolekcję muzy i Graduation było albumem który wówczas poznawałem i katowałem. Tym samym jest to album który kojarzy mi się właśnie z wiosną i myślę sobie że brzmieniowo też nawet pasuje mi na tę porę bo ma w sobie jakąś taką miękkość pomimo nieco plastikowego brzmienia.
Graduation było istotnym momentem w karierze Westa bo to ten album dopiero na dobre zrobił z niego gwiazdę pop, największą zasługę miał w tym przebojowy pierwszy singiel Stronger samplujący dość znany motyw z utworu Daft Punk. Ogólnie przy produkcji tego albumu Kanye odszedł już trochę od swojego klasycznego chipmunk-soul brzmienia i zaczął łączyć sample z nutą elektroniki, jednocześnie będąc zafascynowany rockiem spod znaku Killersów, Keane czy Coldplay. Ye zapragnął zostać gwiazdą która wyprzedaje koncerty dla mas na stadionach i śmiało brnął do celu. Jedną ze świadomych decyzji przy pisaniu było choćby to żeby starać się możliwie upraszczać swoje rymy aby były to teksty które tłumy mogłyby potem łatwo skandować na koncertach.
Mi osobiście bardzo podobają się elektroniczne wtrącenia w produkcji na tej płycie, ogólnie uważam że to jest album który świetnie oddaje ówczesny zeitgeist, jest kolorowo, neonowo, popowo, trochę pstrokato, widać to też po uroczej okładce utrzymanej w stylistyce anime prezentującej maskotkę Kanye - misia który pojawiał się od początku w jego karierze podczas tej "szkolnej" trylogii albumów - poprzednie dwie nazywały się College Dropout i Late Registration - tu w końcu nasz bohater niejako dojrzewa i kończy swą edukację a tak naprawdę w realnym życiu Kanye wbija do pierwszej ligi mainstreamu w tamtym momencie. To był chyba jego najlepszy życiowy moment jeszcze przed wydarzeniami (śmierć matki i rozstanie z narzeczoną) które jak podejrzewam miały też jakiś swój udział w początkach jego choroby afektywnej dwubiegunowej. Od tamtej pory bezustannie jego kariera to pasmo w którym muzyczny geniusz przeplatał się z zupełnie niezrozumiałymi zachiwaniami (od głupich akcji z Taylor S. po kuriozalne pochwały nazizmu, niestety choroba nie wybiera...).
Ale odłożymy samego kontrowersyjnego artystę na bok na chwilę a przejdźmy do samej płyty która w moim mniemaniu jest dość lekka i przyjemna i mogłaby być dobrym przykładem jak robić ciałkiem niezły pop rap nie zatracając przy tym całkiem swojego charakteru. Bo Ye dowozi tu pod kątem mnóstwa specyficznych, prostych, głupawych i miejscami zabawnych linijek które stały się trochę jego wyróżnikiem moim zdaniem. Czasem człowiek przewróci oczami, czasem uśmiechnie się pod wąsem ale ma to swój niepowtarzalny urok jak dla mnie. Muzycznie jak już pisałem trąci to plastikiem ale jest tak ciepło i przytulnie raczej. Moimi osobistymi faworytami na tej płycie są zdecydowanie utwory niesinglowe, jest tu parę deep cutów które stawiam w czołówce jego dyskografii i przez które nieco zdecydowałem się wrzucić ten album bo jakbym miał kiedyś dajmy na to przemycać do Deep 5 trzy numery z tej jednej płyty to trochę byłoby słabo xd Do moich ulubionych należą z pewnością Good Morning (przestrzenny bicik i urocze sample ftw), I Wonder (pięknie klejący sample i elektronikę również) oraz Everything I Am (ciepłe sample a na skreczach w refrenie gościnnie DJ Premier). Po tym podium dorzuciłbym śmiało Big Brother czyli swoisty hołd dla Jaya-Z czy utwór Good Night który jest bonusem ale odkryłem go teraz na wersji płyty którą nabyłem, jest to kolejny ciepły i uroczy numer który w mojej głowie jakoś łączy się vibem z tym kreskówkowym misiem z okładki. Wśród utworów których nie lubiłem - ale nadrobiłem teraz i już się lubimy - dawniej były Barry Bonds (bardzo fajny bit tak naprawdę) i Drunk and Hot Girls który uważałem za chyba najgorszy numer w karierze Westa a który... w końcu też mi siadł, jakoś wkręcił mi się ten walczykowaty rytm, wokalne sample z utworu grupy CAN i głupawe teksty o tym czego to my faceci nie robimy dla d*py nieraz. Wśród gości na albumie mamy Mos Defa, Dwele, Lil Wayne'a czy Chrisa Martina z Coldplay - swoją drogą tak myślę sobie że to chyba jedyny taki album w którym udział wzięło dwóch różnych gości którzy nazywają się Chris Martin - wokalista Coldplay oraz oczywiście DJ Premier, heh.
Dobra, wystarczy tego poematu myślę, Kanye po prostu fajnym artystą BYŁ a może jak ogarnie banię to jeszcze nim kiedyś będzie, w każdym razie była to istotna postać w mojej przygodzie z muzyką do pewnego momentu i niech ta wrzuta będzie tego świadectwem.
https://youtube.com/playlist?list=PLYAU ... XWIewuhqn-
(2007)
Wracam z kolejną porcją muzyki zainspirowanej niedawnymi zakupami płytowymi. O tym żeby wrzucić do bestki albumowej jakiś album Ye myślałem od dawna, nie byłem w stanie jednak zdecydować się który z nich powinienem zapodać. Ostatecznie wracam trochę do punktu wyjścia bo jednak pierwszą myślą było Graduation i tenże album udało mi się całkiem niedawno nabyć na giełdzie płyt w moim mieście. Nie będzie więc niczym zaskakującym że tym samym - podobnie jak w przypadku albumu Hell On Earth od Mobb Deep - znalazłem odpowiedni pretekst by wrócić po dłuższej przerwie, przysiąść do tej płyty intensywniej i w pełni ją nareszcie docenić.
Nie jest to też tak że rzucam jakaś przypadkową płytą Westa bo jednak do Graduation mam największy sentyment związany z poznawaniem tego albumu, chociaż odbyło się to grubo po premierze. Tak się złożyło że z początkiem 2007 roku mój brat wyprowadził się z domu zabrawszy ze sobą kompa i pierwszego własnego peceta - staruszka marki Dell - dostałem od drugiego z braci jakoś w marcu 2008 roku. Zacząłem wtedy tworzyć swoją kolekcję muzy i Graduation było albumem który wówczas poznawałem i katowałem. Tym samym jest to album który kojarzy mi się właśnie z wiosną i myślę sobie że brzmieniowo też nawet pasuje mi na tę porę bo ma w sobie jakąś taką miękkość pomimo nieco plastikowego brzmienia.
Graduation było istotnym momentem w karierze Westa bo to ten album dopiero na dobre zrobił z niego gwiazdę pop, największą zasługę miał w tym przebojowy pierwszy singiel Stronger samplujący dość znany motyw z utworu Daft Punk. Ogólnie przy produkcji tego albumu Kanye odszedł już trochę od swojego klasycznego chipmunk-soul brzmienia i zaczął łączyć sample z nutą elektroniki, jednocześnie będąc zafascynowany rockiem spod znaku Killersów, Keane czy Coldplay. Ye zapragnął zostać gwiazdą która wyprzedaje koncerty dla mas na stadionach i śmiało brnął do celu. Jedną ze świadomych decyzji przy pisaniu było choćby to żeby starać się możliwie upraszczać swoje rymy aby były to teksty które tłumy mogłyby potem łatwo skandować na koncertach.
Mi osobiście bardzo podobają się elektroniczne wtrącenia w produkcji na tej płycie, ogólnie uważam że to jest album który świetnie oddaje ówczesny zeitgeist, jest kolorowo, neonowo, popowo, trochę pstrokato, widać to też po uroczej okładce utrzymanej w stylistyce anime prezentującej maskotkę Kanye - misia który pojawiał się od początku w jego karierze podczas tej "szkolnej" trylogii albumów - poprzednie dwie nazywały się College Dropout i Late Registration - tu w końcu nasz bohater niejako dojrzewa i kończy swą edukację a tak naprawdę w realnym życiu Kanye wbija do pierwszej ligi mainstreamu w tamtym momencie. To był chyba jego najlepszy życiowy moment jeszcze przed wydarzeniami (śmierć matki i rozstanie z narzeczoną) które jak podejrzewam miały też jakiś swój udział w początkach jego choroby afektywnej dwubiegunowej. Od tamtej pory bezustannie jego kariera to pasmo w którym muzyczny geniusz przeplatał się z zupełnie niezrozumiałymi zachiwaniami (od głupich akcji z Taylor S. po kuriozalne pochwały nazizmu, niestety choroba nie wybiera...).
Ale odłożymy samego kontrowersyjnego artystę na bok na chwilę a przejdźmy do samej płyty która w moim mniemaniu jest dość lekka i przyjemna i mogłaby być dobrym przykładem jak robić ciałkiem niezły pop rap nie zatracając przy tym całkiem swojego charakteru. Bo Ye dowozi tu pod kątem mnóstwa specyficznych, prostych, głupawych i miejscami zabawnych linijek które stały się trochę jego wyróżnikiem moim zdaniem. Czasem człowiek przewróci oczami, czasem uśmiechnie się pod wąsem ale ma to swój niepowtarzalny urok jak dla mnie. Muzycznie jak już pisałem trąci to plastikiem ale jest tak ciepło i przytulnie raczej. Moimi osobistymi faworytami na tej płycie są zdecydowanie utwory niesinglowe, jest tu parę deep cutów które stawiam w czołówce jego dyskografii i przez które nieco zdecydowałem się wrzucić ten album bo jakbym miał kiedyś dajmy na to przemycać do Deep 5 trzy numery z tej jednej płyty to trochę byłoby słabo xd Do moich ulubionych należą z pewnością Good Morning (przestrzenny bicik i urocze sample ftw), I Wonder (pięknie klejący sample i elektronikę również) oraz Everything I Am (ciepłe sample a na skreczach w refrenie gościnnie DJ Premier). Po tym podium dorzuciłbym śmiało Big Brother czyli swoisty hołd dla Jaya-Z czy utwór Good Night który jest bonusem ale odkryłem go teraz na wersji płyty którą nabyłem, jest to kolejny ciepły i uroczy numer który w mojej głowie jakoś łączy się vibem z tym kreskówkowym misiem z okładki. Wśród utworów których nie lubiłem - ale nadrobiłem teraz i już się lubimy - dawniej były Barry Bonds (bardzo fajny bit tak naprawdę) i Drunk and Hot Girls który uważałem za chyba najgorszy numer w karierze Westa a który... w końcu też mi siadł, jakoś wkręcił mi się ten walczykowaty rytm, wokalne sample z utworu grupy CAN i głupawe teksty o tym czego to my faceci nie robimy dla d*py nieraz. Wśród gości na albumie mamy Mos Defa, Dwele, Lil Wayne'a czy Chrisa Martina z Coldplay - swoją drogą tak myślę sobie że to chyba jedyny taki album w którym udział wzięło dwóch różnych gości którzy nazywają się Chris Martin - wokalista Coldplay oraz oczywiście DJ Premier, heh.
Dobra, wystarczy tego poematu myślę, Kanye po prostu fajnym artystą BYŁ a może jak ogarnie banię to jeszcze nim kiedyś będzie, w każdym razie była to istotna postać w mojej przygodzie z muzyką do pewnego momentu i niech ta wrzuta będzie tego świadectwem.
https://youtube.com/playlist?list=PLYAU ... XWIewuhqn-
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
devotional
- Posty: 7404
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Właśnie się zorientowałem, że przespałem okienko, względnie, że Murzyński mnie nie lubi. Why not both?
Flunk - For Sleepyheads Only (2002)
Discogs podaje, że krążek ten ukazał się po prostu w 2002 roku. Wikipedia, że 20 kwietnia 2002 w Norwegii (skąd ten zespół pochodzi), a miesiąc później "worldwide". Także zachowane będzie jedno (mam nadzieję) - Wasze zapoznawanie się z tym albumem wiosną. Generalnie minus parę idiotycznych potknięć planistycznych z mojej strony to myślę, że jak dotąd utrzymywałem rytm prezentacji płyt w tzw. swoich zakresach czasowych, czyli wtedy, kiedy ja się z danym albumem zapoznawałem i z jakim okresem mi się dany album najbardziej kojarzy. For Sleepyheads Only to wiosna i siusiak.
Flunk to trzech kolesi i jedna laska - Anja Oyen Vister - będąca posiadaczką dość specyficznego głosu, który nie każdemu odbiorcy może podejść (nawet mnie momentami drażni). Abstrahując jednakowoż od barwy jej wokali, najważniejsza jest Muzyka przez duże M, która stanowi blend elektroniki, chillu i trip-hopu. I to bardzo udany blend. Flunk poznałem właśnie od mojej wrzutki - która była ich debiutem - wiosną 2011 po tym, jak wcisnęła mi ich moja dawna ziomalka z czasów studiów w Mieście Włókniarzy. Nazywała się Justyna i chyba mieszka teraz w Szwajcarii, ale niewiele wiem tbh.
To ona też zaprezentowała mi Parova Stelara, Feist czy Laurie Anderson, a także Blue Foundation i Gry. Po prostu dostałem od niej pendrajwa z toną muzyki (zdecydowaną większość na nim stanowił electroswing) i sobie słuchałem tydzień po tygodniu. To był (prawie) dobry czas. Na pewno byłem wtedy młody, szczuplejszy i już nawet znałem się z Munlupem. Do FSO dotarłem właśnie wiosną, a kwiecień 2011 był dla mnie... straszny. Rozleciał się mój pierwszy poważny związek, wdałem się w tani romans, za dużo piłem i jarałem, w ogóle psychicznie siadłem, ale przynajmniej była MUZYKA.
FSO to 12 numerów, niektóre niemal w całości instrumentalne (niemal, bo mają dużo sampli wokalnych wziętych z różnych miejsc), niektóre zaś z pełną linią wokalną Vister (albo akurat śpiewa Ulf Nygaard, jeden z trzech kolesi). Highlightem dla wielu jest singiel, który ten krążek promował, będący dość specyficznym coverem Blue Monday od New Order. Moja wyżej wspomniana ziomala go uwielbiała, mnie... leży chyba najsłabiej z całego albumu (głównie przez wokal). Ciekawostka - jeden z remiksów tego coveru na wydawnictwo singlowe zrobił Jori Hulkkonen, przywracając mu oryginalne brzmienie lol.
Co więcej mogę dodać... już od początku, czyli genialnego I Love Music (będącego w zasadzie manifestem, pod którym podpisuję się wszystkimi kończynami) płyta urzeka. Potem niektórzy dostają w pysk tym Blue Monday (muzycznie super, ale Vister bywa momentami średnio strawna, przyznaję), ale chwilę później jest takie złoto, jak Miss World, Sugar Planet, Magic Potion czy Kebab Shop. Naprawdę, uwielbiam ten album który ma w sobie coś magicznego, lekko onirycznego, aż się chce odwiedzić Norwegię (w końcu to zrobię). Chłodne kwietniowe noce, najlepiej po intensywnym deszczu - to mój setting.
Nic więcej chyba nie dodam, może poza tym, że zespół za chwilę zakończy działalność - rok temu wydali ostatni album, ruszyli w trasę (zagrali nawet w Polsce ale nie mogłem ich zobaczyć z powodów kalendarzowych) i zapowiedzieli, że po 25 latach (wiosną tyle czasu minie od ich oficjalnego powstania, choć nazwę Flunk przyjęli dosłownie 5 minut przed wydaniem ich debiutu) żegnają się ze sceną i z fanami. Bezczelnie przyznam, że najlepiej znam ich pierwsze cztery krążki, później jakoś się to rozlazło (ostatniego jeszcze nie słyszałem np.), ale FSO na zawsze w moim serduszku. Zapraszam do słuchania <3
https://youtu.be/HwKZwrIIkMk?si=N3LtBm8PVq_dDAQD
Flunk - For Sleepyheads Only (2002)
Discogs podaje, że krążek ten ukazał się po prostu w 2002 roku. Wikipedia, że 20 kwietnia 2002 w Norwegii (skąd ten zespół pochodzi), a miesiąc później "worldwide". Także zachowane będzie jedno (mam nadzieję) - Wasze zapoznawanie się z tym albumem wiosną. Generalnie minus parę idiotycznych potknięć planistycznych z mojej strony to myślę, że jak dotąd utrzymywałem rytm prezentacji płyt w tzw. swoich zakresach czasowych, czyli wtedy, kiedy ja się z danym albumem zapoznawałem i z jakim okresem mi się dany album najbardziej kojarzy. For Sleepyheads Only to wiosna i siusiak.
Flunk to trzech kolesi i jedna laska - Anja Oyen Vister - będąca posiadaczką dość specyficznego głosu, który nie każdemu odbiorcy może podejść (nawet mnie momentami drażni). Abstrahując jednakowoż od barwy jej wokali, najważniejsza jest Muzyka przez duże M, która stanowi blend elektroniki, chillu i trip-hopu. I to bardzo udany blend. Flunk poznałem właśnie od mojej wrzutki - która była ich debiutem - wiosną 2011 po tym, jak wcisnęła mi ich moja dawna ziomalka z czasów studiów w Mieście Włókniarzy. Nazywała się Justyna i chyba mieszka teraz w Szwajcarii, ale niewiele wiem tbh.
To ona też zaprezentowała mi Parova Stelara, Feist czy Laurie Anderson, a także Blue Foundation i Gry. Po prostu dostałem od niej pendrajwa z toną muzyki (zdecydowaną większość na nim stanowił electroswing) i sobie słuchałem tydzień po tygodniu. To był (prawie) dobry czas. Na pewno byłem wtedy młody, szczuplejszy i już nawet znałem się z Munlupem. Do FSO dotarłem właśnie wiosną, a kwiecień 2011 był dla mnie... straszny. Rozleciał się mój pierwszy poważny związek, wdałem się w tani romans, za dużo piłem i jarałem, w ogóle psychicznie siadłem, ale przynajmniej była MUZYKA.
FSO to 12 numerów, niektóre niemal w całości instrumentalne (niemal, bo mają dużo sampli wokalnych wziętych z różnych miejsc), niektóre zaś z pełną linią wokalną Vister (albo akurat śpiewa Ulf Nygaard, jeden z trzech kolesi). Highlightem dla wielu jest singiel, który ten krążek promował, będący dość specyficznym coverem Blue Monday od New Order. Moja wyżej wspomniana ziomala go uwielbiała, mnie... leży chyba najsłabiej z całego albumu (głównie przez wokal). Ciekawostka - jeden z remiksów tego coveru na wydawnictwo singlowe zrobił Jori Hulkkonen, przywracając mu oryginalne brzmienie lol.
Co więcej mogę dodać... już od początku, czyli genialnego I Love Music (będącego w zasadzie manifestem, pod którym podpisuję się wszystkimi kończynami) płyta urzeka. Potem niektórzy dostają w pysk tym Blue Monday (muzycznie super, ale Vister bywa momentami średnio strawna, przyznaję), ale chwilę później jest takie złoto, jak Miss World, Sugar Planet, Magic Potion czy Kebab Shop. Naprawdę, uwielbiam ten album który ma w sobie coś magicznego, lekko onirycznego, aż się chce odwiedzić Norwegię (w końcu to zrobię). Chłodne kwietniowe noce, najlepiej po intensywnym deszczu - to mój setting.
Nic więcej chyba nie dodam, może poza tym, że zespół za chwilę zakończy działalność - rok temu wydali ostatni album, ruszyli w trasę (zagrali nawet w Polsce ale nie mogłem ich zobaczyć z powodów kalendarzowych) i zapowiedzieli, że po 25 latach (wiosną tyle czasu minie od ich oficjalnego powstania, choć nazwę Flunk przyjęli dosłownie 5 minut przed wydaniem ich debiutu) żegnają się ze sceną i z fanami. Bezczelnie przyznam, że najlepiej znam ich pierwsze cztery krążki, później jakoś się to rozlazło (ostatniego jeszcze nie słyszałem np.), ale FSO na zawsze w moim serduszku. Zapraszam do słuchania <3
https://youtu.be/HwKZwrIIkMk?si=N3LtBm8PVq_dDAQD
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
stripped
- Posty: 13846
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Why not neither of this?devotional pisze:11 mar 2026 10:54Właśnie się zorientowałem, że przespałem okienko, względnie, że Murzyński mnie nie lubi. Why not both?
Że co Ty pierniczysz? ^^
Uprzedzałem Cię że album Ci się przesunie na maj prawdopodobnie na co stwierdziłeś że na maj też od biedy przypasuje, jakbyś wtedy poprosił o zamiankę teraz byś nie kwiczał.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
stripped
- Posty: 13846
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Best of Albumy
Kolejka 1.
1. Nas - Stillmatic (Murzyn)
2. Leighton Meester - Heartstrings (munlup)
3. Karl Hyde - Edgeland (dev)
4. Recoil - subHuman (Dragon)
5. Depeche Mode - Violator (Czezu)
6. King Crimson - Discipline (mentos)
7. Sting - The Soul Cages (Wujas)
Kolejka 2.
8. Papa Dance - Poniżej Krytyki (mentos)
9. Pezet/Noon - Muzyka Poważna (Murzyn)
10. Kraftwerk - Computer World (Czezu)
11. John Carpenter/Alan Howarth - Escape From New York (munlup)
12. Tangerine Dream - Rubycon (Dragon)
13. no-man - Schoolyard Ghosts (Wujas)
14. Stan Ridgway - Black Diamond (dev)
Kolejka 3.
15. Philip Glass - Koyaanisqatsi (Murzyn)
16. Blondie - Eat to the Beat (Melki)
17. The Advisory Circle - Other Channels (dev)
18. The Bravery - The Bravery (munlup)
19. Katie Melua - In Winter (Wujas)
20. GAS - Pop (Dragon)
21. Grimes - Visions (mentos)
Kolejka 4.
22. The Cure - Seventeen Seconds (Murzyn)
23. XTC - Nonsuch (munlup)
24. Robert Wyatt - Rock Bottom (mentos)
25. Jean-Michel Jarre - Oxygene 7-13 (Dragon)
26. Pet Shop Boys - Actually (Wujas)
27. John Foxx and the Maths - Interplay (dev)
28. Porcupine Tree - The Sky Moves Sideways (Melki)
Kolejka 5.
29. The Disposable Heroes of Hiphoprisy - Hypocrisy Is The Greatest Luxury (munlup)
30. Esprit 空想 - virtua.zip (Dragon)
31. Gang Starr - Moment of Truth (Murzyn)
32. Poets of the Fall - Signs of Life (dev)
33. Susanne Sundfør - Music For People In Trouble (Wujas)
34. Sandra - Paintings in Yellow (Melki)
35. Kate Bush - Never For Ever (mentos)
Kolejka 6.
36. Honeyroot - The Sun Will Come (Murzyn)
37. Fishmans - Uchū Nippon Setagaya (munlup)
38. Long Fin Killie - Houdini (Dragon)
39. Birdy - Young Heart (Wujas)
40. Moev - Yeah Whatever (dev)
41. Pink Floyd - Dark Side of The Moon (mentos)
Kolejka 7.
42. Pink Floyd - Wish You Were Here (Murzyn)
43. Alicia Keys - HERE (Wujas)
44. Wild Nothing - Nocturne (dev)
45. Justin Timberlake – FutureSex/LoveSounds (munlup)
46. Arca - Arca (Dragon)
47. My Bloody Valentine - Loveless (mentos)
Kolejka 8.
48. Boards of Canada - The Campfire Headphase (Dragon)
49. Frank Sinatra – Only The Lonely (munlup)
50. Electric Light Orchestra - Discovery (dev)
51. Fever Ray - Fever Ray (Murzyn)
52. Taylor Swift – folklore (Wujas)
53. David Bowie - Heroes (mentos)
Kolejka 9.
54. Lilu - LA (Murzyn)
55. DJ Spooky - Songs of a Dead Dreamer (Dragon)
56. Simple Minds - Black and White 050505 (dev)
57. New Order – Technique (Wujas)
58. Nick Drake – Pink Moon (munlup)
59. Sparks - No. 1 in Heaven (mentos)
Kolejka 10.
60. Banco da Gaia - Maya (dev)
61. Kraftwerk - Electric Cafe (Murzyn)
62. Jean-Michel Jarre - Metamorphoses (munlup)
63. Massacre - Killing Time (Dragon)
64.Recoil – Liquid (Wujas)
65. Kult - Tata Kazika (mentos)
Kolejka 11.
66. Tears for Fears – The Tipping Point (munlup)
67. A Tribe Called Quest - The Low End Theory (Murzyn)
68.Blacklist - Midnight of the Century (dev)
69. Auscultation - L'étreinte imaginaire (Dragon)
70. Ozric Tentacles - Erpland (Melki)
71. Billie Eilish - Happier Than Ever (Wujas)
72. Big Black - Songs About Fucking
(mentos)
Kolejka 12.
73. Alphaville - Afternoons in Utopia (dev)
74. Jessie Ware - Glasshouse (Murzyn)
75. no-man – ((speak)) (munlup)
76. Kraftwerk - Tour de France Soundtracks (Dragon)
77. a-ha - East of the Sun, West of the Moon (Wujas)
78. Television - Marquee Moon (mentos)
79. Jethro Tull - Songs from the Wood (Melki)
Kolejka 13.
80. Junior Boys - Last Exit (Dragon)
81. The Notorious B.I.G. - Life After Death (Murzyn)
82. David Sylvian – Dead Bees on a Cake
(munlup)
83. Bomb the Bass - Clear (dev)
84. The Orb - Orbvs Terrarvm (Melki)
85. U2 – Achtung Baby (Wujas)
86. Coil - The Ape of Naples (mentos)
Kolejka 14.
87. China Crisis - Diary of a Hollow Horse (dev)
88. King Crimson - Islands (Dragon)
89. Common - Be (Murzyn)
90. London Grammar - Californian Soil (Wujas)
91. Peter Gabriel - Melt (mentos)
92. Arianna Savall - Peiwoh (Melki)
93. Mansun - Attack of the Grey Lantern (munlup)
Kolejka 15.
94. Röyksopp - Melody A.M. (Murzyn)
95. Peter Gabriel - Up (munlup)
96. Klaus Schulze - Body Love (Dragon)
97. Massive Attack - 100th Window (Wujas)
98. Black - Blind Faith (dev)
99. France Gall - Babacar (mentos)
Kolejka 16.
100. Katy B - Little Red (Murzyn)
101. Talk Talk - Laughing Stock (munlup)
102. Andy Stott - Too Many Voices (Dragon)
103. Pixies - Doolittle (mentos)
104. Sin Cos Tan - Afterlife (dev)
105. Ariana Grande - Dangerous Woman (Wujas)
Kolejka 17.
106. Reno - 50/50 (Murzyn)
107. Nine Horses - Snow Borne Sorrow (munlup)
108. Van Der Graaf Generator - Pawn Hearts (Dragon)
109. Cher - Believe (dev)
110. Suzanne Vega - Solitude Standing (mentos)
111. Robbie Williams - Escapology (Wujas)
Kolejka 18.
112. Kury - P.O.L.O.V.I.R.U.S (Dragon)
113. Ladytron - Gravity the Seducer (dev)
114. Pavement - Brighten the Corners (munlup)
115. Steven Wilson – The Harmony Codex (Wujas)
116. Charles Mingus – The Black Saint And The Sinner Lady (mentos)
117. Grace Jones - Slave to the Rhythm (Murzyn)
Kolejka 19.
118. Cardiacs - A Little Man and a House and the Whole World Window (mentos)
119. Susumu Yokota - Sakura (Dragon)
120. Mobb Deep - Hell On Earth (Murzyn)
121. Bomb The Bass - Future Chaos (munlup)
122. Björk - Biophilia (Wujas)
123. Colin Vearncombe - The Accused (dev)
Kolejka 20.
124. David Axelrod - Song of Innocence (Murzyn)
125. Fink - Biscuits for Breakfast (munlup)
126. Perry Blake - Songs for Someone (dev)
127. Autechre - Untilted (Dragon)
128. Haelos - Full Circle (Wujas)
129. Charli XCX - Brat (mentos)
Kolejka 21.
130. Mike Oldfield - Guitars (munlup)
131. Polaris - Home (Wujas)
132. Republika - 82-85 (Dragon)
133. Martyn - The Air Between Words (Murzyn)
134. Talk Talk - The Party's Over (dev)
135. Boards of Canada - Tomorrow's Harvest (mentos)
Kolejka 22.
136. Julia Holter - Ekstasis (Wujas)
137. Carbon Based Lifeforms — Hydroponic Garden (Dragon)
138. Kate Bush - 50 Words For Snow (munlup)
139. Fishmans - Long Season (mentos)
140. Kanye West - Graduation (Murzyn)
141. Flunk - For Sleepyheads Only (dev)
Kolejka 1.
1. Nas - Stillmatic (Murzyn)
2. Leighton Meester - Heartstrings (munlup)
3. Karl Hyde - Edgeland (dev)
4. Recoil - subHuman (Dragon)
5. Depeche Mode - Violator (Czezu)
6. King Crimson - Discipline (mentos)
7. Sting - The Soul Cages (Wujas)
Kolejka 2.
8. Papa Dance - Poniżej Krytyki (mentos)
9. Pezet/Noon - Muzyka Poważna (Murzyn)
10. Kraftwerk - Computer World (Czezu)
11. John Carpenter/Alan Howarth - Escape From New York (munlup)
12. Tangerine Dream - Rubycon (Dragon)
13. no-man - Schoolyard Ghosts (Wujas)
14. Stan Ridgway - Black Diamond (dev)
Kolejka 3.
15. Philip Glass - Koyaanisqatsi (Murzyn)
16. Blondie - Eat to the Beat (Melki)
17. The Advisory Circle - Other Channels (dev)
18. The Bravery - The Bravery (munlup)
19. Katie Melua - In Winter (Wujas)
20. GAS - Pop (Dragon)
21. Grimes - Visions (mentos)
Kolejka 4.
22. The Cure - Seventeen Seconds (Murzyn)
23. XTC - Nonsuch (munlup)
24. Robert Wyatt - Rock Bottom (mentos)
25. Jean-Michel Jarre - Oxygene 7-13 (Dragon)
26. Pet Shop Boys - Actually (Wujas)
27. John Foxx and the Maths - Interplay (dev)
28. Porcupine Tree - The Sky Moves Sideways (Melki)
Kolejka 5.
29. The Disposable Heroes of Hiphoprisy - Hypocrisy Is The Greatest Luxury (munlup)
30. Esprit 空想 - virtua.zip (Dragon)
31. Gang Starr - Moment of Truth (Murzyn)
32. Poets of the Fall - Signs of Life (dev)
33. Susanne Sundfør - Music For People In Trouble (Wujas)
34. Sandra - Paintings in Yellow (Melki)
35. Kate Bush - Never For Ever (mentos)
Kolejka 6.
36. Honeyroot - The Sun Will Come (Murzyn)
37. Fishmans - Uchū Nippon Setagaya (munlup)
38. Long Fin Killie - Houdini (Dragon)
39. Birdy - Young Heart (Wujas)
40. Moev - Yeah Whatever (dev)
41. Pink Floyd - Dark Side of The Moon (mentos)
Kolejka 7.
42. Pink Floyd - Wish You Were Here (Murzyn)
43. Alicia Keys - HERE (Wujas)
44. Wild Nothing - Nocturne (dev)
45. Justin Timberlake – FutureSex/LoveSounds (munlup)
46. Arca - Arca (Dragon)
47. My Bloody Valentine - Loveless (mentos)
Kolejka 8.
48. Boards of Canada - The Campfire Headphase (Dragon)
49. Frank Sinatra – Only The Lonely (munlup)
50. Electric Light Orchestra - Discovery (dev)
51. Fever Ray - Fever Ray (Murzyn)
52. Taylor Swift – folklore (Wujas)
53. David Bowie - Heroes (mentos)
Kolejka 9.
54. Lilu - LA (Murzyn)
55. DJ Spooky - Songs of a Dead Dreamer (Dragon)
56. Simple Minds - Black and White 050505 (dev)
57. New Order – Technique (Wujas)
58. Nick Drake – Pink Moon (munlup)
59. Sparks - No. 1 in Heaven (mentos)
Kolejka 10.
60. Banco da Gaia - Maya (dev)
61. Kraftwerk - Electric Cafe (Murzyn)
62. Jean-Michel Jarre - Metamorphoses (munlup)
63. Massacre - Killing Time (Dragon)
64.Recoil – Liquid (Wujas)
65. Kult - Tata Kazika (mentos)
Kolejka 11.
66. Tears for Fears – The Tipping Point (munlup)
67. A Tribe Called Quest - The Low End Theory (Murzyn)
68.Blacklist - Midnight of the Century (dev)
69. Auscultation - L'étreinte imaginaire (Dragon)
70. Ozric Tentacles - Erpland (Melki)
71. Billie Eilish - Happier Than Ever (Wujas)
72. Big Black - Songs About Fucking
(mentos)
Kolejka 12.
73. Alphaville - Afternoons in Utopia (dev)
74. Jessie Ware - Glasshouse (Murzyn)
75. no-man – ((speak)) (munlup)
76. Kraftwerk - Tour de France Soundtracks (Dragon)
77. a-ha - East of the Sun, West of the Moon (Wujas)
78. Television - Marquee Moon (mentos)
79. Jethro Tull - Songs from the Wood (Melki)
Kolejka 13.
80. Junior Boys - Last Exit (Dragon)
81. The Notorious B.I.G. - Life After Death (Murzyn)
82. David Sylvian – Dead Bees on a Cake
(munlup)
83. Bomb the Bass - Clear (dev)
84. The Orb - Orbvs Terrarvm (Melki)
85. U2 – Achtung Baby (Wujas)
86. Coil - The Ape of Naples (mentos)
Kolejka 14.
87. China Crisis - Diary of a Hollow Horse (dev)
88. King Crimson - Islands (Dragon)
89. Common - Be (Murzyn)
90. London Grammar - Californian Soil (Wujas)
91. Peter Gabriel - Melt (mentos)
92. Arianna Savall - Peiwoh (Melki)
93. Mansun - Attack of the Grey Lantern (munlup)
Kolejka 15.
94. Röyksopp - Melody A.M. (Murzyn)
95. Peter Gabriel - Up (munlup)
96. Klaus Schulze - Body Love (Dragon)
97. Massive Attack - 100th Window (Wujas)
98. Black - Blind Faith (dev)
99. France Gall - Babacar (mentos)
Kolejka 16.
100. Katy B - Little Red (Murzyn)
101. Talk Talk - Laughing Stock (munlup)
102. Andy Stott - Too Many Voices (Dragon)
103. Pixies - Doolittle (mentos)
104. Sin Cos Tan - Afterlife (dev)
105. Ariana Grande - Dangerous Woman (Wujas)
Kolejka 17.
106. Reno - 50/50 (Murzyn)
107. Nine Horses - Snow Borne Sorrow (munlup)
108. Van Der Graaf Generator - Pawn Hearts (Dragon)
109. Cher - Believe (dev)
110. Suzanne Vega - Solitude Standing (mentos)
111. Robbie Williams - Escapology (Wujas)
Kolejka 18.
112. Kury - P.O.L.O.V.I.R.U.S (Dragon)
113. Ladytron - Gravity the Seducer (dev)
114. Pavement - Brighten the Corners (munlup)
115. Steven Wilson – The Harmony Codex (Wujas)
116. Charles Mingus – The Black Saint And The Sinner Lady (mentos)
117. Grace Jones - Slave to the Rhythm (Murzyn)
Kolejka 19.
118. Cardiacs - A Little Man and a House and the Whole World Window (mentos)
119. Susumu Yokota - Sakura (Dragon)
120. Mobb Deep - Hell On Earth (Murzyn)
121. Bomb The Bass - Future Chaos (munlup)
122. Björk - Biophilia (Wujas)
123. Colin Vearncombe - The Accused (dev)
Kolejka 20.
124. David Axelrod - Song of Innocence (Murzyn)
125. Fink - Biscuits for Breakfast (munlup)
126. Perry Blake - Songs for Someone (dev)
127. Autechre - Untilted (Dragon)
128. Haelos - Full Circle (Wujas)
129. Charli XCX - Brat (mentos)
Kolejka 21.
130. Mike Oldfield - Guitars (munlup)
131. Polaris - Home (Wujas)
132. Republika - 82-85 (Dragon)
133. Martyn - The Air Between Words (Murzyn)
134. Talk Talk - The Party's Over (dev)
135. Boards of Canada - Tomorrow's Harvest (mentos)
Kolejka 22.
136. Julia Holter - Ekstasis (Wujas)
137. Carbon Based Lifeforms — Hydroponic Garden (Dragon)
138. Kate Bush - 50 Words For Snow (munlup)
139. Fishmans - Long Season (mentos)
140. Kanye West - Graduation (Murzyn)
141. Flunk - For Sleepyheads Only (dev)
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup