Best of Forum VI
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Ano, niech przynajmniej jakieś podstawowe zabawy mają sensowne tempo
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Big Pun - You Came Up (feat. Noreaga)
Murzynowicz atakuje raperem wagi super ciężkiej, którego zalicza do tzw. wielkiej piątki. I jest to kawałek starego, rzetelnego hip-hopu. Może nie tak dobrego, jak u Biggiego, no ale szczerze mówiąc to tylko jeden utwór. Z naszym Murzynem jest tak, że wskazuje najlepszy utwór jakiegoś rapera, a potem człowiek sprawdza coś więcej i znajduje z kilkanaście lepszych jak nie więcej. Ale utwór dobry. Wokalizy wiadomo – wielki, czarny Murzyn nie może mieć złego głosu. Zagrywka na dęciakach spoko. Bit też w porządku. Nie ma się o co przyczepić.
Tom Petty & the Heartbreakers - Learning to Fly
Stary hicior sprzed wielu lat, który doskonale znam i pamiętam. Było to kiedyś bardzo popularne w różnych stacjach muzycznych. I zawsze to lubiłem podobnie jak wiele innych przebojów na zasadzie – jak leci to posłucham, sam z siebie nie włączę. Nie miałem też nigdy zapędów, żeby sprawdzać coś więcej od Petty’ego. Teraz tym bardziej nie mam. Ale utwór oczywiście ok. Fajne gitary, dobra melodia, dobry wokal Toma. Po prostu dobry radiowy przebój.
Rizzle Kicks – Lost Generation
Murzyn pisze, że to utwór w moim stylu. No nie bardzo chyba. Pierwsze wrażenie było nawet w miarę ok. Ale kolejne odsłuchy coraz bardziej mnie do tego zniechęcały. Jakoś wkurza mnie tutaj ten latino klimat. Zdarzają się utwory nawet tego typu, które z jakiegoś powodu mi się podobają. Generalnie jestem raczej wrogiem latino. Nie wszystko tu jest złe, ale ogólny klimat do mnie nie przemawia. Zwrotki są nienajgorsze, ale refreny drażnią. Wokale w refrenach strasznie irytujące. No nie, to nie jest na pewno pop-rap w moim stylu.
Boundary - Ardilla pisa los frenos
Utwór zbudowany niejako z dwóch części. Pierwsza jest ok, ale jednak na tyle nie angażująca, że chwilę po zakończeniu się o niej zapomina. Druga część na pewno lepsza. Dobrze brzmią klawisze, ładnie cyka perka. Może trochę brakuje jakiegoś szczególnego klimatu, który by mocniej wrył się w pamięć. A tak nie wiem, czy przy podsumowaniu tej tury będę o Boundary pamiętał. Generalnie ktoś tu dobrze zauważył, że to muzak. Taki do puszczania w sklepach odzieżowych jak znalazł.
M83 - Midnight City
Znam trochę ten zespół. Nie za dużo, ale kilka utworów tak. Z Midnight City włącznie. Mam nawet jeden ich utwór z jakiegoś filmu na liście do wrzucenia kiedyś tam. Lubię Midnight City. Lubię ten wyjący klawisz, który powoduje, że utwór się po prostu wyróżnia i zapada w pamięć. Ale i pod spodem sporo fajnych brzmień słychać. Wokale bardzo dobre. Wstawka z trąbką też dobra. Kciuk w górę jak najbardziej.
Murzynowicz atakuje raperem wagi super ciężkiej, którego zalicza do tzw. wielkiej piątki. I jest to kawałek starego, rzetelnego hip-hopu. Może nie tak dobrego, jak u Biggiego, no ale szczerze mówiąc to tylko jeden utwór. Z naszym Murzynem jest tak, że wskazuje najlepszy utwór jakiegoś rapera, a potem człowiek sprawdza coś więcej i znajduje z kilkanaście lepszych jak nie więcej. Ale utwór dobry. Wokalizy wiadomo – wielki, czarny Murzyn nie może mieć złego głosu. Zagrywka na dęciakach spoko. Bit też w porządku. Nie ma się o co przyczepić.
Tom Petty & the Heartbreakers - Learning to Fly
Stary hicior sprzed wielu lat, który doskonale znam i pamiętam. Było to kiedyś bardzo popularne w różnych stacjach muzycznych. I zawsze to lubiłem podobnie jak wiele innych przebojów na zasadzie – jak leci to posłucham, sam z siebie nie włączę. Nie miałem też nigdy zapędów, żeby sprawdzać coś więcej od Petty’ego. Teraz tym bardziej nie mam. Ale utwór oczywiście ok. Fajne gitary, dobra melodia, dobry wokal Toma. Po prostu dobry radiowy przebój.
Rizzle Kicks – Lost Generation
Murzyn pisze, że to utwór w moim stylu. No nie bardzo chyba. Pierwsze wrażenie było nawet w miarę ok. Ale kolejne odsłuchy coraz bardziej mnie do tego zniechęcały. Jakoś wkurza mnie tutaj ten latino klimat. Zdarzają się utwory nawet tego typu, które z jakiegoś powodu mi się podobają. Generalnie jestem raczej wrogiem latino. Nie wszystko tu jest złe, ale ogólny klimat do mnie nie przemawia. Zwrotki są nienajgorsze, ale refreny drażnią. Wokale w refrenach strasznie irytujące. No nie, to nie jest na pewno pop-rap w moim stylu.
Boundary - Ardilla pisa los frenos
Utwór zbudowany niejako z dwóch części. Pierwsza jest ok, ale jednak na tyle nie angażująca, że chwilę po zakończeniu się o niej zapomina. Druga część na pewno lepsza. Dobrze brzmią klawisze, ładnie cyka perka. Może trochę brakuje jakiegoś szczególnego klimatu, który by mocniej wrył się w pamięć. A tak nie wiem, czy przy podsumowaniu tej tury będę o Boundary pamiętał. Generalnie ktoś tu dobrze zauważył, że to muzak. Taki do puszczania w sklepach odzieżowych jak znalazł.
M83 - Midnight City
Znam trochę ten zespół. Nie za dużo, ale kilka utworów tak. Z Midnight City włącznie. Mam nawet jeden ich utwór z jakiegoś filmu na liście do wrzucenia kiedyś tam. Lubię Midnight City. Lubię ten wyjący klawisz, który powoduje, że utwór się po prostu wyróżnia i zapada w pamięć. Ale i pod spodem sporo fajnych brzmień słychać. Wokale bardzo dobre. Wstawka z trąbką też dobra. Kciuk w górę jak najbardziej.
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
No, to już chyba wszyscy? Jedziemy.
Duran Duran - Ordinary World (1993)
Tak, wiem, kolejny Endżoj. No, trudno. Nie jest to co prawda ani ejtisowe Rio, ani Hungry Like the Wolf, ani chociaż Notorious, ale to w sumie zabawne, że o Dureń Dureń wciąż mówi się, że to zespół ejtisowy (jak o a-ha), podczas gdy dłużej istnieją poza latami osiemdziesiątymi niż wówczas, a i wciąż potrafią wydać dobrą muzę (choć nie zawsze, pamiętam cały czas inby wokół Red Carpet Massacre i produkcję Timbalanda). Dla mnie ci goście są najbardziej znani z Come Undone, ale The Wedding Album (tytuł nadany w sumie przez fanów nieoficjalnie, płyta nazywa się po prostu Duran Duran lol) wypluł jeszcze jeden hitowy singiel, czyli właśnie Ordinary World.
Pamiętam to z czasów zamierzchłych, swojego beztroskiego dzieciństwa, młodości durnej i chmurnej etc., ale przez wiele lat nie miałem pojęcia, kto tę piosenkę wykonuje. W sukurs przyszło nieocenione MTV Classic z bardzo najntisowym wideoklipem. Gdy wiosną/latem 2006 zacząłem mocniej w LeBona i spółkę wsiąkać, no to oczywistym było, że tenże numer chwycę i się zachwycę. Coś tam o lecie 2006, zwłaszcza o pewnym obozie w nadbałtyckim Dźwirzynie mogłem wspomnieć, obok Summer Moved On czy Wouldn't It Be Good to był jeden z tych kawałków, które masakrowałem wtedy ostro. Miałem swoje nastoletnie dramaty, z piosenką relowałem, także no.
Pomijając aspekt czysto nostalgiczny to jest po prostu dobry numer. Status instant hitu, jakiego się dorobił, jest całkowicie uzasadniony. Tekst traktuje o tematyce poruszanej wcześniej gazylion razy - porzucony koleś stara się w jakiś tam sposób poradzić sobie w tytułowym "ordinary world", bo i jaki ma wybór? Ludzie przychodzą i odchodzą, żyje się dalej. Nie musi się to zresztą tyczyć wyłącznie związków, czego też życie mnie na przestrzeni tych ostatnich 18-tu lat nauczyło. Choć akurat tak się składa, że ostatnio przeżywam właśnie ten aspekt trololo (kiedyś to się może skończy, a może nie, NIE WIEM). No, ale przynajmniej towarzyszy mi przy tym dobra muzyka.
Na marginesie dodam, że w tamtym roku miałem okazję zobaczyć autorów tegoż Endżoja na żywo - we wrześniu 2006 Duran Duran byli jedyną gwiazdą zorganizowanego przez Tepsę pikniku z okazji ich oficjalnego i pełnego przejścia pod egidę France Telecom. Wprowadzono na rynek nową usługę internetową - "rewolucyjny" modem o nazwie Livebox, który moi rodzice zakupili krótko przed eventem. Pierwsze ileś tam tysięcy osób dostało darmowe wejściówki na tenże piknik, w teorii 2 na urządzenie, ale jakoś udało się wydębić 6 i większą ekipą znalazłem się na Torze Wyścigów Konnych na warszawskim Służewcu. Koncert wspominam bardzo miło, LeBon wyjątkowo (w przeciwieństwie do występu na Live 8 rok wcześniej) wtedy nie fałszował, zagrali wszystkie hiciory, które miałem nadzieję usłyszeć (w tym moje ulubione wówczas Girls On Film), a i za darmo to uczciwa cena. Jedyna, którą ktokolwiek zapłacił i mierzy się z tym rachunkiem po dziś dzień (PODOBNO), to pewien mój ziomek (Hien wie, o kim mówię), który - z racji naszego stania blisko sceny - od tamtej pory wmawia sobie ostre ubytki na słuchu i przed paroma laty został prezesem swojej spółdzielni mieszkaniowej (czy tam wspólnoty, nvm) tylko po to, żeby toczyć wojnę przeciwko popularnemu stołecznemu pubowi, który - zlokalizowany niemal pod jego blokiem - generuje ponoć zbyt wysokich dawek hałas. Sam uważa, że wszystko, co go złego spotkało ze słuchem, jest wynikiem tamtego właśnie koncertu. A mnie tylko było smutno, że nie wystąpiło New Order.
https://www.youtube.com/watch?v=z3BU9Z_x8qM
Duran Duran - Ordinary World (1993)
Tak, wiem, kolejny Endżoj. No, trudno. Nie jest to co prawda ani ejtisowe Rio, ani Hungry Like the Wolf, ani chociaż Notorious, ale to w sumie zabawne, że o Dureń Dureń wciąż mówi się, że to zespół ejtisowy (jak o a-ha), podczas gdy dłużej istnieją poza latami osiemdziesiątymi niż wówczas, a i wciąż potrafią wydać dobrą muzę (choć nie zawsze, pamiętam cały czas inby wokół Red Carpet Massacre i produkcję Timbalanda). Dla mnie ci goście są najbardziej znani z Come Undone, ale The Wedding Album (tytuł nadany w sumie przez fanów nieoficjalnie, płyta nazywa się po prostu Duran Duran lol) wypluł jeszcze jeden hitowy singiel, czyli właśnie Ordinary World.
Pamiętam to z czasów zamierzchłych, swojego beztroskiego dzieciństwa, młodości durnej i chmurnej etc., ale przez wiele lat nie miałem pojęcia, kto tę piosenkę wykonuje. W sukurs przyszło nieocenione MTV Classic z bardzo najntisowym wideoklipem. Gdy wiosną/latem 2006 zacząłem mocniej w LeBona i spółkę wsiąkać, no to oczywistym było, że tenże numer chwycę i się zachwycę. Coś tam o lecie 2006, zwłaszcza o pewnym obozie w nadbałtyckim Dźwirzynie mogłem wspomnieć, obok Summer Moved On czy Wouldn't It Be Good to był jeden z tych kawałków, które masakrowałem wtedy ostro. Miałem swoje nastoletnie dramaty, z piosenką relowałem, także no.
Pomijając aspekt czysto nostalgiczny to jest po prostu dobry numer. Status instant hitu, jakiego się dorobił, jest całkowicie uzasadniony. Tekst traktuje o tematyce poruszanej wcześniej gazylion razy - porzucony koleś stara się w jakiś tam sposób poradzić sobie w tytułowym "ordinary world", bo i jaki ma wybór? Ludzie przychodzą i odchodzą, żyje się dalej. Nie musi się to zresztą tyczyć wyłącznie związków, czego też życie mnie na przestrzeni tych ostatnich 18-tu lat nauczyło. Choć akurat tak się składa, że ostatnio przeżywam właśnie ten aspekt trololo (kiedyś to się może skończy, a może nie, NIE WIEM). No, ale przynajmniej towarzyszy mi przy tym dobra muzyka.
Na marginesie dodam, że w tamtym roku miałem okazję zobaczyć autorów tegoż Endżoja na żywo - we wrześniu 2006 Duran Duran byli jedyną gwiazdą zorganizowanego przez Tepsę pikniku z okazji ich oficjalnego i pełnego przejścia pod egidę France Telecom. Wprowadzono na rynek nową usługę internetową - "rewolucyjny" modem o nazwie Livebox, który moi rodzice zakupili krótko przed eventem. Pierwsze ileś tam tysięcy osób dostało darmowe wejściówki na tenże piknik, w teorii 2 na urządzenie, ale jakoś udało się wydębić 6 i większą ekipą znalazłem się na Torze Wyścigów Konnych na warszawskim Służewcu. Koncert wspominam bardzo miło, LeBon wyjątkowo (w przeciwieństwie do występu na Live 8 rok wcześniej) wtedy nie fałszował, zagrali wszystkie hiciory, które miałem nadzieję usłyszeć (w tym moje ulubione wówczas Girls On Film), a i za darmo to uczciwa cena. Jedyna, którą ktokolwiek zapłacił i mierzy się z tym rachunkiem po dziś dzień (PODOBNO), to pewien mój ziomek (Hien wie, o kim mówię), który - z racji naszego stania blisko sceny - od tamtej pory wmawia sobie ostre ubytki na słuchu i przed paroma laty został prezesem swojej spółdzielni mieszkaniowej (czy tam wspólnoty, nvm) tylko po to, żeby toczyć wojnę przeciwko popularnemu stołecznemu pubowi, który - zlokalizowany niemal pod jego blokiem - generuje ponoć zbyt wysokich dawek hałas. Sam uważa, że wszystko, co go złego spotkało ze słuchem, jest wynikiem tamtego właśnie koncertu. A mnie tylko było smutno, że nie wystąpiło New Order.
https://www.youtube.com/watch?v=z3BU9Z_x8qM
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Ja tylko nadmienię że Pun mimo wszystko nie był Murzynem, co zresztą widać chyba po okładce numeru który wrzucałem ale nvm
Jedźmy
Vanessa Paradis - Natural High
(1992)
Czas najwyższy przejść w tej 6 bestce do jednej z mocno zaniedbanych u mnie mnie szufladek pt. "śpiewające panie". Większość wokalistek które wrzucałem zwykle pochodziła z kręgów r&b lub ocierała się o ten gatunek, ewentualnie był to jakiś polski pop lat zerowych a jest jeszcze parę fajnych babeczek które robiły karierę w latach 80. i 90. które sobie cenię.
Wśród nich jakimś cudem znalazła się Vanessa Paradis którą przez długie lata znałem raptem z dwóch utworów - starego hitu Joe le Taxi oraz późniejszego przeboju z wczesnych lat 90. Be My Baby. Ten drugi z nich przypadł mi jakoś bardziej do gustu któregoś dnia ze względu na zgrabne naśladownictwo soulowego brzmienia z lat 60. i to wystarczyło żebym sięgnął po cały album z którego pochodził ten numer. Tak oto poznałem drugą płytę Vanessy zatytułowaną po prostu "Vanessa Paradis" z 1992 roku. Producentem tej płyty był jej ówczesny chłopak - Lenny Kravitz i to jemu w dużej mierze płyta zawdzięcza świetne brzmienie oraz retro sznyt. Album ten odrobinę teasowałem dawno temu w bestce nt. sampli gdy pisałem o utworze The Future Song samplowanym w remiksie Painkillera autorstwa DJa Shadowa, ale ten album w mojej opinii jest pełen ZŁOTA jak to niektórzy mawiają. Jak dla mnie najlepszym numerem chyba obok The Future Song jest tu singiel Natural High mający bluesowy groove z fajną linią klawiszy i gitarowym riffem. Całość uzupełniają smyczki, chórki oraz sama Vanessa która swoim zwiewnym i zmysłowym głosem śpiewa o tym jakim to naturalnym hajem jest dla niej miłość ukochanego mężczyzny. Wisienką na torcie jest mostek z klawiszowym solo, za sprawą Lenny'ego Kravitza produkcja na płycie tej białej dziewczyny z Francji to momentami czyste murzyństwo i to połączenie dwóch światów naprawdę robi robotę. Szczerze polecam ten numer jak i całą płytę.
https://youtu.be/o3lTfDUoxng?si=J29BHHhLxiSsg8Uh
Jedźmy
Vanessa Paradis - Natural High
(1992)
Czas najwyższy przejść w tej 6 bestce do jednej z mocno zaniedbanych u mnie mnie szufladek pt. "śpiewające panie". Większość wokalistek które wrzucałem zwykle pochodziła z kręgów r&b lub ocierała się o ten gatunek, ewentualnie był to jakiś polski pop lat zerowych a jest jeszcze parę fajnych babeczek które robiły karierę w latach 80. i 90. które sobie cenię.
Wśród nich jakimś cudem znalazła się Vanessa Paradis którą przez długie lata znałem raptem z dwóch utworów - starego hitu Joe le Taxi oraz późniejszego przeboju z wczesnych lat 90. Be My Baby. Ten drugi z nich przypadł mi jakoś bardziej do gustu któregoś dnia ze względu na zgrabne naśladownictwo soulowego brzmienia z lat 60. i to wystarczyło żebym sięgnął po cały album z którego pochodził ten numer. Tak oto poznałem drugą płytę Vanessy zatytułowaną po prostu "Vanessa Paradis" z 1992 roku. Producentem tej płyty był jej ówczesny chłopak - Lenny Kravitz i to jemu w dużej mierze płyta zawdzięcza świetne brzmienie oraz retro sznyt. Album ten odrobinę teasowałem dawno temu w bestce nt. sampli gdy pisałem o utworze The Future Song samplowanym w remiksie Painkillera autorstwa DJa Shadowa, ale ten album w mojej opinii jest pełen ZŁOTA jak to niektórzy mawiają. Jak dla mnie najlepszym numerem chyba obok The Future Song jest tu singiel Natural High mający bluesowy groove z fajną linią klawiszy i gitarowym riffem. Całość uzupełniają smyczki, chórki oraz sama Vanessa która swoim zwiewnym i zmysłowym głosem śpiewa o tym jakim to naturalnym hajem jest dla niej miłość ukochanego mężczyzny. Wisienką na torcie jest mostek z klawiszowym solo, za sprawą Lenny'ego Kravitza produkcja na płycie tej białej dziewczyny z Francji to momentami czyste murzyństwo i to połączenie dwóch światów naprawdę robi robotę. Szczerze polecam ten numer jak i całą płytę.
https://youtu.be/o3lTfDUoxng?si=J29BHHhLxiSsg8Uh
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Sylvan Esso – Die Young
Lato powoli dobija do brzegu, ale ja nadal przytrzymam Was trochę w letniaczkowie. Było lato 2022 r., akurat spędzałem wieczór samotnie, to sobie oglądałem jeden z późnych sezonów Riverdale i jeb, nagle w tle jakiejś sceny poleciał ten numer. Ja fajnemu elektronicznemu popowi nie odmówię, jeśli jest naprawdę melodyjny, a piosenka dobra. Zabrałem wtedy ten album na podróż pociągiem i było całkiem nieźle, żaden kawałek mnie nie chwycił, tak jak „Die Young”, ale to też było pierwsze przesłuchanie. Gorzej, że to się w ogóle nie zescrobblowało. Nie wiem, jak wy, ale raz na bardzo rzadko, zdarza mi się taki album w mp3, który niby ma wszystkie tagi ok, ale i tak, z jakiegoś powodu, last tego nie widzi. Nie mam pojęcia od czego to zależy, ale po tamtym odsłuchu nie ma śladu. Numer, lirycznie, przypomina mi trochę „Put Your Money on Me”, ale jakby od drugiej strony. To był dla mnie częsty towarzysz podróży pociągiem w tamtym czasie i zawsze kiedy wraca lato, to ta melodia do mnie wraca. Każdemu, no ok, nie każdemu, ale wielu życzę w życiu takiej osoby, której się będzie chciało bardziej żyć w waszym towarzystwie.
https://youtu.be/X57QA15sc9k
Lato powoli dobija do brzegu, ale ja nadal przytrzymam Was trochę w letniaczkowie. Było lato 2022 r., akurat spędzałem wieczór samotnie, to sobie oglądałem jeden z późnych sezonów Riverdale i jeb, nagle w tle jakiejś sceny poleciał ten numer. Ja fajnemu elektronicznemu popowi nie odmówię, jeśli jest naprawdę melodyjny, a piosenka dobra. Zabrałem wtedy ten album na podróż pociągiem i było całkiem nieźle, żaden kawałek mnie nie chwycił, tak jak „Die Young”, ale to też było pierwsze przesłuchanie. Gorzej, że to się w ogóle nie zescrobblowało. Nie wiem, jak wy, ale raz na bardzo rzadko, zdarza mi się taki album w mp3, który niby ma wszystkie tagi ok, ale i tak, z jakiegoś powodu, last tego nie widzi. Nie mam pojęcia od czego to zależy, ale po tamtym odsłuchu nie ma śladu. Numer, lirycznie, przypomina mi trochę „Put Your Money on Me”, ale jakby od drugiej strony. To był dla mnie częsty towarzysz podróży pociągiem w tamtym czasie i zawsze kiedy wraca lato, to ta melodia do mnie wraca. Każdemu, no ok, nie każdemu, ale wielu życzę w życiu takiej osoby, której się będzie chciało bardziej żyć w waszym towarzystwie.
https://youtu.be/X57QA15sc9k
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
The Smile – Free In The Knowledge (2022)
Wrzutka ponownie sponsorowana przez Hiena. Nasz kolega w 32 kolejce wrzucił Reckoner od Radiogłowych, który tak mnie chwycił, że poważnie zainteresowałem się ich dyskografią. Niedługo potem w 38 kolejce był inny projekt Thoma Yorka - The Smile. Utwór Open The Floodgates ponownie zmusił mnie do zainteresowania się całym albumem. Posłuchałem i oczywiście przepadłem na amen. Thom York to dla mnie taki muzyczny geniusz. Czego się nie dotknie zamienia w złoto. Kiedyś pisałem o Wilsonie w kontekście zespołu no-man, że nadaje muzyce szlachetności. To samo mogę z czystym sumieniem napisać o Yorku. Czy to Radiohead czy The Smile – jego osoba zawsze gwarantuje najwyższy poziom.
Album „A Light for Attracting Attension” pochodzi z 2022r. i jest najlepszym przykładem na to, w jak doskonałej formie jest wciąż Thom. Album jest tak dobry, że praktycznie każdy utwór na nim zawarty mógłbym spokojnie tutaj zamieścić. Ale takim oczkiem w głowie jest dla mnie właśnie Free In The Knowledge. Co tu dużo gadać – to przepiękna ballada w pięknej i skromnej aranżacji. A Thom York jak zawsze uwodzi swoim głosem.
Idealna propozycja na ciepłe wrześniowe popołudnie myślę.
https://www.youtube.com/watch?v=5KP6sZIIKk4.
Wrzutka ponownie sponsorowana przez Hiena. Nasz kolega w 32 kolejce wrzucił Reckoner od Radiogłowych, który tak mnie chwycił, że poważnie zainteresowałem się ich dyskografią. Niedługo potem w 38 kolejce był inny projekt Thoma Yorka - The Smile. Utwór Open The Floodgates ponownie zmusił mnie do zainteresowania się całym albumem. Posłuchałem i oczywiście przepadłem na amen. Thom York to dla mnie taki muzyczny geniusz. Czego się nie dotknie zamienia w złoto. Kiedyś pisałem o Wilsonie w kontekście zespołu no-man, że nadaje muzyce szlachetności. To samo mogę z czystym sumieniem napisać o Yorku. Czy to Radiohead czy The Smile – jego osoba zawsze gwarantuje najwyższy poziom.
Album „A Light for Attracting Attension” pochodzi z 2022r. i jest najlepszym przykładem na to, w jak doskonałej formie jest wciąż Thom. Album jest tak dobry, że praktycznie każdy utwór na nim zawarty mógłbym spokojnie tutaj zamieścić. Ale takim oczkiem w głowie jest dla mnie właśnie Free In The Knowledge. Co tu dużo gadać – to przepiękna ballada w pięknej i skromnej aranżacji. A Thom York jak zawsze uwodzi swoim głosem.
Idealna propozycja na ciepłe wrześniowe popołudnie myślę.
https://www.youtube.com/watch?v=5KP6sZIIKk4.
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Leon Vynehall - Saxony (2016)
Dobrze się czuję w roli DJa i nie zamierzam z niej jeszcze wychodzić. Do tego pogoda wciąż dowodzi. Szkoda pakować się w sztucznie nadęte wrzutki. Vynehall to kolejna pamiątka z czasów uważnej obserwacji elektronicznych nowości w liceum. O ile od bardziej ambientowych rzeczy się odbiłem, tak na klubowo weszło łatwiej.
Wolę techno od house'u. Od zawsze myślałem, że skoro deep techno polega na basowych pulsacjach, jest dość mroczne to deep house też taki będzie. Odkąd pamiętam traktowałem ten podgatunek jak muzaka godnego przygrywania na plażach lub jakichś fancy klubach fitness. Do momentu odkrycia Rojus - EPki, z której podrzucam kawałek. To wciąż lekka muzyka pasująca pod ten czas w roku, ale jednocześnie jest dość bogato zaaranżowana. Nie ma nudy. Do tego nie brzmi tanio. Nie przywodzi na myśl aż tak stereotypowych skojarzeń.
Muzyka niby zaprojektowana do tańca, a jednak na moje ucho warto jej dać szansę w warunkach domowych. Czy to zaproszenie będzie skuteczne?
https://www.youtube.com/watch?v=bAxTu68EQuI
Dobrze się czuję w roli DJa i nie zamierzam z niej jeszcze wychodzić. Do tego pogoda wciąż dowodzi. Szkoda pakować się w sztucznie nadęte wrzutki. Vynehall to kolejna pamiątka z czasów uważnej obserwacji elektronicznych nowości w liceum. O ile od bardziej ambientowych rzeczy się odbiłem, tak na klubowo weszło łatwiej.
Wolę techno od house'u. Od zawsze myślałem, że skoro deep techno polega na basowych pulsacjach, jest dość mroczne to deep house też taki będzie. Odkąd pamiętam traktowałem ten podgatunek jak muzaka godnego przygrywania na plażach lub jakichś fancy klubach fitness. Do momentu odkrycia Rojus - EPki, z której podrzucam kawałek. To wciąż lekka muzyka pasująca pod ten czas w roku, ale jednocześnie jest dość bogato zaaranżowana. Nie ma nudy. Do tego nie brzmi tanio. Nie przywodzi na myśl aż tak stereotypowych skojarzeń.
Muzyka niby zaprojektowana do tańca, a jednak na moje ucho warto jej dać szansę w warunkach domowych. Czy to zaproszenie będzie skuteczne?
https://www.youtube.com/watch?v=bAxTu68EQuI
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
W sumie M83 się spodobało bardziej niż zakładałem. Wiedziałem, ze Hien pojojcy, ale grunt że nie narzekał Jaca.
Portishead - We Carry On
Myśląc o zespołach, które mógłbym zaprezentować PT gremium w tej bestce, czuję się jak w momencie, gdy kończy mi się tubka pasty do zębów. Niby wiem, że coś tam jeszcze jest, niby wiem, że jak się poszuka to nie ma tego mało, ale nie ma co ukrywać, że tych ważnych i ważkich zespołów zostało mniej niż więcej.
Nie zrozumcie mnie źle, nie czuję wypalenia w związku z tą zabawą. Jest multum artystów mniej ważnych i ważnych prawie wcale, którym zdarzyło się nagrać coś, co zapadło dla mnie w pamięć, są też duble, itp. itd. i jeszcze trochę wody w Odrze upłynie, nim stwierdzę, że miałem wszystko do przekazania i muszę zgasić światło.
W dzisiejszym odcinku prezentuję zespół, którego chyba nie trzeba przedstawiać, ale gdyby ktoś z was z jakichś przyczyn potrzebował tego - zachęcam do odpowiednich stron w Internecie.
W każdym razie chciałem napisać, że zetknąłem się z nim w 2012 roku, Do dziś pamiętam pierwszy odsłuch Dummy. Odtwarzacz MP3 SANSA CLIP+ (był genialny) i niedzielne, wiosenne popołudnie spędzone w busie - do dziś pamiętam jakim doznaniem była ta teoretycznie zwyczajna podróż - zarówno dosłownie i w przenośni.
Ale że pisałem o tym roczniku trochę dużo, to przewrotnie zaproponuję ten zespół z innej strony. Otóż na równi z Dummy kocham wydany w 2008 roku album pt. Third, który może i pod wieloma aspektami różni się od tego epokowego dzieła z lat 90 praktycznie wszystkim, jest równie piękny i przepełniony tą specyficzną wrażliwością, za którą kocham ten zespół.
Ja wiem, żę zaraz ktoś napisze że niby to zrzyna po całości z Silver Apples, być może ktoś z was stwierdzi, że to przekombinowane i za długie smęty, ale ja najzwyczajniej w świecie kocham ten utwór i uważam za dzieło typu wybitne.
No i ten... bierzcie i słuchajcie tego. Po prostu.
https://www.youtube.com/watch?v=fEzjwpR2aUI
Portishead - We Carry On
Myśląc o zespołach, które mógłbym zaprezentować PT gremium w tej bestce, czuję się jak w momencie, gdy kończy mi się tubka pasty do zębów. Niby wiem, że coś tam jeszcze jest, niby wiem, że jak się poszuka to nie ma tego mało, ale nie ma co ukrywać, że tych ważnych i ważkich zespołów zostało mniej niż więcej.
Nie zrozumcie mnie źle, nie czuję wypalenia w związku z tą zabawą. Jest multum artystów mniej ważnych i ważnych prawie wcale, którym zdarzyło się nagrać coś, co zapadło dla mnie w pamięć, są też duble, itp. itd. i jeszcze trochę wody w Odrze upłynie, nim stwierdzę, że miałem wszystko do przekazania i muszę zgasić światło.
W dzisiejszym odcinku prezentuję zespół, którego chyba nie trzeba przedstawiać, ale gdyby ktoś z was z jakichś przyczyn potrzebował tego - zachęcam do odpowiednich stron w Internecie.
W każdym razie chciałem napisać, że zetknąłem się z nim w 2012 roku, Do dziś pamiętam pierwszy odsłuch Dummy. Odtwarzacz MP3 SANSA CLIP+ (był genialny) i niedzielne, wiosenne popołudnie spędzone w busie - do dziś pamiętam jakim doznaniem była ta teoretycznie zwyczajna podróż - zarówno dosłownie i w przenośni.
Ale że pisałem o tym roczniku trochę dużo, to przewrotnie zaproponuję ten zespół z innej strony. Otóż na równi z Dummy kocham wydany w 2008 roku album pt. Third, który może i pod wieloma aspektami różni się od tego epokowego dzieła z lat 90 praktycznie wszystkim, jest równie piękny i przepełniony tą specyficzną wrażliwością, za którą kocham ten zespół.
Ja wiem, żę zaraz ktoś napisze że niby to zrzyna po całości z Silver Apples, być może ktoś z was stwierdzi, że to przekombinowane i za długie smęty, ale ja najzwyczajniej w świecie kocham ten utwór i uważam za dzieło typu wybitne.
No i ten... bierzcie i słuchajcie tego. Po prostu.
https://www.youtube.com/watch?v=fEzjwpR2aUI
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Wrzucam jako pierwszy, żeby Hien znowu nie marudził.
Duran Duran - Ordinary World
Utwór oczywiście znam jak własną kieszeń. Pamiętam jak często puszczano to w muzycznych stacjach telewizyjnych. No jest Enjoy, nie da się ukryć. Kiedyś tę piosenkę lubiłem, chociaż teraz powrót po latach okazał się jednak lekkim zawodem. Wciąż jest nieźle, momentami nawet dobrze, ale pewne elementy się gorzej zestarzały. Ta gitara na początku i po refrenach trochę mnie mierzi. Smyki w trzeciej zwrotce też nie zachwycają. Podobnie jak gitarowe solo. Pewne patenty są już mocno nieaktualne. Nawet sam refren wypada gorzej niż pamiętam. Wychodzi na to, że niektóre utwory z przeszłości zapamiętujemy lepiej, zaś zderzenie po latach z dzisiejszą rzeczywistością jest już nieco gorsze.
Vanessa Paradis - Natural High
Jeżeli chodzi o Vanessę Paradis to zawsze przeszkadzał mi jej wokal. Zanadto zdziecinniały po prostu. I nadal tak to odbieram. Sama kompozycja z rodzaju tych rzetelnych. Najmocniejszą stroną jest fajny aranż. Brzmi to wszystko bardzo dobrze. Piękne smyczki, dobra perkusja, spoko klawisze i gitary. Wszystko pod tym względem gra i buczy. No i jeszcze chórki super. Czyli podsumowując podjarki wielkiej może nie mam, bo samo brzmienie to trochę mało, ale jest ok.
Sylvan Esso – Die Young
O i tutaj od samego początku robi się ciekawie. Nie spodziewałem się kobiety na wokalu, tymczasem jest i w dodatku ma bardzo ładny głos. Ładnie i delikatnie wyśpiewuje zwrotki. Piosenka ma ładną melodię. I przede wszystkim ma fajne brzmienie, które zaciekawia i intryguje. To brzmienie luźno skojarzyło mi się nawet z People are Good. Może skojarzenie z dupy, ale jednak jest. Fajna piosenka.
Leon Vynehall – Saxony
Kolejny przykład doskonałego muzaka do centrum handlowego. Tam w tle sprawdzałoby się to znakomicie. Do odsłuchów w domu się dla mnie nie nadaje. Zanadto zajeżdża nudą. Dragon obiecywał, że nudy nie będzie, ale jednak jest. Nie brzmi to źle, nie ma tu nic złego w tej muzyce. Ale problem w tym, że jest ona kompletnie nieangażująca. No gdybym miał sobie takiego albumu posłuchać wieczorem w fotelu, to przy drugim utworze na bank bym spał. To muzyka z rodzaju tych, co nie posiadają żadnego klimatu. Nie posiadają duszy. Po prostu muzak do zapomnienia i tyle.
Portishead - We Carry On
I na koniec krzywa sinusoidy znowu idzie mocno w górę. Od początku znowu jest ciekawie. A nawet bardzo ciekawie. Świetne to natarczywe tłuczenie w gary. Świetna zagrywka klawiszowa. Beth pięknie śpiewa w swoim stylu. Genialna kompozycja. Bardzo hipnotyczna. Genialne gitary. Szczególnie to „brudne” gitarowe brzmienie w środkowej i końcowej części utworu. W ogóle każda zagrywka jest niesamowicie prosta. Pykający na jednej nucie klawisz, prosta zapętlona zagrywka klawiszowa, proste acz rewelacyjne gitarowe harce, ala trąbki na jednej nucie. Wszystko to razem tworzy jednak coś niesamowitego. Nie pierwszy raz słyszę utwór zbudowany tak prostymi środkami w tak genialny sposób, że chciałoby się tego słuchać i słuchać bez końca. Jest podjarka na maksa. Zgadzam się z Mentosem – to dzieło wybitne.
Duran Duran - Ordinary World
Utwór oczywiście znam jak własną kieszeń. Pamiętam jak często puszczano to w muzycznych stacjach telewizyjnych. No jest Enjoy, nie da się ukryć. Kiedyś tę piosenkę lubiłem, chociaż teraz powrót po latach okazał się jednak lekkim zawodem. Wciąż jest nieźle, momentami nawet dobrze, ale pewne elementy się gorzej zestarzały. Ta gitara na początku i po refrenach trochę mnie mierzi. Smyki w trzeciej zwrotce też nie zachwycają. Podobnie jak gitarowe solo. Pewne patenty są już mocno nieaktualne. Nawet sam refren wypada gorzej niż pamiętam. Wychodzi na to, że niektóre utwory z przeszłości zapamiętujemy lepiej, zaś zderzenie po latach z dzisiejszą rzeczywistością jest już nieco gorsze.
Vanessa Paradis - Natural High
Jeżeli chodzi o Vanessę Paradis to zawsze przeszkadzał mi jej wokal. Zanadto zdziecinniały po prostu. I nadal tak to odbieram. Sama kompozycja z rodzaju tych rzetelnych. Najmocniejszą stroną jest fajny aranż. Brzmi to wszystko bardzo dobrze. Piękne smyczki, dobra perkusja, spoko klawisze i gitary. Wszystko pod tym względem gra i buczy. No i jeszcze chórki super. Czyli podsumowując podjarki wielkiej może nie mam, bo samo brzmienie to trochę mało, ale jest ok.
Sylvan Esso – Die Young
O i tutaj od samego początku robi się ciekawie. Nie spodziewałem się kobiety na wokalu, tymczasem jest i w dodatku ma bardzo ładny głos. Ładnie i delikatnie wyśpiewuje zwrotki. Piosenka ma ładną melodię. I przede wszystkim ma fajne brzmienie, które zaciekawia i intryguje. To brzmienie luźno skojarzyło mi się nawet z People are Good. Może skojarzenie z dupy, ale jednak jest. Fajna piosenka.
Leon Vynehall – Saxony
Kolejny przykład doskonałego muzaka do centrum handlowego. Tam w tle sprawdzałoby się to znakomicie. Do odsłuchów w domu się dla mnie nie nadaje. Zanadto zajeżdża nudą. Dragon obiecywał, że nudy nie będzie, ale jednak jest. Nie brzmi to źle, nie ma tu nic złego w tej muzyce. Ale problem w tym, że jest ona kompletnie nieangażująca. No gdybym miał sobie takiego albumu posłuchać wieczorem w fotelu, to przy drugim utworze na bank bym spał. To muzyka z rodzaju tych, co nie posiadają żadnego klimatu. Nie posiadają duszy. Po prostu muzak do zapomnienia i tyle.
Portishead - We Carry On
I na koniec krzywa sinusoidy znowu idzie mocno w górę. Od początku znowu jest ciekawie. A nawet bardzo ciekawie. Świetne to natarczywe tłuczenie w gary. Świetna zagrywka klawiszowa. Beth pięknie śpiewa w swoim stylu. Genialna kompozycja. Bardzo hipnotyczna. Genialne gitary. Szczególnie to „brudne” gitarowe brzmienie w środkowej i końcowej części utworu. W ogóle każda zagrywka jest niesamowicie prosta. Pykający na jednej nucie klawisz, prosta zapętlona zagrywka klawiszowa, proste acz rewelacyjne gitarowe harce, ala trąbki na jednej nucie. Wszystko to razem tworzy jednak coś niesamowitego. Nie pierwszy raz słyszę utwór zbudowany tak prostymi środkami w tak genialny sposób, że chciałoby się tego słuchać i słuchać bez końca. Jest podjarka na maksa. Zgadzam się z Mentosem – to dzieło wybitne.
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Duran Duran - Ordinary World
Numer ten kojarzę stąd że znajdował się w folderze z muzyką którą kiedyś przyniosłem od mojej przyszłej żony właśnie. Pamiętam że się podjarałem bo Duran Duran, potem odpaliłem i mechnąłem bo to jakieś takie gitarkowe granko z lat 90. I od tamtej pory chyba nawet nie wracałem jakoś więc teraz słuchałem praktycznie na świeżo bo nie pamiętałem nic poza faktem że gra tu gitara heh. Cóż mogę powiedzieć, ze zdziwieniem oświadczam że... się bardzo miło zaskoczyłem. Świetny numer, piekne melodie, totalnie urzekł mnie vibe tego kawałka który brzmi dla mnie jak coś między Tears for Fears a jakimś Goo Goo Dolls czy Oasis lol. W sumie tak jak Kuba wrzucał fajne późniejsze TFF z lat 90. tak teraz dev dojechał równie dobrym kawałkiem późniejszego DD tak że wszelkie argumenty jakie sobie szykowałem by zmehać ten numer szybko wypadły mi z ręki. Zajebisty powrót a zarazem odkrycie dla mnie, dziękuję za odczarowanie mi numeru.
Sylvan Esso - Die Young
Kuba ostrzegał mnie przed wjazdem bardziej popowych numerów z jego strony i chyba niepotrzebnie mnie nastraszył, bo ja faktycznie boję się jego popowych wrzutek xd Tym razem jednak otrzymujemy bardzo zgrabny electropopowy numer ze świetną produkcją, brzmienie syntezatorów od razu mi się spodobało, damski wokal też jest kapitalny i tylko zastanawiam się Z KIM on mi się mocno kojarzy... W każdym razie basowy klawisz mnie kupił z miejsca, kawałek prosty, nie za długi, chwytliwy hook, jak dla mnie najfajniesze electropopowe odkrycie odkąd Wujek wrzucał tu Haelos w 100. kolejce? Drugi HIT kolejki.
The Smile - Free In The Knowledge
Numer Kuby tak nagle się urywa że za każdym razem słuchając kolejki miałem wrażenie że to wjeżdża jakaś gitarowa coda a to już leci The Smile. Przyjemnie wyciszający to utwór z kolei, zgadzam się jak najbardziej że pasuje pod słoneczne wrześniowe popołudnie, brak mi tylko do odsłuchu chwili wolnego czasu i kanapy heh. Fajny mariaż elektroniki i gitary akustycznej, ja na tego typu numery liczyłem ale w sierpniu już i to bardziej od Kuby, na szczęście zdążył zarazić on taką muzyką Wuja który dostarcza smutnego Pana, ciekaw jestem czy Yorke wystąpi też w nadchodzącej edycji depeszwizji (na ten moment jeszcze nie ma paczuszki gdy to piszę). Płyty The Smile nie sprawdziłem pomimo zachwytu wrzutką Kuby, teraz dostaję drugi teaser albumu i... pewnie i tak poczekam jak ta płyta kiedyś wjedzie w albumowej :p
Leon Vynehall - Saxony
Dragon dojeżdża po swojemu znaczy się elektronicznie, tym razem jednak idąc bardziej w moje rejony lekko muzakowatego deep house'u. Zasadniczo powinienem się cieszyć, tego typu muzyka wybitnie kojarzy mi się z końcem lata 2018 roku gdy prowadziłem sobie stronkę na fejsie na której pchałem tego typu nuty, sam fakt że zdecydowałem się wówczas w to zaangażować równocześnie bardziej zmotywował mnie do głębszych poszukiwań i spędzania ogromu czasu w odmętach YouTube i subskrybowaniu kolejnych kanałów promujących niszowe klubowe granie. Saxony brzmi wręcz jak taki wzorcowy numer losowo wyciągnięty z jednej moich playlist. Teraz zastanawiam się czy póki jest ten ciepły wrzesień jeszcze nie poruszyć tego wątku w bestce, hmmm. Jest dobrze, Murzyn to lubi, człowiek sobie leży, nóżką tupie a głowa odpływa, czasem nawet w sen można zapaść, taki chillout jest bardzo po mojemu.
Portishead - We Carry On
Jak Seba napisał że to będą długie smęty to się ciut zatroskałem czy nie za bardzo zniszczy klimat tej dość ciepłej kolejki. Albumu Third nie znam prawie w ogóle. Problem trochę bo już na wstępie miałem zgryz, o ile spodobał mi się ten synth-sygnał trochę piszczący jak theremin o tyle to monotonne dudnienie w bęben już nie bardzo. Trochę za bardzo męczy konia ten bit a szkoda bo poza tym utwór jest naprawdę git malina, Beth dostarcza wokalnie jak zawsze, perkusja która potem wchodzi zgrabnie podbija napięcie, wejście gitary to w ogóle już wisienka. Drugi zgryz jaki mam z tym numerem to fakt że trochę bezbarwnie kończy się on fade-outem, pozostawia mnie to z poczuciem jakiegoś niedosytu. Numer przychodzi niczym Buka, trochę straszy a potem odchodzi i ginie we mgle, niby coś przeżyłem a jednocześnie zaraz o tym nie pamiętam jakby.
Numer ten kojarzę stąd że znajdował się w folderze z muzyką którą kiedyś przyniosłem od mojej przyszłej żony właśnie. Pamiętam że się podjarałem bo Duran Duran, potem odpaliłem i mechnąłem bo to jakieś takie gitarkowe granko z lat 90. I od tamtej pory chyba nawet nie wracałem jakoś więc teraz słuchałem praktycznie na świeżo bo nie pamiętałem nic poza faktem że gra tu gitara heh. Cóż mogę powiedzieć, ze zdziwieniem oświadczam że... się bardzo miło zaskoczyłem. Świetny numer, piekne melodie, totalnie urzekł mnie vibe tego kawałka który brzmi dla mnie jak coś między Tears for Fears a jakimś Goo Goo Dolls czy Oasis lol. W sumie tak jak Kuba wrzucał fajne późniejsze TFF z lat 90. tak teraz dev dojechał równie dobrym kawałkiem późniejszego DD tak że wszelkie argumenty jakie sobie szykowałem by zmehać ten numer szybko wypadły mi z ręki. Zajebisty powrót a zarazem odkrycie dla mnie, dziękuję za odczarowanie mi numeru.
Sylvan Esso - Die Young
Kuba ostrzegał mnie przed wjazdem bardziej popowych numerów z jego strony i chyba niepotrzebnie mnie nastraszył, bo ja faktycznie boję się jego popowych wrzutek xd Tym razem jednak otrzymujemy bardzo zgrabny electropopowy numer ze świetną produkcją, brzmienie syntezatorów od razu mi się spodobało, damski wokal też jest kapitalny i tylko zastanawiam się Z KIM on mi się mocno kojarzy... W każdym razie basowy klawisz mnie kupił z miejsca, kawałek prosty, nie za długi, chwytliwy hook, jak dla mnie najfajniesze electropopowe odkrycie odkąd Wujek wrzucał tu Haelos w 100. kolejce? Drugi HIT kolejki.
The Smile - Free In The Knowledge
Numer Kuby tak nagle się urywa że za każdym razem słuchając kolejki miałem wrażenie że to wjeżdża jakaś gitarowa coda a to już leci The Smile. Przyjemnie wyciszający to utwór z kolei, zgadzam się jak najbardziej że pasuje pod słoneczne wrześniowe popołudnie, brak mi tylko do odsłuchu chwili wolnego czasu i kanapy heh. Fajny mariaż elektroniki i gitary akustycznej, ja na tego typu numery liczyłem ale w sierpniu już i to bardziej od Kuby, na szczęście zdążył zarazić on taką muzyką Wuja który dostarcza smutnego Pana, ciekaw jestem czy Yorke wystąpi też w nadchodzącej edycji depeszwizji (na ten moment jeszcze nie ma paczuszki gdy to piszę). Płyty The Smile nie sprawdziłem pomimo zachwytu wrzutką Kuby, teraz dostaję drugi teaser albumu i... pewnie i tak poczekam jak ta płyta kiedyś wjedzie w albumowej :p
Leon Vynehall - Saxony
Dragon dojeżdża po swojemu znaczy się elektronicznie, tym razem jednak idąc bardziej w moje rejony lekko muzakowatego deep house'u. Zasadniczo powinienem się cieszyć, tego typu muzyka wybitnie kojarzy mi się z końcem lata 2018 roku gdy prowadziłem sobie stronkę na fejsie na której pchałem tego typu nuty, sam fakt że zdecydowałem się wówczas w to zaangażować równocześnie bardziej zmotywował mnie do głębszych poszukiwań i spędzania ogromu czasu w odmętach YouTube i subskrybowaniu kolejnych kanałów promujących niszowe klubowe granie. Saxony brzmi wręcz jak taki wzorcowy numer losowo wyciągnięty z jednej moich playlist. Teraz zastanawiam się czy póki jest ten ciepły wrzesień jeszcze nie poruszyć tego wątku w bestce, hmmm. Jest dobrze, Murzyn to lubi, człowiek sobie leży, nóżką tupie a głowa odpływa, czasem nawet w sen można zapaść, taki chillout jest bardzo po mojemu.
Portishead - We Carry On
Jak Seba napisał że to będą długie smęty to się ciut zatroskałem czy nie za bardzo zniszczy klimat tej dość ciepłej kolejki. Albumu Third nie znam prawie w ogóle. Problem trochę bo już na wstępie miałem zgryz, o ile spodobał mi się ten synth-sygnał trochę piszczący jak theremin o tyle to monotonne dudnienie w bęben już nie bardzo. Trochę za bardzo męczy konia ten bit a szkoda bo poza tym utwór jest naprawdę git malina, Beth dostarcza wokalnie jak zawsze, perkusja która potem wchodzi zgrabnie podbija napięcie, wejście gitary to w ogóle już wisienka. Drugi zgryz jaki mam z tym numerem to fakt że trochę bezbarwnie kończy się on fade-outem, pozostawia mnie to z poczuciem jakiegoś niedosytu. Numer przychodzi niczym Buka, trochę straszy a potem odchodzi i ginie we mgle, niby coś przeżyłem a jednocześnie zaraz o tym nie pamiętam jakby.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Shodan ekspert od deep house'u, zanotowane
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Nie trzeba być ekspertem, żeby uznać coś za nudnego muzaka.
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Fakt, wypadałoby je jednak przestać seryjnie wrzucać.
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Ale co seryjnie wrzucać?
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
The Smile to krok w dobrym kierunku, fakt
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Przeczuwałem że w recenzji Wujka pojawi się określenie że to muza do galerii handlowych, ja nawet rozumiem zarzut o nudę w tym numerze, sam napisałem wszak o muzakowatości z tą różnicą że ja to akurat lubię, lubię numery oparte o dobrą pętlę i mi to wystarcza a Wujas by wolał progowych kompozycji hehe.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Duran Duran - Ordinary World
Meh trochę. Zapomniałem, że to numer z 1993 r., nadal brzmi jak coś ejtisów. Zwrotki są fajne, ale odrzuca mnie refren. Cringe straszny, wokal jest zwyczajnie nie do wytrzymania. Zadziwiająco źle się ten numer zestarzał, i generalnie jestem trochę w szoku, że Musiał, który jednak w przeciwieństwie do standardowego Mentosa, przesłuchał kiedyś całe albumy Duran Duran, a nie tylko playliste singli na YT, wybrał to. Nawet z hitów znalazły by się milion razy lepsze rzeczy.
Solówka brzmi trochę jak Mike Oldfield, któremu skończyły się pomysły, albo pieniądze (i wali chałtury). Nie wiem, często w przypadków takich numerów, okazuje się, że brzmią lepiej niż człowiek pamięta z radia. Tutaj niestety jest odwrotnie.
Vanessa Paradis - Natural High
Zmęczony i lekko wkurzony pierwsza wrzutą, z radością sięgam po propozycje Murzyna, bo jest to Vanessa Paradise, która generalnie lubię, a do tego nie jest to „Joe Le Taxi”. Niby babkę lubię, ale nigdy nie sięgnąłem po jej płyty. Ten kawałek to jest takie, no hmmm… dopiero co w recenzji Robbiego pisałem o numerze, który by mógła wykonywać Adele i tutaj to samo. Był swego czasu wysyp takich lekko spy-fi numerów. Dziwne to zestawienie z tym głosikiem. Takie niby audio porno, ale z tym niezręcznym wrażeniem, że to śpiewa ktoś z Voice Kids. Nie no, żartuję. Ja nie mam problemu z tym głosem Vanessy, uważam, że jest unikatowy i nadaje muzyce czegoś wyjątkowego. Końcówka, brzmi niemal jak „Glory Box” na sterydach. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że wokal Paradise bardziej pasuje do tej stylówy niż głos Gibbons. Do tego, czuć tego Lenny’ego w tle. W każdym razie, fajna wrzuta Jacy. Ja muszę w końcu coś więcej posłuchać tej kobiety.
The Smile – Free In The Knowledge
Wujas wrzuca mój drugi ulubiony kawałek z tej płyty. Co ciekawe, on przechodzi niemal płynnie z „Open the Floodgates” przez co, prawie zawsze słucham tych utworów razem. Podpisuje się oczywiście pod tym, co Artur napisał o Yorku. Facet niemal wszystko co dotknie, zamienia w złoto. Takie talenty do pisania prostych, a jednocześnie niezwykle kompleksowych kompozycji, to coś co się zdarza rzadko. Orkiestra tutaj typowo Greenwoodowa, czyli jak lubię. Płynie jak duch zatopiony pod wodą (‘duch zatopiony pod wodą’ moje zgłoszenie do złotych ust…) i nagle to absolutnie prefekcyjne wejście perkusji i w tle kolejne duchy, podszyte syntezatorami. Jest tu dużo smutku, ale takiego w stylu Yorka, więc przebija się też jakaś nadzieja. Piekna, atonalna koda, która kojarzy mi się z podobnym zakończeniem „All Sweet Things” no-mana. Wuja bezpiecznie, ale daj Boże, więcej takiego bezpieczeństwa.
Leon Vynehall - Saxony
DJ Smoku, niczym Korsak w Trójce, zapodaje kolejne klubowe grania. Napisałbym „sranie”, ale po co być złośliwym, skoro numer jest bardzo dobry? Bit jest kapitalny, buja niesamowicie. Takie połączenie breakbeatu z czymś mocniejszym i bardziej elektronicznym. Nocne brzmienia, czyli tak jak lubię. Nadało by się nie tylko do klubu, ale też na nocną przejażdżkę autem lub pociągiem. Czasami w PKP siadają światła i jedzie się wtedy kilkanaście minut w mroku, póki tego nie ogarną. Miałbym mp3 z tym numerem, specjalnie na taką okazję. Szczerze mówiąc, dziwie się, że to jest takie krótkie. Takie rzeczy powinny się ciągnąć minimum 8 minut.
Portishead - We Carry On
Typowy Mentos. Pierwsza połowa opisu jakieś tldr, potem druga połowa to tłumaczenie czemu to nie jest nic z „Dummy”, a o numerze w sumie pół zdania może xD Ja tez lubię „Third”, tbh uważam, że to jest bardziej udany album od dwójki, co nie znaczy, że dwójka jest kiepska, ale tamto zatopienie trip-hopu w totalnej beznadziei, smutku i to w dodatku na ranczu, do dziś wchodzi mi z oporami. Trójka zaś to zupełnie coś innego. TU NIE MA NAWET SKRECZY. Wokal Beth Gibbons zadziwiająco ładnie łączy się z tym tłem ala późny Scott Walker meets post-punk. Ja o Portishead mogę długo pisać, pisać ładnie i kolorowo, bo to zespół wybitny. Ciekawy czy jeszcze z czymś wyskoczą, ale wiem, że jak wyskoczą, to będzie coś, ponownie, z zupełnie innej beczki. Z „We Carry On” w tle, można się szykować na nadchodzącą jesień <3
BTW, dla mnie ten fade out jest perfecyjny. To nie jest numer, który da się lub należy w ogóle kończyć. On musi trwać wieczność, a to jest po prostu radio edit.
Generalnie wszyscy dowieźli coś ciekawego, poza Musiałem.
Meh trochę. Zapomniałem, że to numer z 1993 r., nadal brzmi jak coś ejtisów. Zwrotki są fajne, ale odrzuca mnie refren. Cringe straszny, wokal jest zwyczajnie nie do wytrzymania. Zadziwiająco źle się ten numer zestarzał, i generalnie jestem trochę w szoku, że Musiał, który jednak w przeciwieństwie do standardowego Mentosa, przesłuchał kiedyś całe albumy Duran Duran, a nie tylko playliste singli na YT, wybrał to. Nawet z hitów znalazły by się milion razy lepsze rzeczy.
Solówka brzmi trochę jak Mike Oldfield, któremu skończyły się pomysły, albo pieniądze (i wali chałtury). Nie wiem, często w przypadków takich numerów, okazuje się, że brzmią lepiej niż człowiek pamięta z radia. Tutaj niestety jest odwrotnie.
Vanessa Paradis - Natural High
Zmęczony i lekko wkurzony pierwsza wrzutą, z radością sięgam po propozycje Murzyna, bo jest to Vanessa Paradise, która generalnie lubię, a do tego nie jest to „Joe Le Taxi”. Niby babkę lubię, ale nigdy nie sięgnąłem po jej płyty. Ten kawałek to jest takie, no hmmm… dopiero co w recenzji Robbiego pisałem o numerze, który by mógła wykonywać Adele i tutaj to samo. Był swego czasu wysyp takich lekko spy-fi numerów. Dziwne to zestawienie z tym głosikiem. Takie niby audio porno, ale z tym niezręcznym wrażeniem, że to śpiewa ktoś z Voice Kids. Nie no, żartuję. Ja nie mam problemu z tym głosem Vanessy, uważam, że jest unikatowy i nadaje muzyce czegoś wyjątkowego. Końcówka, brzmi niemal jak „Glory Box” na sterydach. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że wokal Paradise bardziej pasuje do tej stylówy niż głos Gibbons. Do tego, czuć tego Lenny’ego w tle. W każdym razie, fajna wrzuta Jacy. Ja muszę w końcu coś więcej posłuchać tej kobiety.
The Smile – Free In The Knowledge
Wujas wrzuca mój drugi ulubiony kawałek z tej płyty. Co ciekawe, on przechodzi niemal płynnie z „Open the Floodgates” przez co, prawie zawsze słucham tych utworów razem. Podpisuje się oczywiście pod tym, co Artur napisał o Yorku. Facet niemal wszystko co dotknie, zamienia w złoto. Takie talenty do pisania prostych, a jednocześnie niezwykle kompleksowych kompozycji, to coś co się zdarza rzadko. Orkiestra tutaj typowo Greenwoodowa, czyli jak lubię. Płynie jak duch zatopiony pod wodą (‘duch zatopiony pod wodą’ moje zgłoszenie do złotych ust…) i nagle to absolutnie prefekcyjne wejście perkusji i w tle kolejne duchy, podszyte syntezatorami. Jest tu dużo smutku, ale takiego w stylu Yorka, więc przebija się też jakaś nadzieja. Piekna, atonalna koda, która kojarzy mi się z podobnym zakończeniem „All Sweet Things” no-mana. Wuja bezpiecznie, ale daj Boże, więcej takiego bezpieczeństwa.
Leon Vynehall - Saxony
DJ Smoku, niczym Korsak w Trójce, zapodaje kolejne klubowe grania. Napisałbym „sranie”, ale po co być złośliwym, skoro numer jest bardzo dobry? Bit jest kapitalny, buja niesamowicie. Takie połączenie breakbeatu z czymś mocniejszym i bardziej elektronicznym. Nocne brzmienia, czyli tak jak lubię. Nadało by się nie tylko do klubu, ale też na nocną przejażdżkę autem lub pociągiem. Czasami w PKP siadają światła i jedzie się wtedy kilkanaście minut w mroku, póki tego nie ogarną. Miałbym mp3 z tym numerem, specjalnie na taką okazję. Szczerze mówiąc, dziwie się, że to jest takie krótkie. Takie rzeczy powinny się ciągnąć minimum 8 minut.
Portishead - We Carry On
Typowy Mentos. Pierwsza połowa opisu jakieś tldr, potem druga połowa to tłumaczenie czemu to nie jest nic z „Dummy”, a o numerze w sumie pół zdania może xD Ja tez lubię „Third”, tbh uważam, że to jest bardziej udany album od dwójki, co nie znaczy, że dwójka jest kiepska, ale tamto zatopienie trip-hopu w totalnej beznadziei, smutku i to w dodatku na ranczu, do dziś wchodzi mi z oporami. Trójka zaś to zupełnie coś innego. TU NIE MA NAWET SKRECZY. Wokal Beth Gibbons zadziwiająco ładnie łączy się z tym tłem ala późny Scott Walker meets post-punk. Ja o Portishead mogę długo pisać, pisać ładnie i kolorowo, bo to zespół wybitny. Ciekawy czy jeszcze z czymś wyskoczą, ale wiem, że jak wyskoczą, to będzie coś, ponownie, z zupełnie innej beczki. Z „We Carry On” w tle, można się szykować na nadchodzącą jesień <3
BTW, dla mnie ten fade out jest perfecyjny. To nie jest numer, który da się lub należy w ogóle kończyć. On musi trwać wieczność, a to jest po prostu radio edit.
Generalnie wszyscy dowieźli coś ciekawego, poza Musiałem.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Wujas odleciał w elaborat o muzyce bez duszy, widać były wyższe przyczyny dla tak merytorycznego meltdownu.stripped pisze:04 wrz 2024 12:36Przeczuwałem że w recenzji Wujka pojawi się określenie że to muza do galerii handlowych, ja nawet rozumiem zarzut o nudę w tym numerze, sam napisałem wszak o muzakowatości z tą różnicą że ja to akurat lubię, lubię numery oparte o dobrą pętlę i mi to wystarcza a Wujas by wolał progowych kompozycji hehe.