Best of Forum IX

Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10366
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 27 kwie 2026 22:48

kurde no porwały mnie Twierdza Krzyżowiec Extreme i Uniwersum ESA, jutro wjadę
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24710
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 28 kwie 2026 10:52

Twin Shadow - When We're Dancing

Ten debiut TS jest wyjątkowy, potem już trochę oddalił się od tego, za co go najbardziej lubiłem, ale jeszcze na etapie kawałka do GTA, mocno byłem wkręcony w twórczość gościa. „When We’re Dancing” to nie jest moje top tego albumu, ale też nie nie ma tam słabych rzeczy, więc oczywiście nie planuję narzekać. Niby kolejny wykonawca próbujący naśladować ejtisy, ale akurat Lewisowi wyszło to dosyć naturalnie,a co najważniejsze, gość ma talent do pisania melodyjnych piosenek, co w zasadzie załatwia sprawę. Więcej napiszę innym razem, ale oczywiście chwalę Musiała za promowanie Twin Shadow, bo warto.

LFO - Simon from Sydney

Kolejna znana nazwa, związaną z którą twórczość znam bardzo pobieżnie. Marka Bella oczywiście szanuję, ale paradoksalnie, minimal techno, to coś, co wyjątkowo rzadko mnie naprawdę zaciekawia, pomimo mojego uwielbienia minimalu. Jeżeli jest jakiś hook, który mnie oczaruje, to wtedy to działa, ale jak nie ma, to niestety rozchodzi się po kościach i tutaj jest niestety opcja nr 2. Nie ma tu tego czegoś, czego powtarzanie miliona razy na przestrzeni 5 minut, by mnie jarało (jak w kawałkach Orbitala np), ale też nie jest to chujowe, po prostu powoduje obojętność. Na chłodno, propsuję, bo rzeczywiście w tamtych czasach, szczęka musiała opadać. Obecnie, mogę powiedzieć, że ok, ale do sięgnięcia po LFO nadal nie czuję się szczególnie zachęcony.

Moby - What Love


O, jaki fajny Moby. Lubię gościa, cenie jego muzę, w zasadzie każda jego odsłona ma w sobie to coś. Tak samo jest tutaj. W zasadzie aż szkoda, że Murzyn nie zrobi sobie jakiejś serii punkowej, bo mógłby dostarczać rzeczy totalnie spoza gridu xD Znając Mobyego jako człowieka, totalnie mnie nie dziwi ten kawałek, bo Moby to gość, który ma w sobie niesamowite pokłady angstu, buntu i gniewu na świat. Fajnie, że potrafi to oddać na różne sposoby. Powiem, że nawet jest to artysta niedoceniany pod kątem tego, jakie tkwią w nim talenty i wszechstronność. Moby rules.

Jade - Don't Walk Away

Kurde, no. Ja nie wiem, czy gdyby ktoś Ci powiedział „Stary, nie jedź, zostaw to” to byś posłuchał, no w każdym razie znam takiego jednego, z tego forum, o inicjałach AM, który w identycznej sytuacji, po usłyszeniu „Stary, nie jedź, zostaw to”, odpowiedział „masz pełną rację Stary, nie warto, nie jadę”, po czym wsiadł do pociągu, pojechał, zrobił z siebie idiotę, wepchnął sobie jeszcze większego siusiaka w dupę, a potem nie był w stanie się pozbierać przez dłuższy czas. Ale czy wszyscy tam nie byliśmy na jakimś etapie? Ja byłem na pewno. Fajnie, że czas trwania utworu był dokładnie taki, jak czas potrzebny mi na przeczytanie całego opisu, nie wiem czy Seba to tak idealnie wymierzył, ale chylę copkę. Kawałek, jak to kawałek, przyjemne rnb, do którego zwyczajnie mam słabość, do tego świetnie dobrane do tej historii. Nie wiem, czy to była TA impreza (lub ta z dnia poprzedniego), ale Seba pisał do mnie kiedyś naiebany z jakiejś imprezy w Wawie, może to była ta? Ehh, to był czasy.

Shakin’ Stevens - Teardrops

Uuuu, Wuja, jak szanuję. Wojciech Gąso… sorry, Shakin Stevens. Moja mama uwielbiała Stevensa i miała jego kasety, a ja tego słuchałem jak byłem maluchem, bo kurde czemu nie? You Drive Me Crazy, Pink Chapange, itd., ależ to przywołuje wspomnienia i to z tak odległych dziejów, kiedy jeszcze wyglądając za okno, mogłem dostrzec dinozaury. Shakin Stevens, to jest niesamowite dziwactwo biorąc pod uwagę, że facet te największe swoje szlagiery pisane, nagrane i wydane w latach 50, pisał, nagrywał i wydawał w LATACH 80. To jest podobne dziwactwo, jak The Smiths, podbijający rynek grając jakiś jangle pop. To pokazuje jedno, taka muza się nie starzeje i zawsze znajdą się tłumy romantyków, którzy rozmarzą się przy tych rytmach. Ja do nich należę. To jest kawałek, przy którem powinno się tańczyć na jakieś szkolnej, amerykańskiej imprezie na koniec szkoły (bo na polskich studniówkach tradycją jest raczej bijatyka w kiblu, lub robienie dzieci pod stołem), z dziewczyną, o której się marzyło przez wszystkie klasy i w koncu się udało. Ave Shakin Stevens.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10366
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 28 kwie 2026 12:13

Supercar - Greenage

Po tylu latach bestek i, mimo wszystko, wielu godzin muzyki z Japonii taka specjalna zapowiedź miesiąca japońskiego spowodowała uśmiech na twarzy. Po Fiszumansach, Polarisach i Yoshitace Azumie będzie trudno o tak wyraźne propsy. Ładnie Hien opisuje zespół, trudno coś więcej dodać. Jest garażowo, specyfika języka: obecna, specyfika akcentowania angielskiego: obecna. Słychać nawet to ich specyficzne R. Tyle na odcinku fonetyki i fonologii. Faktycznie coś jest na rzeczy z tym, jak bardzo charakterystycznie brzmią azjatyckie zespoły. Ten miks, a przede wszystkim przyjemnie słodko-gorzka, melancholijna atmosfera. Kompletnie nie wiem, o czym oni śpiewają, ale klimat z marszu załącza opcje nostalgii, wspominek, letnich wieczorów z zachodzącym słońcem. Szugejzy bez szczególnego hałasowania. Nic szczególnie nie odstaje. Może być.

Twin Shadow - When Were' Dancing

Hipsterskie neoejtisy... sprzed prawie 20 lat. Oczywiście spotykam się z Twink Shadow po raz pierwszy w życiu. Jak wrażenia? We wspominanym 2015 roku byłbym wręcz wniebowzięty dzięki temu, jak bardzo to przypomina lata 80'. Halal klawisze, perka odpowiednio huczy, odrobina dystynkcji na wokalu. Między The Smiths, Spandau Ballet i wieloma innymi rzeczami, które wciąż znam tylko pobieżnie. Sympatyczny akcent basowy na koniec. W przeciwieństwie do wielu innych projektów lecących na "inspiracji" czy sentymencie, tutaj jakoś nie wstydzą się korzystać z wyrazistych melodii. Nie jest to takie bezjajeczne i niewyraziste, jak można się obawiać. Nie z mojej półki, ale bardzo solidne.

Moby - What Love

Jego eklektyzm mnie skutecznie odstraszył. Najprędzej pewnie sięgnę po ambienty. Do tej pory nikt mnie nie poprowadził za rączkę i wskazał drogę, dlatego polecajki mile widziane. Chyba wolę po dziadoszowemu, czyli gdy dany twórca siedzi w jednym czymś siedzi, a wyraźne wybiegi stylistyczne są wyjątkiem. Nie wiem, czego się spodziewać po całej płycie, ale raczej jestem jeszcze bardziej odstraszony. Pozwolę sobie na beztroskę odsłuchu bez budzenia wewnętrznego nerda szukającego wyjaśnień. Rockerska rąbanka z nutką kminek wewnętrznych balansująca na granicy parodii i przesady. Zapodane tak, jak gdyby to był laptopowy rock z puszki. Taki wyjątkowo głęboki (?) deep cut dla oddanych fanów Mobiego. Niby nie takie złe, bo wciąż huczy w głowie po ostatnim odsłuchu, ale słuchane z marszu lekko irytuje.

Jade - Dont' Walk Away

No to JEDZIEMY. Mmm... 2023/2024, moje ulubione lata zaraz po dwóch kolejnych heh Chuć, podróże, korzystanie z życia i pojedyncze obowiązki. Przed wakacjami 2023 miałem bardzo udany wypad do Poznania... a potem? Musiałbym zajrzeć w internetowe ślady na Instagramie lub luźno rozrzucone w innych miejscach notatki czy zdjęcia. Takie dwa lata, które sporo mnie nauczyły - w podejściu do siebie, innych ludzi, przyjęcia odpowiednich oczekiwań wobec życia. Czy pamiętam TEGO TYPU interakcje z... powiedzmy... miłostkami? Może za czasów pierwszych podchodów do chłopaków przed pandemią, choć to raczej zamknęło się w czatach i konwersacjach. Licealne drobne żenady wobec obu pci to trochę inny kaliber sytuacji. Nie zazdroszczę, ale trawienie takich spraw to bardzo oczyszczająca rzecz. Najlepsza nauka, mimo wszystko. Sam kawałek bardzo spoko. Brzmi jak to, co np. powinien wrzucić Jacek heh Bardzo solidny standard ARENBI. Wciągający groove, charakterne wokale, a do tego nutka stylu w moim stylu, czyli klimatyczne vaporowe (z dzisiejszego pkt widzenia) klawisze na dzień dobry. Nic dodać, nic ująć. Podoba się dla mnie. Następna wizyta w Poznaniu musi poczekać, bo nie lubię chodzić do teatru na miejsca przy schowku na miotły, a takie zostały na Pulverkopf...

Shakin' Stevens - Teardrops

Panowie rozbijają bank Gąssowskim, ale to jest tak oczywiste, że ja tylko dokładam cegiełkę: no słychać, słychać Prywatki w opór. Te pana Wojtka, a także te generalnie we Polsce Ludowej. Jak Jade są standardem r&b, tak Shakin jest ARCHETYPEM rocka w klasycznym wydaniu. Tak brzmi podstawa wyobrażenia. I do tańca, i do różańca. Albo niespiesznych bujanek na parkiecie Potańcówek (to słowo jest konieczne), do których selekcję utworów przygotował odpowiedni Dyskdżokej. Dla mnie to już bardziej eksponat niż coś do szczerej zajawki. Skojarzenie z typowo polską imprezą z czasów, o których Wujas wspomina, które nie jest dla mnie zbyt przyjemne. Taka muzyczna Cepelia w negatywnym znaczeniu. Nie lubię tego piejącego wokalu i brytolskiej maniery. Moja mama pewnie ma więcej wyrozumiałości, zresztą oczywiście dobrze zna te piosenki. Mnie to się zawsze kojarzy z zakrapianiem bez wyczucia, brudnymi magnetofonami, salą w domu weselnym. Utwór jak utwór, ale akurat jestem trochę spaczony na tym punkcie. Przy konieczności słuchania czegoś więcej byłyby już spore ciężary...
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13847
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 29 kwie 2026 22:23

Sorka, ale jak urlop to urlop więc i obsuwa się zdarzy.

Supercar - Greenage

Takie Fishumansy bardziej szugejzowe. Hałaśliwy kawałek. Fishmans lepsze. W sumie to nie wiem. Nie podoba mi się, za głośne, stawiają na formę i vibe chłopaki przede wszystkim. My Bloody Valentine to to nie jest. Słuchałem wielokrotnie tego utworu i nie bardzo jestem w stanie nic sensownego napisać chyba. Chwilowo nie czuję tego ale nie takie zwroty akcji już w bestce przerabialiśmy. Ale na ten moment nie zachęciło mnie do odkrywania Japończyków.

Twin Shadow - When We're Dancing

Gościa kojarzę tylko z numeru do GTA V, ten utwór utrzymany jest w konwencji podobnej hipsterszczyzny z tamtych lat. Niby ktoś tam powie że ejtisopodobne ale to jednak było wszystko robione inaczej, na nowo i brzmiało świeżo jednak. Było pastelowe, mieszało synthy i gitary, ale to nie był jakiś tam new wave revival tylko już idziemy do przodu. Podoba mi się brzmienie tego kawałka i nostalgizuję je trochę jako fanatyk ostów do GTA i tego jaki duży wpływ miały na mnie lata 2013-2014 w muzyce, jakie światy się wtedy otwierały przede mną. Z drugiej strony utwór sam w sobie jest moim zdaniem do zapomnienia, kompozycja czy melodie nie chwytają i nie zostają w głowie i podobnie było niestety z całą masą muzyki którą wtedy potrafiłem się łatwo zachłysnąć.

LFO - Simon From Sydney

Dopiero za którymś razem wychwyciłem te dźwięki z intra bo są dużo ciszej od reszty numeru w miksie i ten spooky vibe mnie omijał. Niby że tam minimal techno a ja tam słyszę jakby ktoś robił electro tylko już w latach 90. Trochę funky, trochę Kraftwerk. Znów spoko brzmienie tylko szkoda że kawałek sam w sobie lichy, na dłuższą metę to nie żre jak trzeba niestety.

Jade - Don't Walk Away

Eh jak czytam że to numer jaki ja powinienem wrzucić to trochę nóż się w kieszeni otwiera na takie generalizowanie. Bo to wbrew pozorom nie jest w moim stylu, numer widzę 1992 ale myslalem że końcowa ejtisów raczej. Ten oklepany sampel perkusyjny mnie męczy nieco, r&b takie nieco białe trochę w stylu Mariah Carey jak dla mnie, to takie popowe rozwodnienie tej muzy za jakim średnio przepadam. Mnie nie chwyta.

Shakin' Stevens - Teardrops

Paradoksalnie tak mnie zmęczyła ta kolejka że na swój sposób nawet ratuje ją ten Shakin' Stevens. Proste granie dla starych ludzi, będąc didżejem na własnym weselu sam uwzględniłem jego osobę w playliście (tak jak i wspomnianego Gąssowskiego) bo to po prostu uniwersalna potańcówkowa klasyka. Może na codzień nie będę wracał ale ten ckliwy vibe jest uroczy, koleś był częścią tej fali artystów którzy w latach 80. poszli w 60's revival, jednak to się sprawdza że srednio co drugą dekadę pewne patenty w mainstreamie wracają. Na ten moment jako nagrodę pocieszenia napiszę - dziś pewnie i Teardrops bym na weselu zapuścił.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7404
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 29 kwie 2026 22:34

Supercar - Greenage

Japońskiego szugejzu się nie spodziewałem w tej zabawie. Ale kiedyś już coś mówiłem o gruzińskiej zimnej fali i turkmeńskim fusion jazzie (naprawdę coś takiego istnieje lol, choć jeszcze z czasów Sojuza), nic nie powinno mnie zaskakiwać. Kurde no, dobre to i tyle. Bardzo fajny kawałek z fajną, znajomą jakby energią. Trochę szkoda, że japońska muza się aż tak nie sprzedaje na Zachodzie (szeroko pojętym), jakby, jest sporo rzeczy, które nie są śpiewane po angielsku a jakoś dają radę się przebić. Także, not gonna lie, trochę smutek, gdyż ile fajnych rzeczy może umykać a człowiek nawet nie zdaje sobie sprawy... na szczęście jest bestka. Greenage energiczne i energetyczne, tłucze w głowie i nasyca ją wiosną (może ta w końcu nadejdzie), więc czuję się, cóż, doenergetyzowany xD W zasadzie lepiej tego nie ujmę. Brakuje tylko osobistego tła imć Munlupa, jakoś już się przyzwyczaiłem przez ostatnie opisy.

LFO - Simon From Sydney

Edukator muzyczny strikes back we właściwy sposób. Co za piękny kawałek! Minimalny w brzmieniu, oszczędny w produkcji, przypomina trochę bardzo późne Cabaret Voltaire albo nowocześniejszą od propozycji TAC muzę z programów edukacyjno-informacyjnych, gdzie te urzymane są w estetyce Frutiger Aero. Ale pod imprezy też mogłoby się nadać, jest trochę prawdy w słowach Mentosa wokół tego tematu... Jestem bezwględnie zachwycony, brakowało mi takich muzycznych "odmóżdżaczy", które jednocześnie bardzo kotwiczą w danym miejscu i przy okazji robionych rzeczy. Myślę, a raczej jestem pewien, że sięgnę po album w tym wypadku. Bo że nazwę LFO żem słyszał dziesiątki razy i nic z tym nie zrobił, no trudno. Tak czy inaczej - wygryw tej kolejki, siedzi tak, jak dawno nic nie siedziało.

Moby - What Love?

Moby to ten artysta co to człowiek generalnie zna, ale tylko hity, jeśli nie siedzi głęboko w jego lore, które jest - na stan mojej wiedzy - sporawe. Prócz tego może cameo u Wildera w Recoil oraz niekonsensualne cameo u Apoptygmy Berzerk dla smakoszy. Znam... hity, wiadomo, jakoś sprzedała się u mnie w bańce gimnazjalno-licealnej premiera Hotel w 2005 i hype na Lift Me Up, którym zasłuchiwałem się w listopadzie 2007 (może kiedyś nawet wrzucę, może nie). Wiedziałem, że typ ma "przekroje" w muzyce, ale ten numer mnie zaskoczył xD Jest... dziwny, ale też ciekawy. Na początku mnie trochę odrzucił, potem trochę siadł, chyba nie będę w stanie zupełnie go kupić w oderwaniu od kontekstu płyty, z której pochodzi (jak eklektyczna by ta nie była). Nie mówię nie, ale nie będzie też jednoznacznego tak. W ogóle to nadużywam słowa "ale". Moby zaś trochę nadużył mojej cierpliwości. A może wcale?

Jade - Don't Walk Away

Nooooo, w końcu trochę osobistego kontekstu od imcia Seby! Takie opisy to ja lubię, dobrze umiejscawiają zapodawane numery i pozwalają bliżej poznać ludzi, z którymi w jakiś sposób znam się w sumie dłużej niż z każdą ze swoich byłych xD A na pewno wcześniej w jakiś sposób wszystkich tych ludzi poznałem (choć osobiście w różnych czasach i jeszcze nie wszystkich). Co tu dużo mówić... zaskakująco sporo siebie znalazłem w Miętusowej wrzucie, nawet to "ostatnie spotkanie", ahh, Katowice na początku listopada 2011... Reluję trochę. Co to łażenia z laską czy za laską, co to nie wiadomo, gdzie to idzie, to też - zwłaszcza ostatnio - miałem sporo do opowiedzenia na ten temat. Minus najświeższy (ale już bywszy), ubiegłoroczny związek. Noszę się z zapodaniem czegoś z wiosny 2024, bo była spoko i zapowiadała fajne rzeczy, a potem pierdulnęła o wtedy jeszcze nieznane mi słowo "situationship". Czy Seba już wystąpił o kartę członkowską do tego wesołego klubu? A sam kawałek, well, fajny xD Czilowy i bujający, chyba lepiej coś takiego poznawać post factum wciąż jednak do danej sytuacji odnosząc, bo mniej brzydnie i można się nawet uśmiechnąć pod nosem (a jest do czego).

Shakin' Stevens - Teardrops

Hmmm, będę trochę kręcił nosem i nie przyłączę się tak jednoznacznie do peanów. Nigdy nie byłem wielkim fanem Trzęsistefana choć oddaję mu, że kilka hiciorów nagrał i do paru z nich nawet poruszam nóżką. Nie jest to zły numer, Gąssowski, wiadomo, ale tam ciupciać. Faktycznie jest w tym jakiś, nie wiem, most pomiędzy tym Elvisowskim rock'n'rollem a lekkim, późnoseventisowym i już ejtisowym radiowym popem. Widzę to (a raczej słyszę) na kompilacjach zaraz obok Don't You (Forget About Me) od Simple Minds i czymś łzawym od Roxy Music, no i wypisz wymaluj soundtrack do filmu w stylu, który opisał jednak Munlup a nie Wuja (Kevin? Niespecjalnie. Ale Pretty in Pink już by siadło). Mógłby to być mój comfort movie, może kiedyś będzie, na razie jednak wybieram wszystko powyższe (nawet Moby'ego w bardzo angstowo-gniewnej wersji), tutaj zajrzę może jesienią (albo jak dostanę kolejnego kosza od kogoś, kogo jeszcze nie znam).

Dobra kolejeczka, ostatecznie propsuję.
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24710
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 29 kwie 2026 22:49

devotional pisze:
29 kwie 2026 22:34
Brakuje tylko osobistego tła imć Munlupa, jakoś już się przyzwyczaiłem przez ostatnie opisy.
No chwileczkę, a Pokemony?

Wuja, dawaj, bo już mam dosyć tego zamulania, nie taka była umowa Panowie.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18357
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 30 kwie 2026 21:11

Supercar – Greenage

Ten utwór jest dowodem na to, że muzyce powinno, a nawet trzeba dawać szanse i czas. Przy pierwszych odsłuchach trochę przewracałem oczami. Wydawało mi się to zresztą od początku mocno podobne do czegoś. W ogóle nie wyłapałem, że jest to śpiewane po japońsku. A opis Hiena przeczytałem dużo później. Z czasem utwór zaczął mi się mocno wkręcać. Finalnie bardzo mi się podoba. Fajne brzmienie gitar. Takie chropowate, brudne. Niby jest głośno ale bez przesady. Melodia wokalu wyraźnie się przebija. No ale to wyklarowało mi się z czasem, bo na początku właśnie wszystko zlewało mi się do kupy. Podoba mi się też barwa głosu wokalisty.
Podsumowując bardzo fajny utwór.
Trochę podśmiewuję się z Jacka, dla którego jest to za głośne (zważywszy na jego własną wrzutkę :roll: ).

Twin Shadow - When We're Dancing


W ciemno bym poznał, że to wrzuta Deva. Dokładnie w jego stylu. Bo Dev lubi bardzo eitisy (z wyjątkiem tych rzeczywiście najlepszych ;) ).
Utwór na początku też mi robił pod górkę, ale ostatecznie się uleżał. Jest całkiem spoko, choć jednocześnie mnie nie porywa. To typowy przykład utworu, który mimo, iż jest spoko i prawie wszystko w nim gra, to jednak średnio mnie interesuje. No tak bywa. Brzmienie jest dobre, fajny bas, perkusja. Trochę za to tanie klawisze i jednak lekko irytujący mnie wokal. Tak – do wokalu mam największe zarzuty. Gościu śpiewa ok, ale barwa jego głosu mi się nie podoba i już. A linia melodyczna jest niby dobra, ale momentami idzie jednak nie w tym kierunku, w jakim bym się spodziewał i w jakim bym chciał, żeby poszła.

LFO - Simon from Sydney

Tutaj też potrzebowałem chwili, żeby się z utworem oswoić. Na początku mi się dłużył. Wydawał mi się sporo dłuższy niż te 5 minut. To pewnie dlatego, że właściwie przez cały utwór ogrywany jest jeden i ten sam motyw. Niby trochę mało jak na 5 minutowy utwór. Ale jak się już osłuchałem, to przestało mi to przeszkadzać. Fajne jest intro. Takie trochę tajemnicze, klimatyczne. Potem fajna, stara elektronika. Utwór z czasem potrafił mnie wciągnąć. Doceniłem jego brzmienie. No i jeszcze potem przeczytałem, że to Mark Bell! A tego gościa akurat za Exciter zawsze będę lubił.

Moby - What Love

Mobiego słyszałem tu i ówdzie, ale nigdy mi się jego muzyka nie podobała. A ten utwór jest chyba najgorszy ze wszystkich jakie słyszałem. Jest właściwie uosobieniem wszystkiego, czego w muzyce nie lubię. Już wokal od początku mnie odrzuca. A później jest tylko gorzej. Hałaśliwe i chaotyczne brzmienie też nie pomaga. Widzę, że większości ten utwór się spodobał. Nie jest to jednak muzyka na moją wrażliwość. Tak więc na cały album Mobiego specjalnie niestety nie oczekuję.

Jade - Don't Walk Away

Pierwszy raz chyba się zdarza, że opowiedziana historia nie ma w sumie nic wspólnego z samym utworem :roll: . No ale mniejsza z tym. Utwór oczywiście znam. Generalnie raczej lubię w jakimś stopniu r’n’b, ale też jednocześnie nie jest to muzyka pierwszego wyboru. Raczej dosyć rzadko słucham tego gatunku. Wykonawca musi mnie w jakiś sposób mocno czymś chwycić, żebym się głębiej zainteresował. Tutaj mamy typowy radiowy przebój, który jednak nie chwyta jakoś bardzo. Posłuchać fajnie, ale nie skłania do głębszych poszukiwań.
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7404
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 30 kwie 2026 22:03

No to jedziemy.

STandART - Corrosion (2006)

Jakoś na początku XXI wieku powstał na Łotwie zespół o tej oto ciekawie zapisywanej nazwie. Prowadzi go gość o imieniu Kalvis Kluburs i właściwie tylko tyle na ten temat w tej chwili (kiedyś później będzie jednak więcej). Poznałem ich przez naszego kochanego Munlupa, który to Munlup współpracował swego czasu z Kalvisem muzycznie, ba! jest nawet autorem oficjalnie wydanych remiksów do mojej wrzutki (singiel oficjalnie ukazał się jeszcze w 2003, ja jednak oznaczam datę wypuszczenia ich debiutu długogrającego, gdyż ode mnie wersja albumowa). Po prostu na koniec lata 2012 wręczył mi ich drugi krążek w ładnie ofoliowanym digipacku i powiedział "posłuchaj". No i posłuchałem, spodobał mi się, zaś dwa lata później dostałem od Munlupa całą ich dotychczasową dyskografię (niby tylko dwa krążki, za to masa singli spuchniętych od różnych wersji alternatywnych, remiksów i bisajdów). Tak nadziałem się na Australię, czyli tenże debiut, no i na Corrosion (lub Koroziję, gdyż wersje singlowe powstawały także w wersji łotewskiej trololo).

Lato 2014 to coś, do czego wolałbym nie wracać. Działo się wówczas w moim życiu sporo srogiego gówna, w dużej mierze na moje własne życzenie, a ja - a jakże - uganiałem się za dupą, która mnie nie chciała i generowało to sporo problemów. STandART było wówczas jednym z moich wyborów muzycznych, tym razem właśnie ich debiut, który dopiero poznawałem. Corrosion chwyciło w zasadzie od razu, dobry, łapiący za ucho utwór z dość wkręcającym się hookiem (inb4 Peterem "hehe"), który prowadzi numer przez całą jego długość. Nic w nim może odkrywczego, do zbyt skomplikowanych nie należy, za to jest fajny. I pomimo nieco naiwnego tekstu, ten do mnie wyjątkowo trafiał. A potem rzeczy uległy zmianie, lato zamieniło się w jesień, dostałem robotę, pojawiła się O., minęło n lat. Wróciłem do Australii (HUEHUE) po dłuższej przerwie dopiero koło roku 2017, potem 2018, a potem znów dopiero trzy lata później, kiedy katowałem ten krążek spacerując samotnie po późnosierpniowej Gdyni. Na zmianę słońce z deszczem, to chłodno to ciepło...

Czyli wypisz wymaluj sierpień 2014. Fajnie było wówczas przypomnieć sobie Korozję, aż zapomniałem, jaki to dobry kawałek był. Osiem miesięcy później znów go słuchałem, tym razem mocno poturbowany przez życie po tym, jak rozleciał się najważniejszy dla mnie so far związek z S. Był kwiecień, zaczął się zimą a kończył prawie latem, zwiastował zmiany i prawie dałem się nabrać, iż te będą korzystne. Ponownie wpierdoliłem się w uganianie się za dupą, która mnie nie chciała (tak naprawdę), ale tym razem przybrało to rozmiary wprost gargantuiczne, doprowadziło do kilku awantur, kilku rozstań, przynajmniej dwóch rozwodów, przynajmniej jednego zawału i kolejnej wojny na Bliskim Wschodzie. No i do moich smuteczków a także - nazywajmy rzeczy po imieniu - fiaska kolejnych dwóch relacji, pierwszej dlatego, że tamta laska - nazwijmy ją R. - siedziała mi wciąż w głowie a drugiej dlatego, że jak już ostatecznie się z R. pożegnałem, to zacząłem mieć lasek powyżej uszu. Damage is done, ale przynajmniej w końcu naprawdę jestem singlem.

Wtedy też byłem, ale nie chciałem (w tej chwili jest to dla mnie bardzo git położenie z wielu względów). Więc władowałem się w R. A tamten zimno-ciepły kwiecień, który nie pozwalał się zagoić ranom z lutego był solidnie podlewany STandARTem i przede wszystkim Korozją. Słuchałem tej piosenki niemal na repeacie wówczas, blastując ją sobie w uszy do krawędzi ogłuchnięcia. Cheesy tekst Klubursa (facet ma specyficzny talent, albo pisze złotą poezję, albo totalne gówno) nagle odkrył się przede mną na nowo, tamten wspaniały hook odkrył jeszcze więcej melodyjności, której najwyraźniej wcześniej nie słyszałem, wszystkie te elementy wypełniały mi łeb srogo i doszczętnie, a ja się cieszyłem. Na przestrzeni kolejnych kilku lat często właśnie do tej konkretnej piosenki powracałem kwietniową porą i - jakkolwiek tanio i pretensjonalnie to nie zabrzmi - myślę, iż w końcu osiągnąłem to, o czym Kluburs tu śpiewa. Całkiem budujące, będę się tego trzymał. Póki co przyszłość rysuje się przynajmniej stabilnie. Dla odmiany niczego więcej nie potrzebuję.

Poza Klubursem. I jakąś nową muzyką może?

https://www.youtube.com/watch?v=yGFpPMv ... rt_radio=1
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10366
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 01 maja 2026 00:22

Sébastien Tellier — Une heure (2008)

Zaczęło się bardzo skromnie i mało perspektywicznie. Obecność na drugiej części żarowej Elektroniki to z jednej strony nobilitacja... a z drugiej średni punkt odbicia do wielu dyskografii ciekawych ludzi. Wypełniacz krążka, którego nawet nie chciało mi się sprawdzać na poczet krótkiego opisu pozornie zamknął temat. Po latach przy okazji przeglądania jednej czy drugiej listy na RYMie i po internetowych słowach uznania dostrzeżonych tu i ówdzie skusiłem się. Pomógł też fakt wyprodukowania Sexuality przez mniej znaną, ale wciąż równie ważną połówkę Daft Punk, pana Guy-Manuela. Kurde bele, francuski synthpop z takim gościem za sterami? To musi być dobre! Pierwsze przeprawy dość wymagające. Płyta wymaga o d p o w i e d n i e g o nastroju... ale to dobrze. Miło, że czasem nawet heterycy potrafią w coś na grubo, z nutką kampu, a przy tym wciąż z tym charakterystycznym sznytem. Jest coś w tej muzyce niewymiernie francuskiego, nigdzie indziej nie udałoby się nagrać takich piosenek. Bardzo spójny zestaw syntezatorowego grania z dalekimi echami Żara, Junior Boysów, wspomnianego Daft Punk... Podrzucam kawałek, który zdecydował o tym, że jednak ta płyta zasługuje na dużo miłości. Łączy sprzeczności. Wyraźnie daje hardym pornografem, choć lirycznie nie jest zbyt wyuzdany. Klimat robi wyjątkowo sensualnie skrojony aranż. Ten bas, gitarowe zagryweczki, ten nie za szybki bujający rytm. Wokal jak taka wisienka na torcie słodyczy albo na kupie świeżo zdjętych ubrań leżących w kącie pokoju. Wszystko mi mówi, że nadchodzą przyjemnostki. Soundtrack pod jesień 2024, gdy pomału kończyły się czasy wypraw, noo, powiedzmy że w dużej mierze też dotyczących tego, o czym Tellier śpiewa na tej płycie. Będę dyplomatyczny, ale możecie podejrzewać o co chodzi. Naprawdę nie ma o czym pisać...

Dodatkowy szacunek za okładkę heh bonne nuit!

Tej nocy dam sobie całość, zdecydowanie na to zasługuje! Une heure najlepsze w kwestii czegoś bardziej uporządkowanego. Zachęconych odsyłam już na dzień dobry do ostatniego kawałka, gdzie znajdziecie tropy w typowo smoczym stylu albo instrumentalne Sexual Sportswear. Słyszeliście Space Art? To też całkiem dobra wskazówka.

https://www.youtube.com/watch?v=FJU10LnyIzA
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13847
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 01 maja 2026 14:02

Lukatricks feat. Fokus, Gano, HST - Podaruj mi trochę słońca
(2010)

Witam Was moi drodzy po majowemu już z czego cieszę się niezmiernie bo to jest taki moment w roku i w bestce w którym budzę się do życia na dobre już i mogę bez krępacji częstować muzyczką pasującą pod słoneczne dni roku. Z tej okazji na pierwszy ogień podsyłam dzisiaj kawałek który był u mnie hymnem wiosny roku 2010. Wówczas to raper i producent Jajonasz (odpowiedzialny chociażby za bit do "Kilka minut z nią" HST) postanowił pod nową ksywą jako Lukatricks wydać kompilację Czarne Złoto zbierającą wszystkich najlepszych raperów ze Śląska. Utwór "Podaruj mi trochę słońca" był jednym z singli promujących to wydawnictwo a gościnnie rapują tutaj Fokus z Paktofoniki, Gano i znany Wam już HST. Ciepły, leniwy podkład z lekkim sznytem r&b bardzo fajnie komponuje się zwłaszcza z niskim wokalem Fokusa w pierwszej zwrocie, dla słuchaczy undergroundu przyjemnie też było wtedy po latach przerwy znów słyszeć Hasta na mikrofonie kiedy wydawało się że może za chwilę wrócić z nową płytą. Nie ma co się tu zbytnio rozpisywać, to po prostu leniwy letniaczek na majówkę.

https://youtu.be/wp27jR3l-fA?is=NzeJhd2LvR5g88p4
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13847
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 03 maja 2026 11:32

Naiwnie myślałem że będziemy mieć kolejkę majówkową
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7404
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 03 maja 2026 11:43

Będziemy mieć kolejkę pomajówkową
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13847
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 04 maja 2026 10:38

Nu dawajcie koledzy, majówka się skończyła, wracamy w kierat :D
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24710
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 04 maja 2026 10:51

Przyznam, że zamulanie niektórych ostatnio trochę mnie zgasiło i trochę straciłem zapał, no ale Murzyn mnie opierdoliI na mesie i trochę się ogarniam. Niemniej, odkładam na razie piątkę japońską, bo ze względu na w/w zamulanie, wszystko mi się posypało. Wrócę do Japończyków, ale jak zrobię inna piątkę, a mianowicie MAJOWĄ. Piszę majową, ale to będzie przede wszystkim, zgadza się, pop punk (ew. księstwa przyległe) plus obowiązkowy przystanek na Ojrowizję. Od następnej kolejki, zaczynam ostrzej egzekwować zamularstwo, bo umówmy się, tydzień to jest mnóstwo czasu.

Machine Gun Kelly – bloody valentine

Machine Gun Kelly to raper, który dokonał jednego ze śmielszych zwrotów akcji w mainstreamie – ze współczesnego hip-hopu przerzucił się na pop punk. Z albumu na album. Część fanów zostawił na lodzie, ale też wielu uszczęśliwił, zwłaszcza, że zabrał się do sprawy jak trzeba, zapraszając do współpracy Travisa Barkera z blink-182, który album „Tickets to My Downfall” wyprodukował i współkomponował. To był moment kiedy zacząłem się w ogóle interesować jego muzyką. Okazało się, że Baker jest całkiem zdolnym wykonawcą pop punkowym, a niektórzy znawcy tematu twierdzili nawet, że ten album to pierwsza świeża rzecz w pop punku od lat. Ja aż tak w swojej opinii nie zaszaleję, ale przyznaję, że obie jego płyty w tym stylu (nowa wyszła w ubiegłym roku, ale jeszcze nie słuchałem). Nie wiem, czy w ogóle bym się o tym dowiedział, gdyby nie, niespodzianka, Tony Hawk’s Pro Skater, a dokładnie udany remake z 2020 r., w którym znalazł się kawałek, którego będziecie słuchali, zdecydowanie najlepszy z tej płyty mgk. Dosyć lekki jak na to, czym potrafi być pop punk, ale też z odpowiednią dawką energii i panczu. Lovesong tyczy się nowego, wtedy, związku z Megan Fox, która pojawiła się nawet w teledysku. Cieszę się, że twórcy THPS1+2 dołożyli tyle nowej muzy, bo dzięki temu ta gra ma swój charakter, a ja mam oddzielne wspomnienia, a są to wspomnienia zacne. Pierwsze naprawdę ciepłe dni w roku, płynący z głośników pop punk i Tony robiący triki na hopce. Ehh, ehh. Machine Gun Kelly coś zaczął mówić o powrocie do hip-hopu, więc cieszmy się kochać pop punk, tak szybko odchodzi.

https://youtu.be/0ageOBHhPXc
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13847
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 04 maja 2026 10:59

Coście ludzie uczynili z tą munlupową japońską krainą ehhh

Shodan, Seba, liczę na Was
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18357
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 04 maja 2026 13:48

Sanah - Miłość jest ślepa

Ta wrzutka jest ściśle powiązana z obecną majówką.
Jak wiecie od 20-go października siedziałem na białoruskiej granicy. I w grudniu żona poinformowała mnie, że na Mikołaja kupiła nam bilet na majowy koncert Sanah. Było to trochę ryzykowne z jej strony, bo ja nigdy jej nie słuchałem, a wręcz mówiłem, że nie przepadam za jej głosem. No ale oczywiście podziękowałem i powiedziałem, że z nią pojadę na każdego wykonawcę. Byle razem. Pomyślałem, że jeżeli mam pojechać na ten koncert, to wypadałoby sprawdzić, co ta Sanah w ogóle gra. Jakoś się przygotować. Coś tam mgliście kojarzyłem z tv, ze dwa utwory, z czego jeden w duecie. Teraz była okazja posłuchać czegoś więcej. Właściwie taki przymus, coś jak w naszej bestce. A wiadomo, że czasami trzeba przymusu, żeby coś oblukać, bo samemu się nie chce. No więc odpaliłem YT i wpisałem nazwę Sanah. Wyskoczyły mi utwory. Przeglądając tytuły zainteresowałem się jednym - Kolońska i szlugi. Włączyłem i... wsiąkłem. Ten numer zatrybił natychmiastowo. Nasyciwszy się nim trochę posłuchałem innych piosenek i ze zdziwieniem stwierdziłem, że muzyka tej artystki mnie po prostu jara. Są tacy wykonawcy, którzy potrafią zainteresować danego słuchacza swoim piosenkopisarstwem, stylem. I właściwie czego by się nie dotknęli, to się temu słuchaczowi podoba. Sanah, a właściwie Zuzanna Grabowska, jest bodajże jedyną polską artystką, której dyskografię kupuję w całości. Nieczęsto się to zdarza, szczególnie na rodzimym rynku muzycznym. Wbrew pozorom niewielu mam takich wykonawców. Jest Depeche Mode, no-man, Taylor Swift, Billie Eilish, Susanne Sunndfor. Może jeszcze ktoś o kim zapomniałem i tyle. No i teraz Sanah. Bardzo mnie cieszy, że wreszcie udało mi się znaleźć polską wokalistkę, w dodatku śpiewającą w ojczystym języku, która dołącza do tego wąskiego grona wykonawców, których dyskografię lubię od a do z. Na których koncerty zamierzam polować zawsze, jak tylko będzie ku temu okazja.
Gdy przyjechałem na Święta bożonarodzeniowe do domu, to obejrzałem z żoną na Netflixie film dokumentalny o Sanah. Była okazja się o niej czegoś więcej dowiedzieć. No i okazuje się, że to od najmłodszych lat bardzo uzdolniona muzycznie dziewczyna. Śpiewa, gra na skrzypcach, pianinie, gitarze. Sama komponuje muzykę i pisze teksty. Jako nastolatka startowała w polskiej i brytyjskiej edycji programu "Mam talent" oraz "The voice of Poland". Przepadła tam już na etapach eliminacji. To po raz kolejny udowadnia o właściwie bezużyteczności takich programów. Bo wielu zwycięzców potem kompletnie znikało ze sceny, ponieważ oprócz śpiewania nie potrafili nic więcej. Natomiast ktoś tak utalentowany jak Sanah przy odpowiedniej dozie szczęścia i uporu prędzej czy później ma szansę wypłynąć na szerokie wody. Sanah była uparta i konsekwentna. Oraz miała szczęście, że trafiła na odpowiedniego człowieka. Andrzej Puczyński - producent muzyczny i właściciel wytwórni płytowej - poznał się na talencie młodej dziewczyny, która przyniosła ze sobą na pierwszą rozmowę kasety z ok. 180 demówkami nagranymi w domu za pomocą dyktafonu. Takie były początki muzycznej kariery Sanah, która w ciągu kilku lat stała się prawdziwą gwiazdą polskiej sceny muzycznej. Bo tak należy nazywać wykonawców zdolnych zapełniać stadiony piłkarskie.
Sanah w wielu elementach przypomina mi Taylor Swift. Jest równie utalentowana, charyzmatyczna, sama tworzy swoją muzykę oraz w sposób perfekcyjny potrafi budować swoją karierę muzyczną. Również pierwszomajowy koncert na Polsat Plus Arena Gdańsk nasunął mi skojarzenia z TS. Bo właściwie tak jak w przypadku TS to był nie tyle koncert, co spektakl muzyczny. Może nie z aż tak gigantycznym rozmachem i przepychem jak u amerykanki, ale też robił ogromne wrażenie. Koncert trwał ponad 3h, na którym Sanah zaprezentowała aż 38 utworów. A ja mógłbym tam posiedzieć jeszcze drugie tyle. Tak mi się podobało. Żona się śmieje, że ja już od dawna jestem większym fanem Sanah od niej samej. No ale ja tak już mam. Jak już coś pokocham, to na całego. Nie ma miejsca na półśrodki.
Bardzo szybko w ogóle zweryfikowałem swój pogląd na temat głosu Sanah. Łatwo jest coś krytykować na podstawie jakichś szczątkowych, przypadkowych odsłuchów w tv czy radio. Dopiero głębszy romans z twórczością Sanah pozwolił mi pokochać i docenić jej wokal. Może się on komuś podobać lub nie, ale faktem jest, że jej barwa głosu jest unikatowa. Nie sposób jej z nikim pomylić. Sanah śpiewa czysto i dobrze technicznie. Sposób śpiewania, jej maniery wokalne i ozdobniki trafiają do mnie w stu procentach. Na dystansie 3-godzinnego koncertu Sanah radziła sobie znakomicie i bezproblemowo.
Wcześniej mojej żonie udało się mi sprzedawać jedynie pojedyncze utwory polskich wykonawców, których już przedstawiałem lub jeszcze przedstawię. W przypadku Sanah zawdzięczam jej coś znacznie większego. Zawdzięczam jej wyjątkową artystkę mającą na koncie już 6 bardzo dobrych albumów. A wiadomo, że ona nie zamierza się zatrzymywać. Jestem pewien, że dopiero się rozkręca.
A sam utwór Miłość jest ślepa jest po prostu piękny. Koncert, na którym Sanah wykonała wersję akustyczną, mnie tylko w tym utwierdził.

https://www.youtube.com/watch?v=OIjxbYx ... rt_radio=1
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6943
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 04 maja 2026 17:01

To ja tylko szybko się odniose do paru kwestii:
- wracając na bank nie pisałem do nikogo stad, a Hien zapewne pisze o mojej wizycie w Warszawie w '24 (traumatycznej af)
- też nie wiem czy wrzuciłby to Java
- nie rozumiem zdziwienia odnośnie tego, że tak mało było o samej muzyce

Todd Terje - Inspector Norse

W dzisiejszym odcinku kolejna perła wyciągnięta z otchłani. Todda Terje i ten album poznałem dawno - RYM wspomina o październiku 2014. W tamtym czasie ta płyta była mocno hajpowana w pewnych kręgach, które roboczo możemy nazwać porcysowo-hipsterskimi. Załapałem się na tę zajawkę, chociaż w tamtym czasie już przestawałem trzymać rękę na pulsie i się odcinałem od tej banieczki.

I nie tylko tej, bo do dziś pamiętam, że w związku z ówczesnymi nowymi studiami postanowilem podjąć radykalne kroki i odciąć się od wielu mniej lub bardziej toksycznych znajomości. Zostawiłem sobie tylko małą grupkę znajomych, która w sumie też zbyt zdrowa nie była i moje relacje z nią też, ale wyszedłem z założenia, że jednak dobrze byłoby do kogoś mordę otworzyć. Xd

O dziwo pomogło. Dziś nie zdecydowałbym się na taki krok, bo nie za bardzo mam od kogo się odcinać, bo te osoby które miałem już usunąłem ze swojego życia albo zmarginalizowałem na tyle na ile mogłem. Plus widzę, że problem był także ze mną - i to dość poważny.

Ale ja nie o tym. Inspector Norse to naprawdę fajne i sympatyczne nudisco. Kojarzy mi się z nowym początkiem i nawet mam takie wspomnienie, gdzie idę po zajęciach w piątek o 13 na spacer do lasu i czuję spokój oraz ulgę, bo wiem, że najgorsze za mną.

Znowu było o wszystkim poza sednem. A może sednem były te wszystkie emocje które odczuwaliśmy słuchając muzyki?

Bierzcie i słuchajcie tego.

https://youtu.be/ebjXsc0UjdQ?is=XRNetI0BYwyTkApy
DEPESZWIZJA 123: EDYCJA NOWOFALOWA
FINAŁ 21:15
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13847
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 04 maja 2026 18:53

Miło że zdecydowali się Panowie dołączyć.

Kolejka 7.

37. STandART - Corrosion (devotional)
38. Sébastien Tellier — Une heure (Dragon)
39. Lukatricks feat. Fokus, Gano, HST - Podaruj mi trochę słońca (stripped)
40. Machine Gun Kelly – bloody valentine (Hien)
41. Sanah - Miłość jest ślepa (shodan)
42. Todd Terje - Inspector Norse (mintaj)
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13847
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 07 maja 2026 21:21

Nie ma co zamulać bo i tak więcej nie wycisnę z tej kolejki :|


STandART - Corrosion

Kiedy myślałem że wątek zespołów depeszopodobnych mamy już z grubsza zamknięty oto pojawia się kolejny z nich. Mhoczna, nieco toporna electro produkcja i wokal - jeden z tych za którymi nie przepadam a jakoś mają szczęście pojawiać się przy takich zespołach. Numer kojarzy mi się z And One ale takim z jednej z tych wrzutek które mi nie siadły (ta od Kuby była za to spoko). Chwilami kojarzy mi się to też z All That's Mine, albo jego uboższym kuzynem. Sorry, rzecz nie dla mnie po prostu.

Sebastien Tellier - Une heure

Wzmianka o panu w kasku robota zrobiła trochę nadziei ale numer sam w sobie chyba nawet mniej sensualny od nielicznych pościelówek Daft Punk. Tłuściutki basik i rachityczny vintage automat perkusyjny nawet bardzo fajne brzmienie mają, ale pan na wokalu trochę przynudza i niepotrzebnie zagłusza. Nie wiem jak reszta albumu ale ten numer mnie jakoś nie zachęcił do sprawdzania więcej, chyba wystarczyłoby to zostawić bez wokalu i vibe by działał.

mgk - bloody valentine

Trochę mnie tym Kuba zaskoczył, może nie tyle pop punkiem co samym mgk. Gościa kojarzę tylko z tego że miał jakąś spinę z Eminemem (albo on z nim za komentarze nt. jego córy), panowie się dissowali a potem z tego co czytam... mgk poszedł w pop punk więc trochę nk.
Ale ok, przejdźmy do tego numeru który jest... no taki sobie, dużo bardziej pop niż punk i nie ma tego czegoś co miały w sobie oryginalne pop panki które swego czasu munlup sam wrzucał. Bezjajeczne trochę za bardzo jak dla mnie.

sanah - Miłość jest ślepa

Ojoj, znowu spotykamy się z Zuzanną, będzie inba. Widzę kolejka zmierza coraz mocniej w radiowe klimaty a tu ryzyko tylko większe że odsłuch skończy się wzruszem ramion, i oby tylko. Lirycznie... Nie, nie będę się pastwił, Wuja ma swoją muzę, masę fajnych wspomnień, na tym poprzestańmy może. Umówmy się że nie musimy się z sanah lubić, po prostu się unikajmy lepiej.

Todd Terje - Inspector Norse

O, ten numer co to widywałem często gęsto tu i ówdzie swego czasu, ten taki niszowy klasyk który wykręcał spore liczby na liczniku YouTube z pokraczną okładką. Sam numer prawdopodobnie w końcu kiedyś musiałem sprawdzać ale najwyraźniej... odbiłem się i nie wracałem. Dzisiaj tu wracam i w sumie nic to nie zmienia, nadal nie rozumiem fenomenu tego numeru który jest dość prosty i trochę nudny tak naprawdę. Ma może spoko plastikowe brzmienie i jest taki uplifiting trochę i w sumie to chyba faktycznie najważniejsze jak napisał sam mentos są te emocje które towarzyszą takim kawałkom na które łapiemy fazę bo znajdują odpowiedni moment w naszym życiu.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13847
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 11 maja 2026 06:36

Pobudka Panowie, tydzień zleciał
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup