Best of Forum IX

Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24709
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Best of Forum IX

Post 04 mar 2026 12:36

Przypominam, że BoF9 rozpoczynamy w poniedziałek, 9 marca. Kto chce, może już wrzucać kawałki, ale nie ma takiego wymogu przed oficjalnym startem. Klasycznie, kolejki będziemy robić od poniedziałku do niedzieli, lub od wtorku do poniedziałku. Liczę, że nie będziemy zamulać. Dobrej zabawy! Danke.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7404
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 04 mar 2026 13:30

No to będę pionierem.

no-man - Road (1991/1995)

Kiedyś lubiłem marzec. Mam wówczas imieniny, kończyła się zima, nadchodziła wiosna, takie tam. Potem przestałem go lubić, bo to taki byle jaki trochę miesiąc, zwłaszcza, od kiedy w zasadzie zniknęły przejściowe pory roku. Ale potem to się znów zmieniło. Generalnie zauważyłem, że w marcu (ew. wczesną wiosną) z reguły poznaję niewiele mniej muzyki, niż już klasyczną dla siebie jesienią. Eno, Nick Cave, Kraftwerk, NIN, The Cure, Jori Hulkkonen, Dear, Austra... To wszystko marzec. Każdy miał coś ciekawego, najbardziej te w latach 2006, 2007 i 2010, a potem 2011, 2012 i 2013. Marzec 2013 to w ogóle był bardzo ciekawy czas w moim życiu, kiedy działo się dużo fajnych i mocno niespodziewanych rzeczy, młodość solidnie szumiała w głowie (najczęściej przy pomocy taniej wódy i zielonego), zaś Warszawa budziła się po wyjątkowo długiej i szarej jesieni, po której przyszła naprawdę długa i solidnie śnieżno-mroźna zima (co prawda zima miała jeszcze wrócić na przełomie marca i kwietnia, ale to na razie olewam, nieistotne). Wówczas to Musiał postanowił sięgnąć po nową muzykę.

Ta nowa muzyka to była suflowana Musiałowi już naprawdę długo przez, oczywiście, Munlupa. Zresztą, pamiętam ciągnące się na tum forumie dyskusje dot. no-man w wydaniu Hiena, Wujasa oraz niebędącego już tutaj z nami w przestrzeni cyfrowej Vaona/Rajcy (ciekawe, co się z nim teraz dzieje), gdzie peanów zawsze było nad wyraz dużo, a ja po prostu se stałem obok. Cóż, nie wiedziałem zwyczajnie o czym mowa xD I nie było mi spieszno do tej muzyki, gdyż długo żyłem w przeświadczeniu, że to typowy dla zachwytów munlupich prog rock, którego nie lubiłem, ale o tym już wiecie. Zwłaszcza, że to przecież Wilson, a Wilson to Porcupine Tree, a Porcupine Tree to prog rock, którego nie lubiłem (ale o tym już wiecie). Raz jeden pod wpływem f.ś.p. EveS zassałem pół jednego krążka, a potem drugi, którego okładkę zaprojektował John Foxx (o czym również już wiecie). Niby nie było źle, ale nie zagryzło od razu. no-man to jednak coś innego, tylko skąd mogłem wiedzieć? Niby od Munlupa himself, ale zabierałem się za duet Wilson-Bowness jak pies do jeża. I zabrać nie mogłem. Aż w końcu...

Aż w końcu przestałem z Munlupem rozmawiać xD Nie pamiętam już nawet dlaczego, ale jakoś na początku 2013 roku się pożarliśmy, skutkiem czego usunąłem go z działającego jeszcze wówczas Azbestu (ni huia nie pamiętam dlaczego, prawdopodobnie podstawy były z dupy). Oczywiście jak to z nami bywa już w kwietniu byliśmy pogodzeni, ale przez jakiś czas nie odzywaliśmy się do siebie i wtedy nagle stwierdziłem, że, cóż, odkryję muzykę, którą mi długi już czas polecał. Minusy - nie mogłem od razu opowiedzieć o swoich wrażeniach i odczuciach, plusy - zero biasu, albowiem musiałem siedzieć z tym no-manem sam i go trawić solidnie w głowie. I oh boy, robiłem to ciężko. Zacząłem od kompilacji All the Blue Changes i mnie dosłownie wyrwało z kapci. Spodziewałem się... nie wiem, czego, ale to, co dostałem to przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Pink Moon, Colours, Days in the Trees, już sam początek pierwszej płyty jest wymiatający. Akurat jechałem pociągiem ze Zgierza do Wawy przez Łowicz, pogoda za oknem była podobna do tej teraz. Wiosna?

Bezwzględnie, gdy do moich uszu dotarło ROAD. Ja wiem, to cover Drake'a, ale za to JAKI cover, ten numer jest... on nie jest po prostu dobry, on jest, prostytutka, doskonały, i zwłaszcza to piano-klawiszowe instrumentarium wchodzące po drugiej zwrotce rozsmarowuje mnie po ścianach. Za Drake'a wziąłem się sporo później (też z sugestii Munlupa) i muszę powiedzieć, że oryginał nie robi na mnie aż takiego wrażenia. Wilson i Bowness wyczarowali cuda na tej piosence, dając jej zupełnie inny charakter. Dosłownie potrafię wyobrazić sobie nieistniejące przecież do tego kawałka wideo, które przypomina Lifelines od a-ha. Kamera po prostu przeskakująca kolejne sekcje jakiejś, cóż, drogi, ale lepszego "numeru drogi" w swojej bibliotece chyba nie znajdę. I tak samo wczesnowiosennego - to jest po prostu muza na marzec i tyle. Kończy się zima już zupełnie, śnieg i mróz to wspomnienie, ale też codzienna szaruga i wczesny mrok. Wchodzę na drogę ku wiośnie, m.in. wraz z no-man i jak co wiosnę jestem ciekaw, gdzie mnie zaprowadzi. Ostatnie dwie były cokolwiek ciekawe. A teraz? Zobaczymy.

Zachęcam wszystkich do jarania się, gdyż jest czym się jarać.

https://www.youtube.com/watch?v=Zt-qV6p ... rt_radio=1

PS. Podwójna data wydania w nagłówku tej wrzutki wynika z tego, że numer nagrano w 1991, ale oficjalnie zdaje się ukazał się po raz pierwszy jako część albumu Heaven Taste w roku 1995. Taka tam trivia.
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24709
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 04 mar 2026 14:32

No dobra, lecimy w takim razie. Wraz z częścią IX, wypróbuję nowy format mojego autorstwa, mianowicie 5X5. Zamiast robić pełne 25 utworów w danym klimacie, instrumentarium, lub stylu, co zdarzało mi się podczas wiosennych bestek robić, podzieliłem zestaw na 5 różnych, tematycznych części. Zobaczymy, jak to wyjdzie, ale na pewno nie chce się już ograniczać tematycznie na pół roku. Na pierwszy ogień, pójdzie coś, czego dawno nie serwowałem, a czym często częstował (i nadal częstuje) Murzyn. LOVE STORY.

Piano Magic – I Am the Teacher’s Son

Od jakiegoś czasu zaczęło mi brakować ciekawych opowieści w tle utworów, a pisząc ‘ciekawych’, mam oczywiście na myśli te związane z zawirowaniami uczuciowymi, a wiadomo, że takie interesują Was najbardziej (i słusznie). Jako człowiek żonaty, mogę z luzem patrzeć w przeszłość i wspominać sobie to i owo, bo etap poznawania nowych dziewczyn do podrywu jest już za mną. Niemniej, myśląc o tym, zdałem sobie sprawę, że nie do wszystkich chce mi się wracać, z różnych powodów, a to dlatego, że same wspomnienia nie są zbyt ciekawe lub miłe, czy też dlatego, że nie stoi za nimi kolekcja dobrej muzyki lub chociaż takiej, z którą łączą mnie jakiekolwiek sentymenty. W zasadzie została tylko jedna taka relacja do opisania, z którą czekam niemal od początku tej zabawy, ale nie wiedziałem, jak to ugryźć. Ostatecznie, bardzo pomógł mi mój nowy format top 5x5, bo będę mógł przedstawić wszystko chronologicznie, zamknąć w tych pięciu utworach i nie przejmować się tym, czy muzyka się ze sobą jakoś wyjątkowo klei (a o dziwo, całkiem klei).

Kiedy poszedłem na studia, a było to w roku 2007, byłem w wyjątkowo chujowym momencie swojego życia. Kilka świeżych sytuacji sprawiło, że na zawsze straciłem zaufanie do ludzi, w zasadzie towarzysko zaliczyłem kompletny reset. W związku z tym, pójście na studia okazało się być zbawienne, bo znowu byłem w gronie ludzi w moim wieku, a do tego byli to ludzie zajebiści, i te kilka lat z nimi spędzone będę do końca życia wspomniał z uśmiechem. Poza tym jednak, cały czas wisiało nade mną widmo poprzedniego związku, który zakończył się półtora roku wcześniej, ale ja nie potrafiłem tego odpuścić. Nadal w portfelu miałem zdjęcie tej dziewczyny, nadal myślałem, że jeszcze da się to jakoś odkręcić, mimo że kompletnie nie było warto, i ja generalnie o tym wiedziałem, ale potrzebowałem czegoś, co by pomogło mi zrobić ten ostateczny, mentalny krok. Tym czymś, okazał się ktoś.
Przez pierwszy tydzień studiów nie ogarniałem jeszcze ludzi, tonąłem w chaosie zajęć i nowego trybu nauki, który był dla mnie… no, był nowy xD do tego cały czas pracowałem jako kolporter prasy (mówiąc górnolotnie), z czym też wiązały się problemy, bo pamiętam, jak mnie raz jeden postawili niedaleko uczelni i byłem spanikowany, że spotkam kogoś z grupy (żadna praca nie hańbi, no ale prostytutka...). Drugi tydzień był już lepszy, zacząłem lepiej poznawać innych, chodzić z kumplami na piwo i cieszyć się zwyczajnie z tego, że jestem studentem. I zacząłem zauważać Ankę.

Nie potrafię do dziś powiedzieć dlaczego właśnie Anka wpadła mi w oko, poza oczywistymi powodami, że zwyczajnie mi się spodobała. Praktycznie nie rozmawialiśmy, a ja, paradoksalnie, unikałem każdego pretekstu żeby to zrobić, bo się bałem. Znowu czułem się jak dzieciak w liceum, a myślałem, że mam to za sobą. Jednak ważniejsze było coś innego. W końcu czułem, że przestałem być niewolnikiem poprzedniego związku, że spadły mi z rąk kajdany, przez które nie potrafiłem ruszyć z miejsca. Byłem w końcu mentalnie wolny, a to coś znaczyło – musiałem zbliżyć się do tej laski. Z pomocą przyszedł mi dosyć kompleksowy zbieg okoliczności. Oczywiście, jak to na pierwszym roku, musiałem wybrać sobie zajęcia z WF-u. Większość chłopaków wybrała siłkę, ale ja i mój najlepszy ziom z grupy, woleliśmy basen. Problem w tym, że o ile uczelnia miała własną, małą siłkę, w budynku obok, tak na basen musieliśmy zapierdalać pół miasta dalej. Pamiętam, jak jechaliśmy tam po raz pierwszy zbiorkomem, zaginęliśmy w jakichś krzakach i ledwo zdążyliśmy na zajęcia, które prowadził srogi trener o ksywie Prince. Rzecz w tym, że mieliśmy posrany plan i żeby dostać się na ten basen, mieliśmy jakieś 30 minut xD
Nie dało się tego pogodzić, ale… ogarnęliśmy, że na basen chodzi też ktoś z naszej grupy. Anka.
Ogarnęliśmy też, że ona ma samochód. Wiecie do czego to zmierza. Ziomek poszedł ładnie zapytać, czy byśmy się nie mogli dołączać, no i odpowiedź była pozytywna. Tym samym rozwiązały się dwa problemy – jeden z dojazdem na basen i drugi, mój własny, żeby mieć naturalny pretekst do kontaktów z Anką. Okazało się, że przeczucie mnie nie myliło i laska okazała się być czarująca. Szybko jednak los wylał mi kubeł wody na łeb, kiedy podczas jednej podróży na basen, wydało się, że ma chłopaka.

Listopad, to był dla mnie miesiąc dosyć emocjonalny. Z jednej strony studia sprawiały mi niesamowitą frajdę, nowe znajomości również. Żyło mi się dobrze, poznawałem dobrą muzykę, grałem sobie w „Dungeon Keepera 2” i chłonąłem jesień. Z drugiej, trochę nierozwiązanych spraw cały czas dawało się we znaki, a do tego nie wiedziałem co zrobić z Anką. Bliższa relacja skończyła się, zanim zdążyła się zacząć. Był chłopak, a to był deal breaker, bo to było coś, co musiałem uszanować. Nigdy nie byłem jednym z tych, którzy próbują odbijać dziewczyny innym, zresztą w tamtym czasie, z moim poczuciem własnej wartości, nawet by mi do głowy nie przyszło, że mogę komuś odbić dziewczynę, pls. Po prostu musiałem odpuścić, ale nie czułem, że jestem na to gotowy, więc zostało wzdychanie do okna przy muzyce. A muzyki było wtedy sporo, to był prawdziwy renesans u mnie. Poza tym co docierało do mnie z eteru, regularnie grywałem też muzykę z najlepszym ziomem z liceum, co było terapeutyczne. Jednym z kluczowych zespołów dla mnie, było wtedy Piano Magic, które znałem już od paru lat, ale zultrasował mnie koncert, który mieli grać wtedy w Chorzowie, i na który to koncert się wybierałem. Pojechałem z ojcem i obaj wracaliśmy cali zaślinieni, pod olbrzymim wrażeniem tego, czego doświadczyliśmy. Jednym z najlepszych momentów tamtego występu, był właśnie „I Am the Teacher’s Son”, który to idealnie odzwierciedlał nastrój, w jakim byłem tej jesieni (JESIENI 2007tm). Życie jednocześnie rzucało we mnie złotem i gównem, a ja byłem tak roztargniony, że już nie wiedziałem, co w danej chwili leci w moją stronę. Wiele lat zanim ukuliśmy tutaj zwrot „munlupizm” – tak munlupował Munlup, jesienią 2007, stojąc w takim życiowym rozkroku, że na sama myśl bolą mnie jaja.

https://youtu.be/vKDon4jsMyg?list=RDvKDon4jsMyg
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13846
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 05 mar 2026 21:46

Morton Stevens - The Long Wait
(1969)

Dziś wjeżdżam do utworowej wrzutką która kiedyś z pewnością zagościłaby w śp. Best of Samples - tj. gdybyśmy żyli w idealnym świecie gdzie wszyscy mamy dość czasu by ciągnąć 5 tematów jednocześnie. Utwór który wrzucam pochodzi ze ścieżki dźwiękowej do starego sensacyjnego serialu Hawaii Five-O z lat 60. Rzecz w tym że ja doskonale kojarzyłem melodię z tego utworu poprzez samplowany loop z niego wykorzystany gdzie indziej i zawsze podobało mi się to mocarne brzmienie tych dęciaków tutaj. Pewnego razu oglądając w tv jakiś losowy odcinek tego serialu nagle wjechała ta nuta a ja niezmiernie się podjarałem bo w ten oto sposób poznałem wtedy źródło tego sampla. Numer jest krótki ale ma w sobie sporo uroku i niezwykłego klimatu. Potraktujcie to trochę jako takie intro budujące napięcie na początek tej 9. edycji Best of Forum, coś skromnego i odrobinę zaskakującego dla zaostrzenia apetytu.

https://youtu.be/_OLO4kxfz3Y?is=rd-nPJtk2n5X-ghL
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24709
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 09 mar 2026 09:27

Oficjalnie zaczynamy, zapraszam!
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18356
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 09 mar 2026 14:18

The KLF - America: What Time Is Love?

Początek lat 90’ obfitował w sporą ilość dobrej muzyki. Wyszło wtedy dużo dobrych albumów. W 1991r. ukazał się album The White Room brytyjskiego zespołu The KLF. Znajdował się na nim jeden z najważniejszych utworów The KLF pt. What Time Is Love? Utwór ten powstał już w latach 80’ i pierwotnie był instrumentalem. Potem powstało jeszcze kilka wersji tego numeru. Mnie najbardziej podobała się ostatnia - America: What Time Is Love? Wersja ta charakteryzowała się dociążonym gitarowym brzmieniem i charakterystycznym męskim chórem skandującym “America”.
The KLF już co prawda od dawna nie słucham, ale faktem jest to, że ten utwór jednak zapisał się w historii młodego shodana. W tamtym czasie ten zespół był naprawdę popularny. Dzięki swojej muzyce, teledyskom oraz scenicznemu wizerunkowi takim młodym słuchaczom jak ja wydawał się czymś naprawdę wielkim. Biło od nich czymś takim nierealnym, wręcz mitycznym. I jakby ta muzyka się nie zestarzała, wtedy robiła wrażenie. Tym samym uznałem, że chyba zasługuje na swoje 3,5 minuty uwagi w trzeciej setce naszej zabawy.

https://www.youtube.com/watch?v=by4CAhs ... AHAQ%3D%3D
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6943
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 10 mar 2026 01:59

Men I Trust - Tailwhip

To będzie kolejna z tych wrzut, które nie będą okraszone żadną ciekawą historią, błyskotliwą (lub "błyskotliwą") myślą, ani w sumie niczym ciekawym. Chyba, że za ciekawe uznalibyście stwierdzenie, że ledwo co człowiek przyzwyczaił się do tego, że 2025 zmienił się w 2026, a wyjątkowo długa i ostra jak na współczesne czasy zima - w wiosnę. Notabene też wyjątkowo ciepłą, przynajmniej dzisiaj i przynajmniej we Wrocławiu.

Myślę jednak, że ciekawszy będzie ten kawałek, który jest moim nieformalnym hymnem początku tegorocznej wiosny. Men I Trust to jeden z tych zespołów, które mają w opisie indie/dream-pop, ale ja je roboczo nazywam Musiałcore'm czy tam inną muzyką z przymierzalni H&M tudzież innego sklepu odzieżowego. Niby takie granie często po mnie w najlepszym razie spływa, ale jak to z regułami - i od tej są wyjątki. Nie umiem tu niczego jakoś specjalnie wyróżnić, nie będę zdziwiony jeśli zostanę zmehany, ale to chyba jeden z tych przypadków, gdzie coś nie dość, że podoba mi się bardziej niż powinno, to jeszcze natrafiłem na to w odpowiednim miejscu i odpowiednim czasie.

A poza tym mają bardzo ładną wokalistkę.

Dobra, naprawdę nic szczególnego tu nie dopiszę. Bierzcie i słuchajcie tego.

https://youtu.be/Nt5JZL_21u0?is=WvB97wX459clunbu
DEPESZWIZJA 123: EDYCJA NOWOFALOWA
FINAŁ 21:15
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10366
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 10 mar 2026 17:39

się nie spuzyniłę

Abul Mogard — Upon The Smallish Circulation (2018)

Sztuka lubi kreatywność i pracę wyobraźni. Nie będę w takim razie pisał o żadnym Guido Zenie. Skupię się na Abulu Mogardzie, serbskim artyście, który w kwiecie życia postanowił zostać jednym z lepiej brzmiących twórców atmosferycznej elektroniki z ducha klasyki sprzed pięćdziesięciu lat, choć w trochę innej formie. Jeden z niewielu, których śledzę dość uważnie. Taki Hatakeyama wydaje się tworzyć dosłownie te same płyty, a tutaj czuć wyraźny styl, ale każda pozycja jest trochę inna. Na Above All Dreams zgadza się wszystko. Brzmienie, słuszna długość, przyjemna wewnętrzna narracja, numery ładnie płyną jeden po drugim. Okładka zdradza sporo. Będzie ponętnie, po prostu ładnie, a jednocześnie jest coś w niej wymyślnego. Muzyka potrafi kierować w bardziej psychodeliczne tony. Wystarczy zamknąć oczy, wyciszyć się lub niespiesznie włączyć w trakcie lektury. Obawiałbym się jednak w imieniu książki o pełne skupienie. Są krótsze fragmenty, ale proponuję wyczerpujący, a przy tym po prostu BARDZO DOBRY wycinek z jego twórczości. Będzie mi bardzo miło, jeśli kogoś przekonam do sięgnięcia dalej, głębiej. Niepozorne arpeggio tonie w basie, posępnych akordach synthowych. Dalekie echa psychoaktywnych nagrań Klausa czy uniwersum projektów wokół Coil. Zapraszam tam, gdzie niby już byliście, ale nie do końca.

https://www.youtube.com/watch?v=ruj8S-7Rcvg
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24709
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 10 mar 2026 18:39

Nikt się nie spóźnił, mamy to.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13846
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 10 mar 2026 20:32

JEDZIEMYYY PANOWIEEEE


Best of Forum 9

Kolejka 1.

1. no-man - Road (devotional)
2. Piano Magic - I Am the Teacher's Son (Hien)
3. Morton Stevens - The Long Wait (stripped)
4. The KLF - America: What Time Is Love? (shodan)
5. Men I Trust - Tailwhip (mintaj)
6. Abul Mogard — Upon The Smallish Circulation (Dragon)
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13846
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 14 mar 2026 07:48

no-man - Road

Fajny, delikatny utworek, kojarzący mi się trochę z Tidal Wave od BTB. Te bębny co ciekawe w pierwszej chwili skojarzyły mi się z... The Cure Unplugged heh. Pianinko, gitara, elektronika, wszystko takie malujące obraz słonecznej plaży jak dla mnie. Mamy co prawda zaledwie marzec ale dla mnie pierwsze ciepłe promienie wiosennego słonka to już argument by wyciągać takie leniwe letniaczki i opalać się w myślach. Myślę że to spokojnie jeden z najlepszych numerów no-man jakie poznałem dzięki temu forum.

Piano Magic - I Am The Teacher's Son

Od Kuby dostajemy dubla ale takiego dzięki któremu wchodzimy w erę proto-munlupizmów a zarazem LOVE STORY, czyli kawałek porządnej historii stojącej za tym numerem. I chociaż OP nie wyjaśnia co dokładnie sprawia że ten numer jest szczególny w kontekście tej historii to słuchając go i tak to odczułem, przynajmniej tak mi się wydaje. Jak dla mnie to chyba to takie poczucie beznadziei płynące z tego wokalu, no i rzecz jasna cała melancholia temu towarzysząca. I to jest właśnie piękne w muzyce że chociaż utwór opowiada o innej sytuacji życiowej to emocje są na tyle uniwersalne że można je dopasować do swoich doświadczeń. Ja sam wielokrotnie wrzucałem tu kawałki z których potrafiłem wygrzebać nieraz nawet jedną linijkę tekstu i dopasować do niej mój własny osobisty kontekst więc jak najbardziej prejzuję takie przeżywanie muzyki. Taki ładny zgrabny munlupizm na wiosnę to już zaskoczenie na wejściu, czekam niecierpliwie na dalszy rozwój sytuacji.

The KLF - America: What Time Is Love?

Trochę śmiechłem z tego kawałka, ale nie żebym wyśmiewał wrzutę Wuja tylko po prostu jest to kawałek tak charakternego rave'owego grania ale w takim nieco kiczowym stylu typowego dla początków lat 90. a w dodatku totalnie kojarzy mi się tenże kawałek z pewnym innym utworem/skitem który zdaje się właśnie parodiować tego typu muzykę. Gdyby nie to że ta wersja utworu KLF wyszła w 1992 roku byłbym wręcz pewien że ten riff połączony z krzykami na wejściu był właśnie inspiracją dla Who Do U Worship? od De La Soul nagranego rok wcześniej, z tej płyty którą obiecuję kiedyś w końcu wrzucę heh. Jest to śmiechowe, jest to urocze na swój sposób i totalnie zamrożone właśnie w tamtej erze muzyki. Przyznam że mi akurat te chóralne spiewy AMERICAAA wchodzą najmniej ale to kolejny taki chaotyczny element tego utworu dodający unikalnego charakteru. Powiedzmy że była to ciekawa lekcja historii od naszego forumowego profesora lat 90., człowieka który pamięta czasy gdy słuchanie U2 albo Depeche Mode jeszcze COŚ znaczyło.

Men I Trust - Tailwhip

Na początek zaskoczka - słyszałem już ten kawałek. Poznałem go wieki temu jakoś w czasach premiery gdyż utwór ten pojawił się na YouTube w cyklu Future Classic Recommends, serii w której owa wytwórnia prezentowała artystów jeszcze nieznanych i Tailwhip właśnie tam wpadło. Sluchalem go ale nie wiem czy przesłuchałem (na YT widzę jedynie że go włączyłem ale nie widać żeby był przesłuchany w całości), znakiem tego prawdopodobnie nie zrobił na mnie wówczas wrażenia. I trochę trudno się dziwić, może i jest to kawałek przyjemnego, bezpiecznego indie popu, delikatnie rozmarzonego i z fajną ciepłą linią basu ale poza tym co? No trochę niewiele, numer po prostu może się wkręcić komuś tak jak miętusowi o odpowiedniej porze roku, można przy tym vibe'ować sobie zatapiając twarz w promieniach słońca ale ja wybrałbym pewnie inne numery do tego - może nawet inny numer Men I Trust bo tak się składa że mam jeden ulubiony i pewnie kiedyś go podrzucę. Tymczasem bezpieczny kciuk w bok ode mnie.

Abul Mogard - Upon The Smallish Circulation

Yhhh, ambientowy długasek czyli loteria. Nie będę czarował, męczyłem się trochę z tym numerem niestety. Jakoś nie chwyciło mnie to arpeggio nawet jeśli autor ładnie stara się emulować retro brzmienie. Kawałek typu lot w kosmos, zaczyna się w miarę pogodnie a w połowie zaczyna się rozmywać w bezkształtną plamę dźwięku, tak jakby lecąc samolotem nagle ktoś wleciał w ciemne deszczowe chmury. I co ciekawe to ta końcówka chyba ciut bardziej mi leży nawet, jakoś bardziej na wyobraźnię może oddziałuje. Na końcu takie jakby drony w stylu wycia oddalającego się silnika.
Do lotu w kosmos chyba jednak wolę sięgnąć po takie Boy in the Moon od Julii Holter.


Pierwsza rozgrzewkowa, bez wtop ale i bez emocji trochę.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24709
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 14 mar 2026 14:49

no-man – Road

Z chęcią bym przyjął ten laur sprzedaży, ale to nie ja Musiałowi ostatecznie i skutecznie sprzedałem no-man, tylko jakiś typ z Warszawy xD Niemniej, liczy się efekt. W ogóle, no-man na początku, to był taki złoty band od coverów, 3 razy Donovan (w tym raz z dużym sukcesem komercyjnym) dwa razy Drake i kilka innych. To wszystko były doskonałe interpretacje i tak jest przy okazji „Road”, które poznałem zanim posłuchałem Nicka. Ten cover, jak i „Pink Moon” ze „Speak, to były tęgie rekomendacje. Tutaj, typowo dla no-man, bardzo onirycznie, ale również wyjątkowo melodyjnie. Motyw na pianinie robi robotę, a zmiana klimatu, popycha numer w bardziej popowe, niż folkowe, rejony i jak to zadziwiająco dobrze działa (podobnie jak trip-hopowe „Colours”). no-man, to jest chyba jeden z niewielu zespołów, na których album z coverami, cieszyłbym się tak jak na nowy autorski. Wrzuta z klasą i mocne otwarcie dziewiątego Final Fantasy.

Morton Stevens - The Long Wait

Lubię takiego Murzyna, tzn lubię każdego Murzyna (może mniej tego, który wrzuca odrzuty z męskiego grania), ale takiego zwłaszcza, bo to taki Murzyn, który zawsze zaskakuje. Kojarzę ten serial z nazwy, ale tylko z nazwy i aż mam ochotę to nadrobić. Muzyka doskonała, a sama historia z samplem czysto murzyńska i jakże rzucająca uśmiech na twarz. Kawał klimatycznego grania w starym stylu, który umarł wraz z auto-tunem, chujowymi plastikowymi vst i tanimi panienkami.

The KLF - America: What Time Is Love?

Kurde, Wujas zabrał mi wrzutę, ale większy żal mam za to, że wybrał chyba najchujowszą jakościowo wersję dostępną na YT. To jest chyba rekord chujowizny 5kbps w tej zabawie. Chyba zmienimy Ci ksywę z Wuja, na „na odpierdoI”. W każdym razie, szkoda że umarła bestka klipowa, bo planowałem to również tam wrzucić. Wiele lat temu, któregoś wieczora, wpadłem do mojego dobrego zioma, Śliwy, bo planowaliśmy spędzić całą noc na mieście. Ostatecznie wróciliśmy dosyć szybko i pół żyjąc, odpaliliśmy jakieś mtv, czy coś, i to poleciało. Jezu, jak ryliśmy z tego klipu. Ale jednocześnie jest to jeden z najbardziej ekscytujących wideo w historii muzyki, a kawałek nie odstaje od tego klimatu. Kiedy słyszę ten numer, automatycznie chce mi się żyć. Piękna rzecz, z pięknych czasów.

Men I Trust - Tailwhip

Mmmm, sexy. Powiem nawet, że za dobre, żeby to był Musiałcore. Niby dream, ale wokal o wiele lepszy niż zazwyczaj jest w dreamie, no i jakaś konkretna muzyka. Kawałek dobry na rozpoczęcie wiosny, może jeszcze za wcześnie na to, ale w sumie niedługo Wielkanoc (taaa wiem, co ma piernik do wiatraka). Gitary zajebiste, bardzo przypominają to, jak… sam lubię grać. Cudny vibe. Kurde, czyżby odkrycie kolejki? Biorę!!!!

Abul Mogard — Upon The Smallish Circulation

Niech ten, kto nie przeczytał w pierwszej chwili ABDUL, pierwszy rzuci kamień. No nie ważne. Pamiętam jak kiedyś Smoku zrąbał takie arpegia, np. w recenzji albumu Wilsona (niekończące się pochody sekwencji prowadzone nijako i nigdzie?). No, tutaj też odnoszę wrażenie, że to niekończący się pochód sekwencji, ale różnica jest taka, że mnie to nie przeszkadza, nawet kiedy to zmierza „nijako i nigdzie”. Mam fetysz chyba na takie rzeczy. Jest kosmicznie, więc wiadomo, że 10/10 ode mnie, bo to są klimaty, które lubię i którymi naprawdę trudno mnie znudzić (tak jak samym kosmosem). Drony pod koniec kojarzą mi się z wrzucanym przeze mnie dawno temu Ericiem Brosiusem. I w ogóle, lol, to jest z 2018 r. Ładnie udawane lata 70, może nie jestem zwolennikiem retro, ale ostatecznie mi się podoba, to co się będę czepiał. Jeżeli Pan ABDUL, specjalizuje się w takich lotach w kosmos, to z radością sięgnę po więcej. Powiem więcej, już chyba nawet soulseek zaciągnął w tle cały album, jak to pisałem.


Bardzo mocne rozpoczęcie IX bestki, każdy dostarczył na bardzo wysokim poziomie. Ciekawe jak długo go utrzymamy, hehe.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7404
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 14 mar 2026 16:51

Piano Magic - I Am the Teacher's Son

Ciekawa sytuacja. Pamiętam, jak jesienią 2017 Munlup podrzucił mi ten album w ramach naszej własnej wymiany i trochę przepadłem. Zupełnie nie spodziewałem się takiej muzyki (tbh patrząc na nazwę Piano Magic spodziewałem się w pierwszej kolejności pianina), więc bardzo ładnie mnie złapała za rękę (i nie tylko). Ciekawe jedynie, że numer kojarzący się opowi z jesienią 2007 ląduje w bestce wiosną, ale może tylko ja jestem takim ortodoksem jeśli chodzi o trzymanie się wajbu kalendarzowego. Inna sprawa, że no sam poznałem ten krążek jesienią (choć wcześniej niż w listopadzie). Co mogę powiedzieć... bardzo ładna piosenka, jak i ładna cała płyta z której ta pochodzi. Johnson ma dobry głos, choć nieco "trupi", ale to raczej pasuje do tej muzyki. Kawałek w moim stylu (choć w 2017 mogłem tego jeszcze nie wiedzieć), zaś backstory jeszcze lepsze, dodające solidnego osobistego sznytu. Sam w końcu dobrze wiem, jak to z pannami bywa i muzycznymi skojarzeniami z nimi. Very good ^^

Morton Stevens - The Long Wait

Yep, jest dokładnie tak, jak napisał imć Golas - czuję wstęp, czuję początkową podjarę na resztę bestki (a cała wiosna i lato przed nami), jest to dobry kawałek muzyki. No i faktycznie bardzo filmowo-serialowy, i bardzo osadzony w tamtych czasach (lata 60., trochę wczesnych 70.), dosłownie widzę jakieś wyimaginowane w moim mózgu sceny śledzenia jakiegoś złodupca przez panów ze lśniącymi odznakami, w biały i gorący letni dzień, przemykających uliczkami, a tu nagle konfrontacja, jakiś dialog i strzelanina na sam koniec. Krótkie, ale treściwe, bardzo spoko i bardzo ciekawe, aż bym taki odcineczek obejrzał. Potem mogłaby być dobra zmiana sceny i nawet myślałem, że będzie, gdyż na playliście był inny kawałek z tej produkcji. Zamiast niego poleciał jednak... motyw z niemieckich filmów do edukacji seksualnej z końca lat 60., jakoś dziwnie wpasował się klimatem we wrzutę Murzyna. Przypadek?

The KLF - America: What Time Is Love?

Wuja pisze o tym, że wykonawca ten był dość popularny w latach 90., wnioskuję, że również u nas. Niestety, nic mi nie mówi, jedynie dzwoni ze względu na jedną depeszwizyjną wrzutkę sprzed miliona lat, którą również ledwo pamiętam (za to w ogóle nie kojarzę). Także słyszę to pierwszy raz w życiu i, no cóż, to jest jak wzięcie kolorowej pigułki z napisem NINETIES na niej, jeden wielki nostalgia trip w świat, którego już nie ma i który nigdy nie wróci, albowiem żadne retro zabiegi nie będą w stanie go wskrzesić (choć niektórzy przy pomocy takowych próbują). Dziwaczna elektroniczna taneczna muzyka w radio i TV, Mały Musiał<TM> zapewne jarałby się czymś takim, najpewniej w połączeniu z klipem puszczanym na jakiejś Vivie a oglądanym dzięki kablówce dziadków. Ciekawe, nie powiem, lubię czasem przyćpać nostalgią za tymi naprawdę starymi czasami i myślę, że ta wrzutka spełnia w tym swoją misję. Jest faza, brakuje tylko czegoś z epoki do przegryzienia (Chio Chips?) i świadomości, że w poniedziałek nie trzeba do pracy. Odjazdowy kawałek!

Men I Trust - Tailwhip

Bardzo ciekawa sprawa, gdyż znam ten numer. A znam go z radia, choć ni cholery nie przypomnę sobie z jakiej stacji. Pamiętam za to, że zapisałem sobie tę nazwę w notatniku w telefonie i kiedyś zobaczył ją Munlup i trochę z niej skisł. Zapisałem, ale wróciłem może z garstkę razy i jak obiecałem sobie zapoznać się z czymś jeszcze, tak mi jakoś chyba nie wyszło. Także totalnie kupuję "musiałcorowość" tej wrzutki, gdyż przy lepszych wiatrach i w ciekawszych okolicznościach sam bym to wrzucił xD Bardzo dobry numer, wiosenny w ciul, co mi bardzo pasuje, wokalistka umie w śpiewanie, muzyczka czilowa i jednocześnie angażująca i nie. Coś na włóczenie się późnokwietniowymi wieczorami po bulwarach nad Wisłą. Albo po Pietrynie, jak kto woli. Będę miał dobry setting łączący obydwie te rzeczy w połowie kwietnia, to sobie posłucham, czuję, że będzie warto. Daję kciuk w górę, gdyż fajna to wrzutka i warta powrotów!

Abul Mogard - Upon the Smallish Circulation

Mam problem z tą wrzutką. Z jednej strony jest to fajny kawałek elektronicznego ambientu (no bo od kogo innego jak nie od Smoka), ale z drugiej mnie zmęczył i przy kolejnym odsłuchu musiałem to w połowie wyłączyć. Tzn. nie musiałem, ale chciałem i tak też uczyniłem. Mocno soundtrackowe w sytuacji, w której spodziewałem się chyba czegoś nieco lżejszego, jakby nie patrzeć to ta kolejka tak wyszła ("najcięższy" był numer Munlupa, bo w klimacie przynajmniej pochmurnym). Jednak gdyby był tak o połowę krótszy, to mogłoby być inaczej. Ja wiem, sam lubię muzę, gdzie to samo ciągnie się tak naprawdę godzinami, ale tutaj nie zajęło takiego miejsca, jakie zazwyczaj taka muza zajmuje. Szanuję, że robi coś takiego typ z serca dawnej Jugosławii i że odwołuje się to takich nazwisk jak Schulze, bo to nawet wychodzi, ale koła się chyba dwa razy wynaleźć nie da. W tym wypadku wolałbym oryginał. Albo inny setting, nie wiem, NIE WIEM, bo też nierzetelne to to nie jest. Po prostu potrzebuję w tej chwili czegoś innego. Może przegryzie się z czasem? Nigdy nic nie wiadomo.
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24709
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 14 mar 2026 17:10

No, Musiał, albo jedno albo drugie. W tym wypadku albo zgodność z porą roku, albo z serią o Ance, która opowiada historię tocząca się między listopadem, a kwietniem. W tej 25 będzie więcej skupienia na innych sprawach.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7404
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 14 mar 2026 17:45

Ależ ja nie krytykuję. Musiałem to sobie w głowie dostosować xD
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10366
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 15 mar 2026 02:16

no-man - Road

Marzec dobrze mi się kojarzy. Ostatnimi laty to okres premier płyt Depeche Mode, w tym miesiącu zacząłem pracę we Wrocku, na studiach to też był czas rozbudzenia i początkowej zajawki na rzeczy. W tym roku na razie druga wyprawa warszawska i ostatnie wizyty "zawodowe" na Rzeźniczej. Co o samym Road? Znacie mój stosunek do coverów. Sam oryginał nie jest szczególnie mocny, a przerabianie miniaturek przez ich przesadne rozciąganie to nie za dobry kierunek. Brzmi jak tribalowy rozbieg pod coś bardziej klubowego. Poza tym raczej standard wokalny i pod względem aranżów no-manowych. Dla fanów gratka, dla mnie nudy, kolejny raz to samo. Niespieszny start dziewiąteczki u Musiałowskiego.

Piano Magic - I Am the Teacher's Son

Zaleta studiowania w pandemii? Ominął mnie stacjonarny WF. Pół biedy absurdalne zasady rejestracji, ja i tak od lat jestem w rozjazdach, a przed 2020 rokiem trochę sobie pograłem w tenisa na luźno. Historii odbijania drugich połówek nie mam za dużo, bo z dziewczynami to było w czasach praktycznego dziecięctwa (gimnazjum). Prędzej w drugą stronę, bo rozstałem się trzy lata temu, a do dzisiaj chłopiec zagląda mi w socjale heh No tak to bywa z człowiekami. Muzycznie Hien dostarcza munlupizm wysokiej próby, choć wchodząc w stereotypowe ujęcie tego pojęcia, powiedziałbym że jest delikatnie za szybki na pełny munlupizm. Poza tym jest akustycznie, melancholijnie, nostalgicznie, wiemy w co wchodzimy i jest nam przyjemnie. Wbrew kontekstowi. W takich momentach kuje się przełomowe doświadczenia. Wyraźne bębny i gitarka prędzej robią ciepło na serduszko jesienną porą, ale i teraz jest w porządku. Grypa znowu mnie bierze, nocną porą w takim stanie niewiele trzeba do rozgrzania. Zacne towarzystwo. Bez wyraźnego wstępu, bez wyraźnego finału, pysznie płynie.

Morton Stevens - The Long Wait

Jaca mówi: potraktuj jako intro, to traktuję jako intro. Nastrój muzyki granej na żywo pod niemieckie ekspresjonizmy w kinie studyjnym, a zaraz potem coś bardziej uporządkowanego, z ducha amerykańskiego. Oczywiście nie znam serialu, nie znam kompozytora, choć wszystko to do pewnego stopnia brzmi znajomo. Wstęp na plus, czekam na więcej... bez zaskoczenia, bo skoro sampling, to wrzutka jak najbardziej z ducha jackowa heh

The KLF - America: What Time Is Love?

Absolutnie bym nie powiedział, że ta muzyka się nie zestarzała. Bierze mnie na kminki antropologiczne, także wrażliwych zapraszam do ostatnich zdań. Z muzyki przełomu 80/90 bije potężny optymizm, rozmach bez oglądania się na to, czy coś będzie kiczowe, przegięte, czy coś jeden do jednego wpisuje się w jakiś gatunek. KLF kojarzę bardziej dzięki wrzutce na legendarnym Ishkurze, tam zdaje się była Madrugada Eterna. W ogóle Chill Out bardzo dobra płyta. Tutaj ofensywne cuty jak gdyby koncertowe, to mi przypomina m.in. Scootera. Czego tu nie ma. Chóry, całkiem mocny bit, gitarowe podkłady w tle, drąca japę pani. Słuchając nagrań 808 State z podobnego okresu, odczuwam coś podobnego, równie silny optymizm. Zaraz miał być koniec historii, ale algorytmy i dziadki opętane nacjonalizmami nakręcają kolejne tabuny młodych do bycia mięsem armatnim. A Amerykę to niech szlag jasny trafi, krew nagła zaleje. Sam kawałek trochę mnie nie kupił, dzieje się po prostu za dużo. Taki urok prekursorów. BTW wersja na Spotify lepsza jakościowo.

Men I Trust - Tailwhip

Wielbię Wrocław za masę rzeczy, wśród nich jest panujący klimat. Gdy w Wałbrzychu osiem stopni to zapewne tutaj jest dwa razy więcej. Dosłownie dwa czy trzy dni w roku pod Chełmcem bywa cieplej niż na Placu Solnym. Sebowy kawałek spokojnie siadłby w RAMie w porze obiadowej. Trzynasta w sam raz. Zapowiedzi artystycznych wydarzeń i około elektropopowe indie rzeczy bez pretensji czy wymyślania koła na nowo. Nie umiem do takich rzeczy wracać bez szerszego kontekstu, czegoś więcej dziejącego się wokół, ale czasem wystarczy po prostu przyjemna chwila przerwy, gdy radio nie przeszkadza i tak jest w tym przypadku. Zaraz kawałek się skończy, ciekawe co w najbliższym czasie zaproponują w Pawilonie Czterech Kopuł... Bez dramatu, bez ekstazy, raczej pozytywnie odczucia. Solidna jakościowo rzecz w kanonie, która nie sprawi, że mózg wypłynie mi dupą.
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18356
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 16 mar 2026 12:24

no-man – Road

Zawsze mi się zdawało, że zacząłem słuchać no-man na wiosnę, w marcu właśnie. Ale sprawdziłem na last i okazało się, że jednak było to w lipcu 2011r. To już 15 lat, wierzyć się nie chce. Pamiętam, że pościągałem sobie wtedy kilkanaście losowych utworów, które wrzuciłem na mój odtwarzacz mp3 i wypaliłem na płycie cd, żeby słuchać na moim Technicsie. Chwyciło od razu, bo to szczerze mówiąc muzyka jakby skrojona pode mnie. Gdybym robił jakiś ranking ulubionych utworów no-man, to Road pewnie nie załapałoby się do top-20 mimo swojej niezaprzeczalnej zajebistości. To najlepiej świadczy o klasie tego zespołu. Utwór zaczyna się od bębnów jakby żywcem wyjętych z innego utworu no-man – Close Your Eyes. Potem zespół czaruje klimatem w swoim stylu. Cudna gitara i klawisze. W przypadku Wilsona i Bownessa dużo więcej nie trzeba. Jest tu wszystko to, za co lubię tę muzykę. Sam głos Tima działa na mnie jak balsam.
Myślę, że to bardzo dobra muzyka na wiosenną porę roku. Genialny początek 9-tej rundy w wykonaniu Musiała.

Piano Magic - I Am the Teacher's Son

Pamiętam doskonale utwór The Nostalgist. Utwór tak mnie zachwycił, że z miejsca sięgnąłem po album. Jednak mimo kilkukrotnego przesłuchania jakoś zapomniałem o Piano Magic. Było ok, ale jednak nic w moim mniemaniu nie dorównywało utworowi The Nostalgist. Tymczasem dostajemy inny ich utwór, który również mi się podoba. W ogóle Hien świetnie wbił się klimatem po no-man. Tutaj mamy bardzo podobny klimat. Delikatna gitara, gary w podobnym stylu, senny wokal. Nie dziwne więc, że mi się podoba. Bardzo ładny utwór. Ciekawy jestem dalszej części historii Kuby. I dalszych muzycznych propozycji. Póki co utwór I Am the Teacher's Son chyba mnie ponownie skłoni do tego, żeby dać Piano Magic drugą szansę.

Morton Stevens - The Long Wait

No jako intro do kolejnej 20-ki biorę to od ręki. Lubię takie muzyczki z seriali. Nierzadko mają one swój urok. Tutaj jest lekko niepokojący klimacik. Początek wręcz jak z Bonda. Potem fajne dęciaki. Muzyka w starym dobrym stylu. Nie uważam, że wszystko co nowe jest złe, tak samo jak wszystko co stare nie jest dobre. Ale to jest bez wątpienia fajne i klimatyczne.

Men I Trust – Tailwhip

Muzyka z centrum handlowego? Ma to sens. I ja osobiście nic nie mam do takiej muzyki. Niby nic szczególnego czy niezapomnianego, ale jednak całkiem przyjemne. Luzacki numer, taki rzeczywiście wiosenny bym powiedział. Może nie ma tego czegoś, co by mnie rzuciło na kolana, ale jest ok. Tak to często bywa, że komuś coś takiego mocno w pewnych okolicznościach podejdzie podczas gdy inni tylko wzruszą ramionami. Ja bezpiecznie stawiam to na półce z napisem „rzetelne”.

Abul Mogard — Upon The Smallish Circulation

Serba to chyba jeszcze w naszej zabawie nie było? Tymczasem występuje tutaj w dosyć zaskakującej formie. Bo zamiast jakiegoś bałkańskiego folku mamy tutaj kawałek kosmicznego ambientu. Utwór trwa ponad 11 minut i właściwie od początku do końca powtarza się ten sam motyw z jakimiś plamami dźwięków w tle. Niby monotonnie, ale czyż podróż przez kosmos nie byłaby monotonna? A mnie osobiście taka monotonia wcale nie przeszkadza. W pewnych sytuacjach potrafię słuchać takich rzeczy z przyjemnością. Bo ma to swój niepodważalny klimat. Więc może i skuszę się na cały album? Właściwie już zacząłem słuchać. Na razie co prawda w pracy, choć nie są to najlepsze warunki dla takiej muzyki. Ale w innych też zapewne wypróbuję, bo w bibliotece już zapisane.

Generalnie bardzo dobra kolejka na rozpoczęcie 9-tej odsłony naszej bestki. Sporo bardzo klimatycznych utworów z no-man na czele. Oby tak dalej.
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6943
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 16 mar 2026 13:36

no-man - Road

Jezus maria, jako typ, który ledwo co pamięta co jadł w ostatni poniedziałek na śniadanie, jestem nieironicznie pod wrażeniem tego, że Musiał pamięta czego słuchał w każdym marcu swojego życia (i przed narodzinami pewnie też). Gdybym był złośliwy, to bym napisał, że konkurs na największego autystę forum mamy chyba rozstrzygnięty. Ale nie jestem, a przynajmniej w tym przypadku staram się nie być. Dlatego powinienem nie pisać o tym, że ten utwór strasznie mi trąci jakimiś starymi dżinglami z BBC czy czegoś podobnego, ale nic nie poradzę na to, że mam takie skojarzenie i chciałbym tu zaznaczyć, że to nie jest skojarzenie pejoratywne - po prostu tak to brzmi i tyle. Mimo tego (a może właśnie dzięki temu?) jest to munlupizm na pełnej, ale ten z gatunku ładnych, urokliwych i sympatycznych oraz takich co to może nie chwytają za serce w całości, ale też nie zostawiają obojętnym. Wiecie o co cho. Zostawiam okejke, moze i umiarkowaną, ale za to z czystym sumieniem.

Piano Magic – I Am the Teacher’s Son

Chciałem napisać, że zaczyna się jak GYBE, ale to może przez to, że byłem na nich tydzień temu i od tamtej pory wszystko brzmi dla mnie jak oni. Kurczę, mam wrażenie, że tej wiosny coś wisi w powietrzu, bo to kolejna propozycja z gatunku tych, które roboczo mógłbym określić melancholijnymi (czy tam jesieniarskimi), a sam jakoś tak ostatnio się czuję nieszczególnie. I w kategorii soundtrack do siedzenia przed oknem i myślenia o niewykorzystanych szansach oraz innych rzeczach nieszczególnie fajnych™ to naprawdę solidna propozycja. No i ostatnio jakoś tak mi dobrze wchodzą post-rocki. A tu są fajne gitarki, zwłaszcza te drone'ujace w outro. No super to jest. Czekam na kolejne odcinki historii - mój rok 2007 był bez porównania nudniejszy (kończyłem gimnazjum i grałem w gierki oraz oglądałem głupoty na YT).

Morton Stevens - The Long Wait

Wrzucenie intra jako trzeciego utworu to oryginalny pomysł, ale tu warto nadmienić, że nasza zabawa nie jest pierwsza, bo na ten sam pomysł wpadł Peter Gabriel na trójce. Nie kojarzę, bym oglądał ten serial, chyba nawet nie leciał za bardzo w ogólnodostępnej polskiej telewizji nigdy (a przynajmniej nie znalazłem na to żadnych dowodów), ale ten motyw brzmi jakoś kurde znajomo. Może to przez to, że brzmi dokładnie tak, jak powinien brzmieć motyw do serialu kryminalnego, czyli niepokojąco i ZŁODUPNIE (tak, tak przetłumaczyłem słowo badass). Mi to styka, kolejna solidna okejka.

The KLF - America: What Time Is Love?

Ja za młody jestem, by pamiętać czasy świetności KLF, ale generalnie bardzo cenię ten projekt. O czym możecie wiedziec, bo niektórzy z was pamiętają, że onegdaj wrzuciłem ich do Depeszwizji (acz bez sukcesów). Może to przez ten pierwiastek losowości - wicie, to są ci ludzie, co to kiedyś podpalili w ramach protestu milion funtów i w swojej dyskografii oprócz kuriozów jak płyta z której pochodzi ten kawałek, m. in. album z ambientem. Lubię wszystko, ten utwór też, bo nie mogę być na nie w przypadku popu z lat 90, który jest do bólu przegięty, jest w nim wszystko i generalnie brzmi jak projekcja myśli osoby z ADHD. xd W każdym razie bdb

Abul Mogard — Upon The Smallish Circulation

A MI SIĘ PODOBAŁO. Chcę się wyróżnić od reszty forum chociażby tym stwierdzeniem. W sumie nie wiem co tu napisać, poza tym że to po prostu kolejna fajna smocza elektronika i nawet jeśli wrzucał podobne rzeczy milion razy, to może to zrobić jeszcze z 5 razy tyle, bo takie space ambientowe granie ciężko zepsuć i chyba nigdy mi się w dłuższej perspektywie nie "przeje". Może tylko dodam, że okładka nie mówi mi nic, bo moim skromnym zdaniem nijak się do muzyki nie ma, ale to tylko moje zdanie.

kurde, ta przerwa to byla jak dżdż dla kani - wszystko siadło mi wręcz ze zdwojoną mocą. licze na to, ze kolejne kolejki bede już pisać z poziomu swojego kompa, bo myślałem, ze sie pochlastam z tym tabletem oraz klawiaturą z temu xd
DEPESZWIZJA 123: EDYCJA NOWOFALOWA
FINAŁ 21:15
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13846
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 16 mar 2026 14:31

Odnośnie minionej kolejeczki to powiem jedynie że zaskoczył mnie chyba prejz od Wuja bo byłem pewien że pokręci nosem że wrzucam staroć i w dodatku instrumental a tu proszę, miło się czasem pomylić.

Lecimy dalej.

Delphic - Clarion Call
(2010)

Dobra to jak już tak wyskoczyłem sam z tym "intrem" do tej 9 Bestki to tera może dla odmiany spróbuję rzucić czymś takim co ruszy mocniej z kopyta i w bardziej oczywisty sposób dostarczy (miejmy nadzieję). Generalnie to numer ten wrzucam teraz trochę pomyłkowo gdyż z jakiś względów myślałem że kojarzy mi się z wiosną xD chodzi mianowicie o to że poznałem ten utwór z takiego telewizyjnego promo spotu na TVNie właśnie roku pańskiego 2010, spotu reklamującego ramówkę jesienną (a nie jak byłem przekonany przez lata później że wiosenną). Wiecie ocb, krótki filmik z największymi gwiazdami stacji gdzie tam o tu biegnie se Wojewódzki i mija knajpę do której wchodzi Magda Gessler itp., zresztą zobaczcie sami:

https://youtu.be/TYmVpG-oaww?is=bIqQIGEtdmB9pPdi

No i rzecz w tym że w owym spocie były tylko niektóre fragmenty tego utworu wykorzystane, w tym ten śpiew na końcu z tej powiedzmy intensywniejszej części kawałka i ja słysząc go wtedy byłem w pierwszej chwili przekonany że to chyba jakiś kawałek Bloc Party.

Spoiler - nie był to ich numer a autorem okazała się być nieznana mi kapela o nazwie Delphic. W sumie to zastanawiam się jak do tego doszedłem, całkiem niewykluczone że dzięki pewnemu forum poświęconemu poszukiwaniom właśnie autorów muzyczek z reklam itp. W każdym bądź razie utwór Clarion Call to krótki ale treściwy kawałek fajnego, żywego, rockowego grania tamtej ery. Podoba mi się jak ten numer się powoli rozkręca przy akompaniamencie wokali i gitarowego arpeggio aż zaczyna "strzelać" syntezatorami i eksploduje pełnym zestawem instrumentów. Ten dalszy fragment jak już wspominałem kojarzy mi się nieco z Bloc Party których brzmienie również sobie cenię i ten haczyk w sumie wystarczył te kilkanaście lat wstecz żebym jednak zawiesił ucho przy tym krótkim promo spocie w tv. Dzisiaj wrzucam ten numer bo w sumie tego typu randomowych historii był u mnie niedostatek do tej pory chyba a i takiego grania w bestkach u mnie trochę ze świecą szukać, w każdym razie po cichu liczę że tego typu numer może ktoś przytuli na dłużej niż np. kolejną "rzetelną" rapową wrzutkę z 90sów.

https://youtu.be/1KjJM1YUfEI?is=hdPvJyVlc-1fuhCJ
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24709
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 16 mar 2026 15:09

Cause & Effect – Alone

Końcówka 2007 r., była kolejną mieszaniną złego z dobrym. Jedną z tych dobrych rzeczy, było to, że chyba znalazłem klin na Ankę. Poznałem w internecie dziewczynę, która, jak się okazało, właśnie kończy naukę w tym samym liceum, do którego chodziłem, i miała te same zainteresowania. Piszę w internecie, ale powiem wprost, to była „nasza-klasa”, która akurat wtedy powstała. Cała nasza korespondencja z epoki, poszła się ciupciać razem z naszką, kiedy te parę lat temu ją usunęli, ale też nie zrobiłem wcześniej niczego, żeby ją jakoś uratować, to też widać zwyczajnie mi nie zależało. Jak teraz myślę o tym, jest to kolejna relacja, która zasługuje na przynajmniej dwie wrzuty, ale to innym razem. Tak czy inaczej, tamte zakusy zaczęły się nawet nieźle rozwijać. Spotkaliśmy się, owo spotkanie wypadło dosyć fajnie i nawet nie byłem taką pizdą w tym. Może zapeszyłem wtedy, bo ostatecznie zostałem zghostowany na chyba dwa miesiące i kiedy wznowiliśmy kontakt (z jej stron jakby nic), to już nie było czego zbierać, zresztą zrozumiałem aluzję. Co ciekawsze, znajomość przetrwała i zostaliśmy dobrymi… znajomymi, ale na tym etapie to już było dla mnie ok, więc to nie był żaden friendzone, czy coś. Niemniej, wcześniej, kiedy zaczęło się w/w ghostowanie, poczułem się jak gówno.

Miałem już dosyć i uznałem, że fajnie będzie mieć po prostu zwykłe koleżanki. Z tym nie było problemu, bo laski z grupy mnie lubiły. Stwierdziłem, że jak coś ma z kimś być, to będzie, a póki co będę się cieszył studiami i chodzeniem z kolegami na bilard po zajęciach. Nadszedł styczeń i powoli szykowaliśmy się mentalnie do pierwszej ever sesji. Do dziś mnie bawi, jak bardzo wyolbrzymiliśmy pierwszy egzamin, a jaki on był ostatecznie łatwy. Poustawialiśmy sobie wszyscy opisy na gg, jakbyśmy się szykowali na wojnę. Na którychś zajęciach, jeszcze w semestrze, siedzieliśmy i czekaliśmy na zakończenie. W głowie miałem Cause & Effect, bo akurat wróciłem sobie do słuchania ich płyt. Anka coś załatwiała z prowadzącym i wracając do swojej ławki, sprzedała mi taki uśmiech, że nogi mi się ugięły (a siedziałem). Tzn. uśmiech po prostu był, ale ja znalazłem się na jego linii. Myślałem, że mam to z głowy, że przerobiłem sobie tę dziewczynę w przerwie świątecznej i się z tego wyleczyłem, ale gówno, byłem w błędzie i teraz to do mnie dotarło wielką falą. Jednocześnie, to było chyba jeszcze chwilę przed tym, kiedy dostałem silent-kosza od tamtej drugiej laski. Mówić krótko – zgłupiałem.

Nie wiem, czy to było tego samego dnia, bo nie pamiętam, ale przyjmijmy, że było, bo to też nie jest aż tak istotne. Tak więc, ostatniego dnia zajęć, przed maratonem sesja – ferie – poprawkowa, siedzieliśmy z chłopakami w uczelnianym patio, na takich poduszkach z granulatem (wiecie o co chodzi). Mieliśmy chyba iść na ten bilard i na kogoś czekaliśmy, albo po prostu kończyliśmy jeszcze jakieś ostatnie dyskusje przed pójściem do domu (np. o filmografii Bruce’a Lee). Pojawiła się Anka i między jednym zdaniem o sesji, a drugim zdaniem o dzisiejszym menu wydziałowej pizzeri, zrzuciła bombę, że rozstała się chłopakiem. I poszła. A ja zostałem. Zostałem z takim bagażem myśli, że szło się zesrać. Po powrocie do domu, ustawiłem sobie dwuznaczny opis na gg, który tylko ja rozumiałem, a który odnosił się do sytuacji, w której są dwie dziewczyny, a ja muszę zdecydować się na jedną, a potem słuchałem „Alone” na repeacie. Ten kawałek idealnie oddawał ponowny rozkwit mojej fascynacji Anką, ale też był podszyty niezdecydowaniem. Sytuacja niedługo potem stała się prostsza, tylko po to, aby znowu się zagmatwać.

Samych C+E poznałem jakoś pół roku wcześniej. Pod koniec lat 80, zespół założyło dwóch kolegów i wydali album. Niestety na początku lat 90, podczas próby przed koncertem, klawiszowiec Sean Rowley dostał ataku astmy, który rozwinął się w atak serca. Chłopak zmarł na miejscu, co do dziś trochę mnie przeszywa, bo w dokładnie tym samym czasie zacząłem chorować na astmę i parę razy byłem bliski udania się na drugą stronę. Wokalista, Rob Row, postanowił kontynuować razem z, do tej pory, sesyjnym perkusistą oraz nowym klawiszowcem, poznanym w międzyczasie. Wynikiem była płyta "Trip", która zerwała z brzmieniem ejtisowym. Byłem pod jej olbrzymim wpływem wtedy w 2007 r., do dziś lubię wracać do muzyki tych gości.

https://youtu.be/S1n2MaHBcag?list=RDS1n2MaHBcag
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn