K*rwa, jaka to jest fajna kolejka! No, prawie - zrujnował ją trochę wstęp dla mnie xD ale to dlatego, że niespecjalnie przepadam za
Guralem, bo rap to już tam wiadomo, tzn. Wy, PT Forumowicze wiecie, jaki mam do niego stosunek. Ale tutaj jest trochę tak, jak napisał Melczet. Płasko, jednowymiarowo, nieciekawie, głos Gurala zawsze mnie trochę drażnił a jego całą stylówę kojarzyłem mocno z Tedem, którego nie trawię w ogóle (i muzyki i jego postaci, zawsze przypominał moich dresowato-ciulowatych znajomych z gimnazjum). Nie ma niczego, na czym mógłbym zawiesić ucho, bit jakiś nijaki, tekst miał nawet moment czy dwa ale niewiele więcej. Już ten poprzedni, którego w tej chwili nie mogę sobie przypomnieć (w sensie tytułu

), był lepszy. No nic, wierzę, że jeszcze wjedzie coś fajnego z hip hopu szeroko pojętego w tej konkurencji, po prostu nie tym razem.
Jeśli z kolei chodzi o
Szlifiarza, to absolutnie uwielbiam, kocham, ubóstwiam. Doskonale zagrana i zaśpiewana piosenka o tym, jak wszystko nie wychodzi w tym jednym zakresie, w którym by mogło. Background mojego poznania tego zespołu i ich pierwszego albumu zapodałem przy okazji wrzucania własnego numeru, więc no mogę dodać tylko tyle, że mojej obecnej sytuacji życiowej identyfikuję się z tym kawałkiem przeokrutnie (jeszcze bardziej po ubiegłym weekendzie) i puszczałem go sobie chyba z 10 razy odkąd go tutaj wrzucono, jak nie lepiej xD z tym, że dla mnie i brzmieniowo i nawet tekstowo w jakiś sposób pasuje to do Brother, My Cup Is Empty. Skleja mi się to w jedną całość i to w bardzo fajny sposób. Znów, mogę być zbiasowany, bo teraz mi po prostu doskonale przypasowuje, ale też no, tu się nie ma do czego przywalić. Nawet wąs Kejwa był świetny wtedy, to był genialny powrót do Birthday Party dla mnie. Druga ich płyta była nieco lżejsza (tylko nieco) i też miała jeden dobry numer "w klimacie". Może wrzucę?
A potem mamy
Porcupine Tree. Nie znam ich na pewno tak dobrze jak Hien czy już f.ś.p. EveS, długo miałem problem z przekonaniem się do nich bo - jak już gdzieś wcześniej pisałem - tak widziałem prog rocka, który wydawał mi się nudnawy plus no, Wilson ma specyficzny głos xD Aż nagle pykło, zassałem Lightbulb Sun, Hien podrzucił mi właśnie In Absentia i bardzo fajnie mi się obu albumów słuchało. Trains oczywiście pamiętam i był to - jest - jeden z moich ulubionych kawałków Jeżozwierzów. Bardzo ładnie się rozbudowuje, gitary są takie nie za ciężkie (mimo paru zagrywek) co czyni ten numer - o którym myślałem na początku, że mógłby być jednak krótszy - w mojej opinii idealnie wyważonym. Naprawdę dobra piosenka, aż nabrałem ochoty na przypomnienie sobie płyty, i prawdopodobnie właśnie to zrobię ^^ nie miałem tam poczucia jakichś wyjątkowo dużych fakapów
A teraz przymentosuję i będzie w częściach, bo muszę wracać na szkolenie :F
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl