Best of Forum
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
-
Czez
- Posty: 9728
- Rejestracja: 22 lut 2009 00:43
- Ulubiony utwór: Cala masa
- Lokalizacja: Glasgow
Nadszedl czas na druga kolejke.
Ian Parker - EXP1
https://youtu.be/JxWHxaaYnLg
Iana poznalem osobiscie. To facet, ktory przez wiele lat byl klawiszowcem w Clannad i jest czlonkiem The Hollies. Nagral tez kilka swoich albumow. Najnowszy jest teraz w produkcji. Mam je wszystkie z dedykacjami. Akurat utwor EXP 1 nie reprezentuje jego muzyki, ale mi najbardziej przypadl do gustu. Kawal dobrej elektroniki, kompazycja, ktora naprawde bardzo mi sie podoba.
Ian Parker - EXP1
https://youtu.be/JxWHxaaYnLg
Iana poznalem osobiscie. To facet, ktory przez wiele lat byl klawiszowcem w Clannad i jest czlonkiem The Hollies. Nagral tez kilka swoich albumow. Najnowszy jest teraz w produkcji. Mam je wszystkie z dedykacjami. Akurat utwor EXP 1 nie reprezentuje jego muzyki, ale mi najbardziej przypadl do gustu. Kawal dobrej elektroniki, kompazycja, ktora naprawde bardzo mi sie podoba.
Enjoy The Silence
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Ale Mentos jeszcze nie skończył recenzować poprzedniej.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Te nasze forum to naprawdę przyjemne z pożytecznym. Można stąd wynieść wiele korzyści.
A już po 1 kolejce mogę Wam powiedzieć, że oprócz DM powieli się na pewno przynajmniej jeden wykonawca.
A już po 1 kolejce mogę Wam powiedzieć, że oprócz DM powieli się na pewno przynajmniej jeden wykonawca.
-
Czez
- Posty: 9728
- Rejestracja: 22 lut 2009 00:43
- Ulubiony utwór: Cala masa
- Lokalizacja: Glasgow
To dokonczy
Enjoy The Silence
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
No ok, ale umawiamy się, że następnym razem pozwalamy wszystkim dokończyć sprawiedliwie.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Czez
- Posty: 9728
- Rejestracja: 22 lut 2009 00:43
- Ulubiony utwór: Cala masa
- Lokalizacja: Glasgow
Spoczko, po prostu to przeoczylem
Enjoy The Silence
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Przynajmniej nikt nie zamula 
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Potwierdzam. To Pet Shop Boysowy Violek.
Zresztą i tak strippeda do tego zmuszę.
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Mentos mógłby z łaski swojej się tak nie rodrabniać, poczułem się jakby Netflix premierowo wypuścił pół odcinka ulubionego serialu
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Mentos lubi trzymać forum za jaja.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Za darmo dostają, a jeszcze narzekają
///
Simple Minds - Hypnotised
Zacznę wykwintym żartem a'la ja 10 lat temu: nie ZAHIPONTYZOWAŁ mnie ten kawałek. Ale trochę zaskoczył, bo SM znam głównie z ejtisowej inkarnacji i nawet przez chwilę miałem niewielki dysonans, słysząc coś, co bardziej zalatuje nie wiem jakimś INXS czy U2. Nie jest to rzecz zła, stacji radiowej bym nie przełączył gdybym to usłyszał, w sumie nawet rzeknę, że jest umiarkowanie spoko, ale w większych dawkach czułbym się zmęczony i raczej nie planuję zbyt często wracać.
Pet Shop Boys - Being Boring
Pisałem o tym przy opisie TTYS, ale napiszę i tu, że zazdroszczę shodanowi, że poznawał PSB "na żywo" i mógł czekać na premiery ich nowych albumów, gdy mnie jeszcze na świecie nie było (well, na pewno pod niektórymi aspektami były to lepsze czasy). Uwielbiam ten zespół z przelomu lat 80 i 90, później ta formuła się wypaliła, wszystkie te albumy brzmią strasznie nijako i są jakieś takie generyczne. Jest w tym utworze coś urzekająco melancholijnego, to taki rodzaj melancholii, gdy wspominasz sobie to jak kiedyś siedziałeś ze znajomymi, których wywiało cholera wie gdzie do trzeciej w nocy w Fiacie Punto i rozmawialiście o życiu i "poważnych" problemach typu związki czy kobiety tudzież coś w ten deseń. Kupuję to.
Lech Janerka - Reformator
Fajnie, że ktoś tu wrzucił Lecha Janerkę, bo i muzyk dobry, i utwór dobry, i w ogóle jestem patriotą lokalnym więc po stokroć fajnie jest. Ten utwór to dla mnie jest poziom Klausa Mittfocha, więc poziom wysoki. W sumie nie jestem w stanie napisać niczego więcej na temat tego kawałka, poza tym, że przyrządzałem podczas jego słuchania obiad, więc dodam, że cieszę się niezmiernie z tego, że doszła mi kolejna płyta do obadania (albo przypomnienia, ale nawet jeśli słuchałem tej płyty, to znam ją tak słabo, że praktycznie poznam ją na nowo) dzięki tej zabawie.
Simple Minds - Hypnotised
Zacznę wykwintym żartem a'la ja 10 lat temu: nie ZAHIPONTYZOWAŁ mnie ten kawałek. Ale trochę zaskoczył, bo SM znam głównie z ejtisowej inkarnacji i nawet przez chwilę miałem niewielki dysonans, słysząc coś, co bardziej zalatuje nie wiem jakimś INXS czy U2. Nie jest to rzecz zła, stacji radiowej bym nie przełączył gdybym to usłyszał, w sumie nawet rzeknę, że jest umiarkowanie spoko, ale w większych dawkach czułbym się zmęczony i raczej nie planuję zbyt często wracać.
Pet Shop Boys - Being Boring
Pisałem o tym przy opisie TTYS, ale napiszę i tu, że zazdroszczę shodanowi, że poznawał PSB "na żywo" i mógł czekać na premiery ich nowych albumów, gdy mnie jeszcze na świecie nie było (well, na pewno pod niektórymi aspektami były to lepsze czasy). Uwielbiam ten zespół z przelomu lat 80 i 90, później ta formuła się wypaliła, wszystkie te albumy brzmią strasznie nijako i są jakieś takie generyczne. Jest w tym utworze coś urzekająco melancholijnego, to taki rodzaj melancholii, gdy wspominasz sobie to jak kiedyś siedziałeś ze znajomymi, których wywiało cholera wie gdzie do trzeciej w nocy w Fiacie Punto i rozmawialiście o życiu i "poważnych" problemach typu związki czy kobiety tudzież coś w ten deseń. Kupuję to.
Lech Janerka - Reformator
Fajnie, że ktoś tu wrzucił Lecha Janerkę, bo i muzyk dobry, i utwór dobry, i w ogóle jestem patriotą lokalnym więc po stokroć fajnie jest. Ten utwór to dla mnie jest poziom Klausa Mittfocha, więc poziom wysoki. W sumie nie jestem w stanie napisać niczego więcej na temat tego kawałka, poza tym, że przyrządzałem podczas jego słuchania obiad, więc dodam, że cieszę się niezmiernie z tego, że doszła mi kolejna płyta do obadania (albo przypomnienia, ale nawet jeśli słuchałem tej płyty, to znam ją tak słabo, że praktycznie poznam ją na nowo) dzięki tej zabawie.
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Dość dziwny trop z tym Kultem, tak szczerze to ciężko mi znaleźć jakieś styczne między Świetlikami a nimi pomijając to, że oba zespoły są z Polski i wokaliści obu lubili swego czasu dać w palnik xd No bo ani muzycznie to nie jest zbyt podobne do siebie za bardzo, a teksty młodego, uduchowionego Kazika są z innej czapy niż poezja Świetlickiego.Hien pisze:24 sty 2022 00:50Nie wiem, może jestem zrąbany, ale już prędzej bym skojarzył Świetliki z jakimś wczesnym Kultem, chyba że chodzi o typowo gitarowe surowe granie na cleanie, to może, ale tbh jest pierdyliard innych zespołów po drodze. Co ciekawe, Slint to był pierwszy band do jakiego mnie odesłano kiedy miałem fazę na Bark Psychosis. I to miało dużo większy sens.mintaj pisze:24 sty 2022 00:25No jak teraz sobie o tym pomyślę to to dość... losowa rozkmina, ale Slinta w sumie też setki lat nie słuchałem (muszę mieć odpowiednio zrąbany nastrój, by ta muza mi wchodziła)
Acz z tym, że Bark Psychosis jest mimo wszystko bliżej do Slinta to raczej polemizować nie będę xd
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
To prawda. Pierwsze 5 płyt do Behaviour włącznie, to pop najwyższej wody. Potem było coraz gorzej. Jeszcze Nightlife i Fundamental były przyzwoite, ale generalnie po 1990 to już żadnych premier ich płyt nie wyczekiwałem.mintaj pisze:24 sty 2022 19:14zazdroszczę shodanowi, że poznawał PSB "na żywo" i mógł czekać na premiery ich nowych albumów, gdy mnie jeszcze na świecie nie było (well, na pewno pod niektórymi aspektami były to lepsze czasy). Uwielbiam ten zespół z przelomu lat 80 i 90, później ta formuła się wypaliła
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Chyba wszyscy są zgodni, że Sex Shop Boys to ucieleśnienie melancholii, ale nie takiej patetycznej, tylko luźnej, jak wskazany przez Mentosa przykład.
Przy czym ja się akurat cieszę, że PSB poznawałem po czasie, nie mam tego syndromu "urodziłem się w niewłaściwej dekadzie", jestem zadowolony z tego jak to wyszło. Poznałem ich dopiero w okolicach Very, z którego pochodzi tak nienawidzone tu Go West.
Proponuję ewentualny drugi rzut utworów zacząć jutro, żeby każdy zdążył się wypowiedzieć i ewentualnie jakoś podsumować.
@Mentos, dlatego napisałem "prędzej" xD akurat tekstów i wokalu to nie brałem w ogóle pod uwagę. Taki ze mnie prostak.
Przy czym ja się akurat cieszę, że PSB poznawałem po czasie, nie mam tego syndromu "urodziłem się w niewłaściwej dekadzie", jestem zadowolony z tego jak to wyszło. Poznałem ich dopiero w okolicach Very, z którego pochodzi tak nienawidzone tu Go West.
Proponuję ewentualny drugi rzut utworów zacząć jutro, żeby każdy zdążył się wypowiedzieć i ewentualnie jakoś podsumować.
@Mentos, dlatego napisałem "prędzej" xD akurat tekstów i wokalu to nie brałem w ogóle pod uwagę. Taki ze mnie prostak.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Tylko stripped nienawidzi. Ja bardzo lubię.
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Do Go West mam stosunek totalnie neutralny. Moja propozycja wskoczy jakoś do południa jutro.
-
Malkolit
- Posty: 6483
- Rejestracja: 24 cze 2011 22:37
- Ulubiony utwór: World in My Eyes
- Lokalizacja: właściwa
Ja lubię Go West, choć zwykle z PSB słucham czego innego. Ja wrzucę swoje kolejne propozycje wieczorem.
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Nr 2
Sampha - Happens
https://youtu.be/GxVdTQyEPQo
Samphę pokazała mi przed laty moja bratowa, pod koniec 2013 roku wymieniając się muzyką przegrałem sobie od niej jego epkę Dual. Miniona dekada była czasem prężnie rozwijającego się nurtu alt-r&b gdzie czarni wykonawcy sięgali po różne dziwne smutne elektroniczne brzmienia i on się wpisywał w tą łatkę wtedy. Epka była spoko więc poszukałem więcej ale za wiele nie było, były jego gościnki u SBTRKT i właśnie znaleziony też singiel Too Much/Happens, ten pierwszy numer zdaje się najpierw był jego gościnką u Drake'a a tu jest w pełnej krasie Sampha solo + jego fortepian, prosty setup który doskonale się sprawdza. Mi jednak dużo bardziej do gustu przypadł utwór Happens, zwłaszcza że wkrótce potem mogłem go odnieść do własnej sytuacji życiowej. Zakochałem się wtedy z wzajemnością w jednej dziewczynie i przeżywałem najdziwniejszy okres w swoim życiu, nigdy dotąd nie zaznałem takiego "strzału" w serducho i wszystko byłoby pięknie gdyby nie pewien szczegół - miała męża i dziecko. Byliśmy oboje w beznadziejnej sytuacji która mocno odbijała się na nas i bliskich wokół by ostatecznie doprowadzić nas do konkluzji że trzeba to przerwać. Dlatego mocno grały mi w duszy wtedy takie linijki jak:
"Well I don’t have the answers
So I won’t tell you lies"
czy
"No, I can't let this happen again
I found my love and I
I don't wanna lose it again"
Na pewno na mojej liście pojawi się jeszcze jeden albo i niejeden numer związany z tamtą historią (bo swoją drogą lata 2013-2014 to był okres mocnego poszerzania moich muzycznych horyzontów).
Sampha - Happens
https://youtu.be/GxVdTQyEPQo
Samphę pokazała mi przed laty moja bratowa, pod koniec 2013 roku wymieniając się muzyką przegrałem sobie od niej jego epkę Dual. Miniona dekada była czasem prężnie rozwijającego się nurtu alt-r&b gdzie czarni wykonawcy sięgali po różne dziwne smutne elektroniczne brzmienia i on się wpisywał w tą łatkę wtedy. Epka była spoko więc poszukałem więcej ale za wiele nie było, były jego gościnki u SBTRKT i właśnie znaleziony też singiel Too Much/Happens, ten pierwszy numer zdaje się najpierw był jego gościnką u Drake'a a tu jest w pełnej krasie Sampha solo + jego fortepian, prosty setup który doskonale się sprawdza. Mi jednak dużo bardziej do gustu przypadł utwór Happens, zwłaszcza że wkrótce potem mogłem go odnieść do własnej sytuacji życiowej. Zakochałem się wtedy z wzajemnością w jednej dziewczynie i przeżywałem najdziwniejszy okres w swoim życiu, nigdy dotąd nie zaznałem takiego "strzału" w serducho i wszystko byłoby pięknie gdyby nie pewien szczegół - miała męża i dziecko. Byliśmy oboje w beznadziejnej sytuacji która mocno odbijała się na nas i bliskich wokół by ostatecznie doprowadzić nas do konkluzji że trzeba to przerwać. Dlatego mocno grały mi w duszy wtedy takie linijki jak:
"Well I don’t have the answers
So I won’t tell you lies"
czy
"No, I can't let this happen again
I found my love and I
I don't wanna lose it again"
Na pewno na mojej liście pojawi się jeszcze jeden albo i niejeden numer związany z tamtą historią (bo swoją drogą lata 2013-2014 to był okres mocnego poszerzania moich muzycznych horyzontów).
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
2. Erika - I Don't Know (rok wydania 2003, rok pierwszego odsłuchu 2003)
https://youtu.be/VVuQp14fy20
Nigdzie nie było napisane, że utwór ma być dobry (albo przynajmniej nie wiadomo jak dobry w sposób mniej lub bardziej obiektywny), a więc postanowiłem wygrzebać prawdziwego trupa z szafy. Co to w ogóle jest? Rok 2003 był dla mnie rokiem dość specyficznym, bowiem powoli dobiegał końca czas, kiedy nie miałem sprecyzowanego gustu muzycznego. Na własność posiadałem 1 płytę i 4 kasety, z czego z ejtisami (z którymi później mnie kojarzono i sam chętnie się z nimi łączyłem) cokolwiek wspólnego miała jedna - Forever Young od Alphaville. W jakiś sposób moje ówczesne inklinacje ocierały się o dość dziwaczny eklektyzm, bowiem dwie kolejne kasety to była Mezokracja i jakiś losowy album Ryszarda Rynkowskiego. Prócz tego była - konsumowana przeze mnie, a jakże, pop-papka serwowana przez MTV Polska i VIVA Polska plus Eska Łódź, słuchana na moim walkmanie z funkcją radia. Kiedy w 2004 roku odkryłem w pełni Depeche Mode (chwilkę później wspominane już we wcześniejszym zestawieniu Simple Minds), a w 2005 "resztę" ejtisów (JMJ, Foxx, Ultravox, Tears for Fears, Talk Talk, The Human League, OMD i New Order) postanowiłem o tym, co 2-3 lata wcześniej (zwłaszcza 2), całkowicie zapomnieć. Zepchnąłem to tak głęboko w odmęty swojej świadomości, że przez pewien czas zastanawiałem się, czy Hole in the Head Sugababes naprawdę istniało. Moje następne zderzenie z radio-friendly randomowym popem nastąpiło dopiero w 2008, kiedy to po latach na pewnym wyjeździe byłem niejako zmuszony oglądać VIVĘ, bo nic innego nie było (wtedy z kolei atakowała druga fala rumuńskojęzycznego nawalania), ale wtedy sam odkrywałem REM i Radiohead...
Rodzice moi, mimo do pewnego stopnia wyklarowanych upodobań w zakresie muzyki lubili też różne "czasoumilaczozapychacze" w postaci takich właśnie kawałków jak ten, który wrzucam do tegoż zestawienia. Szkoda im było kasy na radio samochodowe z CD (panicznie bali się złodziei), w starym aucie nie mieli takiego zamontowanego fabrycznie, więc brali ze sobą na wszystkie wyjazdy boomboxa (!), do którego po prostu kładli baterie. A ze sobą jeden z tych nieśmiertelnych pokrowców na płyty, w którym znajdowały się krążki wypalone przez naszego znajomego informatyka (muza ściągnięta z eMule'a czy czegoś takiego) w postaci np. kolejnych albumów ELO, płyty przegrane przeze mnie od znajomych (RIP Nero), np. Gala Piosenki Biesiadnej czy Golec uOrkiestra, no i wszelkiej maści składanki radiowe, przede wszystkim od znienawidzonego przeze mnie Radia Zet. Na jednej z tych składanek był właśnie ten numer. Co to jest? Zupełnie nic, prosty bit, jakieś tam klawisze, żadnej progresji melodycznej, wokal płaski i senny jak dzisiejszy poranek, innymi słowy materiał na radiowy hit. Pierwszy raz usłyszałem to właśnie na Esce, potem grało to już wszystko (ciekawe, że wideo, zresztą mocno tandetne, zobaczyłem dopiero jakiś rok temu), Zetka, RMF, nawet Program Pierwszy Polskiego Radia. To jeden z tych "hitów", o których dziś już nikt nie pamięta (albo nie chce pamiętać). Warto zauważyć, że autorka tego dzieła nie wydała żadnego albumu, wyłącznie single, a ostatni z nich rok temu (nie odważyłem się go puścić póki co). Kojarzy mi się to z takimi randomowymi gwiazdami ery italo disco, jak np. Valerie Dore (choć tam przynajmniej jedna płyta była), co to jest wytwórniową kreacją nastawioną na szybkie podbicie notowań różnego rodzaju. Dlaczego więc ten kawałek?
Bo - prawdę mówiąc - jest to jeden z niewielu, które z jakiegoś powodu zapamiętałem właśnie z tamtych czasów. Czasów pewnego rozkroku muzycznego, gdzie jedną nogą stałem w wykonawcach takich jak Mezo, Ascetoholix, WWO (zahaczyłem, to nie było wcale takie złe akurat), ale też powyższe, Girls Aloud czy Sean Paul, a drugą w GTA Vice City ze swoimi The Psychedelic Furs, Garym Numanem, Michaelem Jacksonem czy Roxy Music. Na nieistniejącym już włoskim kanale muzycznym Countdown Television najbardziej czekałem na reklamy 10-płytowych boksów z muzą z ejtisów, które to (reklamy) trwały po 2-3 minuty i puszczały fragmenty wideoklipów wykonawców z tamtych czasów. Ten sam kanał niemal w kółko nadawał Crazy In Love Beyonce. Kilka miesięcy temu postanowiłem, po 18 latach od tamtych chwil odświeżyć sobie parę tych nut bojąc się, że faktycznie zupełnie o nich zapomniałem - a to jednak był jakiś tam element kształtujący moje obecne gusta, nawet jeśli mocno delikatnie. I kiedy zacząłem już skakanie po YT, odruchowo wpisałem ten kawałek w wyszukiwarkę jako pierwszy. Grał mi w głowie za każdym razem, gdy tylko pomyślałem o roku 2003 i bezpośrednich okolicach, ale jak ostatni raz słyszałem go może w 2006, to od tamtej pory nie podjąłem wysiłku, by go przy jednej z takich okazji odpalić ponownie. Aż do listopada ubiegłego roku. Oczywiście nie jest to jedyna rzecz, którą mocno kojarzę z 2003 - po drodze były jeszcze wspomniane wcześniej Sugababes, Sylver, Kate Ryan czy - wspominany akurat dość ciepło przez wielu - Schiller z Peterem Heppnerem z kolejnym zarżniętym przez radio bangerem tamtych czasów, czyli I Feel You. Ale ta utknęła mi w głowie najbardziej. Zagram nieśmiesznym żartem na koniec, i na pytanie dlaczego akurat to, odpowiem: I don't know. Miłej wycieczki w nową duchologię życzę.
https://youtu.be/VVuQp14fy20
Nigdzie nie było napisane, że utwór ma być dobry (albo przynajmniej nie wiadomo jak dobry w sposób mniej lub bardziej obiektywny), a więc postanowiłem wygrzebać prawdziwego trupa z szafy. Co to w ogóle jest? Rok 2003 był dla mnie rokiem dość specyficznym, bowiem powoli dobiegał końca czas, kiedy nie miałem sprecyzowanego gustu muzycznego. Na własność posiadałem 1 płytę i 4 kasety, z czego z ejtisami (z którymi później mnie kojarzono i sam chętnie się z nimi łączyłem) cokolwiek wspólnego miała jedna - Forever Young od Alphaville. W jakiś sposób moje ówczesne inklinacje ocierały się o dość dziwaczny eklektyzm, bowiem dwie kolejne kasety to była Mezokracja i jakiś losowy album Ryszarda Rynkowskiego. Prócz tego była - konsumowana przeze mnie, a jakże, pop-papka serwowana przez MTV Polska i VIVA Polska plus Eska Łódź, słuchana na moim walkmanie z funkcją radia. Kiedy w 2004 roku odkryłem w pełni Depeche Mode (chwilkę później wspominane już we wcześniejszym zestawieniu Simple Minds), a w 2005 "resztę" ejtisów (JMJ, Foxx, Ultravox, Tears for Fears, Talk Talk, The Human League, OMD i New Order) postanowiłem o tym, co 2-3 lata wcześniej (zwłaszcza 2), całkowicie zapomnieć. Zepchnąłem to tak głęboko w odmęty swojej świadomości, że przez pewien czas zastanawiałem się, czy Hole in the Head Sugababes naprawdę istniało. Moje następne zderzenie z radio-friendly randomowym popem nastąpiło dopiero w 2008, kiedy to po latach na pewnym wyjeździe byłem niejako zmuszony oglądać VIVĘ, bo nic innego nie było (wtedy z kolei atakowała druga fala rumuńskojęzycznego nawalania), ale wtedy sam odkrywałem REM i Radiohead...
Rodzice moi, mimo do pewnego stopnia wyklarowanych upodobań w zakresie muzyki lubili też różne "czasoumilaczozapychacze" w postaci takich właśnie kawałków jak ten, który wrzucam do tegoż zestawienia. Szkoda im było kasy na radio samochodowe z CD (panicznie bali się złodziei), w starym aucie nie mieli takiego zamontowanego fabrycznie, więc brali ze sobą na wszystkie wyjazdy boomboxa (!), do którego po prostu kładli baterie. A ze sobą jeden z tych nieśmiertelnych pokrowców na płyty, w którym znajdowały się krążki wypalone przez naszego znajomego informatyka (muza ściągnięta z eMule'a czy czegoś takiego) w postaci np. kolejnych albumów ELO, płyty przegrane przeze mnie od znajomych (RIP Nero), np. Gala Piosenki Biesiadnej czy Golec uOrkiestra, no i wszelkiej maści składanki radiowe, przede wszystkim od znienawidzonego przeze mnie Radia Zet. Na jednej z tych składanek był właśnie ten numer. Co to jest? Zupełnie nic, prosty bit, jakieś tam klawisze, żadnej progresji melodycznej, wokal płaski i senny jak dzisiejszy poranek, innymi słowy materiał na radiowy hit. Pierwszy raz usłyszałem to właśnie na Esce, potem grało to już wszystko (ciekawe, że wideo, zresztą mocno tandetne, zobaczyłem dopiero jakiś rok temu), Zetka, RMF, nawet Program Pierwszy Polskiego Radia. To jeden z tych "hitów", o których dziś już nikt nie pamięta (albo nie chce pamiętać). Warto zauważyć, że autorka tego dzieła nie wydała żadnego albumu, wyłącznie single, a ostatni z nich rok temu (nie odważyłem się go puścić póki co). Kojarzy mi się to z takimi randomowymi gwiazdami ery italo disco, jak np. Valerie Dore (choć tam przynajmniej jedna płyta była), co to jest wytwórniową kreacją nastawioną na szybkie podbicie notowań różnego rodzaju. Dlaczego więc ten kawałek?
Bo - prawdę mówiąc - jest to jeden z niewielu, które z jakiegoś powodu zapamiętałem właśnie z tamtych czasów. Czasów pewnego rozkroku muzycznego, gdzie jedną nogą stałem w wykonawcach takich jak Mezo, Ascetoholix, WWO (zahaczyłem, to nie było wcale takie złe akurat), ale też powyższe, Girls Aloud czy Sean Paul, a drugą w GTA Vice City ze swoimi The Psychedelic Furs, Garym Numanem, Michaelem Jacksonem czy Roxy Music. Na nieistniejącym już włoskim kanale muzycznym Countdown Television najbardziej czekałem na reklamy 10-płytowych boksów z muzą z ejtisów, które to (reklamy) trwały po 2-3 minuty i puszczały fragmenty wideoklipów wykonawców z tamtych czasów. Ten sam kanał niemal w kółko nadawał Crazy In Love Beyonce. Kilka miesięcy temu postanowiłem, po 18 latach od tamtych chwil odświeżyć sobie parę tych nut bojąc się, że faktycznie zupełnie o nich zapomniałem - a to jednak był jakiś tam element kształtujący moje obecne gusta, nawet jeśli mocno delikatnie. I kiedy zacząłem już skakanie po YT, odruchowo wpisałem ten kawałek w wyszukiwarkę jako pierwszy. Grał mi w głowie za każdym razem, gdy tylko pomyślałem o roku 2003 i bezpośrednich okolicach, ale jak ostatni raz słyszałem go może w 2006, to od tamtej pory nie podjąłem wysiłku, by go przy jednej z takich okazji odpalić ponownie. Aż do listopada ubiegłego roku. Oczywiście nie jest to jedyna rzecz, którą mocno kojarzę z 2003 - po drodze były jeszcze wspomniane wcześniej Sugababes, Sylver, Kate Ryan czy - wspominany akurat dość ciepło przez wielu - Schiller z Peterem Heppnerem z kolejnym zarżniętym przez radio bangerem tamtych czasów, czyli I Feel You. Ale ta utknęła mi w głowie najbardziej. Zagram nieśmiesznym żartem na koniec, i na pytanie dlaczego akurat to, odpowiem: I don't know. Miłej wycieczki w nową duchologię życzę.
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl