Best of Forum VI
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Vanessa Paradis - Natural High
Kurde, dziwny ten numer. Z jednej strony nie pachnie jakoś bardzo Vanessą z czasów Żule w taxi Irek kąsa, ale z drugiej pachnie w siusiak xD jej wokal, tak paskudnie dziewczęcy, w zwrotkach jeszcze się broni bo pasuje jakoś do klimatu numeru. Ale w refrenie brzmi fatalnie, jakby jakaś Karyna swoją kilkuletnią córkę wypchnęła do takiego talent show. Jako że Krawiec zawsze wydawał mi się overly manly man, to obszar ich związku w świetle tego kawałka ciągnie pedofilią. Pomimo wszystkich moich starań jestem na nie, sorry. Ale też - oddając sprawiedliwość - muza jest całkiem spoko.
Sylvan Esso - Die Young
O, a to dla odmiany zajebiste. Bardzo fajny numer, elektroniczny, popowy, oszczędny, pachnie analogami w stylu Johna Foxxa i The Maths, wyjątkowo w pytę. Daje vibe takiego post-letniaczka, i do radia i do klubu. Że ciągnie trochę hipsteriadą? No, tak, i co z tego? A że jest też trochę haendemowy? Być może, ale wali mnie to. Udany kawałek, Hien potrafi zapodać złoto całkiem nieoczekiwanie.
Yom Thorke and the Smile - Free in the Knowledge
A tutaj jak z Jorkiem, jeśli w nazwie jest The Smile to w zasadzie gwarantuje, że uśmiechać się nihuia nie będziesz. Numer brzmi jak ponowna kapitalizacja How to Disappear Completely (bardziej pod tytułem How to Steal Your Homework So the Teacher Doesn't Notice), gitara, smyczki, zawodzący Radiogłowy, to wystarczy, żeby z poczuciem pięknego doła wlecieć w jesień na miękko. Wuja dostarcza płaczliwie, ale dobrze. Nie mam żadnych second thoughts, jest w pytę.
Leon Vynehall - Safony
Kontynuuje się streak fajnych rzeczy, housik jak znalazł na dzisiejszy wieczór. Niby jeszcze lato, jeszcze gorąco, wnerwiająco, pocę się cały dzień i pewnie śmierdzę, a trzeba żyć. Na szczęście na słuchawkach twór przypominający niezliczone kolabo Hulkkonena tylko bez Hulkkonena. Nic tylko tańczyć leniwie leniwie sącząc drinka i jednocześnie się np. nie pocąc. Chyba jednak wolę takie końce lata, nie zaś The Smile (choć Yorke też baza).
Portishead - We Carry On
Z ocenianiem muzyki Portishead jest jak z tańczeniem o architekturze. Niby można, ale po co? To jest coś co się czuje lub nie. Podoba mi się to pewne eksperymentatorstwo brzmieniowe, i elementy ich landmarkowego trip hopu i całkiem niezwyczajne zabiegi okołoelektroniczne. I do tego ta gitara, która zalatuje murzyńskim Grauzone. Ciekawie, ale też niepokojąco. Nic ze stajni oczywistości, wciąż wszystko, czego potrzebuję do szczęścia. Mentos to freshmaker i tyle.
Kurde, dziwny ten numer. Z jednej strony nie pachnie jakoś bardzo Vanessą z czasów Żule w taxi Irek kąsa, ale z drugiej pachnie w siusiak xD jej wokal, tak paskudnie dziewczęcy, w zwrotkach jeszcze się broni bo pasuje jakoś do klimatu numeru. Ale w refrenie brzmi fatalnie, jakby jakaś Karyna swoją kilkuletnią córkę wypchnęła do takiego talent show. Jako że Krawiec zawsze wydawał mi się overly manly man, to obszar ich związku w świetle tego kawałka ciągnie pedofilią. Pomimo wszystkich moich starań jestem na nie, sorry. Ale też - oddając sprawiedliwość - muza jest całkiem spoko.
Sylvan Esso - Die Young
O, a to dla odmiany zajebiste. Bardzo fajny numer, elektroniczny, popowy, oszczędny, pachnie analogami w stylu Johna Foxxa i The Maths, wyjątkowo w pytę. Daje vibe takiego post-letniaczka, i do radia i do klubu. Że ciągnie trochę hipsteriadą? No, tak, i co z tego? A że jest też trochę haendemowy? Być może, ale wali mnie to. Udany kawałek, Hien potrafi zapodać złoto całkiem nieoczekiwanie.
Yom Thorke and the Smile - Free in the Knowledge
A tutaj jak z Jorkiem, jeśli w nazwie jest The Smile to w zasadzie gwarantuje, że uśmiechać się nihuia nie będziesz. Numer brzmi jak ponowna kapitalizacja How to Disappear Completely (bardziej pod tytułem How to Steal Your Homework So the Teacher Doesn't Notice), gitara, smyczki, zawodzący Radiogłowy, to wystarczy, żeby z poczuciem pięknego doła wlecieć w jesień na miękko. Wuja dostarcza płaczliwie, ale dobrze. Nie mam żadnych second thoughts, jest w pytę.
Leon Vynehall - Safony
Kontynuuje się streak fajnych rzeczy, housik jak znalazł na dzisiejszy wieczór. Niby jeszcze lato, jeszcze gorąco, wnerwiająco, pocę się cały dzień i pewnie śmierdzę, a trzeba żyć. Na szczęście na słuchawkach twór przypominający niezliczone kolabo Hulkkonena tylko bez Hulkkonena. Nic tylko tańczyć leniwie leniwie sącząc drinka i jednocześnie się np. nie pocąc. Chyba jednak wolę takie końce lata, nie zaś The Smile (choć Yorke też baza).
Portishead - We Carry On
Z ocenianiem muzyki Portishead jest jak z tańczeniem o architekturze. Niby można, ale po co? To jest coś co się czuje lub nie. Podoba mi się to pewne eksperymentatorstwo brzmieniowe, i elementy ich landmarkowego trip hopu i całkiem niezwyczajne zabiegi okołoelektroniczne. I do tego ta gitara, która zalatuje murzyńskim Grauzone. Ciekawie, ale też niepokojąco. Nic ze stajni oczywistości, wciąż wszystko, czego potrzebuję do szczęścia. Mentos to freshmaker i tyle.
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Mamy komplecik, Vanessa przyjęła się w sumie tak 50/50 - żal mi Was!
Napoczynam kolejkę nr 5 zatem.
Kasia Cerekwicka - Dzięki Tobie
(2007)
Tak jak obiecywałem dużo żeńskich wokali w tej 25. tak jadę z kolejną kobiecą wrzutką. Kasię Cerekwicką kojarzyłem zawsze tylko i wyłącznie z jednego jej przeboju jakim było "Na kolana" i prawdę mówiąc na kolana to on mnie akurat nie powalał, Kasia próbowała niby uderzać w brzmienie r&b ale tamten numer to było dla mnie trochę jakieś takie TLC albo Destiny's Child "w domu". Zasadniczo o jej istnieniu trochę zapomniałem i nie wróżyłem sobie jakiejś dłuższej relacji z jej twórczością aż do roku 2021 kiedy to brałem ślub. Wówczas to kompletując muzykę na moje wesele numer ten podesłała mi moja przyszła żona i co by nie mówić zaskoczył mnie on naprawdę pozytywnie.
Może Wam się to wydać śmieszne bo na dobrą sprawę ten kawałek też uderza w podobne rejony pop/r&b jeśli chodzi o produkcję ale jakoś numer sam jako kompozycja, tekst itd. już mi tak nie trąci chamskim kopiowaniem Ameryki jak w tamtym jej wspomnianym już przeboju, powiedzmy że pomimo tego pierwiastka r&b tu czuję że mam do czynienia z polskim popem lat zerowych. Tym samym numer ten zawitał faktycznie na naszej weselnej playliście i z tego co kojarzę chyba nawet był to jeden z niewielu momentów tej imprezy kiedy mogliśmy z żoną potańczyć (już rozumiem dlaczego jednak ludzie przeważnie najpierw biorą ślub a dopiero potem płodzą potomstwo - żeby nie przeszkadzało w zabawie weselnej hehe). I tak oto ten kawałek będący takim prezentem od mojej żony momentalnie wywindował się do miana bestki mojego życia, taka to historia. Kawałek ma prosty bicik uzupełniony o klawisze i całkiem przyjemną, nieco funky gitarę, spoko chórki samej Kasii oraz tekst w którym zaskakująco brak tym razem linijek od których pękałyby zęby - ot zawarta w nim jest prosta i szczera dedykacja dla ukochanego faceta. Mało tego refren jest moim zdaniem całkiem nośny.
https://youtu.be/W--oOu91aBw?si=0wOX0H1NL14rB2hH
Napoczynam kolejkę nr 5 zatem.
Kasia Cerekwicka - Dzięki Tobie
(2007)
Tak jak obiecywałem dużo żeńskich wokali w tej 25. tak jadę z kolejną kobiecą wrzutką. Kasię Cerekwicką kojarzyłem zawsze tylko i wyłącznie z jednego jej przeboju jakim było "Na kolana" i prawdę mówiąc na kolana to on mnie akurat nie powalał, Kasia próbowała niby uderzać w brzmienie r&b ale tamten numer to było dla mnie trochę jakieś takie TLC albo Destiny's Child "w domu". Zasadniczo o jej istnieniu trochę zapomniałem i nie wróżyłem sobie jakiejś dłuższej relacji z jej twórczością aż do roku 2021 kiedy to brałem ślub. Wówczas to kompletując muzykę na moje wesele numer ten podesłała mi moja przyszła żona i co by nie mówić zaskoczył mnie on naprawdę pozytywnie.
Może Wam się to wydać śmieszne bo na dobrą sprawę ten kawałek też uderza w podobne rejony pop/r&b jeśli chodzi o produkcję ale jakoś numer sam jako kompozycja, tekst itd. już mi tak nie trąci chamskim kopiowaniem Ameryki jak w tamtym jej wspomnianym już przeboju, powiedzmy że pomimo tego pierwiastka r&b tu czuję że mam do czynienia z polskim popem lat zerowych. Tym samym numer ten zawitał faktycznie na naszej weselnej playliście i z tego co kojarzę chyba nawet był to jeden z niewielu momentów tej imprezy kiedy mogliśmy z żoną potańczyć (już rozumiem dlaczego jednak ludzie przeważnie najpierw biorą ślub a dopiero potem płodzą potomstwo - żeby nie przeszkadzało w zabawie weselnej hehe). I tak oto ten kawałek będący takim prezentem od mojej żony momentalnie wywindował się do miana bestki mojego życia, taka to historia. Kawałek ma prosty bicik uzupełniony o klawisze i całkiem przyjemną, nieco funky gitarę, spoko chórki samej Kasii oraz tekst w którym zaskakująco brak tym razem linijek od których pękałyby zęby - ot zawarta w nim jest prosta i szczera dedykacja dla ukochanego faceta. Mało tego refren jest moim zdaniem całkiem nośny.
https://youtu.be/W--oOu91aBw?si=0wOX0H1NL14rB2hH
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Kontynuuje spotkania z radiowym popem, mam nadzieję, że nie obrażę niczyjego intelektu.
Shanks & Bigfoot - Sweet Like Chocolate
Nadal jesteśmy w letniaczkowym, ale już ostro wchodzącym w poczucie zbliżającej się jesieni. Utwór możecie znać, zwłaszcza starsi z uczestników, ale zapewne nie wiecie kto to. Cofnijmy się w czasie o równe ćwierć wieku. Jest 1999 r., młody Munlup, kończy wakacje, zaczyna się rok szkolny, nie byle jaki, bo w pierwszej ever klasie gimnazjum. Z trzech gimnazjów, w których się uczyłem, to było jeszcze znajome, bo to była ta sama klasa co przez całą podstawówkę, zmienił się jedynie budynek. Wraz z wrześniem, przyszła nowa ramówka, a nam, o czym dowiedziałem się niedługo wcześniej, szokująca premiera serialu „Mortal Kombat” na Polsacie. W tamtych czasach, to nie było normalne, że w polskiej telewizji można było takie rzeczy obejrzeć, a sam serial był dosyć nowy (z 1998 r.). Z tego, co widzę w starych ramówkach z staratelewizjapedii, puszczali to o kretyńskiej godzinie 11:30, więc mam fałszywe wspomnienia oglądania tego po szkole, tzn. nie fałszywe, bo mama mi nagrywała każdy odcinek, ale wydawało mi się, że to po prostu idealnie po szkole leciało, jak Dragon Ball dwa lata później. „Sweet Like Chocolate” było wtedy wielkim przebojem, leciało to często, zwłaszcza w tv, ze śmiesznym, animowanym teledyskiem. Shanks & Bigfoot to byli one hit wonder, tak samo szybko zniknęli, jak się pojawili, ale to były gorące dwa, trzy lata, kiedy wszyscy ich rozchwytywali. Ten numer jest piękny. To jest moje top wspomnień z końca tysiąclecia, popołudnia z różowym, wrześniowym niebem, lecące gdzieś „Sweet Like Chocolate” i „Mortal Kombat Conquest” w tv, z Kristanną Loken, w której się bujałem, w jednej z głównych ról. Zawsze wyobrażałem sobie słuchanie tego, jadąc tramwajem wzdłuż ul. Śmigłego Rydza, z tym różowym, popołudniowym niebem nad głową. Nigdy tego nie zrealizowałem, ale kto wie, może kiedyś?
https://youtu.be/Upi7TpeZKIY
Shanks & Bigfoot - Sweet Like Chocolate
Nadal jesteśmy w letniaczkowym, ale już ostro wchodzącym w poczucie zbliżającej się jesieni. Utwór możecie znać, zwłaszcza starsi z uczestników, ale zapewne nie wiecie kto to. Cofnijmy się w czasie o równe ćwierć wieku. Jest 1999 r., młody Munlup, kończy wakacje, zaczyna się rok szkolny, nie byle jaki, bo w pierwszej ever klasie gimnazjum. Z trzech gimnazjów, w których się uczyłem, to było jeszcze znajome, bo to była ta sama klasa co przez całą podstawówkę, zmienił się jedynie budynek. Wraz z wrześniem, przyszła nowa ramówka, a nam, o czym dowiedziałem się niedługo wcześniej, szokująca premiera serialu „Mortal Kombat” na Polsacie. W tamtych czasach, to nie było normalne, że w polskiej telewizji można było takie rzeczy obejrzeć, a sam serial był dosyć nowy (z 1998 r.). Z tego, co widzę w starych ramówkach z staratelewizjapedii, puszczali to o kretyńskiej godzinie 11:30, więc mam fałszywe wspomnienia oglądania tego po szkole, tzn. nie fałszywe, bo mama mi nagrywała każdy odcinek, ale wydawało mi się, że to po prostu idealnie po szkole leciało, jak Dragon Ball dwa lata później. „Sweet Like Chocolate” było wtedy wielkim przebojem, leciało to często, zwłaszcza w tv, ze śmiesznym, animowanym teledyskiem. Shanks & Bigfoot to byli one hit wonder, tak samo szybko zniknęli, jak się pojawili, ale to były gorące dwa, trzy lata, kiedy wszyscy ich rozchwytywali. Ten numer jest piękny. To jest moje top wspomnień z końca tysiąclecia, popołudnia z różowym, wrześniowym niebem, lecące gdzieś „Sweet Like Chocolate” i „Mortal Kombat Conquest” w tv, z Kristanną Loken, w której się bujałem, w jednej z głównych ról. Zawsze wyobrażałem sobie słuchanie tego, jadąc tramwajem wzdłuż ul. Śmigłego Rydza, z tym różowym, popołudniowym niebem nad głową. Nigdy tego nie zrealizowałem, ale kto wie, może kiedyś?
https://youtu.be/Upi7TpeZKIY
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Orbital - Impact (The Earth Is Burning) (1993)
...choć zaczęło się od In Sides. Klasyka Orbitali przechodziła mi koło uszu. Z drugiej strony przy nadmiarze konkurencji typu Aphex czy BOC jakoś nie było prędko do obskakiwania absolutnie każdego krzaczka. Z czasem wszystko się uleżało, a ja mogłem uczciwie sprawdzić większość najstarszego repertuaru. Tutaj dłuższy czas ogrywałem oba Lush, ale punktem kulminacyjnym hipnotycznego lotu był zawsze Impact. Ja wiem, Halcyon i inne takie, ale na mnie aż takiego wrażenia nie robił. Co innego obszerniejszy numer z wyraźnym rozróżnieniem części stricte klubowej i tej refleksyjnej, chillowej, atmosferycznej, choć pozornie nie za wiele się zmienia przez te dziesięć minut. Co lepiej podrzucić w środku nocy?
Ambientowy klub z wyraźnym odciskiem rytmicznym - słuchałem tego na pęczki. Przestaję się dziwić, że najnowsze odkrycia nie robią na mnie nawet połowy wrażenia w porównaniu do kilku lat wstecz. Wszystko na swoim miejscu. Hipnotyczne, wciągające. Całkiem oszczędne, ale jak już wybierać brzmienia to te naprawdę gęste, faktycznie absorbujące (tego słowa chyba jeszcze na forum nie użyłem) słuchacza. Ja to lubię. Brak poważniejszych osobistych doświadczeń sprawia, że lądują tutaj dopiero teraz, ale czas najwyższy. Ziemia i tak płonie, więc nawet proroczy tytuł się urodził. Sporo dźwięków typu kwasowe (acid), w dalszej części mała wycięta pogadanka, na koniec odlot w inną przestrzeń.
Forumowi dementorzy sięgają po słuchawki lub odpalają sprzęt stojący w domu. Czy to koniec sekcji klubowej? Hmm...
https://www.youtube.com/watch?v=d1-z3Z9AZd8
...choć zaczęło się od In Sides. Klasyka Orbitali przechodziła mi koło uszu. Z drugiej strony przy nadmiarze konkurencji typu Aphex czy BOC jakoś nie było prędko do obskakiwania absolutnie każdego krzaczka. Z czasem wszystko się uleżało, a ja mogłem uczciwie sprawdzić większość najstarszego repertuaru. Tutaj dłuższy czas ogrywałem oba Lush, ale punktem kulminacyjnym hipnotycznego lotu był zawsze Impact. Ja wiem, Halcyon i inne takie, ale na mnie aż takiego wrażenia nie robił. Co innego obszerniejszy numer z wyraźnym rozróżnieniem części stricte klubowej i tej refleksyjnej, chillowej, atmosferycznej, choć pozornie nie za wiele się zmienia przez te dziesięć minut. Co lepiej podrzucić w środku nocy?
Ambientowy klub z wyraźnym odciskiem rytmicznym - słuchałem tego na pęczki. Przestaję się dziwić, że najnowsze odkrycia nie robią na mnie nawet połowy wrażenia w porównaniu do kilku lat wstecz. Wszystko na swoim miejscu. Hipnotyczne, wciągające. Całkiem oszczędne, ale jak już wybierać brzmienia to te naprawdę gęste, faktycznie absorbujące (tego słowa chyba jeszcze na forum nie użyłem) słuchacza. Ja to lubię. Brak poważniejszych osobistych doświadczeń sprawia, że lądują tutaj dopiero teraz, ale czas najwyższy. Ziemia i tak płonie, więc nawet proroczy tytuł się urodził. Sporo dźwięków typu kwasowe (acid), w dalszej części mała wycięta pogadanka, na koniec odlot w inną przestrzeń.
Forumowi dementorzy sięgają po słuchawki lub odpalają sprzęt stojący w domu. Czy to koniec sekcji klubowej? Hmm...
https://www.youtube.com/watch?v=d1-z3Z9AZd8
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Halo budzimy się z nowym tygodniem ;-)
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
No już tato, już już...
Underworld - Nylon Strung (2016)
No to tak. Pamiętać Underworld możecie tutaj z dwóch rzeczy - pierwsza to moja wrzutka do bestki klipowej (RIP in pepperoni, chyba już nic z tego nie będzie), czyli wideo do numeru I Exhale, oraz z osoby połowy tego duetu i jego głosu - Karla Hyde'a, którego jedyna solówka była moją pierwszą wrzutą do bestki albumowej (drugie pół Underworld to Rick Smith). Nylon Strung pochodzi z tej samej płyty, co I Exhale (płyty o fenomenalnym tytule - Barbara Barbara, We Face a Shining Future) i też było singlem. Numer zamyka ten krążek i w mojej ocenie nie mogli wybrać do tego nic lepszego. Underworld to klasyka brytyjskiego techno, ale prezentowana przeze mnie propozycja jest bardziej house'owa. Zresztą... jakie to ma znaczenie? Przypomnę tylko, że grupa startowała jako nowa fala, która podrabiała brzmienie INXS i Ultravox, ale się taka mikstura nie przyjęła (wystartowali za późno), więc trzeba było zmienić entourage całkowicie. Wyszło im to bardziej niż na dobre tho.
Numer jest przepiękny i stanowi coś w rodzaju lekko eterycznego love songu z dosłownie trzema frazami powtarzanymi w ramach tekstu (ciekawostka: damski głos słyszany pod Hydem to jego córka, ta sama, która gra w Black Country New Road), wszystko oparte o tę samą - ale rozwijającą się przez cały czas jego trwania - linię melodyczną. I co? I g*wno, mimo takich zabiegów propozycja ta jest dla mnie absolutnie przepiękna, ma w sobie coś porywającego, coś... wręcz obezwładniającego. Nie mam tak z wieloma piosenkami, a ta się załapała od momentu, w którym pierwszy raz ją usłyszałem. A było to po zassaniu przeze mnie Barbary Barbary we wrześniu 2016. I też z wrześniem kojarzę słuchanie Nylon Strung najmocniej. A tamte czasy... Co to były za czasy, były one dobre, jak się z perspektywy czasu spojrzy. Wkrótce wszystko miało pierdulnąć, ale jeszcze wtedy było autentycznie super. I było Underworld. Czasy się skończyły, Underworld zostało. Zapraszam.
https://youtu.be/QVA3xXlXcKo?si=LxSTPDOpm7zz3GBr
PS. Pisząc tę wrzutkę odpaliłem ten kawałek i odsłuchałem go dwa razy pod rząd. Dayum, to jest naprawdę świetna porcja muzyki. Nostalgia za przeszłością nie chce odpuszczać, żeby nie wiem co. Przypomina mi się także pewna wycieczka rowerowa z końca kwietnia 2022 roku na warszawską Białołękę. Kolorowe kwiaty, kwitnące drzewa oraz zdjęcia z fioletowym tłem...
Underworld - Nylon Strung (2016)
No to tak. Pamiętać Underworld możecie tutaj z dwóch rzeczy - pierwsza to moja wrzutka do bestki klipowej (RIP in pepperoni, chyba już nic z tego nie będzie), czyli wideo do numeru I Exhale, oraz z osoby połowy tego duetu i jego głosu - Karla Hyde'a, którego jedyna solówka była moją pierwszą wrzutą do bestki albumowej (drugie pół Underworld to Rick Smith). Nylon Strung pochodzi z tej samej płyty, co I Exhale (płyty o fenomenalnym tytule - Barbara Barbara, We Face a Shining Future) i też było singlem. Numer zamyka ten krążek i w mojej ocenie nie mogli wybrać do tego nic lepszego. Underworld to klasyka brytyjskiego techno, ale prezentowana przeze mnie propozycja jest bardziej house'owa. Zresztą... jakie to ma znaczenie? Przypomnę tylko, że grupa startowała jako nowa fala, która podrabiała brzmienie INXS i Ultravox, ale się taka mikstura nie przyjęła (wystartowali za późno), więc trzeba było zmienić entourage całkowicie. Wyszło im to bardziej niż na dobre tho.
Numer jest przepiękny i stanowi coś w rodzaju lekko eterycznego love songu z dosłownie trzema frazami powtarzanymi w ramach tekstu (ciekawostka: damski głos słyszany pod Hydem to jego córka, ta sama, która gra w Black Country New Road), wszystko oparte o tę samą - ale rozwijającą się przez cały czas jego trwania - linię melodyczną. I co? I g*wno, mimo takich zabiegów propozycja ta jest dla mnie absolutnie przepiękna, ma w sobie coś porywającego, coś... wręcz obezwładniającego. Nie mam tak z wieloma piosenkami, a ta się załapała od momentu, w którym pierwszy raz ją usłyszałem. A było to po zassaniu przeze mnie Barbary Barbary we wrześniu 2016. I też z wrześniem kojarzę słuchanie Nylon Strung najmocniej. A tamte czasy... Co to były za czasy, były one dobre, jak się z perspektywy czasu spojrzy. Wkrótce wszystko miało pierdulnąć, ale jeszcze wtedy było autentycznie super. I było Underworld. Czasy się skończyły, Underworld zostało. Zapraszam.
https://youtu.be/QVA3xXlXcKo?si=LxSTPDOpm7zz3GBr
PS. Pisząc tę wrzutkę odpaliłem ten kawałek i odsłuchałem go dwa razy pod rząd. Dayum, to jest naprawdę świetna porcja muzyki. Nostalgia za przeszłością nie chce odpuszczać, żeby nie wiem co. Przypomina mi się także pewna wycieczka rowerowa z końca kwietnia 2022 roku na warszawską Białołękę. Kolorowe kwiaty, kwitnące drzewa oraz zdjęcia z fioletowym tłem...
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
ale się elektronicznie zrobiło
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Byłoby śmiesznie gdybym wrzucił jakiś metal 8
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Np ten od Numana
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
metal on metal
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Dobra, to ja tylko napiszę, że fajnie iż polubiliście i doceniliście Portishead. 404 mehanie not found, bo pisanie, że to jest tylko niezłe autorstwa imć Roberta za takowe nie uznam.
Judas Priest - Painkiller
Dobra, czas na coś z ostrej rury i całej pety. Popularnych DŻUDASÓW znam z nazwy od lat, ale jednocześnie od lat coś mnie powstrzymywało od sięgniecia po coś więcej. Tym czymś był ofc mój zakuty łeb, który na podstawie opinii, okładek, ram gatunkowych, sugestii i rojeń kazał mi założyć, że to jakieś cheesy pedalstwo, które byłoby dla mnie spoko gdybym był piętnastoletnim kucem. No, a tak się niefortunnie złożyło, że o ile piętnastolatkiem kiedyś byłem, tak epizodu "kucowego" nie miałem nigdy, bo chyba nie można za takowy uznać przesłuchanie 3 płyt Metallici i jednej składanki Iron Maiden, którą w sumie i tak wyłączyłem w połowie z nudy.
Niemniej, są takie momenty, w których nawet takie stare opierdziane grzyby wyjmują głowę z przysłowiowej dupy. Jednym z takich była wiosna roku bieżącego i premiera tegorocznego albumu wzmiankowanego zespołu. Mój serdeczny przyjaciel Igor, który powiedzmy, że siedzi w tych kręgach nieco głębiej i poważniej, mocno hajpował tegoroczny album Halforda i spółki, a że uważam go za człowieka wysokiej klasy, kindersztuby i erudycji (zna dużo żartów o ruchaniu), uznałem, że coś musi być na rzeczy.
Także ten, postanowiłem dnia pewnego sięgnąć zarówno i po ten nowy album, jak i sprawdzić z czym ten żydowski ksiądz je. No i ten, śmieszna sprawa generalnie, ale najzwyczajniej w świecie
rozwaliło MNIE TO I WYRWAŁO MNIE Z KAPCI.
Ta energia, dynamika i moc po prostu mnie powaliły. Mój inny serdeczny kumpel stwierdził swego dnia, że ten utwór jest jak final boss heavy metalu i ja się z tym zgadzam. Ja bym mógł dodać, że jest to final boss w Soulsach, bo podobnie jak oni rozpierdala mnie od pierwszego uderzenia (perkusji) i zmiata z planszy, ale w sumie to w tych zjebanych grach dla nerdów nawet chrabąszcz z dwiema lewym szczypcami jest w stanie to zrobić.
Dobra, nie ma co. BIERZCIE I SŁUCHAJCIE TEGO
https://www.youtube.com/watch?v=4s1gBIVOTtk
Judas Priest - Painkiller
Dobra, czas na coś z ostrej rury i całej pety. Popularnych DŻUDASÓW znam z nazwy od lat, ale jednocześnie od lat coś mnie powstrzymywało od sięgniecia po coś więcej. Tym czymś był ofc mój zakuty łeb, który na podstawie opinii, okładek, ram gatunkowych, sugestii i rojeń kazał mi założyć, że to jakieś cheesy pedalstwo, które byłoby dla mnie spoko gdybym był piętnastoletnim kucem. No, a tak się niefortunnie złożyło, że o ile piętnastolatkiem kiedyś byłem, tak epizodu "kucowego" nie miałem nigdy, bo chyba nie można za takowy uznać przesłuchanie 3 płyt Metallici i jednej składanki Iron Maiden, którą w sumie i tak wyłączyłem w połowie z nudy.
Niemniej, są takie momenty, w których nawet takie stare opierdziane grzyby wyjmują głowę z przysłowiowej dupy. Jednym z takich była wiosna roku bieżącego i premiera tegorocznego albumu wzmiankowanego zespołu. Mój serdeczny przyjaciel Igor, który powiedzmy, że siedzi w tych kręgach nieco głębiej i poważniej, mocno hajpował tegoroczny album Halforda i spółki, a że uważam go za człowieka wysokiej klasy, kindersztuby i erudycji (zna dużo żartów o ruchaniu), uznałem, że coś musi być na rzeczy.
Także ten, postanowiłem dnia pewnego sięgnąć zarówno i po ten nowy album, jak i sprawdzić z czym ten żydowski ksiądz je. No i ten, śmieszna sprawa generalnie, ale najzwyczajniej w świecie
rozwaliło MNIE TO I WYRWAŁO MNIE Z KAPCI.
Ta energia, dynamika i moc po prostu mnie powaliły. Mój inny serdeczny kumpel stwierdził swego dnia, że ten utwór jest jak final boss heavy metalu i ja się z tym zgadzam. Ja bym mógł dodać, że jest to final boss w Soulsach, bo podobnie jak oni rozpierdala mnie od pierwszego uderzenia (perkusji) i zmiata z planszy, ale w sumie to w tych zjebanych grach dla nerdów nawet chrabąszcz z dwiema lewym szczypcami jest w stanie to zrobić.
Dobra, nie ma co. BIERZCIE I SŁUCHAJCIE TEGO
https://www.youtube.com/watch?v=4s1gBIVOTtk
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Słusznie, bo ten numer Portisów jest dobry.
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Julia Holter – Night Song (2015)
Teraz z kolei będzie utwór wokalistki, którą poznałem dzięki wrzutce Deva w 78 kolejce tej bestki.
Julia Holter to dosyć dziwna artystka. Muszę przyznać, że nie wszystko od niej lubię. Są takie utwory, a nawet albumy, które mnie nie przekonują. Ale są i takie, które naprawdę lubię. Bo jak Julia już stworzy odpowiedni klimat, to jest on niepowtarzalny.
Utwór Night Song pochodzi z albumu Have You In My Wilderness z 2015r. i na liście utworów figuruje zaraz po wrzucanym przez Adriana Sea Calls Me Home. Wciąż pamiętam opowieść Deva w kontekście tej piosenki, jak to w ubraniach wszedł do morza.
Night Song to jest taki mój ulubiony utwór Julii Holter, bo naprawdę urzeka mnie jego klimat i piękne brzmienie. W drugiej połowie utworu to już w ogóle robi się baśniowo. Lubię do tego wracać.
https://www.youtube.com/watch?v=HoVic6JXKO4
Teraz z kolei będzie utwór wokalistki, którą poznałem dzięki wrzutce Deva w 78 kolejce tej bestki.
Julia Holter to dosyć dziwna artystka. Muszę przyznać, że nie wszystko od niej lubię. Są takie utwory, a nawet albumy, które mnie nie przekonują. Ale są i takie, które naprawdę lubię. Bo jak Julia już stworzy odpowiedni klimat, to jest on niepowtarzalny.
Utwór Night Song pochodzi z albumu Have You In My Wilderness z 2015r. i na liście utworów figuruje zaraz po wrzucanym przez Adriana Sea Calls Me Home. Wciąż pamiętam opowieść Deva w kontekście tej piosenki, jak to w ubraniach wszedł do morza.
Night Song to jest taki mój ulubiony utwór Julii Holter, bo naprawdę urzeka mnie jego klimat i piękne brzmienie. W drugiej połowie utworu to już w ogóle robi się baśniowo. Lubię do tego wracać.
https://www.youtube.com/watch?v=HoVic6JXKO4
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Jutro o świcie wyjeżdżam na brakującą cześć urlopu, to też proszę nie robić wielkich oczków, że już wjeżdżam, bo nie jestem z tych co lubią tę grę blokować. Na szczęście każdy tu wjechał z dobrami.
Kasia Cerekwicka - Dzięki Tobie
Murzyn mnie trochę wystraszył tym, że ma zamiar wrzucić śpiewającą panią pop z mid-00s, ale to był oczywiście strach niepotrzebny. Kojarzę Cerkwicką z nazwiska, ale z niczego innego. Może jakiś hit bym skojarzył gdyby mi puścić, ale tego numeru nie znam totalnie. No, ale słychać, że to 00sy i można się tylko cieszyć, że takie jedwabne rnb szybko dotarło do Polski. No ok, 2007 to może nie „szybko”, ale wiadomo jak bywa. Jest to spoko kawałek. Gdyby to było po angielsku, to bym kupił, że to jakiś znany i szanowany numer rnb, jakiegoś znanego i szanowanego składu czy wykonawcy. Trochę mi to tez przypomina to co robiła Natalia Kukulska… 10 lat wcześniej, no ale Kukulska to Kukulska, ile ona fajnych rzeczy przemyciła do muzy u nas. Tutaj tez jest bardzo spoko. Łykam ten vibe. Murzynowi dobrze idzie z ta polską muzykę.
Orbital - Impact (The Earth Is Burning)
Heh, Dragon wjeżdża niemal dokładnie tam, gdzie ja skończyłem moją wrzuta Orbitalową na początku roku. Ta płyta jest tak dobra, damn. Ile ja się tego nasłuchałem, w mniej lub bardziej ciężkich czasach. Niemal zawsze w całości, bo to taki album. Detalicznie, to raczej tylko Lushe.
Tutaj trochę bardziej rejwowe melodie, nieco więcej luzu niż we wcześniejszych numerach, chociaż numer jedzie na podobnych patentach jeśli chodzi o bit. O Orbital to ja mam generalnie dużo dobrego do powiedzenia, a o numerach takich jak Impact, to już w ogóle. O ile pamiętam, było też dużo klasa remiksów tego kawałka.
Underworld - Nylon Strung
No, no. Kolejka stoi mocno brzmieniami syntetycznymi póki co, ale za to jakimi. Jak ja się ciesze, że mogę znowu propsować wrzutę Deva, przecież ostatnio to dostawał same baty ode mnie (no, ale należały się). Fajna, lekka elektronika, dobre melodie i wokale, wszystko wkręca mocno. Klimat tego numeru jest po prostu przepiękny. Jutro wybywam na ostatni urywek urlopu, będę nad morzem, wczesnojesiennym, coś czuję, że to będzie pasowało. Same pochwały się należą Panu Dewocjonalowskiemu.
Judas Priest - Painkiller
Wiedziałem, że Mentos specjalnie wrzuci coś z dupy, no i wrzucił. Wokal w tym bandzie brzmi jakby Tutek z „Misia w niebieskim domu” się nayebał i dołączył do zespołu. Jezu, to brzmi jak gówno, ale ma taki klimat, że naprawdę nie będę się czepiał jakichś tam szczegółów jak chujowy wokal, płaska produkcja, mało oryginalne riffy, itd. xD Bardziej mnie w sumie szokuje, że to jest z jakiejś najnowszej płyty. Zespoły z takim stażem, to raczej takich fajnych numerów nie nagrywają, a tutaj to brzmi jakby Seba wrzucił endżoja z najlepszych czasów. prostytutka mać, jak to jest, że coś może być takim szitem i zarazem tak dobre? To chyba generalnie tajemnica sukcesu CAŁEGO metalu. Szanuję i dziękuję!
Julia Holter – Night Song
Ooooo, ciekawa sytuacja. Pamiętam jak wleciała tu Holterowa, pamiętam jaki słaby to był numer wtedy, jak się odbiłem kosmicznie. Kijem bym nie tknął tej babki. Ciekawość sytuacji jest taka, że Wujas zazwyczaj dobiera koszmarne numery dobrych zespołów, ale tutaj wszystko jest na odwrót. Nie dość, że kawałek jest dobry, to w dodatku Wujas go wrzucił. SZOK. Żeby nie było, nie padam na kolana, nadal ciamkanie Holterowej mnie drażni, ALE, nadal uważam, że jest to dobre! Będę miał nawet swego rodzaju odpowiedź na ten kawałek, jeszcze się zastanowię, czy w tym, czy przyszłym roku. Nieźle, nieźle.
Noooo, dawno nie było tak dobrej kolejki jak ta. Daliście mi numery na wyjazd i generalnie z klasą i na poziomie każdy <3
Kasia Cerekwicka - Dzięki Tobie
Murzyn mnie trochę wystraszył tym, że ma zamiar wrzucić śpiewającą panią pop z mid-00s, ale to był oczywiście strach niepotrzebny. Kojarzę Cerkwicką z nazwiska, ale z niczego innego. Może jakiś hit bym skojarzył gdyby mi puścić, ale tego numeru nie znam totalnie. No, ale słychać, że to 00sy i można się tylko cieszyć, że takie jedwabne rnb szybko dotarło do Polski. No ok, 2007 to może nie „szybko”, ale wiadomo jak bywa. Jest to spoko kawałek. Gdyby to było po angielsku, to bym kupił, że to jakiś znany i szanowany numer rnb, jakiegoś znanego i szanowanego składu czy wykonawcy. Trochę mi to tez przypomina to co robiła Natalia Kukulska… 10 lat wcześniej, no ale Kukulska to Kukulska, ile ona fajnych rzeczy przemyciła do muzy u nas. Tutaj tez jest bardzo spoko. Łykam ten vibe. Murzynowi dobrze idzie z ta polską muzykę.
Orbital - Impact (The Earth Is Burning)
Heh, Dragon wjeżdża niemal dokładnie tam, gdzie ja skończyłem moją wrzuta Orbitalową na początku roku. Ta płyta jest tak dobra, damn. Ile ja się tego nasłuchałem, w mniej lub bardziej ciężkich czasach. Niemal zawsze w całości, bo to taki album. Detalicznie, to raczej tylko Lushe.
Tutaj trochę bardziej rejwowe melodie, nieco więcej luzu niż we wcześniejszych numerach, chociaż numer jedzie na podobnych patentach jeśli chodzi o bit. O Orbital to ja mam generalnie dużo dobrego do powiedzenia, a o numerach takich jak Impact, to już w ogóle. O ile pamiętam, było też dużo klasa remiksów tego kawałka.
Underworld - Nylon Strung
No, no. Kolejka stoi mocno brzmieniami syntetycznymi póki co, ale za to jakimi. Jak ja się ciesze, że mogę znowu propsować wrzutę Deva, przecież ostatnio to dostawał same baty ode mnie (no, ale należały się). Fajna, lekka elektronika, dobre melodie i wokale, wszystko wkręca mocno. Klimat tego numeru jest po prostu przepiękny. Jutro wybywam na ostatni urywek urlopu, będę nad morzem, wczesnojesiennym, coś czuję, że to będzie pasowało. Same pochwały się należą Panu Dewocjonalowskiemu.
Judas Priest - Painkiller
Wiedziałem, że Mentos specjalnie wrzuci coś z dupy, no i wrzucił. Wokal w tym bandzie brzmi jakby Tutek z „Misia w niebieskim domu” się nayebał i dołączył do zespołu. Jezu, to brzmi jak gówno, ale ma taki klimat, że naprawdę nie będę się czepiał jakichś tam szczegółów jak chujowy wokal, płaska produkcja, mało oryginalne riffy, itd. xD Bardziej mnie w sumie szokuje, że to jest z jakiejś najnowszej płyty. Zespoły z takim stażem, to raczej takich fajnych numerów nie nagrywają, a tutaj to brzmi jakby Seba wrzucił endżoja z najlepszych czasów. prostytutka mać, jak to jest, że coś może być takim szitem i zarazem tak dobre? To chyba generalnie tajemnica sukcesu CAŁEGO metalu. Szanuję i dziękuję!
Julia Holter – Night Song
Ooooo, ciekawa sytuacja. Pamiętam jak wleciała tu Holterowa, pamiętam jaki słaby to był numer wtedy, jak się odbiłem kosmicznie. Kijem bym nie tknął tej babki. Ciekawość sytuacji jest taka, że Wujas zazwyczaj dobiera koszmarne numery dobrych zespołów, ale tutaj wszystko jest na odwrót. Nie dość, że kawałek jest dobry, to w dodatku Wujas go wrzucił. SZOK. Żeby nie było, nie padam na kolana, nadal ciamkanie Holterowej mnie drażni, ALE, nadal uważam, że jest to dobre! Będę miał nawet swego rodzaju odpowiedź na ten kawałek, jeszcze się zastanowię, czy w tym, czy przyszłym roku. Nieźle, nieźle.
Noooo, dawno nie było tak dobrej kolejki jak ta. Daliście mi numery na wyjazd i generalnie z klasą i na poziomie każdy <3
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Wrzuta mentosa jest z 1990 roku ;-)
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Aha, to ja tego bełkotu Seby po prostu nie skumałem. Wiedziałem, że to za dobre, żeby było nowe. I produkcja też mi nie pasowała.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
ehhh WYDAWALO MI SIĘ że jasno to zaznaczyłem xd
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Jak już nawet Hien pochwalił Julię Holter, to znaczy, że musi być nieźle.
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Zaiste jest dobrze
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn