Best of Forum (Albumy) vol. 2
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Ja też nie, bo przecież chodzi o ogląd ogólny, tempo, a nie stosunek do moich płyt.
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Czy mogę podsumować jutro w okolicy południa? Dziś raczej bez szans...stripped pisze:07 sty 2025 22:18Dziękuję uprzejmie za całkiem sprawne ogarnięcie albumu jak na wyjątkowy okres jaki mu przypadł w udziale. Smoku czyń swą powinność i zamykamy temat Sakury.
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
To ja tak średnio widzę powiązanie tempa z żywotnością zabawy
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Pełne prawo do różnorodności opinii 
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Ano tu się w pełni zgadzam
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Hmm... Jaca ładnie wszedł w świat Sakury. Ja tam lubię personalne zwroty, przy okazji płyt to ostatnio nie jest częstym zjawiskiem, więc humor gituwa. Gęsto od skojarzeń, dokładnych opisów, szczególnie ciekawie czytać tam, gdzie zazwyczaj przymykałem uszy. Plusik za Boardsów. U Hiena też spoczko. Z jednej strony nie dziwi zdziwienie prostym bitem wyłapanym na płycie z munlupizmami. Z drugiej Yokota zaczynał od techno (czego ślad podrzucałem dość dawno heh), by z czasem zmienić główny punkt zainteresowania na tego typu granie, miejscami może nawet jeszcze bardziej akustyczne. Porównanie z Bark Psychosis jak komplement, choć i tak serducho szybciej bije dla akcentów klubowych heh
Apropos sekcji wrocławskiej, z amino wciąż mam dobre relacje na poziomie zupek błyskawicznych, a oglądałem je tylko dla zaimponowania ostatnim adorowanym dziewczynom, więc... Znaczy się też super, że siadło. To porównanie z Boardsami - myślę jako całokształt o ich muzyce. Trochę Campfire Headphase, a czasem takie sympatycznie mroczne IDMy na dystansie całej dyskografii, szczególnie tych EPek przed Music Has The Right. Pewnie trudno byłoby to racjonalnie podsumować, no ale w końcu to muzyka, a nie Newton czy coś heh Podobieństwo siedzi w klimacie, sposobie odbioru, tego że generalnie to całkiem skomplikowane pudełko czekoladek, które jest zaskakująco spójne we wajbie. Nie siedzę w japońskim, więc kalam spokój Musiała, ale WIOSENNY? zostanie ze mną na długo. Trzeba jednak oddać - u Deva siadło na tyle, że raczej też porównywalnie czuje podobieństwo do muzyki BOC. To wcale nie musi być nawet kwestia słuchania płytek ze stajni Warpu, zestawiona ekipa w paru miejscach ewolucji stylu po prostu dociera do zbliżonych rejonów. Tu prędzej jak podróże tokijskie, znaczy się czekam na relację z wyprawy i sprawdzalność Yokoty w środowisku naturalnym.
Na koniec Shodan też ładnie wjechał. Nie najgorzej siada zimą, ale w sumie... po trzech latach znacie moją bardzo głęboką progelektroniczną kieszonkę z łakociami - no to repertuar zimowy mamy z głowy heh A jesieniarsko to przede wszystkim Campfire Headphase i Sakura. Teraz takie zimy, że spokojnie można słuchać zimą, ale u mnie zaczyna się na gimnazjalnych wyprawach przez całe miasto przy pięciu stopniach, wszechogarniającej szarzyźnie, mżawce, zmęczonych ludziach, tylko że na słuchawkach idzie magia, całość dookoła staje się bardziej oniryczna i można przetrzymać zmęczenie, niedospanie i lekkie nerwy. Kolejny plusik za mimowolne BOC nawiązanie. W kwestii długości kawałków dobrze wiem, że gdybym wrzucił Acid Mt Fuji to byłoby kilka zdań u niektórych o za dużej monotonii, że za długie... a tu wszystko w punkt.
Generaknie dobrze wjechać z najlepszą płytą przy dziewiętnastym podejściu heh To teraz czas na rapowy muł?
Apropos sekcji wrocławskiej, z amino wciąż mam dobre relacje na poziomie zupek błyskawicznych, a oglądałem je tylko dla zaimponowania ostatnim adorowanym dziewczynom, więc... Znaczy się też super, że siadło. To porównanie z Boardsami - myślę jako całokształt o ich muzyce. Trochę Campfire Headphase, a czasem takie sympatycznie mroczne IDMy na dystansie całej dyskografii, szczególnie tych EPek przed Music Has The Right. Pewnie trudno byłoby to racjonalnie podsumować, no ale w końcu to muzyka, a nie Newton czy coś heh Podobieństwo siedzi w klimacie, sposobie odbioru, tego że generalnie to całkiem skomplikowane pudełko czekoladek, które jest zaskakująco spójne we wajbie. Nie siedzę w japońskim, więc kalam spokój Musiała, ale WIOSENNY? zostanie ze mną na długo. Trzeba jednak oddać - u Deva siadło na tyle, że raczej też porównywalnie czuje podobieństwo do muzyki BOC. To wcale nie musi być nawet kwestia słuchania płytek ze stajni Warpu, zestawiona ekipa w paru miejscach ewolucji stylu po prostu dociera do zbliżonych rejonów. Tu prędzej jak podróże tokijskie, znaczy się czekam na relację z wyprawy i sprawdzalność Yokoty w środowisku naturalnym.
Na koniec Shodan też ładnie wjechał. Nie najgorzej siada zimą, ale w sumie... po trzech latach znacie moją bardzo głęboką progelektroniczną kieszonkę z łakociami - no to repertuar zimowy mamy z głowy heh A jesieniarsko to przede wszystkim Campfire Headphase i Sakura. Teraz takie zimy, że spokojnie można słuchać zimą, ale u mnie zaczyna się na gimnazjalnych wyprawach przez całe miasto przy pięciu stopniach, wszechogarniającej szarzyźnie, mżawce, zmęczonych ludziach, tylko że na słuchawkach idzie magia, całość dookoła staje się bardziej oniryczna i można przetrzymać zmęczenie, niedospanie i lekkie nerwy. Kolejny plusik za mimowolne BOC nawiązanie. W kwestii długości kawałków dobrze wiem, że gdybym wrzucił Acid Mt Fuji to byłoby kilka zdań u niektórych o za dużej monotonii, że za długie... a tu wszystko w punkt.
Generaknie dobrze wjechać z najlepszą płytą przy dziewiętnastym podejściu heh To teraz czas na rapowy muł?
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Dokładnie tak. Po niebiańskich zachwytach nad japońską muzyką teraz zostajecie zesłani na męki do piekła, wręczam wam łopaty i gumiaki i posyłam przez ten rapowy muł lat 90., nie ma że łatwo.
Otwieram kolejkę dla Hell On Earth
Otwieram kolejkę dla Hell On Earth
stripped pisze:11 lis 2024 17:30Mobb Deep - Hell On Earth
(1996)
W styczniu otwierałem 5 bestkę utworową wrzutką od Mobb Deep, kawałkiem z ich drugiej płyty The Infamous i pisałem żebyście potraktowali to jako teaser albumu. Taki był plan, ale w wyjątkowych okolicznościach plany mogą ulegać zmianom. Jakiś miesiąc czy dwa później podczas giełdy płyt w moim mieście wyhaczyłem trzeci album MD zatytułowany Hell On Earth, album który znałem dotychczas trochę pobieżnie, z pewnych względów nie miałem nigdy weny by się nim mocniej katować. Płyta ta również uważana jest za klasyk w dziedzinie ulicznych rapsów ale nie potrafiłem się jednak do końca nigdy wgryźć w brzmienie tej płyty, zawsze wydawało mi się że zasadniczo produkcyjnie chłopaki robią tu to samo co na The Infamous tylko mniej tu chwytliwych sampli i to brzmienie wydawało mi się takie bardziej szkieletowe, zamulone a może nawet nudne. Ale czasy się zmieniają a mi powoli ewoluuje gust - startowałem w bestce albumowej z zamiarem wrzucania debiutu Biggiego a zapodałem drugi album którym zachwyciłem się w trakcie bestki, teraz jest podobna sytuacja.
Po kupnie Hell On Earth w końcu poczułem że warto byłoby może spróbować dowiedzieć się dlaczego niektórzy stawiają tę płytę nieraz wyżej od samego The Infamous więc słuchałem, słuchałem i się wkręciłem. Ewolucja moich rapowych preferencji też jest tu nie bez znaczenia bo dawniej jarały mnie bardziej produkcje mocniej właśnie osadzone na chwytliwszych samplowanych melodiach i takich parę było na drugiej płycie MB, zaś Hell On Earth stawia bardziej na bity, na bębny, sampli jest tu jakby mniej, stanowią bardziej tło a ich brzmienia są bardziej zbliżone do siebie. Havoc stawia głównie na pianino bądź smyczki i prawie cały album jedzie na jednym patencie co działa dwojako, jednych może nudzić a ktoś inny powie że album utrzymuje dzięki temu spójny, ponury klimat. Lirycznie przez całą długość płyty chłopaki pozostają w swoim mrocznym świecie blokowisk Queensbridge, jednego z najniebezpieczniejszych miejsc w Nowym Jorku, no, może z jednym wyjątkiem - jest tu pewien diss track wymierzony w Tupaka, to jedna z nielicznych odpowiedzi na jego zaczepki która zdążyła ukazać się jeszcze przed jego śmiercią. Nie będę jednak wskazywał o którym kawałku mowa nie chcąc wyróżniać zadnego z numerów. Ciekawskich odsyłam do lektury internetów, mi dobrze słucha się całości.
Ja lubię wracać do tego typu brzmień właśnie zimą kiedy szaroburość otoczenia dorównuje takiej muzyce a muzyka wzamian ten klimat podbija. Biorąc pod uwagę że prędzej czy później i tak płytą w tym stylu chciałem Was uraczyć a w mijającym roku (zwłaszcza w minionych miesiącach) nabiłem tyle scrobbli tej płyty że zdetronizowała dotychczas okupujące u mnie na laście 1 miejsce Memento Mori myślę że mogę bez zastanawiania się rzucić płytą która grzeje mnie aktualnie. Uwielbiam klimat wykręcony przez chłopaków na tej płycie i zapodaję Wam esencję ich brzmienia.
https://youtube.com/playlist?list=PLrbF ... Ih_VD1iZSE
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Mobb Deep Hell on Earth
Nie ukrywam, że przy okazji tej płyty trooochę czasu mi zeszło, a jednocześnie nie było dziesiątek odsłuchów (nigdy ich nie ma). Zacząłem w zeszłym roku (hihhi) i po pierwszym razie już dobrze wiedziałem, że to trzeba na spokojnie, pomalutku, bez pośpiechu i gonitwy, szczególnie gonitwy myśli. Kolejny odcinek edukacji rapowej z Jackiem. Jestem przekonany, że Rychu te płyty ma u siebie w kolekcji. Nie myślę tak tylko z powodu słyszalnych inspiracji pod względem nawijki czy klejenia bitów. W razie ewentualnego marudzenia na dalszą część powiem tak: szanuję ludzi, którzy mieli czas, energię i środki na uprawianie kolekcji klasyki lata świetlne przed szeroką dostępnością tego typu rzeczy w dobie streamingu. Jakoś bardziej wierzę Jackom i Rychom świata tego niż domorosłym znawcom muzyki z końca świata, którzy po dwóch tygodniach okładania się losowo napotkanymi ripami z winyli czy kaset uważają się za mędrców. Odkrywanie i docenianie tego typu płyt naprawdę świadczy o głębokim zanurzeniu, wysmakowaniu, poważnym podejściu i rozwoju stosunku do rozmaitych aspektów tych nagrań. Lubię ambient techno dubowe od Basic Channel, a jednocześnie po latach nauczyłem się słuchać ich dub/roots reggae projektów w ramach Rhythm & Sound. Na tym etapie życia coraz więcej rzeczy potrafię zaakceptować. Jeśli nie doceniam w całości, to staram się wyłuskać fragmenty dla siebie.
Animal Instinct: dostojne, ale jednocześnie gęste wprowadzenie - kilku dżentelmenów z nawijką w różnym stylu, najbardziej siada Prodigy; generalnie na plus, produkcja przytłumiona, nawet najważniejszy sampel wydaje się schowany pod soczystym basem i panami nawijaczami
Drop a Gem On: jazda z tupakiem, panowie mają coś więcej do przekazania niż pozorne stylistyczne spójne i fascynujące dla wielu wrażenie, ładnie wycięte bębny, punktowy bas, nerwowa pętla klawiszowa... trup ściele się gęsto, potem dodatkowy sampel i wystarczy... tak sobie myślę, że Peja ewidentnie inspirował się taką produkcją w czasach samodzielnego klejenia bitów
Bloodsport: albo kliknie albo nie, tutaj zdecydowanie najlepszy bit i trochę inny klimat w porównaniu do poprzednika, choć podobieństw mnóstwo... nie jadą z konkretnymi osobnikami, prędzej stylowa przewózka i prężenie się przed innymi
Extortion: noo tutaj ładnie mrok sampla miesza się z lekkim estetycznym klawiszem, kolejny elegancki bicior, basu nie ma tak dużo, ale ładnie idzie swoją mniej wyrazistą ścieżką - ten numer wyróżnia gościnka Method Mana, całkiem zabawnie brzmi komentarz na jej temat na Geniusie... w kontekście solidnego zjarania i pewnego zgubienia wątków to nawet się zgadza i jest znacznie łatwiejsze do przetrawienia xD z drugiej strony koledzy Ryszarda z czasów Na legalu? próbowali podobnie improwizować chyba na trzeźwo, ale efekty opłakane w porównaniu do murikańskiej inspiracji... Lamzaz, Glon... no ale dobra, zrzucę to na garb grzechów młodości i wytyczania szlaku do następców
More Trife Life: rozumiem koncepcję kawałka, ale bez super znajomości angielskiego trochę przysypiam, dzięki Geniusowi ogarniam, całkiem mocarna rzecz... ale tu bit to już konkretna siekiera klimatyczna i emocjonalna, lubię te punktowo wrzucane basy w czwórce, super to współgra z tym symfonicznym samplem, do tego aura jakby dźwięków z miejskiego otoczenia, robi się wyjątkowo sugestywnie, mrocznie, późny wieczór, będzie draka...
Man Down: bicior jakby żywcem wyciągnięty z repertuaru Techno Animal/DJ Spooky, noo naprawdę produkcja robi robotę... tu im po prostu wierzę w groźby, stylowo zabijają złudzenia ludzi dobrej woli hehhe prosty refren, ale efektywny, podoba mi się, to pistoletowe outro aż tak nie robi
Cant Get Enough of It: tutaj dęciaki i generalnie sekcja perki... Jaca musi sprawdzić przynajmniej pobieżnie bity Decka na depeche_mood, no to jest oczywista inspiracja w niektórych kawałkach xd bit trochę usypiający, mocniejszy refren to trochę za mało
Nighttime Vultures: kruki, wrony, znów złowrogi symfoniczny sampel (prawie jak mellotron heh) znowu bardziej produkcja na plus, tekstowo i technicznie bez większego zarzutu, choć nie jestem w stanie sobie przypomnieć coś szczególnego
G.O.D. Part III: poprzednicy trochę bardziej zamulający na poziomie nawijki no to wjeżdżamy na grubo z bibą, gruba impra z Bacardi, zadymą ponad prawem, klasyczne synthy wycięte, mocny klimatyczny refren... jeden z lepszych kawałków
Get Dealt With: tutaj znowu zwalniamy, ale przy takim producencie nawet gwałtowne spowolnienia wchodzą miękko, znów trochę inny pomysł na bit, tym razem wyjątkowo ciekawe wykombinowany bas, nerwowe pianinko w tle wygrywa trochę coś innego - znóm mniej muzyki w muzyce, a więcej PRAWDZIWOŚCI DLA GRY, szczerego przekazu, choć niezbyt family friendly
Hell on Earth: trochę szerzej otwarte okno na podwórko i blokowiska dookoła, trochę więcej zaangażowania społecznego, do tego bardziej subtelna pętla wycięta, robi się przyjemnie noir wręcz... nie ma lekko, nie było lekko, nie umiem tego romantyzować, ale mieli styl i technikę
Give It Up Fast: kolejna bardziej dramatyczna odsłona na bicie, ale żyjemy szybko, pijemy, ćpamy, intercoursujemy się też szybko, nie ma czasu do stracenia, za to jest konkurencja do przetrącenia... znów bardziej doceniam za PRAWDZIWOŚĆ i fajny bicik niż same rapsy, choć Pan Nas i Prodigy na plus
Still Shinin': sampel tak ucięty robi sporo dla psychodeli kolejnego kawałka, bicior też idzie całkiem szybko, kolejny filmowy akcent w tle ulicznej naparzanki i kolejnego potwierdzenia wysokiego statusu on da hood
Apostle's Warning: na bicie kilka powtórzonych patentów z innych miejsc płyt, specyficzny klimacik kawałka... jakoś nie za bardzo pasuje mi na zakończenie, bo płyta sprawia wrażenie urwanej przed właściwym finałem... z drugiej strony domyślam się, że prędzej chodzi o kolejny popis lirycznych i technicznych umiejętności, w ten sposób taki stylowy stempel na płycie może jakoś nie buduje klamry, ale raczej utwierdza w przekonaniu, że zaprzyjaźniony słuchacz dostał wysoko jakościowe shite, chyba za to doceniam w kontekście całej płyty
Znaczy się wysyłam surówkę taką, jaką popełniłem w trakcie ostatniego odsłuchu, salut.
Zwracam honor wszystkim odwołującym się do każdego kawałka na Sakurze, jakoś bliżej mojemu serduszku było tym razem zrobić to samo. Przy bliższym kontakcie i którymś kolejnym odsłuchu słychać subtelne rozróżnienia, wybijają się gościnki, można wyłapać konkretne tematy w numerach. Od samego początku mówię o rapowym mule z szacunkiem, pozytywnymi wrażeniami, ale też po prostu oddaniem charakteru tej płyty. W luźnym odsłuchu potrafi siąść podczas podróży, wieczorowych wojaży czy nocnych pląsów wynikających z różnych doświadczeń. Podczas bezpiecznego i dokładnego kontaktu w domu wszystkie różnice wychodzą na wierzch. Mimo to surowość i minimalizm środków cały czas zostaje jako podstawowe wrażenie udzielające się po wszystkim. Nie ma w tym nic złego, co najwyżej po prostu jako znacznie mniejszy w uszach słuchacz hip-hopu nie mam tak poważnej wczuty na to wszystko, o czym panowie dwaj (+ goście) opowiadają. Follow-up do tekstu Rycha z kawałka ze Szczylem się nie przyjął, ale Peja ma rację. Havoc tutaj wystawia zastęp morderców i może tylko w dwóch momentach nie robi większego wrażenia na szarym słuchaczu. Nawijka na wysokim poziomie, tylko na mój poziom wtajemniczenia zbyt niezrozumiała. Po polsku to ja by sobie spokojnie rozłożył na części pierwsze, a tak to doceniam rymy, jakieś przewózkowe linijki na wolno. Podsumowując: lekcja udana, szanuję, doceniam. Do kajecika na przyszłość zabieram BOGA trójkę, More Trife Life, Bloodsport, Give It Up Fast.
Okej, na ikonicznym filmie Ryszarda widziałem winile Method Mana i właśnie The Infamous, zdaje się w dwóch egzemplarzach co najmniej (stan na 2006 rok, bo wierzę, że kolekcja tylko jeszcze się rozrosła). Pozostawiam państwa na brzegu właśnie z tym materiałem. Niech będzie przedłużeniem mojej opinii nt. tego typu wrzutek, hihhi
https://www.youtube.com/watch?v=PHKiT2npu7w
Nie ukrywam, że przy okazji tej płyty trooochę czasu mi zeszło, a jednocześnie nie było dziesiątek odsłuchów (nigdy ich nie ma). Zacząłem w zeszłym roku (hihhi) i po pierwszym razie już dobrze wiedziałem, że to trzeba na spokojnie, pomalutku, bez pośpiechu i gonitwy, szczególnie gonitwy myśli. Kolejny odcinek edukacji rapowej z Jackiem. Jestem przekonany, że Rychu te płyty ma u siebie w kolekcji. Nie myślę tak tylko z powodu słyszalnych inspiracji pod względem nawijki czy klejenia bitów. W razie ewentualnego marudzenia na dalszą część powiem tak: szanuję ludzi, którzy mieli czas, energię i środki na uprawianie kolekcji klasyki lata świetlne przed szeroką dostępnością tego typu rzeczy w dobie streamingu. Jakoś bardziej wierzę Jackom i Rychom świata tego niż domorosłym znawcom muzyki z końca świata, którzy po dwóch tygodniach okładania się losowo napotkanymi ripami z winyli czy kaset uważają się za mędrców. Odkrywanie i docenianie tego typu płyt naprawdę świadczy o głębokim zanurzeniu, wysmakowaniu, poważnym podejściu i rozwoju stosunku do rozmaitych aspektów tych nagrań. Lubię ambient techno dubowe od Basic Channel, a jednocześnie po latach nauczyłem się słuchać ich dub/roots reggae projektów w ramach Rhythm & Sound. Na tym etapie życia coraz więcej rzeczy potrafię zaakceptować. Jeśli nie doceniam w całości, to staram się wyłuskać fragmenty dla siebie.
Animal Instinct: dostojne, ale jednocześnie gęste wprowadzenie - kilku dżentelmenów z nawijką w różnym stylu, najbardziej siada Prodigy; generalnie na plus, produkcja przytłumiona, nawet najważniejszy sampel wydaje się schowany pod soczystym basem i panami nawijaczami
Drop a Gem On: jazda z tupakiem, panowie mają coś więcej do przekazania niż pozorne stylistyczne spójne i fascynujące dla wielu wrażenie, ładnie wycięte bębny, punktowy bas, nerwowa pętla klawiszowa... trup ściele się gęsto, potem dodatkowy sampel i wystarczy... tak sobie myślę, że Peja ewidentnie inspirował się taką produkcją w czasach samodzielnego klejenia bitów
Bloodsport: albo kliknie albo nie, tutaj zdecydowanie najlepszy bit i trochę inny klimat w porównaniu do poprzednika, choć podobieństw mnóstwo... nie jadą z konkretnymi osobnikami, prędzej stylowa przewózka i prężenie się przed innymi
Extortion: noo tutaj ładnie mrok sampla miesza się z lekkim estetycznym klawiszem, kolejny elegancki bicior, basu nie ma tak dużo, ale ładnie idzie swoją mniej wyrazistą ścieżką - ten numer wyróżnia gościnka Method Mana, całkiem zabawnie brzmi komentarz na jej temat na Geniusie... w kontekście solidnego zjarania i pewnego zgubienia wątków to nawet się zgadza i jest znacznie łatwiejsze do przetrawienia xD z drugiej strony koledzy Ryszarda z czasów Na legalu? próbowali podobnie improwizować chyba na trzeźwo, ale efekty opłakane w porównaniu do murikańskiej inspiracji... Lamzaz, Glon... no ale dobra, zrzucę to na garb grzechów młodości i wytyczania szlaku do następców
More Trife Life: rozumiem koncepcję kawałka, ale bez super znajomości angielskiego trochę przysypiam, dzięki Geniusowi ogarniam, całkiem mocarna rzecz... ale tu bit to już konkretna siekiera klimatyczna i emocjonalna, lubię te punktowo wrzucane basy w czwórce, super to współgra z tym symfonicznym samplem, do tego aura jakby dźwięków z miejskiego otoczenia, robi się wyjątkowo sugestywnie, mrocznie, późny wieczór, będzie draka...
Man Down: bicior jakby żywcem wyciągnięty z repertuaru Techno Animal/DJ Spooky, noo naprawdę produkcja robi robotę... tu im po prostu wierzę w groźby, stylowo zabijają złudzenia ludzi dobrej woli hehhe prosty refren, ale efektywny, podoba mi się, to pistoletowe outro aż tak nie robi
Cant Get Enough of It: tutaj dęciaki i generalnie sekcja perki... Jaca musi sprawdzić przynajmniej pobieżnie bity Decka na depeche_mood, no to jest oczywista inspiracja w niektórych kawałkach xd bit trochę usypiający, mocniejszy refren to trochę za mało
Nighttime Vultures: kruki, wrony, znów złowrogi symfoniczny sampel (prawie jak mellotron heh) znowu bardziej produkcja na plus, tekstowo i technicznie bez większego zarzutu, choć nie jestem w stanie sobie przypomnieć coś szczególnego
G.O.D. Part III: poprzednicy trochę bardziej zamulający na poziomie nawijki no to wjeżdżamy na grubo z bibą, gruba impra z Bacardi, zadymą ponad prawem, klasyczne synthy wycięte, mocny klimatyczny refren... jeden z lepszych kawałków
Get Dealt With: tutaj znowu zwalniamy, ale przy takim producencie nawet gwałtowne spowolnienia wchodzą miękko, znów trochę inny pomysł na bit, tym razem wyjątkowo ciekawe wykombinowany bas, nerwowe pianinko w tle wygrywa trochę coś innego - znóm mniej muzyki w muzyce, a więcej PRAWDZIWOŚCI DLA GRY, szczerego przekazu, choć niezbyt family friendly
Hell on Earth: trochę szerzej otwarte okno na podwórko i blokowiska dookoła, trochę więcej zaangażowania społecznego, do tego bardziej subtelna pętla wycięta, robi się przyjemnie noir wręcz... nie ma lekko, nie było lekko, nie umiem tego romantyzować, ale mieli styl i technikę
Give It Up Fast: kolejna bardziej dramatyczna odsłona na bicie, ale żyjemy szybko, pijemy, ćpamy, intercoursujemy się też szybko, nie ma czasu do stracenia, za to jest konkurencja do przetrącenia... znów bardziej doceniam za PRAWDZIWOŚĆ i fajny bicik niż same rapsy, choć Pan Nas i Prodigy na plus
Still Shinin': sampel tak ucięty robi sporo dla psychodeli kolejnego kawałka, bicior też idzie całkiem szybko, kolejny filmowy akcent w tle ulicznej naparzanki i kolejnego potwierdzenia wysokiego statusu on da hood
Apostle's Warning: na bicie kilka powtórzonych patentów z innych miejsc płyt, specyficzny klimacik kawałka... jakoś nie za bardzo pasuje mi na zakończenie, bo płyta sprawia wrażenie urwanej przed właściwym finałem... z drugiej strony domyślam się, że prędzej chodzi o kolejny popis lirycznych i technicznych umiejętności, w ten sposób taki stylowy stempel na płycie może jakoś nie buduje klamry, ale raczej utwierdza w przekonaniu, że zaprzyjaźniony słuchacz dostał wysoko jakościowe shite, chyba za to doceniam w kontekście całej płyty
Znaczy się wysyłam surówkę taką, jaką popełniłem w trakcie ostatniego odsłuchu, salut.
Zwracam honor wszystkim odwołującym się do każdego kawałka na Sakurze, jakoś bliżej mojemu serduszku było tym razem zrobić to samo. Przy bliższym kontakcie i którymś kolejnym odsłuchu słychać subtelne rozróżnienia, wybijają się gościnki, można wyłapać konkretne tematy w numerach. Od samego początku mówię o rapowym mule z szacunkiem, pozytywnymi wrażeniami, ale też po prostu oddaniem charakteru tej płyty. W luźnym odsłuchu potrafi siąść podczas podróży, wieczorowych wojaży czy nocnych pląsów wynikających z różnych doświadczeń. Podczas bezpiecznego i dokładnego kontaktu w domu wszystkie różnice wychodzą na wierzch. Mimo to surowość i minimalizm środków cały czas zostaje jako podstawowe wrażenie udzielające się po wszystkim. Nie ma w tym nic złego, co najwyżej po prostu jako znacznie mniejszy w uszach słuchacz hip-hopu nie mam tak poważnej wczuty na to wszystko, o czym panowie dwaj (+ goście) opowiadają. Follow-up do tekstu Rycha z kawałka ze Szczylem się nie przyjął, ale Peja ma rację. Havoc tutaj wystawia zastęp morderców i może tylko w dwóch momentach nie robi większego wrażenia na szarym słuchaczu. Nawijka na wysokim poziomie, tylko na mój poziom wtajemniczenia zbyt niezrozumiała. Po polsku to ja by sobie spokojnie rozłożył na części pierwsze, a tak to doceniam rymy, jakieś przewózkowe linijki na wolno. Podsumowując: lekcja udana, szanuję, doceniam. Do kajecika na przyszłość zabieram BOGA trójkę, More Trife Life, Bloodsport, Give It Up Fast.
Okej, na ikonicznym filmie Ryszarda widziałem winile Method Mana i właśnie The Infamous, zdaje się w dwóch egzemplarzach co najmniej (stan na 2006 rok, bo wierzę, że kolekcja tylko jeszcze się rozrosła). Pozostawiam państwa na brzegu właśnie z tym materiałem. Niech będzie przedłużeniem mojej opinii nt. tego typu wrzutek, hihhi
https://www.youtube.com/watch?v=PHKiT2npu7w
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
SZANUJĘ za próbę akademickiego rozebrania tego mułu na części pierwsze, wiem że na dystansie max 2 tygodni do omawiania płyty ciężko się w to wgryźć i w ogóle wychwycić jakieś niuanse i wyróżniki, skoro ja sam latami odbijałem się od materiału, wiem że można się tym łatwo zapchać i zakrztusić. Generalnie najważniejsze myślę ogólne wrażenie, jeśli w ogóle ten klimat się komuś udzieli to spoko. U mnie po prostu kliknęło z czasem w minionym roku i potem już szło to zapętlać na miękko
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
W sumie lekko ponad 2 tygodnie, bo zacząłem zaraz po świętach xd ale DZIĘKUJE i również SZANUJĘ
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Mam nadzieję że słuchacie 
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Powoli oswajam się z myślą że tę kolejkę pewnie zamkniemy nie w 2 a jakieś 2,5 tygodnia minimum, tylko nie wiem czy materiał tak toporny czy to już po prostu może będzie standard... a nawet jeśli to ROZUMIEM
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
zastęp morderców, kilku panów BEZ ZNAKU ŻYCIA
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
dojechani przez bity hehe
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Ja niedługo cos wydale
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Dobra, 2 tygodnie minęły, wypluwajcie co macie i miejmy to z głowy
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
no ja wlece jutro bo od dwóch dni leżę i zwijam się z powodu bólu brzucha (pewnie jestem w ciąży czy coś)
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Może to międzygalaktyczny gwałciciel Umcia-umcia?
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Moją recenzję zjadł pies, bardzo przepraszam tych, którzy poczuli się urażeni.