Best of Forum (Wideoklipy)
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Re: Best of Forum (Wideoklipy)
Jak zwykle z Dragonem nie wiadomo o co chodzi. 
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Beka xD
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Panoram The Question
Mudżyn zaproponował nam mema. Dzieło o takiej neutralnej wartości, które budzi lekkie wątpliwości co do tego, czy na pewno użyte fragmenty zostały wykorzystane za zgodą i wiedzą... Choć może to nie jest problem, bo ostatecznie z tego zestawienia nie wychodzi żadna konstruktywna refleksja. Ot ludzie są i różne reakcje na pytania rurzne prezentują. Numer sam w sobie ciekawszy, taki obrazek zupełnie niepotrzebny. Podsumuję to tak - kogo ciekawego zauważyłem? Pojawił się np. Luciano Spaletti, który para się trenerką w Serie A ostatnio. Był też Bill Cosby, wokół którego zebrały się jakiś czas temu czarne chmury. O memicznym charakterze świadczy obecność paru postaci - ziutek z klipu prezentującego przykładowe pląsy do rejwu, babki w europarlamencie reagujące na wyrzygi Korwina, jakaś monke. Podobnie fajne jak klip do Martyra.
Polaris 光と影
Klip, który sprawia wrażenie zaklinacza czasu. Trochę tak, jakby koledzy z klasy postanowili któregoś sympatycznego letniego dnia wyjść z kamerą na miasto i poza nie, żeby zarejestrować w przypływie wyższych uczuć ten konkretny moment w życiu. Przejściowy nastrój, po którym czuć, że za chwilę będzie nie do odtworzenia. Po latach siądą w pojedynkę lub w grupie i będą do tego wracać, jeśli rodzice im tego nie wywalą w trakcie gruntownego sprzątania pokoju po wyprowadzce. Dobrze pasuje do piosenki. Raczej statyczne kadry, małe zamieszanie robią prześwietlenia czy inne zniekształcenia na początku. Ciepełko na serduszku zrobiły mi te wideoportrety i momenty z kręcenia na jakichś polach. Drogi nie do przejścia bez większych butów przez kałużę, wąskie wydeptane ścieżki pośród wysokich traw, elementy miejskiej dżungli, które wywołują dziwne przyjemne wrażenie, jakbym był w podobnej scenerii kiedyś (mam tu myśli zacienione ulice, przejścia typu schody albo chodniki poprzetykane barierkami). Zdarzało się ulegać urokom takich spacerów... Przyjemne.
Taylor Swift marjorie
Moją niechęć do lyric videos wzmogły telewizje muzyczne w ostatnich latach, które coraz częściej przypominają losowo puszczoną plejkę na JuTube, tylko przed uruchomieniem trzeba odnaleźć odpowiednią, np. oznaczoną jako POP, DANCE, w zależności od potrzeb. Jak by ktoś tego nie zrobił, tak w ogóle nie przykuje mojej uwagi. Numer sam w sobie przyjazny, wpisuje się w proponowany przez shodana wycinek dyskografii TS, gdzie mnóstwo takich lekkich kawałków. Lekkich pomimo tematu i ładunku emocjonalnego. Trochę elektroniki, trochę wczesnojesiennego nastroju, wyważony wokal. Klip nie jest aż tak bizarny jak ten proponowany przez Mudżyna. Miejscami techniczne przypomina prezentację w PowerPoincie. Ciąży na nim osobista historia, ale czy ja wiem, czy to dobra metoda nakładać na to wszystko tekst, informacje nt. samej produkcji, itp.. Byłoby lepiej bez tekstu.
Basement Jaxx Take Me Back to Your House
No dobra, to zakończenie mnie zaskoczyło, więc będzie raczej na plus xD Odziedziczyłem po mojej mamie alergie na te wszystkie słowiańskie potupajki, sienkiewiczowskie obrazowania. Z tego całego kwaśnego rabanu podobały mi się dziady grające na gargantuicznych bałałajkach i grubol radziecki żołnierz w czołgu. Wszystkie sekcje taneczne wykonane spoko, ale mnie kompletnie nie biorą, nawet jeśli są podane z dużym dystansem. Muzycznie za to znacznie ciekawiej. Początek w karczmie i to obżarstwo kupuję tylko jako jakiś tam pretekst dla dalszych wydarzeń. Okej z lekkim mehem.
Mudżyn zaproponował nam mema. Dzieło o takiej neutralnej wartości, które budzi lekkie wątpliwości co do tego, czy na pewno użyte fragmenty zostały wykorzystane za zgodą i wiedzą... Choć może to nie jest problem, bo ostatecznie z tego zestawienia nie wychodzi żadna konstruktywna refleksja. Ot ludzie są i różne reakcje na pytania rurzne prezentują. Numer sam w sobie ciekawszy, taki obrazek zupełnie niepotrzebny. Podsumuję to tak - kogo ciekawego zauważyłem? Pojawił się np. Luciano Spaletti, który para się trenerką w Serie A ostatnio. Był też Bill Cosby, wokół którego zebrały się jakiś czas temu czarne chmury. O memicznym charakterze świadczy obecność paru postaci - ziutek z klipu prezentującego przykładowe pląsy do rejwu, babki w europarlamencie reagujące na wyrzygi Korwina, jakaś monke. Podobnie fajne jak klip do Martyra.
Polaris 光と影
Klip, który sprawia wrażenie zaklinacza czasu. Trochę tak, jakby koledzy z klasy postanowili któregoś sympatycznego letniego dnia wyjść z kamerą na miasto i poza nie, żeby zarejestrować w przypływie wyższych uczuć ten konkretny moment w życiu. Przejściowy nastrój, po którym czuć, że za chwilę będzie nie do odtworzenia. Po latach siądą w pojedynkę lub w grupie i będą do tego wracać, jeśli rodzice im tego nie wywalą w trakcie gruntownego sprzątania pokoju po wyprowadzce. Dobrze pasuje do piosenki. Raczej statyczne kadry, małe zamieszanie robią prześwietlenia czy inne zniekształcenia na początku. Ciepełko na serduszku zrobiły mi te wideoportrety i momenty z kręcenia na jakichś polach. Drogi nie do przejścia bez większych butów przez kałużę, wąskie wydeptane ścieżki pośród wysokich traw, elementy miejskiej dżungli, które wywołują dziwne przyjemne wrażenie, jakbym był w podobnej scenerii kiedyś (mam tu myśli zacienione ulice, przejścia typu schody albo chodniki poprzetykane barierkami). Zdarzało się ulegać urokom takich spacerów... Przyjemne.
Taylor Swift marjorie
Moją niechęć do lyric videos wzmogły telewizje muzyczne w ostatnich latach, które coraz częściej przypominają losowo puszczoną plejkę na JuTube, tylko przed uruchomieniem trzeba odnaleźć odpowiednią, np. oznaczoną jako POP, DANCE, w zależności od potrzeb. Jak by ktoś tego nie zrobił, tak w ogóle nie przykuje mojej uwagi. Numer sam w sobie przyjazny, wpisuje się w proponowany przez shodana wycinek dyskografii TS, gdzie mnóstwo takich lekkich kawałków. Lekkich pomimo tematu i ładunku emocjonalnego. Trochę elektroniki, trochę wczesnojesiennego nastroju, wyważony wokal. Klip nie jest aż tak bizarny jak ten proponowany przez Mudżyna. Miejscami techniczne przypomina prezentację w PowerPoincie. Ciąży na nim osobista historia, ale czy ja wiem, czy to dobra metoda nakładać na to wszystko tekst, informacje nt. samej produkcji, itp.. Byłoby lepiej bez tekstu.
Basement Jaxx Take Me Back to Your House
No dobra, to zakończenie mnie zaskoczyło, więc będzie raczej na plus xD Odziedziczyłem po mojej mamie alergie na te wszystkie słowiańskie potupajki, sienkiewiczowskie obrazowania. Z tego całego kwaśnego rabanu podobały mi się dziady grające na gargantuicznych bałałajkach i grubol radziecki żołnierz w czołgu. Wszystkie sekcje taneczne wykonane spoko, ale mnie kompletnie nie biorą, nawet jeśli są podane z dużym dystansem. Muzycznie za to znacznie ciekawiej. Początek w karczmie i to obżarstwo kupuję tylko jako jakiś tam pretekst dla dalszych wydarzeń. Okej z lekkim mehem.
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Panoram - The Question
Kurde, powiedzieć, że to dziwne jest, to nie powiedzieć wiele xD Już najbardziej podoba mi się sam numer, wideo to taki zmontowany z randomowych wrzutek a la found footage ale w archiwach jakiejś stacji telewizyjnej, no, mem xD Jakby, rozumiem trochę zamysł, koncept za tym stojący, ale faktycznie, największym The Question tutaj jest to, w jaki sposób udało się to ogarnąć bez problemów z prawami autorskimi. Mogli iść za ciosem i nałożyć na to jeszcze trochę gliczujących efektów para-VHS, bo pasowałoby to do charakteru muzyki. Nie widzę w tym nic rewolucyjnego ani też przykuwającego oko jakoś bardzo, może większe wrażenie by zrobiło, gdybym zobaczył całość... w telewizji. Także no, fajny kawałek, wideo to totalny meh.
Fishmans... a nie, wróć, Polaris - losowe znaki Kanji
No, i to jest dobre! Montaż losowych ujęć z najbardziej przypadkowych miejsc, jakie można znaleźć, całość daje mi vibe wczesnych lat 90. ile się da. Nie miałem takich obrazów w głowie słuchając samego kawałka, teraz wydaje mi się to aż dziwne. W sensie autentycznie, odpalając klip drugi raz zamknąłem oczy i miałem przed nimi podobną sekwencję ale z jakiegoś lata 94 w Łodzi xD Teraz całość nabrała tak paskudnie wprost nostalgicznego charakteru, że wprost potrzebuję, żeby już było lato, a ja pożyczę od kumpeli starego analoga i pójdę szukać ostatnich w Warszawie nieocieplonych wielkopłytowców. Wchodzę w ten sam klimat, który opisał Hien, dokładnie ten sam i mną to aż wstrząsa xD A ten napis POLARIS wyszedł fantastycznie, gdyż font nie mógł bardziej pasować. Na dokładkę dostajemy Marka Hollisa w cosplayu szoguna w 4:25, lepiej nie mogło być. Bardzo mi się podoba, całość, całość jest teraz jeszcze lepsza.
Taylor Swift - Marjorie
Ehh, nie uwolnię się na tym forum od obcowania z Taylor Swift xD Ciekawym jest jednak, że ostatnio ktoś podsunął mi jeden jej numer, który mi się... spodobał, może "dzieci z tego nie będzie", ale daję mu szansę od jakiegoś czasu, i myślę, że no, kto wie, co to tam będzie potem. Tutaj to wciskanie TS TEŻ się trochę udaje, bo utwór mi siadł, mówię wprost (ale też widze, że w pisaniu Swift pomagał jeden z Dessnerów z The National i koleś z Bon Iver, a oni są spoko). Ale to "coś" nazwane klipem to jest nieśmieszny żart. Nie trawię lyric videos, nigdy nie zacznę, uważam to za wyjątkową nędzę i lenistwo artysty bądź ludzi odpowiedzialnych za oprawę artystyczną, promocję, cokolwiek. Straszne guano pod tym względem, psuje mi odbiór utworu. Jakby nie mam nic przeciwko umieszczaniu starych nagrań, również tych osobistych, w tego typu klipach, jakichś zdjęć, przebitek, czegokolwiek, ale to jest zrealizowane naprawdę... nawet nie tanio, za darmo, albo ktoś wręcz dopłacił xD Badziewie. Jak już wszedł fajny numer, klip wszystko zepsuł...
David Bowie - Valentine's Day
Co za przypadkowa ironia, że oglądam i opisuję to wideo w Walentynki xD Jestem niemal w stu procentach przekonany, że już widziałem ten klip przy okazji premiery The Next Day, która miała miejsce... 10 lat temu, o boże o kur... wesoło, jak się pomyśli, że dokładnie 10 lat dzieliło The Next Day od Reality, które było poprzednią płytą Księcia. A teraz już go nie ma, coś mnie na nieco cheesy nostalgiczne zagrania bierze teraz. Background utworu znałem piąte przez dziesiąte, ale klip oglądany teraz ze zdecydowanie większą świadomością (słuchanie zresztą też) dają zupełnie inny odbiór. Co mogę powiedzieć... całość mi się po prostu podoba, zabiegi z przebiegającymi widmami, Bowie, któremu wraz z postępującym śpiewaniem postępuje wymalowywanie się jakiegoś szaleństwa na twarzy, ta minigitara w jego rękach. Właściwie nie wiem, czy Bowie miał kiedykolwiek zły klip. Ten jest na pewno dobry.
Kurde, powiedzieć, że to dziwne jest, to nie powiedzieć wiele xD Już najbardziej podoba mi się sam numer, wideo to taki zmontowany z randomowych wrzutek a la found footage ale w archiwach jakiejś stacji telewizyjnej, no, mem xD Jakby, rozumiem trochę zamysł, koncept za tym stojący, ale faktycznie, największym The Question tutaj jest to, w jaki sposób udało się to ogarnąć bez problemów z prawami autorskimi. Mogli iść za ciosem i nałożyć na to jeszcze trochę gliczujących efektów para-VHS, bo pasowałoby to do charakteru muzyki. Nie widzę w tym nic rewolucyjnego ani też przykuwającego oko jakoś bardzo, może większe wrażenie by zrobiło, gdybym zobaczył całość... w telewizji. Także no, fajny kawałek, wideo to totalny meh.
Fishmans... a nie, wróć, Polaris - losowe znaki Kanji
No, i to jest dobre! Montaż losowych ujęć z najbardziej przypadkowych miejsc, jakie można znaleźć, całość daje mi vibe wczesnych lat 90. ile się da. Nie miałem takich obrazów w głowie słuchając samego kawałka, teraz wydaje mi się to aż dziwne. W sensie autentycznie, odpalając klip drugi raz zamknąłem oczy i miałem przed nimi podobną sekwencję ale z jakiegoś lata 94 w Łodzi xD Teraz całość nabrała tak paskudnie wprost nostalgicznego charakteru, że wprost potrzebuję, żeby już było lato, a ja pożyczę od kumpeli starego analoga i pójdę szukać ostatnich w Warszawie nieocieplonych wielkopłytowców. Wchodzę w ten sam klimat, który opisał Hien, dokładnie ten sam i mną to aż wstrząsa xD A ten napis POLARIS wyszedł fantastycznie, gdyż font nie mógł bardziej pasować. Na dokładkę dostajemy Marka Hollisa w cosplayu szoguna w 4:25, lepiej nie mogło być. Bardzo mi się podoba, całość, całość jest teraz jeszcze lepsza.
Taylor Swift - Marjorie
Ehh, nie uwolnię się na tym forum od obcowania z Taylor Swift xD Ciekawym jest jednak, że ostatnio ktoś podsunął mi jeden jej numer, który mi się... spodobał, może "dzieci z tego nie będzie", ale daję mu szansę od jakiegoś czasu, i myślę, że no, kto wie, co to tam będzie potem. Tutaj to wciskanie TS TEŻ się trochę udaje, bo utwór mi siadł, mówię wprost (ale też widze, że w pisaniu Swift pomagał jeden z Dessnerów z The National i koleś z Bon Iver, a oni są spoko). Ale to "coś" nazwane klipem to jest nieśmieszny żart. Nie trawię lyric videos, nigdy nie zacznę, uważam to za wyjątkową nędzę i lenistwo artysty bądź ludzi odpowiedzialnych za oprawę artystyczną, promocję, cokolwiek. Straszne guano pod tym względem, psuje mi odbiór utworu. Jakby nie mam nic przeciwko umieszczaniu starych nagrań, również tych osobistych, w tego typu klipach, jakichś zdjęć, przebitek, czegokolwiek, ale to jest zrealizowane naprawdę... nawet nie tanio, za darmo, albo ktoś wręcz dopłacił xD Badziewie. Jak już wszedł fajny numer, klip wszystko zepsuł...
David Bowie - Valentine's Day
Co za przypadkowa ironia, że oglądam i opisuję to wideo w Walentynki xD Jestem niemal w stu procentach przekonany, że już widziałem ten klip przy okazji premiery The Next Day, która miała miejsce... 10 lat temu, o boże o kur... wesoło, jak się pomyśli, że dokładnie 10 lat dzieliło The Next Day od Reality, które było poprzednią płytą Księcia. A teraz już go nie ma, coś mnie na nieco cheesy nostalgiczne zagrania bierze teraz. Background utworu znałem piąte przez dziesiąte, ale klip oglądany teraz ze zdecydowanie większą świadomością (słuchanie zresztą też) dają zupełnie inny odbiór. Co mogę powiedzieć... całość mi się po prostu podoba, zabiegi z przebiegającymi widmami, Bowie, któremu wraz z postępującym śpiewaniem postępuje wymalowywanie się jakiegoś szaleństwa na twarzy, ta minigitara w jego rękach. Właściwie nie wiem, czy Bowie miał kiedykolwiek zły klip. Ten jest na pewno dobry.
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
O święty Adryjanie ze Zgierza niech Ci będzie ziemia lekką za to litościwe odblokowanie tematu.
Troche szok że w sumie nikomu Panoram nie siadło wizualnie i jednak skupiono się głównie na legalnej stronie tego dzieła no ale OH WELL, i to jest piękne w tej bestce że nigdy nie przewidzę Waszych reakcji.
Możemy lecieć dalej
Gnarls Barkley - Who's Gonna Save My Soul
(reż. Chris Milk)
Lecę wyjątkowo odrobinę Walentynkowo a tak naprawdę to wcale nie, ale fajnie się składa że mogę to dzisiaj wrzucić. Znowu Gnarls Barkley, duet który jak mówiłem kojarzyłem z tv, w 2008 roku wydali drugi (i ostatni album) z którego kojarzyłem jakiś singiel, może nawet płytę sprawdzałem i zapomniałem ale na ten numer świadomie bardziej natrafiłem oglądając Breaking Bad jakoś jesienią 2012 roku bodajże i tam wjechał on w końcówce pierwszego sezonu i z miejsca mi się spodobał. Był to nawet swego czasu jeden z bardzo ważnych dla mnie kawałków w tym okresie 2012-2013 kiedy staczałem się stopniowo w stronę depresji z uwagi na różne życiowe sytuacje o których jeszcze opowiem. Numer jest bardzo spoko a klip wcale nie gorszy bo podkreśla jedynie chujowość tej sytuacji jaką jest odrzucenie i to jak rozbieżne wtedy są spojrzenia odrzucającego i odrzuconego. Jedna osoba zostaje z dziurą po serduchu a drugiej wydaje się że może się Twoimi uczuciami bawić i korzystać z nich czasem i w sumie to chyba nic się nie stało, co nie? Nie jednak kurła nie dlatego w klipie taki a nie inny jest rozwój wypadków i nie będę Wam spoilerował bo to dla mnie fajna rzecz jest choć momentami wygląda creepy ten klip. Niemniej z uwagi na ten dialog jak i to jak muza zagłusza go w niektórych momentach bo odrzucony nie słyszy już co się do niego mówi wszystko to doskonale rozumiem, czuję to po setkroć i jaram się że tak to przedstawiono.
https://youtu.be/W4bvRamMiY4
Troche szok że w sumie nikomu Panoram nie siadło wizualnie i jednak skupiono się głównie na legalnej stronie tego dzieła no ale OH WELL, i to jest piękne w tej bestce że nigdy nie przewidzę Waszych reakcji.
Możemy lecieć dalej
Gnarls Barkley - Who's Gonna Save My Soul
(reż. Chris Milk)
Lecę wyjątkowo odrobinę Walentynkowo a tak naprawdę to wcale nie, ale fajnie się składa że mogę to dzisiaj wrzucić. Znowu Gnarls Barkley, duet który jak mówiłem kojarzyłem z tv, w 2008 roku wydali drugi (i ostatni album) z którego kojarzyłem jakiś singiel, może nawet płytę sprawdzałem i zapomniałem ale na ten numer świadomie bardziej natrafiłem oglądając Breaking Bad jakoś jesienią 2012 roku bodajże i tam wjechał on w końcówce pierwszego sezonu i z miejsca mi się spodobał. Był to nawet swego czasu jeden z bardzo ważnych dla mnie kawałków w tym okresie 2012-2013 kiedy staczałem się stopniowo w stronę depresji z uwagi na różne życiowe sytuacje o których jeszcze opowiem. Numer jest bardzo spoko a klip wcale nie gorszy bo podkreśla jedynie chujowość tej sytuacji jaką jest odrzucenie i to jak rozbieżne wtedy są spojrzenia odrzucającego i odrzuconego. Jedna osoba zostaje z dziurą po serduchu a drugiej wydaje się że może się Twoimi uczuciami bawić i korzystać z nich czasem i w sumie to chyba nic się nie stało, co nie? Nie jednak kurła nie dlatego w klipie taki a nie inny jest rozwój wypadków i nie będę Wam spoilerował bo to dla mnie fajna rzecz jest choć momentami wygląda creepy ten klip. Niemniej z uwagi na ten dialog jak i to jak muza zagłusza go w niektórych momentach bo odrzucony nie słyszy już co się do niego mówi wszystko to doskonale rozumiem, czuję to po setkroć i jaram się że tak to przedstawiono.
https://youtu.be/W4bvRamMiY4
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Paula Abdul – Rush, Rush
Do tej wrzutki natchnął mnie niejako Murzyn, który stwierdził, że może zdąży wrzucić coś na Walentynki (i w końcu nie wiem czy wrzucił, lol). A ja przypomniałem sobie o tym klipie, który znam od dziecka, ale takiego naprawdę dziecka. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że to pierwszy klip jaki pamiętam. Ten singiel Pauli Abdul wyszedł w 1991 r., więc miałem 5 lat. Latało to w MTV dosłownie non stop. Nie wiem dlaczego, ale ten teledysk robił na mnie wtedy piorunujące wrażenie. Ten moment kiedy przebijają Keanu opony, a potem ten nieszczęsny „wyścig”. Co lepsze, nie oglądałem tego od ponad 30 lat, ale okazało się, że prawie wszystko z tego pamiętam. To jest niezwykłe, jak działa ludzki mózg, jakie rzeczy chowa w szufladkach, żeby tam były i wyskoczyły we właściwym momencie. Ten teledysk jest skróconym rimejkiem „Buntownika bez powodu” o czym oczywiście nie wiedziałem wtedy i nie skojarzyłem do teraz, kiedy sobie odświeżyłem to wideo. To chyba najbardziej ejtisowy klip jaki wrzucę w tej zabawie. Nie ma tu żadnego drugiego dna, to co się dzieje na ekranie jest proste jak świński ogon, wręcz można uznać, że całość spłyca trochę historię opowiedzianą w filmowym pierwowzorze, ale ja uważam, że jest tu wszystko, co powinno być żeby atrakcyjnie zilustrować ten utwór. Niesamowita chochla nostalgii dla mnie, bo minęło tyle lat. To, że „Rush, Rush” tak bardzo zapadło mi w pamięci, to już wystarczający powód żeby się znalazło w tym temacie. Plus, wszystkiego najlepszego dla wszystkich zakochanych.
https://www.youtube.com/watch?v=yqyIaNWP0T0
Do tej wrzutki natchnął mnie niejako Murzyn, który stwierdził, że może zdąży wrzucić coś na Walentynki (i w końcu nie wiem czy wrzucił, lol). A ja przypomniałem sobie o tym klipie, który znam od dziecka, ale takiego naprawdę dziecka. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że to pierwszy klip jaki pamiętam. Ten singiel Pauli Abdul wyszedł w 1991 r., więc miałem 5 lat. Latało to w MTV dosłownie non stop. Nie wiem dlaczego, ale ten teledysk robił na mnie wtedy piorunujące wrażenie. Ten moment kiedy przebijają Keanu opony, a potem ten nieszczęsny „wyścig”. Co lepsze, nie oglądałem tego od ponad 30 lat, ale okazało się, że prawie wszystko z tego pamiętam. To jest niezwykłe, jak działa ludzki mózg, jakie rzeczy chowa w szufladkach, żeby tam były i wyskoczyły we właściwym momencie. Ten teledysk jest skróconym rimejkiem „Buntownika bez powodu” o czym oczywiście nie wiedziałem wtedy i nie skojarzyłem do teraz, kiedy sobie odświeżyłem to wideo. To chyba najbardziej ejtisowy klip jaki wrzucę w tej zabawie. Nie ma tu żadnego drugiego dna, to co się dzieje na ekranie jest proste jak świński ogon, wręcz można uznać, że całość spłyca trochę historię opowiedzianą w filmowym pierwowzorze, ale ja uważam, że jest tu wszystko, co powinno być żeby atrakcyjnie zilustrować ten utwór. Niesamowita chochla nostalgii dla mnie, bo minęło tyle lat. To, że „Rush, Rush” tak bardzo zapadło mi w pamięci, to już wystarczający powód żeby się znalazło w tym temacie. Plus, wszystkiego najlepszego dla wszystkich zakochanych.
https://www.youtube.com/watch?v=yqyIaNWP0T0
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Podtrzymuję walnetynkowy nastrój zgodnie z własnym nastrojem
Aphex Twin - Come to Daddy (1997)
(reż. Chris Cunningham)
Ciekawe, czy ten klip kogoś jeszcze przestraszy. Muzyczny wizerunek Ryszarda to jedno, ale warstwa wizualna zasługuje przynajmniej na drugie tyle zainteresowania. Poza charakterystycznym symbolem to bardzo często osobliwe przetworzenia facjaty samego Aphexa. Widać to na okładkach (Windowlicker to jest punkt kulminacyjny...), plakatach, teledyskach. Rudowłosy Irlandczyk naprawdę lubi wytwarzać wokół siebie dość dziwną atmosferę, choć podskórnie po dłuższym kontakcie czuć dystans i paradoksalnie oczyszczający charakter tego wszystkiego. Moje ulubione odkrycie pod tym względem to specyficzne recenzje na RYMie jego pierwszych EPek wydanych pod najróżniejszymi pseudonimami. Polecam zajrzeć. Kiedy sobie przypominam pierwszy kontakt, a było to lata temu (pewnie już prawie dziesięć), to przede wszystkim czułem wtedy niepokój. Po latach tego typu dezorientacja i niedopasowanie obrazów stanie się jednych z moich ulubionych zabiegów. Come to Daddy zasługuje na waszą uwagę nie tylko dlatego, że to banger, ale też ilustruje go znakomity teledysk. Cunningham był w latach 90' niesamowity. Tutaj proponuje obraz trochę postapo, trochę horror, trochę fantasy. Sceneria jakby żywcem wzięta z typowego osiedla w Polsce. Lepiej uważajcie, gdy idziecie na niby spokojny spacer z psem.
Mój ulubiony moment to doskonały uroczy przerywnik w środku, robi się naprawdę ciepło na serduszku.
https://www.youtube.com/watch?v=TZ827lkktYs
Aphex Twin - Come to Daddy (1997)
(reż. Chris Cunningham)
Ciekawe, czy ten klip kogoś jeszcze przestraszy. Muzyczny wizerunek Ryszarda to jedno, ale warstwa wizualna zasługuje przynajmniej na drugie tyle zainteresowania. Poza charakterystycznym symbolem to bardzo często osobliwe przetworzenia facjaty samego Aphexa. Widać to na okładkach (Windowlicker to jest punkt kulminacyjny...), plakatach, teledyskach. Rudowłosy Irlandczyk naprawdę lubi wytwarzać wokół siebie dość dziwną atmosferę, choć podskórnie po dłuższym kontakcie czuć dystans i paradoksalnie oczyszczający charakter tego wszystkiego. Moje ulubione odkrycie pod tym względem to specyficzne recenzje na RYMie jego pierwszych EPek wydanych pod najróżniejszymi pseudonimami. Polecam zajrzeć. Kiedy sobie przypominam pierwszy kontakt, a było to lata temu (pewnie już prawie dziesięć), to przede wszystkim czułem wtedy niepokój. Po latach tego typu dezorientacja i niedopasowanie obrazów stanie się jednych z moich ulubionych zabiegów. Come to Daddy zasługuje na waszą uwagę nie tylko dlatego, że to banger, ale też ilustruje go znakomity teledysk. Cunningham był w latach 90' niesamowity. Tutaj proponuje obraz trochę postapo, trochę horror, trochę fantasy. Sceneria jakby żywcem wzięta z typowego osiedla w Polsce. Lepiej uważajcie, gdy idziecie na niby spokojny spacer z psem.
Mój ulubiony moment to doskonały uroczy przerywnik w środku, robi się naprawdę ciepło na serduszku.
https://www.youtube.com/watch?v=TZ827lkktYs
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
zabiłem temat chyba, sorry
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Najpierw filmy, teraz krótszy metraż, dobry jesteś killa
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Moja walentynkowa wrzuta robi się coraz mniej na czasie
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Zaraz Dzień Kobiet, to się uleży jakoś. Ja mam nieco gorzej. Tylko Robert rzucił czymś uniwersalnym - czy to bar micwa czy Międzynarodowy Dzień Leworęcznych wjedzie jak znalazł
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
The Prodigy - Firestarter (1996)
Firestarter to jeden z moich ulubionych utworów The Prodigy i pierwszy singiel z ich chyba najpopularniejszego albumu The Fat of the Land. Wersja instrumentalna utworu powstała już w 1995 roku i zawierała w sobie sporo sampli zapożyczonych od innych wykonawców. Ale Liamowi Howlettowi, głównemu kompozytorowi zespołu i producentowi czegoś w nim brakowało. A dokładnie wokalu. W zespole był Keith Flint, który dotychczas pełnił w nim rolę jedynie tancerza, co mu oczywiście nie wystarczało. Chciał mieć jakiś swój udział w tworzeniu muzyki i zaproponował Liamowi dodanie swojego wokalu do Firestrter. Tak się też stało. A kluczowym aspektem sukcesu Firestarter był teledysk. Z braku pieniędzy nakręcili go za jedyne 20 tysięcy funtów. Dla oszczędności dodatkowo był czarno-biały. Klip kręcono na starej, londyńskiej opuszczonej stacji metra, a kurz był tak duży, że podczas kręcenia cała ekipa musiała nosić maski. Główną atrakcją teledysku był sam Flint, który całkowicie zmienił image. Długie włosy zostały zastąpione czymś w rodzaju rogów diabła. Diaboliczny makijaż, kolczyki, gruby łańcuch na szyi i niezwykle niepokojące ruchy dopełniały mrocznego wizerunku. Flint biega jak oszalały po tunelach metra w amerykańskim swetrze Stars and Stripes kupionym za 5 funtów w brytyjskim lumpeksie. Porusza się jak jakaś nieludzka postać z horroru. Podejrzewam, że nakręcenie tego klipu musiało być dla niego wyczerpującym zajęciem. Ale efekt jest mocny. Lubię takie efekciarskie teledyski o niczym. Niepokojące, czarno-białe, z tak wyrazistymi osobowościami jak Keith Flint w roli głównej.
https://www.youtube.com/watch?v=wmin5WkOuPw
Firestarter to jeden z moich ulubionych utworów The Prodigy i pierwszy singiel z ich chyba najpopularniejszego albumu The Fat of the Land. Wersja instrumentalna utworu powstała już w 1995 roku i zawierała w sobie sporo sampli zapożyczonych od innych wykonawców. Ale Liamowi Howlettowi, głównemu kompozytorowi zespołu i producentowi czegoś w nim brakowało. A dokładnie wokalu. W zespole był Keith Flint, który dotychczas pełnił w nim rolę jedynie tancerza, co mu oczywiście nie wystarczało. Chciał mieć jakiś swój udział w tworzeniu muzyki i zaproponował Liamowi dodanie swojego wokalu do Firestrter. Tak się też stało. A kluczowym aspektem sukcesu Firestarter był teledysk. Z braku pieniędzy nakręcili go za jedyne 20 tysięcy funtów. Dla oszczędności dodatkowo był czarno-biały. Klip kręcono na starej, londyńskiej opuszczonej stacji metra, a kurz był tak duży, że podczas kręcenia cała ekipa musiała nosić maski. Główną atrakcją teledysku był sam Flint, który całkowicie zmienił image. Długie włosy zostały zastąpione czymś w rodzaju rogów diabła. Diaboliczny makijaż, kolczyki, gruby łańcuch na szyi i niezwykle niepokojące ruchy dopełniały mrocznego wizerunku. Flint biega jak oszalały po tunelach metra w amerykańskim swetrze Stars and Stripes kupionym za 5 funtów w brytyjskim lumpeksie. Porusza się jak jakaś nieludzka postać z horroru. Podejrzewam, że nakręcenie tego klipu musiało być dla niego wyczerpującym zajęciem. Ale efekt jest mocny. Lubię takie efekciarskie teledyski o niczym. Niepokojące, czarno-białe, z tak wyrazistymi osobowościami jak Keith Flint w roli głównej.
https://www.youtube.com/watch?v=wmin5WkOuPw
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Tak, wiem, jestem spóźniony. No trudno...
Living in a Box - Living in a Box
(1987, reż. nie mam pojęcia xD)
Serio nie mam pojęcia. Szukałem tej informacji po necie, ale nic, zupełnie nic nie wpadało mi w oczy. Może szukałem źle, i za chwilę - jak to często bywa - Hien ex machina wyskoczy z nazwiskiem (względnie nazwiskami) reżyserów tego dzieła, no ale kurde, ja wówczas jedynie posypię głowę popiołem, gdyż być może researcher ze mnie żaden. Ale trudno, ważne jest samo dzieło. Living in a Box to taki ciekawy zespół, na wskroś brytyjski (nie umiem tego dobrze uargumentować, po prostu tak jest xD), który wydał całe 2 płyty, w tym pierwsza nosiła po prostu tytuł Living in a Box. Przez co - jeszcze kiedy jesienią 2011 oglądałem ten klip po raz pierwszy w postaci ripu z MTV Classic - na 3 paskach wykonawca/utwór/album było po kolei Living in a Box/Living in a Box/Living in a Box. Trochę jak z numerem Talk Talk grupy Talk Talk z minialbumu Talk Talk (tego, co był tuż przed The Party's Over). A więc wydali 2 płyty, z czego pierwsza jest taka sobie (rok 1987), a druga - Gatecrashing (rok 1989) - jest fantastyczna (współprodukował ją w ogóle Brian May lol) i przyniosła im 2 największe hity (obok samego Living in a Box ma się rozumieć). Zespół powstał tak, że dwóch typów jamowało w studio, a zupełnie przypadkiem wpadł na nich początkujący wokalista o wyjątkowo ciekawej manierze śpiewu i na wskroś brytyjskim nazwisku - Richard Darbyshire. Zajamował z nimi i tak zaczęli pracować nad pierwszym krążkiem. Samą piosenkę uważam za jedną z najbardziej ejtisowych, jakie kiedykolwiek słyszałem. Prócz tego wyraźnie nowofalowego sznytu ma w sobie funk i groove, zapowiada wręcz lata 90. pod tym względem. Zresztą, to jeden z tych kawałków, co jak się go nie zna, to tak naprawdę się go zna, tylko się nie pamiętało. Piosenka piosenką, a klip?
Klip - nieznanych autorów, ale może był to po prostu sam zespół lol - pasuje do tego utworu idealnie. Jest to bowiem... jeden wielki wizualny chaos, który jednakowoż jest fantastyczny xD Zespół sobie gra w ucinanym slow motion, są jakieś kadry z ulic Londynu również w ucinanym slow motion, są jakieś dziwne rzeczy w tle, jakieś kobiety na chórkach, taśma do tyłu, ludzie w pudłach na głowach, obraz to przyspiesza, to zwalnia, właściwie ciężko tak po prostu opisać, co się tam dzieje, na to trzeba popatrzeć i się zachwycić, albowiem jest to wideo w swej ejtisowej prostocie wyjątkowo zachwycające. Ale też wcale aż tak "prostotowe" nie jest, widać, że twórcy (kimkolwiek by nie byli) mieli zamysł, i to bardzo fajny, dobrze go zrealizowali, i o ile dziś całość może trochę trącić myszką bądź wręcz naftaliną, to wciąż uważam, że robi wrażenie i stanowi kapitalny showcase drugiej połowy tamtej wspaniałej dekady. No, wtedy na pewno robiło to wrażenie, choć jest to oczywiście zupełnie inny rodzaj towarzyszącej muzyce sztuki wizualnej niż np. to, co dla DM realizował Korbajn. Bardziej zalatuje Peterem Care, albo Timem Popem, ale z dużą dozą powykręcanej postprodukcji. W ogóle śmiesznie, że wideo właściwie koncentruje się na postaci Richarda-wokalisty, który dodatkowo ciął na gitarze jeszcze niejako przewidując jego przyszłość w grupie, albowiem po drugiej płycie odszedł i potem rąbnął solówkę, której nigdy nie słuchałem. Zespół po nim nie wydał już nic więcej, choć do dziś koncertują z kimś innym na pokładzie. Wideo wideo wideo tho. No, po prostu włączajcie i się cieszcie, ejtisy potrafiły dostarczyć paru fajnych rzeczy, niekoniecznie będących niemal stateczną kamerą skierowaną na zespół grający na propach w otoczeniu różnego badziewia i dużej ilości dymu z maszyny, jak to często z początkującymi/mało znanymi bywało. Tutaj udało się miodnie, jeden z moich ulubionych teledysków.
https://www.youtube.com/watch?v=mHzfhU8t5i8
Living in a Box - Living in a Box
(1987, reż. nie mam pojęcia xD)
Serio nie mam pojęcia. Szukałem tej informacji po necie, ale nic, zupełnie nic nie wpadało mi w oczy. Może szukałem źle, i za chwilę - jak to często bywa - Hien ex machina wyskoczy z nazwiskiem (względnie nazwiskami) reżyserów tego dzieła, no ale kurde, ja wówczas jedynie posypię głowę popiołem, gdyż być może researcher ze mnie żaden. Ale trudno, ważne jest samo dzieło. Living in a Box to taki ciekawy zespół, na wskroś brytyjski (nie umiem tego dobrze uargumentować, po prostu tak jest xD), który wydał całe 2 płyty, w tym pierwsza nosiła po prostu tytuł Living in a Box. Przez co - jeszcze kiedy jesienią 2011 oglądałem ten klip po raz pierwszy w postaci ripu z MTV Classic - na 3 paskach wykonawca/utwór/album było po kolei Living in a Box/Living in a Box/Living in a Box. Trochę jak z numerem Talk Talk grupy Talk Talk z minialbumu Talk Talk (tego, co był tuż przed The Party's Over). A więc wydali 2 płyty, z czego pierwsza jest taka sobie (rok 1987), a druga - Gatecrashing (rok 1989) - jest fantastyczna (współprodukował ją w ogóle Brian May lol) i przyniosła im 2 największe hity (obok samego Living in a Box ma się rozumieć). Zespół powstał tak, że dwóch typów jamowało w studio, a zupełnie przypadkiem wpadł na nich początkujący wokalista o wyjątkowo ciekawej manierze śpiewu i na wskroś brytyjskim nazwisku - Richard Darbyshire. Zajamował z nimi i tak zaczęli pracować nad pierwszym krążkiem. Samą piosenkę uważam za jedną z najbardziej ejtisowych, jakie kiedykolwiek słyszałem. Prócz tego wyraźnie nowofalowego sznytu ma w sobie funk i groove, zapowiada wręcz lata 90. pod tym względem. Zresztą, to jeden z tych kawałków, co jak się go nie zna, to tak naprawdę się go zna, tylko się nie pamiętało. Piosenka piosenką, a klip?
Klip - nieznanych autorów, ale może był to po prostu sam zespół lol - pasuje do tego utworu idealnie. Jest to bowiem... jeden wielki wizualny chaos, który jednakowoż jest fantastyczny xD Zespół sobie gra w ucinanym slow motion, są jakieś kadry z ulic Londynu również w ucinanym slow motion, są jakieś dziwne rzeczy w tle, jakieś kobiety na chórkach, taśma do tyłu, ludzie w pudłach na głowach, obraz to przyspiesza, to zwalnia, właściwie ciężko tak po prostu opisać, co się tam dzieje, na to trzeba popatrzeć i się zachwycić, albowiem jest to wideo w swej ejtisowej prostocie wyjątkowo zachwycające. Ale też wcale aż tak "prostotowe" nie jest, widać, że twórcy (kimkolwiek by nie byli) mieli zamysł, i to bardzo fajny, dobrze go zrealizowali, i o ile dziś całość może trochę trącić myszką bądź wręcz naftaliną, to wciąż uważam, że robi wrażenie i stanowi kapitalny showcase drugiej połowy tamtej wspaniałej dekady. No, wtedy na pewno robiło to wrażenie, choć jest to oczywiście zupełnie inny rodzaj towarzyszącej muzyce sztuki wizualnej niż np. to, co dla DM realizował Korbajn. Bardziej zalatuje Peterem Care, albo Timem Popem, ale z dużą dozą powykręcanej postprodukcji. W ogóle śmiesznie, że wideo właściwie koncentruje się na postaci Richarda-wokalisty, który dodatkowo ciął na gitarze jeszcze niejako przewidując jego przyszłość w grupie, albowiem po drugiej płycie odszedł i potem rąbnął solówkę, której nigdy nie słuchałem. Zespół po nim nie wydał już nic więcej, choć do dziś koncertują z kimś innym na pokładzie. Wideo wideo wideo tho. No, po prostu włączajcie i się cieszcie, ejtisy potrafiły dostarczyć paru fajnych rzeczy, niekoniecznie będących niemal stateczną kamerą skierowaną na zespół grający na propach w otoczeniu różnego badziewia i dużej ilości dymu z maszyny, jak to często z początkującymi/mało znanymi bywało. Tutaj udało się miodnie, jeden z moich ulubionych teledysków.
https://www.youtube.com/watch?v=mHzfhU8t5i8
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Dobra lecę z tym choć przyznaję nie chciało mi się tym razem, ale to dlatego że 3/4 klipów znałem.
Paula Abdul - Rush, Rush
Przyznam się że widywałem ten klip czasem w tv i zwykle albo przełączałem albo miałem ochotę przełączyć. Przy okazji tej bestki odkryłem chyba w sobie jakąś dziwną prawidłowość w moim stosunku do klipów z lat 80./90., mianowicie nie wiem czemu ale przeważnie nie podoba mi się połączenie brzmienia tamtej ery z obrazami sugerującymi czasy wcześniejsze. Tu - przyznaję filmu nie oglądałem - ale po ubiorach i samochodach wnioskuję że mamy do czynienia z jakimś amerykańskim przedmieściem ale z lat 50. bądź 60. i gryzie mi się to z tym (jak dla mnie) ejtisowym podkładem. Z innych przykładów mojej awersji do podobnych zabiegów mogę wrócić do omawianej już Annie Lennox, do wspominanego przeze mnie przy tamtej okazji Eurythmics lub tandetnego średniowiecznego klimatu do utworu The Safety Dance grupy Men Without Hats. Nie wiem z czego to wynika, ja naprawdę uwielbiam lata 80. i 90. ale chyba preferuję kiedy obrazki do utworów z tej ery emanują również podobnym vibem co muzyka (vide wrzucany przeze mnie Paul Simon). Tu obejrzałem streszczenie filmu więc film już pewnie sobie na przyszłość daruję, nie podjarał mnie ten klip ALE w Pauli Abdul tamtej kocham się nadal, to jedna z najpiękniejszych kobiet tamtych czasów jak dla mnie. Jest jednak jeden plus tej wrzutki dla mnie, nagle okazało się że numer jest w gruncie rzeczy zajebisty i ma cudną produkcję i tonę tamtejszego vibe'u w sobie i bez tego obrazka też chętnie do niego wrócę pewnie.
Aphex Twin - Come To Daddy
Tu kolejny klip który znam ale w gruncie rzeczy nie wracałem jakoś do niego nigdy z własnej woli. Nie ma co tu się pastwić na pewno nad nim, nie chcę też jednak rozpływać się w egzaltacji, jest to chyba wiadome że jest to takie małe arcydzieło do jakich Richard z biegiem lat przyzwyczajał swoich słuchaczy. Zmyślne wykorzystanie komputerowej ingerencji, nałożenie Ryśkowej mordy na małe dziewczynki tworzy dość creepy efekt, do tego dochodzi jego powykręcana gęba na ekranie telewizora, klip zaczyna się niepozornie i nabiera klimatu jak thriller, robi się niesamowicie creepy gdy uderza pełną mocą. Krzyczący potwór to apogeum i gwóźdź programu, aczkolwiek wart uwagi jest również ten przerwnik z melodią dla dzieci i biegnącymi sobie słodko "dziewczynkami". Wszystko się tu zgadza może poza jednym - to wszystko wywołuje dyskomfort jak i sama muzyka Aphex Twin nieraz i tym samym sprawia że nie przepadam za tym klipem. Paradoksalnie klip osiąga swój efekt chyba odstręczając od siebie widza.
The Prodigy - Firestarter
Wujas zarzucił klasykiem aż mało z krzesła nie spadłem, fajnie kiedy tak nas zaskakuje bo to jest tak w kontrze do tych różnych śpiewających babeczek czy hitów z przełomu 80s/90s które nieraz wrzuca że dzięki temu robi większe wrażenie jako wrzuta z jego strony. Lubię ten klip, lubię jego monochromatyczność, podoba mi się jak wykorzystanie charakterystycznego swetra, specyficznej fryzury i opuszczonej linii metra wystarczy do stworzenia obrazka tak mocno zapadającego w pamięć, umiem docenić kiedy artyści obracają ograniczenia na własną korzyść. A kolejnym plusem tej wrzutki niech będzie fakt że nigdy nie zwróciłem na to uwagi iż faktycznie przed tą płytą Keith Flint nie udzielał się wokalnie podczas nagrań, heh. Przyjemny powrót do tego obrazka a w podzięce podrzucam filmik który już nierozłącznie mi się z nim kojarzy od jakiegoś czasu czyli zabawna wersja musicless, lekko parodystyczny klip ukazujący jak mogłoby wyglądać nagrywanie tego klipu po odjęciu muzyki (lub w sytuacji jakby nagrywali go ze słuchawkami na uszach a ktoś postronny patrzył na to z boku):
https://youtu.be/CDXNfe2W8c8
Zabawnie podłożone dźwięki ukazują inny charakter tego obrazka
Jak coś to jest kilka innych klipów tego typu, choćby chyba podrzucane już na tym forum już Just Can't Get Enough w tej wersji:
https://youtu.be/iu6SYk9diWg
Living In A Box - Living In A Box
O, i to jest doskonały przykład tego jakie klipy lat 80. lubię. Jeśli Firestarter to trochę etalon późniejszych lat 90. tak ten numer i klip z daleka pachną drugą połową lat 80. Nie znałem kapeli, nie znałem numeru, numer pokochuję z miejsca i klip też. Czuję UK, ten taki yuppie styl sprawia że mam vibe trochę Roberta Palmera, te efekty do tego robią mi trochę klimat klipów Talking Heads albo Petera Gabriela, lata 80. w pigułce i takie numery bardzo chętnie łykam z takimi obrazkami, po prostu, mam słabość i już. Choć przyznam że te początkowe slajdy nieco zmyłkowe, bardzo fajne ale robiły mi bardziej klimat już najntisowego Orbital tu wrzucanego choćby. Fajna wrzutka, jedyna której nie znałem więc niejako odkrycie kolejki tym samym u mnie.
Paula Abdul - Rush, Rush
Przyznam się że widywałem ten klip czasem w tv i zwykle albo przełączałem albo miałem ochotę przełączyć. Przy okazji tej bestki odkryłem chyba w sobie jakąś dziwną prawidłowość w moim stosunku do klipów z lat 80./90., mianowicie nie wiem czemu ale przeważnie nie podoba mi się połączenie brzmienia tamtej ery z obrazami sugerującymi czasy wcześniejsze. Tu - przyznaję filmu nie oglądałem - ale po ubiorach i samochodach wnioskuję że mamy do czynienia z jakimś amerykańskim przedmieściem ale z lat 50. bądź 60. i gryzie mi się to z tym (jak dla mnie) ejtisowym podkładem. Z innych przykładów mojej awersji do podobnych zabiegów mogę wrócić do omawianej już Annie Lennox, do wspominanego przeze mnie przy tamtej okazji Eurythmics lub tandetnego średniowiecznego klimatu do utworu The Safety Dance grupy Men Without Hats. Nie wiem z czego to wynika, ja naprawdę uwielbiam lata 80. i 90. ale chyba preferuję kiedy obrazki do utworów z tej ery emanują również podobnym vibem co muzyka (vide wrzucany przeze mnie Paul Simon). Tu obejrzałem streszczenie filmu więc film już pewnie sobie na przyszłość daruję, nie podjarał mnie ten klip ALE w Pauli Abdul tamtej kocham się nadal, to jedna z najpiękniejszych kobiet tamtych czasów jak dla mnie. Jest jednak jeden plus tej wrzutki dla mnie, nagle okazało się że numer jest w gruncie rzeczy zajebisty i ma cudną produkcję i tonę tamtejszego vibe'u w sobie i bez tego obrazka też chętnie do niego wrócę pewnie.
Aphex Twin - Come To Daddy
Tu kolejny klip który znam ale w gruncie rzeczy nie wracałem jakoś do niego nigdy z własnej woli. Nie ma co tu się pastwić na pewno nad nim, nie chcę też jednak rozpływać się w egzaltacji, jest to chyba wiadome że jest to takie małe arcydzieło do jakich Richard z biegiem lat przyzwyczajał swoich słuchaczy. Zmyślne wykorzystanie komputerowej ingerencji, nałożenie Ryśkowej mordy na małe dziewczynki tworzy dość creepy efekt, do tego dochodzi jego powykręcana gęba na ekranie telewizora, klip zaczyna się niepozornie i nabiera klimatu jak thriller, robi się niesamowicie creepy gdy uderza pełną mocą. Krzyczący potwór to apogeum i gwóźdź programu, aczkolwiek wart uwagi jest również ten przerwnik z melodią dla dzieci i biegnącymi sobie słodko "dziewczynkami". Wszystko się tu zgadza może poza jednym - to wszystko wywołuje dyskomfort jak i sama muzyka Aphex Twin nieraz i tym samym sprawia że nie przepadam za tym klipem. Paradoksalnie klip osiąga swój efekt chyba odstręczając od siebie widza.
The Prodigy - Firestarter
Wujas zarzucił klasykiem aż mało z krzesła nie spadłem, fajnie kiedy tak nas zaskakuje bo to jest tak w kontrze do tych różnych śpiewających babeczek czy hitów z przełomu 80s/90s które nieraz wrzuca że dzięki temu robi większe wrażenie jako wrzuta z jego strony. Lubię ten klip, lubię jego monochromatyczność, podoba mi się jak wykorzystanie charakterystycznego swetra, specyficznej fryzury i opuszczonej linii metra wystarczy do stworzenia obrazka tak mocno zapadającego w pamięć, umiem docenić kiedy artyści obracają ograniczenia na własną korzyść. A kolejnym plusem tej wrzutki niech będzie fakt że nigdy nie zwróciłem na to uwagi iż faktycznie przed tą płytą Keith Flint nie udzielał się wokalnie podczas nagrań, heh. Przyjemny powrót do tego obrazka a w podzięce podrzucam filmik który już nierozłącznie mi się z nim kojarzy od jakiegoś czasu czyli zabawna wersja musicless, lekko parodystyczny klip ukazujący jak mogłoby wyglądać nagrywanie tego klipu po odjęciu muzyki (lub w sytuacji jakby nagrywali go ze słuchawkami na uszach a ktoś postronny patrzył na to z boku):
https://youtu.be/CDXNfe2W8c8
Zabawnie podłożone dźwięki ukazują inny charakter tego obrazka
Jak coś to jest kilka innych klipów tego typu, choćby chyba podrzucane już na tym forum już Just Can't Get Enough w tej wersji:
https://youtu.be/iu6SYk9diWg
Living In A Box - Living In A Box
O, i to jest doskonały przykład tego jakie klipy lat 80. lubię. Jeśli Firestarter to trochę etalon późniejszych lat 90. tak ten numer i klip z daleka pachną drugą połową lat 80. Nie znałem kapeli, nie znałem numeru, numer pokochuję z miejsca i klip też. Czuję UK, ten taki yuppie styl sprawia że mam vibe trochę Roberta Palmera, te efekty do tego robią mi trochę klimat klipów Talking Heads albo Petera Gabriela, lata 80. w pigułce i takie numery bardzo chętnie łykam z takimi obrazkami, po prostu, mam słabość i już. Choć przyznam że te początkowe slajdy nieco zmyłkowe, bardzo fajne ale robiły mi bardziej klimat już najntisowego Orbital tu wrzucanego choćby. Fajna wrzutka, jedyna której nie znałem więc niejako odkrycie kolejki tym samym u mnie.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Gnarls Barkley - Who's Gonna Save My Soul
No ciekawy teledysk muszę przyznać. Szkoda, że nie wiem, o czym oni rozmawiają, ale stripped trochę nakreślił sprawę, więc się domyślam. Gość w clipie oddał lasce całe swoje serce i to bardzo dosłownie, bo na talerzu. W jego klatce piersiowej pozostała po nim tylko wielka dziura. Potem zabawne sceny, kiedy to serce wstaje, maszeruje po ladzie i śpiewa. Ludzie patrzą z przejęciem i ubolewaniem. Kiedy serce wbija sobie nóż w „brzuch”(?) i wyciąga z rany małą głowę właściciela serca, to robi się klimat wręcz jak z filmu „Coś”. Fajnie w dosadny i dosłowny sposób przedstawione są tu rozterki sercowe człowieka. Szczerze mówiąc pierwszy raz chyba mi się zdarzyło oglądać z zaciekawieniem teledysk nie pamiętając po zakończeniu właściwie w ogóle muzyki. Bo utwór jest bardzo średni i dla mnie robi tu jedynie za tło.
Paula Abdul – Rush, Rush
Oj jak ja dawno tego nie widziałem. I nie słyszałem. A to jest znakomita ballada. I teledysk też super, bo ja uwielbiam takie filmowe amerykańskie klimaty. Akcja clipu dzieje się chyba gdzieś tak właśnie w latach 60’, może 70’. Wspomnianego filmu nie oglądałem, ale jak clip jest jego skróconą wersją, bo już wiem właściwie o nim prawie wszystko. I ja w sumie nawet lubię takie filmy.
Już ten charakterystyczny odliczający zegar na wstępie clipu robi fajną atmosferę. Potem młodzi ludzie w starych samochodach na amerykańskich przedmieściach. Miłe to widoki dla mojego oka. No i młody Keanu Reeves, że o pięknej Pauli nie wspomnę. Ładna historyjka pokazana w klimatycznym teledysku.
Aphex Twin - Come to Daddy
O kurka wodna ależ to jest dobre. Jestem normalnie zaszokowany nie tylko teledyskiem, ale i samym utworem. Po mega nudnej wrzutce w bestce utworowej nie spodziewałem się kompletnie po Aphex Twin takiej muzyki. Tak dobrej muzyki! A clip to mistrzostwo świata. To jest dokładnie to, co ja lubię. Dla mnie miejsce, w którym dzieje się akcja wygląda jakby żywcem wyjęta z jakiegoś post apokaliptycznego filmu lub serialu typu The Walking Dead. I sama akcja wydaje się być jakimś filmem grozy. Ponad minutowy muzyczny wstęp jest maksymalnie niepokojący. Babcia idąca z psem jest genialna. Te ujęcia są nakręcone po prostu po mistrzowsku. Jakieś tajemnicze pojawiające się i zaraz znikające postacie, leżący na ulicy i włączający się telewizorek, pies dostający na widok budzącego się ekranu szału, babcia rozglądająca się z niepokojem. To wszystko jest jak z dobrego horroru. A potem uderzenie muzyki i zaczyna się jazda. Biedna babcia trzymająca się za serce. Tabuny dziewczynek o koszmarnie wykrzywionych męskich twarzach robiących rozpierduchę na ulicy i atakujących ludzi. Straszna wykrzywiona gęba w telewizorku. To wszystko robi mega klimat. Potem ten spokojny przerywnik w środku, który tylko dodaje niepokoju. Ale najlepsze dopiero przed nami. Potworna postać wychodząca z telewizorka i krzycząca na biedną babcię jest naprawdę przerażająca. Włos się jeży na głowie. Podobnie jak wychudzona i prawie naga istota. Scena gdy stoi pośrodku grupki strasznych dziewczynek i gładzi je po głowach wywołuje zimny dreszcz na plecach. I te wszędobylskie powykrzywiane w strasznych uśmiechach twarze. I te dynamicznie zmieniające się ujęcia kamery. Wszystko w szaroburej niesamowitej kolorystyce.
No powiem szczerze, że ten klip byłby rewelacyjnym teaserem do jakiegoś filmu grozy. Ja takie rzeczy naprawdę uwielbiam. Wielkie słowa uznania dla reżysera tego dzieła.
Living in a Box - Living in a Box
Nie znałem ani wykonawcy, ani utworu. Ale jest jak najbardziej spoko. Teledysk w sumie też. Nie sądzę, żeby miał jakąś fabułę czy też ukryte znaczenia. Wg mnie to po prostu zlepek różnych scenek nakręconych przy pomocy naprawdę fajnej techniki. Ci ludzie z pudłami na głowach to pewnie nic innego, jak nawiązanie do tytułu utworu. Głównym bohaterem clipu jest wokalista pokazywany podczas śpiewania i grania na gitarze, tudzież w jakimś biurze. Fajne scenki z ulic brytyjskiego miasta. Ma to swój klimacik.
Panowie rewelacyjna kolejka, wszystko mi się podobało, a Rysiek z Irlandii to już w ogóle ekstraklasa.
No ciekawy teledysk muszę przyznać. Szkoda, że nie wiem, o czym oni rozmawiają, ale stripped trochę nakreślił sprawę, więc się domyślam. Gość w clipie oddał lasce całe swoje serce i to bardzo dosłownie, bo na talerzu. W jego klatce piersiowej pozostała po nim tylko wielka dziura. Potem zabawne sceny, kiedy to serce wstaje, maszeruje po ladzie i śpiewa. Ludzie patrzą z przejęciem i ubolewaniem. Kiedy serce wbija sobie nóż w „brzuch”(?) i wyciąga z rany małą głowę właściciela serca, to robi się klimat wręcz jak z filmu „Coś”. Fajnie w dosadny i dosłowny sposób przedstawione są tu rozterki sercowe człowieka. Szczerze mówiąc pierwszy raz chyba mi się zdarzyło oglądać z zaciekawieniem teledysk nie pamiętając po zakończeniu właściwie w ogóle muzyki. Bo utwór jest bardzo średni i dla mnie robi tu jedynie za tło.
Paula Abdul – Rush, Rush
Oj jak ja dawno tego nie widziałem. I nie słyszałem. A to jest znakomita ballada. I teledysk też super, bo ja uwielbiam takie filmowe amerykańskie klimaty. Akcja clipu dzieje się chyba gdzieś tak właśnie w latach 60’, może 70’. Wspomnianego filmu nie oglądałem, ale jak clip jest jego skróconą wersją, bo już wiem właściwie o nim prawie wszystko. I ja w sumie nawet lubię takie filmy.
Już ten charakterystyczny odliczający zegar na wstępie clipu robi fajną atmosferę. Potem młodzi ludzie w starych samochodach na amerykańskich przedmieściach. Miłe to widoki dla mojego oka. No i młody Keanu Reeves, że o pięknej Pauli nie wspomnę. Ładna historyjka pokazana w klimatycznym teledysku.
Aphex Twin - Come to Daddy
O kurka wodna ależ to jest dobre. Jestem normalnie zaszokowany nie tylko teledyskiem, ale i samym utworem. Po mega nudnej wrzutce w bestce utworowej nie spodziewałem się kompletnie po Aphex Twin takiej muzyki. Tak dobrej muzyki! A clip to mistrzostwo świata. To jest dokładnie to, co ja lubię. Dla mnie miejsce, w którym dzieje się akcja wygląda jakby żywcem wyjęta z jakiegoś post apokaliptycznego filmu lub serialu typu The Walking Dead. I sama akcja wydaje się być jakimś filmem grozy. Ponad minutowy muzyczny wstęp jest maksymalnie niepokojący. Babcia idąca z psem jest genialna. Te ujęcia są nakręcone po prostu po mistrzowsku. Jakieś tajemnicze pojawiające się i zaraz znikające postacie, leżący na ulicy i włączający się telewizorek, pies dostający na widok budzącego się ekranu szału, babcia rozglądająca się z niepokojem. To wszystko jest jak z dobrego horroru. A potem uderzenie muzyki i zaczyna się jazda. Biedna babcia trzymająca się za serce. Tabuny dziewczynek o koszmarnie wykrzywionych męskich twarzach robiących rozpierduchę na ulicy i atakujących ludzi. Straszna wykrzywiona gęba w telewizorku. To wszystko robi mega klimat. Potem ten spokojny przerywnik w środku, który tylko dodaje niepokoju. Ale najlepsze dopiero przed nami. Potworna postać wychodząca z telewizorka i krzycząca na biedną babcię jest naprawdę przerażająca. Włos się jeży na głowie. Podobnie jak wychudzona i prawie naga istota. Scena gdy stoi pośrodku grupki strasznych dziewczynek i gładzi je po głowach wywołuje zimny dreszcz na plecach. I te wszędobylskie powykrzywiane w strasznych uśmiechach twarze. I te dynamicznie zmieniające się ujęcia kamery. Wszystko w szaroburej niesamowitej kolorystyce.
No powiem szczerze, że ten klip byłby rewelacyjnym teaserem do jakiegoś filmu grozy. Ja takie rzeczy naprawdę uwielbiam. Wielkie słowa uznania dla reżysera tego dzieła.
Living in a Box - Living in a Box
Nie znałem ani wykonawcy, ani utworu. Ale jest jak najbardziej spoko. Teledysk w sumie też. Nie sądzę, żeby miał jakąś fabułę czy też ukryte znaczenia. Wg mnie to po prostu zlepek różnych scenek nakręconych przy pomocy naprawdę fajnej techniki. Ci ludzie z pudłami na głowach to pewnie nic innego, jak nawiązanie do tytułu utworu. Głównym bohaterem clipu jest wokalista pokazywany podczas śpiewania i grania na gitarze, tudzież w jakimś biurze. Fajne scenki z ulic brytyjskiego miasta. Ma to swój klimacik.
Panowie rewelacyjna kolejka, wszystko mi się podobało, a Rysiek z Irlandii to już w ogóle ekstraklasa.
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Gnarls Barkley Who's Gonna Save My Soul
Tutaj to już bezpośrednio skupiamy się na klipie, bo muza leci sobie w tle i tylko na ostatnią minutę wjeżdża na pierwszy plan. Dzieło nie mniej straszne niż Suspiria. Kameralna sceneria, niskobudżetowa buda z jedzeniem. Idealna przestrzeń do rozstania się z kimś (niezbyt). Mudżyn odpływa na poważnie momentami w swoim opisie, a ja tutaj pod względem realizacyjnym widzę wiele dystansu i może nawet czasami nieświadomego humoru. Humoru, który średnio pasuje, nie trafia do mnie. Rozstania raczej nie rozbieram w taki creepy śmieszkowy sposób. Rozbrajająco przedłużone sceny z sercem na talerzu, widzimy głównego bohatera z przecięciem na klatce piersiowej pod koszulą, a tak jak gdyby nigdy nic mówi coś do praktycznie byłej wybranki serca. Końcówka świadczy o tym, że to raczej praca wyobraźni tego gościa, specyficzny obraz uczuć, których nie jest w stanie wyrazić słowami, umie to zainscenizować w głowie, ale gorzej z wyrażeniem tu i teraz, bo wydaje się, że sprawa jest przesądzona. Animowane serce z głosem wokalisty i te okropne usta, potem spacer po lokalu zwieńczony kolejnym rozdarciem, z którego wychodzi... główny bohater. Lepiej się o tym pisze.
Paula Abdul Rush, Rush
Bardzo lubię Paulę Abdul, choć tak naprawdę znam tylko jej dwie piosenki. Ta jest wśród nich. Sam numer jest tak bardzo osadzony w swoim czasie przez kozacki aranż, że naprawdę trudnym zadaniem było przygotować odpowiednią warstwę wizualną... ale udało się. Pościelowy pop okraszony sercołamliwym teledyskiem z boskim Keanu. Takie karaluchy pod poduchy znacznie lepiej trafiają do mnie, jeśli mam wrócić do walentynkowych okoliczności xD i ich przełożenia na sztukę, powiedzmy. Klip, przy którym zakochani robią to, co pierwszoplanowy duet pod koniec, a samotne osoby uciekają w marzenia i rozmyślają, czekają na właściwą drugą połówkę... albo są niedługo po wszystkim i mają nawrót kosmatych myśli. Przyjemny seans.
Prodigy Firestarter
Jezu, jak ja się bałem przeróbki Firestartera w wykonaniu VJ Dominiona. Do sylwetki polskiego mistrza dziś średnio śmiesznych muzycznych memów doklejona została facjata Durczoka, która przypominała tam trochę Flinta. Na jedenastoletnim Robercie zrobiło to okropne wrażenie, przez parę lat odstraszała mnie sama miniaturka. Potem samo z siebie przyszło zainteresowanie muzyką The Prodigy, polubiłem przytaczany kawałek, a demony przeszłości ostatecznie uciekły gdzie pieprz rośnie, bo przeróbka starzeje się dość średnio. Na teledysk nie natrafiłem NIGDY. Znaczy tak... nigdy nie byłem tym zbytnio zainteresowany. Nie wiem, jak było z odbiorem klipu w najtisach, ale dzisiaj wydaje mi się, że tam dzieje się za mało! Rzadko biegają, pląsy Flinta niezbyt dynamiczne. Przestrzeń dobrana znakomicie, ale brakuje tam życia... jakiejś większej pompy, która przystaje do agresywnego bangera w tle. Pod koniec jest więcej cięć montażowych i to już pasuje dobrze. Na początku zdecydowanie za spokojnie, ale to może kwestia tego kurzu xD Jest OKEJ, można było dopierydolić
Living In A Box Living In A Box (Official Box)
Nie da się ukryć, że wokalista prezencję miał. Interesujący sposób na zbudowanie charakteru zespołu - poprzez tego typu montażyk i sam pomysł na całość. Numer jest chwytliwy, lekko skoczny, ejtisowy w opór. W warstwie wizualnej masa różnych efektów, materiałów źródłowych. Czasami cięcia są zbyt gwałtowne, a ja nie lubię prób wywoływania epilepsji u widza. Poza tym udaje się wytworzyć efekt wow. Dość zabawna jest ramka, przez którą czasami mamy widzieć wnętrze tytułowego pudła. Nie sądzę, by poza takim wzmożonym maksymalizmem w środkach było tu coś więcej, ale czy to coś złego? Nie sądzę. Dobrze się na to patrzy, nie męczy człowieka, wzmaga ten lekki, wesołkowaty charakter piosenki. Teledysk spełnia więc swoją rolę tak, jak powinien.
Tutaj to już bezpośrednio skupiamy się na klipie, bo muza leci sobie w tle i tylko na ostatnią minutę wjeżdża na pierwszy plan. Dzieło nie mniej straszne niż Suspiria. Kameralna sceneria, niskobudżetowa buda z jedzeniem. Idealna przestrzeń do rozstania się z kimś (niezbyt). Mudżyn odpływa na poważnie momentami w swoim opisie, a ja tutaj pod względem realizacyjnym widzę wiele dystansu i może nawet czasami nieświadomego humoru. Humoru, który średnio pasuje, nie trafia do mnie. Rozstania raczej nie rozbieram w taki creepy śmieszkowy sposób. Rozbrajająco przedłużone sceny z sercem na talerzu, widzimy głównego bohatera z przecięciem na klatce piersiowej pod koszulą, a tak jak gdyby nigdy nic mówi coś do praktycznie byłej wybranki serca. Końcówka świadczy o tym, że to raczej praca wyobraźni tego gościa, specyficzny obraz uczuć, których nie jest w stanie wyrazić słowami, umie to zainscenizować w głowie, ale gorzej z wyrażeniem tu i teraz, bo wydaje się, że sprawa jest przesądzona. Animowane serce z głosem wokalisty i te okropne usta, potem spacer po lokalu zwieńczony kolejnym rozdarciem, z którego wychodzi... główny bohater. Lepiej się o tym pisze.
Paula Abdul Rush, Rush
Bardzo lubię Paulę Abdul, choć tak naprawdę znam tylko jej dwie piosenki. Ta jest wśród nich. Sam numer jest tak bardzo osadzony w swoim czasie przez kozacki aranż, że naprawdę trudnym zadaniem było przygotować odpowiednią warstwę wizualną... ale udało się. Pościelowy pop okraszony sercołamliwym teledyskiem z boskim Keanu. Takie karaluchy pod poduchy znacznie lepiej trafiają do mnie, jeśli mam wrócić do walentynkowych okoliczności xD i ich przełożenia na sztukę, powiedzmy. Klip, przy którym zakochani robią to, co pierwszoplanowy duet pod koniec, a samotne osoby uciekają w marzenia i rozmyślają, czekają na właściwą drugą połówkę... albo są niedługo po wszystkim i mają nawrót kosmatych myśli. Przyjemny seans.
Prodigy Firestarter
Jezu, jak ja się bałem przeróbki Firestartera w wykonaniu VJ Dominiona. Do sylwetki polskiego mistrza dziś średnio śmiesznych muzycznych memów doklejona została facjata Durczoka, która przypominała tam trochę Flinta. Na jedenastoletnim Robercie zrobiło to okropne wrażenie, przez parę lat odstraszała mnie sama miniaturka. Potem samo z siebie przyszło zainteresowanie muzyką The Prodigy, polubiłem przytaczany kawałek, a demony przeszłości ostatecznie uciekły gdzie pieprz rośnie, bo przeróbka starzeje się dość średnio. Na teledysk nie natrafiłem NIGDY. Znaczy tak... nigdy nie byłem tym zbytnio zainteresowany. Nie wiem, jak było z odbiorem klipu w najtisach, ale dzisiaj wydaje mi się, że tam dzieje się za mało! Rzadko biegają, pląsy Flinta niezbyt dynamiczne. Przestrzeń dobrana znakomicie, ale brakuje tam życia... jakiejś większej pompy, która przystaje do agresywnego bangera w tle. Pod koniec jest więcej cięć montażowych i to już pasuje dobrze. Na początku zdecydowanie za spokojnie, ale to może kwestia tego kurzu xD Jest OKEJ, można było dopierydolić
Living In A Box Living In A Box (Official Box)
Nie da się ukryć, że wokalista prezencję miał. Interesujący sposób na zbudowanie charakteru zespołu - poprzez tego typu montażyk i sam pomysł na całość. Numer jest chwytliwy, lekko skoczny, ejtisowy w opór. W warstwie wizualnej masa różnych efektów, materiałów źródłowych. Czasami cięcia są zbyt gwałtowne, a ja nie lubię prób wywoływania epilepsji u widza. Poza tym udaje się wytworzyć efekt wow. Dość zabawna jest ramka, przez którą czasami mamy widzieć wnętrze tytułowego pudła. Nie sądzę, by poza takim wzmożonym maksymalizmem w środkach było tu coś więcej, ale czy to coś złego? Nie sądzę. Dobrze się na to patrzy, nie męczy człowieka, wzmaga ten lekki, wesołkowaty charakter piosenki. Teledysk spełnia więc swoją rolę tak, jak powinien.
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Gnarls Barkley - Who's Gonna Save My Soul
Ciekawa sprawa z tym klipem, bo wygląda jak fragment wycięty z filmu. Utwór jest zagadany do tego stopnia, że stanowi totalnej tło, w pewnym momencie przestaje się w ogóle zwracać na niego uwagę. Ale to nie ważne, bo prosta historyjka pokazana w klipie wystarczy i generalnie jest to świetnie zrobione. Do momentu tego śpiewającego serca zrobionego w tanim CGI. Mogło być wybitnie, ale ten fragment jest tak słaby, to jest taki szajs, że rozczarowanie zgniotło mnie od środka. I wprawdzie końcówka wraca na dobre tory i samo zakończenie jest bardzo spoko, to jednak całość nie robi takiego wrażenia jakby mogła. To serce mogło nie być animowane, mogło po prostu tam leżeć i „śpiewać”, nie wiem, zdecydowano się na najgorsze możliwe rozwiązanie. Szkoda, bo ogólnie jest to świetna rzecz.
Aphex Twin - Come to Daddy
Dragon wrzuca klasyka, więc będą problemy żeby coś konkretnego o tym napisać xD Jest zaraźliwy ten klip, tak jak zaraźliwy jest ten uśmiech Ryśka naklejony na dzieciarnię. Jest w tym coś fajnego, co sprawia, że po prostu przyjemnie się to ogląda, zwłaszcza że połączenie z muzyką jest doskonałe. Rzadko mam ochotę na takie klipy, bo po prostu za dużo się tu dzieje, za bardzo to wszystko błyska, zbyt intensywne to jest pod każdym względem (utwór również), ale szanuję i prejzuję mocno. Jeden z najbardziej rozpoznawalnych klipów tamtych lat, lelegnda.
The Prodigy - Firestarter
Na wstępie – RIP Keith Flint. Facet był twarzą, logiem, wszystkim, co reprezentowało wizualnie The Prodigy. Miał to co trzeba, czyli PREZENCJĘ, a do tego było świetnym tancerzem. Wokalnie dawał z siebie to czego utwory takie jak „Firestarter” potrzebowały, a w klipach skupiał całą uwagę.
Ok, Liam, Leeroy i Maxim też świetnie tu wyglądają, ale reżyser nie pozostawia wątpliwości, kto jest tutaj największą gwiazdą. Niewiele się dzieje w tym klipie, a jednocześnie dzieje się bardzo dużo, Flint zaraża swoją energią. W przypadku tego klipu, dochodzi u mnie pierwiastek sentymentalny, bo pamiętam ten klip z TV kiedy to było nowe. To był popkulturowy hit od pierwszego dnia. Trudno uwierzyć, że minęło już ponad ćwierć wieku.
Living in a Box - Living in a Box
No tak, ejtisy. Wygaszacz ekranu wymierzony przeciw epileptykom. Nagromadzenie szalonych pomysłów, dziwnych i nie związanych ze sobą scenek i zabiegów. Przerabialiśmy to z Hasselhoffem i Pet Shop Boys, a nawet do jakiegoś stopnia z tamtym „ruskim” klip od Deva. Różnica jest taka, że tamte teledyski miały w sobie fun. A „Living in a Box” mnie koszmarnie wynudziło. Goście fajnie wyglądają, ale to w zasadzie tyle. Pasuje mi to do ejtisów, bo to była epoka rzucania czym popadnie w ścianę, ale w tym wypadku nic nie zostało, wszystko spłynęło. Nie jest to gówno, ale jest to nudny exercise w montażu losowych scen. Sorry.
Ciekawa sprawa z tym klipem, bo wygląda jak fragment wycięty z filmu. Utwór jest zagadany do tego stopnia, że stanowi totalnej tło, w pewnym momencie przestaje się w ogóle zwracać na niego uwagę. Ale to nie ważne, bo prosta historyjka pokazana w klipie wystarczy i generalnie jest to świetnie zrobione. Do momentu tego śpiewającego serca zrobionego w tanim CGI. Mogło być wybitnie, ale ten fragment jest tak słaby, to jest taki szajs, że rozczarowanie zgniotło mnie od środka. I wprawdzie końcówka wraca na dobre tory i samo zakończenie jest bardzo spoko, to jednak całość nie robi takiego wrażenia jakby mogła. To serce mogło nie być animowane, mogło po prostu tam leżeć i „śpiewać”, nie wiem, zdecydowano się na najgorsze możliwe rozwiązanie. Szkoda, bo ogólnie jest to świetna rzecz.
Aphex Twin - Come to Daddy
Dragon wrzuca klasyka, więc będą problemy żeby coś konkretnego o tym napisać xD Jest zaraźliwy ten klip, tak jak zaraźliwy jest ten uśmiech Ryśka naklejony na dzieciarnię. Jest w tym coś fajnego, co sprawia, że po prostu przyjemnie się to ogląda, zwłaszcza że połączenie z muzyką jest doskonałe. Rzadko mam ochotę na takie klipy, bo po prostu za dużo się tu dzieje, za bardzo to wszystko błyska, zbyt intensywne to jest pod każdym względem (utwór również), ale szanuję i prejzuję mocno. Jeden z najbardziej rozpoznawalnych klipów tamtych lat, lelegnda.
The Prodigy - Firestarter
Na wstępie – RIP Keith Flint. Facet był twarzą, logiem, wszystkim, co reprezentowało wizualnie The Prodigy. Miał to co trzeba, czyli PREZENCJĘ, a do tego było świetnym tancerzem. Wokalnie dawał z siebie to czego utwory takie jak „Firestarter” potrzebowały, a w klipach skupiał całą uwagę.
Ok, Liam, Leeroy i Maxim też świetnie tu wyglądają, ale reżyser nie pozostawia wątpliwości, kto jest tutaj największą gwiazdą. Niewiele się dzieje w tym klipie, a jednocześnie dzieje się bardzo dużo, Flint zaraża swoją energią. W przypadku tego klipu, dochodzi u mnie pierwiastek sentymentalny, bo pamiętam ten klip z TV kiedy to było nowe. To był popkulturowy hit od pierwszego dnia. Trudno uwierzyć, że minęło już ponad ćwierć wieku.
Living in a Box - Living in a Box
No tak, ejtisy. Wygaszacz ekranu wymierzony przeciw epileptykom. Nagromadzenie szalonych pomysłów, dziwnych i nie związanych ze sobą scenek i zabiegów. Przerabialiśmy to z Hasselhoffem i Pet Shop Boys, a nawet do jakiegoś stopnia z tamtym „ruskim” klip od Deva. Różnica jest taka, że tamte teledyski miały w sobie fun. A „Living in a Box” mnie koszmarnie wynudziło. Goście fajnie wyglądają, ale to w zasadzie tyle. Pasuje mi to do ejtisów, bo to była epoka rzucania czym popadnie w ścianę, ale w tym wypadku nic nie zostało, wszystko spłynęło. Nie jest to gówno, ale jest to nudny exercise w montażu losowych scen. Sorry.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Przypominam tylko koledze devotionalowi że niedługo minie miesiąc odkąd lecimy tę kolejkę xd
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Ja to lubię się czasem spóźnić, np. półtora miesiąca. Wyobrażacie sobie czekać półtora miesiąca na autobus?
A na deva tak.
Gnarls Barkley - Who's Gonna Save My Soul
Tytuł kojarzy mi się nieco z utworem Cate Brooks pod monikerem King of Woolworths o tytule Sell Me Back My Soul, gdzie wokalnie udzielała się Dot Allison. Wideo jest weird mocno, ale... podoba mi się właściwie. Niestety, jego wydźwięk bardzo mi teraz pasuje, jeszcze aby było ciekawiej, to w Walentynki mojego dobrego ziomka rzuciła dziewczyna podając... niemal identyczne argumenty do tych, które w wideo rzuciła ta laska. Faktycznie, jest filmowo, to serce, które zaczyna łazić po dinerze nie wygląda zbyt poważnie, zbyt, nie wiem, normalnie? W sensie, trudno, żeby wyglądało normalnie, ale psuje mi trochę odbiór całości xD Plus generalnie sam ten fakt wyciągania serca, jest to absolutnie ten jeden organ w ciele człowieka, który mnie autentycznie przeraża, a sam dźwięk, czy też uczucie jego bicia mnie okrutnie niepokoi xD Poza, ehh, jednym przypadkiem, także teraz się nurzam w emocjonalnej nędzy jeszcze bardziej dzięki właśnie temu klipowi, może nawet bardziej, niż dzięki samej piosence xD Niech będzie, że łażące serce jest absurdem potrzebnym, aby ten numer trochę rozładować. Jest smutno, walentynkowy post-breakup feeling co nawet nie jest mój, a może trochę jest z zupełnie innych powodów, no nic. Dobre to, chyba posłucham czegoś jeszcze xD
Paula Abdul - Rush, Rush
Utwór znam ale z wideo nie mam w ogóle wspomnień czy skojarzeń takich, jak kol. Jakub. Pierwszy raz widziałem ten klip jakoś na MTV Classic w okolicach pewnie 2003 roku. Robi wrażenie swoją wręcz klasyczną filmowością (damn, Keanu Reeves). Jest może nieco kiczowato (w wideo, ale w muzyce w sumie też, jeszcze te skrzypce na końcu trololo), ale tak... no, jak już to napisałem wyżej, klasycznie kiczowato, więc przez to fajnie, powiem więcej - ponadczasowo. Co prawda o ile Keanu jest wyjątkowo przystojnym gościem, to Abdul nigdy mi się nie podobała. Trochę mi to rujnuje to wideo xD Poza tym - wszystko się zgadza i wszystko jest super. Motyw z tym wyścigiem, banda młodzieżowych gangusów, plenery, stroje wokalistki, no miodzio. Znowu coś, co budzi we mnie nie tak odległe wspomnienia, a swoim wydźwiękiem jeszcze je podbija. Naprawdę złoto, lubię tę piosenkę, dawno jej nie słyszałem, w ogóle zapomniałem, że to przecież początek lat 90. Człowiek się starzeje, ale muzyka - tego typu przynajmniej - tylko dojrzewa. Super jest, dziękuję bardzo.
Aphex Twin - Come to Daddy
Chyba jak żyję żadnego teledysku Ryszarda nie widziałem. Ten jest więc przynajmniej na 90% pierwszy. I z miejsca niepokojący jak diabli xD Dzieciaki z jego twarzą, ten telewizor z projekcją a la Maxheadroom (czy jak to się nazywało), zimne kolory, generalny rozpieprz wokół, klimat dość psychopatyczny. Zwłaszcza, kiedy muzyka się zmienia i "dzieci" zaczynają wyskakiwać z tej bramy. Trochę jak w jakimś dystopijnym horrorze. Pod koniec robi się jeszcze weselej. Nagle nabrałem ochoty na łażenie po opuszczonych blokowiskach. Tutaj się po prostu bardzo dużo dzieje, pod każdym względem. Już to dziś pisałem w innej bestce - hałas i chaos, ale w tym miejscu wysmakowany, dobry, fajny, ciekawy. No i klasyczny lol, to w końcu RYSZARD. Znak jakości przyznany, teraz idę napadać na staruszki i typów na parkingach.
The Prodigy - Firestarter
Wuja się ładnie sparował ze Smokiem idąc i tematyką wideo (luźno) i charakterem brzmieniowym muzyki. To wideo akurat widziałem kiedyś, ale to było bardzo dawno temu. Jednocześnie zapamiętałem je całkiem dobrze xD Może nie dzieje się tu tyle, co u Ryszarda, ale też jest fajnie. Może to nostalgia, może to dlatego, że to KOLEJNY KLASYK, ale mnie wystarczy, nie trzeba biegać z telewizorem, jeśli jest się (było się) Keithem Flintem. Bieganie w tej rurze i dziwaczny taniec (plus piękna wymowa) robią tutaj całą robotę, więcej właściwie nie trzeba. Fajnie było zapuścić sobie ten numer i wideo po tylu latach (nawet jego śmierć mnie jakoś nie pchnęła w stronę revivalu, a jednak to i owo się od The Prodigy słyszało lata temu). Zabawne, że w ogóle zapomniałem o tym, iż ten utwór miał swoją przeróbkę z Durczokiem, w sensie, oglądałem to wtedy na pewno, ale nie skojarzyłem z miejsca xD Na wszelki wypadek nie będę jej włączał. Zostawiam sobie dobre asocjacje w głowie.
A na deva tak.
Gnarls Barkley - Who's Gonna Save My Soul
Tytuł kojarzy mi się nieco z utworem Cate Brooks pod monikerem King of Woolworths o tytule Sell Me Back My Soul, gdzie wokalnie udzielała się Dot Allison. Wideo jest weird mocno, ale... podoba mi się właściwie. Niestety, jego wydźwięk bardzo mi teraz pasuje, jeszcze aby było ciekawiej, to w Walentynki mojego dobrego ziomka rzuciła dziewczyna podając... niemal identyczne argumenty do tych, które w wideo rzuciła ta laska. Faktycznie, jest filmowo, to serce, które zaczyna łazić po dinerze nie wygląda zbyt poważnie, zbyt, nie wiem, normalnie? W sensie, trudno, żeby wyglądało normalnie, ale psuje mi trochę odbiór całości xD Plus generalnie sam ten fakt wyciągania serca, jest to absolutnie ten jeden organ w ciele człowieka, który mnie autentycznie przeraża, a sam dźwięk, czy też uczucie jego bicia mnie okrutnie niepokoi xD Poza, ehh, jednym przypadkiem, także teraz się nurzam w emocjonalnej nędzy jeszcze bardziej dzięki właśnie temu klipowi, może nawet bardziej, niż dzięki samej piosence xD Niech będzie, że łażące serce jest absurdem potrzebnym, aby ten numer trochę rozładować. Jest smutno, walentynkowy post-breakup feeling co nawet nie jest mój, a może trochę jest z zupełnie innych powodów, no nic. Dobre to, chyba posłucham czegoś jeszcze xD
Paula Abdul - Rush, Rush
Utwór znam ale z wideo nie mam w ogóle wspomnień czy skojarzeń takich, jak kol. Jakub. Pierwszy raz widziałem ten klip jakoś na MTV Classic w okolicach pewnie 2003 roku. Robi wrażenie swoją wręcz klasyczną filmowością (damn, Keanu Reeves). Jest może nieco kiczowato (w wideo, ale w muzyce w sumie też, jeszcze te skrzypce na końcu trololo), ale tak... no, jak już to napisałem wyżej, klasycznie kiczowato, więc przez to fajnie, powiem więcej - ponadczasowo. Co prawda o ile Keanu jest wyjątkowo przystojnym gościem, to Abdul nigdy mi się nie podobała. Trochę mi to rujnuje to wideo xD Poza tym - wszystko się zgadza i wszystko jest super. Motyw z tym wyścigiem, banda młodzieżowych gangusów, plenery, stroje wokalistki, no miodzio. Znowu coś, co budzi we mnie nie tak odległe wspomnienia, a swoim wydźwiękiem jeszcze je podbija. Naprawdę złoto, lubię tę piosenkę, dawno jej nie słyszałem, w ogóle zapomniałem, że to przecież początek lat 90. Człowiek się starzeje, ale muzyka - tego typu przynajmniej - tylko dojrzewa. Super jest, dziękuję bardzo.
Aphex Twin - Come to Daddy
Chyba jak żyję żadnego teledysku Ryszarda nie widziałem. Ten jest więc przynajmniej na 90% pierwszy. I z miejsca niepokojący jak diabli xD Dzieciaki z jego twarzą, ten telewizor z projekcją a la Maxheadroom (czy jak to się nazywało), zimne kolory, generalny rozpieprz wokół, klimat dość psychopatyczny. Zwłaszcza, kiedy muzyka się zmienia i "dzieci" zaczynają wyskakiwać z tej bramy. Trochę jak w jakimś dystopijnym horrorze. Pod koniec robi się jeszcze weselej. Nagle nabrałem ochoty na łażenie po opuszczonych blokowiskach. Tutaj się po prostu bardzo dużo dzieje, pod każdym względem. Już to dziś pisałem w innej bestce - hałas i chaos, ale w tym miejscu wysmakowany, dobry, fajny, ciekawy. No i klasyczny lol, to w końcu RYSZARD. Znak jakości przyznany, teraz idę napadać na staruszki i typów na parkingach.
The Prodigy - Firestarter
Wuja się ładnie sparował ze Smokiem idąc i tematyką wideo (luźno) i charakterem brzmieniowym muzyki. To wideo akurat widziałem kiedyś, ale to było bardzo dawno temu. Jednocześnie zapamiętałem je całkiem dobrze xD Może nie dzieje się tu tyle, co u Ryszarda, ale też jest fajnie. Może to nostalgia, może to dlatego, że to KOLEJNY KLASYK, ale mnie wystarczy, nie trzeba biegać z telewizorem, jeśli jest się (było się) Keithem Flintem. Bieganie w tej rurze i dziwaczny taniec (plus piękna wymowa) robią tutaj całą robotę, więcej właściwie nie trzeba. Fajnie było zapuścić sobie ten numer i wideo po tylu latach (nawet jego śmierć mnie jakoś nie pchnęła w stronę revivalu, a jednak to i owo się od The Prodigy słyszało lata temu). Zabawne, że w ogóle zapomniałem o tym, iż ten utwór miał swoją przeróbkę z Durczokiem, w sensie, oglądałem to wtedy na pewno, ale nie skojarzyłem z miejsca xD Na wszelki wypadek nie będę jej włączał. Zostawiam sobie dobre asocjacje w głowie.
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl