Best of Forum VI
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Shanks & Bigfoot - Sweet Like Chocolate
Łeeee ja to myślałem że munlup serio jakiś taki pop - POP - wrzuci a to TYLKO klasyka UK garage, znaczy się dobre klubowe brzmienia. Numer znam jak się okazało, widziałem ten klip kiedyś ale poznałem numer dość randomowo i olałem wtedy. Teraz jak wróciłem to nawet znalazłem go w mojej płytotece na składaku z muzyką UK garage właśnie. Ten klip o którym wspomniał Kuba to chyba musiał być powód że to w tv latało, '98 albo '99 rok i takie rzeczy w mainstreamie u nas? Ciekawe. No ok, fakt że ta słodka jak czekolada melodia wokalna z refrenu jest radio friendly ale i tak jestem w szoku. W każdym razie dobra wrzutka, znów ktoś napoczyna pewne klimaty przede mną.
Orbital - Impact (The Earth Is Burning)
Orbital miałem wrzucać wieki temu ale coś czuję że cały ten album wleci zanim się zdecyduję xd w każdym razie spoko bo albumu nigdy nie słuchałem więc nadrobię sobie. Całkiem fajny kwasowy klimat tamtej ery, brejki, 303, standardowy zestaw rejwera. Ten taki smyczkowaty synth który się chwilami uwydatnia też fajny. Segment gadany mroczniejszy, przypomina wczesne The Prodigy. Na koniec odlatujemy z arpeggio. Dobry track, co tu gadać.
Underworld - Nylon Strung
Karl Hyde powraca do bestki, tym razem ze swoją drugą połówką Underworld. Będę szczery, nie jest mi jakoś po drodze z jego muzyką, nie jestem fanem Hyde'a jako wokalisty, to są smuty, zaś pod kątem elektroniki ciut ciekawsze było to co poznałem na solowym albumie. Na deva działa ten bit i go hipnotyzuje, na mnie ten czar nie działa, ale oswoiłem się z tym jak daleka jest mi estetyka ulubionej muzyki Edrjena. Gdy słyszę ten bas to trochę odnoszę wrażenie słuchania gahanowego Kingdom na sterydach czy innego Perfect.
Judas Priest - Painkiller
Mógłbym powiedzieć że mentos trafił w sedno swoim numerem bo painkillery są mi obecnie bliskie (ha HA) ale prawdę mówiąc ten numer brzmi dla mnie jak właśnie takie Iron Maiden którym mógłbym się znudzić. Coś tam słyszałem ich muzyki, kojarzę ze 2-3 numery które są spoko, ten dla mnie spoko nie jest bo to kucowe brandzlowanie się bez polotu, myślę że istnieją lepsze "ostre" kawałki w heavy metalu jak choćby "Raining Blood" Slayera. Żałuję ale słuchanie mentosowej wrzutki nie pomogło uśmierzyć mojego bólu.
Julia Holter - Night Song
Kuba pochwalił to ja teraz dla odmiany pozwolę sobie wyrazić zdanie odrębne. Wrzutka deva chwyciła u mnie z czasem i do dziś postrzegam ją jako jedną z lepszych jego wrzutek do tej pory, tu natomiast... Wujek preferuje numery bardziej "klimatyczne" jak to się mówi, smutniejsze, mroczniejsze, nieraz bardziej baśniowe po prostu - jak w tym wypadku - ale ja chyba preferuję prostotę tamtego numeru deva. Choć nie jest to złe w żadnym wypadku, proszę mnie źle nie zrozumieć, po prostu na ten moment mnie to nie rusza i nie cieszy. Ale Julia Holter już raz growerowała, zobaczymy jak wyjdzie z tym kawałkiem za czas jakiś.
Taka standardowa kolejka wyszła myślę, coś do pochwalenia, coś do mehnięcia i coś do odłożenia na potem. Bierzcie poprawkę że jak człowiek źle się czuje to i muzyka nie wchodzi jak powinna więc widzę tu potencjał na przyszłość mimo wszystko w tych numerach.
Łeeee ja to myślałem że munlup serio jakiś taki pop - POP - wrzuci a to TYLKO klasyka UK garage, znaczy się dobre klubowe brzmienia. Numer znam jak się okazało, widziałem ten klip kiedyś ale poznałem numer dość randomowo i olałem wtedy. Teraz jak wróciłem to nawet znalazłem go w mojej płytotece na składaku z muzyką UK garage właśnie. Ten klip o którym wspomniał Kuba to chyba musiał być powód że to w tv latało, '98 albo '99 rok i takie rzeczy w mainstreamie u nas? Ciekawe. No ok, fakt że ta słodka jak czekolada melodia wokalna z refrenu jest radio friendly ale i tak jestem w szoku. W każdym razie dobra wrzutka, znów ktoś napoczyna pewne klimaty przede mną.
Orbital - Impact (The Earth Is Burning)
Orbital miałem wrzucać wieki temu ale coś czuję że cały ten album wleci zanim się zdecyduję xd w każdym razie spoko bo albumu nigdy nie słuchałem więc nadrobię sobie. Całkiem fajny kwasowy klimat tamtej ery, brejki, 303, standardowy zestaw rejwera. Ten taki smyczkowaty synth który się chwilami uwydatnia też fajny. Segment gadany mroczniejszy, przypomina wczesne The Prodigy. Na koniec odlatujemy z arpeggio. Dobry track, co tu gadać.
Underworld - Nylon Strung
Karl Hyde powraca do bestki, tym razem ze swoją drugą połówką Underworld. Będę szczery, nie jest mi jakoś po drodze z jego muzyką, nie jestem fanem Hyde'a jako wokalisty, to są smuty, zaś pod kątem elektroniki ciut ciekawsze było to co poznałem na solowym albumie. Na deva działa ten bit i go hipnotyzuje, na mnie ten czar nie działa, ale oswoiłem się z tym jak daleka jest mi estetyka ulubionej muzyki Edrjena. Gdy słyszę ten bas to trochę odnoszę wrażenie słuchania gahanowego Kingdom na sterydach czy innego Perfect.
Judas Priest - Painkiller
Mógłbym powiedzieć że mentos trafił w sedno swoim numerem bo painkillery są mi obecnie bliskie (ha HA) ale prawdę mówiąc ten numer brzmi dla mnie jak właśnie takie Iron Maiden którym mógłbym się znudzić. Coś tam słyszałem ich muzyki, kojarzę ze 2-3 numery które są spoko, ten dla mnie spoko nie jest bo to kucowe brandzlowanie się bez polotu, myślę że istnieją lepsze "ostre" kawałki w heavy metalu jak choćby "Raining Blood" Slayera. Żałuję ale słuchanie mentosowej wrzutki nie pomogło uśmierzyć mojego bólu.
Julia Holter - Night Song
Kuba pochwalił to ja teraz dla odmiany pozwolę sobie wyrazić zdanie odrębne. Wrzutka deva chwyciła u mnie z czasem i do dziś postrzegam ją jako jedną z lepszych jego wrzutek do tej pory, tu natomiast... Wujek preferuje numery bardziej "klimatyczne" jak to się mówi, smutniejsze, mroczniejsze, nieraz bardziej baśniowe po prostu - jak w tym wypadku - ale ja chyba preferuję prostotę tamtego numeru deva. Choć nie jest to złe w żadnym wypadku, proszę mnie źle nie zrozumieć, po prostu na ten moment mnie to nie rusza i nie cieszy. Ale Julia Holter już raz growerowała, zobaczymy jak wyjdzie z tym kawałkiem za czas jakiś.
Taka standardowa kolejka wyszła myślę, coś do pochwalenia, coś do mehnięcia i coś do odłożenia na potem. Bierzcie poprawkę że jak człowiek źle się czuje to i muzyka nie wchodzi jak powinna więc widzę tu potencjał na przyszłość mimo wszystko w tych numerach.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Murzyn musiał style - pierdyliard atencyjnych fragmentów "żałujcie mnie, jestem biedny" xD
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Po prostu nie chciałem żeby znowu było że się uwziąłem na Wujka xd
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Bo znowu uwziales się na mnie
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
To też już trochę przeżytek, przydałaby się nowa ofiara
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Zaś będziemy czekać i czekać xd
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Tym razem oni uwzięli się na nas xd
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
to tylko oni żyjący w monotonii
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Kasia Cerekwicka - Dzieki Tobie
Jacek w opisie jednocześnie bardzo chwali i solidnie dissuje swoją wrzutkę. Nieoczywista strategia. Tak, w zapodanym kontekście wypada całkiem przekonująco. Poza nim to po prostu lekkostrawny, nieszczególnie wyróżniający się muzak, jakby to powiedzieli klasycy. Cerekwickiej do tej pory nie kojarzyłem z czegoś więcej ponad 'Na kolana'. Nawet jeśli tam pewnie podkład wypada równie pamiętliwie, to przynajmniej jest jakiś impuls w tekście, girl power i tym podobne fanty. Tutaj Mudżyn wjeżdża na autopilocie, a nawet jeśli nie sam to z wydatną pomocą bliskich heh Repertuar zamulający, wiadomo jakiemu radiu przyjazne w momenty przerwy między rozmowami o wrocławskich pizzeriach, kawiarniach czy w środku programu prowadzonego po angielsku przez jakiegoś sympatycznego ziomka, którego nazwiska niestety nie pamiętam... program to Sunday Lunch, I GUESS.
Shanks & Bigfoot - Sweet Like Chocolate (RE)
2-step w powijakach. Brzmi całkiem spoko, taka wieczorowa pościelówka. Niby rytm całkiem ładnie pracuje, ale te sielsko-anielskie wokale, efekty i to wrażenie lotu jest wyjątkowo spokojne. Lubię tego typu niby losowo wpierniczany bas, który naprawdę dobrze robi tej specyficznej siekaninie. Ze skojarzeń starotelewizyjnych, hmm... kawałek też jest trochę sensualny. Pasowałby mi do 'Przytul mnie', idealnie podbijałby wyjątkowo dziwną intymność scenerii przeprowadzanych rozmów, w ogóle klimat tego nudn... niezbyt angażującego programu. Polsat się zgadza. Albo ichniejsze nieoczywiste pasma muzyczne, nie żadne klubowe programy.
Underworld - Nylon Strung
Kurczę, nawet Underworld zapodany w wersji po melisie, no dobrze. Wiem, że panowie z zespołu to już nie młodzieniaszki, ale tutaj wyjątkowo szybko klubowe pląsy toną właśnie w takich eterycznych, chilloutowych dźwiękach... no nie wiem, wolę ich mocniejsze karty repertuarowe. Podskórnie wyłazi tu kilka ciekawych rzeczy, ale tylko na chwilę. Całość brzmi spoko, ale nie tego bym się spodziewał. Gdzieś na wysokości wystrzału z chórkami, żeńskimi wokalami i schowanym basem szybko przestaje skupiać uwagę. Do samochodu pewnie jak znalazł. Na razie jeszcze długo nie planuję prawka, pogoda też nieszczególnie... ale nie będę marudził. Solidna produkcja, dla której niestety nie znajduję w tym momencie szczególnego zastosowania. Black Country New Road też nie słucham, posthipsterski pociąg trochę mi odjechał.
Judas Priest - Painkiller
No i to lubię, właśnie takie konkretne przyłożenia i konfrontacje... choć coś tam Dżudasów kiedyś słyszałem. Z heavy metalem się nie polubię jakoś szczególnie by znowu zapuszczać włosy, ale tym razem z trochę innych powodów, ale mogę poszanować bardziej. Mieć respekt mimo tego szczurzego wokalu, który sprawia, że muszę wyłączyć tryb poważniejszego traktowania tekstu - tu po prostu trzeba lecieć za mocą, energią i amfetaminą. Utwór o strukturze walki w Tekkenie 3 na trudnym, gdzie trzeba z pamięci czarować jakimiś efektownymi kombinacjami ciosów. Oczywiście Hwoarang numero uno. Jako godne zastępstwo nadawałby się pałkarz zespołu Judas Priest, bo napierdalla tutaj najefektowniej z całej drużyny. Przez te wokale mógłbym nazwać to czymś kampowym, ale tego nie zrobię. Mimo wszystko udziela się na serio trochę mroku obok tej technicznej walki z czujnością i trzeźwością słuchacza. Jeśli komuś mało, to na koniec dodatkowo mamy typowo koncertowy patent. Tutaj to już miałem uśmiech od ucha do ucha - taki wyrozumiały, z szacunkiem i z pewnym podziwem. Może to szokujące, ale tutaj bawiłem się najlepiej podczas kolejki.
Julia Holter - Night Song
Holterowa robi naprawdę wymagający, klimatyczny pop. Nawet jeśli taki kawałek mógłby komuś sprawiać problemy i nie wchodzić najłatwiej, to i tak trzeba przyznać, że Wujas wybrał coś bardziej bezpiecznego. Gdybym nie znał jej kilku płyt to mógłbym uciekać w jakieś linijki o pretensjonalności, bo na dystansie kilku dni raczej nie przetrawiłbym tego w zdrowy sposób. Lubię taką muzykę, ale zapodaje ją dość rzadko. Mówiąc szczerze, jak już sięgam to wolę te bardziej wykręcone rzeczy. Przy odpowiednim kaprysie pewnie się tym podzielę w ramach singlowej bestki. Żeby aż tak nie rozcieńczać - solidny numer, też dość usypiający, ale koniec końców bardziej kojący niż wkurzający. Tak trzy razy do roku mogę posłuchać.
Jacek w opisie jednocześnie bardzo chwali i solidnie dissuje swoją wrzutkę. Nieoczywista strategia. Tak, w zapodanym kontekście wypada całkiem przekonująco. Poza nim to po prostu lekkostrawny, nieszczególnie wyróżniający się muzak, jakby to powiedzieli klasycy. Cerekwickiej do tej pory nie kojarzyłem z czegoś więcej ponad 'Na kolana'. Nawet jeśli tam pewnie podkład wypada równie pamiętliwie, to przynajmniej jest jakiś impuls w tekście, girl power i tym podobne fanty. Tutaj Mudżyn wjeżdża na autopilocie, a nawet jeśli nie sam to z wydatną pomocą bliskich heh Repertuar zamulający, wiadomo jakiemu radiu przyjazne w momenty przerwy między rozmowami o wrocławskich pizzeriach, kawiarniach czy w środku programu prowadzonego po angielsku przez jakiegoś sympatycznego ziomka, którego nazwiska niestety nie pamiętam... program to Sunday Lunch, I GUESS.
Shanks & Bigfoot - Sweet Like Chocolate (RE)
2-step w powijakach. Brzmi całkiem spoko, taka wieczorowa pościelówka. Niby rytm całkiem ładnie pracuje, ale te sielsko-anielskie wokale, efekty i to wrażenie lotu jest wyjątkowo spokojne. Lubię tego typu niby losowo wpierniczany bas, który naprawdę dobrze robi tej specyficznej siekaninie. Ze skojarzeń starotelewizyjnych, hmm... kawałek też jest trochę sensualny. Pasowałby mi do 'Przytul mnie', idealnie podbijałby wyjątkowo dziwną intymność scenerii przeprowadzanych rozmów, w ogóle klimat tego nudn... niezbyt angażującego programu. Polsat się zgadza. Albo ichniejsze nieoczywiste pasma muzyczne, nie żadne klubowe programy.
Underworld - Nylon Strung
Kurczę, nawet Underworld zapodany w wersji po melisie, no dobrze. Wiem, że panowie z zespołu to już nie młodzieniaszki, ale tutaj wyjątkowo szybko klubowe pląsy toną właśnie w takich eterycznych, chilloutowych dźwiękach... no nie wiem, wolę ich mocniejsze karty repertuarowe. Podskórnie wyłazi tu kilka ciekawych rzeczy, ale tylko na chwilę. Całość brzmi spoko, ale nie tego bym się spodziewał. Gdzieś na wysokości wystrzału z chórkami, żeńskimi wokalami i schowanym basem szybko przestaje skupiać uwagę. Do samochodu pewnie jak znalazł. Na razie jeszcze długo nie planuję prawka, pogoda też nieszczególnie... ale nie będę marudził. Solidna produkcja, dla której niestety nie znajduję w tym momencie szczególnego zastosowania. Black Country New Road też nie słucham, posthipsterski pociąg trochę mi odjechał.
Judas Priest - Painkiller
No i to lubię, właśnie takie konkretne przyłożenia i konfrontacje... choć coś tam Dżudasów kiedyś słyszałem. Z heavy metalem się nie polubię jakoś szczególnie by znowu zapuszczać włosy, ale tym razem z trochę innych powodów, ale mogę poszanować bardziej. Mieć respekt mimo tego szczurzego wokalu, który sprawia, że muszę wyłączyć tryb poważniejszego traktowania tekstu - tu po prostu trzeba lecieć za mocą, energią i amfetaminą. Utwór o strukturze walki w Tekkenie 3 na trudnym, gdzie trzeba z pamięci czarować jakimiś efektownymi kombinacjami ciosów. Oczywiście Hwoarang numero uno. Jako godne zastępstwo nadawałby się pałkarz zespołu Judas Priest, bo napierdalla tutaj najefektowniej z całej drużyny. Przez te wokale mógłbym nazwać to czymś kampowym, ale tego nie zrobię. Mimo wszystko udziela się na serio trochę mroku obok tej technicznej walki z czujnością i trzeźwością słuchacza. Jeśli komuś mało, to na koniec dodatkowo mamy typowo koncertowy patent. Tutaj to już miałem uśmiech od ucha do ucha - taki wyrozumiały, z szacunkiem i z pewnym podziwem. Może to szokujące, ale tutaj bawiłem się najlepiej podczas kolejki.
Julia Holter - Night Song
Holterowa robi naprawdę wymagający, klimatyczny pop. Nawet jeśli taki kawałek mógłby komuś sprawiać problemy i nie wchodzić najłatwiej, to i tak trzeba przyznać, że Wujas wybrał coś bardziej bezpiecznego. Gdybym nie znał jej kilku płyt to mógłbym uciekać w jakieś linijki o pretensjonalności, bo na dystansie kilku dni raczej nie przetrawiłbym tego w zdrowy sposób. Lubię taką muzykę, ale zapodaje ją dość rzadko. Mówiąc szczerze, jak już sięgam to wolę te bardziej wykręcone rzeczy. Przy odpowiednim kaprysie pewnie się tym podzielę w ramach singlowej bestki. Żeby aż tak nie rozcieńczać - solidny numer, też dość usypiający, ale koniec końców bardziej kojący niż wkurzający. Tak trzy razy do roku mogę posłuchać.
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Kasia Cerekwicka - Dzięki Tobie
Heh, zapomniałem o istnieniu kogoś takiego. Lub inaczej - pamiętałem nazwisko, ale nie pamiętałem nic więcej, nie byłem w stanie przywołać żadnego kawałka, nawet brzmienia głosu, nic, null, zilch. Sprawdzam na Discogs i widzę, że płodna z niej artystka, ostatni krążek w roku pandemicznym, płyt łącznie 7 (w tym jedna z kolędami), wtf. Jednocześnie, no nie będę ściemniał, głos ma taki se, bardzo bezpłciowy, zero w nim polotu. ALE - dobrze ten głos pasuje do tego konkretnego numeru. Zwrotki co prawda posysają swoim charakterem, ale refren się broni. Rozumiem murzyńskie sentymenty, albowiem w odpowiednich okolicznościach nawet największy muzyczny paździerz może stać się osobistym hitem, nikomu nic do tego. Sam jestem sentymentalny i takich paździerzy to mam w zanadrzu od diabła i jeszcze trochę. ALE (po raz drugi) - zapodana wrzutka to aż taki paździerz nie jest. Nie ukrywam, że sam bym się lekko krzywił, gdyby moja osoba partnerska słuchała Kasi Cerekwickiej (jak dotąd tylko jedna miała fatalny gust muzyczny, ale taki naprawdę zły), niemniej jednak emocje to emocje, miłość to miłość (a seks to seks). 6/10, emocjonalnie 7/10.
Shanks & Bigfoot - Sweet Like Chocolate
Doświadczenia Hiena z Mortal Kombat są mi całkowicie obce, nigdy nie oglądałem, nie grałem, kojarzyłem tylko ten motyw główny, który nauczyłem się grać na pianinie (dzięki wersji MIDI, którą posiadałem). Z Dragon Ballem podobnie, przez krótką chwilę jarałem się Pokemonami i to by było na tyle. Wolałem Beetleborgs (ktoś to pamięta w ogóle?) i inny Foxkidsowy szajs. Słyszę ten numer pierwszy raz w życiu i... czuję czekoladę w powietrzu lol xD Jakby, dosłownie, nie umiem tego wytłumaczyć. Taka elektronika trochę do posłuchania trochę do potańczenia, nie porywa mnie jakoś znacząco, ale letniaczkowo się broni. GDYBY TYLKO NIE TO, że już koniec lata... I wokal jakoś przyjemnie płynie, a już to "ta ta-da-da, ta-da-da, ta-da-da" przywołuje wyjątkowo miłe wspomnienia z czasów minionych, ale bez żadnej konkretnej konotacji. Fajen i już, choć zaczepienia mi nieco brakuje. Może za stary jestem na taki autoefekt Mandeli? Trudno powiedzieć, ale Kuba zainspirował do ciekawego eksperymentu z odsłuchem. Tylko może nie w tej pogodzie.
Orbital - Impact (The Earth Is Burning)
To i owo już chyba pisałem przy okazji Lush, co ja mogę, płytę znam dzięki Hienowi, poznałem ją w styczniu 2021, zajarałem się, odwaliło mi, bardzo lubię do niej wracać. Lushe są wyśmienite, Remind i Walk Now doskonałe, Halcyon mnie hipnotyzuje za każdym razem, kiedy go słucham, zaś najlepsze jest Monday i nie zapraszam do dyskusji bo nie ma o czym. Co mogę o Impakcie? Jaki to impakt miało na mnie? A jaki będzie miało na procesie? Na organizacji? Nvm... GENERALNIE LUBIĘ, bo i cały krążek jest po prostu super, ale też poza jego kontekstem aż takiego szału nie robi. Są tam po prostu lepsze numery, co nie znaczy, że ten jest jakoś zły czy coś. Niemniej jednak słuchając go teraz po raz pierwszy od dawna "w pojedynkę", czuję pewien, hmmm, niedosyt? Bywało mi się bawić lepiej przy Orbitalu. Może też inaczej ten utwór by wszedł w kontekście mocniej tanecznym, trudno powiedzieć. Teraz daję znak jakości z mało jakościowym odsłuchem.
Mentos, znaczy, Judas Priest - Painkiller
Ciepierunie, the hell is that xD Moje pierwsze odczucie było "CO TO ZA GÓWNO", drugie "CO TO ZA... GÓWNO", zaś trzecie "CO TO... DAJCIE WIĘCEJ TEGO GÓWNA". Muszę przyznać, że po raz kolejny robię z siebie kretyna, albowiem jak raz - sto lat temu - powiedziałem sobie, że heavy metal to badziewie, tak nigdy do tego po prostu nie wracałem, zaś na samo wspomnienie nazw takich jak choćby Judas Priest dostawałem apopleksji. Ot, dev w pigułce, nihil novi, można się rozejść. No, to przyszedł Mentos, dał mi w pysk, podstawił pod łeb kolumny i odpalił to cudo. Brzmienie tego numeru jest niesamowite z kilku powodów - po pierwsze, jest to całkiem melodyjny kawałek, co przeczy zarówno moim wyobrażeniom, jak i pojedynczym ale wciąż smutnym doświadczeniom z tego typu muzyką. Po drugie, jego produkcja jest dla mnie doskonała, albowiem pachnie cały czas ejtisami, które - mam wrażenie - nawet w przypadku tego gatunku chciały pożenić ciężar i grozę z nowofalową lekkością (i nawet wychodziło, I mean, posłuchajcie Twisted Sister albo Whitesnake). O Halfordzie wcześniej wiedziałem głównie tyle, że jest gejem, teraz wiem również, że jest fenomenalnym wokalistą (albo nim był, nie znam obecnej twórczości). Generalnie złoto, 11/10, chcę drzeć mordę THIS. IS. THE PAAAINKILLEEER!!!!11!1!2334456 Wspaniałe rzeczy się tam dzieją, podwójna stopa, wszystkie gitary, solówki, aż mnie... głowa przestała boleć.
Julia Holter - Night Song
Dr Devotionalove, albo jak porzuciłem strach i zostałem muzycznym influencerem w Orzyszu. Bardzo mnie cieszy, że Wuja się "pożenił" z Julią, jakoś tak podskórnie czułem, że to może kliknąć, było nie było Sea Calls Me Home swoim brzmieniem nie jest jakoś bardzo reprezentatywne dla niej. Pamiętam, że tamtego 2015 roku miałem wielką fazę na jej pierwsze nagrania, które ocierały się o musique conrete, poza tym były mocno... bootlegowe. Wówczas też premierę miało Have You in My Wilderness, które po dziś dzień uważam za jej najlepszą płytę (aczkolwiek Loud City Song nie jest tak daleko), także w moim przypadku shodan wwozi drewno do lasu (nawet mieszkam w tym samym lesie, po którym łaziłem te 9 lat temu słuchając Holterowej). Tyle tylko, że to jest jakościowe drewno, nie odmówię, już pukam już sprawdzam już identyfikuję. Night Song jest świetne, nastrojowe i klimatyczne, Julia dostarcza i tyle. Naprawdę, nie wiem, co więcej mogę napisać. Lubię ten numer, lubię ten album, lubię Julię. Wydała akurat nowy krążek z pół roku temu, a ja jeszcze nie słuchałem... do tyłu jestem. Dobra robota Wujek!
Heh, zapomniałem o istnieniu kogoś takiego. Lub inaczej - pamiętałem nazwisko, ale nie pamiętałem nic więcej, nie byłem w stanie przywołać żadnego kawałka, nawet brzmienia głosu, nic, null, zilch. Sprawdzam na Discogs i widzę, że płodna z niej artystka, ostatni krążek w roku pandemicznym, płyt łącznie 7 (w tym jedna z kolędami), wtf. Jednocześnie, no nie będę ściemniał, głos ma taki se, bardzo bezpłciowy, zero w nim polotu. ALE - dobrze ten głos pasuje do tego konkretnego numeru. Zwrotki co prawda posysają swoim charakterem, ale refren się broni. Rozumiem murzyńskie sentymenty, albowiem w odpowiednich okolicznościach nawet największy muzyczny paździerz może stać się osobistym hitem, nikomu nic do tego. Sam jestem sentymentalny i takich paździerzy to mam w zanadrzu od diabła i jeszcze trochę. ALE (po raz drugi) - zapodana wrzutka to aż taki paździerz nie jest. Nie ukrywam, że sam bym się lekko krzywił, gdyby moja osoba partnerska słuchała Kasi Cerekwickiej (jak dotąd tylko jedna miała fatalny gust muzyczny, ale taki naprawdę zły), niemniej jednak emocje to emocje, miłość to miłość (a seks to seks). 6/10, emocjonalnie 7/10.
Shanks & Bigfoot - Sweet Like Chocolate
Doświadczenia Hiena z Mortal Kombat są mi całkowicie obce, nigdy nie oglądałem, nie grałem, kojarzyłem tylko ten motyw główny, który nauczyłem się grać na pianinie (dzięki wersji MIDI, którą posiadałem). Z Dragon Ballem podobnie, przez krótką chwilę jarałem się Pokemonami i to by było na tyle. Wolałem Beetleborgs (ktoś to pamięta w ogóle?) i inny Foxkidsowy szajs. Słyszę ten numer pierwszy raz w życiu i... czuję czekoladę w powietrzu lol xD Jakby, dosłownie, nie umiem tego wytłumaczyć. Taka elektronika trochę do posłuchania trochę do potańczenia, nie porywa mnie jakoś znacząco, ale letniaczkowo się broni. GDYBY TYLKO NIE TO, że już koniec lata... I wokal jakoś przyjemnie płynie, a już to "ta ta-da-da, ta-da-da, ta-da-da" przywołuje wyjątkowo miłe wspomnienia z czasów minionych, ale bez żadnej konkretnej konotacji. Fajen i już, choć zaczepienia mi nieco brakuje. Może za stary jestem na taki autoefekt Mandeli? Trudno powiedzieć, ale Kuba zainspirował do ciekawego eksperymentu z odsłuchem. Tylko może nie w tej pogodzie.
Orbital - Impact (The Earth Is Burning)
To i owo już chyba pisałem przy okazji Lush, co ja mogę, płytę znam dzięki Hienowi, poznałem ją w styczniu 2021, zajarałem się, odwaliło mi, bardzo lubię do niej wracać. Lushe są wyśmienite, Remind i Walk Now doskonałe, Halcyon mnie hipnotyzuje za każdym razem, kiedy go słucham, zaś najlepsze jest Monday i nie zapraszam do dyskusji bo nie ma o czym. Co mogę o Impakcie? Jaki to impakt miało na mnie? A jaki będzie miało na procesie? Na organizacji? Nvm... GENERALNIE LUBIĘ, bo i cały krążek jest po prostu super, ale też poza jego kontekstem aż takiego szału nie robi. Są tam po prostu lepsze numery, co nie znaczy, że ten jest jakoś zły czy coś. Niemniej jednak słuchając go teraz po raz pierwszy od dawna "w pojedynkę", czuję pewien, hmmm, niedosyt? Bywało mi się bawić lepiej przy Orbitalu. Może też inaczej ten utwór by wszedł w kontekście mocniej tanecznym, trudno powiedzieć. Teraz daję znak jakości z mało jakościowym odsłuchem.
Mentos, znaczy, Judas Priest - Painkiller
Ciepierunie, the hell is that xD Moje pierwsze odczucie było "CO TO ZA GÓWNO", drugie "CO TO ZA... GÓWNO", zaś trzecie "CO TO... DAJCIE WIĘCEJ TEGO GÓWNA". Muszę przyznać, że po raz kolejny robię z siebie kretyna, albowiem jak raz - sto lat temu - powiedziałem sobie, że heavy metal to badziewie, tak nigdy do tego po prostu nie wracałem, zaś na samo wspomnienie nazw takich jak choćby Judas Priest dostawałem apopleksji. Ot, dev w pigułce, nihil novi, można się rozejść. No, to przyszedł Mentos, dał mi w pysk, podstawił pod łeb kolumny i odpalił to cudo. Brzmienie tego numeru jest niesamowite z kilku powodów - po pierwsze, jest to całkiem melodyjny kawałek, co przeczy zarówno moim wyobrażeniom, jak i pojedynczym ale wciąż smutnym doświadczeniom z tego typu muzyką. Po drugie, jego produkcja jest dla mnie doskonała, albowiem pachnie cały czas ejtisami, które - mam wrażenie - nawet w przypadku tego gatunku chciały pożenić ciężar i grozę z nowofalową lekkością (i nawet wychodziło, I mean, posłuchajcie Twisted Sister albo Whitesnake). O Halfordzie wcześniej wiedziałem głównie tyle, że jest gejem, teraz wiem również, że jest fenomenalnym wokalistą (albo nim był, nie znam obecnej twórczości). Generalnie złoto, 11/10, chcę drzeć mordę THIS. IS. THE PAAAINKILLEEER!!!!11!1!2334456 Wspaniałe rzeczy się tam dzieją, podwójna stopa, wszystkie gitary, solówki, aż mnie... głowa przestała boleć.
Julia Holter - Night Song
Dr Devotionalove, albo jak porzuciłem strach i zostałem muzycznym influencerem w Orzyszu. Bardzo mnie cieszy, że Wuja się "pożenił" z Julią, jakoś tak podskórnie czułem, że to może kliknąć, było nie było Sea Calls Me Home swoim brzmieniem nie jest jakoś bardzo reprezentatywne dla niej. Pamiętam, że tamtego 2015 roku miałem wielką fazę na jej pierwsze nagrania, które ocierały się o musique conrete, poza tym były mocno... bootlegowe. Wówczas też premierę miało Have You in My Wilderness, które po dziś dzień uważam za jej najlepszą płytę (aczkolwiek Loud City Song nie jest tak daleko), także w moim przypadku shodan wwozi drewno do lasu (nawet mieszkam w tym samym lesie, po którym łaziłem te 9 lat temu słuchając Holterowej). Tyle tylko, że to jest jakościowe drewno, nie odmówię, już pukam już sprawdzam już identyfikuję. Night Song jest świetne, nastrojowe i klimatyczne, Julia dostarcza i tyle. Naprawdę, nie wiem, co więcej mogę napisać. Lubię ten numer, lubię ten album, lubię Julię. Wydała akurat nowy krążek z pół roku temu, a ja jeszcze nie słuchałem... do tyłu jestem. Dobra robota Wujek!
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Kasia Cerekwicka - Dzięki Tobie
Kasia Cerekwicka to jedno z tych nazwisk, o których mogę powiedzieć, że gdzieś je słyszałem, ale jednocześnie gdyby ktoś mi kazał wskazać jakieś różnice między nią a powiedzmy Gosią Andrzejewicz to bym odpowiedział coś pokroju EEE YYY albo pierniczył głupoty. Chciałem pisać coś o relikcie lat zerowych i jakieś pierdoły o płytach DVD z Cichopek (generalnie to dobrze, że ten format wymarł, bo w innym przypadku ludzkość by wyginęła przygnieciona stertami plastikowych krążków z jakimś chłamem), ale patrzę i widzę, że kobieta jeszcez nie tak dawno temu coś tam nagrywała i nawet święciła pewne sukcesy. W sumie mogę się zgodzić z murzynem w kwestiach "technicznych", bo faktiko produkcja trąci jakimś Destiny's Child (nie znam innego R'n'B, tak). Mógłbym niby na to narzekać, ale szczerze mówiąc, w innym przypadku nie miałbym żadnego punktu zaczepienia i bym ten kawałek po prostu zdissował, a tak to mogę go ulokować gdzieś na półce z napisem POPrawne. Ujdzie w tłumie, ale niewiele więcej.
Shanks & Bigfoot - Sweet Like Chocolate
Kruca, zupełnie nie pamiętam tego serialu Mortal Kombat z Polsatu co jest o tyle ciekawe, że w tamtym czasie to ślęczałem przed telewizorem całe popołudnia (wieczorami zajmowali go starzy, więc może dlatego do tej pory zamiast TURBO GIGA HITU wolę oglądać jakieś b-klasowe seriale, o których nikt nie pamięta xd) i powinien mi się gdzieś napatoczyć. Internet sugeruje, że to był serial live-action, więc być może tu powinien leżeć pies pogrzebany, bo jednak tak z 80% contentu, który pochłaniałem to była szeroko pojęta animacja. Sęk w tym, że z tego tytułu powinienem pamiętać teledysk do wrzuty Munlupa, ale tak se go obczajam i… no też ni cholery. W każdym razie będą propsy. Nie znam się na tych całych 2stepach czy UK Garażach, ale fakt, że coś takiego mogło lecieć w mainstreamie pod koniec lat 90 ryje mi czosnek. Świetna, kapitalna wręcz rzecz, w dodatku tzw. Perła z lamusa, czyli to co mentosy lubią najbardziej. Dawno niczego w tej zabawie tak nie podchwyciłem.
Orbital - Impact (The Earth Is Burning)
Ciągle poruszamy się w klimatach elektroniczno-mortal kombatanckich - poprzednia i bieżąca wrzuta bardzo dobrze się uzupełniają. Jakoś tak nigdy nie udało mi się podchwycić Orbitala. To znaczy no, znam, lubię, szanuję, blablabla, ale jednocześnie nigdy nie słuchałem tej muzyki często i intensywnie. Nie wykluczam, że taki etap kiedyś nadejdzie, ale diabli wiedzą. Słucham tego w sobotę rano, przy zapalonym świetle i obserwując załamanie pogody na zewnątrz - to chyba najgorsze warunki do słuchania tego typu muzyki, jakie można sobie wyobrazić. Ale mimo to - ciągle jest nieźle. Momenty z samplami trochę z siusiaka, nie do końca to kupuję, nie jest mi to potrzebne do niczego, ale cała reszta - BAZA, jak to mawia młodzież. Jest klimatycznie, gęsto, momentami nawet i kwaśnie i jakie tam określenia jeszcze by mi nie przyszły do głowy, ale nie ma to najmniejszego znaczenia, skoro po prostu przyjemnie się tego słucha. Do sprawdzenia w lepszych okolicznościach przyrody.
Underworld - Nylon Strung
Znowu elektronika, chociaż tutaj bardziej w popowym anturażu. I fajno. I kawałek też fajny. Underworld kojarzę z nazwy, podobnie jak większość tych nazwisk i projektów o których wspomnial imć Musiał i mam nawet dziwne przeczucie, że czegoś kiedyś słuchałem, ale nie pamiętam czego, nie pamiętam kiedy i nie pamiętam czy w ogóle. Może nie rzuciło mnie to na kolana jak imć Musiała, ale ten no… dobre to. Po prostu. Ładna melodia, która ślicznie się rozwija, spoko wokalizy, generalnie fajny klimat i kurde no ten. Po prostu DOBRA muzyka, w której można się, nomen omen, zakochać. Kolejny props w tej kolejce.
Julia Holter - Night Song
HOHO, ZARAZ PRZESŁUCHAM CAŁY JEJ ALBUM W TEJ ZABAWIE. Pamiętam wrzutę Musiała i pamiętam, że w swoim czasie nawet mi się podobała - na tyle, że przez jakiś czas doń wracałem. Pierwotnie chciałem napisać coś dokładnie odwrotnego niż Hien, tzn. zasugerować, że tym razem Wuja przestrzelił i wybrał nudny kawałek, ale tak słuchałem go raz, drugi, trzeci… no i pykło. Nie jestem jakimś wielkim fanem takich SMĘTÓW, ale czasem lubię, a na pewno potrafię docenić. I tu doceniam, laska jest w tym autentyczna i to w zasadzie mi wystarczy i "robi" kawałek.
Whoa, niezła ta kolejka, na pewno najlepsza w tej edycji. Może ta Cerekwicka nieco odstaje, ale poza nią - właściwie same bangery. I tak ma być 8)
Kasia Cerekwicka to jedno z tych nazwisk, o których mogę powiedzieć, że gdzieś je słyszałem, ale jednocześnie gdyby ktoś mi kazał wskazać jakieś różnice między nią a powiedzmy Gosią Andrzejewicz to bym odpowiedział coś pokroju EEE YYY albo pierniczył głupoty. Chciałem pisać coś o relikcie lat zerowych i jakieś pierdoły o płytach DVD z Cichopek (generalnie to dobrze, że ten format wymarł, bo w innym przypadku ludzkość by wyginęła przygnieciona stertami plastikowych krążków z jakimś chłamem), ale patrzę i widzę, że kobieta jeszcez nie tak dawno temu coś tam nagrywała i nawet święciła pewne sukcesy. W sumie mogę się zgodzić z murzynem w kwestiach "technicznych", bo faktiko produkcja trąci jakimś Destiny's Child (nie znam innego R'n'B, tak). Mógłbym niby na to narzekać, ale szczerze mówiąc, w innym przypadku nie miałbym żadnego punktu zaczepienia i bym ten kawałek po prostu zdissował, a tak to mogę go ulokować gdzieś na półce z napisem POPrawne. Ujdzie w tłumie, ale niewiele więcej.
Shanks & Bigfoot - Sweet Like Chocolate
Kruca, zupełnie nie pamiętam tego serialu Mortal Kombat z Polsatu co jest o tyle ciekawe, że w tamtym czasie to ślęczałem przed telewizorem całe popołudnia (wieczorami zajmowali go starzy, więc może dlatego do tej pory zamiast TURBO GIGA HITU wolę oglądać jakieś b-klasowe seriale, o których nikt nie pamięta xd) i powinien mi się gdzieś napatoczyć. Internet sugeruje, że to był serial live-action, więc być może tu powinien leżeć pies pogrzebany, bo jednak tak z 80% contentu, który pochłaniałem to była szeroko pojęta animacja. Sęk w tym, że z tego tytułu powinienem pamiętać teledysk do wrzuty Munlupa, ale tak se go obczajam i… no też ni cholery. W każdym razie będą propsy. Nie znam się na tych całych 2stepach czy UK Garażach, ale fakt, że coś takiego mogło lecieć w mainstreamie pod koniec lat 90 ryje mi czosnek. Świetna, kapitalna wręcz rzecz, w dodatku tzw. Perła z lamusa, czyli to co mentosy lubią najbardziej. Dawno niczego w tej zabawie tak nie podchwyciłem.
Orbital - Impact (The Earth Is Burning)
Ciągle poruszamy się w klimatach elektroniczno-mortal kombatanckich - poprzednia i bieżąca wrzuta bardzo dobrze się uzupełniają. Jakoś tak nigdy nie udało mi się podchwycić Orbitala. To znaczy no, znam, lubię, szanuję, blablabla, ale jednocześnie nigdy nie słuchałem tej muzyki często i intensywnie. Nie wykluczam, że taki etap kiedyś nadejdzie, ale diabli wiedzą. Słucham tego w sobotę rano, przy zapalonym świetle i obserwując załamanie pogody na zewnątrz - to chyba najgorsze warunki do słuchania tego typu muzyki, jakie można sobie wyobrazić. Ale mimo to - ciągle jest nieźle. Momenty z samplami trochę z siusiaka, nie do końca to kupuję, nie jest mi to potrzebne do niczego, ale cała reszta - BAZA, jak to mawia młodzież. Jest klimatycznie, gęsto, momentami nawet i kwaśnie i jakie tam określenia jeszcze by mi nie przyszły do głowy, ale nie ma to najmniejszego znaczenia, skoro po prostu przyjemnie się tego słucha. Do sprawdzenia w lepszych okolicznościach przyrody.
Underworld - Nylon Strung
Znowu elektronika, chociaż tutaj bardziej w popowym anturażu. I fajno. I kawałek też fajny. Underworld kojarzę z nazwy, podobnie jak większość tych nazwisk i projektów o których wspomnial imć Musiał i mam nawet dziwne przeczucie, że czegoś kiedyś słuchałem, ale nie pamiętam czego, nie pamiętam kiedy i nie pamiętam czy w ogóle. Może nie rzuciło mnie to na kolana jak imć Musiała, ale ten no… dobre to. Po prostu. Ładna melodia, która ślicznie się rozwija, spoko wokalizy, generalnie fajny klimat i kurde no ten. Po prostu DOBRA muzyka, w której można się, nomen omen, zakochać. Kolejny props w tej kolejce.
Julia Holter - Night Song
HOHO, ZARAZ PRZESŁUCHAM CAŁY JEJ ALBUM W TEJ ZABAWIE. Pamiętam wrzutę Musiała i pamiętam, że w swoim czasie nawet mi się podobała - na tyle, że przez jakiś czas doń wracałem. Pierwotnie chciałem napisać coś dokładnie odwrotnego niż Hien, tzn. zasugerować, że tym razem Wuja przestrzelił i wybrał nudny kawałek, ale tak słuchałem go raz, drugi, trzeci… no i pykło. Nie jestem jakimś wielkim fanem takich SMĘTÓW, ale czasem lubię, a na pewno potrafię docenić. I tu doceniam, laska jest w tym autentyczna i to w zasadzie mi wystarczy i "robi" kawałek.
Whoa, niezła ta kolejka, na pewno najlepsza w tej edycji. Może ta Cerekwicka nieco odstaje, ale poza nią - właściwie same bangery. I tak ma być 8)
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Wuja dojedzie czy wyjebongo?
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Dojedzie. Ty się nie stresuj, tylko urlopuj. 
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Ja już od wczoraj w domu
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Wuja dawaj
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Wuja żal.pl
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Panowie jutro z rana będę. Naprawdę nie miałem czasu. Poza tym nie wykroczymy poza tygodniowy zwyczajowy termin.
W przyszłym tygodniu na pewno uwinę się szybciej.
W przyszłym tygodniu na pewno uwinę się szybciej.
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
smutecek
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Tydzień już minął wczoraj 
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
No ja liczę zawsze od puszczenia kolejki, nie od pierwszej wrzutki.