Best of Forum IX
-
shodan
- Posty: 18356
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Ty Hien lepiej policz ile Ci zajęło uporanie się z Westem.
Alphaville - For a Million
Nie wiem czemu, ale zawsze myślałem, że Alphaville to jacyś Finowie.
Generalnie lubię parę ich utworów, reszta mi zwyczajnie przelatuje koło uszu. For a Million to utwór, który zaliczę raczej do pierwszej grupy. Aranżacja jest taka dosyć dla nich typowa. Są fajne momenty, jest parę mniej fajnych jak choćby mostek. Melodia wokalu podoba mi się. To najmocniejsza strona piosenki. Ładne pianino po pierwszej zwrotce i w końcówce, które odtwarza melodię wokalu właśnie. Gold rzeczywiście ma dosyć narowisty, a nawet histeryczny wokal. W jednym utworze on pasuje, w innych mniej. Ale w zbyt dużej dawce nie mógłbym go słuchać. Generalnie utwór dosyć przyjemny, choć chyba jednak ciut za długi.
Edgar Froese - Aqua
Dragon powraca z długim kosmicznym ambientem. Trochę za tym tęskniłem szczerze mówiąc. A klimat rzeczywiście bardzo kosmiczny (jaki tam Janosik?). Nie umiem opisywać takiej muzyki (nie żebym jakąkolwiek umiał opisywać). Taka nuta za to zazwyczaj rozlewa na słuchacza jakiś konkretny klimat. I tutaj mamy naprawdę sugestywny klimat, który łatwiej opisać niż jakieś muzyczne technikalia.
Pierwsze minuty to idealny soundtrack do jakiegoś nalotu statków kosmicznych typu ufo. Po 4 minutach wchodzą pady, które od razu skojarzyły mi się ze starą genialną strategią czasu rzeczywistego Dark Colony z akcją osadzoną na Marsie. Tam te pady brzmiały dosyć podobnie i były właśnie soundtrackiem do walk ludzi z ufoludkami i innymi kosmicznymi stworami. Są też fragmenty, w których słychać odgłosy lejącej się wody. Generalnie urzeka mnie ten klimat. Jest naprawdę mocno złowrogi, nieludzki. A w 15-ej minucie to już w ogóle strach się bać. Aqua to jest świetna wrzutka i mam nadzieję, że Dragon ma jeszcze więcej podobnych pereł w rękawie.
Fokus - Lament
Pierwszy raz chyba się zdarza, że autor wrzutki sam dissuje swoją propozycję. I to jeszcze przed zakończeniem kolejki.
W takim razie ja tym bardziej nie muszę mieć wyrzutów.
No cóż, po pierwszym przesłuchaniu miałem napisać, że to jest lepsze od poprzedniej wrzutki Jacka. Ale w sumie nie jest. Gość tak smęci w tym numerze, że aż strach. Mamrota cały utwór na jednej nucie grobowym, beznamiętnym głosem jakieś kocopoły. Tego w naszym hip-hopie w sumie nie lubię najbardziej – te żale, pretensje do całego świata o wszystko. Ględzenie jakie to wszystko i wszyscy są do dupy. Już naprawdę wolę po stokroć jak to określiliście „grafomanię” o miłości popowych lasek od tych wypocin gadaczy. Bo jeżeli w muzyce istnieje rzeczywiście coś takiego jak pretensjonalność, to nie ma nic bardziej pretensjonalnego i sztucznego od polskiego rapu. To pozowanie na złego, groźnego gościa. No i ten głos Focusa. Amerykanie też gadają w swoich utworach, ale robią to w jakiś jednak zupełnie inny sposób. Mimo wszystko jest w ich rapie jakaś melodyjność, barwność. Tutaj jest po prostu smutno. W złym tego słowa znaczeniu. Nie mogę tego kupić w żadnym wypadku. Bo wiem, że nawet na naszym hip-hopowym podwórku są raperzy dużo lepsi. Może ich fanem nie zostanę, ale jednak jestem w stanie bardziej docenić.
TuralTuranX - Tell Me More
Jest i wątek eurowizyjny. Mi jakoś nigdy szczególnie nie było po drodze z Eurowizją. No bo to w sumie nie jest dla mnie jakąś kopalnią muzyki. Zazwyczaj poszukuję wykonawców, którzy mają już jakiś dorobek, który można zgłębić. W Eurowizji często występują ludzie dopiero stawiający pierwsze kroki w muzyce lub lokalne gwiazdki próbujące się pokazać światu. Takie mam przynajmniej wyobrażenie patrząc na polskich reprezentantów i jeżeli się mylę, to niech mnie Kuba poprawi. Na Eurowizji można oczywiście doszukać się jakiejś piosenki-perełki, ale nawet najlepszy pojedynczy utwór po prostu potrafi odejść z czasem w zapomnienie. Ja tak przynajmniej mam. Teraz w dobie Spotify można sobie utwory polubić lub dodać do jakiejś playlisty, więc siłą rzeczy częściej się do nich wraca. Ale w czasach gdy słuchałem muzyki z mp3-ek wiele pojedynczych utworów zwyczajnie mi ulatywało w niepamięć.
Co do samego utworu Tell Me More – jest niezły. Typowy radiowy friendly pop/rock, który dla niektórych jest prawdziwym złem. Ja z tym akurat nigdy problemu nie miałem. A prawda jest taka, że każdy tutaj rzadziej lub częściej wrzuca radiowe przeboje. Ale ta radiowość tylko u innych przeszkadza, nie u siebie. W każdym razie Tell Me More jest ok. To ta mityczna mentosowa półka muzyki z napisem „rzetelne”. Bo to bardzo rzetelne, a nawet fajne. Lekkie i przyjemne. Z ładną melodią i wokalami. Jednocześnie to i tak ciut za mało, żeby skłonić mnie do większego zainteresowania się braćmi Lindvik. Tym bardziej, że zanim nagrają jakiś album, to pewnie zdążę o nich zapomnieć.
Madvillain - Rhinestone Cowboy
Oczywiście nie znam tych ksywek, bo nie znam się na rapie alternatywnym. Ale nie pierwszy raz zaskakuje mnie ten rodzaj muzyki pozytywnie. Bo to jest ciekawe. Rap opakowany w ciekawe brzmienia. I ma to dobry klimat i buja jednocześnie. Klimat taki nieokreślony, bo nie umiem go z niczym konkretnym powiązać. Ale klimat bardzo dobry. DOOM pokazuje jak powinien brzmieć dobry rap, który nie odrzuca na wstępie. Jest spoko.
Generalnie kolejka dużo lepsza od poprzedniej. Bez porównania lepsza. Tylko propozycji Jacka nie kupiłem. Za to Smoku i Mentos zasiali ziarno zainteresowania.
Alphaville - For a Million
Nie wiem czemu, ale zawsze myślałem, że Alphaville to jacyś Finowie.
Generalnie lubię parę ich utworów, reszta mi zwyczajnie przelatuje koło uszu. For a Million to utwór, który zaliczę raczej do pierwszej grupy. Aranżacja jest taka dosyć dla nich typowa. Są fajne momenty, jest parę mniej fajnych jak choćby mostek. Melodia wokalu podoba mi się. To najmocniejsza strona piosenki. Ładne pianino po pierwszej zwrotce i w końcówce, które odtwarza melodię wokalu właśnie. Gold rzeczywiście ma dosyć narowisty, a nawet histeryczny wokal. W jednym utworze on pasuje, w innych mniej. Ale w zbyt dużej dawce nie mógłbym go słuchać. Generalnie utwór dosyć przyjemny, choć chyba jednak ciut za długi.
Edgar Froese - Aqua
Dragon powraca z długim kosmicznym ambientem. Trochę za tym tęskniłem szczerze mówiąc. A klimat rzeczywiście bardzo kosmiczny (jaki tam Janosik?). Nie umiem opisywać takiej muzyki (nie żebym jakąkolwiek umiał opisywać). Taka nuta za to zazwyczaj rozlewa na słuchacza jakiś konkretny klimat. I tutaj mamy naprawdę sugestywny klimat, który łatwiej opisać niż jakieś muzyczne technikalia.
Pierwsze minuty to idealny soundtrack do jakiegoś nalotu statków kosmicznych typu ufo. Po 4 minutach wchodzą pady, które od razu skojarzyły mi się ze starą genialną strategią czasu rzeczywistego Dark Colony z akcją osadzoną na Marsie. Tam te pady brzmiały dosyć podobnie i były właśnie soundtrackiem do walk ludzi z ufoludkami i innymi kosmicznymi stworami. Są też fragmenty, w których słychać odgłosy lejącej się wody. Generalnie urzeka mnie ten klimat. Jest naprawdę mocno złowrogi, nieludzki. A w 15-ej minucie to już w ogóle strach się bać. Aqua to jest świetna wrzutka i mam nadzieję, że Dragon ma jeszcze więcej podobnych pereł w rękawie.
Fokus - Lament
Pierwszy raz chyba się zdarza, że autor wrzutki sam dissuje swoją propozycję. I to jeszcze przed zakończeniem kolejki.
No cóż, po pierwszym przesłuchaniu miałem napisać, że to jest lepsze od poprzedniej wrzutki Jacka. Ale w sumie nie jest. Gość tak smęci w tym numerze, że aż strach. Mamrota cały utwór na jednej nucie grobowym, beznamiętnym głosem jakieś kocopoły. Tego w naszym hip-hopie w sumie nie lubię najbardziej – te żale, pretensje do całego świata o wszystko. Ględzenie jakie to wszystko i wszyscy są do dupy. Już naprawdę wolę po stokroć jak to określiliście „grafomanię” o miłości popowych lasek od tych wypocin gadaczy. Bo jeżeli w muzyce istnieje rzeczywiście coś takiego jak pretensjonalność, to nie ma nic bardziej pretensjonalnego i sztucznego od polskiego rapu. To pozowanie na złego, groźnego gościa. No i ten głos Focusa. Amerykanie też gadają w swoich utworach, ale robią to w jakiś jednak zupełnie inny sposób. Mimo wszystko jest w ich rapie jakaś melodyjność, barwność. Tutaj jest po prostu smutno. W złym tego słowa znaczeniu. Nie mogę tego kupić w żadnym wypadku. Bo wiem, że nawet na naszym hip-hopowym podwórku są raperzy dużo lepsi. Może ich fanem nie zostanę, ale jednak jestem w stanie bardziej docenić.
TuralTuranX - Tell Me More
Jest i wątek eurowizyjny. Mi jakoś nigdy szczególnie nie było po drodze z Eurowizją. No bo to w sumie nie jest dla mnie jakąś kopalnią muzyki. Zazwyczaj poszukuję wykonawców, którzy mają już jakiś dorobek, który można zgłębić. W Eurowizji często występują ludzie dopiero stawiający pierwsze kroki w muzyce lub lokalne gwiazdki próbujące się pokazać światu. Takie mam przynajmniej wyobrażenie patrząc na polskich reprezentantów i jeżeli się mylę, to niech mnie Kuba poprawi. Na Eurowizji można oczywiście doszukać się jakiejś piosenki-perełki, ale nawet najlepszy pojedynczy utwór po prostu potrafi odejść z czasem w zapomnienie. Ja tak przynajmniej mam. Teraz w dobie Spotify można sobie utwory polubić lub dodać do jakiejś playlisty, więc siłą rzeczy częściej się do nich wraca. Ale w czasach gdy słuchałem muzyki z mp3-ek wiele pojedynczych utworów zwyczajnie mi ulatywało w niepamięć.
Co do samego utworu Tell Me More – jest niezły. Typowy radiowy friendly pop/rock, który dla niektórych jest prawdziwym złem. Ja z tym akurat nigdy problemu nie miałem. A prawda jest taka, że każdy tutaj rzadziej lub częściej wrzuca radiowe przeboje. Ale ta radiowość tylko u innych przeszkadza, nie u siebie. W każdym razie Tell Me More jest ok. To ta mityczna mentosowa półka muzyki z napisem „rzetelne”. Bo to bardzo rzetelne, a nawet fajne. Lekkie i przyjemne. Z ładną melodią i wokalami. Jednocześnie to i tak ciut za mało, żeby skłonić mnie do większego zainteresowania się braćmi Lindvik. Tym bardziej, że zanim nagrają jakiś album, to pewnie zdążę o nich zapomnieć.
Madvillain - Rhinestone Cowboy
Oczywiście nie znam tych ksywek, bo nie znam się na rapie alternatywnym. Ale nie pierwszy raz zaskakuje mnie ten rodzaj muzyki pozytywnie. Bo to jest ciekawe. Rap opakowany w ciekawe brzmienia. I ma to dobry klimat i buja jednocześnie. Klimat taki nieokreślony, bo nie umiem go z niczym konkretnym powiązać. Ale klimat bardzo dobry. DOOM pokazuje jak powinien brzmieć dobry rap, który nie odrzuca na wstępie. Jest spoko.
Generalnie kolejka dużo lepsza od poprzedniej. Bez porównania lepsza. Tylko propozycji Jacka nie kupiłem. Za to Smoku i Mentos zasiali ziarno zainteresowania.
-
mintaj
- Posty: 6943
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
hahaha co racja Wuja to racja
Alphaville - For a Million
Ja sobie nawet nie próbuje wyobrażać tego jaki szok poznawczy bym miał, gdybym w 2005 miał możliwość zobaczenia i zwiedzenia Berlina - pewnie natychmiast po powrocie do Polski próbowałbym tam wrócić i uciec niczym bohaterowie "300 mil do nieba". Z tym prog synthem to dajcie spokój, od biedy mógłbym nazwać ten utwór popem progresywnym, ale też bez jakiegoś większego przekonania. I bez jakiegoś większego przekonania, niestety, podchodzę do tej propozycji popularnych ALPHAVILLARZY. Bo niby kompozycja rzetelna, niby brzmienie okej, niby jest fajnie etcera etcera, ale ni cholery nie mogę znaleźć żadnego punktu zaczepienia. Progresywność progresywnością, ale mimo wszystko fajnie byłoby wyłowić parę hooków i móc na czymś zawiesić ucho, a tu to tak średnio z tym. No i jednak wokal Golda... Niby nigdy na niego nie narzekałem, ale tu mnie nie porywa. Klasyczny przedstawiciel grupy utworów, które można posłuchać, ale też można równie dobrze nie słuchać. Maja 2005 zabierać nie zamierzam.
Edgar Froese - Aqua
Miło, że Robert nie poddaje się w podejmowaniu dalszych prób naszej muzycznej edukacji. Nawet jeśli w moim przypadku wiedza wleci jednym otworem i wyleci innym, to zawsze jest okazja posłuchać dobrej muzyki, a wy dobrze wiecie, że ja zawsze chętnie przyjmę niemiecką elektronikę. Faktycznie, słychać echa ówczesnych Mandarynek i kompozycja mocno w ich duchu, ale chyba faktycznie mniej w tym kosmosu, a więcej... wody? Głupio brzmi, ale moje oczy wyobraźni każą sobie wyobrażać bezkresny ocean, rafy koralowe i te wszystkie rzeczy kojarzące się z podmorskim ekosystemem - ten dźwięk kojarzący się z butlą do nurkowania mimowolnie narzuca mi takie skojarzenia. "Ćwierkanie" trochę drażniące akurat, dosyć cheesy są te momenty i średnio mi to się komponuje z resztą, tak samo jak końcówka, która generalnie brzmi jak jakiś odrzut TD. Mimo to rzecz bardzo fajna i przyjemna, chętnie sobie obadam coś więcej, chociaż bliżej mi do kosmicznych brzmień w wykonaniu Mandarynek - ale o to już Froesego winić nijak nie można.
Fokus - Lament
Nazwijcie mnie boomerem czy kimś tam, ale ja to generalnie uważam, że od tego 2011 jest gorzej i akurat gdyby nie to, że mieszkam w kraju, w którym akurat praktycznie wszystko zmieniło się na lepsze, to bym odczuwał to o wiele intensywniej. Ja wiem, że światem zawsze rządzili socjopaci i zdaję sobie sprawę, że i wtedy toczyły się wojny, w których umierali niewinni, ale mimo wszystko to nie byli AŻ TACY socjopaci, ich działania sprawiały wrażenie jakkolwiek zorganizowanych i dających się jakkolwiek wytłumaczyć (tzn. teoretycznie i zachowania Fanta Fuhrera jakoś się da, ale poprzeczka nie leży AŻ TAK nisko) oraz nikt za bardzo nie próbował naruszać ładu międzynarodowego. Generalnie powiedzmy, że z warstwą liryczną nie do końca się utożsamiam - dużo tu zbyt oczywistych oczywistości, "życiowe" rozkminy trącą banałem, te o polityce też. Wersy o niezależnym internecie (w 2011 lol), w którym można znaleźć dowody na WIELKIE OSZUSTWO to już totalnie trącą mi tymi wszystkimi ludźmi, co to wyłączyli myślenie i włączyli telewizor, a na nich to mam uczulenie. Ale by nie było - bit RZETELNY, a flow i barwy głosu Fokusa słucha się po prostu dobrze. Ignorując więc tekst dostajemy rzetelniaka do zapuszczenia sobie w tle. Mimo wszystko - muza lepsza niż okładka.
TuralTuranX – Tell Me More
Po jednorazowej przygodzie z Eurowizją te 3 lata temu już myślałem, że po latach polubię się z tym śmiesznym festynem, ale na drodze stanęło państwo Izrael. W tym roku nie oglądałem, nie śledziłem, temat miałem głęboko w d-moll. Trochę śmiesznie ta wrzuta kontrastuje z wrzutą Musiała, bo gdy tam narzekałem na brak hooków, tak tu narzekam na ich... nadmiar. Serio, mam wrażenie, że ten utwór w każdej sekundzie stara się być za wszelką cenę hiperchwytliwy - ledwo pierwsza zwrotka się rozkręci, to wjeżdża ten quasi-rap, potem wjeżdża refren, następnie znowu quasi-rap, potem przez chwilę robi bardzo EPICKO, by na końcu dostać "subtelną" codą. Totalny misz-masz, groch z kapustą, ale jak to z Eurowizją - w jednym przypadku na kilkadziesiąt to zadziała, w pozostałych... no kurde niezbyt. Tu nie pykło, brak mi tu subtelności, wdzięku, TEGO CZEGOŚ. Sorry, no bonus.
A w ogóle to wstęp brzmi jak podjebany z Kiss Me.
Kaśka Sochacka - Słodkich Snów
Zamykamy współczesną polską alternatywą. Kaśka Sochacka to jedna z tych artystek, na które bym w życiu sam nie wpadł, ale które mogłyby mi śmignąć przy nwm przeglądaniu rolek siostry na Instagramie (ona chyba bardziej lubi te klimaty, aczkolwiek diabli wiedzą - ostatnio gdy byłem w domu rodzinnym, mocno roastowała niejaką sanah xd). Nigdy mnie nie podkusiło, by sprawdzać jej twórczość i jest dokładnie taka jaka spodziewałem się, że będzie. Czyli niby nie taka zła, ale nie jestem w stanie na niczym zawiesić ucha i jakoś tak nie czuję tych emocji, które powinienem czuć. Nie wszystko jest dla każdego, jak to mówią gdzieś tam.
Ojejciu.
No lećmy już dalej.
Alphaville - For a Million
Ja sobie nawet nie próbuje wyobrażać tego jaki szok poznawczy bym miał, gdybym w 2005 miał możliwość zobaczenia i zwiedzenia Berlina - pewnie natychmiast po powrocie do Polski próbowałbym tam wrócić i uciec niczym bohaterowie "300 mil do nieba". Z tym prog synthem to dajcie spokój, od biedy mógłbym nazwać ten utwór popem progresywnym, ale też bez jakiegoś większego przekonania. I bez jakiegoś większego przekonania, niestety, podchodzę do tej propozycji popularnych ALPHAVILLARZY. Bo niby kompozycja rzetelna, niby brzmienie okej, niby jest fajnie etcera etcera, ale ni cholery nie mogę znaleźć żadnego punktu zaczepienia. Progresywność progresywnością, ale mimo wszystko fajnie byłoby wyłowić parę hooków i móc na czymś zawiesić ucho, a tu to tak średnio z tym. No i jednak wokal Golda... Niby nigdy na niego nie narzekałem, ale tu mnie nie porywa. Klasyczny przedstawiciel grupy utworów, które można posłuchać, ale też można równie dobrze nie słuchać. Maja 2005 zabierać nie zamierzam.
Edgar Froese - Aqua
Miło, że Robert nie poddaje się w podejmowaniu dalszych prób naszej muzycznej edukacji. Nawet jeśli w moim przypadku wiedza wleci jednym otworem i wyleci innym, to zawsze jest okazja posłuchać dobrej muzyki, a wy dobrze wiecie, że ja zawsze chętnie przyjmę niemiecką elektronikę. Faktycznie, słychać echa ówczesnych Mandarynek i kompozycja mocno w ich duchu, ale chyba faktycznie mniej w tym kosmosu, a więcej... wody? Głupio brzmi, ale moje oczy wyobraźni każą sobie wyobrażać bezkresny ocean, rafy koralowe i te wszystkie rzeczy kojarzące się z podmorskim ekosystemem - ten dźwięk kojarzący się z butlą do nurkowania mimowolnie narzuca mi takie skojarzenia. "Ćwierkanie" trochę drażniące akurat, dosyć cheesy są te momenty i średnio mi to się komponuje z resztą, tak samo jak końcówka, która generalnie brzmi jak jakiś odrzut TD. Mimo to rzecz bardzo fajna i przyjemna, chętnie sobie obadam coś więcej, chociaż bliżej mi do kosmicznych brzmień w wykonaniu Mandarynek - ale o to już Froesego winić nijak nie można.
Fokus - Lament
Nazwijcie mnie boomerem czy kimś tam, ale ja to generalnie uważam, że od tego 2011 jest gorzej i akurat gdyby nie to, że mieszkam w kraju, w którym akurat praktycznie wszystko zmieniło się na lepsze, to bym odczuwał to o wiele intensywniej. Ja wiem, że światem zawsze rządzili socjopaci i zdaję sobie sprawę, że i wtedy toczyły się wojny, w których umierali niewinni, ale mimo wszystko to nie byli AŻ TACY socjopaci, ich działania sprawiały wrażenie jakkolwiek zorganizowanych i dających się jakkolwiek wytłumaczyć (tzn. teoretycznie i zachowania Fanta Fuhrera jakoś się da, ale poprzeczka nie leży AŻ TAK nisko) oraz nikt za bardzo nie próbował naruszać ładu międzynarodowego. Generalnie powiedzmy, że z warstwą liryczną nie do końca się utożsamiam - dużo tu zbyt oczywistych oczywistości, "życiowe" rozkminy trącą banałem, te o polityce też. Wersy o niezależnym internecie (w 2011 lol), w którym można znaleźć dowody na WIELKIE OSZUSTWO to już totalnie trącą mi tymi wszystkimi ludźmi, co to wyłączyli myślenie i włączyli telewizor, a na nich to mam uczulenie. Ale by nie było - bit RZETELNY, a flow i barwy głosu Fokusa słucha się po prostu dobrze. Ignorując więc tekst dostajemy rzetelniaka do zapuszczenia sobie w tle. Mimo wszystko - muza lepsza niż okładka.
TuralTuranX – Tell Me More
Po jednorazowej przygodzie z Eurowizją te 3 lata temu już myślałem, że po latach polubię się z tym śmiesznym festynem, ale na drodze stanęło państwo Izrael. W tym roku nie oglądałem, nie śledziłem, temat miałem głęboko w d-moll. Trochę śmiesznie ta wrzuta kontrastuje z wrzutą Musiała, bo gdy tam narzekałem na brak hooków, tak tu narzekam na ich... nadmiar. Serio, mam wrażenie, że ten utwór w każdej sekundzie stara się być za wszelką cenę hiperchwytliwy - ledwo pierwsza zwrotka się rozkręci, to wjeżdża ten quasi-rap, potem wjeżdża refren, następnie znowu quasi-rap, potem przez chwilę robi bardzo EPICKO, by na końcu dostać "subtelną" codą. Totalny misz-masz, groch z kapustą, ale jak to z Eurowizją - w jednym przypadku na kilkadziesiąt to zadziała, w pozostałych... no kurde niezbyt. Tu nie pykło, brak mi tu subtelności, wdzięku, TEGO CZEGOŚ. Sorry, no bonus.
A w ogóle to wstęp brzmi jak podjebany z Kiss Me.
Kaśka Sochacka - Słodkich Snów
Zamykamy współczesną polską alternatywą. Kaśka Sochacka to jedna z tych artystek, na które bym w życiu sam nie wpadł, ale które mogłyby mi śmignąć przy nwm przeglądaniu rolek siostry na Instagramie (ona chyba bardziej lubi te klimaty, aczkolwiek diabli wiedzą - ostatnio gdy byłem w domu rodzinnym, mocno roastowała niejaką sanah xd). Nigdy mnie nie podkusiło, by sprawdzać jej twórczość i jest dokładnie taka jaka spodziewałem się, że będzie. Czyli niby nie taka zła, ale nie jestem w stanie na niczym zawiesić ucha i jakoś tak nie czuję tych emocji, które powinienem czuć. Nie wszystko jest dla każdego, jak to mówią gdzieś tam.
Ojejciu.
DEPESZWIZJA 123: EDYCJA NOWOFALOWA
FINAŁ 21:15
FINAŁ 21:15
-
Hien
- Posty: 24709
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
No to mi Misiaczki dawajcie dobry przykład, a nie naśladujcie. Ja już wyrobiłem w tych zabawach normę bycia zawsze pierwszym i na czas, wy odwrotnie, więc pls, bez jaj. Raz czy dwa, to nie to samo, co za każdym razem.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Hien
- Posty: 24709
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Ładnie zaczynamy w poniedziałek, więc proponuję utrzymać stara dobrą rutynę wtorek - poniedziałek.
Agent Orange – I Kill Spies
W Depeszwizji się nie przyjęło, ale broni nie mam zamiaru składać, bo to zbyt dobry zespół. Agent Orange, to jedna ze świeższych rzeczy u mnie, ale źródło klasyczne ponieważ Tony Hawk, acz Tony Hawk 4, w którego nie grałem. Dopiero podczas sesji w Tony Hawk Pro Skater 3+4, odkryłem co było w playliście tamtej części i zacząłem nurkować. Wyłowionych zostało parę zespołów, w tym ten.
Agent Orange to zespół znany na punkowej scenie (i jakiejkolwiek) z jednej płyty – „Living in Darkness” z 1981 r. Poza tym, wyszły jeszcze dwie, ale nikogo nie obchodzą, poza oczywiście mną. I ta druga płyta – „This is the Voice” - siadła mi najbardziej. Może trochę momentami razi wypolerowana, ejtisowa produkcja, ale też w dziwny sposób w niczym nie sprawia, że muza brzmi gorzej, może dlatego, że to nie jest już tak punkowy album jak debiut (który też był wyjątkowo mało punkowy, jak na coś katalogowanego jako punk rock). Jest jeszcze jeden label, którym obklejane jest Agent Orage i jest to surf rock. „I Kill Spies” orbituje właśnie bliżej tej etykiety.
Surf rock to nora, której jeszcze nie ruszyłem, ale powoli zacznę to robić i równie dobrze mogę zacząć teraz. Nurt ten charakteryzuje się tym, że poza jakimiś kilkoma unikatowymi cechami, potrafi się dokleić do niemal wszystkiego. W efekcie, „I Kill Spies” to kawałek do czołówki nieistniejącego serialu szpiegowskiego, który działby się, no gdzieś gdzie się surfuje. Uwielbiam takie zaskakujące mariaże, zwłaszcza, że mamy tu połączenie rzeczy, które kocham – sporty wodne i surfowanie oraz klimaty szpiegowskie i noir. Świetna muzyka, doskonały tekst i naprawdę dobry wokal frontmana i lidera – Mike’a Palma. Ciary mnie nieraz przechodzą kiedy słucham tego utworu.
Zespół istnieje do dziś, mimo że ostatni album wydali dokładnie 30 lat temu. Koncertują w zasadzie tylko po Stanach, więc szansa na to, że ich zobaczę jest niewielka, no ale nie wszystko w życiu można mieć. Na ten moment, wystarczy mi muzyka.
https://youtu.be/kJz0uznWoOA?list=RDkJz0uznWoOA
Agent Orange – I Kill Spies
W Depeszwizji się nie przyjęło, ale broni nie mam zamiaru składać, bo to zbyt dobry zespół. Agent Orange, to jedna ze świeższych rzeczy u mnie, ale źródło klasyczne ponieważ Tony Hawk, acz Tony Hawk 4, w którego nie grałem. Dopiero podczas sesji w Tony Hawk Pro Skater 3+4, odkryłem co było w playliście tamtej części i zacząłem nurkować. Wyłowionych zostało parę zespołów, w tym ten.
Agent Orange to zespół znany na punkowej scenie (i jakiejkolwiek) z jednej płyty – „Living in Darkness” z 1981 r. Poza tym, wyszły jeszcze dwie, ale nikogo nie obchodzą, poza oczywiście mną. I ta druga płyta – „This is the Voice” - siadła mi najbardziej. Może trochę momentami razi wypolerowana, ejtisowa produkcja, ale też w dziwny sposób w niczym nie sprawia, że muza brzmi gorzej, może dlatego, że to nie jest już tak punkowy album jak debiut (który też był wyjątkowo mało punkowy, jak na coś katalogowanego jako punk rock). Jest jeszcze jeden label, którym obklejane jest Agent Orage i jest to surf rock. „I Kill Spies” orbituje właśnie bliżej tej etykiety.
Surf rock to nora, której jeszcze nie ruszyłem, ale powoli zacznę to robić i równie dobrze mogę zacząć teraz. Nurt ten charakteryzuje się tym, że poza jakimiś kilkoma unikatowymi cechami, potrafi się dokleić do niemal wszystkiego. W efekcie, „I Kill Spies” to kawałek do czołówki nieistniejącego serialu szpiegowskiego, który działby się, no gdzieś gdzie się surfuje. Uwielbiam takie zaskakujące mariaże, zwłaszcza, że mamy tu połączenie rzeczy, które kocham – sporty wodne i surfowanie oraz klimaty szpiegowskie i noir. Świetna muzyka, doskonały tekst i naprawdę dobry wokal frontmana i lidera – Mike’a Palma. Ciary mnie nieraz przechodzą kiedy słucham tego utworu.
Zespół istnieje do dziś, mimo że ostatni album wydali dokładnie 30 lat temu. Koncertują w zasadzie tylko po Stanach, więc szansa na to, że ich zobaczę jest niewielka, no ale nie wszystko w życiu można mieć. Na ten moment, wystarczy mi muzyka.
https://youtu.be/kJz0uznWoOA?list=RDkJz0uznWoOA
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18356
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Igor Herbut – Amnezja i amnestia
Są takie utwory, które mimo upływu czasu mógłbym słuchać na okrągło. Amnezja i amnestia jest właśnie jednym z nich.
Herbuta forsowała mi rok temu koleżanka z pracy. Głównie pod kątem kolaboracji z różnymi innymi wykonawcami. Ale ja dużo bardziej zainteresowałem się jego solowymi dokonaniami. Od początku jego twarz wydawała mi się znajoma. Dopiero po czasie doczytałem, że to wokalista zespołu Lemon. Herbut solo ma w sumie tylko jeden album pt. Chrust. Album bardzo dobry wg mnie. Ale od początku moje serce zdecydowanie skradł utwór, który przedstawiam. Kojarzy mi się właśnie z tą porą roku, bo poznałem go rok temu też wiosną i słuchałem na spacerach w podobnie słoneczne popołudnia. Ballada oparta o brzmienie pianina, co już jest dla mnie nie do przecenienia. Herbut ma dosyć charakterystyczny wokal, często z bardzo charakterystycznym sposobem akcentowania litery „r”. Potrafi też śpiewać bardzo ekspresyjnie. Jednemu się to podoba, innemu niekoniecznie. Mnie nie przeszkadza absolutnie. Szczególnie w tak ładnych piosenkach jak Amnezja i amnestia.
https://www.youtube.com/watch?v=L3h3v8j ... rt_radio=1
Są takie utwory, które mimo upływu czasu mógłbym słuchać na okrągło. Amnezja i amnestia jest właśnie jednym z nich.
Herbuta forsowała mi rok temu koleżanka z pracy. Głównie pod kątem kolaboracji z różnymi innymi wykonawcami. Ale ja dużo bardziej zainteresowałem się jego solowymi dokonaniami. Od początku jego twarz wydawała mi się znajoma. Dopiero po czasie doczytałem, że to wokalista zespołu Lemon. Herbut solo ma w sumie tylko jeden album pt. Chrust. Album bardzo dobry wg mnie. Ale od początku moje serce zdecydowanie skradł utwór, który przedstawiam. Kojarzy mi się właśnie z tą porą roku, bo poznałem go rok temu też wiosną i słuchałem na spacerach w podobnie słoneczne popołudnia. Ballada oparta o brzmienie pianina, co już jest dla mnie nie do przecenienia. Herbut ma dosyć charakterystyczny wokal, często z bardzo charakterystycznym sposobem akcentowania litery „r”. Potrafi też śpiewać bardzo ekspresyjnie. Jednemu się to podoba, innemu niekoniecznie. Mnie nie przeszkadza absolutnie. Szczególnie w tak ładnych piosenkach jak Amnezja i amnestia.
https://www.youtube.com/watch?v=L3h3v8j ... rt_radio=1
-
devotional
- Posty: 7404
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Midge Ure - If I Was (1985)
Munlup wrzuca post punk, Wuja nową polską muzę, ja wracam więc do Was, PT Koledzy, z ejtisowym popem i nie zamierzam przepraszać. If I Was to dla mnie taki kawałek, co to w zasadzie każdy go zna, tylko o tym np. nie wie. Refren jest tak w ciul charakterystyczny, że nie sposób, by nie osiadł w głowie na którymś etapie. Mnie osiadł, kiedym był pacholęciem. I potem przez niemal dekadę zastanawiałem się, co to za piosenka i kto ją wykonuje. W pewne niepozorne majowe popołudnie (choć mógł to być również wczesny czerwiec) roku pańskiego 2006 zabrałem się za ogarnianie roweru, standardowo z Zenem Micro w kieszeni i naręczem ejtisowego grania na tymże. Leci kompilacja best of Midge Ure & Ultravox (bo, jakby ktoś nie kojarzył, to Midge Ure był frontmanem najbardziej znanej odsłony Ultravoxu, przejął band po tym, jak Foxx się na niego wysrał gdyż jednak wolał grać solo), no i poleciał ten numer. Wcześniej go raczej skipowałem nie dotarłszy do refrenu, ale wówczas chyba nie miałem do tego wolnych rąk... I dobrze zrobiłem, bo siła uderzenia "EUREKA!" była ogromna. Cóż, takie są prawa sentymentu.
Czy If I Was jest słodkie? Jest. Czy jest cukierkowe? Jak najbardziej, jeszcze jak. Czy tekst trąci tanią pseudo-poezją? Bez wątpienia! Jednocześnie wszystkie te rzeczy razem tworzą - jak dla mnie - wprost perfekcyjny i typowy dla tamtych czasów nowofalowy pop, który niby jest taki se, ale ucha oderwać nie sposób. Po sukcesie Lamentu i Dancing With Tears in My Eyes oraz całego przedsięwzięcia Live Aid Ure - a przecież współkomponował Do They Know It's Christmas i współorganizował cały event później - stwierdził, że puści coś solo, no i jego w sumie debiut był wielkim hiciorem. If I Was to już w ogóle podbiło listy. Pamiętam dobrze ten numer z radia z najntisów, jak już wspomniałem - jako dziecko kochałem ten utwór, melodię refrenu, te wszechobecne elektrosmyczki, prosty i motoryczny rytm bębnów, słodkopierdzący lovesongowy klimat. Gdy 20 lat temu kawałek przestał być dla mnie anonimowy, szybko pobrałem całe The Gift i słuchałem na pętli. Maj i czerwiec 2006 były ciekawym czasem, choć bym nie wrócił. Dzisiaj może jest przeciętnie, ale Midge Ure to Midge Ure, The Gift to The Gift, ejtisy to ejtisy.
A If I Was wciąż mnie rozczula i chyba już nigdy nie przestanie <3
https://www.youtube.com/watch?v=UrY4Vn0 ... rt_radio=1
Munlup wrzuca post punk, Wuja nową polską muzę, ja wracam więc do Was, PT Koledzy, z ejtisowym popem i nie zamierzam przepraszać. If I Was to dla mnie taki kawałek, co to w zasadzie każdy go zna, tylko o tym np. nie wie. Refren jest tak w ciul charakterystyczny, że nie sposób, by nie osiadł w głowie na którymś etapie. Mnie osiadł, kiedym był pacholęciem. I potem przez niemal dekadę zastanawiałem się, co to za piosenka i kto ją wykonuje. W pewne niepozorne majowe popołudnie (choć mógł to być również wczesny czerwiec) roku pańskiego 2006 zabrałem się za ogarnianie roweru, standardowo z Zenem Micro w kieszeni i naręczem ejtisowego grania na tymże. Leci kompilacja best of Midge Ure & Ultravox (bo, jakby ktoś nie kojarzył, to Midge Ure był frontmanem najbardziej znanej odsłony Ultravoxu, przejął band po tym, jak Foxx się na niego wysrał gdyż jednak wolał grać solo), no i poleciał ten numer. Wcześniej go raczej skipowałem nie dotarłszy do refrenu, ale wówczas chyba nie miałem do tego wolnych rąk... I dobrze zrobiłem, bo siła uderzenia "EUREKA!" była ogromna. Cóż, takie są prawa sentymentu.
Czy If I Was jest słodkie? Jest. Czy jest cukierkowe? Jak najbardziej, jeszcze jak. Czy tekst trąci tanią pseudo-poezją? Bez wątpienia! Jednocześnie wszystkie te rzeczy razem tworzą - jak dla mnie - wprost perfekcyjny i typowy dla tamtych czasów nowofalowy pop, który niby jest taki se, ale ucha oderwać nie sposób. Po sukcesie Lamentu i Dancing With Tears in My Eyes oraz całego przedsięwzięcia Live Aid Ure - a przecież współkomponował Do They Know It's Christmas i współorganizował cały event później - stwierdził, że puści coś solo, no i jego w sumie debiut był wielkim hiciorem. If I Was to już w ogóle podbiło listy. Pamiętam dobrze ten numer z radia z najntisów, jak już wspomniałem - jako dziecko kochałem ten utwór, melodię refrenu, te wszechobecne elektrosmyczki, prosty i motoryczny rytm bębnów, słodkopierdzący lovesongowy klimat. Gdy 20 lat temu kawałek przestał być dla mnie anonimowy, szybko pobrałem całe The Gift i słuchałem na pętli. Maj i czerwiec 2006 były ciekawym czasem, choć bym nie wrócił. Dzisiaj może jest przeciętnie, ale Midge Ure to Midge Ure, The Gift to The Gift, ejtisy to ejtisy.
A If I Was wciąż mnie rozczula i chyba już nigdy nie przestanie <3
https://www.youtube.com/watch?v=UrY4Vn0 ... rt_radio=1
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
Hien
- Posty: 24709
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
W sumie nie wrzuciłem post punka, ale już chuy
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13846
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Roberto - In The Galleria
(2016)
Dobra Panowie, tak sobie myślę że może to już pora by zamiast kilku typowych murzyńskich klasyczków trochę szerzej ugryźć to co lubię najbardziej a więc różne kawałki balansujące między parkietem a leniwym vibem. Właśnie tego typu brzmienie było myślę najbardziej charakterystyczne dla muzyki którą przed laty próbowałem forsować na fejsie prowadząc mój fanpage Chill Mate o którym już tu raz wspominałem. Zasadniczo klimaty tego typu pojawiały się tu już kilkakrotnie w bestce we wrzutkach takich wykonawców jak Felipe Gordon, Subjoi, Voyeur, czy Enrico Mantini, głównie muzyka producentów muzyki elektronicznej, house'u czy hip hopu i to oczywiście utwory instrumentalne - nie wliczając jakichś wokali samplowanych.
Chill Mate zakładałem pod koniec lipca 2018 roku więc przede wszystkim tamte nuty kojarzą mi się z latem, wakacjami i słonecznym brzmieniem ale z biegiem czasu wpadały też nuty dobre pod różne pory roku. To co spaja jeszcze te piosenki ze sobą dla mnie to fakt że z uwagi na brak wokali trudniej nawet mi samemu zapamiętać autorów wielu z nich, dlatego w ostatnim czasie wróciłem trochę do tej muzyki gromadzonej starannie na playlistach układanych rocznikami od 2016 do 2021 roku i próbuje odnajdywać te kawałki na Spotify gdzie mam nadzieję po pierwsze nie powinny tak łatwo przepaść a po drugie wygodniej mi będzie ich słuchać. Inna rzecz że istotna jest też niszowość tych wszystkich wykonawców o których podejrzewam że nie słyszeliście wcześniej a których melodie mają u mnie status klasyków.
Na pierwszy ogień wjedzie nuta którą tak naprawdę poznałem w październiku 2016 roku czyli na długo przed założeniem fanpage'a ale która doskonale wpisuje się w całą filozofię jego brzmienia. In The Galleria to był też chyba ten pierwszy-pierwszy utwór który zachęcił mnie do śledzenia kanału Stamp The Wax, z cudowną elektroniką podbitą lekkim bitem, utwór błądzący między jawą a snem, między lotem w kosmos a leniwym wieczorem na plaży. W październiku 2016 r. wypełniał mi głębokie jesienne wieczory na nocnych zmianach w pracy, dziś to dobry soundtrack na cieplejsze popołudnia. Takie to ni to ambient house, ni deep house, może po prostu balearic beat? Kawałek fajnej chillowej elektroniki jak dla mnie, możecie powiedzieć że muzak ale w bardzo przyjemnym klimacie.
https://youtu.be/PGYLrM38xxk?is=cGciClxY98zvVSL-
(2016)
Dobra Panowie, tak sobie myślę że może to już pora by zamiast kilku typowych murzyńskich klasyczków trochę szerzej ugryźć to co lubię najbardziej a więc różne kawałki balansujące między parkietem a leniwym vibem. Właśnie tego typu brzmienie było myślę najbardziej charakterystyczne dla muzyki którą przed laty próbowałem forsować na fejsie prowadząc mój fanpage Chill Mate o którym już tu raz wspominałem. Zasadniczo klimaty tego typu pojawiały się tu już kilkakrotnie w bestce we wrzutkach takich wykonawców jak Felipe Gordon, Subjoi, Voyeur, czy Enrico Mantini, głównie muzyka producentów muzyki elektronicznej, house'u czy hip hopu i to oczywiście utwory instrumentalne - nie wliczając jakichś wokali samplowanych.
Chill Mate zakładałem pod koniec lipca 2018 roku więc przede wszystkim tamte nuty kojarzą mi się z latem, wakacjami i słonecznym brzmieniem ale z biegiem czasu wpadały też nuty dobre pod różne pory roku. To co spaja jeszcze te piosenki ze sobą dla mnie to fakt że z uwagi na brak wokali trudniej nawet mi samemu zapamiętać autorów wielu z nich, dlatego w ostatnim czasie wróciłem trochę do tej muzyki gromadzonej starannie na playlistach układanych rocznikami od 2016 do 2021 roku i próbuje odnajdywać te kawałki na Spotify gdzie mam nadzieję po pierwsze nie powinny tak łatwo przepaść a po drugie wygodniej mi będzie ich słuchać. Inna rzecz że istotna jest też niszowość tych wszystkich wykonawców o których podejrzewam że nie słyszeliście wcześniej a których melodie mają u mnie status klasyków.
Na pierwszy ogień wjedzie nuta którą tak naprawdę poznałem w październiku 2016 roku czyli na długo przed założeniem fanpage'a ale która doskonale wpisuje się w całą filozofię jego brzmienia. In The Galleria to był też chyba ten pierwszy-pierwszy utwór który zachęcił mnie do śledzenia kanału Stamp The Wax, z cudowną elektroniką podbitą lekkim bitem, utwór błądzący między jawą a snem, między lotem w kosmos a leniwym wieczorem na plaży. W październiku 2016 r. wypełniał mi głębokie jesienne wieczory na nocnych zmianach w pracy, dziś to dobry soundtrack na cieplejsze popołudnia. Takie to ni to ambient house, ni deep house, może po prostu balearic beat? Kawałek fajnej chillowej elektroniki jak dla mnie, możecie powiedzieć że muzak ale w bardzo przyjemnym klimacie.
https://youtu.be/PGYLrM38xxk?is=cGciClxY98zvVSL-
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
mintaj
- Posty: 6943
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Rapsy się przyjęły chyba ciepło. Jeśli chodzi o dalsze eksplorowanie MF DOOMA, to pamiętam iż lata temu Mm... Food mi się podobało (i ma kosmiczną średnią na RYMIE), ale na przewodnika znam za mało.
New Order - The Perfect Kiss
Wiosna 2026 stoi u mnie w dużej mierze pod znakiem New Order. Jeśli czytacie moje wypociny, to możecie dostrzec, że często przewija się w nich motyw wspominania o tym, że dana rzecz mi się nawet podoba, ale mimo tego czekam na jakiś impuls, by ją w pełni polubić blablabla etcetera. Zazwyczaj się on nie pojawia, bo ja nie piorunochron, by je przyciągać iksde, ale od czasu do czasu taka sytuacja faktycznie ma miejsce. I kolejnym takim przykładem jest New Order.
I nawet nie ma tu żadnego konkretnego wydarzenia, które by ten impuls zainicjowało. Sorry, nie tym razem - nikt mnie nie zranił, nie zostawił, depresja nie uniemożliwia mi funkcjonowania i nie wydarzyły się żadne inne nieprzyjemne nieprzyjemności. JAKOŚ TAK.
Być może to przez to, że po prostu prędzej czy później tak się stać musiało, gdyż ja generalnie bardzo lubię, gdy ejtisowy synthpop ma jakąś dodatkowe znaczenie - ja to chyba nie lubiłbym PSB tak bardzo, gdyby nie byli aż tak społecznie zaangażowani, a Forever Young gdyby nie poruszało tematyki lęku przed katastrofą atomową. I to chyba nawet bez wgłębiania się w nie - one dodają głębi i po prostu intrygują. NO może nie idzie aż tak daleko w swoich tekstach, ale i tak chyba nikt nie będzie polemizować z tym, że pisały je osoby o szczególnej wrażliwości jak na, bądź co bądź, muzyków POPOWYCH.
Rozważałem kilka utworów i nawet chciałem przewrotnie wrzucić instrumentalną wersję Blue Monday, ale uznałem, że to byłoby pójście po linii niskiego oporu i w ogóle. Niech będzie jeden z bardziej reprezentatywnych przykładów tego, co lubię w tym zespole, czyli smutek i żal oraz taneczny beat i od groma hooków jednocześnie. To połączenie jest jak hawajska - niektórzy się mogą odbić, ja będę zajadać ze smakiem.
Bierzcie i słuchajcie tego.
https://www.youtube.com/watch?v=BTGKzXWgJFY
New Order - The Perfect Kiss
Wiosna 2026 stoi u mnie w dużej mierze pod znakiem New Order. Jeśli czytacie moje wypociny, to możecie dostrzec, że często przewija się w nich motyw wspominania o tym, że dana rzecz mi się nawet podoba, ale mimo tego czekam na jakiś impuls, by ją w pełni polubić blablabla etcetera. Zazwyczaj się on nie pojawia, bo ja nie piorunochron, by je przyciągać iksde, ale od czasu do czasu taka sytuacja faktycznie ma miejsce. I kolejnym takim przykładem jest New Order.
I nawet nie ma tu żadnego konkretnego wydarzenia, które by ten impuls zainicjowało. Sorry, nie tym razem - nikt mnie nie zranił, nie zostawił, depresja nie uniemożliwia mi funkcjonowania i nie wydarzyły się żadne inne nieprzyjemne nieprzyjemności. JAKOŚ TAK.
Być może to przez to, że po prostu prędzej czy później tak się stać musiało, gdyż ja generalnie bardzo lubię, gdy ejtisowy synthpop ma jakąś dodatkowe znaczenie - ja to chyba nie lubiłbym PSB tak bardzo, gdyby nie byli aż tak społecznie zaangażowani, a Forever Young gdyby nie poruszało tematyki lęku przed katastrofą atomową. I to chyba nawet bez wgłębiania się w nie - one dodają głębi i po prostu intrygują. NO może nie idzie aż tak daleko w swoich tekstach, ale i tak chyba nikt nie będzie polemizować z tym, że pisały je osoby o szczególnej wrażliwości jak na, bądź co bądź, muzyków POPOWYCH.
Rozważałem kilka utworów i nawet chciałem przewrotnie wrzucić instrumentalną wersję Blue Monday, ale uznałem, że to byłoby pójście po linii niskiego oporu i w ogóle. Niech będzie jeden z bardziej reprezentatywnych przykładów tego, co lubię w tym zespole, czyli smutek i żal oraz taneczny beat i od groma hooków jednocześnie. To połączenie jest jak hawajska - niektórzy się mogą odbić, ja będę zajadać ze smakiem.
Bierzcie i słuchajcie tego.
https://www.youtube.com/watch?v=BTGKzXWgJFY
DEPESZWIZJA 123: EDYCJA NOWOFALOWA
FINAŁ 21:15
FINAŁ 21:15
-
Dragon
- Posty: 10366
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
RIP Papo Edgarze!
Juno Reactor — Jardin de Cecile (1997)
Wreszcie ciepło! Gdybym miał kąkuter zamiast laptopa to już sobie ogrywał co nieco bardziej wymagające sprzętowo tytuły... Warto się aktywizować, ale jeszcze przyjemniej po wszystkim legnąć w domu i zająć faktycznie przyziemnymi potrzebami, przynajmniej raz na jakiś czas. Leżanka po pracy, dobra muzyka w tle, może film, książka? Wieczorny spacer z psem na bis, tak. Albo sobie pojeżdżę w growych rzeczywistościach równoległych, poskaczę w DSJ, bywa różnie. Obecny klimat w zderzeniu z pobytem w domu przywołuje m.in. tego typu rytmy. Juno Reactor pojawili się już jakiś czas temu w bestce, ale do tej pory nie było jeszcze tak stylowo brzmiącego goa w starym stylu. Trochę kosmosu, przyjemnie soczysta porcja basu, satysfakcjonująca progresja. Bez ciągot etnicznych, natchnionych rytualnie wokaliz i innych pierdół. Najtisy i bez tego brzmią na tyle charakterystycznie, że nic więcej nie muszę dodawać. Przyjemne z pożytecznym - soundtrack do miejskich przejażdżek zbiorkomem lub brykami w TDU równie dobrze robi za kolejny odcinek smoczego segmentu edukacyjnego. Fookin trans!
https://www.youtube.com/watch?v=7mqYtbsptPg
Juno Reactor — Jardin de Cecile (1997)
Wreszcie ciepło! Gdybym miał kąkuter zamiast laptopa to już sobie ogrywał co nieco bardziej wymagające sprzętowo tytuły... Warto się aktywizować, ale jeszcze przyjemniej po wszystkim legnąć w domu i zająć faktycznie przyziemnymi potrzebami, przynajmniej raz na jakiś czas. Leżanka po pracy, dobra muzyka w tle, może film, książka? Wieczorny spacer z psem na bis, tak. Albo sobie pojeżdżę w growych rzeczywistościach równoległych, poskaczę w DSJ, bywa różnie. Obecny klimat w zderzeniu z pobytem w domu przywołuje m.in. tego typu rytmy. Juno Reactor pojawili się już jakiś czas temu w bestce, ale do tej pory nie było jeszcze tak stylowo brzmiącego goa w starym stylu. Trochę kosmosu, przyjemnie soczysta porcja basu, satysfakcjonująca progresja. Bez ciągot etnicznych, natchnionych rytualnie wokaliz i innych pierdół. Najtisy i bez tego brzmią na tyle charakterystycznie, że nic więcej nie muszę dodawać. Przyjemne z pożytecznym - soundtrack do miejskich przejażdżek zbiorkomem lub brykami w TDU równie dobrze robi za kolejny odcinek smoczego segmentu edukacyjnego. Fookin trans!
https://www.youtube.com/watch?v=7mqYtbsptPg
-
stripped
- Posty: 13846
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Kolejka 9.
49. Agent Orange - I Kill Spies (Hien)
50. Igor Herbut - Amnezja i amnestia (shodan)
51. Midge Ure - If I Was (devotional)
52. Roberto - In The Galleria (stripped)
53. New Order - The Perfect Kiss (mintaj)
54. Juno Reactor - Jardin de Cecile (Dragon)
49. Agent Orange - I Kill Spies (Hien)
50. Igor Herbut - Amnezja i amnestia (shodan)
51. Midge Ure - If I Was (devotional)
52. Roberto - In The Galleria (stripped)
53. New Order - The Perfect Kiss (mintaj)
54. Juno Reactor - Jardin de Cecile (Dragon)
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
stripped
- Posty: 13846
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Agent Orange - I Kill Spies
Szpiegowski surf punk to faktycznie nowa nora do odkrywania w naszej bestce i w sumie brzmi to tak prosto matematycznie, w sensie numer jest po prostu sumą połączenia chłodnego post-punka z cieplejszym brzmieniem surf rockowych gitar i liryki wzmiankującej coś o szpiegach xd W ogóle mam wrażenie że gdzieś mogłem się z tym wcześniejszym punkowym ich wcieleniem spotkać - wróć - oczywiście że byli w 4 części Tony Hawka, coś kojarzę tamten numer. Dla Kuby szacunek że grzebie w mniej popularnych fragmentach dyskografii różnych zespołów, numer jest OK. Obejrzałbym na pewno serial z taką czołówką.
Igor Herbut - Amnezja i amnestia
Za którymś podejściem do tej kolejki jakoś zupełnie mnie zaskoczył ten numer, przez dłuższą chwilę nie wiedziałem co to leci bo bardzo fajnie się instrumentalnie zaczyna. Muzycznie jest tu wyczarowany naprawdę fajny klimat, nieco gorzej gdy wchodzimy na pole liryki i ekspresji wokalnej. Maniera Igora z tym jego twaRRRdym Rrrr mnie niestety osobiście odrzuca, tekstowo znów błądzimy w jakiejś niezrozumiałej grafomanii i suma summarum nie bardzo wiem o czym jest ten kawałek nawet. Ale aranżacja bardzo ok, trochę trąci triem Możdżer-Daniellson-Fresco ale tak na plus. Werdykt ostateczny - kciuk w bok.
Midge Ure - If I Was
Muslim w krainie ejtisów, odcinek kolejny, będzie hit or miss? Jest całkiem przyjemnie lekko i pastelowo, Midge Ure na wokalu nie wyróżnia się jakoś na tle wielu innych gwiazd pop dekady, dostarcza solidnie po prostu z typową wczutką dla tamtych czasów. Trochę mi się ten numer nawet wkręcił na tle reszty kolejki więc jest nadzieja na powroty myślę. Gitarowy mostek spoko. Może bez szału wielkiego ale nadal przyjemnie dostać nieznanym hicikiem. Jak to dev ładnie określił - nowofalowy pop, który niby jest taki se, ale ucha oderwać nie sposób.
New Order - The Perfect Kiss
Tu z kolei niby dostaję podobnym przypadkiem jak wyżej z tym że skala oczekiwań trochę inna. Bo w sumie faktycznie dostaję to co sam osobiście bardzo lubię czyli smutek i żal oraz taneczny beat i od groma hooków jednocześnie a z drugiej strony to brzmi jak uboższy kuzyn Blue Monday? Niby w użyciu są te same elementy ale szkopuł w tym że mimo wszystko mi to nie bangla jak trzeba. I trochę mam poczucie że no ok ale po co to odpalać jak jest to cholerne BM - o którym pisałem wrzucając je do bestki że jest w moim TOP3 utworów ever. Powiedzmy że choć rozumiem sympatię dla tego typu połączeń i słodko-gorzkiego vibe'u i doceniam starania to ten numer po prostu nie odbiega dość daleko od tego co już znam i szanuję.
Juno Reactor - Jardin de Cecile
Dragon na swój sposób uderza w podobne klimaty co ja w tej kolejce, czyli połaczenie 4x4 bitu z rozmytą i nieco senną elektroniką. Po tego typu rzeczy sięgam właśnie często latem bądź nawet właśnie teraz kiedy temperatury w ciągu dnia robią się nieznośne i człowiek wyczekuje wieczornego ochłodzenia. Dla mnie jest to klubowa muzyka dla umysłu bardziej niż dla ciała, pobudzająca, wprowadzająca w trans, odpowiednia do napompowania się energią podczas jakiejś pracy w duecie z jakimś kofeinowym napojem. Muzyczny soundtrack do upalnych dni, wrzutka dobrze skrojona na tą chwilę. Bardziej niż konkretne hooki czy perkusyjne sałatki w głowie zostaje vibe i ja to kupuję.
Szpiegowski surf punk to faktycznie nowa nora do odkrywania w naszej bestce i w sumie brzmi to tak prosto matematycznie, w sensie numer jest po prostu sumą połączenia chłodnego post-punka z cieplejszym brzmieniem surf rockowych gitar i liryki wzmiankującej coś o szpiegach xd W ogóle mam wrażenie że gdzieś mogłem się z tym wcześniejszym punkowym ich wcieleniem spotkać - wróć - oczywiście że byli w 4 części Tony Hawka, coś kojarzę tamten numer. Dla Kuby szacunek że grzebie w mniej popularnych fragmentach dyskografii różnych zespołów, numer jest OK. Obejrzałbym na pewno serial z taką czołówką.
Igor Herbut - Amnezja i amnestia
Za którymś podejściem do tej kolejki jakoś zupełnie mnie zaskoczył ten numer, przez dłuższą chwilę nie wiedziałem co to leci bo bardzo fajnie się instrumentalnie zaczyna. Muzycznie jest tu wyczarowany naprawdę fajny klimat, nieco gorzej gdy wchodzimy na pole liryki i ekspresji wokalnej. Maniera Igora z tym jego twaRRRdym Rrrr mnie niestety osobiście odrzuca, tekstowo znów błądzimy w jakiejś niezrozumiałej grafomanii i suma summarum nie bardzo wiem o czym jest ten kawałek nawet. Ale aranżacja bardzo ok, trochę trąci triem Możdżer-Daniellson-Fresco ale tak na plus. Werdykt ostateczny - kciuk w bok.
Midge Ure - If I Was
Muslim w krainie ejtisów, odcinek kolejny, będzie hit or miss? Jest całkiem przyjemnie lekko i pastelowo, Midge Ure na wokalu nie wyróżnia się jakoś na tle wielu innych gwiazd pop dekady, dostarcza solidnie po prostu z typową wczutką dla tamtych czasów. Trochę mi się ten numer nawet wkręcił na tle reszty kolejki więc jest nadzieja na powroty myślę. Gitarowy mostek spoko. Może bez szału wielkiego ale nadal przyjemnie dostać nieznanym hicikiem. Jak to dev ładnie określił - nowofalowy pop, który niby jest taki se, ale ucha oderwać nie sposób.
New Order - The Perfect Kiss
Tu z kolei niby dostaję podobnym przypadkiem jak wyżej z tym że skala oczekiwań trochę inna. Bo w sumie faktycznie dostaję to co sam osobiście bardzo lubię czyli smutek i żal oraz taneczny beat i od groma hooków jednocześnie a z drugiej strony to brzmi jak uboższy kuzyn Blue Monday? Niby w użyciu są te same elementy ale szkopuł w tym że mimo wszystko mi to nie bangla jak trzeba. I trochę mam poczucie że no ok ale po co to odpalać jak jest to cholerne BM - o którym pisałem wrzucając je do bestki że jest w moim TOP3 utworów ever. Powiedzmy że choć rozumiem sympatię dla tego typu połączeń i słodko-gorzkiego vibe'u i doceniam starania to ten numer po prostu nie odbiega dość daleko od tego co już znam i szanuję.
Juno Reactor - Jardin de Cecile
Dragon na swój sposób uderza w podobne klimaty co ja w tej kolejce, czyli połaczenie 4x4 bitu z rozmytą i nieco senną elektroniką. Po tego typu rzeczy sięgam właśnie często latem bądź nawet właśnie teraz kiedy temperatury w ciągu dnia robią się nieznośne i człowiek wyczekuje wieczornego ochłodzenia. Dla mnie jest to klubowa muzyka dla umysłu bardziej niż dla ciała, pobudzająca, wprowadzająca w trans, odpowiednia do napompowania się energią podczas jakiejś pracy w duecie z jakimś kofeinowym napojem. Muzyczny soundtrack do upalnych dni, wrzutka dobrze skrojona na tą chwilę. Bardziej niż konkretne hooki czy perkusyjne sałatki w głowie zostaje vibe i ja to kupuję.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Dragon
- Posty: 10366
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Agent Orange - I Kill Spies
Już chyba nie chce mi się aż tak bardzo rozdrabniać, bas i perka w zupełności mi wystarczają do tego, by potraktować tę wrzutę jako pełnoprawny post-punk. Z drugiej strony słychać lekki dystans, nie ma tak gęsto depresyjnego smogu w powietrzu. Gitara ma w sobie to specyficzne brzmienie, którego w JD czy NO bym nie słyszał za Chiny Ludowe. Krótko, zwięźle, na temat. Bas typu pierdzący motocykl całkiem spoko. Wokal nie drażni, choć ta końcówka smętna, numer brzmi jak czołówka do amerykańskiego serialu o bliżej nieokreślonym profilu (w sumie Hien o tym napisał xD szpiegowski może być). Niezłe, ale na odcinku dziwnych mariaży z post-punk podstawą znacznie ciekawiej zażarli Meat Puppets z tym country na kwasie. Jest solidnie, choć zabrakło mitycznego CZEGOŚ WIĘCEJ. Faktycznie za bardzo wypucowane brzmienie. Może na debiucie znajdę mocniejszy strzał?
Igor Herbut - Amnezja i amnestia
Będę pewnie w nieuzasadniony sposób wczuty, ale już trudno. Obok Eneja to jeden z bardziej irytujących #mnie produktów muzycznych ze stajni polsatowskich gwiazd wygrywających programy muzyczne. Tu przynajmniej nie ma jarmarku, a do tego planiści ichniejszych muzycznych festiwali nie wpierdalają Igora i jego zespołu absolutnie do każdego wydarzenia. Moja mama lubi, ja niekoniecznie. Szczególnie tego, na co Wujas zwraca uwagę. Akcentowanie i ekspresja, tak... czego nie słyszałem, to za każdym razem i w każdej piosence ma taki mocniejszy fragment. Przypomina mi to Chylińską, która też ma mocno charakterystyczny sposób śpiewania. Szkoda, że nie zmienia za dużo, bo przez to jej solowe płyty poza Modern Rocking to karykatura. Występy na żywo to już w ogóle bez komentarza. Swoim komentarzem, rozdzieraniem gardła i brakiem zaangażowania psuje większość efektu. Nie wiem, jak się sprawy mają w tym przypadku, czy Igor ogrywa solowy materiał na żywo, ale nie muszę tego sprawdzać. Trochę się obawiałem, a ostatecznie słuchane na wolno w zupełności wystarczy. Nie przesadza z rozdzieraniem japy. Tekstowo może z nutką grafomanii, końcówka nie za bardzo potrzebna. Poza tym kolejna ballada o rozterkach sercowych, całkiem przyzwoita. Idealnie w pół drogi między Sochacką a Sanah. Nie radiowe, a wciąż całkiem łatwo przyswajalne. W wolnej chwili podrzucę mamie na pendrajwa z ciekawości.
Midge Ure - If I Was
W sumie nigdy nie byłem aż tak wkręcony w świat Ultravox, więc dziękuję Pan Musiał za podrzucenie tego kawałka. Teraz i dla mnie nie jest anonimowy. Refrenu nie dało się pominąć przy okazji posiedzeń przy Złotych Przebojach, audycjach z ejtisową muzyką, Stars.TV, znacie te historyjki. W krótszej dawce bez zarzutu. Powyżej pięciu minut robi się lekko nieznośne. Refren, wiadomo, mocny i całkiem ikoniczny mimo tony lukru, tyle że przy entej powtórce zaczyna męczyć. Zwrotki byleby były, ale całość stoi na tym refrenie, radio edit do trzech minut wyczerpywałby temat. Brzmieniowo to już nie tak soczysty kąsek jak synthpop/new romantic z początku dekady. Prędzej przypomina A-ha z tym pianinkiem pod koniec, a jednocześnie wciąż jest zbyt przytłumione. Nie pałałem sentymentem, nie czuję rodzącej się miłości po tych kilku odsłuchach już na pełnej świadomości, kto jak gdzie i po co. Co innego z Dancing With Tears In My Eyes, ale tu pomógł wałbrzyski teatr...
Roberto - In The Galleria
Techno potrafi wprowadzić w trans, trance... też, ale przy housie jestem bardziej ostrożny. Jakie wielkie było moje rozczarowanie, gdy dowiedziałem się, że deep techno to elegancki minimal z dość wyrazistym basem, a deep house to muza do pilatesu, bieżni i serii skłonów. Tutaj jest blisko bycia niezobowiązującym muzakiem. Balearic beat to dla mnie RED FLAG, oznaka nadchodzącego nudziarstwa, którego nie warto tykać, ale tu nie jest źle! Przynajmniej idą fajne pady, jest kilka brzmieniowych nawiązań do lat 90'. Zamiast tła dla audycji w dawnej Podróże TV (rest in peace) mamy tu trochę więcej życia i pomysłu. Całość ma nastrój, który najlepiej wchodzi w cieplejsze wieczory (i noce). Clubbing do zamulania, trudno to lepiej określić. Klawiszowe titu ritu na pierwszym planie najgorsze, bo takie losowe, mało wyraziste. Inaczej bym pisał po godzinnym odsłuchu w pętli, ale raczej się nie skuszę. Czasem tak bywa z jutubowymi/fejsbukowymi czy innymi rekomendacjami od znajomych. Przeczytam, sprawdzę, nie będzie takie złe, no ale na raz czy dwa w zupełności wystarczy. Akurat przy takiej muzyce mam prawo być wybredny heh
New Order - The Perfect Kiss
Żadnych Blue Mondayów, po tym ostatnio słyszanym coverze wystarczy mi przynajmniej na dwa lata do przodu... Dziwna sprawa z New Order, bo teoretycznie powinno mi wręcz z automatu pasować, a zawsze jest jakiś ale. Zdążyłem sobie spaczyć głowę w pełni elektronicznym graniem i przy takim ZAMĘCIE jak tutaj trochę się gubię. Lekko przestarzałe tłuste hooki klawiszowe, gitary, cała paleta perkusyjnej rąbanki, clapy, arpeggia, a na szczycie nie najlepsze wokale. Nie wiem, czy to kwestia otoczki czy dziwnych oczekiwań wobec ich muzyki? Jak muzyka parkietowa robiona przez ludzi spoza środowiska klubowego. Technique to płyta wybranych perełek. Movement w ogóle nie pamiętam, pierwszych singli również. W przypadku The Perfect Kiss stać mnie na pokiwanie z uznaniem. Kompletnie nie rozumiem aż takiej nakrętki w WIADOMYCH miejscach, ale nie obrzydzam zachwyconym, okej? Trzy lata temu pisałem o Regret i kuuurczę, ten kawałek jest znacznie lepszy... nie chcą się przegryźć w głowie.
Słuchało się całkiem spoko, ale widzę, że namarudziłem... Po prostu kolejka bez growerów, szkoda, ale tak było!
Już chyba nie chce mi się aż tak bardzo rozdrabniać, bas i perka w zupełności mi wystarczają do tego, by potraktować tę wrzutę jako pełnoprawny post-punk. Z drugiej strony słychać lekki dystans, nie ma tak gęsto depresyjnego smogu w powietrzu. Gitara ma w sobie to specyficzne brzmienie, którego w JD czy NO bym nie słyszał za Chiny Ludowe. Krótko, zwięźle, na temat. Bas typu pierdzący motocykl całkiem spoko. Wokal nie drażni, choć ta końcówka smętna, numer brzmi jak czołówka do amerykańskiego serialu o bliżej nieokreślonym profilu (w sumie Hien o tym napisał xD szpiegowski może być). Niezłe, ale na odcinku dziwnych mariaży z post-punk podstawą znacznie ciekawiej zażarli Meat Puppets z tym country na kwasie. Jest solidnie, choć zabrakło mitycznego CZEGOŚ WIĘCEJ. Faktycznie za bardzo wypucowane brzmienie. Może na debiucie znajdę mocniejszy strzał?
Igor Herbut - Amnezja i amnestia
Będę pewnie w nieuzasadniony sposób wczuty, ale już trudno. Obok Eneja to jeden z bardziej irytujących #mnie produktów muzycznych ze stajni polsatowskich gwiazd wygrywających programy muzyczne. Tu przynajmniej nie ma jarmarku, a do tego planiści ichniejszych muzycznych festiwali nie wpierdalają Igora i jego zespołu absolutnie do każdego wydarzenia. Moja mama lubi, ja niekoniecznie. Szczególnie tego, na co Wujas zwraca uwagę. Akcentowanie i ekspresja, tak... czego nie słyszałem, to za każdym razem i w każdej piosence ma taki mocniejszy fragment. Przypomina mi to Chylińską, która też ma mocno charakterystyczny sposób śpiewania. Szkoda, że nie zmienia za dużo, bo przez to jej solowe płyty poza Modern Rocking to karykatura. Występy na żywo to już w ogóle bez komentarza. Swoim komentarzem, rozdzieraniem gardła i brakiem zaangażowania psuje większość efektu. Nie wiem, jak się sprawy mają w tym przypadku, czy Igor ogrywa solowy materiał na żywo, ale nie muszę tego sprawdzać. Trochę się obawiałem, a ostatecznie słuchane na wolno w zupełności wystarczy. Nie przesadza z rozdzieraniem japy. Tekstowo może z nutką grafomanii, końcówka nie za bardzo potrzebna. Poza tym kolejna ballada o rozterkach sercowych, całkiem przyzwoita. Idealnie w pół drogi między Sochacką a Sanah. Nie radiowe, a wciąż całkiem łatwo przyswajalne. W wolnej chwili podrzucę mamie na pendrajwa z ciekawości.
Midge Ure - If I Was
W sumie nigdy nie byłem aż tak wkręcony w świat Ultravox, więc dziękuję Pan Musiał za podrzucenie tego kawałka. Teraz i dla mnie nie jest anonimowy. Refrenu nie dało się pominąć przy okazji posiedzeń przy Złotych Przebojach, audycjach z ejtisową muzyką, Stars.TV, znacie te historyjki. W krótszej dawce bez zarzutu. Powyżej pięciu minut robi się lekko nieznośne. Refren, wiadomo, mocny i całkiem ikoniczny mimo tony lukru, tyle że przy entej powtórce zaczyna męczyć. Zwrotki byleby były, ale całość stoi na tym refrenie, radio edit do trzech minut wyczerpywałby temat. Brzmieniowo to już nie tak soczysty kąsek jak synthpop/new romantic z początku dekady. Prędzej przypomina A-ha z tym pianinkiem pod koniec, a jednocześnie wciąż jest zbyt przytłumione. Nie pałałem sentymentem, nie czuję rodzącej się miłości po tych kilku odsłuchach już na pełnej świadomości, kto jak gdzie i po co. Co innego z Dancing With Tears In My Eyes, ale tu pomógł wałbrzyski teatr...
Roberto - In The Galleria
Techno potrafi wprowadzić w trans, trance... też, ale przy housie jestem bardziej ostrożny. Jakie wielkie było moje rozczarowanie, gdy dowiedziałem się, że deep techno to elegancki minimal z dość wyrazistym basem, a deep house to muza do pilatesu, bieżni i serii skłonów. Tutaj jest blisko bycia niezobowiązującym muzakiem. Balearic beat to dla mnie RED FLAG, oznaka nadchodzącego nudziarstwa, którego nie warto tykać, ale tu nie jest źle! Przynajmniej idą fajne pady, jest kilka brzmieniowych nawiązań do lat 90'. Zamiast tła dla audycji w dawnej Podróże TV (rest in peace) mamy tu trochę więcej życia i pomysłu. Całość ma nastrój, który najlepiej wchodzi w cieplejsze wieczory (i noce). Clubbing do zamulania, trudno to lepiej określić. Klawiszowe titu ritu na pierwszym planie najgorsze, bo takie losowe, mało wyraziste. Inaczej bym pisał po godzinnym odsłuchu w pętli, ale raczej się nie skuszę. Czasem tak bywa z jutubowymi/fejsbukowymi czy innymi rekomendacjami od znajomych. Przeczytam, sprawdzę, nie będzie takie złe, no ale na raz czy dwa w zupełności wystarczy. Akurat przy takiej muzyce mam prawo być wybredny heh
New Order - The Perfect Kiss
Żadnych Blue Mondayów, po tym ostatnio słyszanym coverze wystarczy mi przynajmniej na dwa lata do przodu... Dziwna sprawa z New Order, bo teoretycznie powinno mi wręcz z automatu pasować, a zawsze jest jakiś ale. Zdążyłem sobie spaczyć głowę w pełni elektronicznym graniem i przy takim ZAMĘCIE jak tutaj trochę się gubię. Lekko przestarzałe tłuste hooki klawiszowe, gitary, cała paleta perkusyjnej rąbanki, clapy, arpeggia, a na szczycie nie najlepsze wokale. Nie wiem, czy to kwestia otoczki czy dziwnych oczekiwań wobec ich muzyki? Jak muzyka parkietowa robiona przez ludzi spoza środowiska klubowego. Technique to płyta wybranych perełek. Movement w ogóle nie pamiętam, pierwszych singli również. W przypadku The Perfect Kiss stać mnie na pokiwanie z uznaniem. Kompletnie nie rozumiem aż takiej nakrętki w WIADOMYCH miejscach, ale nie obrzydzam zachwyconym, okej? Trzy lata temu pisałem o Regret i kuuurczę, ten kawałek jest znacznie lepszy... nie chcą się przegryźć w głowie.
Słuchało się całkiem spoko, ale widzę, że namarudziłem... Po prostu kolejka bez growerów, szkoda, ale tak było!
-
Hien
- Posty: 24709
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Debiut AO, bez bonusów z CD, to niecałe 20 minut muzyki, więc można bez większego ryzyka sprawdzać.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Dragon
- Posty: 10366
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Sprawdzone, są momenty, będę wracał
-
Hien
- Posty: 24709
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Supcio
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13846
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
No koledzy, poniedziałek a tu 4 osób brakuje, nie róbcie jaj 
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24709
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Tak to jest o coś prosić grzecznie
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13846
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
No na to wychodzi.
Kuba wiem że dzisiaj będziesz, mentos miał być...przedwczoraj ale coś nie pykło, dev ma inne sprawy ale obiecał że kolejkę domknie, Wuja?
Kuba wiem że dzisiaj będziesz, mentos miał być...przedwczoraj ale coś nie pykło, dev ma inne sprawy ale obiecał że kolejkę domknie, Wuja?
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup