Gahan za pewne, na jakim forum jesteś xD
Best of Forum (Edycja albumowa)
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Tyle się znamy i teraz się dowiaduję
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Nie Dave tylko dave. 
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Czyli kto? 
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
No ja już nie wiem
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Mógł być gave
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Więcej gave dawaj? Muzyka od deva gave given.
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Dobra nie cwaniakować mi tu tylko wrzucać te Wasze wypociny.
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
To może niech Dev zacznie
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Powinno pójść szybko bo Dejv, tfu, dev pauzuje i tak 
Ja skrobnę coś jutro. I muszę się kurczę brać za odsłuch subHuman bo za chwilę sam będę hamulcowym. A tu jeszcze kawałki do zrecenzowania.
Ja skrobnę coś jutro. I muszę się kurczę brać za odsłuch subHuman bo za chwilę sam będę hamulcowym. A tu jeszcze kawałki do zrecenzowania.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Tyle było czasu, a Wy w powijakach dalej jak widzę. 
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Edgeland
Nie czuję tu ani duchologii, ani klimatu postapo, jest za to mnóstwo melancholii i flegmatyzmu, szczególnie na wokalu. Gdzieś w czeluściach internetu widziałem porównanie do wczesnych płyt Briana Eno i ono mi się tutaj mocno udziela. Tylko brzmieniowo jest jakby gęściej. Skojarzenie z jakąś konkretną porą roku czy jakąś pogodą? Hmm... wiosenny, dość intensywny wiatr na polu/otwartej przestrzeni gdzieś po deszczu, albo siedzę na ziemi albo jakaś huśtawka. Miejscami płyta mocno przypomniała mi obrazy z głębokiego dzieciństwa. Z drugiej strony pasuje mi jako soundtrack do pieszej/samochodowej wycieczki w odludzie, na pewno wokół gęstego lasu, między jedną wioseczką ze sklepem, a drugą już bez sklepu.
Bardzo dojrzały pop, zabierając się za tę płytę liczyłem na coś bardziej elektronicznego (jeszcze!), ale te akustyczne uzupełnienia sprawdzają się też dobrze. Umieściłbym całość pomiędzy Before and After Science i Tomorrow's Modern Boxes. Za pierwszym razem trochę przepłynęła przez uszy, raczej nudziła, ale drugi odsłuch pomógł wyraźnie, swoją ulubioną trójeczkę znalazłem - The Night Slips Us Smiling Underneath It's Dress (pierwszy i zdecydowanie najlepszy!), Angel Café, The Boy With The Jigsaw Puzzle Fingers. Dzięki shodan, że przekleiłeś te tytuły, nie musiałem szukać
Widziałem na RYMie, że podstawka składa się z dziewięciu utworów - może tak byłoby najlepiej? Ten pierwszy numer, który wchodzi po Sleepless, Dancing On The Graves... zajechał mi troszkę Kombi (albo Kombii...), sorry, szczególnie z tym synth intrem to był za duży zgrzyt. Potem już właściwie nie ma powrotu do tego poziomu, który był wcześniej, chyba, że byłbym już przez lata związany z muzyką Hyde'a, pewnie wtedy mówiłbym inaczej.
Generalnie przyjmuję płytę równie pozytywne co Heartstrings, no może minimalnie gorzej, ale to naprawdę szczególik.
Nie czuję tu ani duchologii, ani klimatu postapo, jest za to mnóstwo melancholii i flegmatyzmu, szczególnie na wokalu. Gdzieś w czeluściach internetu widziałem porównanie do wczesnych płyt Briana Eno i ono mi się tutaj mocno udziela. Tylko brzmieniowo jest jakby gęściej. Skojarzenie z jakąś konkretną porą roku czy jakąś pogodą? Hmm... wiosenny, dość intensywny wiatr na polu/otwartej przestrzeni gdzieś po deszczu, albo siedzę na ziemi albo jakaś huśtawka. Miejscami płyta mocno przypomniała mi obrazy z głębokiego dzieciństwa. Z drugiej strony pasuje mi jako soundtrack do pieszej/samochodowej wycieczki w odludzie, na pewno wokół gęstego lasu, między jedną wioseczką ze sklepem, a drugą już bez sklepu.
Bardzo dojrzały pop, zabierając się za tę płytę liczyłem na coś bardziej elektronicznego (jeszcze!), ale te akustyczne uzupełnienia sprawdzają się też dobrze. Umieściłbym całość pomiędzy Before and After Science i Tomorrow's Modern Boxes. Za pierwszym razem trochę przepłynęła przez uszy, raczej nudziła, ale drugi odsłuch pomógł wyraźnie, swoją ulubioną trójeczkę znalazłem - The Night Slips Us Smiling Underneath It's Dress (pierwszy i zdecydowanie najlepszy!), Angel Café, The Boy With The Jigsaw Puzzle Fingers. Dzięki shodan, że przekleiłeś te tytuły, nie musiałem szukać
Widziałem na RYMie, że podstawka składa się z dziewięciu utworów - może tak byłoby najlepiej? Ten pierwszy numer, który wchodzi po Sleepless, Dancing On The Graves... zajechał mi troszkę Kombi (albo Kombii...), sorry, szczególnie z tym synth intrem to był za duży zgrzyt. Potem już właściwie nie ma powrotu do tego poziomu, który był wcześniej, chyba, że byłbym już przez lata związany z muzyką Hyde'a, pewnie wtedy mówiłbym inaczej.
Generalnie przyjmuję płytę równie pozytywne co Heartstrings, no może minimalnie gorzej, ale to naprawdę szczególik.
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Karl Hyde - Edgeland
Przyznam że podchodziłem do tej płyty z pewnymi nadziejami chętny poznawania jakiejś muzy elektronicznej chociaż moje jedyne kontakty z tym panem to poprzez Underworld a dokładnie Born Slippy i dwa remiksy Barrela czyli tyle co nic.
Zacznijmy od okładki która już na wstępie zapowiada jakby pewien rozdźwięk - mamy tu soczystą zieleń trawy, jakby mokrej wiosennej trawy połączoną z szarym pochmurnym niebem i to mniej więcej oddaje rozkład klimatów na tej płycie która w połowie bywa lekka i pozytywna a w połowie szarobura i zamulona. Nie wspominając o tym że ta szarość nieba połączona z tym słupem linii wysokiego napięcia wyzwala u mnie jakieś smutne deja vu tudzież flashback z dzieciństwa, jakby obrazy z okolic naszego szpitala w pobliżu którego takie linie u nas w mieście przechodzą.
Płyta zaczyna się na całkiem niezłym poziomie, pierwszy utwór oparty głównie na perkusyjnej stopie i pianinie daje nadzieje na ciekawą podróż. Podoba mi się drugi utwór Your Perfume Was The Best Thing z gitarą i dość pozytywnym wspominkowym klimatem. Angel Cafe z kolei trochę miejscami kojarzy mi się z klimatami typu folktronica od Bibio czyli też ok. Cut Clouds to dla mnie smęt i zamuł, pierwszy zgrzyt. The Boy With The Jigsaw Puzzle Fingers to fajny pop z ciekawym szkieletowym rytmem i fajnym synthem, kolejny po Your Perfume naprawdę niezły numer. Następnie wchodzi moment płyty przez który miałem straszne problemy by przebrnąć, zwłaszcza że siadając do płyty przed snem po prostu oczy zaczynały mi się tu kleić. Dla mnie Slummin' It For The Weekend i kilka następnych utworów jest po prostu nudnych a wokal Hyde'a odstraszał mnie od kolejnych odsłuchów. Tak naprawdę do końca płyty nie mogłem znaleźć nic ciekawego aż do bonusów. Dopiero remiks Slummin' mi się podoba z tą gitarą no i drugi remiks Cut Clouds to też całkiem fajny synthpop. Reasumując może ze 3-4 utwory z tej płyty trzymają jak dla mnie jakiś interesujący poziom, album jako całość skutecznie mnie do siebie zniechęca i raczej wracać nie będę ale wspomniane utwory na listę drugich szans sobie zapiszę, może kiedyś zmienią moje nastawienie (na wiosnę? Fakt, brzmi jak idealna pora na ten album).
Przyznam że podchodziłem do tej płyty z pewnymi nadziejami chętny poznawania jakiejś muzy elektronicznej chociaż moje jedyne kontakty z tym panem to poprzez Underworld a dokładnie Born Slippy i dwa remiksy Barrela czyli tyle co nic.
Zacznijmy od okładki która już na wstępie zapowiada jakby pewien rozdźwięk - mamy tu soczystą zieleń trawy, jakby mokrej wiosennej trawy połączoną z szarym pochmurnym niebem i to mniej więcej oddaje rozkład klimatów na tej płycie która w połowie bywa lekka i pozytywna a w połowie szarobura i zamulona. Nie wspominając o tym że ta szarość nieba połączona z tym słupem linii wysokiego napięcia wyzwala u mnie jakieś smutne deja vu tudzież flashback z dzieciństwa, jakby obrazy z okolic naszego szpitala w pobliżu którego takie linie u nas w mieście przechodzą.
Płyta zaczyna się na całkiem niezłym poziomie, pierwszy utwór oparty głównie na perkusyjnej stopie i pianinie daje nadzieje na ciekawą podróż. Podoba mi się drugi utwór Your Perfume Was The Best Thing z gitarą i dość pozytywnym wspominkowym klimatem. Angel Cafe z kolei trochę miejscami kojarzy mi się z klimatami typu folktronica od Bibio czyli też ok. Cut Clouds to dla mnie smęt i zamuł, pierwszy zgrzyt. The Boy With The Jigsaw Puzzle Fingers to fajny pop z ciekawym szkieletowym rytmem i fajnym synthem, kolejny po Your Perfume naprawdę niezły numer. Następnie wchodzi moment płyty przez który miałem straszne problemy by przebrnąć, zwłaszcza że siadając do płyty przed snem po prostu oczy zaczynały mi się tu kleić. Dla mnie Slummin' It For The Weekend i kilka następnych utworów jest po prostu nudnych a wokal Hyde'a odstraszał mnie od kolejnych odsłuchów. Tak naprawdę do końca płyty nie mogłem znaleźć nic ciekawego aż do bonusów. Dopiero remiks Slummin' mi się podoba z tą gitarą no i drugi remiks Cut Clouds to też całkiem fajny synthpop. Reasumując może ze 3-4 utwory z tej płyty trzymają jak dla mnie jakiś interesujący poziom, album jako całość skutecznie mnie do siebie zniechęca i raczej wracać nie będę ale wspomniane utwory na listę drugich szans sobie zapiszę, może kiedyś zmienią moje nastawienie (na wiosnę? Fakt, brzmi jak idealna pora na ten album).
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Czez
- Posty: 9728
- Rejestracja: 22 lut 2009 00:43
- Ulubiony utwór: Cala masa
- Lokalizacja: Glasgow
Karl Hyde - Edgeland
Na poczatku podsumuje - to nie dla mnie. Generalnie z mojego punktu widzenia plyta niegrozna. To znaczy nie straszy, ale i nie grozi, ze bede za tym albumem tesknil. Napisalem, ze nie straszy, choc w zasadzie jest jeden dosc konkretny mankament. Ta plyta jest po prostu depresyjna. Sluchajac tego, czlowiek popada w depresje. Nie ma tam ani krzty zycia. Kiedy myslalem, ze apogeum depresjogennosci przypadlo na Cut Clouds, to okazalo sie, ze potem bylo jeszcze gorzej. Ale... jak na ironie, utwor Tanczac na grobie marzen Le Corbusiera ma w sobie ciutke zycia.
Az tu na sam koniec jedna pozytywna niespodzianka. Remiks Cut Clouds. O, tak to by moglo grac i chetnie bym sluchal.
Na poczatku podsumuje - to nie dla mnie. Generalnie z mojego punktu widzenia plyta niegrozna. To znaczy nie straszy, ale i nie grozi, ze bede za tym albumem tesknil. Napisalem, ze nie straszy, choc w zasadzie jest jeden dosc konkretny mankament. Ta plyta jest po prostu depresyjna. Sluchajac tego, czlowiek popada w depresje. Nie ma tam ani krzty zycia. Kiedy myslalem, ze apogeum depresjogennosci przypadlo na Cut Clouds, to okazalo sie, ze potem bylo jeszcze gorzej. Ale... jak na ironie, utwor Tanczac na grobie marzen Le Corbusiera ma w sobie ciutke zycia.
Az tu na sam koniec jedna pozytywna niespodzianka. Remiks Cut Clouds. O, tak to by moglo grac i chetnie bym sluchal.
Enjoy The Silence
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Karl Hyde - Edgeland
Naprawdę nie wiem co Czez tu słyszy depresyjnego. Specjalnie włączyłem tę płytę ponownie i czekam na ten depresyjny moment, a jego nie ma. Powiem więcej, to jest jedna z najbardziej optymistycznych płyt, jakie słyszałem od dłuższego czasu. Czasami wbija trochę melancholii, ale nie wiem co by się musiało stać żeby mnie to wpędziło w depresję.
W każdym razie, płyta jest spoko. To nie jest coś do czego będę regularnie wracał, ale nie czułem też, że marnuję czas. Największy problemem tego albumu jest to, że jest zwyczajnie za długi. Nie lubię takich długich płyt, uważam że w pewnym momencie po prostu traci się zaangażowanie, a Hyde sprawy nie ułatwia, bo całość robi się po kilku numerach dosyć monotonna. Są w trakcie momenty, które z tej monotonni wytrącają, np. Dancing On the Graves of le Corbusier's Dreams, które brzmi jak kawałek z filmu Disneya, w którym jakaś postać wjeżdża na hipopotamie, wkoło ptaki robią jakąś choreografię, kwiaty śpiewają chórki, itd.
Wokal przypomina mi Marka Hollisa, takie typowe memłanie, którego nie idzie momentami zrozumieć xD Kompletnie nie słyszę tu klimatów post-apo, opustoszałych ulic, itd. Wręcz przeciwnie, dla mnie to bardzo miejska płyta, bardzo duszna.
Jest sporo fajnych fragmentów, ale głównie ten album siedzi na brzmieniu. Kompozycje same w sobie są totalnie zapominalne, niektóre wręcz podobne do siebie. To jest jedna z tych płyt, których przyjemnie się słucha, ale niczego z nich potem nie pamięta poza brzmieniem.
Mój ulubiony utwór to Slummin' It for the Weekend (brzmi trochę jak bardziej pejzażowe kawałki U2) i Cut Clouds (Sylvian robił podobne rzeczy muzycznie w „Darkest Dreaming”). Sleepless też jest ok.
Naprawdę nie wiem co Czez tu słyszy depresyjnego. Specjalnie włączyłem tę płytę ponownie i czekam na ten depresyjny moment, a jego nie ma. Powiem więcej, to jest jedna z najbardziej optymistycznych płyt, jakie słyszałem od dłuższego czasu. Czasami wbija trochę melancholii, ale nie wiem co by się musiało stać żeby mnie to wpędziło w depresję.
W każdym razie, płyta jest spoko. To nie jest coś do czego będę regularnie wracał, ale nie czułem też, że marnuję czas. Największy problemem tego albumu jest to, że jest zwyczajnie za długi. Nie lubię takich długich płyt, uważam że w pewnym momencie po prostu traci się zaangażowanie, a Hyde sprawy nie ułatwia, bo całość robi się po kilku numerach dosyć monotonna. Są w trakcie momenty, które z tej monotonni wytrącają, np. Dancing On the Graves of le Corbusier's Dreams, które brzmi jak kawałek z filmu Disneya, w którym jakaś postać wjeżdża na hipopotamie, wkoło ptaki robią jakąś choreografię, kwiaty śpiewają chórki, itd.
Wokal przypomina mi Marka Hollisa, takie typowe memłanie, którego nie idzie momentami zrozumieć xD Kompletnie nie słyszę tu klimatów post-apo, opustoszałych ulic, itd. Wręcz przeciwnie, dla mnie to bardzo miejska płyta, bardzo duszna.
Jest sporo fajnych fragmentów, ale głównie ten album siedzi na brzmieniu. Kompozycje same w sobie są totalnie zapominalne, niektóre wręcz podobne do siebie. To jest jedna z tych płyt, których przyjemnie się słucha, ale niczego z nich potem nie pamięta poza brzmieniem.
Mój ulubiony utwór to Slummin' It for the Weekend (brzmi trochę jak bardziej pejzażowe kawałki U2) i Cut Clouds (Sylvian robił podobne rzeczy muzycznie w „Darkest Dreaming”). Sleepless też jest ok.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Ten album ma dwie wersje - zwykłą trwająca ok. 43 minuty i dłuższą deluxe, pewnie tę drugą musiałeś przesłuchać.Hien pisze:08 lut 2022 12:08Największy problemem tego albumu jest to, że jest zwyczajnie za długi. Nie lubię takich długich płyt, uważam że w pewnym momencie po prostu traci się zaangażowanie, a Hyde sprawy nie ułatwia, bo całość robi się po kilku numerach dosyć monotonna.
Też nie wiem gdy wy tu depresje słyszycie
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Faktycznie, słuchałem deluxe. Myślałem, że tylko remiksy są tam dodane, więc je olałem.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Szkoda że dev tego już nie napisał, teraz rozumiem a myślałem że Dancing on the Graves of Le Corbusier's Dreams jest wrzucone tak z d*py w środku płyty a to już jest deluxe. No i nie męczyłbym się tyle z tym może xd w takim razie pierwsza połowa płyty tylko znośna dla mnie :p
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Słuchając sobie subHuman, zajrzałem do tematu o tym albumie żeby sobie przypomnieć co ja tam pisałem o nim te kilkanaście lat temu. Pisałem niewiele, ale wątek generalnie beka 100%, można się domyślić dzięki komu xD
viewtopic.php?f=25&t=4046&sid=8c1a28cdd ... 9f8dd14168
viewtopic.php?f=25&t=4046&sid=8c1a28cdd ... 9f8dd14168
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
No grubo jest. Ja jutro zamierzam przysiąść w końcu do tego arcydzieła.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup