Best of Forum VI

Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 20 wrz 2024 21:22

Ja jeszcze muszę lekcje odrobić ale jak coś to idę grać w Mass Effecta
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 20 wrz 2024 21:24

Którego
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 20 wrz 2024 21:24

jedynkę ze zremasterowanej trylogii
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 20 wrz 2024 21:24

Dobrej zabawy życzę, zacna giera
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 21 wrz 2024 00:49

KateBushMusic In Search of Peter Pan

Nawet nie pamiętałem, że była w Vice City. Lubiłem stację Emotion, ale tylko w części, tak dokładnie jej nie słuchałem. Co o samym numerze... też nie znałem do tej pory. Obiektywnie trudno przejść obojętnie wobec kunsztowności całej zabawy. Dużo lukru, udziela się baśniowy klimat, wokalnie całkiego sporo ozdobników. Na moje przepalone ucho jest tu jednak za dużo teatru, maskarady. Wszystko takie przerysowane, tyle że bez dystansu, jakiejś lekkości. Przyjemne były te mostki wokalne z poważniejszymi harmoniami. Poza tym kolejny odcinek słuchowiska z buszową, którego nie czuję za bardzo. Nie lubię takiej muzyki jako tła dla wydarzeń scenicznych, a co dopiero słuchanej samej z siebie. Jeszcze trudniej, gdy nie ma jakichś elementów dla mnie łatwiej przyswajalnych.

Drew Milligan - Topic Do You Wrong

Przed lekturą opisów zakładałem, że to Jaca skonsumował połowę swojego ogona, a to jednak Hien xD Wiadomo, bez tej nakładki poszukiwawczo-osobistej w takich przypadkach często nie ma podjazdu. Kliszowe rnb, do którego przyjemnie pić kawę lub golić facjatę. Wokale podobne do wszystkiego, czyli do nikogo. Aranż całkiem oszczędny, równie mocno się nie narzuca. Reklam Plusa z Majewskim już nie pamiętam. Te z Mumio były wyjątkowo mocarne albo TurboDymoMenem.

Rednex Videos Hold Me for a While

Nie wiem o co chodzi z tym zespołem, ale z każdym kolejnym poznawanym kawałkiem wychodzi, że to coraz większa chuynia. Przesłodzone bez grama świadomości przekroczenia dawki śmiertelnej. Patos krzyżuje się z wyjątkowo przeciętną elektroniką, efektami. W pakiecie jeszcze żeńskie wokale czy również klapa od kibla. Jak już polubiłem Eurowizję to mogę śmiało powiedzieć, że tak brzmią pościelowe balladki wysyłane na ten konkurs dla ludzi, którzy go nie lubią. Tragedia. Moja mama lubi Spirit of the Hawk i chyba on jest najmniej przeciętny, bo przynajmniej zajeżdża klubowymi rytmami w remizie, jest jakkolwiek użytkowy. Tutaj jest już przegięcie, ale to wciąż nie jest tak złe jak grafiki promujące ich muzykę czy Cotton Eye Joe.

Hannah Pell The Almond Tree

Cieszę się, że Dev od razu konkretnie profiluje adresata wrzutki, ale dla mnie też nie jest takie złe. Wbrew pozorom ten twist po kilkunastu sekundach zapowiada wiele przyjemności. Nie wywołuje konkretnych skojarzeń z czymkolwiek, jakiegoś specjalnego klimatu. Niezobowiązujący pop ze sznytem artystycznym do puszczenia w tle, tyle że trochę wyższej próby. Nie zdąży się rozkręcić na tyle, by wpuścić słuchacza w coś więcej. Nie zostaje w konkretnej stylistyce. Zbyt kompaktowe dziełko, ale przyjazne w odbiorze.

Charli XCX Von Dutch

Ja nawet dobrze pamiętam pierwszy odsłuch. To było wieczorem w dzień przed moimi urodzinami. Byliśmy z przyjaciółką w Czasoprzestrzeni na pokazie Titane Julii Ducournau. Wśród ekipy organizatorów była moja dobra znajoma ze studiów. Przestrzeń zaaranżowana mocno pod prezentowany chwilę później świetny film. Wydarzenie trochę się opóźniało, przed wjazdem filmu towarzystwo puszczało muzykę. Pewien klubowy banger zaskoczył od razu, tyle że nie byłem pewien kto to i co to... rzuciłem coś w eter, odpalam Shazama, a tu wyjątkowe zaskoczenie. Nie sprawdzałem najnowszych singli Charli i to był błąd. Od razu się wkręciło. Sam kawałek mocno pasował klimatem do pokazywanego dobrze pokręconego świata. Parę dni później wszedłem na dobre w świat BRATa - do tej pory regularnie wracam do ulubionych kawałków w tym dwóch bonusów. Świetnie przemyślany, przebojowy, dokręcony basowo banger. Ma w sobie trochę rejwowej energii rodem z Holandii, ale Charli z ekipą zrobili to po swojemu, korzystając m.in. ze spuścizny wspaniałej nieodżałowanej Cioci Sophie [*] Oj, morderczy jest ten hook, ale cała reszta w połączeniu z wokalem dźwiga go idealnie.
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 21 wrz 2024 10:28

Nawet co prawda nie prowadzę tej bestki ale i tak chciałem powiedzieć że doceniam tempo. Otwieram 7. kolejkę.

Sade - Is It a Crime
(1985)

Konsekwentnie kontynuuję wątek śpiewających dam w mojej bestce. Sade Adu będącą twarzą i głosem zespołu nazwanego od jej imienia przez wiele lat znałem bardzo pobieżnie z jednego bądź dwóch przebojów które latały w telewizyjnej stacji VH1. Gdy pojawiła się na brytyjskiej scenie muzycznej była powiewem czegoś nowego albo cokolwiek innego, po szale na synthpop powoli wchodziła moda na taki sophisticated pop czerpiący ze smooth jazzowych brzmień który zdominował drugą połowę lat 80. Osobiście przyznam że początkowo nie byłem jakimś fanem jej największego hitu Smooth Operator i dopiero jakieś inne zasłyszane utwory mnie trochę przekonywały do niej ale przełom nastąpił dopiero kilka lat temu kiedy pozwoliłem sobie zakupić składankę jej hitów z promocji w Empiku. Jeśli obecnie to nasze bestki są sporym motywatorem do przymuszenia się i posłuchania jakiejś muzyki tak przedtem najlepszym sposobem jaki znałem (i nadal stosuję) było po prostuje kupno jakiejś płyty (no bo skoro pieniądz już wydałem to niech się teraz zwraca).

Tak obok wielu świetnych przebojów Sade poznałem Is It a Crime w którym się naprawdę zakochałem. Trudno może będzie wyjaśnić co właściwie czyni go dla mnie lepszym od pozostałych ale spróbuję, bo chociaż to smutna ballada jakich wiele w dorobku tej grupy to jakoś tu mnie najbardziej Sade przekonała swoim wykonaniem może. Utwór rzecz jasna tyczy się samotności, bolesnego rozczarowania i smutku po rozstaniu oraz niemożności otrząśnięcia się z uczucia zakochania, zresztą Sade (jak wiele osób w takiej sytuacji) zdaje się wcale nie chcieć pozbywać się tych uczuć i zadaje sobie pytanie - "czy to zbrodnia że nadal Cię kocham?". To był dla mnie chyba ten decydujący pierwiastek z którym mocno relowałem w momencie gdy kupowałem tą składankę bo nadal próbowałem podnieść się po ostatniej sercowej porażce i nie potrafiłem zdusić w sobie resztek tamtego uczucia.
Druga rzecz to podoba mi się tu gra na trąbce w tym numerze i ten wieczorowy, lounge'owy vibe (znów - ktoś powie że Sade brzmią tak w każdym numerze z lat 80., i trochę w tym racji będzie). No i jestem ciekaw czy tylko ja wyczuwam tu lekkie podobieństwo w tym jak Sade śpiewa tytułową frazę do śpiewu Alicii Keys z wrzucanego przez Wujka kiedyś utworu Is It Insane? Przypadek czy nie, myślę że Sade z pewnością była dla Alicii jedną z istotnych inspiracji na jej drodze twórczej. Ja co prawda nie zanurzałem się jakoś szczególnie w dyskografię Sade, niemniej mocno doceniam jej postać (i jej zespół) a ten utwór ma specjalne miejsce w moim serduchu.

https://youtu.be/uScPm9AQYjw?si=DhLEueGYg5WWC1dl
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 21 wrz 2024 15:41

Fajnie, że z grubsza doceniono moje genericowe rnb, bo to był ostatni w miarę "imprezowy" kawałek w tej 25-tce. Trochę wcześniej niż wstępnie zamierzałem, ale poza paroma wyjątkami, rozpoczynam etap rzeczy wolnych, spokojnych, balladowych i tak będzie już do tego stycznia/lutego, kiedy zakończymy tę transzę. Ucieszy się zapewne Wuja.

Grian Chatten – All of the People

Kilka lat temu, mój ziom z Oh, podesłał mi numer na mesie i tak po raz pierwszy zetknąłem się ze zjawiskiem znanym jako Fontaines D.C. Podobała mi się ta muzyka, jak to post punk, a zwłaszcza spodobał mi się głos wokalisty, bo brzmiał jak kolejny przesterowany instrument. Nie była to jednak totalna miłość od pierwszego wejrzenia. Jakiś czas później, ten sam ziom zaproponował synchro ich, wtedy, najnowszego albumu „Skinty Fia”. Przesłuchaliśmy, bawiłem się dobrze, ale nadal czegoś brakowało. Byłem sfrustrowany, bo na papierze to powinno mnie kompletnie porwać, tymczasem z jakiegoś powodu, mimo że szanowałem i lubiłem, nie potrafiłem się naprawdę wkręcić w ten band. Rok temu, jesienią, jechałem gdzieś z ojcem, który lubi sobie odpalić do jazdy RockSerwis FM. Leciał jakiś fajny numer, to zshazzamowałem. Grian Chatten. Coś dzwoniło, ale nie do końca. W domu zassałem album i rzuciłem okiem na wikipedię. No jasne. Ten głos jest nie do podrobienia. Odsłuchałem płytę i mnie zamurowało. Oto ostatni element układanki wskoczył na swoje miejsce, tyle że to nie do końca była ta sama układanka. Wszystko, czego mi brakowało w muzie Fontanny DC, znalazło się na tej debiutanckiej solówce Chattena. To jest tak wspaniały album, że na pewno Was kiedyś nim poszczuję. Okres w życiu miałem wtedy dosyć, jak to ładnie określają Anglosasi – fragile. Dużo się działo, sporo miłych, ale też niemiłych rzeczy. „All of the People” trafiło mnie mocno. Nie chcę tego opisywać, bo tylko wywoła to śmiech, lub w najlepszym wypadku zmarszczone brwi, ale to piękny kawałek, jak mało co pięknego w życiu słyszałem. Bardzo podnoszący za frak. Minimalistyczne instrumentarium, doskonały tekst i ten grzmiący jak przesterowany dzwon, głęboki głos Griana Chattena, przenosi mnie w rejony nadrzeczywiste. To jestem jesień munlupowa stopro.

https://youtu.be/3c-Tg47i8ww
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 22 wrz 2024 12:58

Fajnie, że moja zaimprowizowana ad hoc wrzuta się WZGLĘDNIE przyjęła. Się znaczy prawie każda jest w większym lub mniejszym stopniu zaimprowizowana, ale wiecie o co cho. Wiedziałem, że boomerzy będą narzekać, ja w sumie też szkalowałem ten album w okresie, gdy wyskakiwał mi z każdej lodówki i każdy irytujący człowiek musiał o nim wspominać, ale z perspektywy czasu myślę o nim coraz cieplej i jeśli to ma być taniocha, to dawajcie mi jej więcej - i tak jestem biedny.

Lecę dalej.

Slint - Breadcrump Trail

Wrzucenie Slinta chodzi mi w tej zabawie po głowie gdzieś w zasadzie od samego jej początku. W sumie to "przewinął" się tutaj, gdy próbowałem napisać, że Świetliki to w sumie był polski Slint i zostałem NIESŁUSZNIE wyśmiany z tego powodu przez kogoś, kogo NIE BEDĘ WSKAZYWAĆ PALCEM. Niemniej, jakoś tak wyszło, że nigdy go nie wrzuciłem, bo a to aura nie tak, a to coś innego, a nawet jak raz mi przyszło to do glowy to nie wiedziałem co napisać i odpuściłem, a po tym jak odpuściłem, to już nawet nie próbowałem.

I ten, w tej kwestii nic się nie zmieniło, bo tak po prawdzie o samym zespole mam do napisania względnie niewiele, a na pewno niewiele ciekawego. No to tak w telegraficznym skrócie, to Slint to grupa chłopów z Louisville w stanie Kentucky, która pod koniec lat 80 grała sobie muzykę, którą można byłoby określić jako MATH ROCK czy tam inne indie i którym pierwszy album wyprodukował Albini, ale w gruncie rzeczy mało kto daje fakensy o ten album.

Się znaczy, ja go lubię, jest spoko, jest w nim taka naturalna energia, ale umówmy się, że opus magnum to nagrany nieco później Spiderland i reprezentanta tej płyty właśnie wam niniejszym prezentuję. Historia tej płyty jest krótka, to znaczy chłopy przyszły do studia, coś tam nagrali, napisali do tego jakieś teksty, po czym jeden z nich dostał załamania nerwowego, przez co zespół się rozpadł.

Niemniej, w takich okolicznościach powstała jedna z wybitniejszych płyt tzw. muzyki alternatywnej, dzięki której post-rock się zaczął, math-rock się zaczął i wszystko się zaczęło.

Generalnie to jest smutna muzyka dla smutnych ludzi, a tak się składa, że w głębi duszy ja też jestem taką smutną, użalającą się pizdą i tak się też składa, że tę muzykę odkryłem w okresie, gdy miałem cholernie niską samoocenę, chociaż pozornie mieć takiej nie powinienem i czułem się istotą gorszą i niższą niż ktokolwiek inny. Tak, kolejny przykład odkrycia czegoś w odpowiednim miejscu i odpowiednim czasie.

Więc, chodziłem ze słuchawkami na uszach i RELOWAŁEM sobie ze Slintem, zwłaszcza z tym kawałkiem. Powody były oczywiste. Nie dość, że był smutny, to jeszcze był piękny (wspaniałe intro chociażby) i oparty na tym dość prostym patencie, który jednak zadziałał (czyli spokojne zwrotki oraz DARCIE RYJA W REFRENIE), ale przy tym miał specyficzny, surrealistyczny klimat, budowany przez warstwę liryczną. Szczerze mówiąc, nigdy się w nią nie wgłębiałem zbyt dokładnie, ale też mi szczególnie na tym nie zależało. Grunt, że ta specyficzna historia o wizycie w wesołym miasteczku i odleceniu stamtąd z jakąś typiarą wywoływała mnie jakiekolwiek pozytywne uczucia, a to było dla mnie dużo.

No i, mimo wszystko, kończyła się może i w smutny sposób, ale nie dołujący. Przynajmniej w mojej interpretacji (nie obchodzą mnie inne).

To ten, bierzcie i słuchajcie tego.

https://www.youtube.com/watch?v=gBfoQjJ7guk
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 22 wrz 2024 13:39

mintaj pisze:
22 wrz 2024 12:58
tak się składa, że w głębi duszy ja też jestem taką smutną, użalającą się pizdą
dobrze się zapowiada
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 22 wrz 2024 14:01

Świetliki polski Slint, jak Akcent polskim Sex Shop Boys.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 22 wrz 2024 14:39

John Foxx - Europe After the Rain (1981)

Były już johnofoxxowe polecajki, był już stosunkowo świeży back-to-the-roots Foxx z ziomeczkami w albumowej, skoro zostałem wywołany do tablicy po wspomnieniu Miętusa przy recce Hannah Peel, czas na Mistrza per se. W wydaniu może nie do końca dla niego najistotniejszym (analogowa, zimna elektronika z ery Metamatic, czyli rok wcześniej lol), za to najbardziej radiowym - noworomantycznym.

Europe After the Rain to jest pierwszy numer Foxxa solo, jaki kiedykolwiek usłyszałem. Byłem już po zapoznaniu się ze Slip Away (wrzucanym przeze mnie rok temu) od Ultravoxu! (z wykrzyknikiem, koniecznie), gość mnie zaintrygował. W sukurs oczywiście przyszło forum80s.pl, no i ktoś wrzucający tenże numer, który Wam teraz zapodaję. Jeden z dwóch singli z jego drugiej solówki - The Garden - stał się jednocześnie jego chyba najmocniej rozpoznawalnym kawałkiem. Wysoko na listach, dobra sprzedaż, sam album też podbiło. Foxx cały krążek wyprodukował sam, ale oczywiście paru muzyków czy inżynierów mu pomagało w nagraniach (np. Gareth Jones). Nazwa krążka wzięła się zresztą od nazwy osobistego studia Foxxa, które znajdowało się (już go nie ma, chlip) w londyńskim Shoreditch przy Holywell Lane (na marginesie dodam, że Foxx nagrał piękny instrumental mniej więcej w tamtym czasie "dedykowany" tej ulicy). Będąc przed 5-ma laty w Londynie zajrzałem w te okolice, ot, mnie się podobało.

Europa Po Deszczu wzięła się od tytułu obrazu, czy też po prostu dzieła Maxa Ernsta o tym samym tytule (acz osobiście uważam, że bezpośrednie nawiązanie jest do drugiej odsłony stworzonej w środku II wojny światowej, widać wręcz, kim Foxx między innymi inspirował się jako grafik), zaś tekst piosenki - zgodnie ze słowami samego Foxxa - opowiada o próbie odnalezienia się w nowej, powojennej rzeczywistości tym, którzy mieli szczęście ją przeżyć. Europe After the Rain to solidna porcja ejtisowego synthpopu "z duszą", i sporo osób klasyfikowało zarówno tenże numer (jak i cały album The Garden) jako jeden z pierwszych przykładów na muzyczne ucieleśnienie terminu "new romantic". Być może tak jest, nie przeczę. Skończyły się bowiem czasy, kiedy niby niepodległości broniłem nadużywania tegoż określenia przez samego siebie w stosunku do tego, czego słuchałem (no dobra, czego wciąż słucham) te 20 lat temu prawie, kiedy ludzie wokół próbowali mi wcisnąć, iż ja po prostu słucham POPU. "NIE! TO JEST NOWA FALA, A JESZCZE LEPIEJ - NEW ROMANTIC!!!11!!!112233". Dżizus, naprawdę byłem kiedyś jeszcze bardziej edgy, niż dziś. No matter.

Tak czy inaczej, można się z tą noworomantyczną łatką jakoś tam zgodzić. Utwór jest dość melancholijny, lekko nostalgizujący (za czasami sprzed wojny, wiadomo), maluje dźwiękowy portret ostatecznego końca ostatniej pięknej epoki, gdzie (uwaga! Trigger warning!) Europa przewodziła, rządziła, wyznaczała trendy, modelowała świat, a nawet, jak już trochę przestała, to ciągle było to najlepsze miejsce do życia (aż przestało nim być). Z drugiej strony z tekstami jak to z tekstami, każdy może interpretować na swój sposób, a tutaj przesłanie jest mimo wszystko dosyć uniwersalne, więc raczej w tym pomaga... Ja tak to widzę, bezwzględnie. Może to być powrót do miejsca, które kiedyś było dla nas ważne, a my nie byliśmy w nim przez dekady, może to być spotkanie z kimś, kogo bardzo dawno nie widzieliśmy, a kto odznaczył się w szczególny sposób w naszym życiu, może po prostu jakaś głębsza introspektywa, tym podobne. Zapraszam Was więc do słuchania i zatracania się w osobistych, mniej lub bardziej emocjonalnych pejzażach, jakie maluje nam Mistrz Foxx.

https://youtu.be/mVlBArSMeeY?si=Lu12RB0CA7gpzP4D
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 22 wrz 2024 22:50

Hien pisze:
22 wrz 2024 14:01
Świetliki polski Slint, jak Akcent polskim Sex Shop Boys.
Nie słyszę aż takiej różnicy ani pod względem poziomu jakościowego, ani stylistycznego.
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 22 wrz 2024 22:57

Hien jest w tej chwili jesieniarą, ja mu wybaczam
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 22 wrz 2024 23:23

ja jestem nią całe życie (może z wyłączeniem 2015 roku)
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 22 wrz 2024 23:41

Nie widać
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 23 wrz 2024 01:10

Purelink - Pinned (2023)

Żeby nie było, że przestałem szukać na własną rękę. Wręcz przeciwnie! Tyle, że w ostatnim czasie mocno zwolniłem. Pojedyncze kroki w ślepe uliczki, a poza tym dzielne i konsekwentne trwanie na ambientowej ścieżce. Po niepokojących wojażach w ostatnich 7 dniach atakuje mnie przeziębienie, więc tym bardziej nie chce mi się głębiej grzebać, pisać, szukać, rozmyślać. Tym razem proponuję świeżynkę-odrobinkę, która towarzyszy mi wyjątkowo często podczas nocnych posiedzeń czy czuwania na chwilę przed zaśnięciem. Może też pomóc w podbiciu aury panującej dookoła. Jest trochę tajemniczo, a jednocześnie naprawdę przyjemnie. Rzadko kiedy można trafić na tak brzmiący ambient. Jest w tym coś wodnistego. Dobrze pasowałby zarówno do otwartych przestrzeni jak i nerdzenia przed lapkiem podczas lektury kolejnych dziwnych artykułów o kinie transgresyjnym... znaczy kolega mówił, że tak jest w porządku. Elementy rytmiczne jakoś szczególnie nie wytrącają z równowagi, nie burzą tej subtelnie skonstruowanej układanki. W tym roku robi za Klausa Wiese w bestce, choć ekipa Purelink zbyt wiele nie wypuściła, do tego nie zawsze w tym konkretnym stylu.

...ale cała Signs jest dobra, a do tego nie za długa. Odważnych ambienciarzy serdecznie zachęcam! To mój ulubiony fragment, zdecydowanie.

https://www.youtube.com/watch?v=Wwx-wQgp5PQ
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 23 wrz 2024 09:00

Milli Vanilli – I’m Gonna Miss You (1988)

Milli Vanilli od początku zabawy było w mojej rozpisce. Czekałem tylko na odpowiedni moment. I w sumie taki nadszedł, bo ten utwór dobrze wg mnie pasuje na początek słonecznej jesieni.
Ten zespół już zawsze będzie mi się kojarzył z czasami technikum. Właśnie wtedy go poznałem. Chyba 1989 roku. Milli Vanilli był wtedy naprawdę bardzo popularny. Miałem zresztą w klasie prawdziwego fana tego zespołu, który lansował ich debiutancki album bez przerwy. Jaki potem wyszedł przekręt z tym zespołem chyba każdy wie. Było już to w bestkach opisywane. Bez względu na te wydarzenia ja zwyczajnie uwielbiam utwór I’m Gonna Miss You. Nostalgiczne wspomnienia z czasów szkolnych to jedno. Ale to jest naprawdę dobry numer. Bardzo charakterystyczne brzmienie, świetne, niepodrabialne wokale, świetne chórki. No i przede wszystkim kompozycja sama w sobie to klasa.
Tak naprawdę do wrzucenia tego utworu właśnie teraz skłoniło mnie to, że wczoraj oglądając na Netflixie serial Monsters: „The Lyle and Erik Menendez Story” usłyszałem to w końcówce ostatniego odcinka. Od razu zalała mnie taka fala nostalgii, że już nie było odwrotu.

https://www.youtube.com/watch?v=g_jeQKwXzPs
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 23 wrz 2024 09:10

"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 23 wrz 2024 21:15

Sade - Is It a Crime

Murzyn wyprzedził Wujasa jako spec od śpiewających pań, a do tego dostarcza niezłe złota. Ostatnio wróciłem do okołojazzowych rzeczy i mi taka muza bardzo siedzi. Sade znam pobieżnie, w zasadzie tylko z hitów. Nie wiem, nie wiem czemu nigdy nie sprawdziłem więcej. Choćby z tego powodu, mam nadzieję, że ta bestka będzie trwała jeszcze całe lata, bo nie siedzę na muzbawkach i innych gównach, które swego czasu kompletnie zniechęciły mnie do słuchania muzyki. Co innego wy i ten temat. Numer jest piękny i w sumie, bardzo by mi pasował gdyby Murzyn to wrzucił kiedy byłem na urlopie, bo pachnie to na kilometr wieczorami nad morzem. Niemniej, wczesną jesienią tez to wchodzi doskonale, ale to po prostu uniwersalnie dobry numer jest. Wiadomo, wokal porażający, ale aranżacja też stoi tutaj na ekstremalnym poziomie i serwuje emocje w mistrzowski sposób (te wyciszenia i wybuchy). NAJS.

Slint - Breadcrumb Trail

W Slint wszedłem prosto z fazy na Bark Psychosis, bo ktoś, gdzieś, jakoś te zespoły ze sobą porównał (dobrze, że nie do Świetlików), że to taki proto post-rock, zanim Sigur Ross zrobili z tego zestaw checklistowy. Zespoły, które tworzyły wtedy tę scenę, nie musiały być aż tak do siebie podobne (Seafeel, czy Disco Inferno, to kompletnie inaczej brzmiący przedstawiciele), więc i tu było lekko inaczej, acz znajomo. „Spiderland” to jest konkretny album i w sumie nie dziwię się, że takie zespoły jak Slint, czy Pavement, boją się po latach nagrywać nowe rzeczy, bo obrosły już takim mitem i legendą, że cokolwiek nowego i tak zostanie wyśmiane, choćby nie wiem jak było dobre. Dobra, nie ważne. Slint w wydaniu spoken wordowym, czyli ‘może być’. Muzyka rekompensuje, niepotrzebny w sumie spoken word, co innego wykrzyczany refren, który kopie w dupę jak trzeba. Ja złego słowa o Slintach i tego typu muzyce nie powiem, swego czasu słuchałem bardzo dużo takich brzmień i również, jak kolega Mentos, w momentach kiedy moja samoocena walała się gdzieś u sąsiada, kilka pięter niżej. Słaba to rekomendacja, ale jeżeli muzyka potrafi człowieka w takim stanie, podnieść chociaż na te kilka minut, to należy się jej przynajmniej szacunek. A ja Slint po prostu lubuję niesamowicie.

John Foxx - Europe After the Rain

Ładnie się układała ta kolejka klimatycznie, to klasycznie rozwalił to Musiał. Po wielokrotnym forshadowingowaniu Foxxa the Johna we wcześniejszych wrzutach, dostajemy w końcu człowieka samego w sobie. Opis Deva oczywiście darowałem sobie oczywiście po kilku zdaniach, więc jak spotkanie z sama legendą? A takie srakie. Ja Foxxa już słyszałem nieraz w różnych konfiguracjach, w większości przypadków dzięki Adrianowi M, i wszystkie one wydają mi się ciekawsze niż to, co tu ostatecznie wylądowało jako best of życia w Zgierzu. Niby spoko, nie tak chamso ejtisowe, a z drugiej, dosyć plastikowe, a z trzeciej czego ja tak naprawdę chcę? Nie wiem. Ja chyba nie potrafię docenić takiego smutasowania w wersji lata 80s, z gościem w skórzanych spodniach i rytmem z dyskoteki. Bardziej wajbuję z darciem mordy wokalisty Slinta. Mam wrażenie, że tak bardzo Musiał budował atmosferę, że ostateczne wejście Foxxa wyszło trochę jak fujara w za grubym kondomie. Nie zjadę tego, bo się to temu kawałkowi nie należy, ale też nie mogę być obojętny względem mojej obojętności względem tegoż utworu. Najbardziej chyba rozczarowuje mnie to, że Musiał obiecuje jakieś nostalgiczne uczucia, a ja nie czuję żadnego nostalgii przy tej muzie :(

Purelink - Pinned

Dragon wrzuca ambient, więc zasiadłem od razu z pozytywnym nastawieniem. Przypomina mi to trochę pewien ambientowy album, który planuję kiedyś wrzucić do bestki i wiem, że wszyscy będą mnie mieszać z błotem za to. Na razie nie powiem co to, ale powiem, jakiego rodzaju są to skojarzenia, a mianowicie, ambient z wplecionym, prostym bitem. Całkowicie zmienia to atmosferę, a jednocześnie nadaje pulsu, motoryczności, której ambient z reguły w sobie nie ma. I to jest bardzo fajne połączenie, jeśli ktoś ma wyczucie i talent. No i tu się udało całkiem dobrze. Może to wah wah nałożone na pady trochę momentami męczy, ale tylko momentami i to też zależy od chwili. Jednocześnie, tworzy to ten „wodnisty” klimat, o którym pisze Draży. W mojej głowie, pasuje to w jakieś wczesne godziny poranne, lub późne wieczorne, teraz, kiedy jeszcze można otworzyć okno i nie zamarznąć, ale też z wyraźnymi akcentem chłodu i trzeszczenia liści pod blokiem. Jest elo.

Milli Vanilli – I’m Gonna Miss You

Kurde, Wujas, w życiu bym nie chciał, żeby Milli Vanilli mi się kojarzyli z czymś takim jak „Murders”. Dobrze, że nie czuję żadnej potrzeby oglądania takich rzeczy. Ten numer kojarzy mi się oczywiście z wakacjami, czasem kiedy wracam do Milli Vanilli najczęściej i z największa przyjemnością. W tym roku też słuchałem „I’m Gonna Miss You” i było super. Nie będę już Wujasowi suszył głowy tekstami w stylu „czemu żeś wtedy tego nie wrzucił”, bo nawet on nie mógł przewidzieć, że zrobi to pod wpływem filmu o młodocianych mordercach. Co mogę zrobić, to oczywiście bardzo pochwalić, bo kawałek uwielbiam, zresztą mało co Milli Vanilli mi się nie podoba. Miałem w tym roku wrzucić kolejny kawałek z tej rodziny, ale się niestety nie wyrobiłem boście zamulali, trudno, będzie w przyszłym. MV nie mają jakoś bardzo dużo ballad, więc tym bardziej doceniam, że ta jedna, najbardziej znana, jest tak dobra.

Kolejka fajna, każdy wrzucił coś dobrego, nawet Musiał, którego wrzuty może nie czuję, ale wiem, że jest dobra. Jednak jesień, to jesień. Każdy z nas tutaj zamienia się trochę w jesieniarę i bardzo dobrze.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 25 wrz 2024 12:49

Sade - Is It a Crime

Sade coś tam w życiu słuchałem i nawet mam ten band w swojej rozpisce do bestki. Murzyn robi porównania do Is It Insane Alicii Keys. I w sumie nie bezpodstawnie. Podobny jazzowy klimat tutaj mamy, choć może nie aż tak duszny jak u Alicii. Nawet tytuł podobnie skonstruowany. Keys już tworząc HERE mówiła, że inspiruje się wieloma starymi klasykami muzyki. Nie wykluczone więc, że i od Sade czerpała pełnymi garściami. W każdym razie utwór mogę jedynie pochwalić. Innej opcji nie ma. Dobra i świetnie zaaranżowana kompozycja. Sade ma niepowtarzalny wokal w dodatku. Klasa sama w sobie.

Grian Chatten – All of the People

Hien wyraził przypuszczenie, że ucieszę się z zapowiadanych w okresie jesienno-zimowym ballad. No i oczywiście bardzo się cieszę. Na takie wrzutki od Hiena jak Chatten czekałem od dawna. Tęskniłem za nimi tygodniami. Piękny utwór w cudnej aranżacji. Cudne pianino, te smyki, ten niewiarygodnie zajebisty wokal! Linia melodyczna chwytająca za serce. To jest coś w 100% dla mnie właśnie. Zdążyłem już nawet przesłuchać na spacerze cały album Griana. I też mi się podoba. A po album tak ochoczo sięgam zazwyczaj wtedy, gdy coś naprawdę mi wpadnie w ucho.

Slint - Breadcrump Trail

Sam nie wiem w sumie, co sądzić o tym utworze. Niby jest spoko, choć z drugiej strony nie wywołuje u mnie większych emocji. Porównania ze Świetlikami mocno na wyrost wg mnie, bo oprócz spoken wordów nic tu podobnego nie ma. Mentos pisze, że to smutna muzyka dla smutnych ludzi. Ja nie jestem smutnym człowiekiem, ale lubię smutną muzykę. A ten utwór wcale smutnym mi się nie wydaje. No chyba, że chodzi o tekst, wtedy to już nie wnikam. Momenty darcia japy najsłabsze w sumie. Nigdy tego nie lubiłem zbytnio (co nie znaczy, że w ogóle). Reszta utworu jak pisałem spoko, choć nie do końca to coś dla mnie. Właściwie mamy tu znikomą ilość jakichkolwiek melodii. Głównie wygibasy na instrumentach. Bardziej bym to przyrównał do proga jakiegoś. No nie wiem. Powiedzmy, że pozostanę neutralny. Nie zganię, ale i nie będę wzdychał.

John Foxx - Europe After the Rain

John Foxx po raz któryś tam. I ja podobnie jak Hien mam wrażenie, że wszystko wcześniej było jednak lepsze od Europe After the Rain. Bardzo dobrze wspominam album Interplay. Tu niby jest dosyć podobnie (tak mi się wydaje, bo od czasu obecności tego albumu w bestce już jednak sporo czasu minęło), ale nie tak dobrze. Sama kompozycja raczej mało się wyróżniająca. Aranżacja też średnia. Mamy takie trochę disco z niezłym pianinem i ze smutnym eitisowym klawiszem w tle w drugiej części utworu. To jest pierwszy utwór Foxxa solo, jaki Dev poznał, więc rozumiem jego nostalgię. Ja czegoś takiego z oczywistych powodów nie odczuwam. Dlatego tutaj też pozostanę raczej neutralny. Tekstu interpretował nie będę, bo żeby się w niego zagłębić to muszę naprawdę przy słuchaniu poczuć coś konkretnego. Tutaj jest „tylko” ok.

Purelink – Pinned

Tak jak lubię ballady od Hiena, tak samo zazwyczaj chętnie sięgam po ambient od Dragona. Bo jego ambient rzadko zawodzi. Tutaj jest bardzo dobrze. Jest fajny klimat, jest pewna aura tajemniczości. I o to chodzi najbardziej w takiej muzyce. Żeby wywoływała takie odczucia, a nie przelatywała bezwiednie. Delikatny bit jest bardzo spoko. Dobrze, że nie jest bardziej wyrazisty, bo by mogło to utworowi zaszkodzić. A tak nie wyrywa słuchacza z tego fajnego klimatu. Jest tutaj - obok wielu innych - fajny dźwięk, który przypomina mi taki mocno przesterowany głos SHODAN z System Shocka 2. Dla mnie, wielkiego fana tej gry, to prawdziwa gratka.
W pracy mam głośniki podłączone do laptopa, na których słucham muzyki. Na jednym głośniku zawsze leży sterta papierów do przerobienia. Przy słuchaniu Pinned ta sterta papierów zsunęła mi się na biurko. Tak się dzieje tylko wtedy, gdy głośnik odpowiedzialny za bas wpada w duże wibracje, pod wpływem których dokumenty się przesuwają i ostatecznie spadają. Dotychczas tylko przy Backbeat ni nokkatte tak się działo.
Zapisujemy Purelink do listy rzeczy do przesłuchania w szerszym zakresie.

Generalnie znowu sporo dobroci. Bestka ma całkiem niezłą passę ostatnio.