Best of Forum IX

Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24709
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 26 cze 2026 11:34

Taka notka na boku, jeśli utrzymamy ten tygodniowy rytm w bestce, to kolejną 25-tkę zaczniemy centralnie 1 października, więc ładnie się składa.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13846
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 26 cze 2026 12:11

Zapeszyłeś właśnie xd
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10366
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 26 cze 2026 12:13

Dokładnie, czary i gusła polegają na tym, żeby nie zdradzać
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24709
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 26 cze 2026 12:17

No to DUPA
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13846
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 26 cze 2026 13:25

Bestka 10 już wkrótce - w grudniu
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13846
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 27 cze 2026 15:40

Obatel mentosiewicz proszony na metę
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6943
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 27 cze 2026 16:21

Już. Fajnie, że wam się spodobały gitarki i w ogóle.

MARINA - Venus Fly Trap

Kontynuuję swój nieformalny cykl i wrzucam znowu coś, co mógłby wrzucić ktoś niebędący mną. Z racji tego, że to piosenka wykonywana przez kobietę domyślacie się kto konkretnie, aczkolwiek wyobrażam sobie paru tutejszych dewotów wrzucających tę piosenkę. Lub nie.

MARINA czy tam Marina and the Diamonds to walijska piosenkarka greckiego pochodzenia, która coś tam nagrała, coś tam o niej słyszałem i jakieś piętnaście lat temu czytałem wywiad z nią w Teraz Rocku. Nie mogę powiedzieć o niej zbyt wiele poza tym, ale jakoś tak parę dni temu uznałem, że w sumie czemu miałbym jej nie sprawdzić choćby i z czystej ciekawości, i jak widać - nie zakończyło się to totalną klapą.

Ten utwór to jest kolejny przykład z grupy tych, na które zazwyczaj narzekam, pisząc ze to taki sobie o generyczny pop, ale w niektórych przypadkach zaskakują, BO TAK. No ale co ja poradzę - ładne są te refreny, są hooki do wyławiania (jak choćby ten pre-chorus ładny) i generalnie to jest całkiem intensywny, dynamiczny i przyjemny banger. W sam raz na te (nieznośne) upoły.

Nic sensowniejszego dziś nie wykrzesam z siebie. Bierzcie i słuchajcie tego.

https://www.youtube.com/watch?v=nKuzj-AK1CY
DEPESZWIZJA 123: EDYCJA NOWOFALOWA
FINAŁ 21:15
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13846
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 27 cze 2026 21:32

Zabawne bo w pierwszej chwili myślałem że chodzi o Marinę Łuczenko vel Szczęsną xdddd

Kolejka 12.

67. Marcin Krupa - Spa House (devotional)
68. Belmondo — Mordo jak tam zdrowie (Dragon)
69. Slick Rick feat. Doug E. Fresh - Sittin' In My Car (stripped)
70. no-man – Close Your Eyes (shodan)
71. Number Girl – Zegen vs Undercover (Hien)
72. MARINA - Venus Fly Trap (mintaj)
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13846
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 30 cze 2026 13:30

Marcin Krupa - Spa House

Dev trafnie podrzucił tropy i tu w zupełności się zgadzam, to trochę ta sama para kaloszy co Etnobotanika, ale również Pejzaż, mikstura duchologii polskiej z lekkim wakacyjnym bitem. O tej porze roku wchodzi jak złoto, znak jakości Chill Mate jak najbardziej, bankowo by to wisiało na moim peju te 8 lat wstecz. Póki co wyląduje na mojej plejce CM na Spoti, najlepiej będzie wchodziło w otoczeniu podobnych klimatów. Ten baśniowy sampelek trochę trąci Wilkiem i Zającem a trochę innym utworem właśnie z mojego przepastnego katalogu numerów z tamtych lat, bębny bardzo dobre, fantastyczna wrzutka, chylę czoła.

Belmondo - Mordo jak tam zdrowie

Belmondziak faktycznie nie jest typem z mojej bajki rapowej, niemniej doceniam ten jego luz w tekstach i nawijce. Pod tym kątem przypomina mi się nieco epicka wrzutka mentosa czyli Serce od LSO. Podkładzik niczego sobie, taki luźny kawałek pasuje w sumie na lato jeszcze najlepiej, ogólnie są tu rzeczy które można cenić więc nawet jeśli nie spodziewam się tu częstych powrotów to mogę powiedzieć że się nie zmęczyłem i w tej kolejce to nawet dobrze siedzi.

no-man - Close Your Eyes

Wujas jaki comeback robi to głowa mała, z piekła do nieba heh. Pamiętam inny utwór z tej płyty który wrzucał kiedyś Hien i tak z lekkim opóźnieniem się z nim wtedy polubiłem, wiem że kojarzył mi się z zimą a tu... otrzymujemy lato w pełni. Numer totalnie przypomina mi od razu kiedy słonecznym majem bodajże słuchaliśmy ((speak)) w albumowej i ten numer bym totalnie widział w tamtym zestawie. Niesamowity klimacik, lekko senny i rozmyty, cudowne bębny pod spodem, przyjemna gitara, fantastyczny dęciak, numer ciągnie się i ciągnie i hipnotyzuje słuchacza, co to jest za dźwiękowa podróż! Highlight kolejki bez dwóch zdań.

Number Girl - Zegen vs Undercover

Przyjemny sielski klimacik brutalnie przerywa wrzutka Kuby tym razem. Otrzymujemy Japończyków we wcieleniu dotychczas mi nie znanym. Kawałek może nie tyle ostrzejszego co po prostu surowiej brzmiącego gitarowego grania. Trochę męczy ucho ten sound, za dużo hałasu jak dla mnie, ale może by się przegryzło z czasem bardziej jak Loveless. Na ten moment nie mam trochę ochoty na ten klimat powiedzmy.

Marina - Venus Fly Trap

Beka bo jak przeczytałem Marina and The Diamonds to byłem pewien że to coś z ejtisów jak Katrina and The Waves xD Mogło mi się coś obić o uszy i to tyle, jednak dostaliśmy współczesny damski pop jakim mentos już dawno chyba nie częstował. W ogóle to wciąż jest nieco fascynującym dla mnie fakt że mentos tak lubi takie popowe lore. Drugie spostrzeżenie jest takie że on słyszy w tej muzyce dużo rzeczy których ja w ogóle nie potrafię znaleźć. A w ogóle to akurat dynamiczne bangery nie są u mnie pierwszym ani nawet drugim wyborem w tak nieznośne upały, chętniej sięgnę po coś przy czym po prostu będę mógł zasnąć lol. Wiosna już bardziej, wtedy budzę się do życia z pierwszymi promieniami słonka, latem zalegam plackiem i odpływam. Venus Fly Trap u mnie bardziej miss niż hit tym razem.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10366
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 30 cze 2026 16:25

wjadę dopiero jutro...
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24709
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 01 lip 2026 11:49

Marcin Krupa - Spa House

Niestety wrzuta u mnie jak kula w płot. Taki sobie bit, takie sobie sample, w połowie miałem ochotę to wyłączyć. Ja po prostu nie jestem targetem tego kawałka. Sample dzieci mega cringe, ale wiecie, że ja takiego udawania przeszłości w formie czysto eksploatacyjnej, nie lubię. No bonus.

Belmondo — Mordo jak tam zdrowie

Murzyn ma rację, że wpakowałem się w tym gronie jak gówno na środku kanapy. Polski hip-hop, u mnie do razu bardzo trudna kwestia, bo jestem mega wybredny. Ten numer jest, no kurde, no jest to kolekcja tego czego w polski hip-hopie nie cenię. Słaby tekst, zresztą z tej tony bluzgów trudno mi coś więcej zinterpretować, widać jestem za głupi. Bit nijaki, produkcja słaba. Wiesz co Smoku, ja bym na Twoim miejscu jednak szedł na maksa w teatr gejów, no ale nie jestem ani gejem, ani raperem, to w sumie to ja dzwonię. W każdym razie, z przykrością no bonus.

Slick Rick feat. Doug E. Fresh - Shittin' In My Car

Kiedy myślałem, że będę musiał obrażać wszystkich uczestników i wejść w full Murzyn mode, wkracza Murzyn. Ale też nie jest jakaś wyjątkowo wybitna wrzuta, jak na niego, ale słabsza wrzuta u Murzyna, to jest nadal poziom dla wielu nieosiągalny. Trochę mnie ostatecznie wkurza ten pluty beatboxing. Loopy fajne, chociaż mam wrażenie, że nie dzieje się tutaj nic szokująco dobrego. Rap z całego kawałka jest najlepszy, bo jest wyjątkowo wyluzowany, brakuje tu tego typowego wkurwu, który pojawia się u wielu zagranicznych raperów, nawet kiedy numer jest spokojny. Lubię przyziemne tematy podane z klasą i tutaj tak jest. Żadnej głębokiej filozofii, żadnego stękania na nigasów i policję, żadnych wystrzałów i upadających kawałków szkła. Tylko upadający męski honor. Pierwszy w tej kolejce bonus.

no-man – Close Your Eyes

Nie będzie z mojej strony uczciwe recenzować ten kawałek na tle pozostałych w tej kolejce, no bo kurde, no-man. Znam ten kawałek od tak dawna, i tyle razy go słuchałem, że już mi się wszystko to zlewa, acz nie słuchałem go od jakiegoś czasu, bo do Zwracania Jezusa wracam zazwyczaj jesienią. Są btw trzy wersje tego kawałka, wersja z ep „Caroline Skeletons” jest trochę inna, a do tego jest jeszcze „Desert Heart” z lat 80, który podoba mi się najbardziej z tej trójki. Widziałem „Close Your Eyes” na żywo, 14 lat temu (Chryste…), i był to moment, co tu dużo mówić, wielki. Traktuję te wrzutę poza konkursem, ale doceniam, że Wuja ma ochotę jeszcze sprzedawać takie kawałki, mimo że to forum, poza paroma osobami, jest raczej agresywnie nastawiona do Tima B. Btw, teraz widzę, że wjechałem po Wuju ze swoim kawałkiem i trudno żeby to obok siebie dobrze zabrzmiało. Jednak trzeba kolejki zaczynać albo kończyć, bo środek to zawsze pułapka.

MARINA - Venus Fly Trap

Mam takiego znajomego z Oslo, który jest wielkim fanem Mariny i był na mnóstwie koncertów u siebie i w Anglii. Miał nawet profilowe z samojebką z nią, ale zmienił jak znalazł sobie dziewczynę. W każdy razie, niewiele to wnosi, bo i tak nigdy nie posłuchałem, zatem teraz jest debiut Mariny w uszach Munlupa. W każdym razie (2), ostatnio raczej się rozmijamy z Sebą niż krążymy w tych samych rejonach, acz spodziewałem się, że to będzie jakiś pop w stylu Wuja, tymczasem tutaj są żywe instrumenty i jakiś punch i wokal jest inny niż sądziłem, że będzie. Jest to bardzo spoko. Niby brzmi jak wiele innych rzeczy w tym stylu, ale w sumie o wielu rzeczach można tak powiedzieć. Jestem pozytywnie zaskoczony Mariną, nie tego się spodziewałem. Bonus jest.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10366
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 01 lip 2026 21:40

Marcin Krupa — Spa House

Naprawdę nie ma lipy. Ostatnio nie wracam w zakątki polskiej muzyki wspominkowej, ale tutaj nie było problemu z kolejnym kąskiem po solidnym obżarciu jakiś czas temu. Może trochę głupio, że sample dziecięce się powtarzają, numer nie musiał być tak długi. Poza tym solidny, średnio szybki house. EPka warta sprawdzenia. Czasem w radiu wciąż potrafią puścić muzykę znaną nielicznym. Brak ocen na RYMie to ewenement, ale znam wrocławskie zespoły, które mają podobnie. Najfajniejsze w bicie poszło na sam koniec, ujął mnie funky bas. Tutaj bardziej poczułem 90'te niż poprzez pogadanki radiowe. W Dwójce i do teraz brzmią dość podobnie. Choćby przy okazji Dnia Ojca dali się wypowiedzieć dzieciakom. Tok FMy i Kolory to już trochę rzecz, której bym się wstydził słuchać. Poza tym to nie moja bajka, po co się denerwować. Pochwalić należy to, że sięgają po rzeczy nieobecne w mainstreamie, choć łatwo przyswajalne. Kilka kroków do przodu na drodze eksperymentu, ale wciąż z przekonaniem, że można trafić do szerszej grupy słuchaczy. Skalpel w RAMie, Krupa we warwsiawskich rozgłośniach. A do polskiego morza nie mam sentymentu żadnego. Chęć odpoczynku na plaży skutecznie zabija wizja konieczności przebicia się morza polakowo-parawanowe. W końcu pisze człowiek gór...

Slick Rick ft. Doug E. Fresh — Sittin' In My Car

Ten typ bycia GOOFY jakoś nie podpasował. Nie jestem rapowym purystą, ale dla mnie gość trochę zamulał. Dobry bit, fajne beatboxy, melodia niby w porządku... koniec końców zbyt rozwodnione. Po sprawdzeniu źródłowego kawałka podtrzymuję zdanie. Chyba generalnie ten pomysł jest tylko w porządku, bez potencjału na mielenie czy przetwarzanie dalej. Przynajmniej nie ma we mnie na tyle CZERNI by się w to wgryźć. Sielskości anielskości też heh Nie za bardzo urocze w moim stylu, choć stylowo instrumentalnie. Trochę nudy, abstrahując od aury, bo pod letnie okoliczności teoretycznie pasuje bardzo dobrze.

no-man — Close Your Eyes

Bowness zamulałby tradycyjnie gdyby nie to, że ten "refren" z linijką tytułową faktycznie działa i niesie. Całość delikatnie się rozpędza. Tribalowe bębny w bardziej "egzotycznym" tle brzmiałyby bardziej kiczowato niż klimatycznie jak w tym przypadku. Melotronowe dźwięki dodają głębi, nie jest tak do końca słodko pierdząco. Syntezatory brzmią stylowo, generalnie aranż naprawdę wysoka półka. Z innym wokalistą totalne lodzio miodzio. Co by się nie działo w tle, zawsze kończy się takim sennym, anielskim, szeptanym aksamitem. Po czterech minutach mogłoby się skończyć, ta typowo progresyfna nadbudowa w drugiej części trochę psuje efekt. Mnie osobiście wystarczy no-manowych odkrywek.

Number Girl — Zegen vs Undercover

Gdybym w gimnazjum poszedł za podszeptami uczuć, to obejrzałbym znacznie więcej anime, japońskiego kina i taką muzykę wchłaniałbym bez zająknięcia. Ostatnia edycja depeszwyżyn miała piripipipi, tutaj pierwsze linijki odbieram na porównywalnym poziomie irytacji. Znaczy się jest stylowe granko, angst i ugułem wszystko w decorum zachowane, ale dla mnie to jednak jak muzyka z japońskiego filmu dla młodzieży, po prostu. Nie da się tego pomylić, jako polski Polak z Polski bez wczuty na tym odcinku daję kciuk w bok. Tak bardzo punktowo, na kilka dni mogę odczuwać większe zainteresowanie, ale pozostałe 99,7% kulturalnego życia raczej bez tego daję radę. Gitarki przynajmniej jak zwykle w munlupowych wrzutach na znakomitym poziomie.

MARINA — Venus Fly Trap

Miała kiedyś znakomity kawałek z jeszcze lepszym klipem z tuzinem chłopów dookoła. Nie wiem, czy ma więcej płyt z klubowym zacięciem, ale tamto oblicze muzyczne bardziej mi pasowało. Tutaj jest po prostu solidny standard muzy (tak, właśnie muzy) do radia. Bez wyjątkowo oklepanych patentów, do tego nie brzmi w stu procentach jak muzyka z laptopa. Znowu dobrze wyraźnie słyszeć bas i to nie dlatego, że niskie tony huczą! Dla mnie raczej znowu kciuk w bok, ale dobrze wiem komu to polecić heh albo przynajmniej zapytać o zdanie! Szybko się zaczyna, szybko urywa, co na plus. Uczucia niedosytu nie zaznałem.
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6943
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 01 lip 2026 23:38

Marcin Krupa - Spa House

Kojarzę Radio Kampus i nawet znam parę osób które gdzieś tam koło niego się kręciły - generalnie raczej żadna z nich nie pasuje do opisu zaprezentowanego przez Musiałowskiego, może poza tymi zapaleńcami, bo to faktycznie mocno nieżalowa radiostacja. Miałem niedawno taki etap, gdzie lubiłem sobie do snu puszczać jakieś radiostacje online (pewnie do tego niedługo wrócę - w trakcie mundialu po prostu zasypiam na meczach) i relatywnie często puszczałem sobie tę stację, bo można było tam uszłyszeć rzeczy niestandardowe, nietypowe i po prostu fajne. Jak ta wrzuta. Co prawda muzyka elektroniczna oparta na samplach ze starych nagrań nie jest najoryginalniejszą rzeczą we wszechświecie, ja chyba faktycznie słyszałem to już na Elektrobotanice, ale co z tego, skoro ta wrzuta daje radę. Zabrzmi to głupio, ale jest w tym jakaś ojcowska energia i mam wrażenie, że polubiłbym to bardziej, gdybym był czyimś starym. xD Ale i bez tego jest to po prostu kawał dobrej elektroniki. Leci okejka.

Belmondo — Mordo jak tam zdrowie

Ja w sumie jakoś nigdy nie wgłebiałem się w twórczość Tytusa - tę muzyczną, jakąkolwiek inną też, bo nie byłem w stanie ogladać nagrań na których był pod wpływem pewnych substancji (to nie na moją banię). To chyba jedna z tych sytuacji, gdzie z jakichś przyczyn hajp i wszechobecna podjarka znajomych wywołały u mnie skutek odwrotny od zamierzonego, przez co nigdy nie sprawdziłem nic na serio. Możliwe, że pisałem to przy poprzedniej wrzucie z jego udziałem - jeśli tak, to przepraszam. Nie pamiętam, czy napisałem wtedy, że jestem tu zaintrygowany, ale jeśli wtedy nie byłem, to teraz w sumie jestem. Chyba rozumiem o co tu chodzi, bo słychać jednocześnie, że jest to COOL i relatywie mało pozerskie, a przy tym, że Tytus ma jakiekolwiek horyzonty umysłowe, w przeciwieństwie do jakiegoś 90% sceny. A znak jakości redaktora Olkiewicza mówi sam przez się. Do dalszego obadania.

Slick Rick feat. Doug E. Fresh - Sittin' In My Car

O, i to są murzyny! Faktycznie jest to bardzo CHEESY, ale też w taki bardzo sympatyczny i uroczy sposób. Bardzo urzeka mnie to, że okładka wprost idealnie reprezentuje zawartość muzyczną. Bo niby nic tam do siebie nie pasuje i jakby tak rozłożyć ją na czynniki pierwsze to jest to jakaś masakra - a to randomowe spacje przy ksywie artysty, równie randomowy efekt cienia, dwa totalnie randomowe zdjęcia w różnej kolorystyce, z czego jedno przedstawia w zasadzie chujwie co, na które nalłożono pomniejszone zdjęcia z randomowymi efektami... Aż strach pomyśleć co mógłby tam dostrzec ktoś kto nie jest laikiem jak ja! A mimo tego, ten chaos i kicz ma swój specyficzny urok, tak samo jak beatboxowanie przy akompaniamencie pianinka ze starego utworu R'n'B i ten dość losowy tekst. Takie rzeczy można było tworzyć wyłącznie w 90sach, ta estetyka jest nie do podjebania w żadnej innej epoce. Urocze i fajne.

no-man – Close Your Eyes

Dawno nie pisałem tu, że NIE-MEN to projekt do którego mam stosunek ambiwalentny, bo z jednej nie jaram się jak sekcja shodansko-hienowa, z drugiej to jednak ma on momenty może nie wybitne, ale przynajmniej bardzo fajne. I jak coś to jeden z nich. Generalnie to taki ładny fajny pejzaż dźwiękowy, zaaranżowany tak o w sam raz, czyli ani zbyt bogato, ani też zbyt oszczędnie i napędzany przez naprawdę spoko sekcję rytmiczną. Mam wrażenie, że w pewnym momencie słyszę frippertronics i aż sprawdziłem czy w creditsach nie ma Roberta Frippa. xD Tak czy siak - SZAPOBA.

Number Girl – Zegen vs Undercover

A dajcie spokój z tą Japonią. Fajna, solidna i przyjemna dla oka ekipa (pomijając mecz z nami sprzed 8 lat xD największa farsa jaką widziałem na własne oczy), która przeszła przez fazę grupową jak burza i aż żal dupę ściska, że znowu skończyło się jak zawsze - niby człowiek powinien nie być zaskoczony porażką z Brazylią, ale jednak jakoś tam się łudził. Na szczęście tutaj obyło się bez klapy - japońska muzyka rozrywkowa ma w sobie ten pierwiastek losowości i szaleństwa, który sprawia że nawet niezłe rzeczy są jakieś takie fajniejsze. Bo pewnie w innych okolicznościach bym dawał "rzetelkę", a tu - przynajmniej rzetelkę z plusem. Albo i coś więcej.

O i to jest kolejka!
DEPESZWIZJA 123: EDYCJA NOWOFALOWA
FINAŁ 21:15
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13846
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 02 lip 2026 10:02

Odrywając sie od piłki nożnej na chwilę - czy Musiał i Wuja dziś dojadą? Byłoby to jakieś pocieszenie!
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18356
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 02 lip 2026 10:23

Mówisz i masz.

Marcin Krupa - Spa House

Tutaj rzeczywiście mocno zalatuje wspomnianą bajką „Wilk i zając”. Dawno nie oglądałem, ale tam była podobna nuta. Chodzi mi szczególnie o te wokalne sample (bo to są chyba wokalne sample?). Ma to też klimat jakiegoś PRLu. Dobrze również ten housik pasowałby do puszczania w tle w centrach handlowych. Bo to taka typowa muzyka tła, w której w sumie niewiele się dzieje. Tzn. dzieje się cały czas to samo. Czyli materiał na poważniejsze analizy raczej nieodpowiedni. Ale na posłuchanie mimochodem, przy okazji może być.

Belmondo — Mordo jak tam zdrowie

Ja powinienem w sumie omijać te polskie hip-hopowe wrzutki, bo właściwie tylko się powtarzam. Nie polubię się już z tą muzyką choćby nie wiem co. Po pierwsze przez nijakie, fatalne wokalizy. Po drugie przez rozumiane niestety teksty. Jak rapują Amerykańce, to chociaż tego słowotoku nie rozumiem i tak jest o wiele lepiej. Nie drażnią mnie wulgaryzmy po angielsku. Po naszemu już niestety tak. Męczy mnie to narzekanie na wszystko wokół, opluwanie innych i w ogóle słuchanie, na co gość ma wyj.ebane. Już wolę naprawdę posłuchać naiwnych, grafomańskich tekstów o miłości od jakichś lasek. Warstwa dźwiękowa też tu szału nie robi. Podkład jakich tysiące. Niestety utwór dla mnie na straty.

Slick Rick feat. Doug E. Fresh - Sittin' In My Car

Znowu rap, ale z Ameryki. No i mimo, że też nie jest jakoś wybitnie interesująco na tle wielu innych amerykańskich raperów, to jest dużo lepiej niż przy wcześniejszej wrzutce. Rap na odpowiednim poziomie. Podkład może dosyć oklepany, ale rzetelny. Ten „pluty beatboxing” jak to określił Hien rzeczywiście trochę kontrowersyjny. Nie słyszę za to zbyt dużo bluzgów, co się chwali. No i klimat utworu taki całkiem naiwnie przyjemny. Choć nie ukrywam, że w przypadku albumu Slick Ricka liczę na nieco więcej jednak. Inna sprawa, że chwilowo znowu nie mam nastroju na hip-hop. Pochłania mnie inny kierunek muzyczny. Trochę nietypowy jak na środek upalnego lata.

Number Girl – Zegen vs Undercover

No cóż, ja za sam azjatycki rodowód też zawsze jestem skłonny dodać plusika przy ocenie. Choć przy pierwszym kontakcie o dziwo nie zajarzyłem, że to Japończycy. No ale przy dokładniejszym przesłuchaniu już to słychać. Po ski-punkowym segmencie liczyłem, że Hien jednak zwolni. Tymczasem znowu mamy głośno i hałaśliwie. Ale ma to swój pewien urok mimo, że nie jestem fanem angstowego grania. Nie zakocham się w tym zespole na tę chwilę jak to było w przypadku Polaris czy Fishmans, ale nie jest źle. Jest nawet całkiem dobrze.

MARINA - Venus Fly Trap

Dziwne są takie momenty. Mentos chyba sugeruje, że to utwór w moim stylu i ja mógłbym to wrzucić. Wszak wielkim miłośnikiem śpiewających pań jestem. Tymczasem myślę, że ja bym akurat tego utworu nie wrzucił. Tzn. on nie jest zły, ale do playlisty ulubionych go nie dodam. Ja wrzucam do bestki dużo prostych, popowych utworów, które mnie jednak dziwnie czymś pociągają (jednocześnie często są wyborem zupełnie niezrozumiałym dla innych uczestników zabawy). Venus Fly Trap jest niezłe, ale nie pociąga mnie (choć co niektórzy z Was chwalą - nawet Hien!). Po prostu utwór jakich wiele, bez szczególnie czegoś interesującego. A żywe instrumenty nie zawsze załatwiają sprawę.
Jest to pierwszy utwór Mariny, który świadomie słyszę i nie czuję zainteresowania. Co nie znaczy, że kiedyś tam nie zaintryguje mnie jakiś inny jej utwór. Póki co tym razem kciuk bardziej w bok niż w górę.

Podsumowując – kolejka nad wyraz przeciętna. Wracam do niepokojącej i klimatycznej muzyki z gier.
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7404
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 02 lip 2026 12:09

Belmondo - Mordo Jak Tam Zdrowie

Na początek... rozczarowanko. Dziwny kawałek, jakiś taki, nie wiem, generikowy? To może wcale nie dziwny... Jednak zabawy forumowe przyzwyczaiły mnie już do w miarę dobrej jakości hip hopu, również znad Wisły, a ten trochę, no, wieje chujem (w zasadzie dosłownie, bo bluzgów jest najwięcej na milimetr kwadratowy taśmy). Nie rozumiem przekazu tekstu, poza tym, że to chyba jakieś nawoływanie do dotykania trawy, ale na modłę rapu z blokowisk (jednak wolę prawdziwy rap z blokowisk). Głos... typ brzmi jakby mógł dubbingować postaci u Walaszka. Może to robił? xD Bit fajny, te klawiszowe sample w tle też spoko, cała reszta, meh. I to solidny, taki z porostami. W ogóle śmiesznie, bo odpaliłem to sobie na służbowym w biurze i tak se słucham, aż komputer postanowił odparować się od słuchawek bez przerywania muzyki akurat w momencie, w którym padło soczyste "JAK ciupciany OBWIEŚ" na pełny regulator, siedzę koło kadr xD Może nie będzie dywanika. Na pewno nie będzie też prejzu niestety.

Slick Rick - Sittin' in My Car [feat. Doug E. Fresh]

No, co tu dużo, jestem kupiony hahaha. To jest chyba ten typ rapsów, po które chcę sięgać. Nietypowe, z jajem, z klasyki i zza oceanu, skąd gatunek ten pochodzi (chyba, że spojrzymy na FALCO). Czuję się podniesiony wręcz na duchu. I jest zabawnie i fajnie produkcyjnie. Beatbox nie jest jakoś bardzo denerwujący (choć niektóre częstotliwości mogłbyby być przycięte, bo nieco za dużo tam plucia, gdzie nie jest do końca potrzebne), Billy Stewart zgrabnie wsamplowany i robi slackersko-stonerski klimat (to może być dobry numer pod jaranie zielska), tekst generuje uśmiech na ryju. Nawet w tym refrenie jest coś fajnego, w sensie w tym jego nie do końca dokładnym i sprawnym wyśpiewaniu. Tak się robi muzykę, jak się jednocześnie nie potrafi jej robić i potrafi ją robić. Przyjemne, znaczek jakości!

no-man - Close Your Eyes

Obok nie-człowieka (poza wyspą człowieka) nie mogę przejść obojętnie. Backstory znacie, marzec 2013, Musiał w triadzie, zimie i melancholii (to triada sama w sobie) i z All the Blue Changes. Byli czasy, ale zaczynałem od bestki, więc... Minęło trochę czasu a zaczęły wlatywać długograje i Returning Jesus pozostaje jednym z moich faworytów. Co prawda mam tendencje w stronę rzeczy, które skonkludowali przy pomocy Speak (może "skonkludowali" to niezbyt trafne słowo, ale wiecie, o co mi chodzi), niemniej jednak no-man to no-man i siusiak. Bardzo, bardzo dobry numer. Nastrojowy, czilowy, przypomina mi rzeczy z Flowermouth, zwłaszcza moje bezwzględnie ulubione Watching Over Me. Jest w ich muzyce coś uspakajającego, szkoda, że zaraz będzie 20 lat od ich pełnoskalowego albumu (Love You to Bits trochę nie liczę, podobnie jak Wujas). Fantastyczny kawałek, świetny Bowness, genialny aranż i nawet ten uberprzester w połowie nie drażni jakoś mocno. Fajnie, że takie rzeczy, niby już "przeruchane" wracają w naszych zabawach, miło jest sobie zapuścić "klasyka". Ciekawostka, do Returning Jesus też głównie robię returning jesienią, to mój album na koniec września. Me like it, łatwy prejz ^^

Number Girl - Zegen vs Undercover

Munlup ma ciekawą relację z Krajem Kwitnącej Wiśni, co jakiś czas jesteśmy raczeni ciekawymi rzeczami dzięki temu. Czy nie wiem, co tu napisać? MOŻLIWE. Ale piszę i tak, jak widać (dosłownie). Mało się znam na noise rocku, ale wierzę, że to solidny jego przedstawiciel. Faktycznie, jest tutaj jakiś mniej lub bardziej sprecyzowany azjatycki duch. W zasadzie o japońskiej scenie muzycznej wiem okrągłe nic poza tym, czego nauczyło mnie Nasze Forum<TM>. W lokalach, w których miałem okazję być w Tokio leciały głównie zachodnie popowe szlagiery, tylko tamten barman z Shinjuku puszczał nam jakieś lokalne rzeczy, które jednak w ogóle nie stały obok takiego Number Girl (a o Fishmans niespecjalnie słyszał). Fajnie się tego słucha, jest teenage-angstowo, a jednocześnie z taką subtelną dawką melancholii. W tego typu granie w pewnym momencie poszli DIIV, ale szybko zrezygnowali. Gdyby nie język tekstu pomyślałbym, że to amerykański wynalazek. Ew. brytyjski, pasuje mi ta muza do obydwu tych krajów. No i do pogody za oknem. Zaś Japonii szkoda na Mundialu, ale nie można mieć wszystkiego. Propsuję, bardzo dobra wrzutka ^^

MARINA - Venus Fly Trap

Ciekawa sprawa, albowiem pierwszy raz o Marinie i Diamentach (ten jej backing band ciągle istnieje tak w ogóle?) usłyszałem w jakimś 2011, zaś wczesnym 2013 zaprezentowano mi bardzo fajny jej numer pt. Homewrecker, ale w aranżacji semi-akustycznej. Gdy usłyszałem studyjny oryginał to skrindżowałem, bo brzmiało to jak tanie, współczesno-eskowe gunwo. Więc nie wracałem później. Nie wiem, czy zaliczyłbym MARINĘ do zbioru "white girl music", raczej nie potrafię sobie wyobrazić siebie tańczącego do tego kawałka niby Mads Mikkelsen w Na rauszu (słynna scena z nabrzeżem), wszak Sabrina Carpenter jest dużo lepsza (o Zarze Larsson nie wspominając <3), ale nie czuję się odrzucony. Mentos ciekawie sprzedaje rzeczy, po które sam bym nie sięgnął. O ile jednak Games czy Karolina Polaczek ze mną trochę zostały, tak tutaj... nie jestem pewien. Niby nie jest to zły numer, ale czegoś mi w nim brakuje. Albo wprost drażni, może to głos MARINY? Nie wiem, NIE WIEM, za to instrumentarium jest fajen i mi się najbardziej podoba. Bębny? Super, podobnie basik. W sumie to chyba jeden z tych kawałków, co to instrumental podszedłby mi lepiej xD Ale nie będę bardziej narzekał, kciuk trochę w bok choć z tendencją zwyżkową. A potem? A potem zobaczę.
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13846
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 02 lip 2026 13:12

Zgrabnie dowiezione, Murzyn dziękuje<3
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7404
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 02 lip 2026 13:43

Done then? This way.

Beach Fossils - Adversity (2011)

Zaczął się lipiec, więc w devowym mindsecie zaczęło się pełnoskalowe lato. W związku z tym lecimy z wrzutką letniaczkową ze stajni Deva. Cofamy się do roku 2012, a więc tego nieco dziwnego, kiedy funkcjonowałem w jakimś limbie i zawieszeniu. Azbest się w zasadzie rozpadł chwilę po swoim debiutanckim występie i fajnym demo, ja niby skończyłem licencjat na UŁ, ale jednak jakby nie, siedziałem w Zgierzu, ale wkrótce miałem się wyprowadzać do Warszawy i tak w zasadzie nie do końca wiadomo, gdzie byłem. Grałem w Skyrima, dużo jeździłem na rowerze i dużo muzy robiłem, zwłaszcza z imć Munlupem, to były nasze początki jeśli chodzi o robienie rzeczy we dwójkę, dość nieporadne z mojej strony jeszcze. Za to dużo muzy słuchałem - od lutego 2012 wkręcałem się coraz mocniej w hipsteriadę zarówno Wierd Records, jak i (trochę później) Captured Tracks. W maju 2012 sięgnąłem po Automelodi i Frank (Just Frank), chwilę później po Maca DeMarco i Wild Nothing (sierpień stał Nocturnem, o czym już wiecie, bo recenzowaliście hehe), no i w końcu po DIIV i Beach Fossils. Ciekawe, że ta ostatnia czwórka wykonawców dosłownie uchodziła za tzw. Wielką Czwórkę dla amerykańskiej alternatywnej sceny lo-fi i dreampopu w latach 2010-2013, choć wyszło to głównie dzięki staraniom pionu A&R w ww. Captured Tracks.

No i im się udało, zabawne, bo w tamtym czasie grając na basie (!) i tłukąc masę różnej jakości (głównie słabej) dem starałem się robić mimikrę ich twórczości, gdyż ta wydawała mi się bardzo prosta i nieskomplikowana, nie tyle produkcyjnie, co kompozycyjnie. Pierwszy krążek Maca DeMarco (nie był nim album zatytułowany zresztą "2" jak wiele osób sądzi) został nagrany chyba na tosterze, z kolei debiut Tatuma z WN został zrobiony przy użyciu dwóch instrumentów i cyfrowego automatu perkusyjnego. Byłem wtedy o krok od zakupu gitary elektrycznej i do dziś żałuję, żem tego nie zrobił. To był mimo wszystko spoko czas, bardzo lajtowy dla mnie właśnie pod kątem muzy i letniaczkowy w brzmieniach. Beach Fossils poznałem jako ostatnie, ale też był to lipiec. Zassałem ich debiut z 2010, a potem EP z 2011, z którego pochodzi moja wrzutka. EP to bardziej album, jest tam aż 8 kawałków, ale całość ma trochę ponad 20 minut długości xD Adversity miało klip na YT, więc musiałem szybko obczaić i spodobał mi się jego klimat. Gdy oglądam je teraz mam wrażenie, jakby tamten 2012 był jakoś diabelnie - uwaga, popularne ostatnio słowo - liminalny pod wieloma względami. Lato wtedy też było jakieś takie niepełne, choć było długo ciepło i słonecznie. Wyjechałem jedynie do rodziny na Wschód, potem po raz pierwszy (i ostatni) na Woodstock i dwa razy do leśniczówki pod Bełchatowem, gdzie zajęty byłem głównie chlaniem na umór. Jeśli był Zgierz, to był rower, łąki, pola, Las Łagiewnicki, no i cała ta hałastra z CT. Beach Fossils bardzo ładnie wtedy siedli. Ich frontman i bodaj jedyny stały członek - Dustin Payseur - jest w ogóle ziomkiem Tatuma i Tatum miał swoje udziały w robieniu tego EP. Podobał mi się taki koncept wykonawców, którzy równie dobrze mogliby mieć jeden zespół razem, grają podobnie i choć można nabrać wrażenia, że to jest dużo tego samego, to wciąż jest to bardzo fajne i takie właśnie laid back, upał, słoneczko grzeje, ale oto nadchodzi bryza, zimny owocowy browarek w ręku (Cider Kiss, imć Munlupie), różowe papierosy i działeczka.

Hipsterów już dawno szlag trafił, o tych wszystkich zespołach pamiętają chyba tylko najbardziej hardkorowi fani (no i ja), ale lato jest latem i choć ktoś urodzony w 2012 roku już niedługo będzie mógł legalnie się ruchać, to moje myśli wciąż wracają w tę przeszłość, gdyż jestem chory na nostalgię i nic nie poradzę. Ostatnio w Zgierzu będąc odkurzyłem rower, założyłem słuchawki i pognałem na te same łąki z tym samym kawałkiem. Człowiek jest starszy, może trochę mądrzejszy, wtedy Cierpiał przez duże C a wciąż ma ochotę sobie odtwarzać pewne rytuały. Albo tę piosenkę, bo jest fajna i kojarzy mi się właśnie z takim zawieszeniem lata 2012. Tusk u szczytu popularności, Polska po Euro, rynek pracy to gówno ale dało się jakoś żyć. I było ciepłe, słoneczne lato, bardzo długie zresztą. A ile dobrej muzy przy tym!

https://www.youtube.com/watch?v=41CSkCD ... rt_radio=1
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13846
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 02 lip 2026 13:50

Alright then.

Biz Markie - Just a Friend
(1989)

Kontynuuję wątek rapowych legend tzw. starej szkoły cofając się w czasie do końca lat 80. Wspominając o raperach śpiewających refreny do swoich numerów czuję się w obowiązku wrzucić ten numer od którego można powiedzieć wszystko się zaczęło - Biz Markie w swoim zabawnym i głupawym stylu nawijający utwór o (a jakżeby inaczej) niewiernej kobiecie i śpiewający w dość prześmiewczy sposób z manierą żałosnego faceta któremu kobieta łamie serducho. Just a Friend to bodajże największy przebój tego artysty znanego nie tylko ze swojego komediowego podejścia do rapu ale też swoich umiejętności beatboxerskich (do tego wątku w jego karierze obiecuję wrócić jeszcze inną wrzutką). Co prawda akurat w tym konkretnym kawałku Biz posiłkuje się twardymi bębnami samemu zajmując się nawijką i śpiewem ale jest tu też pianinko i to wszystko razem każe mi myśleć że nie był to wcale przypadek a Slick Rick mógł sie tu mocno inspirować tym kawałkiem samemu pisząc Sittin' In My Car. Lubię takie sytuacje kiedy jedna wrzutka od razu pociąga za sobą szereg kolejnych i dzięki Rickowi od razu mogę myśleć parę wrzut do przodu i chociaż wiem o czym chcę pisać, wtedy ta bestka daje najwięcej frajdy.

Biz Markie którego najlepsze lata kariery przypadały na drugą połowę lat 80. to tak jak Slick Rick prawdziwy unikat, postać jedyna w swoim rodzaju jak większość raperów tamtej ery gdzie każdy z nich był inny, każdy był jakiś a w rapie było wciąż wiele stylów do zagospodarowania. Jako ciekawostkę dodam że był on zamieszany w prawdopodobnie najgłośniejszy albo najważniejszy pozew w historii rapu w roku 1991 ze wzlędu na sampling bez zgody autora źródła sampla, sprawa ta przegrana przez Biza i jego wytwórnię stanowiła precedens nakazujący uzyskanie zgody na samplowanie innych artystów. Sam raper zmarł niestety przed pięcioma laty ze względu na komplikacje cukrzycy typu 2 które wcześniej doprowadziły go do udaru.

R.I.P. Biz

https://youtu.be/hdPeMu5P_m0?is=PrXGYu5DDj0g1zgt
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10366
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 02 lip 2026 17:22

King Crimson — Level V (2003)

Pierwszy wybór z półeczki The Crimsons mocno po łebkach, teraz czas na coś znacznie bliższego sercu i głowie. Nie odkrywałem ich płyt po kolei. Nawrót większej wczuty sprawił, że przynajmniej taką retrospektywę mogę zrobić w poważnej kolejności... tyle że od najmłodszej do najstarszej. Po latach słuchania najczęściej przypominały się rzeczy z ostatniej dwójki już z XXI wieku. Klasyka z pierwszego oblicza - co płyta to zupełnie inny świat. Może nie katowałem, ale na pewno najwięcej siebie oddałem przy takich Islands czy Red jeszcze przed osiemnastką. Nie potrzebuję zbyt wielu kontaktów, by znowu czuć magię. Ejtisowe KC idealnie pomiędzy ograniem a niedosytem. Posłucham kilka dni, odstawiam na długie miesiące. THRAK nie wytrzymał próby czasu. W porównaniu do następnych brzmi jak czwarta część ejtisowego tercetu... jak typowa płyta progrockowego zespołu, który wraca nie mając za dużo ciekawego do zagrania. Dopiero potem zaczyna się magia. Wciąż odkrywam coś nowego. Od zawsze natomiast był szacunek do Frippa za to, że nie bał się ewoluować, eksperymentować, szukać dalej. Tetryckie oblicze KC może docenię, gdy dożyję jego obecnego wieku... Dojrzałem do tego, by powiedzieć, że w sumie skład 4osobowy z szefem Treyem Gunnem i Patem Mastelotto za bębnami byłby najlepszy do zobaczenia na żywo. To chyba wciąż nie jest ulubiony skład, bo za dużo było dobrych składów heh Trudno nie doceniać większości z nich. Możliwe, że to spaczenie powodowane innymi ulubieńcami, ale to trochę jakbym słuchał Autechre, tylko oni unikają 4/4 jak ognia. W pogoni za techniczną doskonałością nie zgubili zabawy z gry, pierwiastka kreatywności. Kilkanaście dni temu wystarczyło, bym wrzucił Larks piątkę (czyli podrzucany Level V), a to wszystko wróciło... często z ciekawością godną początkującego słuchacza. Pawn Hearts jest generalnie final bossem progresywnego rocka, zdania nie zmieniam. W przypadku King Crimson ichniejszym ostatnim poziomem jest przejście tego. Gitarowy doktorat na szereg brawurowych sposobów. Tym większy szacunek u młodych ćwiczących ten numer, których udostępniłem na instagramowej storce. Prawdziwa bitwa zaczyna się w trzeciej minucie. Ta synergia, narastające kombinacje techniczne, potem znowu bardziej techniczne partie... czysta przyjemność, którą trudno mi opisać. ConstruKction Of Light chwilami brzmi jak szum, nie pomaga produkcja spłycająca brzmienie, wszystko wypada praktycznie identycznie. Na Power To Believe doszli do perfekcji, tylko niektóre utwory po prostu gorsze... a tu jest ideał. Jadziem!

https://youtu.be/UPVUGZa1h3E?is=bC958WWLfsukk-pI