Best of Forum IX

Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24709
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 03 lip 2026 10:40

Buck-Tick – Girl

Buck-Tick poznałem jeszcze w liceum, kiedy mój dobry ziom, znalazł ich na składance z openingami do różnych anime. Piosenkę w ich wykonaniu wrzucałem do dwizji i chyba nawet wygrałem. To był właśnie ten opening do anime. Zacząłem wsiąkać bardziej, bo zmęczyła mnie już wtedy japońska muzyka w wydaniu heavy. Buck-Tick też zaczynali metalowo, ale się naturalnie rozwinęli w innych kierunkach. Bardzo lubię albumy z lat 90 i 00. Zluzowali wtedy mocno i dopuścili do głosu melodie, elektronikę i inne dotychczas niespotykane u nich elementy. Zakochałem się w eksperymentalnym podejściu niektórych tych podejść, ale też w bardziej popowych piosenkach, takich jak „Girl”, który to kojarzy mi się z czasami wczesnej eksploracji japońskiej muzyki i pierwszych zachwytów tąże. Zespół istnieje od połowy lat 80 i nadal nagrywa. Niestety, wokalista Atsushi zmarł w 2023 r., co było wielkim ciosem dla Buck-Tick, bo facet miał piękny głos. Pozostali członkowie postanowili kontynuować, a wokal przejął gitarzysta, niemniej zespół nigdy nie będzie już taki sam. W każdy razie, zapraszam serdecznie do świata tych utalentowanych gości, jednego z pierwszych japońskich zespołów, który zrobił na mnie takie wrażenie.

https://youtu.be/yTuJXYJYXJk?list=RDyTuJXYJYXJk
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13846
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 03 lip 2026 19:50

Domykajcie Panowie:)
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6943
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 04 lip 2026 00:33

Marina bez jakichkolwiek zaskoczeń, ale to chyba też taka wrzuta, która trafia do mnie bardziej niż teoretycznie powinna, więc w pełni rozumiem wszystkie kciuki w bok oraz umiarkowane reakcje. Lecimy dalej.

no-man - Dry Cleaning Ray

Nie wiem czy którakolwiek z osób, których jeszcze nie uwzględniłem w tej zabawie by wrzuciła ten utwór. Uznajmy więc, że nie będę na siłę szukać forumowicza któremu mógłbym wrzucenie tego utworu przypisać i przerwę go... na jakiś czas.

Jeśli ktokolwiek z was czytał i zapamiętał moje wypociny w temacie Best of DM, to może pamiętać jak opowiadałem tam o omackim pobieraniu płyt naszego wspólnego ulubionego zespołu z takich różnych śmiesznych stron internetowych, dzięki któremu w ogóle kiedykolwiek zapoznałem się z tą dość dziwną kompilacją o nazwie People are People. Zapewne się domyślacie, że to nie był jedyny przypadek w którym to zacząłem słuchać jakiegoś projektu od przysłowiowej dupy strony.

Tak - po wpisaniu w wyszukiwarkę strony o nazwie DARKWAREZ frazy "no-man", pierwszym wynikiem był album o nazwie Dry Cleaning Ray. Chyba nie mogłem trafić na lepszą płytę na start niż EPka z odrzutami oraz alternatywnymi wersjami utworów.

A najśmieszniejsze jest to, że ona mi się spodobała, i chyba nadal ją wolę od albumu który "uzupełnia". To zapewne kwestia tego, że dostałem na ryj najpierw bardzo ładnym motywem na organach Hammonda (teraz wiem, że zerżniętym z zespołu Egg, ale mniejsza z tym), a chwilę później jakąś dziwną elektroniką spod znaku Muslimgauze, na co wówczas totalnie nie byłem przygotowany.

Trochę tęsknie za tymi nieco partyznackimi czasami. I tu nawet nie chodzi o to, że przecież cały czas mogę ogarniać dyskografie zespołów w ten sam sposób, bo przecież mogę - chociaż i tak wiemy, że nie będę tego robić z wielu różnych przyczy. Ja do tamtego czasu praktycznie nie interesowałem się muzyką, nie miałem o niej bladego pojęcia, nie istniała dla mnie jako nic więcej poza jakimś zapychaczem w tle i czułem się jakbym odkrył i eksplorował jakiś nieznany świat, który jest dla mnie zupełnie obcy i maksymalnie fascynujący.

A przy okazji to nadal uważam, ze te organy są bardzo ładne. Bierzcie i słuchajcie tego.

https://www.youtube.com/watch?v=Jv3sbMNwJIs
DEPESZWIZJA 123: EDYCJA NOWOFALOWA
FINAŁ 21:15
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18356
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 04 lip 2026 15:37

Alphaville – A Victory of Love

Czas żebym i ja wrzucił coś od popularnych Niemców. Choć jak już wcześniej pisałem przez te wszystkie lata mylnie myślałem, ze to zespół fiński. Nawet nie wiem czemu. Ale mniejsza z tym. Już nie pamiętam, kiedy dokładnie poznałem ich muzykę, ale najprawdopodobniej było to jeszcze w latach 80’. W każdym razie miałem kasetę z ich debiutem Forever Young. Pamiętam jednak dokładnie, że największa faza na debiutancki album przyszła w 2004r. podczas mojego pobytu w Syrii. Słuchałem ich wtedy dużo. Debiut zawierał te największe przeboje zespołu, ale mnie najbliżej zawsze było do utworu otwierającego płytę pt. A Victory of Love. Bo to po prostu kawałek fajnego synthpopu.
Po latach przypomniałem sobie debiutancką płytę i muszę stwierdzić, że Alphaville to zespół bardzo nierówny. Na A Victory of Love podobnie jak na Afternoons in Utopia obok piosenek fantastycznych są też takie bardzo przeciętne, albo wręcz słabe. Taki urok Niemców. Ale akurat A Victory of Love po latach wciąż działa.

https://www.youtube.com/watch?v=kMxi7Iw ... rt_radio=1
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13846
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 04 lip 2026 16:13

Kolejka 13.

73. Beach Fossils - Adversity (devotional)
74. Biz Markie - Just a Friend (stripped)
75. King Crimson - Level V (Dragon)
76. Buck-Tick – Girl (Hien)
77. no-man - Dry Cleaning Ray (mintaj)
78. Alphaville – A Victory of Love (shodan)
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13846
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 09 lip 2026 07:49

Beach Fossils - Adversity

Numer brzmi jak wspomnienie Wild Nothing tylko... przyjemniejsze. Tzn. chciałbym żeby tamta płyta tak brzmiała a chyba właśnie nie do końca tak było, w każdym razie obracamy się w rejonach sennego indie popu, lekkiego, zwiewnego w brzmieniu, coś jak muzyczny ekwiwalent delikatnej morskiej bryzy. Przyjemny kawałek muzyczki wpasowany pod lato (i nawet nie będę narzekał że coś tam coś tam pogoda się spsuła itp., jest lato i mi wystarczy).

King Crimson - Level V

Kompletnie mi się ten kawałek nie podoba. Nie lubię takich współczesnych cięższych brzmień. Dla mnie to jest trochę jeden jazgot. Jestem nieco zaskoczony taką odsłoną muzyki tego zespołu i jednocześnie jakby rozczarowany może? Jeśli Islands było najlepszym ich kawałkiem jaki poznałem dzięki temu forum to równocześnie Level V jest dla mnie najgorszym. Zupełnie nie lubię się z takim brzmieniem ani tym bardziej o tej porze roku chyba, gdzieś może ciemnym listopadowym wieczorem lepiej by ciut zagrało może, za ciężka muza na taką aurę.

Buck-Tick - GIRL

Lepiej niż w poprzedniej kolejce, orbitujemy w bardziej popowych rejonach tym razem. Lekki rytm, odrobina nieco kwaśnej elektroniki wtłoczonej pod spodem w obieg, dla mnie to brzmi jak druga połowa lat 90. Całkiem munlupowa rzecz w moim rozumowaniu po zapoznaniu się z takimi rzeczami jak Mansun czy Republika circa 1998. Te klawiszowe przejazdy mają w sobie pierwiastek sucha jakiegoś anime jak najbardziej. Sympatyczni Azjaci i sympatyczny numer, za taki lekki, pozytywny vibe najbardziej sobie cenię muzykę z tamtych rejonów.

no-man - Dry Cleaning Ray

O to Ci zaskoczenie, kolejna wrzutka no-man i kolejna znakomita! Już sama okładka mnie kupiła, tbh na Spoti epka jest datowana 2003 i nawet uwierzyłem a widzę że to druga połowa lat 90. i numer z Wild Opera. Niemniej podoba mi się połączenie perkusji i tego klawiszowego barokowego riffu, potem jeszcze wchodzi taki nieco Smolikowy klawisz w pewnym momencie, jest tu dużo dobroci dla mnie. Wisienką na torcie jest solówka na gitarze z efektami i to wszystko upakowane w przystępnej 3-minutowej formie, miód malina. Obok wrzutki Wuja z poprzedniej kolejki to jeden z najlepszych numerów tego duetu jakie słyszałem.

Alphaville - A Victory of Love

Nie jestem fanem tej grupy i póki co raczej się to nie zmieni, muszę jednak oddać Wujkowi że i tak wrzucił chyba najlepszy numer Alphaville jaki kiedykolwiek słyszałem. Podoba mi się to bardziej niż oklepane hity z tej samej płyty i inne wrzutki które wlatywały. Prosty ejtisowy synthpop, bez zbędnych kombinacji, dużo powietrza w miksie, wyraziste rytmy i melodie, łatwo coś podłapać by nóżka tupała i coś zanucić pod nosem. Dziś rzadko wracam do takich brzmień ale dodaję do polubionych żeby nie uciekło.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24709
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 09 lip 2026 11:12

Beach Fossils - Adversity

Będę miał (powiedzmy) odpowiedź na ten kawałek, słuchałem takie muzy dużo na początku 2018 r., wychodząc trochę z klonów King Krula, a kończąc na takim właśnie indie, a ja indie lubię, chociaż tu zdecydowanie bardziej naleciałości dreamowe się ujawniają w wokalu, co mnie tak nie grzeje szczególnie, no ale, nie będę narzekał, bo jest spoko. Powiem nawet, że to mi mocno przypomina Dehd, a to już prejz z grubej rury, ode mnie. I w sumie na tym mogę skończyć, kawałek jest tak bardzo na lato, że sobie pewnie to wezmę na urlop. A to już jest tak bardzo munlupowy prejz, że Musiał powinien czuć się bardzo doceniony.

Biz Markie - Just a Friend

Hmm. Sympatyczny, luźny kawałek z bardzo luźnymi samplami i luźnym rapem, który w uroczy sposób przechodzi w normalny śpiew, co szanuję, bo bardzo mało raperów rzuca się na takie wyczyny, a z sukcesem, to już w ogóle. Jest w tym coś campowego, ale też do takich spraw, jak w tekście, trzeba podchodzić z dystansem, bo inaczej człowiek się rozsypie. Szanuję i lubię.

King Crimson — Level V

Smoka wybory ze świata KC są zawsze dosyć intrygujące. Ogólnie to mam czysto technicznego rocka w poważaniu raczej, ale dla KC robię wyjątek, bo u nich te matematycznie obliczone zagrywki naprawdę robią fajne wrażenie. Fripp i Belew wymieniają się z klasą i wyczuciem. Fragment od 3 minuty, to w zasadzie stały motyw King Crimson z tamtych lat, co zaczęło się już na znienawidzonym przez OP-a Thrak (wrócimy do tego tematu w odpowiednim czasie). Szybko zlatuje te 7 minut jak na instrumentalny kawałek, który nie zawiera żadnych melodii i jedyne co robi, to pompuje ego muzyków. Jak pisałem, KC ma u mnie pass na takie robótki ręczne. Tutaj bardziej klimat niż cokolwiek innego, na pewne chłodniejsze wieczory, działa cuda.

no-man - Dry Cleaning Ray

Poyebało was z tym no-man. Ja bardzo sobie cenię ten okres 1994 – 1997, kiedy bawili się w suche break-beaty, większy minimalizm, hip-hopowe podejście z dużą ilością miejskich brzmień i odpowiedniego mroku. Singiel Housewives, Wild Opera, wspomniane DCR EP oraz lwia część Lost Songs vol. 1 (ostatnio wydane jako Scatter), to jest praktycznie jedna, wielka kopalnia złota. „Dry Cleaning Ray” lubię, zawsze lubiłem, począwszy od sampla z EGG, po lalalalej Tima, itd. Moje tłumaczenie, czemu kocham no-man, nie ma sensu na tym etapie, jeżeli to nie wynika z muzyki samej w sobie, to i tak nie nikt nie zrozumie. BTW okładki, w razie jakby ktoś chciał rzucić okiem, jak to wygląda obecnie, daję linka (tak, nadal tam można uprać rzeczy na sucho).

https://earth.app.goo.gl/?apn=com.googl ... _____8BEAA

Alphaville – A Victory of Love

Słabo mi ostatnio wchodzi Alphaville. Nie znałem tego kawałka, jest fajny podoba mi się, bałem się że to będzie jakieś pitu pitu i niby jest (te syntezatory), a Marian Gold jest Marianem Goldem (co czasami jest błogosławieństwem, a innym razem przekleństwem), ale ogólnie jest to spoko. No ok, może druga połowa słabsza, ale też przypomina mi trochę soundtrack do „Inferno” Dario Argento. Na pewno lepiej by mi weszło jesienią, ale nie chcę tego używać jako jakiegoś argumentu, bo na sucho, kawałek jest bardzo dobry. Jeśli moje ADHD pozwoli, to wrócę do tego kawałka, albo niech Musiał pamięta, że ma mi to puścić jesienią. No ok, kciuk w bok, drgający do góry.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10366
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 09 lip 2026 16:51

wjadę w piątek
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10366
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 10 lip 2026 17:17

bry

Beach Fossils - Adversity

Muzyka do romantyzowania przeszłości ciepłym wieczorem przy otwartym oknie i bezchmurnym niebie. Ze specyficzną beztroską w powietrzu, ale też goryczą upływającego czasu. Bliskie RAMowym brzmieniom. Proste, lecz nie prostackie pod każdym względem. Chyba dlatego jest takie całkiem w porządku. Delikatnie rozmarzone wokale, dość dużo gitarowego grania bez agresywnego łojenia, sporo przestrzeni. Wokal nieszczególnie wyróżniający, ale wiele nie trzeba, by w takim dźwiękowym sosie brzmiał dobrze. Tak skrojone hipsterstwo delikatnie sobie dojrzewa, pomału schodząc z oczu wielu ludzi... potem może wróci faza, a na razie można bawić się w łowienie - we wspomnieniach lub internetowych zakamarkach opuszczonych spotów dla ciekawych czegoś innego, choć wciąż w łatwo przyswajalny sposób. A z rocznikiem 2012 pewnie będę miał jakieś 5% wspólnych tematów, UOGÓLNIAJĄC. Bliżej mi do dwanaście lat starszych...

Biz Markie - Just a Friend

Kiedyś wystarczyła charakterna pętla, wyrazista melodia i pomysł na tekst. Z lekką dozą częstochowszczyzny, ale wciąż dużym urokiem, zabawą, dystansem, momentami błysku we flow. Ciężkie bębny najlepsze. Tekstowo jest to jeszcze trochę naiwne, choć h-h już wówczas raczej zaczął się kształtować dość wyraziście... w końcu gdzieś trzeba było zaczynać. Dla koneserów. Ja doceniam, przyjmuję jako kolejny odcinek poznawania korzeni. Komediowy rap to bardziej w okolicznościach imprez ze znajomymi, jakichś żartów bardzo osobistych, znacznie szybciej coś polskiego z ostatnich lat. Tutaj kciuk do góry, choć pod koniec już lekko nudzące.

Buck-Tick – Girl

Tutaj pewnie też dałoby się odpowiednio wykroić i wykorzystać w openingu do anime. Bardziej jednak pasuje mi wizja, że wokalista brzmi trochę jak David Sylvian, dzięki czemu jeszcze lepiej rozumiem, czemu akurat Hien zapodaje ten kawałek. Żeby tak obco brzmiąca rzecz kliknęła to musi być bliższa moim muzycznym faworytom albo mieć jakiś wyrazisty element, który po kilku dniach wraca do głowy i nie pozwala przejść obojętnie. Tutaj bardziej pasuje zwrot groch z kapustą. Dużo elektroniki, dużo szumu, gdzieś jeszcze gitary, ale przede wszystkim nie umiem wyczuć klimatu, który tutaj zespół uskutecznia. Coś o lasce, ale co dokładnie. Ty no nie wiem. Nie ma co przedłużać, w porządku, ale słuchanie dla słuchania czegoś po prostu z innej strony świata to nie ja.

no-man - Dry Cleaning Ray

Ja bym nie wrzucił, wiadomo. Zaczyna się jeszcze ciekawie, ale ten Bowness wszystko upupia na pościelową modłę, masakra. Elegancko brzmiące organy później wjeżdżają jak z kafelków w FLu, a to i tak jedyny fajny element piosenki. Może jeszcze dobre bębny? Z kolei refren o dupie Maryni z la la la jak kombinacja rzeczy irytujących w ostatnich edycjach depeszwyżyn. Yeah, it's the same old thing, it's the same old shit. Szanuję za samokrytykę! Wybacz Seba, ale ciachnąłbym taki tekst niezależnie od tego, kto by wrzucił. Muslimgauze musiałbym dać trochę czasu, co próbowałem, to raczej się odbijałem... a ten numer poza progrockowymi błyskotkami to dalej typowa senna bujanka zwyczajnie no-manowa. Dobra dla fanów lub zachwyconych właśnie takim udanym pierwszym kontaktem. Nie dla ludzi, którzy poświęcili za dużo czasu nielubianej muzyce. Ja tęsknie za taką poznawczą partyzantką w bardzo konkretny sposób. Kochane blogi na blogspocie z odnośnikami, ruskie strony z empetrójkami. Wzmacniały poczucie odkrywania czegoś, do czego nikt inny nigdy nie dotarł. Teraz jest Bureau B i inni fanatycy wznawiania rzeczy niewznawialnych (Gad Records pzdr), ale tamto było dodatkowo urzekające. I było na to więcej czasu. Trochę szkoda, choć i dziś nie jest tak źle. Ciekawość dzieciaka zamieniłem na coraz większą wiedzę i lekkość w poszukiwaniach. Dopóki jeszcze potrafię się podniecić czymś zupełnie na świeżo, dopóty nie ma problemu.

Alphaville – A Victory of Love

Ja kiedyś myślałem, że Hiroshimy nie śpiewa Sandra tylko jakaś japońska wokalistka. Dzięki Melkiemu przez pierwsze dni z Paintings In Yellow zdziwieniu nie było końca! Zgadzam się z Wujasem, są strasznie nierówni. Widzę po swoich ocenkach Forever Young z 2019 roku, że to po prostu fakt. Wiem to też po kilku odsłuchach podrzucanej piosenki. Przeboje z tej płyty bronią się do dzisiaj bez żadnych wątpliwości. Tutaj niestety wyjeżdża za dużo rzeczy balansujących na granicy parodii. Budżetowe brzmienia synthowe, okropny wokal w pierwszej zwrotce, całość generalnie jakoś dziwnie zmierza z jaskini do bezsensownego pompatycznego finału. Niby otwieracz, ale wrażenie baardzo średnie, niezachęcające do dalszego słuchania. Coś tam coś tam love, tyle zostało po wszystkim. Z uśmiechem sięgam po klasykę ulokowaną trochę dalej.
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18356
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 11 lip 2026 22:46

Beach Fossils – Adversity

Coś mi to trochę przypomina. Może po prostu te zespoły indie grają dosyć podobnie. Ale ja generalnie indie lubię mimo, że z pozoru w większości to trochę nudziarska muzyka. Ale całkiem przyjemna. Spoko gitarki sobie plumkają, spoko wokal. Dobra perkusja i bas. Myślę, ze to całkiem fajna nuta na letnie spacery w terenie.

Biz Markie - Just a Friend

Całkiem uroczy kawałek rapu. Fajna ta saloonowa zagrywka na klawiszu. Dobra perkusja. No i pan raper robi dobrą robotę. W zwrotkach dobrze rapuje, a do tego tak śpiewa refreny, ze po prostu mi się podoba. Jest to takie niby niezdarne, ale jakże satysfakcjonujące. No i sama melodia refrenu dobra. Bardzo fajny utwór.

King Crimson - Level V

Kolejny odcinek bestki pt. KC. Zabieram się za te ich płyty od dawna, ale jakoś ciągle to odkładam na później. Chyba po prostu zawsze za szybko przechodzi mi ochota na gitarowe łojenie. W Level V gitary oczywiście ładnie pracują. Chociaż ja też nazwałbym to raczej prezentacją umiejętności instrumentalistów aniżeli utworem muzycznym, wszak melodii ani motywu przewodniego tam zbytnio chyba nie ma. Brakuje mi najbardziej wokalu. No ale jak by tego nie nazywać to jest i tak całkiem spoko prog.

Buck-Tick – Girl

Kolejna propozycja z Japonii. W sumie jakoś mało japońsko mi to brzmi. Nie skojarzyłbym tego za bardzo z anime. Może jedynie jeden klawisz brzmi dosyć charakterystycznie dla Azjatów. Nie jest to złe, ale też nie umiem się do końca wgryźć w ten klimat. Instrumentalnie spoko, za to melodia jakaś taka nie do końca. I wokalista średnio mi się podoba. Generalnie kciuk raczej w bok.

no-man - Dry Cleaning Ray

No i na koniec Mentos, który zaimponował mi tutaj nie gorzej niż Wąski niejakiemu Siarze w Kilerach. Nie ma oczywiście innej możliwości niż łatwy prejz z mojej strony. Wszak to mój ukochany no-man. W dodatku w znakomitym utworze. Te organy są po prostu niesamowicie piękne. Melodia wokalu piękna. Bowness jak zawsze rewelacyjny. Smoku stwierdził, że to rzecz dobra tylko dla fanów. O każdej muzyce można tak przecież powiedzieć. Jak ktoś Bownessa nie polubił przez ponad 4 lata bestek, to już na bank nie polubi.

Dzisiaj krótkie opisy ale ja już siedzę właściwie na walizkach, bo wyjeżdżam na wczasy. I właśnie z tego powodu niestety jestem zmuszony opuścić ze dwie jak nie trzy najbliższe kolejki bestki utworowej.
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10366
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 11 lip 2026 22:52

Skoro sampel to najlepsza rzecz w kawałku... tylko dla fanów albo wczutych zachwyconych po poszukiwaniach trochę na ślepo, nic w tym złego przecież.
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6943
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 12 lip 2026 21:00

Beach Fossils - Adversity

O tym nieszczęsnym roku 2012 napisałem tu pewnie jakiś tom, albo chociaż takowe trzy. Fajny okres, tzn. bardziej "obiektywnie", choćby z powodu mniej napiętej sytuacji na świecie, a i przecież i u nas waśnie między PO a PiSem były jakieś letnie w porównaniu z tym co jest dzisiaj. Mi się kojarzy głównie z pierwszą pracą (do której praktycznie poszedłem z początkiem lata i z której odszedłem z początkiem jesieni), Gothiciem przechodzonym na NOTEBOOKU, kopaniem gały na Orliku, Żulionerami, Faith No More, Zieloną Milą, The Smiths, Songpopem na FB... dobra, jezus, kogo to obchodzi. xD Wrzuta z gatunku tych o ktorych piszę, że Fajnie Się Ich Słucha, Ale Nie Mam Zadnego Konkretnego Punktu Zaczepienia, aczkolwiek doceniam nawet spoko brzmienie. Na które pewnie jeszcze nie tak dawno temu bym narzekał - czyżbym w końcu nie tylko się na nie uodpornił, ale je polubiłem? Jest okej, może nawet kiedyś wrócę (ale nie obiecuję).

Biz Markie - Just a Friend

O, to zaś przedstawiciel grupy utworów Które Znam Ale Nie Pamiętam Skąd I Kto To Wykonuje. I jeden z nielicznych przedstawicieli "muzyki niepoważnej" przy którym nie mam ciarek żenady i rozwalić źródła dźwięku. Bardzo urokliwy bit, który jest jednocześnie przegięty (to pianinko i te bębny, które powinny do siebie pasować jak coś, co do siebie nie pasuje), ale przy tym jest słuchalny. I pasuje do konwencji, czyli tej nieco głupkowatej nawijki i tego tekstu, który niby jest historią opowiadaną (bardzo sprwanie) z perspektywy frajera, ale kto nigdy nie był na jego miejscu, ten nie żył. Jednak da się zrobić słuchalny COMEDY RAP, wystarczy odrobina talentu i wyczucie. Kapitalna wrzuta.

King Crimson — Level V

I mamy też przedstawiciela grupy O, Tego To Lata Nie Słuchałem. Pała tu Believe jest genialnym albumem, nie wiem czy jednym z moich najbardziej ulubionych, ale na pewno najbardziej niedocenianym - nawet fani jakoś rzadko o nim wspominają czy też wymieniają w zestawieniach best of (az)best. Ja sam kocham tę płytę niemożebnie, a generalnie to nie jestem jakimś arcyfanem metalu progresywnego. I pewnie takiego improwizowanego grania w wykonaniu kogokolwiek innego nie byłbym w stanie słuchać, a już na pewno nie w wydaniu studyjnym, a tu słucham z nieprawdziwą przyjemnością. Dużo świetnych motywów, genialne brzmienie, kunszt, wirtuozeria i inne epitety - wybierzcie sobie sami własne. Jest moc.

Buck-Tick – Girl

O, Kolejny Japoński Kawałek. Faktycznie brzmi trochę jak opening do anime, ale może to przez to, że z japońskiej muzyki znam tylko Fishmans i wrzuty Hiena to wszystko stamtąd brzmi mi jak opening do anime, zwłaszcza jeśli jako-tako przypomina zachodni pop-rock. Trochę nie wiem co tu napisać, to kumkanie trochę zabawne, fajne brzmienie, są tu fajne motywy i w ogóle jest psychodelicznie w taki fajny, uroczy sposób. Podoba mi się to. Może i sprawdzę więcej?

Alphaville – A Victory of Love

Ja tam pamiętam, że debiut Alphaville był nawet solidny - może i były jakieś pojedyńcze mielizny, ale generalnie poziom był zaskakująco wysoki jak na płytę Pop Na Której Powinny Być Dwa Przeboje, Jeden Deep-Cut I Jakieś Zapychacze i nawet zdarzało mi się wracać do całości. A Victory of Love na pewno mielizną nie było, chociaż chyba nie było aż takim hitem jak wiadomo które kawałki. Zgadzam się z tym, że fajny synthpop. Coś mógłbym dopisać, ale nie wiem co.

Może i jestem dziś lakoniczny, ale czasem tak bywa. Tak czy siak - fajna kolejka.
DEPESZWIZJA 123: EDYCJA NOWOFALOWA
FINAŁ 21:15
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7404
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 12 lip 2026 22:09

Biz Markie - Just a Friend

Cóż, nie potrafię nic powiedzieć. Dziwny kawałek, taki trochę na odwal się śpiewany, trochę bez życia a trochę z jajem, trochę... nie wiem, sam nie wiem, nie mam duszy do takich numerów teraz. Może puszczony z głośników mojego auta w Bełchatowie pod koniec lata będzie w stanie się odczarować. Ale w sumie z czego tu się odczarowywać, to nie jest zły kawałek, gość ma dobrą nawijkę a refren też jakoś mi w głowie przycupnął, no ale z drugiej strony nie mogę się w to "wgryźć", jakby, chyba nie mój klimat teraz. Teraz jednak moje klimaty są bardzo gdzie indziej i chyba je tam zostawię. Także kciuk w bok, ale z perspektywami.

King Crimson - Level V

Panie, co to jest za dobry numer. Karmazynowy Król dostarcza jak zawsze, nie rozumiem, że można takie utwory w ogóle hejtować. Jakby, prog i ja to wiadomo, ale FRIPP i BELEW (pisane kapitalikami), no prostytutka, to się nie może NIE udać. Złoto na złocie złotem pogania, te gitary, te przejścia, energia i agresja ale na poziomie, słucham i słucham i napełnić się nie mogę (nie wiem, czy to dobre słowo, ale IDGAF). Nasycić? Może prędzej. Jestem pod wielkim wrażeniem, chyba przysiądę do tego krążka, bo znam go mocno po łebkach i tego np. nie znałem. Doskonały wybór, naprawdę doskonały i mój faworyt kolejki.

Buck-Tick - Girl

Więcej azjatyckich smaczków od kolegi Munlupa (tylko którego kolegi?), i ten jest jakiś taki fajny, kurde. Ja Buck-Tick z Dwizji kojarzę ledwo ledwo, gdyż po prostu nie pamiętam, a ten numer ma jakieś zadatki na nieprzelecenie mi z jednego ucha do drugiego i potem na wypad. Zaczyna się nieco ostrzej, ale pachnie takim pop-rockiem lat 90., faktycznie. Spokojnie poradziłby sobie w wersji stuprocentowo anglojęzycznej i umiem go sobie wyobrazić na falach RMFu czy innych takich gówien. A mostek na klawiszu ma znajomą melodię, ale mój mózg w ten weekend nie pracuje tak, jak powinien. Fajny utwór, drugi najlepszy po KC.

no-man - Dry Cleaning Ray

Interesujący wybór, zaprawdę. Długo się do pewnych rzeczy z okolic Wild Opera nie mogłem przekonać, potem się to zmieniło in plus. Co prawda DCR wciąż nie byłoby moim wyborem do bestki, ba!, nie byłoby nawet w pierwszej dziesiątce moich ulubionych kawałków no-woman, ale wciąż jest to dobry numer i nie mogę mu znaczka jakości nie dać. Trip-hopowy bicik broni się i dobrze do mnie przemawia, Bowness to Bowness, wiadomo, a jego sha-lala jest bardzo... ciepłe, nie wiem, czy to właściwe słowo (po raz kolejny xD), ale robi mi ten utwór robotę, może to kwestia zmieniającej się pogody i okoliczności wokół mnie. Jednak wybieram Housewives.

Alphaville - A Victory of Love

Co ja się będę rozpisywał, znam ten numer niemal tak długo, jak żyję. Forever Young w postaci albumu towarzyszy mi od ponad 30 lat, kocham ten krążek miłością bezwzględną i jego otwieracz uważam za złoto (choć tytuł jest idiotyczny). Wszystko co fajne się tu dzieje. Dobry Gold, świetne synthy Lloyda i Mertensa (jeszcze wtedy), dobra produkcja, te smyczki w tle solówki klawiszowej (dość złowrogiej), mocny refren i solidne zakończenie. To jest świetne i tyle na ten temat, łatwy prejz i pojarka, słuchałem nawet ostatnio. Przepadam i się to raczej nie zmieni, choć inne rzeczy na krążku są jeszcze lepsze (vide Summer in Berlin).
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13846
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 13 lip 2026 13:50

Wujas zawsze jak ma u mnie jakąś lepszą serię to musi wtedy przerwać z powodu jakiegoś wyjazdu, eh. Nic to, udanego wypoczynku zatem dla naszego wojaka a skoro go chwilowo nie ma to pozwolę sobie polecieć czymś z czym wiem że zapewne by się i tak męczył niemiłosiernie heh.

Paktofonika feat. JedenSiedem - A robi się to tak
(wydane w 2002)

Legendarny skład PFK z Katowic/Mikołowa składający się z Rahima, Fokusa i Magika wrzucał na forumy już nasz kolega Dragon dawno temu, swoją drogą wleciał wówczas z moim ulubionym kawałkiem z ich debiutu, dziś zatem ja dokładam swoją cegiełkę - nieco bardziej obskjurową.

Niestety kariera Paktofoniki - takiej prawdziwej, prawilnej w pełnym jej składzie przerwana została 26 grudnia 2000 roku gdy Magik odebrał sobie życie wyskakując z okna swojego mieszkania w bloku na 9. pietrze. Tym samym za jego życia chłopaki zdążyli wydać zaledwie jeden (ale za to jaki!) długograj pt. Kinematografia, natomiast nagranych utworów było nieco więcej i z tej okazji w roku 2002 ukazał się niejako drugi album - kompilacja zatytułowana Archiwum Kinematografii zawierająca mniej więcej drugie tyle materiału co debiut. Chociaż płyta ta jako całość nie stała już poziomem obok debiutu to zawierała wciąż kilka naprawdę fajnych kawałków PFK a jednym z moich faworytów - również w skali całej dyskografii - był dla mnie utwór A Robi Się To Tak z udziałem białostockiej grupy JedenSiedem w skład której wchodzili Pih oraz Tymi.

Moja dzisiejsza wrzuta to luźny numer o podrywaniu dziewczyn a akcja opisywanych zdarzeń rozgrywa się latem, myślę zatem że to najlepszy moment by z tym wjechać. Jako że w numerze spotykają się dwie rapowe grupy i na mikrofonie prezentuje się tutaj aż 5 raperów można śmiało powiedzieć że to taki typowy posse cut. Jak dla mnie najlepiej wypadają w tym utworze otwierający go pierwszą zwrotką Magik (rzekłbym że jedna linijka tu wręcz mruga okiem w stronę naszego mentosa) oraz w czwartej zwrotce Pih. Bicik jest tu taki lekko specyficzny, nieco leniwy ale i bujający zarazem, co w połączeniu z wersami panów nadaje całości takiego trochę charakteru kawałka z jajem. Bardzo fajny numer skrojony pod męskie wakacyjne wypady na miasto.

https://youtu.be/3MjIrbRy7Y8?is=AIe7BJV2V1vhphUt
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10366
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 13 lip 2026 15:16

Ose — 29h 08mn (1978)

Zainspirowany wrzutą sebową wjeżdżam z kolejnym odcinkiem programu Grzebiemy W Zakamarkach. Ose już poznaliście poprzez Depeszwizję. Uważam, że ta płyta zasługuje na więcej uwagi niż ma do tej pory, więc podrzucam drugi kawałek. Panowie Herve Picart, Richard Pinhas i Francois Auger spotkali się w Paryżu w czerwcu 1978 roku, spędzili trzy dni w studio, a efekty tych sesji można sprawdzić właśnie na Adonii. Elektroniczny dżemik najwyższej próby zainspirowany Tangerine Dream i krautami. Może nie aż tak bardzo melodyjny, ale pod tym względem jest lepiej niż na płytach Heldon... Solowego Pinhasa z Iceland też już znacie, a tam też było całkiem surowo. Tutaj mamy bardzo dobry miks wszystkiego - surowy automat, soczysta perka, klimatyczne gitarki i takie bardzo typowe dla francuskiej sceny "optymistyczne" brzmienie syntezatorów, choć wciąż w dość minimalistycznej formie. Druga część zdradza bardziej rockowe korzenie, to musiała być po prostu bardzo udana, produktywna posiadówka. Wcale nie brzmi gorzej niż utwory grane na trasie Mandarynek rok wcześniej, bez wstydu można stawiać obok ichniejszej Encore, choć to Francja, a nie Stany.

Nie wiem, czy już o tym pisałem, ale kiedyś była taka ruska strona z empetrójkami. Same kolumny, tabelki, odnośniki, wszystko (czarny tekst) na niebieskim tle. Właśnie tam znalazłem pierwszy raz Adonię i od razu pobrałem na dysk. Jak do Heldonu musiałem się przyzwyczaić czy tam dojrzeć, tak z tą płytą nie miałem żadnego problemu. Chyba już po tylu latach udowodniłem, że francuska elektronika dopiero zaczyna się na Jean-Michelu.

Za kilka dni Bureau B wypuszcza reedycję. Winyl to może zbyt ekstrawagancki wybór, ale CDkiem nie pogardzę!

https://www.youtube.com/watch?v=ykoK6v51qrE
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24709
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 14 lip 2026 11:46

Asian Kung-Fu Generation – Rewrite

Asian Kung-Fu Generation to kolejny z zespołów, które poznałem jeszcze w liceum, ponad 20 lat temu. Jako, że większość japońskich zespołów, które do mnie docierały to był pop-rock albo metal, ucieszyłem się kiedy w końcu odkryłem zespół grający pop punk. Numer pokazał mi ten sam ziom, co w wypadku Buck-Tick, ale tym razem znaczenie miał aspekt humorystyczny, bo był to pierwszy z wielu kawałków japońskich, gdzie znajdują się fragmenty brzmiące polsko. W tym wypadku, w refrenie wokalista śpiewa „WYLAJTUJ SIĘ”. Jak raz to usłyszycie, to już nie odusłyszycie.

Asian Kung-Fu Generation to do dziś całkiem znany zespół tam u nich, natomiast w kwestii popularności zagranicą nie mam pojęcia, ale wiem, że gości uwielbiam. Niedługo urlop, więc przynoszę tutaj trochę skocznej radości, która w wykonaniu muzyków z Japonii, wydaje się jeszcze bardziej radosna.

https://youtu.be/G3_8jgVceBs
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7404
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 15 lip 2026 09:49

Peter Bjorn and John - Tomorrow Has to Wait (2011)

Nie pamiętam, czy wrzucałem już Szwedasów do tej zabawy, ale coś mi mówi, że tak tylko do Dwizji. Niestety, nie mam teraz możliwości tego sprawdzić, więc ciupciać. Jest sobie trzech Szwedów, którzy założyli zespół w 1999 roku i grali garażowego alt rocka. Grali tak przez dwa kolejne albumy (2002 i 2004), aż zmienili podejście i w 2006 wydali słynne Writer's Block, z którego pochodzi ich największy hit - Young Folks. Raz, że catchy piosenka z catchy gwizdaniem, dwa, że ciekawy teledysk, a trzy, że wpychano to (nadal się tak robi) do chyba co czwartej reklamy czegokolwiek gdziekolwiek. Co trochę mi obrzydziło ten, skądinąd, fajny kawałek.

To właśnie od Writer's Block zacząłem z nimi przygodę, jeszcze w roku 2008. W 2009 wydali kolejną płytę, która wyszła nieco hipsterska, ale w 2011 wrócili do gitar i oto efekt. Jest wciąż lekko, jest bardzo z jajem, jest energetycznie i żywo, a jednocześnie czuć tego ducha ich wczesnych dokonań, które poza Skandynawią i Finlandią nie były specjalnie znane (na stan mojej najlepszej wiedzy). Sporo słuchałem tej płyty latem 2012 obok wszystkich hipsteryzmów, jakie mi wtedy w ręce wpadały. W 2011 wolałem tamtą z 2009, ale 2011 to w ogóle inna historia. Zapodaję dobrą piosenkę, gdyż mam naprawdę dobry humor. Oby nie był efektem gry o sumie zerowej.

https://www.youtube.com/watch?v=bHwUXrK ... rt_radio=1
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6943
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 15 lip 2026 12:50

nie-men nawet się przyjął, i to tam gdzie się nie spodziewałem, że się przyjmie (choćby i u Murzyna). W sumie fajno.

Milky - Just The Way You Are

Shodana znowu nie ma, ale niechaj to nie stanie na przeszkodzie, aby nie pojawiła się śpiewająca pani i/lub radiowy pop sprzed kilku dekad. Milky to taka artystka, którą ludzie nazywają One hit wonder, bo w sumie nie kojarzę by nagrała cokolwiek poza tym kawałkiem, a o jej popularności powinno świadczyć to, że na last.fmie na jej profilu jest 9 fot, z czego 7 to zdjęcia zupełnie innej laski. Niby nagrała jakąś płytę, ale jestem dziwnie przekonany że bez słuchania wiem jaka to płyta.

Ten utwór to klasyczny letniaczek, taki co to ponoć teraz niby zalicza renesans popularności dzięki rolkom i tiktokom (ja osobiście się nie natknąłem, ale wierzę że tak jest). Niby nic szczególnego, ale to TUTU DU wkręca się w ucho i jest całkiem przyjemnym soundtrackiem na to lato. Które też jest całkiem przyjemne, przynajmniej po zakończeniu tej fali upałów.

I oby dziś Argentyna przerżnęła, bo to byłaby przesada.

Bierzcie i słuchajcie tego.

https://www.youtube.com/watch?v=Hx6WuGfOV0Q
DEPESZWIZJA 123: EDYCJA NOWOFALOWA
FINAŁ 21:15
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13846
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 15 lip 2026 13:06

Kolejka 14.

79. Paktofonika feat. JedenSiedem - A robi się to tak (stripped)
80. Ose — 29h 08mn (Dragon)
81. Asian Kung-Fu Generation – Rewrite (Hien)
82. Peter Bjorn and John - Tomorrow Has to Wait (devotional)
83. Milky - Just The Way You Are (mintaj)


Argentyno

Co Ty robisz
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup