Best of Forum VIII
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Mi tam wsio rybka, generalnie staram się wjeżdzać z końcem tygodnia
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Jay-Z - December 4th
Tak sobie raz na jakiś czas myślę o tych zakończeniach karier, w kontekście np. wielkiego pożegnalnego touru a-ha, który po zaledwie paru latach okazał się nie ostatnim, niekończącej się pożegnalnej trasie Deep Purple, która trwa już 10 lat, czy wielkiej emerytury Nine inch Nails, na której Trent wytrzymał tylko 3 lata. Wracają do mnie wtedy słowa Glena Johnsona z Piano Magic, który wykreował koniec Piano Magic albumem Closure, a teraz wspomina, że trochę tego żałuję, bo ma ochotę coś nagrać z tymi ludźmi i niepotrzebnie robił to zamknięcie. Chyba tylko REM zrobili to szczerze i całą pewnością, że nie chcą już tego robić w ramach tego szyldu. Wiadomo, co innego kiedy karierę kończy artysta solowy, do tego po zaledwie 7 latach. Niemniej, rozumiem czemu ludzie to robią. Żeby jakiś koniec miał chociaż próbować być autentycznym, to trzeba w to wierzyć. Jeżeli nagrywa się „ostatni album” i jedzie w „ostatnią trasę”, to nie można ciągnąć narracji „no ok, może jednak kiedyś wrócę”, bo inaczej cała ta szopka jest niewiele warta. Tym samym, nie mam problemu z tym, że zespoły i wykonawcy, które miały/którzy mieli nigdy nie wrócić, wracają. Czasy się zmieniają, ludzie się zmieniają. To trochę jak z, nomen omen, naszym Murzynem, który pod wpływem chwili odchodzi z depeszwizji, zmienia wrzuty, czy opuszcza grupę na fejsie, a po paru dniach (w porywach) wszystko odkręca xD No, tak to już bywa. Gdyby Jay miał już nigdy nie nagrywać, tylko dlatego, że tak ładnie zakończył swoja karierę, to jednak byłoby to idiotyczne. Nawet David Bowie, zaczął demować nowe piosenki po „Blackstar” i miał wyrąbane, czy zepsuje tym efekt albumu-stypy. No, ale nie ważne, bo nawaliłem, jak to mówi Dragon, kolumnę tekstu, ale nic o piosence. Kawałek jest fajny, bit sielski, rozliczeniowy tekst bardzo przyzwoity, no i rap Jaya bardzo dobry. Kolejne korki z amerykańskiego hip-hopu, odrobione.
Procol Harum - A Whiter Shade of Pale
Chyba głównym minusem wrzucania enjoyów, i to nie jest pojazd po Sebie, bo przecież też wrzucam enjoye, jest chyba to, że nie wynosi się z tego jakiegoś pierwiastka osobistego wrzucającego. Kiedy ktoś wrzuca jakiś outtake, czy b-side, czy nawet cokolwiek, co nie było hitem, jest w tym jakiś osobisty element, natomiast hit może wrzucić dosłownie każdy i niczego to o nim nie mówi (chyba, że tekst wrzuty). No, ale oczywiście, nie zawsze mamy na to wpływ, zresztą jeżeli zna się tylko jakiś hit, i ma się z nim przeprawę, to nikt nie będzie wyszukiwał obskjurów, żeby tylko było bardziej interesująco. No, ale to taka dygresja. Kawałek oczywiście znam, te porno organy zresztą każdy chyba kojarzy, ale nie wie skąd. Nigdy nie zanurkowałem w Procol Harum, bo się trochę bałem, że będzie zbyt dadowo. Niemniej, kiedy zdecydowanie bliżej mi jest do bycia dadem niż nie (nie, to nie jest tania próba sprzedania info, że spodziewam się dziecka, bo się jeszcze nie spodziewam), to w sumie czym ja się w ogóle przejmuję? Dobra muzyka, to dobra muzyka.
Budka Suflera - Za Ostatni Grosz
Śmieszna sprawa, bo ten album kojarzy mi się głównie z niemuzycznego wspomnienia. Był czas kiedy mieliśmy z Musiałem wspólnego „teścia” i obaj bywaliśmy w rodzinnym domu. I „Na ostatni grosz”, często leżało w kuchni, gotowe, żeby je odpalić. Niemal synchronicznie, ja i Musiał straciliśmy tego człowieka w charakterze „teścia”, ale miłe wspomnienia zawsze zostaną. Do Budki mam stosunek taki, że nie mam za bardzo żadnego. Jest dużo miłych wspomnień z dzieciństwa, kiedy BS (niefortunny skrót) przeżywali druga młodość wiadomymi hitami, ale tutaj jest trochę inny zespół i nie chce się powtarzać po raz setny (a i tak to zrobię), ta polskość mnie łapie zawsze. Mam trochę zabawne skojarzenie, bo ten kawałek brzmi trochę jakby Papa Dance zaczęli grać bluesa (ten refren to czyste Papa). Solo w drugiej połowie, brzmi niemal jak wariacja na temat „Comfortably Numb”. Jest to bardzo fajne i daję temu duże OKEJ.
Republika — Halucynacje
Republikę to ja zawsze pochwalę, no nie wiem co by się musiało stać, żebym tego nie zrobił. Wiadomo, Ciechu gdacze tak jak wolę żeby nie robił, ale pasuje to do psychodelicznego podkładu i tekstu, więc stoję w rozkroku, ale bardziej po stronie „jest to zajebiste”. Bo po tej drugiej może być co najwyżej „jest dobre”. Jest coś w tej starej Repie, co intryguje i ma niepowtarzalny klimat. Szkoda, że zespół nie dożył tego albumu, który miał być powrotem do korzeni, tzn. wiadomo, często takie próby kończą się fiaskiem, ale akurat Republika miała dobry materiał w łapach. No nic. Bardzo spoko utwór. Mieliśmy z Azbestem swoje „Halucynacje”, które były jedną z lepszych rzeczy, jakie zrobiliśmy, ale zanim udało nam się to nagrać, to zespół rozpłynął się w atmosferze braku czasu. No, ale lepiej tak, niż w atmosferze śmierci wokalisty.
Smoku już któryś raz podkreśla zmiany życiowe, które charakteryzowały się zmianą fryzury, i to jest w sumie ciekawa sprawa, bo też mogę takie wskazać. Zawsze kiedy działo się u mnie coś grubego, to robiłem coś z włosami, czy to było ścięcie długich do pasa i dorzucenie czarnej farby (która po dwóch miesiącach ustąpiła farbie utleniającej), czy kiedy miałem swój moment Britney i ogoliłem się na łyso. Rytualność zmiany fryzur, to temat na inny temat, ale zdecydowanie coś w tym jest.
Tak sobie raz na jakiś czas myślę o tych zakończeniach karier, w kontekście np. wielkiego pożegnalnego touru a-ha, który po zaledwie paru latach okazał się nie ostatnim, niekończącej się pożegnalnej trasie Deep Purple, która trwa już 10 lat, czy wielkiej emerytury Nine inch Nails, na której Trent wytrzymał tylko 3 lata. Wracają do mnie wtedy słowa Glena Johnsona z Piano Magic, który wykreował koniec Piano Magic albumem Closure, a teraz wspomina, że trochę tego żałuję, bo ma ochotę coś nagrać z tymi ludźmi i niepotrzebnie robił to zamknięcie. Chyba tylko REM zrobili to szczerze i całą pewnością, że nie chcą już tego robić w ramach tego szyldu. Wiadomo, co innego kiedy karierę kończy artysta solowy, do tego po zaledwie 7 latach. Niemniej, rozumiem czemu ludzie to robią. Żeby jakiś koniec miał chociaż próbować być autentycznym, to trzeba w to wierzyć. Jeżeli nagrywa się „ostatni album” i jedzie w „ostatnią trasę”, to nie można ciągnąć narracji „no ok, może jednak kiedyś wrócę”, bo inaczej cała ta szopka jest niewiele warta. Tym samym, nie mam problemu z tym, że zespoły i wykonawcy, które miały/którzy mieli nigdy nie wrócić, wracają. Czasy się zmieniają, ludzie się zmieniają. To trochę jak z, nomen omen, naszym Murzynem, który pod wpływem chwili odchodzi z depeszwizji, zmienia wrzuty, czy opuszcza grupę na fejsie, a po paru dniach (w porywach) wszystko odkręca xD No, tak to już bywa. Gdyby Jay miał już nigdy nie nagrywać, tylko dlatego, że tak ładnie zakończył swoja karierę, to jednak byłoby to idiotyczne. Nawet David Bowie, zaczął demować nowe piosenki po „Blackstar” i miał wyrąbane, czy zepsuje tym efekt albumu-stypy. No, ale nie ważne, bo nawaliłem, jak to mówi Dragon, kolumnę tekstu, ale nic o piosence. Kawałek jest fajny, bit sielski, rozliczeniowy tekst bardzo przyzwoity, no i rap Jaya bardzo dobry. Kolejne korki z amerykańskiego hip-hopu, odrobione.
Procol Harum - A Whiter Shade of Pale
Chyba głównym minusem wrzucania enjoyów, i to nie jest pojazd po Sebie, bo przecież też wrzucam enjoye, jest chyba to, że nie wynosi się z tego jakiegoś pierwiastka osobistego wrzucającego. Kiedy ktoś wrzuca jakiś outtake, czy b-side, czy nawet cokolwiek, co nie było hitem, jest w tym jakiś osobisty element, natomiast hit może wrzucić dosłownie każdy i niczego to o nim nie mówi (chyba, że tekst wrzuty). No, ale oczywiście, nie zawsze mamy na to wpływ, zresztą jeżeli zna się tylko jakiś hit, i ma się z nim przeprawę, to nikt nie będzie wyszukiwał obskjurów, żeby tylko było bardziej interesująco. No, ale to taka dygresja. Kawałek oczywiście znam, te porno organy zresztą każdy chyba kojarzy, ale nie wie skąd. Nigdy nie zanurkowałem w Procol Harum, bo się trochę bałem, że będzie zbyt dadowo. Niemniej, kiedy zdecydowanie bliżej mi jest do bycia dadem niż nie (nie, to nie jest tania próba sprzedania info, że spodziewam się dziecka, bo się jeszcze nie spodziewam), to w sumie czym ja się w ogóle przejmuję? Dobra muzyka, to dobra muzyka.
Budka Suflera - Za Ostatni Grosz
Śmieszna sprawa, bo ten album kojarzy mi się głównie z niemuzycznego wspomnienia. Był czas kiedy mieliśmy z Musiałem wspólnego „teścia” i obaj bywaliśmy w rodzinnym domu. I „Na ostatni grosz”, często leżało w kuchni, gotowe, żeby je odpalić. Niemal synchronicznie, ja i Musiał straciliśmy tego człowieka w charakterze „teścia”, ale miłe wspomnienia zawsze zostaną. Do Budki mam stosunek taki, że nie mam za bardzo żadnego. Jest dużo miłych wspomnień z dzieciństwa, kiedy BS (niefortunny skrót) przeżywali druga młodość wiadomymi hitami, ale tutaj jest trochę inny zespół i nie chce się powtarzać po raz setny (a i tak to zrobię), ta polskość mnie łapie zawsze. Mam trochę zabawne skojarzenie, bo ten kawałek brzmi trochę jakby Papa Dance zaczęli grać bluesa (ten refren to czyste Papa). Solo w drugiej połowie, brzmi niemal jak wariacja na temat „Comfortably Numb”. Jest to bardzo fajne i daję temu duże OKEJ.
Republika — Halucynacje
Republikę to ja zawsze pochwalę, no nie wiem co by się musiało stać, żebym tego nie zrobił. Wiadomo, Ciechu gdacze tak jak wolę żeby nie robił, ale pasuje to do psychodelicznego podkładu i tekstu, więc stoję w rozkroku, ale bardziej po stronie „jest to zajebiste”. Bo po tej drugiej może być co najwyżej „jest dobre”. Jest coś w tej starej Repie, co intryguje i ma niepowtarzalny klimat. Szkoda, że zespół nie dożył tego albumu, który miał być powrotem do korzeni, tzn. wiadomo, często takie próby kończą się fiaskiem, ale akurat Republika miała dobry materiał w łapach. No nic. Bardzo spoko utwór. Mieliśmy z Azbestem swoje „Halucynacje”, które były jedną z lepszych rzeczy, jakie zrobiliśmy, ale zanim udało nam się to nagrać, to zespół rozpłynął się w atmosferze braku czasu. No, ale lepiej tak, niż w atmosferze śmierci wokalisty.
Smoku już któryś raz podkreśla zmiany życiowe, które charakteryzowały się zmianą fryzury, i to jest w sumie ciekawa sprawa, bo też mogę takie wskazać. Zawsze kiedy działo się u mnie coś grubego, to robiłem coś z włosami, czy to było ścięcie długich do pasa i dorzucenie czarnej farby (która po dwóch miesiącach ustąpiła farbie utleniającej), czy kiedy miałem swój moment Britney i ogoliłem się na łyso. Rytualność zmiany fryzur, to temat na inny temat, ale zdecydowanie coś w tym jest.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Procol Harum - A Whiter Shade of Pale
Kurczę, słuchając tego mam jednocześnie wrażenie że znam i nie znam tego kawałka. Brzmi znajomo, trochę jak amalgamat różnych rzeczy z lat 70. - klawisze w stylu jakiejś Dziewczyny o Perłowych Włosach, wokal w zwrotkach przypomina mi Joe Cockera a z kolei gdy wchodzi ten mocniejszy refren mam wrażenie jakby miało polecieć When A Man Loves A Woman. Może to i jest Enjoy ale nie z mojego podwórka zatem jak dla mnie jednak bardzo fajne odkrycie. Nie mam dobrych wieści - mentos cały czas w formie.
Budka Suflera - Za ostatni grosz
Znam ten utwór ale poznałem go dość późno, całkiem niewykluczone nawet że to mogła być ostatnio wspominana u mnie JESIEŃ 2016, w każdym razie usłyszałem ten kawałek w Trójce zdaje się i od początku mi się podobał. Muzyka z czasów minionych i wydaje się jakby prostszych - gdy nie mieszało się nam czarne z białym, nie znaczyło nie a tak znaczyło tak, heh. Już same zwrotki są zajebiste a gdy wchodzi TEN refren z gitarą to już w ogóle. Piękna nostalgiczna nuta ze złotej ery PRLu, nie wiem czy nie była to może i najlepsza dekada w polskiej muzyce rozrywkowej w ogóle. Klasyka przez duże K.
Gisula - North Town
O ja Cię, ledwie Mikołajki mamy a Kuba już totalnie bożonarodzeniowym klimatem poleciał. Słuchając tego sielskiego instrumentala trudno nie mieć przed oczyma obrazków typu ośnieżone ulice Paryża przed świętami albo spokojnego domowego zacisza z kominkiem i jakimś uroczym psem śpiącym na posłaniu obok choinki. Jest dużo złota w takich indie grach wideo pod kątem muzyki nieraz więc chętnie sprawdzę więcej takich wrzutek. Tymczasem słuchając tego rozpływam się jak czekoladowy Mikołaj którego ktoś nieumyślnie położył nad kominkiem. Fortepian, smyki, akordeon, DZWONECZKI, ta leniwa jazzowa perkusja, wszystko tu jest prima sort.
Republika - Halucynacje
Aleście się ładnie rozbrykali z tą polską muzyką ostatnio, jeśli tylko będą te wrzutki wszystkie na takim podobnym poziomie nie mam powodów by narzekać. Nie myślałem że jeszcze jakoś może Dragon fajnie zaskoczyć Republiką ale udało się - tą różnice robi mi to synthowe arpeggio o niezwykłym brzmieniu, jest w nim faktycznie coś takiego sennego, onirycznego i psychodelicznego jednocześnie. Świetne solo na gitarze podkreśla niepokojący vibe utworu. Ciechu doing Ciechu nie wadzi. Ten synth jednak głównie robi mi numer nadając ton. Fajny deep cut (jak mniemam) i kapitalne zakończenie utworu - aż sprawdzałem czy mi się internet nie tnie w telefonie heh.
Bardzo dobra kolejka, jedna z najlepszych w historii. Całość miała trochę vibe słuchania Trójki nocą. Nie napiszę więcej żeby nie zapeszać co będzie dalej.
Kurczę, słuchając tego mam jednocześnie wrażenie że znam i nie znam tego kawałka. Brzmi znajomo, trochę jak amalgamat różnych rzeczy z lat 70. - klawisze w stylu jakiejś Dziewczyny o Perłowych Włosach, wokal w zwrotkach przypomina mi Joe Cockera a z kolei gdy wchodzi ten mocniejszy refren mam wrażenie jakby miało polecieć When A Man Loves A Woman. Może to i jest Enjoy ale nie z mojego podwórka zatem jak dla mnie jednak bardzo fajne odkrycie. Nie mam dobrych wieści - mentos cały czas w formie.
Budka Suflera - Za ostatni grosz
Znam ten utwór ale poznałem go dość późno, całkiem niewykluczone nawet że to mogła być ostatnio wspominana u mnie JESIEŃ 2016, w każdym razie usłyszałem ten kawałek w Trójce zdaje się i od początku mi się podobał. Muzyka z czasów minionych i wydaje się jakby prostszych - gdy nie mieszało się nam czarne z białym, nie znaczyło nie a tak znaczyło tak, heh. Już same zwrotki są zajebiste a gdy wchodzi TEN refren z gitarą to już w ogóle. Piękna nostalgiczna nuta ze złotej ery PRLu, nie wiem czy nie była to może i najlepsza dekada w polskiej muzyce rozrywkowej w ogóle. Klasyka przez duże K.
Gisula - North Town
O ja Cię, ledwie Mikołajki mamy a Kuba już totalnie bożonarodzeniowym klimatem poleciał. Słuchając tego sielskiego instrumentala trudno nie mieć przed oczyma obrazków typu ośnieżone ulice Paryża przed świętami albo spokojnego domowego zacisza z kominkiem i jakimś uroczym psem śpiącym na posłaniu obok choinki. Jest dużo złota w takich indie grach wideo pod kątem muzyki nieraz więc chętnie sprawdzę więcej takich wrzutek. Tymczasem słuchając tego rozpływam się jak czekoladowy Mikołaj którego ktoś nieumyślnie położył nad kominkiem. Fortepian, smyki, akordeon, DZWONECZKI, ta leniwa jazzowa perkusja, wszystko tu jest prima sort.
Republika - Halucynacje
Aleście się ładnie rozbrykali z tą polską muzyką ostatnio, jeśli tylko będą te wrzutki wszystkie na takim podobnym poziomie nie mam powodów by narzekać. Nie myślałem że jeszcze jakoś może Dragon fajnie zaskoczyć Republiką ale udało się - tą różnice robi mi to synthowe arpeggio o niezwykłym brzmieniu, jest w nim faktycznie coś takiego sennego, onirycznego i psychodelicznego jednocześnie. Świetne solo na gitarze podkreśla niepokojący vibe utworu. Ciechu doing Ciechu nie wadzi. Ten synth jednak głównie robi mi numer nadając ton. Fajny deep cut (jak mniemam) i kapitalne zakończenie utworu - aż sprawdzałem czy mi się internet nie tnie w telefonie heh.
Bardzo dobra kolejka, jedna z najlepszych w historii. Całość miała trochę vibe słuchania Trójki nocą. Nie napiszę więcej żeby nie zapeszać co będzie dalej.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Nikt nie potrzebujeHien pisze:03 gru 2025 12:13No, ja raczej nie wymagam niczego ponad "będę później", a nawet "wjadę" xD Generalnie, zadowala mnie cokolwiek, co nie jest niczym.
Swoją droga, w kwestii cyklu, to zastanawiam się, czy nie lepiej by to funkcjonowało wtorek - poniedziałek (lub poniedziałek - poniedziałek, bo ostatnia recka zazwyczaj łączy się w pierwsza wrzutą). Zauważyłem, że w sobotę-niedzielę nikomu nie chce się, lub nie ma czasu, pisać tych last minute recenzji i tworzą się niepotrzebne spiny. Nie wiem, może ja tylko tak to widzę.
Tylko każdy się spóźnia
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Ano, nikt: Musiał, Seba i Smoku, nie napisał mi nic, więc zakładam, że wszyscy zaraz wjadą.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Jutro.
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Mówisz – masz.
Jay-Z – December 4th
W swoich edgy latach (czy one się tak naprawdę skończyły?) powtarzałbym za tymi typami z Dope D.O.D. "I don't know who Jay-Z is", bo ja pewnie wolałbym typa nie znać. Tzn. fajnie, że jest Murzyn i że otwiera na muzykę, ale takich rzeczy sam z siebie bym nie włączył. Zapewne bym trochę stracił, gdyż bicik w tym konkretnym kawałku jest super. Te jak najbardziej filmowe smyczki robią świetną robotę, orkiestrowe wstawki z matką Cartera tak samo (niekoniecznie ze względu na matkę, ale ciekawe cameo). Znam tysiąc lepszych rzeczy dla siebie do słuchania na początku grudnia, ale co mogę powiedzieć... skłamałbym, gdybym powiedział, że to jakiś płaski szajs. Nie jest tak, bardzo fajny utwór, dobry rap i naprawdę fantastyczna muzyka (serio, zwłaszcza ta końcówka już bez wokalu, oczarowały mnie te smyki w siusiak). Tylko wracać raczej nie będę, gdyż do rapów wracam bardzo szczególnych. O ile w ogóle. Ale może jestem w błędzie?
Gisula – North Town
Łokurde, do jakiego garczka mam wrzucić ten utwór? Nie wiem, ale w moim standardowym i znanym już tutaj szeroko świecie skojarzeń jest w tym i Vic Mars i jakieś filmy Disneya, których już nikt dziś nie pamięta (albo nie chce pamiętać). Byłoby mniej disneyowsko, gdyby nie ten cholerny akordeon, teraz "North Town" to dla mnie Paryż lol (w którym nigdy nie byłem, ale we Francji leży nieco na północy). O grze nigdy nie słyszałem, podobnie o Gisuli, ale talentu odmówić jej nie można. Faktycznie, bardzo brakuje do słuchania tegoż numeru śniegu za oknem, znam parę miejscówek w Warszawie, gdzie spacer pod North Town zadziałałby doskonale, gdyby był śnieg. Spacer z finałem w ciepłej herbaciarni przy kubeczku równie ciepłej zimowej herbatki... Rozmarzyłem się. Trafiają do mnie takie ckliwości, zrobiło się mocno magicznie i nostalgicznie no i co mogę więcej powiedzieć, mam tak samo jak Munlup więc zamknę mordę i będę się zachwycał dalej <3
Republika – Halucynacje
Numer Dragona, a to Hien mi wykopał wspomnienia przypominając kawałek Azbestu o tym samym tytule, acz innym wajbie. Zapomniałem o nim, zupełnie. A teraz nawet tekst (niezbyt skomplikowany tho) byłbym w stanie wyrecytować. Kurde, to BYŁ udany utwór, ale będę bronił naszego zaangażowania - nie brak czasu, a całkowity brak chęci ze strony frontmana (którego na tym forum też już nie ma przecież od półtorej dekady ponad) do dalszej współpracy nas zamordował. Na szczęście są inne, lepsze rzeczy z innymi, lepszymi pod tym względem ludźmi. Zaś Halucynacje smokowe... Cóż, Republika, więc z jednej strony easy prejz z mojej strony, z drugiej... Na NS są lepsze kawałki. Podoba mi się jednak mało spotykana rzecz w początkach Ciechowskiego i drużyny, mianowicie względny spokój bijący z tej piosenki. I dość oszczędne brzmienie, produkcja etc. Dość psychodeliczne to dzieło, kojarzy mi się nawet z Joy Division... chyba bardziej, niż inne piosenki Repy z tamtego krążka. No co, po prostu dobry wybór. Oni nawet jak grali tak sobie, to grali super, więc chylę copkę. Fajnie wrócić po latach <3
Procol Harum – A Whiter Shade of Pale
Ahh te endżoje, oczywiście jest to jeden z tych numerów, co to miałem sto prób jego identyfikacji jeszcze przed 2010 rokiem, identyfikowałem, a potem mi znikał z oczu i znów pamiętałem muzę, ale ni cholery wykonawcy. Teraz Miętus unieśmiertelnia ten kawałek w bestce i zostanie ze mną na zawsze (a kto wie, może umrę jutro? Tzn. wolałbym nie, ale kto to wie...). Zabawne, że wciąż jest tyle staroci, które sprawiają, iż nagle krzyczę "EUREKA!" słuchając ich, jakbym odkrywał coś, co ostatni raz słyszałem w 1994. Ciekawy powrót dzięki Sebie, ale za dyskografię bym się w życiu nie wziął. Nie powiem, że jestem zachwycony czy coś, ale na pewno zadowolony i jakoś oczarowany. Dobre podsumowanie kolejki, którą imć Murzyn określił mianem czegoś w rodzaju nocy z Trójką. Ale dla mnie to byłaby noc z jesieni/zimy 2008, kiedy autentycznie miałem moment zachwytu Trójką, bardzo spóźniony, krótki i nie do powtórzenia już nigdy. Wtedy każdy krindżowy Niedźwiedzki byłby wygrał swoimi doborami muzycznymi, zaś Procol Harum zrobiłoby ze mnie fana prog rocka, który dziś hejtował by synthpop. Git gud!
Jay-Z – December 4th
W swoich edgy latach (czy one się tak naprawdę skończyły?) powtarzałbym za tymi typami z Dope D.O.D. "I don't know who Jay-Z is", bo ja pewnie wolałbym typa nie znać. Tzn. fajnie, że jest Murzyn i że otwiera na muzykę, ale takich rzeczy sam z siebie bym nie włączył. Zapewne bym trochę stracił, gdyż bicik w tym konkretnym kawałku jest super. Te jak najbardziej filmowe smyczki robią świetną robotę, orkiestrowe wstawki z matką Cartera tak samo (niekoniecznie ze względu na matkę, ale ciekawe cameo). Znam tysiąc lepszych rzeczy dla siebie do słuchania na początku grudnia, ale co mogę powiedzieć... skłamałbym, gdybym powiedział, że to jakiś płaski szajs. Nie jest tak, bardzo fajny utwór, dobry rap i naprawdę fantastyczna muzyka (serio, zwłaszcza ta końcówka już bez wokalu, oczarowały mnie te smyki w siusiak). Tylko wracać raczej nie będę, gdyż do rapów wracam bardzo szczególnych. O ile w ogóle. Ale może jestem w błędzie?
Gisula – North Town
Łokurde, do jakiego garczka mam wrzucić ten utwór? Nie wiem, ale w moim standardowym i znanym już tutaj szeroko świecie skojarzeń jest w tym i Vic Mars i jakieś filmy Disneya, których już nikt dziś nie pamięta (albo nie chce pamiętać). Byłoby mniej disneyowsko, gdyby nie ten cholerny akordeon, teraz "North Town" to dla mnie Paryż lol (w którym nigdy nie byłem, ale we Francji leży nieco na północy). O grze nigdy nie słyszałem, podobnie o Gisuli, ale talentu odmówić jej nie można. Faktycznie, bardzo brakuje do słuchania tegoż numeru śniegu za oknem, znam parę miejscówek w Warszawie, gdzie spacer pod North Town zadziałałby doskonale, gdyby był śnieg. Spacer z finałem w ciepłej herbaciarni przy kubeczku równie ciepłej zimowej herbatki... Rozmarzyłem się. Trafiają do mnie takie ckliwości, zrobiło się mocno magicznie i nostalgicznie no i co mogę więcej powiedzieć, mam tak samo jak Munlup więc zamknę mordę i będę się zachwycał dalej <3
Republika – Halucynacje
Numer Dragona, a to Hien mi wykopał wspomnienia przypominając kawałek Azbestu o tym samym tytule, acz innym wajbie. Zapomniałem o nim, zupełnie. A teraz nawet tekst (niezbyt skomplikowany tho) byłbym w stanie wyrecytować. Kurde, to BYŁ udany utwór, ale będę bronił naszego zaangażowania - nie brak czasu, a całkowity brak chęci ze strony frontmana (którego na tym forum też już nie ma przecież od półtorej dekady ponad) do dalszej współpracy nas zamordował. Na szczęście są inne, lepsze rzeczy z innymi, lepszymi pod tym względem ludźmi. Zaś Halucynacje smokowe... Cóż, Republika, więc z jednej strony easy prejz z mojej strony, z drugiej... Na NS są lepsze kawałki. Podoba mi się jednak mało spotykana rzecz w początkach Ciechowskiego i drużyny, mianowicie względny spokój bijący z tej piosenki. I dość oszczędne brzmienie, produkcja etc. Dość psychodeliczne to dzieło, kojarzy mi się nawet z Joy Division... chyba bardziej, niż inne piosenki Repy z tamtego krążka. No co, po prostu dobry wybór. Oni nawet jak grali tak sobie, to grali super, więc chylę copkę. Fajnie wrócić po latach <3
Procol Harum – A Whiter Shade of Pale
Ahh te endżoje, oczywiście jest to jeden z tych numerów, co to miałem sto prób jego identyfikacji jeszcze przed 2010 rokiem, identyfikowałem, a potem mi znikał z oczu i znów pamiętałem muzę, ale ni cholery wykonawcy. Teraz Miętus unieśmiertelnia ten kawałek w bestce i zostanie ze mną na zawsze (a kto wie, może umrę jutro? Tzn. wolałbym nie, ale kto to wie...). Zabawne, że wciąż jest tyle staroci, które sprawiają, iż nagle krzyczę "EUREKA!" słuchając ich, jakbym odkrywał coś, co ostatni raz słyszałem w 1994. Ciekawy powrót dzięki Sebie, ale za dyskografię bym się w życiu nie wziął. Nie powiem, że jestem zachwycony czy coś, ale na pewno zadowolony i jakoś oczarowany. Dobre podsumowanie kolejki, którą imć Murzyn określił mianem czegoś w rodzaju nocy z Trójką. Ale dla mnie to byłaby noc z jesieni/zimy 2008, kiedy autentycznie miałem moment zachwytu Trójką, bardzo spóźniony, krótki i nie do powtórzenia już nigdy. Wtedy każdy krindżowy Niedźwiedzki byłby wygrał swoimi doborami muzycznymi, zaś Procol Harum zrobiłoby ze mnie fana prog rocka, który dziś hejtował by synthpop. Git gud!
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Jay-Z - December 4th
Kurczę, ja to w sumie byłem pewien, że Jay- Z serio zakończył swoją karierę muzyczną jakoś w 2003 i potem zajął się aktywizmem, posiadaniem Tidala oraz tymi wszystkimi rzeczami, które robią znane i bogate osoby, jak np. Bycie znanym i bogatym. Niemniej, o człowieku wiem niewiele więcej niż to, że żyje i nagrał Empire State of Mind - i tu też wyjdzie na jaw moja ignorancja, bo do tej pory byłem przekonany, że ten utwór wyszedł parę lat wcześnij niż miało to miejsce w rzeczywistości. Mniejsza z tym. Zgadzam się z tym, że to bardzo dobry closer albumu i działalności jako-takiej, bo ma vibe odchodzenia w strone zachodzącego słońca czy innego epickiego finiszu tudzież czegoś podobnego. Dużo roboty robi tu sampel z utworu That's How Long grupy Chi-Lites, bo jestem przekonany, że słyszałem go w jakimś filmie/serialu z podobnym zakończeniem. Albo cholera wie gdzie, ale brzmi znajomo i ten fakt buduje taką specyficzną aurę happy endu. Dowiezione. Po prostu.
Budka Suflera - Za Ostatni Grosz
W przeciwieństwie do wrzucającego lubię Budkę w większości wcieleń i mam sentyment nawet do tych ich poprockowych rzeczy z lat 90/00. Zresztą ten zespół mial od cholery odsłon, twarzy, wcieleń, bo z tego co pamiętam w samych latach 80 przecież nagrywali z trzema wokalistami, a jeszcze znaleźli czas na współpracę z Urszulą i Trojanowską xd Ta płyta chyba faktycznie najmniej "typowo" Budkowa, co jest zasługą obecności Romualda Czystawa (fun fact: mam ziomka co wygląda zupełnie jak on), o którym można powiedzieć wiele, ale nie to, że brzmi jak Cugowski oraz Jana Borysewicza - i na moje to też gitary tu trochę pobrzmiewają wczesnym Lady Pank, chociaż coś może i jest na rzeczy z Floydami. Jest tu aura dekadencji, mocno podbita ówczesną szarzyzną stanu wojennego i ten no... Na mnie to działa. Po prostu. Kapitalny numer.
Gisula – North Town
W ciemno założyłem, że to muza z jakieś gry i nie przestrzeliłem. O tytule pierwsze słyszę, ale opis brzmi ciekawie, screeny też, a widzę, że na łowcach gier ktoś sprzedaje klucz za śmieszne pieniądze i może się skuszę. Grudzień faktycznie ma taką specyficzną AURĘ, odmienną od praktycznie wszystkich innych pozostałych miesięcy, nostalgiczno-sentymentalną i na swój sposób magiczną. Nawet w latach które wspominam tak sobie, z powyższego powodu grudzień wspominam miło i dobrze mi się kojarzy. Śliczne to jest tak po prostu.
Republika — Halucynacje
Z Republiką obcowałem ostatnio dużo, tak samo jak reszta naszego gremium, z wiadomych powodów. Siłą rzeczy traktuję więc Halucynacje jako suplement do omawianej niedawno kompilacji i jak na moje to stoi na tym samym, wysokim poziomie. Świetny, neurotyczny Ciechowski, kapitalnie zbudowany klimat (tu mogę wstawić stwierdzenie typu ACH! TE KLAWISZE!) i w ogóle wspaniały utwór. Tak po prostu. Mogę jeszcze tylko dodać, że na początku 2018 poszedłem do pierwszej pracy, którą mógłbym nazwać poważną i generalnie to trwały ostatnie stabilne chwile mojego związku, który posypał się niewiele później, ale wy już o tym dobrze wiecie.
Fajna kolejka MARKU NIEDŹWIECKI. Po prostu.
Kurczę, ja to w sumie byłem pewien, że Jay- Z serio zakończył swoją karierę muzyczną jakoś w 2003 i potem zajął się aktywizmem, posiadaniem Tidala oraz tymi wszystkimi rzeczami, które robią znane i bogate osoby, jak np. Bycie znanym i bogatym. Niemniej, o człowieku wiem niewiele więcej niż to, że żyje i nagrał Empire State of Mind - i tu też wyjdzie na jaw moja ignorancja, bo do tej pory byłem przekonany, że ten utwór wyszedł parę lat wcześnij niż miało to miejsce w rzeczywistości. Mniejsza z tym. Zgadzam się z tym, że to bardzo dobry closer albumu i działalności jako-takiej, bo ma vibe odchodzenia w strone zachodzącego słońca czy innego epickiego finiszu tudzież czegoś podobnego. Dużo roboty robi tu sampel z utworu That's How Long grupy Chi-Lites, bo jestem przekonany, że słyszałem go w jakimś filmie/serialu z podobnym zakończeniem. Albo cholera wie gdzie, ale brzmi znajomo i ten fakt buduje taką specyficzną aurę happy endu. Dowiezione. Po prostu.
Budka Suflera - Za Ostatni Grosz
W przeciwieństwie do wrzucającego lubię Budkę w większości wcieleń i mam sentyment nawet do tych ich poprockowych rzeczy z lat 90/00. Zresztą ten zespół mial od cholery odsłon, twarzy, wcieleń, bo z tego co pamiętam w samych latach 80 przecież nagrywali z trzema wokalistami, a jeszcze znaleźli czas na współpracę z Urszulą i Trojanowską xd Ta płyta chyba faktycznie najmniej "typowo" Budkowa, co jest zasługą obecności Romualda Czystawa (fun fact: mam ziomka co wygląda zupełnie jak on), o którym można powiedzieć wiele, ale nie to, że brzmi jak Cugowski oraz Jana Borysewicza - i na moje to też gitary tu trochę pobrzmiewają wczesnym Lady Pank, chociaż coś może i jest na rzeczy z Floydami. Jest tu aura dekadencji, mocno podbita ówczesną szarzyzną stanu wojennego i ten no... Na mnie to działa. Po prostu. Kapitalny numer.
Gisula – North Town
W ciemno założyłem, że to muza z jakieś gry i nie przestrzeliłem. O tytule pierwsze słyszę, ale opis brzmi ciekawie, screeny też, a widzę, że na łowcach gier ktoś sprzedaje klucz za śmieszne pieniądze i może się skuszę. Grudzień faktycznie ma taką specyficzną AURĘ, odmienną od praktycznie wszystkich innych pozostałych miesięcy, nostalgiczno-sentymentalną i na swój sposób magiczną. Nawet w latach które wspominam tak sobie, z powyższego powodu grudzień wspominam miło i dobrze mi się kojarzy. Śliczne to jest tak po prostu.
Republika — Halucynacje
Z Republiką obcowałem ostatnio dużo, tak samo jak reszta naszego gremium, z wiadomych powodów. Siłą rzeczy traktuję więc Halucynacje jako suplement do omawianej niedawno kompilacji i jak na moje to stoi na tym samym, wysokim poziomie. Świetny, neurotyczny Ciechowski, kapitalnie zbudowany klimat (tu mogę wstawić stwierdzenie typu ACH! TE KLAWISZE!) i w ogóle wspaniały utwór. Tak po prostu. Mogę jeszcze tylko dodać, że na początku 2018 poszedłem do pierwszej pracy, którą mógłbym nazwać poważną i generalnie to trwały ostatnie stabilne chwile mojego związku, który posypał się niewiele później, ale wy już o tym dobrze wiecie.
Fajna kolejka MARKU NIEDŹWIECKI. Po prostu.
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Jay-Z - December 4th
Dla mnie będzie zawsze trochę gościem zza tylnej kanapy showbiznesu, choć nie umiem tego do końca sensownie uzasadnić. Chyba mniej słuchałem niż słyszałem o nim lub widziałem w mediach. Załapałem się na współprace z Beyonce, pojedyncze starsze kawałki. Najprzyjemniej myślę o pewnym paryskim numerze z Kanye Westem sprzed lobotomii. Nie było tego aż tyle w porównaniu do szumu wokół bohatera wrzutki. Co do samego kawałka: kwestie autobiograficzne będą ważne dla bardziej wczutego słuchacza. Ja kupuję dobrą nawijkę, solidny bit w stylu późniejszych przetworzeń na polskiej scenie, które Jacek nam podrzucał mniej lub bardziej bezpośrednio. Wstawki rodzinne przyjemne. Ociupinkę serowe, ale w kontekście opowiadanej historii dodają dramatyzmu, autentyczności, poczucia ciepełka na serduszku. Myślę, że takie były intencje, także efekt raczej się udał heh Trochę dalej nie wiem czy chciałbym się zabrać za coś więcej. Jest po prostu spoko tak dla bardzo oględnego zorientowania.
Procol Harum - A Whiter Shade of Pale
Zawsze się funkcjonuje wobec opinii nt. rzeczy, których źródeł nie można zrozumieć, znaleźć, ogarnąć. Etykietki na stronach bardziej nerdowych, kwestie ogrywania w określonych radiach, nie wiem. Procol Harum to bardzo dobra nazwa zespołu, który zawsze sprawiał dla mnie wrażenie wyjątkowo mocno zakurzonej perły z lamusa. Może to aura wrzutki Seby, może wiek piosenki, a może po prostu uleganie pierwszym lepszym wrażeniom? W sensie takim, że to dobry utwór, ale bez sensownego pomocnika ds. wybranych prog/psych rockowych zespołów głębiej bym tutaj nie wszedł. Większość poznawanych składów realizuje wzór w stylu: pierwsze najciekawsze rzeczy na przełomie 60/70, potem stopniowe spłycanie brzmienia i kompozycji, a dekadę później albo pseudo "komercyjne" nudy albo naturalne wyczerpanie kreatywności. Nie wiem jak w tym przypadku, ale wciąż jestem trochę ciekawy. Ma w sobie nutki zimowej atmosfery, tajemniczości. Występujące siłą rzeczy przytłumienia i surowość w połączeniu z potężnymi klawiszami - robi nastrój do teraz. Coś mi się kołacze, że takie Stars.TV potrafi wracać do tego utworu. Nawet aż tak mi się nie zgrało stricte z Trójką jak Deep Purple czy Dire Straits. Jest dobrze!
Budka Suflera - Za ostatni grosz
Dziękuję Musiałowi za wrzucenie jedynego dobrego utworu Budki Suflera. Nawet jeśli brzmi jak Dire Straits, ale przynajmniej nie brzmi jak progresywne nudzenie dekadę wcześniej, o późniejszej chałturze nie wspominając. Szkoda, że sama płyta poza tytułowym utworem nie ma za wiele do zaoferowania... Mimo to idzie się nasycić modelowo nieznośną lekkością melancholii w niepowtarzalnie polskim stylu. Pięknie wyciosane partie gitarowe, całkiem stylowe klawisze, dobrze zmęczony, dymny wokal zamiast bardziej (Cugowski) lub jeszcze bardziej (Pan Felicjan RIP) egzaltowanego śpiewania vel testowania mojej cierpliwości i wrażliwości. Tak, lekka wyjebka pasuje idealnie, coś jak chwilami na Lizardzie King Crimson. Nie mieli też szczęścia do tekstów... albo nie potrafili popatrzeć na nie ze zdrowego dystansu. Drobna boomeroza nie jest zła, gdy brzmi tak dobrze. Za Ostatni Grosz ma ten charakterny refren, jest jakaś dramaturgia zmęczenia, ale i kolejnej złudnej szansy w powietrzu, choć dotyczy to bohatera dostatecznie przeczołganego przez życie. Tak to brzmi, jest w tym coś więcej, dobrze się w tym odnaleźć po swojemu. Szacunek. Odpalam z MTJ Poland, choć i tak we łbie mam kadr z paskami z MTV Classic czy Kino Polska Muzyka. I facjatę Czystawa. Inaczej się nie da. A najlepsze w historii uniwersum Lipki są epizody z Trojanowską, Urszulą, Borysewiczem i Czystawem właśnie. Nawet numery z Ireną Jarocką brzmią ciekawiej niż ich sztandarowe kocopoły. Jedyną sensowną konkurencję podrzuca Adrian.
Gisula - North Town
Na koniec klamra rodem z wujasowego świata muzycznego, ale aura sprzyja, więc nie marudzę. Jest tzw. ILUSTRACYJNY charakter muzyki, która sugestywnie oddaje klimacik coraz bardziej ogarniający cały świat przed 24 grudnia. W kontekście gry to RACZEJ ot spokojna klasycyzująca rzecz do spokojnego korzystania z walorów świata przedstawionego. Sielsko, anielsko, bez niewiadomo jakich kombinacji brzmieniowych, choć chwilami brzmi jak daleki krewny rzeczy granych przez wirtuozów Mooga w latach 70'. Taki Mort Garson na akustyczno-kominkową modłę. Fragmenty w środku i pod koniec mocno podbijają to skojarzenie. Tu masz moje zaskoczenie, Jakubie. Bardzo miła sprawa. Dzisiaj ostatecznie się poddałem i jestem po pierwszym Wonderful Christmastime, więc wystawiam kciuk do góry, wracając szybko do swojej nory.
Ostatnio wyjątkowo trudno mi się zbiera do pisania, ale dotarłem do mety.
Dla mnie będzie zawsze trochę gościem zza tylnej kanapy showbiznesu, choć nie umiem tego do końca sensownie uzasadnić. Chyba mniej słuchałem niż słyszałem o nim lub widziałem w mediach. Załapałem się na współprace z Beyonce, pojedyncze starsze kawałki. Najprzyjemniej myślę o pewnym paryskim numerze z Kanye Westem sprzed lobotomii. Nie było tego aż tyle w porównaniu do szumu wokół bohatera wrzutki. Co do samego kawałka: kwestie autobiograficzne będą ważne dla bardziej wczutego słuchacza. Ja kupuję dobrą nawijkę, solidny bit w stylu późniejszych przetworzeń na polskiej scenie, które Jacek nam podrzucał mniej lub bardziej bezpośrednio. Wstawki rodzinne przyjemne. Ociupinkę serowe, ale w kontekście opowiadanej historii dodają dramatyzmu, autentyczności, poczucia ciepełka na serduszku. Myślę, że takie były intencje, także efekt raczej się udał heh Trochę dalej nie wiem czy chciałbym się zabrać za coś więcej. Jest po prostu spoko tak dla bardzo oględnego zorientowania.
Procol Harum - A Whiter Shade of Pale
Zawsze się funkcjonuje wobec opinii nt. rzeczy, których źródeł nie można zrozumieć, znaleźć, ogarnąć. Etykietki na stronach bardziej nerdowych, kwestie ogrywania w określonych radiach, nie wiem. Procol Harum to bardzo dobra nazwa zespołu, który zawsze sprawiał dla mnie wrażenie wyjątkowo mocno zakurzonej perły z lamusa. Może to aura wrzutki Seby, może wiek piosenki, a może po prostu uleganie pierwszym lepszym wrażeniom? W sensie takim, że to dobry utwór, ale bez sensownego pomocnika ds. wybranych prog/psych rockowych zespołów głębiej bym tutaj nie wszedł. Większość poznawanych składów realizuje wzór w stylu: pierwsze najciekawsze rzeczy na przełomie 60/70, potem stopniowe spłycanie brzmienia i kompozycji, a dekadę później albo pseudo "komercyjne" nudy albo naturalne wyczerpanie kreatywności. Nie wiem jak w tym przypadku, ale wciąż jestem trochę ciekawy. Ma w sobie nutki zimowej atmosfery, tajemniczości. Występujące siłą rzeczy przytłumienia i surowość w połączeniu z potężnymi klawiszami - robi nastrój do teraz. Coś mi się kołacze, że takie Stars.TV potrafi wracać do tego utworu. Nawet aż tak mi się nie zgrało stricte z Trójką jak Deep Purple czy Dire Straits. Jest dobrze!
Budka Suflera - Za ostatni grosz
Dziękuję Musiałowi za wrzucenie jedynego dobrego utworu Budki Suflera. Nawet jeśli brzmi jak Dire Straits, ale przynajmniej nie brzmi jak progresywne nudzenie dekadę wcześniej, o późniejszej chałturze nie wspominając. Szkoda, że sama płyta poza tytułowym utworem nie ma za wiele do zaoferowania... Mimo to idzie się nasycić modelowo nieznośną lekkością melancholii w niepowtarzalnie polskim stylu. Pięknie wyciosane partie gitarowe, całkiem stylowe klawisze, dobrze zmęczony, dymny wokal zamiast bardziej (Cugowski) lub jeszcze bardziej (Pan Felicjan RIP) egzaltowanego śpiewania vel testowania mojej cierpliwości i wrażliwości. Tak, lekka wyjebka pasuje idealnie, coś jak chwilami na Lizardzie King Crimson. Nie mieli też szczęścia do tekstów... albo nie potrafili popatrzeć na nie ze zdrowego dystansu. Drobna boomeroza nie jest zła, gdy brzmi tak dobrze. Za Ostatni Grosz ma ten charakterny refren, jest jakaś dramaturgia zmęczenia, ale i kolejnej złudnej szansy w powietrzu, choć dotyczy to bohatera dostatecznie przeczołganego przez życie. Tak to brzmi, jest w tym coś więcej, dobrze się w tym odnaleźć po swojemu. Szacunek. Odpalam z MTJ Poland, choć i tak we łbie mam kadr z paskami z MTV Classic czy Kino Polska Muzyka. I facjatę Czystawa. Inaczej się nie da. A najlepsze w historii uniwersum Lipki są epizody z Trojanowską, Urszulą, Borysewiczem i Czystawem właśnie. Nawet numery z Ireną Jarocką brzmią ciekawiej niż ich sztandarowe kocopoły. Jedyną sensowną konkurencję podrzuca Adrian.
Gisula - North Town
Na koniec klamra rodem z wujasowego świata muzycznego, ale aura sprzyja, więc nie marudzę. Jest tzw. ILUSTRACYJNY charakter muzyki, która sugestywnie oddaje klimacik coraz bardziej ogarniający cały świat przed 24 grudnia. W kontekście gry to RACZEJ ot spokojna klasycyzująca rzecz do spokojnego korzystania z walorów świata przedstawionego. Sielsko, anielsko, bez niewiadomo jakich kombinacji brzmieniowych, choć chwilami brzmi jak daleki krewny rzeczy granych przez wirtuozów Mooga w latach 70'. Taki Mort Garson na akustyczno-kominkową modłę. Fragmenty w środku i pod koniec mocno podbijają to skojarzenie. Tu masz moje zaskoczenie, Jakubie. Bardzo miła sprawa. Dzisiaj ostatecznie się poddałem i jestem po pierwszym Wonderful Christmastime, więc wystawiam kciuk do góry, wracając szybko do swojej nory.
Ostatnio wyjątkowo trudno mi się zbiera do pisania, ale dotarłem do mety.
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Done then? This way.
Dave Gahan - 21 Days (2007)
Zanim Szacowne Gremium skiśnie nadmienię, że przez lata od wydania Hourglass (a minęło ich już 18 a więc tyle, ile dzieliło Hourglass od Personala) zacząłem traktować tę solówkę jako dzieło odrębne od DM na chyba wszystkich poziomach (mając jednocześnie w głowie wszystkie punkty styczne z Depeszami). Koń, znaczy Gahan jaki jest, każdy widzi, więc co się będę rozpisywał. Był rok 2008 a teraz robimy krok wstecz, jest rok 2007 (no shit), grudzień, pogoda się psuje, było listopadowo, a nagle zaczyna prószyć śnieg...
Grudniowy Musiał 2007 to Musiał rozbity i zmasakrowany nieudaną ze swojej perspektywy relacją, w którą wciąż brnie (E. z Krakowa, ale Kraków będzie parę lat później), rosnącym przerażeniem związanym z perspektywą przejebania nadchodzącej wielkimi krokami matury, również rosnącą frustracją z tytułu bycia piwniczakiem (dobrze, że wtedy jeszcze nikt tego określenia nie używał). Pamiętam przede wszystkim kursy z historii na rozszerzenie, kursy z literatury polskiej i mojego wspaniałego Zena V Plus, którego ciągle gdzieś mam.
A na empetrójce królowali wtedy niepodzielnie Wall of Voodoo (obie inkarnacje, tj. Ridgway i Prieboy), Recoil (przede wszystkim Bloodline), Moby, Joy Division i Gahan solo właśnie, ale jedynie Hourglass. Do PM nigdy się chyba nie przekonam w zupełności. Więc jak Gahan to Hourglass. A jak Hourglass to słuchane niemal na repeacie 21 Days, które... nie wiem, o czym jest na dobrą sprawę, ale wiem, że mam to gdzieś. Zawsze jakaś dziwna rezygnacyjna aura biła dla mnie od tej piosenki i raczej już tak zostanie. Nadal jest to dobra piosenka.
Tbh dla mnie najlepsza na płycie. Z płytą per se mam też inne wspomnienie, kiedy to pod koniec października tego samego roku wracałem ze spotkania z E. w Częstochowie i cisnąłem ją od początku do końca kilkakrotnie (pociąg się tak wlókł). Przyciąłem komara w pustym przedziale odruchowo wywalając nogi na drugą kanapę i skończyło się mandatem od SOKistów. Cóż, należało mi się. Ale wracając jeszcze - tamtego grudnia po tych wszystkich kursach uzbrojony w migawkę wsiadałem w losowe tramwaje i jeździłem se po Łodzi bez celu.
Dosłownie bez celu, wsiadałem w to, co akurat przyjechało. Czasem był to autobus jak nie było tramwaju (zdarzało się to nad wyraz często), ale vibe zachowany. 21 Days najbardziej kojarzę z pruciem przez Rondo Inwalidów w szare popołudnie, śnieg zaczynał się opadowo rozkręcać. Tbh zima 2007/2008 to jedna z tych ostatnich dla mnie, które pamiętam jako wyjątkowo śnieżne. Gahan jakoś dociskał do asfaltu z tym numerem, aż mi przeszło - następny tak podły koniec roku będzie dopiero 15 lat później... Ale 21 Days już w nim nie było.
https://www.youtube.com/watch?v=JWw-EPK ... rt_radio=1
Dave Gahan - 21 Days (2007)
Zanim Szacowne Gremium skiśnie nadmienię, że przez lata od wydania Hourglass (a minęło ich już 18 a więc tyle, ile dzieliło Hourglass od Personala) zacząłem traktować tę solówkę jako dzieło odrębne od DM na chyba wszystkich poziomach (mając jednocześnie w głowie wszystkie punkty styczne z Depeszami). Koń, znaczy Gahan jaki jest, każdy widzi, więc co się będę rozpisywał. Był rok 2008 a teraz robimy krok wstecz, jest rok 2007 (no shit), grudzień, pogoda się psuje, było listopadowo, a nagle zaczyna prószyć śnieg...
Grudniowy Musiał 2007 to Musiał rozbity i zmasakrowany nieudaną ze swojej perspektywy relacją, w którą wciąż brnie (E. z Krakowa, ale Kraków będzie parę lat później), rosnącym przerażeniem związanym z perspektywą przejebania nadchodzącej wielkimi krokami matury, również rosnącą frustracją z tytułu bycia piwniczakiem (dobrze, że wtedy jeszcze nikt tego określenia nie używał). Pamiętam przede wszystkim kursy z historii na rozszerzenie, kursy z literatury polskiej i mojego wspaniałego Zena V Plus, którego ciągle gdzieś mam.
A na empetrójce królowali wtedy niepodzielnie Wall of Voodoo (obie inkarnacje, tj. Ridgway i Prieboy), Recoil (przede wszystkim Bloodline), Moby, Joy Division i Gahan solo właśnie, ale jedynie Hourglass. Do PM nigdy się chyba nie przekonam w zupełności. Więc jak Gahan to Hourglass. A jak Hourglass to słuchane niemal na repeacie 21 Days, które... nie wiem, o czym jest na dobrą sprawę, ale wiem, że mam to gdzieś. Zawsze jakaś dziwna rezygnacyjna aura biła dla mnie od tej piosenki i raczej już tak zostanie. Nadal jest to dobra piosenka.
Tbh dla mnie najlepsza na płycie. Z płytą per se mam też inne wspomnienie, kiedy to pod koniec października tego samego roku wracałem ze spotkania z E. w Częstochowie i cisnąłem ją od początku do końca kilkakrotnie (pociąg się tak wlókł). Przyciąłem komara w pustym przedziale odruchowo wywalając nogi na drugą kanapę i skończyło się mandatem od SOKistów. Cóż, należało mi się. Ale wracając jeszcze - tamtego grudnia po tych wszystkich kursach uzbrojony w migawkę wsiadałem w losowe tramwaje i jeździłem se po Łodzi bez celu.
Dosłownie bez celu, wsiadałem w to, co akurat przyjechało. Czasem był to autobus jak nie było tramwaju (zdarzało się to nad wyraz często), ale vibe zachowany. 21 Days najbardziej kojarzę z pruciem przez Rondo Inwalidów w szare popołudnie, śnieg zaczynał się opadowo rozkręcać. Tbh zima 2007/2008 to jedna z tych ostatnich dla mnie, które pamiętam jako wyjątkowo śnieżne. Gahan jakoś dociskał do asfaltu z tym numerem, aż mi przeszło - następny tak podły koniec roku będzie dopiero 15 lat później... Ale 21 Days już w nim nie było.
https://www.youtube.com/watch?v=JWw-EPK ... rt_radio=1
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Polpo Motel - Brainmelt (2018)
Dzisiaj trochę o relacji artysta-słuchacz, ale nie tylko. Zdarza mi się jeszcze pomyśleć o tym, czy wciąż mam w sobie potrzebę przywiązania do ludzi, którzy robią we sztuce. Prędzej pasuje zgodność poglądów, typ charakteru, stosunek do innych. Nie chodzi mi o żadne śliskie kontakty trzeciego stopnia. Sytuacja jak za młodu, gdy kształtujesz tożsamość, szukasz autorytetów, inspiracji. Często trudno powiedzieć, czy należy to interpretować jako działanie siły wyższej czy kompletny przypadek. W wielu przypadkach można przynajmniej zgrabnie ominąć ten temat. Mimo wszystko takie Tangerine Dream nigdy nie było mocno zaangażowane społecznie. Większość muzycznych słabości raczej opowiada mojemu odczuwaniu świata. Ekologiczny Kraftwerk, słodko naiwny kosmopolita Jarre, subtelnie działający wbrew utrwalonym stereotypom fanów Depeche Mode, itd itp.. Są niechlubne wyjątki, wobec których nie umiem mieć stale określonych poglądów. Rychu znowu jest bliżej odobserwowania - dawny wpływ spoko, wizyty u Nawrockiego i udostępnianie fałszywek o Żymianach niespoko. Generalnie w stosunku do polskiej sceny raczej nie zgłębiam, bo zazwyczaj i tak się rozczarowuję. Przynajmniej zdecydowanej większości wszystkich nawet nie miałem okazji spotkać na żywo... chyba że Siksa, Bella, moi znajomi artyści. I Polpo Motel. Ostatnie tygodnie sprawiły, że mogłem zobaczyć trochę świata z drugiej strony. Spoza scen, teledysków, charakteryzacji i przekazu artystycznego. Czasem niezbędne są konfrontacje na żywo. Wtedy można rozbić zbędne obrazy, fałszywe oczekiwania, spokojnie zostać w wysokiej loży na widowni bez próby wkupywania się w łaski. Nie zawsze warto, prozaiczne problemy życiowe wystarczą, by nie chcieć się pchać dalej. Zdrowy dystans jest zdrowy. Zostają dobre nagrania i wspomnienia pierwszych spektakli.
Duet Olga Mysłowska-Daniel Pigoński od lat towarzyszy wielu projektom wałbrzyskiego teatru. Poza tym robią swoje elektroniczne rzeczy i do tego świata was dzisiaj zapraszam. Co wychodzi ze zderzenia operowej śpiewaczki oraz klawiszowego freaka? Osobliwy świat psychodeli, która zostaje w głowie na jakiś czas. Mógłbym fałszywie sięgnąć po coś łatwiej przyswajalnego, ale ich trzecią płytę ograłem na tyle, że moim ulubieńcem jest niespełna 10-minutowy finał. Kanciaste, pstrokate brzmienia, a na nich potęga głosu, zmysłowość, tajemnica, mrok, piękno. A potem syntezatorowa pożoga i flaki - równie urocze. Tytuł wymowny, zawartość całkiem zmyślnie oddaje charakter tego stanu. Może taka klamra jest potrzebna, by trochę odetkać mózg na forumie? Za dużo wszystkiego, za dużo wszystkiego...
https://youtu.be/9-0a4msnFGg?si=-Rrcnw_NmBLZS9Ue
Dzisiaj trochę o relacji artysta-słuchacz, ale nie tylko. Zdarza mi się jeszcze pomyśleć o tym, czy wciąż mam w sobie potrzebę przywiązania do ludzi, którzy robią we sztuce. Prędzej pasuje zgodność poglądów, typ charakteru, stosunek do innych. Nie chodzi mi o żadne śliskie kontakty trzeciego stopnia. Sytuacja jak za młodu, gdy kształtujesz tożsamość, szukasz autorytetów, inspiracji. Często trudno powiedzieć, czy należy to interpretować jako działanie siły wyższej czy kompletny przypadek. W wielu przypadkach można przynajmniej zgrabnie ominąć ten temat. Mimo wszystko takie Tangerine Dream nigdy nie było mocno zaangażowane społecznie. Większość muzycznych słabości raczej opowiada mojemu odczuwaniu świata. Ekologiczny Kraftwerk, słodko naiwny kosmopolita Jarre, subtelnie działający wbrew utrwalonym stereotypom fanów Depeche Mode, itd itp.. Są niechlubne wyjątki, wobec których nie umiem mieć stale określonych poglądów. Rychu znowu jest bliżej odobserwowania - dawny wpływ spoko, wizyty u Nawrockiego i udostępnianie fałszywek o Żymianach niespoko. Generalnie w stosunku do polskiej sceny raczej nie zgłębiam, bo zazwyczaj i tak się rozczarowuję. Przynajmniej zdecydowanej większości wszystkich nawet nie miałem okazji spotkać na żywo... chyba że Siksa, Bella, moi znajomi artyści. I Polpo Motel. Ostatnie tygodnie sprawiły, że mogłem zobaczyć trochę świata z drugiej strony. Spoza scen, teledysków, charakteryzacji i przekazu artystycznego. Czasem niezbędne są konfrontacje na żywo. Wtedy można rozbić zbędne obrazy, fałszywe oczekiwania, spokojnie zostać w wysokiej loży na widowni bez próby wkupywania się w łaski. Nie zawsze warto, prozaiczne problemy życiowe wystarczą, by nie chcieć się pchać dalej. Zdrowy dystans jest zdrowy. Zostają dobre nagrania i wspomnienia pierwszych spektakli.
Duet Olga Mysłowska-Daniel Pigoński od lat towarzyszy wielu projektom wałbrzyskiego teatru. Poza tym robią swoje elektroniczne rzeczy i do tego świata was dzisiaj zapraszam. Co wychodzi ze zderzenia operowej śpiewaczki oraz klawiszowego freaka? Osobliwy świat psychodeli, która zostaje w głowie na jakiś czas. Mógłbym fałszywie sięgnąć po coś łatwiej przyswajalnego, ale ich trzecią płytę ograłem na tyle, że moim ulubieńcem jest niespełna 10-minutowy finał. Kanciaste, pstrokate brzmienia, a na nich potęga głosu, zmysłowość, tajemnica, mrok, piękno. A potem syntezatorowa pożoga i flaki - równie urocze. Tytuł wymowny, zawartość całkiem zmyślnie oddaje charakter tego stanu. Może taka klamra jest potrzebna, by trochę odetkać mózg na forumie? Za dużo wszystkiego, za dużo wszystkiego...
https://youtu.be/9-0a4msnFGg?si=-Rrcnw_NmBLZS9Ue
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Intervox – Christmas Time With You
To jest dziwna wrzuta, bo Intervox wcale nie jest nazwą wykonawcy, ale firmy dostarczającej muzykę do użytku komercyjnego, czyli np. do reklam. Po uiszczeniu opłaty, otrzymuje się licencję na wykorzystanie utworu. Zaskoczyło mnie (mimo wszystko) jak dużo różnego rodzaju nagrań, podlega takim firmom i jak wiele z nich nie istnieje w żadnym innym kontekście. Nie wiem nawet kto wykonuje tę piosenkę, podano jedynie autorów oraz opisy mające ewentualnych kontrahentów zaznajomić z tym, w jakim klimacie jest piosenka, żeby mogli szybciej dokonać właściwego wyboru.
W ciekawy sposób zderza się to z kwestią komercjalizacji Świąt Bożego Narodzenia. Są ludzie, którzy udają, że w tym okresie nie ma żadnej hipokryzji, są też tacy, którzy odrzucają święta całkowicie z tych powodów, a jest też trzecia grupa, która jest świadoma tych wszystkich spraw, ale potrafi odnaleźć się w szarej strefie. Do tej ostatniej należę ja. Wiadomo, że do spotkań rodzinnych i dzielenia się opłatkiem, jesteśmy często przymuszani przez tradycję, przyzwyczajenie, czy inne kwestie (bo skoro ma być Mikołaj i prezenty, to trzeba odbębnić resztę). Niemniej, nie uważam, że to wspólne siadania do stołu wigilijnego, musi być z tych powodów nieszczere, niepotrzebne i nie dawać ludziom żadnej radości, bo nawet komercyjny pretekst, może ostatecznie ludzi na siebie otworzyć, stworzyć prawdziwe emocje i wyciągnąć z całej szopki, prawdziwego ducha świąt. W skrócie – nie ważne czemu spędzamy święta z rodziną, ważne że to robimy.
Tak samo jest trochę z tą piosenką. Z jednej strony, piękna, ładnie wykonana, świąteczna piosenka, która ma w sobie tego sielskiego i nostalgicznego ducha. Z drugiej, ziejący z tego korporacyjny beton, kiedy nie jestem w stanie podać nazwy wykonawcy, bo zamiast tego oferuje mi się logo „Intervox – music for global content”. A numer poznałem oczywiście z reklamy.
Zostawiam was z tą myślą.
https://youtu.be/QKtnyqw-p6k
To jest dziwna wrzuta, bo Intervox wcale nie jest nazwą wykonawcy, ale firmy dostarczającej muzykę do użytku komercyjnego, czyli np. do reklam. Po uiszczeniu opłaty, otrzymuje się licencję na wykorzystanie utworu. Zaskoczyło mnie (mimo wszystko) jak dużo różnego rodzaju nagrań, podlega takim firmom i jak wiele z nich nie istnieje w żadnym innym kontekście. Nie wiem nawet kto wykonuje tę piosenkę, podano jedynie autorów oraz opisy mające ewentualnych kontrahentów zaznajomić z tym, w jakim klimacie jest piosenka, żeby mogli szybciej dokonać właściwego wyboru.
W ciekawy sposób zderza się to z kwestią komercjalizacji Świąt Bożego Narodzenia. Są ludzie, którzy udają, że w tym okresie nie ma żadnej hipokryzji, są też tacy, którzy odrzucają święta całkowicie z tych powodów, a jest też trzecia grupa, która jest świadoma tych wszystkich spraw, ale potrafi odnaleźć się w szarej strefie. Do tej ostatniej należę ja. Wiadomo, że do spotkań rodzinnych i dzielenia się opłatkiem, jesteśmy często przymuszani przez tradycję, przyzwyczajenie, czy inne kwestie (bo skoro ma być Mikołaj i prezenty, to trzeba odbębnić resztę). Niemniej, nie uważam, że to wspólne siadania do stołu wigilijnego, musi być z tych powodów nieszczere, niepotrzebne i nie dawać ludziom żadnej radości, bo nawet komercyjny pretekst, może ostatecznie ludzi na siebie otworzyć, stworzyć prawdziwe emocje i wyciągnąć z całej szopki, prawdziwego ducha świąt. W skrócie – nie ważne czemu spędzamy święta z rodziną, ważne że to robimy.
Tak samo jest trochę z tą piosenką. Z jednej strony, piękna, ładnie wykonana, świąteczna piosenka, która ma w sobie tego sielskiego i nostalgicznego ducha. Z drugiej, ziejący z tego korporacyjny beton, kiedy nie jestem w stanie podać nazwy wykonawcy, bo zamiast tego oferuje mi się logo „Intervox – music for global content”. A numer poznałem oczywiście z reklamy.
Zostawiam was z tą myślą.
https://youtu.be/QKtnyqw-p6k
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Anushka - Overwhelmed
(2025)
Koniec roku to klasycznie moment podsumowań, a muzyczne podsumowania roku na wszelakich portalach zaczynają się już często w grudniu jak choćby Spotify Wrapped.
Co chciałem napisać na wstępie to że w gruncie rzeczy takie Wrapped to jest g*wno, bo jak zerkam na te moje odsłuchy na Spoti to nie mówią one praktycznie nic o tym co naprawdę jarało mnie w mijającym roku, zwłaszcza z uwagi na udział w bestkach (Full Circle od Haelos jako ulubiony album roku? No chyba nie). Niemniej moja dzisiejsza wrzuta zasłużenie wypracowała sobie miejsce w czołówce najchętniej słuchanych utworów w tym przedziale czasowym.
Anushka to muzyczny duet w skład którego wchodzą wokalistka i autorka tekstów Victoria Port oraz producent Max Wheeler. Poznałem ich jakieś 11 lat temu już za sprawą Gillesa Petersona którego to postać z kolei znam dzięki GTA V - Gilles był tam didżejem stacji radiowej Worldwide FM prezentujacej eklektyczny mix muzyki z całego świata (z rzeczy bestkowych poznałem dzięki temu choćby Candido, Owiny Sigoma Band czy Kiko Navarro). Dzisiaj jednak wrzutka bez choćby pierwiastka world beatu bo Anushka pochodzą z Brighton (miasto nad kanałem La Manche, trochę na południe od Londynu).
Myślę że gdzieś od tego 2014 śledziłem drogę Anushki w internetach i sprawdzałem kolejne wydawnictwa. Na liście rzeczy do bestki byli od zawsze ale w głowie miałem inne wrzutki, tak sie jednak złożyło że nim zdążyli wjechać na forum to wydali w tym roku swój trzeci album pt. "Ancestry". I muszę przyznać że na moje ucho to chyba póki co najmocniejsza pozycja w ich katalogu. Mi osobiście do gustu najbardziej przypadł otwierający tą płytę utwór Overwhelmed który chyba najlepiej ukazuje ich muzykę. Ich rytmy to współczesny soul wymieszany z odrobiną elektroniki, rzeczy mieszczące się gdzieś w spektrum artystów jak Andreya Triana czy Lianne La Havas. W sumie to ten numer ma nawet cieplejsze i bardziej organiczne brzmienie może niż niektóre bardziej szablonowe ich utwory podszyte czasem klubowym bitem? Dojdziemy i do tego, tymczasem chciałem po prostu wrzucić fajny, ciepły numer pod tą paskudną pogodę i zareklamować w końcu ten zespół. Overwhelmed to był dla mnie chyba najfajniejszy premierowy utwór w tym roku.
https://youtu.be/m57mBrR8-58?si=W_uKK1D5yCzcLvbM
(2025)
Koniec roku to klasycznie moment podsumowań, a muzyczne podsumowania roku na wszelakich portalach zaczynają się już często w grudniu jak choćby Spotify Wrapped.
Co chciałem napisać na wstępie to że w gruncie rzeczy takie Wrapped to jest g*wno, bo jak zerkam na te moje odsłuchy na Spoti to nie mówią one praktycznie nic o tym co naprawdę jarało mnie w mijającym roku, zwłaszcza z uwagi na udział w bestkach (Full Circle od Haelos jako ulubiony album roku? No chyba nie). Niemniej moja dzisiejsza wrzuta zasłużenie wypracowała sobie miejsce w czołówce najchętniej słuchanych utworów w tym przedziale czasowym.
Anushka to muzyczny duet w skład którego wchodzą wokalistka i autorka tekstów Victoria Port oraz producent Max Wheeler. Poznałem ich jakieś 11 lat temu już za sprawą Gillesa Petersona którego to postać z kolei znam dzięki GTA V - Gilles był tam didżejem stacji radiowej Worldwide FM prezentujacej eklektyczny mix muzyki z całego świata (z rzeczy bestkowych poznałem dzięki temu choćby Candido, Owiny Sigoma Band czy Kiko Navarro). Dzisiaj jednak wrzutka bez choćby pierwiastka world beatu bo Anushka pochodzą z Brighton (miasto nad kanałem La Manche, trochę na południe od Londynu).
Myślę że gdzieś od tego 2014 śledziłem drogę Anushki w internetach i sprawdzałem kolejne wydawnictwa. Na liście rzeczy do bestki byli od zawsze ale w głowie miałem inne wrzutki, tak sie jednak złożyło że nim zdążyli wjechać na forum to wydali w tym roku swój trzeci album pt. "Ancestry". I muszę przyznać że na moje ucho to chyba póki co najmocniejsza pozycja w ich katalogu. Mi osobiście do gustu najbardziej przypadł otwierający tą płytę utwór Overwhelmed który chyba najlepiej ukazuje ich muzykę. Ich rytmy to współczesny soul wymieszany z odrobiną elektroniki, rzeczy mieszczące się gdzieś w spektrum artystów jak Andreya Triana czy Lianne La Havas. W sumie to ten numer ma nawet cieplejsze i bardziej organiczne brzmienie może niż niektóre bardziej szablonowe ich utwory podszyte czasem klubowym bitem? Dojdziemy i do tego, tymczasem chciałem po prostu wrzucić fajny, ciepły numer pod tą paskudną pogodę i zareklamować w końcu ten zespół. Overwhelmed to był dla mnie chyba najfajniejszy premierowy utwór w tym roku.
https://youtu.be/m57mBrR8-58?si=W_uKK1D5yCzcLvbM
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
WTF, kolejna osoba w moich kręgach, która wspomina o tej stacji. Jej mikrofenomen mnie trochę zaskakuje, bo wydawało mi się, że to jest jedna z tych stacji, która zawsze leci gdzieś w poczekalni, a okazuje się, że ma swoich fanów i w ogóle.Coś mi się kołacze, że takie Stars.TV potrafi wracać do tego utworu.
Zaskoczyło mnie aż tak ciepłe przyjęcie mojego ENDŻOJA, jak i fakt, że nie każdy go znał.
Yellow Magic Orchestra - Ballet
Tyle ciepłych słów o tej bestce, tyle tu wspaniałej muzyki poznałem, tak poszerzyłem se horyzonty i w ogóle same ochy i achy, ale w gruncie rzeczy - nie pamiętam kiedy ostatnio wrzuciłem jakąś rzecz o której mógłbym z czystym sumieniem napisać, że poznałem ją bezpośrednio przez tę zabawę. Był jakiś czas temu Biggie (gdzie nazwaliście banger nad bangery nieprzebojowym, czego do dziś nie kumam), był.. pewnie ktoś tam był, ale w każdym razie dziś znowu ktoś taki będzie.
Za tę wrzutę więc składam podziękowania na ręce imć Dragona, bo nie byłoby jej gdyby nie wrzuta 1000 Knives jakieś 2,5 roku temu (JEZUS MARIA ILE) to by jej tu nie było. Pisałem wtedy, że to był przykład popu idealnego, czyli jednocześnie przebojowego, chwytliwego, ale przy tym mocno udziwnionego i połamanego oraz jedna z tych rzeczy, gdzie od pierwszego odsłuchu wiedziałem, że to jest rzecz dla mnie idealna jak owies dla konia czy kasza dla Manna. Nie zastanawiając się wiele pobrałem cały album ze szczoteczką z którego ten utwór pochodzi i, o dziwo, nie zawiodłem się, a wręcz przeciwnie.
Mógłbym wrzucić z tego albumu niemalże cokolwiek (poza rzeczami które się przewinęły tutaj), ale wybieram otwieracz, który powinien was wprowadzić w klimat tej płyty. Lub nie, jeśli wam nie siądzie. Ale powiedzmy, że jest reprezentatywnym przykładem tego za co lubię (jeszcze nie kocham - ciągle znam za mało, by dołączyć ich do swojego panteonu) YMO.
Bierzcie i słuchajcie tego.
https://www.youtube.com/watch?v=tqQYQmnHU9Q
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Kurczę, o Stars.TV to ja wiem od pierwszych dni istnienia, ale źródeł mojej aktywności w wieku 12 lat na forach telewizyjnych nie zdradzę publicznie heh
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Stars tv też ogarniam
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Kolejka 15. (190.)
81. Dave Gahan - 21 Days (devotional)
82. Polpo Motel - Brainmelt (Dragon)
83. Intervox - Christmas Time With You (Hien)
84. Anushka - Overwhelmed (stripped)
85. Yellow Magic Orchestra - Ballet (mintaj)
81. Dave Gahan - 21 Days (devotional)
82. Polpo Motel - Brainmelt (Dragon)
83. Intervox - Christmas Time With You (Hien)
84. Anushka - Overwhelmed (stripped)
85. Yellow Magic Orchestra - Ballet (mintaj)
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Dave Gahan - 21 Days
Hourglass w moje ręce - a właściwie uszy - dorwałem dopiero w 2008 roku, zassałem z neta będąc kolejny raz na wakacjach u brata w UK. Katowałem dość mocno bo lubiłem PTA a ta solówka Gahana trochę kontynuowała podobne drapieżne brzmienie tamtej płyty. Akurat z 21 Days mam mieszane wspomnienia bo nie był to nigdy mój faworyt w trackliście ale mam też mgliste wspomnienie że pewnego razu złapałem też fazę i na ten konkretny utwór. Podoba mi się gitara i bujający bluesowy rytm tej piosenki, trochę dziś po latach meham z kolei na to jęczenie gahanozy w końcówce. Ogólnie trochę nie wiem, trochę ambiwalentne mam odczucia, na pewno dużo bardziej się jarałem tą muzyką przed laty niż dziś, powiedziałbym że to spoko muzyka tylko trochę gdzieś po drodze wypadłem z targetu dla takiego grania. Mam innych ulubieńców z tego albumu i są to potencjalne wrzuty ale o niskim priorytecie, jak mam wybór to wolę już serwować Wam coś mniej znanego.
Polpo Motel - Brainmelt
Zabawne ale pierwsze skojarzenie z tym synthem na wejściu to pewien rapowy hicik z lat 90. Potem dochodzą te zimne i drażliwe dla ucha inne brzmienia i trochę bardziej już przypomina mi to np. rzeczy z wrzucanej przez Wuja Biophilii. Niestety owe wspomniane ostrzejsze synthy wkurzają mnie niemiłosiernie, najbardziej w tym refrenie (nomen omen I'M TRYING TO ERASE IT). Lepiej kiedy te synthy znikają i jest wyciszenie które niestety psuje kolejne wejście tego koszmarnego refrenu. Potem kawałek w drugiej połowie rozpływa się w synthach. Częściowo się rozczarowałem, częściowo wynudziłem przy tej wrzucie.
YMO - Ballet
Śmiesznie się składa bo ja również po tamtej wrzucie Dragona sprawdzałem ten album ze szczoteczką do zębów i tak samo zwróciłem uwagę na otwierający go utwór pt. Ballet. Podoba mi się to plastikowe, futurystyczne brzmienie elektroniki i generalnie ten numer całkiem przyjemnie buja. Na minus jednak chyba bym uwzględnił wokale, prawdopodobnie z tego powodu z czasem zapomniałem o tym kawałku i zrezygnowałem z wrzucania go tu czy tam. Linia basu z tej piosenki skojarzyła mi się też trochę z Wordy Rappinghood grupy Tom Tom Club. Myślę że spoko że ten numer ostatecznie się w tej bestce pojawił, dla tego brzmienia wróciłem tu bez krzywienia się.
Tendai Sitima, Glen Brown, Sebastian Skelly, Masimba Sitima - Christmas Time With You
Trochę chyba żałuję że numer ten dostaliśmy w bestce a nie np. w depeszwizji, teraz nie umiem stwierdzić czy mając świadomość pochodzenia tego numeru nie będę się podświadomie jednak biasował. Chcąc nieco uczłowieczyć sobie tę wrzutę doczytałem ile mogłem kto to nagrywał i uznałem że lepiej już wypisać autorów bo zdaję się właśnie te osoby nagrały ten utwór potem. W gruncie rzeczy grupa uzdolnionych ludzi którzy po prostu nagrywają m. in. taki jazzowy muzak do wykorzystania w celach komercyjnych. Jako że osobiście nie jestem jakimś fanem świątecznej muzy, mogę raz w roku taką plejkę odpalić a to nawet nie zawsze się zdarza - jeśli w ogóle - tyle że powiedzmy że ten konkretny utwór akurat średnio mi siadł. Jest to urocze acz chyba ciut za bardzo ckliwe jak na moje gusta po prostu. Może średni odbiór jest i trochę spowodowany tym że nie mamy ani grama śniegu za oknem a póki co zamiast świątecznego klimatu ostatnio więcej u mnie przedświątecznych stresów. Ciekaw jestem jedynie co Kuba zostawił sobie na kolejkę na święta skoro teraz uderzył takimi klimatami już.
Hourglass w moje ręce - a właściwie uszy - dorwałem dopiero w 2008 roku, zassałem z neta będąc kolejny raz na wakacjach u brata w UK. Katowałem dość mocno bo lubiłem PTA a ta solówka Gahana trochę kontynuowała podobne drapieżne brzmienie tamtej płyty. Akurat z 21 Days mam mieszane wspomnienia bo nie był to nigdy mój faworyt w trackliście ale mam też mgliste wspomnienie że pewnego razu złapałem też fazę i na ten konkretny utwór. Podoba mi się gitara i bujający bluesowy rytm tej piosenki, trochę dziś po latach meham z kolei na to jęczenie gahanozy w końcówce. Ogólnie trochę nie wiem, trochę ambiwalentne mam odczucia, na pewno dużo bardziej się jarałem tą muzyką przed laty niż dziś, powiedziałbym że to spoko muzyka tylko trochę gdzieś po drodze wypadłem z targetu dla takiego grania. Mam innych ulubieńców z tego albumu i są to potencjalne wrzuty ale o niskim priorytecie, jak mam wybór to wolę już serwować Wam coś mniej znanego.
Polpo Motel - Brainmelt
Zabawne ale pierwsze skojarzenie z tym synthem na wejściu to pewien rapowy hicik z lat 90. Potem dochodzą te zimne i drażliwe dla ucha inne brzmienia i trochę bardziej już przypomina mi to np. rzeczy z wrzucanej przez Wuja Biophilii. Niestety owe wspomniane ostrzejsze synthy wkurzają mnie niemiłosiernie, najbardziej w tym refrenie (nomen omen I'M TRYING TO ERASE IT). Lepiej kiedy te synthy znikają i jest wyciszenie które niestety psuje kolejne wejście tego koszmarnego refrenu. Potem kawałek w drugiej połowie rozpływa się w synthach. Częściowo się rozczarowałem, częściowo wynudziłem przy tej wrzucie.
YMO - Ballet
Śmiesznie się składa bo ja również po tamtej wrzucie Dragona sprawdzałem ten album ze szczoteczką do zębów i tak samo zwróciłem uwagę na otwierający go utwór pt. Ballet. Podoba mi się to plastikowe, futurystyczne brzmienie elektroniki i generalnie ten numer całkiem przyjemnie buja. Na minus jednak chyba bym uwzględnił wokale, prawdopodobnie z tego powodu z czasem zapomniałem o tym kawałku i zrezygnowałem z wrzucania go tu czy tam. Linia basu z tej piosenki skojarzyła mi się też trochę z Wordy Rappinghood grupy Tom Tom Club. Myślę że spoko że ten numer ostatecznie się w tej bestce pojawił, dla tego brzmienia wróciłem tu bez krzywienia się.
Tendai Sitima, Glen Brown, Sebastian Skelly, Masimba Sitima - Christmas Time With You
Trochę chyba żałuję że numer ten dostaliśmy w bestce a nie np. w depeszwizji, teraz nie umiem stwierdzić czy mając świadomość pochodzenia tego numeru nie będę się podświadomie jednak biasował. Chcąc nieco uczłowieczyć sobie tę wrzutę doczytałem ile mogłem kto to nagrywał i uznałem że lepiej już wypisać autorów bo zdaję się właśnie te osoby nagrały ten utwór potem. W gruncie rzeczy grupa uzdolnionych ludzi którzy po prostu nagrywają m. in. taki jazzowy muzak do wykorzystania w celach komercyjnych. Jako że osobiście nie jestem jakimś fanem świątecznej muzy, mogę raz w roku taką plejkę odpalić a to nawet nie zawsze się zdarza - jeśli w ogóle - tyle że powiedzmy że ten konkretny utwór akurat średnio mi siadł. Jest to urocze acz chyba ciut za bardzo ckliwe jak na moje gusta po prostu. Może średni odbiór jest i trochę spowodowany tym że nie mamy ani grama śniegu za oknem a póki co zamiast świątecznego klimatu ostatnio więcej u mnie przedświątecznych stresów. Ciekaw jestem jedynie co Kuba zostawił sobie na kolejkę na święta skoro teraz uderzył takimi klimatami już.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
A kiedy ja dałem coś stricte świątecznego na święta
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Nie wiem ale myślę że może wtedy by to lepiej pasowało, kto wie
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup