Best of Forum (Wideoklipy)
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Alphaville - Summer Rain
(1989, reż. Susanne Bier)
Alphaville już się tutaj pojawiło, najpierw jako numer, potem jako album. Teraz czas na wideo. Gdybym numer, który wleciał tu na początku roku, zapodał z ich debiutu, czyli Forever Young, to byłby streak z ich pierwszych 3 wydawnictw (z tym, że to drugie w całości lol). Summer Rain to utwór, który otwiera ich trzeci album - The Breathtaking Blue, a ten ukazał się w kwietniu 1989 roku. I jest to ten album, co to się Dragon odgrażał, że po sesji z Afternoons in Utopia nie będzie go słuchać, choć wyprodukował go Klaus Schulze. A, trzeba przyznać, zrobił to bardzo dobrze. Na początku niespecjalnie mnie ta płyta grzała, poznałem ją w maju 2005. Trzeba było docenić z czasem. Summer Rain na pewno w tym pomogło.
Piosenka jest to aż nietypowa jak na Alphaville, odpalający ten krążek zaraz po jego premierze musieli mieć lekkie zdziwko - oto synthpop-turned-jazz, niemalże. Summer Rain jest dla mnie utworem wprost magicznym, to muszę stwierdzić. Ale dodatkowej magii przydaje mu wideoklip, który został zrealizowany w ramach kompilacji o nazwie Songlines. Wspominałem o niej już przy okazji Murzynowego Koyaanisqatsi, albowiem reżyser tego odjazdowego filmu, Godfrey Reggio, stworzył jeden z filmów na Songlines (Jacenty zdaje się zaobserwował, że niektóre z użytych scen są wzięte wprost z Koyaanisqatsi trololo). Co to był za pomysł z Songlines? Zamiast robić standardowe klipy do singli zespół wymyślił sobie, że każda piosenka z płyty dostanie swój mini-film, a te zostaną w całości wydane na VHS.
Projekt się udał, Songlines miało premierę tydzień po moim urodzeniu lol. Spośród wszystkich filmów zapodaję ten, który spodobał mi się najbardziej. Wyreżyserowała go Dunka Susanne Bier, która poza funkcjonowaniem w przestrzeni filmowej niemal wyłącznie swojego kraju, jakieś 5 lat temu zasłynęła produkcją Bird Box dla Netfliksa (grała tam Sandra Bullock zdaje się). Fabuła wideo jest dość prosta - w settingu wczesnodwudziestowiecznym pewien typ zachwyca się urodą dziewczęcia, na które prawdopodobnie lepiej, by nie zwrócił uwagi. Jednak znów na siebie wpadają i koniec końców decydują się przenieść w bardziej ustronne miejsce, gdzie oddają się miłosnym uniesieniom. Dziewczyna jednak ucieka, po czym... zresztą, sami zobaczycie. Fabuła fabułą, najważniejsza jest fantastyczna technika, jaką zastosowano do realizacji tego klipu - coś w rodzaju spowolnionej animacji poklatkowej, z tym, że za klatki robią zdjęcia, podlane jeszcze ziarnem i sepią w bardzo fajny sposób (rozumiem, że dziś to może uchodzić za cheesy rozwiązanie, ale wtedy pewnie zachwycało mocno). Generalnie ten wideoklip jest, jak już powiedziałem, magiczny, i Summer Rain jako piosenka fantastycznie doń pasuje. Oceńcie sami!
https://www.youtube.com/watch?v=ykTw5MqRIDs
PS. Akurat z okazji premiery zremasterowanej wersji płyty (wraz z masą niepublikowanych wcześniej bonusów), która miała miejsce wiosną 2021, na YT wrzucane są (ze sporym opóźnieniem) zremasterowane filmy z Songlines, także Summer Rain wreszcie można obejrzeć w 4K. Warto.
(1989, reż. Susanne Bier)
Alphaville już się tutaj pojawiło, najpierw jako numer, potem jako album. Teraz czas na wideo. Gdybym numer, który wleciał tu na początku roku, zapodał z ich debiutu, czyli Forever Young, to byłby streak z ich pierwszych 3 wydawnictw (z tym, że to drugie w całości lol). Summer Rain to utwór, który otwiera ich trzeci album - The Breathtaking Blue, a ten ukazał się w kwietniu 1989 roku. I jest to ten album, co to się Dragon odgrażał, że po sesji z Afternoons in Utopia nie będzie go słuchać, choć wyprodukował go Klaus Schulze. A, trzeba przyznać, zrobił to bardzo dobrze. Na początku niespecjalnie mnie ta płyta grzała, poznałem ją w maju 2005. Trzeba było docenić z czasem. Summer Rain na pewno w tym pomogło.
Piosenka jest to aż nietypowa jak na Alphaville, odpalający ten krążek zaraz po jego premierze musieli mieć lekkie zdziwko - oto synthpop-turned-jazz, niemalże. Summer Rain jest dla mnie utworem wprost magicznym, to muszę stwierdzić. Ale dodatkowej magii przydaje mu wideoklip, który został zrealizowany w ramach kompilacji o nazwie Songlines. Wspominałem o niej już przy okazji Murzynowego Koyaanisqatsi, albowiem reżyser tego odjazdowego filmu, Godfrey Reggio, stworzył jeden z filmów na Songlines (Jacenty zdaje się zaobserwował, że niektóre z użytych scen są wzięte wprost z Koyaanisqatsi trololo). Co to był za pomysł z Songlines? Zamiast robić standardowe klipy do singli zespół wymyślił sobie, że każda piosenka z płyty dostanie swój mini-film, a te zostaną w całości wydane na VHS.
Projekt się udał, Songlines miało premierę tydzień po moim urodzeniu lol. Spośród wszystkich filmów zapodaję ten, który spodobał mi się najbardziej. Wyreżyserowała go Dunka Susanne Bier, która poza funkcjonowaniem w przestrzeni filmowej niemal wyłącznie swojego kraju, jakieś 5 lat temu zasłynęła produkcją Bird Box dla Netfliksa (grała tam Sandra Bullock zdaje się). Fabuła wideo jest dość prosta - w settingu wczesnodwudziestowiecznym pewien typ zachwyca się urodą dziewczęcia, na które prawdopodobnie lepiej, by nie zwrócił uwagi. Jednak znów na siebie wpadają i koniec końców decydują się przenieść w bardziej ustronne miejsce, gdzie oddają się miłosnym uniesieniom. Dziewczyna jednak ucieka, po czym... zresztą, sami zobaczycie. Fabuła fabułą, najważniejsza jest fantastyczna technika, jaką zastosowano do realizacji tego klipu - coś w rodzaju spowolnionej animacji poklatkowej, z tym, że za klatki robią zdjęcia, podlane jeszcze ziarnem i sepią w bardzo fajny sposób (rozumiem, że dziś to może uchodzić za cheesy rozwiązanie, ale wtedy pewnie zachwycało mocno). Generalnie ten wideoklip jest, jak już powiedziałem, magiczny, i Summer Rain jako piosenka fantastycznie doń pasuje. Oceńcie sami!
https://www.youtube.com/watch?v=ykTw5MqRIDs
PS. Akurat z okazji premiery zremasterowanej wersji płyty (wraz z masą niepublikowanych wcześniej bonusów), która miała miejsce wiosną 2021, na YT wrzucane są (ze sporym opóźnieniem) zremasterowane filmy z Songlines, także Summer Rain wreszcie można obejrzeć w 4K. Warto.
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Gorillaz - Feel Good Inc.
Ja mam odrobinę inną perspektywę na Goryli gdyż moja relacja z nimi zaczęła się wraz z przebojami z debiutanckiej płyty i od tamtej pory z grubsza śledziłem ich losy. Mając trochę szerszą perspektywę powiedziałbym że to typowy klip w ich wykonaniu, oczywiście mamy tu charakterystyczną kreskę ich ojca czyli rysownika Jamiego Hewletta, a klip z grubsza oddaje słodko-gorzki klimat kawałka. Klasycznie mamy przygnębienego 2D, przygrywający zespół i niejako dla przeciwwagi beztroską Noodles którą wywiało na wyspę z wiatrakiem, mimo wszystko nad całością góruje klimat melancholii i niepokoju wzmagany przez tajemnicze nadlatujące helikoptery - kto zapoznał się z wrzucaną przeze mnie niejako w odpowiedzi do smoczej wrzutki kontynuacją tego klipu w singlu El Mañana ten wie że ta historia dobrze się nie kończy. Mój ulubiony fragmencik tego klipu to moment gdy De La wchodzą z pierwszą zwrotką a 2D odwraca się w kreskówkowy, nienaturalny sposób - najpierw tułów a potem głowa robi zwrot o 180 stopni. Klip zasadniczo dobry jak chyba większość ich wideoklipów choć miewali w swej wideografii ciut bardziej ikoniczne obrazki IMO (Clint Eastwood czy 19-2000).
Marek Biliński - Ucieczka z tropiku
Klasyk. Duży props dla mentosa bo to jest złoto, o takie wrzuty zakładałem ten temat. Idealny przykład spoko numeru który żyje w mej głowie przede wszystkim za sprawą tego obrazka. Zawsze się zastanawiałem skąd oni wzięli te kadry, czy to powycinane jest ze różnych starych amerykańskich filmów akcji (raczej nie nagrywaliby tego specjalnie do klipu, chyba za duży koszt na biedny PRL, skoro tak to jestem ciekaw skąd te sceny wycięli i czy ktokolwiek za jakiejkolwiek prawa autorskie bulił, heh, pewnie na dziko to poszło). Zawsze lubiłem ten klip, najbardziej ten brązowy amerykański wóz z lat 50. czy 60. rozwalany bliżej końca klipu. Oprócz kanapki warto zwrócić uwagę na popijaną Pepsicolę w szklanej butelczynie
Dzięki za przypomnienie mentos, przy okazji przyszło mi do głowy że to podejdzie mojemu synowi i jak już poleciało to trzy razy z rzędu (wiedziałem że łyknie bo lubi klip do Sabotage). Świetna wrzuta.
The Cure - Mint Car
Z Kjurami zawsze miałem chyba trochę problem kiedy chodziło o takie obrazki daleko leżące od gotyckiego image'u, albo tak gryzące się z nim jak Robert Szmit przebrany za jakiegoś faraona xd wiadomo że mają oni swoją popową lekką stronę ale nie wiem, może w ejtisach to lepiej wychodziło wizualnie a Wild Mood Swings jest po prostu bardzo s p e c y f i c z n ą erą w dziejach tej grupy. Nie znam zbytnio klipów z tych czasów, ALE znam jeden - Gone i zarówno tam jak i tu przewija się jeden ten sam element który pamiętam srogo mnie zaszokował wizualnie gdy pierwszy raz go ujrzałem. Chodzi mianowicie o Szmita w bluzie hokejowej, miałem mindfucka jak to zobaczyłem dawniej w Gone xD niemniej to akurat lubię gdyż uważam że bluzy hokejowe są spoko, miałem raz w życiu i ciepło wspominam. Co do klipu ogólnie - panuje tu spory chaos, jest to klip zrobiony z luzem, jakby trochę na fristajlu bo całość nie klei się w żadną opowieść czy nie ma głębszego sensu chyba. Może to Kubie się podoba bo trochę przypomina te jego klipy DIY, mi do gustu przypadły najbardziej sceny z imprezy bo mają tą ciepłą 90sową kolorystykę, oraz sceny z bluzą hokejową podobnie. Trochę za duży bigos jak dla mnie poza tym.
Billie Eilish - bad guy
Wujas z grubej rury strzela mocno viralowym klipem. bad guy swego czasu wyskakiwał nawet z lodówki mam wrażenie, liczba odsłon (ponad miliard) mówi sama za siebie. Wysokobudżetowy produkt dużej wytwórni, tak odbieram takie klipy. Bardzo przyjemna kolorystyka, tony różnych gagów i innych dziwnych zabiegów, całość mająca mieć zabawny klimacik. Jazda na trójkołowych rowerkach od razu kojarzy mi się z Twenty One Pilots. Problem mam z tym że nie wiem ile w takim klipie inwencji twórczej wschodzącego artysty a ile pomysłu reżysera, na ile to szczera zabawa a na ile żmudna praca jedynie. Końcówka z innym kawałkiem bardziej zmysłowa ale nie wiem czy potrzebna.
Ogółem nie czuję się targetem takich wideo, mam kija w tyłku i już.
Alphaville - Summer Rain
Absolutnie nie podzielam musiałowych fascynacji takimi klimatami (ejtisy skrzyżowane z retro wizualką w sepii) niemniej nie mogę nie przyznać że klip powstał w całkiem interesujący sposób.
Zostało tu wykonane sporo pracy nad tym a z drugiej strony chyba w sumie i tak mniej niż przy tworzeniu klasycznej stop-klatki, co nie? Mimo wszystko jest to fajnie zrobione bo te fotografie swietnie wyglądają, są naprawdę smaczne dla oka - fajne ziarno, dobre ujęcia, dobry światłocień w tym wszystkim wykorzystany. Do tego prosta sentymentalna historia jest tu opowiedziana, więc na dobrą sprawę klip propsuję choć ze względu na numer pewnie nie będę chciał do niego wracać.
Ja mam odrobinę inną perspektywę na Goryli gdyż moja relacja z nimi zaczęła się wraz z przebojami z debiutanckiej płyty i od tamtej pory z grubsza śledziłem ich losy. Mając trochę szerszą perspektywę powiedziałbym że to typowy klip w ich wykonaniu, oczywiście mamy tu charakterystyczną kreskę ich ojca czyli rysownika Jamiego Hewletta, a klip z grubsza oddaje słodko-gorzki klimat kawałka. Klasycznie mamy przygnębienego 2D, przygrywający zespół i niejako dla przeciwwagi beztroską Noodles którą wywiało na wyspę z wiatrakiem, mimo wszystko nad całością góruje klimat melancholii i niepokoju wzmagany przez tajemnicze nadlatujące helikoptery - kto zapoznał się z wrzucaną przeze mnie niejako w odpowiedzi do smoczej wrzutki kontynuacją tego klipu w singlu El Mañana ten wie że ta historia dobrze się nie kończy. Mój ulubiony fragmencik tego klipu to moment gdy De La wchodzą z pierwszą zwrotką a 2D odwraca się w kreskówkowy, nienaturalny sposób - najpierw tułów a potem głowa robi zwrot o 180 stopni. Klip zasadniczo dobry jak chyba większość ich wideoklipów choć miewali w swej wideografii ciut bardziej ikoniczne obrazki IMO (Clint Eastwood czy 19-2000).
Marek Biliński - Ucieczka z tropiku
Klasyk. Duży props dla mentosa bo to jest złoto, o takie wrzuty zakładałem ten temat. Idealny przykład spoko numeru który żyje w mej głowie przede wszystkim za sprawą tego obrazka. Zawsze się zastanawiałem skąd oni wzięli te kadry, czy to powycinane jest ze różnych starych amerykańskich filmów akcji (raczej nie nagrywaliby tego specjalnie do klipu, chyba za duży koszt na biedny PRL, skoro tak to jestem ciekaw skąd te sceny wycięli i czy ktokolwiek za jakiejkolwiek prawa autorskie bulił, heh, pewnie na dziko to poszło). Zawsze lubiłem ten klip, najbardziej ten brązowy amerykański wóz z lat 50. czy 60. rozwalany bliżej końca klipu. Oprócz kanapki warto zwrócić uwagę na popijaną Pepsicolę w szklanej butelczynie
The Cure - Mint Car
Z Kjurami zawsze miałem chyba trochę problem kiedy chodziło o takie obrazki daleko leżące od gotyckiego image'u, albo tak gryzące się z nim jak Robert Szmit przebrany za jakiegoś faraona xd wiadomo że mają oni swoją popową lekką stronę ale nie wiem, może w ejtisach to lepiej wychodziło wizualnie a Wild Mood Swings jest po prostu bardzo s p e c y f i c z n ą erą w dziejach tej grupy. Nie znam zbytnio klipów z tych czasów, ALE znam jeden - Gone i zarówno tam jak i tu przewija się jeden ten sam element który pamiętam srogo mnie zaszokował wizualnie gdy pierwszy raz go ujrzałem. Chodzi mianowicie o Szmita w bluzie hokejowej, miałem mindfucka jak to zobaczyłem dawniej w Gone xD niemniej to akurat lubię gdyż uważam że bluzy hokejowe są spoko, miałem raz w życiu i ciepło wspominam. Co do klipu ogólnie - panuje tu spory chaos, jest to klip zrobiony z luzem, jakby trochę na fristajlu bo całość nie klei się w żadną opowieść czy nie ma głębszego sensu chyba. Może to Kubie się podoba bo trochę przypomina te jego klipy DIY, mi do gustu przypadły najbardziej sceny z imprezy bo mają tą ciepłą 90sową kolorystykę, oraz sceny z bluzą hokejową podobnie. Trochę za duży bigos jak dla mnie poza tym.
Billie Eilish - bad guy
Wujas z grubej rury strzela mocno viralowym klipem. bad guy swego czasu wyskakiwał nawet z lodówki mam wrażenie, liczba odsłon (ponad miliard) mówi sama za siebie. Wysokobudżetowy produkt dużej wytwórni, tak odbieram takie klipy. Bardzo przyjemna kolorystyka, tony różnych gagów i innych dziwnych zabiegów, całość mająca mieć zabawny klimacik. Jazda na trójkołowych rowerkach od razu kojarzy mi się z Twenty One Pilots. Problem mam z tym że nie wiem ile w takim klipie inwencji twórczej wschodzącego artysty a ile pomysłu reżysera, na ile to szczera zabawa a na ile żmudna praca jedynie. Końcówka z innym kawałkiem bardziej zmysłowa ale nie wiem czy potrzebna.
Ogółem nie czuję się targetem takich wideo, mam kija w tyłku i już.
Alphaville - Summer Rain
Absolutnie nie podzielam musiałowych fascynacji takimi klimatami (ejtisy skrzyżowane z retro wizualką w sepii) niemniej nie mogę nie przyznać że klip powstał w całkiem interesujący sposób.
Zostało tu wykonane sporo pracy nad tym a z drugiej strony chyba w sumie i tak mniej niż przy tworzeniu klasycznej stop-klatki, co nie? Mimo wszystko jest to fajnie zrobione bo te fotografie swietnie wyglądają, są naprawdę smaczne dla oka - fajne ziarno, dobre ujęcia, dobry światłocień w tym wszystkim wykorzystany. Do tego prosta sentymentalna historia jest tu opowiedziana, więc na dobrą sprawę klip propsuję choć ze względu na numer pewnie nie będę chciał do niego wracać.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Deru The Future Never Comes
Bez wątpienia jedna z lepszych wrzutek klipowych. Całkiem niezłą robotę robi tło (bez ekstazy, ale bardzo dobrze zrobione), ale w porównaniu do klipu jest na szczęście tylko tłem. Niby wyławiamy dość oczywistą sytuację. Noc, nieoświetlona droga, przejazd kolejowy, 2-3 sekundy i może nas nie być. Za pierwszym razem zaskakuje nie mniej niż cała lawina screamerów. Potem ten obraz ulega różnym zniekształceniom. Dochodzą dodatkowe urywki. Kadry z filmów? Różne losowe/nielosowe ujęcia, takie jak widok na planetę. Poza tym cała masa różnych efektów, teraz pytanie, nałożonych na obraz czy może cały materiał źródłowy to jakiś zmyślnie skonstruowany kolaż z nagrywek na VHS. IMO raczej to pierwsze, ale przynajmniej segment drogowy zrobiony jest świetnie. Dla mnie ma dość trudny do ustalenia status. Równie dobrze mógłby się pojawić na TVN Turbo w programach typu nagrania z pościgów czy wypadków drogowych w Stanach w latach 90'. Końcówka już wyraźnie imituje jakieś doznania na granicy snu. Odwrócony obraz dodatkowo rozmyty, perspektywa się rozjeżdża. Niby finał pozytywny, ale nie o to tutaj chodzi. Bardzo dobry niepokojący obrazek. Unikam szokujących stron i treści, a to trochę się tym inspiruje. Przyjemnie wciąga.
Marek Biliński Ucieczka z Tropiku
Kiedyś już widziałem, ale nigdy nie oglądałem tak uważnie jak dzisiaj. Urocze w swojej naiwności, absurdzie i niskobudżetowości. W epoce zapewne byłbym pod ogromnym wrażeniem. Mimo pościgów, wybuchów, konfliktów i strzelanin z importu całość na swój sposób pasuje do Ucieczki. Z jednej strony jakieś technologiczne bajery. Z drugiej charakterystyczne wręcz dla klipów twórców klasycznej elektroniki jakieś parapety w tle (mogą być na zdjęciach). Do tego masa ujęć na mistrza ceremonii. Ja tam lubię klipy Żara za ich lekką głupotę plus nadmiar ujęć na facjatę Jean Michela, więc tutaj nie mam prawa się czepiać. Biliński za wiele nie robi. Tu ciągnie jakieś wajchy, tam coś kliknie, cyk, myk, monitory pracują, samochody robią bum, jeb i fajrant. Mimo wszystko to komfortowa praca, bo można jednocześnie wcinać kromę ze smalcem i robić pocieszne minki. Ostatnie sekundy jak bolesny powrót do rzeczywistości PRLu, estetyka szyldów i nazw rewelacyjna. Kosmoziomek też świetnie odziany. Mocno przestarzałe, ale mam to gdzieś. Fajne.
The Cure Mint Car
Odbieram to podobnie jak depeszowe klipy mocno zrywające z klasycznym wizerunkiem zespołu, tylko tutaj jest znacznie więcej gry z konwencją, wywlekania na wierzch sztuczności całego klipu i przedstawianych sytuacji. Niektóre rozwiązania dobrze śmieszą swoim minimalizmem i przeginką. Moi faworyci to scena przejażdżki oraz w pociągu. Ta druga zdecydowanie najgłupsza, czyli najlepsza. To samo ujęcie na lokomotywę w połączeniu z ewidentną nagrywką w studio daje bardzo dobry efekt. Z drugiej strony ewidentne dośmiesznienia i elementy przesady. Sporo powtarzanych scenek w różnych miejscach. Mała przestrzeń, generalny szał zabawy i ujęcia pokazujące robocze otoczenie powtarzane wielokrotnie psują wrażenie. Smith na bluescreenie w sumie by wystarczył. Japońskiego epizodu szczerze nie skumałem do końca. Pomysł na całość spoko, ale czasami jest tego po prostu za dużo i za bardzo.
Billie Eilish bad guy
Bad Guy, czyli jedno z moich ulubionych wspomnień z czasów pracy nad jednym ze spektakli w liceum. To był pierwszy poznany kawałek Billie. Z czasem okazało się, że w sumie możemy go wykorzystać do jednej ze scen, oczywiście jako dość przewrotny komentarz. Numer wszedł dość rozciągnięty, spowolniony i potraktowany potężnymi efekami wzmacniającymi bas. Panowie od obsługi dźwięku byli zaskoczeni efektem końcowym, ale też i tym, że właśnie jam to uczynił. Teledysk mogłem widzieć. Dzisiaj na pewno go nie pamiętam poza wykorzystaną kolorystyką. Nutka dobrze się starzeje. Zgadzam się z Wujasem, jest całkiem zacna. Teledysk niby lekko edgy, ale nie ma ofensywnych treści. Wtedy niezbyt śmieszył, a dzisiaj to już w ogóle. Grubasy w dość obcisłych strojach, chłop sobie stoi, to można go prowokować, ujęcia na kolana. Ładne kadry, zaaranżowana przestrzeń, ciekawie oddana studyjna sztuczność, w sumie tyle. Cała masa wygłupów, dziwnych zachowań mi nie robi. Oczywiście najlepsza jest końcówka - kolorystycznie, no i z Billie na chłopie robiących pompki. W sumie ten emo-alternatywkowy look był naprawdę dobry. To wszystko co miałem do powiedzenia. Nieźle, bez wow.
Alphaville Summer Rain
Odgrażałem się, czyli jak na standard forumowy muszę odszczekać xD Sam nie odpalałem, więc częściowo dostanę szansę za sprawą osób trzecich. Numer może być, ale za to klip robi wrażenie - przede wszystkim techniką wykonania. Sama historia dość ckliwa, nic wielkiego, ale całkiem urokliwa. Główni bohaterowie są po prostu atrakcyjni, patrzy się na nich z przyjemnością. Forma stanowi jakieś mrugnięcie okiem w stronę samych początków kina. Czasami większa koncentracja na pojedynczym kadrze, a czasem ruchome obrazy zmieniające się znacznie szybciej dla uzyskania odpowiedniego efektu. Jak dla mnie naprawdę udany efekt końcowy. Trochę tak jakby wprowadzić trochę życia do albumów dziadków czy pradziadków, rozbudzić jakieś wspomnienie z dawno minionych lat. Zanurzenie w epoce też robi robotę.
Bez wątpienia jedna z lepszych wrzutek klipowych. Całkiem niezłą robotę robi tło (bez ekstazy, ale bardzo dobrze zrobione), ale w porównaniu do klipu jest na szczęście tylko tłem. Niby wyławiamy dość oczywistą sytuację. Noc, nieoświetlona droga, przejazd kolejowy, 2-3 sekundy i może nas nie być. Za pierwszym razem zaskakuje nie mniej niż cała lawina screamerów. Potem ten obraz ulega różnym zniekształceniom. Dochodzą dodatkowe urywki. Kadry z filmów? Różne losowe/nielosowe ujęcia, takie jak widok na planetę. Poza tym cała masa różnych efektów, teraz pytanie, nałożonych na obraz czy może cały materiał źródłowy to jakiś zmyślnie skonstruowany kolaż z nagrywek na VHS. IMO raczej to pierwsze, ale przynajmniej segment drogowy zrobiony jest świetnie. Dla mnie ma dość trudny do ustalenia status. Równie dobrze mógłby się pojawić na TVN Turbo w programach typu nagrania z pościgów czy wypadków drogowych w Stanach w latach 90'. Końcówka już wyraźnie imituje jakieś doznania na granicy snu. Odwrócony obraz dodatkowo rozmyty, perspektywa się rozjeżdża. Niby finał pozytywny, ale nie o to tutaj chodzi. Bardzo dobry niepokojący obrazek. Unikam szokujących stron i treści, a to trochę się tym inspiruje. Przyjemnie wciąga.
Marek Biliński Ucieczka z Tropiku
Kiedyś już widziałem, ale nigdy nie oglądałem tak uważnie jak dzisiaj. Urocze w swojej naiwności, absurdzie i niskobudżetowości. W epoce zapewne byłbym pod ogromnym wrażeniem. Mimo pościgów, wybuchów, konfliktów i strzelanin z importu całość na swój sposób pasuje do Ucieczki. Z jednej strony jakieś technologiczne bajery. Z drugiej charakterystyczne wręcz dla klipów twórców klasycznej elektroniki jakieś parapety w tle (mogą być na zdjęciach). Do tego masa ujęć na mistrza ceremonii. Ja tam lubię klipy Żara za ich lekką głupotę plus nadmiar ujęć na facjatę Jean Michela, więc tutaj nie mam prawa się czepiać. Biliński za wiele nie robi. Tu ciągnie jakieś wajchy, tam coś kliknie, cyk, myk, monitory pracują, samochody robią bum, jeb i fajrant. Mimo wszystko to komfortowa praca, bo można jednocześnie wcinać kromę ze smalcem i robić pocieszne minki. Ostatnie sekundy jak bolesny powrót do rzeczywistości PRLu, estetyka szyldów i nazw rewelacyjna. Kosmoziomek też świetnie odziany. Mocno przestarzałe, ale mam to gdzieś. Fajne.
The Cure Mint Car
Odbieram to podobnie jak depeszowe klipy mocno zrywające z klasycznym wizerunkiem zespołu, tylko tutaj jest znacznie więcej gry z konwencją, wywlekania na wierzch sztuczności całego klipu i przedstawianych sytuacji. Niektóre rozwiązania dobrze śmieszą swoim minimalizmem i przeginką. Moi faworyci to scena przejażdżki oraz w pociągu. Ta druga zdecydowanie najgłupsza, czyli najlepsza. To samo ujęcie na lokomotywę w połączeniu z ewidentną nagrywką w studio daje bardzo dobry efekt. Z drugiej strony ewidentne dośmiesznienia i elementy przesady. Sporo powtarzanych scenek w różnych miejscach. Mała przestrzeń, generalny szał zabawy i ujęcia pokazujące robocze otoczenie powtarzane wielokrotnie psują wrażenie. Smith na bluescreenie w sumie by wystarczył. Japońskiego epizodu szczerze nie skumałem do końca. Pomysł na całość spoko, ale czasami jest tego po prostu za dużo i za bardzo.
Billie Eilish bad guy
Bad Guy, czyli jedno z moich ulubionych wspomnień z czasów pracy nad jednym ze spektakli w liceum. To był pierwszy poznany kawałek Billie. Z czasem okazało się, że w sumie możemy go wykorzystać do jednej ze scen, oczywiście jako dość przewrotny komentarz. Numer wszedł dość rozciągnięty, spowolniony i potraktowany potężnymi efekami wzmacniającymi bas. Panowie od obsługi dźwięku byli zaskoczeni efektem końcowym, ale też i tym, że właśnie jam to uczynił. Teledysk mogłem widzieć. Dzisiaj na pewno go nie pamiętam poza wykorzystaną kolorystyką. Nutka dobrze się starzeje. Zgadzam się z Wujasem, jest całkiem zacna. Teledysk niby lekko edgy, ale nie ma ofensywnych treści. Wtedy niezbyt śmieszył, a dzisiaj to już w ogóle. Grubasy w dość obcisłych strojach, chłop sobie stoi, to można go prowokować, ujęcia na kolana. Ładne kadry, zaaranżowana przestrzeń, ciekawie oddana studyjna sztuczność, w sumie tyle. Cała masa wygłupów, dziwnych zachowań mi nie robi. Oczywiście najlepsza jest końcówka - kolorystycznie, no i z Billie na chłopie robiących pompki. W sumie ten emo-alternatywkowy look był naprawdę dobry. To wszystko co miałem do powiedzenia. Nieźle, bez wow.
Alphaville Summer Rain
Odgrażałem się, czyli jak na standard forumowy muszę odszczekać xD Sam nie odpalałem, więc częściowo dostanę szansę za sprawą osób trzecich. Numer może być, ale za to klip robi wrażenie - przede wszystkim techniką wykonania. Sama historia dość ckliwa, nic wielkiego, ale całkiem urokliwa. Główni bohaterowie są po prostu atrakcyjni, patrzy się na nich z przyjemnością. Forma stanowi jakieś mrugnięcie okiem w stronę samych początków kina. Czasami większa koncentracja na pojedynczym kadrze, a czasem ruchome obrazy zmieniające się znacznie szybciej dla uzyskania odpowiedniego efektu. Jak dla mnie naprawdę udany efekt końcowy. Trochę tak jakby wprowadzić trochę życia do albumów dziadków czy pradziadków, rozbudzić jakieś wspomnienie z dawno minionych lat. Zanurzenie w epoce też robi robotę.
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Mała przypominajka że kolejka listopadowa kończy się za 10 dni.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Deru - The Future Never Comes
Kurdebele, Murzyn zapodał mi właśnie nightmare fuel. Co prawda ostatnio autem jeżdżę jakby bardzo mało (była wycieczka do Wroca, powrót, i teraz to nawet nie bardzo pamiętam, gdzie zaparkowałem lol), ale następnym razem jak wsiądę za kółko, to od razu przypomni mi się ten kawałek. Miewam często takie sny, że jadę prostym odcinkiem autostrady, bardzo szybko, i nagle jest ostry zakręt a ja nie nadążam wyhamować i wylatuję za barierki, albo wpadam w inne auto. Zrywam się wtedy zawsze spocony, nierzadko z krzykiem. Wideo dla The Future Never Comes jest mocno creepy, niby nic wyszukanego w montażu, i te efekty też takie generikowe i w ogóle, jakby wzięte z bardzo basic zestawu filtrów w programie służącym do takich zabaw, ale nie męczy, wręcz przeciwnie - zarówno efekt zapętlenia, jak i wszystkie przeszkadzajki po drodze, ta złowroga, czerwona "Marble Earth", w ogóle setting podróży tym autem przypomina mi pewne okolice i Łodzi i Warszawy, które chętnie odwiedzam po zmroku, autem właśnie. Hien może coś powiedzieć na ten temat trololo. Jest złowrogo, jeszcze muzyka wyjątkowo udana, niby też nic specjalnego, ale w połączeniu z wideo robi robotę. Skojarzenia z czołówką do Lost Highway jak najbardziej zasadne. Ja tam propsuję.
Gorillaz - Feel Good Inc.
Obawiałem się, że ktoś prędzej czy później wrzuci ten numer tutaj, albo pretty much cokolwiek innego od Gorillaz. Otóż... jest to może drugi albo trzeci raz, kiedy w ogóle słyszę ten kawałek w życiu świadomie, albowiem był on tak masakrowany w czasach dawnych w mediach wszelakich, że właściwie niemożliwym jest, bym go nie słyszał wcześniej, tylko pewnie nie wiedziałem, co to w ogóle jest. Wideo, wideo to za to widziałem dziesiątki razy. Ale bez muzyki. Jak to wyjaśnić? Był taki dziwaczny okres w moim życiu, że oglądałem klipy, które akurat leciały na MTV czy gdzieś tam indziej, ale sam... słuchałem z empetrójki własnej muzyki xD Specyficzny sposób na spędzanie wolnego czasu, co mogę powiedzieć... Teraz, niejako przymuszony przez bestkę przyznaję, że gardziłem Gorillaz z czystej krawędziowości, po prostu byli popularni, a im bardziej coś jest popularne, tym bardziej ja mam na to wysrane, vide ramen czy bubble tea o których wspominałem wcześniej. Wszyscy się podniecali Gorillaz jak byłem w ogólniaku, więc ja absolutnie nie mogłem. Poza tym odrzucała mnie "aparycja sceniczna" wyrysowanych, zmyślonych członków zmyślonego w dużej mierze zespołu. I trochę żałuję szczerze mówiąc, albowiem wideo ładnie zgrywa się z muzyką, która jest całkiem przyjemna. Mam taką połowiczną nostalgię w tej chwili, ale wystarczy, że nostalgia. Lubię.
Marek Biliński - Ucieczka z Tropiku
Właściwie nie wiem, na czym powinienm się tutaj koncentrować, muzyka a la Trans-X, ale podlane mocnym sosem z PRLu, więc ciągnie octem i maślanką, czy też usiłujące być futurystycznym wideo, które wygląda trochę jak kolaż odrzuconych scen z Powrotu Wabiszczura bądź Podróży Pana Kleksa (śmigłowce wokół bazy Wielkiego Elektronika - granego przez nieodżałowanego Henryka Bistę - którą z kolei grało erywańskie lotnisko Zwartnoc). Jest... odjazdowo, starotelewizyjnie (A JAKŻE), tak ejtisowo, jak się tylko da, ale widać i słychać (i czuć), że są to ejtisy Bloku Wschodniego, nawet, jeśli część futydżu pochodzi z jakichś amerykańskich nagrań (piękny był ten radiowów wpadający na pełnej w ciężarówkę). Na koniec jakiś Chevrolet (ale może to Pobieda, a może jakaś inna Wołga? Któż to może wiedzieć) pięknie się pali, Biliński wychodzi z budynku o najbardziej pretensjonalnym oznaczeniu ever, a potem zostaje usmażony przez obcego. Sci-fi po polsku (prawie jak Karate po polsku), aż zachciało mi się obejrzeć Test pilota Pirxa czy coś w tym stylu. Cudo, naprawdę, muzycznie też bardzo fajnie, Mentos zawsze potrafi zapodać coś dobrego, nawet lepszego jeszcze.
The Cure - Mint Car
Żadną tajemnicą chyba tu nie jest, na tym forum, a zwłaszcza dla niektórych jego użytkowników, że jeśli miałbym wybrać swoją najmniej ulubioną płytę Kjurów, to będzie to właśnie Wild Mood Swings. Co jest o tyle zabawne, że kiedy wsiąkałem w dyskografię Kjurów, to raz, że interesował mnie jej najbardziej dołujący segment, a dwa, że sam po prostu miałem wtedy permanentnego doła, także wesołe numery nie mogły do mnie trafić (chyba, że były częścią większej, mroczniejszej całości, vide albumy The Head on the Door, Kiss Me x3 czy Wish). Mint Car to już w ogóle nie trawiłem srogo. Ale też nigdy nie widziałem klipu, i teraz, po tych wielu, wielu latach stwierdzam, iż... no co, możliwe, że ZMIENIĘ ZDANIE. Potrzebowałem tego pozbawionego sensu klipu, żeby poczuć tę muzykę jak trzeba. No, ale my tu nie o muzyce... Wideo jest po prostu odjechane, kolaż wszystkiego ze wszystkim, zespół ewidentnie robi sobie jaja i dobrze się przy tym bawi (i dobrze), tylko O'Donnell ma nieco niepokojący uśmiech za tym parapetem. Może japońska sceneria by dziś nie przeszła, ale tak poza tym cała reszta bardzo fajna, najbardziej zaś Smith w przebraniu... faraona? No i jeszcze ten prawie Titanic na końcu. Dobrze jest, i piosenka mi bardziej podeszła dzięki temu, spory sukces. I wideo w tej kolejce, gdzie jazda autem się źle nie kończy lol.
Billie Eilish - Bad Guy
Dżizus, nie ma ucieczki od tej kobiety, wiem, powtarzam się, a jeszcze mówiłem coś o byciu edgy nawet w tej kolejce. Nie lubię Eilish, wnerwia mnie jej osoba, persona, kreacja sceniczna, głos, muzyka, chyba wszystko. ALE. Ten numer, który znów mogłem słyszeć świadomie kiedyś tam, a dziś zwyczajnie tego nie pamiętam, ma primo - fajny bit po refrenie (xD), secundo - całkiem fajny klip, choć trącący taką... no właśnie, czym właściwie? To jest entourage, który mam wrażenie widuję w co drugim wideo do podobnej muzyki these days. Specyficzny dobór kolorów, dużo statecznych obrazów, proste przejścia między kadrami, niby całość nie kosztowała dużo, a tak naprawdę fortunę, etc. Nie potrafię się w tym doszukać oryginalności, ale przyznam, że jest w tym coś fajnego i czyni to również - podobnie jak ze Smithem i spółką - muzykę bardziej strawną. No i jeszcze ta "mhroczno-erhotyczna" końcówka, Billie kinda hot z tą obrożą na szyi. I... kolory fajne xD Nie hejtuję tak ostro, jak Billie w numerach, choć też do niej nie wracałem więcej. Jest całkiem całkiem, może jeszcze kiedyś... wrócę?
Kurdebele, Murzyn zapodał mi właśnie nightmare fuel. Co prawda ostatnio autem jeżdżę jakby bardzo mało (była wycieczka do Wroca, powrót, i teraz to nawet nie bardzo pamiętam, gdzie zaparkowałem lol), ale następnym razem jak wsiądę za kółko, to od razu przypomni mi się ten kawałek. Miewam często takie sny, że jadę prostym odcinkiem autostrady, bardzo szybko, i nagle jest ostry zakręt a ja nie nadążam wyhamować i wylatuję za barierki, albo wpadam w inne auto. Zrywam się wtedy zawsze spocony, nierzadko z krzykiem. Wideo dla The Future Never Comes jest mocno creepy, niby nic wyszukanego w montażu, i te efekty też takie generikowe i w ogóle, jakby wzięte z bardzo basic zestawu filtrów w programie służącym do takich zabaw, ale nie męczy, wręcz przeciwnie - zarówno efekt zapętlenia, jak i wszystkie przeszkadzajki po drodze, ta złowroga, czerwona "Marble Earth", w ogóle setting podróży tym autem przypomina mi pewne okolice i Łodzi i Warszawy, które chętnie odwiedzam po zmroku, autem właśnie. Hien może coś powiedzieć na ten temat trololo. Jest złowrogo, jeszcze muzyka wyjątkowo udana, niby też nic specjalnego, ale w połączeniu z wideo robi robotę. Skojarzenia z czołówką do Lost Highway jak najbardziej zasadne. Ja tam propsuję.
Gorillaz - Feel Good Inc.
Obawiałem się, że ktoś prędzej czy później wrzuci ten numer tutaj, albo pretty much cokolwiek innego od Gorillaz. Otóż... jest to może drugi albo trzeci raz, kiedy w ogóle słyszę ten kawałek w życiu świadomie, albowiem był on tak masakrowany w czasach dawnych w mediach wszelakich, że właściwie niemożliwym jest, bym go nie słyszał wcześniej, tylko pewnie nie wiedziałem, co to w ogóle jest. Wideo, wideo to za to widziałem dziesiątki razy. Ale bez muzyki. Jak to wyjaśnić? Był taki dziwaczny okres w moim życiu, że oglądałem klipy, które akurat leciały na MTV czy gdzieś tam indziej, ale sam... słuchałem z empetrójki własnej muzyki xD Specyficzny sposób na spędzanie wolnego czasu, co mogę powiedzieć... Teraz, niejako przymuszony przez bestkę przyznaję, że gardziłem Gorillaz z czystej krawędziowości, po prostu byli popularni, a im bardziej coś jest popularne, tym bardziej ja mam na to wysrane, vide ramen czy bubble tea o których wspominałem wcześniej. Wszyscy się podniecali Gorillaz jak byłem w ogólniaku, więc ja absolutnie nie mogłem. Poza tym odrzucała mnie "aparycja sceniczna" wyrysowanych, zmyślonych członków zmyślonego w dużej mierze zespołu. I trochę żałuję szczerze mówiąc, albowiem wideo ładnie zgrywa się z muzyką, która jest całkiem przyjemna. Mam taką połowiczną nostalgię w tej chwili, ale wystarczy, że nostalgia. Lubię.
Marek Biliński - Ucieczka z Tropiku
Właściwie nie wiem, na czym powinienm się tutaj koncentrować, muzyka a la Trans-X, ale podlane mocnym sosem z PRLu, więc ciągnie octem i maślanką, czy też usiłujące być futurystycznym wideo, które wygląda trochę jak kolaż odrzuconych scen z Powrotu Wabiszczura bądź Podróży Pana Kleksa (śmigłowce wokół bazy Wielkiego Elektronika - granego przez nieodżałowanego Henryka Bistę - którą z kolei grało erywańskie lotnisko Zwartnoc). Jest... odjazdowo, starotelewizyjnie (A JAKŻE), tak ejtisowo, jak się tylko da, ale widać i słychać (i czuć), że są to ejtisy Bloku Wschodniego, nawet, jeśli część futydżu pochodzi z jakichś amerykańskich nagrań (piękny był ten radiowów wpadający na pełnej w ciężarówkę). Na koniec jakiś Chevrolet (ale może to Pobieda, a może jakaś inna Wołga? Któż to może wiedzieć) pięknie się pali, Biliński wychodzi z budynku o najbardziej pretensjonalnym oznaczeniu ever, a potem zostaje usmażony przez obcego. Sci-fi po polsku (prawie jak Karate po polsku), aż zachciało mi się obejrzeć Test pilota Pirxa czy coś w tym stylu. Cudo, naprawdę, muzycznie też bardzo fajnie, Mentos zawsze potrafi zapodać coś dobrego, nawet lepszego jeszcze.
The Cure - Mint Car
Żadną tajemnicą chyba tu nie jest, na tym forum, a zwłaszcza dla niektórych jego użytkowników, że jeśli miałbym wybrać swoją najmniej ulubioną płytę Kjurów, to będzie to właśnie Wild Mood Swings. Co jest o tyle zabawne, że kiedy wsiąkałem w dyskografię Kjurów, to raz, że interesował mnie jej najbardziej dołujący segment, a dwa, że sam po prostu miałem wtedy permanentnego doła, także wesołe numery nie mogły do mnie trafić (chyba, że były częścią większej, mroczniejszej całości, vide albumy The Head on the Door, Kiss Me x3 czy Wish). Mint Car to już w ogóle nie trawiłem srogo. Ale też nigdy nie widziałem klipu, i teraz, po tych wielu, wielu latach stwierdzam, iż... no co, możliwe, że ZMIENIĘ ZDANIE. Potrzebowałem tego pozbawionego sensu klipu, żeby poczuć tę muzykę jak trzeba. No, ale my tu nie o muzyce... Wideo jest po prostu odjechane, kolaż wszystkiego ze wszystkim, zespół ewidentnie robi sobie jaja i dobrze się przy tym bawi (i dobrze), tylko O'Donnell ma nieco niepokojący uśmiech za tym parapetem. Może japońska sceneria by dziś nie przeszła, ale tak poza tym cała reszta bardzo fajna, najbardziej zaś Smith w przebraniu... faraona? No i jeszcze ten prawie Titanic na końcu. Dobrze jest, i piosenka mi bardziej podeszła dzięki temu, spory sukces. I wideo w tej kolejce, gdzie jazda autem się źle nie kończy lol.
Billie Eilish - Bad Guy
Dżizus, nie ma ucieczki od tej kobiety, wiem, powtarzam się, a jeszcze mówiłem coś o byciu edgy nawet w tej kolejce. Nie lubię Eilish, wnerwia mnie jej osoba, persona, kreacja sceniczna, głos, muzyka, chyba wszystko. ALE. Ten numer, który znów mogłem słyszeć świadomie kiedyś tam, a dziś zwyczajnie tego nie pamiętam, ma primo - fajny bit po refrenie (xD), secundo - całkiem fajny klip, choć trącący taką... no właśnie, czym właściwie? To jest entourage, który mam wrażenie widuję w co drugim wideo do podobnej muzyki these days. Specyficzny dobór kolorów, dużo statecznych obrazów, proste przejścia między kadrami, niby całość nie kosztowała dużo, a tak naprawdę fortunę, etc. Nie potrafię się w tym doszukać oryginalności, ale przyznam, że jest w tym coś fajnego i czyni to również - podobnie jak ze Smithem i spółką - muzykę bardziej strawną. No i jeszcze ta "mhroczno-erhotyczna" końcówka, Billie kinda hot z tą obrożą na szyi. I... kolory fajne xD Nie hejtuję tak ostro, jak Billie w numerach, choć też do niej nie wracałem więcej. Jest całkiem całkiem, może jeszcze kiedyś... wrócę?
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Szkoda, że Billie nie jest aktorką, bo bym wtedy jeszcze w bestce filmowej jakimś filmem z nią rzucił.
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Przypomnę jedynie że do końca kolejki listopadowej zostały 3 dni.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
JEDZIEMY PANOWIE
Deru - The Future Never Comes
Gdy jeszcze pracowałem w trybie zmianowym, to całkiem lubiłem nocne zmiany. Cisza, względny spokój i albo samotność, albo towarzystwo jednej lub dwóch samotników, z którymi zazwyczaj udawało mi się dogadywać, a nawet jeśli było cicho, to nie była to cisza z gatunku tych krępujących. Co prawda jestem już teraz stary, pracuję o jednakowych, "ludzkich" porach i nie mogę sobie pozwalać już nawet za bardzo na nerdzenie po nocach, ale nie wiem powiem, że jest to pora dnia pozbawiona uroku. Kawałek zapodany przez kolegę Jacka ma właśnie taki fajnie nocny vibe i mocno mnie zaintrygował. Ciekawa elektronika, wrzuta mocno w stylu Roberta, do potencjalnego obadania.
A klip? No klip z gatunku tych, które dobrze się ogląda, ale słabo opisuje. Skojarzenia wizualne z Lost Highway też nasunęły mi się samoistnie, ja bym też dorzucił klip do Karma Police, bo też był tam podobny motyw. Czuć tu w każdym razie klimat Lyncha, to przez tę niepokojącą atmosferę, to przez te dziwne przebitki na księżyc czy fakt, ze nie wiadomo co tu się właściwie odpierdoliło i możemy sobie gdybać - interpretacja Murzyna ma dużo sensu i się do niej skłaniam. Intrygujące to, z pewnością.
Goryle - Czuje Dobrze Sp. Z o.o. Komandytowa
Kurczę, trochę ten jeden z setek projektów Albarna przepadł w mrokach mojej pamięci. Bo wiecie, to nie jest dla mnie jakiś hiperważny zespół czy coś, ale jednak jakoś tam utkwił w mojej pamięci, bo jak się człowiek wkręcał w muzykę rozrywkowę na przełomie dekad 00/10, to jednak musiał o nich usłyszeć i trochę się tego słuchało. Momentami na siłę, ale nie będę rozwijać tego wątku - zrobię to na łamach MINTAJ+, ew. w bestce utworowej, bo mimo wszystko jeden kawałek zasługuje na uwzględnienie tamże.
Feel Good Inc. to jedna z tych ich rzeczy, którą lubię, chociaż ni cholery nie pamiętam jej z 2005 roku, gdzie to musiała wyskakiwać z każdej lodówki. Niby to dziwne, ale z drugiej strony - nie miałem wtedy internetu ni nawet kablówki, a mieszkałem na zadupiu, więc naprawdę nie potrzebowałem wiele, by nie mieć styczności z wieloma głośnymi zjawiskami (nie mam ŻADNYCH wspomnień z Euro 2004). Dla mnie to taki dośc sympatyczny popik, który lubię zarzucić na ruszt od czasu do czasu, gdy chcę czegoś względnie nieinwazyjnego, ale niezłego.
Dla mnie klip jest po prostu ładny, szczerze mówiąc nie dostrzegam tu żadnej narracji, ew. jest ona dla mnie tak mało interesująca, że podświadomie ją zlewam. No ale dobrze się to ogląda, trochę jak jakąś kreskówkę z CN (w sumie ten zespół ma trochę taki vibe, a zresztą coś mi się obiło, że nawet był jakiś crossover z Atomówkami czy coś w ten deseń) czy coś. CGI wygląda dobrze, kreskówkowe modele postaci też niczego sobie. A skoro się to dobrze ogląda, to czego kuźwa chcieć więcej?
The Cure - Mint Car
Też miałem kiedyś weekend w Warszawie, w którym wydarzyło się wszystko, tylko to nie było 5 lat temu, a w tym roku, a Musiała nie spotkałem, bo go nie było. Wystarczy, że spotkałem... no tę osobę, którą spotkałem, chociaż potrzebuję trochę czasu, by móc o tym względnie swodobnie pisać.
Nawiązuje nie bez powodu, bo w sumie to jedno proste zdanie pomogło mi "skumać" ten klip. Za pierwszym razem odebrałem go jako chaotyczny i kretyński. Za drugim było tak samo, ale jakoś udzielił mi się klimat losowego wyjazdu, w trakcie którego poznaje się tysiąc osób, dzieje się drugie tyle, to co się pamięta wspomina tygodniami, to czego się nie pamięta zapewne lepiej nie pamiętać. I wiecie, ja generalnie to jestem rasowym piwniczakiem, po takowych inbach to z miesiąc z domu nie wychodzę, by odreagować, ale czasem lubię DAĆ SE. No i ten klip to jest taka wizualna reprezentacja takiego DANIA SE, totalny wygłup i zabawa. Niby wolę to smutne The Cure, bo kawałek taki se, ale klip daje radę.
Billie Eilish - bad guy
Ja już zdążyłem przez te lata zapomnieć, że Billie Eilish w czasach przed pandemią to mi z każdej lodówki wyskakiwała i w ogóle. Wpierw irytowała, później się przekonałem, zresztą za każdym razem gdy wuja ją wrzucał to pisałem o niej w superlatywach, bo uważam, że laska ma talent, charyzmę i w ogóle robi sprawia wrażenie dojrzałej, chociaż rzekomo reprezentuje obce mi pokolenie. Ja to w sumie uważam, że generalnie konflikt między millenialsami a tym słynnym pokoleniem Zet to jest sztucznie nadmuchany, bo nawet granica między tymi pokoleniami jest mocno umowna i więcej nas łączy niż dzieli, ale to chyba temat na inną dyskusję - chociaż wątpie w to, by takowa tutaj się odbyła lol.
Też nie mam zamiaru się dopatrywać jakiejkolwiek głębi czy sensu w tych obrazkach, zresztą chyba nawet nie za bardzo ma to sens. Grunt w tym, że są estetyczne, mają potencjał memiczno-viralowy i pasują do muzyki. Jest to dziwne, losowe i w ogóle mocno w estetyce pewnych miejsc w internecie, w które nie wchodzę (zbyt często), moją uwagę przyciąga kolorystyka. W sumie nie jest ze mną tak źle pod aspektem zdziadzienia, bo te cztery lata temu uznawałem to za jakiś szmelc dla młodzieży, a teraz to twierdzę że NOOOO COŚ W TYM JEST. Tak, daję okejkę.
Alphaville - Summer Rain
Kurde, w życiu nie spotkałem kogoś, kto wyrażałby się o Alphaville z takim zachwytem jak Musiał. xd Sam nie wiem co o tym myśleć, ale w sumie to ten... no to był dobry zespół, zwłaszcza na debiucie. Summer Rain nie znałem, tej płyty o której pisze Adrian też - może kiedyś sprawdzę, wątpie, tak czy siak kawałek przyjemny.
Ja tutaj trochę chciałem zakręcić oczami, bo pomysł na klip wydawał mi się jakiś taki meh, ale zrzucam to na karb tego, że z jakichś przyczyn uznałem pomysł wykorzystywania zdjęć za budżetowy i tani. Chyba po prostu widziałem coś strasznie słabego wykonanego tą techniką czy coś w ten deseń i dlatego, ale bądźmy poważni - nie mogę roastować czegokolwiek za budżetowość, samemu wrzucając teledysk nakręcony za 2 butelki Pepsi i radyjko z Pewexu. xD Zresztą właśnie szybko się okazało, że to co miało być wadą okazało się być zaletą. No na pewno pomaga tu fakt, że te zdjęcia są estetyczne, a sepia i ziarno faktycznie sprawiają, że czuje się jakbym oglądał coś, co mogło powstać za czasów życia moich dziadków. To buduje taki specyficzny klimat, atmosferę rodem ze starego albumu ze zdjęciami czy coś i ja to kupuję.
W sumie mocna kolejka lol, albo może ja mam taki humor. W każdym razie chyle copke panowie
Deru - The Future Never Comes
Gdy jeszcze pracowałem w trybie zmianowym, to całkiem lubiłem nocne zmiany. Cisza, względny spokój i albo samotność, albo towarzystwo jednej lub dwóch samotników, z którymi zazwyczaj udawało mi się dogadywać, a nawet jeśli było cicho, to nie była to cisza z gatunku tych krępujących. Co prawda jestem już teraz stary, pracuję o jednakowych, "ludzkich" porach i nie mogę sobie pozwalać już nawet za bardzo na nerdzenie po nocach, ale nie wiem powiem, że jest to pora dnia pozbawiona uroku. Kawałek zapodany przez kolegę Jacka ma właśnie taki fajnie nocny vibe i mocno mnie zaintrygował. Ciekawa elektronika, wrzuta mocno w stylu Roberta, do potencjalnego obadania.
A klip? No klip z gatunku tych, które dobrze się ogląda, ale słabo opisuje. Skojarzenia wizualne z Lost Highway też nasunęły mi się samoistnie, ja bym też dorzucił klip do Karma Police, bo też był tam podobny motyw. Czuć tu w każdym razie klimat Lyncha, to przez tę niepokojącą atmosferę, to przez te dziwne przebitki na księżyc czy fakt, ze nie wiadomo co tu się właściwie odpierdoliło i możemy sobie gdybać - interpretacja Murzyna ma dużo sensu i się do niej skłaniam. Intrygujące to, z pewnością.
Goryle - Czuje Dobrze Sp. Z o.o. Komandytowa
Kurczę, trochę ten jeden z setek projektów Albarna przepadł w mrokach mojej pamięci. Bo wiecie, to nie jest dla mnie jakiś hiperważny zespół czy coś, ale jednak jakoś tam utkwił w mojej pamięci, bo jak się człowiek wkręcał w muzykę rozrywkowę na przełomie dekad 00/10, to jednak musiał o nich usłyszeć i trochę się tego słuchało. Momentami na siłę, ale nie będę rozwijać tego wątku - zrobię to na łamach MINTAJ+, ew. w bestce utworowej, bo mimo wszystko jeden kawałek zasługuje na uwzględnienie tamże.
Feel Good Inc. to jedna z tych ich rzeczy, którą lubię, chociaż ni cholery nie pamiętam jej z 2005 roku, gdzie to musiała wyskakiwać z każdej lodówki. Niby to dziwne, ale z drugiej strony - nie miałem wtedy internetu ni nawet kablówki, a mieszkałem na zadupiu, więc naprawdę nie potrzebowałem wiele, by nie mieć styczności z wieloma głośnymi zjawiskami (nie mam ŻADNYCH wspomnień z Euro 2004). Dla mnie to taki dośc sympatyczny popik, który lubię zarzucić na ruszt od czasu do czasu, gdy chcę czegoś względnie nieinwazyjnego, ale niezłego.
Dla mnie klip jest po prostu ładny, szczerze mówiąc nie dostrzegam tu żadnej narracji, ew. jest ona dla mnie tak mało interesująca, że podświadomie ją zlewam. No ale dobrze się to ogląda, trochę jak jakąś kreskówkę z CN (w sumie ten zespół ma trochę taki vibe, a zresztą coś mi się obiło, że nawet był jakiś crossover z Atomówkami czy coś w ten deseń) czy coś. CGI wygląda dobrze, kreskówkowe modele postaci też niczego sobie. A skoro się to dobrze ogląda, to czego kuźwa chcieć więcej?
The Cure - Mint Car
Też miałem kiedyś weekend w Warszawie, w którym wydarzyło się wszystko, tylko to nie było 5 lat temu, a w tym roku, a Musiała nie spotkałem, bo go nie było. Wystarczy, że spotkałem... no tę osobę, którą spotkałem, chociaż potrzebuję trochę czasu, by móc o tym względnie swodobnie pisać.
Nawiązuje nie bez powodu, bo w sumie to jedno proste zdanie pomogło mi "skumać" ten klip. Za pierwszym razem odebrałem go jako chaotyczny i kretyński. Za drugim było tak samo, ale jakoś udzielił mi się klimat losowego wyjazdu, w trakcie którego poznaje się tysiąc osób, dzieje się drugie tyle, to co się pamięta wspomina tygodniami, to czego się nie pamięta zapewne lepiej nie pamiętać. I wiecie, ja generalnie to jestem rasowym piwniczakiem, po takowych inbach to z miesiąc z domu nie wychodzę, by odreagować, ale czasem lubię DAĆ SE. No i ten klip to jest taka wizualna reprezentacja takiego DANIA SE, totalny wygłup i zabawa. Niby wolę to smutne The Cure, bo kawałek taki se, ale klip daje radę.
Billie Eilish - bad guy
Ja już zdążyłem przez te lata zapomnieć, że Billie Eilish w czasach przed pandemią to mi z każdej lodówki wyskakiwała i w ogóle. Wpierw irytowała, później się przekonałem, zresztą za każdym razem gdy wuja ją wrzucał to pisałem o niej w superlatywach, bo uważam, że laska ma talent, charyzmę i w ogóle robi sprawia wrażenie dojrzałej, chociaż rzekomo reprezentuje obce mi pokolenie. Ja to w sumie uważam, że generalnie konflikt między millenialsami a tym słynnym pokoleniem Zet to jest sztucznie nadmuchany, bo nawet granica między tymi pokoleniami jest mocno umowna i więcej nas łączy niż dzieli, ale to chyba temat na inną dyskusję - chociaż wątpie w to, by takowa tutaj się odbyła lol.
Też nie mam zamiaru się dopatrywać jakiejkolwiek głębi czy sensu w tych obrazkach, zresztą chyba nawet nie za bardzo ma to sens. Grunt w tym, że są estetyczne, mają potencjał memiczno-viralowy i pasują do muzyki. Jest to dziwne, losowe i w ogóle mocno w estetyce pewnych miejsc w internecie, w które nie wchodzę (zbyt często), moją uwagę przyciąga kolorystyka. W sumie nie jest ze mną tak źle pod aspektem zdziadzienia, bo te cztery lata temu uznawałem to za jakiś szmelc dla młodzieży, a teraz to twierdzę że NOOOO COŚ W TYM JEST. Tak, daję okejkę.
Alphaville - Summer Rain
Kurde, w życiu nie spotkałem kogoś, kto wyrażałby się o Alphaville z takim zachwytem jak Musiał. xd Sam nie wiem co o tym myśleć, ale w sumie to ten... no to był dobry zespół, zwłaszcza na debiucie. Summer Rain nie znałem, tej płyty o której pisze Adrian też - może kiedyś sprawdzę, wątpie, tak czy siak kawałek przyjemny.
Ja tutaj trochę chciałem zakręcić oczami, bo pomysł na klip wydawał mi się jakiś taki meh, ale zrzucam to na karb tego, że z jakichś przyczyn uznałem pomysł wykorzystywania zdjęć za budżetowy i tani. Chyba po prostu widziałem coś strasznie słabego wykonanego tą techniką czy coś w ten deseń i dlatego, ale bądźmy poważni - nie mogę roastować czegokolwiek za budżetowość, samemu wrzucając teledysk nakręcony za 2 butelki Pepsi i radyjko z Pewexu. xD Zresztą właśnie szybko się okazało, że to co miało być wadą okazało się być zaletą. No na pewno pomaga tu fakt, że te zdjęcia są estetyczne, a sepia i ziarno faktycznie sprawiają, że czuje się jakbym oglądał coś, co mogło powstać za czasów życia moich dziadków. To buduje taki specyficzny klimat, atmosferę rodem ze starego albumu ze zdjęciami czy coś i ja to kupuję.
W sumie mocna kolejka lol, albo może ja mam taki humor. W każdym razie chyle copke panowie
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Deru - The Future Never Comes
Powiem tak, teledysk zrobiony nieźle. Chodzi mi o sam obraz, który widzimy. Lubię taką technikę filmową. Jakieś zakłócenia obrazu jak na starych kasetach, rozmycia, kolorystyka. Wszystko to doceniam. W dodatku niby ten obraz nieźle pasuje do samej muzyki. Ale mimo wszystko jak na prawie 5 minut zbyt mało się dzieje. Oprócz paru krótkich przebitek właściwie wciąż dzieje się to samo. I ten powtarzany fragment jest bardzo krótki. Mimo całkiem dobrego klimatu ten klip jest dobry na jeden, może dwa odtworzenia. Nie widzę powodu, dla którego miałbym do niego wracać częściej. Tym bardziej, że nie mam pomysłu, co reżyser chciał odbiorcy za pomocą tego obrazu przekazać. Jaka była jego intencja. Czy w ogóle jakaś była.
Gorillaz - Feel Good Inc.
Jeżeli chodzi o Gorillaz, to oprócz Clinta Eastwooda niezbyt mnie ten band jara. Feel Good Inc. też mi nie podchodzi zbytnio. Ale podkreślić muszę, że oprócz singli wiele więcej nie słyszałem. Jeżeli chodzi o obraz, to jest to kreska taka sama jak w CE i paru innych clipach. Mnie się ona podoba. Szczególnie te fragmenty pokazujące niebo i latającą wysepkę z latarnią są po prostu piękne. Nie jestem dobry w interpretowaniu teledysków. Nie szukam też raczej opisów interpretacji. Więc i tu nie będę się silił na interpretację. Ale nie czuję nawet takiej potrzeby. Clip jest po prostu przyjemny w oglądaniu. Podobają mi się też wstawki ze śpiewającymi facjatami członków De La Soul. Zawsze lubię, jak w teledysku pokazują się twórcy lub współtwórcy.
Podsumowując - teledysk na pewno dobry. Chociaż El Manana jest jeszcze lepsze.
Marek Biliński - Ucieczka z tropiku
Utwór pana Bilińskiego jest jeszcze bardziej średni, niż utworowa wrzutka. Ale teledysk jak najbardziej fajny. Myślę, że te scenki są powycinane z różnych filmów. Nie ma szans, żeby nagrywali to specjalnie na potrzeby clipu. I fajnie widzieć, kto to w ogóle jest Biliński. Robi tutaj za pracownika Departamentu Katastrof. Zabawny pomysł. Mimo, że to dla niego codzienność, to wciąż potrafi czasami się czymś zaaferować i wybałuszyć oczy. A wszystko osadzone w latach dosyć dawnych. Widać to po jakości nakręconych scen, samochodach, różnych antycznych sprzętach. Lubię czasami pooglądać te stare filmy lub seriale (siedziałem miesiąc na granicy i codziennie rano oglądam Strażnika Teksasu
). Dużo się w clipie dzieje. Kolaż szybko przeplatających się dynamicznych scen to coś, co lubię. Clip ma swój urok.
The Cure - Mint Car
No i jak to jest właściwie z tym zespołem? Pamiętam z młodości, że ich nie lubiłem. Potem Murzyn wrzucił album Seventeen Seconds i mi się podobało. Potem były jeszcze wrzutki utworowe i znowu mi się nie podobało. Utwór Mint Car od strony muzycznej to typowy The Cure, jaki pamiętam z przeszłości – cholernie nudny. Co do teledysku – zawsze mówiłem, że lubię jak dużo się dzieje, jest głupkowato i bez sensu. Ale tutaj to nie działa. W pewnym sensie to sam utwór obrazowi nie pomaga. Druga sprawa, że te wszystkie scenki mnie zupełnie nie ruszają. Nie są ani trochę zabawne. A najbardziej negatywnie oddziałowuje na mnie sam Smith. Nigdy nie lubiłem jego wizerunku i wokalu. Na Seventeen Seconds wyglądał i śpiewał zupełnie inaczej. Potem poszedł w emo klimaty, których po prostu nie znoszę. I sęk w tym, że minęło tyle lat, chłop się zestarzał, a wciąż chodzi rozczochrany i umalowany. Ciężko mi się na to patrzy. A jego wokal przybrał denerwujący i iście histeryczny styl. Ja wiem, że wykraczam już teraz nieco poza clip, ale to wszystko ma wpływ na ich odbiór. Wygląda mi na to, że jak The Cure, to tylko z początku kariery.
Alphaville - Summer Rain
No nie wiem co o tym powiedzieć. Nie porywa mnie. Clip może i ciekawie zrealizowany, ale sęk w tym, że mnie nie rusza. Obejrzeć można, ale nie ma tu jednak nic, co by mnie przyciągało. Rozumiem deva, bo on wielkim fanem Alphaville jest. I chyba naprawdę trzeba być wielkim fanem zespołu, żeby docenić ten clip. Jak mówiłem obrazki ładne. Ja też lubię zdjęcia w takiej kolorystyce. No ale właśnie - zdjęcia. A filmiku zmontowanego z takich zdjęć oglądać za bardzo mi się nie chce. Tym bardziej, że niewiele w sumie się tam dzieje, a nuta też taka sobie. A nikt mi nie powie, że muzyka nie ma znaczenia przy oglądaniu teledysku.
Powiem tak, teledysk zrobiony nieźle. Chodzi mi o sam obraz, który widzimy. Lubię taką technikę filmową. Jakieś zakłócenia obrazu jak na starych kasetach, rozmycia, kolorystyka. Wszystko to doceniam. W dodatku niby ten obraz nieźle pasuje do samej muzyki. Ale mimo wszystko jak na prawie 5 minut zbyt mało się dzieje. Oprócz paru krótkich przebitek właściwie wciąż dzieje się to samo. I ten powtarzany fragment jest bardzo krótki. Mimo całkiem dobrego klimatu ten klip jest dobry na jeden, może dwa odtworzenia. Nie widzę powodu, dla którego miałbym do niego wracać częściej. Tym bardziej, że nie mam pomysłu, co reżyser chciał odbiorcy za pomocą tego obrazu przekazać. Jaka była jego intencja. Czy w ogóle jakaś była.
Gorillaz - Feel Good Inc.
Jeżeli chodzi o Gorillaz, to oprócz Clinta Eastwooda niezbyt mnie ten band jara. Feel Good Inc. też mi nie podchodzi zbytnio. Ale podkreślić muszę, że oprócz singli wiele więcej nie słyszałem. Jeżeli chodzi o obraz, to jest to kreska taka sama jak w CE i paru innych clipach. Mnie się ona podoba. Szczególnie te fragmenty pokazujące niebo i latającą wysepkę z latarnią są po prostu piękne. Nie jestem dobry w interpretowaniu teledysków. Nie szukam też raczej opisów interpretacji. Więc i tu nie będę się silił na interpretację. Ale nie czuję nawet takiej potrzeby. Clip jest po prostu przyjemny w oglądaniu. Podobają mi się też wstawki ze śpiewającymi facjatami członków De La Soul. Zawsze lubię, jak w teledysku pokazują się twórcy lub współtwórcy.
Podsumowując - teledysk na pewno dobry. Chociaż El Manana jest jeszcze lepsze.
Marek Biliński - Ucieczka z tropiku
Utwór pana Bilińskiego jest jeszcze bardziej średni, niż utworowa wrzutka. Ale teledysk jak najbardziej fajny. Myślę, że te scenki są powycinane z różnych filmów. Nie ma szans, żeby nagrywali to specjalnie na potrzeby clipu. I fajnie widzieć, kto to w ogóle jest Biliński. Robi tutaj za pracownika Departamentu Katastrof. Zabawny pomysł. Mimo, że to dla niego codzienność, to wciąż potrafi czasami się czymś zaaferować i wybałuszyć oczy. A wszystko osadzone w latach dosyć dawnych. Widać to po jakości nakręconych scen, samochodach, różnych antycznych sprzętach. Lubię czasami pooglądać te stare filmy lub seriale (siedziałem miesiąc na granicy i codziennie rano oglądam Strażnika Teksasu
The Cure - Mint Car
No i jak to jest właściwie z tym zespołem? Pamiętam z młodości, że ich nie lubiłem. Potem Murzyn wrzucił album Seventeen Seconds i mi się podobało. Potem były jeszcze wrzutki utworowe i znowu mi się nie podobało. Utwór Mint Car od strony muzycznej to typowy The Cure, jaki pamiętam z przeszłości – cholernie nudny. Co do teledysku – zawsze mówiłem, że lubię jak dużo się dzieje, jest głupkowato i bez sensu. Ale tutaj to nie działa. W pewnym sensie to sam utwór obrazowi nie pomaga. Druga sprawa, że te wszystkie scenki mnie zupełnie nie ruszają. Nie są ani trochę zabawne. A najbardziej negatywnie oddziałowuje na mnie sam Smith. Nigdy nie lubiłem jego wizerunku i wokalu. Na Seventeen Seconds wyglądał i śpiewał zupełnie inaczej. Potem poszedł w emo klimaty, których po prostu nie znoszę. I sęk w tym, że minęło tyle lat, chłop się zestarzał, a wciąż chodzi rozczochrany i umalowany. Ciężko mi się na to patrzy. A jego wokal przybrał denerwujący i iście histeryczny styl. Ja wiem, że wykraczam już teraz nieco poza clip, ale to wszystko ma wpływ na ich odbiór. Wygląda mi na to, że jak The Cure, to tylko z początku kariery.
Alphaville - Summer Rain
No nie wiem co o tym powiedzieć. Nie porywa mnie. Clip może i ciekawie zrealizowany, ale sęk w tym, że mnie nie rusza. Obejrzeć można, ale nie ma tu jednak nic, co by mnie przyciągało. Rozumiem deva, bo on wielkim fanem Alphaville jest. I chyba naprawdę trzeba być wielkim fanem zespołu, żeby docenić ten clip. Jak mówiłem obrazki ładne. Ja też lubię zdjęcia w takiej kolorystyce. No ale właśnie - zdjęcia. A filmiku zmontowanego z takich zdjęć oglądać za bardzo mi się nie chce. Tym bardziej, że niewiele w sumie się tam dzieje, a nuta też taka sobie. A nikt mi nie powie, że muzyka nie ma znaczenia przy oglądaniu teledysku.
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Zależało mi żeby honorowo wjechać jeszcze z tymi recenzjami w listopadzie i się udało xD Do tego w międzyczasie wjechał Wujek, więc oficjalnie możemy odtrąbić sukces, rzutem na taśmę, ale zamykamy listopadową kolejkę w listopadzie (JEE).
Deru - The Future Never Comes
Ten klip kojarzy mi się z grami i zaraz wyjaśnię czemu. Sam początek ma tę śmieszną, prosta animację, która kojarzy mi się z takimi pseudo grami/nie grami w obudowie samochodu. To nie do końca była też gra, ale najlepiej pokażę Wam o co chodzi, bo trudno to opisać
https://www.youtube.com/watch?v=7p9daKxECOc
Moja wersją była odrobinę inaczej obudowana (z olbrzymim napisem POLICE), ale generalnie to jest to samo. Trudno to nazwać grą, bo tak naprawdę nic konkretnego się tam nie robi poza jazdą bez końca i nawet trudno to nazwać jakąś elektroniczną grą, czy czymkolwiek, bo to jakaś podświetlona taśma z szosą, itd. Niemniej, możecie sobie wyobrazić jak mały Munlup, wychodzący z PRL-u (w którym de facto nigdy nie był), jakoś koło roku 90/91, był zachwycony taką prosta zabawką. Pamiętam jak ryczałem w sklepie, bo mi mama nie chciała tego kupić i dopiero dostałem jako prezent gwiazdkowy (zapewne w komplecie z pomarańczami). Piszę o tym, bo ten klip ma taki vibe. Jedziesz bez końca i wiesz, że będziesz tak jechał do usrania, aż wyłączysz urządzenie. Ok, w teledysku jazda co jakiś czas kończy się kraksą, ale wtedy wraca się na „start” i jedzie dalej (tamta zabawka chyba piszczała jak się wjechało w auto namalowane na taśmie). I tu dochodzimy do drugiej gry, tym razem dużo nowszej, pt „Observer”. Polecam ja każdemu, kto lubi klimaty „Blade Runnera” i cyber, to jest Polska gra, dzieje się w cyberpunkowym Krakowie, a główną rolę gra RUTGER HAUER. W każdym razie, są tam takie dziwaczne segmenty-sny, kiedy główny bohater „podłącza” się do czyjegoś umysłu i ogląda jego wspomnienia w formie groteskowego, surrealistycznego kalejdoskopu scenek. Niektóre wyglądają tak, że wykonujemy jakąś czynność i po chwili musimy to zrobić znowu, bo wywala nas na początek tej sceny. Kiedy wydaje się, że coś jest nie tak z grą, to nagle okazuje się, że to twórcy robią nam wodę z mózgu. Podobnie jest w klipie Murzyna. Jedzie auto, zderza się i bach, wracamy do początku. Jednocześnie, każdy z tych urywków wygląda odrobinę inaczej, aż w końcu udaje się wyrwać z tej pętli. Bardzo klimatyczny klip, podoba mi się. Jest tu pomysł, fajne wykonanie, niewymuszony creepy atmosfera jakiegoś found footage. Znak jakości przyznany.
Gorillaz - Feel Good Inc.
O ile zawsze lubiłem i ceniłem Gorillaz jako zespół muzyczny, to nie do końca doceniałem tę słynną warstwę wizualna, czy raczej nie tyle nie doceniałem, co po prostu nie zwracałem na nią tyle uwagi ile powinienem. Od początku szanowałem, że udało się stworzyć jak unikatową, indywidualną tożsamość wizualną, co przedzie w tym projekcie jest niejako jego 50%, podobały i podobają mi się te małpie (i nie tylko) postacie, ale po prostu nigdy się w to aż tak nie wkręciłem, żeby oglądać wszystkie ich teledyski, znać imiona tych postaci, itd. Tak czy inaczej, jak już coś z tego oglądam, to z uznaniem. Ok, Gorillaz mają dobre piosenki, ale oni by się nigdy nie wybili w takim stopniu, gdyby nie cały ten pomysł na wizualki i wirtualny zespół. Teraz to już od strony konceptu nie robi takiego wrażenia, ale na początku 00sów, co tu dużo mówić, robiło. Jednocześnie, nie mam wiele więcej do dodania poza tym trochę bezdusznym prejzem. Fajne, ładne, pomysłowe, bardzo doceniam, ale nie szarpie mi to serca w żaden sposób. Po prostu bardzo rzetelna rzecz by utalentowani ludzie.
Marek Biliński - Ucieczka z Tropiku
Wśród crossoverów, na które nie zasłużyliśmy, z pewnością jest ten tutaj, łączący światy „Przybyszów z Matplanety” i „Drużyny A”, a nawet „McGyvera”. Te wybuchające śmigłowce, to są chyba żywcem wyjęte z czołówki jednego z tych ostatnich. Powiem więcej, znając ówczesne prawo autorskie w Polsce (lub jego brak), to równie dobrze mogłyby być scenki chamsko wycięte z jakiegoś „Miami Vice” i „Magnum” i wuj, co Bilińskiemu zrobicie? XD Ano teraz na przykład mógłby iść za to do pierdla, jak Michał Wiśniewski (ja wiem, że to inne wykroczenia, itd., no ale remember Al Capone). W sumie, to chyba nie ma bata, że to inaczej zostało zrobione, bo przecież nikt tego nie nakręcił specjalnie do „Ucieczki z Tropiku”, to jest kolaż kradzionych scenek z Amerykańskich filmów akcji (te samochody, lol) i Biliński robiący dziwne miny, świecący pustą butelką PEPSI-COLI (mój ojciec do dziś tak mówi na Pepsi), że niby on w tej Ameryce jest. Kurde, no w 1:49 to jest na 100% scena z jednego z pierwszych odcinków „Miami Vice”, to auto zaraz po wleceniu do wody wybucha (tylko w klepie tego już nie ma). No, ale co, Ameryka, a miały być Tropiki. A w sumie to jest ucieczka z Tropiku, więc może chodzi o ucieczkę z namiotu? siusiak Z TYM szczerze mówiąc, piękny jest ten klip.
Billie Eilish - Bad Guy
Bili z czasów kiedy jeszcze udawała, że nie ma cycków. Lubię ten teledysk, nie wiem czemu. Jest tu sporo cringowych rzeczy, to rozmazywanie sobie krwi na twarzy i inne emo edgy rzeczy, które wyglądają jakby to był klip nastolatki. No, ale właśnie, to chyba był klip nastolatki, więc głupio się trochę czepiać, bo pozowanie na kogoś starszego byłoby jeszcze gorsze. Eilish już przez ten krótki czas zdążyła się bardzo zmienić, więc mimo wszystko, doceniam nawet te cringowy fragmenty, bo jest to jakiś snapshot artystyczny, który pół roku później już by pewnie inaczej wyglądał. Jestem też pobłażliwy, bo po prostu lubię tę laskę i jestem fanem jej muzyki. Fajnie, że nawet outro ma odpowiednio inną oprawę i klimat. Lubiłem, lubię, będę lubił.
Alphaville - Summer Rain
Śmiesznie, że Musiał wrzucał Alphaville do niemal każdej bestki, ale na koncercie w Skierniewicach nie był. Nie ważne. Klip niby „Summer Rain”, ale ma bardzo wiosenny vibe i jesteśmy zmuszeni oglądać go jesienią. Takie uroki zabawy w tych bestkach, większość z Was ma zero wyczucia xD Bardzo podoba mi się technika jaką to wykonano. Przypomina mi to cutscenki z oryginalnej trylogii Thiefa, gdzieś też posiłkowano się takimi pół-ruchomymi, pół-statycznymi scenkami i mi się to bardzo podobało. No i tutaj, powtórzę się, tez mi się bardzo podoba. Z tym Alphaville to jest trochę tak, że człowiek po nich oczekuje gówna i dostaje nagle coś bardzo dobrego, a potem i tak znowu oczekuje gówna. Nie wiem, to jest jest przedziwne. Tak, czy inaczej, piękna historia odegrania niczym z jakiejś gry przygodowej z lat 90-tych. Dobra wrzuta. BARDZO DOBRA.
Deru - The Future Never Comes
Ten klip kojarzy mi się z grami i zaraz wyjaśnię czemu. Sam początek ma tę śmieszną, prosta animację, która kojarzy mi się z takimi pseudo grami/nie grami w obudowie samochodu. To nie do końca była też gra, ale najlepiej pokażę Wam o co chodzi, bo trudno to opisać
https://www.youtube.com/watch?v=7p9daKxECOc
Moja wersją była odrobinę inaczej obudowana (z olbrzymim napisem POLICE), ale generalnie to jest to samo. Trudno to nazwać grą, bo tak naprawdę nic konkretnego się tam nie robi poza jazdą bez końca i nawet trudno to nazwać jakąś elektroniczną grą, czy czymkolwiek, bo to jakaś podświetlona taśma z szosą, itd. Niemniej, możecie sobie wyobrazić jak mały Munlup, wychodzący z PRL-u (w którym de facto nigdy nie był), jakoś koło roku 90/91, był zachwycony taką prosta zabawką. Pamiętam jak ryczałem w sklepie, bo mi mama nie chciała tego kupić i dopiero dostałem jako prezent gwiazdkowy (zapewne w komplecie z pomarańczami). Piszę o tym, bo ten klip ma taki vibe. Jedziesz bez końca i wiesz, że będziesz tak jechał do usrania, aż wyłączysz urządzenie. Ok, w teledysku jazda co jakiś czas kończy się kraksą, ale wtedy wraca się na „start” i jedzie dalej (tamta zabawka chyba piszczała jak się wjechało w auto namalowane na taśmie). I tu dochodzimy do drugiej gry, tym razem dużo nowszej, pt „Observer”. Polecam ja każdemu, kto lubi klimaty „Blade Runnera” i cyber, to jest Polska gra, dzieje się w cyberpunkowym Krakowie, a główną rolę gra RUTGER HAUER. W każdym razie, są tam takie dziwaczne segmenty-sny, kiedy główny bohater „podłącza” się do czyjegoś umysłu i ogląda jego wspomnienia w formie groteskowego, surrealistycznego kalejdoskopu scenek. Niektóre wyglądają tak, że wykonujemy jakąś czynność i po chwili musimy to zrobić znowu, bo wywala nas na początek tej sceny. Kiedy wydaje się, że coś jest nie tak z grą, to nagle okazuje się, że to twórcy robią nam wodę z mózgu. Podobnie jest w klipie Murzyna. Jedzie auto, zderza się i bach, wracamy do początku. Jednocześnie, każdy z tych urywków wygląda odrobinę inaczej, aż w końcu udaje się wyrwać z tej pętli. Bardzo klimatyczny klip, podoba mi się. Jest tu pomysł, fajne wykonanie, niewymuszony creepy atmosfera jakiegoś found footage. Znak jakości przyznany.
Gorillaz - Feel Good Inc.
O ile zawsze lubiłem i ceniłem Gorillaz jako zespół muzyczny, to nie do końca doceniałem tę słynną warstwę wizualna, czy raczej nie tyle nie doceniałem, co po prostu nie zwracałem na nią tyle uwagi ile powinienem. Od początku szanowałem, że udało się stworzyć jak unikatową, indywidualną tożsamość wizualną, co przedzie w tym projekcie jest niejako jego 50%, podobały i podobają mi się te małpie (i nie tylko) postacie, ale po prostu nigdy się w to aż tak nie wkręciłem, żeby oglądać wszystkie ich teledyski, znać imiona tych postaci, itd. Tak czy inaczej, jak już coś z tego oglądam, to z uznaniem. Ok, Gorillaz mają dobre piosenki, ale oni by się nigdy nie wybili w takim stopniu, gdyby nie cały ten pomysł na wizualki i wirtualny zespół. Teraz to już od strony konceptu nie robi takiego wrażenia, ale na początku 00sów, co tu dużo mówić, robiło. Jednocześnie, nie mam wiele więcej do dodania poza tym trochę bezdusznym prejzem. Fajne, ładne, pomysłowe, bardzo doceniam, ale nie szarpie mi to serca w żaden sposób. Po prostu bardzo rzetelna rzecz by utalentowani ludzie.
Marek Biliński - Ucieczka z Tropiku
Wśród crossoverów, na które nie zasłużyliśmy, z pewnością jest ten tutaj, łączący światy „Przybyszów z Matplanety” i „Drużyny A”, a nawet „McGyvera”. Te wybuchające śmigłowce, to są chyba żywcem wyjęte z czołówki jednego z tych ostatnich. Powiem więcej, znając ówczesne prawo autorskie w Polsce (lub jego brak), to równie dobrze mogłyby być scenki chamsko wycięte z jakiegoś „Miami Vice” i „Magnum” i wuj, co Bilińskiemu zrobicie? XD Ano teraz na przykład mógłby iść za to do pierdla, jak Michał Wiśniewski (ja wiem, że to inne wykroczenia, itd., no ale remember Al Capone). W sumie, to chyba nie ma bata, że to inaczej zostało zrobione, bo przecież nikt tego nie nakręcił specjalnie do „Ucieczki z Tropiku”, to jest kolaż kradzionych scenek z Amerykańskich filmów akcji (te samochody, lol) i Biliński robiący dziwne miny, świecący pustą butelką PEPSI-COLI (mój ojciec do dziś tak mówi na Pepsi), że niby on w tej Ameryce jest. Kurde, no w 1:49 to jest na 100% scena z jednego z pierwszych odcinków „Miami Vice”, to auto zaraz po wleceniu do wody wybucha (tylko w klepie tego już nie ma). No, ale co, Ameryka, a miały być Tropiki. A w sumie to jest ucieczka z Tropiku, więc może chodzi o ucieczkę z namiotu? siusiak Z TYM szczerze mówiąc, piękny jest ten klip.
Billie Eilish - Bad Guy
Bili z czasów kiedy jeszcze udawała, że nie ma cycków. Lubię ten teledysk, nie wiem czemu. Jest tu sporo cringowych rzeczy, to rozmazywanie sobie krwi na twarzy i inne emo edgy rzeczy, które wyglądają jakby to był klip nastolatki. No, ale właśnie, to chyba był klip nastolatki, więc głupio się trochę czepiać, bo pozowanie na kogoś starszego byłoby jeszcze gorsze. Eilish już przez ten krótki czas zdążyła się bardzo zmienić, więc mimo wszystko, doceniam nawet te cringowy fragmenty, bo jest to jakiś snapshot artystyczny, który pół roku później już by pewnie inaczej wyglądał. Jestem też pobłażliwy, bo po prostu lubię tę laskę i jestem fanem jej muzyki. Fajnie, że nawet outro ma odpowiednio inną oprawę i klimat. Lubiłem, lubię, będę lubił.
Alphaville - Summer Rain
Śmiesznie, że Musiał wrzucał Alphaville do niemal każdej bestki, ale na koncercie w Skierniewicach nie był. Nie ważne. Klip niby „Summer Rain”, ale ma bardzo wiosenny vibe i jesteśmy zmuszeni oglądać go jesienią. Takie uroki zabawy w tych bestkach, większość z Was ma zero wyczucia xD Bardzo podoba mi się technika jaką to wykonano. Przypomina mi to cutscenki z oryginalnej trylogii Thiefa, gdzieś też posiłkowano się takimi pół-ruchomymi, pół-statycznymi scenkami i mi się to bardzo podobało. No i tutaj, powtórzę się, tez mi się bardzo podoba. Z tym Alphaville to jest trochę tak, że człowiek po nich oczekuje gówna i dostaje nagle coś bardzo dobrego, a potem i tak znowu oczekuje gówna. Nie wiem, to jest jest przedziwne. Tak, czy inaczej, piękna historia odegrania niczym z jakiejś gry przygodowej z lat 90-tych. Dobra wrzuta. BARDZO DOBRA.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Dziękuję za rigczowe ogarnięcie kolejeczki w terminie, ładnie poszło.
Widzę że odbiór mej wrzutki był z grubsza pozytywny i chyba udało się nieco wrócić na właściwe tory hy.
Lecimy dalej.
Otwieram GRUDNIOWĄ.
Kanye West feat. Adam Levine - Heard 'em Say (Version 1)
(2005, reż. Michel Gondry)
Cieszę się że dobrnęliśmy do tego momentu i na sezon świąteczny będę mógł podzielić się z Wami tym obrazkiem. Heard 'em Say był singlem z drugiego albumu Kanye, premierę miał jesienią 2005 roku i powstały do niego dwa wideoklipy. Ja prezentuję Wam pierwszy z nich, moim zdaniem ten lepszy, autorstwa Michela Gondry.
Kanye z tego co mi wiadomo zabiegał dwa lata zanim przekonał Pana Gondry do współpracy. Klip który stworzył on do tego kawałka miał w zamyśle być ciepłym świątecznym obrazkiem tak aby ładnie to hulało w tv przed Bożym Narodzeniem '05. W klipie tym - choć brak tu śniegu - akcja dzieje się właśnie w domyśle w okolicy Bożego Narodzenia, w wielkim centrum handlowym Macy's w Nowym Jorku. Udzielający się gościnnie w uworze Adam Levine gra tu pracownika ochrony który pod osłoną nocy wpuszcza do Macy's bezdomnych ludzi - w tej roli Kanye West jako ojciec i trójka dzieci. A kiedy Ci są już w środku wtedy no cóż... zaczynają dziać się różne cuda, myślę że to niejako nawiązanie do świątecznych cudów obecnych w różnych przekazach i popkulturze od lat. W każdym razie jest radośnie, kolorowo, ciepło, czy jak to się mówi WHOLESOME. Na koniec co prawda okazuje się że nasz poczciwy ochroniarz po tej nocy cudów przysnął w pracy i zapomniał wyprosić na czas swoich gości ale rzecz jasna wszystko kończy się happy endem.
Zabawnym najbardziej znajduję fakt że... jakoś dwa tygodnie przed premierą singla Kanye ostatecznie rozmyślił się i odrzucił klip Gondry'ego (na który przeznaczył naprawdę sporo forsy) i zlecił wykonanie drugiego, rysunkowego, który mi osobiście nigdy nie przypadł do gustu. Mimo wszystko wiem że ten oryginalny hulał w jakiejś stacji (możliwe że widziałem go wtedy na MTV Base), nie pamiętam czy można było go uraczyć w polskiej tv. W każdym razie jak dla mnie tylko oryginał, drugiego nawet nie wklejam tak mocno mi tamtejsza kreska nie siedzi.
Merry Christmas!
https://youtu.be/2XrDzsDI0Lg?si=oZ47ev78K12Isee7
Widzę że odbiór mej wrzutki był z grubsza pozytywny i chyba udało się nieco wrócić na właściwe tory hy.
Lecimy dalej.
Otwieram GRUDNIOWĄ.
Kanye West feat. Adam Levine - Heard 'em Say (Version 1)
(2005, reż. Michel Gondry)
Cieszę się że dobrnęliśmy do tego momentu i na sezon świąteczny będę mógł podzielić się z Wami tym obrazkiem. Heard 'em Say był singlem z drugiego albumu Kanye, premierę miał jesienią 2005 roku i powstały do niego dwa wideoklipy. Ja prezentuję Wam pierwszy z nich, moim zdaniem ten lepszy, autorstwa Michela Gondry.
Kanye z tego co mi wiadomo zabiegał dwa lata zanim przekonał Pana Gondry do współpracy. Klip który stworzył on do tego kawałka miał w zamyśle być ciepłym świątecznym obrazkiem tak aby ładnie to hulało w tv przed Bożym Narodzeniem '05. W klipie tym - choć brak tu śniegu - akcja dzieje się właśnie w domyśle w okolicy Bożego Narodzenia, w wielkim centrum handlowym Macy's w Nowym Jorku. Udzielający się gościnnie w uworze Adam Levine gra tu pracownika ochrony który pod osłoną nocy wpuszcza do Macy's bezdomnych ludzi - w tej roli Kanye West jako ojciec i trójka dzieci. A kiedy Ci są już w środku wtedy no cóż... zaczynają dziać się różne cuda, myślę że to niejako nawiązanie do świątecznych cudów obecnych w różnych przekazach i popkulturze od lat. W każdym razie jest radośnie, kolorowo, ciepło, czy jak to się mówi WHOLESOME. Na koniec co prawda okazuje się że nasz poczciwy ochroniarz po tej nocy cudów przysnął w pracy i zapomniał wyprosić na czas swoich gości ale rzecz jasna wszystko kończy się happy endem.
Zabawnym najbardziej znajduję fakt że... jakoś dwa tygodnie przed premierą singla Kanye ostatecznie rozmyślił się i odrzucił klip Gondry'ego (na który przeznaczył naprawdę sporo forsy) i zlecił wykonanie drugiego, rysunkowego, który mi osobiście nigdy nie przypadł do gustu. Mimo wszystko wiem że ten oryginalny hulał w jakiejś stacji (możliwe że widziałem go wtedy na MTV Base), nie pamiętam czy można było go uraczyć w polskiej tv. W każdym razie jak dla mnie tylko oryginał, drugiego nawet nie wklejam tak mocno mi tamtejsza kreska nie siedzi.
Merry Christmas!
https://youtu.be/2XrDzsDI0Lg?si=oZ47ev78K12Isee7
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Śmiesznie, że w sumie chyba większość znalazła cokolwiek w "Mint Car" dla siebie, ale najbardziej zaskoczył mnie Dev. Jakieś 10 lat temu, Musiał zrobił mi awanturę w samochodzie, bo miałem czelność włączyć cokolwiek z "Wild Mood Swings" innego niż "Want". Musielibyście to widzieć, żeby uwierzyć jaki to był tłusty rage. Tymczasem nagle dostaję od niego propsa za "Mint Car". Nie wiem, pozostaje mi liczyć, że "Wild Mood Swings", tak jak "Calling All Stations", "Love Beach", "Exciter", "Metamorphoses" i inne płyty, które 'w dobrym guście' jest mieszać z błotem, dorobi się w jakimś momencie historii świata należnego prejzu. Tak czy inaczej, wjeżdża grudzień, to i wjeżdża
Norah Jones – I Dream of Christmas
U mnie na na Grudzień nie będzie edgy i pod prąd, tylko kompletnie komercyjnie, ckliwie i normicko. Wiadomo, że prawdziwe święta to podchmielony wujek prowokujący tematy polityczne, swatająca babcia, rozlany na stole barszcz, kot wywracający choinkę, nietrafione prezenty, itd., ale kaman, dla mnie to i tak ma posmak tego czegoś, co pamiętam z dzieciństwa. Może to jest cześć tego idealizowania przeszłości, ale dałbym sobie fujarę uciąć, że to zawsze wyglądało jak w klipie Nory (poza tym, że u nas Wigilia była zawsze obchodzona w małym gronie). W zasadzie klimat trochę nawiązuje do mojej poprzedniej wrzuty, tylko tutaj w całości mamy imprezę gwiazdkową i wszystkie związane z nią klisze. Teledysk myślę umyślnie trochę przerysowany, ale chyba każdy tak trochę marzy o świętach, a potem zostaje tylko kupa papieru prezentowego, góra garów w zlewie i cała reszta poświątecznego bajzlu. A ja już myślę o następnych świętach, bo jestem sentymentalny i naiwny. Wesołych.
https://youtu.be/RaopJ64lh_I
Norah Jones – I Dream of Christmas
U mnie na na Grudzień nie będzie edgy i pod prąd, tylko kompletnie komercyjnie, ckliwie i normicko. Wiadomo, że prawdziwe święta to podchmielony wujek prowokujący tematy polityczne, swatająca babcia, rozlany na stole barszcz, kot wywracający choinkę, nietrafione prezenty, itd., ale kaman, dla mnie to i tak ma posmak tego czegoś, co pamiętam z dzieciństwa. Może to jest cześć tego idealizowania przeszłości, ale dałbym sobie fujarę uciąć, że to zawsze wyglądało jak w klipie Nory (poza tym, że u nas Wigilia była zawsze obchodzona w małym gronie). W zasadzie klimat trochę nawiązuje do mojej poprzedniej wrzuty, tylko tutaj w całości mamy imprezę gwiazdkową i wszystkie związane z nią klisze. Teledysk myślę umyślnie trochę przerysowany, ale chyba każdy tak trochę marzy o świętach, a potem zostaje tylko kupa papieru prezentowego, góra garów w zlewie i cała reszta poświątecznego bajzlu. A ja już myślę o następnych świętach, bo jestem sentymentalny i naiwny. Wesołych.
https://youtu.be/RaopJ64lh_I
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Dawajcie Panowie, żebyśmy świątecznych klipów po świętach nie omawiali.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
No Panowie Mikołajki dzisiaj, kto nam sprezentuje jakiś fajny klip z tej okazji? 
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Sia - Snowman
reż. Liora Molcho (2022)
Jako, że mamy grudniową kolejkę, to postawiłem sobie za punkt honoru, żeby wrzucić coś tematycznego. I nad iloma utworami bym nie myślał, to zawsze wracałem do Snowmana. Teraz Dragon i reszta może obtłuc mnie po plecach i wypomnieć moje marudzenie na temat plastelinkowych ludzików w teledyskach. Pamiętam co pisałem przy okazji Radiohead i utworu Burn the Witch. Po czasie zmieniłem zdanie i się z tego wycofałem, o czym mam wreszcie okazję napisać. Tamten clip jest bardzo dobry. A w zmianie zdania pomogła mi między innymi Sia i jej Snowman nakręcony właśnie metodą claymation, czyli glinowanie. Wyjątkowo podoba mi się ta piękna świąteczna piosenka i podoba mi się przeuroczy clip z bałwankami. Wraz z nadejściem wiosny biednym bałwankom grozi roztopienie. Ale wtedy z pomocą przychodzi postać do złudzenia przypominająca samą Się, która owe bałwanki wcześniej ulepiła i zabiera je w specjalnej przenośnej lodówce do zimnej krainy. Bałwanki w akcie wdzięczności budują dla swojej bohaterki zamek ze śniegu. Prosta historyjka, ale jaka urocza i wzruszająca. I bardzo ładna od strony wizualnej. Sam utwór dla mnie oczywiście też mocno podbija wartość clipu.
Ten obrazek mnie przekonał, że w teledyskach warto zwracać uwagę nie tylko na efekciarstwo. Zresztą w poprzedniej kolejce był clip od Gorillaz, też animowany i też bardzo dobry. Dlatego wróciłem do Burn the Witch, spojrzałem na niego z zupełnie innej perspektywy i wreszcie doceniłem odpowiednio. Jak to się mówi - lepiej późno niż wcale. Zmiana zdania na plus zawsze mile widziana.
No i jak to zwykł mawiać Hien - każdy z nas jest hipokrytą. Prędzej czy później to wychodzi na wierzch.
Wiem, że większość z Was nie przepada za Sią, ale może ktoś porzuci uprzedzenia i doceni tę ładną kompozycję z równie ładnym obrazkiem. Mnie on po prostu rozczula.
https://www.youtube.com/watch?v=gset79KMmt0
reż. Liora Molcho (2022)
Jako, że mamy grudniową kolejkę, to postawiłem sobie za punkt honoru, żeby wrzucić coś tematycznego. I nad iloma utworami bym nie myślał, to zawsze wracałem do Snowmana. Teraz Dragon i reszta może obtłuc mnie po plecach i wypomnieć moje marudzenie na temat plastelinkowych ludzików w teledyskach. Pamiętam co pisałem przy okazji Radiohead i utworu Burn the Witch. Po czasie zmieniłem zdanie i się z tego wycofałem, o czym mam wreszcie okazję napisać. Tamten clip jest bardzo dobry. A w zmianie zdania pomogła mi między innymi Sia i jej Snowman nakręcony właśnie metodą claymation, czyli glinowanie. Wyjątkowo podoba mi się ta piękna świąteczna piosenka i podoba mi się przeuroczy clip z bałwankami. Wraz z nadejściem wiosny biednym bałwankom grozi roztopienie. Ale wtedy z pomocą przychodzi postać do złudzenia przypominająca samą Się, która owe bałwanki wcześniej ulepiła i zabiera je w specjalnej przenośnej lodówce do zimnej krainy. Bałwanki w akcie wdzięczności budują dla swojej bohaterki zamek ze śniegu. Prosta historyjka, ale jaka urocza i wzruszająca. I bardzo ładna od strony wizualnej. Sam utwór dla mnie oczywiście też mocno podbija wartość clipu.
Ten obrazek mnie przekonał, że w teledyskach warto zwracać uwagę nie tylko na efekciarstwo. Zresztą w poprzedniej kolejce był clip od Gorillaz, też animowany i też bardzo dobry. Dlatego wróciłem do Burn the Witch, spojrzałem na niego z zupełnie innej perspektywy i wreszcie doceniłem odpowiednio. Jak to się mówi - lepiej późno niż wcale. Zmiana zdania na plus zawsze mile widziana.
No i jak to zwykł mawiać Hien - każdy z nas jest hipokrytą. Prędzej czy później to wychodzi na wierzch.
Wiem, że większość z Was nie przepada za Sią, ale może ktoś porzuci uprzedzenia i doceni tę ładną kompozycję z równie ładnym obrazkiem. Mnie on po prostu rozczula.
https://www.youtube.com/watch?v=gset79KMmt0
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Grupa Operacyjna - Świr (2007)
Jednak bezpieczniej trzymać się wrzutek w opcji "jestem ciekawy co o tym sądzicie, a co jest mi bliskie". Tym razem zapodam muzyczno-wizualny wehikuł czasu do ostatnich lat VIVY jako poważnego gracza na rynku popkultury. Kiedy po przeprowadzce od dziadków rodzice wyszli na swoje, jedną z istotnych zmian był szerszy dostęp do telewizji. Tak, to naprawdę działało jak okno na świat. Z pokoju dziennego zniknęła antena siatkowa. Przesiadka na analogowe UPC oznaczała znacznie więcej ciekawych treści do zobaczenia. 30-35 kanałów robiło wrażenie. Między osobnymi kanałami z kreskówkami (co było dość szokujące dla małolata) i innymi profilowanymi stacjami mieliśmy dostęp do polskiej VIVY i MTV. Tę drugą stację wspominam przez pryzmat Jackassa, Pięści Mistrza Zen, Pimp(f) My Ride oraz dubbingowanego South Parku bez cenzury puszczanego po 22:00. VIVA była jeszcze bardziej młodzieżowa, choć od 2006 roku nie była już np. tak hip-hopowa. Pomału zaczęła wjeżdżać komercha na pełnej, ale mieli jeszcze mnóstwo kameralnych formatów własnej produkcji. Oczywiście piszę to z perspektywy czasu, wtedy w ogóle nie robiło mi to różnicy. Wielu rzeczy nie rozumiałem. Obok O co kaman pamiętam bardzo dobrze Fristajlo - program obśmieszający zjawiska w polskiej popkulturze. Odpowiadała za niego ekipa Grupy Operacyjnej. Ich status na rynku był dość specyficzny. Spore uznanie ze strony znanych gęb w massmediach i mocno zdystansowane podejście sceny hip-hopowej. Nie wiem jak z poziomem humoru, ale boję się, że gdybym chciał odpalić coś więcej, to przez dłuższy czas na mojej facjacie byłaby poważny grymas z zażenowania. Wtedy jarałem się jak dziecko, którym zresztą byłem, nic dziwnego. Dzisiaj wiele osób w internecie przechodzi różnego rodzaju natchnione stany i zwraca honor wykonawcom z nurtu hiphopolo czy też projektom mniej poważnym jak Grupa Operacyjna. Uważa się, że przewidziały, były prekursorami dla zjawisk, wobec których dzisiaj większość odnosi się co najwyżej z politowaniem lub milczącą aprobatą. Reguły gry się zmieniły. Obecnie bez bólu przechodzi to, co 15-20 lat temu było poważnym wykroczeniem i przesadą w oczach uczestników tego środowiska. Ja do takiej Grupy Operacyjnej mam dziecięcy sentyment. Nie uważam tego za za bardzo wartościową rzecz, nie mniej ma pewne obiektywne zalety. Świr to najbardziej reprezentatywny przykład tego, co w nich było jednocześnie najlepszego i najgorszego.
Nawijka dość kwadratowa, bez nadmiaru przekleństw. Skrojona tak, by młody człowiek liznął trochę czegoś na kształt hip-hopu, a jednocześnie nie używał mocno ulicznego języka. Mniej ważne jest to, jak to dziś brzmi, a co tam się w tym tekście kryje. Rewelacyjny przekór popularnych zjawisk, postaci w polityce, wiele skrótowców z dyskusji prowadzących ówcześnie w przestrzeni publicznej. Najlepszym możliwym uzupełnieniem tego jest wrzucany przeze mnie klip. Mocno budżetowy, ale robotę robi kreatywność Grupy. Sami odpowiadali za Fristajlo, więc na 100% jestem przekonany, że i oni to wyreżyserowali. Sugestywne scenki/obrazki na greenscreenie w studio, zabiegi montażowe w stylu retrospektywnym, ciekawy dobór gości. Nie mogło być za to żadnych street credit, ale ciekawie wypada Miecugow, który oczywiście na płycie w oryginale się nie wypowiada. W teledysku jednak występuje, przez co imitacja Szkła kontaktowego (a być może po prostu wykorzystana na moment przestrzeń, w którym ten program kręcono? wygląda podejrzanie dokładnie z tego co pamiętam, to mogło tak wtedy wyglądać) wypada wiarygodnie. Polecam wgryźć się w ten pozornie prosty, dość łopatologiczny i miejscami nieśmieszny klip. Jest co wyławiać.
Nutka w tle też nie jest aż taka zła, serio.
https://www.youtube.com/watch?v=T7kLRr-1u3A
Jednak bezpieczniej trzymać się wrzutek w opcji "jestem ciekawy co o tym sądzicie, a co jest mi bliskie". Tym razem zapodam muzyczno-wizualny wehikuł czasu do ostatnich lat VIVY jako poważnego gracza na rynku popkultury. Kiedy po przeprowadzce od dziadków rodzice wyszli na swoje, jedną z istotnych zmian był szerszy dostęp do telewizji. Tak, to naprawdę działało jak okno na świat. Z pokoju dziennego zniknęła antena siatkowa. Przesiadka na analogowe UPC oznaczała znacznie więcej ciekawych treści do zobaczenia. 30-35 kanałów robiło wrażenie. Między osobnymi kanałami z kreskówkami (co było dość szokujące dla małolata) i innymi profilowanymi stacjami mieliśmy dostęp do polskiej VIVY i MTV. Tę drugą stację wspominam przez pryzmat Jackassa, Pięści Mistrza Zen, Pimp(f) My Ride oraz dubbingowanego South Parku bez cenzury puszczanego po 22:00. VIVA była jeszcze bardziej młodzieżowa, choć od 2006 roku nie była już np. tak hip-hopowa. Pomału zaczęła wjeżdżać komercha na pełnej, ale mieli jeszcze mnóstwo kameralnych formatów własnej produkcji. Oczywiście piszę to z perspektywy czasu, wtedy w ogóle nie robiło mi to różnicy. Wielu rzeczy nie rozumiałem. Obok O co kaman pamiętam bardzo dobrze Fristajlo - program obśmieszający zjawiska w polskiej popkulturze. Odpowiadała za niego ekipa Grupy Operacyjnej. Ich status na rynku był dość specyficzny. Spore uznanie ze strony znanych gęb w massmediach i mocno zdystansowane podejście sceny hip-hopowej. Nie wiem jak z poziomem humoru, ale boję się, że gdybym chciał odpalić coś więcej, to przez dłuższy czas na mojej facjacie byłaby poważny grymas z zażenowania. Wtedy jarałem się jak dziecko, którym zresztą byłem, nic dziwnego. Dzisiaj wiele osób w internecie przechodzi różnego rodzaju natchnione stany i zwraca honor wykonawcom z nurtu hiphopolo czy też projektom mniej poważnym jak Grupa Operacyjna. Uważa się, że przewidziały, były prekursorami dla zjawisk, wobec których dzisiaj większość odnosi się co najwyżej z politowaniem lub milczącą aprobatą. Reguły gry się zmieniły. Obecnie bez bólu przechodzi to, co 15-20 lat temu było poważnym wykroczeniem i przesadą w oczach uczestników tego środowiska. Ja do takiej Grupy Operacyjnej mam dziecięcy sentyment. Nie uważam tego za za bardzo wartościową rzecz, nie mniej ma pewne obiektywne zalety. Świr to najbardziej reprezentatywny przykład tego, co w nich było jednocześnie najlepszego i najgorszego.
Nawijka dość kwadratowa, bez nadmiaru przekleństw. Skrojona tak, by młody człowiek liznął trochę czegoś na kształt hip-hopu, a jednocześnie nie używał mocno ulicznego języka. Mniej ważne jest to, jak to dziś brzmi, a co tam się w tym tekście kryje. Rewelacyjny przekór popularnych zjawisk, postaci w polityce, wiele skrótowców z dyskusji prowadzących ówcześnie w przestrzeni publicznej. Najlepszym możliwym uzupełnieniem tego jest wrzucany przeze mnie klip. Mocno budżetowy, ale robotę robi kreatywność Grupy. Sami odpowiadali za Fristajlo, więc na 100% jestem przekonany, że i oni to wyreżyserowali. Sugestywne scenki/obrazki na greenscreenie w studio, zabiegi montażowe w stylu retrospektywnym, ciekawy dobór gości. Nie mogło być za to żadnych street credit, ale ciekawie wypada Miecugow, który oczywiście na płycie w oryginale się nie wypowiada. W teledysku jednak występuje, przez co imitacja Szkła kontaktowego (a być może po prostu wykorzystana na moment przestrzeń, w którym ten program kręcono? wygląda podejrzanie dokładnie z tego co pamiętam, to mogło tak wtedy wyglądać) wypada wiarygodnie. Polecam wgryźć się w ten pozornie prosty, dość łopatologiczny i miejscami nieśmieszny klip. Jest co wyławiać.
Nutka w tle też nie jest aż taka zła, serio.
https://www.youtube.com/watch?v=T7kLRr-1u3A
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Ja to generalnie bardzo się cieszę, że wam się tak ten mój Biliński spodobał i w ogóle, bo bałem się, że go zjedziecie, wykpicie czy coś, ale jednak bycie millenialsem do czegoś zobowiązuje. HEH.
Genesis - Land of Confusion
(reżyseria John Lloyd and Jim Yukich)
Zacznę w swój tradycyjny sposób - chciałem wrzucić tutaj coś zupełnie z innej beczki, ale zrezygnowałem w ostatniej chwili, uznając, że jednak wolę to wrzucić w odpowiednim czasie do bestki utworowej, a tak się nieszczęśliwie złożyło, że w przypadku tamtego zespołu nie bardzo mam innych kandydatów. W przeciwieństwie do Genesis, które lubię zarówno za ich progresywne oblicze, jak i to późniejsze, bardziej poprockowe - chociaż w tym przypadku zdecydowanie bardziej niż pełne albumy wolę pojedyncze hiciory - jak np. ten który usłyszycie i zobaczycie. Zgodnie jednak z ideą tematu, skupię się nie na nim, ale na teledysku, który jest totalną jazdą bez trzymanki.
Być może część z was pamięta z polskiej telewizji program o nazwie Polskie Zoo - był to program rozrywkowy z kukiełkami w kształcie zwierząt, mających symbolizować przedstawicieli polskiej sceny politycznej(i np. Lechu Wałęsa był tam lwem, a Korwin muchą - btw uważam to za bardzo zabawny żart). Może i średnio zabawny, ale też bez jakiejś skrajnej żenady, a tak czy siak miał dość dużą oglądalność, bo w sumie ciężko o jakąś sensowną konkurencję, gdy się ma dwa kanały w telewizji. xd No w każdym razie ten program miał swój angielski odpowiednik, czy raczej to on był polskim odpowiednikiem, o nazwie Spitting Image. Ofc były między tymi programami znaczące różnice, jak np. to, że w oryginale zamiast zwierząt były "zwykłe" pacynki, a ostrze satyry napierdzielało generalnie w osoby publiczne, ale to nie jest wykład o starej telewizji czy coś. No i tak się razu pewnego złożyło, że w tym programie sparodiowano Phila Collinsa i tak się też okazało, że ta parodia na tyle się spodobała samemu zainteresowanemu, że poprosił o stworzenie maskotek przedstawiających pozostałych członków zespołu oraz zaprosił do współpracy przy produkcji teledysku do opisywanego kawałka.
I dostaliśmy mocno wybuchową mieszankę i, nomen omen, teledyskową wersję tego programu. "Akcja" klipu toczy się we śnie jednego z najwybitniejszych prezydentów Stanów Zjednoczonych - Ronalda Reagana (wcale nie jestem ironiczny, skąd ten pomysł) i pozwolę sobie o niej się nie rozpisywać, bo to jedna z tych rzeczy, które o wiele lepiej się ogląda niz opisuje. A obejrzeć zdecydowanie warto, bo w przeciągu tych kilku minut dostajemy całą masą żartów, nawiązań i aluzji do (pop)kultury lat 80. Oprócz prezydenta co to był tu aktorem przewijają się tu ówcześni światowi przywódcy, aktorzy, muzycy, celebryci, jest nawet papież polak (tak, wiem, że pisałem już o celebrytach). Wszystko to okraszone licznymi referencjami to do popkultury, to do bieżących wydarzeń - jeśli lubicie takowe wyławiać, to będziecie u siebie, bo jest tego dużo w niemal każdym kadrze. No i jest tu specyficzny humorek, taki dość ostry, ale bez przekraczania granicy dobrego smaku czy tego typu podobnych.
Polecam więc wam zastanowić się czy to jest na pewno LAND OF CONFUSION i po prostu brać i obejrzeć ten klip. POLECAM.
https://www.youtube.com/watch?v=TlBIa8z_Mts
Genesis - Land of Confusion
(reżyseria John Lloyd and Jim Yukich)
Zacznę w swój tradycyjny sposób - chciałem wrzucić tutaj coś zupełnie z innej beczki, ale zrezygnowałem w ostatniej chwili, uznając, że jednak wolę to wrzucić w odpowiednim czasie do bestki utworowej, a tak się nieszczęśliwie złożyło, że w przypadku tamtego zespołu nie bardzo mam innych kandydatów. W przeciwieństwie do Genesis, które lubię zarówno za ich progresywne oblicze, jak i to późniejsze, bardziej poprockowe - chociaż w tym przypadku zdecydowanie bardziej niż pełne albumy wolę pojedyncze hiciory - jak np. ten który usłyszycie i zobaczycie. Zgodnie jednak z ideą tematu, skupię się nie na nim, ale na teledysku, który jest totalną jazdą bez trzymanki.
Być może część z was pamięta z polskiej telewizji program o nazwie Polskie Zoo - był to program rozrywkowy z kukiełkami w kształcie zwierząt, mających symbolizować przedstawicieli polskiej sceny politycznej(i np. Lechu Wałęsa był tam lwem, a Korwin muchą - btw uważam to za bardzo zabawny żart). Może i średnio zabawny, ale też bez jakiejś skrajnej żenady, a tak czy siak miał dość dużą oglądalność, bo w sumie ciężko o jakąś sensowną konkurencję, gdy się ma dwa kanały w telewizji. xd No w każdym razie ten program miał swój angielski odpowiednik, czy raczej to on był polskim odpowiednikiem, o nazwie Spitting Image. Ofc były między tymi programami znaczące różnice, jak np. to, że w oryginale zamiast zwierząt były "zwykłe" pacynki, a ostrze satyry napierdzielało generalnie w osoby publiczne, ale to nie jest wykład o starej telewizji czy coś. No i tak się razu pewnego złożyło, że w tym programie sparodiowano Phila Collinsa i tak się też okazało, że ta parodia na tyle się spodobała samemu zainteresowanemu, że poprosił o stworzenie maskotek przedstawiających pozostałych członków zespołu oraz zaprosił do współpracy przy produkcji teledysku do opisywanego kawałka.
I dostaliśmy mocno wybuchową mieszankę i, nomen omen, teledyskową wersję tego programu. "Akcja" klipu toczy się we śnie jednego z najwybitniejszych prezydentów Stanów Zjednoczonych - Ronalda Reagana (wcale nie jestem ironiczny, skąd ten pomysł) i pozwolę sobie o niej się nie rozpisywać, bo to jedna z tych rzeczy, które o wiele lepiej się ogląda niz opisuje. A obejrzeć zdecydowanie warto, bo w przeciągu tych kilku minut dostajemy całą masą żartów, nawiązań i aluzji do (pop)kultury lat 80. Oprócz prezydenta co to był tu aktorem przewijają się tu ówcześni światowi przywódcy, aktorzy, muzycy, celebryci, jest nawet papież polak (tak, wiem, że pisałem już o celebrytach). Wszystko to okraszone licznymi referencjami to do popkultury, to do bieżących wydarzeń - jeśli lubicie takowe wyławiać, to będziecie u siebie, bo jest tego dużo w niemal każdym kadrze. No i jest tu specyficzny humorek, taki dość ostry, ale bez przekraczania granicy dobrego smaku czy tego typu podobnych.
Polecam więc wam zastanowić się czy to jest na pewno LAND OF CONFUSION i po prostu brać i obejrzeć ten klip. POLECAM.
https://www.youtube.com/watch?v=TlBIa8z_Mts
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Simple Minds - Up on the Catwalk
(1984, reż. John Scarlett-Davis)
Bałem się, że się wyłamię ze świątecznego klimatu, ale na szczęście dwójka przedmówców już to zrobiła, także czujee się lepiey (kmwtw). Zresztą, prawda jest taka, że wrzucany przeze mnie klip aż tak bardzo nie odbiega - dla mnie - od świąt, albowiem ów klip stał się dla mnie - obok wrzucanego na samym początku bestek ever Hypnotised - wejściem w świat Simple Minds. Co prawda nie widziałem tego klipu po raz pierwszy w święta, a jakoś latem, ale dla mnie teledysk wiąże się tutaj nierozerwalnie z samą piosenką, a to już jest moment, w którym kładę łapy na albumie Sparkle in the Rain, z którego ów utwór pochodzi (zresztą go otwiera). Jest grudzień (znowu lol) 2004, Wigilia, pod choinką znajduję właśnie w/w krążek (sparowany z New Gold Dream 81-82-83-84), który zresztą sam sobie wybrałem, od razu biegnę z discmanem do drugiego pokoju w mieszkaniu dziadków i odpalam. Klip wówczas okazjonalnie lata po MTV Classic, szukam jego strzępów w biednym internecie (Neostrada od raptem kilku miesięcy). I właśnie wtedy, w oczekiwaniu na tę piosenkę, której przecież nie miałem sposobności odpalić inaczej niż z płyty (streamingi nie istnieją, YT jeszcze też nie, klientów P2P JESZCZE nie umiem obsługiwać, co tu zrobić), W WIGILIĘ PRZED POŁUDNIEM gapię się w MTV Classic i... leci Up on the Catwalk. Lepszego prezentu nie mogłem sobie wymarzyć (może poza Remixes 81>84, też wtedy znalazłem pod choinką).
Wideo nie jest specjalnie skomplikowane, prawdę mówiąc zważywszy na fakt, że Up on the Catwalk było ostatnim singlem wypuszczonym ze Sparkle in the Rain, miało też najmniejszy budżet. Można sobie popatrzeć na dość bombastyczne - ale w tani sposób - urządzenie studio telewizyjnego, w którym grupa występuje, a jakże, na wybiegu. To był sam początek stadionowej kariery zespołu (nie trwała bardzo długo, ale też Kerr i Burchill nigdy tego nie żałowali), bardziej rockowego brzmienia, ostrzejszych bębnów i gitar, ale jeszcze czuć nową falę (Don't You to będzie dopiero rok 1985), i to w fenomenalny moim zdaniem sposób. Na wideo zespół gra sobie na tym wybiegu, wszyscy są nieco dziwacznie ubrani i mają bardzo wyrazisty makijaż, Kerr ma na sobie fantastyczną czerwoną kurtkę - marzy mi się taka ever since - i rzuca się w amoku przed kamerą odstawiając wyjątkowo dziwaczny taniec (ale ma w sobie masę wdzięku, jakby c'mon, to JIM KERR). Oprócz tego, po pierścieniu okalającym ścianę scenografii maszerują ludzie z pomalowanymi twarzami i w randomowych strojach. Oczywiście jest to nawiązanie do tekstu piosenki, gdzie na sam jej koniec wymieniane są nazwiska różnych postaci z różnych okresów historycznych (beka z Marcina Lutra obok Roberta DeNiro). Na dokładkę mamy czarno-białe kolaże z pociętych zdjęć twarzy (setki miraży). Niepokojąco, ejtisowo, wybitnie. Simple Minds at their finest. I 15-letni Musiał w ekstazie, those were the days...
https://www.youtube.com/watch?v=T7b27t7lxCw
(1984, reż. John Scarlett-Davis)
Bałem się, że się wyłamię ze świątecznego klimatu, ale na szczęście dwójka przedmówców już to zrobiła, także czujee się lepiey (kmwtw). Zresztą, prawda jest taka, że wrzucany przeze mnie klip aż tak bardzo nie odbiega - dla mnie - od świąt, albowiem ów klip stał się dla mnie - obok wrzucanego na samym początku bestek ever Hypnotised - wejściem w świat Simple Minds. Co prawda nie widziałem tego klipu po raz pierwszy w święta, a jakoś latem, ale dla mnie teledysk wiąże się tutaj nierozerwalnie z samą piosenką, a to już jest moment, w którym kładę łapy na albumie Sparkle in the Rain, z którego ów utwór pochodzi (zresztą go otwiera). Jest grudzień (znowu lol) 2004, Wigilia, pod choinką znajduję właśnie w/w krążek (sparowany z New Gold Dream 81-82-83-84), który zresztą sam sobie wybrałem, od razu biegnę z discmanem do drugiego pokoju w mieszkaniu dziadków i odpalam. Klip wówczas okazjonalnie lata po MTV Classic, szukam jego strzępów w biednym internecie (Neostrada od raptem kilku miesięcy). I właśnie wtedy, w oczekiwaniu na tę piosenkę, której przecież nie miałem sposobności odpalić inaczej niż z płyty (streamingi nie istnieją, YT jeszcze też nie, klientów P2P JESZCZE nie umiem obsługiwać, co tu zrobić), W WIGILIĘ PRZED POŁUDNIEM gapię się w MTV Classic i... leci Up on the Catwalk. Lepszego prezentu nie mogłem sobie wymarzyć (może poza Remixes 81>84, też wtedy znalazłem pod choinką).
Wideo nie jest specjalnie skomplikowane, prawdę mówiąc zważywszy na fakt, że Up on the Catwalk było ostatnim singlem wypuszczonym ze Sparkle in the Rain, miało też najmniejszy budżet. Można sobie popatrzeć na dość bombastyczne - ale w tani sposób - urządzenie studio telewizyjnego, w którym grupa występuje, a jakże, na wybiegu. To był sam początek stadionowej kariery zespołu (nie trwała bardzo długo, ale też Kerr i Burchill nigdy tego nie żałowali), bardziej rockowego brzmienia, ostrzejszych bębnów i gitar, ale jeszcze czuć nową falę (Don't You to będzie dopiero rok 1985), i to w fenomenalny moim zdaniem sposób. Na wideo zespół gra sobie na tym wybiegu, wszyscy są nieco dziwacznie ubrani i mają bardzo wyrazisty makijaż, Kerr ma na sobie fantastyczną czerwoną kurtkę - marzy mi się taka ever since - i rzuca się w amoku przed kamerą odstawiając wyjątkowo dziwaczny taniec (ale ma w sobie masę wdzięku, jakby c'mon, to JIM KERR). Oprócz tego, po pierścieniu okalającym ścianę scenografii maszerują ludzie z pomalowanymi twarzami i w randomowych strojach. Oczywiście jest to nawiązanie do tekstu piosenki, gdzie na sam jej koniec wymieniane są nazwiska różnych postaci z różnych okresów historycznych (beka z Marcina Lutra obok Roberta DeNiro). Na dokładkę mamy czarno-białe kolaże z pociętych zdjęć twarzy (setki miraży). Niepokojąco, ejtisowo, wybitnie. Simple Minds at their finest. I 15-letni Musiał w ekstazie, those were the days...
https://www.youtube.com/watch?v=T7b27t7lxCw
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Superancko, mamy zatem komplet kolejeczki GRUDNIOWEJ:
https://youtube.com/playlist?list=PL9wm ... vGUDKH37GD
https://youtube.com/playlist?list=PL9wm ... vGUDKH37GD
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup