Best of Forum VI
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Flying Lotus feat. Kendrick Lamar - Never Catch Me
Były czasy kiedy nazwisko Lamar było dla mnie jak znak jakości, ale ostatnio jest odwrotnie. Najnowszy album to szczochy, featy są chujowe, itd. Numer zapodany przez Murzyna zaczyna się obiecująco, ale ten potwornie goniący bit sprawia, że tracę zainteresowanie w połowie numeru. Na szczęście mniej więcej w tym czasie numer zwalnia, ale trochę co z tego skoro po chwili wraca gonitwa i ten KOSZMARNY clap. Rap jest zdecydowanie zbyt chaotyczny, jak dla mnie. Wejście synthtów i jazzowe zagrywki są super, ale ostatecznie całość mnie nie przekonuje przez te elementy wymienione wcześniej. Niby sama końcówka przypomina Radiohead, ale to jednak nie jest Radiohead. Szkoda, bo to mogło być naprawdę spoko. Może mniej oryginalne i genericowe, ale przynajmniej słuchalne. Uznaję niezłość tej wrzuty, ale obecnie nie jestem w stanie tego strawić.
The Corrs – Time Enough For Tears
Znam The Corrs, ale nigdy nie słuchałem ich płyt, po prostu znam z eteru. Mam do nich raczej pozytywny stosunek. Piosenka zapodana przez Wujasa, jest bardzo spoko. Leniwie, bajkowo, delikatnie, zdecydowanie bardziej mi leżą teraz takie rzeczy. Piosenka też bardzo fajna, melodie sączą się z każdej sekundy, doskonały wokal. Shodan przycorował (przycorrsował) w eleganckim stylu. Trudno tutaj coś więcej wyróżnić, bo wszystkie instrumenty zlewają się w doskonałą całość. Przypomina mi to trochę wczesnego Sinatrę, u którego orkiestra brzmiała niemal jak jakiś proto-ambient. Bardzo dobra wrzuta.
Wavestar - Voyager
Okładka z kosmosem i już wiadomo, że będzie dobrze. Dragon nie powinien się obrażać, że nie będę miał jakoś bardzo dużo do napisania na temat tego kawałka, to nie jest muzyka do opisywania.
Jest tu pewien utarty już tam i siam schemat, czyli ambientowe, kosmiczne intro, potem wchodzący basowy arp i ozdobniki. Jak wchodzi perkusja, to zaczyna się trochę inny rodzaj muzyki, robi się space rockowo. Tego może bym oszczędził, ale z drugiej strony, nie wszystko trzeba robić tak samo. Te fragmenty przypominają mi Ozric Tentacles. Generalnie dostarczone, całość podoba mi się.
Desireless - Voyage Voyage
Ale odkrycie w bestce. A serio, to Włajaż Włajaz jest spoko i tyle. Podobnie jak Mentos, nie mam weny do pisania o tym numerze, każdy to zna, jak nie w jednej, to w drugiej wersji. Wyobrażam sobie ekipę Seby w aucie, z włączanym na full Włajaż Włajaż, chociaż nie wiem skąd ludzie w tym wieku mieliby wpaść na taki pomysł. Chociaż może jednak … samochód… stara muzyka… no, tak… GTA. W każdym razie, wyjątkowo jak na lata 80, jest to kawałek, który lubię, ale też nie będę ukrywał, że chyba pierwszy raz go odpaliłem z premedytacją.
King of Woolworths - This Is Radio Theydon
Raczono mnie tą muzyką w aucie niejakiego Adriana M. Kojarzy mi się to z „Winterfest” Cate Brooks, no ale w końcu to ta sama osoba, chociaż zupełnie nie ta sama (lol). Przez to skojarzenie, słyszałbym to bardziej zimą, no ale mniejsza z tym. Fajna rzecz, przypomina mi trochę bardzo early Piano Magic, może poza trip-hopowo brzmiącym bitem. Jest to bardzo spoko muzyka, chociaż słyszałem lepsze rzeczy, zarówno z czasów kiedy CB miała penisa, jak i z czasów kiedy już go nie ma. Z jednej strony bardzo przytulna muza, a z drugiej pozostawiająca niezłe pokłady przestrzeni. Bardzo dobra rzecz.
Były czasy kiedy nazwisko Lamar było dla mnie jak znak jakości, ale ostatnio jest odwrotnie. Najnowszy album to szczochy, featy są chujowe, itd. Numer zapodany przez Murzyna zaczyna się obiecująco, ale ten potwornie goniący bit sprawia, że tracę zainteresowanie w połowie numeru. Na szczęście mniej więcej w tym czasie numer zwalnia, ale trochę co z tego skoro po chwili wraca gonitwa i ten KOSZMARNY clap. Rap jest zdecydowanie zbyt chaotyczny, jak dla mnie. Wejście synthtów i jazzowe zagrywki są super, ale ostatecznie całość mnie nie przekonuje przez te elementy wymienione wcześniej. Niby sama końcówka przypomina Radiohead, ale to jednak nie jest Radiohead. Szkoda, bo to mogło być naprawdę spoko. Może mniej oryginalne i genericowe, ale przynajmniej słuchalne. Uznaję niezłość tej wrzuty, ale obecnie nie jestem w stanie tego strawić.
The Corrs – Time Enough For Tears
Znam The Corrs, ale nigdy nie słuchałem ich płyt, po prostu znam z eteru. Mam do nich raczej pozytywny stosunek. Piosenka zapodana przez Wujasa, jest bardzo spoko. Leniwie, bajkowo, delikatnie, zdecydowanie bardziej mi leżą teraz takie rzeczy. Piosenka też bardzo fajna, melodie sączą się z każdej sekundy, doskonały wokal. Shodan przycorował (przycorrsował) w eleganckim stylu. Trudno tutaj coś więcej wyróżnić, bo wszystkie instrumenty zlewają się w doskonałą całość. Przypomina mi to trochę wczesnego Sinatrę, u którego orkiestra brzmiała niemal jak jakiś proto-ambient. Bardzo dobra wrzuta.
Wavestar - Voyager
Okładka z kosmosem i już wiadomo, że będzie dobrze. Dragon nie powinien się obrażać, że nie będę miał jakoś bardzo dużo do napisania na temat tego kawałka, to nie jest muzyka do opisywania.
Jest tu pewien utarty już tam i siam schemat, czyli ambientowe, kosmiczne intro, potem wchodzący basowy arp i ozdobniki. Jak wchodzi perkusja, to zaczyna się trochę inny rodzaj muzyki, robi się space rockowo. Tego może bym oszczędził, ale z drugiej strony, nie wszystko trzeba robić tak samo. Te fragmenty przypominają mi Ozric Tentacles. Generalnie dostarczone, całość podoba mi się.
Desireless - Voyage Voyage
Ale odkrycie w bestce. A serio, to Włajaż Włajaz jest spoko i tyle. Podobnie jak Mentos, nie mam weny do pisania o tym numerze, każdy to zna, jak nie w jednej, to w drugiej wersji. Wyobrażam sobie ekipę Seby w aucie, z włączanym na full Włajaż Włajaż, chociaż nie wiem skąd ludzie w tym wieku mieliby wpaść na taki pomysł. Chociaż może jednak … samochód… stara muzyka… no, tak… GTA. W każdym razie, wyjątkowo jak na lata 80, jest to kawałek, który lubię, ale też nie będę ukrywał, że chyba pierwszy raz go odpaliłem z premedytacją.
King of Woolworths - This Is Radio Theydon
Raczono mnie tą muzyką w aucie niejakiego Adriana M. Kojarzy mi się to z „Winterfest” Cate Brooks, no ale w końcu to ta sama osoba, chociaż zupełnie nie ta sama (lol). Przez to skojarzenie, słyszałbym to bardziej zimą, no ale mniejsza z tym. Fajna rzecz, przypomina mi trochę bardzo early Piano Magic, może poza trip-hopowo brzmiącym bitem. Jest to bardzo spoko muzyka, chociaż słyszałem lepsze rzeczy, zarówno z czasów kiedy CB miała penisa, jak i z czasów kiedy już go nie ma. Z jednej strony bardzo przytulna muza, a z drugiej pozostawiająca niezłe pokłady przestrzeni. Bardzo dobra rzecz.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Flying Lotus feat. Kendrick Lamar - Never Catch Me
Bardzo spoko numer. Lubię ostatnimi czasy takie klimaty, więc podoba mi się. Fajny początek na pianinie. Ta zagrywka zresztą przewija się cały czas. Pięknie pogrywa bas i perkusja. Ładne połączenie jazzu i hip-hopu. W przeciwieństwie do Hiena podoba mi się ta gonitwa. Elegancki moment zwolnienia w środku. Końcówka też lux. Bardzo dobrze to wszystko w ogóle brzmi. Produkcja o której mówił Murzyn. No i wokal Lamara też lubię. Ten jego słowotok, chociaż go i tak nie rozumię. Ja od Lamara zdecydowanie preferuje właśnie dwa ostatnie albumy. W ogóle się bardzo zdziwiłem jak Murzyn wspomniał o feacie Kendricka u Taylor, bo tego w ogóle nie kojarzyłem. Wpisałem odpowiednie hasło w YT i rzeczywiście wyskoczył utwór Bad Blood. Ja nigdy nie oglądałem tego teledysku, stąd nie wiedziałem o tym feacie. W wersji albumowej Lamar nie udziela się.
Tim Bowness – Dark Nevada Dream
O ludzie, o takim Hienie opowiada się przy ogniskach. Powiem szczerze, że akurat albumu Butterfly Mind wcześniej nie słuchałem. Jakoś mi to umknęło. Ale nadrobię oczywiście. A utwór Dark Nevada Dream po prostu zapiera dech w piersi. To jest ten sam klimat i jakość, co no-man. Nic więc dziwnego, że się jaram na maxa. Nie ma co tu opisywać szczegółów. Ten utwór trzeba po prostu poczuć. Ten nieziemski klimat. Kiedyś myślałem, że 95% roboty w no-man odwala Wilson. Ale Tim Bowness w takich solowych cudeńkach jak Dark Nevada Dream udowadnia, że jego wkład w muzykę no-man jest chyba dużo większy, niż sądziłem. Oprócz Colemana w nagraniu albumu pomagało Timowi widzę wielu innych muzyków, m. in. Anderson z Jethro Tull czy gość z vdGG. A album miksował oczywiście sam Steven Wilson.
Przepiękny kawałek muzyki. Wystarczy włączyć i odpłynąć w krainę marzeń.
Wavestar – Voyager
Okładka rzeczywiście piękna. Fascynuje mnie w ogóle temat kosmosu i wszechświata. I lubię posłuchać takiej kosmicznej muzyki, bo wtedy umysł pracuje na pełnych obrotach. Najlepszy jest początek, pierwsze 5 minut. Nieśpieszne i klimatyczne intro wprowadzające nas w ten cudny kosmiczny klimat. Potem utwór nabiera tempa, prom kosmiczny ze słuchaczem w środku przyspiesza. Też nie będę opisywał tutaj żadnych szczegółów, bo nie potrafię. O takiej muzyce nie ma co pisać, tego trzeba posłuchać i się wczuć. Dać popracować wyobraźni. Ładne te syntezatorowe melodie w drugiej części. Jestem po raz kolejny kupiony przez Dragona.
Desireless - Voyage Voyage
Znany wrzucacz Enjoyów znów atakuje Enjoyem. Ale za to jakim! Zdecydowanie uwielbiam ten utwór. Sam go proponowałem w nastrojowej wersji Gregorians, ale wykonanie Desireless też zrywa kapcie. Nie jest dla mnie ani lepsze, ani gorsze od Gregorians. Jest po prostu inne. Równie epickie. Klasyk klasyków. Jest pewnie jeszcze parę podobnego kalibru utworów, które powinny się tu w bestce pojawić. I ja też coś z tej półki dołożę. Tymczasem słucham Voyage Voyage i nie potrafię się po raz tysięczny nie jarać. Melodia refrenu jest po prosu przepiękna. Brzmienie utworu bardzo dobre. I naprawdę znakomity wokal wykonawczyni.
King of Woolworths - This Is Radio Theydon
I na koniec piękna kompozycja od Deva. Uroczo się tego słucha w jesienny dzień. Klimat po prostu błogi. Dźwięki płyną a człowiek zamyka oczy i też się rozpływa. Super bicik, pianino, smyki. Nastrój naprawdę fajny się udziela. Kolejny utwór tej kolejki, który bardziej trzeba poczuć niż posłuchać. Nie ma co więcej pisać. Super klimat, super utwór.
Znowu super kolejka wyszła. Kilka nastrojowych jesiennych wrzutek. Dla mnie w muzyce jesień mogłaby trwać non stop. No ale te szybsze numery też wyjątkowo dobre.
Bardzo spoko numer. Lubię ostatnimi czasy takie klimaty, więc podoba mi się. Fajny początek na pianinie. Ta zagrywka zresztą przewija się cały czas. Pięknie pogrywa bas i perkusja. Ładne połączenie jazzu i hip-hopu. W przeciwieństwie do Hiena podoba mi się ta gonitwa. Elegancki moment zwolnienia w środku. Końcówka też lux. Bardzo dobrze to wszystko w ogóle brzmi. Produkcja o której mówił Murzyn. No i wokal Lamara też lubię. Ten jego słowotok, chociaż go i tak nie rozumię. Ja od Lamara zdecydowanie preferuje właśnie dwa ostatnie albumy. W ogóle się bardzo zdziwiłem jak Murzyn wspomniał o feacie Kendricka u Taylor, bo tego w ogóle nie kojarzyłem. Wpisałem odpowiednie hasło w YT i rzeczywiście wyskoczył utwór Bad Blood. Ja nigdy nie oglądałem tego teledysku, stąd nie wiedziałem o tym feacie. W wersji albumowej Lamar nie udziela się.
Tim Bowness – Dark Nevada Dream
O ludzie, o takim Hienie opowiada się przy ogniskach. Powiem szczerze, że akurat albumu Butterfly Mind wcześniej nie słuchałem. Jakoś mi to umknęło. Ale nadrobię oczywiście. A utwór Dark Nevada Dream po prostu zapiera dech w piersi. To jest ten sam klimat i jakość, co no-man. Nic więc dziwnego, że się jaram na maxa. Nie ma co tu opisywać szczegółów. Ten utwór trzeba po prostu poczuć. Ten nieziemski klimat. Kiedyś myślałem, że 95% roboty w no-man odwala Wilson. Ale Tim Bowness w takich solowych cudeńkach jak Dark Nevada Dream udowadnia, że jego wkład w muzykę no-man jest chyba dużo większy, niż sądziłem. Oprócz Colemana w nagraniu albumu pomagało Timowi widzę wielu innych muzyków, m. in. Anderson z Jethro Tull czy gość z vdGG. A album miksował oczywiście sam Steven Wilson.
Przepiękny kawałek muzyki. Wystarczy włączyć i odpłynąć w krainę marzeń.
Wavestar – Voyager
Okładka rzeczywiście piękna. Fascynuje mnie w ogóle temat kosmosu i wszechświata. I lubię posłuchać takiej kosmicznej muzyki, bo wtedy umysł pracuje na pełnych obrotach. Najlepszy jest początek, pierwsze 5 minut. Nieśpieszne i klimatyczne intro wprowadzające nas w ten cudny kosmiczny klimat. Potem utwór nabiera tempa, prom kosmiczny ze słuchaczem w środku przyspiesza. Też nie będę opisywał tutaj żadnych szczegółów, bo nie potrafię. O takiej muzyce nie ma co pisać, tego trzeba posłuchać i się wczuć. Dać popracować wyobraźni. Ładne te syntezatorowe melodie w drugiej części. Jestem po raz kolejny kupiony przez Dragona.
Desireless - Voyage Voyage
Znany wrzucacz Enjoyów znów atakuje Enjoyem. Ale za to jakim! Zdecydowanie uwielbiam ten utwór. Sam go proponowałem w nastrojowej wersji Gregorians, ale wykonanie Desireless też zrywa kapcie. Nie jest dla mnie ani lepsze, ani gorsze od Gregorians. Jest po prostu inne. Równie epickie. Klasyk klasyków. Jest pewnie jeszcze parę podobnego kalibru utworów, które powinny się tu w bestce pojawić. I ja też coś z tej półki dołożę. Tymczasem słucham Voyage Voyage i nie potrafię się po raz tysięczny nie jarać. Melodia refrenu jest po prosu przepiękna. Brzmienie utworu bardzo dobre. I naprawdę znakomity wokal wykonawczyni.
King of Woolworths - This Is Radio Theydon
I na koniec piękna kompozycja od Deva. Uroczo się tego słucha w jesienny dzień. Klimat po prostu błogi. Dźwięki płyną a człowiek zamyka oczy i też się rozpływa. Super bicik, pianino, smyki. Nastrój naprawdę fajny się udziela. Kolejny utwór tej kolejki, który bardziej trzeba poczuć niż posłuchać. Nie ma co więcej pisać. Super klimat, super utwór.
Znowu super kolejka wyszła. Kilka nastrojowych jesiennych wrzutek. Dla mnie w muzyce jesień mogłaby trwać non stop. No ale te szybsze numery też wyjątkowo dobre.
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Tim Bowness - Dark Nevada Dream
Moje dotychczasowe spotkania z Timem różnie wypadały, na samym początku znajomości narzekałem na jego wokal, później poznalem trochę utworów no-man gdzie to mi nie przeszkadzało. W sumie bardzo podobną relację mam z Wilsonem - też nie przepadam zbytnio za jego wokalem ale jakieś utwory jego czy PT pochwaliłem. Słuchając w tym tygodniu wrzutki Kuby w utworach i równocześnie płyty Wilsona zapodanej przez Wuja doszedłem do wniosku że wszystko rozbija sie tak naprawdę o to czy numer ma dość dobrą muzykę żeby przykryć te niedoskonałości wokalne dla mnie (tym samym widać jakim fortelem Kuba zdobył u mnie maxa w ostatniej dewizji za instrumental Wilsona/PT). W Dark Nevada Dream niestety jest dla mnie tak sobie, Bowness przynudza, muzyka mu w tym wtóruje, jedynym ciekawszym momentem jest klawiszowe solo. Nie siadł mi ten numer po prostu.
The Corrs - Time Enough For Tears
W kawałku tu niby wspominają coś o jesieni już na wstępie ale jak dla mnie ten aranż jest wybitnie zimowy, dość senny, delikatny i baśniowy, to by dużo lepiej wchodziło z białym puchem za oknami. Sporo lukru się wylewa z tego kawałka, przede wszystkim atakuje on tym klimatem, ja takie popowe ballady raczej rzadko chwalę (choć niedawno chwaliłem Rednex o dziwo). Nie jest to utwór który przykuwałby moją uwagę, na ten moment nic mi nie robi, zimą jako zapychacz do śnieżnej playlisty by się nadawało zapewne.
Wavestar - Voyager
Kolejną podróż w kosmos z kapitanem Smokiem. W dziedzinie elektroniki dużo częściej chwalę kolegę za współczesne wrzuty, z klasyki jak dotąd dobre wspomnienie pozostawiła jedynie Ashra oraz album mandarynek. W tym kawałku chyba bardziej niż TD słyszę brzmienia JMJ. Space rock czy progressive electronic, odrobinę trąci syntezatorowym soundtrackiem do filmu przygodowego dla młodzieży czy coś. 1987 rok, niby klasyczne granie ale trochę trąci tanim plastikiem tej dekady już. Myślę że nie będę fanem.
Desirelles - Voyage voyage
Zastanawiam się czy jest gdzieś jakaś alternatywna rzeczywistość w której ten numer faktycznie jest letniakiem, dla mnie nigdy nim nie był i nie będzie, raczej właśnie kojarzy mi się z aurą typu szaroburo i ponuro. Taka przykurzona staroć z odmętów lat 80. za którymi nie przepadam. Niby hit itepe, kiedyś może słuchało się w zestawieniu różnych numerów tamtej dekady gdy człowiek głodny był syntezatorowych brzmień ejtisów, dzisiaj mogę z ręką na sercu przyznać że nie lubię tego numeru po prostu. Surowy, obskurny, łupany aranż, francuski język z którym zbytnio się nie lubię, solo wypada najlepiej z całego utworu. Chętnie nie wrócę już tu.
King of Woolworths - This Is Radio Theydon 2
Podczas tej kolejki miałem jeszcze drugą refleksję, która towarzyszyła mi przy tej wrzutce jak i wrzutce Bownessa - mam poczucie że chyba odczuwam przesyt niektórymi wykonawcami serwowanymi na tym forum. Ja wiem że Cate Brooks niejedno wcielenie miała i dev jako fan chce zaprezentować ją z różnych stron ale tbh - jej muza pod żadną postacią mi zbytnio nie robi. Chyba wszystko co dev zaprezentował do tej pory miało z grubsza klimat muzaku (nawet jeśli to był klubowy muzak). Dev lubi te klimaty kreowane przez nią, ja niestety feelsów nie mam a skoro nie czuję klimatu wrzuty która właśnie jakiś klimat próbuje mi sprzedać to chleba z tej mąki nie będzie, no chyba żeby to wjechało w jakimś wyjątkowym momencie mego życia wtedy inna sprawa.
Moje dotychczasowe spotkania z Timem różnie wypadały, na samym początku znajomości narzekałem na jego wokal, później poznalem trochę utworów no-man gdzie to mi nie przeszkadzało. W sumie bardzo podobną relację mam z Wilsonem - też nie przepadam zbytnio za jego wokalem ale jakieś utwory jego czy PT pochwaliłem. Słuchając w tym tygodniu wrzutki Kuby w utworach i równocześnie płyty Wilsona zapodanej przez Wuja doszedłem do wniosku że wszystko rozbija sie tak naprawdę o to czy numer ma dość dobrą muzykę żeby przykryć te niedoskonałości wokalne dla mnie (tym samym widać jakim fortelem Kuba zdobył u mnie maxa w ostatniej dewizji za instrumental Wilsona/PT). W Dark Nevada Dream niestety jest dla mnie tak sobie, Bowness przynudza, muzyka mu w tym wtóruje, jedynym ciekawszym momentem jest klawiszowe solo. Nie siadł mi ten numer po prostu.
The Corrs - Time Enough For Tears
W kawałku tu niby wspominają coś o jesieni już na wstępie ale jak dla mnie ten aranż jest wybitnie zimowy, dość senny, delikatny i baśniowy, to by dużo lepiej wchodziło z białym puchem za oknami. Sporo lukru się wylewa z tego kawałka, przede wszystkim atakuje on tym klimatem, ja takie popowe ballady raczej rzadko chwalę (choć niedawno chwaliłem Rednex o dziwo). Nie jest to utwór który przykuwałby moją uwagę, na ten moment nic mi nie robi, zimą jako zapychacz do śnieżnej playlisty by się nadawało zapewne.
Wavestar - Voyager
Kolejną podróż w kosmos z kapitanem Smokiem. W dziedzinie elektroniki dużo częściej chwalę kolegę za współczesne wrzuty, z klasyki jak dotąd dobre wspomnienie pozostawiła jedynie Ashra oraz album mandarynek. W tym kawałku chyba bardziej niż TD słyszę brzmienia JMJ. Space rock czy progressive electronic, odrobinę trąci syntezatorowym soundtrackiem do filmu przygodowego dla młodzieży czy coś. 1987 rok, niby klasyczne granie ale trochę trąci tanim plastikiem tej dekady już. Myślę że nie będę fanem.
Desirelles - Voyage voyage
Zastanawiam się czy jest gdzieś jakaś alternatywna rzeczywistość w której ten numer faktycznie jest letniakiem, dla mnie nigdy nim nie był i nie będzie, raczej właśnie kojarzy mi się z aurą typu szaroburo i ponuro. Taka przykurzona staroć z odmętów lat 80. za którymi nie przepadam. Niby hit itepe, kiedyś może słuchało się w zestawieniu różnych numerów tamtej dekady gdy człowiek głodny był syntezatorowych brzmień ejtisów, dzisiaj mogę z ręką na sercu przyznać że nie lubię tego numeru po prostu. Surowy, obskurny, łupany aranż, francuski język z którym zbytnio się nie lubię, solo wypada najlepiej z całego utworu. Chętnie nie wrócę już tu.
King of Woolworths - This Is Radio Theydon 2
Podczas tej kolejki miałem jeszcze drugą refleksję, która towarzyszyła mi przy tej wrzutce jak i wrzutce Bownessa - mam poczucie że chyba odczuwam przesyt niektórymi wykonawcami serwowanymi na tym forum. Ja wiem że Cate Brooks niejedno wcielenie miała i dev jako fan chce zaprezentować ją z różnych stron ale tbh - jej muza pod żadną postacią mi zbytnio nie robi. Chyba wszystko co dev zaprezentował do tej pory miało z grubsza klimat muzaku (nawet jeśli to był klubowy muzak). Dev lubi te klimaty kreowane przez nią, ja niestety feelsów nie mam a skoro nie czuję klimatu wrzuty która właśnie jakiś klimat próbuje mi sprzedać to chleba z tej mąki nie będzie, no chyba żeby to wjechało w jakimś wyjątkowym momencie mego życia wtedy inna sprawa.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Murzyn, bój się Boga - wreszcie jesteś. 
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
wcale za tym nie tęskniłem...
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Czekamy jeszcze na kogoś tu?
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
nie no jak
FlyLo Kendrick Never Catch Me
Dobre duo, ale w tym numerze wyszło tak sobie. Albo to kwestia odbioru w konkretnym dniu. Produkcje FLa bywają dość męczące, prawilny korzeń z jazzu i funku w połączeniu z tym gęstym perkusyjnym podkładem robią mnóstwo zamieszania. Wolę bardziej uporządkowane rzeczy lub słuchać w większych porcjach. Czasem pojedynczy kawałek potrafi wypaść jak zestaw 4-5 miniaturek i przytłoczyć. Na Until... ta kolażowość bywa bardziej subtelna. Kendrick wypada dobrze, nie rozumiem rytualnego marudzenia na kogoś poza omawianą wrzutką. No cóż, każdy ma swoje potrzeby pierwszego stopnia. Podsumowując, kawałek raczej ziębi niż grzeje. Doceniam kunsztowność, ale w większości przypadków budzi obojętność. Wolę wspominaną płytę czy Flamagrę z kawałkiem z Lynchem hehhe
Tim Bowness Dark Nevada Dream
Wyjątkowo tutaj jakoś nie czuję tej melancholii i smutków cięższych gatunkowo. Muzak trochę jak z prognozy pogody w połączeniu z wokalem brzmiącym jakby wykonanym zza szyby czy jakiejś innej zbędnej bariery. Wszystko ładnie pasuje do okładki. Nic szczególnie wyszukanego, za to jest spójnie i na niebiesko. Spójność w stylu zlewania w jedno, jakoś nie brzmi to wyraźnie inaczej niż na podrzucanej w albumówce płyty no-man. Do tego amerykańskie akcenty też z czapy. Ostatnio Nebraska u Pavement, tu Nevada. Trudno czuć do tych elementów coś więcej ponad "dealuj z tym, przyjąłem do wiadomości". Uwaga szybko ulatuje, tak o połowę krócej byłoby lepiej. Materiał dla fanatyków autora.
The Corrs Time Enough For Tears
Ja jednak wolę słuchać muzyki, a nie rodzinnych produkcji. Po Kelly Family musimy być gotowi i na ten odcinek opowieści wokół muzyki. Totalnie eteryczny i przezroczysty produkt ociekający lukrem i słodyczą aż do wywołania odruchów wymiotnych. Coraz częściej wzbudza to we mnie kwasy i wątpliwości. Taka faszystowska sielskość anielskość aranżu bez grama oddechu tylko mnie usypia. Bez skrzypiec mamy zapewne do czynienia z bardziej kameralnym obliczem, czyli jeszcze mocniej wzruszajoncom i emocjonalnom balladom. Siłą rzeczy podobne do wielu innych wrzutek, ale na tym poziomie każda ma swoje standardy w repertuarze. Absolutnie nie umiałbym odróżnić, gdybym po pewnym czasie słuchał wycinka plejki z numerami Wujasa bez spojrzenia na wykonawcę i tytuł.
Desireless Voyage voyage
Przerabianie muzyki popularnej na współczesne wyobrażenia dawnej muzyki sakralnej w kiczowatej formie nie jest z mojej bajki. To podrabianie czegoś nieosiągalnego dla kasy i łapania naiwniaków na tanie patenty. Seba ratuje kolejkę synthpopowym klasykiem, którego zdecydowanie lepiej słuchać w oryginale. Wszystko się zgadza. Wizerunek wokalistki, te metalicznie/surowo brzmiące synthy, mroczna atmosfera rodem z filmu noir klasy B (czyli pewnie mocniej działającego na widzów niż przyjęta przez wszystkich klasyka). Do tego kontekst do utożsamienia. W roku pandemicznym zdarzały mi się nocne przejażdżki w okolicach Wałbrzyskiego z podobnie oddziałującym repertuarem. Tylko towarzystwo było bardziej toksyczne, tak sobie myślę po czasie. A Voyage voyage jest spoko. Ona jest stylish, ona ma wajbik.
King of Woolworths This Is Radio Theydon 2
Aaa, czyli to stąd czerpiemy genezę nicku na portalu społeczno-fotograficznym Instagram. Pan Adrian również ratuje. Przyjemnie unerwione downtempo piękne pasujące pod obecną aurę. Jadę właśnie pociągiem osobowym, ale przyspieszonym. Dzięki temu pomykamy przez mniejsze przystanki bez zatrzymania. Za oknem rozmazane pejzaże skąpane w zieleni, żółci i brązie. Czuć nadchodzący wieczorem chłod, ale teraz jest dobrze. Sam numer robi dobrze w głowie tym delikatnym niepokojem. Tytularne radiowe odwołania też w punkt. Mamy zakłócenia, elementy aranżu z efektem brzmieniowym typu odbiornik. Znacznie mniej duchologiczni Boards of Canada. Brooks rzadko kiedy nie dostarcza.
FlyLo Kendrick Never Catch Me
Dobre duo, ale w tym numerze wyszło tak sobie. Albo to kwestia odbioru w konkretnym dniu. Produkcje FLa bywają dość męczące, prawilny korzeń z jazzu i funku w połączeniu z tym gęstym perkusyjnym podkładem robią mnóstwo zamieszania. Wolę bardziej uporządkowane rzeczy lub słuchać w większych porcjach. Czasem pojedynczy kawałek potrafi wypaść jak zestaw 4-5 miniaturek i przytłoczyć. Na Until... ta kolażowość bywa bardziej subtelna. Kendrick wypada dobrze, nie rozumiem rytualnego marudzenia na kogoś poza omawianą wrzutką. No cóż, każdy ma swoje potrzeby pierwszego stopnia. Podsumowując, kawałek raczej ziębi niż grzeje. Doceniam kunsztowność, ale w większości przypadków budzi obojętność. Wolę wspominaną płytę czy Flamagrę z kawałkiem z Lynchem hehhe
Tim Bowness Dark Nevada Dream
Wyjątkowo tutaj jakoś nie czuję tej melancholii i smutków cięższych gatunkowo. Muzak trochę jak z prognozy pogody w połączeniu z wokalem brzmiącym jakby wykonanym zza szyby czy jakiejś innej zbędnej bariery. Wszystko ładnie pasuje do okładki. Nic szczególnie wyszukanego, za to jest spójnie i na niebiesko. Spójność w stylu zlewania w jedno, jakoś nie brzmi to wyraźnie inaczej niż na podrzucanej w albumówce płyty no-man. Do tego amerykańskie akcenty też z czapy. Ostatnio Nebraska u Pavement, tu Nevada. Trudno czuć do tych elementów coś więcej ponad "dealuj z tym, przyjąłem do wiadomości". Uwaga szybko ulatuje, tak o połowę krócej byłoby lepiej. Materiał dla fanatyków autora.
The Corrs Time Enough For Tears
Ja jednak wolę słuchać muzyki, a nie rodzinnych produkcji. Po Kelly Family musimy być gotowi i na ten odcinek opowieści wokół muzyki. Totalnie eteryczny i przezroczysty produkt ociekający lukrem i słodyczą aż do wywołania odruchów wymiotnych. Coraz częściej wzbudza to we mnie kwasy i wątpliwości. Taka faszystowska sielskość anielskość aranżu bez grama oddechu tylko mnie usypia. Bez skrzypiec mamy zapewne do czynienia z bardziej kameralnym obliczem, czyli jeszcze mocniej wzruszajoncom i emocjonalnom balladom. Siłą rzeczy podobne do wielu innych wrzutek, ale na tym poziomie każda ma swoje standardy w repertuarze. Absolutnie nie umiałbym odróżnić, gdybym po pewnym czasie słuchał wycinka plejki z numerami Wujasa bez spojrzenia na wykonawcę i tytuł.
Desireless Voyage voyage
Przerabianie muzyki popularnej na współczesne wyobrażenia dawnej muzyki sakralnej w kiczowatej formie nie jest z mojej bajki. To podrabianie czegoś nieosiągalnego dla kasy i łapania naiwniaków na tanie patenty. Seba ratuje kolejkę synthpopowym klasykiem, którego zdecydowanie lepiej słuchać w oryginale. Wszystko się zgadza. Wizerunek wokalistki, te metalicznie/surowo brzmiące synthy, mroczna atmosfera rodem z filmu noir klasy B (czyli pewnie mocniej działającego na widzów niż przyjęta przez wszystkich klasyka). Do tego kontekst do utożsamienia. W roku pandemicznym zdarzały mi się nocne przejażdżki w okolicach Wałbrzyskiego z podobnie oddziałującym repertuarem. Tylko towarzystwo było bardziej toksyczne, tak sobie myślę po czasie. A Voyage voyage jest spoko. Ona jest stylish, ona ma wajbik.
King of Woolworths This Is Radio Theydon 2
Aaa, czyli to stąd czerpiemy genezę nicku na portalu społeczno-fotograficznym Instagram. Pan Adrian również ratuje. Przyjemnie unerwione downtempo piękne pasujące pod obecną aurę. Jadę właśnie pociągiem osobowym, ale przyspieszonym. Dzięki temu pomykamy przez mniejsze przystanki bez zatrzymania. Za oknem rozmazane pejzaże skąpane w zieleni, żółci i brązie. Czuć nadchodzący wieczorem chłod, ale teraz jest dobrze. Sam numer robi dobrze w głowie tym delikatnym niepokojem. Tytularne radiowe odwołania też w punkt. Mamy zakłócenia, elementy aranżu z efektem brzmieniowym typu odbiornik. Znacznie mniej duchologiczni Boards of Canada. Brooks rzadko kiedy nie dostarcza.
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
jeszcze ja, jeszcze ja! ale wieczorem 
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
no i Musiał, czyli do momentu przed moim wjazdem POŁOWA uczestników
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
O dżizas to pospane
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Z trzech uczestników, którzy się wypowiedzieli, tylko ja doceniłem Bownessa. Świat jest naprawdę dziwny. 
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Też się dziwię że pochwaliłeś
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Milcz niegodziwcze. 
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Nie wrzucałem dla pochwał, wiadomo że poza Wujem i Musiałem, to Bowness jest tu dissowany z automatu.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Nieprawda. Wuja wrzucał dobry numer Bownessa kiedyś
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Ja chwaliłem gdy mi się podobało i dissowałem gdy nie podobało. Teraz już wiem co naprawdę myśleć o kawałku z tej kolejki
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Zapraszam. Musiał jest chory, nie ma siły słuchać i pisać, lecimy bez niego.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Flying Lotus feat. Kendrick Lamar - Never Catch Me
Kolo z własną radiostacją z GTA 5 feat. Kendrick Lamar to kombo, które w okolicach lat 2013-16 wywołałoby u mnie podnietę, skręt kiszek, diastemę, afazję i diabli wiedzą co jeszcze. Nie będę mówić, że teraz jest inaczej, bo Latający Lotos wchodzi mi w sumie lepiej niż wtedy, a Kendrick nadal z baza, tj. podobały mi się te jego dissy na Drake'a z tego roku, a innych rzeczy po 2015 nie słuchałem. W tym przypadku 1+1 dało spoko kawałek i tego się trzymajmy. Ten mariaż elektronicznego plumkania z żywą i agresywną jazzową perkusją brzmi jak coś, co nie powinno do siebie do końca pasować i czytając recenzje ad reszty PT gremium coś w tym może i uznałbym, że coś w tym jest, ale mam to w dupie. Mi właśnie to połączenie siada i jest to dla mnie najmocniejsza część tego kawałka. Generalnie to wali mocno połową tamtej dekady, ergo przywołuje miłe wspomnienia z okresu, gdy byłem młody i wcale nie tak beztroski, ale chociaż miałem dobrą muzykę. Szanuję, łapkuję.
Tim Bowness - Dark Nevada Dream
Wiadomo, jakem Mentos powinienem zjechać Bownessa dla zasady i z samej definicji. A ja nawet nie tyle co nie lubię jego wokalu, co po prostu nie mam ochoty go słuchać w dużych dawkach. Czasem mam wrażenie, że podświadomie unikam słuchania go "dla siebie", bo pewnie bym se go czasem od czasu do czasu zapuścił, ale wiedząc, że i tak pojawi się prędzej czy później w jakiejś forumowej zabawie to jakoś tak się składa, że wybieram coś innego. Ciężko mi się czegoś tu czepić, bo wszystko jest tu do bólu POPRAWNE - ani wokal nie okazał się brzmieć jak coś nie z mojej bajki, ani nawet te plus minus 8 minut mnie jakoś nie zmęczyło, ale jakoś ten... Nie ukrywam, że raczej nie będę chciał tego puszczać sam z siebie, ani tym bardziej sięgąć po więcej. Może kiedyś tam mi się to zmieni, nie wiem.
The Corrs – Time Enough For Tears
O, to te. No, znam ten zespół. W sensie nie znam. Tj. kojarzę nazwę, wiem, że chyba to był w miarę popularny projekt w swoim czasie, ale jakos tak się złożyło, że nie bardzo do mnie fama o nim dotarła. Sympatyczna pościelówa, oczyma wyobraźni widzę tę kasową komedię romantyczną z akcją osadzoną w okolicach Bożego Narodzenia, w soundtracku do której się znajduje ten kawałek. Wuja znowu zmarnował okazję na parę ciepłych słów więcej przez średni timing, ale też bez przesady. Jak dobrze wszyscy wiecie, bywam dość często przesadnie ckliwy i sentymentalny, a ta piosenka to jedna z tych kompozycji, które budzą we mnie te struny, które każą mi płakać na weselach czy coś. Za samo to - łapka w górę.
Wavestar - Voyager
Jak już wielokrotnie pisałem, Mandarynki przyjmę praktycznie zawsze i wszędzie, a rzeczy podobne czy nawet łudząco podobne - toże, bo jak ktoś przyrządza bardzo dobrą pomidorową, to ja mam gdzieś to, że nie reformuje kuchni polskiej na nowo. Tu aż tak do końca odtwórczo nie jest, bo jednak mocno słychać pod kątem brzmienia kiedy to nagrano i paradoksalnie rozumiem, że nie podoba się ten kawałek takiemu Jacy. Mój próg tolerancji na tę epokę jest wysoki, ale też mam wrażenie, że ten kawałek orbituje niebezpiecznie blisko granicy, gdzie nawet i ja bym uznał, że jest tego za dużo, przesłodzono i generalnie przedobrzono. Ale sedno w tym, że mimo wszystko jej nie przekracza, więc nie mam cienia przesłanki, by napisać, że nie to nie dla mnie i nie wchodzę w to. Zwłaszcza, że kosmiczne klimaty mi ostatnio w graj, bo przechodzę trylogię Mass Effect heh.
King of Woolworths - This Is Radio Theydon
O, znowu Musiałwersum i rejony, którymi nawet gdybym się interesował, to bym ich nie znał. xD
Nawet ciekawe, lubię takie pejzażowe-duchologiczne ambienty. Trąci mi to tym całym Advisory Circle, które Musiał chciał sprzedawać w albumowej sto lat temu, ale imo bardziej ciekawi, bo więcej tu klimatu/ambientu, a mniej próby wywołania spooky klimatu. Nie umiem uniknąć skojarzeń z BoC, więc albo to dobrze (świadczy o muzie), albo źle (świadczy o mnie). Tak czy siak podobało mi się, jak założę sobie starą telewizję albo radio stylizowane na Trójkę z lat 80/90, to będzie to leciało podczas czytania listy przebojów. Fajne.
blablabla nie chce mi się pisać. Było jesieniarsko czyli fajnie, kosmicznie czyli fajnie i spooky, czyli fajnie.
Kolo z własną radiostacją z GTA 5 feat. Kendrick Lamar to kombo, które w okolicach lat 2013-16 wywołałoby u mnie podnietę, skręt kiszek, diastemę, afazję i diabli wiedzą co jeszcze. Nie będę mówić, że teraz jest inaczej, bo Latający Lotos wchodzi mi w sumie lepiej niż wtedy, a Kendrick nadal z baza, tj. podobały mi się te jego dissy na Drake'a z tego roku, a innych rzeczy po 2015 nie słuchałem. W tym przypadku 1+1 dało spoko kawałek i tego się trzymajmy. Ten mariaż elektronicznego plumkania z żywą i agresywną jazzową perkusją brzmi jak coś, co nie powinno do siebie do końca pasować i czytając recenzje ad reszty PT gremium coś w tym może i uznałbym, że coś w tym jest, ale mam to w dupie. Mi właśnie to połączenie siada i jest to dla mnie najmocniejsza część tego kawałka. Generalnie to wali mocno połową tamtej dekady, ergo przywołuje miłe wspomnienia z okresu, gdy byłem młody i wcale nie tak beztroski, ale chociaż miałem dobrą muzykę. Szanuję, łapkuję.
Tim Bowness - Dark Nevada Dream
Wiadomo, jakem Mentos powinienem zjechać Bownessa dla zasady i z samej definicji. A ja nawet nie tyle co nie lubię jego wokalu, co po prostu nie mam ochoty go słuchać w dużych dawkach. Czasem mam wrażenie, że podświadomie unikam słuchania go "dla siebie", bo pewnie bym se go czasem od czasu do czasu zapuścił, ale wiedząc, że i tak pojawi się prędzej czy później w jakiejś forumowej zabawie to jakoś tak się składa, że wybieram coś innego. Ciężko mi się czegoś tu czepić, bo wszystko jest tu do bólu POPRAWNE - ani wokal nie okazał się brzmieć jak coś nie z mojej bajki, ani nawet te plus minus 8 minut mnie jakoś nie zmęczyło, ale jakoś ten... Nie ukrywam, że raczej nie będę chciał tego puszczać sam z siebie, ani tym bardziej sięgąć po więcej. Może kiedyś tam mi się to zmieni, nie wiem.
The Corrs – Time Enough For Tears
O, to te. No, znam ten zespół. W sensie nie znam. Tj. kojarzę nazwę, wiem, że chyba to był w miarę popularny projekt w swoim czasie, ale jakos tak się złożyło, że nie bardzo do mnie fama o nim dotarła. Sympatyczna pościelówa, oczyma wyobraźni widzę tę kasową komedię romantyczną z akcją osadzoną w okolicach Bożego Narodzenia, w soundtracku do której się znajduje ten kawałek. Wuja znowu zmarnował okazję na parę ciepłych słów więcej przez średni timing, ale też bez przesady. Jak dobrze wszyscy wiecie, bywam dość często przesadnie ckliwy i sentymentalny, a ta piosenka to jedna z tych kompozycji, które budzą we mnie te struny, które każą mi płakać na weselach czy coś. Za samo to - łapka w górę.
Wavestar - Voyager
Jak już wielokrotnie pisałem, Mandarynki przyjmę praktycznie zawsze i wszędzie, a rzeczy podobne czy nawet łudząco podobne - toże, bo jak ktoś przyrządza bardzo dobrą pomidorową, to ja mam gdzieś to, że nie reformuje kuchni polskiej na nowo. Tu aż tak do końca odtwórczo nie jest, bo jednak mocno słychać pod kątem brzmienia kiedy to nagrano i paradoksalnie rozumiem, że nie podoba się ten kawałek takiemu Jacy. Mój próg tolerancji na tę epokę jest wysoki, ale też mam wrażenie, że ten kawałek orbituje niebezpiecznie blisko granicy, gdzie nawet i ja bym uznał, że jest tego za dużo, przesłodzono i generalnie przedobrzono. Ale sedno w tym, że mimo wszystko jej nie przekracza, więc nie mam cienia przesłanki, by napisać, że nie to nie dla mnie i nie wchodzę w to. Zwłaszcza, że kosmiczne klimaty mi ostatnio w graj, bo przechodzę trylogię Mass Effect heh.
King of Woolworths - This Is Radio Theydon
O, znowu Musiałwersum i rejony, którymi nawet gdybym się interesował, to bym ich nie znał. xD
Nawet ciekawe, lubię takie pejzażowe-duchologiczne ambienty. Trąci mi to tym całym Advisory Circle, które Musiał chciał sprzedawać w albumowej sto lat temu, ale imo bardziej ciekawi, bo więcej tu klimatu/ambientu, a mniej próby wywołania spooky klimatu. Nie umiem uniknąć skojarzeń z BoC, więc albo to dobrze (świadczy o muzie), albo źle (świadczy o mnie). Tak czy siak podobało mi się, jak założę sobie starą telewizję albo radio stylizowane na Trójkę z lat 80/90, to będzie to leciało podczas czytania listy przebojów. Fajne.
blablabla nie chce mi się pisać. Było jesieniarsko czyli fajnie, kosmicznie czyli fajnie i spooky, czyli fajnie.
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
znaczy się możemy lecieć czy dev jeszcze zmartwychwstanie
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
jelita
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA