Best of Forum VI

Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 15 paź 2024 16:19

Kiedyś pewnie zmartwychwstanie, ale lecimy
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Malkolit
Posty: 6483
Rejestracja: 24 cze 2011 22:37
Ulubiony utwór: World in My Eyes
Lokalizacja: właściwa

Post 15 paź 2024 16:30

mintaj pisze:
15 paź 2024 16:19
jelita
co to są lita?
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 15 paź 2024 16:36

nerki
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 15 paź 2024 17:03

Jutro wjadę z reckami i z płytą, dziś jeszcze zdycham ;( jedźcie beze mnie póki co
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 15 paź 2024 17:33

Makaveli - Against All Odds
(1996)

Raz na jakiś czas moje plany bestkowe się wykruszają i przychodzi moment kiedy muszę się zatrzymać, pomyśleć i wrzucić coś dla mojej własnej czystej przyjemności. Zamiast sięgać do różnych historyjek z życia osobistego albo po ugruntowane klasyki sprzed wielu lat mam czasem chęć podzielić się czymś co fascynuje mnie w danej chwili. Czasem bestka pisze się na żywca w trakcie jej trwania już (tak było chociażby z płytą Biggiego, bo gdy startowaliśmy miałem w planach wrzucać pierwszą płytę). No i po prostu lubię od czasu do czasu wejść w tą skórę "profesora od rapu" i sprzedać Wam kawałek historii tej muzyki którą tak kocham.

1996 rok to był szczytowy moment napędzanej przez media konfrontacji wschodniego i zachodniego wybrzeża USA w rapie. O rywalizacji Biggiego i Tupaca już trochę słyszeliście w bestce albumowej, ale Shakur w tamtym czasie brał na celownik dosłownie każdego i w każdym widział wroga, ta paranoja to pokłosie tego że ledwo uszedł z życiem po napadzie w Quad Studios w Nowym Jorku pod koniec '94 roku. Po roku spędzonym w więzieniu za rzekomy udział w napaści seksualnej Pac został wykupiony za kaucją przez właściciela Death Row Records Suge Knighta, podpisał kontrakt na 3 płyty i planował bardzo szybko wywiązać się ze swoich zobowiązań. W lutym 1996 roku wydał dwupłytowy album All Eyez On Me, następnie zaczął pracować nad kolejnym, którym niejako dopełniłby swój trzypłytowy kontrakt. Tym razem jednak będąc zafascynowany dziełami Machiavellego które czytał podczas pobytu w więzieniu rok wcześniej przywdział nowy artystyczny przydomek - Makaveli. O ile poprzedni album był komercyjnym sukcesem i celebracją życia, o tyle płyta Killuminati: 7th Day Theory była o wiele mroczniejsza i zawierała wiele dissów na raperów którzy zaleźli mu za skórę. Istotną zmianą był też fakt że tym razem Tupac nie zapraszał na płytę znanych gości a zamiast czołowych producentów sięgnął bo nikomu nie znanych ludzi takich jak Hurt-M-Badd czy Darryl "Big D" Harper, kolesi którzy w wytwórni pracowali w miejscu określanym jako "Wack Room" (był to tzw. pokój dla cieniasów którzy nagrywali słabe rzeczy, odpowiedzialnych bardziej za produkcje r&b niż rapowe). Album powstał w te tytułowe 7 dni w sierpniu 1996 roku i ukazał się kilka dni po śmierci Tupaka, zbierając średnio pochlebne recenzje ale po latach zyskując miano kultowego ze względu na bezkompromisowość przekazu.

Against All Odds to kawałek zamykający ten album i jeden z highlightów dość średniej w mojej opinii płyty. Tu jednak faktycznie podoba mi się ten specyficzny bit i doceniam ten podlany ogniem tekst pełen szpilek wymierzonych w przeciwników. Najbardziej obrywa się tu Puffy'emu którego Pac podejrzewał o współudział w zaplanowaniu wspomnianego napadu na jego osobę, ale na celowniku lądują też Nas, Mobb Deep czy nawet De La Soul. Dla mnie ten numer to muzyczna pocztówka z bardzo dziwnych czasów w historii rapu i fascynujący obraz człowieka opętanego żądzą zemsty, będącego na ostatniej prostej swojego krótkiego i szalonego życia.

https://youtu.be/XHZMaRNGkT8?si=EPNylzj_SEGoFZVD
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 15 paź 2024 19:16

Pulp – Dishes

Uwaga, mój pierwszy dubel. W ubiegłym roku, przy okazji powrotu do albumu „This is Hardcore”, jak i tytułowej wrzuty w best of forum, na dłużej został przy mnie ten kawałek – „Dishes”. Pisałem już kilka razy, że poprzednia jesień również do najłatwiejszych nie należała, przynajmniej do listopada. Chcąc uciec od codzienności, wybraliśmy się wtedy klasycznie na grzyby. Chodząc po lesie, mając czas na wyciszenie się i skupienie na prostej, a jednocześnie kompletnie nie prostej czynności, jaką jest szukanie grzybów, w głowie zapętlony był właśnie w/w numer. Wkręcił się do tego stopnia, że jak jakiś sebix™, wyciągnąłem telefon i chamsko sobie puściłem „Dishes”, bo miałem na to ochotę. Kawałek ten stał się dla mnie symbolem jakiegoś opuszczenia miejsca wrogiego i ukrycia się tam gdzie przykre rzeczy, pozornie przynajmniej, nie mogą mnie dosięgnąć. Sielski klimat tego utworu, stał się jeszcze bardziej sielski, ale co głównie przykuło moja uwagę, to tekst. To prawdopodobnie mój ulubiony kawałek, traktujący w jakiś sposób o postaci Jezusa Chrystusa, w sposób wyjątkowo ludzki i dowcipny (I am not Jesus though I have the same initials, kaman). I to wszystko jakoś wyjątkowo zgrabnie się połączyło, żeby mnie podnieść na duchu. Jak to Jarvis Cocker tu śpiewa, you've got no cross to bear tonight.

https://youtu.be/a_YL2L78xL0
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 16 paź 2024 19:39

Dragon pisze:
15 paź 2024 16:17
znaczy się możemy lecieć czy dev jeszcze zmartwychwstanie
Ja mam taką propozycję - kulturalnie, bez nacisków - że skoro dopytywałeś to możesz śmiało wjechać z czymś (jak i cała reszta forumu) bo i tak napoczęliśmy już następną kolejkę z Kubą a póki co to jednak trochę marnujemy czas jedynie
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 16 paź 2024 19:42

Sade – Jezebel

Ja też przez całe życie właściwie myślałem, że Sade to solistka. Pamiętam, że będąc w Syrii kupiłem sobie kompilację The Best of…. Całkiem dobrze mi się ta płyta przyjęła. Potem nieco o Sade zapomniałem. Ale układając listę utworów do bestki nie miałem problemów z tym, żeby sobie o Sade przypomnieć i dopisać do listy. Kwestią było jedynie to, jaki utwór wybrać. Lubię ogólnie ich muzykę. Szczególnie w świetle moich ostatnich ciągotek do tego typu klimatów ma to wytłumaczenie. Bardzo przyjemna i relaksująca nuta. Muzyka oparta raczej na klasycznym instrumentarium. Sporo nastrojowych ballad. Najlepiej wspominam albumy z la lat 80’ i właśnie stamtąd pochodzą moje dwa najbardziej ulubione utwory: Haunt Me i właśnie Jezebel. Wahałem się między nimi dosyć długo decydując się w końcu na ten ostatni utwór. Znam kilka utworów o tytule Jezebel i właściwe wszystkie mi się podobają. Utwór Sade nie jest wyjątkiem. Piękny i niezwykle nastrojowy numer po prostu.
Tak więc jak mawia pewien klasyk – bierzcie i słuchajcie tego czy jakoś tak.

https://www.youtube.com/watch?v=Y5ErvkbZ7GQ
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 16 paź 2024 19:43

Brawa dla tego Pana ^

Bierzmy przykład ze starszych :D
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 16 paź 2024 20:55

W sumie Włajaż włajaż przyjęło się lepiej niż zakładałem - Murzyn je zmehał może i solidnie, ale w gruncie rzeczy tylko on, a jak się wszystkim podobało, to kurde fajnie i elegancko.

Budka Suflera - Jolka, Jolka Pamiętasz

Ja dobrze wiecie nie lubię i nie umiem prezentować zespołów, które przedstawiam PT gremium, bo jakoś tak staram się wychodzić z założenia, że o większości z proponowanych przeze mnie zespołów każdy słyszał, a nawet jak nie słyszał, to w prawie każdym przypadku może se o nich poczytać w jakimś innym miejscu, na dodatek w lepszym stylu i bardziej szczegółówo. W każdym układzie dzisiaj nawet jeśli chciałbym to zrobić, to mijałoby się to z celem, bo nie wierzę, że można żyć w tym kraju i nie kojarzyć Budki Suflera choćby z nazwy.

W każdym razie moja relacja z tym zespołem była sinusoidalna: pomijając okres pacholęcki, gdy kojarzyłem ich z Balu Wszystkich Świętych i Takiego Tanga z telewizji. Kiedyś uważałem, że byli chujowi, ale na początku kariery tworzyli spoko rock progresywny, potem, że generalnie byli chujowi, a teraz... no nie powiem nic złego o ich wczesnym etapie, choć prawie w ogóle go nie słucham i może nie szaleję za takim Takim Tangiem, ale nie odmówię umiejętności kompozytorskich Lipce ani charyzmu tudzież wokalu jak dzwon Cugowskiemu.

Tego drugiego przywołałem w sumie bez żadnej potrzeby, bo wrzucam rzecz jasna kawałek, z którym nie ma nic wspólnego. Na marginesie, dowiedziałem się o tym względnie późno i przez lata myślałem, że wokal tutaj to efekt jakiejś choroby oraz tego, że głos się chłopu zmienił z wiekiem i zupełnie mi to tłumaczyło wszelkie niuanse związane z tym, że za psi siusiak nie brzmi on jak na jakichkolwiek innych nagraniach.

W każdym razie, niezależnie od etapu mojej relacji z Budką, nie zmienia się jedno: ten kawałek kocham miłością absolutną. Serio. I wiecie co? Ja sobie zdaję sprawę z tego, że patos i momentami kicz wylewają się dosłownie z głośników, ale ja nie tyle o to nie dbam - ja właśnie dlatego kocham ten utwór. Bo nie obchodzi mnie to, że te zwrotki momentami brzmią groteskowo - z tego utworu bije niesamowita SZCZEROŚĆ, która sprawia, że nawet najbardziej abstrakcyjne wersy chwytają za serce.

I dla mnie jest to sztandarowy przypadek TEGO CZEGOŚ i tej cholernej synergii, bo umówmy się, że gdyby nie charakterystyczny, zmęczony głos Andrzejczak to ten utwór by stracił na luzie z 3/4 swojej magii. Nie bez przyczyny Budka brała chłopa ze sobą na trasy, bo ani wersja Cugowskiego, ani nawet mnie oraz moich najebanych kolegów nie mają w sobie tej charakterystycznej magii.

Bierzcie i słuchajcie tego.

https://www.youtube.com/watch?v=Z3Nxamh3-t0
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 17 paź 2024 13:18

Dragon: lecimy czy nie?
Również Dragon: wyrąbane
Również również Dragon: meltdown, bo ktoś zwrócił uwagę
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 17 paź 2024 13:21

Wróć, nie wywołujmy melkdownu z lasu od razu. Ma być (z tego co wiem, no ale to człowiek rozchwytywany więc musimy ustawić się w kolejce xd )

Liczę że dzisiaj coś tam będziemy wiedzieć już
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 17 paź 2024 13:35

A to PRZEPRASZAM (tm)
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 17 paź 2024 14:35

Throbbing Gristle - United (1978)

Z kosmosu wracamy na Ziemię, choć wciąż obecni w klimatach odlotowych. W ramach obowiązkowego odhaczenia tych najważniejszych twórców nie tylko czysto muzycznie, ale i ideowo, muszę po raz wtóry zawitać w świecie Genesis. To osobliwe uniwersum zasługuje na dokładniejszą obserwację. Prowokacja, transgresja, przekraczanie granic fizyczności. Paradoksalnie sama muzyka z poziomu płyt i nagrań jest chyba najmniej ciekawych aspektem działalności. To trzeba też zobaczyć, przeczytać, doświadczyć ponad taki ot dystans słuchania w domu.

Szanuję 20 Jazz Funk Greats, sprawdzałem kilka innych płyt, ale w pewnym momencie naciąłem się na wyjątkowy singiel. Ciekawskich (a już na pewno rozczarowanych marudersów) zapraszam na stronę B. Zanim jednak odpowiedni produkt z epoki Nocnego Portiera czy nazi-exploitation dam wam szansę złapać kontakt z najbardziej przyswajalnym kawałkiem z repertuaru TG. Pewnie można łatwo przypiąć łatkę parodii, jakiegoś niestrawnego prymitywizmu. Z drugiej strony nie brzmi tak zupełnie inaczej od Kraftwerku z tego sezonu. Minimalistyczne synthowe pasaże, ascetyczna perka, zmęczony wokal Genesis. Niewiele środków, a efekt zaskakująco przebojowy. Myślę, że to całkiem ciekawe, że właściwe w takiej formie profetycznie zapodaje ideologię życiową. Zanim spróbuje połączyć się w jedno z drugą osobą, zapoda z towarzystwem z zespołu zupełnie niepozornego elektronicznego bangera. Sam kawałek mógłby wystarczyć, nawet z jednym lepszym 'la la la la' w historii muzyki. Kontekst dodatkowo robi robotę.

Sam zaczynam się usypiać własnymi wrzutkami. Czas znowu zrobić trochę zamieszania.

https://www.youtube.com/watch?v=5XpqCxJZdGs
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 17 paź 2024 18:37

Awaryjna plejka dla wygody póki co (M dojedzie, słuchamy co jest na razie):

https://youtube.com/playlist?list=PL9wm ... AzO6A2TH8Q
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 17 paź 2024 19:01

Myślę, że najlepsze dla tej zabawy, dla nas i dla samego Musiała, będzie jeśli spauzuje sobie tę kolejkę i na spokojnie dojedzie z zaległymi reckami. Zamykam zatem listę numerów i lecimy z bieżącymi recenzjami, a Dev nadrobi poprzednią i wróci w kolejnej.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 19 paź 2024 11:06

Flying Lotus ft. Kendrick Lamar - Never Catch Me

No tak, Murzyński zapodaje rapsy, czego innego mogłem się spodziewać. Flying Lotus i Kendrick Lamar to coś (ktoś), o kim słyszałem wcześniej oczywiście, ale nie powiem, że czegokolwiek słuchałem (chyba, że jakoś było już wrzucane, ale teraz tego nie pamiętam). Bestka bawi, bestka uczy, poznaję sporo fajnej muzy. Nie jest to może do końca moja bajka stylistyczna, ale ten numer ma w sobie coś magicznego, mocno tripowego (już sama grafika towarzysząca utworowi na YT zdaje się to sugerować). Właściwie to jest to nawet jesienne w swoim brzmieniu... Bezwzględnie najlepsza jest końcówka, która tworzy klimat jakiegoś pokręconego elektro, in minus początkowa nawijka, choć pewnie właśnie taka "na odwal się" miała być. Czy wyszło, nie wiem, nie w moich uszach, przynajmniej nie teraz. Mimo wszystko daję propsy, należą się jak talerz psiej mordzie (czy coś takiego).

Tim Bowness - Dark Nevada Dream

Rzecz, której nie do końca czaiłem w twórczości no-man, to wszechobecne (no dobra, nie aż tak wszechobecne, przesadzam) wciskanie akcentów amerykańskich. Jednak ich muza pod wieloma względami zawsze jawiła mi się jako na wskroś europejska. Może jest to związane z tym, że ja USraju po prostu nie lubię (choć marzy mi się wycieczka w parę miejsc), także i teraz patrzę na tytuł z pewną niechęcią. Szczęśliwie jest to jedyna rzecz, która mnie, powiedzmy, odstręcza od tego kawałka. Reszta jest top notch, czyli Bowness na pełnej. I muzycznie i wokalnie, cameo Colemana cudowne, klimat pomiędzy Wild Opera a Returning Jesus, jaram się mocno. Melancholia jest wyczuwalna, jednakowoż - może paradoksalnie jak na siebie - nie czuję tutaj takiego ładunku smutku, jaki potrafię czuć w innych jego kompozycjach. Co do złotych czasów art rocka pełna zgoda, pójdę nawet dalej - Dark Nevada Dream spokojnie mogłoby wylądować na którejś RAMce. Tak na marginesie, głos Bownessa zaczął się chyba w końcu starzeć... Parę zabiegów brzmi przez to dziwacznie, no ale upływu czasu nie zatrzymamy. Propsy po raz drugi.

The Corrs - Time Enough For Tears

The Corrs oczywiście znam, trochę jednak pożyłem w najntisach i nie sposób było od nich uciec. Pamiętam, jak pierwszy raz zobaczyłem w telewizji klip do jednego z ich najbardziej znanych numerów, czyli Breathless i jakoś mnie zaskoczyło wtedy, że laska gra tam na perkusji. W moim dziecięcym mózgu średnio mieściła się myśl, że laski mogą w zespołach być kimś innym niż obsługującymi klawisze, no i oczywiście wokalistkami. Chyba od tamtej pory zawsze miałem "thing" na dziewczyny za garami (Azbest się nawet o taką otarł). Nie wiedziałem też, że cała ta ekipa to rodzeństwo, człowiek zawsze się czegoś ciekawego dowie. Co do samego numeru... Jesienny jest, trzeba przyznać (nie chodzi wcale o tekst trololo), pachnie jakimś amerykańskim rom-comem z epoki, rok 1998 (choć numer z 2004 lol), artefakt z czasów już bardzo dawnych i mocno zapomnianych. Ma w sobie to "coś", nie jest nieziemsko szczególny, mam wrażenie, że słyszałem te rozwiązania już z tysiąc razy wcześniej, a jednocześnie przywodzi na myśl jakiś uspokajający komfort. Tylko te chórki w tle są wnerwiające. Poza tym git, jesień za oknem na pełnej, w bestce tak samo. Propsy po raz trzeci.

Wavestar - Voyager

Dragon po smoczemu, atakuje berlińską elektroniką, która w mojej głowie pasowałaby bardziej do gorącej letniej nocy. W zamian mam lodowaty październikowy poranek (ale i tak jest w miarę git, bo wracam powoli do zdrowia), no ale jak się nie ma co się lubi, to się kradnie co popadnie. Zamiast aury na zewnątrz przywołuję w głowie seans, jaki odbyłem przed ponad miesiącem - mianowicie po raz pierwszy w życiu obejrzałem nolanowskie Interstellar, bo akurat miałem wolny wieczór, siedziałem sam w chałupie i bardzo potrzebowałem zabić czas. Film wyjątkowo mnie poruszył swoim ładunkiem emocji, przede wszystkim smutku, czy wręcz rozpaczy, jednocześnie był bezwzględnie fenomenalnie zrealizowany pod kątem wizualnym. I teraz wspominam sobie te obrazy obcując z wrzutą Roberta. Cały ten kosmiczny entourage muzyki ze szkoły berlińskiej (bez względu na jej iterację) buduje genialny nastrój nawet, jeśli to są po prostu kolejne odsłony tego samego. Może mamy tutaj nieco więcej typowo ejtisowego sznytu, ale w żadnej mierze nie odejmuje to uroku Wojażerowi. Słucha się nad wyraz przyjemnie, długi czas trwania ani trochę nie przeszkadza, Policjanci z Miami na Jowiszu. Możnaby zrobić z tego niezły prompt do jakiegoś generatora wideo AI...

Desireless - Voyage, Voyage

Właściwie nie musiałbym nawet odpalać tego numeru, żeby napisać o nim parę słów (a nawet trochę więcej). Nie tylko - rzecz jasna - dobrze go znam, ale też bardzo go lubię. Ma w sobie piękną ejtisową surowość, której jednak na pewnym etapie zaczynało muzyce nowofalowej brakować w tamtym czasie. Dodatkowo śpiewany jest po francusku, co dodaje mu pewnej "egzotyki" w zestawieniu z potwornie anglosaskim charakterem ejtisowej sceny. Czysta przyjemność obcować z czymś takim, i było tak dla mnie od zawsze. Interesująca koincydencja, albowiem wielką fazę na ten kawałek przeżywałem w październiku 2017, kiedy to niemal na repeacie oglądałem towarzyszące mu wideo (polecam, klip jest dość odjechany). Bardzo dobra muza, bardzo dobry wokal, fajnie napisany tekst (choć z przynajmniej jedną dziś już średnio przystającą linijką). Ekstremalnie proste "solo", które jednak wyłącznie dodaje uroku tej piosence, no generalnie złoto i tyle. Raz, że sentyment, owszem, ale dwa - to jest po prostu świetny utwór, który pasuje zarówno do wycieczki samolotem na Bałkany, jak i do przytulnego wieczoru w towarzystwie narkotyków al dente. Miętus zapodaje hitem na sam koniec, ale z gatunku evergreenów. Propsy ponad wszystko.

Słowem podsumowania to przede wszystkim chciałbym przeprosić za kosmiczne (hehe) lagging, ale najpierw choroba a potem robota mnie przycisnęły na tyle mocno, że straciłem oddech. Powoli wracam do żywych i do gry, oto recki moje, jutro wleci Pavement, lecimy dalej, dobry przekaz leci (i dobra muzyka). Kolejka wyśmienita od początku do końca, nie było jednego naprawdę złego numeru. Takie rozdania podobają mi się najbardziej. PS. Kawałek do obecnej rundy wrzucę wyłącznie wtedy, gdy imć Hien wyrazi na to zgodę, albowiem żadne recki jeszcze nie wpadły. Może będzie mi wybaczone ;(
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 19 paź 2024 12:34

A tam dawaj nie pier*ol, myślę że nikt na razie z reckami nie czeka
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 19 paź 2024 14:14

SENKJU.

PLOX.

Stakka Bo - People (1993)

Stakka Bo pojawiał się już w naszych bestkach, choć nie jako Stakka Bo. Jest to albowiem pseudonim, za którym kryje się Szwed Johan Renck. Większość swojego życia spędził - i spędza dalej - jako artysta wielu talentów, i jako taki był na tym forum wspominany. To on m.in. nakręcił wideoklip do singla Crystal od New Order, i jego pomysłem było umieszczenie na centrali zestawu perkusyjnego napisu The Killers, który to napis postanowiło wykorzystać czterech ziomków z Vegas. On stoi za jednym z największych sukcesów telewizyjnych od HBO, czyli za miniserialem Czarnobyl, który jest zresztą naprawdę wyśmienity.

Ale parał się też produkcją muzyczną oraz nagrywaniem własnych rzeczy. Robił to łącznie przez dekadę, dorobił się nawet kilku hitów, w ostatecznym rozrachunku jednak chyba nie dawało mu to aż takiej frajdy. Co innego jego słuchaczom! Rencka jako Stakka Bo poznałem przez - jakżeby inaczej - kompilację RAM café, pierwszą jej odsłonę. Właśnie wrzucany przeze mnie numer się tam znalazł, i serce me skradł od pierwszego odsłuchu. Prosty, lekko triphopowy bucik, takiż klimat, nastrój spokojnego popołudnia (akurat jak w tej chwili) i do tego wszystkiego przyjemny wokal Rencka (wspomaganego przez Oskara Franzéna). Nic, tylko się jesiennie rozkoszować.

https://youtu.be/LlghBk95dyY?si=xwGNH8ooIRyQKHUW
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 19 paź 2024 14:24

No i taką kolejkę to ja uznaję.

Kolejka 10. (135.):

https://youtube.com/playlist?list=PL9wm ... xTeh6ujlV1
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup