Best of Forum VI

Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 03 lis 2024 18:33

Ja w sumie też jakoś mocno nie obchodzę tego czasu, kiedyś zwykłem takich rzeczy słuchać ale po 1 listopada bardziej, w tym roku trochę starałem się wrzucać to w październiku a na przyszłość... pewnie oleję to całkiem i na heloim wleci to co faktycznie będzie mi w głowie siedziało w danej chwili
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 03 lis 2024 19:09

Moje obchodzenie ogranicza się do oglądania halloweenowych odcinków Simpsonów w sumie
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 03 lis 2024 19:36

No ja nie popierdaIam robić cukierek albo psikus, ale klimat tego okresu (bo to w zasadzie cała końcówka października, halloween i przede wszystkim wszystkich swiętych, kiedy regularnie od 17 lat spotykam się z kumplem na granie muzyki) wyjątkowo mi siedzi, a Wy zawsze tu dostarczacie dobrą muzę, kiedy się takie hasło rzuci. Może robicie to nieświadomie, ale dobra muza, to dobra muza, nie wnikam.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 03 lis 2024 20:32

Ja też Halloween jakoś nie obchodzę, ale lubię to, co się gdzieś tam przy okazji dzieje.
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 03 lis 2024 20:39

Nie wiem, czy słowo "obchodzę" to w ogóle adekwatne słowo, bo to nie jest święto. Raczej kolekcja fajnych zwyczajów, w fajnym klimacie.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 03 lis 2024 20:50

W sumie rozumiem, mi Halloween akurat zawsze trochę powiewało bokiem, ale jednak było zwiastunem fajnego combosa okresu, który zaczynał się od urodzin i kończył gdzieś w okolicach Gwiazdki (sylwestra celebrowałem huczniej niż przed telewizorem może z 5 razy w życiu, więc nie uznaję)
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 03 lis 2024 21:24

Hałabałs - Slice of Life

Bauhaus bez Bauhausu, a tak naprawdę cały czas ten sam, dobry Bauhaus. Murphy'ego nie ma, ale jego ziomeczki dobrze dają sobie radę. Klimat zachowany, kojarzy mi się trochę z moją wrzutką, tj. Silent Hedges (choć tutaj mamy do czynienia z mniej agresywnym utworem). Wstyd się przyznać, że ja płyty Bauhausu mało znam (poza debiutem), albowiem wolałem wsiąkać w poszczególne piosenki, ale wiem, że przyjdzie moment, w którym się w longplaye zanurzę. Panowie pokazują swoje umiejętności w bardzo fajny sposób, jest jesiennie i mhrocznie, w sam raz na początek listopada (gdzie uciekł październik do huia...). Propsiki.

Steve Papa Roach - Ancestors Circle

Szkoda, że nie Advisory HE HE HE. A tak zupełnie serio, porcja świetnego, również mhrocznego ambientu, który słuchany w kompletnych ciemnościach tworzy wyjątkową atmosferę, aż się chce wleźć do lasu koło mnie po nocy (byłem ostatnio, nawet dzików brak, ciekawe, co się stało). Jest i nastrojowo i subtelnie, te prawie 9 minut daje świetne creepy vibes, dobry podkład pod czytanie czegoś w klimacie późnojesiennym. Listopad za oknem, Roach na słuchawkach, przypomina mi trochę muzę z Guild of Ambience, której bardzo lubię słuchać właśnie jako tła do odpowiednich książek. Dragon dostarcza z wyjątkową jakością.

Snoop Dogg - Murder Was the Case

Murzyn po murzynowemu, musiał wjechać z rapsami nawet w takich heloimowych okolicznościach. Nie przyczepiam się, bo i do czego, też nie mam ogólnej sraczki z koniecznością zachowania klimatu. A i osobiście akurat uważam, że numer ten dobrze się w klimacie mieści, brzmi naprawdę spoko, kapitalny refren i ogólnie fajny tekst, bicik tripowy, superancko. Creepy atmosfera? Check. Heloimowy vibe? Check. To takie rapsy, do których mogę wracać i pewnie będę, bo dlaczego nie (a ostatnio zacząłem do różnych rzeczy z różnych bestek wracać i jest git). Także no, MURDER WAS THE CASE THAT THEY GAVE ME. Aż trudno uwierzyć, że Snoop Dogg kiedyś takie rzeczy nagrywał. Albo ja jestem niedoedukowany.

Eric Brosius - Rec

Shodan zapodaje Shodana (prawie), czyli Wuja do kwadratu. W grę oczywiście nie grałem, ale przewijała mi się dawno temu u znajomych (tak naprawdę dawno temu, aż miałbym tutaj dobre porównanie, ale sobie daruję), także tytuł kojarzę, choć niewiele mam z nim wspólnego. Kawałek daje mi feeling niektórych fragmentów soundtracku do innej gry, tym razem przygodowej o tytule Zegarmistrz (była creepy as hell). Nastrój grozy zachowany, czuć narastający niepokój, do tego też możnaby coś czytać (choć teraz nie przychodzi mi nic do głowy). Albo jakiś listopadowy urbex, coś w tym stylu. Dobra reprezentacja okołoambientowa w tej kolejce.

Ajnszturcende Nojbałtn - Halber Mensch

Ociehui, dobrze znam ten numer. Halber Mensch było pierwszym krążkiem od Bargelda i spółki, jaki zassałem ever, a było to jeszcze latem 2007, jak zacząłem się z nimi zapoznawać. Brzmienie było dla mnie nieco szokiem wówczas, albowiem z tego typu muzyką nie miałem wcześniej żadnej styczności. Trochę czasu zajęło mi przekonanie się, ale w końcu siadło jak złoto. Do dziś przepadam, te chóry są fantastyczne. Nie mam jakichś ostrych historycznych konotacji z brzmieniem języka niemieckiego w takiej formule, uważam wręcz, że żaden inny by tak dobrze nie pasował. Utworowi w ogóle towarzyszy dość niepokojący film, polecam. Co do utworu jeszcze... W ogóle cały album o tym samym tytule jest super, ale otwieracz - czyli właśnie to - urywa dupsko. Nie tak dawno temu byłem na koncercie EN w Warszawie, trzeba przyznać, że dla kogoś nowego w ich twórczości może być to szok, jak bardzo ułagodzili swój dźwiękowy przekaz, niemniej jednak nie brakowało głosów z publiczności, że powinni to zagrać (nie bardzo tylko wiem jak). Świetna wrzutka i tyle.
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 03 lis 2024 21:27

Amen, kończymy te przedłużone zaduszki i wlatujemy z tak zwanym listopadem. ZAPRASZAM.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 03 lis 2024 21:37

Nie chcę nic mówić, ale jest duża szansa na Roacha w albumówce
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 03 lis 2024 21:39

Jeszcze zakończmy tego Stefana, bo nawet ja go zmęczyłem i mam wrażenie że to zrobiłem miesiąc temu, a i tak grubo po wszystkich
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 03 lis 2024 21:40

Dragon pisze:
03 lis 2024 21:37
Nie chcę nic mówić, ale jest duża szansa na Roacha w albumówce
I dobrze. Ja już dzisiaj ten album z 2000 przesłuchałem jako podkład pod nową książkę Obcego. :D
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 03 lis 2024 21:47

Dragon pisze:
03 lis 2024 21:37
Nie chcę nic mówić, ale jest duża szansa na Roacha w albumówce
Możesz mówić
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 03 lis 2024 21:50

mintaj pisze:
03 lis 2024 21:39
Jeszcze zakończmy tego Stefana, bo nawet ja go zmęczyłem i mam wrażenie że to zrobiłem miesiąc temu, a i tak grubo po wszystkich
Może do Andrzejek się uda heh... he... h...
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 03 lis 2024 22:42

Fonda Rae – Touch Me (All Night Long)

Nagła zmiana klimatu, ale też nawiązanie do tego o czym dziś pisałem, bo kompletnie ejtisowa wrzuta jest niejako związana z… Halloween. W ubiegłym roku, już w listopadzie, czułem że nie nasyciłem się spooktoberem wystarczająco, więc stwierdziłem, że zrobię sobie powtórkę z kilku serii moich ulubionych, klasycznych horrorów. Jako, że pokazywałem akurat dziewczynie pierwszy „Koszmar z Ulicy Wiązów”, to ta seria poszła jako pierwsza na tapetę. Dwójka, uważana jest za jedną z najsłabszych części, ale dla mnie ten film jest zaraz po jedynce. Nie oglądałem tego od wieków, więc to była przyjemność wrócić. Jest tam taka scena, w której główny bohater tańczy sobie w pokoju do tej piosenki. Scena jest kontrowersyjna, jedni uważają, że to mega cringe, inni to kochają. Dla mnie, to najlepsza scena w całej serii, i jedna z moich ulubionych w kinie w ogóle. Zamówiłem sobie nawet taką koszule, jaką nosi tutaj Mark Patton, ale laska z USA, która je szyje, zrobiła mnie w siusiaka (tldr, odzyskałem kasę po skutecznym dispucie na paypalu, polecam robić zagraniczne zakupy w ten sposób). I jakoś ze mną ten numer został i wracał regularnie. Wraca do dziś i będzie wracał dalej. W ogóle te ejtisowe horrory mają w tle pełno fajnych, ale o dziwo, mało znanych perełek, które sobie shazzamowałem z tych filmów i ściągałem.

Fonda Rae, to wokalistka, która karierę spędziła głównie na gościnnych występach. Nie wydała nigdy żadnej płyty, a jedynie serię singli, z czego kilka kawałków było hitami. Ponoć „Touch Me” było przebojem, ale chyba nigdy nie dotarło do Polski, bo nigdy i nigdzie wcześniej tego nie słyszałem. Numer jest bardzo ejtisowy, ale jednocześnie trochę inaczej niż zwykle. Nie wiem, nie znam się, o ile najczęściej takich rzeczy nie kupuje, tak tutaj zakochałem się od razu. Może to ta piosenka? Może to ten głos? Nie wiem, nie muszę wiedzieć.

Wrzucam wersję radiową, bo IMO wyczerpuje ona ładnie temat, ale dla fanów dwunastek, jest też wersja długa oraz dub.

Trivia, chyba tylko dla Dragona, drugi „Koszmar…” oraz w/w scena z tańcem, zasłynęły ze względu na dosyć mocne akcenty homoerotyczne, obecne w całym filmie (tak, to jest oficjalnie najbardziej gejowski horror ever). Powstał interesujący dokument pt. „Scream Queen – My Nightmare on Elm Street”, w którym Mark Patton (który de facto jest gejem) rozlicza się z przeszłością, tym że został brutalnie wyciągnięty z szafy na oczach całego świata, a scenarzysta przez lata zaprzeczał, że te motywy homo tam były (a były), tylko aktor był po prostu gejowski i stąd wrażenie… dobry film, jak coś. Z happy endem.

https://youtu.be/nUhIF2zaAWw

legendarna scena z filmu

https://youtu.be/Db07ldZMB2o
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 04 lis 2024 02:46

Urszula - Szał sezonowej mody (1984)

Wrzutka od serca, ale jednocześnie dla oddania honorów ekipie Lipko & Partnerzy. Za te wszystkie rzucane koorwy przy odsłuchach najgorszych singli BS, za obśmiewanie maniery Cugowskiego, za toczenie beki z nieironicznego fana ich twórczości, z którym chodziłem do klasy w gimnazjum. Mogę to wszystko w pewnym stopniu odszczekać po latach konsekwentnego odkrywania ichniejszej producenckiej roboty w latach 80'. Już sam fakt skutecznego wypromowania Malinowego króla czy Dmuchawców, latawców godny poszanowania. Nawet w latach uczestnictwa w klasowej Loży Szyderców do tych numerów czułem pewną sympatię. Potem była Kino Polska Muzyka, grzebanie w polskim synthpopie, po prostu naszej rodzimej nowej fali (wbrew specyfice i realiom tamtego rynku artystycznego można tak śmiało mówić). Pół biedy Jurksztowicz, która po tych wszystkich piosenkach z filmów dla dzieci po prostu szokuje (pozytywnie) wiadomą płytą z epoki. Odpowiednio otworzysz uszy, a w nagrodę dostaniesz całą masę wspaniałej, choć trochę zapomnianej muzyki z repertuaru wielu godnych wokalistek. Urszula była tą pierwszą poznaną w pełni świadomie.

Wcześniej były te najtisowe rockowe numery z powerem, ale to dzisiaj wali dla mnie pozerstwem w skali nie do strawienia. Nawet jeśli wypada lepiej niż cała lawina jeszcze gorszych kopii, to jednak tego typu estetyka i czas są dla mnie nie do pełnego zajarania się. Był też kawałek idący do napisów końcowych M jak Miłość czy czegoś w tym stylu xD To było 'Dziś już wiem' zdaje się. Pop rockowa pościelówa dla widzek seriali obyczajowych sprzed piętnastu lat. Jakościowy kicz na granicy strawienia.

...a Malinowy Król to koszyk naprawdę dorodnych borowików i podgrzybków, że tak nawiąże do tego, co mamy dookoła. Jestem ciekawy waszego punktu widzenia. Nie wiem jak Urszula odnosi się do tego obecnie, ale chyba czas najwyższy przestać uważać te syntezatorowe okresy karier za coś wstydliwego. Oryginalne wersje zawsze będą lepsze od tych dziwnie uwspółcześnionych lub dokręconych na rockowo ze zbędnie dołożonym siusiorem. Szał Sezonowej Mody był pierwszym, który zaskoczył właściwie z marszu. Płyta potrafi znikać ze streamingów, by równie zaskakująco wrócić, ale w tym przypadku byłem fanem jeszcze przed uruchomieniem Lasta i przyklejenia się do Spotifa na dobre. Dziwny tekst, dobre powalone brzmienia elektroniczne, ładnie mocniej zaakcentowany refren. Czego więcej potrzeba do szczęścia? Na pewno lepszej jakości materiału, ale rozumiem z jakich powodów to może być nie do wypolerowania...

Żeby nie było aż tak kolorowo - pierwsza płyta to wyjątkowo słaby zakalec. Przynajmniej na następnej wszystko się zgadza.

Bajerów nowych dziwny blask? Coroczny zawrót głowy? Cudowne!

https://www.youtube.com/watch?v=nOvAQKKo6mc
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 04 lis 2024 07:04

Taja Sevelle - Love Is Contagious (Ben Liebrand Remix)
(1988)

Istotna wrzuta związana ze wspomnieniami przełomu października i listopada 2005 roku. Licealne czasy, klasa maturalna, od paru miesięcy dopiero posiadałem jako jeden z niewielu w klasie własny telefon komórkowy. Początkowo z rzadka używany, głównie do kontaktów rodzinnych niż z rówieśnikami ale tamtej jesieni wszystko miało się zmienić i zaczynał się bardzo fajny czas w życiu naszej szkolnej klasy. Przez pierwsze dwa lata byliśmy głównie tylko znajomymi ze szkoły ale w klasie maturalnej zaczęły zawiązywać się nowe przyjaźnie które stworzyły paczkę znajomych utrzymujących kontakt później jeszcze nawet studiach. Jedną z tych nici zawiązałem ja sam, dość przypadkowo a pomocny w tym był mi wówczas... operator telefonii komórkowej Orange. Otóż w tamtym czasie Orange wprowadziło promocję - pakiet 500 smsów do kupienia za 5 zł - smsy po groszu zamiast standardowych 20 gr za sztukę to było coś! I tak oto nudząc się pewnego czwartkowego popołudnia na lekcji biologii zostałem zagajony tudzież sam zagaiłem (już nie pamiętam) do pewnej popularnej, lubianej dziewczyny z klasy. Nie miałem pojęcia jak duży wpływ to będzie miało na moje życie w kolejnych miesiącach...

Rozmowa zaczęła się od jakiegoś śmieszkowania dla zabicia nudy zapewne, ale wymiana groszowych smsów trwała w najlepsze po końcowym dzwonku a nawet po powrocie do domu, bardzo dobrze nam się rozmawiało. Na drugi dzień rano kiedy po zajęciach WFu doczłapałem się pod salę zajęć jako ostatni usłyszałem że martwiła się że mnie nie będzie w szkole, to było miłe, po raz pierwszy od dawna poczułem że ktoś mnie serio polubił i komuś na mnie zależy. Rozmawialiśmy zacięcie przez cały weekend oraz poniedziałek bo tak wypadało wówczas Święto Zmarłych. To był weekend który naprawdę dużo zmienił, podczas którego zaczęliśmy drążyć naprawdę osobiste tematy i kiedy wyjawialiśmy sobie istotne tajemnice z naszego życia. Gdy wracałem do szkoły we wtorek po długim weekendzie czułem już że mam w klasie przyjaciółkę, naprawdę bliską mi osobę której mogę zwierzyć się z każdego problemu.

W tamtym miejscu i czasie właśnie na moim odtwarzaczu mp3 (który posiadam do dzisiaj i działa) wylądowała z kompa mojego brata składanka Classic Mellow Mastercuts Vol. 4, którą otwierał utwór Love Is Contagious w klubowym remiksie Bena Liebranda. Było to moje pierwsze w życiu zetknięcie z serią tych składanek, wtedy myślałem że to będzie tylko jedna z wielu randomowych kompilacji jakie przyjdzie mi posłuchać a jak się okazało nie tylko zawiązałem wówczas jedną z istotnych przyjaźni w życiu ale też inną relację z serią Mastercuts bo nie tylko przez lata sięgałem po inne odsłony ich składaków ale niektóre z nich posiadam dzisiaj na kompaktach a nawet winylu.

Nie słyszałem nigdy wcześniej o Taj... Taji? Sevelle, jej postać nie była raczej znacząca w latach 80., z tego co wiem to śpiewała w chórkach u Prince'a w jednym utworze w połowie ejtisów, potem podpisała kontrakt z jego wytwórnią Paisley Park Records gdzie w 1987 roku wydała debiutancki album. Prince z tego co wiem jest nawet autorem singla Wouldn't You Love To Love Me? który został wydany w 1988 roku i na stronie B wydania 12-calowego zawierał właśnie remiks Bena Liebranda utworu Love Is Contagious. Zasadniczo jest to taki typowy, trochę łupany klubowy remiks tego utworu który pobrzmiewa może tanecznymi produkcjami Pet Shop Boys tamtej epoki, brzmi mocno generikowo ALE można rzec że podbija i potęguje ten sielsko radosny klimat śpiewu pani Sevelle. Ta radość udzielała mi się wtedy właśnie gdy paradowałem sobie do szkoły mając w pamięci że czeka tam na mnie ktoś komu po prostu zależy na mojej osobie. A dzisiaj wspominkowo dzielę się tym kawałkiem z Wami, może trochę rozchmurzy Wam te ponure, jesienne dni.

https://youtu.be/ZlC097tedV8?si=4IMb0JtJejuMZXfr
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 04 lis 2024 11:56

Jesus Jones – The Devil You Know (1993)

Z cyklu – zapomniane zespoły. Bo prawda jest taka, że sam przez lata o Jesus Jones zapomniałem. Ale robiąc jakiś czas temu ponowny research do bestki pogrzebałem nico głębiej w pamięci i przypomniałem sobie o tej brytyjskiej grupie rockowej, którą w pierwszej połowie lat 90’ tak bardzo lubiłem. Miałem na kasetach ich dwa albumy: „Doubt” i „Perverse”. I oba dosyć mocno eksploatowałem. Teraz już może tak w rocku nie siedzę, ale przy kilku odgrzanych utworach i tak zrobiło mi się ciepło na sercu. No i powrócił wspomnień czar. Wspomnień czasów, gdy dostęp do muzyki był naprawdę mocno utrudniony, a jednak udawało się sporo z tej muzyki wyciągnąć. Nawet już nie pamiętam, skąd ja ten zespół znałem, może z TV? Nie wiem. Przecież to nie było przynajmniej u nas nic znanego czy popularnego. Ale miło wspominam właśnie lata przed wojskiem, czyli 1990-1993, bo wtedy powstało dużo fajnej muzyki i sporo jej udało mi się jednak w jakiś sposób obczaić. Przynajmniej jak na tamte czasy – bez komputerów, internetu, bez streamingów, cyfrowych plików, empików, itd.
Cechą dosyć charakterystyczną w JJ jest oryginalny głos wokalisty Mike’a Edwardsa. A spora część ich muzyki może się poszczycić naprawdę niezłą przebojowością. Sporo tu gitar ale i brzmień syntezatorowych.

https://www.youtube.com/watch?v=N4N0BuYHkJU
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 04 lis 2024 14:25

Radiohead - House of Cards (2007)

Do forumowego bingo pt. Radiohead w Bestkach wbijam w końcu ja. Będzie krótko, ale treściwie. House of Cards to numer z krążka In Rainbows, który premierę miał w roku 2007. Ja już od paru lat wiedziałem o istnieniu tego zespołu, ale - poza oglądnięciem kilku wideoklipów w telewizji - niewiele więcej. Oczywiście, znałem Creep, Karma Police (urzekło mnie teledyskiem), jakieś tam Anyone Can Play Guitar czy coś, ale niewiele więcej, not gonna lie. Jednocześnie hype na In Rainbows był na tyle duży, a ja już na tyle w ogólnym muzycznym lore, że nie szło tego przegapić. Więc się zainteresowałem, ściągnąłem krążek i zacząłem słuchać. I się generalnie odbiłem. Poza tym jednym numerem, który mnie przetrzymał aż do czerwca 2008, kiedy to pod wpływem radiogłowej bestki wpadłem w lore Yorke'a na pełnej.

Numer jest świetny, nastrojowy mocno, momentami trochę niepokojący, tekstury gitarowe w tle pachną jakimś Ghost Boxem. Yorke śpiewa niby w kosmosie (takiego nabieram wrażenia) dobry tekst, bębny są tak, jakby ich nie było, a jednak są. Dziwaczne, niby słoneczne, ale jednak późnojesienne popołudnie na pełnej, a to wszystko w towarzystwie jakiegoś horroru (coś mi nawet chodzi w tej chwili po głowie, z tym, że nie mogę sobie przypomnieć). Złoto, śmiem twierdzić, że gdyby nie ów utwór, to bym do Radiohead w ogóle na poważnie nie podszedł. A gdy rok po premierze In Rainbows podszedłem do niej jeszcze raz, to w końcu chwyciła całość, dokładnie tak, jak powinna. Uwielbiam tę piosenkę za jej niepowtarzalny (albo bardzo powtarzalny w przypadku Radiohead) charakter.

Random trivia, kiedy latem 2009 bingowałem GTAIV, zasiliłem grę własnymi piosenkami do własnej stacji radiowej. House of Cards było jedną z nich, ale tak bardzo zapchałem folder swoją ulubioną muzą, że rzadko mogłem usłyszeć to, co akurat chciałem. House of Cards poleciało niespodziewanie podczas mojej podróży autem na dość wymagającą misję na samym początku gry, w dodatku taką o nie do końca oczywistym tle. W grze było słoneczne, późne popołudnie. Klimat zbudował się sam, do dziś pamiętam ten obrazek.

https://www.youtube.com/watch?v=Nng0aSsq_XE
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 04 lis 2024 21:32

Super że Ojszturzende Nojbaten się przyjęło, o takie reakcje nic nie robiłem

Simple Minds - Someone, Somewhere, In Summertime

Z jednej strony - nie mam dziś za grosz weny, z drugiej nie chcę zamulać, bo ta kolejka idzie zaskakująco szybko i sprawie. W każdym razie, aby wam unaocznić mój bezwen, musicie wiedzieć, że pierwotna wersja tego blurba zaczynała się od żartu nawiązującego do nazwy opisywanego zespołu i to żartu może nie tyle niskich lotów, ale suchego jak pranie na pustyni czy kompilacja żartów Karola Strasburgera czy coś.

No w każdym razie Simple Minds to jeden z tych zespołów, do których zawsze czułem coś pokroju sympatii łamane na szacunek. Może to przez to, że nawet w czasach bycia elitarystycznym bucem w gruncie rzeczy byłem w stanie doceniać RZETELNY pop, a umówmy się jednak, że panowie potrafili go dostarczać.

No i ten no, ja generalnie uważam, że płyta pt. New Gold Dream (81-82-83-84) to właśnie jeden z archetypicznych wręcz przykładów takiego względnie rzadkiego zjawiska, jakim był ejtisowy pop, który dawał radę na długości longplay'a, a nie singli. Bo jednak umówmy się - zazwyczaj bywało z tym różnie.

Jest taka zasada, że niby spoko film zaczyna się od pierdolnięcia, a potem jest tylko intensywniej czy coś takiego. Mógłbym zaryzykować stwierdzenie, że tak jest i w przypadku albumu o którym piszę, zaś przykładem opisywanego trzęsienia ziemi jest niewątpliwie moja propozycja.

I ten no, można byłoby się czepiać specyficznej produkcji, ale ja nie będę tego czynić, bo ją bardzo lubię. Może ktoś by się czepił, że to nie jest rzecz na tę porę roku - może i mieć swoją rację, ja sam ten album odkryłem i katowałem latem, w trochę burzliwym okresie, ale zdarzało mi się doń wracać na różnych etapach i różnych porach roku. Ja sam go osobiście sobie zakodowałem z jesienią 2015, ale nie ma to jakiegoś większego sensu ni znaczenia - pisałem już o tym, czasem po prostu tak mam, że coś tam sobie randomowo powiążę z jakąś sceną z mojego życia i tyle.

No to więc cofnijmy się do okresu, gdy byłem młodszy, wcale nie piękniejszy, na pewno biedniejszy i jakiś tam jeszcze. Nigdy nie będzie już takiej jesieni jak w tamtym roku, ale może to i lepiej, bo może i wolałbym wrócić do tamtego świata, który na pewno był ciut spokojniejszy czy coś tam, ale do tamtego życia raczej nie. xD

Nie jestem zadowolony z tego opisu, ale dość tego pierniczenia. Bierzcie i słuchajcie tego.

https://www.youtube.com/watch?v=RUedmyr2G0M
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 04 lis 2024 21:45

"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup