Best of Forum VI
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Trochę już jestem... Wystarczy.
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Innym razem don Roberto pomstuje na współczesne rzeczy. Nie dogodzisz. 
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Akurat o Dire Straits złego słowa nie powiem... byle nie przedawkować jak dawni słuchacze PR3 
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Eddie Money - Save a Little Room in Your Heart
Ciśnie mi się na klawiaturę ten oklepany frazes o poszerzaniu horyzontów, z którym wyjeżdzam średnio 3 razy na kolejkę, ale tym razem obędzie się bez niego. Edwarda Pieniążka znam doskonale, ale pod warunkiem, że "doskonale" będziemy czytać jako "z jednego kawałka, który był kiedyś w San Andreas". W sumie to nawet się nie dziwię, że koleś został zapamiętany jako gwiazda jednego przeboju, bo tak jak napisał Jaca - w '77 takie granie powoli już stawało się passe i zaczynało trącić myszką. Na szczęście mamy rok 2024 i mogę mieć to w dupie, a docenić UROKLIWĄ balladę. Fajne organy (btw mocno mi przypominają "You're my best friend" Queen), ładne brzmienie i jakieś takie wszystko to ciepłe, fajne i sympatyczne. No miło jest.
Apoptygma Berzerk - Non-stop Violence
O, nie wiedziałem, że Czez wrócił gościnnie na tę kolejkę.
Nie no, żarty na bok, chociaż faktycznie trąci mi to jakąś depoteką czy czymś podobnym. EBM jest dla mnie niczym. Niczym więcej niż tylko solidną ciekawostką, którą mogę sobie puścić w zaciszu domowym raz na eon gdy mam nastrój, bo przecież nie pójdę na imprezę na której tego typu muzyka leci lol. Za pierwszym razem mocno mnie odrzuciło, za kolejnymi razami było już znośniej, ale to bardziej na zasadzie, że zaakceptowałem to brzmienie, a nie jakoś bardzo polubiłem ten kawałek. Ujdzie, mogę go przesłuchać, nawet nie boli mnie AŻ TAK, że jest za długi, ale czegoś mi tu brakuje. Chyba liczyłem na coś intensywnego, jakiegoś kopa w nery, a tu zaledwie połaskotało mnie w jelito (ślepe) mimo wrażenia obcowania z czymś ekstremalnym. Naah na ten moment.
Dire Straits – Brothers In Arms
Mimo iż tą słynną Radiową Trójką jakoś nigdy nie było mi szczególnie po drodze przez lata, tak jakoś nigdy nie podzielałem wszechobecnej beki z ich noworocznego Topu. Nigdy nie traktowałem rankingów okołomuzycznych jako czegoś innego niż źródła rekomendacji, więc ewentualne spiny o to czy Epitaph było piąte, piętnaste czy szabanaste miałem w dupie, a poza tym Nowy Rok to ten typ dnia, w którym najzwyczajniej w świecie te wszystkie ograne przeboje wchodzą jak w żaden inny. Choćby i z racji tego, że w przeważającej mierze to dobre i piękne utwory. Takie jak ten. Są emocje, jest piękna gitara Knopflera i wcale jakoś nie mam zamiaru polemizować z wcześniej wymienionymi trójkowiczami uważającymi to za jedną z piękniejszych ballad w dziejach. Ja tam się, prostytutka, wzruszyłem
George Michael - Order
Chciałem odnieść się do tego co tam napisał Munlup, ale uświadomiłem sobie, że przecież niedawno wrzucając Soft Cell napisałem coś poniekąd podobnego. xD No w każdym razie rozumiem doskonale świadomość upływającego czasu, chociaz jeszcze nie bawię się w rozrachunki, rozliczenia, bowiem wychodzę z założenia, że najlepsze przede mną, chociaż diabli to wiedzą. Michaela trochę ogarniałem w 2022 roku, nawet go polubiłem, ale generalnie wracam do niego względnie rzadko - może to przez to, że to była muzyka, która pozwoliła mi przetrwać parę trudnych chwil i przywołuje średnio fajne wspomnienia siłą rzeczy. Anyway, śmiesznie pisać takie rzeczy o jednej z ikon popu, typie co sprzedał pierdylion płyt etc. itd., ale mam wrażenie, że chłop jest mocno niedoceniany, tzn. ma tę taką specyficzną i jedyną w swoim rodzaju CHARYZMĘ (czy tam aurę, jak ktoś woli po młodzieżowemu), która jest nie do podrobienia i nie do podjebania. I że tak jakby mało kto to dostrzega, w najlepszym razie traktując go jako tego ziutka od Wham, który co najwyżej nagrał parę przyzwoitych kawałków i nic więcej, podczas gdy umie przekazywać emocje tak, że ciary przechodzą i nie powiem jeszcze co. Grzegorz Michał wielki jest i basta.
Beata Kozidrak - Jak dla mnie
Nigdy nie przepadałem za Bajmem, ani tym bardziej za Beatą Kozidrak - jakoś tak zawsze sprawiała na mnie wrażenie wyjątkowo antypatycznej osoby. Nie poznałem jej osobiście, ale pamiętam jej zachowanie oraz wypowiedzi po tym słynnym wypadku samochodowym i mam dziwne przeczucie, że jednak to nie było tylko wrażenie. To to jednak pal sześć, Siedzę i Myślę to mógł być naprawdę niezły banger, ale ofc babsztyl musiał go zjebać do reszty SOBĄ i swoim brakiem estetyki.
Zgadnijcie więc jakie powinienem mieć zdanie o jej piosence z 2022 roku na tej podstawie. I wiecie co? Tak szczerze mówiąc, to nie mam ochoty się czepiać. xD Nie jest to dobre, nie jest to rzecz, do której kiedykolwiek wrócę, ale jest to zaskakująco niezły pop skrojony pod RMFy, z cholernie chwytliwym refrenem, który pewnie mógłbym polubić w pewnych okolicznościach, np. gdybym nie wiedział czyje to i był mocno wypity w 3 dupy. Prejzów nie będzie, ale obrzucania kamieniami też nie.
Kolejka z gatunku takich raczej pośredniejszych, bo na trzy spoko rzeczy dwie już znałem, ACZKOLWIEK nawet te rzeczy słabsze miały jakieś tam momenty, więc też bez przesady.
Ciśnie mi się na klawiaturę ten oklepany frazes o poszerzaniu horyzontów, z którym wyjeżdzam średnio 3 razy na kolejkę, ale tym razem obędzie się bez niego. Edwarda Pieniążka znam doskonale, ale pod warunkiem, że "doskonale" będziemy czytać jako "z jednego kawałka, który był kiedyś w San Andreas". W sumie to nawet się nie dziwię, że koleś został zapamiętany jako gwiazda jednego przeboju, bo tak jak napisał Jaca - w '77 takie granie powoli już stawało się passe i zaczynało trącić myszką. Na szczęście mamy rok 2024 i mogę mieć to w dupie, a docenić UROKLIWĄ balladę. Fajne organy (btw mocno mi przypominają "You're my best friend" Queen), ładne brzmienie i jakieś takie wszystko to ciepłe, fajne i sympatyczne. No miło jest.
Apoptygma Berzerk - Non-stop Violence
O, nie wiedziałem, że Czez wrócił gościnnie na tę kolejkę.
Dire Straits – Brothers In Arms
Mimo iż tą słynną Radiową Trójką jakoś nigdy nie było mi szczególnie po drodze przez lata, tak jakoś nigdy nie podzielałem wszechobecnej beki z ich noworocznego Topu. Nigdy nie traktowałem rankingów okołomuzycznych jako czegoś innego niż źródła rekomendacji, więc ewentualne spiny o to czy Epitaph było piąte, piętnaste czy szabanaste miałem w dupie, a poza tym Nowy Rok to ten typ dnia, w którym najzwyczajniej w świecie te wszystkie ograne przeboje wchodzą jak w żaden inny. Choćby i z racji tego, że w przeważającej mierze to dobre i piękne utwory. Takie jak ten. Są emocje, jest piękna gitara Knopflera i wcale jakoś nie mam zamiaru polemizować z wcześniej wymienionymi trójkowiczami uważającymi to za jedną z piękniejszych ballad w dziejach. Ja tam się, prostytutka, wzruszyłem
George Michael - Order
Chciałem odnieść się do tego co tam napisał Munlup, ale uświadomiłem sobie, że przecież niedawno wrzucając Soft Cell napisałem coś poniekąd podobnego. xD No w każdym razie rozumiem doskonale świadomość upływającego czasu, chociaz jeszcze nie bawię się w rozrachunki, rozliczenia, bowiem wychodzę z założenia, że najlepsze przede mną, chociaż diabli to wiedzą. Michaela trochę ogarniałem w 2022 roku, nawet go polubiłem, ale generalnie wracam do niego względnie rzadko - może to przez to, że to była muzyka, która pozwoliła mi przetrwać parę trudnych chwil i przywołuje średnio fajne wspomnienia siłą rzeczy. Anyway, śmiesznie pisać takie rzeczy o jednej z ikon popu, typie co sprzedał pierdylion płyt etc. itd., ale mam wrażenie, że chłop jest mocno niedoceniany, tzn. ma tę taką specyficzną i jedyną w swoim rodzaju CHARYZMĘ (czy tam aurę, jak ktoś woli po młodzieżowemu), która jest nie do podrobienia i nie do podjebania. I że tak jakby mało kto to dostrzega, w najlepszym razie traktując go jako tego ziutka od Wham, który co najwyżej nagrał parę przyzwoitych kawałków i nic więcej, podczas gdy umie przekazywać emocje tak, że ciary przechodzą i nie powiem jeszcze co. Grzegorz Michał wielki jest i basta.
Beata Kozidrak - Jak dla mnie
Nigdy nie przepadałem za Bajmem, ani tym bardziej za Beatą Kozidrak - jakoś tak zawsze sprawiała na mnie wrażenie wyjątkowo antypatycznej osoby. Nie poznałem jej osobiście, ale pamiętam jej zachowanie oraz wypowiedzi po tym słynnym wypadku samochodowym i mam dziwne przeczucie, że jednak to nie było tylko wrażenie. To to jednak pal sześć, Siedzę i Myślę to mógł być naprawdę niezły banger, ale ofc babsztyl musiał go zjebać do reszty SOBĄ i swoim brakiem estetyki.
Kolejka z gatunku takich raczej pośredniejszych, bo na trzy spoko rzeczy dwie już znałem, ACZKOLWIEK nawet te rzeczy słabsze miały jakieś tam momenty, więc też bez przesady.
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Eddie Money Save a Little Room In Your Heart (2022 Remaster)
Smęconko z gatunku zapyziała amerykańska prowincja, łycha na stole, karton zakurzonych winyli przy gramofonie i wielki przedwieczny właściciel budy otwartej już tylko dla tych, którzy pamiętają prosperity. Może i melodia do zapamiętania, ale cała reszta wręcz przeciwnie. Chyba, że negatywnie, tak jak wyjątkowo smętne dudnienie perkusyjne. Nie jest źle dobre jak na debiucie Marillion - po prostu stopień wyczucia mocno przeciętny. Podobnie cała reszta. W ogólnym zarysie broni się klimatem, który po pojedynczym odsłuchu mocno daje w kość. Uczucie zmużenia nie jest zbyt dobre, więc należy iść dalej. Pan wokalista chyba najbardziej wart uwagi, ale też produkuje się aż zbyt.
Apoptygma Berzerk - Topic Non-Stop Violence
RFID nie damy zaczipować się. Tyle na temat liryków. Muzycznie mocno nieudolne transy. Myślałem, że materiał bardziej wiekowy. Wszystko jest tu trochę głupawe. Aranż, któremu brakuje albo lekkości albo przegięcia (akcenty chóralne na plus). Refren buja, ale to boysbandowe catch me if you can bez sensu. Wokale tonące w miksie wyjątkowo średniawe i niewyróżniające. Klubowa muza, która chce być tak bardzo rebeliancka hop do przodu, a koniec końców nie mam dla niej zbyt wielu dobrych sposobów wykorzystania w głowie - poza odpowiednią ilustracją artystyczną ofc. Czyli tak: refren fajny, reszta usypiająca. Jeszcze ten interlude z anusa, a kysz. Moja opinia nt. tego typu muzy z tego typu regionów?
https://www.youtube.com/watch?v=WrDKvmzCHz8
Rico te Wechel Dire Straits - Brothers in Arms [Lyrics] [HQ]
Potężna policyjna pała w anusy dziadostwa, które poprzez kanały dystrybucji pokroju PR3, Radia Nowy Świat i inne 357 skutecznie zniechęciło całą masę ludzi do muzyki pokroju Dire Straits. Pośrednio dzięki lawinie spermiarstwa oraz zachwytów sam nie mam i nie będę miał zamiaru sprawdzania całej dyskografii... ale przełamałem się przy Brothers In Arms. Cenię sobie to doświadczenie. To po prostu bardzo dobrze skrojona ballada, która potrafi działać na różne sposoby. Można się wczuć w ten dojrzały realizm. Ten harmonijkoakordeon to już za dużo wsi, ale poza tą jedną pierdółką wszystko się zgadza. Jak mnie wkurza momentami już zbyt dziadujący Knoppers to zaraz potem wycina na gitarze kolejną soczystą wariację motywu i jest dobrze. Albo te klawiszowe pasaże, są organy, mydelniczka, może nawet syntezator... świetne enowskie patenty. Kawałek solidnej wrzuty z urzekającym akcentem osobistym.
georgemichael Older
Cenię sobie Greka Geja Komunistę za wiele aspektów, o których Hien wspomina w opisie. Jednocześnie muszę przyznać, że na poziomie refleksji w tym stylu jest kompletnie nieciekawy. Nie po Outside'ach, dość burzliwej biografii, całej lawinie ciekawych wydarzeń w życiu... no i duecie poprzedzającym wrzucany numer na płycie. Ten perfumowany koncert życzeń to są przeokropne nudy, nigdy tu nie wróciłem. George wokalnie daje radę, ale reszta? Na kompilacji Ladies & Gentlemen zapakował z pół godziny tego typu identycznego grania. Zaskakująco jednostajne, usypiające. Dobrze, że na Older zaraz potem wjeżdża Spinning the Wheel i wraca GM życiodajny. Tylko te klawiszowe elektro efekty są jakieś.
Garbage Vow (2015 Remaster)
Bardzo dziwny ten szugejz hałaśliwy. Jednocześnie zduszony miks i wyraźnie mocniejsze gitarki, a obok tego jakieś loopy i perka z puszki. Podoba mi się wokal, energia kawałka też na plus, choć bez kontekstu nie byłaby aż tak toksycznie zagmatwana. Najfajniejsze jest z kolei outro. Przez uszy przechodzą wszechobecne dźwięki, a w sumie nie ma ich tak zbyt wiele, jest specyficznie lekko. Muza do bycia adorowanym przez artystowskie kręgi w liceum - czyli w sumie pozytywnie. Widzę, że na płycie jest kawałek o nazwie Queer, hmm... zaraz wracam
Smęconko z gatunku zapyziała amerykańska prowincja, łycha na stole, karton zakurzonych winyli przy gramofonie i wielki przedwieczny właściciel budy otwartej już tylko dla tych, którzy pamiętają prosperity. Może i melodia do zapamiętania, ale cała reszta wręcz przeciwnie. Chyba, że negatywnie, tak jak wyjątkowo smętne dudnienie perkusyjne. Nie jest źle dobre jak na debiucie Marillion - po prostu stopień wyczucia mocno przeciętny. Podobnie cała reszta. W ogólnym zarysie broni się klimatem, który po pojedynczym odsłuchu mocno daje w kość. Uczucie zmużenia nie jest zbyt dobre, więc należy iść dalej. Pan wokalista chyba najbardziej wart uwagi, ale też produkuje się aż zbyt.
Apoptygma Berzerk - Topic Non-Stop Violence
RFID nie damy zaczipować się. Tyle na temat liryków. Muzycznie mocno nieudolne transy. Myślałem, że materiał bardziej wiekowy. Wszystko jest tu trochę głupawe. Aranż, któremu brakuje albo lekkości albo przegięcia (akcenty chóralne na plus). Refren buja, ale to boysbandowe catch me if you can bez sensu. Wokale tonące w miksie wyjątkowo średniawe i niewyróżniające. Klubowa muza, która chce być tak bardzo rebeliancka hop do przodu, a koniec końców nie mam dla niej zbyt wielu dobrych sposobów wykorzystania w głowie - poza odpowiednią ilustracją artystyczną ofc. Czyli tak: refren fajny, reszta usypiająca. Jeszcze ten interlude z anusa, a kysz. Moja opinia nt. tego typu muzy z tego typu regionów?
https://www.youtube.com/watch?v=WrDKvmzCHz8
Rico te Wechel Dire Straits - Brothers in Arms [Lyrics] [HQ]
Potężna policyjna pała w anusy dziadostwa, które poprzez kanały dystrybucji pokroju PR3, Radia Nowy Świat i inne 357 skutecznie zniechęciło całą masę ludzi do muzyki pokroju Dire Straits. Pośrednio dzięki lawinie spermiarstwa oraz zachwytów sam nie mam i nie będę miał zamiaru sprawdzania całej dyskografii... ale przełamałem się przy Brothers In Arms. Cenię sobie to doświadczenie. To po prostu bardzo dobrze skrojona ballada, która potrafi działać na różne sposoby. Można się wczuć w ten dojrzały realizm. Ten harmonijkoakordeon to już za dużo wsi, ale poza tą jedną pierdółką wszystko się zgadza. Jak mnie wkurza momentami już zbyt dziadujący Knoppers to zaraz potem wycina na gitarze kolejną soczystą wariację motywu i jest dobrze. Albo te klawiszowe pasaże, są organy, mydelniczka, może nawet syntezator... świetne enowskie patenty. Kawałek solidnej wrzuty z urzekającym akcentem osobistym.
georgemichael Older
Cenię sobie Greka Geja Komunistę za wiele aspektów, o których Hien wspomina w opisie. Jednocześnie muszę przyznać, że na poziomie refleksji w tym stylu jest kompletnie nieciekawy. Nie po Outside'ach, dość burzliwej biografii, całej lawinie ciekawych wydarzeń w życiu... no i duecie poprzedzającym wrzucany numer na płycie. Ten perfumowany koncert życzeń to są przeokropne nudy, nigdy tu nie wróciłem. George wokalnie daje radę, ale reszta? Na kompilacji Ladies & Gentlemen zapakował z pół godziny tego typu identycznego grania. Zaskakująco jednostajne, usypiające. Dobrze, że na Older zaraz potem wjeżdża Spinning the Wheel i wraca GM życiodajny. Tylko te klawiszowe elektro efekty są jakieś.
Garbage Vow (2015 Remaster)
Bardzo dziwny ten szugejz hałaśliwy. Jednocześnie zduszony miks i wyraźnie mocniejsze gitarki, a obok tego jakieś loopy i perka z puszki. Podoba mi się wokal, energia kawałka też na plus, choć bez kontekstu nie byłaby aż tak toksycznie zagmatwana. Najfajniejsze jest z kolei outro. Przez uszy przechodzą wszechobecne dźwięki, a w sumie nie ma ich tak zbyt wiele, jest specyficznie lekko. Muza do bycia adorowanym przez artystowskie kręgi w liceum - czyli w sumie pozytywnie. Widzę, że na płycie jest kawałek o nazwie Queer, hmm... zaraz wracam
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Eddie Money - Save a Little Room in Your Heart
Czyli zachowaj mały pokój w sercu. Numer czilowy niby widok za moim oknem w tej chwili (a jest to morze, więc ftw), pachnie starymi i dobrymi czasami rocka, kiedy ten serwował przyjemne dla ucha ballady. Dla mnie to trochę połączenie Nazareth z Michaelem McDonaldem, niemniej wciąż bardzo udane (sam Money na okładce wrzuty wygląda trochę jak aktor Richard Roxburgh, co grał Drakulę w pewnym kasowym hicie sprzed dwudziestu lat). Ciekawe, w San Andreas grałem, i to godzinami, a żadnego innego kawałka tego gościa nie kojarzę, totalne zero. Co do feelingu numeru to totalnie reluję, zresztą udało mi się z dwiema swoimi byłymi partnerkami zachować naprawdę dobre stosunki i do dziś się kumplujemy. To jest coś. Fajna piosenka.
Dire Straits - Brothers in Arms
Bez ogródek, Wuja wiedział, w jakie struny uderzyć (za to ewidentnie nie wiedział, jaki link wybrać). Albowiem - o czym mogłem pisać już jakiś czas temu, gdy sam wrzucałem Ciężkie Kłopoty - od tego kawałka, Money For Nothing i On Every Street, zaczęła się moja fascynacja Knopflerem i ekipą. Był grudzień 2007, pamiętam go bardziej, niż bym chciał. Ile to już czasu minęło... Pieprzyć trójkowych dziadersów, ta piosenka jest po prostu świetna i tyle. Prawdopodobnie najlepszy "okołowojenny" numer w szeroko pojętej muzyce popularnej, jaki powstał. I już walić gitary, solo nie solo, Brothers in Arms jest złotem jako całość. Nie sposób nie mieć feelsów słuchając tego. Zresztą, może jestem tanio sentymentalny, ale historia od Wuja też feelsogenna. Choć pamiątka mu została.
George Michael - Older
Jerzy Michał też atakuje feelsami, ale w nieco inny sposób. Z jednej strony lubię takie nostalgizujące kawałki, które zmuszają samą swoją naturą do jakiejś refleksji, ale też z drugiej ostatnio feelsów mam aż nadmiar i wolałbym coś potwornie neutralnego. A ta piosenka nie jest taka ani trochę. Hien pisze z pozycji człowieka niejako pogodzonego z upływającym czasem, a wydaje mi się, że w tym najbardziej leży klucz do jakoś tam pojętego szczęścia. Sądzę również, ale to moja własna opinia jedynie, iż to właśnie okolice czterdziestych urodzin są bardziej pod tym względem dopierdalające, niż np. trzydziestka. A sam się chcąc nie chcąc do tej czterdziestki zbliżam. Z drugiej strony Older ciągnie mi goryczą. Być może w zbyt dużej jak dla mnie dawce (na dziś). Jednocześnie numer jest cudowny, GM wielkim artystą był i basta.
Beata Kozidrak - Jak Dla Mnie
Nie, nie i nie. Nie trawię Bajmu, nie trawię Beaty, którą zresztą uważam za ordynarną przestępczynię (nie nazwę w inny sposób nikogo, kto wsiada za kierownicę pod wpływem alkoholu, bez względu na jego spożytą dawkę i stężenie we krwi), nie polubię się z tym szajsem. No dobra, ale trzeba być minimalnie obiektywnym, takie jest moje podejście względem bodaj wszystkiego... Muzycznie nie jest tak strasznie. AŻ tak przynajmniej. Nie znaczy to, że jest nie wiadomo jak super tho, no ale też zbiasowania względem samej artystki nie potrafię uniknąć. Więc powiedzmy, że skoncentruję się na muzyce, a ta ujdzie. Nie do końca moje klimaty, ale gdyby wykonywał to ktoś inny... Sorry Becia, not this time, not any time, get lost (albo get jailed).
Garbage - Vow
Vow świadomie znam od stycznia 2022, czyli czasu, kiedy kol. Hien zasugerował mi zapoznanie się z dwoma pierwszym albumami Śmieci. Efektem tego zapoznania się było między innymi The Trick Is to Keep Breathing, które to dobrze znacie wiadomo dlaczego. Niemniej jednak było tam dużo innych, naprawdę dobrych kawałków. Vow się dla mnie do nich zalicza. Ma cudowny, lekko industrialowy sznyt (ale to industrial w stylu Killing Joke), świetne gitary w zwrotkach, perfekcyjne bębny, nieco zaskakujący stylistycznie mostek. No i Shirley, c'mon, dziewczyna miała (i ma) naprawdę świetny głos (mało co będzie dla mnie tak bardzo niepokojące, jak refren Milk), nie sposób się nie zachwycić. Vow jest bardzo dobre, wrzutka Mintaja na medal. Dobrze, że nie umarł. Bo kto umarł, ten nie żyje.
Czyli zachowaj mały pokój w sercu. Numer czilowy niby widok za moim oknem w tej chwili (a jest to morze, więc ftw), pachnie starymi i dobrymi czasami rocka, kiedy ten serwował przyjemne dla ucha ballady. Dla mnie to trochę połączenie Nazareth z Michaelem McDonaldem, niemniej wciąż bardzo udane (sam Money na okładce wrzuty wygląda trochę jak aktor Richard Roxburgh, co grał Drakulę w pewnym kasowym hicie sprzed dwudziestu lat). Ciekawe, w San Andreas grałem, i to godzinami, a żadnego innego kawałka tego gościa nie kojarzę, totalne zero. Co do feelingu numeru to totalnie reluję, zresztą udało mi się z dwiema swoimi byłymi partnerkami zachować naprawdę dobre stosunki i do dziś się kumplujemy. To jest coś. Fajna piosenka.
Dire Straits - Brothers in Arms
Bez ogródek, Wuja wiedział, w jakie struny uderzyć (za to ewidentnie nie wiedział, jaki link wybrać). Albowiem - o czym mogłem pisać już jakiś czas temu, gdy sam wrzucałem Ciężkie Kłopoty - od tego kawałka, Money For Nothing i On Every Street, zaczęła się moja fascynacja Knopflerem i ekipą. Był grudzień 2007, pamiętam go bardziej, niż bym chciał. Ile to już czasu minęło... Pieprzyć trójkowych dziadersów, ta piosenka jest po prostu świetna i tyle. Prawdopodobnie najlepszy "okołowojenny" numer w szeroko pojętej muzyce popularnej, jaki powstał. I już walić gitary, solo nie solo, Brothers in Arms jest złotem jako całość. Nie sposób nie mieć feelsów słuchając tego. Zresztą, może jestem tanio sentymentalny, ale historia od Wuja też feelsogenna. Choć pamiątka mu została.
George Michael - Older
Jerzy Michał też atakuje feelsami, ale w nieco inny sposób. Z jednej strony lubię takie nostalgizujące kawałki, które zmuszają samą swoją naturą do jakiejś refleksji, ale też z drugiej ostatnio feelsów mam aż nadmiar i wolałbym coś potwornie neutralnego. A ta piosenka nie jest taka ani trochę. Hien pisze z pozycji człowieka niejako pogodzonego z upływającym czasem, a wydaje mi się, że w tym najbardziej leży klucz do jakoś tam pojętego szczęścia. Sądzę również, ale to moja własna opinia jedynie, iż to właśnie okolice czterdziestych urodzin są bardziej pod tym względem dopierdalające, niż np. trzydziestka. A sam się chcąc nie chcąc do tej czterdziestki zbliżam. Z drugiej strony Older ciągnie mi goryczą. Być może w zbyt dużej jak dla mnie dawce (na dziś). Jednocześnie numer jest cudowny, GM wielkim artystą był i basta.
Beata Kozidrak - Jak Dla Mnie
Nie, nie i nie. Nie trawię Bajmu, nie trawię Beaty, którą zresztą uważam za ordynarną przestępczynię (nie nazwę w inny sposób nikogo, kto wsiada za kierownicę pod wpływem alkoholu, bez względu na jego spożytą dawkę i stężenie we krwi), nie polubię się z tym szajsem. No dobra, ale trzeba być minimalnie obiektywnym, takie jest moje podejście względem bodaj wszystkiego... Muzycznie nie jest tak strasznie. AŻ tak przynajmniej. Nie znaczy to, że jest nie wiadomo jak super tho, no ale też zbiasowania względem samej artystki nie potrafię uniknąć. Więc powiedzmy, że skoncentruję się na muzyce, a ta ujdzie. Nie do końca moje klimaty, ale gdyby wykonywał to ktoś inny... Sorry Becia, not this time, not any time, get lost (albo get jailed).
Garbage - Vow
Vow świadomie znam od stycznia 2022, czyli czasu, kiedy kol. Hien zasugerował mi zapoznanie się z dwoma pierwszym albumami Śmieci. Efektem tego zapoznania się było między innymi The Trick Is to Keep Breathing, które to dobrze znacie wiadomo dlaczego. Niemniej jednak było tam dużo innych, naprawdę dobrych kawałków. Vow się dla mnie do nich zalicza. Ma cudowny, lekko industrialowy sznyt (ale to industrial w stylu Killing Joke), świetne gitary w zwrotkach, perfekcyjne bębny, nieco zaskakujący stylistycznie mostek. No i Shirley, c'mon, dziewczyna miała (i ma) naprawdę świetny głos (mało co będzie dla mnie tak bardzo niepokojące, jak refren Milk), nie sposób się nie zachwycić. Vow jest bardzo dobre, wrzutka Mintaja na medal. Dobrze, że nie umarł. Bo kto umarł, ten nie żyje.
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Czy Wujas dołączy?
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
No chyba nie mam wyjścia.
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Nie masz. Dawaj, bo ruszamy dziś.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Eddie Money - Save a Little Room in Your Heart
To, że nie wynaleziono tu prochu to naprawdę dla mnie żaden problem. To jest w ogóle najmniejszy problem tego utworu. Większym jest to, że ogólny klimat utworu mi mocno nie pasuje. Zalatuje latami 70’ na kilometr, a to dla mnie nic przyjemnego. Sama kompozycja kompletnie niezapamiętywalna niestety. Brzmienie gitar mi się nie podoba. I to srogo. Solówka to już w ogóle. Po prostu od zawsze miałem uczulenie na taką muzykę. Na takie brzmienie. Na taki klimat. I nic z tym nie zrobię.
Apoptygma Berzerk - Non-stop Violence
Chce mi się powiedzieć „a tfuuu” jak słyszę określenia typu „mroczne electro” czy „EBM”. To coś absolutnie nie dla mnie. Zawsze mnie dziwił pociąg fanów DM do tego typu rzeczy. Wszystkie zespoły z kręgu takiej muzyki mnie zawsze raczej odrzucały. Tego typu nuta nigdy nie miała u mnie swoich pięciu minut. Nawet pięciu sekund. Nie podoba mi się to brzmienie, a wokale wręcz koszmarne. I co zrobię, jak nic nie zrobię.
George Michael – Older
Utwór rzeczywiście w rodzaju refleksyjnych. Czasami też rozmyślam o podobnych rzeczach, o których pisze Hien. Człowiek robi tysiące zdjęć, zbiera różne rzeczy, pamiątki. I jak długo to przetrwa po moim odejściu? Co się z tymi rzeczami stanie? Kto będzie mieszkał w moim domu za kilkadziesiąt lat? Może zupełnie obcy ludzie? Przerażająca jest dla mnie ta przemijalność. Jakiś muzyk, aktor czy sławny sportowiec coś po sobie zostawi, zapisze się w historii. A zwykły człowiek odejdzie w niepamięć bardzo szybko. Older to dobry podkład pod takie rozkminy. Na początku się trochę z tą piosenką nudziłem, ale po przeczytaniu opisu Hiena zacząłem odbierać ją inaczej. Bo w sumie jej senny klimat jest całkiem spoko. No i wokal Michaela jak zawsze robi robotę. Jest ok. Może ciar nie mam, ale jednak ostatecznie przyjemnie było posłuchać.
Beata Kozidrak - Jak dla mnie
Niestety muszę być równie bezlitosny jak Dev. Nie toleruję tej kobiety. Pomijam już fakt, że nigdy nie lubiłem Bajmu. Te ich hity zawsze działały mi na nerwy. Co do piosenki „Jak dla mnie” – typowa współczesna produkcja. Sam aranż przyzwoity, ale kompozycja koszmarnie nijaka. No i sama świadomość, że śpiewa to Kozidrak, jest wystarczająco nieprzyjemna. Nie lubię jej głosu. Fatalnie przeciąga słowa typu „wciąż” czy „rąk”. Nie lubię jej samej jako osoby. Niby takie rzeczy jak jazda po pijaku czy niesmaczne zachowanie na koncertach nie powinno mieć wpływu na samą muzykę. Ale jednak ma. Tym bardziej, że bardzo słaby ten utwór.
Garbage - Vow
Cytując samego Mentosa powiem tak – no nie wiem. Są tutaj fajne elementy jak choćby brzmienie gitar, fajny początek i koniec utworu, niezły mostek. Ale sama kompozycja szału nie robi, choć refren jest ciut lepszy od zwrotek. Jest hałaśliwie i agresywnie. Shirley swoim wokalem (z jakimś nałożonym chyba efektem) dokłada jeszcze do tego muzycznego chaosu. No nie jestem zwolennikiem takiej energii. Po kilku przesłuchaniach się jakoś z tym utworem oswoiłem, ale więzi z nim żadnej nie czuję.
No cóż – wjechałem z recenzjami jako ostatni. A to oznacza tylko jedno – kolejka była bardzo średniawa, o ile nie słaba. A wtedy zawsze ciężko mi się zabrać za słuchanie i opisy.
To, że nie wynaleziono tu prochu to naprawdę dla mnie żaden problem. To jest w ogóle najmniejszy problem tego utworu. Większym jest to, że ogólny klimat utworu mi mocno nie pasuje. Zalatuje latami 70’ na kilometr, a to dla mnie nic przyjemnego. Sama kompozycja kompletnie niezapamiętywalna niestety. Brzmienie gitar mi się nie podoba. I to srogo. Solówka to już w ogóle. Po prostu od zawsze miałem uczulenie na taką muzykę. Na takie brzmienie. Na taki klimat. I nic z tym nie zrobię.
Apoptygma Berzerk - Non-stop Violence
Chce mi się powiedzieć „a tfuuu” jak słyszę określenia typu „mroczne electro” czy „EBM”. To coś absolutnie nie dla mnie. Zawsze mnie dziwił pociąg fanów DM do tego typu rzeczy. Wszystkie zespoły z kręgu takiej muzyki mnie zawsze raczej odrzucały. Tego typu nuta nigdy nie miała u mnie swoich pięciu minut. Nawet pięciu sekund. Nie podoba mi się to brzmienie, a wokale wręcz koszmarne. I co zrobię, jak nic nie zrobię.
George Michael – Older
Utwór rzeczywiście w rodzaju refleksyjnych. Czasami też rozmyślam o podobnych rzeczach, o których pisze Hien. Człowiek robi tysiące zdjęć, zbiera różne rzeczy, pamiątki. I jak długo to przetrwa po moim odejściu? Co się z tymi rzeczami stanie? Kto będzie mieszkał w moim domu za kilkadziesiąt lat? Może zupełnie obcy ludzie? Przerażająca jest dla mnie ta przemijalność. Jakiś muzyk, aktor czy sławny sportowiec coś po sobie zostawi, zapisze się w historii. A zwykły człowiek odejdzie w niepamięć bardzo szybko. Older to dobry podkład pod takie rozkminy. Na początku się trochę z tą piosenką nudziłem, ale po przeczytaniu opisu Hiena zacząłem odbierać ją inaczej. Bo w sumie jej senny klimat jest całkiem spoko. No i wokal Michaela jak zawsze robi robotę. Jest ok. Może ciar nie mam, ale jednak ostatecznie przyjemnie było posłuchać.
Beata Kozidrak - Jak dla mnie
Niestety muszę być równie bezlitosny jak Dev. Nie toleruję tej kobiety. Pomijam już fakt, że nigdy nie lubiłem Bajmu. Te ich hity zawsze działały mi na nerwy. Co do piosenki „Jak dla mnie” – typowa współczesna produkcja. Sam aranż przyzwoity, ale kompozycja koszmarnie nijaka. No i sama świadomość, że śpiewa to Kozidrak, jest wystarczająco nieprzyjemna. Nie lubię jej głosu. Fatalnie przeciąga słowa typu „wciąż” czy „rąk”. Nie lubię jej samej jako osoby. Niby takie rzeczy jak jazda po pijaku czy niesmaczne zachowanie na koncertach nie powinno mieć wpływu na samą muzykę. Ale jednak ma. Tym bardziej, że bardzo słaby ten utwór.
Garbage - Vow
Cytując samego Mentosa powiem tak – no nie wiem. Są tutaj fajne elementy jak choćby brzmienie gitar, fajny początek i koniec utworu, niezły mostek. Ale sama kompozycja szału nie robi, choć refren jest ciut lepszy od zwrotek. Jest hałaśliwie i agresywnie. Shirley swoim wokalem (z jakimś nałożonym chyba efektem) dokłada jeszcze do tego muzycznego chaosu. No nie jestem zwolennikiem takiej energii. Po kilku przesłuchaniach się jakoś z tym utworem oswoiłem, ale więzi z nim żadnej nie czuję.
No cóż – wjechałem z recenzjami jako ostatni. A to oznacza tylko jedno – kolejka była bardzo średniawa, o ile nie słaba. A wtedy zawsze ciężko mi się zabrać za słuchanie i opisy.
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Kicell - 来てけつかるべき新世界
Kicell to kolejny zespół, który odkryłem pośrednio poprzez znajomość z Fishmans. Wczesne albumy, mają ten sam luźny vibe ostatnich albumów Rybaży, jak i znanych Wam kawałków Polaris. Wrzucany utwór jest wytworem późniejszym i w dosyć innym, niecodziennym stylu. Jest to nadal muzyka do kominka, ale inaczej. Jest to kompletnie rozbrajające, urocze lo-fi. Luz z jakim to jest zagrane i zaśpiewane, to jest dokładnie ten luz i ciepło, z którym kojarzą mi się np. zbliżające święta Bożego Narodzenia. Japończycy to jest stan umysłu tak odmienny od naszego, że czasami mam wrażenie, że musimy pochodzić z innych planet. Jednocześnie, kiedy przychodzi do muzyki, to zadziwiająco często nasze drogi się spotykają, a z obu stron zamiast różnic, wypływa zrozumienie. Jest coś niezwykle poczciwego w Japończykach, co ostatnio widzę najczęściej podczas zawodów w skokach narciarskich. Zawodnicy z Japonii zawsze są uśmiechnięci, nawet jak kompletnie położą skok (pomijając ekstremalną reakcję policzkującego się w Zakopanem Yukiyę Sato), zawsze podchodzą do wszystkich z serdecznością. Jak byłem na skokach w Szczyrku, w tym roku, to widziałem ich kadrę wcinająca obiadokolację w lokalnym sushi po kwalifikacjach, byli uradowani jak dzieci. Jest to na pewno coś, co wzmaga wrażliwość tego kawałka oraz jego lulający, uspokajający i kojący wpływ.
https://youtu.be/iPnoNnyGIY4
Kicell to kolejny zespół, który odkryłem pośrednio poprzez znajomość z Fishmans. Wczesne albumy, mają ten sam luźny vibe ostatnich albumów Rybaży, jak i znanych Wam kawałków Polaris. Wrzucany utwór jest wytworem późniejszym i w dosyć innym, niecodziennym stylu. Jest to nadal muzyka do kominka, ale inaczej. Jest to kompletnie rozbrajające, urocze lo-fi. Luz z jakim to jest zagrane i zaśpiewane, to jest dokładnie ten luz i ciepło, z którym kojarzą mi się np. zbliżające święta Bożego Narodzenia. Japończycy to jest stan umysłu tak odmienny od naszego, że czasami mam wrażenie, że musimy pochodzić z innych planet. Jednocześnie, kiedy przychodzi do muzyki, to zadziwiająco często nasze drogi się spotykają, a z obu stron zamiast różnic, wypływa zrozumienie. Jest coś niezwykle poczciwego w Japończykach, co ostatnio widzę najczęściej podczas zawodów w skokach narciarskich. Zawodnicy z Japonii zawsze są uśmiechnięci, nawet jak kompletnie położą skok (pomijając ekstremalną reakcję policzkującego się w Zakopanem Yukiyę Sato), zawsze podchodzą do wszystkich z serdecznością. Jak byłem na skokach w Szczyrku, w tym roku, to widziałem ich kadrę wcinająca obiadokolację w lokalnym sushi po kwalifikacjach, byli uradowani jak dzieci. Jest to na pewno coś, co wzmaga wrażliwość tego kawałka oraz jego lulający, uspokajający i kojący wpływ.
https://youtu.be/iPnoNnyGIY4
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Świetne wypowiedzi o Kozidrak, jednak trzyminutowy kawałek to za mało, by skupić się na nim samym czasami też... totalnie zrozumiałe.
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
No spoko, następnym razem będę próbować pisać recenzje z próżni
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Spice Girls – Viva Forever
Były boys bandy, będzie i girls band. Cofamy się znowu do ostatniej dekady XX wieku. Chyba nikomu nie trzeba przedstawiać tych pięciu Brytyjek, które w latach 90’ zdobyły niemały rozgłos w światku muzycznym. Miały swoje pięć minut, miały kilka hitów. Miały miliony sprzedanych płyt. Spice Girls to podobno najlepiej sprzedająca się żeńska grupa wszech czasów. Ja generalnie byłem raczej dosyć odporny na ich muzykę z wyjątkiem jednego utworu. Nigdy nie byłem się w stanie oprzeć urokowi ballady Viva Forever. Ostatni singiel w pełnym składzie, bo krótko potem z zespołu odeszła Geri Halliwell. Piękna cukierkowa kompozycja. Aż pięć damskich wokali w jednym utworze. Ładna latino gitara, smyczki w tle. Czyli wszystko to, co shodan lubi najbardziej.
https://www.youtube.com/watch?v=TuDAPVL0zNw
Były boys bandy, będzie i girls band. Cofamy się znowu do ostatniej dekady XX wieku. Chyba nikomu nie trzeba przedstawiać tych pięciu Brytyjek, które w latach 90’ zdobyły niemały rozgłos w światku muzycznym. Miały swoje pięć minut, miały kilka hitów. Miały miliony sprzedanych płyt. Spice Girls to podobno najlepiej sprzedająca się żeńska grupa wszech czasów. Ja generalnie byłem raczej dosyć odporny na ich muzykę z wyjątkiem jednego utworu. Nigdy nie byłem się w stanie oprzeć urokowi ballady Viva Forever. Ostatni singiel w pełnym składzie, bo krótko potem z zespołu odeszła Geri Halliwell. Piękna cukierkowa kompozycja. Aż pięć damskich wokali w jednym utworze. Ładna latino gitara, smyczki w tle. Czyli wszystko to, co shodan lubi najbardziej.
https://www.youtube.com/watch?v=TuDAPVL0zNw
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Bardziej piłem do shodana, bo po tygodniu wypocić "no głupia baba" to jednak wyczyn.
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
[cenzura]
Anna Jurksztowicz - Hej, man! (1986)
Jurksztowicz? Pierwsze skojarzenie to piosenki do filmów dla dzieci. Numery o świecie Kubusia Puchatka albo W pustyni i w puszczy. Pamiętam jak przez mgłę. Do tego jeszcze 'na dobre i na złe znajdę wreszcie', no tak! Kolejny telewizyjny klasyk pełną gębą. Po kilku latach kolejny świadomy kontakt to pierwsza lekcja z obskujrologii ejtisowej. Fenomen 'Dziękuje, nie tańczę' to jednocześnie lekki charakter i całkiem ciekawie wykombinowane popowe piosenki. Poza tercetem pościelowego badziewia na stronie B, wiadomo. Mniej więcej tutaj zaczynałem. Stan Pogody poznałem jeszcze dzięki mamie i Kino Polska Muzyka, ale cały długograj to już efekt osobistych poszukiwań. Łatwo rzucić oczywistym hitem. Oprócz najbardziej rozpoznawalnych kawałków ukłony należą się Girl Power nutce, czyli Hej, man. Prozaiczna sytuacja romansowa, ale chłop nie dowodzi i dość efektownie się błaźni... tudzież nie pasuje do wysokiego standardu bohaterki. Co chodzi o sztukę to ja czuję luz, a kurs mam nie najgorszy. Podążam więc za pastelową, pstrokatą estetyką lat 80', za mocną, pewną siebie Panią Anną, funky luzem, dobrymi melodiami. Do tej piosenki wracam najchętniej mimo upływu lat od pierwszego kontaktu.
Oczywiście jakieś świeże wersje to już zero klimatu i barowo-restauracyjne smęcenie, tylko klasyka prosto z epoki się liczy.
https://www.youtube.com/watch?v=0ZJVNkWJcxI
Anna Jurksztowicz - Hej, man! (1986)
Jurksztowicz? Pierwsze skojarzenie to piosenki do filmów dla dzieci. Numery o świecie Kubusia Puchatka albo W pustyni i w puszczy. Pamiętam jak przez mgłę. Do tego jeszcze 'na dobre i na złe znajdę wreszcie', no tak! Kolejny telewizyjny klasyk pełną gębą. Po kilku latach kolejny świadomy kontakt to pierwsza lekcja z obskujrologii ejtisowej. Fenomen 'Dziękuje, nie tańczę' to jednocześnie lekki charakter i całkiem ciekawie wykombinowane popowe piosenki. Poza tercetem pościelowego badziewia na stronie B, wiadomo. Mniej więcej tutaj zaczynałem. Stan Pogody poznałem jeszcze dzięki mamie i Kino Polska Muzyka, ale cały długograj to już efekt osobistych poszukiwań. Łatwo rzucić oczywistym hitem. Oprócz najbardziej rozpoznawalnych kawałków ukłony należą się Girl Power nutce, czyli Hej, man. Prozaiczna sytuacja romansowa, ale chłop nie dowodzi i dość efektownie się błaźni... tudzież nie pasuje do wysokiego standardu bohaterki. Co chodzi o sztukę to ja czuję luz, a kurs mam nie najgorszy. Podążam więc za pastelową, pstrokatą estetyką lat 80', za mocną, pewną siebie Panią Anną, funky luzem, dobrymi melodiami. Do tej piosenki wracam najchętniej mimo upływu lat od pierwszego kontaktu.
Oczywiście jakieś świeże wersje to już zero klimatu i barowo-restauracyjne smęcenie, tylko klasyka prosto z epoki się liczy.
https://www.youtube.com/watch?v=0ZJVNkWJcxI
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Nieładnie ukraść mi wrzutę i nic o niej nie napisać. Czerwona kartka powinna być 
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Ja czytam, ale mam nadzieję że mnie nikt nie czyta, bo imo pierniczę jakieś głupoty często
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Jak każdy, ale dlatego właśnie czytamy.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn