Post
09 cze 2022 14:07
Puppets
"Speak & Spell" to prawdziwa czkawka na początku płyty. Najpierw "New Life" czyli coś, po co zjawili się ludzie, którzy zostali zwabieni singlami (zwłaszcza w 1981 r., kiedy nie było nic innego), potem kek-numer "I Sometimes...", a potem jeb, kolejna zmiana klimatu i pierwszy mroczniejszy kawałek na płycie - Papec.
Mój drugi ulubiony z ESENESA. Trochę mroczniejszy, ale nadal bardzo przystępny, wręcz dyskotekowy. Bardzo nocne klimaty, co mi przypomina kiedy dostałem kasetę "Speak & Spell" i przeżywałem olśnienie, że ten album to nie są tylko klimaty z singli. Brałem sobie często walkmana na nocne spacery po osiedlu i "Puppets" był tak perfekcyjnym soundtrackiem do tego, że do dziś mam przed oczami starą, opuszczoną fabrykę kolo bloku, w której zawsze paliło się jakieś tajemnicze światło. Tekst do "Puppets", to też jest coś w innym klimacie, niż to czym dotychczas chwalili się DM. Trochę creepy, trochę cheesy, czyli cały Vince. Syntezatory przypominają mi trochę (a nawet bardzo) ost z "Escape from New York", który znacie i możecie sami się wypowiedzieć, czy słyszycie te podobieństwa. Z tego co mi wiadomo, Carpenter używał trochę innego sprzętu, a z drugiej strony, film wyszedł dokładnie w tym samym roku co S&S, więc coś jest na rzeczy. Wokale, to jest też coś innego. Gahan śpiewa delikatniej, a najbardziej rozwalają mnie totalnie creepy chórki Martina i Vince'a, startujące w ostatniej zwrotce od 2:45. Oni wiedzieli dokładnie jaki klimat chcą tu uzyskać i nie zgodzę się, że ich samoświadomość przy nagrywaniu S&S była minimalna i po prostu lecieli ze wszystkim na rympał. Nie chcę tutaj rzucać tekstami, że S&S, to jest "niezrozumiana" płyta, bo zaraz mnie wyśmiejecie, a ja sam też nie jestem pewien, czy o to właśnie mi chodzi. Niemniej, jestem przekonany, że większość osób nie traktuje tej płyty poważnie, a przynajmniej nie w takim stopniu, na jaki zasługuje.
W przeciwieństwie do Dragona, podobnie jak pisałem wcześniej, im dalsze wykonania na żywo, tym gorsze ze względu na oddalanie się od oryginalnych synthów, a już zwłaszcza na SGR gdzie zwalali wszystko na podkład, a resztę na yolo Alan podobierał z tego co akurat najbardziej pasowało ze sprzętu, który posiadał. O wokalu Gahana nie będę pisał, bo się Shodan uruchomi. Te kawałki są dla mnie zaklęte w czasie kiedy były nagrywane i większość (nie mówię, że wszystkie, dojdziemy do tego) prób unowocześnienia lub dostosowania ich do bieżącego poziomu, po prostu się nie udaje. Co innego gdyby wzorem Jarra wystąpili z oryginalnym sprzętem na scenie, ale wiadomo, że to się nigdy nie wydarzy.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn