Best of Forum II

Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 23 lip 2022 11:12

Początkowo zastanawiałem się czy coś wrzucać czy poczekać już na Czezucescu z jego recenzjami, ale na dobrą sprawę nie ma po co, sam chciałem żeby przyspieszyć więc dam przykład i polecę dalej, zawsze coś już będziecie mieli do słuchania na weekend.

O ile pierwszą bestkę udało mi się rozpocząć od zaskoczki tak drugą rozpocząłem bardzo bezpiecznie bo muzyką z "mojego podwórka" muzycznego czyli czarnym amerykańskim rapem z lat 90. Czas na skok w inne rejony muzyki a tym samym spróbuję zaspokoić głód wakacyjnych nutek wzmożony przez upalną pogodę za oknami.

Marengo - Puente de Esperanza
(1987)

Zapraszam do sprawdzenia mojego pierwszego w tej bestce obskjurowego ejtisowego letniaka, planuje wrzucić ich kilka, być może pod rząd nawet i przy okazji trochę też poskaczemy po różnych zakątkach świata. Nie będzie tu osobistych historyjek stojących za tymi numerami, ale będą to przyjemne, lekkie, wakacyjne brzmienia, przynajmniej rzetelnie wyegzekwowany relaksujący klimacik. Bonusem niech będzie fakt że są to perły z lamusa, jakieś numery które w czasie swej premiery znane mogły być raczej lokalnie a odkurzone zostały po latach przez różnych crate diggerów, producentów niszowej muzyki klubowej lub wytwórnie które postarały się o ich wznowienia a następne te numery wypłynęły na różnych kanałach na YouTube które przeglądałem.

Zaczynam mój wakacyjny kącik od utworu niejakiego Marengo. Co udało mi się ustalić szukając info na temat tego numeru to że Juan R. “Marengo” Medina pochodził z Malagi i powyższy utwór napisał zainspirowany miłością swego życia, jego żoną Carmen. Sam również wyprodukował wideoklip który bonusowo dorzucam jeśli ktoś zapragnie zanurzyć się w duchologii rodem znad Morza Śródziemnego i poczuć klimat pobliskich Balearów. Utwór ten poznałem dzięki wytwórni Soundway Records specjalizującej się w reedycjach takiej właśnie zapomnianej muzyki z różnych stron świata (właściciel wytwórni Miles Cleret zaczął od kompilacji muzyki z Ghany która ukazała się w 2002 roku, następnie zachęcony prejzem ze strony Pitchforka wyruszył po świecie w kolejne podróże które zaowocowały wieloma interesującymi odkryciami szeroko pojętej muzyki świata). W listopadzie 2021 roku ukazała się kompilacja o nazwie Ritmo Fantasia: Balearic Spanish Synth Pop, Boogie & House (1982-1992) a Puente de Esperanza promowało ją nowym wideoklipem stworzonym na tę okazję. Jeśli ktoś jest fanatykiem ejtisów zapewne może szybko rozpoznać że w utworze tym Marengo samplował automat perkusyjny z utworu "Love" grupy Art of Noise (notabene chyba mój ulubiony ich utwór i wariacja na temat Moments in Love), to z miejsca zaplusowało u mnie gdy usłyszałem ten numer, jednocześnie wraz z wokalem Marengo i resztą produkcji numer ten ma dla mnie ciekawszy wydźwięk niż wspomniane Love. Uprzedzam z góry że w oryginalnym wideoklipie który dołączę bonusowo jest jakby inna wersja Puente de Esperanza, Marengo śpiewa tam nieco inaczej (brakuje mi tam zwłaszcza jednego charakterystycznego zaśpiewu, takiego ala jazzowego "dididi-dadidi-duuu"), jednakże jako ciekawostkę (kiczowatą i duchologiczną) można rzucić okiem.

Tym hicikiem otwieram więc wakacyjną część mojej bestki, mam uszykowane jeszcze dwa takie czerstwe letniaczki z magicznego roku 1987 (najlepszy rocznik, wszak mój rok urodzenia 😅 ), może pójdą hurtem a może coś pomiędzy wleci, też co jakoś kojarzy mi się z latem. Póki co rozkoszujcie się tym romantycznym numerem od Marengo, tak na serio to jedno z ostatnich takich moich odkryć którym się jaram.

https://youtu.be/hZ9cOCm8tcw

Wideoklip:

https://youtu.be/9zUnjVADWcw
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 23 lip 2022 11:28

Milli Vanilli – Girl You Know It’s True

Lato 2019 r., jestem na urlopie i leżę na plaży, jest super słoneczny dzień, lekkie fale na morzu, w skrócie „za taki pobyt płaciłem ten hajs”. Robię sobie przerwę w czytaniu książki i spoglądam na mssngera, a tam na Overhypie ziom pisze, że oglądał fajny dokument o Milli Vanilli, o których już wcześniej gadaliśmy śmiejąc się z tej słynnej wpadki z taśmą. Miałem krótki moment zainteresowania tematem kiedy pierwszy raz czytałem o tym skandalu, ale nie skończyło się wtedy na żadnym dogłębnym poznawaniu grupy. Wszystko zmieniło się, kiedy pojawił się ten mini dokument z Ciekawych Historii. Ten filmik miał taką moc wtedy, jak teraz umieszczenie Kate Bush w Stranger Things, bardo dużo osób w Polsce poznało lub przypomniało sobie o Milli Vanilli.
Obejrzałem go i bardzo mnie zainteresował, bo w końcu pokazywał ten skandal w trochę szerszym świetle (chociaż i tak w bardzo okrojonej, zwięzłej formie). Polecam wszystkim obejrzeć, to jest poważniejsza historia niż „hehe dwóch gości udawało i im się taśma zacięła”.
W każdym razie, następnego dnia gadam o tym kumplem, on mówi, że refren „Girl You Know It’s True” nie może mu wyjść z głowy, że chodzi tylko i podśpiewuje „girl you know it’s true, uu uu uuuuuu I love youuu”. I wtedy zdałem sobie, że robię to samo xD Po całym dniu nucenia tego kawałka, zaopatrzyłem się w obie wersje debiutu Milli Vanilli, best of (w zasadzie to to samo xD) i płytę duetu Rob & Fab (na której Rob i Fab naprawdę śpiewają).
Ten utwór na prawdę ma wszystko. Chwytliwe melodie, dobry bit, fajną muzykę, świetne wokale.
To jest jeden z tych typowych przedstawicieli przełomu lat 80 i 90, z większą rolą rapu w muzyce popularnej, break-beatami, itd. Jak traktować sprawę skandalu? Czy można być fanem Milli Vanilli myśląc o twarzach Roba i Faba, jeśli to nie oni śpiewali? Myślę, że można, z kilku powodów. O prawdziwych głosach (John Davies, Brad Howell, Charles Shaw i inni) oczywiście nie zapominam, ci ludzie nagrali potem zajebisty album jako „The Real Milli Vanilli”, ale dla mnie ML = Rob i Fab. Ich taniec był niepodrabialny, a przede wszystkim, nieudawany. Do tego, co potem udowodnili, potrafili śpiewać. Do dziś można oglądać wykonania „Girl You Know...” z Fabem Morvanem na wokalu i one są świetne. Pamiętam słowa pewnego lubianego przeze mnie youtubera (gość jako pierwszy przeszedł Resident Evil VII na najwyższym poziomie trudności z samym nożem), który stwierdził, że kocha Milli Vanilli i ma gdzieś, że to było oszustwo, bo taniec Roba i Faba go na maksa zainspirował (chłopak jest tancerzem). Jest w tym dużo pozytywnego, zresztą prawda o tym jak to było w rzeczywistości, zaczyna wychodzić na jaw, a w kierunku Faba (Rob niestety zmarł) spływa dużo krzepiących słów z całego świata. Jest jeszcze jedna rzecz. Niby utwór miał wszystko żeby być przebojem, ale jednak nim nie był. Oryginalne „Girl You Know It’s True” napisał i nagrał zespół Numarx. Ich wersja to w 80% to samo, co potem przerobił i nagrał producent Frank Farian, ale przeszła bez większego echa. Dopiero z twarzami Roba i Faba (a każdy musi przyznać, że goście zapadają w pamięć) i ich tańcem w klipie, piosenka stała się międzynarodowym hitem. Czy jest to niesprawiedliwe? Jest, ale takie jest życie xD Zmierzam do tego, że niezależnie od skandalu, kiedy słyszę GYKIT, to widzę tych dwóch czarnoskórych gości, którzy ociekali zajebistością. To już na zawsze będzie dla mnie jeden z tych „feel good” utworów, które będą kojarzyły się z luzem i zadowoleniem.

https://www.youtube.com/watch?v=YnRyU6S2xUI
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 23 lip 2022 12:44

Papa Dance – Ciało i talent

No cóż, z Sią inauguracja tej drugiej 25-ki nie wyszła, to spróbujemy po polsku.
Papa Dance (nie mylić z Papa D., bo muzyki spod tego szyldu nie znam) to taki zespół, do którego odczuwam przeogromny sentyment i sympatię. Znam ich od podstawówki właściwie. Pamiętam szczególnie ich popularność w Polsce, jak pojawił się album Nasz ziemski eden. Nabyłem go oczywiście na nieśmiertelnej kasecie i zarzynałem bez końca. Mój ojciec muzyki nigdy nie słuchał, ale pamiętam, że jak ja puszczałem Papa Dance, to on zawsze cholernie się denerwował i zżymał. Nie mógł pojąć, czemu słucham takiego jak to on określał „dziadostwa”, skoro jest na świecie tyle innej muzyki. Nazywał Papa Dance najgorszym zespołem świata. A ja celowo podkręcałem potencjometr siły głosu, bo wiedziałem, że ta muzyka go strasznie irytuje. Takie młodzieńcze przekomarzanki. :8
Album Nasz ziemski eden znałem tak doskonale, że potrafiłem zaśpiewać każdą linijkę tekstu. Zresztą kilka ulubionych utworów pamiętam do dziś. Ciało i talent to numer, który zawsze był tym moim najukochańszym w ich dyskografii. Podobała mi się kompozycja, tekst, wokal, aranż. Po prostu wszystko. No a najbardziej mój ukochany po dziś dzień akordeon, na którym sam wtedy uczyłem się grać. Mam ogromną słabość do brzmienia tego instrumentu.
Ten utwór i ten zespół na zawsze pozostaną w moim sercu, bo za każdym razem przenoszą mnie w piękne czasy mojej młodości, która jest już coraz bardziej odległym tylko wspomnieniem.

https://www.youtube.com/watch?v=z2SXuxr9JR0
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 23 lip 2022 13:32

jaki porcysiak xd

Blur - Song 2

Co lepiej pasuje jako druga wrzuta w drugiej edycji zabawy niż trwający dwie minuty i dwie sekundy drugi utwór z drugiej plyty Blur? Nie wiem, pewnie wiele rzeczy, ale uznałem, że ten kawałek musi się pojawić tu i teraz. Co prawda trochę spieprzyłem sprawę i nie zdążyłem wrzucić tego jako drugi partycypant plus to nie jest mój 2222 post, ale nie można mieć wszystkiego.
Generalnie to ten... no to nie jest znowu tak, że wrzucam zespół, którego nie lubię, ale jakoś nie potrafię się określić mianem fana Blur. Lubię drugą płytę, Think Tank był raczej spoko, niektóre hiciory też, ale to też zespół, którego pełnograjów nie słuchalem setki lat. Ja to generalnie jakoś długo nie mogłem się polubić z britpopem, nie wiem, zawsze mnie to nudziło i w sumie to szczere mówiąc - wojna między fanami Blur i Oasis przypominała mi trochę nawalanki kibiców ŁKSu z kibicami Widzewa w czasach, gdy obie drużyny grały w II lidze, chociaż zakładam, że mimo wszystko oba te zespoły mają ciut więcej fanów na całym świecie. Szczerze mówiąc to ja na Blur trochę się zawiodłem, bo jak byłem tym nastoletnim szczylem i ściągnałem ich którąś tam płytę, to się wkurwiłem, bo myślałem, że będzie brzmieć jak ta piosenka. xD
Generalnie to też jest to jedna z nielicznych rzeczy, które odkryłem przed tym mitycznem 2010 rokiem - było to jakoś późną wiosną 2008. Kończyłem wtedy etap edukacji szumnie nazwany gimnazjum, czyli przez większość czasu grałem w gierki oraz z kumplami z osiedla na boisku za naszym domem i prawdę powiedziawszy - nie potrzebowałem wiele więcej do szczęścia. W tematach gierkowych wspominałem o kumplu OD KOMPUTERA, dzięki któremu parę lat wcześniej poznałem Gothica i który był dla mnie wówczas relatywnie ważną figurą - podczas gdy inni moi znajomi zaczynali chlać i odpieprzać ten cały durny szajs, który robi nastoletnia młodzież, to my spędzaliśmy popołudnia i wieczory na oglądaniu losowych gówien na YouTubie oraz graniu w stare gierki. No i do dziś pamiętam jak któregoś deszczowego dnia wbiłem do zioma przez balkon (jego rodzina raczej za mną nie przepadała, a on sam miał pokój ulokowany w takim miejscu, że wystarczyło przekroczyć furtkę i zapukać przez drzwi balkonowe i już się było "w domu", tj. u niego w pokoju xd) i graliśmy w FIFE WC98 na emulatorze PSX. Może graficznie odstawała od wówczas najnowszych gierek piłkarskich, ale jaki ten tryb gry na hali był wciągający <3 I ile tam było drużyn i w ogóle! No i chyba nie muszę mówić, ze w menusach tej gierki był wykorzystany ten kawałek (swoją drogą soundtrack generalnie był kozacki, by nie wspomnieć o Crystal Method czy o Chumbawambie czy jak to się tam kurde pisze). xd
O samej piosence w sumie pisać nie ma co, bo chyba kazdy z was to zna tak czy siak. Niby pastisz, niby żart muzyczny, ale cholera jasna - w tym całym WOO HOO jest moc, jest energia i generalnie jest to rzecz, po której nosi jak po dobrej kawie popitej energetykiem. Czy coś. Mój brat miał ten utwór na jakiejś składance i gdy kiedyś poleciał podczas przejażdzki po pobliskim mieście, to przez te 2 minuty 2 sekundy tak ostro wchodził w wiraże, że serio się bałem xD Możecie uznać to za rekomendację lub nie, bierzcie i słuchajcie tego wszyscy (lub nie)

https://www.youtube.com/watch?v=SSbBvKaM6sk
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
Czez
Posty: 9728
Rejestracja: 22 lut 2009 00:43
Ulubiony utwór: Cala masa
Lokalizacja: Glasgow

Post 24 lip 2022 02:08

A Tribe Called Quest - Electric Relaxation

Ogolnie ani mnie to nie parzy, ani nie ziebi. Albo jeszcze inaczej: ani nie pokochalem, ani nie znienawidzilem. Cos tam w sobie ta piosenka ma, tzn jakis szkic, szablon czy jak to zwal i w tym jest to obsadzone. Przy czym najwyrazniejszym ze szablonow jest glupawe gadanie i notoryczny pisk, jakby ktos ciagle otwieral i zamykal nienaoliwiona furtke, bawiac sie przy tym zatartym lozyskiem na oalcu. Przesluchalem to "dzielo" kilka razy i za kazdym razem po minucie nic z tego juz nie pamietalem. Jedyne co mi zostalo w glowie to pytanie, czym to sie rozni od kilku milionow innych kompozycji tego typu? I wedlug mnie niczym. Majac jakby w sobie to cos, nie ma jednak tam nic.  To moj 13 letni syn tworzy ambitniejsza muzyke.

Starship - We Build This City

Piosenka doskonale mi znana. Nie odrzuca. Fajna taneczna, wpadajaca w ucho. Nie raz przy tym sie bawilem ns roznych imprezach. Ale nie pamietam ani jednego razu, zebym to wlaczyl taj sam od siebie do posluchania. Nie jest na tyle mocna, zeby pokonala moja wole posluchania innych kompozycji. W samych latach 80 sa ich dziesiatki, setki, a moze nawet i tysiace. Choc na tle dzisiejszego popu to i tak We Build This City to poziom master.

Pieter Nooten - Topic - After The Call

Jeden plus ma na pewno: wokal nie przeszkadza. Nie przeszkadza w usypianiu sluchacza. Sluchalem i wieczorem i w dzien, i efekt ten sam: ta kompozycja mnie usypia. Ponad 5 minut czegos w rodzaju wprowadzenia do medytacji. Nie wiem czy taki byl zamysl, ale dla mnie tak to wyglada. Jednak np. Enigma robi to o cale lata swietlne lepiej. Nie no, fortepian jest fajny, ale sie tu tylko marnuje. A moze trafilo mi na niezbyt sprzyjajacy nastroj do sluchania takiej melancholii? W momencie, kiedy w ciagu tygodnia zaliczylem 2 energetyczne koncerty ( The Devout i Front 242 ) wlacznie z afterparty, na ktorych bylo duzo industrialu, czy EBM, jak np Covenant, to na tej fali adrenaliny taki tworek zbytnio nie chcial mi sie przyjac.

The War On Drugs - Living Proof

Zaczelo sie fajnie. Klasyczna gitara skustyczna i fortepian w parze to ciekawy duet. Niby nostalgia, ale jako taka z zyciem w sobie. Perka tez ma swoje momenty i fajnie je akcentuje. Nie namolna, ale "widoczna" . Wokal tez zaczyna obiecujaca. I kiedy zaczyna sie wydawac, ze wszystko jest cacy, to cos zaczyna niepasowac. Ale co? Okazuje sie, ze refren. Wlasnie, jaki refren? Czekalem, czekalem i sie niedoczekalem. Z tego calego zaspiewu wyszedl bardzo marny monomuzyczny jakby rap. Zero jakiegos blysku, zero akcentu wokalnego, tylko monotonne wypluwanie strofek. Gdyby nie bylo tu wokalu, to byloby nawet sympatycznie. Niestert, ten niby spiew zrujnowal wszystko.

Sia - You're Never Fully Dressed Without The Smile

Piosenka mi znana, ale chyba kojarze tylko z jakas reklama. No ma dziolcha  kawalek glosu i dobrze umie to wykorzystac. A sama kompozycja... czy jest tam cos oprocz sekcji rytmicznej?  Nie mowie, ze to zle, ale jakus klawisz melidyczny dalby mile dla ucha wypelnienie. A tak toporne umpa umpa, choc powtorze jeszcze raz: wokal robi robote.

London Boys - I'm Gonna Give My Heart

Taki cukierkowy pop konca lat 80. Typowy track na dyskotekowy parkiet. Jest rytm, jest melodia, infantylny tekst... koktajl taneczny. I do tego tylko sie ta piosenka nadaje, bo nie do posluchania. Jak juz leci z glosnikow to po to, zeby poruszac konczynami, tulowiem i czym tam jeszcze.  I to chyba jest najwieksza zaleta tej piosenki, ze nie przechodzi sie obok niej obojetnie, jako ze mimo wszystko pobudza endorfiny.
Enjoy The Silence
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 24 lip 2022 07:57

Powrót Czeza w doskonałej formie. :D
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 24 lip 2022 09:00

Na to czekaliśmy :D Dzięki Czezu, teraz zapodawaj następny kawałek
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Czez
Posty: 9728
Rejestracja: 22 lut 2009 00:43
Ulubiony utwór: Cala masa
Lokalizacja: Glasgow

Post 24 lip 2022 10:39

Dolly Parton and Kenny Rogers - Islands In The Stream


https://youtu.be/UaNGtgYwSsU


Jest wiele duetow na swiecie, ktore zaspiewaly tony piosenek. Ten akurat jest dla mnie jednym z najwybitniejszych. Utwor po raz pierwszy uslyszalem w roku 2006. Pracowalem wtedy na nocne zmiany w Londynie. Gralo radio i co noc lecialy mniej wiecej te same piosenki. Ta byla jedna z nich. Dzieki swojej nietuzinkowej kompozycji i charakterystycznym wokalom, zasiedlila sie w mojej glowie. Malo tego, polubilem ja i nawet czasami nuce pod nosem. Z reguly nie interesuja mnie za bardzo jakies glebsze szczegoly. Lubie, to lubie i tyle. Ale piszac o tej piosence jakos mimowolnie ppczytalem o niej. No i doznalem szoku. Otz dzis sie dowiedzialem, ze ta piosenka zostala skomponowana przez Bee Gees. To jeszcze bardziej utwierdza mnie w przekonaniu, ze BG tworzyli naprawde dobra muzyke i od dawna bylo mi to pisane. Moze to tylko malo istotny szczegol, ale akurat dla mnie w tym momencie ma duze znaczenie.
Enjoy The Silence
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 24 lip 2022 11:12

Melduję obecność, ale wrzutka (i jakieś sensowne odpowiedzi w innych tematach) dopiero wieczorem. Coś o Tauronie też napiszę
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 24 lip 2022 21:55

Andy Stott - How It Was (2014)

Po Tauronie nie mam prawa rzucić czegoś, co nie jest związane z tym, co się działo w ten weekend w Katowicach. Andy to właściwie główna przyczyna tego, że się tam w tym roku w ogóle znalazłem. Główne postacie swoją drogą, ale współcześni mistrzowie klubowej na Club Stage to był wyższy stopień świadomości. Jak ktoś będzie zainteresowany to napiszę więcej, ale wybrałem się ze znajomym na 6-7 pełnych występów plus fragmenty dla wybranych i nic nie rozczarowało. Stott odpowiadał za najmocniejszy odpływ piątkowy.

Kiedy pod koniec gimnazjum ostatecznie przeprosiłem się z pełnią elektroniki i właściwym techno to zastanawiało mnie, kim jest ten gość, o którym w wielu miejscach mówiło się i pisało jak o kolejnym wielkim odkrywcy. Tych przełomowych EPek początkowo nie mogłem strawić, trzeba było podejść z innej strony. Too Many Voices w tamtym czasie było wybiegające najdalej poza to techno terytorium. Dalej był charakterystyczny brud, ale pośród tej szarości ciekawie poszatkował wokale, cieplejsze barwy też się zaczęły pojawiać. Z biegiem czasu wsłuchiwałem się coraz więcej, poznawałem coraz więcej dub techno i pochodnych, w pewnym momencie zaskoczyło. Piątkowy set podsumował moje poszukiwania i ostatecznie ugruntował wysoką pozycję tego sympatycznego łysego dżentelmena w hierarchii Elektronicznych Ziomków.

Co mamy na How It Was? Dobrze oddaje seta, choć na żywo było jeszcze bardziej eklektycznie. Na płytach Stott aż tak nie szaleje, przedwczoraj zaskoczył intensywnością i gatunkową żonglerką. Jakiś czas szukałem odpowiedniego numeru, ale to zasługa tego, że po prostu jest w czym wybierać. Zaczyna się przyjemnymi akordami, jest zaskakująco atmosferycznie, ale potem wchodzi przyłożenie basowe, przybrudzone, lekko przesterowane drumsy. Nie będzie pieszczot, szczególnie przy dobrym sprzęcie. W tle jeszcze poszatkowane mamrotania i zaśpiewy. Tak brzmi miasto nocą, to jest energia tych piwnic, namiotów i ludzi, którzy w odpowiednim towarzystwie chcą się dobrze pobawić i dać się ponieść bez obolałych kostek i łydek. Odrobinę outsiderska.

Nie tylko smaży elektronikę wysokiej próby. Odpowiada również za label Modern Love, który specjalizuje się w podobnie chłodnym ambiencie i przybrudzonym dubie, techno i minimalu. No to jazda :--

https://www.youtube.com/watch?v=zJXT4fuiUjg
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 25 lip 2022 21:08

2. Rihanna - Man Down (rok wydania 2011, rok pierwszego odsłuchu 2011)

https://youtu.be/joGVme3M4MQ

Jest sobie lato 2011, jakoś niemal dokładnie 11 lat temu. Wróciłem właśnie w wczasów w Chorwacji i wylądowałem prosto w Krakowie u pewnej panny. Gdzieś już o tym pisałem przy jakiejś okazji, więc daruję sobie personalne wycieczki historyczne (choć w sumie nie do końca...). Najważniejsze dwa słowa z początku tej wrzutki - lato i panna. To był bardzo specyficzny czas, i dla mnie życiowo i muzycznie, działo się dużo, zresztą pięknych rzeczy (złe dopiero miały nadejść, ale wtedy miałem to gdzieś) i miały one piękny soundtrack. Trochę ode mnie, trochę od niej. To akurat od niej. Laska była wielką fanką Ruhanny i jak tylko ten numer wyskoczył na powierzchnię, to zaczęła go mocno katować. Warto dodać, że o ile jakoś na początku 2011 roku powoli wtłaczałem się w świat hipsterskiej muzyki (czy tak naprawdę czegokolwiek innego od masy tych samych g*wien, jakiej słuchałem od przynajmniej 7 lat już wtedy, I mean, ILE MOŻNA Z DM), poprzez choćby Blue Foundation, Little Dragon czy Parova Stelara (Miike Snow znałem już trochę dłużej dzięki - hehe - radiowej Trójce), to radiowy pop kompletnie mnie omijał mniej więcej do wiosny. Ale dopiero lato i revival tego "romansu" niejako zmusił mnie do zapoznania się z czymś bardziej contemporary, że tak to ujmę. Ruhanna była forpocztą tej listy (a przecież w tym samym czasie miała premierę płyta 21 Adele, którą też wtedy przesłuchałem na wszystkie sposoby). Wcześniej prawdopodobnie podszedłbym do tego numeru z dużą dozą sceptycyzmu, zresztą, tak podchodziłem do wcześniejszej twórczości artystki z Barbadosu. Nie mogę powiedzieć, że jej utwory (przynajmniej niektóre) mi się nie podobały (z niektórymi było zgoła odwrotnie), ale jakoś... głupio mi się było do tego przyznawać przed samym sobą (podobnie miałem z Lady Gagą warto dodać). Ponadto moja ówczesna partnerka miała gust muzyczny którego koncentrat po rozwodnieniu dawał Eskę Rock, także nie znajdowałem za bardzo zrozumienia. Ewidentnie potrzebne było właściwie towarzystwo do właściwej oprawy. I tak też się stało, choć wiąże się z tym pewna nawet zabawna historia.

Rihanna - jak już napisałem wyżej - ma parę naprawdę dobrych numerów (dla mnie ofc, jak np. Disturbia), ale ten kupił mnie jakoś od razu. Głównie dlatego, że primo - numer daje mi mocno reggae vibe'y, a choć gardzę reggae jako gatunkiem srogo (z kilkoma może drobnymi wyjątkami), to mocno pasuje do jej, cóż, narodowości, a o ona (tu secundo) swoim głosem i sposobem śpiewu (wreszcie z naturalnym akcentem bez amerykanizacji) doskonale przydaje mu odpowiedniej energii i klimatu. To reggae jest bardziej pop niż reggae, przez już od początku było dla mnie bardziej strawne, ale też, no, to po prostu Ruhanna, która jest, kurde, dobra, co z tego, że numery pisze jej 500 osób i drugie tyle je produkuje, a w ogóle na samym początku to średnio umiała śpiewać i tak dalej, tutaj jest już dobrze wyrobiona (i co z tego, że również - ponownie - dobrze zaopiekowana sztabem ekspertów), dobrze brzmiąca, trzyma fason i aż sama nóżka lata. Kwestia okoliczności, osobistego odbioru (jaki inny w sumie miałbym mieć), ale ten kawałek daje mi latem tak bardzo po ryju, że mocniejszego plaskacza otrzymuję chyba wyłącznie od Formacji Nieżywych Schabuff, i to też przez nostalgia-driven-value, bo ta luta przenosi mnie do roku 1995 do Mielna i mój świat kończy się na przywożonych przez starego z Makro na Kozinach Fruttisach (nie daruję ich zniknięcia z rynku). 16 lat później mam 22 lata, leżę sobie w towarzystwie wyjątkowej kobiety (oboje bez odzieży wierzchniej) na łóżku jej nowohuckiego mieszkania, jakaś dzieciarnia drze mordę na zewnątrz, ktoś kogoś woła z pola, popołudniowe słońce atakuje niemiłosiernie naszą sypialnię, obok stoi butelka zimnego białego wina, ja palę wiśniowego Djaruma (mogły to też być Someday's Fantasy, za późno odkryłem te szlugi ;_;), a z głośników mojego śmiesznego komputerka leci TEN numer. Jeszcze przez przynajmniej 2,5 miesiąca czuje dobrze człowiek, jestem młody, nie mam żadnych pieniędzy, zasobów ani nadziei i jestem najszczęśliwszym gościem na świecie (nawiązanie do Millera całkowicie zasadne). Poczujcie lato ziomeczki.

Na marginesie dodam, że w Mikołajki tamtego roku miałem okazję być na... koncercie Rihanny w łódzkiej Atlas Arenie, na który to koncert miałem właśnie iść z w/w "Krakowianką", ale niestety, pewne okoliczności uniemożliwiły tę eskapadę. W zamian za to poszedłem na ów koncert z byłą (iks de), tą samą, która Ruhanną gardziła. I... bawiliśmy się świetnie xD Jeden z lepszych występów ever, co z tego, że show, co z tego, że Rihanna skoro to była... Rihanna!
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 25 lip 2022 21:19

"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 25 lip 2022 23:39

Marengo - Puente de Esperanza

Murzyn jest cwany, bo wiedział kiedy to wrzucać, ale w sumie sam robię to samo, wrzucam pod obecne klimaty. Nie wiem jak bym na to zareagował w innych okolicznościach, tzn. na pewno pozytywnie, ale nie aż tak jak teraz kiedy sobie tego słucham po wieczorku spędzonym nad zatoką.
Wchodzi jak złoto. W ogóle ten kawałek, może nie cały, ale początek ma taki vibe polskich piosenek z lat 80-tych (jakieś „Zmysły Precz” mi chodzą po głowie, czy numery z drugiej płyty Obywatela GC). To jest taki bardzo powolny chill, taki po całym dniu kiedy zachodzi słońce i z człowieka schodzi wszystko. Nadmorska miejscowość, morze, jakiś alkohol w łapie i czyste wajbowanie w lekko jazzującym rytmie. Nie chce wkoorwiać Murzyna i znowu pisać mało, ale jego wrzutki mają po prostu coś takiego, czego nie da się za bardzo wyrazić słowami, bardziej obrazkami. A ja tu teraz żyje sobie w tym urlopowym mikrokosmosie, który też ma swoją ograniczoną czytelność i się kiwam do tego, czując w pełni ten klimat. To jest taka muzyka, że bez wspomagającego kontekstu, łatwo na to mehnąć, np. jak człowiek siedzi po robocie zmachany w jakimś mieście i jakieś tropikalne espanolowanie go tylko wkurwya. No, mnie nie wkurwya xD

Papa Dance – Ciało i talent


Sorry Shodan, ale musisz znać prawdę. W top3 najbardziej znienawidzonych przeze mnie instrumentów jest akordeon xD Kojarzy mi się z jakimś cygańskim pitoleniem, generalnie jak widzę np. jakiegoś ulicznego grajka z akordeonem, to mam ochotę go skopać, zniszczyć mu ten akordeon i jeszcze zabrać mu zebrane pieniądze. Widuję tutaj takiego jednego typa co gra piosenki na zamówienie, na akordeonie, i za każdym razem w myślach palę mu to gówno. Tak więc numer od razu walnął mi w mordę. Sama piosenka, to też jest raczej średni poziom jak na Papa Dance. Ani to nie jest ten lekko komiczny, ale melodyjny pop, ani tez jakieś poważne granie, tylko takie weselne, straight outta wiocha. Kojarzy mi się z jakimiś etno zespołami, które jadą na tych samych, ukradzionych dziadkowi ze śpiewnika, motywach. Najgorsze jest to, że gdyby to było jeszcze jakieś bardziej typowe Papa Dance, w jakiejś fajnej elektronicznej aranżacji, to byłbym nawet w stanie tego słuchać z jakimś uznaniem, i nawet momentami się takie rzeczy przebijają, ale ostatecznie i tak giną pod tym koszmarnym akordeonem. Szkoda i głupio mi zjeżdżać takie sentymentalne wrzutki z młodości, bo z czasem takie wehikuły ceni się coraz bardziej, ale nie mam szczęścia do Waszych propozycji Papa Dance w tych tematach. Im więcej tego słucham, tym bardziej stwierdzam, że to by był naprawdę spoko kawałek, taki nawet 7/10. Refren chodzi za mną od wczoraj. Ale przez ten akordeon to jest /10. Może to się przegryzie z czasem.

Blur - Song 2

Mentos walczy o order Pana oczywistego i kiedy wrzuca już jakieś utwory fajnych zespołów, których nie założyli jego koledzy, lub które nie latały tylko na muzbawkach, to to są niemal zawsze Enjoye. Jako fan Blur, powinienem taką postawę zjebać, ale odpuszczę, bo za bardzo lubię „Song 2” i pewnie będę miał więcej ciekawych rzeczy do napisania o nim, niż OP. Ostatnio nawet oglądałem (ponownie) filmik, w którym Graham Coxon słucha razem z jakimś typem wyizolowanych ścieżek do tego kawałka i opowiada. To było nagrywane na jakimś małym i tanim wzmacniaczu, praktycznie na setkę, tylko intro na perkusji było zloopowane. Damon Albarn nagrał wokal jako próbny take, od niechcenia, ale każdy następny już nie miał tego czegoś, było za dużo myślenia, za mało emocji, i użyli tego pierwszego (tbh mam z tym do czynienia regularnie, kiedy Dev nagrywa swoje wokale). Ten kawałek jest jak demo, ale które nigdy nie mogłoby zabrzmieć lepiej, bo jakiekolwiek picowanie go, analizowanie, itd., totalnie by zniszczyło ten garażowy klimat. Lubię wcześniejsze Blur, ale często wydaje mi się, że nagrywali potwornie dużo mdłej muzyki (jakieś orkiestracje, wypolerowane gitary, itd) i nie dziwię się, że to w końcu eksplodowało w postaci nagranego na YOLO „Song 2”. Potem IMO było już tylko lepiej i którąś z kolejnych dwóch płyt pewnie w końcu wrzucę do albumówki, w utworach też coś Blur ode mnie będzie, ale na pewno nie „Song prostytutka 2” xD Żeby nie rozmydlać tematu, uwielbiam to, że S2 jest uosobieniem fajnie zrealizowanej prostoty. Oni mieli farta z tym kawałkiem, bo tu wszystko się udało, począwszy od tego WOOHOOO, które ciągnie cały kawałek, po riff Coxona, mini solo na basie Alexa i ten wstęp Rowntree’yego. Dwie minuty perfekcji.

Dolly Parton and Kenny Rogers - Islands In The Stream

Czezzy i tak zjebie wszystkie nasze numery, że są chujowe xD Ale nie za bardzo potrafię się na nim zemścić, bo wrzuca spoko rzeczy. Ja Dolly Parton generalnie nie włączam sam z siebie, ale w jakiś tam sposób szanuję i ogólnie szanuję tego typu duety kiedy są udane. Fajnie się te wokale łączą ze sobą. Czez był w szoku, że to napisali Bee Gees, a ja od początku pomyślałem, że przecież to brzmi 100% jak Bee Gees. Może znowu urlop przeze mnie przemawia, ale słuchało mi się tego spoko. Fun fact, po wpisaniu tego kawałka w google, wyskakuje w pierwszej kolejności pytanie „Did Kenny Rogers ever sleep with Dolly Parton?”. Jak chcecie wiedzieć, to sobie sami zgooglujcie.

Andy Stott - How It Was

Dragon wrzuca numer na fali koncertów i fajnie, ale w sumie poza jakimś live kontekstem to nie czuje tej muzy. Niby poprzednią 25tkę, Smok wygrał u mnie na kawałki, ale kiedyś musiał jebnąć jak łysy o kant stołu, i to jest ten moment. Wyobrażam sobie, że to mogło robić wrażenie na koncercie, przy dobrym, potężnym nagłośnieniu, ale taka muza często nie sprawdza się przy słuchaniu w domu. Słucham tego i słucham i myślę sobie „ależ ten typ przynudza”. Nie mam problemu z powtarzalnością w muzyce, nie mam problemu z distortem, z brakiem melodii w ambiencie, więc to nie w tym rzecz. Ten kawałek po prostu nie ma w sobie niczego ciekawego i jestem trochę zaskoczony, że Dragon akurat taki utwór wybrał (chyba, że to faktycznie najlepsze co ma Stott do zaoferowania, to w takim razie pozdro xD). Gdybym słuchał tego na żywo, to może bym bardziej docenił, ale niestety Dragon, nie byłem na Tauronie, a to co słyszę z linka, to dla mnie meh content.

Rihanna - Man Down

Ciekawa sprawa, bo nie pamiętam żeby Dev kiedykolwiek puszczał to w aucie podczas jakiegoś smuteczko-nostalgo-tripa. Całą opowieść znam ze szczegółami lepiej niż bym chciał, zresztą pewnego listopadowego wieczora namawiałem Deva żeby nie wsiadał w pewien pociąg do pewnego miasta, gdzie mieszkała pewna laska xD Oczywiście po zapewnieniu mnie, że tego nie zrobi, Musiał następnego dnia to zrobił, ale to inna opowieść, na inną porę roku i inne wrzutki muzyczne (i z mojej strony i z Deva). Jakiś czas później, namawiałem go żeby szedł na ten koncert Rihanny, nawet sam, bo to jednak fajna okazja żeby taki show zobaczyć i, jakby na to nie patrzeć, samą Rihannę w czasach bezdyskusyjnej świetności. To trochę jak zobaczyć Radiohead na trasie OK Computer, albo U2 na Zoo TV. Ja lubię Rihanne i lubię ten kawałek. O ile Shodana propozycja mi nie weszła, tak Deva wchodzi, zwłaszcza że jestem na wakacjach, a ten kawałek się nadaje. Ale prawda jest taka, że go zawsze lubiłem. I w sumie teraz go lubię jeszcze bardziej, bo pamiętam tamte czasy, pamiętam tamtego Deva i lol jak to zleciało.

Kolejka jest spoko. Murzyn wygrywa wrzutką skrojoną pod wakacje, ale żeby nie było, nie oceniam jedynie przez pryzmat urlopu. To jest po prostu świetny kawałek. Równie dobrze wypadł Dev i Mentos (pół dnia mi chodziło po głowie WOOHOOO, a nawet nie włączyłem piosenki). Czez ok, Shodan trochę łamie serce, bo wrzucił w sumie fajną piosenkę, ale w oprawie śmierdzącej jak cygance z tobołka. Dragon niestety tym razem zarzucił kawał nieciekawej i nieoryginalnej elektroniki.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 26 lip 2022 00:53

Marengo - Puente de Esperanza

Najpierw odsłuch. Potem wczytałem się w Mudżynowe wprowadzenie, żeby upewnić się w skojarzeniu z Art of Noise. Dla porządku sprawdziłem i Love i Moments in Love. Ten drugi jest jednak nie do zdarcia. Niesamowity klimat, w Love dzieje się połowa tego, co w pierwowzorze, a do tego jest tylko dziwniej zmiksowane. Wolę ten pościelowy mrok. Nie mam głodu wakacyjnych nutek. Poza paroma wyjątkami w ogóle nie mam czegoś takiego jak odpowiednia pora roku dla muzyki. Jedyne co mnie faktycznie drażni to ciepłe brzmienia syntezatorowe przy nieznośnie rażącym słońcu. Robi się aż za ciepło. Odpalasz Puente i jeśli znasz Art of Noise to nie możesz tego odwołania nie wyłapać. Są rzeczy, które na tyle mocno kojarzą się z czymś, że ich wykorzystanie gdzie indziej wydają się bardzo dziwne. Miałem tak z Księżycowym krokiem, tutaj jest trochę lżej pod tym względem. Te dodatki do zsamplowanego podkładu są dość taniutkie. Dodatkowe klawisze, gitarowy Lady Pank i hiszpańskie śpiewy swoje, a sampling swoje. Ciekawostka, do której nie będę wracał. Tło w ogóle nie wzbudza wakacyjnego vibe'u, a nowe elementy mogły być zaśpiewane w dowolnym języku. W tej estetyce zawsze wyjdzie na nie, będę się bujał do Moments in Love dalej. Jak dojedziemy do setnej kolejki i następnych to może zaproponuję jakąś odpowiedź ;)

Klipoteledysk jest przeuroczy, wersję bez wspominanego dabudida postawiłbym ociupinkę wyżej.

Milli Vanili - Girl You Know Its True

Życzyłbym sobie muzycznego kanału na jutube z dokumentami jak ten od Ciekawych historii o Milli Vvannilli. Bardzo dobry film - bez nadęcia muzycznego redaktorstwa, bogaty w źródła. Numer znałem już wcześniej, ale po obejrzeniu tak jak wiele innych osób miałem taki dzień, kiedy trochę drążyłem. Sprawdzałem wykony Faba i występy jeszcze jako Milli Vanilli. Od zawsze wcurwia mnie to "a", który pojawia się w refrenie, okropieństwo xD Słabiutkie są też te ucinane wokale pod koniec, ale to znak czasu. Poza tym blisko kategorii guilty plesaure, choć to naprawdę solidny radiowy kawałek. W tych prawie raperskich zwrotkach jak dla mnie dzieje się najwięcej dobrego. Elegancko brzmiące synthy, przyjemnie przełamany bit, rzetelny wokal. Brzmi to lepiej niż połowa wychodzącego wtedy house'u, a już na pewno lepiej niż ówczesne Tangerine Dream. Przykra to była historia MV, estetycznie spójna rzecz, a zbesztana bez żadnych skrupułów. Fab to chad.

Papa Dance - Ciało i talent

Piosenek chce z dystansem Papa Daance, to nie dzieje się więc...

Ja już o Naszym ziemskim edenie parę słów w różnych miejscach pisałem. Wyparowało dobre brzmienie, wjeżdżają dziwne pseudo rapy, midi rock i jedno kuriozum po angielsku. Gdyby nie Nietykalni, Temat na clip i prawie tytułowy to wszystkie egzemplarze wspomnianego krążka należałoby przetopić na coś bardziej pożytecznego. Proto disco polo w złym stylu. Z Papa Dance została tylko przyzwoita harmonia refrenu. W takim otoczeniu akordeon brzmi okropnie. Generalnie ten utwór kojarzy mi się z dzieciństwem i jakimiś przeciętnymi disco polo kawałkami puszczanymi z mocno zużytych kaset, a które słyszałem zza okna w mojej dzielnicy w Wałbrzychu.

Przynajmniej to był pretekst, żeby znów wrócić do dobrych rzeczy z tej płyty.

Blur - Song 2

W Blur i Oasis nigdy nie wniknąłem. Song 2 odbieram jak odbieram - trochę mem, trochę żart, trochę podkład do reklam gum do żucia czy czegoś młodzieżowego, po prostu COOL. Samo w sobie jest całkiem przyzwoite, ale jestem przeżarty masą kontekstów, w których ten numer się pojawiał. Jednym uchem wlatuje, drugim wylatuje. Odczyn obojętny. Nie czuję do końca takiego grania. Co innego tłuczenie ze znajomymi w jakieś piłkarzyki typu FIFA czy PES, przyjemne wspominki mam i ja!

Dolly Parton & Kenny Rogers - Islands In The Stream

Czez to lubi bidżinsy, na razie gęsto często w swoich wrzutkach przemyca ten kierunek zwiedzania. Mniej lub bardziej koniecznie, ale jednak. Wokale napisane tak, że to skojarzenie i tak gdzieś by się tam podświadomie udzielało, może na równi z odwołaniem do ABBY. Przyjemna wrzutka. Takie country nie country. W ucieczce od stereotypowego granka pomagają damski wokal i klawisze, brzmienia typu ciepłe kluchy lubię. Uroczo kiczowata, ciepła, niezbyt pretensjonalna piosenka. Nigdy jakoś nie miałem wiele do czynienia z Dolly Parton, a to było przyjemne doświadczenie. Jeśli Czez zostanie w tym klimacie to nie będę miał nic przeciwko.

Rihanna - Man Down

Nie znam zwyczajów społeczności Barbadosu, w sumie nie wiem, co do nich naprawdę pasuje, ale Man Down to kolejny przyjazny kawałek Rihanny. Wolę Russian Roulette. Brakuje mi tutaj jakiegoś przełamania rytmu, choćby najdrobniejszego, bo od początku do końca jest tak dziwnie zawieszony, dość mulący. ZAPASYYYYY. Reggae bez duchowości w powietrzu, Jamajki i zieleni. Chyba najbardziej podoba mi się wokal, coś w nim jest, że na długo zapada w pamięć, może się naprawdę podobać - nawet kiedy podkłady lekko odstają.

Kolejka typu meh, no niestety, zdarzają się i takie momenty. Kolektywnym zwycięzcą wasze opisy, a PRZEDE WSZYSTKIM konteksty. Potem chyba Milli Vanilli ostatecznie. Nigdy nie przypuszczałem, że mogę mieć prob... że Hien może wygrać taką wrzutką, ale konkurencja po prostu nie wyszła przed szereg. Czezowa wrzuta ze srebrem przed devową Rihanną.
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 26 lip 2022 08:31

Milli Vanilli - Girl You Know It's True

Hien się w końcu bujnął i rzucił jakimś bangerem, najpierw kupił mnie Shakirą a teraz MV. Nie chodzi o to że po prostu banger, to jest zajebisty klasyk naprawdę, ja w sumie większość mojego dzieciństwa kochałem się w klimatach new jack swing, Dragon wspomniał o housie, to też tu się przewija, ogólnie to jest właśnie taki idealny melanż r&b i dance z przełomu 80s/90s, munlup trafił tym numerem w sam środek tarczy (choć paradoksalnie nie myślałem by go wrzucać, prędzej poleci coś ze wspomnianego new jack swing bo były mi bliższe). No właśnie, co ciekawe przez długie lata ten numer sobie był bo był, trochę go zlewałem, historia mnie nie interesowała zbytnio i nadal ma dla mnie drugorzędne znaczenie, ale ten numer wrócił do mnie w wielkim stylu. Usłyszałem go kiedyś w letni słoneczny dzionek będąc w pracy, przechadzając się parkingiem obok pobliskiej myjni usłyszałem go w radyjku które tam sobie pobrzękiwało. I wtedy odświeżyłem sobie pamięć o tym kawałku, miałem straszny earworm po tym zdarzeniu a że wszystko to miało miejsce jakoś w roku 2014 chyba więc działo się to w czasach moich Wielkich Powrotów do Tanecznych Przebojów z Przeszłości (TM, a co kurła też mogę swoją markę mieć xD). Ogólnie czuję że chyba będę musiał może trochę się wyłamać z wakacyjnych klimatów i może podrzucić jeden numer który rzuci więcej kontekstu na powyższe zjawisko. W każdym razie to był odpowiedni moment i odpowiedni numer, miks tego co lubię najbardziej, taneczne rytmy, świetna produkcja, zajebista duchologia i powroty do dzieciństwa, absolutnie kocham ten numer wizualnie jak najbardziej bo to jest też fantastycznie wytańczone. Dlatego pomimo że choć stricte ten numer nie kojarzy mi się z dzieciństwem może bo go nie pamiętam z tamtej epoki mocno tak już pachnie tamtą erą na kilometr i jeśli Dragon bodajże wspomniał o tym że przełomy dekad w muzyce są czasem jak osobne epoki to ten numer jest taką esencją "epoki" 1988-1992. Tak, dorzucam 7-calowy winyl na listę życzeń w Allegro i idę ćwiczyć tupaną choreografię.

Ocena końcowa: ♥️

P.S. Nie wiem na którym etapie ale ten sam perkusyjny break przewinie się jeszcze u mnie w nieco innej formie.

Papa Dance - Ciało i talent

shodan chciał zaskoczyć i zaskoczył, nie wiem tylko do końca czy wyszło tak jak planował xd obstawiałem Just 5, oberwałem w papę Papa Dance. Nie wiem trochę co napisać o tym numerze, początkowo chciałem go zeszrotować, ostatecznie nie mam ochoty się znęcać, jest mi kompletnie obojętny. Z PD różnie bywa u mnie póki co, mentosa album był tak 50/50, ten numer trochę meh. Wkurza mnie miks tego numeru, mam wrażenie że akordeon trochę za głośno, bas trochę za cicho, wokal jakby chwilami mi ginął. Trochę jarmark, trochę Akademia Pana Kleksa (ale nie tak dobre, jednak Korzyński to inna liga). Z całej kolejki niemniej najsłabiej znów shodanowa wrzutka mi wchodzi :(

Ocena końcowa: 😐

Blur - Song 2

Ment kolejny raz wrzuca znany numer znanego wykonawcy, staje się to powoli tradycją że odbija się od nich ku totalnym obskjurom i z powrotem. Lubię, trudno nie lubić tego kawałka, jak ktoś w internecie słusznie zauważył to jest takie ich Smells Like Teen Spirit. Znam go tak jak i Ty z Fify 98, szczerze mówiąc nie pamiętam żeby coś innego leciało w tej grze, ogólnie ten numer jest właśnie tak COOL jak tylko się da, zawsze będzie. Fajne lekkie gitary w zwrotkach, fajnie brudnie mruczą w refrenie, wszystko jak trzeba i ładnie punkowo wyegzekwowane w 2 minuty. Pamiętam moje zdziwienie kiedy po latach dowiedziałem się że TO ŚPIEWA TEN KOLEŚ Z GORILLAZ (a raczej odwrotnie, ale wiecie ocb). W sumie to na tyle uwielbiam melancholię i zmęczenie w wokalu Damona że mógłbym w końcu wziąć się i jakieś Blur przesłuchać może, ale to w sumie chyba Hien zaserwuje (znam 1 fajny singiel z Think Tank więc może to?).

Ocena końcowa: 👍 na Facebooku

Dolly Parton & Kenny Rogers - Islands In The Stream

Czez leci dalej bezpiecznie po linii Bee Gees, jednak tym razem w wykonaniu legend muzyki country. Fajna, przyjemna ballada. Naprawdę nie wiem co mógłbym tu więcej napisać, Dolly w sumie wkurzała mnie zwykle tym swoim vibrato czy jak to zwał ale tu tak się nie udziela jej, wokale ładnie współgrają, aranż jak należy, tu nie ma co spier*olić że tak powiem. W sumie kiedy myślałem że już wszystko wiem to wszedł refren który zrobił mi zaskoczkę bo... JA TO ZNAM! No właśnie kurka jak to, znam znam ale jakby inaczej... Znam melodię tego refrenu a refren przerobiony, przez kogo... przez Murzynów rzecz jasna xD wykorzystano i przerobiono w przeboju Prasa (raper z grupy Fugees), refren pojawia się już na początku i śpiewa go Mya:

https://youtu.be/MnWogQTfSIY

Ocena końcowa: 🙂

Andy Stott - How It Was

Dragon zaciąga nas ciemną nocą do jakiegoś obskurnego klubu gdzieś w piwnicy tudzież zlokalizowanego w miejscu gdzie dawniej była jakaś fabryka i serwuje nam swoje brudne techno. To brzmi jak coś na co mógłbym sam natrafić sprawdzając album jakiegoś artysty którego fajny jeden numer usłyszałem w GTA, po przesłuchaniu okazuje się że na płycie jest jeszcze może jeden fajny inny numer a ten tutaj to taki średniak z płyty. Z czasem zaprzestałem takich poszukiwań bo stosunek hit do miss był niestety na niekorzyść tych pierwszych. Nie grzeje mnie ani nie ziębi, środek lata to nie jest pora kiedy bym tego słuchał (bardziej ciemną listopadową nocą... w 2016 roku). Może kiedyś wrócę i coś jeszcze w tym znajdę, obecnie wzruszam trochę ramionami ale złego słowa też nie powiem.

Ocena końcowa: 🤔

Rihanna - Man Down

Devotional Dave wraca z kolejnym bangerem. Man Down lubiłem od samego początku, prawdę mówiąc miałem problemy z bardziej popowymi odsłonami tej artystki i zawsze lepiej wchodziło mi cokolwiek bardziej karaibsko zabarwione w jej wykonaniu, co ocierało się o jakieś dancehallowe czy nieco brudniejsze uliczne jamajskie klimaty. Ja wiem że ten numer muzycznie jest mega radiowym rozwodnieniem reggae ale jednak RiRi śpiewająca swoim lokalnym akcentem o tym że zastrzeliła faceta to nie jest też typowy radiowy numer, więc jako wielbiciel Murzynów z pistoletami to kupiłem wtedy z miejsca. Z wiekiem przybladło dość mocno, nie wracałem do tego kawałka po latach a nawet przekonałem się do różnych bardziej popowych odsłon Rihanny. Ram pa pa pam najmilej wspominam z mema z Maćkiem z Klanu obecnie, jest ok i w sumie tyle, w barze na plaży przy drinku by lepiej pasiało.

Ocena końcowa: 🍹

Ocena kolejki: 50/50

Faworyt kolejki: U-u-uuu, I ❤️ you.

Nie, dziękuję: 🪗
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 26 lip 2022 10:32

Ja tak na osłodę dla Shodana, bo widzę, że znowu szykuję mu się niewypał kolejki, to dodam, że od paru dni chodzi za mną refren Papy, a co za tym idzie, będzie mi się ten kawałek kojarzył z tym, póki co bardzo udanym, urlopem. I nie ważne, że jest chujowy, bo poprzez te skojarzenia, będę pewnie do niego wracał xD
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 26 lip 2022 10:35

Jeszcze zatęsknicie za nostalgicznie śpiewającymi shodanowymi kobitkami :P
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 26 lip 2022 10:59

Shodan zaliczył mentosowy moment, wybrał coś nie do słuchania z zestawu, w którym są rzeczy do strawienia. To chyba już dość regularny element programu, na każdego przyjdzie pora :p
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 26 lip 2022 11:33

Shodan nie przejmuj się opiniami, rób swoje i wrzucaj recki ;)
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 26 lip 2022 11:44

Dragon pisze:
26 lip 2022 10:59
Shodan zaliczył mentosowy moment, wybrał coś nie do słuchania z zestawu, w którym są rzeczy do strawienia. To chyba już dość regularny element programu, na każdego przyjdzie pora :p
że niby kiedy coś takiego wrzuciłem xd
Mentos walczy o order Pana oczywistego i kiedy wrzuca już jakieś utwory fajnych zespołów, których nie założyli jego koledzy, lub które nie latały tylko na muzbawkach, to to są niemal zawsze Enjoye.
Trochę przegiąłeś z tymi muzbawkami, ale w sumie coś w tym jest. Ja chyba jak na rzekomego muzycznego hipstera mam zaskakująco normicki gust xd Aczkolwiek, jak już rzekłem, Blur to ja wieki nie słuchałem, to nie jest jakiś szczególnie ważny dla mnie zespół i serio wątpie by cokolwiek innego miało u mnie szansę trafić do tego topu, moooże Girls and Boys ewentualnie. Hejters gonna hejt, aczkolwiek pewnie dziś wrócę do Think Tank
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA