Best of Forum VI
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Tip:
Odpaliłem klip KJ
W opisie pod spodem wyświetla się skąd jest audio
Singles Collection 1979-2012
Wpisałem Killing Joke Singles Collection 1979-2012
Wyskoczyła czyjaś playlista tego skladaka
Jest Sanity w audio
Playlista kolejki niebawem wjedzie
Odpaliłem klip KJ
W opisie pod spodem wyświetla się skąd jest audio
Singles Collection 1979-2012
Wpisałem Killing Joke Singles Collection 1979-2012
Wyskoczyła czyjaś playlista tego skladaka
Jest Sanity w audio
Playlista kolejki niebawem wjedzie
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Wiesz, Musiał...
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Podobno chcieć to móc ale wiesz on nie chciał, on Musiał 
Kolejka 17. (142.):
https://youtube.com/playlist?list=PL9wm ... PdSPysiI14
Kolejka 17. (142.):
https://youtube.com/playlist?list=PL9wm ... PdSPysiI14
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Anna Jurksztowicz - Hej, man!
Zacznę od tego co znam i lubię. Numer poznałem jakoś w roku 2012, nie, bardziej może 2014? To było odkrycie i hit dla mnie, poznałem to podczas wizyty u brata, puszczali to z bratową w samochodzie jak jechaliśmy gdzieś. Świetna produkcja, barwny tekst Jacka Cygana, niepodrabialny klimat. Niby PRL ale doskonale tu goniący Zachód, mieliśmy na chwilę własną Madonnę. Świetna jest ta linia basu, wracając do tego numeru po dłuższej przerwie doceniam też pianinko na które nie zwracałem dotychczas uwagi. O idących z duchem czasu produkcyjnych zabawach wokalem he-he-he hej man nawet nie muszę wspominać, całość to smakowity cukiereczek lat osiemdziesiątych.
Spice Girls - Viva Forever
Nigdy nie zgłębiałem twórczości spajsetek poza Wannabe więc zawsze miło poszerzyć horyzonty. Dawniej słuchanie ich muzyki albo takiej Britney pewnie sprawiłoby że skręcałbym się z cringe'u, a teraz jestem stary, sentymentalny i tęsknię za rzeczami których nie zaznałem, jak choćby to że ominęła mnie cała faza boysbandów/girlsbandów z grubsza, no prawie... ale o tym kiedy indziej. Jest to kawał porządnego najtisowego popu, w sumie zwyczajna ballada ale na wysokim poziomie dopieszczenia studyjnego. Podoba mi się brzmienie tej produkcji i ten nostalgiczny wydźwięk utworu więc zasadniczo mnie to chwyta w sumie. Zaskakująco przyjemnie się tego słucha, zabawne ale to już kolejny raz gdy Wuja serwuje coś na widok czego od razu się krzywię by potem się tej wrzutce poddać, tak było z The Kelly Family, tak było z Rednex i podobnie jest teraz. To jest totalny Eska-core i chyba słysząc to przypominam sobie wieczorne siedzenie przy radyjku u mojej kumpeli jak to mieliśmy w zwyczaju w długie jesienne wieczory. Ja chociaż żyłem w latach 90. to ich muzyka mnie mocno ominęła mimo wszystko, Wujek tam był, żył tym i kurde... Wuja się jednak zna na rzeczy.
Kicell - ?????????????
To już trzecia odsłona japońskich bandów serwowana nam przez kolegę Hiena. Kicell prezentują jednak nieco inny styl od Fishmans czy Polaris. Jest jesienno-zimowy vibe ale zamiast smutnej melancholii czy dubowych klimatów dostajemy więcej ciepła i kominkowości. Fenomenalny vibe, pobrzmiewający mocno vintage z tymi doo-wop chórkami jak z lat 50. czy coś. Rytm perkusji już na wejściu fajny, pianinko i te wokale dopiero przenoszą słuchacza w czasie. To jest dokładnie to co ja nazywam muzyką z filmu o samotnych świętach, słuchając tego widzę Kevina samego w domu i tego typu obrazki. Lekki, senny klimat, idealny pod okołoświąteczny czas, munlup też zna się na rzeczy i trafia kiedy trzeba z takimi wrzutami, duży props.
James Blake - Overgrown
Na wstępie malutki handicap - ten plumkający rytm od razu skojarzył mi się z Dry And Dusty z mojej ukochanej płyty Fever Ray. Muzyka robi fajny klimat, problem mam bardziej za to z samym Blejkiem i chyba od zawsze miałem. Nie przepadam za jego wokalem, za jego zawodzeniem, nie wiem po prostu jego barwa głosu mi nie leży. Za każdym jednym razem gdy obcuję z jego muzyką mam poczucie że to utalentowany gość który robi smutną i przygnębiającą muzykę, być może jego głos za dobrze oddaje tego typu emocje i faktycznie działa jako ich przekaźnik ale paradoksalnie tym samym sprawia że nie mam ochoty tego słuchać i się dołować? Szanuję produkcję ale nie wiem czy kiedykolwiek się przekonam do jego głosu.
Killing Joke - Sanity
Zabójczy żart w wykonaniu Musiała, heh, zatem nie mogło być inaczej że chociaż kapelę tę kojarzę najbardziej jako przedstawiciela muzyki spod łatek post-punk czy gothic to tu słyszę przede wszystkim EJTISY wylewające się litrami. Niby ta sama kapela a jednak inny vibe niż zwykle bym powiedział, może po prostu za słabo ich znam. Dla mnie to brzmi jak coś co równie dobrze mogliby nagrać Simple Minds xd zadziwiająco lekko, muzyka nie ma tego pierdo*nięcia jakiego od nich bym się spodziewał. To jest taki numer który w ciemno bym właśnie obstawiał że zapodał Musiał a nie np. mentos. Skoro już wywołałem mentosa do tablicy to chyba zwyczajnie w jego stylu napiszę że NIE WIEM, rzecz w tym że troszeczkę czuję niedosyt i rozczarowanie jednak, że to nie jest to za co cenię KJ czy szukam w ich muzie, no ale to w końcu Musiał więc nie dziwi mnie ugryzienie tego bandu z trochę innej strony.
Całkiem dobra kolejka, każdy z innej, całkiem niezłej paczki, dwie świetne wrzuty (jedna ukradziona niedoszła moja ale tylko sie cieszyć bo ten numer powinien tu wlecieć tak czy siak a ktoś zwolnił mi slot tym samym), trzy dobre, tudzież solidne i nie sądziłem że kiedykolwiek to napiszę ale w tym zestawieniu wolę Spice Girls od Killing Joke xD
Zacznę od tego co znam i lubię. Numer poznałem jakoś w roku 2012, nie, bardziej może 2014? To było odkrycie i hit dla mnie, poznałem to podczas wizyty u brata, puszczali to z bratową w samochodzie jak jechaliśmy gdzieś. Świetna produkcja, barwny tekst Jacka Cygana, niepodrabialny klimat. Niby PRL ale doskonale tu goniący Zachód, mieliśmy na chwilę własną Madonnę. Świetna jest ta linia basu, wracając do tego numeru po dłuższej przerwie doceniam też pianinko na które nie zwracałem dotychczas uwagi. O idących z duchem czasu produkcyjnych zabawach wokalem he-he-he hej man nawet nie muszę wspominać, całość to smakowity cukiereczek lat osiemdziesiątych.
Spice Girls - Viva Forever
Nigdy nie zgłębiałem twórczości spajsetek poza Wannabe więc zawsze miło poszerzyć horyzonty. Dawniej słuchanie ich muzyki albo takiej Britney pewnie sprawiłoby że skręcałbym się z cringe'u, a teraz jestem stary, sentymentalny i tęsknię za rzeczami których nie zaznałem, jak choćby to że ominęła mnie cała faza boysbandów/girlsbandów z grubsza, no prawie... ale o tym kiedy indziej. Jest to kawał porządnego najtisowego popu, w sumie zwyczajna ballada ale na wysokim poziomie dopieszczenia studyjnego. Podoba mi się brzmienie tej produkcji i ten nostalgiczny wydźwięk utworu więc zasadniczo mnie to chwyta w sumie. Zaskakująco przyjemnie się tego słucha, zabawne ale to już kolejny raz gdy Wuja serwuje coś na widok czego od razu się krzywię by potem się tej wrzutce poddać, tak było z The Kelly Family, tak było z Rednex i podobnie jest teraz. To jest totalny Eska-core i chyba słysząc to przypominam sobie wieczorne siedzenie przy radyjku u mojej kumpeli jak to mieliśmy w zwyczaju w długie jesienne wieczory. Ja chociaż żyłem w latach 90. to ich muzyka mnie mocno ominęła mimo wszystko, Wujek tam był, żył tym i kurde... Wuja się jednak zna na rzeczy.
Kicell - ?????????????
To już trzecia odsłona japońskich bandów serwowana nam przez kolegę Hiena. Kicell prezentują jednak nieco inny styl od Fishmans czy Polaris. Jest jesienno-zimowy vibe ale zamiast smutnej melancholii czy dubowych klimatów dostajemy więcej ciepła i kominkowości. Fenomenalny vibe, pobrzmiewający mocno vintage z tymi doo-wop chórkami jak z lat 50. czy coś. Rytm perkusji już na wejściu fajny, pianinko i te wokale dopiero przenoszą słuchacza w czasie. To jest dokładnie to co ja nazywam muzyką z filmu o samotnych świętach, słuchając tego widzę Kevina samego w domu i tego typu obrazki. Lekki, senny klimat, idealny pod okołoświąteczny czas, munlup też zna się na rzeczy i trafia kiedy trzeba z takimi wrzutami, duży props.
James Blake - Overgrown
Na wstępie malutki handicap - ten plumkający rytm od razu skojarzył mi się z Dry And Dusty z mojej ukochanej płyty Fever Ray. Muzyka robi fajny klimat, problem mam bardziej za to z samym Blejkiem i chyba od zawsze miałem. Nie przepadam za jego wokalem, za jego zawodzeniem, nie wiem po prostu jego barwa głosu mi nie leży. Za każdym jednym razem gdy obcuję z jego muzyką mam poczucie że to utalentowany gość który robi smutną i przygnębiającą muzykę, być może jego głos za dobrze oddaje tego typu emocje i faktycznie działa jako ich przekaźnik ale paradoksalnie tym samym sprawia że nie mam ochoty tego słuchać i się dołować? Szanuję produkcję ale nie wiem czy kiedykolwiek się przekonam do jego głosu.
Killing Joke - Sanity
Zabójczy żart w wykonaniu Musiała, heh, zatem nie mogło być inaczej że chociaż kapelę tę kojarzę najbardziej jako przedstawiciela muzyki spod łatek post-punk czy gothic to tu słyszę przede wszystkim EJTISY wylewające się litrami. Niby ta sama kapela a jednak inny vibe niż zwykle bym powiedział, może po prostu za słabo ich znam. Dla mnie to brzmi jak coś co równie dobrze mogliby nagrać Simple Minds xd zadziwiająco lekko, muzyka nie ma tego pierdo*nięcia jakiego od nich bym się spodziewał. To jest taki numer który w ciemno bym właśnie obstawiał że zapodał Musiał a nie np. mentos. Skoro już wywołałem mentosa do tablicy to chyba zwyczajnie w jego stylu napiszę że NIE WIEM, rzecz w tym że troszeczkę czuję niedosyt i rozczarowanie jednak, że to nie jest to za co cenię KJ czy szukam w ich muzie, no ale to w końcu Musiał więc nie dziwi mnie ugryzienie tego bandu z trochę innej strony.
Całkiem dobra kolejka, każdy z innej, całkiem niezłej paczki, dwie świetne wrzuty (jedna ukradziona niedoszła moja ale tylko sie cieszyć bo ten numer powinien tu wlecieć tak czy siak a ktoś zwolnił mi slot tym samym), trzy dobre, tudzież solidne i nie sądziłem że kiedykolwiek to napiszę ale w tym zestawieniu wolę Spice Girls od Killing Joke xD
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Spice Girls – Viva Forever
Myślałem, że będę pierwszy ze Spice Girls w bestce, ale Wuja z rigczem wjeżdża pierwszy. „Viva Forever” to faktycznie taki numer, który wszyscy lubią i szanują, łącznie z tymi, którzy SG hejtują. Ja tylko powiem, że numery na płytach, a już zwłaszcza b-side’y na singlach, były nawet ciekawsze, ale do tego kiedyś dojdziemy, kiedy odkryjecie Spice Girls, jakich nie znaliście. W międzyczasie ten numer, który de facto był pożegnaniem z klasycznym Spice Girls. Potem album bez Geri i kilka reunionów i solowe kariery, z czego sukces odniosły chyba tylko Mel C, Geri i (przynajmniej w swoim czasie) Emma. Lubię „Viva Forever”, chociaz to taki rodzaj smuta, że sięgam po nie rzadko, bo nie lubię aż tak dołujących numerów w wykonaniu Spice Girls.
Anna Jurksztowicz - Hej, man! (man obowiązkowo z jamajskim akcentem)
Mogłem już o tym pisać, ale mam sentyment do Jurksztowicz, bo śpiewała we wszystkich czołówkach seriali, które leciały w tle non stop kiedy dorastałem. Ten głos jest niepodrabialny. Trochę nie kumam, czemu Dębskiemu tak odjebało na starość i zniszczył to małżeństwo, ale widać jest się czego bać w tej mitycznej starości. Piosenka fajna, taki fajny polski ejtisowy pop, jedyny w swoim rodzaju. Babka ma ten luz i energię, zarażająco pozytywny vibe, ale jednocześnie kobiecość pełną gębą. Najs.
Vashti Bunyan - Here Before
O Vashti Bunyan pierwszy raz usłyszałem ponad 20 lat temu, kiedy pojawiła się ona gościnnie na wydanej w 2002 r. płycie Piano Magic, w kawałku „Crown of the Lost”. Jak potem dopiero się dowiedziałem, było to jej pierwsze nagranie od 1970 r. Glen Johnson dokonał cudu i wskrzesił, pośrednio przynajmniej, karierę tej legendarnej artystki. O wrzucie Murzyna można napisać w zasadzie jedno – absolutny top tej zabawy. Jeżeli „I Dream a Highway” było wczesnym różowym wieczorem, to to jest reprezentacją późnego, niebieskiego wieczora, kiedy gwiazdy zaczynają być widoczne. Klimat można próbować kroić, ale nóż się złamie. O ile w muzyce Piano Magic słychać było echa Vashti z lat 60, tak koło zatoczono i ten numer brzmi jakby żywcem wyjęty z jednej z bardziej graniczących z ciszą ep PM. Zajebioza, Panie Murzyn. Ile jeszcze takich pereł Pan bezczelnie chowasz?
PS. bonusowa trivia, na tej płycie Vashti, pojawia się aranżer orkiestry na płytach Nicka Drake'a i jego przyjaciel.
James Blake - Overgrown
Szkoda, że jednak Seba nie napisał więcej poza średniej jakości wierszem o Bacy, ale rozumiem, musiał być jakiś mem dorzucony. Numer brzmi jak Thom Yorke w domu, a co idzie w parze z takimi domowymi wyrobami, różnie można do nich podchodzić. Wokal Blejka, na dłuższą metę mnie męczy, a wręcz wkurza. To jest takie pianie wyduszone. Muzycznie jest dobrze, przyjemnie wręcz, ale też odnoszę wrażenie, że JB długo kręcił się w kółko, wynajdując koło na podstawie koła wynalezionego na podstawie koła i to wynalezionego przez kogoś innego, kto zrobił je lepiej. Formalnie nie mam się do czego przyczepić, bardzo rzetelna sprawa. Nieformalnie, wątpię żebym do tego wracał jakoś gorliwie.
Killing Joke - Sanity
Pomijając tanie próby Musiała żeby przemycić wideo, bo nie jest zimowe, sam kawałek jest ogólnie całkiem ok, chociaż to na pewno nie jest Killing Joke jakie lubię, tylko jego tandetny brat bliźniak. Generalnie dochodzę coraz bardziej do wniosku, że takie ejtisowe brzmienie to coś, co z góry zabija muzykę, i wiele fajnych numerów zostało odratowanych współcześniejszymi aranżacjami. Nie chce mi się sprawdzać, jak Sanity było traktowane przez lata, ale siusiak, wiadomo że sprawdziłem, ale tu gówno, bo się okazuje, że ten kawałem ledwo był grany live i tylko w roku, w którym przyszedłem na świat. Tak więc, GOOOOOOWNOOOO, a szkoda, bo jest tu potencjał. Powiem nawet, że ta tandeciasrko brzmiąca wersja podoba mi się wystarczająco, żeby dać prejz, więc daję. Musiał w formie.
Murzyn, trochę nic, Musiał, długo nic, Wuja z Dragonem i gdzieś tam Seba. Ogólnie spoko kolejka, ale nie da się ukryć, że grono, które spotkało się latem w Bełchatowie, wypadło najlepiej.
Myślałem, że będę pierwszy ze Spice Girls w bestce, ale Wuja z rigczem wjeżdża pierwszy. „Viva Forever” to faktycznie taki numer, który wszyscy lubią i szanują, łącznie z tymi, którzy SG hejtują. Ja tylko powiem, że numery na płytach, a już zwłaszcza b-side’y na singlach, były nawet ciekawsze, ale do tego kiedyś dojdziemy, kiedy odkryjecie Spice Girls, jakich nie znaliście. W międzyczasie ten numer, który de facto był pożegnaniem z klasycznym Spice Girls. Potem album bez Geri i kilka reunionów i solowe kariery, z czego sukces odniosły chyba tylko Mel C, Geri i (przynajmniej w swoim czasie) Emma. Lubię „Viva Forever”, chociaz to taki rodzaj smuta, że sięgam po nie rzadko, bo nie lubię aż tak dołujących numerów w wykonaniu Spice Girls.
Anna Jurksztowicz - Hej, man! (man obowiązkowo z jamajskim akcentem)
Mogłem już o tym pisać, ale mam sentyment do Jurksztowicz, bo śpiewała we wszystkich czołówkach seriali, które leciały w tle non stop kiedy dorastałem. Ten głos jest niepodrabialny. Trochę nie kumam, czemu Dębskiemu tak odjebało na starość i zniszczył to małżeństwo, ale widać jest się czego bać w tej mitycznej starości. Piosenka fajna, taki fajny polski ejtisowy pop, jedyny w swoim rodzaju. Babka ma ten luz i energię, zarażająco pozytywny vibe, ale jednocześnie kobiecość pełną gębą. Najs.
Vashti Bunyan - Here Before
O Vashti Bunyan pierwszy raz usłyszałem ponad 20 lat temu, kiedy pojawiła się ona gościnnie na wydanej w 2002 r. płycie Piano Magic, w kawałku „Crown of the Lost”. Jak potem dopiero się dowiedziałem, było to jej pierwsze nagranie od 1970 r. Glen Johnson dokonał cudu i wskrzesił, pośrednio przynajmniej, karierę tej legendarnej artystki. O wrzucie Murzyna można napisać w zasadzie jedno – absolutny top tej zabawy. Jeżeli „I Dream a Highway” było wczesnym różowym wieczorem, to to jest reprezentacją późnego, niebieskiego wieczora, kiedy gwiazdy zaczynają być widoczne. Klimat można próbować kroić, ale nóż się złamie. O ile w muzyce Piano Magic słychać było echa Vashti z lat 60, tak koło zatoczono i ten numer brzmi jakby żywcem wyjęty z jednej z bardziej graniczących z ciszą ep PM. Zajebioza, Panie Murzyn. Ile jeszcze takich pereł Pan bezczelnie chowasz?
PS. bonusowa trivia, na tej płycie Vashti, pojawia się aranżer orkiestry na płytach Nicka Drake'a i jego przyjaciel.
James Blake - Overgrown
Szkoda, że jednak Seba nie napisał więcej poza średniej jakości wierszem o Bacy, ale rozumiem, musiał być jakiś mem dorzucony. Numer brzmi jak Thom Yorke w domu, a co idzie w parze z takimi domowymi wyrobami, różnie można do nich podchodzić. Wokal Blejka, na dłuższą metę mnie męczy, a wręcz wkurza. To jest takie pianie wyduszone. Muzycznie jest dobrze, przyjemnie wręcz, ale też odnoszę wrażenie, że JB długo kręcił się w kółko, wynajdując koło na podstawie koła wynalezionego na podstawie koła i to wynalezionego przez kogoś innego, kto zrobił je lepiej. Formalnie nie mam się do czego przyczepić, bardzo rzetelna sprawa. Nieformalnie, wątpię żebym do tego wracał jakoś gorliwie.
Killing Joke - Sanity
Pomijając tanie próby Musiała żeby przemycić wideo, bo nie jest zimowe, sam kawałek jest ogólnie całkiem ok, chociaż to na pewno nie jest Killing Joke jakie lubię, tylko jego tandetny brat bliźniak. Generalnie dochodzę coraz bardziej do wniosku, że takie ejtisowe brzmienie to coś, co z góry zabija muzykę, i wiele fajnych numerów zostało odratowanych współcześniejszymi aranżacjami. Nie chce mi się sprawdzać, jak Sanity było traktowane przez lata, ale siusiak, wiadomo że sprawdziłem, ale tu gówno, bo się okazuje, że ten kawałem ledwo był grany live i tylko w roku, w którym przyszedłem na świat. Tak więc, GOOOOOOWNOOOO, a szkoda, bo jest tu potencjał. Powiem nawet, że ta tandeciasrko brzmiąca wersja podoba mi się wystarczająco, żeby dać prejz, więc daję. Musiał w formie.
Murzyn, trochę nic, Musiał, długo nic, Wuja z Dragonem i gdzieś tam Seba. Ogólnie spoko kolejka, ale nie da się ukryć, że grono, które spotkało się latem w Bełchatowie, wypadło najlepiej.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
I to są wiadomości, które lubię. Ludzie lubią oceniać czyjąś twórczość na podstawie kilku radiowych hitów. Tymczasem w czeluściach dyskografii potrafią czaić się dużo lepsze rzeczy.Hien pisze:13 gru 2024 11:16Ja tylko powiem, że numery na płytach, a już zwłaszcza b-side’y na singlach, były nawet ciekawsze, ale do tego kiedyś dojdziemy, kiedy odkryjecie Spice Girls, jakich nie znaliście.
Nawet tacy producenci mega hitów jak PSB kryją na b-sideach takie perły, że niektórzy mogliby się zdziwić.
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Te najnowsze strony B od Sex Shop Boys nudnawe :p
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
W oczekiwaniu na recenzje obecnej kolejki pozwolę sobie jeszcze na minutę wrócić do wątku Garbage, gdyż Dragon napisał:
Zabawne ale pisaliśmy już o tym numerze przed laty w temacie "Czego teraz słuchasz?":Dragon pisze:09 gru 2024 01:06
Garbage Vow (2015 Remaster)
Widzę, że na płycie jest kawałek o nazwie Queer, hmm... zaraz wracam
stripped pisze:14 maja 2021 22:46Jako że jestem fanem singlowej wersji In Your Room chciałem poszukać czegoś podobnego w brzmieniu i szybko znalazłem szukając po creditsach. Zephyr Mix robił Butch Vig a na gitarze zagrał w nim jak się okazuje Duke Erikson, obaj panowie od 1993 roku byli w składzie alt rockowej kapeli Garbage a to ich singiel Queer z roku '95 (w drugiej połowie wchodzi bardziej gitara Eriksona podobna bardzo do tego co słychać w Zephyrze, perkusja na której grał Vig też podobna):
https://youtu.be/3ppiohVRZ0s
Dragon pisze:14 maja 2021 23:09Ja słyszałem, ale Autechre to to nie jest(btw też wydali tę epkę w 1995 roku)
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Panowie, zapraszam.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
DELETO
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Dobra, siusiak z tym xD
Wypadnie mi fajny numer, ale trudno, nie mam siły się z Wami szarpać, hitleryzować, czytać obietnic Musiała, że wleci rano, kiedy on sam wie już, że wciska mi kit. Kiedy się ta kolejka skończy, to się skończy, a następna będzie już świąteczna, taka na półtora tygodnia, mam nadzieję, że każdy sobie odpocznie w tym czasie, bo jeszcze komuś, jak Czezowi, zepsuję słuchanie muzyki.
Tldr, nie było tematu xd
Wypadnie mi fajny numer, ale trudno, nie mam siły się z Wami szarpać, hitleryzować, czytać obietnic Musiała, że wleci rano, kiedy on sam wie już, że wciska mi kit. Kiedy się ta kolejka skończy, to się skończy, a następna będzie już świąteczna, taka na półtora tygodnia, mam nadzieję, że każdy sobie odpocznie w tym czasie, bo jeszcze komuś, jak Czezowi, zepsuję słuchanie muzyki.
Tldr, nie było tematu xd
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
*obserwuje temat wiedząc, że wrzucę swoje teksty za jakieś 2 godziny pewnie*
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Spoko, ale i tak w 4-5 dni nie dowieziecie kolejnej kolejki, więc to bez sensu. Szkoda nerwów po obu stronach.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
My dowieziemy, towarzyszu, nie jestem jak pozostały aktyw forumowy!
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Inaczej - dopóki Musiał jest w grze, to mogę liczyć najwyżej na to, że przez pięć dni będę dostawał zapewnienie, że jutro wleci xd Wujas musi 10 wycieczek do lasu lasu zrobić z muzą, no takie jego prawo. Seba mi obiecał, że wleci dziś, i akurat jemu mogę wierzyć, ale już srsly nie chcę generować więcej spin. Niech to posłuży za przerwę świąteczną.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Kicell - 来てけつかるべき新世界
Mam ambiwalentny stosunek do Japonii. Mangoanime w przeważającej części lubię, weebem czy tam otaku nie jestem, a generalnie to ni cholery nie wyobrażam sobie żyć w takim pośpiechu, zanieczyszczeniu oraz kulturze, w której pracoholizm jest więcej niż mile widziany. I nawet ramen mi nie podchodzi. Ale z drugiej… oni potrafią czasem stworzyć coś naprawdę odjechanego, coś na co nikomu w Europie nie przyszłoby do głowy. Tak jest z ich grami video, tak bywa z ich muzyką (o czym się przekonamy w Depeszwizji, miejmy nadzieję). I może ten kawałek ciężko mi nazwać odjechanym, ale kurczę… on w sobie naprawdę COŚ ma. Ciężko mi to coś konkretnie wskazać, to na pewno nie jest wyłącznie kwestia języka, ale wiem tylko tyle, że gdyby tego nie nagrali japończycy to by mi się to zlało z pierdyliardem innych okołoświątecznych wrzut, a tu po prostu czuję vibe, który jest znajomy, ale inny. I przy tym równie przyjemny. Bierę to!
Spice Girls – Viva Forever
Ostatnio na blogasku redaktura Wojciecha Orlińskiego pojawiła się fajna wrzuta, nawiasem mówiąc też okołomuzyczna, w której konkludował, że późne 90sy to w sumie z perspektywy świata i tzw. Zachodu to był ten ostatni moment, w którym wszystko wskazywało na to, że świat pójdzie w dobrym kierunku. Doskonale wiemy, że wyszło jak wyszło. Ja, jako rocznik 92, to ten okres pamiętam jak przez mgłę, ale nie ukrywam, że fenomen Spice Girls do mnie dotarł, bo jednak laski wyskakiwały z każdego kolorowego pisemka i każdej puszki Pepsi w tamtym czasie. I jeśli nawet takie girlsbandy potrafiły tworzyć ładny, bezpretensjonalny i dobrze wyprodukowany pop, to chyba faktycznie źle nie było? Doceniam, zwłaszcza, że wiem, że to słyszałem wieki temu, ale już nie pamiętam gdzie i kiedy, więc fajnie sobie coś takiego odkurzyć.
Anna Jurksztowicz - Hej, man!
Niby nie lubię sezonować muzyki itepe itede, ale jednak Jurksztowicz na tyle mocno mi się kojarzy z przełomem między latem a jesienią, że aż poczułem irracjonalny dysonans widząc ją zimą. xD Dziękuję nie tańczę to dość nierówna płyta, bo tak jak pisze Robert - bangery przeplatają się na niej z nijakimi, kiczowatymi pościelówami, z czego jedną zdublowaną, ale te pierwsze są naprawdę mocarne. I cóż, nie ukrywam, że przez długi czas na tej płycie słyszałem takie dwa: VIDEO DOTYK i HEJ, MAN! Ładna piosenka, przewrotny tekścik i cudowny klimat mniej cudownej epoki. BAZA.
Vashti Bunyan - Here Before
Okej, a to jest po prostu SYMPATYCZNE i ładne. Tak bym napisał, gdybym nie przeczytał notki Murzyna. Przeczytałem ją jednak i… nadal twierdzę tak samo, aczkolwiek rad jestem, że udało mi się poznać kolejną warstwę, do której pewnie bym sam nie dotarł. Jako osoba, której tacierzyństwo w najbliższym czasie nie grozi mam wrażenie, że pewnie coś mi tu umyka, bo jednak nie rozumiem jak to jest mieć własne, żywe coś, wychowywać je etc., a domyślam się, że w takim przypadku klepnęłaby mnie ta wrzuta mocno i konkretnie. A na razie czuję solidne pomizianie. No urocze no.
Killing Joke - Sanity
Killing Joke jest na mojej kupce wstydu od zawsze. Nie wiem, dziwna sprawa z tym zespołem, bo niby tych płyt nie natrzaskali choroba wie ile, ale jakoś tak mam wrażenie, że ta ich dyskografia mnie przytłacza. Na tyle, że znam na ten moment debiut i parę losowych kawałków, w tym te podjebane przez Siekierę oraz Nirvanę. Na swój sposób ten kontekst robi mi robotę, bo w innym przypadku bym pewnie pisał, że to generyczny, ale fajny post-punk, ale tu mogę założyć, że ta generyczność nie jest wynikiem odtwórczości, tylko jest na odwrót. KIEDYŚ ICH POZNAM LEPIEJ, I promise.
Wszystko mi tu siadło, fajna kolejka. Kto zwlekał ten dupa.
Mam ambiwalentny stosunek do Japonii. Mangoanime w przeważającej części lubię, weebem czy tam otaku nie jestem, a generalnie to ni cholery nie wyobrażam sobie żyć w takim pośpiechu, zanieczyszczeniu oraz kulturze, w której pracoholizm jest więcej niż mile widziany. I nawet ramen mi nie podchodzi. Ale z drugiej… oni potrafią czasem stworzyć coś naprawdę odjechanego, coś na co nikomu w Europie nie przyszłoby do głowy. Tak jest z ich grami video, tak bywa z ich muzyką (o czym się przekonamy w Depeszwizji, miejmy nadzieję). I może ten kawałek ciężko mi nazwać odjechanym, ale kurczę… on w sobie naprawdę COŚ ma. Ciężko mi to coś konkretnie wskazać, to na pewno nie jest wyłącznie kwestia języka, ale wiem tylko tyle, że gdyby tego nie nagrali japończycy to by mi się to zlało z pierdyliardem innych okołoświątecznych wrzut, a tu po prostu czuję vibe, który jest znajomy, ale inny. I przy tym równie przyjemny. Bierę to!
Spice Girls – Viva Forever
Ostatnio na blogasku redaktura Wojciecha Orlińskiego pojawiła się fajna wrzuta, nawiasem mówiąc też okołomuzyczna, w której konkludował, że późne 90sy to w sumie z perspektywy świata i tzw. Zachodu to był ten ostatni moment, w którym wszystko wskazywało na to, że świat pójdzie w dobrym kierunku. Doskonale wiemy, że wyszło jak wyszło. Ja, jako rocznik 92, to ten okres pamiętam jak przez mgłę, ale nie ukrywam, że fenomen Spice Girls do mnie dotarł, bo jednak laski wyskakiwały z każdego kolorowego pisemka i każdej puszki Pepsi w tamtym czasie. I jeśli nawet takie girlsbandy potrafiły tworzyć ładny, bezpretensjonalny i dobrze wyprodukowany pop, to chyba faktycznie źle nie było? Doceniam, zwłaszcza, że wiem, że to słyszałem wieki temu, ale już nie pamiętam gdzie i kiedy, więc fajnie sobie coś takiego odkurzyć.
Anna Jurksztowicz - Hej, man!
Niby nie lubię sezonować muzyki itepe itede, ale jednak Jurksztowicz na tyle mocno mi się kojarzy z przełomem między latem a jesienią, że aż poczułem irracjonalny dysonans widząc ją zimą. xD Dziękuję nie tańczę to dość nierówna płyta, bo tak jak pisze Robert - bangery przeplatają się na niej z nijakimi, kiczowatymi pościelówami, z czego jedną zdublowaną, ale te pierwsze są naprawdę mocarne. I cóż, nie ukrywam, że przez długi czas na tej płycie słyszałem takie dwa: VIDEO DOTYK i HEJ, MAN! Ładna piosenka, przewrotny tekścik i cudowny klimat mniej cudownej epoki. BAZA.
Vashti Bunyan - Here Before
Okej, a to jest po prostu SYMPATYCZNE i ładne. Tak bym napisał, gdybym nie przeczytał notki Murzyna. Przeczytałem ją jednak i… nadal twierdzę tak samo, aczkolwiek rad jestem, że udało mi się poznać kolejną warstwę, do której pewnie bym sam nie dotarł. Jako osoba, której tacierzyństwo w najbliższym czasie nie grozi mam wrażenie, że pewnie coś mi tu umyka, bo jednak nie rozumiem jak to jest mieć własne, żywe coś, wychowywać je etc., a domyślam się, że w takim przypadku klepnęłaby mnie ta wrzuta mocno i konkretnie. A na razie czuję solidne pomizianie. No urocze no.
Killing Joke - Sanity
Killing Joke jest na mojej kupce wstydu od zawsze. Nie wiem, dziwna sprawa z tym zespołem, bo niby tych płyt nie natrzaskali choroba wie ile, ale jakoś tak mam wrażenie, że ta ich dyskografia mnie przytłacza. Na tyle, że znam na ten moment debiut i parę losowych kawałków, w tym te podjebane przez Siekierę oraz Nirvanę. Na swój sposób ten kontekst robi mi robotę, bo w innym przypadku bym pewnie pisał, że to generyczny, ale fajny post-punk, ale tu mogę założyć, że ta generyczność nie jest wynikiem odtwórczości, tylko jest na odwrót. KIEDYŚ ICH POZNAM LEPIEJ, I promise.
Wszystko mi tu siadło, fajna kolejka. Kto zwlekał ten dupa.
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Kicell 来てけつかるべき新世界
Szanuję tę solidność, prostotę formy i lekkość, ale trudno nie ukryć wrażenia, że to naprawdę niezbyt angażujący muzaczek. Dodatkowo wyjątkowo sugestywny dzięki opisowi Hiena, zbliżającemu się świątecznemu jeblowi. Fajnie wypada dźwięk przypominający dźwięk uruchomionego migacza. Poza tym muzyka do reklamy Allegro. Kurier przywodzi prezenty, rodzinka się cieszy, choinka sięga sufitu, kominek pięknie rozświetla salon na pomarańczowo, a babcia już pędzi z blaszką dopiero co upieczonych ciasteczek, które za chwilę wnuczek udekoruje szerokim od ucha do ucha uśmiechem z bitej śmietany ^^ No nie jest to najlepszy kontekst do przyjmowania tak skrojonej sztuki. Nie w trakcie kolejnego sezonu apokalipsy jarmarcznej - jeszcze dwa takie i nawet do McCartneya przestanę wracać z radością. Ni czas to, ni miejsce. Ja wysiadam. Co innego w lipcu czy innym wrześniu przy nieznośnej lekkości podczas czytania książki w wolny dzień.
Skoki też kompletnie zepsute, nie da się na to patrzeć IMO. Jeszcze ci skretyniali komentatorzy w Eurosporcie. Najlepszy moment podczas jednej z ostatnich transmisji to rozmowa ze Schmittem.
Spice Girls Viva Forever
Ahh, ten słynne SPAJSETKI. Czy ja w ogóle mam zgodę na używanie tego określenia? Tak na serio to kojarzę tylko Wannabe i właśnie ten kawałek. Przyjemnie kojący kicz, odpowiednio dużo lukru oraz mało potężnych rozkmin. Jest patos, jest dziwne etniczne nawiązanie przez akcent flamenco, ale koniec końców wszystko się zgadza - nawet jeśli ja sam jakoś szczególnie nie wracam nawet raz w roku. Nie ma, nie było, nie będzie lepszego użycia tej piosenki niż przy okazji zamykania kolejnych odnóg telewizyjnej VIVY. Nie byłem świadkiem likwidacji polskiego oddziału, ale już sam pomysł to miły akcent w kierunku większych fanatoli telewizji muzycznych. Solidna popowa robota.
Vashti Bunyan Here Before
Rodzicielstwo jak do tej pory mnie nie dotknęło (i raczej się nie zapowiada na zmiany heh). Co innego wujkowanie, całkiem sympatyczne zajęcie. Wersja Fever Ray jest na tyle dobra, że nie czuję ani tej domniemanej dosłowności, ani nie mam tej społecznie skrojonej wczuty wynikającej z osobistych, społeczeń doświaczeń na tym odcinku. Dla mnie to będzie jednak zbyt senny, bezbarwny kawałek dla koneserów żeńskiego wokalu. Mnie ta maniera nawet lekko irytowała, no to już wręcz jakieś majaki bardzo bliskie new age'u. Co innego u Fever Ray z basowymi pulsacjami i połamaną perkusją, której prawie nie ma. To dobry numer, ale w tej estetyce i po dziesiątkach odsłuchów coveru nie do wchłonięcia. Przynajmniej nie teraz. Wibrafon i tak spoko, świetny instrument.
James Blake Overgrown
Kiedyś próbowałem się przebić przez jedną z jego płyt i efekt był opłakany. Wychodzi na to, że po prostu nie kumam tego zjawiska. Wokale bez komentarza... znaczy się ani ładne, ani wyróżniające szczególnie mocno, z tego co pamiętam to nigdy się szczególnie nie różnią. Słuchalny i do wyróżnienia jest za to bardzo dobry. Instrumental brałbym w ciemno, sam w sobie wnosi 100% energii, emocji, mroku, barw. Połamany klub dla samotników. Czasem trzeba wrócić w te jaskinie i dać sobie czas. Serduszko za produkcję, ale na Blejka wokalistę na dystansie całej płyty nie miałbym zupełnie cierpliwości.
Killing Joke Sanity
Po latach znajomości z różnymi jednostkami potrzebuję bardzo dużo zmiennych żeby tego typu kawałki kliknęły. Aura na zewnątrz, osobiste doświadczenia, wiadomo. Tym razem w okolicznościach bardziej domowych i bez odpowiednich bodźców raczej staję z boku. Bardziej zmechanizowany i znowofalowiały post-punk. Wyjące wokale, dość ostre gitary, ale obok tego perkusja z puchy oraz dziwne przejścia. W jakimś stopniu może to oddawać nastrój tekstu. Nie czuję tego za bardzo. Po prostu solidna robota, znowu. Po ostatnich Bauhausach na razie mi wystarczy w serduszku takich przeżyć.
Szanuję tę solidność, prostotę formy i lekkość, ale trudno nie ukryć wrażenia, że to naprawdę niezbyt angażujący muzaczek. Dodatkowo wyjątkowo sugestywny dzięki opisowi Hiena, zbliżającemu się świątecznemu jeblowi. Fajnie wypada dźwięk przypominający dźwięk uruchomionego migacza. Poza tym muzyka do reklamy Allegro. Kurier przywodzi prezenty, rodzinka się cieszy, choinka sięga sufitu, kominek pięknie rozświetla salon na pomarańczowo, a babcia już pędzi z blaszką dopiero co upieczonych ciasteczek, które za chwilę wnuczek udekoruje szerokim od ucha do ucha uśmiechem z bitej śmietany ^^ No nie jest to najlepszy kontekst do przyjmowania tak skrojonej sztuki. Nie w trakcie kolejnego sezonu apokalipsy jarmarcznej - jeszcze dwa takie i nawet do McCartneya przestanę wracać z radością. Ni czas to, ni miejsce. Ja wysiadam. Co innego w lipcu czy innym wrześniu przy nieznośnej lekkości podczas czytania książki w wolny dzień.
Skoki też kompletnie zepsute, nie da się na to patrzeć IMO. Jeszcze ci skretyniali komentatorzy w Eurosporcie. Najlepszy moment podczas jednej z ostatnich transmisji to rozmowa ze Schmittem.
Spice Girls Viva Forever
Ahh, ten słynne SPAJSETKI. Czy ja w ogóle mam zgodę na używanie tego określenia? Tak na serio to kojarzę tylko Wannabe i właśnie ten kawałek. Przyjemnie kojący kicz, odpowiednio dużo lukru oraz mało potężnych rozkmin. Jest patos, jest dziwne etniczne nawiązanie przez akcent flamenco, ale koniec końców wszystko się zgadza - nawet jeśli ja sam jakoś szczególnie nie wracam nawet raz w roku. Nie ma, nie było, nie będzie lepszego użycia tej piosenki niż przy okazji zamykania kolejnych odnóg telewizyjnej VIVY. Nie byłem świadkiem likwidacji polskiego oddziału, ale już sam pomysł to miły akcent w kierunku większych fanatoli telewizji muzycznych. Solidna popowa robota.
Vashti Bunyan Here Before
Rodzicielstwo jak do tej pory mnie nie dotknęło (i raczej się nie zapowiada na zmiany heh). Co innego wujkowanie, całkiem sympatyczne zajęcie. Wersja Fever Ray jest na tyle dobra, że nie czuję ani tej domniemanej dosłowności, ani nie mam tej społecznie skrojonej wczuty wynikającej z osobistych, społeczeń doświaczeń na tym odcinku. Dla mnie to będzie jednak zbyt senny, bezbarwny kawałek dla koneserów żeńskiego wokalu. Mnie ta maniera nawet lekko irytowała, no to już wręcz jakieś majaki bardzo bliskie new age'u. Co innego u Fever Ray z basowymi pulsacjami i połamaną perkusją, której prawie nie ma. To dobry numer, ale w tej estetyce i po dziesiątkach odsłuchów coveru nie do wchłonięcia. Przynajmniej nie teraz. Wibrafon i tak spoko, świetny instrument.
James Blake Overgrown
Kiedyś próbowałem się przebić przez jedną z jego płyt i efekt był opłakany. Wychodzi na to, że po prostu nie kumam tego zjawiska. Wokale bez komentarza... znaczy się ani ładne, ani wyróżniające szczególnie mocno, z tego co pamiętam to nigdy się szczególnie nie różnią. Słuchalny i do wyróżnienia jest za to bardzo dobry. Instrumental brałbym w ciemno, sam w sobie wnosi 100% energii, emocji, mroku, barw. Połamany klub dla samotników. Czasem trzeba wrócić w te jaskinie i dać sobie czas. Serduszko za produkcję, ale na Blejka wokalistę na dystansie całej płyty nie miałbym zupełnie cierpliwości.
Killing Joke Sanity
Po latach znajomości z różnymi jednostkami potrzebuję bardzo dużo zmiennych żeby tego typu kawałki kliknęły. Aura na zewnątrz, osobiste doświadczenia, wiadomo. Tym razem w okolicznościach bardziej domowych i bez odpowiednich bodźców raczej staję z boku. Bardziej zmechanizowany i znowofalowiały post-punk. Wyjące wokale, dość ostre gitary, ale obok tego perkusja z puchy oraz dziwne przejścia. W jakimś stopniu może to oddawać nastrój tekstu. Nie czuję tego za bardzo. Po prostu solidna robota, znowu. Po ostatnich Bauhausach na razie mi wystarczy w serduszku takich przeżyć.
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Nie ma żadnej spiny, Hien. Ja to na przykład co roku się zastanawiam czy to na serio taki problem dla niektórych np. słuchać rzeczy między wigilią a sylwestrem, o
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Dla mnie nie, ale ja to generalnie mam, przynajmniej na tle całej grupy, dosyć radykalne podejście do muzyki i tak jakby, wstyd się przyznać, nadal jara mnie ta zabawa i Wasze wrzuty.
A, nie mam problemu z komentatorami Eurosportu.
A, nie mam problemu z komentatorami Eurosportu.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn