Post
10 gru 2023 21:03
Eisbaer
Kurde, Murzyn zapodał zimowe złoto. Akurat słuchałem sobie tego idąc od stacji kolejowej do mieszkania przez ośnieżony Rembertów, niedziela, więc żywej duszy na ulicy, pusto, zimowo, i ten - jakże zimny - kawałek. Jest w nim wszystko, co devy lubią, motoryczna, ale świetnie brzmiąca postpunkowa perka, gitary bez większego brzmienia, jakby zupełnie w tle, ten sam motyw na basie grany przez 2 godziny (Azbest vibes), ta elektronika, będąca efektem kręcenia gałkami w tę i we w tę, ten lekko creepy sax, no i piękny reverb na samym końcu, plus odhumanizowany niemiecki (a jakże) wokal... Nie da się na pewnym etapie nie zacząć nucić ICH MOECHTE EIN EISBAER SEIN. Podśpiewywałem i ja, i będę, świetne to, zimowe, lekko-ciężkie, daje dobry feeling, jaram się i w ogóle, nie mogę się doczekać, aż wleci mi do PowerAmpa (może znowu będzie śnieg, bo od jutra, kurde, roztopy...).
Seesoar
Kolejny chłodny kawałek i dobra porcja elektroniki. Zabawne, bo tytuł i - przynajmniej częściowo - okładka dają mi trochę letni (późnoletni może) vibe, i w wyjątkowo łatwo mi było w głowie przekierować tor myślowy związany z tą muzyką ze skrzypiącej mrozem zimy na właśnie taki późnoletni spacer ulicami jakichś suburbiów (klimat podobny do tego, co było w jednej ze scen z Ostatniego komersa, nawet opisywałem wówczas, o co mi chodzi, i parę osób się ze mną co do zasady zgodziło). Bardzo fajne, choć takich rzeczy słucham często w charakterze tła, a wtedy trooochę bardziej wygrywają ambienty. Still, nie traktuję tego wyłącznie w charakterze przeszkadzajki, poczułem się zaangażowany muzycznie i się zajarałem nawet, może warto sprawdzić więcej? Szkoda, że zima idzie sobie w cholerę xD Może jeszcze wróci, to i ja wrócę z tym numerem na słuchawkach.
Oceans
Coldplay playing cold(play), czyli smętny Martin za mikrofonem, jęczy, gitary brzmią, pady robią klimat. Przede wszystkim - lubię Coldplay, choć moja ich znajomość wygląda dokładnie tak samo, jak moja znajomość Killersów - pierwsze 3 albumy (przy Killersach liczę w sumie Sawdust xD) i koniec, reszta mnie nie obchodzi i nie będzie. Z tym, że Coldplay jeszcze szło usłyszeć w radio every once in a while, zwłaszcza Paradise (to chyba było z Mylo Xyloto?), zakatowywany także przez jakieś reklamy. Mam wyjątkowo miłe wspomnienia ze słuchania Speed of Sound w marcu 2006, kiedy prułem z ojcem i wujem do Katowic na pierwszy ever koncert DM w życiu, miałem niecałe 17 lat i czułem się najszczęśliwszym typem na świecie (rzadko mi się to zdarza), a jeszcze 2 tygodnie później w Warszawie grali Simple Minds, więc miałem po prostu eargasm (tak jeszcze wspominkowo, In My Place to pierwsze wolne tańce w szóstej podbazy, uwielbiam ten riff do dzisiaj). No, ale do rzeczy - świetny to jest kawałek, ale ewidentnie mindset robi robotę, mnie jest teraz smutno (właściwie to ciągle mi smutno) i ten numer raczej ten stan pogłębia, nie jestem go w stanie powiązać z motywem Munlup in luv, no ale to ja, i nie mnie sprawa dotyczy. Gitary, Martin, drobne pady, i jeszcze to outro, chłód bije przepotworny od tego numeru, ale taki... przyjemny, Martin, owszem, jęczy, ale ja te jego jęki lubię. Gość jest takim kompletnie bezpłciowym głosem, który jednocześnie świetnie do niego pasuje, i jest po prostu dobry. Muzyka alternatywna dla klasy średniej, ale zanim spopularyzowali się The National (poza tym The National to muzyka dla fanów marki z jabłuszkiem). Faktycznie, trąci Drejkiem. Dobre, bardzo dobre, jaram się.
Fugazi
Sam wrzucałem tutaj "jarmarczny" Marillion, i przez to generalnie zapropsuję, choć wciąż Incommunicado to mój absolutnie ulubiony numer z DEREKIEM DICKIEM na wokalu. Fugazi znam, i powiem, że... byłem przekonany, że trochę ten kawałek zjadę, bo TO jest dla mnie nieco bardziej jarmarczne, w sensie w sposób, w jaki to chce być progiem (no dobra, w sumie przecież nim jest, sooo), i znów mam ten piękny vibe, co czułem po raz pierwszy w jakimś 2004 roku po swoim pierwszym świadomym kontakcie z Marillionem, tzn. czemu wokalistą jest naćpany i lekko wykastrowany (da się być ciężko wykastrowanym w sumie?) Phil Collins (NAPRAWDĘ ich myliłem jakiś czas, w sensie myślałem, że Fish nie istnieje, a ta muza to dziwniejsze Genesis). No, tak więc czuję to znów, i znów to słyszę, ta cała koturnowość w zestawieniu z jarmarcznością daje mi z kolei feeling na zespół, który chce grać proga a la Genesis z czasów późnego Gabriela, ale całe życie wcześniej grali disco polo i to się wciąż trochę przebija. I co z tego? Dalej bawię się świetnie. Kawałek, mimo swoich 8 minut brzmi kapitalnie w każdym swoim segmencie, końcówka weszła mi za trzecim odsłuchem srogo, jeszcze ten flecik a la Jeff Rothal, generalnie TOTALLY FUGAZI. Mentos nawet, jak walnie w łeb oczywistością, to jakąś taką smakowitą. A fanem Hogartha też jestem, Afraid of Sunlight to jeden z najlepszych numerów, jakie słyszałem ever.
Whispers
O Eltonie Johnie wiem tyle, że istnieje i że grał sporo fajnej muzyki, tzn. spośród tego, co znam z radio i z TV. Bo nigdy nie zassałem nawet żadnej jego bestki, znam w sumie kilka numerów na krzyż, ale nie przeszkodziło mi to w przyjściu na jego koncert w Łodzi w 2012 roku (z rodzicami i bratem lol), i koncert był fantastyczny, w ogóle stałem połowę tegoż obok Michała Szpaka, więc podwójne doświadczenie normalnie. Sacrifice oczywiście znam, i trooochę gardzę, bo radia zarzynały głównie to i - skądinąd świetne - I'm Still Standing, z którym mam miłe wspomnienia z wczesnych najntisów. Ten numer mogę słyszeć zarówno po raz pierwszy w życiu, jak i po raz 100, ale po prostu nie zapadł mi w pamięć. Nawet refren, nic. Jest prawdopodobne, że leciało to na owym wyżej wymienionym koncercie, ale, no, po prostu nie pamiętam. Generalnie mi się podoba, ALE refren mógłby być trochę hmm mocniejszy, jeśli wiecie, co mam na myśli. A jak nie, no to trudno, co ja mogę. Generalnie Eltona Johna lubię, specyficzny i dobry głos, słynne pianino, blablabla, no i jedna z najlepszych piosenek świątecznych ever, a więc STEP INTO CHRISTMAS. Nie znacie, to posłuchajcie. Outro w Whispers jest super, zarówno świetne otwarcie kolejki ze swoim outro jak i jej zamknięcie mnie wyjątkowo zadowoliły. Dużo dobrego w tym rozdaniu, Christmas came early.
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl