Best of Forum VI

Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 14 sty 2025 15:55

no dobra no

Akitaka Tohyama (TEKKEN Project) - Abyss of Time (Wayang Kulit) (2011) [Tekken Tag Tournament 2 OST]

W sumie miałbym łatwą wymówkę, ale przypomniałem sobie, że jednak kilka gier ogrywałem z wielką namiętnością do oporu. Pewnie już wspomniałem o bliskich kontaktach z TTT2. Zalety? Pierdyliard postaci, bogactwo urozmaicenia ruchów, ciosów, plansz do grania, a co za tym idzie - wyjątkowo rozbudowany soundtrack. Wady? Nie ma. Może to, że po prostu nie mam Xboxa na własność. Gdybym miał to pewnie wielu rzeczy bym nie zrobił w życiu kosztem opędzlowania kolejnego bota (albo brata we wzajemnej bitce typu 8 na 8). Zaczęło się od antycznego PSa pierwszego i Tekkena 3 w głębokiej młodości. Potem w gimnazjum wielki renesans przy okazji gry, z której podrzucam jeden z mocniejszych kawałków. Wielogodzinne posiadówki przed telewizorem - prawdopodobnie jedne z ostatnich przy okazji gier, a co dopiero wspólnych rozgrywek rodzinnych! Wczuta była na tyle silna, że poprosiłem mojego przyjaciela z klasy, by narysował mi fizyczną wersję wizerunku jednej z postaci, której z innymi częściami nie kojarzyłem za bardzo. Ulubiona męska postać? Hwoarang. Ulubiona w ogóle? Miharu Hirano. Tutaj naprawdę uczyłem się najbardziej popieprzonych kombinacji, ale dzięki temu miałem wreszcie momenty chwały nawet przy wyższych poziomach trudności (gra ze starszym bratem np.).

Był lekki krzywozgryz przy okazji obserwowania rodzącego się motywu kolejki. Koniec końców mam pomysł na szczery duet w hołdzie dla setek godzin spędzonych podczas naparzania w TTT2 i... drugi tytuł pewnie też oczywisty, ale to się okaże za kilka dni. Gdyby DSJ4 miało jakikolwiek motyw charakterystyczny to najpewniej tam bym szukał i znalazł xD A tak to mamy pełnokrwiste kompozycje.

Całość OSTa z Tag Tournament 2 raczej trudna do strawienia, bo te EDM wałki przez całą godzinę potrafią zmęczyć. Co innego oczywiście w okolicznościach ostrej naparzanki i maltretowania padów. Myślałem o czymś bardziej z mojej bajki, ale w sumie... jak nie ambienty to stylowa transuwa też jest z mojej bajki. Miło po latach na luzie odnaleźć wszystkie tytuły, przypomnieć sobie w kilka sekund rodzaje plansz, tamte emocje... w tym przypadku czekało się też na soczystego bangera.

Dobra, wy sobie słuchajcie, a ja wracam przed telewizor - jeszcze trzy postacie do ubicia, naprawdę to wygram hahha

https://www.youtube.com/watch?v=3hkZ6Y8XuoY
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 15 sty 2025 08:21

"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 17 sty 2025 09:56

Piotr Kmieć – Muzeum w Dar-es-Balat


Muszę przyznać że ta wrzutka jest naprawdę fascynująca pod względem trivii i to może być największy obskjur jaki tu wleciał kiedykolwiek. Szanuję sentyment i zapał do odnalezienia tego numeru po latach, zwłaszcza że przyniosło to efekt w postaci dzisiejszej wrzutki. Ten Main Theme stronki www sprzed dekad ma swój urok, ta melodia brzmi trochę jak jakaś muza z dowolnego RPGa przełomu tysiącleci, taki miks wojskowego marszu z jakimiś orientalnymi melodiami. Robi klimat i w sumie tyle no, numer jest naprawdę króciutki, też bym pewnie miał sentyment słysząc to wielokrotnie i mając miłe wspomnienia z tym zwiazane.

Jeremy Soule - Tundra

Numer brzmi niezwykle filmowo ale co ciekawe w przeciwieństwie do tematów z Aliena np. ten numer jak najbardziej na mnie działa. To jest po prostu kawałek pięknej muzy, cudne smyczki i instrumenty dęte, bardzo podoba mi się ten żeński chór i miałem nadzieję że pojawi się go więcej niż poza wstępem - na szczęście powraca w końcówce. Może to autosugestia ale to mi się faktycznie kojarzy z jakimiś pustkowiami, górami, śniegiem, chłodem, do tego czasy jakiegoś średniowiecza i jakaś karawana przemierzająca ten bezkres opatulona w futra. Słuchając tego przypomniało mi się np. jak Bohun uprowadził Helenę w Ogniem i Mieczem a później ukrywał ją u Horpyny, z takimi klimatami mi się to kojarzy. Muzyka działa, wyobraźnia pracuje, wszystko na miejscu tu jest!

Thomas Baertschi – Menu (FarCry Soundtrack)

Grałem w FarCry wieki temu gdy wyszło ale muzyki kompletnie nie kojarzę. Bardziej sam fakt że ta gra to było takie WOW wtedy, robiła wrażenie graficznie z tego co pamiętam i podobała mi się mechanika, to że można było jeździć jeepem np., wydaje mi się że wcześniej tego nie było w grach tego typu. Tu z kolei dostajemy bardziej soundtrack kina akcji, są wojskowe werble, smyczki i chóry. Słuchając tego może nawet trochę dziwi mnie wykorzystanie tego w menu gry, bardziej chyba bym to widział w trakcie rozgrywki ale z drugiej strony może miało podtrzymywać atmosferę napięcia gdy gracz pauzował. Numer wydaje mi się trochę za długi i generalnie nie należy do tych których bym pewnie słuchał poza grą.

Kai Rosenkratz - Old Camp (Gothic OST)

Znów uderzamy w klimaty klasycznej muzy RPG. Tribalowe bębny połączone chwilami z wojskowym werblem, jakaś harfa, jakiś flet, klimat zamku tudzież obozowiska w lesie. To wszystko przywodzi mi na myśl czasy gdy mój kumpel ze szkolnej ławki pokazywał mi gry typu HoMM czy Diablo a ja nie potrafiłem się w to wgryźć ni cholery i nie wiedziałem o co chodzi z tą maną i tym wszystkim. Nie jarały mnie klimaty fantasy nigdy a nawet może nieco śmieszyły czy cringe'owały. Na dobrą sprawę w tej muzie jest w sumie coś przyjemnego, ciepłego i przytulnego ale może to znów taka autosugestia i skojarzenie z samymi wieczorami spędzanymi nad SPOKOJNĄ (w przeciwieństwie do takiego FarCry choćby) rozgrywką sprawia że daje mi to vibe strefy komfortu. Nie mój świat a jednocześnie trochę nostalgizuję za tym co mnie ominęło.

Akitaka Tohyama (TEKKEN Project) - Abyss of Time (Wayang Kulit)

Rany Julek, jakie to jest DOSKONAŁE. Kojarzy mi się trochę z transową stacją radiową z 3 części GTA a trochę z Banco de Gaią. Żywy bicior, fajne dzwoneczki i orientalne chórki, w Tekkena nigdy nie grałem ale numer do tego typu naparzanki brzmi ideolo a nawet jest o wiele lepszy niż bym przypuszczał. Paradoksalnie lepiej mi to wchodzi niż niektóre starannie wybrane klubowe wrzuty od Dragona xd to chyba działana zasadzie niedoborów w organizmie, sam nigdy nie sięgałem po takie brzmienia i nagle okazuje się że hej - TEGO POTRZEBOWAŁEM.


Całkiem udana ta kolejka growa/niegrowa, co zabawne zainicjowana wrzutką nie z gry ale fajny był ten spontan IMO i chętnie umówię się na jeszcze jedną taką kolejkę ale ZA JAKIŚ CZAS.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 17 sty 2025 10:47

Jeremy Soule - Tundra

Gram w Skyrima od 12 lat, oczywiście z przerwami, ale ostatnio kupiłem go na Switcha, myślałem że pogram kilka minut, przepadłem na kilka dni. Geniusz soundtracku, to rzecz oczywista w gronie fanów nie tylko Scrollsów, ale gier ogólnie. Powinienem, tak jak wiele razy się tu zdarzało, rzucić coś o tym, że ooo fajna muza, ale bez gry to nie to. Rzecz w tym, że muzyka broni się jak najbardziej bez gry. Musiał wybrał akurat jeden z tych utworów, które nie opierają się jakoś bardzo na konkretnych melodiach, poza charakterystycznym chórem pod koniec. O ile „Tundra” broni się sama, to na pewno wspomnienia wzmacniają przekaz. Kiedy słyszę tę muzę, to widzę wdrapywanie się nocą na jakiś szczyt górski, wbijam na grań, a tam roztacza się olbrzymia, piękna zorza polarna i wtedy wchodzi TEN chórek i nie mam pytań. Skyrim to był, jest i będzie głębokie przeżycie na poziomie immersji i połączenia najlepszych możliwych elementów, jakie dało się ze sobą zestawić w formie gry komputerowej.

Thomas Baertschi – Menu (FarCry Soundtrack)

Nie grałem nigdy w Farkraja. Jest wiele legendarnych, kultowych gier, w które nie grałem. Przez ostatnie lata zacząłem nadrabiać niektóre klasyki, ale póki co skupiam się na tym, co mnie ominęło z lat 90 i wczesnych 2000, więc do FarCry na pewno też w końcu dotrę. Ten menu theme, przypomina mi bardzo mocno main theme do „Tomb Raider Legends” i „Uncharted” i w zasadzie do każdej gry wydanej w podobnym okresie. Jest mocno filmowo, ale też jest w tym coś typowo growego, nie potrafię tego wyjaśnić. Gdybym w tamtym czasie odpalił FarCry, to ta muza w menu, na pewno by mnie nakręciła do rozgrywki. I podejrzewam, że jak w końcu się za nią zabiorę, to pewnie też mnie nakręci. Nostalgłem, mimo że nie grałem, więc jak najbardziej dobra robota!

Jon Hare - Sensible World of Soccer '96/'97 Menu Music

SWoS funkcjonował u nas w szkole jako „soccer”. To była jedna z kilku gier, które były zainstalowane na kompach, które były rozstawione z początku w sali, która wyglądała jak przerobiony kibel. Nie miałem wtedy kompa i nie umiałem za bardzo grać w Soccera, co wiązało się z tym, że byłem wyśmiewany i rzadko kiedy dopuszczano mnie do gry. Nie pamiętam tej muzyki, zresztą to chyba jest jakiś nowszy Soccer, bo w 96 r. to już kompy przeniesiono gdzies indziej i zainstalowano na nich Cywilizację 2. Dobra nuta, Panie Murzyn. Taki lounge track jakich było sporo w tamtym czasie, bardzo miło mi się kojarzy. Takie rzeczy niejednokrotnie leciały w tle wygaszaczy ekranów. Piekne brzmienie PC Speakera, aż mam ochotę iść do rodziców i po raz kolejny reanimować moje stare, kochane pudło.

Kai Rosenkratz - Old Camp (Gothic OST)

Jestem specyficznym fanem Gothica, bo grałem w niego przez ostatnie lata dosyć energicznie, ale tylko w dwójkę. Jedynka majaczy gdzieś w planach, ale najpierw muszę skończyć dwójkę, a z tym się nie spieszę, bo poznawanie tego świata jest zbyt fajne. Niemniej, muzę Kaia Rosenkratza z dójki bardzo sobie cenię i lubię sobie jej posłuchać nawet poza grą. Nie będzie więc zaskoczeniem, że ten numer też mi siedzi. Brzmienie jest na tyle charakterystyczne, że od razu widzę ten świat, latanie przez krzaki, uciekanie przez siusiak wie jak wymyślnymi stworami, próbując dostać się do Khorinis. Kolejna porcja nostalgii z gry, w którą nie grałem, ale ze świata który znam i kompozytora, którego lubię.

Akitaka Tohyama (TEKKEN Project) - Abyss of Time (Wayang Kulit) (2011) [Tekken Tag Tournament 2 OST]

W kwestii „Tekkena” zatrzymałem się w zasadzie na trójce, z wyjątkiem „Tekken: Dark Resurrection”, którego kupiłem na PSP i grałem z przyjemnością. Chodzi mi czasami po głowie, kupić sobie jednego z nowszych Tekkenów, ale ostatecznie kupuję po raz setny Skyrima. Tekken to są miłe wspomnienia z czasów podstawówki. Nie miałem plejki, ale koledzy mieli, więc kiedy zbieraliśmy się razem u któregoś, to naturalnie graliśmy w Tekkena 3. Muza była wtedy podobna do tego co wrzuca Dragon, szanuję że Tekken nie poszedł w jakieś bezjajeczne orkiestralne piłowanie, jak Mortal Kombat, tylko zachował te przestarzałe, ale dające kopa techno numery. Kolejna porcja nostalgii z gry, w którą de facto nie grałem, ale tbh, Tekken to Tekken. Zajebisty kawałek i nawet nie trzeba wywijać Paulem po ekranie, żeby się wczuć. Moją ulubioną postacią zawsze był Yoshimitsu.

Zajebista kolejka. W zasadzie, lepiej by tu pasowała moje poprzednia wrzuta, ale to midi ze strony, ma też jakiś tam starogiercowy klimat. Każdy wrzucił z trochę innej epoki i w innym klimacie. Może powinniśmy sobie częściej robić takie tematyczne kolejki.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 17 sty 2025 12:08

Piotr Kmieć – Muzeum w Dar-es-Balat

Początki internetu – temat tak odległy, że już zapomniałem, jak to kiedyś wyglądało. Dopiero pod wpływem opisów Hiena odblokowały się jakieś wspomnienia. Pamiętam jedynie, że gdy ja założyłem internet, to chciałem przy nim siedzieć jak najwięcej. Gdy komputer był wyłączony to miałem głupie uczucie, że marnuje się coś, za co płacę abonament. Śmiesznie to teraz brzmi, ale tak te dwadzieścia parę lat temu było. I wtedy wszystko było takie inne. Lepsze. Tzn. teraz jest od strony technicznej wszystko lepsze, ale wtedy było lepsze z innych powodów. Używanie stron internetowych to było przeżycie. Nagle człowiek w domu miał dostęp do tych wszystkich rzeczy. Granie w gry było przeżyciem. Wszystko było czymś nowym. Wcześniej kupowało się CD Action, żeby zdobyć parę tapet, demówek, a nawet jakiegoś pełniaka. Potem nagle to wszystko stało się ogólnie dostępne. Teraz na dema człowiek nawet nie spojrzy. Czasami kupię grę na Steamie, w którą potem nie gram, bo mi się nie chce. Takie czasy. Wszystko się przejadło, spowszedniało. Człowiek odpali przeglądarkę, chwilę popatrzy na forum i w sumie wyłącza, bo więcej nic mu się nie chce. Nie lubię gadania, że „kiedyś było lepiej”. Ale pod tym względem (kompwutery, gry) było jakoś lepiej. Wszystko niesamowicie człowieka cieszyło i jarało. Tak więc doskonale rozumiem nostalgiczne wspominki Hiena dotyczące początków internetu i ulubionych stron. I rozumiem sentyment do tej muzyczki ze strony o Dunie. Ja też mam sentyment do wielu tracków z np. starych gier. I nie będę tu w ogóle oceniał MAIN jako typowego utworu muzycznego, który jest krótszy od depeszowych Interludiów. Oceniam to od strony typowo duchologicznej. I to działa mimo, że nie znałem wcześniej ani utworku, ani tej strony. Ale słychać wspaniały klimat tamtych czasów. I o to chodzi.

Jeremy Soule – Tundra

W The Elder Scrolls nigdy nie grałem, ale popatrzyłem sobie na YT i bardzo podoba mi się ta staroświecka grafika. Miała swój niepowtarzalny urok. Grałem za to w Total Annihilation, do którego jak się właśnie dowiedziałem soundtrack też robił Soule.
Tundra mi się bardzo podoba. Ma naprawdę fantastyczny klimat. Klimat takich dawnych i niepokojących czasów. Oczami wyobraźni widzę jakieś ponure i zamglone pustkowia jak z jakiejś Gry o tron czy Władcy pierścieni. Krajobraz świata, w którym zamiast słońca i radości czają się zło i niebezpieczeństwa. Działają na mnie te chórki bardzo. Smyki zresztą też. Utwór działa na wyobraźnię, a to najważniejsze. Muszę posłuchać całości.

Jon Hare - Sensible World of Soccer '96/'97 Menu Music

No tak, znowu wspomnień czar. Pamiętam jak bardzo dawno temu odwiedzając szwagra w Dobrym Mieście pod Olsztynem poszliśmy do jego rodziców w odwiedziny. I mój szwagier odpalił swój przedpotopowy komputer, który wciąż tam był i włączył SWoS. Pamiętam tę grafikę do dziś. Kanciaste prostokąciki mające robić za zawodników. Szwagier mnie ogrywał, bo za cholerę nie mogłem obczaić jak tymi prostokącikami sensownie sterować. Ale graliśmy zawzięcie kilka godzin. I była radocha. Wtedy jeszcze nikt o jakiejś Fifie nawet nie śnił. Samej muzyczki z menu nie pamiętam. Ale jest fajna, bo też pachnie tamtymi czasami na odległość. I jak ktoś w to dłużej pograł, to się nie dziwię, że mu w głowie została.

Kai Rosenkratz - Old Camp (Gothic OST)

W Ghotic też nigdy nie grałem, choć miałem chyba drugą część na cd z CDA. Znów rzuciłem okiem na YT i znów poczułem ciepełko. Ten kanciasty świat jest taki piękny. Jaką ja mam wciąż słabość do takiej grafiki! Piękny świat. A sam track też super. Podobnie jak przy Skyrimie czuć tutaj powiew prastarych czasów. Ale trochę inaczej. Nie ma tutaj tej grozy w warstwie muzycznej co w Tundra. Jest bardziej przyjaźnie. Bez opisu Mentosa widziałbym oczami wyobraźni jakąś właśnie starą osadę ukrytą wśród lasów. Pałętających się wieśniaków, pasące się zwierzęta. Bardziej niż z przejebanym miejscem ta osada kojarzy mi się raczej z oazą spokoju. Momentem wytchnienia od niebezpieczeństw czających się poza granicami osady. Te trąbki brzmią tak ciepło. I bębny. I klawisze. Super klimat. Chętnie posłuchałbym całego OSTa.

Akitaka Tohyama (TEKKEN Project) - Abyss of Time (Wayang Kulit) (2011) [Tekken Tag Tournament 2 OST]

He he Dragon nawet w grach wynajdzie jakąś techniawkę. W Tekkena akurat nigdy nie grałem, ale to gra podobna do Mortal Kombat, w którą z kolei pograłem kiedyś sporo. Fajne są tego typu bijatyki, szczególnie jak można pograć z żywym człowiekiem. I ta muza do tego typu rozgrywki bardzo dobrze pasuje. Musi być szybkie tempo i jest. Rzeczywiście nie chciałbym posłuchać naraz całego soundtracku, bo bym się pewnie niemało zmordował. Ale pojedynczy track słuchany podczas rozmyślań o komputerowej bijatyce jest jak najbardziej ok.

Fajna nam kolejka wyszła. A wszystko zaczęło się od pliczku w formacie MID. Mam kilka tropów do zbadania. Więcej tu pisaliśmy o grach i rozgrywce niż o samej muzyce. I aż żałuję, że bestka growa zdechła.
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 17 sty 2025 18:19

Piotr Kmieć - Muzeum w Dar-es-Balat

Widzę rozszerzenie .mid i od razu się otwiera tama takiej nostalgii, co to jej wcześniej nie było, względnie nie śniła się Waszym fizjologom, czy jakoś tak. Otóż należy tutaj rzec, iż pierwsze swe kroki w robieniu jakiejkolwiek muzyki stawiałem właśnie poprzez zabawę formatem MIDI. Jak to, ktoś zapyta, a ja spieszę z odpowiedzią. Dawno dawno temu, kiedy zimy były jeszcze pełne śniegu a powietrze mroźne, zaś niektóre z moich niedawnych kochanek dopiero uczyły się sklejać pierwsze słowa przy pomocy mowy artykułowanej, odkryłem, iż płyty ze sterownikami do różnych komponentów mojego pierwszego kompa kryją nie tylko sterowniki. Przede wszystkim zaś było tak z cdkiem do karty dźwiękowej nieistniejącej już firmy Aureal. Aureala chyba nigdy nie można było nazwać jakimś groźnym konkurentem Creative'a, ale trzeba przyznać, że procesory dźwiękowe robili świetne. Mój sprzęt, czyli Aureal Vortex A3D miał też wyjątkowo sprawny procesor MIDI. Banki dźwięków były wyjątkowo realistyczne, dopracowane i wysokiej jakości. Ale to nie wszystko - do softu od karty dołączone było oprogramowanie innej nieistniejącej już firmy o nazwie Voyetra, którego element stanowił tzw. MIDI Orchestrator. Ekstremalnie prosta w obsłudze zabawka imitująca P O W A Ż N Y DAW wyposażona w mikser i - uwaga - wtyczki na port wejścia MIDI, dzięki czemu 13-letni Musiał ogarnął, że jak podepnie swojego smutnego Casio CTK-475 do kompa, to może NAGRYWAĆ WŁASNE RZECZY. Nie muszę chyba mówić, co mi to zrobiło z wyobraźnią.

Tak więc zacząłem nagrywać własne rzeczy, przerabiać już istniejące (dostałem od swojej nauczycielki od informatyki w podbazie pamięć, na której było z 600 utworów w formacie MIDI, w tym... Depeche Mode i Falco; fun fact, mam tę kolekcję do dzisiaj), zabawy było co niemiara. Najważniejsza jednak tutaj rzecz to ta, iż dzięki tym zabawom odkryłem, że chcę robić muzykę. I tak to jakoś ze mną zostało, choć z różnymi skutkami lol (ale o tym kiedy indziej). Zabawa jednakowoż nie trwała bardzo długo, gdyż kilka miesięcy później do domu przywędrował drugi, nowszy komputer (zastąpił ten pierwszy). Nowszy komputer miał lepszy sprzęt, lepsze podzespoły, ale też przede wszystkim INNE. I tak Aureala zastąpił Creative SoundBlaster Live!, który - mimo bycia komponentem dość wysokiej klasy - nie miał w brzmieniach MIDI tego polotu, co jego poprzednik w moich rękach. Może i MIDI ssało siusiora, ale za to z kartą przyszła tona softu, który się ciął, wieszał i randomowo wywalał system (np. player Creative Jukebox albo panel efektów środowiskowych EAX). Jedyne, co mi z tamtych czasów zostało, to zestaw głośników 5.1, jaki do tejże karty dorzucono. Grają po dziś dzień (a był to rok 2002, tak for the record) xD Musiał się nie zraził, tylko poszukał alternatywnych sposobów na zabawę w producenta, i tak odkrył najpierw MMM a potem eJaya... Reszta jest historią.

Co do samego numeru, patrzę na niego tak samo jak Hien - przez pryzmat nostalgii. Melodyjka niby jakich wiele, nic, co mogłoby dziś zdominować mój mózg i denerwować tuż przed snem, ale samo jej usłyszenie po raz pierwszy, konfrontacja z netem w tamtych czasach, przecież to są złote wspomnienia. Najbardziej podoba mi się w munlupowej wrzucie ten background, cała historia, no i zwieńczone sukcesem poszukiwania tej nuty po dwóch dekadach. Internet z "tamtych czasów"<TM> trochę pamiętam, trochę nie. Tzn. ja dostałem stałe łącze w postaci Nerwostrady dopiero we wrześniu 2004 roku (przez co pierwszą stroną internetową na jaką wszedłem samodzielnie było, a jakże, DEPECHEMODEDOTCOM), kiedy sieć zaczęła się wizualnie "cywilizować". Wciąż jednak pamiętam stare Allegro (albo takie nieistniejące już e-sklepy jak choćby Stereo.pl), stary Onet czy Interię, używanie nakładki na IE o nazwie Maxthon, ślimaczącego Outlooka, Tlen (wolałem go od Gadu), pierdylion banerów, liczniki odwiedzin, księgi gości, a nawet kiedy to forum było niebieskie i nazywało się Everything Counts xD Jednocześnie na przestrzeni kolejnych 6 lat to po prostu przepadło, już w 2010 widziałem na oczy Facebooka, YT jeszcze w jakimś 2006, Insta w 2011. Czy net był wówczas aż tak bezpieczny to nie wiem, raczej o wielu rzeczach się człowiek nie dowiadywał (a jak się z kolei dowiadywał, to były to bomby medialne), dziś mamy pełny przesyt informacjami. No i totalna gównażeria nie miała tak szerokiego doń dostępu, WAP ciężko było nazwać internetem, ogólnie uważam, iż świat bez TikToka byłby lepszym miejscem.

A na sam koniec wracając na chwilę do muzyki... No, nie jestem w stanie xD To jest po prostu nostalgia value i tak będę to odczytywał i to rozpoznawał. Koniec i bomba (medialna).

Thomas Baertschi - Menu (FarCry Soundtrack)

FarCry to jedna z tych gier, o których dużo słyszałem, czytałem, ale nigdy nie grałem, albowiem mój drugi, wzmiankowany już powyżej komp, choć niespełna dwuletni w momencie premiery gry, nie był w stanie jej pociągnąć dobrze xD Nie wiem, z czego to wynikało, skoro Wuja odpalał Farkraja na Pentium II (a taki procesor miał mój pierwszy sprzęt), prawdopodobnie nie umiałem w różne ustawienia i jakoś tak... W każdym razie hype mnie kompletnie ominął. Najbardziej pamiętam reckę z CDAction i wyjątkowo wysoką notę. Trochę skrinów i opinii znajomych. Także wkraczam na terytorium mi całkowicie nieznane. Czy to dobrze? Cóż, zapodany przez Wuja numer trąci grą komputerową na kilometr. Co ciekawe, na pierwszy rzut ucha nie rozpoznałbym, czy to gra z okolic roku 2008, czy bardziej 1998. Nawet do nieodżałowanego Raptora: Call of the Shadows to mogłoby pasować (choć tam muzyczka była w stylu mocno 8-bitowym). Pomimo braku jakiejkolwiek emocjonalnej więzi z tym utworem (o nostalgii nie wspominając) przyznaję, iż mi się on podoba. Jest taki "akcyjny" ton, produkcja wydaje się być na tyle profesjonalna, że równie dobrze ten motyw mógłby się znaleźć w jakimś thrillerze choćby klasy B. Niewiele było co prawda w moim życiu gier, które zachęcałyby do siedzenia w menu nie wiadomo jak długo ze względu na wyjątkowo udaną muzykę w nim grającą, ale potrafię shodana zrozumieć. Jak coś raz tak trzepnie, to z reguły już nie odpuszcza. Tak przy okazji rzeczy, z których ma się zaległości, to tak samo dopiero 4 lata po premierze usiadłem do pierwszego Stalkera. Ten to dopiero miał motyw w menu głównym, na tyle dobry, że Telewizja Republika wykorzystała go do materiału o porzuconych obiektach sportowych w Warszawie (materiał oczywiście miał walić w Czaskoskiego) xD

Jon Hare - Sensible World of Soccer '96/'97 Menu Music

Tytuł COŚ MI TAM MÓWI, ale żebym w to grał... Już przy okazji ostatniej wrzuty Mentosa wspominałem, iż o piłce nożnej wiem głównie to, że ta istnieje i na tym koniec. Chociaż zabawne, że pierwszą grą, w jaką NAPRAWDĘ chciałem zagrać po dostaniu pierwszego peceta, był... Microsoft Soccer (staroć o którym pamięta się głównie to, że po wybraniu reprezentacji Argentyny, w trakcie meczu "tłum" na trybunach w postaci płaskich ruchomych tekstur skandował "ARGENTINA! AAARGENTINA!"), ale pomyliłem nazwy na boksach, i tak znajomy informatyk zainstalował mi Gexa... Po resztę odsyłam do bestki growej (tylko szpadel będzie potrzebny). Tutaj jest jakoś tak... nie wiem, czilowo, a z drugiej strony to brzmi nieco jak muzak z windy, względnie jakieś stockowe pętle odtwarzane w centrach handlowych przed 20-ma laty. I to też robi klimat, może nie aż tak, hmmm, oczywisty jak w przypadku propozycji Wujasa, ale nie sposób tego klimatu nie zaobserwować. I to nawet bardziej mi na nostalgię działa, bo bardziej pasuje do czasów, w których grałem w co popadnie. FarCry już się na te czasy nie załapał (a dziś to w ogóle gram od wielkiego dzwonu). Daję znaczek jakości, jest za co!

Kai Rosenkranz - Old Camp (Gothic OST)

No, tutaj Mentos poleciał. Nie jestem w stanie nie wyróżnić tego numeru, zwyczajnie nie jestem i hui. O mojej przygodzie z serią Gothic też już trochę czytaliście, więc ograniczę się do niezbędnego minimum. Przygodę z tym uniwersum zacząłem od dwójeczki w grudniu 2003, potem była jedynka, potem Noc Kruka, najpóźniej - bo dopiero w 2013 - ukończyłem trójkę (która miała premierę, bagatela, w roku 2006 lol). Muzę do wszystkich trzech odsłon skomponował i nagrał Kai Rosenkranz właśnie. Jego Vista Point z trójeczki do dziś uchodzi za jeden z growych klasyków, zaś motywy, jakie stworzył na potrzeby "nowego świata" z dwójki, czyli Jarkendaru... cóż, kiedyś Wam przedstawię trololo. Stawiam gościa na równi z Soulem nawet, jeśli to inne czasy, możliwości i warunki finansowe (gdzie Beztesta a gdzie nieistniejące już małe studio Piranha Bytes). Motyw ze Starego Obozu wygwizdam na zawołanie przebudzony w dowolnym momencie nocy. Słyszę tę muzę i widzę bramę na zamek, w której stoi Cwe... znaczy, ten, no, Thorus, gdzieś w okolicy kręci się Bloodwyn gotowy, żeby wymusić ode mnie trochę rudy, okolicę monitoruje Fletcher, Snaf gotuje potrawkę z chrząszczy, za chwilę przypałęta się Wrzód... A Mentos? NIECH MA, CZEGO CHCIAŁ. Czyli wyróżnienie <3

Akitaka Tohyama (TEKKEN Project) - Abyss of Time (Wayang Kulit) (2011) [Tekken Tag Tournament 2 OST]

No i znów wracamy do świata, którego nie znam xD Z grami do mordobicia wspólnego miałem chyba najmniej, z jednego prostego powodu - zdecydowana większość z nich (o ile nie wszystkie) była na konsole, a ja nigdy nie miałem konsoli (jakby ktoś zapomniał). W Mortala grało się na automatach albo u kolegów, w Tekkena... tylko u kolegów i to tylko trochę. Wiem ofc czym Tekken jest, nie mieszkałem pod tym względem w piwnicy, ale też na tym moja wiedza się zawsze kończyła xD Propozycja Dragona wyłamuje się trochę z klimatu soundtrackowego o tyle, że ten utwór byłbym w stanie wyobrazić sobie jako klubowy stand-alone (ale w jakimś 1999 roku, bez szału), podczas gdy poprzedników nie mogę do końca rozpatrywać w charakterze osobnych bytów artystycznych (choć muza z FarCry ma na to, powiedzmy, zadatki). Ale może to też tylko moje widzimisię... Jest tempo, jest bicie się po pyskach (oby nie w realu), jest tzw. pierdolnięcie, całkiem dobre zresztą. W takim 2003 roku na pewno bym się tym gęsto zachwycił. Dziś może jedynie obdaruję uśmiechem... Ale to wciąż coś, prawda? Dobra rzecz.
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 17 sty 2025 18:44

Ale tbh ja swój numer cenie nie tylko przez nostalgię, uważam, że to kawał dobrej, chociaż krótkiej muzyki i gdybym mógł kupić gdzieś cały album muzy Piotra Kmiecia, to bym to zrobił, za full price.

Ps. Musiał pls, wszystkie ważniejsze mordobicia były na PC. Tekken akurat nie, ale reszta jak najbardziej.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 17 sty 2025 23:37

Tekken na PC to jakaś 1/100 wrażenia z konsol
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 19 sty 2025 17:08

O, to będzie fajna edycja, bo będzie można popierdolić o wszystkim, tylko nie o konkretach

Piotr Kmieć – Muzeum w Dar-es-Balat

Na początek oczywiście złożę gratulacje na poczet twórcy bestki i autora eseju, bo czytało się więcej niż dobrze, oddaje on ducha ówczesnego internetu i z wieloma refleksjami (niestety, zwłaszcza tymi nt. różnic w poziomie między ówczesnym a obecnym internetem) się zgadzam. Z paroma rzeczami bym polemizował, zwłaszcza w kwestii bezpiecznego i przyjaznego miejsca. Zdarzało mi się kiedyś z ciekawości czytać datowane jeszcze na poprzednie millenium dyskusje z grup dyskusyjnych i momentami bywało goręcej niż po niejednym finale depeszwizji przegranym przez shodana heh, zresztą przełom millenieniów to początek takich zjawisk jak Goatse, Happy Tree Friends czy inne edgy flashówki z Newgroundsa. To jednak mimo wszystko był dziki zachód, miejsce jeszcze nieuregulowane i niezawładniętę przez korporacje, dzięki którym wioskowy głupek rządzi teraz jednym z największych mocarstw na świecie (dobrze, że Czez tego nie przeczyta).

Na Internet opisywany przez Hiena, rzecz jasna, się załapałem, ale tylko incydentalnie i za pośrednictwem lekcji informatyki/kafejek internetowych. Łącze w domu pojawiło się w 2007, a sensowne - jakieś 2 lata później. Do tamtej pory, aby mieć styczność z internetem przeważnie więc jeździłem do tego przybytku i pewnie jakbym poszukał, to nadal bym mógł znaleźć na chacie płyty ze zgrywanymi stamtąd plikami.

Pierwsze wspomnienie? Informatyka w podstawówce, bodaj 2001/2 rok. Pani on informatyki powiedziała nam co to jest, pokazała stronę onet.pl i pozwoliła swobodnie przeglądać. Co prawda tamto łącze było tak wolne, że wyszukiwarka (chyba to nie było jeszcze Google nawet) wyrzucała wynik po jakichś 5 minutach, ale podobnie jak OP - byłem zachwycony możliwościami. Jako że byłem zafascynowany Harry Potterem w tamtym czasie, wbiłem na forum poświęcone tej stronie i totalnie ryło mi banię, że mogłem czytać dyskusje między innymi POTTERHEADAMI z całego kraju oraz oglądać śmieszne obrazki itd.

Dobra, kończę ten chaotyczny wysryw, którego nikt nie przeczyta i przechodzę do sedna. Mam kolejny argument za sięgnięciem po Diunę i chyba serio to zrobię, bo op zachęca. Może nie zachwyciłem się jak soundtrackiem do gierki z poprzedniej kolejki, ale generalnie jest to rzecz bardzo dobra. Brzmienie urocze, kompozycja też przyjemna i generalnie nie dziwię się, że Kuba to tak dobrze zapamiętał. Mam ostatnio często nastrój na takie cheesy midi brzmienie, więc wchodzi mi to jak coś co wchodzi. Duży props.

Jeremy Soule - Tundra

Cofamy się do historii bardziej współczesnej. Jesień 2011 kojarzę głównie z tym, że zakończyłem okres licealistwa i zacząłem erę pasożytnictwa, bo niby miałem studia zaoczne, ale poza nimi to nie miałem stałego zajęcia. Skyrimem się nie jarałem, bo seria Twoi Starzy Scrollują nigdy mnie nie porywała jakoś bardzo, a poza tym w tamtym czasie byłem w odwrocie wobec gier komputerowych. Jakoś tak wtedy bowiem zacząłem być w posiadaniu notebooka, a o takich komputerach można powiedzieć wiele, ale nie to, że nadają się do nowych gier komputerowych. xD Notabene, posiadam od lat Skyrima na steamie (kupiłem kiedyś za jakieś 5 złotych), ale do tej pory nie ograłem.

Wszystkie znaki na niebie i ziemi powinny sugerować, że po prostu machnę na ten instrumental ręką i napiszę coś typu że ujdzie, ale w sumie to nie zrobię tego. Jest spoko i faktycznie działa na mnie w oderwaniu od kontekstu gierki, co mnie samego szokuje. Jeśli już miałbym się czegoś czepiać, to może tego, że ten tytuł i "otoczka" mi jakoś nie grają, tj. zupełnie nie brzmi to dla mnie "zimowo" i nie kojarzy się z tundrą - właściwie to prędzej już z aurą za oknem, którą śledzimy teraz, ale jakie to ma znaczenie. xD Dobra rzecz. Znowu.

PS Ale z tym Wiedźminem 2 to dajcie spokój, on się akurat średnio zestarzał i błyszczy się jak psu jaja.

Thomas Baertschi – Menu (FarCry Soundtrack)

Lubię serię Far Cry, aczkolwiek wiem, że jedynka ma relatywnie niewiele wspólnego z następnymi odsłonami cyklu. Grałem w nią w jakimś 2008 roku, więc znowu ta edycja przenosi mnie w inne czasy. Raczej na pewno nie ogrywałem jej na nowym sprzęcie, który umozliwiłby na ogrywanie jej na wysokich detalach, ale w tamtych czasach i na moje ówczesne wymagania i tak pewnie wyglądał dla mnie jak złoto. Zresztą nie tylko wyglądał - ta gra robiła oszałamiające wrażenie swobodą, inteligencją NPCów i różnymi bajerami, które wówczas bynajmniej standardem nie były, ot jak chociażby wspomniane wcześniej jeepy.

Rozumiem więc, że ta wrzuta to bardziej tribute dla samego tytułu niż muzyki zeń, bo w sumie sam nie mam żadnych szczególnych wspomnień z nią związanych. Szczerze mówiąc, bez kontekstu to brzmi jak kolejny POPRAWNY soundtrack i mam nawet dziwne wrażenie, jakby ta muzyczka z menu po prostu została na szybkiego sklejona z fragmentów ścieżki dźwiękowej wykorzystanej w gierce i wrzucona, by coś tam se leciało.

Jon Hare - Sensible World of Soccer '96/'97 Menu Music

W SWOSa nie grałem zbyt wiele, bo akurat ja jestem już z pokolenia, które spędziło godziny w Fifie oraz Pro Evo i to mi właśnie przypomniało o wrzucie, którą mógłbym wrzucić w przypadku drugiej takiej edycji bestki. Robiłem parę podejść do SWOSA, ale jestem na to zbyt upośledzony manualnie niestety, aczkolwiek tytuł jak najbardziej szanuję, choćby jak za kosmiczną bazę danych nawet i na dzisiejsze standardy, a co dopiero połowę lat 90. A, i jeszcze za fandom, który do tej pory tworzy składy i organizuje turnieje. Polecam przy okazji świetny artykuł na ten temat, skądinąd nieocenionego Leszka Milewskiego, współbohatera mojej poprzedniej wrzuty: https://weszlo.com/2019/03/31/gra-bez-d ... znie-zywy/

Co do muzyczki - welp, ona zawsze była mocną stroną gier piłkarskich (mówię serio, obczajcie jakie mocne nazwy potrafiły się przewijać przez Fify, choćby Radiohead i Morrissey), więc tutaj też dowiozła. W sumie ładne to jest, pozwolę sobię użyć piłkarskiego żargonu i napisać, że trochę tu brazylijskiej techniki spod znaku wygrywającej bossa novę perkusji i motywu trochę trącącego sambą oraz niemieckiej solidności, bo zaskakująco dobrze to brzmi.

Akitaka Tohyama (TEKKEN Project) - Abyss of Time (Wayang Kulit) (2011) [Tekken Tag Tournament

Kurde, Tekken to też był w swoim czasie dla mnie ważny tytuł. W czasach licealnych i posiadania konsoli PSP ogrywałem z namiętnością najpierw część 3, potem 5 i 6 (do dziś pamiętam ściąganie tejże nocą w dniu premiery z jakiejś stronki z plikami iso). Zajawka przeszła mi mniej-więcej w 2010 roku, bo jakoś tak dotarło do mnie, że gameplay w dużej mierze opiera się na naciskaniu losowo przycisków i grałem w tę gierkę jedynie na posiedzeniach z kumplami, chociaż i tak preferowaliśmy raczej wspomniane wcześniej Pro Evo. W tę odsłonę o której pisze smoku to nie grałem zupełnie, coś mi świta, że przez chwilę miałem Tekken Card Tourmanent na telefonie, ale krótko, dawno i pewnie nieprawda.

Cóż, nigdy nie byłem wielkim fanem tej EDMowej sieki co tam leciała i nawet nie przeszło mi przez głowę, by słuchać jej poza gierką. Teraz robię to pierwszy raz w życiu i jestem rozdarty. Niby bit nie jest zły, niby te sample z babskim wokalem pasują, ale całość jest chyba na mój zbyt agresywna i monotonna, by mnie miała ruszać. Potraktuję jako ciekawostkę, raczej nie wrócę.

Umarła growa, niech żyje growa.
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 19 sty 2025 17:54

Z tym bezpieczeństwem starego internetu, to czytacie lekko zbyt dosłownie. Wiadomo, że istnienie internetu samego w sobie, wyklucza już bezpieczeństwo. Chodzi bardziej o to, że kiedyś na szambo się trafiało, a w dzisiejszych czasach ono wychodzi do ciebie samo, niemal jako internet starter pack, wystarcza same social media, istnienie pato-streamerki, itd, to wszystko jest tak powszechne i popularne, że wychodzi niemal z lodówki. A o tym, że kiedyś tam Newdress okazał goły tyłek, to wie garstka osób.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 20 sty 2025 01:29

Piotr Kmieć Muzeum w Dar-es-Balat

No właśnie, o internecie z przełomu wieków mógłbym jeszcze powiedzieć per bezpieczny, a przede wszystkim naiwny. Po kilku latach realia się zmieniły albo po prostu parę miejsc zyskało zbyt dużo na popularności. Obecny internet jest przede wszystkim niesłychanie zagracony. Całe szczęście, że jest wiele hubów funkcjonujących w formie ogólnoświatowych archiwów czy wręcz wehikułów czasu. Co ja pamiętam ze swoich początków? Chyba Gry.PL i to w szkole, bo nie przypominam sobie żadnego komputera czy laptopa w domu rodzinnym w latach 2006-2008. Później już z górki. Parodie, gry flashowe, mp3 z wrzuty i innych portali przed ulubem, śmieszne przeróbki, Nasza Klasa, zaczytywanie w Nonsensopedii. Dobrze, że nie byłem przesadnie ciekawski - nie trafiłem na żadne szokujące czy drastyczne treści. Wyskakujący ryj w pewnej grze zobaczyłem raz w szkole, inny epileptyczny obrazek z kolejnym ryjem dostałem pewnego sylwestra. To wszystko. Żadnych dziwnych cutów z pornosów czy wypadków.

Sam utwór... historia Hiena niesamowita, bardzo dobry zaczyn dla dalszej dyskusji. W czasach partyzanckiej (wciąż imo) technologii fajnie było zrobić coś swojego, ale na moich sprzętach to midi jakoś wyjątkowo dziwnie momentami się rozstraja, tempo nie styka. Jest trochę tajemniczo, z patosem, jakby jakaś muzyka pod sceny growe w zamku czy inne średniowieczne strategie. Rychło w czas po śmierci Lyncha ta wrzutka, ehh, bestkowy korowód idzie dalej... Imponujące, jak dziwne (a może bardziej drobiazgowe) rzeczy potrafią zostać w głowie na tyle długo, że dopóki się nie znajdzie, to spokoju nie będzie. Szanuję.

Jeremy Soule Tundra

Nigdy nie grałem w Skyrim i po opisie Deva kompletnie się nie dziwię. Smoki, fantastyka... niee, dla mnie za dużo bajania. Po drugie nigdy nie byłem na tyle blisko nowinek technicznych, by w odpowiednim momencie ogrywać świeże tytuły. Teraz grywam maksymalnie w dwie gry na lapku czysto hobbystycznie, trzecia to sama gra tenisowa na Javę. do głowy przychodzi mi użyte jakiś czas temu porównanie z muzą filmową słuchaną w PR2 przed właściwym programem, na który czekałem. Sympatyczny utwór, rzetelna robota. Bardzo sugestywny mrok, pewna tajemnicza, ale też elementarne aspekty duchowości. Dla fanów pewnie gratka, dla mnie wręcz zbyt narzucające określone skojarzenia. Wszystko w porządku, tylko tyle i aż tyle. Bez wspomnień nie mam czego tutaj szukać.

Thomas Baertschi Menu

Po doświadczeniu GTA San Andreas ja już więcej otwartych światów nie potrzebuję. Chyba, że kiedyś ktoś zrobiłby coś w stylu Test Drive Unlimited, ale z mapą wielkości całego świata... choć to kompletnie niemożliwe i zapewne nie do udźwignięcia dla jakiegokolwiek sprzętu xD W tym kontekście wystarczają same Hawaje lub fikcyjny stan w USA. Tutaj kolejna gra, która kompletnie nie jest z mojej bajki. Może mój starszy brat to ogrywał podobnie jak wspominane Age of Empires II, to nawet całkiem prawdopodobne, ale ja zawsze czekałem na piłkę nożną, skoki, Battlefielda czy rzeczy z PlayStation. Albo wyścigówki jeszcze. Sam kawałek podoba mi się bardziej niż poprzednik. Trochę bardziej serowy, całkiem nieźle urozmaicony. Generalnie podobne rzeczy słyszałem podczas posiedzeń u dziadków w pokoju brata, więc jest jakiś elementarny związek. Trochę marszowości, trochę symfonicznej pompy, trochę przerysowania. Naprawdę w porządku.

Jon Hare Menu Music

O, jakieś Sensible recenzowali Panowie Tetrycy swego czasu. Takie nerdzenie przy piłce nożnej to ja bym polubił bardzo, nie ma co. W grze This Is Football na PSa (prawdopodobnie ten sam rocznik co ja) połowę czasu spędzałem na właściwych meczach, a drugie tyle zajmowało konstruowanie całych zespołów, pojedynczych piłkarzy czy rozmaitych turniejów. Oj, piękne to było. Sam kawałek trochę MIDI, a trochę jednak świadomie korzystający z brzmień ośmiobitowych. Równie dobrze pasuje do gry sportowej jak i programu dnia lokalnej telewizji kablowej z tamtych lat, co uważam za plus. Nie za bardzo rzuca się w uszy, ale ta melodia może zostać na dłużej przy kolejnej GODZINIE rozgrywki. Dobrze serowe syntezatory, ładna perka midi. Niemen nawet na tym odcinku mógłby się wtedy uczyć od zbyt wielu kompozytorów...

Kai Rosenkranz Old Camp

Gothica najprędzej kojarzę ze śmiesznych filmików czy pewnego skeczu internetowego przytaczanego na kanale Kacpira. Tak, w tę grę również nie grałem xD To już prędzej brzmi jak muza do Twierdzy. Coś na pewno z tych katalogów mam w głowie, ale nie mam pewności, czy warto się podzielić. Też jest marszowo, trochę mistycznie, trochę folkowo, no generalnie klimacik się zgadza w kontekście warstwy wizualnej gry. W wieku 13 lat byłem już po zbyt wielu dziwnych doświadczeniach w internecie... ale wciąż bez masy ciekawych doświadczeń growych, no cóż ehh

Średni za mnie gracz, już lepszy gejmer prędzej.
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 20 sty 2025 06:49

Przyjemnie było nawet zanurzyć się raz w takiej tematycznej kolejce - zwlaszcza że wyszła dość spontanicznie i chyba bez większych oporów. No ale teraz wracamy do "normalności", chyba że ktoś zechce pociągnąć klimat :grins:

Syny - Babcia
(2015)

O istnieniu Synów dowiedziałem się tego samego wieczoru kiedy też po raz pierwszy usłyszałem Taco Hemingwaya. Czemu o tym wspominam? W sumie nie wiem bo nie ma to większego znaczenia, ale były to na tamten moment dwa ciekawe odkrycia w polskim rapie dla mnie. Było to jakoś jesienią 2015 roku, byłem u mojego kumpla który słucha trochę bardziej offowych rzeczy ale ma też szacunek do starych rapsów i pokazał mi też wiele ciekawej starszej muzyki. W każdym razie Syny robiły wrażenie, bardziej chyba za sprawą lo-fi produkcji autorstwa 1988 niż samego Piernikowskiego na wokalu który trochę kojarzyć się może z wrzucanym tu już Bąkowskim z Niwei. Cały album charakteryzuje swoisty analogowy brud, chłód czy nawet mrok trochę a nietuzinkowe podejście Piernika do nawijania nadawało całości lekki sznyt wczesnych polskich nagrań rapowych.

Debiutancki krążek Orient to może nie jest rzecz mocno przeze mnie katowana niemniej dwa lata później krążek miałem już w swojej kolekcji CD i cieszę się bardzo że tak się stało, biorąc pod uwagę że ten skład już się rozpadł podejrzewam że ta pozycja będzie tylko nabierać wartości z czasem. Jest kilka fajnych numerów do których lubię czasem wrócić z tej płyty a jednym z nich jest Babcia, nie będzie chyba zaskoczeniem zatem że serwuję Wam ten numer przed Dniem Babci w styczniu właśnie. Tak się nieszczęśliwie składa że ja sam pożegnałem moją babcię w minionym roku i to będzie pierwszy raz kiedy nie będę mógł uczcić z nią tego dnia.

Dlaczego akurat ten numer mi mocniej siedzi? Bo przez lata odwiedzania mojej babci w pobliskim miasteczku totalnie czuję i rozumiem ten folklor przedstawiony przez Synów w tym numerze. Piernik nawija o takich banalnych rzeczach niby ale jednocześnie maluje doskonale obraz starszej osoby w naszym kraju, przewija się tu bolączka drogich leków z apteki, abonamentu RTV, jest wzmianka o wyczekiwanej koronce w radio, czekaniu na księdza chodzącego po kolędzie, na listonosza, na wnuka - nawet jeśli ten tylko liczy na kasę od babci. Szarobury obraz miejsca zamieszkiwanego przez starszych ludzi - dokładnie jak miasteczko w którym mieszkała moja babcia - zgrabnie podsumowuje Piernik linijką że to takie miejsce skąd trzeba jedynie spier*alać, to jest to tzw. "geronto getto" (z języka greckiego "geron" oznacza starszego człowieka, gerontologia zaś to nauka o procesach starszenia się). Syny grały specyficzną muzę i nie spodziewam się że akurat Wam siądzie ale wystawić ich na próbę tego forum w końcu muszę.

https://youtu.be/96cHKYQ92SE?si=-NAFDtYwEK7DEGX_
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 20 sty 2025 10:43

nosound – Sol29

Jakoś koło 2005 roku, zobaczyłem tę urokliwą okładkę w jakiejś gazetce, chyba Empiku. Moją uwagę przykuło podobieństwo nazwy do no-man, zresztą nie tylko nazwy. Font i vibe okładki też pasowały. Minęło jednak kilka lat zanim faktycznie udało mi się dopchać do tej płyty. Okazało się, że przeczucie częściowo mnie nie myliło. Giancarlo Erra, stojący za nosound, faktycznie jest fanem no-man, a Tim śpiewał nawet na jednej z kolejnych płyt. Brzmieniowo natomiast, Włoch szedł w nieco innym kierunku. Był czas, że mieliśmy niezły kontakt na fejsie, między innymi ze względu na to, że ówczesna dziewczyna Giancarlo była Polką, która swego czasu robiła w Żaku. Dzięki temu, miałem przez jakiś czas dostęp do płyt nosound przed premierą oraz udało mi się zrobić z Errą wywiad, który potem poleciał w audycji. To było już kilkanaście lat temu. Tamten związek rozsypał się z hukiem (i to poważnym hukiem, o czym dowiedziałem się od Tima B.), ale nadal spotykamy się czasami z Errą w komentarzach pod postami, między innymi dzięki wspólnej fascynacji astrologią. Muzyka nosound to w większość pastelowy, rozmarzony rock z różnymi naleciałościami innych stylów. Wokal Giancarlo może się podobać lub nie, ale w wypadku w/w kawałka, nie będzie to miało znaczenia, bo to instrumental, do tego instrumental, który nie jest jakimś wybitnym przedstawicielem tego, jak nosound faktycznie brzmi, ale to nie jest istotne, bo po prostu jest to najlepsza rzecz jaka wyszła spod ręki tego sympatycznego człowieka. Dużo wspomnień czyha za tym kawałkiem muzyki, jakieś takie poczucie końca czegoś i początku czegoś innego.

https://youtu.be/oin1Nqe3MJc
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 20 sty 2025 12:10

Listening Center - Main Reading Room (2012)

Cisza, spokój, czilera utopia. Za oknem tona śniegu i mróz, Ty, Drogi Słuchaczu, siedzisz wygodnie na tapicerowanym krześle w wyłożonym boazerią wnętrzu powiatowej biblioteki. Ta mieści się w trącącym PRLem modernistycznym budynku z lat 70. ze wszystkimi tego konsekwencjami - drzwi z pochwytem typu "ser", aluminiowe ramy okienne, skrzypiący parkiet bądź lastryko, wszechobecna "żyletkoza", paprotki w koszyczkach na metalowych stelażach i unoszący się w powietrzu aromat szlugów (niby palić nie wolno, ale kogóż to obchodzi).

W swoim szaleństwie jestem niemal pewien, że taki właśnie obraz miał w głowie David Mason, kiedy nagrywał ten numer. Listening Center to wymyślony przez niego projekt będący czymś w rodzaju amerykańskiej wersji The Advisory Circle. Wpadłem nań szukając pokrewnych duchologicznej twórczości Cate Brooks, i choć być może nie chwyciło tak mocno, jak przed momentem wymieniona, to wciąż uważam LC za coś wartego bliższego zapoznania. Niby to samo zostało nagrane już sto razy wcześniej, ale mnie takich rzeczy nigdy dość.

Main Reading Room pochodzi z debiutu Masona jako Listening Center, który to debiut ukazał się dokładnie w moje urodziny 2012 roku. Z tym, że wówczas nie miałem o jego istnieniu pojęcia lol. Pierwsza moja z LC styczność to, hehe, styczeń 2016, jeśli zaś chodzi o ścisłość, to był to koniec stycznia, kiedy próbowałem wyjść trochę z szoku po śmierci i Bowiego i Blacka. Mason się w jakiś sposób do tego wyjścia przyczynił, zwłaszcza, gdy porządkowałem prywatny księgozbiór. Proszę o zajęcie miejsc przy biurkach i o bezwzględną ciszę. Czytamy.

https://www.youtube.com/watch?v=4a-roFt ... OQ&index=5
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 20 sty 2025 13:03

Pearl Jam – Even Flow

Na początku lat 90’ miałem naprawdę niezłą fazę na ten zespół. Pearl Jam zaliczany jest do tzw. Wielkiej Czwórki z Seattle. Co ciekawe pozostałych trzech zespołów nie lubię i nigdy nie lubiłem. Ale Pearl Jam jest wyjątkiem. Już nie pamiętam nawet jak ich poznałem, ale miałem kasetę z ich debiutanckim albumem „Ten” i ostro ją zajeżdżałem. W 1993r. wyjechałem na dwa lata do szkoły wojskowej. Moje życie zmieniło się z dnia na dzień. Zmiana otoczenia, kompletna zmiana trybu życia, wpływ innych ludzi – to wszystko skutkowało tym, że i moje upodobania muzyczne uległy przeobrażeniu. Wielu moich muzycznych ulubieńców poszło czasowo lub w ogóle w odstawkę. Szczerze mówiąc ten los spotkał nawet Depeche Mode, do którego na dobre powróciłem dopiero po ukazaniu się Ultry w 1997r. O Pearl Jam też zapomniałem na długie 3 dekady. Ale kiedy wreszcie postanowiłem posłuchać albumu „Ten” ze zdziwieniem odkryłem, że on nadal na mnie działa. Wspomnienia od razu odżyły. Od pewnego czasu raczej stronię od ostrzejszego gitarowego grania. No ale jak już słuchać takiej muzyki, to tylko w najlepszym wydaniu. Nie sposób nie docenić brzmienia gitar u Pearl Jam. W dodatku ich utwory wyróżniają się naprawdę dobrymi melodiami. Prezentuję Even Flow, ale zapewniam, że dobrych utworów jest na „Ten” znacznie więcej.

https://www.youtube.com/watch?v=tkbgtVFlyCQ
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 20 sty 2025 13:04

tego to jednak się nie spodziewałem
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 20 sty 2025 13:15

Bekowo

Dragon Soundgarden, ja Nirvanę, mentos Alice In Chains

W sumie kto inny miałby wrzucić Pearl Jam xd
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 21 sty 2025 01:35

nie będzie więcej gierek na razie

Panasonic - Murtoneste (1997)

Jest wiele rzeczy, za które szanuję Finów. Ikoniczne postaci w sportach zimowych, wspaniale popieprzony język (wciąż chcę się go nauczyć...), estetyczni... nieważne, urzekające krajobrazy. Kiedyś będzie trzeba odwiedzić ichniejsze rejony. Poza tym są jeszcze eksperymentatorzy pokroju Miki Vainio. Wspomniany człowiek (niestety już świętej pamięci) miał przyjemność współtworzyć Panasonic. Firma się przysrała i po latach przybrali nazwę Pan Sonic, ale ja mam w dupie roszczenia jakiegoś korpościeku, więc dla mnie są i będą Panasonic. Dzięki nim (w czasach pochodzenia wrzutki pod tym szyldem krył się duet) w czasach zamierzchłych również uczyłem się bardziej otwartego podejścia do muzyki tak generalnie. Nawet na naszym skromnym forum można znaleźć moje narzekania na różnego rodzaju "hałasy". Z gimnazjalną manierą potrafiłem odrzucać stanowczo zbyt wiele rzeczy ze względu na nieprzyjemne skojarzenia, odczucia w trakcie słuchania, a to w sumie może być przecież celowa strategia ? Może tutaj to nie działa aż tak jak w przypadku Merzbowa czy innych radykałów (swoją drogą ich też nauczyłem się słuchać, choć robię to raz na 2137 dni), ale wciąż jest to efekt uboczny określonych pomysłów.

W sumie można by uznać (potrzebny przypis), że skoro mroźna Finlandia to za tym musi podążać surowość, chłód, brak jakichkolwiek emocji. Panowie na swoją modłę bawili się w glicze, zakłócenia. Na początku podobno zaczynali w krainie techno. Na Kulma wciąż to słychać, choć cała płyta to poważnie urozmaicone pudełko ciężkostrawnych (na pierwszy rzut ucha) czekoladek. Albo motoryka albo testowanie zdolności poznawczych, no nie wiem, ja bym tak to nazwał xD Taki Ikeda, ale bez chęci testowania mocy przerobowych głośników w telewizorze tylko coś bardziej muzycznego... chociaż no właśnie, po co w sumie im to odbierać i jakoś mierzyć? W epoce sprawdziłem kilka innych płyt, ale żadna nie przyjęła się równie dobrze. Murtoneste to jak dla mnie najlepszy możliwy start przygody z ich muzyką. Pozornie nic się nie dzieje. Z czasem hipnotyczne pulsacje wkręcają się na tyle mocno, że idzie wychwycić najdrobniejsze wariacje i urozmaicenia. Jest ich całkiem sporo. Głębokie basy, dodatkowo dezorientujące efekty. Oczywiście polecam słuchać przy pełnym wygłuszeniu dookoła i równie dużym skupieniu. Nie brakuje wielu innych wariactw, ale to zawsze pierwsze przychodzi do głowy.

Do odważnych świat należy, więc zapraszam do podjęcia rękawicy.

https://www.youtube.com/watch?v=UJgqogMoSrs
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 21 sty 2025 14:15

u mnie też

Magdalena Bay - The Beginning

Jakoś tak ostatnio coś mnie podkusiło, by może nie tyle wyjść ze swojej strefy komfortu, co odwiedzić tę dawno niespotykaną, bo trochę nadrabiam zaległości z tzw. światka alternatywnego popu i rzeczy, które mnie ominęły przez ostatnich parę lat z powodu mniejszego zainteresowania współczesną muzyką. Owoce tej eskapady być może będziecie wkrótce wpierdalać na forum, a pierwszym z nich będzie ta wrzuta.

O Magdalenie Bay dowiedziałem się w roku ubiegłym, bo był taki okres, że ta ich płyta co to wtedy wyszła była w pewnych kręgachTM mocno lansowana i w ogóle. Jak zawsze, mogę wiele konkretnych i ważnych informacji, jak chociażby to, że Magdalena Bay to nie jest imię i nazwisko ni pseudonim, tylko nazwa duetu oraz to, że eeee yyy nie wiem boli mnie brzuch czy coś. W każdym układzie stwierdziłem, że album jest okej, zespół okej, ale nic ponad to i przeszedłem nad tym do porządku dziennego.

No ale jednak parę dni temu dałem se podczas sprzątania ich pierwszy album i ten... no ja już opisywałem parę razy, że miewałem sytuacje, w których od pierwszego odsłuchu dostawałem cios z buta w jelito i generalnie słyszałem, że to jest to. No i tak miałem tutaj. Nie dbam o to, że słodycz wylewa się z każdego dźwięku, a refren jest wręcz do bólu chwytliwy, tak samo jak jego "wyskandowanie" pod koniec długości utworu - idę o zakład, że ktoś się do tego doczepi, ale mnie to bierze i wuj.

Niechaj pierwszy earworm 2025 mentosa zamknie tę kolejkę. Bierzcie i słuchajcie tego.

https://www.youtube.com/watch?v=tyBllwMCy2E
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 21 sty 2025 15:47

"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup