DM track by track #5: Black Celebration

Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24709
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 13 sie 2024 12:40

Stripped

Opowiadałem te historię w skrótach, ale powtórzę. Jest rok 1998, jesteśmy na wakacjach z ojcem, akurat na jakimś rynku. Stoi stragan z kasetami, ojciec wciska mi kasę do ręki i mówi, idź kup to i tamto. Idę, kupuje dwie kasety. Nie pamiętam czym było „to”, ale „tamtym” było „Singles 86 > 98”. Pierwszym utworem na tej składance jest „Stripped”, zatem można powiedzieć, że pierwszym, w pełni świadomym i z premedytacją włączonym utworem DM w historii Munlupa, jest „Stripped”. No i co to jest za otwarcie przygody. Generalnie jest coś niezwykłego w otwarciu albumu przez ten numer, nawet jeśli to jest kompilacja. Dla 12-latka, którym wtedy byłem, kawałek był niesamowicie intrygujący. Próbowałem jakoś zrozumieć tekst, ale niektóre idiomy były dla mnie wtedy nieczytelne. Muzyka robiła wrażenie, bo nigdy wcześniej niczego takiego nie słyszałem. Do omówienia mamy tutaj bardzo podstawowy materiał, żadnych demówek lub wczesnych wersji, śladowa ilość remiksów, ale myślę że to dobrze. Rozmyślałem ostatnio o „Stripped” i popadłem w głębsza zadumę, jak to bym chciał wrócić do odbierania tego kawałka, jak wtedy, w 1998 r. Nie, tak jak teraz, po setkach przesłuchań w mniej lub bardziej przyjemnych okolicznościach, po setkach godzin analizy numeru, kilogramów różnych wersji live, itd., itd. Chodzi mi o tę świeżość w uszach, bo to, jak wtedy „Stripped” wchodziło, to była magia i mam wrażenie, że to gdzieś bezpowrotnie uleciało. No, ale do rzeczy.

Słynne ‘plum’ na początku, gdzies czytałem na czym to było robione, ale nie chce mi się teraz szukać. Startuje silnik i skupmy się na chwilę na tym silniku, bo DM robili mu cameo w wielu dziwacznych, nieoczekiwanych sytuacjach. Raz, że z jakiegoś powodu użyto go na trasie BCT w 1986 r., jako łącznik „Christmas Island” i „Black Celebration”. Będziemy jeszcze o tym pisać w turbajtur, ale jak wtedy IMO brzmiało to z dupy, tak po tych prawie 40 latach nadal brzmi z dupy. Druga okoliczność nadarzyła się rok później, podczas promocji kolejnej płyty. Panowie kończyli odgrywanie „Stripped”, po czym, w zależności od setlisty, motorek wracał z odchłani jako rytmiczna baza „Pipeline”. Tu akurat przyklasnę temu pomysłowi, uważam, że wyszło super. Jako bonus, może naciągany, ale dodatkowy podkład do „The Love Thieves” z trasy Martina, brzmiał podobnie.

Dobra, mamy za sobą motorek, czas na resztę, ale tu już nie chcę się zbytnio rozdrabniać. Mamy tu wiele warstw syntezatorowych melodii, wszystkie dobre, żadna niepotrzebna. Walenie po rurach jest, ale nieco bardziej subtelne niż to bywało na poprzednich dwóch płytach. Tutaj osiągnęli swój pułap jeśli chodzi o industrial i ciesze się, że po „Black Celebration" na zawsze odłożono te zabiegi na półkę. Perkusja z pomysłem. Wszystko tutaj wyje genialnymi pomysłami, czuć że każdy dał tu z siebie, co miał najlepsze. Martin dostarczył piękną piosenkę, Alan ubrał ja w szykowne, ale eleganckie ciuchy, natomiast Dave idealnie zaśpiewał. Dzisiejszy, nieco bardziej elvisowy Dave by tego nie zrobił dobrze, gdyby teraz to wymyślał od podstaw. Ten stary, nieco robotyczny Gahan pasuje idealnie do tego kawałka i nieco dziwacznego, zalanego metaforami tekstu. Martin w tle to wisienka na torcie. Dorzucę Wam ciekawostkę wyciągniętą z 5.1, słyszeliście kiedykolwiek te fleciki? Bo ja nie.

https://www.dropbox.com/scl/fi/x9p0ttfh ... nlosk&dl=0

Różne miałem okresy w związku ze „Stripped”, od fascynacji, po kulturalne, ale stanowcze mehnięcie i overratyzm, aż po stan obecny, ze sporej perspektywy, za którym kryje się jedynie szacunek, podziw i prawdziwa miłość do tego numeru. Bez wyrywania sobie włosów z głowy. To trochę jak wspominanie jakiejś dawnej miłości, z którą już cię niewiele łączy, ale jednak wspólne chwile rozpamiętujesz z uśmiechem i tępym zapatrzeniem w ścianę. Koniec tego poetyzowania.

Wersja singlowa zawsze była dla mnie lepsza, nie tylko ze względu na to, że od niej zaczynałem, ale z prostego faktu, że końcówka z wokalem jest dłuższa. Przypomina mi to reżyserską wersje „Obcego", w której udało się mnóstwo rzeczy dodać, ale film i tak jest krótszy od wersji kinowej, bo resztę odpowiednio przycięto. Tutaj jest podobnie, flow wersji singlowej jest lepszy, ale to jest różnica 11/10 i 10/10, obie wersje są dobre i to jest zdecydowanie najlepsze „Stripped”, jakim można się raczyć.

"Highland Mix", to zwykły extended mix z garścią drobnych dodatków, np. inne syntezatory w pierwszym refrenie i w kilku miejscach później. Poza tym, nic szczególnego, wydłużanie tego, co nie wymaga wydłużania, flexowanie fragmentów, które nie mają aż tyle do zaoferowania, kiedy maltretuje się je w nieskończoność. Nie wracam do tego remiksu zbytnio, ale props za fajny fade out, na pewno fajniejsze niż crossfade z „Here is the House”.

„Breathing in Fumes” to fajny exercise nad metalicznymi fragmentami numeru, rekonstrukcja pierwszorzedna, ale dla mnie za mało, żeby traktować to jako osobny numer, a nie radykalny remix „Stripped”.

To co, bierzemy się za koncertówki. Wersja z trasy dedykowanej płyty, jest spoko. Ze wszystkich „pads heavy” wersji, ta podoba mi się najbardziej, te uderzenia metalowe wydają mi się najciekawsze. Gahan drze mordę „oh yeah” co jest trochę bez sensu, ale ten typ tak ma. Ogólnie jednak, wokalnie jest tu wyjątkowo spoko. Wersja z kolejnej trasy, dobrze znana ze „101”, jest niepotrzebnie rozwleczona, a walenie w pady, o ile w liceum wydawało mi się najlepszym motywem ever, tak teraz po prostu męczy i irytuje. Na World Violation przepuścili tylko bas przez tremolo, reszta tak samo. Dopiero na Musiał Tour, wkroczyło naprawdę rasowe live „Stripped”, a tak naprawdę dopiero w 1994 r., kiedy Anal przesiadł się na perkusję, co dodało niezwykłego kolorytu całemu numerowi, poza kilkoma modernizacjami na klawiszach. Singles Tour i Angel podobne do siebie wersje, bez tej mocy na perkusji, ale i tak lepiej niż w latach 80. Dopiero na TOTU podmienili w końcu ten tandetny klawisz i tu wchodzimy w rejony najlepszych wykonań, chociaż nie do końca. Muzycznie było świetnie, ale Dave albo nie domagał, albo kompletnie olewał refreny, co zaczęło się już praktycznie od Singles Tour. Z tego też powodu, świętym graalem nadal jest jedyne wykonanie z trasy Delta, czyli słynny Madryt – najlepsze „Stripped”, jakie zostało zagrane na żywo przez ten zespół. Muzycznie nie mam pytań, Dave w kondycji (jak na tamte czasy) i śpiewa pierwszy refren. Drugi wprawdzie oddaje publice, ale za to ciągnie końcówkę razem z Martinem. Wykonania z kolejnych dwóch tras są do tego podobne, poza tym, że Gahan odwrócił kolejność i oddawał publice pierwszy refren, a śpiewał drugi. Mimo to, ten Madryt z 2014 r. to był taki moment jedyny w swoim rodzaju, nie do powtórzenia. Generalnie uważam, że „Stripped” to kawałek, którego atmosferę trudno oddać na koncercie, bo numer jest na płycie jednocześnie delikatny, jak i specyficznie ciężki. Live jest zazwyczaj głównie ciężki, ale te późne wykonania mają w sobie jakiś taki luz, który do mnie przemawia.

Koniec końców, jest to jeden z największych kawałków Depeche Mode i na pewno jeden z moich ulubionych „hitów”.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18356
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 13 sie 2024 13:52

No ja kompletnie zapomniałem o Breathing in Fumes, a uwielbiam to i jest to jeden z moich ulubionych remixów DM.
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10366
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 14 sie 2024 21:08

Kurczę, ten Madryt 2014 to jeden z ciekawszych koncertów, który nie doczekał się bootlega... albo dziadki depeszowe jeszcze coś ukrywają po mieszkaniach.
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24709
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 15 sie 2024 00:03

Ukrywają, tak samo jak Dublin 2017. Kiedyś się doczekamy.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10366
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 15 sie 2024 00:18

Oby, oby. Ostatnia nóżka trasy Delty to nie tylko sentyment, ale też często pokręcone setlisty na drugich koncertach - chyba ani razu nie zagrali tego samego. Nie zdołałem wszystkiego pobrać 'w epoce' (m.in. drugi Dusseldorf 2013), muszę uzbroić się w cierpliwość...
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24709
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 09 gru 2024 13:23

Kurde Panowie, co jest? Tutaj już na mnie zwalić się nie da, dlaczego od 4 miesięcy nie jesteśmy w stanie wysrać ani słowa o "Here is the House"?
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18356
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 09 gru 2024 13:31

No jak się nie da? Dał byś dobry przykład to by pewnie ruszyło. :P
Sam ostatnio myślałem o HITH i o mało co nie zacząłem nawet pisać.
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10366
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 09 gru 2024 14:51

Nie chciało mi się xd proste
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24709
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 09 gru 2024 15:50

RIP
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn