Best of Forum VII

Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7404
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 02 mar 2025 22:56

Gang Starr - DJ Premier in Deep Concentration

Okurde, rapsowe Art of Noise. A tak zupełnie serio, tego typu bigos, na który składa się milion wstawek, sampli, przeszkadzajek i przeszkadzajków, stuknięć i puknięć i zabaw głosowych to jest coś, za co pokochałem m.in. Yello (zanim odkryłem, że lwia część ich twórczości była jednak bardzo "standardowa"). Zabawa DJa czy nie, wyszło fantastycznie i lajtowo, taki soundtrack na sam koniec zjaranej imprezy, gdzie wszyscy już dogorywają (wszyscy, którzy jeszcze zostali), nie wiadomo za bardzo, która godzina, wszystko się wciąż kręci, ale już jakby wolniej. Lubię takie rzeczy, Murzyn potrafi dostarczyć ciekawego deep cuta, to chyba dobre określenie w tym wypadku. A ten elegancko pocięty wysoki klawisz to już w ogóle, miodzio <3

Steven Wilson - Man of the People

Człowieka Ludu znam aż nazbyt dobrze, kiedy kol. Munlup poinformował mnie na koniec 2020 roku, że szykuje się nowy Wilson, który może mi się spodobać przez swoje założone mocno elektroniczne brzmienie, trochę nie dowierzałem. Wciąż miałem z tyłu głowy Insurgentes, które I TAK uważałem za najbardziej mi przystępną rzecz, jaką gitarowo mógł Wilson nagrać (wówczas moja alergia na prog rocka była jeszcze silniejsza niż obecnie, tak for the record). Jednakowoż uległem, zassałem The Future Bites (najsamprzód usłyszałem Personal Shopper i wgniotło mnie to w ziemię) i przepadłem. Man of the People to jeden z moich ulubionych kawałków z tego albumu, zarówno muzycznie, jak i wokalnie i tekstowo i w ogóle wszystko. Wilson perfekcyjnie tutaj dostarcza, utwór jest z jednej strony ciepły, z drugiej kompletnie zimny i jakiś taki... odhumanizowany? Co świetnie podkreśla narrację w nim prowadzoną. Doskonała piosenka <3

Venetian Snares - Második Galamb

"Kolejny obowiązkowy klasyk", a więc 90% szans, że jest to kolejna rzecz ze stajni Smoka, której nie znam. I, oczywiście, nie pomyliłem się. Nie znam, choć nazwa wykonawcy coś mi mówi. Sam utwór zaczyna się w sposób, hmmm, tani? Nie leży mi ta gadka. Za to potem zaczyna się robić ciekawie. I tak pozostałoby przez cały czas, gdyby wyciąć tę babę. Czysta muzyka starczy w zupełności. Dzieje się dużo, może momentami troszkę zbyt dużo, ale nie czuję się zmęczony lub zniechęcony. Wprost przeciwnie. Kol. Munlup wyżej pisze, że wracać raczej nie będzie, a ja z przyjemnością tak. Faktycznie brzmi to jak showcase przypadkowo przestawianych pstryczków, przesuwanych wajch i wykręcanych potencjometrów, ostatnimi czasy modne są na Insta rolki z dość epileptycznym montażem przypadkowych obrazów, a w tle coś takiego. I mnie się to w trudny do opisania sposób podoba, więc daję zdecydowanie więcej, niż po prostu okejkę ^^

Jean-Michel Jarre - L'ouverture

Jako fan Chińskich Koncertów vel Koncertów w Chinach nie mogę przejść koło tego numeru obojętnie, choć też nie uważam go za najlepsze, co można na tymże klasycznym już albumie znaleźć. Jest, jest spoko, stanowi ciekawy showcase wszystkiego, co nadejdzie później, ale tak zwanej dupy nie urywa. Mam... cokolwiek interesujące skojarzenia z eee Depeche Mode? Nie potrafię tego do końca wyjaśnić, ale jeśli nie słyszycie tutaj A Broken Frame, to polecam przepłukać uszy ;( Traktuję Uwerturę trochę jako takie Introduction by Jarre, przedstawiamy się, kilka słów o sobie, ale nie za dużo, ponieważ mięso zostawiamy na później, jakaś ciekawa zajawka, ale tylko zajawka, proszę usiąść wygodnie i wrócę za 15 minut (dopiero wtedy zacznę gadać z sensem), niby wszystko git, a niedosyt został. No i ch..., muszę znów odpalić całą płytę, dzięki Seba :/

Fiona Apple - I Know

Murzyn wyżej wspomniał, że to cosy muzyczka do siedzenia przy kominku, kiedy za oknem wali śnieg, zaś tu jest ciepło i dodatkowo trzymamy w ręku kubek z ciepłą herbatą z dodatkiem syropu malinowego, zaś grubo przepłacone świeczki od Yankee Candle delikatnie wypełniają pokój aromatem cynamonu i jabłuszka (bede rzigoł...). Zgadzam się w stu procentach, ten klimat walnął mnie w łeb już z pierwszą nutką piosenki od Fiony (więc również nie dziwię się naszemu Wujaszkowi, sam mam takie cosy ciągoty). Ciekawa sprawa z wykonawczynią, słyszałem jej imię wielokrotnie, ale byłem pewien, że to ktoś... nowy na rynku, no, stosunkowo nowy (czyli, nie wiem, jakiś 2007-2008 rok na debiut). Nikt mi tej pani nie wciskał, a z pewnością był kiedyś czas, że bym brał bez zbędnych pytań. Skojarzenia mam przede wszystkim z Norah Jones, ale są takie rodzaje muzyki, gdzie można się powtarzać w nieskończoność a i tak będzie fajnie. Propsy dla shodana, albowiem bardzo mi się ta piosenka spodobała, aż zatęskniłem za... jesienią lol.
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6943
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 03 mar 2025 02:10

Nie potrafię tego do końca wyjaśnić, ale jeśli nie słyszycie tutaj A Broken Frame, to polecam przepłukać uszy
Będę płukać
DEPESZWIZJA 123: EDYCJA NOWOFALOWA
FINAŁ 21:15
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18356
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 03 mar 2025 09:34

Gang Starr - DJ Premier In Deep Concentration

No jak chwaliłem Gang Star w albumówce, tak tutaj nie jestem przekonany. Straszny chaos wyszedł. Zupa, do której jakiś didżej nawrzucał milion składników, które do siebie średnio pasują. Zupa więc wyszła też średnia. Niby dużo wszystkiego, ale smaku nie ma. Taki raczej didżejski popis umiejętności. Utwór jednak z tego żaden. No chyba, że rzeczywiście potraktujemy to jako jedynie przerywnik na albumie. Dla mnie jednak zmarnowany dubel.

Steven Wilson – Man of the People

Tak jest, wychodzi niebawem nowy album Wilsona, na który nie czekam jednak z utęsknieniem. Hien mnie nastraszył, że szykuje się powrót do progowego szarpania druta. A było już tak dobrze. Te romanse Wilsona z elektroniką naprawdę mnie jarały. Dwa ostatnie albumy wręcz doskonałe. Szkoda, że Stefan nie zdecydował się pociągnąć dalej swojej muzyki w tym kierunku.
Man of the People to świetny numer pod każdym względem. Wszystko tutaj brzmi jak należy. Niesamowity klimat, super brzmienie. I wokal Wilsona, który koi moje zmysły. Mistrz Stefan w najwyższej formie.

Perry Blake - Weeping Tree

Te Blejki to spoko chłopaki. Już jednym Blake’m się jaram od pewnego czasu (Jamesem), a tutaj póki co też czuję pewne zainteresowanie. Przynajmniej na podstawie tego jednego utworu. Jest smutaśnie, więc w to mi graj. Uwielbiam taką przygnębiającą muzykę. Ta nuta w ogóle jakoś kojarzy mi się z… Bowiem. On też potrafił tak pięknie smęcić. Nawet wokal trochę w podobnym stylu. W każdym razie naprawdę ładna i klimatyczna rzecz.

Venetian Snares - Második galamb

Hmm dziwny utwór. Pierwsze dwie, a nawet trzy minuty spoko, potem robi się sieczka trudna do zniesienia. A szkoda, bo mogło być dużo lepiej. Nie mam nic do perkusyjnych wygibasów, ale wszystko musi mieć swój umiar. Co za dużo, to niezdrowo. W pierwszej części numeru naprawdę miało to ręce i nogi. Sporo fajnych brzmień. Potem twórców ewidentnie poniosła fantazja albo za dużo się najarali czegoś. Od 4-tej minuty kompletnie nie do przełknięcia. Aż nerw bierze człowieka.

Jean-Michel Jarre - L'Ouverture / The Overture

Nie słuchałem nigdy tych chińskich koncertów. Trzeba będzie to wreszcie nadrobić. W ogóle w temacie JMJ mam jeszcze dużo do nadrobienia. Generalnie utwór jest bardzo fajny. Ładnie brzmią syntezatory. Takie kosmiczne klimaty bym powiedział. Basowy synth świetny. Jakieś mówione kwestie też super. Nie podoba mi się tylko jedna rzecz – ten miauczący klawisz pogrywający od początku 4-tej minuty. Jego brzmienie jest co najmniej irytujące. Dlaczego Jean wybrał akurat takie brzmienie a nie inne wie tylko on sam.
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13846
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 03 mar 2025 10:32

shodan pisze:
03 mar 2025 09:34
Gang Starr - DJ Premier In Deep Concentration

Dla mnie jednak zmarnowany dubel.
A dla mnie nie. Muszę przyznać że o ile Wujas z wszystkich forumowiczy tu może i słuchasz najwięcej hip hopu tak jednocześnie najmniej ten klimat czujesz, wolisz po prostu nowsze rzeczy. Kto się miał do GS przekonać ten się już przekonał, rzucanie w Was kolejnymi singlami tu wiele nie zmieni.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7404
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 03 mar 2025 11:58

Żebyśmy tylko takie "duble marnowali", to byłoby gites
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24709
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 03 mar 2025 12:00

Ale my nie wydzielamy sobie dubli, każdy może sobie dublować ile chce, to jego decyzja, więc pisanie, że ktoś "zmarnował dubel" jest bez sensu. Zresztą, Wujas dwa razy nas nękał Olivią Rodrigo, więc kaman.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18356
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 03 mar 2025 12:09

Hien pisze:
03 mar 2025 12:00
każdy może sobie dublować ile chce
Serio? Mogę sobie wrzucać np. Wilsona do woli? :grins:
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6943
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 03 mar 2025 12:11

DEPESZWIZJA 123: EDYCJA NOWOFALOWA
FINAŁ 21:15
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6943
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 04 mar 2025 02:50

Gang Starr - DJ Premier In Deep Concentration

Nieraz i niedwa miałem do czynienia w beatkach z rzeczami, które znałem ze słyszenia, ale nie potrafiłem ich przypisać do konkretnego wykonawcy (królował w tym Shodan, aczkolwiek parę takich odkryć zaliczyłem i dzięki reszcie was), ale chyba nigdy nie było sytuacji, w której kojarzyłbym sampel z jakiejś wrzuty poprzez dwa zupełnie inne, niepowiązane i poznane daaawno temu utwory. Tak jest i w tym przypadku. O Autechre już wspomniał Robert, ja tylko dodam, że sampel z tego skitu znalazł się u samego Milesa Davisa. Jeśli to nie jest wystarczającą nobilitacją, to nie wiem co by miało nią być. xD Niech będzie może stwierdzenie, że aż przesłuchałem cały album z którego pochodzi ten przerywnik. Świetnie brzmiąca rzecz, żaden zmarnowany slot, tylko perła przed dewotów. Ukłon czapy dla Czarnego.

Steven Wilson – Man of the People

Nie mam ni siusiaka ostatnio chęci na słuchanie proga, który nie jest Genesis (którego to dla odmiany chce mi się słuchać na okrągło). Im jestem starszy, tym bardziej kocham dzieła epigonów typu Selling England czy innego Close to the Edge przy jednoczesnym braku ochoty na słuchanie żuczków czy eksplorowanie podobnych brzmień. W tym rzeczy Stefana, w przypadku którego mam zaległości, że hohoh i jeszcze trochę. Pamiętam, że czytałem w Teraz Rocku po premierze tej płyty śmieszny wywiad ze Stefanem, gdzie narzekał na technologie i trochę trącił boomerem, a trochę racji miał. I tak w sumie jest z tym utworem - chciałoby się powiedzieć, że trąci Stefanem odtwarzającym typowego Stefka (sorry, nie słyszę, by ten utwór odstawał od większości rzeczy spod jego ręki, które znam), ale coś w tym jest. Ale w sumie w typowym Stefku zazwyczaj coś tam faktycznie jest - gorzej z tym, czy to do mnie trafia. Tutaj jest rzetelnie.

Perry Blake - Weeping Tree

Nie wiem na ile ciekawy jest fakt, że to jedyna z nazw w tej kolejce, która nic mi nie mówi, ale niech będzie zachowane for the record. Wokal typa jest specyficzny, bo gdybym go miał opisać to bym napisał, że brzmi jak Bowie udający Bownessa lub na odwrót. xD Aż się zdziwiłem, że tylko Wuja poza mną usłyszał podobieństwo. Instrumentalnie jest tak jak trzeba, czyli smutno, melancholijnie i mam kolejny argument za tezą, że aby spaprać trip-hop to trzeba się postarać. Tu się nie udało. Kupuję to.

Venetian Snares - Második galamb

O, to to znam i nawet lubię. Nie kocham Venetarian Snaresa w stopniu zbliżonym do jego miłośći do własnych kotów, ale doceniam. Breakcore to muzyka, o której można napisać dużo śmiesznych rzeczy, jak np. to że brzmi jak losowe napierdalanie albo że jak brzmi jakby ktoś uruchomił 10 komputerów z błędami systemowymi jednocześnie czy cholera jeszcze wie co jeszcze. Ale to chyba nie jest aż tak proste. Ja niby forsuję, że mam ADHD i powinienem jarać się taką atonalną, intensywną sieką, ale w gruncie rzeczy to też nie umiem słuchać jej zbyt często, bo muszę mieć na coś takiego odpowiedni nastrój. Ale jak mam, to ło panie - żadne metale, niemetale ni gazy szlachetne się chowają. Niby jakiegoś wielkiego nastroju na breakcore nie mam, ale i tak fajnie było sobie połaskotać synapsy. Props.

Fiona Apple – I know

O, Fiona Japco. Znam tę śpiewającą panią z nazwy od lat, ale jakoś tak wzbraniałem się przed poznawaniem. Sam nie wiem czemu. Może bałem się, że jak będę hajpować kolejną śpiewającą laską po Vedze to będą mnie mylić z Kaczkowskim? A tak serio, to pamiętam tylko, że jej ostatnia płyta była w okresie premiery absurdalnie hajpowana w pewnym miejscu, którego nazwa rymuje się ze słowem DYM i swego czasu chyba była blisko jakiejś średniej typu 4.4. Rzecz jasna, to mnie tylko do laski zraziło, bo z automatu uznałem, że nie może być aż tak dobra.
Hajp ucichł, minęło trochę czasu, Fionę w końcu wrzucił Shodan i… no, dałem się porwać. Śliczna, emocjonalna i pięknie zaaranżowana rzecz, biorę to z całym dobrodziejstwem inwentarza i emocji i cholera wie czym tam jeszcze, a przy tym jednocześnie niebanalna kompozycyjnie. Dałem się porwać do tego stopnia, że sięgnąłem po cały album i nawet mam już rzecz, którą postaram się wam sprzedać, ale o tym wkrótce. Na razie pokłony dla Wuja, bo rozjebał naprawdę niezłą kolejkę.

Kurde, znowu fajna edycja!
DEPESZWIZJA 123: EDYCJA NOWOFALOWA
FINAŁ 21:15
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13846
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 04 mar 2025 07:14

Cieszę się że wrzuta się przyjęła tu i ówdzie, czyli jednak było warto.

Lecimy dalej, tak sobie ubzdurałem żeby w bestce rzucać wrzuty chronologicznie z biegiem czasu więc teraz przechodzimy do lat 90.

SNAP! - Exterminate (feat. Niki Haris)
(1992)

Po minionej kolejce myślałem nawet przez moment że może obecną 25. przekształcę w jakiś taki totalny obskjur fest ale ostatecznie stwierdziłem że ważniejsze dla mnie jest aby jak najmniej deptać po własnych śladach tym razem i jednak wykorzystać bestkę do zaproponowania Wam paru rzeczy które się dotąd nie przewijały u mnie. Myślę że dobrym przykładem będzie dzisiejsza wrzutka wywodząca się z klimatów eurodance, gatunku który może średnio uwielbiam ale był obecny w moim życiu dawniej, jak choćby za sprawą grupy SNAP! O ile tak jak chyba każdy tutaj kojarzyłem doskonale przebój Rhythm Is A Dancer (jeden z największych hiciorów mojego dzieciństwa chyba) o tyle poza nim i ewentualnie Power nie pamietałem już zbyt wiele z ich dyskografii. Pewnego razu albo przeglądając nostalgicznie ich dorobek tudzież obczajając jakaś składankę z lat 90. natrafiłem na singiel Exterminate. Numer ten z miejsca chwycił mnie za sprawą tych takich tnących niczym nóż klawiszy, kwaśnych arpów i fleciku w stylu Enigmy. Dla mnie to było bardzo fajne odkrycie, taka zapomniana perełka ery techno/rave. Czasem warto sięgnąć poza te największe hiciory danego wykonawcy bo jak śpiewa tu Niki Harris: "you'll be surprised with what you might find".

https://youtu.be/87TxGPeFwSM?si=5Ci1nF8GvzWz6Cbl
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18356
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 04 mar 2025 13:10

Pet Shop Boys - A Man Could Get Arrested

Od Pet Shop Boys zacząłem swoją przygodę z muzyką. Od Pet Shop Boys zacząłem też swoją przygodę w bestce utworowej, kiedy to w pierwszej kolejce wrzucałem Being Boring. Ale od tego czasu minęło już ponad 3 lata i 150 kolejek!
Pet Shop Boys to niewątpliwie jeden z zespołów mojego życia. Był okres, że prawie nie wracałem do nich, ale od jakiegoś czasu znowu ich słucham. Zauważyłem, że zawsze jak w jakiejkolwiek bestce wrzucam PSB, to czuję ogromną podjarę i emocje. To pokazuje jak ważny to dla mnie zespół. Nie wszystkie albumy lubię. Niektórych jak choćby dwa ostatnie w ogóle nie lubię. Ale choćby za kilka pierwszych płyt w ich karierze należy im się pomnik. Mają w swoim dorobku tyle wspaniałych utworów, że naprawdę mam prawdziwy ból głowy z wybraniem czegoś. Po prostu kłopot bogactwa. Postanowiłem jednak odpuścić większość przebojów z uwagi na to, że i tak każdy je zna albo przynajmniej kojarzy. Tymczasem mają też sporo raczej nieznanych piosenek, które wcale nie są gorsze od hitów.
Wraz z utworem „A Man Could Get Arrested” cofamy się do samych początków kariery zespołu, czyli roku 1984. Ten numer znajdował się na stronie B ich pierwszego singla w karierze pt. „West and Girls”. Potem w latach 90’ wydany również na albumie „Alternative” będącym zbiorem wszystkich b-side’ów w dotychczasowym dorobku zespołu. Te b-side’y singli z ich debiutanckiego albumu „Please” właściwie zawsze były mi nawet bliższe sercu niż owe rewelacyjne zresztą singlowe utwory. Neil Tennant i Chris Lowe mieli w pierwszych latach swojej działalności naprawdę głowy pełne niesamowitych muzycznych pomysłów. Minęły 4 dekady, a ja wciąż jestem pod wrażeniem „A Man Could Get Arrested”.

https://www.youtube.com/watch?v=GKJtNK8v0SU

Ta wersja pochodzi z kompilacji "Alternative" i różni się od 12" jedynie intrem.
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24709
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 04 mar 2025 13:25

Thomas Dekker – Aicea

Thomas Dekker, to aktor, którego poznałem 16 lat temu, kiedy wcielił się w rolę młodego Johna Connora w serialu „Terminator”. Bardzo lubiłem ten serial i wszystkich aktorów darzyłem sympatią. Od tamtej pory, kariera Thomasa jakoś szczególnie nie wybuchła, natomiast wyoutował się i obecnie spędza większość czasu na wrzucaniu półnagich fot na insta. Tak trzeba żyć.
W swoim czasie jednak, Dekker nie tylko aktorzył, ale też muzykował. Jakoś w okolicach 2008/2009, wydał swój debiut „Psyonatic”. Jak na ledwo 20-letniego dzieciaka, to nagrał naprawdę solidny album. Pamiętam jakie problemy były z dostaniem tej płyty, tzn. fizycznie chyba nawet nie istniała, a jeśli tak, to nie w Polsce. Na necie nigdzie jej nie było, to był koszmarny obskjur. Ratowałem się, zasysając kawałki z myspace, ale tam nie było wszystkiego. Ile ja się namęczyłem, żeby dorwać całość. Z wielu różnych powodów, jednym z moich ulubionych utworów, była „Aicea”. Ballada jakich wiele, ale z jakiegoś powodu, w tym czasie, jakoś mocniej do mnie przemawiała. No i tak zostało. Dużo wspomnień, dużo mniej lub bardziej osobistych skojarzeń, itd. Długo nie mogłem znaleźć miejsca dla tego utworu w bestce, ale w końcu jest.

https://youtu.be/lYRe2_KOFNc
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10366
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 05 mar 2025 11:31

młody kotek KREW 2019

Chyba jeszcze nie proponowałem niczego ze stajni Enjoy Life, a to błąd. Połowa liceum, początek zqueerowienia, ale też jednocześnie pierwsze takie pełnokrwiste romantyczne doświadczenia. Po drugiej stronie meandry piwniczno-bandcampowych wydawnictw. Nie ma już powrotu do tamtych naiwnych kontaktów, przesiadywania na fejsbukowych ściankach. Uleciało wiele dziwnych skojarzeń, oporów. Trudniej też złapać szczerą zajawę bez wyłapania szczerych i własnych odczuć w odbiciu ze słuchanym. Tylko wtedy mogłem poważniej wsiąknąć w Trzy Szóstki. Enjoy Life to już były z trzy poziomy wtajemniczenia głębiej. Tak, tu bez odpowiednio rozeznania czy czasu na zgłębienie bywało różnie. Mimo różnych stanów ten przedpandemiczny katalog szyldów i pseudonimów kojarzę bardzo dobrze.

...znaczy kojarzę, ale mało co wtedy mnie podpasowało. Nie inaczej było z TYCHAMI od młodego kotka. Okej, byłem wstępnie otwarty na hauntologiczne kolaże, lecz ten materiał był dla mnie zbyt surowy, brudny, nieokrzesany. Jak się nauczyłem słuchać i odbierać rzeczy w ramach konwencji to było łatwiej. Lorelai B Woch, persona intrygująca. Może zatrzymałem się na TYCHACH i mocnych treściach instagramowych, ale dla mnie to wystarczająco dużo, by wspierać, szanować i kibicować motzno. Tylko Sebę podejrzewam o znajomość motywu z alkusem Robertem Gawlińskim - źródłem jest jeden z kawałków (konkretnie URKE). W jej przypadku również zaszła pewna zmiana tożsamościowa, więc w razie co specyfika niektórych uwag zaświadczy nie najlepiej o autorach takowych.

Główna draka polega na tym, że o ile w liceum może lubiłem pojedyncze kawałki, tak teraz naprawdę lubię całą kasetę. W czasach natchnionego związku wrocławskiego często pod wieczór leciała w tle RAMka, to już wiecie. Pewnego dnia któryś z dżentelmenów (pewnie Łukasz Lorenc) zapodał całą serię pojedynczych wyborów w ramach polskiej selekty. Wśród nich byli producenci dubowi, pewnie jakiś dżezik... i ambientowy kawałek z pełnoprawnego longtejpa młodego kotka. Nie pamiętałem, kto za niego odpowiada. Krotki research wzbudził spore zaskoczenie. Dzięki temu łatwiej było wrócić, przypomnieć sobie o wielu ciekawych tekstach i brzmieniowych pomysłach. KREW na moje ucho stanowi taki punkt kulminacyjny pod względem przekazu i intencji. Trochę przenośni, a zarazem wiele surowości w relacji z Górnego Śląska. Ani to rap, ani śpiewanie, mocno PERFORMATYWNE. Po Siksie czy Belli to raczej nie zakładam tzw. zdziwek. Tutaj po prostu wszystko się zgadza, jest sugestywny klimat, dość pesymistyczna aura. Jednocześnie czuję pewną autentyczność. Bez wiary w podane słowo jedno po drugim, ale nie da się ukryć, że to dość trudne miejsce dla poszukiwania prawdziwej własnej tożsamości.

Seba przy okazji [słusznego, gdy już sam jestem mniej wkur-] wkurwu depeszwizyjnego podkreślał znacznie aury ostatnich dni czy tygodni... Miałem kilka pomysłów na odpowiedź, ale chyba mentalnie najbliżej mi do "nie chcę źle. samo się źle robi, samo się p i e r d o l i".

https://youtu.be/peQ14EghAUY?si=NQS6JBxTjHIyC13f
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7404
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 05 mar 2025 13:29

Concretism - Normal Service Will Resume Shortly (2012)

Concretism to jeden typ, Chris Sharp, na którego wpadłem kompletnym przypadkiem przeglądając Jutuba na początku kwietnia 2017 roku. Parszywy był to czas, szukałem komfortu i pocieszenia w znanej sobie muzyce, ale też poszukiwałem nowej, choć podobnej do tej pierwszej. Tak trafiłem właśnie na Normal Service Will Resume Shortly, pod wpływem jednego komentarza pod wklejanym przeze mnie wideo. W tym komentarzu ktoś dziwił się, że Sharp wydaje w Castles in Space a nie Ghost Box. Czyli co, kopia The Advisory Circle? Jak najbardziej!

Ale też nie do końca. Nie mam pojęcia, czy Sharp inspirował się twórczością Brooks. Muzyka niby podobna, ale jednak inna, bardziej surowa, zimniejsza, dla mnie jeszcze bardziej, jak to się ładnie mówi po angielsku, sinister. Na pewno taki jest ten numer, od którego zacząłem się w dzieła Concretism zanurzać. Dużo analogowych syntezatorów, dużo brytyjskich akcentów (wszak typ jest Brytyjczykiem, podobnie jak Brytyjką jest Brooks lol), ale też permanentnie utrzymująca się atmosfera grozy (a na pewno w lwiej części jego dyskografii).

Jeśli TAC to "muzyka z programów telewizyjnych i starych reklam", to Sharp robi muzykę niemal wojenną, a przynajmniej okołokatastroficzną. Telewizji też jest tutaj dużo, ale kojarzy się bardziej z doniesieniami korespondentów wojennych z różnych frontów świata. Normal Service Will Resume Shortly pięknie swoim tytułem oddaje to, co może się dziać za kurtyną. Nieco ponad 7 minut napięcia i niepokoju, sygnał zdechł, kiedy wróci program? Basically opisuję tym numerem wszystko to, co dzieje się u mnie przez ostatnie 3 lata. Wszystko niedługo wróci do normy, tylko nie bardzo wiadomo, kiedy dokładnie. Siedzę w napięciu przed ekranem i czekam, szumy i czarny ekran, względnie plansza testowa kolorów nie będą się chyba wyświetlały w nieskończoność? Zapodaję nie w kwietniu a już teraz, albowiem mam powyżej uszu czekania na wiosnę.

https://www.youtube.com/watch?v=uWvmWEMRxhQ
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6943
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 05 mar 2025 13:56

Dziękuje za miłe słowa od Robertów i Adrianów zwłaszcza. Co prawda nadal nie słyszę tam ABF, ale ja wielu rzeczy nie słyszę i na wielu więcej się nie znam, więc cóż.

David Bowie - New Killer Star

Tą wrzutą postanowiłem zainicjować niestały i nieregularny (jak to u mnie) cykl dubli, gdzie będę wracać do artystów, których cenię, lubię i szanuję, ale wrzucałem ich dawno oraz w albo wydaniu średnio reprezentantywnym, albo wybierając rzeczy zbyt znane, albo po prostu uważam, że zasługują na ponownie się tu pojawienie. Powodów jest kilka - ot chociażby to, że nie chce mi się przemęczać plus naprawdę nie umiem i nie lubię pisać zwięzłych biografii muzyków ani przepisywać faktów z wikipedii na ich temat.

No i cżęsto za takimi utworami kryje się jakaś historia. Pewnie ja już sprzedawałem wam to jak się wkręciłem w swoim czasie w Bowiego, ale ciupcia mnie - powtórzę się.

A miało to miejsce w roku pańskim 2010, gdzieś parę miesięcy przed tym, jak się tu zarejestrowałem. Byłem odklejonym i średnio bystrym (nic się nie zmieniło!) piwniczakiem, który bez większego szczególnego powodu postanowił, że zacznie interesować się szeroko pojętą muzyką rockową. Trochę to nietypowe ze względu na fakt, że pierwszym zespołem który polubiłem szczerze było Depeche Mode, które szczególnie rockowe nie było, ale ówczesny internet był na tyle przepełniony rockizmem, że założyłem, iż skoro wszyscy twierdzą, że to jest dobre, to coś na rzeczy w tym być musi. Plus zawsze to jednak coś, co by pozwalało mi się czuć na innego i lepszego niż ziutki słuchające Eski/rapu.

Jak też wielokrotnie pisałem, źródła miałem totalnie różne i randomowe - fora, stronki, Teraz Rock, raz nawet zajrzałem na Porcysa, ale uznałem ich za bandę freaków i stwierdziłem, że nie ma co traktować tego poważnie. Nie pamiętam w każdym razie, bym wspominał o tym, że w tamtym czasie współpracowałem z pewnym e-zinem poświęconym serii gier GTA. Jako że to był rok 2010, to siłą rzeczy ten format dogorywał i po moim dołączeniu do "redakcji" wydano może ze 2-3 numery, ale gdzieś tam pewnie dałoby się odkopać moje ówczesne wypociny.

Wspominam o tym nie bez powodu, bo nawet utrzymywałem jakieś internetowe relacje z tymi ludźmi. Nie przetrwały próby czasu, czemu nie ma co się dziwić, bo to była banda studenciaków-śmieszków, a ja byłem głupawym licealistą, ale w każdym razie każdy z nich miał last.fma (symbol tamtej epoki) i każdy z nich był dla mnie autorytetem w dziedzienie muzyki, gdyż znał cokolwiek - w przeciwieństwie do mnie. Największy z nich miał na imię Przemek, gdyż mądrze się wysławiał, był fanem Pink Floyd, znał dużo rzeczy, o których nie miałem pojęcia oraz był pieprzonym bucem.

Większość z was zapewne pamięta, ale w swoim czasie last.fm oferował funkcję dziennika, która pozwalała na pisanie dłuższych tekstów na profilach, zniknęła ona bezpowrotnie podczas tej okropnej aktualizacji sprzed 10 lat. I wspomniany wcześniej Przemek w swoim czasie umieścił tamże przegląd dyskografii niejakiego DAVIDA BOWIEGO. O poziomie mojej ignoracji niechaj świadczy fakt, że naprawdę wówczas nie miałem bladego ani jakiegokolwiek pojęcia nt. tego kto to jest, ale na podstawie tego przeglądu czym prędzej pobrałem bodajże Heroes i bardzo szybko zakochałem (acz nie od razu) i wsiąknąłem.

Po napisaniu tej ściany tekstu uważam, że w sumie to jest nudna i nieciekawa historia, więc zostawię ją bez puenty. Mogę tylko dodać, że z jakichś przyczyn słuchałem późniego Bowiego w kolejności skrajnie losowej, w związku z czym Reality wleciało u mnie jako jedna z pierwszych płyt oraz że było jedną z pierwszych płyt, co to je sam sobie na CD kupiłem i w sumie to są najważniejsze powody, dla których jej reprezentant tutaj trafia.

Nie będę pisać, że to jest jakaś ukryta perła w dyskografii, bo tbh rzadko wracam i w sumie to byłbym rozczarowany gdyby się okazało, że ten album wieńczy jego dyskografię (a w 2010 raczej nikt nie spodziewał się dalszych ruchów ze strony Davida), ale też bez przesady, bo pomijając koszmarną okładkę ta płyta jest spoko. I jako przykład tej spoko strony wrzucam ładną, rockową piosenkę. To był już David z ery, gdzie to nie on inspirował innych, tylko inspirował się innymi, ale nie czynię tego mu za zarzut - dla mnie to naturalna kolej rzeczy, a ówczesny rock, który na co dzień mnie ni grzeje, w tej wersji na mnie działa.

Bierzcie i słuchajcie tego.

https://www.youtube.com/watch?v=KP_fMyuCcOs
DEPESZWIZJA 123: EDYCJA NOWOFALOWA
FINAŁ 21:15
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10366
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 05 mar 2025 22:24

wszystkie chopy, więc Panie Jaca prosze czynić honora
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6943
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 05 mar 2025 22:36

czekamy na livv
DEPESZWIZJA 123: EDYCJA NOWOFALOWA
FINAŁ 21:15
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10366
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 05 mar 2025 22:44

i na czezława ofc
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24709
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 06 mar 2025 00:36

Jacy bym nie drażnił
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13846
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 06 mar 2025 06:40

Nie było czasu, sorki

Kolejka 3. (153.)

13. SNAP! - Exterminate

by stripped

14. Pet Shop Boys - A Man Could Get Arrested

by shodan

15. Thomas Dekker - Aicea

by Hien

16. Młody Kotek - KREW

by Dragon

17. Concretism - Normal Service Will Resume Shortly

by devotional

18. David Bowie - New Killer Star

by mintaj
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup