Best of Forum VI
-
mintaj
- Posty: 6943
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
-
shodan
- Posty: 18356
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Nie spodziewamy się i nie chcemy.
-
Hien
- Posty: 24709
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Mów za siebie, ja chcę żeby Mentos stał się pięciolinią.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
shodan
- Posty: 18356
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Też bym chciał być pięciolinią.
-
Hien
- Posty: 24709
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
SunPalace - Rude Movements
O, gdybyś mi to Murzynie wrzucił w lecie jako numer letni, zamiast tamtego polskiego gówna, to legenda o złotym letnim Murzynie nadal by trwała, a tak to jedynie wspomnienie. Niemniej, dobra muza, to dobra muza, lepiej późno niż wcale. To by mogła być muzyka do menu jakiejś fajnej gry, albo nawet coś do rozgrywki. Fajne solowanie, bez nadęcia, fajny rytm w tle, można słuchać długa, co już świadczy o tym, że eksperyment się udał. Murzynowi udaje się to, co mało komu, a w zasadzie nikomu innemu się nie udaje w tej zabawie – zapodać jednocześnie coś tanecznego, ale z introspektywnym klimatem. Dobre.
Yazoo - Happy People
Podobnie jak Wuja, byłem przekonany, że to największy hit Yazoo, tymczasem Murzyn mnie otrzeźwił, że to nawet nie był singiel. Polska to jest jednak ciekawe miejsce, w naszej bańce hitami były takie rzeczy, które reszta świata miała w poważaniu. Znam ten kawałek od lat, praktycznie od zawsze. Jako fan Speak & Spell, powinienem oczywiście stawiać ołtarzyk, no ale to nie jest Speak & Spell, chociaż czuć to DNA. Do Only You mam większy sentyment. Przyjemna rzecz raz na jakiś czas, ale nigdy nie byłem aż tak gorącym fanem Szczęśliwej pipy. No, ale do Musiała pasuje idealnie <3
Led Zeppelin - The Battle of Evermore
O, gruba amunicja. Led Zeppelin poznałem jeszcze w latach 90, kiedy wyszła kompilacja Remasters. Jest coś takiego w ich muzyce, co mnie przyciąga, chociaż czasami niesamowicie wieśniaczą i rzępolą. Zdarza się to jednak rzadko i najczęściej LZ dostarczają, podobnie jak tutaj. Wyjątkowa lekkość w porównaniu do wcześniejszych płyt, folkowa podszewka wyjątkowo fajne zrealizowana, Robert Plant jak zwykle włada. Bardzo przestrzennie, minimalistycznie, doskonałe ilości wszystkiego, do tego ciekawy miks. Rewelka.
Oasis - Wonderwall
Jeden z największych klasyków muzyki. Pamiętam oglądanie klipu do tego w tv, w latach 90. Gallagherowie mogą odrzucać, ale z czasem, po obejrzeniu kilku filmów o Oasis, itd., muszę przyznać, że w tym ich prostactwie i kibolskości oraz niepoprawnym ego, coś było magnetyzującego. Inna sprawa, że oni mieli naprawdę dobre piosenki. Znam materiał głównie z 4 pierwszych płyt, więc nie wiem, jaka była ich kondycja bliżej rozpadu, no ale to co znam, to wszystko były dobre albumy, a na dwóch pierwszych, trudno było znaleźć jakikolwiek słaby moment. Wrócę tu kiedyś z własnym typem od nich, a tymczasem złożę pokłon Wonderwall, numerowi, który przez lata nigdy mi się nie znudził i mam z nim wiele różnych wspomnień, w związku z wieloma różnymi ludźmi i sytuacjami. Idealny piosenka od początku do końca. Wprawdzie z wiekiem, skłaniam się bardziej ku wersji Noela
https://youtu.be/7aS0fYuF2zs
ale to niczego nie ujmuje oryginałowi, który jest doskonały. Na reunion patrze z ciekawością. Jest to bardziej wydarzenie popkulturowe, tbh. Na koncert, jeśli taki zagrają gdzieś bliżej, raczej nie pójdę, bo zakładam, że ceny biletów będą w okolicach raty kredytowej za piętrowe mieszkanie, ale chętnie posłucham streama, czy co. Podobno wraca Bonehead, co już jest dosyć interesujące, no zobaczymy. W każdym razie, YOOO MAAA WONDEEEWAAAAAALLLL.
Junior Boys - FM
Pamiętam cośtam JB z albumowej, było to ok, ale nie wracałem ani do tamtej płyty, ani do zespołu. Nie czuję potrzeby aktualnie na taka elektronikę, ale nie wykluczam, że będę wracał do tej wrzuty Wuja. Jest to całkiem spoko, nawet chyba lepsze od tego co było w albumowej. Bałem się, że wjedzie w końcu jakiś mega taneczny bit, jakieś tanie syntezatory, czy inne gówno, ale nic takiego się nie wydarzyło, numer płynie sobie w sposób melancholijny, lekki i melodyjny. Dobry wokal, fajny klimat, przyjemne akordy. Bardzo dobra rzecz.
Ogólnie dowiezione Panowie!
O, gdybyś mi to Murzynie wrzucił w lecie jako numer letni, zamiast tamtego polskiego gówna, to legenda o złotym letnim Murzynie nadal by trwała, a tak to jedynie wspomnienie. Niemniej, dobra muza, to dobra muza, lepiej późno niż wcale. To by mogła być muzyka do menu jakiejś fajnej gry, albo nawet coś do rozgrywki. Fajne solowanie, bez nadęcia, fajny rytm w tle, można słuchać długa, co już świadczy o tym, że eksperyment się udał. Murzynowi udaje się to, co mało komu, a w zasadzie nikomu innemu się nie udaje w tej zabawie – zapodać jednocześnie coś tanecznego, ale z introspektywnym klimatem. Dobre.
Yazoo - Happy People
Podobnie jak Wuja, byłem przekonany, że to największy hit Yazoo, tymczasem Murzyn mnie otrzeźwił, że to nawet nie był singiel. Polska to jest jednak ciekawe miejsce, w naszej bańce hitami były takie rzeczy, które reszta świata miała w poważaniu. Znam ten kawałek od lat, praktycznie od zawsze. Jako fan Speak & Spell, powinienem oczywiście stawiać ołtarzyk, no ale to nie jest Speak & Spell, chociaż czuć to DNA. Do Only You mam większy sentyment. Przyjemna rzecz raz na jakiś czas, ale nigdy nie byłem aż tak gorącym fanem Szczęśliwej pipy. No, ale do Musiała pasuje idealnie <3
Led Zeppelin - The Battle of Evermore
O, gruba amunicja. Led Zeppelin poznałem jeszcze w latach 90, kiedy wyszła kompilacja Remasters. Jest coś takiego w ich muzyce, co mnie przyciąga, chociaż czasami niesamowicie wieśniaczą i rzępolą. Zdarza się to jednak rzadko i najczęściej LZ dostarczają, podobnie jak tutaj. Wyjątkowa lekkość w porównaniu do wcześniejszych płyt, folkowa podszewka wyjątkowo fajne zrealizowana, Robert Plant jak zwykle włada. Bardzo przestrzennie, minimalistycznie, doskonałe ilości wszystkiego, do tego ciekawy miks. Rewelka.
Oasis - Wonderwall
Jeden z największych klasyków muzyki. Pamiętam oglądanie klipu do tego w tv, w latach 90. Gallagherowie mogą odrzucać, ale z czasem, po obejrzeniu kilku filmów o Oasis, itd., muszę przyznać, że w tym ich prostactwie i kibolskości oraz niepoprawnym ego, coś było magnetyzującego. Inna sprawa, że oni mieli naprawdę dobre piosenki. Znam materiał głównie z 4 pierwszych płyt, więc nie wiem, jaka była ich kondycja bliżej rozpadu, no ale to co znam, to wszystko były dobre albumy, a na dwóch pierwszych, trudno było znaleźć jakikolwiek słaby moment. Wrócę tu kiedyś z własnym typem od nich, a tymczasem złożę pokłon Wonderwall, numerowi, który przez lata nigdy mi się nie znudził i mam z nim wiele różnych wspomnień, w związku z wieloma różnymi ludźmi i sytuacjami. Idealny piosenka od początku do końca. Wprawdzie z wiekiem, skłaniam się bardziej ku wersji Noela
https://youtu.be/7aS0fYuF2zs
ale to niczego nie ujmuje oryginałowi, który jest doskonały. Na reunion patrze z ciekawością. Jest to bardziej wydarzenie popkulturowe, tbh. Na koncert, jeśli taki zagrają gdzieś bliżej, raczej nie pójdę, bo zakładam, że ceny biletów będą w okolicach raty kredytowej za piętrowe mieszkanie, ale chętnie posłucham streama, czy co. Podobno wraca Bonehead, co już jest dosyć interesujące, no zobaczymy. W każdym razie, YOOO MAAA WONDEEEWAAAAAALLLL.
Junior Boys - FM
Pamiętam cośtam JB z albumowej, było to ok, ale nie wracałem ani do tamtej płyty, ani do zespołu. Nie czuję potrzeby aktualnie na taka elektronikę, ale nie wykluczam, że będę wracał do tej wrzuty Wuja. Jest to całkiem spoko, nawet chyba lepsze od tego co było w albumowej. Bałem się, że wjedzie w końcu jakiś mega taneczny bit, jakieś tanie syntezatory, czy inne gówno, ale nic takiego się nie wydarzyło, numer płynie sobie w sposób melancholijny, lekki i melodyjny. Dobry wokal, fajny klimat, przyjemne akordy. Bardzo dobra rzecz.
Ogólnie dowiezione Panowie!
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Hien
- Posty: 24709
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Panowie, co jest
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Dragon
- Posty: 10366
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
halko
SunPalace Rude Movements
Kolejna wrzutka diggerska i przede wszystkim na to trzeba zwrócić uwagę. Kontekst pomaga lepiej zrozumieć zajawę, historię pewnego intensywnego życia kawałka w określonych środowiskach. Z perspektywy elektronicznego nerda rozumiem, że niektórzy musieli truchtać, by następcy mogli bez krępacji biec. Trochę tak jest w tym przypadku. Jazz-funkowy sznyt przypomina trochę azjatyckie płyty z podobnej epoki - te trochę starsze wracające do łask po latach dzięki zaprawionym w boju poszukiwaczom i zgrywającym na JuTuba. U takiego Fukamachiego to bardziej jazzowo-atmosferyczne granie. Tu jest słyszalny klubowy akcent w starym stylu. Efekciarska gitarka trochę drażni, solówkowe granko syntezatorowe również. Bije z tego żywioł koncertowy niż stricte studyjny, a tego po latach obtłukiwania Żara czy TD nie lubię do końca. Nie ma ciekawego głównego motywu, automat solidnie w tle, ale nigdy wyjątkowo zasługujący na wyróżnienie. Jak to z diggerstwem bywa - ciekawostka warta sprawdzenia, ale nie na dłuższe posiedzenia.
Bass Communion Litany 1-403-1204
Już nie pamiętam źródeł mojego zainteresowania Bass Communion tak bardzo dokładnie, ale Hien mnie przekonał. Wilson zamiast papugować klasyków rocka i topić się w odtwórczym mieleniu rzeczy powinien przysiąść do ambientów, minimalizmu, rytualnych brzmień i zapodać kolejną perłę po rzeczach z przełomu wieków czy genialnym Ghosts on Magnetic Tape. Ambient to dla mnie muzyka nastroju, wyczucia, momentu. Przestrzeni tak, ale technologii nie. Kiedy Hien pisze o 5.1, to ja od razu mam wspomnienia z Wietnamu, czyli wszystkie żarowe błyskotki związane z przestrzennym miksem, super duper jakością. No dobrze, tylko jak ta muzyka sama w sobie się broni? Amazonii binauralnej mówię naurrr, wystarczy mi w takiej formie, w jakiej zasadniczo słucham atmosferycznych rzeczy, czyli bez fajerwerków. O Waiting for Cousteau nawet nie wspomnę. Na moje to chyba tylko ten wokalny sampel mógłby efektywnie działać w przestrzeni... dla samej kompozycji jest zbędny xD Dosłownie jak u JMJ czasem u jeden bajer za dużo. Poza tym kawałek solidnej muzyki. Nie jest to taka głucha głupia pętla, ten motyw płynnie ewoluuje. Specyficzna melancholia i napięcie dokądś zmierzają. Myśli z nimi również. Cieszę się, że Jakub jest na tej samej orbicie co ja.
Yaz Oo Happy People
Ja bym powiedział inaczej. Kurczę, jest Don't Go, Winter Kills, inne klasyki z debiutu, ale to Happy People tak naprawdę jest najbardziej zaraźliwym earwormem. Możliwe, że też to poznałem w głębokim dzieciństwie. Na pewno nie wpadłbym na trop Yazoo, szczególnie bez sprawdzenia kiedykolwiek w międzyczasie, kto w ogóle za to odpowiada. Albo cieszy się uznaniem wyjątkowo skromnych słuchaczy albo to naprawdę dziwnie przespany numer, w którym drzemie GENIALNY refren. Ile razy nuciłem ten fragment bez powrotu do studyjnej wersji, ile razy zastanawiałem się, kto jest autorem! To ten pozytywny przykład wejścia w krew, przechwycenia do codzienności bez wielkiej świadomości na ten temat. Surowy aranż to jest typowy Clarke, może wręcz zbyt ascetyczny i bez ikry, ale te proste wokale robią 99.7% efektu. Hapi hapi pipol, tudu duduuu. Piosenka genialna w swojej prostocie. Banger.
Oasis Wonderwall
Dobrze czasem nie uczestniczyć, nie czytać za dużo, nie słuchać za często, być z innego świata, chłonąć rzeczy bez wczuty. Spór braterski mnie ani ziębi, ani grzeje, Oasis nigdy nie słuchałem ponad Wonderwall raz na jakiś czas, nawet nie śledzę ligi angielskiej, bo nigdy nie dali mi Cyfry+. Reaktywację zespołu przyjąłem z punktu widzenia totalnego jarosza, czyli ze zdziwieniem, że aż tylu ludzi to absorbuje. Czasem zatrzymanie się na samej muzyce (świadome lub nie) to jest jedyna słuszna metoda. Sam numer jakoś zawsze odbierałem podobnie jak Bitter Sweet Symphony, ale w przeciwieństwie do klasyka The Verve dzieje się znacznie więcej. Świetnie pokombinowana sekcja rytmiczna, napisane to jest bardzo zmyślnie, napięcie rośnie, a w kulminacji-refrenie leci wysoko. Nie rozumiem czepiania się wokalu, potencjalnych bitelsowskich kserówek (ich też nie słucham xd), sztampy. Dobry numer i tyle. Seba, dawaj na Przemianę w WTW, wejścióweczkę ci załatwię... pamiętaj o tym kawałku, a miło się zaskoczysz hehhe
JB FM
No i spoko. Dla mnie Last Exit to jest niedościgły wzór. Zaczęli obniżać loty do trzeciej płyty, potem lekka tendencja wzrostowa. Najnowszy longplay jest nudzeniem na tyle niestrawnym, że wciąż go nie przesłuchałem w całości. FM przyjemnie przypomina rozmach kompozycyjny i efektowność melodii w rozbudowanym refrenie. Zwrotki chwilami obok rytmu trochę wpieniają, ale wytrwali dostają wynagrodzenie właśnie we wspominanym pięknym fragmencie. Ten poszatkowany wokal też niezbyt, momentami panowie naprawdę tworzą koło na nowo, a wychodzi kwadrat. To wciąż sympatyczny zamykacz płyty... mimo dobrych ocen i tak wracam do późniejszych rzeczy albo innych kawałków z So This Is Goodbye.
SunPalace Rude Movements
Kolejna wrzutka diggerska i przede wszystkim na to trzeba zwrócić uwagę. Kontekst pomaga lepiej zrozumieć zajawę, historię pewnego intensywnego życia kawałka w określonych środowiskach. Z perspektywy elektronicznego nerda rozumiem, że niektórzy musieli truchtać, by następcy mogli bez krępacji biec. Trochę tak jest w tym przypadku. Jazz-funkowy sznyt przypomina trochę azjatyckie płyty z podobnej epoki - te trochę starsze wracające do łask po latach dzięki zaprawionym w boju poszukiwaczom i zgrywającym na JuTuba. U takiego Fukamachiego to bardziej jazzowo-atmosferyczne granie. Tu jest słyszalny klubowy akcent w starym stylu. Efekciarska gitarka trochę drażni, solówkowe granko syntezatorowe również. Bije z tego żywioł koncertowy niż stricte studyjny, a tego po latach obtłukiwania Żara czy TD nie lubię do końca. Nie ma ciekawego głównego motywu, automat solidnie w tle, ale nigdy wyjątkowo zasługujący na wyróżnienie. Jak to z diggerstwem bywa - ciekawostka warta sprawdzenia, ale nie na dłuższe posiedzenia.
Bass Communion Litany 1-403-1204
Już nie pamiętam źródeł mojego zainteresowania Bass Communion tak bardzo dokładnie, ale Hien mnie przekonał. Wilson zamiast papugować klasyków rocka i topić się w odtwórczym mieleniu rzeczy powinien przysiąść do ambientów, minimalizmu, rytualnych brzmień i zapodać kolejną perłę po rzeczach z przełomu wieków czy genialnym Ghosts on Magnetic Tape. Ambient to dla mnie muzyka nastroju, wyczucia, momentu. Przestrzeni tak, ale technologii nie. Kiedy Hien pisze o 5.1, to ja od razu mam wspomnienia z Wietnamu, czyli wszystkie żarowe błyskotki związane z przestrzennym miksem, super duper jakością. No dobrze, tylko jak ta muzyka sama w sobie się broni? Amazonii binauralnej mówię naurrr, wystarczy mi w takiej formie, w jakiej zasadniczo słucham atmosferycznych rzeczy, czyli bez fajerwerków. O Waiting for Cousteau nawet nie wspomnę. Na moje to chyba tylko ten wokalny sampel mógłby efektywnie działać w przestrzeni... dla samej kompozycji jest zbędny xD Dosłownie jak u JMJ czasem u jeden bajer za dużo. Poza tym kawałek solidnej muzyki. Nie jest to taka głucha głupia pętla, ten motyw płynnie ewoluuje. Specyficzna melancholia i napięcie dokądś zmierzają. Myśli z nimi również. Cieszę się, że Jakub jest na tej samej orbicie co ja.
Yaz Oo Happy People
Ja bym powiedział inaczej. Kurczę, jest Don't Go, Winter Kills, inne klasyki z debiutu, ale to Happy People tak naprawdę jest najbardziej zaraźliwym earwormem. Możliwe, że też to poznałem w głębokim dzieciństwie. Na pewno nie wpadłbym na trop Yazoo, szczególnie bez sprawdzenia kiedykolwiek w międzyczasie, kto w ogóle za to odpowiada. Albo cieszy się uznaniem wyjątkowo skromnych słuchaczy albo to naprawdę dziwnie przespany numer, w którym drzemie GENIALNY refren. Ile razy nuciłem ten fragment bez powrotu do studyjnej wersji, ile razy zastanawiałem się, kto jest autorem! To ten pozytywny przykład wejścia w krew, przechwycenia do codzienności bez wielkiej świadomości na ten temat. Surowy aranż to jest typowy Clarke, może wręcz zbyt ascetyczny i bez ikry, ale te proste wokale robią 99.7% efektu. Hapi hapi pipol, tudu duduuu. Piosenka genialna w swojej prostocie. Banger.
Oasis Wonderwall
Dobrze czasem nie uczestniczyć, nie czytać za dużo, nie słuchać za często, być z innego świata, chłonąć rzeczy bez wczuty. Spór braterski mnie ani ziębi, ani grzeje, Oasis nigdy nie słuchałem ponad Wonderwall raz na jakiś czas, nawet nie śledzę ligi angielskiej, bo nigdy nie dali mi Cyfry+. Reaktywację zespołu przyjąłem z punktu widzenia totalnego jarosza, czyli ze zdziwieniem, że aż tylu ludzi to absorbuje. Czasem zatrzymanie się na samej muzyce (świadome lub nie) to jest jedyna słuszna metoda. Sam numer jakoś zawsze odbierałem podobnie jak Bitter Sweet Symphony, ale w przeciwieństwie do klasyka The Verve dzieje się znacznie więcej. Świetnie pokombinowana sekcja rytmiczna, napisane to jest bardzo zmyślnie, napięcie rośnie, a w kulminacji-refrenie leci wysoko. Nie rozumiem czepiania się wokalu, potencjalnych bitelsowskich kserówek (ich też nie słucham xd), sztampy. Dobry numer i tyle. Seba, dawaj na Przemianę w WTW, wejścióweczkę ci załatwię... pamiętaj o tym kawałku, a miło się zaskoczysz hehhe
JB FM
No i spoko. Dla mnie Last Exit to jest niedościgły wzór. Zaczęli obniżać loty do trzeciej płyty, potem lekka tendencja wzrostowa. Najnowszy longplay jest nudzeniem na tyle niestrawnym, że wciąż go nie przesłuchałem w całości. FM przyjemnie przypomina rozmach kompozycyjny i efektowność melodii w rozbudowanym refrenie. Zwrotki chwilami obok rytmu trochę wpieniają, ale wytrwali dostają wynagrodzenie właśnie we wspominanym pięknym fragmencie. Ten poszatkowany wokal też niezbyt, momentami panowie naprawdę tworzą koło na nowo, a wychodzi kwadrat. To wciąż sympatyczny zamykacz płyty... mimo dobrych ocen i tak wracam do późniejszych rzeczy albo innych kawałków z So This Is Goodbye.
-
mintaj
- Posty: 6943
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Kiedy toSeba, dawaj na Przemianę w WTW, wejścióweczkę ci załatwię... pamiętaj o tym kawałku, a miło się zaskoczysz hehhe
DEPESZWIZJA 123: EDYCJA NOWOFALOWA
FINAŁ 21:15
FINAŁ 21:15
-
stripped
- Posty: 13846
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Chciałem tylko rzec że to kurde był chyba najfajniejszy komplement jaki usłyszałem w tej bestce, fajnie że ktoś to docenił.Hien pisze:31 sty 2025 14:28Murzynowi udaje się to, co mało komu, a w zasadzie nikomu innemu się nie udaje w tej zabawie – zapodać jednocześnie coś tanecznego, ale z introspektywnym klimatem.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24709
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Sama prawda.
Czy Sebuś potrzebuje specjalnego zaproszenia do recenzji?
Czy Sebuś potrzebuje specjalnego zaproszenia do recenzji?
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Dragon
- Posty: 10366
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
6-9 marca roku pańskiego 2025mintaj pisze:03 lut 2025 11:35Kiedy toSeba, dawaj na Przemianę w WTW, wejścióweczkę ci załatwię... pamiętaj o tym kawałku, a miło się zaskoczysz hehhe
-
mintaj
- Posty: 6943
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Śnilo mi się, że wbiłem dziś na forum i wszyscy omawiali wrzuty bardzo lakonicznie, poświęcając na każdą góra dwa zdania. Być może nawiązanie do tego snu byłoby zabawne.
SunPalace - Rude Movements
Coś mam wrażenie, że dawno nie było tu funkowych odkryć z kącika, który mógłbym roboczo nazwać "W ciemni Murzyna" albo "Tabaka z rogu" albo.. dobra, nie będę tego kontynuować. W każdym razie kolejny funk, który chcę docenić, spropsować, pochwalić i napisać o nim szereg słów cieplych, jak np. to że BUJA i ma fajne, mocno ejtisowe brzmienie, które mi się podoba. No i obowiązkowo parę słów o tym, że szanuję odkop z cholera wie skąd. Przyjemna ciekawostka, może zostać na dłużej.
Bass Communion - Litany 1-403-1204
Bass Communion to jedna z tych nazw, które znam od pradziejów. Na bank przedstawiciel grupy "coś tam słyszałem", ale to raczej na zasadzie tego, że jak lata temu słuchałem radia last.fm to często mi wlatywało ze względu na dużą liczbę odtworzeń Wilsona i jego projektów. Zapamiętałem to jako dość niezły ambient i po tych paru zdaniach nie zmieniam zdania. Chciałem napisać, że podobnie jak wrzuta czarnego BUJA, ale z innych przyczyn i w inny sposób, ale to chyba byłaby przesada, więc podpiszę się pod tejkiem kolegi Roberta z wyłączeniem tego, że mi tu nic nie wadzi i niczego bym nie usuwał. Klimatyczny ambient jest klimatyczny.
Yazoo - Happy People
Przejście z BC do tego kawałka to chyba jedno z bardziej abstrakcyjnych przejść między utworami, jakie kiedykolwiek słyszałem. Szczerze mówiąc, też jestem w szoku w związku z faktem, że to nawet nie był singiel, bo ja byłem pewien, że to był wielki hit zawsze i wszędzie, a tu się okazało, że to tylko nasz lokalny kurwidołek. Ale tym razem oddam naszym, co pedalskie - mieli wyczucie i wybrali kapitalny kawałek. Cudownie cukierkowe brzmienie, hiperchwytliwe hooki i refreny oraz coś w rodzaju komentarza społecznego w warstwie lirycznej - dosłownie esencja tego, za co kocham tę dekadę. Biorę, kupuję, a kolegę od Pałacu Kultury trzaskam w ryj, bo takie wystawianie ludzi to chamstwo na sto fajerek.
Led Zeppelin - The Battle of Evermore
Jeśli już miałbym usłyszeć ten kawałek w tej zabawie, to chyba tylko shodana bym podejrzewał o jego wrzucenie mniej niż Roberta (niemniej właściwie nikogo poza sobą bym o to nie podejrzewał). Wiosną 2011 byłem fanbojem Led Zeppelin, wszystkie cyferki zakatowałem wręcz na śmierć, a może i intensywniej - nie wiem, bo jakoś tak też się złożyło, że od dobrej dekady wracam doń incydentalnie. O ile czwórka gigabaza (włącznie z ogranymi Schodami do Nieba), tak w przypadku reszty dyskografii z kolegą Robertem się rozmijamy, bo dwójkę lubię z tego kwartetu najmniej, a długo uważałem za najlepszą właśnie jedynkę.
Ale mniejsza z tym. Bitwa o Evermore jest super i kocham ją od pierwszego odsłuchu. Faktycznie to lekki, subtelny i zwiewny utworek, który ma ten specyficzny klimacik, który pewnie ma Władca Pierścieni (nie wiem, bo prawie zupełnie nie znam tej franczyzy lol). Aż wróciłem myślami do czasów licealnych, gdy słuchałem tego na Nokii 5200 i bujałem niezaczesanymi kudłami w rytm tej muzyki - pieknie chujowe czasy. Duży znak jakości za choćby i nostalgię, a przeca i muzyka niczego sobie.
Junior Boys - FM
Kończymy Junior Chłopcami. Też ich pamiętam z bestki chociażby, i niby nawet chwaliłem, ale tak samo jak bodaj Munlup - nie wracałem. Niby fajne, niby doceniam ale chyba za rzadko chce mi się słuchać tak "zmulonego" synthpopu. Bo kurczę, niby to brzmi ciekawie - określiłbym to terminami ciepło y uroczo kwadratowo etc., ale jednak chciałbym trochę więcej życia od tej muzyki. Niby nie sezonuję muzyki, ale teraz tak se myślę, że może jak wrócą upały i mój mózg pozwoli mi tylko na leżenie przy wiatraku, bo nic innego nie będę w stanie zrobić, to to lepiej mi siądzie? Na pewno, jasne, zobaczymy, czas pokaże.
Znowu fajna kolejka chłopaki
SunPalace - Rude Movements
Coś mam wrażenie, że dawno nie było tu funkowych odkryć z kącika, który mógłbym roboczo nazwać "W ciemni Murzyna" albo "Tabaka z rogu" albo.. dobra, nie będę tego kontynuować. W każdym razie kolejny funk, który chcę docenić, spropsować, pochwalić i napisać o nim szereg słów cieplych, jak np. to że BUJA i ma fajne, mocno ejtisowe brzmienie, które mi się podoba. No i obowiązkowo parę słów o tym, że szanuję odkop z cholera wie skąd. Przyjemna ciekawostka, może zostać na dłużej.
Bass Communion - Litany 1-403-1204
Bass Communion to jedna z tych nazw, które znam od pradziejów. Na bank przedstawiciel grupy "coś tam słyszałem", ale to raczej na zasadzie tego, że jak lata temu słuchałem radia last.fm to często mi wlatywało ze względu na dużą liczbę odtworzeń Wilsona i jego projektów. Zapamiętałem to jako dość niezły ambient i po tych paru zdaniach nie zmieniam zdania. Chciałem napisać, że podobnie jak wrzuta czarnego BUJA, ale z innych przyczyn i w inny sposób, ale to chyba byłaby przesada, więc podpiszę się pod tejkiem kolegi Roberta z wyłączeniem tego, że mi tu nic nie wadzi i niczego bym nie usuwał. Klimatyczny ambient jest klimatyczny.
Yazoo - Happy People
Przejście z BC do tego kawałka to chyba jedno z bardziej abstrakcyjnych przejść między utworami, jakie kiedykolwiek słyszałem. Szczerze mówiąc, też jestem w szoku w związku z faktem, że to nawet nie był singiel, bo ja byłem pewien, że to był wielki hit zawsze i wszędzie, a tu się okazało, że to tylko nasz lokalny kurwidołek. Ale tym razem oddam naszym, co pedalskie - mieli wyczucie i wybrali kapitalny kawałek. Cudownie cukierkowe brzmienie, hiperchwytliwe hooki i refreny oraz coś w rodzaju komentarza społecznego w warstwie lirycznej - dosłownie esencja tego, za co kocham tę dekadę. Biorę, kupuję, a kolegę od Pałacu Kultury trzaskam w ryj, bo takie wystawianie ludzi to chamstwo na sto fajerek.
Led Zeppelin - The Battle of Evermore
Jeśli już miałbym usłyszeć ten kawałek w tej zabawie, to chyba tylko shodana bym podejrzewał o jego wrzucenie mniej niż Roberta (niemniej właściwie nikogo poza sobą bym o to nie podejrzewał). Wiosną 2011 byłem fanbojem Led Zeppelin, wszystkie cyferki zakatowałem wręcz na śmierć, a może i intensywniej - nie wiem, bo jakoś tak też się złożyło, że od dobrej dekady wracam doń incydentalnie. O ile czwórka gigabaza (włącznie z ogranymi Schodami do Nieba), tak w przypadku reszty dyskografii z kolegą Robertem się rozmijamy, bo dwójkę lubię z tego kwartetu najmniej, a długo uważałem za najlepszą właśnie jedynkę.
Ale mniejsza z tym. Bitwa o Evermore jest super i kocham ją od pierwszego odsłuchu. Faktycznie to lekki, subtelny i zwiewny utworek, który ma ten specyficzny klimacik, który pewnie ma Władca Pierścieni (nie wiem, bo prawie zupełnie nie znam tej franczyzy lol). Aż wróciłem myślami do czasów licealnych, gdy słuchałem tego na Nokii 5200 i bujałem niezaczesanymi kudłami w rytm tej muzyki - pieknie chujowe czasy. Duży znak jakości za choćby i nostalgię, a przeca i muzyka niczego sobie.
Junior Boys - FM
Kończymy Junior Chłopcami. Też ich pamiętam z bestki chociażby, i niby nawet chwaliłem, ale tak samo jak bodaj Munlup - nie wracałem. Niby fajne, niby doceniam ale chyba za rzadko chce mi się słuchać tak "zmulonego" synthpopu. Bo kurczę, niby to brzmi ciekawie - określiłbym to terminami ciepło y uroczo kwadratowo etc., ale jednak chciałbym trochę więcej życia od tej muzyki. Niby nie sezonuję muzyki, ale teraz tak se myślę, że może jak wrócą upały i mój mózg pozwoli mi tylko na leżenie przy wiatraku, bo nic innego nie będę w stanie zrobić, to to lepiej mi siądzie? Na pewno, jasne, zobaczymy, czas pokaże.
Znowu fajna kolejka chłopaki
DEPESZWIZJA 123: EDYCJA NOWOFALOWA
FINAŁ 21:15
FINAŁ 21:15
-
mintaj
- Posty: 6943
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
TAK POPROSZEHien pisze:03 lut 2025 12:50Sama prawda.
Czy Sebuś potrzebuje specjalnego zaproszenia do recenzji?
DEPESZWIZJA 123: EDYCJA NOWOFALOWA
FINAŁ 21:15
FINAŁ 21:15
-
Hien
- Posty: 24709
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
ZAPRASZAM
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13846
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Wybacz
Itd.
W ciemni Murzyna lol
Jak będę miał kiedyś własny program albo wrócę do robienia fanpejdży które w sumie trochę /nikogo to wtedy nazwę biorę... W CIEMNO
Itd.
W ciemni Murzyna lol
Jak będę miał kiedyś własny program albo wrócę do robienia fanpejdży które w sumie trochę /nikogo to wtedy nazwę biorę... W CIEMNO
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24709
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Dotyk bawełny by Murzyn
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13846
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Biały cień Murzyna
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24709
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Murzyn potrafi
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
devotional
- Posty: 7403
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
No jestem jestem.
SunPalace - Rude Movements
Ostry cień bełchatowskich kominów. Mamy muzykę typowo funkową, mamy też automat perkusyjny na pierwszy rzut ucha sugerujący, że tak było taniej. No ale najlepsze klasyki powstawały przez przypadek. Niby to jest prawie osiem minut właściwie takiego samego grania, ale to jest wyjątkowo... nawet jak na funk czilowe. Czilowe rzeczy są spoko, zwłaszcza w takie pochmurne i lekko mgliste popołudnia, jak to. W weekend mi się ten numer trochę wkręcił, a weekend miałem trochę funky, więc wszystko się zgadza. Ejtisy na pełnej dotarły i tutaj, w dodatku zrobiły to dobrze. Ja wiem, że w moim przypadku to właściwie 80s/Foxx/Brooks równa się znak jakości, ale i tutaj - wbrew pozorom - nie zawsze, zaś czasem się uda bardziej niż bardziej. Oto przykład.
Bass Comunion - Litany 1-403-1204
Bass Communion to band, a raczej projekt, który non stop pod kątem nazwy myliłem swojego czasu z Black Country Communion jednocześnie mając jedynie mgliste pojęcie na temat tego, co Bonamassa w ogóle grał. Długo jednak te uniwersa były dla mnie po prostu jednym. Gdzieś tam Munlup mógł mi sugerować, że czas najwyższy i za to się od Wilsona wziąć, ale musiałem być wyjątkowo oporny, albowiem to chyba moje pierwsze z BC obcowanie. Nie chcę wyjść na profana mówiącego, iż to ambient jak ambient, ale też zaatakuję z drugiej strony - widzę, skąd imć Hien brał inspiracje do przynajmniej niektórych swoich ambientowych dzieł, a robił to na tyle dobrze, iż miałbym problem z odróżnieniem jednego od drugiego. Jest i przestrzennie i trochę creepy, i nastrojowo i, hmmm, alarmująco? To byłoby dobre do spaceru po jakiejś wyludnionej wiosce (co nawet okładka zdaje się sugerować), pora roku jest idealna. Tylko z czasem gorzej. Wielki znak jakości, gdyż dawno nic mnie tak nie zanurzyło w sobie muzycznie (może poza najświeższą Cate Brooks lol). Super rzecz, proszę o więcej!
Zed Leppelin - The Battle of Evermore
Prog rock turned folk prog albo Medieval-core czy coś jeszcze w tym stylu. Muzyka do słuchania na gitarowym festiwalu zorganizowanym w Kruszwicy w 1219 roku, ostatni tak dobry spęd przed First Mongol Invasion i dość przemocowym podejściem do występów scenicznych. Led Zeppelin znam głównie dlatego, że są znani, parę kawałków, w tym jakieś zarżnięte klasyki. Co tu dużo mówić, nie polubię się z nimi już chyba nigdy, ale też niespecjalnie mi zależy. Ale ale... Tutaj jest trochę inaczej. Smoku wspomina w swoim opisie Jethro Tull w mało sympatycznym odniesieniu, a mnie właśnie TBoE pachnie nieco JT. Czym by nie pachniało jest zaskakująco fajne, lekkie i nie jakoś mocno przekombinowane. Zaśpiewy ukradły moje serduszko, użyte strunowce podobnie. Aż człowiek czuje, jakby tam był (w tej Kruszwicy), łamał się chlebem i kiełbasą i pił rozwodnione wino. Jeszcze jeden występ i zabieram się wozem do Biskupina (kiepski żart, wiem, Biskupin zrekonstruowano 700 lat później czy ileś), dobre to jest.
Oasis - Wonderwall
Mam osobiste porachunki z tym numerem, choć sięgają one aż 15 lat wstecz. Znam go jeszcze dłużej i, no, eee, bardzo lubię. Endżoj, wiem, zarżnięty na miliard sposobów, ponadto trzecie największe imprezowe badziewie dla człowieka z gitarą zaraz po Nothing Else Matters takich z wytrzymałym materiałem w nazwie i Stairway to Heaven od tych tam wyżej. Każdy taki domorosły Gallagher myśli, że poszarpie strunami i zarucha, tym czasem jako jedyni wyruchani są z reguły słuchacze takich "interpretacji". Ale wracając - nie jestem jakimś tam fanem Oasis, znam z 6-7 numerów, kiedyś próbowałem się zabrać za What's the Story, ale nie siadło. Wonderwall już tak. Poza tym Charlie na zawsze w serduszku <3 Dobra piosenka, choć łezkę do oka ładuje. Trudno, czasem trzeba trochę pocierpieć, a czasem trzeba cały czas. Mentos ma łatwy prejz.
Junior Boys - FM
Juniorów pamiętam z obydwu wrzutek w naszych bestkach, ale trochę przez mgłę, choć album na pewno prejzowałem. Czyli co, też jednym uchem wpadło a drugim wyleciało? I tak i nie kurde, po prostu nie było jakiejś okazji się do nich bardziej zabrać, albo zapominałem wracać. Tak czy inaczej jak na surowy synth pop okraszony jednak współczesnością, to wspominam ich miło. Tutaj... tutaj czuję jakieś mieszaniny wczesnych i późnych Purchawek jednocześnie, które to Purchawki chciałyby nagrać coś w stylu Hot Chip, ale bez Hot Chip. Efekt... taki se. Niby nie jest to jednoznacznie słabe, ale mam nieodparte wrażenie, iż dałoby radę w ich dyskografii znaleźć coś nieco lepszego. A tak jest pół-klops. Jeszcze przy średnio ciepłej ocenie Smoka, a ten jest przecież znawcą. Także kotlet strawny, ale wciąż czuć, że odgrzewany, a i przedwczorajsze ziemniaki ktoś słabo podsmażył i czuć, że trącą myszką.
SunPalace - Rude Movements
Ostry cień bełchatowskich kominów. Mamy muzykę typowo funkową, mamy też automat perkusyjny na pierwszy rzut ucha sugerujący, że tak było taniej. No ale najlepsze klasyki powstawały przez przypadek. Niby to jest prawie osiem minut właściwie takiego samego grania, ale to jest wyjątkowo... nawet jak na funk czilowe. Czilowe rzeczy są spoko, zwłaszcza w takie pochmurne i lekko mgliste popołudnia, jak to. W weekend mi się ten numer trochę wkręcił, a weekend miałem trochę funky, więc wszystko się zgadza. Ejtisy na pełnej dotarły i tutaj, w dodatku zrobiły to dobrze. Ja wiem, że w moim przypadku to właściwie 80s/Foxx/Brooks równa się znak jakości, ale i tutaj - wbrew pozorom - nie zawsze, zaś czasem się uda bardziej niż bardziej. Oto przykład.
Bass Comunion - Litany 1-403-1204
Bass Communion to band, a raczej projekt, który non stop pod kątem nazwy myliłem swojego czasu z Black Country Communion jednocześnie mając jedynie mgliste pojęcie na temat tego, co Bonamassa w ogóle grał. Długo jednak te uniwersa były dla mnie po prostu jednym. Gdzieś tam Munlup mógł mi sugerować, że czas najwyższy i za to się od Wilsona wziąć, ale musiałem być wyjątkowo oporny, albowiem to chyba moje pierwsze z BC obcowanie. Nie chcę wyjść na profana mówiącego, iż to ambient jak ambient, ale też zaatakuję z drugiej strony - widzę, skąd imć Hien brał inspiracje do przynajmniej niektórych swoich ambientowych dzieł, a robił to na tyle dobrze, iż miałbym problem z odróżnieniem jednego od drugiego. Jest i przestrzennie i trochę creepy, i nastrojowo i, hmmm, alarmująco? To byłoby dobre do spaceru po jakiejś wyludnionej wiosce (co nawet okładka zdaje się sugerować), pora roku jest idealna. Tylko z czasem gorzej. Wielki znak jakości, gdyż dawno nic mnie tak nie zanurzyło w sobie muzycznie (może poza najświeższą Cate Brooks lol). Super rzecz, proszę o więcej!
Zed Leppelin - The Battle of Evermore
Prog rock turned folk prog albo Medieval-core czy coś jeszcze w tym stylu. Muzyka do słuchania na gitarowym festiwalu zorganizowanym w Kruszwicy w 1219 roku, ostatni tak dobry spęd przed First Mongol Invasion i dość przemocowym podejściem do występów scenicznych. Led Zeppelin znam głównie dlatego, że są znani, parę kawałków, w tym jakieś zarżnięte klasyki. Co tu dużo mówić, nie polubię się z nimi już chyba nigdy, ale też niespecjalnie mi zależy. Ale ale... Tutaj jest trochę inaczej. Smoku wspomina w swoim opisie Jethro Tull w mało sympatycznym odniesieniu, a mnie właśnie TBoE pachnie nieco JT. Czym by nie pachniało jest zaskakująco fajne, lekkie i nie jakoś mocno przekombinowane. Zaśpiewy ukradły moje serduszko, użyte strunowce podobnie. Aż człowiek czuje, jakby tam był (w tej Kruszwicy), łamał się chlebem i kiełbasą i pił rozwodnione wino. Jeszcze jeden występ i zabieram się wozem do Biskupina (kiepski żart, wiem, Biskupin zrekonstruowano 700 lat później czy ileś), dobre to jest.
Oasis - Wonderwall
Mam osobiste porachunki z tym numerem, choć sięgają one aż 15 lat wstecz. Znam go jeszcze dłużej i, no, eee, bardzo lubię. Endżoj, wiem, zarżnięty na miliard sposobów, ponadto trzecie największe imprezowe badziewie dla człowieka z gitarą zaraz po Nothing Else Matters takich z wytrzymałym materiałem w nazwie i Stairway to Heaven od tych tam wyżej. Każdy taki domorosły Gallagher myśli, że poszarpie strunami i zarucha, tym czasem jako jedyni wyruchani są z reguły słuchacze takich "interpretacji". Ale wracając - nie jestem jakimś tam fanem Oasis, znam z 6-7 numerów, kiedyś próbowałem się zabrać za What's the Story, ale nie siadło. Wonderwall już tak. Poza tym Charlie na zawsze w serduszku <3 Dobra piosenka, choć łezkę do oka ładuje. Trudno, czasem trzeba trochę pocierpieć, a czasem trzeba cały czas. Mentos ma łatwy prejz.
Junior Boys - FM
Juniorów pamiętam z obydwu wrzutek w naszych bestkach, ale trochę przez mgłę, choć album na pewno prejzowałem. Czyli co, też jednym uchem wpadło a drugim wyleciało? I tak i nie kurde, po prostu nie było jakiejś okazji się do nich bardziej zabrać, albo zapominałem wracać. Tak czy inaczej jak na surowy synth pop okraszony jednak współczesnością, to wspominam ich miło. Tutaj... tutaj czuję jakieś mieszaniny wczesnych i późnych Purchawek jednocześnie, które to Purchawki chciałyby nagrać coś w stylu Hot Chip, ale bez Hot Chip. Efekt... taki se. Niby nie jest to jednoznacznie słabe, ale mam nieodparte wrażenie, iż dałoby radę w ich dyskografii znaleźć coś nieco lepszego. A tak jest pół-klops. Jeszcze przy średnio ciepłej ocenie Smoka, a ten jest przecież znawcą. Także kotlet strawny, ale wciąż czuć, że odgrzewany, a i przedwczorajsze ziemniaki ktoś słabo podsmażył i czuć, że trącą myszką.
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
stripped
- Posty: 13846
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
NO TO ZACZYNAMY OSTATNIĄ - 25. KOLEJECZKĘ SZÓSTEJ BESTKI
WOOOO!
Roisin Murphy - Ten Miles High
(2016)
Tak sobie pomyślałem że dobrze byłoby zakończyć tą 6 bestkę z przytupem i chociaż odrobinę czymś zaskoczyć więc polecę czymś z gatunku rzeczy które tu raczej nie wlatywały ode mnie a mianowicie elektronicznym popem. Jak sięgam pamięcią wstecz nie mogę sobie przypomnieć czy poza Fever Ray częstowałem Was czymś w takiej aranżacji...
Roisin Murphy to irlandzka artystka która swoją karierę muzyczną zaczynała jako wokalistka grupy Moloko. Po zakończeniu przez nich działalności w 2003 roku obrała solową drogę kariery i wydaje płyty sygnowane własnym nazwiskiem od tamtej pory. Roisin poznałem dzięki mojemu bratu który zapoznał mnie z jedną z jej płyt a potem już od czasu do czasu sprawdzałem jej muzykę. Chyba najlepsze wrażenie na mnie zrobił jej singiel Ten Miles High który ukazał się wiosną 2016 roku i promował jej album Take Her Up To Monto.
2016 rok jak wspominałem to był taki ostatni czas u mnie kiedy w poszukiwaniu muzyki dla siebie przede wszystkim sprawdzałem najnowsze wydawnictwa znanych mi już artystów i poza polecajkami od znajomych raczej mało nowości ogarniałem. Ten Miles High spodobało mi się od razu za sprawą delikatnie budującego się wstępu po którym następuje głośne wejście perkusji fajnie kontrastującej z delikatnym wokalem. Później po drodze mamy też chórki z fajnym efektem (vocoderem?) czy mostek z rytmiczną gitarą aż numer powoli się wycisza (lubię takie numery z taką segmentową budową, stopniowo coś dochodzi, stopniowo coś odchodzi itepe). Dla mnie wtedy było fajne łał, po latach wciąż miło wracam, pomyślę czy Was może nawet nie uraczyć całą płytą, na razie bierzcie tyle ile daję i zobaczymy czy się spodoba.
https://youtu.be/myRYGC74elA?si=kEz3N3YR658N2Ize
WOOOO!
Roisin Murphy - Ten Miles High
(2016)
Tak sobie pomyślałem że dobrze byłoby zakończyć tą 6 bestkę z przytupem i chociaż odrobinę czymś zaskoczyć więc polecę czymś z gatunku rzeczy które tu raczej nie wlatywały ode mnie a mianowicie elektronicznym popem. Jak sięgam pamięcią wstecz nie mogę sobie przypomnieć czy poza Fever Ray częstowałem Was czymś w takiej aranżacji...
Roisin Murphy to irlandzka artystka która swoją karierę muzyczną zaczynała jako wokalistka grupy Moloko. Po zakończeniu przez nich działalności w 2003 roku obrała solową drogę kariery i wydaje płyty sygnowane własnym nazwiskiem od tamtej pory. Roisin poznałem dzięki mojemu bratu który zapoznał mnie z jedną z jej płyt a potem już od czasu do czasu sprawdzałem jej muzykę. Chyba najlepsze wrażenie na mnie zrobił jej singiel Ten Miles High który ukazał się wiosną 2016 roku i promował jej album Take Her Up To Monto.
2016 rok jak wspominałem to był taki ostatni czas u mnie kiedy w poszukiwaniu muzyki dla siebie przede wszystkim sprawdzałem najnowsze wydawnictwa znanych mi już artystów i poza polecajkami od znajomych raczej mało nowości ogarniałem. Ten Miles High spodobało mi się od razu za sprawą delikatnie budującego się wstępu po którym następuje głośne wejście perkusji fajnie kontrastującej z delikatnym wokalem. Później po drodze mamy też chórki z fajnym efektem (vocoderem?) czy mostek z rytmiczną gitarą aż numer powoli się wycisza (lubię takie numery z taką segmentową budową, stopniowo coś dochodzi, stopniowo coś odchodzi itepe). Dla mnie wtedy było fajne łał, po latach wciąż miło wracam, pomyślę czy Was może nawet nie uraczyć całą płytą, na razie bierzcie tyle ile daję i zobaczymy czy się spodoba.
https://youtu.be/myRYGC74elA?si=kEz3N3YR658N2Ize
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup