Best of Forum (Edycja albumowa)

Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Re: Best of Forum (Edycja albumowa)

Post 16 kwie 2022 23:54

Robert Wyatt – Rock Bottom

Mintaj pisał, że to jest piękny album. Jak go posłuchałem po raz pierwszy, to pomyślałem, że to jakaś totalna kakofonia. Po drugim razie nie było lepiej, ale
potem myślę sobie - dla mentosa to jest piękna płyta. Pytanie - dlaczego? Każdy ma pewnie jakieś inne poczucie piękna. I ja mam na bank inne poczucie piękna. Ale posłuchałem po raz 3, 4, 5 i 6-ty. I rzeczywiście są tam momenty piękne. Ale do tego dojdziemy.
Ta płyta jest na pewno dosyć dziwna. Dziwna, ale i bardzo interesująca. Początkowo miałem obiekcje co do wokalu. Ale przywykłem, zaakceptowałem. Nawet teraz wydaje mi się on na swój sposób uroczy. Dużo ostatnio dyskutowaliście o progu. I kiedyś pisaliście też, że prog to taka muzyka, gdzie jest dużo improwizowania. Na albumie Wyatta jest wg mnie sporo improwizowania. Np. trzeci utwór brzmi tak, jakby po prostu włączono nagrywanie w studiu nagraniowym, a Wyatt and company wygrywali, co im akurat fantazja podpowie. Oczywiście zdaję sobie sprawozdanie, że to pewnie było wszystko i tak pieczołowicie zaplanowane i tylko brzmi jak jakaś improwizacja.
Polubiłem tę płytę w miarę słuchania. Pierwszy utwór jest super. Świetna melodia i dużo pianina. Żeby pisać o większych niuansach musiałbym jeszcze parę razy posłuchać. Trzeci utwór pamiętam, że ma typowo latynoski rytm i jest bardzo chaotyczny. Uroczo chaotyczny. Dużo trąbek i klawiszy. I wokalne wygłupy, podobnie jak w poprzednich utworach. Na początku mnie one z lekka irytowały, ale przywykłem i nawet polubiłem z czasem.
Alifib od początku jest spoko, ale jak wchodzi wokal, to naprawdę robi się pięknie. :grins:
Alife to jakby przedłużenia Alifib i też jest bardzo dobre. Na początku naparza jakby jakiś klarnet czy cuś, potem pałeczkę przejmuje trąbka.
Wokal w drugiej części Little Red Robin Hood Hit The Road jest super. I cała otoczka też.
Krótka płyta, co działa na jej korzyść dla nowicjuszy jak ja. I na tyle dobra, że po paru odsłuchach z YT zdecydowałem ją jednak zassać na dysk. A jak już coś zasysam, to nie po to, żeby potem o tym zapomnieć na dobre.
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 17 kwie 2022 02:37

Robert Wyatt - Rock Bottom

Mintay_the_revelator, ty lepiej już próbuj pisać te opisy muzyczne, porównanie do Dejnarowicza i gang porcysiaków jest druzgocące, ale aż tak źle nie może być...

W związku z powyższym musiałem wejść w swoją starą skórę i poczytać jakieś recenzje z TYCH blogów i TEGO TYPU portali dla wielbicieli PRAWDZIWEJ MUZYKI, żeby mieć dodatkowy punkt odniesienia. Wiedziałem na co się pisałem. Po linijkach o lewackich poglądach, maglowaniu synonimów dla "ładne" i klasycznym boomerskim argumencie "komercja tego nie kupuje, bo to zbyt wysmakowane dzieło" zrobiłem zwrot w tył i wolę już zostać na mentosowej ściądze, która jest naprawdę wyczerpująca w porównaniu do tego, co przeczytałem.

Porzucił rockowy styl życia, ale rodowodu muzycznego nie da się zatrzeć. Widzę, że w wielu miejscach przypisuje się tę płytę do nurtu Canterbury. Następny tytuł dla przysnobowania, wyróżnienia, bez faktycznego znaczenia. Prog to jest prog i tu nie ma filozofii, to na tyle szeroki gatunek, że można wyławiać w nim masę inspiracji, wpływów innych gatunków. Nie inaczej jest tutaj - przez synthy idzie tu miejscami psychodela, rozimprowizowany klimat kojarzy się z jazzem, w folku nie siedzę, ale krótkimi fragmentami robi się sielsko jak u Harmonium. Za pierwszym razem któryś fragment skojarzył mi się z późniejszymi wyrobami Kraftwerku, teraz już nie mogę sobie przypomnieć (wracam do Sea Song jeszcze raz i mam - chóry jak w Radioactivity xD). Rozwichrzony charakter tej muzyki, jej pełna odjazdowość, bogactwo wykorzystywanych środków i sam stopień ich wykorzystania - trudno tak naprawdę stwierdzić, który element zwraca swoją uwagę najsilniej.

Relatywnie przystępne, lepiej się chyba nie dało powiedzieć. Absolutnie wszystko zależy od stopnia wejścia w tę muzykę, własnego stanu ducha w momencie odsłuchu. Czuje się mniej przytłoczony niż na Nonsuch, to jest lepsze przytłoczenie, psychodela potrafi uderzyć w zupełnie inne tony, nawet kiedy objawia się w tak zwartej, gęstej strukturze. Przy trzecim utworze byłem już totalnie zdezorientowany, trzymała mnie tylko otoczka przygnębienia, utraty zmysłów, bezradności wobec pogrążenia w szaleństwie. Osobliwy kolaż dźwięków puszczanych od tyłu, ktoś tam w międzyczasie gada, idzie trąbka, basista produkuje jakieś wykręcone partie. Kosmos.

Z czym to kojarzyć? Punktem wyjścia jest powiedzmy twórczość Caravan - In the Land of Grey and Pink, tylko bez aż tak posuniętych improwizacji i instrumentalnej różnorodności. W ramach kolejnego odsłuchu odświeżyłem sobie parę utworów ze wspomnianej płyty, tym bardziej przez to podtrzymuję to zdanie. Tutaj mamy sześć kompozycji, które sprawiają wrażenie ładnych utworów i melodii, które po czasie autor uznał za warte dekonstrukcji, ujęcia ich w uporządkowanym chaosie.

Alifib jest przeuroczy. Czemu Fishmans po to nie sięgnęli xD do ich repertuaru pasowałby jak ulał. Na strzępach rockowej ballady dzieją się syntezatorowe piękności i angażujące pejzaże gitarowe. Siedząc znacznie głębiej w elektronice już dobrze wiem, że takie dźwięki to dla mnie najlepsze zaproszenie. Może i tutaj warto poszukać korzeni post-rocka? Alife dla poprzednika jest tym, czym Sailor's Tale dla Formentera Lady, jeszcze bardziej wykręconą wariacją budowaną na pozostawionym instrumentalnym szkielecie. I tam i tu też idzie saksofonowa furia, klarnet również się grzeje. Jest w tym jakiś kosmiczny, przestrzenny pierwiastek.

Tak jak w przypadku Seventeen Seconds znacznie bardziej działa na mnie druga strona. Pierwsza trójka to wprowadzenie dla totalnej, ale pięknej rozpierduchy dziejącej się potem. Po stronie A myślałem: jak w ogóle to ocenić? To dobre utwory, ale budzą we mnie dziwne wrażenie... Teraz już jestem pewien, że będzie do czego wracać! Rock Bottom będzie jeszcze we mnie rosnąć, ale już teraz jest dobrze. Obawiałem się rzetelnej klepaniny, a tutaj naprawdę serce się angażuje, to dobre uczucie. Choć może sama końcówka to coś w rodzaju napisów końcowych, jak dla mnie zbędnych. Tutaj na szczęście nie burzymy klimatu, nie wychodzimy z tego przedstawionego świata. Nie jest jak na Tubular Bells, jak już Oldfield jest przywołany (i zresztą obecny na RB), nie ma absurdalnej potrzeby zapowiadania instrumentów w oderwany klimatycznie sposób, w ten sposób zjebano naprawdę dobrą płytę xD
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 17 kwie 2022 12:21

O matko, chyba znalazłem ten artykuł z portalu o ALTERNATYWNIE ALTERNATYWNEJ muzyce, do którego pijesz. Jezus maria....
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 19 kwie 2022 08:31

Robert Wyatt - Rock Bottom

Od samego początku ta płyta nie była mi na rękę, to są rejony muzyki po których nie poruszam się na codzień i słuchanie jej było trochę wyzwaniem dla mnie. Mamy tu taką mieszankę eksperymentalnego rocka z nutami ambientu i free jazzu za którym nie przepadam zbytnio. Na albumie słychać dość wyraźnie podział na strony winyla i chyba nawet pierwszy odsłuch robiłem z krótką przerwą miedzy nimi żeby ochłonąć. Na stronie A wart uwagi jest dla mnie otwieracz czyli Sea Song, nawet ładna ballada z fajnym tekstem (nie wiem czy o morzu wprost czy to metafora kobiety być może i jej humorów), synthy tam trochę drażnią, jakby nie stroiły i wokal też Wyatta specyficzny ale ostatecznie nawet siedzi mi ten numer. Reszta strony A brzmi dla mnie zbyt kakofonicznie i nieciekawie, no w drugim numerze coś tam perkusyjnego się lekko zadziało ale trzeci mnie nie porwał w ogóle. Strona B faktycznie jakby ciut lepsza, na początek balladowe Alifib które z tymi wzdychaniami jedyne co osiągnęło to fakt że miałem ochotę posłuchać potem I Want You Now depeszy xd Alife miało ten chaotyczny, improwizowany dęciak i nie spodobało mi się. Zamykający album Little Red Robin Hood Hit The Road to zdecydowanie najlepszy kawałek z płyty. Na wejściu od razu spodobała mi się perkusja i gitary a po instrumentalnym wstępie wchodzi wyciszenie i druga część utworu z zabawnym wokalem, plusik za rozbawienie mnie. Ten numer wraz z otwieraczem są dla mnie zjadliwe, reszta mi nie podchodzi na ten moment ale może potrzeba wrócić do płyty za jakiś czas i coś się zmieni. Mimo wszystko była to dla mnie najmniej interesująca wrzutka od początku gry, nie mój swiat raczej, sorry jestem plebsem i się nie znam na takich wyszukanych brzmieniach xd Na pewno kiedy zrobimy sobie przerwę po pierwszych 10 albumach dam mu jeszcze szansę i paru innym które najmniej mi podchodziły.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Malkolit
Posty: 6483
Rejestracja: 24 cze 2011 22:37
Ulubiony utwór: World in My Eyes
Lokalizacja: właściwa

Post 19 kwie 2022 13:34

Robert Wyatt - Rock Bottom

Zawsze mam pewien problem z tego typu albumami: czy to jest tak, że jak mam powszechnie (w pewnych kręgach) ceniony album, to nie próbuję sobie na siłę wmówić, że to jest rzeczywiście super (tak mam czy miałem z Peterem Gabrielem, Kate Bush, King Crimson, no, generalnie widać, jaki to krąg ;( ), a naprawdę to mam odmienne uczucia? Wyatt to bardzo ciekawa postać: guru kontrkultury, twórca bardzo ciekawego zespołu Soft Machine (dawno do nich nie wracałem), komunista publicznie propagujący totalitaryzmy (śpiewał np. hymn na cześć Stalina), człowiek ciężko doświadczony przez los, twórca bardzo ciekawego, delikatnego - jak na perkusistę - stylu. W Lizardzie był kiedyś dobry artykuł o nim i jego twórczości. Ale tak naprawdę niewiele go słuchałem. Aha, ważna rzecz: Soft Machine i Pink Floyd wywodzą się z jednej sceny i znali się osobiście - i może stąd obecność Masona przy nagraniach? To byli po prostu znajomi.
Muzyka na Rock Bottom... jest inna niż to, z czym się zwykle rock kojarzy. Przede wszystkim jest bardziej subtelna, delikatna, niemało w niej słychać jazzu. Wyatt to z pewnością charyzmatyczna postać, choć jego barwa głosu nie do końca mi odpowiada, jest taka dosyć słabowita (czy to efekt wypadku?) Mało w tej muzyce, jak na płytę perkusisty, perkusji. Więcej instrumentów klawiszowych i tych kojarzonych raczej z jazzem niż z rockiem (chociaż w tamtym czasie granice często bywały płynne). Album robi bardzo dobre wrażenie, nie chcę się rozwodzić nad poszczególnymi utworami, ale już otwierająca Sea Song jest mocarna. Myślę, że w przypadku Rock Bottom będzie tylko wzrastać moje uznanie. Z pewnością jedna z bardziej intrygujących płyt rockowych (czy raczej: powiem to wyraźnie - międzygatunkowych, amalgamatycznych), jakie słyszałem, dużo lepsza od wielu sławniejszych od niej. Bardziej wyrafinowana, bardziej się sączy niż atakuje słuchacza i narzuca się mu. A jednak, kiedy zacznie się odsłuch, to trudno wyłączyć przed końcem. To może być wygrana kolejki.
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 20 kwie 2022 16:13

Robert Wyatt - Rock Bottom

Cóż za dziwaczny i jednocześnie pociągający seans! Już zapomniałem jak (nieco przypadkowa) psychodela może brzmieć. Wyatta znam, wszak współpracował z Eno przy pierwszym albumie Eno, jaki poznałem, a więc Music For Airports. Ponadto do jakiegoś tam stopnia znam Soft Machine, bowiem kiedyś dawno temu podrzucił mi ich mój ziomek co mi wcześniej sprzedał Nicka Cave'a. Znam też historię typa, no nie można powiedzieć, by była szczególnie wesoła, co odbiło się na procesie tworzenia tego albumu (bardziej niż wyraźnie), za to efekt wyszedł... super? Aż głupio mówić xD Nie nabrałem takiego wrażenia od razu - Sea Song mnie jakoś odepchnęło, aranżacja była cokolwiek dziwaczna, hałas i chaos, no nie mogłem się w tym odnaleźć. W ogóle beka, bo jakoś bardziej po tekście łapałem się, że skądś znam ten numer. Szybki check i OCZYWIŚCIE - Tears for Fears zrobili jego cover, który stał się "bisajdem" singla I Believe z płyty Songs from the Big Chair (sam singiel był dedykowany Wyattowi). Długo żywiłem przekonanie, że to autorski numer Smitha i Orzabala ale jakoś nie przyszło mi do głowy tego zweryfikować xD W każdym razie - samo Sea Song mnie nie kupiło i raczej nie kupi (w wersji Wyatta), za to to, co dobre zaczyna się chwilę później - A Last Straw błyskawicznie chwyciło moją uwagę, potem było tylko lepiej - Little Red Riding Hood Hit the Road to bezapelacyjnie najlepszy kawałek na płycie. Po nim wchodzi genialne Alifib, następnie nieco wykręcone Alifie i znów dostaję w łeb dawką energii w postaci Little Red Robin Hood Hit the Road. Naprawdę, niemal wszystko było tutaj super, choć nie słucham takiej muzyki na co dzień i pewnie nie byłbym w stanie. Samo Soft Machine potrafi być momentami męczące, ale zawsze podobał mi się ich eklektyzm. Podobnie jest tutaj - stylów wymieszanych ze sobą przynajmniej 3, i faktycznie - podobnie jak Hien byłbym gotów nabrać się, że w produkcji brał udział Fripp, zbyt charakterystyczne brzmienie xD chwilami niemal toczka w toczkę jak na wczesnych albumach Eno. Naprawdę fajny seans, choć faworyt - XTC - trzyma się mocno.

Co do poglądów politycznych Wyatta wiedziałem tylko, że jest srogim laburzystą i jednym z powodów, dla których zrezygnował z muzyki było mocne zaangażowanie polityczne, ale też nie wiem, czy osiągnął tutaj jakiekolwiek sukcesy poza pojawieniem się na spotkaniu z Corbynem. Który zresztą przepadł. Ale to nieistotne - jest muzyka!
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 20 kwie 2022 16:59

Mentos proszony o podsumowanie
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 20 kwie 2022 17:02

Trochę mnie zaskoczyło, że tym razem Mudżin się nie poznał, ale generalnie jestem ciekaw z pozytywnego odbioru i tego, że też wam się podobało. Skoro nawet shodan ściągnął ten album, to wiedz że coś się dzieje!
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 20 kwie 2022 17:05

Nawet shodan. A co to ja jakiś kosmita czy co? ;)
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 20 kwie 2022 17:07

No trochę tak xd
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 20 kwie 2022 17:17

Pewnie się na końcu okaże, że słucham więcej cudzej muzyki niż cała wasza reszta razem wzięta. :D
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 20 kwie 2022 17:21

Wiesz, że nie ;)
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 20 kwie 2022 17:38

Oki wobec braku sprzeciwu xd zapraszam do omawiania Oxygene 7-13 od Żą Miszela Żara
Dragon pisze:
06 kwie 2022 22:08
Jean-Michel Jarre - Oxygene 7-13

Wyjście Czeza z gry ułatwia mi zadanie, ale dedykuję mu ten tytuł ^^ Mogę grzecznie trzymać się swojej listy bez nachodzenia się wykonawców. Historia poznawania muzyki Francuza rozciąga się na wiele lat, najróżniejsze doświadczenia i okoliczności słuchania. W pewnym czasie uważałem się za oddanego fana JMJ, ale to minęło gdzieś po wydaniu obu Elektronik, wiecznie zasłuchiwać się w tej muzyce bez kolejnych poszukiwań się nie da, ale też wtedy najnowsze propozycje Żą Miszela były dość przeciętne. Od czasu drugiego Equinoxe znowu jest dobrze, a nawet momentami bardzo dobrze.

Źródła zainteresowania? Dziecięca chęć wyróżnienia się wśród równieśników, znalezienia czegoś kompletnie poza dotychczasowym radarem. Jako trzynastolatek nie byłem w ogóle zorientowany w temacie, więc na dzień dobry sięgnąłem po Les Granges Brulees, bo ładnie było opisane na Wikipedii i było bardzo STARE. Nie był to najrozsądniejszy wybór, serio. Pierwszy odsłuch aż kuł wtedy w uszy - surowa elektronika, dość pokrętne harmonie, lekko psychodeliczny klimat dodatkowo za sprawą wokali, to było za dużo. Byłem bardzo zdziwiony, że moja mama lubi tego muzyka, skoro on takie pierdolety pociska xD Po paru tygodniach zniechęcenia odpaliłem Oxygene z 1976 roku i się zaczęło. Świat tak ilustracyjnej, bogatej, a jednocześnie przecież syntetycznej muzyki zrobił na mnie niesamowite wrażenie. Do tego dochodziła później otoczka jego największych koncertów, efekciarskie i często kiczowate zagrywki typu podświetlana klawiatura, theremin, laser harp albo po prostu widok sterty tych syntezatorowych szaf... Totalny kosmita. Poza Teo & Tea właściwie nie ma płyty, na której czegoś dla siebie nie znajduję. Zostawiam sobie sporo przestrzeni dla dopowiedzeń, bo Jarre jeszcze wróci w utworach.

Późny (ale nie tak stary jak dzisiaj) Jarre był mistrzem przetwarzania nowinek w muzyce. Do ostatniej chwili zastanawiałem się, czy może jednak lepsze będzie Chronologie, ale padło na kontynuację Tlenu. Tam bawi się w rave i wielką pompę na swój sposób, tutaj zaklina czas i całe te analogowe, klasyczne instrumentarium wrzuca w transowe rytmy. Wszystkie charakterystyczne patenty mają tu swoje miejsce - drugi numer jest najbardziej skoczny, jest przestrzeń dla zabawy thereminem, ostatni utwór typu zapalniczki do góry i bujamy. W nieoczywisty sposób korzysta też z mellotronu, choć ciekawe jest też poszukiwanie podobieństw do utworów z pierwszej części. Odczuwam na Oxy7-13 jakiś taki nerw, niewytłumaczalny pęd może i szaleńczy, ale taki jednostkowy, trochę do wewnątrz. Jest tam oddech, jest moment na zastanowienie, ale generalnie czuć tam mały niepokój.

Któregoś lata wybraliśmy się do rodzinki na Kaszubach i akurat wtedy odbywał się jarmark dominikański w centrum Gdańska. Jak na tak szeroko zorganizowaną inicjatywę nie zabrakło tam stoisk płytowych. Przeglądałem sobie zwyczajnie, już mamy odchodzić, aż tu nagle bum, pierwsze wydanie Oxy7-13 na CD. Cena nie była zaporowa, ale musiałem mocno się sprężyć, żeby przekonać mamunię do pomocy finansowej. Ostatecznie udało się i do tej pory uważam to wydanie za najlepszy okaz w mojej muzycznej kolekcji, tak naprawdę jedyny zdobyty w ten sposób. Przed erą przeciętnych remasterów była to idealna decyzja, a wtedy był to właściwie chwilowy przypływ zainteresowania i pragnienia posiadania. Zgrywka na CD zrobiona przez mojego brata to nie było to.

https://youtube.com/playlist?list=OLAK5 ... MJqwF_9Qpo
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10300
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 22 kwie 2022 11:47

Potężny Francuz zmiótł wszystkich z planszy
Awatar użytkownika
stripped
Posty: 13774
Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
Ulubiony utwór: hajerlow

Post 22 kwie 2022 11:48

Lol też mnie to bawi nieco.

Ja dziś rano ledwie pierwszy odsłuch robiłem, jakoś przez święta spowolnienie się wkradło no i jednak temu XTC dużo poświęciłem odsłuchów.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 22 kwie 2022 11:50

Ja uczciwie przyznaję, że do odsłuchu usiądę dopiero po weekendzie bo czeka mnie przeprowadzka (pakowanie już prawie zakończone) i wielkie sprzątanie mieszkania przed jego zdaniem. Wolałbym JMJ :F
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24613
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 22 kwie 2022 12:09

Dev, nie znasz Oxy 2? XDDDD WTF? Kto jak kto, ale Ty? xD
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18313
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 22 kwie 2022 12:15

Dev Ty już parę dni temu tłumaczyłeś opóźnienia przeprowadzką. I zalegasz we wszystkich tematach.;(
Poza tym wiesz jak przy pakowaniu klamotów i sprzątaniu dobrze się słucha muzyki?
Ja właściwie jestem gotów się wypowiedzieć i zrobię to wieczorem, jak po pracy pomaluję teściowi pokój.
Awatar użytkownika
mintaj
Posty: 6842
Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
Lokalizacja: się biorą dzieci?

Post 22 kwie 2022 13:28

devotional pisze:
22 kwie 2022 11:50
Ja uczciwie przyznaję, że do odsłuchu usiądę dopiero po weekendzie bo czeka mnie przeprowadzka (pakowanie już prawie zakończone) i wielkie sprzątanie mieszkania przed jego zdaniem. Wolałbym JMJ :F
Weź dla beki przeprowadź się do Wrocławia last minut
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
Awatar użytkownika
devotional
Posty: 7377
Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
Ulubiony utwór: Master And Servant
Lokalizacja: bezdomny

Post 22 kwie 2022 13:54

Hien pisze:
22 kwie 2022 12:09
Dev, nie znasz Oxy 2? XDDDD WTF? Kto jak kto, ale Ty? xD
Tak, słuchałem ostatni raz w 2013 roku może xD odświeżam wszystko nawet jeśli znam, Bravery puściłem sobie aż 2 razy choć słucham co roku xD

@mintaj, rozważałem to, ale w poprzednim życiu ;(
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl