
Otóż ten pan tworzył - i nadal tworzy - muzykę. Każdy ją zna, a jak jej nie zna, to znaczy, że mieszka w kapsule kriogenicznej lub krypcie i nie ma kontaktu ze światem. Do 2000 było różnie, ale generalnie było spoczko, bo mieliśmy i bardzo dobry wówczas Kult, którego ostateczny krach nastąpił na płycie Ostateczny KRach Systemu Korporacji, i niezłe solowe płyty, w tym 12 groszy, i KNŻ, zwany polskim Faith no More (inna sprawa, że KNŻ miał wspólnego z FNM, tyle co Porcupine Tree z Bobem Dylanem).
No bywało raz lepiej, raz gorzej, jak to w życiu, ale generalnie poniżej pewnego poziomu ten spaślak nie schodził. Niestety, po Melassie coś się zjebało, ostatnie płyty Kultu to kupa na poziomie Pidżamy Porno, a solowe Kaziki to długie badziewie, którego nikt nie wysłuchał do końcaa poza tym, w ramach podziękowań za to, że ktoś łaskawie wysłuchał nowej płyty Kultu, postanowił pozwać ostatnich 3 fanów.
Tak więc generalnie syf i degrengolada i przeterminowana czekolada i tak to wygląda. Przykładowych kawałków nie będę wrzucał, bo chyba każdy zna co najmniej kilka utworów, no heloł!