no-man – Break Heaven (1993)
no-man przechodzili na początku kariery różne fazy (potem zresztą też), ale na okolice wydania debiutu, była to faza na sampling. Ich „Colours” wyprzedzało o całe długie lata, sukcesy 90sowych pionierów trip-hopu i gdyby ten singiel wyszedł w lepszym momencie, to kto wie, może nie mówiłoby się o tym zespole, jak o totalnym obskjurze. No, ale to gdybanie. Rok po wystartowaniu z NAOP (i robiąc muzykę głównie na znanych samplach), gadałem z Timem Bownessem, bo akurat był w Polsce i pytałem go o to, jak wyglądała sprawa legalności tego samplowaniu na pierwszej płycie. Powiedział, że wytwórnia clearowała co trzeba, czasami trzeba było płacić, czasami w ogóle nie, a do tego w tamtym czasie nie było zwyczaju wpisywania w creditsy autorów wycinanych loopów. Z tego powodu, musiałem w wielu przypadkach dochodzić do źródeł na własną rękę, bo Tim nie wszystko pamiętał, a dużą część przynosił Wilson, z którym kontaktu nie mam. I tu dochodzimy do „Break Heaven”.
https://www.youtube.com/watch?v=QiTO4W-CZXc
Jest to jeden z moich ulubionych utworów no-man w ogóle. Uwielbiam tę piosenkę za wiele typowo no-manowych rzeczy, ale przede wszystkim (i to się tyczy całego albumu „Loveblows & Lovecries”) za genialne użycie kradzionych bitów. Demo tego kawałka to praktycznie same sample i wokal, a już można było wyczuć to, jaki potencjał tkwi w tym zabiegu. Potem Wilson podokładał gitary, pianino i skrzypce Bena Colemana, a Tim zaśpiewał, co razem pociągnęło całość w zupełnie innym kierunku, ale nadal zachowując ten bajeczny groove. Kiedy zaczynałem z no-man, nie miałem jeszcze świadomości tego, że wiele z tej muzyki to loopy. Zawsze byłem fanem tego fragmentu, bo uważałem że bas, funkowa gitara i lekka, ale zaraz wyrazista perkusja, robią ten kawałek (tam jeszcze jest w refrenie sampl pianina z innego utworu, ale nie dotarłem do oryginału). W końcu, po latach, dokopałem się do…
The Pointer Sisters – Yes We Can Can (1973)
https://www.youtube.com/watch?v=DhGn-4DpHAQ
… i przepadłem. Jakie to jest dobre. Steven Wilson wziął z tego kawałka minimum, ale to najlepsze minimum, czyli ten zajebisty showcase sekcji rytmicznej i funkowej gitary. W oryginale, kawałek ten wykonywał Lee Dorsey i jego wersja też jest doskonała (i też ma killer groove), ale IMO The Pointer Sisters wyciągnęły z tego prawdziwy maks potencjału. Od tego momentu stałem się fanem tej wokalnej grupy i wracam do nich regularnie. „Yes We Can Can” był jednym z pierwszych przebojów The Pointer Sisters i pomógł im osiągnąć sukces. Poza siostrami (na pierwszym planie Anita Pointer), występują tu: Gaylord Birch na perkusji (grał między innymi z Herbiem Hancockiem i Carlosem Santaną), Willie Fulton na gitarze (z funko-soulowej grupy Tower of Power) oraz Dexter C. Plates na basie (z zespoły Hoodoo Rhythm Devils). Co ciekawe, The Pointer Sister wydały ostatni album w tym samym roku, w którym no-man wydali debiut. Mimo to, zespół koncertuje do dziś w trochę zmienionym składzie (ale nadal rodzinnym).
no-man do 1992 roku grali jako power trio wokal + gitara + skrzypce oraz bity i klawisze z podkładu. Wytwórnia wymusiła trochę na nich zorganizowanie sobie full bandu i co ciekawe, z propozycji złożonej dla beki, skorzystało pół zespołu Japan – Mick Karn, Richard Barbieri i Steve Jansen. Taki, sześcioosobowy skład, zagrał trasę w drugiej połowie 1992 r., ale sporo aranżacji porzuciło pięknie wprasowane wcześniej loopy i „Break Heaven” było jednym z kawałków, który na tym stracił.
https://www.youtube.com/watch?v=J43j0AGSUDw
O ile nadal uważam, że to dobre wykonania, bo to po prostu bardzo dobry kawałek, to ciepły i gęsty groove, został tu zastąpiony suchym, chłodnym i tępym bitem, który po prostu nie ma tego czegoś.
To są niestety pułapki jakie niesie ze sobą korzystanie z dobrych bitów, o czym przekonali się między innymi Portishead i wiele składów hip-hopowych.