Tour By Tour #2: Speak & Spell Tour

Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10366
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Tour By Tour #2: Speak & Spell Tour

Post 28 mar 2024 18:33

Nie miałem na myśli następnego czwartku, ale tak też może być. Żeby nie zwlekać w nieskończoność, zapraszam na kolejny odcinek podróży po trasach koncertowych DM szlakami najciekawszych bootlegów w danym okresie. Rozróżnienie na okres przed Speakiem i czas promocji debiutanckiej płyty wydaje mi się całkiem oczywisty. Późny 1981 rok to już ukształtowana setlista, inny repertuar (granie prawie całej płyty na żywca długo nie potrwa), a między wierszami okres zmagań Winsa z samym sobą, co w grudniu skończy się opuszczeniem zespołu.

Największy, najbardziej stabilny zestaw granych piosenek w listopadzie nie oznacza, że wcześniej nie było żadnego docierania czy szlifowania. Ba, w międzyczasie odbywały się koncerty nawet z piętnastoma utworami w secie... Trzeba coś uporządkować. Odnoszę wrażenie, że ilość bisów jak nigdy zależała od sprawności sprzętu i reakcji publiki. Tym razem proponuję składankę wybranych ciekawostek z wakacyjnych nagrań i jeden bootleg w całości. Pod koniec roku mieliśmy już Any Second Now jako intro, ale mało kto ogarnia, że pierwszym pełnoprawnym otwieraczem był lekko spowolnione intro z Shout. Poza tym proponuję ciekawsze wariacje lub dowody na całkiem sprawne reagowanie na różne losowe wypadki podczas koncertów.

1981-07-23, Londyn
New Life: https://media.dmlive.wiki/stream/dm1981 ... 644/03.m4a

Trudno o lepiej wybroniony fuckup. Mogło się zjeb.ać, a wyszła perełka budująca napięcie. Dla mnie bomba.

1981-08-02, Jenkinsons
Summer 81 Intro / TS: https://media.dmlive.wiki/stream/dm1981 ... 644/01.m4a
Just Can't Get Enough: https://media.dmlive.wiki/stream/dm1981 ... 644/07.m4a

Tu zapraszam do wspominanego Intro, Do tego Just wciąż z zaskakująco niemrawym wstępem.

1981-08-26, Londyn
Price of Love: https://media.dmlive.wiki/stream/dm1981 ... 644/02.m4a

Ostatnie Price of Love w tak dobrej jakości.

Na dystansie zachęcam do sprawdzenia tego zestawu:
1981-11-11, Brighton
https://dmlive.wiki/wiki/1981-11-11_Top ... K/Source_1

Jeśli ktoś pragnie posłuchać Any Second Now w całości, to polecam sprawdzić tutaj:
Paryż 1981: https://media.dmlive.wiki/stream/dm1981 ... 644/01.m4a

Zawsze możemy podyskutować, który bootleg jest lepszy. Brighton stawiam wyżej ze względu na mniej sterylne brzmienie, te barokowo luźno brzmiące syntezatory aż tak nie drażnią. W nagraniach na żywo chodzi o to wrażenie bycia na miejscu. Ten późniejszy sprawia więcej frajdy. Chyba, że ktoś nie może przemóc problemów w Dreaming of Me, to możemy się umówić na Paryż xD

Wstępnie proponuję deadline do 7 kwietnia. Czekam na uwagi!
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10366
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 08 kwie 2024 22:00

Ktoś gotowy? Jeszcze dajemy sobie czas?
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24709
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 08 kwie 2024 22:38

Będę gotowy za dwa, trzy dni
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10366
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 10 kwie 2024 22:56

A jak Mr Shodan?
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18356
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 11 kwie 2024 06:55

Przypomnę sobie jeszcze raz dzisiaj i możemy w łikendzik ruszyć temat.
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24709
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 30 kwie 2024 11:11

Powoli dobijam i do tego tematu, miałem nadzieję, że Wuja mnie trochę odciąży, ale jak się zapowiedział na weekend 3 tygodnie temu, tak nic nie napisał, więc ewidentnie muszę zacząć ja. I zrobię to w "weekend majowy".
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24709
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 07 cze 2024 14:38

Udało mi się wjechać 7-mego, może nie kwietnia, ale lepiej późno niż wcale. Wujas się pewnie załamie, że temat nie umarł i będzie trzeba tu pisać, ale siusiak, lecimy Panowie!

Ja jednak trochę inaczej do nagrań podchodzę i nie uważam, żeby chodziło w nich o wrażenie bycia na miejscu, bo to nie jest do podrobienia, ani do uzyskania za pomocą sprzętu audio/video z 81 roku (a nawet jakiegokolwiek innego). Lubię za to dobrze słyszeć wykonania zespołu, który już nie istnieje (i de facto nie istniał już kilka miesięcy później), bo innej okazji nie będzie, zwłaszcza przy braku oficjalnych wydawnictw z tamtych czasów (i to się raczej nie zmieni). Sięgam zatem po bootlegową klasykę tego okresu, czyli Paryż, Amsterdam i Londyn. Kilka moich typów:

Nodisco z Paryża (powiedzmy, że na cześć finałów French Open)

https://media.dmlive.wiki/stream/dm1981 ... 644/03.m4a

Bo każde „Nodisco” live to skarb. O tym, jak idiotyczne było nie granie tego już nigdy więcej po 81 r., można napisać książkę, ale jednocześnie można ją streścić jednym słowem – idiotyzm. Wersja nieco uproszczona w porównaniu ze studyjną, niektóre partie klawiszowe trochę na skróty (podobnie jak w np. „Boys Say Go”), ale niczego to nie psuje, bo to co najważniejsze pozostało. Kawałek buja, robi klimat, zaśpiew „MOVE ME DISCO” robi swoje. Niestety nie znalazłem żadnego nagrania, które odpowiednio podkreślało by tłusty bas w tych jedynych wykonaniach, a był on tłusty.

Puppets też z Paryża

https://media.dmlive.wiki/stream/dm1981 ... 644/05.m4a

Gahan przedstawia to jako „Operator”, więc widać, że albo nie byli jeszcze pewni tytułów („Tora”, „Pretty Boy”, itd), albo Dave ich nie pamiętał i rzucał byle co. Skłaniam się ku opcji nr 1, bo jednak Gah świecił profeską od najwcześniejszych dni. Czuć zabawę na scenie i znowu czuć w nerach basior, który to będzie w kolejnych latach coraz cieńszy. Na końcu lekki WTF zjazd i wejście w „Ice Machine”.

Photographic z Amsterdamu

https://media.dmlive.wiki/stream/dm1981 ... 644/01.m4a

Daję to „Photographic” głównie ze względu na dosyć czaderskie wykonanie. Sam numer nie różni się jakoś bardzo od innych wykonań z tamtego okresu, ot Photographic Some Bizzare live.

Tora Tora Tora z Londynu

https://media.dmlive.wiki/stream/dm1981 ... 648/08.m4a

Dave przedstawia to jako „Tora”. Swego czasu, w temacie best of live, wskazywałem, że aż do najpóźniejszych wykonań, już w 1982 r., zespół nie rzucił się na wersję z albumu, i to jest dobry tego przykład. Nieco na szybko, nieco chaotycznie, ale ma niepowtarzalny swój urok. Takie DM szybko zaczęło zanikać.

Just Can't Get Enough z Manchesteru (listopad)

https://media.dmlive.wiki/stream/dm1981 ... 644/10.m4a

Wrzucam to ze względu na komiczne walenie po garach na początku, ja wiem, że nic nowego, ale tutaj to brzmi dodatkowo niezdarnie. Reszta utworu w wersji, jakiej dziś już próżno szukać. Tanio, ale szczerze.

Ice Machine z Birmingham

https://media.dmlive.wiki/stream/dm1981 ... 644/06.m4a

Zwracam na to uwagę, bo ta wersja ma trochę inne, uproszczone intro w stosunku do tego, co grano jeszcze kilka miesięcy wcześniej.

Jako bonus, dwa takie po prostu fajne IMO wykonania klasyków, może nic waznego w kontekście dyskusji, ale o tym drugim już wiele nie pogadamy w przyszłości, w tej serii.

Boys Say Go! z Birmingham

https://media.dmlive.wiki/stream/dm1981 ... 644/11.m4a

What’s Your Name z Manchesteru (sierpień)

https://media.dmlive.wiki/stream/dm1981 ... 128/08.ogg

Teraz, odnosząc się do wrzutek Dragona, to „New Life” z Londynu to jest petarda, nie słyszałem tego wcześniej. Obecnie taki fakap skończyłby się powtórzeniem kawałka, a w 81 panowie strzelili lekkiego buraka, ale wyimprowizowali się z katastrofy po mistrzowsku. Pamiętam jak graliśmy z Azbestem live i popełniałem fakap za fakapem, ze sceny schodziłem ze spuszczoną głową, a potem ze zdumieniem odbierałem komplementy, że wszystko było super. Punkt widzenia publiki zawsze jest łaskawszy i nie zawsze ludzie wiedzą co było fakapem, a super eksperymentalnym pomysłem.

„Televison Set” z długim intrem jest ok. „Just” wbija jak jakiś industrialny numer ala The Bitniggs. Beka trochę, że wtedy brzmieli jak jakiś heavy zespół z różowymi piosenkami. Ciekawe, jak to by brzmiało na albumie. Mogłyby jakieś dema wyciec, czy coś. Zabawne w wuj te klawisze w tle w drugiej części utworu. Nadal był fun. „Price of Love” faktycznie ładny.

Szybko ta mała trasa im zleciała. We wrześniu Vince zakomunikował, że odchodzi z zespołu, co podano do wiadomości dopiero w listopadzie, kiedy turnus dobiegał końca. Wtedy zasłaniał się zbyt wielką sławą DM i przytłaczającą ilością koncertów. Jeśli tak było, to słusznie postąpił, bo od tego momentu było tylko „gorzej”. Myślę, że w równej części, Vince chciał też mieć ostatnie słowo względem materiału i w ten sposób pracował już zawsze. Razem z nim, coś z DM odeszło. Większość fanów powie, że element ‘disco polo’, ale ja uważam, że Clarke miał w sobie taką typowo geekowską iskrę do syntezatorów, coś co potem przejął w zespole Alan Wilder, ale oczywiście już w zupełnie innym stylu. Również wraz Klarkiem, uleciało pewne szaleństwo, ryzyko, niezależność, jak zwał tak zwał. Po odejściu Vince’a, zaczęło się ostre chodzenie na skróty jeśli chodzi o sprzęt, głównie z myślą o trasach, bo już na tamtym, wczesnym etapie, wiadomo było, że albumy i koncerty to będą yin i yang Depeche Mode, i choćby z tego powodu, trudno nam sobie teraz wyobrazić DM jako zespół czysto studyjny. O ile w studiu zespół nadal sobie pozwalał, tak coraz więcej materiału szło na taśmy, a coraz mniej na dyskietki i do pamięci parapetów. Jakkolwiek zabawnie to zabrzmi, w 1981 r. zakończył się najbardziej eksperymentatorski okres działalności DM, zwłaszcza na koncertach. Zresztą już na tej późno-jesiennej części trasy, czuć było, że idą w stronę ujednolicenia granej muzyki, a nie w kierunku bardziej ‘niebezpiecznym’. Myślę, że dosyć symboliczne było to, że ostatnim utworem zagranym live z Vincem było „What’s Your Name?”.

Chętnie podyskutuję na temat konkretnych bootlegów, ale niech się jeszcze Wujas wypowie ogólnie.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18356
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 07 cze 2024 19:11

Właśnie ostatnio myślałem o tym temacie. Nie pozwolę, żeby ten temat umarł, bo mnie interesuje. Tylko czasu jakoś brakuje. Będę musiał przesłuchać materiał ponownie, bo mało pamiętam.
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10366
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 08 cze 2024 00:09

Cieszę się, że Hien pierwszy wystartował. Myślę o tym temacie dość często, o tym track by track też - na pełnej wracam do nich po ostatnim tygodniu zajęć/całym tygodniu posiedzeń w teatrze, czyli po 16 czerwca.
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24709
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 11 lip 2024 01:14

Czy Wujas po urlopie tu wleci?
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18356
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 11 lip 2024 06:08

Tak, zamierzam przyatakować i tu i ze Stripped wreszcie w innym temacie.
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10366
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 06 sie 2024 01:00

hello

Trochę niefortunna wypowiedź z tym 'wrażeniem bycia na miejscu'. Zgadzam się z Hienem, że to nie do zrobienia. Miałem na myśli coś pomiędzy jednym a drugim. Sterylne nagrania najlepiej oddają kondycję zespołu, ale w przypadku Depeche Mode te najbardziej wypucowane po prostu mi nie siedzą. Bardzo wygodne do ciekawych analiz, mniej satysfakcjonujące w odsłuchu domowym/rozrywkowym.

Mimo wszystko liczba bootlegów na tym etapie zaskakuje. Z drugiej strony zespół funkcjonował w świadomości słuchaczy dzięki pojedynczym singlom... i mocno rozbudowanej już wersji koncertowej. Ciekawe czy już wtedy osłuchiwano ich materiał po domach - mała abstrakcja, ale wcale nie taka nieprawdopodobna wśród różnych brytolskich freaków lub ludzi ciekawskich syntezatorowego grania. W rzeczach zdjętych rodem z stołu mikserskiego typu Paryż przeszkadzają mi te pierdzące syntezatory często atakujące słuchacza z różnych kierunków. Tutaj opieram się na wrażeniach z wyboru własnego, Hienowych solowych wrzutkach, ogólnemu rozeznaniu w nagraniach i podstawce z Brighton. Klawisze mogą się zlewać, ale jakość i tak jest bardzo dobra. Nagrywane z publiki, to na plus. Telewizyjno-radiowe archiwa pozwalają na dodatkowe odkrywki. Zacząłem zabawę z bootlegami od takich nagrań i do tego typu rzeczy mam największy sentyment i zwykły szacun.

Co może się podobać, co można wyróżnić? Panowie coraz bardziej profesjonalni, lepiej zgrani, pod koniec roku w okolicach wydania S&S mieli już gotowy zwarty najdłuższy set, a mimo to co koncert to właściwie różne wykonania. Poza rytmem z taśm zdecydowana większość idzie z ręki, dzięki czemu każdy możliwy kiks jest do wyłapania, naturalny wyróżnik.

Całe życie wolałem te spowolnione bębny z Shout, ale do takiego 'różowego' repertuaru trzeba więcej sacharozy. Any Second Now sprawdza się lepiej. Przestali regularnie grać Television Set, jak już to pod koniec koncertu. Niezły opener, ale wcale się nie dziwię, że woleli od razu wyskakiwać z full autorskim repertuarem. Opcja docelowa z ASN-Photographic na tym etapie to jest to. Set generalnie oparty na płycie i Ice Machine, jeszcze bez specjalnych planów na drugie nocki (czy drugie koncerty tego samego dnia). Dodatkowo trudne nie tylko ze względu na sprawność techniczną chłopaków, ale też nerwy, podatność na stres, chęć uniknięcia większych wywrotek.

Im bliżej listopada, tym wierniej wersjom studyjnym. Czasami wyraźnie szybciej (Tora), z dodatkowymi zaśpiewami (te w Puppets będą koncertowym kanonem), melodyjkami w mostku (Just jeszcze bez totalnie popieprzonej rąbanki, ale z 'disco polo'). New Life chyba cały czas miał specjalne intro. Nie znalazłem bardziej rozpieprzonej wersji niż tą podsyłaną na samej górze, w Brighton wyszło już gładziutko. Generalnie zespół brzmi mocniej niż na Speaku. Nawet pocieszne What's Your Name na swój sposób robi robotę wielogłosowymi zaśpiewami, ostrzejszymi bębnami, dodatkowymi klawiszami. Trzech dżentelmenów ma co robić, nie ma pustych przelotów xD No może gdybym był złośliwy to jednak wywaliłbym Sometimes Wish I Was Dead i wpakował wyżej Dreaming of Me... albo już zostawił nawet na bis, w sumie to dodatkowe emocje dla będących na koncercie, że na końcu zostaje jeszcze coś lepiej kojarzonego.

Czasem w ogóle nie grali Dreaming of Me. Albo samo TV Set, albo nawet trzy kawałki (razem z Price of Love). Czyli jakiś element żywiołowości/reakcji na publikę był. Tak jakby ich koncerty przez 'humorzaste' syntezatory nie były dostatecznie reaktywne heh

Teraz ścianka odpowiedzi na #fajne_wątki
Hien pisze:
07 cze 2024 14:38
zwłaszcza przy braku oficjalnych wydawnictw z tamtych czasów (i to się raczej nie zmieni).
Chyba, że kiedyś wyjdą jakieś serie bootlegów lub 'live' audio wydawnictw; coś jak u Bowiego, Tangerine Dream, Klausa... w ich przypadku naprawdę byłoby warto. Tak jak udowadniamy od lat - co trasa to zupełnie inne brzmienie praktycznie do współczesności.
Bo każde „Nodisco” live to skarb. O tym, jak idiotyczne było nie granie tego już nigdy więcej po 81 r., można napisać książkę, ale jednocześnie można ją streścić jednym słowem – idiotyzm.
To prawda. Pamiętam pierwsze odsłuchy Nodisco live na jakiejś ruskiej stronie z bootlegami (era przed DMLiveWiki)... robiło wrażenie i do pewnego stopnia robi do dziś. Bardziej oszczędne, ale spójne. I do tego jak brzmi! Przebojowo, funky, jest zabawa, polot. Myślę, że nawet na ABF Tour nie byłoby siary, wręcz przeciwnie. Te surowe akordy syntezatorowe w mostku, dzisiaj ludzie by się posrali, a wtedy normalna rzecz. Razem z Boys Say Go to dwójka dość podobnych koncertowych bangerów. Na płycie spora różnica na niekorzyść, może dlatego dali sobie spokój. Nie sądzę, by już od stycznia nagle ktoś inny maczał paluchy w ich wyborach.
Gahan przedstawia to jako „Operator”, więc widać, że albo nie byli jeszcze pewni tytułów
Na DMLiveWiki można znaleźć kilka notek na ten temat (wpakowanych w artykuły o piosenkach czy koncertach), w takich przypadkach chyba walczyli do końca o ustalenie właściwej nazwy xD Operator brzmi lepiej. Samo Boys dość śmiesznie, a Pretty Boy zbyt bezpośrednio. Skany jakichś papierowych setlist z epoki ujawniają podobne smaczki.
Photographic z Amsterdamu
O, tutaj słychać różnicę, jaką może zrobić jakość nagrania. Gdyby historia potoczyła się inaczej, a ja i tak wpadłbym na Depeche Mode, to słysząc takie Photographic wszedłbym jak nóż w masło. Ostro, dynamicznie, wszystko równo, a do tego z ciekawymi FICZERAMI (pogłos na wokalu, jakieś dobre fałszywe akordy w tle... jest moc).

Na moje to był ich największy koncertowy wymiatacz.
Wrzucam to ze względu na komiczne walenie po garach na początku, ja wiem, że nic nowego, ale tutaj to brzmi dodatkowo niezdarnie. Reszta utworu w wersji, jakiej dziś już próżno szukać. Tanio, ale szczerze.
...i bez tego przesadzonego dystansu. Walenie po garach to czyste złoto, nie dziwię się, że jeszcze to zostawili na jakiś czas.

Swoją drogą Dave zawsze dedykował to swojej dziewczynie... ale były wyjątki. Między innymi zyskał na tym pewien francuski anonimowy cymbał.

https://media.dmlive.wiki/stream/dm1981 ... 644/10.m4a
(...) Razem z nim, coś z DM odeszło. Większość fanów powie, że element ‘disco polo’, ale ja uważam, że Clarke miał w sobie taką typowo geekowską iskrę do syntezatorów, coś co potem przejął w zespole Alan Wilder, ale oczywiście już w zupełnie innym stylu. Również wraz Klarkiem, uleciało pewne szaleństwo, ryzyko, niezależność, jak zwał tak zwał. (...)
Krótki wycinek, ale ja tak bardziej odnoszę się do całości. Na pewno odeszło bardziej nerdowskie podejście do samych syntezatorów i analogów. Martin może jeszcze na ABF mocniej czuł moogowego bluesa, który obudzi się w nim następnym razem za jakieś 25 lat co najmniej. Eksperymentalnie dopiero miało się zacząć, ale w zupełnie inny sposób.

Razem z wjazdem samplerów, Fairlight i innego walenia po garach zniknie nieprzewidywalność koncertowa. Po prostu całość nie wejdzie albo wejdzie. Brzmienie tak po faszystowsku się wyrówna i zniknie możliwość podążania za zespołem, obserwowanie ewolucji kawałków na trasie, ich coraz lepszej, równiejszej formy. No jak Kraftwerk, po prostu, cała taśmologia zastąpi nerwy i stres w palcach (do pewnego stopnia). Wolę późniejsze oblicze, ale to chyba można stwierdzić ponad osobiste preferencje.

Przyjemna zabawa, tutaj faktycznie od dłuższego czasu odkryłem wiele ciekawych drobiazgów... do tej pory ten okres traktowałem dość wybiórczo.
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10366
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 11 sie 2024 19:14

I jak tam, panowie? Będzie jeszcze odpowiedź od Hiena i wjazd Wuja?
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24709
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 11 sie 2024 19:38

Będzie na pewno odpowiedź ode mnie, jak tylko wysram Stripped. Za Wuja nie odpowiadam, bo chłop wisi wszędzie od miesięcy.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
Awatar użytkownika
shodan
Posty: 18356
Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
Ulubiony utwór: Halo

Post 14 sie 2024 08:32

No jestem wreszcie. Mam po urlopie i wyjazdach sporo do nadrobienia, ale myślę, że już teraz wszystko pójdzie sprawniej. Szczerze mówiąc od tematu Tour By Tour #1: 1980 - lato 1981 minęło sporo czasu i siłą rzeczy wiele wersji już nie pamiętam. Ale nie będę się już do nich cofał i ponownie odsłuchiwał, żeby coś porównywać, bo wtedy mi zejdzie w ogóle do zimy.

1981-07-23, Londyn „New Life”
Też tego nie słyszałem. Szczerze mówiąc gdybyście nie napisali, że to był jakiś fuckup, to bym pomyślał, że tak miało być. Że to było przemyślane posunięcie. Na nowszych trasach człowiek takie rzeczy wyłapuje od ręki. Ale wtedy to wszystko było możliwe. Niemniej chłopaki świetnie z tego wybrnęli.

1981-08-02, Jenkinsons
Intro do „Television Set” spoko, sam utwór zaś jednak słaby jak dla mnie. Kupa huku i tłuczenia. Słaby nie tylko live ale w ogóle. Kompletnie to nie zapamiętywalne.

1981-08-26, Londyn
„Price of Love” to lepszy utwór od TS. Dobra jakość nagrania. Znów jak wyżej rzuca się w oczy charakterystyczne brzmienie, jakby to była jakaś muzyczka ze staruśkiej gry z jakiegoś Commodore.

1981-11-11, Brighton
Dobry początek. Any Second Now dobrze się nadawało na intro. Photographic brzmi już bardzo podobnie do albumowego. Tu już nie ma zbytnio miejsca na eksperymenty. Bardzo fajnie w tle śpiewa Martin w drugiej zwrotce. Słychać szczególnie dobrze w Amsterdamie dzięki dobrej jakości nagrania. No Disco poprawnie, ale wersja z Paryża lepsza. Podoba mi się brzmienie klawiszy i ponownie chórki Gora. W sumie mogli ten utwór jeszcze trochę pociągnąć. Choćby jeszcze ze dwie trasy, nawet jako zamiennik. Ciekawy jestem jakby to mogło wyjść w późniejszych czasach? Jakby tak przy odrobinie szaleństwa zagrali to zamiast zajechanego do porzygu JCGE? Ja bym pewnie był miło zaskoczony.
Muszę przyznać, że ten dragonowy bootleg z Brighton dosyć słabej jakości. Słychać wszystko jak spod podłogi. Puppets z Paryża dużo lepiej brzmi. Słychać w kanałach piękną pracę syntezatorów i basu. Naprawdę robi to na mnie spore wrażenie. Strasznie lubię te klawiszowe zagrywki, szczególnie w instrumentalnych fragmentach robiących chyba za refreny i w końcówce. Gore znowu daje czadu. Chwilami przekrzykuje nawet Gahana. Świetna wersja.
Ice Machine uwielbiam od zawsze i w każdej wersji, chociaż ta najlepsza nadejdzie dopiero za parę lat. W mostku mamy fajny efekt pogłosu na wokalu.
Wersje live Tora Tora Tora przyspieszone w stosunku do albumówki. Nie tak mroczne i niepokojące. Nie tak dobre niestety.
Boys Say Go do tego stopnia nie lubię, że w żadnej wersji mnie nie grzeje. Dużo cieplej myślę za to o pociesznym What’s Your Name. Szczególnie w kontekście wokali Gora.

Panowie Hien i Dragon to naprawdę wymiatacze w kwestii bootlegów. Ja te wczesne wykonania słyszałem jedynie za sprawą naszych forumowych dyskusji. Nigdy wcześniej na własną rękę nawet nie próbowałem tego słuchać. Dlatego czasami nie wiem nawet o czym Wy rozmawiacie. Ten okres stanowił dla mnie pewien problem. Brzmienie zespołu zmieniało się właściwie z koncertu na koncert, więc często się gubiłem. Na późniejszych trasach DM rzeczywiście jest dużo bardziej przewidywalne. Na dystansie całej trasy wersje utworów właściwie się nie zmieniają. Przynajmniej w erze post-Alanowej. W tym najwcześniejszym okresie istnienia DM co chwile mamy jakieś zaskoczenia. Chłopaki idą na koncertach na żywioł. Grają niezdarnie wcale się tym zbytnio nie przejmując. Może to być rzeczywiście zasługa Clarka. Bo za chwilę po jego odejściu się to zmieni. Ja zawsze byłem akurat gorącym zwolennikiem jego odejścia. Miał chłopina swój wkład w powstanie zespołu i pierwszego albumu, ale po jego odejściu Gore mógł w pełni przejąć stery i narzucić swój styl. Gore jest dużo lepszym kompozytorem od Vinca. Gdyby Clark pozostał w DM to zespół tylko by na tym ucierpiał. Clark dalej by chciał komponować po swojemu i narzucać swoją wolę w kwestii brzmienia zespołu. Zapewne nie pojawiłby się w zespole Wilder. I zamiast Violatorów i Exciterów mielibyśmy kolejne wersje S&S. O ile w ogóle by się to wszystko nie rozdupcyło. Taka moja teoria albo po prostu majaczę. Dobrze, że się stało jak się stało. S&S jak na debiut jest spoko, ale DM poszli potem w dobrym kierunku.
Awatar użytkownika
Dragon
Posty: 10366
Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
Ulubiony utwór: Sexy Doll
Lokalizacja: woj. wałbrzyskie

Post 14 sie 2024 21:01

Z perspektywy początku 1982 odejście Winsa było w chu- ryzykowne, nawet przez moment miewał większe sukcesy niż DM... no ale reszta to historia ;)
Awatar użytkownika
Hien
Posty: 24709
Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
Lokalizacja: Sam's Town

Post 09 gru 2024 13:25

Hien pisze:
11 sie 2024 19:38
Będzie na pewno odpowiedź ode mnie, jak tylko wysram Stripped. Za Wuja nie odpowiadam, bo chłop wisi wszędzie od miesięcy.
ŹLE SIĘ TO ZESTARZAŁO.

Ja nadal się tutaj odniosę, ale proponuję już jechać z następną trasą, bo nigdy nie ruszymy.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn