Dzis jeden moj znajomy tak oto napisal na pewnym portalu o tym utworze:
#chudakawazDM
#moralitetDM
Dzień dobry,
łódzkie okno oferuje piękne słońce. Wiosna przeżywa apogeum, gdzie ptasie trele przeszywają ciepłe powietrze, a w tymże powietrzu unosi się również aromat nagrzanego psiego kału. Przeziębiłem się. Ja ciupciam.
W tym tygodniu hasztag jest trochę umowny. Czym jest moralitet, można znaleźć w słowniku terminów literackich lub w Wikipedii. Kawowym pismakom w dniach 13-19 maja będzie ciążyć kwestia: "czy liryki DM, ale i ogólnie pojęta działalność zespołu może mieć wartości pedagogiczne?", "czy DM może czegoś nauczyć?". Ja - pismakus poniedziałkus - nie będę generalizował, nie będę Vox populi ani Bananowy song.
Wartości, z których można wyciągnąć jakąkolwiek "prawdę życiową" znajduję przede wszystkim w DMowskiej literaturze. Wszak kiedyś jacyś naukowcy wykazali, że Gore pisze najbardziej wyrafinowane teksty wśród twórców muzyki popularnej (Oh You little Oooooooone). Martin w swoich lirykach relacje międzyludzkie częstuje razami realizmu. Piekący to realizm, dupa boli jak po rzucie wolnym Roberto Carlosa. Jednak ukazywanie świata przedstawionego w taki sposób, bez upiększeń, pozwala na utożsamienie się z jego przemyśleniami. Tak, jako większy nastolatek czułem, jakby Martin niektóre teksty napisał z myślą o mnie; między innymi słowa z zaproponowanego na dzisiaj utworu.
Jeju, i teraz mam tłumaczyć swój wybór?
Niech to dunder świśnie! Dość!
Wam serwuję kawusię pyszniutką jak golden shower albo milky shot, a sam piję Wasze zdrowie Teraflu extra grip. Nie, to nie jest lokowanie produktu. Wszyscy bariści działają pro publico bono, tudzież pro publico zło. Poratuj, kierowniku, jakąś cegiełką
Zdrowie!