Deep 5
-
stripped
- Posty: 13846
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Deep 5
No dobra Panowie, skoro jest zainteresowanie to lecimy z nowym tematem - Deep 5. Dotychczas w naszych bestkach poruszaliśmy się w pewnym sensie po łebkach albo inaczej - po szczytach, prezentując ulubiony utwór tudzież album danego wykonawcy, czasami pojawiały się duble ale myślę że fajnie jakby tych w utworowej było mniej zaś dobrze byłoby mieć możliwość wgryzienia się w przekrój dyskografii w jakimś osobnym temacie.
Deep 5 poświęcone będzie dublom a w szczególności - w miarę możliwości - utworom mniej znanym z katalogu danego wykonawcy. Każdy z nas wybierze jednego z wykonawców prezentowanych wcześniej w bestce utworowej i przedstawi swój autorski przekrój dyskografii tego artysty poprzez 5 utworów - najlepiej z różnych etapów kariery, różnych płyt i w miarę możliwości mniej znanych, bez singli albo przynajmniej naprawdę popularnych przebojów. Mówię NAJLEPIEJ ale to tylko sugestia, zachęta by możliwie szeroko wykorzystać ten temat, nie będę nad nikim z osobna stał i pilnował czy to będą/nie będą przeboje albo czy wrzuciliście 2-3 utwory z jednego albumu (bo może będą naprawdę różnorodne przy tym?), po prostu fajnie byłoby poznać możliwie najszersze spektrum każdego wykonawcy moim zdaniem ale może to nie będzie wcale reprezentatywne, zrobicie to po swojemu jak uznacie że będzie najlepiej.
Będziemy wrzucać numery przez 5 takich kolejek - kolejność dowolna, mozecie to robić cheonilogicznie a możecie wg tego jak są dla Was ważne a może po prostu wg tego co kolejno przyjdzie Wam do głowy. Nie będziemy tych numerów recenzować ani omawiać na bieżąco - zrobimy to na koniec po wrzuceniu całej piątki. Wtedy weźmiemy się za omawianie - po jednym artyście na raz i będziemy przechodzić kolejno do pozostałych. Nie będę wymagał szczegółowego recenzowania wszystkiego ale liczę że na podstawie tych 5 kawałków i tak każdy napisze kilka słów o tym co mu siadło najbardziej, co najmniej i dlaczego i będziemy mieli szerszy obraz zarówno czyjejś twórczości jak i spojrzenia forumów na tą twórczość.
Przypominam że lecimy tak jak w best of DM po jednym utworze na kolejkę i trzymamy się tylko jednego wybranego przez siebie wykonawcy, więc liczę że każdy dobrze przemyśli kogo ze swoich ulubieńców chciałby nam tu sprzedać bo po pierwszej wrzucie nie będzie odwrotu. Zapraszam zatem do solidnych przemyśleń i życzę udanej zabawy.
KOLEJKA 1., czas start!
Deep 5 poświęcone będzie dublom a w szczególności - w miarę możliwości - utworom mniej znanym z katalogu danego wykonawcy. Każdy z nas wybierze jednego z wykonawców prezentowanych wcześniej w bestce utworowej i przedstawi swój autorski przekrój dyskografii tego artysty poprzez 5 utworów - najlepiej z różnych etapów kariery, różnych płyt i w miarę możliwości mniej znanych, bez singli albo przynajmniej naprawdę popularnych przebojów. Mówię NAJLEPIEJ ale to tylko sugestia, zachęta by możliwie szeroko wykorzystać ten temat, nie będę nad nikim z osobna stał i pilnował czy to będą/nie będą przeboje albo czy wrzuciliście 2-3 utwory z jednego albumu (bo może będą naprawdę różnorodne przy tym?), po prostu fajnie byłoby poznać możliwie najszersze spektrum każdego wykonawcy moim zdaniem ale może to nie będzie wcale reprezentatywne, zrobicie to po swojemu jak uznacie że będzie najlepiej.
Będziemy wrzucać numery przez 5 takich kolejek - kolejność dowolna, mozecie to robić cheonilogicznie a możecie wg tego jak są dla Was ważne a może po prostu wg tego co kolejno przyjdzie Wam do głowy. Nie będziemy tych numerów recenzować ani omawiać na bieżąco - zrobimy to na koniec po wrzuceniu całej piątki. Wtedy weźmiemy się za omawianie - po jednym artyście na raz i będziemy przechodzić kolejno do pozostałych. Nie będę wymagał szczegółowego recenzowania wszystkiego ale liczę że na podstawie tych 5 kawałków i tak każdy napisze kilka słów o tym co mu siadło najbardziej, co najmniej i dlaczego i będziemy mieli szerszy obraz zarówno czyjejś twórczości jak i spojrzenia forumów na tą twórczość.
Przypominam że lecimy tak jak w best of DM po jednym utworze na kolejkę i trzymamy się tylko jednego wybranego przez siebie wykonawcy, więc liczę że każdy dobrze przemyśli kogo ze swoich ulubieńców chciałby nam tu sprzedać bo po pierwszej wrzucie nie będzie odwrotu. Zapraszam zatem do solidnych przemyśleń i życzę udanej zabawy.
KOLEJKA 1., czas start!
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
stripped
- Posty: 13846
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
No dobra Panowie, to jako Ojciec Założyciel tematu i pomysłodawca postaram się dać dobry przykład i ruszyć go z miejsca.
Pomimo tego że sam pomysł miałem w głowie już parę miesięcy temu to do dziś nie byłem jeszcze pewien którym z moich ulubionych wykonawców go zacznę. Ostatecznie myślę że najlepiej będzie bez żadnych kombinacji rozpocząć od wykonawcy możliwie najbliższego serduchu po dziś dzień. Nawet jeśli może nie jestem już tak bardzo na czasie z jego muzyką ostatnimi czasy to chyba bardziej z uwagi na mnogość kolejnych jego projektów w minionych latach, wciąż jednak staram się choćby pobieżnie rzucać uchem i trzymać rękę na pulsie. Ulubiony MC, jeden z tych któremu udało się wyrwać z osiedli, szczęśliwie przetrwać burzliwe lata 90. i utrzymać status legendy jednocześnie wciąż pozostając znaczącą postacią na rapowej scenie - Nasir bin Olu Dara Jones czyli po prostu
Nas
1.
Nas - Life's a Bitch (feat. AZ & Olu Dara Jones)
(1994)
Wrzutę tę napisałem chyba jakoś rok temu z myślą o bestce utworowej ale plany uległy zmianom. Wiedziałem że przyjdzie moment kiedy będę dublował mojego ulubionego MC, nie byłem pewien tylko kiedy to nastąpi i co wrzucę. Ostatecznie myślę że najlepiej będzie tą podróż zacząć od debiutu, ale dzisiejszą wrzutę wybitnie sponsoruje też aura na zewnątrz bo Illmatic ogólne kojarzy mi się raczej zimowo.
Zapewne już nikt z Was nie pamięta ale po latach od debiutanckiej płyty, na nawiązującym nawet nazwą do niego Stillmatic w utworze Got Urself a Gun sam Nas wspominał:
"My first album had no famous guest appearances
The outcome - I’m crowned the best lyricist"
Linijki te nawiązywały do faktu że jedynym gościem-raperem na tej płycie był nikomu wówczas nieznany AZ, dzięki czemu debiutancka płyta Nasa to był z grubsza one-man show w którym jego gwiazda mogła zabłysnąć. Nie umniejszałbym jednak wcale tej goścince AZ który na albumie znalazł się nieco przypadkowo ale gdy Nas zaprosił go do studia i usłyszał jego zwrotkę postanowił ją zachować na finalnej wersji płyty. Co by nie mówić było to naprawdę doskonałe intro do dalszej kariery tego rapera, a drugim gościem w tym kawałku był Olu Dara Jones. Olu Dara to z kolei ojciec Nasira Jonesa czyli Nasa we własnej osobie, trębacz jazzowy który to w outro tego utworu dołożył swoją cegiełkę krótką solówką ale znakomicie uzupełniającą melancholijny vibe tego numeru. Sam Nas z kolei wobec niezwykle żywego flow AZ który otwiera ten utwór wydaje się być może nieco bardziej wyluzowany ale operuje słowem równie umiejętnie.
Teraz mała dygresja która pewnie dla wielu wyda się niezrozumiała ale Illmatic to dla mnie wyjątkowa płyta ze względu na jej brzmienie. Album wyszedł w kwietniu 1994 roku, kilka miesięcy przed debiutem Notoriousa BIG który niejako zaczął nową erę rapu mocno flirtujacego z r&b i popem. Na płycie Nasa zaś roiło się jeszcze od jazzowych sampli i całość w moim odczuciu ma niezwykle spójny, dość vintage'owy i nostalgiczny klimat, ma to jakieś niezwykłe ciepło w sobie miejscami a Life's a Bitch jest najlepszym chyba tego przykładem. Zabrzmi to może śmiesznie ale znam tylko kilka takich płyt i dla mnie odpowiednikiem takiego vintage brzmienia jest choćby Songs of Faith and Devotion które w 1993 zamiast cisnąć mocno w klubową chłodną elektronikę postawiło na żywe brzmienie perkusji, gitarę, czerpało z gospelowych chórków czy orkiestry, do tego łączac to z takim gotyckim mrokiem który w '93 nie był już zbytnio popularny IMO. Ja to tak właśnie słyszę.
Wracając do Life's a Bitch, sam tytuł już w sumie mówi sam za siebie z jakim przesłaniem lirycznym mamy do czynienia, ot typowy raport z murzyńskiego getta gdzie większość mieszkańców ma dość marne perspektywy, każdy kombinuje jak może by zarobić forsę, tu nikt nie liczy na lotka, częściej woli sięgnąć do butelki by zapić smutki, generalnie nic dobrego człowieka nie spotyka a potem nim się obejrzy czeka go kaplica. Melancholia w tekście, w muzyce a nawet w okładce tej płyty w barwach sepii palonej z twarzą młodego Nasira na tle szaroburych blokowisk Queensbridge. Ten utwór to typowy jesienno-zimowy murzyński soundtrack dnia codziennego.
https://youtu.be/qqE8SXzsM2U?si=FOlnZS58PCfDEyC6
Pomimo tego że sam pomysł miałem w głowie już parę miesięcy temu to do dziś nie byłem jeszcze pewien którym z moich ulubionych wykonawców go zacznę. Ostatecznie myślę że najlepiej będzie bez żadnych kombinacji rozpocząć od wykonawcy możliwie najbliższego serduchu po dziś dzień. Nawet jeśli może nie jestem już tak bardzo na czasie z jego muzyką ostatnimi czasy to chyba bardziej z uwagi na mnogość kolejnych jego projektów w minionych latach, wciąż jednak staram się choćby pobieżnie rzucać uchem i trzymać rękę na pulsie. Ulubiony MC, jeden z tych któremu udało się wyrwać z osiedli, szczęśliwie przetrwać burzliwe lata 90. i utrzymać status legendy jednocześnie wciąż pozostając znaczącą postacią na rapowej scenie - Nasir bin Olu Dara Jones czyli po prostu
Nas
1.
Nas - Life's a Bitch (feat. AZ & Olu Dara Jones)
(1994)
Wrzutę tę napisałem chyba jakoś rok temu z myślą o bestce utworowej ale plany uległy zmianom. Wiedziałem że przyjdzie moment kiedy będę dublował mojego ulubionego MC, nie byłem pewien tylko kiedy to nastąpi i co wrzucę. Ostatecznie myślę że najlepiej będzie tą podróż zacząć od debiutu, ale dzisiejszą wrzutę wybitnie sponsoruje też aura na zewnątrz bo Illmatic ogólne kojarzy mi się raczej zimowo.
Zapewne już nikt z Was nie pamięta ale po latach od debiutanckiej płyty, na nawiązującym nawet nazwą do niego Stillmatic w utworze Got Urself a Gun sam Nas wspominał:
"My first album had no famous guest appearances
The outcome - I’m crowned the best lyricist"
Linijki te nawiązywały do faktu że jedynym gościem-raperem na tej płycie był nikomu wówczas nieznany AZ, dzięki czemu debiutancka płyta Nasa to był z grubsza one-man show w którym jego gwiazda mogła zabłysnąć. Nie umniejszałbym jednak wcale tej goścince AZ który na albumie znalazł się nieco przypadkowo ale gdy Nas zaprosił go do studia i usłyszał jego zwrotkę postanowił ją zachować na finalnej wersji płyty. Co by nie mówić było to naprawdę doskonałe intro do dalszej kariery tego rapera, a drugim gościem w tym kawałku był Olu Dara Jones. Olu Dara to z kolei ojciec Nasira Jonesa czyli Nasa we własnej osobie, trębacz jazzowy który to w outro tego utworu dołożył swoją cegiełkę krótką solówką ale znakomicie uzupełniającą melancholijny vibe tego numeru. Sam Nas z kolei wobec niezwykle żywego flow AZ który otwiera ten utwór wydaje się być może nieco bardziej wyluzowany ale operuje słowem równie umiejętnie.
Teraz mała dygresja która pewnie dla wielu wyda się niezrozumiała ale Illmatic to dla mnie wyjątkowa płyta ze względu na jej brzmienie. Album wyszedł w kwietniu 1994 roku, kilka miesięcy przed debiutem Notoriousa BIG który niejako zaczął nową erę rapu mocno flirtujacego z r&b i popem. Na płycie Nasa zaś roiło się jeszcze od jazzowych sampli i całość w moim odczuciu ma niezwykle spójny, dość vintage'owy i nostalgiczny klimat, ma to jakieś niezwykłe ciepło w sobie miejscami a Life's a Bitch jest najlepszym chyba tego przykładem. Zabrzmi to może śmiesznie ale znam tylko kilka takich płyt i dla mnie odpowiednikiem takiego vintage brzmienia jest choćby Songs of Faith and Devotion które w 1993 zamiast cisnąć mocno w klubową chłodną elektronikę postawiło na żywe brzmienie perkusji, gitarę, czerpało z gospelowych chórków czy orkiestry, do tego łączac to z takim gotyckim mrokiem który w '93 nie był już zbytnio popularny IMO. Ja to tak właśnie słyszę.
Wracając do Life's a Bitch, sam tytuł już w sumie mówi sam za siebie z jakim przesłaniem lirycznym mamy do czynienia, ot typowy raport z murzyńskiego getta gdzie większość mieszkańców ma dość marne perspektywy, każdy kombinuje jak może by zarobić forsę, tu nikt nie liczy na lotka, częściej woli sięgnąć do butelki by zapić smutki, generalnie nic dobrego człowieka nie spotyka a potem nim się obejrzy czeka go kaplica. Melancholia w tekście, w muzyce a nawet w okładce tej płyty w barwach sepii palonej z twarzą młodego Nasira na tle szaroburych blokowisk Queensbridge. Ten utwór to typowy jesienno-zimowy murzyński soundtrack dnia codziennego.
https://youtu.be/qqE8SXzsM2U?si=FOlnZS58PCfDEyC6
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
devotional
- Posty: 7403
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Simple Minds
Numer 1 - Pleasantly Disturbed
Z debiutem Kerra, Burchilla i całej reszty mam problem. Kiedy poznałem ten album, byłem już deep in 80s lore, również tych samych ludzi (tj. Kerr, Burchill i cała reszta). A tutaj na łeb spada mi coś, co nie wiadomo w sumie, czy jest punkiem, post-punkiem a może w ogóle glam rockiem w stylu Roxy Music wymieszanego z ówczesnym Bowiem, bo tak po prawdzie to jest wszystko to wyżej po trochu (i jeszcze trochę).
Zespół dopiero co się "zmontował", jeszcze nazywał się Johnny and the Self-abusers aż ze składu odszedł ich frontman, John Milarky, co zmusiło Kerra do przesiadki z klawiszy (na których zaczynał) na wokal. Ponieważ i tak już wcześniej z nimi śpiewał (powiedzmy, to była grupa 18-latków z Glasgow, którzy we wspólnym graniu upatrywali łatwej okazji na darmowy alkohol i panienki, co Kerr sam powiedział w którymś wywiadzie parę lat temu), ale jako "drugi głos", zaczął jako ten "pierwszy". Nagrali parę dem i podpisali mini-kontrakt z Brucem Findlayem z Zoom Records (bardzo mała wytwórnia, którą potem zeżarła Arista), na mocy którego mieli wypuścić debiut.
I wypuścili, w kwietniu 1979 roku po niespełna 3-miesięcznych sesjach nagraniowych. 10 piosenek, większość krótka i dwa single, z czego jeden - Chelsea Girl - nawet dostał wideoklip. Niestety, wyniki na listach były żadne (ale załapali się na Old Grey Whistle Test z trzema kawałkami), więc bieda i trzeba było szybko nagrywać kolejny krążek (który, na marginesie mówiąc, jest megazajebisty, dość eksperymentalny i solidnie inspirowany krautrockiem). Sam Kerr nie był zadowolony z tego, co im wyszło i po latach raczej się odżegnuje od słabiutkiej produkcji (zły, że Joy Division potrafili nagrać prosty album w prosty sposób, a oni nie).
Ja też średnio lubiłem, zabierałem się jak pies do jeża. A jednak nawet w 2005 roku coś mi kliknęło i były to nawet ze 3 czy 4 piosenki (do reszty przekonywałem się LATAMI). Spośród nich jedna... Pleasantly Disturbed. Kawałek najdłuższy na albumie, 8 minut, zaczyna się dość powolnie a potem rozkręca do bardziej rockowego grania przywodzącego na myśl jakieś T.Rex albo coś w tym stylu. Piosenka traktuje o stopniowym rozprzestrzenianiu się heroiny po Glasgow lol, i była pierwszym kawałkiem, jaki duet Kerr/Burchill wspólnie stworzył właśnie dla szyldu Simple Minds, także jest w tym coś faktycznie milowego wręcz.
Na skrzypcach gra tutaj Charlie Burchill (który akurat umie, bo się uczył za dzieciaka), ale w tle napierdziela cała orkiestra, którą producent krążka John Leckie zorganizował na potrzeby tej jednej piosenki w legendarnym Abbey Road. Nie sposób w tym aranżu nie przepaść, ściana gitary Burchilla wraz z tymi smykami, klawisze Micka MacNeila, budujące napięcie bębny Briana McGee, no i basik Dereka Forbesa... SM at their finest dla mnie, a to był sam początek. Poznałem ten numer wczesnym 2005, była zima. Jest to o tyle istotne, że ten kawałek w swojej ostatecznej wersji został nagrany w styczniu i lutym 1979, więc timing jak znalazł.
I teraz wali śnieg za oknem, ja sobie słucham i wspominam, jak się tego słuchało łażąc rok później (względem 2005 oczywiście), zimą, znaczy w styczniu po jakichś Starych Bałutach, śnieg na pełnej (jak jeszcze trzymało go miesiącami, a nie dwie doby), zapuszczone bramy kamienic i te rtęciowo-sodowe lampy uliczne... Niech żyje miks post-punku z glamem, jak pisał Kerr - become pleasantly disturbed.
https://www.youtube.com/watch?v=jIMpl9G ... rt_radio=1
Numer 1 - Pleasantly Disturbed
Z debiutem Kerra, Burchilla i całej reszty mam problem. Kiedy poznałem ten album, byłem już deep in 80s lore, również tych samych ludzi (tj. Kerr, Burchill i cała reszta). A tutaj na łeb spada mi coś, co nie wiadomo w sumie, czy jest punkiem, post-punkiem a może w ogóle glam rockiem w stylu Roxy Music wymieszanego z ówczesnym Bowiem, bo tak po prawdzie to jest wszystko to wyżej po trochu (i jeszcze trochę).
Zespół dopiero co się "zmontował", jeszcze nazywał się Johnny and the Self-abusers aż ze składu odszedł ich frontman, John Milarky, co zmusiło Kerra do przesiadki z klawiszy (na których zaczynał) na wokal. Ponieważ i tak już wcześniej z nimi śpiewał (powiedzmy, to była grupa 18-latków z Glasgow, którzy we wspólnym graniu upatrywali łatwej okazji na darmowy alkohol i panienki, co Kerr sam powiedział w którymś wywiadzie parę lat temu), ale jako "drugi głos", zaczął jako ten "pierwszy". Nagrali parę dem i podpisali mini-kontrakt z Brucem Findlayem z Zoom Records (bardzo mała wytwórnia, którą potem zeżarła Arista), na mocy którego mieli wypuścić debiut.
I wypuścili, w kwietniu 1979 roku po niespełna 3-miesięcznych sesjach nagraniowych. 10 piosenek, większość krótka i dwa single, z czego jeden - Chelsea Girl - nawet dostał wideoklip. Niestety, wyniki na listach były żadne (ale załapali się na Old Grey Whistle Test z trzema kawałkami), więc bieda i trzeba było szybko nagrywać kolejny krążek (który, na marginesie mówiąc, jest megazajebisty, dość eksperymentalny i solidnie inspirowany krautrockiem). Sam Kerr nie był zadowolony z tego, co im wyszło i po latach raczej się odżegnuje od słabiutkiej produkcji (zły, że Joy Division potrafili nagrać prosty album w prosty sposób, a oni nie).
Ja też średnio lubiłem, zabierałem się jak pies do jeża. A jednak nawet w 2005 roku coś mi kliknęło i były to nawet ze 3 czy 4 piosenki (do reszty przekonywałem się LATAMI). Spośród nich jedna... Pleasantly Disturbed. Kawałek najdłuższy na albumie, 8 minut, zaczyna się dość powolnie a potem rozkręca do bardziej rockowego grania przywodzącego na myśl jakieś T.Rex albo coś w tym stylu. Piosenka traktuje o stopniowym rozprzestrzenianiu się heroiny po Glasgow lol, i była pierwszym kawałkiem, jaki duet Kerr/Burchill wspólnie stworzył właśnie dla szyldu Simple Minds, także jest w tym coś faktycznie milowego wręcz.
Na skrzypcach gra tutaj Charlie Burchill (który akurat umie, bo się uczył za dzieciaka), ale w tle napierdziela cała orkiestra, którą producent krążka John Leckie zorganizował na potrzeby tej jednej piosenki w legendarnym Abbey Road. Nie sposób w tym aranżu nie przepaść, ściana gitary Burchilla wraz z tymi smykami, klawisze Micka MacNeila, budujące napięcie bębny Briana McGee, no i basik Dereka Forbesa... SM at their finest dla mnie, a to był sam początek. Poznałem ten numer wczesnym 2005, była zima. Jest to o tyle istotne, że ten kawałek w swojej ostatecznej wersji został nagrany w styczniu i lutym 1979, więc timing jak znalazł.
I teraz wali śnieg za oknem, ja sobie słucham i wspominam, jak się tego słuchało łażąc rok później (względem 2005 oczywiście), zimą, znaczy w styczniu po jakichś Starych Bałutach, śnieg na pełnej (jak jeszcze trzymało go miesiącami, a nie dwie doby), zapuszczone bramy kamienic i te rtęciowo-sodowe lampy uliczne... Niech żyje miks post-punku z glamem, jak pisał Kerr - become pleasantly disturbed.
https://www.youtube.com/watch?v=jIMpl9G ... rt_radio=1
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
shodan
- Posty: 18356
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Póki co same zmakowitości.
-
stripped
- Posty: 13846
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Zapraszam na dokładanie kolejnych
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24709
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
NICK DRAKE
Długo się zastanawiałem kogo wybrać do tej zabawy, ale ostatecznie padło na Nicka D., z kilku powodów. Po pierwsze, jego dyskografia jest skromna, więc realistycznie mogę pokazać wam więcej w ramach 5 utworów. Po drugie, chłopak nie żyje od lat, więc jego repertuar jest zamknięty. Po trzecie, pomimo skromnej dyskografii, idzie operować tutaj naprawdę deep ‘deep cutami’, a więc wyjść poza właściwe albumy. W każdym razie, zapraszam.
Been Smoking Too Long
Zacznę nietypowo, bo od kawałka, który nie jest autorstwa Nicka, niemniej jest z nim mocno powiązany. Myślałem, żeby zacząć od coveru jakiegoś bluesowego standardu, żeby pokazać jakie rzeczy Drake’a inspirowały na samym początku jego działalności jako piosenkopisarza, ale ostatecznie mój wybór padł na „Been Smoking Too Long”, napisanego przez niespecjalnie (o ile w ogóle) znaną w Polsce amerykankę Robin Frederick. Ona i Nick, spędzili trochę czasu razem, w grupie znajomych ludzi, podczas pobytu w Aix, we Francji. Po jednym z małych koncertów, jaki dała dla kolegów i koleżanek Robin, Nick podszedł i się przedstawił. Piosenki zrobiły na nim wrażenie, więc poprosił o tekst do „Been Smoking Too Long”. Będąc już w domu, w UK, Nick nagrał swoje demo. Jego interpretacja nigdy nie wyszła poza to nagranie z pokoju, u rodziców w Tanworth i została wydana oficjalnie długo po jego śmierci. Na bootlegach, mogła pojawić się wcześniej, z czym wiąże się pewna historia. Rodzice Drake’a, po jego śmierci, często zapraszali na herbatę i ciasto, fanów Nicka, którzy zapuścili się w jego rodzinne rejony. Z naiwności i dobroci serca, wręczali niektórym kasety, które zawierały domowe dema, które Nick nagrywał w swojej sypialni. Niestety/stety, większość tych nagrań była potem sprzedawana jako bootlegi. Tak, czy inaczej, z tego co mi wiadomo, Robin Frederick nagrała studyjną wersję dopiero w 2003 r., ale demo nagrane w Aix, w 1967 r., jest dostępne na jej stronie. Taką właśnie wersję usłyszał Nick i się w niej zakochał. Jego, tymczasem, żyła własnym życiem i po tym jak ją wydano pod koniec lat 80 r., zainspirowała kolejnych muzyków, i to nie byle jakich, bo w następstwie, covery nagrali między innymi Placebo i Graham Coxon. To klasyczny, bluesowy kawałek, z doskonałym tekstem, z którym utożsami się każdy kto palił (nie ważne co). Na tym etapie, Nick dopiero komponuje materiał, który potem znajdzie się na jego debiucie, niemniej przeróżne bluesowe covery w jego wykonaniu pokazują, skąd jego własne utwory pochodzą.
https://youtu.be/qDO1bCs4XjU?list=RDqDO1bCs4XjU
Długo się zastanawiałem kogo wybrać do tej zabawy, ale ostatecznie padło na Nicka D., z kilku powodów. Po pierwsze, jego dyskografia jest skromna, więc realistycznie mogę pokazać wam więcej w ramach 5 utworów. Po drugie, chłopak nie żyje od lat, więc jego repertuar jest zamknięty. Po trzecie, pomimo skromnej dyskografii, idzie operować tutaj naprawdę deep ‘deep cutami’, a więc wyjść poza właściwe albumy. W każdym razie, zapraszam.
Been Smoking Too Long
Zacznę nietypowo, bo od kawałka, który nie jest autorstwa Nicka, niemniej jest z nim mocno powiązany. Myślałem, żeby zacząć od coveru jakiegoś bluesowego standardu, żeby pokazać jakie rzeczy Drake’a inspirowały na samym początku jego działalności jako piosenkopisarza, ale ostatecznie mój wybór padł na „Been Smoking Too Long”, napisanego przez niespecjalnie (o ile w ogóle) znaną w Polsce amerykankę Robin Frederick. Ona i Nick, spędzili trochę czasu razem, w grupie znajomych ludzi, podczas pobytu w Aix, we Francji. Po jednym z małych koncertów, jaki dała dla kolegów i koleżanek Robin, Nick podszedł i się przedstawił. Piosenki zrobiły na nim wrażenie, więc poprosił o tekst do „Been Smoking Too Long”. Będąc już w domu, w UK, Nick nagrał swoje demo. Jego interpretacja nigdy nie wyszła poza to nagranie z pokoju, u rodziców w Tanworth i została wydana oficjalnie długo po jego śmierci. Na bootlegach, mogła pojawić się wcześniej, z czym wiąże się pewna historia. Rodzice Drake’a, po jego śmierci, często zapraszali na herbatę i ciasto, fanów Nicka, którzy zapuścili się w jego rodzinne rejony. Z naiwności i dobroci serca, wręczali niektórym kasety, które zawierały domowe dema, które Nick nagrywał w swojej sypialni. Niestety/stety, większość tych nagrań była potem sprzedawana jako bootlegi. Tak, czy inaczej, z tego co mi wiadomo, Robin Frederick nagrała studyjną wersję dopiero w 2003 r., ale demo nagrane w Aix, w 1967 r., jest dostępne na jej stronie. Taką właśnie wersję usłyszał Nick i się w niej zakochał. Jego, tymczasem, żyła własnym życiem i po tym jak ją wydano pod koniec lat 80 r., zainspirowała kolejnych muzyków, i to nie byle jakich, bo w następstwie, covery nagrali między innymi Placebo i Graham Coxon. To klasyczny, bluesowy kawałek, z doskonałym tekstem, z którym utożsami się każdy kto palił (nie ważne co). Na tym etapie, Nick dopiero komponuje materiał, który potem znajdzie się na jego debiucie, niemniej przeróżne bluesowe covery w jego wykonaniu pokazują, skąd jego własne utwory pochodzą.
https://youtu.be/qDO1bCs4XjU?list=RDqDO1bCs4XjU
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
mintaj
- Posty: 6943
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Rozważałem kilka typów, jeden był blisko, ale ostatecznie pójdę po linii najmniejszego oporu oczekiwań i wlecę z tym, kogo każdy was się pewnie i tak by spodziewał.
SUZANNE VEGA
1. Big Space (Espacio Grande)
Swój przegląd deep cutów zacznę od jednego z reprezentantów mojej ulubionej płyty Suzanny - Days of Open Hand. Tak, dobrze napisałem - jednego z, gdyż ta płyta z pewnością tu pojawi przynajmniej jeszcze raz (mam cztery utwory na tę chwilę, piąty zamierzam zaimprowizować) i ulubionej płyty, chociaż dobrze pamiętamy, że w mojej bestce albumowej wrzuciłem zupełnie inną jej płytę. To nie jest tak, że uważam tę decyzję za arcypoważny błąd, ale... No, dziś bym jej po prostu nie wybrał.
Na tej płycie Suzanne, jak to się mawia, odchodzi od swoich folkowych korzeni, skręcając w kierunku, który mógłbym określić mianem art-popu. Mniej tu typowych dla dwóch pierwszych albumów akustycznych ballad, kompozycje są bardziej rozbudowane, instrumetarium jest znacznie bogatsze i pojawia się parę interesujących nazwisk jak chociażby John Linnell z They Might Be The Giants czy Philip Glass. Być może wrzucenie akustycznej ballady w związku z powyższym trąci przekorą - nie zamierzam z tym faktem polemizować.
Ostatnio na forum (znowu) w modzie historie okołomiłosne i nawet chciałem podpiąć się do tego trendu tą wrzutą, chociaż bez żadnych inicjałów ani pierwszych liter. Bo, jak na moje, to jest to utwór o relacji okołoromantycznej, ale już na tym etapie, gdy uczucie wygasło, wszystko się wypaliło i nawet jeśli owa relacja jeszcze w jakimś stopniu funkcjonuje, to tylko czysto teoretycznie; wszelkie próby naprawania są jak ostatnie podrygi przed śmiercią - nawet jeśli sytuacja na chwilę się poprawi, to za chwilę i tak wróci do punktu wyjścia jakim jest marazm.
I chyba właśnie ten marazm był najbardziej przejebany, bo człowiek wiedział, że tego zdechłego chomika w żaden sposób nie ożywi i wszystko co dobre zostanie wspomnieniem, a później pójdzie prostytutka w zapomnienie i siusiak po nas, parafrazując klasyka.
Dobra, bierzcie i ogarniajcie to.
https://www.youtube.com/watch?v=s-YdhJV7QIk
SUZANNE VEGA
1. Big Space (Espacio Grande)
Swój przegląd deep cutów zacznę od jednego z reprezentantów mojej ulubionej płyty Suzanny - Days of Open Hand. Tak, dobrze napisałem - jednego z, gdyż ta płyta z pewnością tu pojawi przynajmniej jeszcze raz (mam cztery utwory na tę chwilę, piąty zamierzam zaimprowizować) i ulubionej płyty, chociaż dobrze pamiętamy, że w mojej bestce albumowej wrzuciłem zupełnie inną jej płytę. To nie jest tak, że uważam tę decyzję za arcypoważny błąd, ale... No, dziś bym jej po prostu nie wybrał.
Na tej płycie Suzanne, jak to się mawia, odchodzi od swoich folkowych korzeni, skręcając w kierunku, który mógłbym określić mianem art-popu. Mniej tu typowych dla dwóch pierwszych albumów akustycznych ballad, kompozycje są bardziej rozbudowane, instrumetarium jest znacznie bogatsze i pojawia się parę interesujących nazwisk jak chociażby John Linnell z They Might Be The Giants czy Philip Glass. Być może wrzucenie akustycznej ballady w związku z powyższym trąci przekorą - nie zamierzam z tym faktem polemizować.
Ostatnio na forum (znowu) w modzie historie okołomiłosne i nawet chciałem podpiąć się do tego trendu tą wrzutą, chociaż bez żadnych inicjałów ani pierwszych liter. Bo, jak na moje, to jest to utwór o relacji okołoromantycznej, ale już na tym etapie, gdy uczucie wygasło, wszystko się wypaliło i nawet jeśli owa relacja jeszcze w jakimś stopniu funkcjonuje, to tylko czysto teoretycznie; wszelkie próby naprawania są jak ostatnie podrygi przed śmiercią - nawet jeśli sytuacja na chwilę się poprawi, to za chwilę i tak wróci do punktu wyjścia jakim jest marazm.
I chyba właśnie ten marazm był najbardziej przejebany, bo człowiek wiedział, że tego zdechłego chomika w żaden sposób nie ożywi i wszystko co dobre zostanie wspomnieniem, a później pójdzie prostytutka w zapomnienie i siusiak po nas, parafrazując klasyka.
Dobra, bierzcie i ogarniajcie to.
https://www.youtube.com/watch?v=s-YdhJV7QIk
DEPESZWIZJA 123: EDYCJA NOWOFALOWA
FINAŁ 21:15
FINAŁ 21:15
-
Dragon
- Posty: 10366
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
jak na mnie poczekacie do jutra/poniedziałku to wjadę!
-
stripped
- Posty: 13846
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
O. Tyle to na luzie. Jest jeszcze shodan zresztą.
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
shodan
- Posty: 18356
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Jutro wracam z dwudniowej randki z żoną po sześciu tygodniach rozłąki, więc też się odezwę. 
-
Dragon
- Posty: 10366
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Jak nie dojadę do środy wieczór to pas, muszę mierzyć siły na zamiary, a dziś się nie wyrobię już...
-
mintaj
- Posty: 6943
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
ale edging
DEPESZWIZJA 123: EDYCJA NOWOFALOWA
FINAŁ 21:15
FINAŁ 21:15
-
Hien
- Posty: 24709
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Tutaj chyba nie trzymamy się konkretnych terminów, więc nie wiem po co ta spina
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13846
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Chociaż jeden co jeszcze myśli o tym czy nie zamula albo czy nie rzuca obietnic bez pokrycia heh
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
shodan
- Posty: 18356
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Pet Shop Boys - Two Divided by Zero (1986)
Długo myślałem nad tym, kogo tutaj zaprezentować. Trochę tych ulubieńców mam. Ale postanowiłem w końcu, że postawię na Pet Shop Boys. Dlaczego? Z dwóch powodów.
To jest zespół, który absolutnie zasługuje na reklamę i uwagę. Ja wiem, że niektórzy z Was są z ich twórczością dosyć obeznani. Przynajmniej z kilkoma albumami. Ale całej dyskografii oprócz mnie nie zna chyba nikt. A są też tacy, których znajomość opiera się tylko na prezentowanym przeze mnie albumie Actually i garści singli.
Po drugie nie da się ukryć, że PSB to zespół dla mnie wyjątkowy. Był okres, kiedy praktycznie ich nie słuchałem. Ale jakiś czas temu do nich wróciłem, bo to zespół, który wciąż jest bliski memu sercu. Bardzo bliski. To zresztą zespół, dzięki któremu w ogóle zainteresowałem się muzyką. Pierwszy zespół, po który świadomie i z własnej woli sięgnąłem w 1988 roku. Pierwszą kasetą jaką miałem było Actually. Potem z tronu co prawda zepchnął ich Depeche Mode. Ale gdybym miał ustalić jakiś ranking zespołów muzycznych mego życia, to PSB byłby wciąż na miejscu nr 2. Chyba nawet no-man by musiało im ustąpić.
Miałem wielką zagwozdkę co Wam zaprezentować z ich dyskografii. Wiadomo, że najbardziej kocham ich albumy z lat 80-tych. Ale nie chcę się też ograniczać do tak krótkiego wycinka czasu. Co by nie mówić oni nagrywają do dziś i później też wydali wiele znakomitych rzeczy.
5 utworów takich tuzów muzyki jak PSB to naprawdę bardzo mało, no ale co zrobić. Dobrze, że chociaż Actually mi już odpadło z racji bycia w bestce albumowej.
Zacznijmy od debiutu. Znakomitego debiutu, czyli albumu Please. Album naprawdę doskonały. To na nim znajduje się ich pierwszy w karierze singiel „West and Girls”, który pewnie każdy zna i który przyniósł im wielką popularność. Potem był kolejny wielki singiel „Suburbia”, który prezentował w bestce Hien, chociaż akurat w wersji albumowej. Znacie też z bestki „Why Don’t We Live Together” dzięki Mentosowi. Nie ma na Please słabego utworu.
Ja chcę Wam zaprezentować utwór otwierający album. Zawsze go lubiłem i ceniłem. Jak tego słucham, to od razu mam wspomnienia z dzieciństwa. Czas momentalnie cofa się o 37 lat. To wtedy zakupiłem kasetę z efektowną i zapadającą w pamięć okładką przedstawiającą Chrisa Lowe i Neila Tennanta na białym tle. I słuchałem bezustannie na zmianę z „Actually” i „Disco”. Lubiłem bardzo Two Divided by Zero ponad 3 dekady temu. Równie mocno lubię to i dzisiaj.
https://www.youtube.com/watch?v=1ht9xsd ... rt_radio=1
Długo myślałem nad tym, kogo tutaj zaprezentować. Trochę tych ulubieńców mam. Ale postanowiłem w końcu, że postawię na Pet Shop Boys. Dlaczego? Z dwóch powodów.
To jest zespół, który absolutnie zasługuje na reklamę i uwagę. Ja wiem, że niektórzy z Was są z ich twórczością dosyć obeznani. Przynajmniej z kilkoma albumami. Ale całej dyskografii oprócz mnie nie zna chyba nikt. A są też tacy, których znajomość opiera się tylko na prezentowanym przeze mnie albumie Actually i garści singli.
Po drugie nie da się ukryć, że PSB to zespół dla mnie wyjątkowy. Był okres, kiedy praktycznie ich nie słuchałem. Ale jakiś czas temu do nich wróciłem, bo to zespół, który wciąż jest bliski memu sercu. Bardzo bliski. To zresztą zespół, dzięki któremu w ogóle zainteresowałem się muzyką. Pierwszy zespół, po który świadomie i z własnej woli sięgnąłem w 1988 roku. Pierwszą kasetą jaką miałem było Actually. Potem z tronu co prawda zepchnął ich Depeche Mode. Ale gdybym miał ustalić jakiś ranking zespołów muzycznych mego życia, to PSB byłby wciąż na miejscu nr 2. Chyba nawet no-man by musiało im ustąpić.
Miałem wielką zagwozdkę co Wam zaprezentować z ich dyskografii. Wiadomo, że najbardziej kocham ich albumy z lat 80-tych. Ale nie chcę się też ograniczać do tak krótkiego wycinka czasu. Co by nie mówić oni nagrywają do dziś i później też wydali wiele znakomitych rzeczy.
5 utworów takich tuzów muzyki jak PSB to naprawdę bardzo mało, no ale co zrobić. Dobrze, że chociaż Actually mi już odpadło z racji bycia w bestce albumowej.
Zacznijmy od debiutu. Znakomitego debiutu, czyli albumu Please. Album naprawdę doskonały. To na nim znajduje się ich pierwszy w karierze singiel „West and Girls”, który pewnie każdy zna i który przyniósł im wielką popularność. Potem był kolejny wielki singiel „Suburbia”, który prezentował w bestce Hien, chociaż akurat w wersji albumowej. Znacie też z bestki „Why Don’t We Live Together” dzięki Mentosowi. Nie ma na Please słabego utworu.
Ja chcę Wam zaprezentować utwór otwierający album. Zawsze go lubiłem i ceniłem. Jak tego słucham, to od razu mam wspomnienia z dzieciństwa. Czas momentalnie cofa się o 37 lat. To wtedy zakupiłem kasetę z efektowną i zapadającą w pamięć okładką przedstawiającą Chrisa Lowe i Neila Tennanta na białym tle. I słuchałem bezustannie na zmianę z „Actually” i „Disco”. Lubiłem bardzo Two Divided by Zero ponad 3 dekady temu. Równie mocno lubię to i dzisiaj.
https://www.youtube.com/watch?v=1ht9xsd ... rt_radio=1
-
devotional
- Posty: 7403
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Dragon, dawaj, nie zamulaj ;___;
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
stripped
- Posty: 13846
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Ja generalnie postaram się tu być raczej wyrozumiały, wychodzę z założenia że jednak priorytetem są pozostałe tematy a tu tempo narzucać będzie większość. Wierzę że dzięki nieco innej formie tej zabawy (najpierw będziemy lecieć wrzuty 1-5 a potem omawiać artystów pojedynczo) łatwiej będzie znaleźć chwilę czasu na to. Osobiście jestem w stanie zrozumieć max. do tygodnia zwłoki ostatniej osoby w kolejce względem reszty.
P.S. potraktujcie to jak takie zajęcia dodatkowe, o
P.S. potraktujcie to jak takie zajęcia dodatkowe, o
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Hien
- Posty: 24709
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
No, tak było ustalane od początku, więc czysto teoretycznie, Smoku ma prawo tu wjechać nawet za rok xD Grunt, żeby w pozostałych tematach dojechał o czasie.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
devotional
- Posty: 7403
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Ja wiem. Po prostu, kurde, naprawdę czekam i na jego dipkaty
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
Hien
- Posty: 24709
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Podobno oczekiwanie to najlepsza część doświadczenia.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn