Best of Forum (Edycja albumowa)
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Niestety dałem się złapać, bo to naprawdę brzmiało jak coś, co by powiedział Dev. To jest jedna z tych osób, która wali głupa w towarzystwie, że nie wie kto to jest Mia Khalifa, żeby pokazać jaki jest edgy i na poziomie.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Czyli jednak to ja miałem rację, jestem zje*any i dziś się z czymś pożegnam za bycie kretynem w weekend xD
A żart wydawał się dobry

A żart wydawał się dobry
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Jab był celny, ale gówno wywaliło Ci w twarz 
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
Malkolit
- Posty: 6483
- Rejestracja: 24 cze 2011 22:37
- Ulubiony utwór: World in My Eyes
- Lokalizacja: właściwa
Kiepsko idzie, bo to nie są moje klimaty
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Łe no Melki, Ty też nie zawsze zapodajesz moje klimaty, ale jednak recenzja to nie musi być laurka.
Zresztą jak dla mnie możesz nawet napisać "BREJWY GUNWO", tylko nie blokuj już kolejki xDDD
Zresztą jak dla mnie możesz nawet napisać "BREJWY GUNWO", tylko nie blokuj już kolejki xDDD
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
Jak Melki mówi, że zaraz coś skrobnie, to znaczy, że będzie to najszybciej pojutrze.
Ja mam inny system. Najpierw słucham po kolei wszystkich albumów, żeby mieć jakiś ogólny ogląd, z czym mam do czynienia. Potem słucham raz jeszcze, a przed samym napisaniem recki ponowny odsłuch. Oczywiście jak mi coś bardzo pasuje, to odsłuchów jest nawet więcej.
-
Malkolit
- Posty: 6483
- Rejestracja: 24 cze 2011 22:37
- Ulubiony utwór: World in My Eyes
- Lokalizacja: właściwa
The Bravery - The Bravery
To chyba nie są moje klimaty. Ja chyba nie przepadam za rockiem wydanym po 2000 roku (piszę: chyba, bo może jeszcze się trafi coś, co zmieni moją optykę na to zjawisko), bo to raczej nie moje brzmienie, nie ta emocjonalność, a w przypadku gości z The Bravery przeszkadzają mi efekty na wokalu, który jest nienaturalnie wysoki (w sumie nie powinno mi przeszkadzać, że to nienaturalne, ale poszło nie w tę stronę, w którą ja lubię
). Początkowy bit w An Honest Mistake sugeruje coś żwawego, nieco wesołego nawet, ale ten klimat, kojarzący się z jakąś grą zręcznościową czy szybkościową, szybko wyparowuje.
Wiem: przeszkadza mi to brzmienie gitary, które jest płaskie i bez wyrazu. I bit, który jest zbyt miękki, w zasadzie nie dociera do moich trzewi i nie zostaje na dłużej w pamięci. Linie wokalne spoko, przy innej aranżacji to mogłyby być ciekawe piosenki. Fearless jest nawet spoko, choć bardziej wykrzyczane niż wyśpiewane. Dużo w tym wszystkim energii, ale nie chwyta (Swollen Summer, to generalnie jeden z najlepszych kawałków na płycie, fajna jest ta gitarowa solowa partia). Tak samo Public Service Announcement. W sumie mogę podpisać się pod opinią Shodana, że to za bardzo jednostajne. I tyle. Tak, wiem, ja generalnie wrzucam starocie, będą zresztą kolejne, ale po prawdzie: nowe zespoły rockowe nie potrafią mnie zachwycić. I dobrze, mają widownię, inni ich lubią, nie wszystko się musi podobać. Aha: Fearless ma fajny, luzacki klip, to mi się podoba.
To chyba nie są moje klimaty. Ja chyba nie przepadam za rockiem wydanym po 2000 roku (piszę: chyba, bo może jeszcze się trafi coś, co zmieni moją optykę na to zjawisko), bo to raczej nie moje brzmienie, nie ta emocjonalność, a w przypadku gości z The Bravery przeszkadzają mi efekty na wokalu, który jest nienaturalnie wysoki (w sumie nie powinno mi przeszkadzać, że to nienaturalne, ale poszło nie w tę stronę, w którą ja lubię
Wiem: przeszkadza mi to brzmienie gitary, które jest płaskie i bez wyrazu. I bit, który jest zbyt miękki, w zasadzie nie dociera do moich trzewi i nie zostaje na dłużej w pamięci. Linie wokalne spoko, przy innej aranżacji to mogłyby być ciekawe piosenki. Fearless jest nawet spoko, choć bardziej wykrzyczane niż wyśpiewane. Dużo w tym wszystkim energii, ale nie chwyta (Swollen Summer, to generalnie jeden z najlepszych kawałków na płycie, fajna jest ta gitarowa solowa partia). Tak samo Public Service Announcement. W sumie mogę podpisać się pod opinią Shodana, że to za bardzo jednostajne. I tyle. Tak, wiem, ja generalnie wrzucam starocie, będą zresztą kolejne, ale po prawdzie: nowe zespoły rockowe nie potrafią mnie zachwycić. I dobrze, mają widownię, inni ich lubią, nie wszystko się musi podobać. Aha: Fearless ma fajny, luzacki klip, to mi się podoba.
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
To co Ci w końcu przeszkadza? XdMalkolit pisze:29 mar 2022 13:50przeszkadzają mi efekty na wokalu, który jest nienaturalnie wysoki
Ja, żeby już nie przedłużać, tylko na koniec napisze, że spodziewałem się tego, że się na tej płycie tutaj nikt nie pozna i wszyscy poza Devem mehną. Jednocześnie, cieszę się, że przynajmniej dzięki tej grze, TB zagrało w kilku domach więcej. Możemy lecieć dalej.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Zapraszam zatem do recenzowania In Winter od Katie Melua.
Później wiadomka - GAS z albumem Pop i na końcu Grimes z albumem Visions.shodan pisze:10 mar 2022 00:05Katie Melua - In Winter
Katie Melua znałem od lat, pewnie jak każdy, za sprawą jej dwóch przebojów z debiutanckiej płyty, czyli Nine Million Bicycles i Spider's Web. I tyle. Mimo, że utwory niczego sobie, nie widziałem żadnego powodu, żeby się nią zainteresować. Zresztą w pierwszej dekadzie prezentowałem bardzo podobną postawę względem muzyki, jaką opisuje powyżej Hien. I nagle latem zeszłego roku ni z tego, ni z owego naszło mnie, żeby popróbować muzyki Katie. Pomysł całkiem z dupy. Ale od jakiegoś czasu takie zachcianki miewam, odkąd otworzyłem się na poznawanie muzyki, w tym również wykonawców olewanych przez wiele lat, jak właśnie Melua, Alicia Keys czy choćby Bjork.
Ściągnąłem debiutancką płytę Piece by Piece i właśnie In Winter z 2016r. I o ile ta pierwsza była spoko, to druga całkowicie mnie zauroczyła. Jest tam dokładnie wszystko, co najbardziej lubię w muzyce - melancholijny i mega nastrojowy klimat, ładny kobiecy wokal, tony gitary akustycznej, dużo folku i przede wszystkim fantastyczny żeński chór Gori.
Jak wiecie zapewne Katie Melua pochodzi z Gruzji, choć od dawna na stałe mieszka w GB. I In Winter został nagrany w jej rodzimym kraju jako album w świątecznym klimacie. Pierwszy utwór The Little Swallow to tradycyjna ukraińska kolęda zaśpiewana wespół z chórem. Zresztą chór Gori przewija się przez wszystkie utwory, w niektórych tworząc niezwykle bajkowe klimaty. Jakby się słuchało soundtracku z jakiejś pięknej baśni Disneya, jak choćby w Dreams on Fire. W tradycyjnym Cradle Song znów prym wiedzie niesamowity chór śpiewający acapella. Natomiast If You Are So Beautiful to już całkowicie gruziński folk.
Sama Katie jest autorką 4 utworów na płycie: Perfect World, A Time To Buy, Dreams on Fire i fantastycznego Plane Song. Album zamyka światowy bożonarodzeniowy hit "O Holy Night".
Cechą charakterystyczną albumu jest całkowity brak perkusji, no ale jak mówiłem, klimaty są około świąteczne i perka nie miałaby tu w zasadzie nic do szukania. Główne instrumenty to gitara akustyczna i głosy Katie oraz chórzystek z Gruzji, czasami tylko wspomagane pianinem lub innym żywym instrumentem. Siłą tego albumu są po prostu przepiękne melodie i bajkowy klimat.
Sądzę, że niektórzy będą słuchając ziewać (mógłbym się nawet założyć kto). Ale trudno, dla mnie to jest jeden z topowych albumów i już. Słuchałem jeszcze innych płyt Katie, ale żaden nie był w stanie dorównać jednak In Winter.
https://www.youtube.com/watch?v=LPYxvgw ... u&index=10
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
Dragon
- Posty: 10300
- Rejestracja: 18 lip 2013 12:07
- Ulubiony utwór: Sexy Doll
- Lokalizacja: woj. wałbrzyskie
Katie Melua - Zimą
Ciekawa sprawa z Katie, w sumie nie byłem świadomy jej gruzińskiego pochodzenia. Znane mi pseudo artystyczne, ale gdy przyszło co do czego, to ja nie pamiętam żadnej jej piosenki. W porównaniu do wspomnianej przez shodana Alicii Keys to jak niebo i ziemia, u tej to parę rzeczy znam dość dobrze, a tam klops. Zabrałem się na In Winter bez uprzedzeń, choć spodziewałem się podejścia pod górkę przez te zimowe, świąteczne wręcz skojarzenia.
Za pierwszym razem przepłynęła przez uszy zupełnie obojętnie, absolutnie nic nie zostało dłużej w głowie poza ogólnym wrażeniem. Pomyślałem sobie, że chyba coś ze mną jest nie tak i przy drugim podejściu wsłuchiwałem się bardzo uważnie. To przyzwoicie wyprodukowana rzecz, ale nie wiem z której strony miałbym ją ugryźć, żeby mną to ruszyło. Można było popłynąć w bardziej wykręcone kompozycje oparte na różnych językach. Tu ukraiński, tam rumuński, gdzieś też pojawiają się gruzińskie motywy... za mało. Wychodzi przeplatanka disneyowskich popowych sielanek z miniaturami z chórem, którą trudno się zachwycić, która rozczarowuje tak rozłożonymi akcentami. Chóry nie zawsze są potrzebne, czasami są pakowane w piosenki tak dla zasady ujednolicenia całości, bo łatwo mi sobie wyobrazić parę numerów bez tego dodatku. Nie pomaga też w odbiorze gwałtownie zmieniająca się pogoda, lepiej In Winter słuchać w otoczeniu pieca, ciepła domowego, a nie kiedy jest 20 stopni i słońce pod wieczór.
Nie przepadam za tym sielskim anielskim klimatem rodem z Disneya, utworami bez grama przekroczenia konwencji, delikatnością totalną. Nie jest to musicalowy materiał, ale do filmu muzycznego z wątkami dramatycznymi byłby okej. Za sprawą If You Are So Beautiful powiedziałbym, że pasuje tu to wyświechtane zasrane hasło WORLD MUSIC. Swoją drogą to najciekawszy utwór na płycie! Ostatni też odbieram raczej pozytywnie. Podsumowując... trudno mi będzie do czegoś stąd wrócić, ale nie znudziłem się i nie zraziłem na tyle, żeby zaraz pałać do tego materiału wielką niechęcią.
Ciekawa sprawa z Katie, w sumie nie byłem świadomy jej gruzińskiego pochodzenia. Znane mi pseudo artystyczne, ale gdy przyszło co do czego, to ja nie pamiętam żadnej jej piosenki. W porównaniu do wspomnianej przez shodana Alicii Keys to jak niebo i ziemia, u tej to parę rzeczy znam dość dobrze, a tam klops. Zabrałem się na In Winter bez uprzedzeń, choć spodziewałem się podejścia pod górkę przez te zimowe, świąteczne wręcz skojarzenia.
Za pierwszym razem przepłynęła przez uszy zupełnie obojętnie, absolutnie nic nie zostało dłużej w głowie poza ogólnym wrażeniem. Pomyślałem sobie, że chyba coś ze mną jest nie tak i przy drugim podejściu wsłuchiwałem się bardzo uważnie. To przyzwoicie wyprodukowana rzecz, ale nie wiem z której strony miałbym ją ugryźć, żeby mną to ruszyło. Można było popłynąć w bardziej wykręcone kompozycje oparte na różnych językach. Tu ukraiński, tam rumuński, gdzieś też pojawiają się gruzińskie motywy... za mało. Wychodzi przeplatanka disneyowskich popowych sielanek z miniaturami z chórem, którą trudno się zachwycić, która rozczarowuje tak rozłożonymi akcentami. Chóry nie zawsze są potrzebne, czasami są pakowane w piosenki tak dla zasady ujednolicenia całości, bo łatwo mi sobie wyobrazić parę numerów bez tego dodatku. Nie pomaga też w odbiorze gwałtownie zmieniająca się pogoda, lepiej In Winter słuchać w otoczeniu pieca, ciepła domowego, a nie kiedy jest 20 stopni i słońce pod wieczór.
Nie przepadam za tym sielskim anielskim klimatem rodem z Disneya, utworami bez grama przekroczenia konwencji, delikatnością totalną. Nie jest to musicalowy materiał, ale do filmu muzycznego z wątkami dramatycznymi byłby okej. Za sprawą If You Are So Beautiful powiedziałbym, że pasuje tu to wyświechtane zasrane hasło WORLD MUSIC. Swoją drogą to najciekawszy utwór na płycie! Ostatni też odbieram raczej pozytywnie. Podsumowując... trudno mi będzie do czegoś stąd wrócić, ale nie znudziłem się i nie zraziłem na tyle, żeby zaraz pałać do tego materiału wielką niechęcią.
-
Hien
- Posty: 24613
- Rejestracja: 14 maja 2006 22:37
- Lokalizacja: Sam's Town
Katie Melua – In Winter
Na wstępie muszę wyrazić jednak smutek, że Shodan nie wstrzymał się z tym albumem do zimy, albo nie wystartował z nim na dzieńdobry, kiedy aura była jeszcze względnie mroźna (bez palącego słońca, które wali mi przez okno kiedy słucham teraz tego albumu). Trochę to rujnuje efekt. Ja wiem, że nie zawsze to tak działa i np. Dev słucha Color of Spring tylko w zimie, ale akurat w przypadku In Winter, klimat jest tak bardzo osadzony w śniegu, choinkach i bałwanach, że aura na około po prostu psuje odbiór i wiem, że mógłby być dużo, dużo lepszy. Planowałem nawet w domu zasunąć okna, odpalić na tv płonący kominek, odgrzać jakąś rybę po grecku, żeby uratować ten klimat, ale dałem sobie spokój. Jakoś trzeba brać na klatę takie wyzwania.
Ten album stoi muzyką i gruzińskimi chórkami. Tutaj nie ma wątpliwości. Odróżnia to ten komercyjny album christmasowy, od innych komercyjnych albumów christmasowych. Aranżacje są realizowane bardzo konsekwentnie, co przypomina mi pewien album, który się w tym temacie ode mnie pojawi. W każdym razie, od strony muzyki i performensu, można odnieść wrażenie, że In Winter to cała opowieść w rozdziałach. Minimalistyczne aranżacje są wspaniałe, nigdy nie wychodzą za daleko, nie przekraczają magicznej granicy, która by zrujnowała atmosferę. Chórki są doskonałe, są ładnie i nienachalnie wmiksowane w tle i tworzą taki naturalny, ciepły ambient, który kojarzy mi się z nagraną dupą orkiestrą na wczesnych płytach Sinatry z lat 40. Mam też skojarzenia z wykonaniami Tria Bulgarka na płytach Kate Bush, trochę w innej konwencji, ale z podobnym vibem.
Do tego idealny czas trwania dla takiego albumu, bo tu łatwo z takim brzmieniem przedobrzyć. I ta końcówka z O Holy Night, Dev już wie o co chodzi xD
Nie napisałem jeszcze nic o wokalu samej KM, ale to dlatego, że jako jedyny mi na tej płycie zgrzyta. Ta maniera i nosowy, miauczący (momentami, ale jednak), pozbawiony kompletnie dołów śpiew, potrafią mnie lekko podkurwić. To nie jest zły wokal, ale ma taki wyniosły (z braku innego słowa), nadęty ton, który kłóci mi się z tą śmigającą jak zamieć śnieżna muzyką. No i Meula ma niestety tendencję do mlaskania, co jest wisienką ta torcie słabego wrażenia. Ale tak naprawdę to są szczególiki, bo płyta jest rewelacyjna. Atmosfera jest tu zbudowana po mistrzowsku i jest to jeden z najbardziej oryginalnych popowych albumów świątecznych jakie słyszałem. Pozazdrościć Shodanowi, że może sobie to włączyć na Mazurach, z dala od hałasu i ludzi. Ja mam w tle miejski koncert.
Ps.: ciekawa sprawa, ale last nie kłamie, słuchałem już tej płyty w listopadzie 2016, czyli zaraz po premierze.
Na wstępie muszę wyrazić jednak smutek, że Shodan nie wstrzymał się z tym albumem do zimy, albo nie wystartował z nim na dzieńdobry, kiedy aura była jeszcze względnie mroźna (bez palącego słońca, które wali mi przez okno kiedy słucham teraz tego albumu). Trochę to rujnuje efekt. Ja wiem, że nie zawsze to tak działa i np. Dev słucha Color of Spring tylko w zimie, ale akurat w przypadku In Winter, klimat jest tak bardzo osadzony w śniegu, choinkach i bałwanach, że aura na około po prostu psuje odbiór i wiem, że mógłby być dużo, dużo lepszy. Planowałem nawet w domu zasunąć okna, odpalić na tv płonący kominek, odgrzać jakąś rybę po grecku, żeby uratować ten klimat, ale dałem sobie spokój. Jakoś trzeba brać na klatę takie wyzwania.
Ten album stoi muzyką i gruzińskimi chórkami. Tutaj nie ma wątpliwości. Odróżnia to ten komercyjny album christmasowy, od innych komercyjnych albumów christmasowych. Aranżacje są realizowane bardzo konsekwentnie, co przypomina mi pewien album, który się w tym temacie ode mnie pojawi. W każdym razie, od strony muzyki i performensu, można odnieść wrażenie, że In Winter to cała opowieść w rozdziałach. Minimalistyczne aranżacje są wspaniałe, nigdy nie wychodzą za daleko, nie przekraczają magicznej granicy, która by zrujnowała atmosferę. Chórki są doskonałe, są ładnie i nienachalnie wmiksowane w tle i tworzą taki naturalny, ciepły ambient, który kojarzy mi się z nagraną dupą orkiestrą na wczesnych płytach Sinatry z lat 40. Mam też skojarzenia z wykonaniami Tria Bulgarka na płytach Kate Bush, trochę w innej konwencji, ale z podobnym vibem.
Do tego idealny czas trwania dla takiego albumu, bo tu łatwo z takim brzmieniem przedobrzyć. I ta końcówka z O Holy Night, Dev już wie o co chodzi xD
Nie napisałem jeszcze nic o wokalu samej KM, ale to dlatego, że jako jedyny mi na tej płycie zgrzyta. Ta maniera i nosowy, miauczący (momentami, ale jednak), pozbawiony kompletnie dołów śpiew, potrafią mnie lekko podkurwić. To nie jest zły wokal, ale ma taki wyniosły (z braku innego słowa), nadęty ton, który kłóci mi się z tą śmigającą jak zamieć śnieżna muzyką. No i Meula ma niestety tendencję do mlaskania, co jest wisienką ta torcie słabego wrażenia. Ale tak naprawdę to są szczególiki, bo płyta jest rewelacyjna. Atmosfera jest tu zbudowana po mistrzowsku i jest to jeden z najbardziej oryginalnych popowych albumów świątecznych jakie słyszałem. Pozazdrościć Shodanowi, że może sobie to włączyć na Mazurach, z dala od hałasu i ludzi. Ja mam w tle miejski koncert.
Ps.: ciekawa sprawa, ale last nie kłamie, słuchałem już tej płyty w listopadzie 2016, czyli zaraz po premierze.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Katie Melua - In Winter
No no, shodan dowalił do pieca (na zimę). Akurat zgodzę się z Dragonem wyżej, że słuchanie tej płyty wczesną wiosną (nawet w sytuacji, w której za kilka dni ma tłuc śnieg) zalatuje trochę perwersją, ale na jesień wchodziłaby jak złoto. No i na święta ofc. I zapisuję ją na swojej liście płyt do zassania i katowania właśnie w tych okolicach - bo jest świetna. Długo dojrzewałem do słuchania (i - co najważniejsze - odpowiedniego przeżywania) takiego grania, uruchomiło mi się jakoś w okolicach 2010 roku pod wpływem wrzucanego w wątku utworowym Orena Lavie (i generalnie RAMów i SFTów, cóż, nie sposób zaprzeczyć, że miały wpływ na kształtowanie moich gustów). Naprawdę, podoba mi się tutaj wszystko - oszczędne aranżacje z genialnym wykorzystaniem chóru, delikatny głos Meluy (Melui?), spokojne brzmienie gitary, no w pytę wprost. Te wszystkie elementy razem, późna jesień i pojawiające się już w świecie akcenty świąteczne stanowiłyby dla mnie idealne połączenie, jednocześnie faktycznie kojarzy się głównie z siedzeniem w jakiejś samotnej chatce w górach albo przynajmniej w jakimś zapomnianym przez ludzi przysiółku w okolicach Kutaisi w środkowej Gruzji, bo też dzięki temu chórowi ma bardzo wschodni vibe. Można by słuchać tego albumu na żywo albo w Sali Kongresowej albo w cerkwi. A i tu i tu trzymałaby poziom. Zresztą o tym, że Melua jest z pochodzenia Gruzinką wiedziałem wcześniej (w ogóle to dość zabawne, że Gruzini traktują ją jako swój towar eksportowy choć spędziła tam raptem parę pierwszych lat swojego życia i ma więcej wspólnego ze Zjednoczonym Królestwem niż góralami z Kaukazu), ale nie słyszałem jej śpiewającej po gruzińsku - If You Are So Beautiful to zdecydowanie jeden z najlepszych numerów na płycie, ale kupuje mnie tutaj melodyjność tego języka (który generalnie lubię i którego mam nadzieję się kiedyś nauczyć). Bardzo dobry jest też cover Joni Mitchell, a zdecydowanie błyszczą (dla mnie) Perfect World, Plane Song i Dreams On Fire. Całość ma podobnie melancholijny klimat co debiut Orena Lavie, tylko tutaj ma on konkretny, świąteczny setting. Albo raczej przedświąteczny, bo na święta - które jednak kojarzą mi się radośniej - wrzucałbym sobie słynną kompilację świąteczną. Ten album doskonale pasuje na czas oczekiwania, jeszcze jesienny, ale już coraz bardziej nie. Dobrą klamrę stanowią 2 numery, które mnie - i nie tylko mnie tutaj xD - będą się po wsze czasy kojarzyły z pewnym filmem Chrisa Columbusa, a w przypadku tego ostatniego dochodzą jeszcze osobiste feelsy, jako że z kolegą Hienem w ramach naszego muzycznego przedsięwzięcia akurat na zeszłoroczne Boże Narodzenie nagraliśmy własną wersję. Mając dobry materiał porównawczy stwierdzam, że poszło mi jeszcze lepiej niż mogłoby się to wydawać na samym początku (i to biorąc pod uwagę mega pozytywny odbiór). Tak czy inaczej, Melua ma mnie w garści, wcześniej znałem tylko kilka numerów i widzę że znów - dzięki tej zabawie - odkrywam coś fajnego, co chętnie będę odpalał when the time comes. Album wyrósł na mojego faworyta w kolejce ^^
No no, shodan dowalił do pieca (na zimę). Akurat zgodzę się z Dragonem wyżej, że słuchanie tej płyty wczesną wiosną (nawet w sytuacji, w której za kilka dni ma tłuc śnieg) zalatuje trochę perwersją, ale na jesień wchodziłaby jak złoto. No i na święta ofc. I zapisuję ją na swojej liście płyt do zassania i katowania właśnie w tych okolicach - bo jest świetna. Długo dojrzewałem do słuchania (i - co najważniejsze - odpowiedniego przeżywania) takiego grania, uruchomiło mi się jakoś w okolicach 2010 roku pod wpływem wrzucanego w wątku utworowym Orena Lavie (i generalnie RAMów i SFTów, cóż, nie sposób zaprzeczyć, że miały wpływ na kształtowanie moich gustów). Naprawdę, podoba mi się tutaj wszystko - oszczędne aranżacje z genialnym wykorzystaniem chóru, delikatny głos Meluy (Melui?), spokojne brzmienie gitary, no w pytę wprost. Te wszystkie elementy razem, późna jesień i pojawiające się już w świecie akcenty świąteczne stanowiłyby dla mnie idealne połączenie, jednocześnie faktycznie kojarzy się głównie z siedzeniem w jakiejś samotnej chatce w górach albo przynajmniej w jakimś zapomnianym przez ludzi przysiółku w okolicach Kutaisi w środkowej Gruzji, bo też dzięki temu chórowi ma bardzo wschodni vibe. Można by słuchać tego albumu na żywo albo w Sali Kongresowej albo w cerkwi. A i tu i tu trzymałaby poziom. Zresztą o tym, że Melua jest z pochodzenia Gruzinką wiedziałem wcześniej (w ogóle to dość zabawne, że Gruzini traktują ją jako swój towar eksportowy choć spędziła tam raptem parę pierwszych lat swojego życia i ma więcej wspólnego ze Zjednoczonym Królestwem niż góralami z Kaukazu), ale nie słyszałem jej śpiewającej po gruzińsku - If You Are So Beautiful to zdecydowanie jeden z najlepszych numerów na płycie, ale kupuje mnie tutaj melodyjność tego języka (który generalnie lubię i którego mam nadzieję się kiedyś nauczyć). Bardzo dobry jest też cover Joni Mitchell, a zdecydowanie błyszczą (dla mnie) Perfect World, Plane Song i Dreams On Fire. Całość ma podobnie melancholijny klimat co debiut Orena Lavie, tylko tutaj ma on konkretny, świąteczny setting. Albo raczej przedświąteczny, bo na święta - które jednak kojarzą mi się radośniej - wrzucałbym sobie słynną kompilację świąteczną. Ten album doskonale pasuje na czas oczekiwania, jeszcze jesienny, ale już coraz bardziej nie. Dobrą klamrę stanowią 2 numery, które mnie - i nie tylko mnie tutaj xD - będą się po wsze czasy kojarzyły z pewnym filmem Chrisa Columbusa, a w przypadku tego ostatniego dochodzą jeszcze osobiste feelsy, jako że z kolegą Hienem w ramach naszego muzycznego przedsięwzięcia akurat na zeszłoroczne Boże Narodzenie nagraliśmy własną wersję. Mając dobry materiał porównawczy stwierdzam, że poszło mi jeszcze lepiej niż mogłoby się to wydawać na samym początku (i to biorąc pod uwagę mega pozytywny odbiór). Tak czy inaczej, Melua ma mnie w garści, wcześniej znałem tylko kilka numerów i widzę że znów - dzięki tej zabawie - odkrywam coś fajnego, co chętnie będę odpalał when the time comes. Album wyrósł na mojego faworyta w kolejce ^^
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
del
-
stripped
- Posty: 13774
- Rejestracja: 09 wrz 2006 17:01
- Ulubiony utwór: hajerlow
Katie Melua - In Winter
Moja znajomość muzyki Katie zaczęła się od zarzynanego przez stacje radiowe Nine Million Bicycles, przez co nie trawiłem tego numeru długi czas. Później polubiłem jej inne single jak Spider's Web czy If I Were A Sailboat. Był to taki lekki radiowy pop na który czasem można mieć ochotę do kocyka i ciepłej herbaty jesienią. Z biegiem lat raczej o niej zapomniałem, taka muzyka wypadła z kręgu moich zainteresowań. Do In Winter podchodziłem z lekką niechęcia jakby, średnio miałem chęć wracać do Katie Melua a do tego to album na okres bożonarodzeniowy a pogoda za oknem nijak mi nie pasowała do odsłuchu. Dlatego po pierwszym przesłuchaniu nie spieszyłem się z drugim i zabrałem się za to dopiero dziś rano kiedy aura za oknem była już odpowiednia.
Przyznam że właściwe warunki pogodowe trochę poprawiły odbiór albumu, nie zmieniły jednak faktu że nie jest to muzyka w moich klimatach, jak słusznie shodan podejrzewał ten klimat i spokojne tempo muzyki męczyły mnie na dłuższą metę, ale nie uprzedzajmy faktów, bo album nie jest zły tak naprawdę. Największym plusem dla mnie był ten gruziński chór który dominował zwłaszcza w otwierającym album The Little Swallow oraz Cradle Song. Po niedawnym słuchaniu Glassa taka muzyka całkiem zgrabnie mi wchodziła do ucha, chór z którym rzadko się spotykam w muzyce ponownie był ciekawym instrumentem. Całkiem nieźle podchodzily mi te najbardziej świąteczne kawałki jak River, A Time To Buy (coś co powinno lecieć ze sklepowych głośników podczas przedświątecznej gorączki zakupów) oraz znany mi dzięki naszym kolegom z New Angels of Promise utwór O Holy Night. Równie dobry jest Perfect World ze swoim ładnym teledyskiem, coś co zdecydowanie będę chciał pokazać synowi w swoim czasie, taka ciepła rodzinna piosenka. Niestety jak wspomniałem z biegiem czasu moja cierpliwość się kończyła i zaczynałem przebierać nogami tak mniej więcej od połowy albumu gdy weszło Plane Song. Te cztery utwory przed finałowym O Holy Night niezbyt mnie urzekły.
Doceniam i szanuję klimat tej płyty i to że nie jest do końca typowym christmas albumem dzięki swoim chórkom i folkowym nawiązaniom ale dłuższe słuchanie światecznych kawałków z wokalem Katie mnie nuży, mogę słuchać takich klimatów ale potrzebuje większej różnorodności. Coś tam pewnie wydłubię z tej płyty i dorzuce na playlistę ulubionych światecznych numerów a może i wrócę do całej płyty w grudniu, w Katie Melua pewnie się bardziej nie będę zagłębiał. To naprawdę dobry album i nie ma się tu do czego przyj*bać, moim żywiołem po prostu są bity, rytmy i szeroko pojęty groove a na albumie bez perkusji o to raczej ciężko
nie wykluczam że to będzie album kolejki, choć w tej kolejce tak naprawdę chyba nie ma nic pode mnie zbytnio, ale odpowiedź uzyskam za dwa następne albumy.
Moja znajomość muzyki Katie zaczęła się od zarzynanego przez stacje radiowe Nine Million Bicycles, przez co nie trawiłem tego numeru długi czas. Później polubiłem jej inne single jak Spider's Web czy If I Were A Sailboat. Był to taki lekki radiowy pop na który czasem można mieć ochotę do kocyka i ciepłej herbaty jesienią. Z biegiem lat raczej o niej zapomniałem, taka muzyka wypadła z kręgu moich zainteresowań. Do In Winter podchodziłem z lekką niechęcia jakby, średnio miałem chęć wracać do Katie Melua a do tego to album na okres bożonarodzeniowy a pogoda za oknem nijak mi nie pasowała do odsłuchu. Dlatego po pierwszym przesłuchaniu nie spieszyłem się z drugim i zabrałem się za to dopiero dziś rano kiedy aura za oknem była już odpowiednia.
Przyznam że właściwe warunki pogodowe trochę poprawiły odbiór albumu, nie zmieniły jednak faktu że nie jest to muzyka w moich klimatach, jak słusznie shodan podejrzewał ten klimat i spokojne tempo muzyki męczyły mnie na dłuższą metę, ale nie uprzedzajmy faktów, bo album nie jest zły tak naprawdę. Największym plusem dla mnie był ten gruziński chór który dominował zwłaszcza w otwierającym album The Little Swallow oraz Cradle Song. Po niedawnym słuchaniu Glassa taka muzyka całkiem zgrabnie mi wchodziła do ucha, chór z którym rzadko się spotykam w muzyce ponownie był ciekawym instrumentem. Całkiem nieźle podchodzily mi te najbardziej świąteczne kawałki jak River, A Time To Buy (coś co powinno lecieć ze sklepowych głośników podczas przedświątecznej gorączki zakupów) oraz znany mi dzięki naszym kolegom z New Angels of Promise utwór O Holy Night. Równie dobry jest Perfect World ze swoim ładnym teledyskiem, coś co zdecydowanie będę chciał pokazać synowi w swoim czasie, taka ciepła rodzinna piosenka. Niestety jak wspomniałem z biegiem czasu moja cierpliwość się kończyła i zaczynałem przebierać nogami tak mniej więcej od połowy albumu gdy weszło Plane Song. Te cztery utwory przed finałowym O Holy Night niezbyt mnie urzekły.
Doceniam i szanuję klimat tej płyty i to że nie jest do końca typowym christmas albumem dzięki swoim chórkom i folkowym nawiązaniom ale dłuższe słuchanie światecznych kawałków z wokalem Katie mnie nuży, mogę słuchać takich klimatów ale potrzebuje większej różnorodności. Coś tam pewnie wydłubię z tej płyty i dorzuce na playlistę ulubionych światecznych numerów a może i wrócę do całej płyty w grudniu, w Katie Melua pewnie się bardziej nie będę zagłębiał. To naprawdę dobry album i nie ma się tu do czego przyj*bać, moim żywiołem po prostu są bity, rytmy i szeroko pojęty groove a na albumie bez perkusji o to raczej ciężko
"Murzyn wielkim wezyrem był i jest" - munlup
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Katie Melua – In Winter
Totalnie zapomniałem o tej typiarce. Dobre dziesięć lat temu z hakiem jeszcze stacje radiowe relatywnie często grały jej piosenkę o 9 milionach bicykli, chyba nawet słuchałem debiutu, ale prawdę powiedziawszy - nie zapadł mi szczególnie w pamięć. Ot, taki tam generyczny, radiowy MUZAK - wtedy stwierdziłem i tyle było tego. Potem stacje przestały ją grać, ja się postarzałem, dorosłem, wyprowadziłem, podjąłem pracę, wróciłem na forum i większość tych lat spędziłem bez szczególnego zastanawiania się nad tym co tam u tej wokalistki z Gruzji.
Na początek chciałem się dopieprzyć do pomysłu wrzucania albumu z kolędami pod koniec kwietnia, ale potem sobie uświadomiłem, że to nie jest album z kolędami, a mamy końcówkę marca. Pisanie, że to generyczny, neutralny i radiowy muzak także byłoby mocno krzywdzące. To nie jest zła płyta, to po prostu płyta, która mnie nie angażuję. W sumie to nie jest jakiś pełen wzrusz ramion, te chórki o których piszecie robią jakąś tam robotę i czynią ten album w pewien sposób unikalnym, przyjemnie się tego słuchało, ale po trzech odsłuchach nadal nie umiałbym wyróżnić żadnej piosenki i czuję, że za 5 minut nie będę totalnie o nim pamiętał. Trudno, nie mój gust, nie moje poczucie estetyki, nie ma tu między nami chemii.
Bywa i tak no.
Poza tym TIDAL leci w kulki i po ostatnim utworze puszcza na autoplay'u jakieś przaśne kolędy xd
Totalnie zapomniałem o tej typiarce. Dobre dziesięć lat temu z hakiem jeszcze stacje radiowe relatywnie często grały jej piosenkę o 9 milionach bicykli, chyba nawet słuchałem debiutu, ale prawdę powiedziawszy - nie zapadł mi szczególnie w pamięć. Ot, taki tam generyczny, radiowy MUZAK - wtedy stwierdziłem i tyle było tego. Potem stacje przestały ją grać, ja się postarzałem, dorosłem, wyprowadziłem, podjąłem pracę, wróciłem na forum i większość tych lat spędziłem bez szczególnego zastanawiania się nad tym co tam u tej wokalistki z Gruzji.
Na początek chciałem się dopieprzyć do pomysłu wrzucania albumu z kolędami pod koniec kwietnia, ale potem sobie uświadomiłem, że to nie jest album z kolędami, a mamy końcówkę marca. Pisanie, że to generyczny, neutralny i radiowy muzak także byłoby mocno krzywdzące. To nie jest zła płyta, to po prostu płyta, która mnie nie angażuję. W sumie to nie jest jakiś pełen wzrusz ramion, te chórki o których piszecie robią jakąś tam robotę i czynią ten album w pewien sposób unikalnym, przyjemnie się tego słuchało, ale po trzech odsłuchach nadal nie umiałbym wyróżnić żadnej piosenki i czuję, że za 5 minut nie będę totalnie o nim pamiętał. Trudno, nie mój gust, nie moje poczucie estetyki, nie ma tu między nami chemii.
Bywa i tak no.
Poza tym TIDAL leci w kulki i po ostatnim utworze puszcza na autoplay'u jakieś przaśne kolędy xd
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
devotional
- Posty: 7377
- Rejestracja: 26 lut 2005 18:00
- Ulubiony utwór: Master And Servant
- Lokalizacja: bezdomny
Tidal...
Jakby to Morandi mógł zaśpiewać "we can be better, Soulseek is the answer"
Jakby to Morandi mógł zaśpiewać "we can be better, Soulseek is the answer"
Dialog jest językiem kapitulacji. ~Fronda.pl
-
mintaj
- Posty: 6842
- Rejestracja: 18 maja 2010 20:22
- Ulubiony utwór: No na pewno nie somebody
- Lokalizacja: się biorą dzieci?
Której części wypowiedzi "jestem leniwy" nie rozumiesz? ;ppp
DEPESZWIZJA 117: edycja klubowa
PACZKA
PACZKA
-
shodan
- Posty: 18313
- Rejestracja: 04 lis 2007 14:18
- Ulubiony utwór: Halo
No niewiele o albumie Metos napisałeś. Właściwe nic.
Ale rozumiem jednocześnie zarzuty Hiena dot. mnie i płyty The Bravery.
Ale rozumiem jednocześnie zarzuty Hiena dot. mnie i płyty The Bravery.