Post
05 kwie 2022 12:15
Ułatwili mi niektórzy wrzucając utwory, które znałem,
Donguralesko - Mercedes Benz
Nie słuchałem nigdy Donguraleski (Donaguraleski? Donaguralesko?), więc nastawiłem się na coś interesującego widząc pochodzenia faceta. Ale w sumie nie dostałem nic interesującego, po prostu kolejny polski hip-hop inspirowany starszym, amerykańskim. Niby nic złego, ale słyszałem to już milion razy i chcąc nie chcąc meham. Leci sobie i leci, za każdym razem wylatuje drugim uchem. To trochę jak ze słuchaniem Ozric Tentacles, słyszysz pierwszy raz i się jarasz jakie to jest inne, zajebiste, a potem odkrywasz, że cała dyskografia brzmi dokładnie tak samo i każdy następny kawałek robi coraz gorsze wrażenie. A gdyby te inne kawałki były pierwsze, to by się człowiek pewnie pojarał. Mam nadzieję, że opisałem tę analogię w sposób czytelny xD „Bardzo spoko, szanuję” ode mnie, co niestety można zacząć odczytywać jako obelgę. Ucieszyłem się za to, że Dragon zaczął dzielić się faktycznymi przeżyciami i wspomnieniami. Może i na tym etapie nie ma tego dużo, ale śmiechłem czytając o tym jak mu starzy kasowali hip-hop z komórki. Będę miał podobną historię do opisania przy jednej płycie.
Grinderman - No Pussy Blues
Takie spostrzeżenie na początek, wszystko co ma w tytule na końcu dodane Blues od razu brzmi fajniej. Nawet jeśli to nie jest blues. W każdym razie, kawałek z cyklu „dałabym dała, dałabym, ale bym się bała” czyli wodzenie za nos, ale potem zostajesz odprawiony do domu. Wynikająca z tego frustracja jest w No Pussy Blues przedstawiona doskonale, ten jazgot to jest dokładnie to co nabuzowany facet, który nastawił się dymanie, czuje kiedy okazuje się, że nic nie będzie xD Nick Cave to jest król opisywania prostych spraw, a zwłaszcza prostych ludzkich mechanizmów, w ciekawy i luźno poetycki sposób. Tutaj nie ma co rozbijać muzyki na czynniki pierwsze, bo nie ma czego. To jest po prostu jeden wielki NOISE, jako środek do odpowiedniego przedstawienia emocji. Tu nie wyławia się niuansów, bo to jeden wielki niuans. A wąsy zawsze robią robotę.
Porcupine Tree - Trains
Słuchałem tego miliardy razy, a mimo wszystko, otworzyłem link Mentosa, żeby posłuchać. To już sporo mówi. Trains to jest Enjoy PT, ale stał się memem przez Stevena Wilsona, który czasami naprawdę potrafi spierdolić klimat. Udawane pękanie struny, czy jakieś sztuczki z chusteczką Harrisona, puszczanie sampla z pierdem, albo opowiadanie dowcipów, nie wiem, zrobiło z tego kabaretowy numer na koncertach. Myślę, że z tego przede wszystkim bierze się przewracanie oczami na temat Trains, bo kogo z fanów PT bym nie zapytał, to przyzna, że Trains lubi. Nie wiem, czy da się tego kawałka nie lubić. W ogóle kocham akordy, których używa SW w większości swoich utworów, bo są proste i gra się je z wielką przyjemnością. Trains to uczucie nostalgii zamknięte w muzyce, czyli to co lubię najbardziej. Dla mnie jest to uczucie powielone, bo pomijając, że utwór sam w sobie wywołuje jakieś nieopisane uczucie tęsknoty za „czymś”, to sam mam jeszcze tony, naprawdę ciężkie tony, własnych wspomnień z Trains związanych. Do tego końcówka zawsze będzie mi się kojarzyć z tym, że zaraz powinno wjechać Lips of Ashes, a to samo w sobie jest wspomnieniem zajebistym.
INXS - Don't Change
INXS pierwszy raz zainteresowałem się jakoś w 2004/2005 roku? Coś w tym stylu. Zakochałem się w kawałku Hear That Sound i w sumie potem poszło z górki. W tamtym czasie śpiewał z nimi JD Fortune i do dziś uważam, że to był doskonały następca Hutchence’a. Szkoda, że się między nimi zesrało. Zawsze jak widzę i słyszę wcześniejsze INXS, to uderza mnie jak bardzo podobni byli do U2, nie dziwię się, że Bono i MH byli przyjaciółmi. Taki właśnie vibe wczesnego U2, z tego kawałka odbieram i to jest bardzo pozytywne skojarzenie. Jestem sobie w stanie wyobrazić, że w jakiejś sytuacji np. właśnie udany flirt z laską, która mi się podoba, mógłbym czegoś takiego słuchać ze względu na czystą radość i energię (chociaż ostatecznie i tak wybieram rzeczy bardziej sentymentalne). W każdym razie, wrzucając INXS nie da się spudłować.
Jem - It's Amazing
Nie wiem w jakim radiu Ty to słyszałeś non stop Shodan, chyba w jakimś mazurskim odpowiedniku Żaka xD Nigdy tego nie słyszałem i podejrzewam, że nie tylko ja. No, ale to tylko uwaga. Fajny jest to kawałek. Perkusja przypomina mi trochę ciężkie, samplowane ze starych płyt loopy, z których korzystali raperzy na początku 90sów (ale nie tylko, bo skojarzenie mam też z Colours no-man). Daje to fajny groove. Reszta piosenki przypomina mi trochę bardziej wyluzowane Ace of Base (pisałem już tak o wrzutce Mentosa, ale nie moja wina, że Was znosi w te rejony). Trąbka na końcu mnie trochę bawi, brzmi jakby ktoś to dla zgrywy robił ustami xD Sorry w ogóle, że wywalam tu głównie jakieś głupie porównania zamiast sam coś napisać, ale ja tu słyszę głównie fragmenty, które znam z innych utworów. Taki fajny utwór, ale jednocześnie kolejny z tych, które nie wzbudzają emocji. Ani się nie zachwyciłem, ani też nie rozjuszyłem żeby napisać 10000 znaków o swoim wnerwie i potem skasować ¾ zeby się nie wygłupić. Taka nagroda pocieszenia, Paszport Polsatu, zamiast Paszportu Polityki.
Jon Bon Jovi - Santa Fe
Mam wrażenie, że te wszystkie zespoły wywodzące się bardziej lub mniej z hard rocka lat 80, brzmią identycznie. Słucham tego i momentami mógłbym się nabrać, że to Aerosmith, albo jakiś ostrzejszy Bryan Adams. Nie chcę się pastwić nad Bonem Dżowim, bo w sumie mam z nim miłe wspomnienia. Ale ta muzyka jest tak tania xD Te refreny, ta orkiestra im. Stanisława Krindżowskiego, te power chordy i perkusja z heavy reverbem. Ja wiem, że to był trend, jak wiele innych rzeczy, ale jak to się źle zestarzało. Gorzej z takimi kawałkami wypadają chyba tylko Iron Maiden xD Teledysk też nie robi tutaj nikomu przysługi (dlatego nadal namawiam, żeby wrzucać rzeczy bez klipów). Z drugiej strony, tak to jest z ocenianiem starszej muzyki z obecnej perspektywy (odnoszę się też do Rudego Rydza) i mam wrażenie, że na jakimś etapie jest to bez sensu, bo w jakimś stopniu opinie będą niesprawiedliwie krzywdzące ze względu to niepojmowanie odpowiedniego kontekstu. Cytując Niziurskiego „Kto nie widział ryby pływającej w wodzie, nie zrozumie jej kształtów, nie będzie wiedział, po co płetwy, ogon, skrzela...”. I ja się trochę tak czuję z Bon Jovim i kultem, który narósł wokół jego osoby. Jestem zwyczajnie ciekaw jak to wyglądało w tamtych czasach, bez balastu następnych 30 lat w muzyce. Bo były czasy kiedy Bon Jovi nie brzmiał tanio, tylko brzmiał super. A to była ta sama muzyka, te same piosenki. To jest temat na większą rozkminę (nie pierwszy raz w bestce), ale po raz kolejny, Melki zostawia mnie zakłopotanego, bo niby hejtuję, ale jest mi z tym szczerze źle. Jednocześnie zmusił mnie tym Bonjovim do ciekawych rozmyślań, więc chylę czoła.
O pierwsze miejsce tej kolejki biją się Murzyn i Mentos. Trudno mi wybrać jeden, więc wybieram oba.
"Idę spać bo nienawidzę ludzi" - Murzyn