ekhm... NO NIE WIEM XD
Bajm Dwa serca dwa smutki '97
No dobra, Bajmu to bym się nigdy w życiu tutaj nie spodziewał. Szczególnie od Mudżyna, ale PRZECZYTAŁEM i wszystko rozumiem. Zaskoczenie niemałe, bo Bajm to do dziś jeden z ulubionych zespołów mojej mamy. Szczególnie właśnie w wydaniu balladowym... U stóp szklanych gór, Dwa serca dwa smutki, było tego tam sporo. Od zawsze pamiętam, że parę piosenek sobie podśpiewywała, a że wiele z nich ma melodie całkiem nawet to i ja polubiłem. Dlatego zawsze do Beatki będę miał sentyment, coś tam od niej wisi w mojej liście rezerwowej, choć to już propozycja z etapu własnych odkryć. Nie ukrywam, że jak Bajm to raczej w mocno ograniczonym wyborze (i studyjnie, koncertowo raczej jako ciekawostka, choć Beata śpiwać umi), po 1990 roku to już właściwie 1-2 utwory, poza Modlitwą o złoty deszcz właściwie nic nie przychodzi mi do głowy. Wkurzające są te ciągoty do rockowego tuningu utworów, które na to zupełnie nie zasługują, nie potrzebują tego. W ich twórczości czasem trafisz na atakującą po czasie balladę albo rzeczy, które w tym wymiarze nie miały prawa się pojawić w wykonaniu takiego zespołu (Jezioro szczęścia ^^) i one są dobre. Jednocześnie jest masa rockowego pitolenia, pazur niemożliwie sztuczny, przesadnie pompatyczny, źle kiczowaty. Muszę kiedyś zrobić sobie popołudnie z lekturą tekstów o Bajmie (a na pewno są), bo to temat zbyt intrygujący, żeby tak o go pominąć.
Ale co o tych Dwóch sercach, smutkach dwóch? Oryginał też sobie odświeżyłem i jest o niebo lepszy. Tylko te gitarki pod koniec... i tak brzmienie mają lepsze niż Kombi. Gdyby to wyszło na winylu razem z Jeziorem na drugiej stronie to byłoby jedno z lepszych wydawnictw polskiego pop rocka. Nowsza wersja cierpi na kompleks krótkiego penisa producenta i wychodzi przynajmniej Van Halen w domu. Beata też śpiewa w mniej zaangażowany sposób, są dodatkowe okrzyki, krótkie zaśpiewy, nie przepadam za czymś takim. Oryginał jest ich pozbawiony. Zaczyna się rewelacyjnie, to przesłodzone pianinko wcale nie zapowiada późniejszej rockowej ekspresji, spokojnie taka akustyczna wersja by przeszła. To tak jakby Piosence księżycowej zrobić podobną krzywdę. Pierwsze półtorej minuty cudne, potem niestety bigos. Gdybym kiedyś miał zespół i mógł wybrać coś do zagrania ten jeden raz (honorowo lub ku pamięci czy coś) to jednym z poważnych kandydatów byłby ten początek. Koniecznie z zawieszeniem przed startem refrenu, a po pół minuty koniec.
Drugiej wrzutki odbieranej w tak różny sposób może nie być dość długo.
Odpowiadając na zapytanie - nowszą wersję kojarzę znacznie lepiej, niestety. Starszą najprędzej można znaleźć się w programach z klasykami polskiej muzyki. Może kiedyś na Offie zaproszą Bajm do odegrania Chroń mnie po bożemu w 40. rocznicę wydania, hihhi
Rosa Walton I Really Want to Stay at Your House
Zaskakujemy się z Mentosem w sposób niesamowicie błyskotliwy, przenikliwy i porywający. LEG znam dość dobrze i zaskoczyło mnie, że po 2020 coś nowego się pojawiło, ale nawet na Jutube jest podane, że to solowy numer jednej z duetu, a nazwa zespołu jest tylko, żeby przyciągnąć trochę więcej Ludu. W ramach wspominanego projektu jest ciekawsza muzyka, znacznie ciekawsza. O Cybersrunku można było nie usłyszeć siedząc pewnie w Bhutanie czy opuszczonej chacie w Kotlinie Kłodzkiej, więc kontekst kojarzę, ale bez doświadczenia gry to taki zwyczajny, właśnie generyczny dream pop xD Nawet trochę słychać, że to do gry pasuje, gwałtowne przejścia, dzieje się dużo, ale zmienia się za szybko. Oczywiście musi być z jakimś takim ironicznym zabiegiem kompozycyjnym, ten refren ma coś w sobie zdystansowanego, a te przerobione wokale są po prostu cienkie. Nie będzie nawet pół gwiazdki Michelin.
Nine Horses The Librarian
Hien wraca do wrzutek przepełnionych hienowatością i munlupizmem. Jesteśmy na tym etapie, że pewnie niedługo sam coś wrzucę z Sylvianem na wokalu, ale Nine Horses nie kojarzyłem do tej pory i to się zmieni. Mogę się tylko domyślać wrażenia, jakie Librarian zrobił na końcu i myślę, że u mnie może być porównywalne, ale właśnie po przesłuchaniu całej Snow Borne Sorrow. Maksymalni w minimalizmie, to lubię. Dużo różnych dźwięków, ale dla stworzenia klimatu, a nie gwałtownej serii solówek czy męczenia buły zwyczajnie. Za pierwszym razem wydawało mi się za długie, ale to była tylko kwestia osłuchania, a nie jakiegoś nieudanego fragmentu. Całość płynnie sennie, ma charakter dobrze zmęczonego człowieka, któremu z dnia zostało tylko już tylko rozmyślać nad czymś. Tak sobie to wyobrażam. Kiedy piszę pierwsze recenzje to jestem po 3-4 godzinach snu i pewnie nie sięgnę po całość od razu, ale mam ją na oku, może trochę później po prostu? Wrzuty typu Milli Vannilli są spoko, ale to nie ten poziom. Czekam z największą ciekawością na takie rewelacje jak to czy Living Proof. Nawet la la la tutaj wyszło w punkt.
Lato z Radiem (Main Theme)
Tutaj niestety czezowy kontekst nie pomaga, to dla mnie muzyczna archeologia, a i kontekst niby kojarzony, ale zupełnie obcy. Przez komunikaty typu sygnał wywoławczy nie idzie się skupić na właściwej muzyce. Trudno, żeby dżingiel brzmi inaczej, ale skoro Czez wrzuca dżingiel właśnie... Odpaliłem sobie jakąś czystą wersję i chyba poza wrażeniem ciekawostki i odczucia jakiegoś pokoleniowego odkrycia nic więcej z siebie nie wyduszę. Nigdy mnie nie ciągnęło do folkloru w takim wydaniu, na tego typu potańcówki nie chadzam. Klarnet chodzi zacnie.
CTwinks Heaven or Las Vegas
Druga wizyta w świecie Cocteau Twins i tym razem bardzo dobrze wymierzony strzał. Na Treasure potrzebuję jakiegoś bardziej doomerskiego klimatu i podobnej emocji w sobie. Co innego w przypadku HoLV. Jak mało gdzie tekst nie ma dla mnie większego znaczenia - jak wyłapię pojedyncze linijki to super, ale nie zmienia to nigdy mojego podejścia do tej muzyki. Jest tu odrobinę lżej albo to zasługa trochę bogatszego brzmienia, lepiej rozplanowanego, ciekawiej rozchodzącego się na głośnikach/słuchawkach? Podoba mi się to kanoniczne wejście gitarki, rozbudowane refreny, jest bardzo rzewnie, ale przesadnie nie muli. Klawiszowe My Bloody Valentine rewelacyjnie uzupełnia resztę, choć czasami nie mam ochoty wysłuchać tego do końca xD Od HoLV wolę tylko Pitch the Baby, tam nie ma ani jednego słabszego momentu, a i perkusja nie umyka niezauważalnie.
PSY Right Now
U shodana to trochę jak z deszczu pod rynnę. Z Gangnam Style się oswoiłem, ale to zasługa niesłuchania przez parę lat - jak nie mam z tym regularnego kontaktu to bardziej przymykam oczy i uszy. Co innego Gentleman - mój brat w swoim czasie słuchał tego tak często (madafaka dżentelmen będę miał z tyłu głowy do końca moich dni), że kiedy przypomniałem sobie o tym utworze to wszystko wróciło do głowy i zrobiło się nieprzyjemnie na chwilę xD Przy okazji RN wróciłem tylko do tego drugiego i po prostu ta bardzo wesoła i komiczna otoczka mi nie wchodzi. Kiedyś Gargamel zrobił śmieszny filmik nt. PPAP, kolejnego wesołego tworu azjatyckiego pochodzenia, który zyskał porównywalną (choć nie tak dużą) popularność co Gangnam Style. Wobec PSYa (psaja?) odczuwam podobne emocje co ten sympatyczny jutuber w przytaczanym przeze mnie filmiku. Right Now nie znałem, a przynajmniej nie pamiętam żebym gdzieś to kiedyś wczęsniej usłyszał. W porównaniu do GS i Madafaka Dżentylmen jest najbardziej słuchalne. Złapałbym wczutę jedynie gdybym to usłyszał w jakiejś grze, nawet któremuś Tekkenowi to by nie zaszkodziło. Poziomem produkcji nie różni się w ogóle od zachodnich rzeczy, nie jest specjalnie gorsze lub lepsze. Najciekawszy moment to fragment z krótkimi chórkami w refrenie. Nic mnie po prostu nie chwyta, taki PSY to było zjawisko początku zeszłej dekady i wolę go zostawić tam, gdzie i kiedy się pojawił. Chciałbym poznać faktyczną skalę popularności gościa na Dalekim Wschodzie.
Dzisiaj przesłuchałem sobie Nine Horses jeszcze raz i naprawdę o włos, ale znajdzie się za Heaven or Las Vegas. W ciągu najbliższych 2-3 dni na pewno cała płyta dostanie ode mnie szansę, taki ambient pop to jest w ostatnich paru miesiącach najlepsza metoda żeby mnie sprowokować do poszukiwań i odkryć.
Reszta w różnym stopniu i z różnych powodów średniawa, ale podesłanie jingla to totalny surrealizm. Sorry Czez xD