Nirvana - Smells Like Teen Spirit
Od czasu do czasu w naszej grze ktoś zarzuci jakimś Endżojem czyli flagowym utworem danego wykonawcy ale Czez poszedł nawet dalej bo Teen Spirit to przebój przy którym Enjoy The Silence może wydawać się obskjurem. Nigdy bym nie przypuszczał że jako pierwszy Nirvaną zarzuci akurat Czezucescu ale to miłe zaskoczenie. Nie chcę się nad nim tu zbytnio rozpływać, wiadomo ogólnie że to klasyk i numer który na dobre rozpoczął lata 90. w muzyce., ja zresztą Nirvanę bardzo sobie cenię i Cobaina za melodie i trochę za teksty, niemniej na samym albumie Nevermind miałbym spokojnie ze 3 inne kawałki które lubię bardziej od Teen Spirit. Tak czy srak jest to półka najwyższa, kolejna bezpieczna zagrywka Czeza, czekam na bardziej niszowe zaskoczenia nadal
New Order - Touched By The Hand of God
Jako że powszechnie już wiadomo że wielki fanem blu mandej jestem ale New Order znam baaaaaardzo słabo (jednak mając jakieś przeświadczenie że chyba reszta dyskografii nie jest tak wciągająca) to każdej wrzutki od tej kapeli ciekaw jestem. I tu z miejsca zaskoczenie bo to co słyszę to mocno pobrzmiewa mi takim lekkim plastikowym brzmieniem Pet Shop Boys, i nie jest to nawet PSB w najlepszym wydaniu. Potwornie płaska ejtisowa produkcja z którą dopiero co zmagałem się przesłuchując album Moev to nie jest moim zdaniem najlepsza rekomendacja ani tym bardziej nic na poziomie flagowego numeru tej kapeli. Wszystko na dobrą sprawę powiela się ze z Twoimi poprzednimi wrzutkami PSB, Electronic czy nawet Papa Dance, czuję się jak na dyskotece z przełomu lat 80. i 90. i czekam czy w tym secie za chwilę pojawi się disco polo. A właściwie to nie czekam, w obawie że to nastąpi ulatniam się z imprezy.
Lupe Fiasco - Superstar
W pierwszej chwili pomyślałem sobie ŁOOO ale Musiał mi hita przypomniał, przecież jarałem się tym kawałkiem przed laty ostro. Lupe znam słabo w sumie i w mainstreamie w naszym kraju miał tylko na początku swoje 5 minut chyba (zdaje się po Superstar było jeszcze Daydreamin', ja jednak preferuję starszy Kick, Push który znam w formie wideoklipu przyniesionego na kompa przez brata). W Superstar naprawdę dobry jest ten refren śpiewany przez jak się okazuje Pana Santosa kimkolwiek on jest, chodzi po głowie i można zanucić nawet, poza tym lubiłem bardzo to pianinko które miało fajną wibrację w sobie ale pobrzmiewa ono zaledwie we wstępie i w końcówce numeru. Tekścik o cieniach sławy, Lupe zmęczył się nią szybciej od Kanye chyba xD ogólnie mega nostalgic joint teleportujący mnie w czasy studenckie, lekki, nieco popowy backpackerski rapik, dawniej uprawiany właśnie przez moich ulubieńców z ATCQ czy De La Soul a później Kanye i Lupe. W sumie ok ale jednak nie wracam zbytnio.
Japan - My New Career
O jeju jak to brzmi! Świetny sound ma ten kawałek, ostatnio w bestce chyba tak mnie brzmienie jarało jak mintaj wrzucał Bowiego. I ten numer nawet Bowiem pobrzmiewa mam wrażenie, przynajmniej w pierwszej części, jeszcze z tym saksofonem, takie eleganckie, sophisticated, trochę w stylu Young Americans, ale w drugiej części gdy bas zaczyna robić swoje zawijasy i wchodzą skrzypce tu już totalnie czuję Kate Bush. Tak czy siak same dobre inspiracje, problemem jest dla mnie tylko specyficzny śpiew Sylvaina, on tak zawodzi trochę po swojemu ale bardziej drażni mnie niemelodyjność tego śpiewu, nie płynie ten wokal tak dobrze jak ta muza, ten typ tak już ma. Niemniej jedna z najlepszych wrzutek Dragona, obok Fastlove kolejny raz przyznaję wyróżnienie, laur publiczności. Okładka płyty fajna, nie obrażę się jak przyjdzie mi jej posłuchać
Queen - Death On Two Legs
Mentos ma swój dziaderski moment, to jest człowiek loteria trochę, raz wrzuca memy z XXI wieku a raz zadaje lekcję symfonicznego hard rocka. Ja z takim graniem mam tak sobie, hard rock ogólnie ok ale u Queen to jest specyficzny jednak i tą teatralnością zabarwiony. Wokal Freddy'ego uwielbiam, fantastyczny od zawsze na zawsze, gitary też w sumie robią swoje, tekst ciekawy nawet z tym kiss my ass i zachęcaniem do samobója, ale ogólnie trochę nie moja para kaloszy. Kciuk w bok, idziesz do czyśćca.
Grapetooth - Violent
No i o takie New Order nic nie robiłem. Utwór prosty, chwytliwy, nic nie jest przekombinowane, prosty rytm perkusji czy automatu perkusyjnego, gra gitara, syntezatorki dopełniają melodii, nic nie jest spieprzone. Wokalnie faktycznie trochę zalatuje niechlujstwem King Krule, ale naleciałości New Order przeważają w tym kawałku. Ejtisy przetłumaczone na współczesny język. Produkcja tu jest bardziej lekka z zamierzenia niż płaska jak w latach 80., zakończenie samym rytmem mi odpowiada. Swoją drogą trochę koresponduje mi to z polecajką jaką munlupowi wczoraj zapodałem, przy jej okazji wymyślając nazwę podgatunku ale przy tym kawałku Grapetooth ta łatka pasuje mi jeszcze bardziej - upbeat Hiencore xD zabawne że w tej rundzie padło wiele wielkich nazwisk ale to Grapetooth lekko (może tą lekkością właśnie?) wygrywa kolejeczkę.
Ocena kolejki: dojechana fest
Faworyt kolejki: podróba New Order
Nie, dziękuję: oryginalne New Order